W BLASKU MIŁOSIERDZIA

36/1036 – 10 sierpnia 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

Niedziela, 10 sierpnia 2025

XIX niedziela zwykła rok „C”

 

Czytania
Pierwsze czytanie: Mdr 18,6-9
Psalm: Ps 33
Drugie czytanie: Hbr 11,1-2.8-19
Ewangelia: Łk 12,32-48
Ewangelia
Gotowość na przyjście Pana
Łk 12, 32-48
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo.
Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.
Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.
A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie przyjść ma złodziej, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie».
Wtedy Piotr zapytał: «Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?»
Pan odpowiedział: «Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby rozdawał jej żywność we właściwej porze? Szczęśliwy ten sługa, którego pan, powróciwszy, zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w sercu: Mój pan się ociąga z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; surowo go ukarze i wyznaczy mu miejsce z niewiernymi.
Ów sługa, który poznał wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie poznał jego woli, a uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą».
 
 
 
 
Komentarz do czytań
Bycie chrześcijaninem musi kosztować. Cena jaką płaci chrześcijanin, to przede wszystkim trud przemiany samego siebie, trud codziennego powtarzania Bogu swojego „tak”. Wbrew zewnętrznym przeciwnościom, ale i wbrew wewnętrznym pokusom. To chyba główna treść czytań tej niedzieli.
Życie ma smak niesłonej zupy? Uszy do góry. Przed nami niebo. Oczekiwanie na spełnienie nadziei bywa trudne. Jak oczekiwanie dziecka na wymarzony prezent: niby wiadomo, dostane, ale przecież bywa w tym oczekiwaniu i niepewność. Ci z nas, którym życie doskwiera też czasem pytają: jak długo jeszcze, czy to lepsze życie naprawdę istnieje? Czy Bóg pozwoli mi tam wejść?
Czytania tej niedzieli są wezwaniem do cierpliwości i ufności. Bóg chce dla nas wszystkich jak najlepiej. I na pewno tych, którzy pokładają w  Nim swoją nadzieje, nie odtrąci na wieki. Ale trzeba jeszcze czasu. Oczekując zaś tej chwili, kiedy nadzieja się spełni, mamy zatroszczyć się o skarny, które w nowym życiu nie zniszczeją...
Czuwajcie. Z lampami, pochodniami czekając Pana. Ale przygotowani. Czyli?
Gdy przed dziećmi postawić ciasto lubią sobie powybierać. Ot, rodzynki albo krem, a resztę zostawić. Chrześcijanom wobec Ewangelii grozi podobna postawa. Wybrać tylko to, co wygodne, Choć dla każdego to "wygodne" będzie znaczyło co innego, i różnie do sprawy będzie podchodził "chrześcijanin nawet nie niedzielny", a inaczej "częściej niż niedzielny" mechanizm pozostaje ten sam - odrzucenia tego, co uwiera, co zmusza do zmiany postawy. Ot, można być rządca, który usłyszał, że ma być rządcą, ale jakoś do niego nie dotarło, że jego zadaniem jest troska o współsługi, nie panoszenie się...
Stajemy się mała trzódką? Nie ma się co martwić. Naszemu niebieskiemu Ojcu spodobało się dać nam Królestwo... Spojrzeć na teraźniejszość z perspektywy tego, co czeka nas w wieczności.
 
 
 
 
W dzisiejszym numerze
- Do bogactw, choćby rosły, serc nie przywiązujcie
- Targowica
- Zawierzamy Bożym obietnicom
- Biodra wasze będą przepasane
- 15 sierpnia - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
- Procesja z życiem
- Za co Jezus rugał apostołów
- W deszczu i burzy, w deszczu i mgle
- Trzech świętych, którzy kochali przebywać na świeżym powietrzu…
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

 

Do bogactw, choćby rosły,
serc nie przywiązujcie
Jak stać się bogatym przed Bogiem? To wejść na drogę jałmużny, daru serca, nie byle czego. To zapytać się, do czego przywiązane jest serce?
Psalmista w Psalmie sześćdziesiątym drugim woła: " Do bogactw, choćby rosły, serc nie przywiązujcie".
Tak więc, gdzie jest skarb i gdzie jest moje serce? I czy to jest to jedno miejsce?
I wezwani jesteśmy, zgodnie z pierwszym czytaniem z Księgi Mądrości, żeby zobaczyć, że oto jesteśmy ludźmi paschalnymi, że oto mamy być tymi, którzy ruszają w drogę. Niech będą zapalone pochodnie, przepasane biodra.
Ruszamy, oczekując na powrót Oblubieńca. Obojętnie, o której wróci, mamy być gotowi na spotkanie. Czuwający. A kiedy On przybędzie, następuje nieoczekiwana zamiana miejsc. To Chrystus nam służy. Siłą rzeczy ta Ewangelia zaprasza, żeby odnaleźć się w Wieczerniku świętego Jana i dać sobie obmyć nogi.
Jezus sługa uczy nas budować prawdziwe relacje. I to jest najważniejsze. I tego potrzebujemy, żeby odnaleźć się przed Jezusem i pozwolić Mu, żeby On się nami zaopiekował. I zaproszeni jesteśmy do wierności, także w tym, co jest małe, w tym, co jest zwyczajne i codzienne. I w tym wszystkim potrzeba nam także zanurzyć się i poczytać sobie jedenasty rozdział Listu do Hebrajczyków, czyli hymn o wierze.
Bardzo dobrze znamy hymn o miłości, z trzynastego rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów." A na tę niedzielę mamy zadany hymn o wierze, z Listu do Hebrajczyków: "Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy. Dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy." Warto zapoznać się z całą tą listą osób, które uwierzyły i poszły za głosem Boga, jak Abraham i jego następcy.
ks. Wenancjusz Zmuda – „Mateusz.pl”
 
 
 
Targowica
Polska stosunkowo od niedawna obchodzi rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Helwecja 1 sierpnia od ponad stu lat wspomina podpisanie aktu Konfederacji Szwajcarskiej z 1291 roku. Może ktoś z nas westchnął w tych dniach do Pana za ojczyznę, tę czy inną – i bardzo dobrze. Dostojna Patria, Najjaśniejsza Rzeczpospolita, jak każda ludzka wspólnota, potrzebuje naszej troski, naszej modlitwy. Mrok się pojawia, gdy to ojczyzna najmocniej jaśnieje na moim niebie i staje się przedmiotem wiary („A w co wierzysz? W Polskę wierzę”, jak uczy pewien katechizm, bynajmniej nie katolicki). Tymczasem moja ojczyzna nie jest tu. Jej ziemskie światło: czy to lśniące heroicznymi walkami, czy pracowitym budowaniem dobrobytu, nie jest w stanie rozświetlić moich mroków. Tych najgłębszych. Egzystencjalnych. Ze śmiercią na czele.
Trwa noc. Trwa czekanie. W ciemności świecą tylko pochodnie rozpalone przez Pana młodego. On już był, rozniecił ich wiele, w tym trzy najważniejsze: wiarę, nadzieję i miłość – zadatki uczty w prawdziwej ojczyźnie, z której po nas wyjdzie. Z Domu. Z Domu bardziej realnego niż ten widzialny: nad Odrą, nad Wisłą czy pod Alpami. Jak Abraham zaufaj światłu wiary, nie biało-czerwonym światłom twojego Ur. Śpiewaj pieśni przodków, upamiętniaj noce politycznych wyzwoleń, ale pamiętaj, że Noc Wyzwolenia jest tylko jedna – zmartwychwstania Pana młodego. Ziemskie ojczyzny się starzeją. On, nasza prawdziwa ojczyzna – trwa w nieprzemijającej młodości. Ucztuje i się weseli. Czeka na ciebie. Zatem jeśli trzeba, jeśli zaślepił cię blask Najjaśniejszej – dokonaj Bożej Targowicy. Zostaw Ur. Sprzedaj Mu twoje ojczyźniane mienie. Wtedy wszystkie światła na twoim niebie wrócą na właściwe orbity. To ojczyźniane też wtedy zabłyśnie najpiękniej. A co najważniejsze, On sam przepasze się i każe ci zasiąść do stołu, i będzie ci usługiwał. Tego nie jest w stanie dać żadna ziemska ojczyzna – skandalu Boga usługującego ludziom.
Szymon Bialik OP – „wdrodze.pl”
 
 
 
Zawierzamy Bożym obietnicom
1. Mniej więcej w połowie okresu zwykłego zaczynają się pojawiać w niedziele tematy eschatologiczne coraz bogatsze w treść. Cykl bowiem etapów zbawienia z końcem roku liturgicznego zmierza do swego kresu, do przypomnienia o paruzji Chrystusa ze wszystkimi wnioskami, jakie płyną z tej prawdy. Dziś przez wszystkie trzy czytania przewija się wątek zawierzenia Bożym obietnicom, które nas prowadzą po linii dziejów zbawienia. I tak pierwsze dwa czytania podają zachęcające historyczne przykłady wiary u wybranych postaci Starego Testamentu. Natomiast Ewangelia po określeniu, na czym polega gromadzenie prawdziwych skarbów w niebie, przytacza dwie Jezusowe przypowieści o gotowości sług na przyjście Pana. W pierwszej przypowieści (perykopa krótsza) głównie słyszymy zachętę do czujności, sowicie nagrodzonej, w drugiej zaś (perykopa dłuższa) pojawia się również ostrzeżenie przed groźnym brakiem czujności. Z całą powagą występuje tutaj na pierwszy plan nasza odpowiedzialność za życie doczesne w świetle wieczności.
2. Stosunkowo późna i w oryginale napisana po grecku Księga Mądrości, jest jakby poematem na cześć tego Bożego przymiotu, pojętego niemal osobowo. Mądrość ta jawi się nie tylko w kosmosie, ale również w dziejach zbawienia. Rozpoczęły się one dla Izraela jako ludu Bożego w noc Wyjścia z Egiptu po ostatniej pladze zesłanej na ciemiężycieli, opisanej w dzisiejszym urywku. W kilka miesięcy po tej historycznej nocy potomkowie patriarchy Jakuba mieli otrzymać pod Synajem wraz z dekalogiem status wolnego, teokratycznego Ludu Bożego. Autor księgi, Żyd zapewne egipski, przeplatając opis tamtej nocy refleksjami, na sposób poetycki ocenia entuzjastycznie postawę przodków. Polegała ona na zawierzeniu uprzednim Bożym obietnicom, przekazanym im przez Mojżesza. Nie było ono łatwe na tle stale rosnącego ucisku i nieustępliwości faraona wobec Bożego nakazu wypuszczenia wolno Izraelitów. Końcowe zdanie mówi o pierwszej wieczerzy paschalnej, potem prawnie ustanowionej i obowiązującej wszystkich Żydów, dla której autor kreśli cały opis, tzw. haggadę.
W Liście do Hebrajczyków jego rozdział 11 z uniesieniem wychwala przykłady wiary szeregu czołowych postaci Starego Testamentu. Termin wiara przybiera tam dwa znaczenia: prawd objawionych przez Boga (w. 1–2) i samego aktu zawierzenia Bożym obietnicom lub nakazom (reszta perykopy). Ten drugi aspekt wysuwa się na czoło w dzisiejszym zestawie czytań, kontynuując entuzjastyczny ton pierwszego czytania. Dla adresatów tego listu, Żydów, a może nawet dawnych kapłanów świątyni, kuszonych wtedy w stronę apostazji na tle ich trudnej sytuacji w Ziemi Świętej w przededniu wybuchu powstania przeciw Rzymianom, szczególnie ważne były te bohaterskie przykłady. W każdym z nich widoczne było życiowe ryzyko utraty szans doczesnych, nawet życia, jakie ludzie ci podejmowali, by wytrwać w wierności Bogu, mimo trudnych sytuacji. Dla nich wówczas podstawą wytrwałej nadziei były niezawodne Boże obietnice. Pozostają one w mocy dzisiaj dla nas z ich rękojmią naczelną – zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa.
Ewangelia zaczyna się od apelu Pańskiego o dobrowolne ubóstwo, ale połączone z czynami miłosierdzia jako środkiem gromadzenia sobie skarbów wiecznie trwałych w niebie. Po naczelnej zasadzie: Gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze, następują dwie przypowieści o czujności, jakiej Pan nasz oczekuje od nas jako sług swoich. Pierwsza z nich, cała optymistyczna, stawia naprzeciw siebie dwa kontrasty. Z jednej strony widać bezwarunkową wierność sług, która wyraża się w czujności na nieznaną chwilę przyjścia Pana. Z drugiej zaś ukazuje się Jego niesłychana na owe czasy odpłata: to sam Pan będzie obsługiwał swoje sługi. Natomiast druga przypowieść ukazuje inny kontrast: prawidłową postawę czujnego sługi przeciwstawia błędnej – opieszałemu lekceważeniu chwili przyjścia Pana, połączonemu z szeregiem wykroczeń moralnych. Tę drugą postawę czeka surowa kara odłączenia („ćwiartowania” nie trzeba brać dosłownie!), skoro niespodzianie Pan nadejdzie. Pouczenie kończy się zasadą proporcjonalnej odpowiedzialności każdego za własne czyny.
3. Pozytywne przykłady postaw moralnych podane we wszystkich trzech czytaniach wykazują wspólną jedną cechę. Jest nią zawierzenie Bogu ze strony tych ludzi w sytuacjach trudnych. Były one, oceniając je tylko po ludzku, wręcz beznadziejne, bądź też wymagały wielkiej odporności na pokusy. Pierwsze czytanie wybiórczo kreśli tylko jeden aspekt nocy pierwszej Paschy, ale wystarczy przeczytać kontekst tego faktu z Księgi Wyjścia, by się przekonać, jak trudna była ta sytuacja Izraelitów przed tą nocą i jeszcze długo po niej. Dwukrotny, wspomniany w drugim czytaniu, wybór woli Jahwe, dokonany przez Abrahama, był przysłowiowym skokiem w próżnię. Wzorowa czujność sług z pierwszej przypowieści ewangelijnej była nużąca, a pokusa, jakiej uległ zły sługa w drugiej – rosła w miarę zwlekania pana z powrotem. W tych wszystkich sytuacjach podobnie przeszkadzał człowiekowi konkret jego stałych doświadczeń tak zniechęcających, jak pociągających. Chwalona zaś w nich cnota miała jeden punkt oparcia – Bożą obietnicę, w przypadku Abrahama nawet bez podania argumentów.
4. Homilia bądź rozpracuje szczegółowo opisane w czytaniach sytuacje ukazując ich współczesne analogie, bądź zajmie się hasłem wyżej podanym w tytule. W tym drugim przypadku należy uwydatnić wymienione w nim człony stojące naprzeciw siebie: Boże obietnice z jednej, a naszą czujność z drugiej strony. Gdy Bóg obiecuje, i to bezwarunkowo, trzeba równie bez zastrzeżeń uwierzyć jak Abraham w treść Bożej obietnicy, dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego (Łk 1,37). Próba zaś życiowa naszej wierności Bożym obietnicom rozciąga się na całe życie z jego monotonią. Dlatego postawa czujności aktywnej powtarza się trzykrotnie w dzisiejszych przykładach jako praktyczny wyraz wierności właściwej dla sług. Jesteśmy nimi wszyscy, choć nie na ten sam sposób. Pytanie Piotra z Ewangelii jest pod tym względem znamienne: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy do wszystkich? Nagradza w końcu ten Pan, który przybrał dla nas postać Sługi, a nagradza z właściwą sobie, niepojętą dla nas hojnością. Jego sprawiedliwość i miłość stanowią jedno.
Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”
 
 
 
Biodra wasze będą przepasane
Fragment z Księgi Mądrości – pierwsze czytanie – jest nawiązaniem do Paschy i wezwaniem do czujności, życia „w gotowości”, by spotkać Tego, który nadchodzi, Tego, ku któremu zmierzamy. To postawa, która przypomina moment, gdy Bóg wezwał lud, by przygotował się do wyjścia z Egiptu: „Biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach” (Wj 12,11). „Noc wyzwolenia” – pisze Autor Księgi Mądrości – „została zapowiedziana naszym ojcom, aby nabrali odwagi” (por. Mdr 18,7). To jest klucz do zrozumienia Ewangelii.
Wierzący dzisiaj mogą poczuć się jak „mała trzódka”, jak niegdyś Izrael. Ale jeśli jesteśmy w rękach Boga, będziemy zdolni pokonać wszelkie przeszkody. Jezus przypomina, że jesteśmy wybrani, ogarnięci miłością Ojca. Dlatego prosi, aby zrodziło się nasze zaufanie do Boga: „Sprzedajcie, co posiadacie, i dajcie jałmużnę. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze” (Łk 12,33-34).
Ogołocenie się z tego, co się posiada – dóbr, pieniędzy, ziemi – nie wynika z pogardy ani z filozoficznego cynizmu, lecz z potrzeby dzielenia się z tymi, którzy nie mają. Każdy ma swoje bogactwa: pieniądze, dobra, ale także możliwości, wolny czas, osobiste dary. Uwolnienie się od przywiązania do rzeczy, by objąć Najwyższe Dobro całym swoim jestestwem, jest gwarancją wolności – dowodem na to, że nie żyjemy, polegając jedynie na własnych siłach i możliwościach.
To takie proste, a jednak wymaga nawrócenia, które nigdy nie dokonuje się raz na zawsze, lecz musi być odnawiane dzień po dniu, gdy idziemy za Jezusem. Ponieważ dobra i pieniądze niemal zawsze nam towarzyszą – i często się mnożą.
W jednym ze swoich kazań ks. Piotr Pawlukiewicz opowiadał o sprzęcie do odtwarzania muzyki – nie pamiętał, czy sam go kupił, czy ktoś mu go podarował. Wieczorem zaczął go składać i podłączać. I – jak mówił – nie wiedział, kiedy minął czas, ale skończył dopiero nad ranem. Wtedy pomyślał: „Gdyby ktoś kazał mi adorować Najświętszy Sakrament przez całą noc, co by się działo? Jakim byłbym męczennikiem, jaka ofiara!”. A tutaj – sam nie wie, kiedy minęły godziny...
W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Jezus mówi: „Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze” (Łk 12,34).
Co – lub kto – jest moim skarbem? Gdzie jest moje serce?
Mamy w dzisiejszej Ewangelii wezwanie do czuwania, bycia gotowym na spotkanie z Panem. Powinniśmy być podobni do sług oczekujących powrotu swego Pana: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie” (Łk 12,35). Zatrzymajmy się na tym obrazie.
„Niech będą przepasane biodra wasze…”
To postawa pielgrzyma, gotowego wyruszyć w drogę. To postawa Abrahama, który opuścił swoją ojczyznę umocniony obietnicą Boga (por. Rdz 12,1-4). To postawa Narodu Wybranego, gotowego do wyjścia z ziemi niewoli (por. Wj 12,11). I dziś mamy przyjąć taką postawę – by nie zapuścić korzeni w wygodach, bezpiecznych domach i osiągnięciach, które mogą nas zniewolić.
„Zapalone pochodnie”
To światło wiary, które pozwala nam odczuwać, że Bóg jest z nami, jest pośród nas. To światło nadziei, które podtrzymuje nas w ziemskiej pielgrzymce – wiemy, ku czemu zmierzamy. To światło miłości, które pobudza do dzielenia się tym, co posiadamy, bo jesteśmy dziećmi jednego Ojca. To światło braterstwa, które przypomina, że nie jesteśmy sami – ale wspólnie przeżywamy tę podróż jako lud Boży.
Nie trzeba nikogo przekonywać, jak ważna jest czujność tych, którzy za coś odpowiadają. Ich zaniedbanie, nieuwaga, senność – mogą mieć tragiczne skutki. Czuwanie oznacza rezygnację ze snu, poświęcenie czasu, by nie dać się zaskoczyć. Oznacza walkę z ospałością i biernością – by osiągnąć to, do czego naprawdę dążymy.
Jezus wzywa do wielkiej czujności i duchowej gotowości. Prosi nas, abyśmy przyjęli postawę sług, którzy przepasali biodra, by służyć. Abyśmy mieli zapalone lampy, byli gotowi otworzyć, gdy Pan zapuka. Oto prawdziwa postawa chrześcijanina: „Błogosławieni owi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie” (Łk 12,37).
To znaczy: błogosławieni ci, którzy mając Pana za swój skarb, będą oczekiwać Jego przyjścia – i spotkają Go w chwili, gdy nadejdzie, choćby o późnej godzinie.
Czuwanie nie jest łatwe. Trudy dnia, praca, obowiązki, długi czas chrześcijańskiego życia, monotonia codzienności – wszystko to zagraża czujności. Wymaga ona uwagi, roztropności i odpowiedzialności. A gdy ludzie wokół nas troszczą się jedynie o lepsze mieszkanie, samochód czy egzotyczne wakacje – łatwo się w tym zatracić i widzieć tylko to.
Pewien nauczyciel – mędrzec – powiedział do swojego ucznia:
– Rozejrzyj się po tym pokoju i postaraj się zapamiętać wszystkie przedmioty brązowego koloru.
Uczeń wykonał polecenie. Po chwili mędrzec rzekł:
– Zamknij oczy i wymień wszystkie przedmioty koloru niebieskiego.
Uczeń zdenerwowany odpowiedział:
– Nie zauważyłem żadnych przedmiotów niebieskich, bo całą moją uwagę skupiłem na brązowych – tak mi pan kazał.
Mędrzec uśmiechnął się i powiedział:
– Otwórz oczy i rozejrzyj się. W pokoju jest wiele niebieskich przedmiotów. I to prawda.
Po chwili dodał:
– Tym przykładem chciałem ci pokazać życiową prawdę: jeżeli w pokoju zwracasz uwagę tylko na rzeczy jednego koloru – a w życiu tylko na to, co materialne, co proponuje świat – to będziesz tylko to widział i to będzie wpływało na twoje życie.
A Ty? Na co dziś patrzysz? Co zajmuje Twoje serce i uwagę?
Spróbuj dziś wieczorem zrobić prosty rachunek sumienia: co było dla Ciebie „skarbcem” w ostatnim tygodniu? Gdzie było Twoje serce – przy Jezusie czy może bardziej przy koncie bankowym, komforcie, opiniach innych?
Zrób miejsce Panu. Stań przed Nim z zapaloną pochodnią wiary – może choć na chwilę adoruj Go w ciszy. Oddaj Mu to, co Cię przygniata, i proś, aby oczyścił Twoje serce, by było gotowe na Jego przyjście – nawet dziś.
Bo „błogosławieni ci, których Pan zastanie czuwających” (Łk 12,37). Niech wśród nich będziesz i Ty.
o. Krzysztof Szczygło CSsR
Misjonarz Warszawskiej Prowincji Redemptorystów obecnie Przełożony Wspólnoty oraz rektor kościoła i Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy – Mościska (Ukraina)
 
 
 
15 sierpnia
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
Prawda o Wniebowzięciu Matki Bożej stanowi dogmat naszej wiary, choć formalnie ogłoszony stosunkowo niedawno - przez papieża Piusa XII 1 listopada 1950 r. w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus:
"...powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła i Naszą, ogłaszamy, orzekamy i określamy jako dogmat objawiony przez Boga: że Niepokalana Matka Boga, Maryja zawsze Dziewica, po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do chwały niebieskiej" (Breviarium fidei VI, 105)
Wniebowzięcie Maryi Orzeczenie to papież wypowiedział uroczyście w bazylice św. Piotra w obecności prawie 1600 biskupów i niezliczonych tłumów wiernych. Oparł je nie tylko na innym dogmacie, że kiedy przemawia uroczyście jako wikariusz Jezusa Chrystusa na ziemi w sprawach prawd wiary i obyczajów, jest nieomylny; mógł je wygłosić także dlatego, że prawda ta była od dawna w Kościele uznawana. Papież ją tylko przypomniał, swoim najwyższym autorytetem potwierdził i usankcjonował.
Przekonanie o tym, że Pan Jezus nie pozostawił ciała swojej Matki na ziemi, ale je uwielbił, uczynił podobnym do swojego ciała w chwili zmartwychwstania i zabrał do nieba, było powszechnie wyznawane w Kościele katolickim. Już w VI wieku cesarz Maurycy (582-602) polecił obchodzić na Wschodzie w całym swoim państwie w dniu 15 sierpnia osobne święto dla uczczenia tej tajemnicy. Święto to musiało lokalnie istnieć już wcześniej, przynajmniej w V w. W Rzymie istnieje to święto z całą pewnością w wieku VII. Wiemy bowiem, że papież św. Sergiusz I (687-701) ustanawia na tę uroczystość procesję. Papież Leon IV (+ 855) dodał do tego święta wigilię i oktawę.
Z pism św. Grzegorza z Tours (+ 594) dowiadujemy się, że w Galii istniało to święto już w VI w. Obchodzono je jednak nie 15 sierpnia, ale 18 stycznia. W mszale na to święto, używanym wówczas w Galii, czytamy, że jest to "jedyna tajemnica, jaka się stała dla ludzi - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny". W prefacji zaś znajdujemy słowa: "Tę, która nic ziemskiego za życia nie zaznała, słusznie nie trzyma w zamknięciu skała grobowa".
U Ormian uroczystość Wniebowzięcia Maryi rozpoczyna nowy okres roku kościelnego. Liturgia ormiańska na ten dzień mówi m.in.: "Dziś duchy niebieskie przeniosły do nieba mieszkanie Ducha Świętego. (...) Przeżywszy w swym ciele życie niepokalane, zostałaś dzisiaj owinięta przez Apostołów, a przez wolę Bożą uniesiona do królestwa swojego Syna".
W liturgii abisyńskiej, czyli etiopskiej, w tę uroczystość Kościół śpiewa: "W tym dniu wzięte jest do nieba ciało Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej, naszej Pani".
15 sierpnia obchodzą pamiątkę tej tajemnicy również Chaldejczycy, Syryjczycy i maronici. Kalendarz koptyjski pod dniem 21 sierpnia opiewa Wniebowzięcie ciała Matki Bożej do nieba.
Wniebowzięcie Maryi
Różne bywają nazwy tej uroczystości: Wzięcie Maryi do nieba, Przejście, Zaśnięcie, Odpocznienie Maryi. Nie wszyscy ojcowie Kościoła, zwłaszcza na Wschodzie, byli przekonani o fizycznej śmierci Matki Najświętszej. Dlatego także Pius XII w swojej konstytucji apostolskiej nie mówi nic o śmierci, a jedynie o chwalebnym uwielbieniu ciała Maryi i jego wniebowzięciu. Kościół nie rozstrzygnął zatem, czy Maryja umarła i potem została wzięta do nieba z ciałem i duszą, czy też przeszła do chwały nie umierając, lecz "zasypiając".
Warto przytoczyć dość jasne wypowiedzi Ojców Kościoła na temat wniebowzięcia Maryi. Na Zachodzie pierwszą wzmiankę o tym niezwykłym przywileju Maryi podaje św. Grzegorz z Tours: (+ 594):
I znowu przy Niej stanął Pan, i kazał Jej przyjąć święte ciało i zanieść w chmurze do nieba, gdzie teraz połączywszy się z duszą zażywa wraz z wybranymi dóbr wiecznych, które się nigdy nie skończą.
Św. Ildefons (+ 667):
Wielu przyjmuje jak najchętniej, że Maryja dzisiaj przez Syna Swego (...) do pałaców niebieskich z ciałem została wyniesiona.
Św. Fulbert z Chartres (+ 1029) pisze podobnie:
Chrześcijańska pobożność wierzy, że Bóg Chrystus, Syn Boży, Matkę swoją wskrzesił i przeniósł Ją do nieba.
Św. Piotr Damiani (+ 1072) tak opiewa wielkość tajemnicy dnia Wniebowzięcia:
Wielki to dzień i nad inne jakby jaśniejszy, w którym Dziewica królewska została wyniesiona do tronu Boga Ojca i posadzona na tronie. (...) Budzi ciekawość aniołów, którzy Ją pragną zobaczyć. Zbiera się cały zastęp aniołów, aby ujrzeć Królową, siedzącą po prawicy Pana Mocy w szacie złocistej w ciele zawsze niepokalanym.
Z innych świętych można by wymienić: św. Anzelma (+ 1109), św. Piotra z Poitiers (+ 1112), św. Bernarda (+ 1153) i św. Bernardyna (+ 1444).
Wniebowzięcie Maryi
Najpiękniej jednak o tej tajemnicy piszą Ojcowie Wschodu. Św. Jan Damasceński (+ ok. 749) podaje, jak cesarzowa Pulcheria (ok. roku 450) wystawiła kościół ku czci Matki Bożej w Konstantynopolu i prosiła listownie biskupa Jerozolimy Juwenalisa o relikwie Matki Bożej. Juwenalis odpisuje jej na to, że relikwii takich nie ma, gdyż ciało Jej zostało wzięte do nieba "jak to wiemy ze starożytnego i bardzo pewnego podania".
Z kolei św. Jan Damasceński opisuje śmierć Maryi Panny w otoczeniu Apostołów:
Kiedy zaś dnia trzeciego przybyli do grobu, aby opłakiwać Jej zgon, ciała już Maryi nie znaleźli.
Kazanie swoje kończy refleksją:
To jedynie mogli pomyśleć, że Ten, któremu podobało się wziąć ciało z Dziewicy Maryi i stać się człowiekiem; Ten, który zachował Jej nienaruszone dziewictwo nawet po swoim narodzeniu, uchronił Jej ciało od skażenia i przeniósł je do nieba przed powszechnym ciał zmartwychwstaniem. (...) W czasie tego wniebowzięcia, o Matko Boża, wojska anielskie przejęte radością i czcią okryły swoimi skrzydłami Twoje ciało, wielki namiot Boży.
Św. Modest, biskup Jerozolimy (+ 634), niemniej pewnie opowiada się za tajemnicą Wniebowzięcia Maryi:
Jako najchwalebniejszą Matkę Chrystusa, Zbawcy naszego, który jest dawcą życia i nieśmiertelności, wskrzesił Ją z grobu i wziął do siebie w sposób sobie wiadomy.
Św. Andrzej z Krety (+ 740):
Był to zaiste nowy widok, przechodzący siły rozumu, gdy niewiasta, która swoją czystością przewyższała niebian, w ciele (swoim) weszła do niebieskich przybytków. Jak przy narodzeniu Chrystusa nienaruszonym był Jej żywot, tak samo po Jej śmierci nie rozsypało się Jej ciało. O dziwo! Przy porodzeniu pozostała nieskażoną i w grobie również nie uległa zepsuciu.
Św. German, patriarcha Konstantynopola (+ 732), w kilku kazaniach sławi tę tajemnicę, a nawet opisuje przymioty ciała Maryi po Jej wzięciu do nieba:
Najświętsze ciało Maryi już powstaje z martwych, jest lekkie i duchowe, gdyż zostało już przemienione na zupełnie nieskazitelne i nieśmiertelne. (...) Tak jak napisano, jesteś piękna i Twoje dziewicze ciało jest święte, jest przybytkiem Boga i dlatego zostało zachowane od obrócenia się w proch. (...) Niemożliwym było, aby Twoje ciało, to naczynie godne Boga, w proch się rozsypało po śmierci. (...) Ciało Twoje dziewicze jest całkiem święte, choć jest ciałem ludzkim. Ponieważ dostąpiło najdoskonalszego żywota nieśmiertelnego (...), nie może ulec śmierci.
Św. Kosma, biskup z Maiouma (+ 743), mówi:
Rodząc Boga, Niepokalana, zdobyłaś palmę zwycięstwa nad naturą, (...) zmartwychwstałaś dla wieczności. Grób i śmierć nie mogą zatrzymać pod swoją władzą Bogurodzicy.
Wniebowzięcie Maryi Teolodzy Kościoła usiłują nie tylko stwierdzić fakt istnienia tej tajemnicy, ale także go uzasadnić. O tej tajemnicy pisali św. Tomasz z Akwinu (+ 1274), św. Albert Wielki (+ 1280), Jan Gerson (+ 1429), Suarez (+ 1617) i inni. Kiedy w XV w. Jan Marcelle w kazaniu na Wniebowzięcie Maryi wypowiedział zdanie, że "nie jesteśmy wcale zobowiązani pod grzechem śmiertelnym wierzyć, że Maryja została z ciałem do nieba wziętą", gdyż nie jest to dogmat, cały fakultet uniwersytetu paryskiego wystąpił z całą stanowczością przeciwko niemu i zażądał, by te słowa odwołał, gdyż tego rodzaju wypowiedź pobrzmiewa herezją i jest sprzeczna z ogólnie wyznawaną prawdą.
Pisarze kościelni podkreślają, że skoro Matka Chrystusowa była poczęta bez grzechu, skoro Bóg obdarzył Ją przywilejem Niepokalanego Poczęcia, to konsekwencją tego jest, że nie podlegała prawu śmierci. Śmierć bowiem jest skutkiem grzechu pierworodnego. Ponadto nie wypadało, aby ciało, z którego Chrystus wziął swoją ludzką naturę, miało podlegać rozkładowi. Chrystus, którego ciało Bóg zachował od zepsucia, mógł zachować od skażenia także ciało swojej Matki. Wreszcie tajemnica zmartwychwstania i wniebowzięcia jest przewidziana dla wszystkich ludzi, dlatego nie sprzeciwia się rozumowi, aby Chrystus dla swojej Rodzicielki przyspieszył ten dzień.
Dlaczego jednak dopiero od VI w. ta prawda przenika tak mocno świadomość wierzących? W Kościele jest więcej takich prawd, które rozwijały się i zostały wyjaśnione definitywnie później. Tak było np. odnośnie do osoby Jezusa Chrystusa, gdy występowano przeciwko Jego naturze Boskiej, przeciwko prawdzie o Jego dwóch naturach, dwóch wolach (arianizm, nestorianizm, monofizytyzm), a nawet przeciwko Jego naturze ludzkiej. Ogłoszenie prawdy o wniebowzięciu Maryi jako dogmatu wiary było przypieczętowaniem i ukoronowaniem starożytnej tradycji Kościoła.
Wniebowzięcie Maryi Według Tradycji Matka Boża ostatnie lata swego życia spędziła w Jerozolimie w pobliżu Wieczernika albo w Efezie. Większość badaczy przychyla się do pierwszej możliwości. Istnieje przekaz, że św. Jan Apostoł opuścił Ziemię Świętą w czasie pierwszego wielkiego prześladowania Kościoła w roku 34 i udał się z Maryją do Efezu. Chciał Ją w ten sposób uchronić przed niebezpieczeństwami prześladowań. Jednakże w pierwotnej literaturze chrześcijańskiej nie ma żadnej wzmianki o takiej podróży. Ponadto ustalono, że św. Jan udał się do Efezu dopiero ok. 68 roku, Maryja miałaby więc wtedy około 85-90 lat. Św. Paweł Apostoł, który wkrótce po śmierci Chrystusa przybył do Efezu, nic nie wspomina, aby przed nim w tym mieście był św. Jan z Maryją. Nie napotkał tam też żadnych śladów chrześcijaństwa.
Apokryficzne Acta Johannis z drugiej połowy II w. wspominają, że Jan, gdy przybył do Efezu, sam był już stary, nie ma też żadnej wzmianki, by Maryja była tam z nim. Aeteria, pątniczka nawiedzająca miejsca święte w latach 385-386, wspomina, że Jan był pogrzebany w Efezie, natomiast nie wie nic, aby tam był grób Maryi. Pseudo-Dionizy Areopagita pisze, że w czasie swojej pielgrzymki do Ziemi Świętej w roku 363-364 dowiedział się od św. Cyryla Jerozolimskiego, patriarchy Jerozolimy, że grób Maryi był w Jerozolimie w Dolinie Jozafata. Podobny opis zawiera apokryf Księga Jana z IV w. W apokryfie tym jest mowa o tym, że Maryja umarła śmiercią naturalną w Jerozolimie, została pogrzebana u stóp Góry Oliwnej w Dolinie Jozafata i że została wzięta do nieba. Wszystkie znane starożytne apokryfy wskazują, że grób Maryi jest w Getsemani w Dolinie Jozafata. Obecnie znajduje się tam kościół, którym opiekują się prawosławni Grecy.
Wniebowzięcie Maryi Kult Maryi Wniebowziętej był w Kościele bardzo żywy i zdecydowanie wyróżniał się wśród wielu innych. Wystawiono tysiące świątyń pod wezwaniem Matki Bożej Wniebowziętej. W ciągu wieków powstało 8 zakonów pod tym wezwaniem: 1 męski (asumpcjoniści - Augustianie od Wniebowzięcia) i 7 żeńskich. W ikonografii scena Wniebowzięcia Maryi należy do bardzo często przedstawianych (dla przykładu: Fra Angelico - w kilku obrazach, Taddeo di Bartolo, Ottaviano Nelli, Giotto, Pinturicchio, C. Bellini, Raffael, Tycjan, Tintoretto, Tiepolo, Perugino, Procaccini, Filippino Lippi, Veronese, Murillo, Velasquez, Konrad von Goest; rzeźbiarze: Liberale da Verona, L. della Robbia, Michał Pacher, Wit Stwosz). Pod opiekę Maryi Wniebowziętej oddał Węgry król św. Stefan, a Francję - król Ludwik XIII (powtórzył to także Ludwik XV).
W polskiej (i nie tylko) tradycji dzisiejsze święto zwane jest również świętem Matki Bożej Zielnej. Na pamiątkę podania głoszącego, że Apostołowie zamiast ciała Maryi znaleźli kwiaty, poświęca się kwiaty, zioła i kłosy zbóż. Lud wierzy, że zioła poświęcone w tym dniu za pośrednictwem Maryi otrzymują moc leczniczą i chronią od chorób i zarazy. Rolnicy tego dnia dziękują Bogu za plony ziemi i ziarno, które zebrali z pól.
 
 
 
Procesja z życiem
Tak, błogosławiony jesteś, Boże. Bo wszystko nam dajesz. A to, co Ci próbujemy ofiarować, oddajesz nam ubogacone swoją łaskawością.
Chleb, wino i co jeszcze? Tych parę groszy? Bóg chce więcej. Całego mojego życia.
Po Modlitwie wiernych rozpoczyna się Przygotowanie darów – pierwsza część Liturgii Eucharystycznej. W kościołach rzadko dziś widać procesję z darami. Traktuje się ją jak niepotrzebny i komplikujący życie dodatek. A przecież jest w niej głęboka myśl. Zanim ostatecznie ofiarujemy, przynosimy Bogu swoje dary. Między stolikiem, na którym zazwyczaj stoją, a miejscem, w którym kapłan je przyjmie, jest zawsze tych kilkanaście kroków. To czas na pomyślenie. O czym? Choćby o najprostszym. Ktoś niesie chleb, ktoś wino. A co ja, idąc duchowo wraz z nimi w tej procesji, zaniosę Bogu?  Moje dobre czyny? Moje bóle? To, że przebaczyłem?
Jest jednak w procesji z darami coś więcej. W tym momencie człowiek odzyskuje właściwą relację z Bogiem. On nie jest tym, który zabiera. Jest tym, do którego wszystko należy. Przynosząc coś w darze, tylko oddaję Mu Jego własność. On zaś, przyjmując dar, zazwyczaj i tak mi go oddaje. Ubogacony. Jak przyniesione chleb i wino, które oddaje nam jako Ciało i Krew swojego Syna.
„Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, owoc ziemi i pracy rąk ludzkich. Tobie Go przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia”. To słowa, które kapłan, zazwyczaj po cichu, wypowiada wznosząc w górę chleb. Za chwilę podobne słowa wypowiada nad winem. Tak, błogosławiony jesteś, Boże. Bo wszystko nam dajesz. A to, co Ci próbujemy ofiarować, oddajesz nam ubogacone swoją łaskawością.
Co dalej? Po modlitwach, które kapłan odmawia po cichu, następuje wezwanie: módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg, Ojciec Wszechmogący. Nie „naszą”. „Moją i waszą”. Bo kapłan działa podczas Eucharystii w imieniu samego Chrystusa. Ale i „waszą” ofiarę. Bo przecież my, zgromadzeni razem z kapłanem, też przynosimy swoje dary. Dobrze, by i jedną, i drugą ofiarę przyjął Pan. Po co?
Na swoją chwałę oraz  ku naszemu i całego świętego Kościoła pożytkowi. Jedno drugiemu się nie przeciwstawia. Oddawanie chwały Bogu nie odbiera niczego człowiekowi. A to, że sprawujemy Eucharystię ku naszemu pożytkowi, nie umniejsza czci Boga. W tej celebracji wszyscy zyskujemy. Dlatego po odpowiedzi na wezwanie celebransa wszyscy modlimy się: kapłan wypowiadając słowa Modlitwy nad darami, a my potwierdzając je swoim „Amen”.
Gdy podczas przygotowania darów, w przypływie zdałoby się szalonej odwagi, ważę się na przyniesienie Bogu samego siebie, prosząc, by mnie prowadził jak chce, nie  robię nic nadzwyczajnego. Przecież całkowicie od Niego zależę. Bóg jednak jakoś oddaje mi także i ten dar. Po latach uczestnictwa w Eucharystii wierzę, że ubogacony bardziej, niż mógłbym się tego kiedyś spodziewać.
Andrzej Macura – „wiara.pl”
 
 
 
Za co Jezus rugał apostołów
Każdy wie, że Ewangelie są pełne emocji. Nie tylko ci, którzy przychodzą do Jezusa, manifestują swoją miłość i przywiązanie, ale również Jezus nie pozostaje obojętny wobec tego, z czym się spotyka: wzrusza się, współczuje, ale czasami okazuje też irytację. Doświadczają tego sami apostołowie, którzy choć są przyjaciółmi Zbawiciela, tak po ludzku czasami go denerwują, a wtedy on wcale nie ukrywa swych emocji. Czym można „wkurzyć” Jezusa?
Niefortunna wizyta w Nazarecie
Pierwsza konfliktowa sytuacja została sprowokowana przez samego Jezusa. U początku swej aktywnej działalności przyszedł do Nazaretu – miasta, w którym się wychował. W szabat poszedł do synagogi, gdzie został zaproszony do skomentowania fragmentu Pisma. Obecni w synagodze słyszeli już o jego czynach i z zapartym tchem słuchali tego, co miał im do powiedzenia. Właśnie dzięki nim wiemy, je Jezusa dobrze się słuchało, bo jego słowa były „pełne wdzięku”. Właściwie nie wiadomo, co to znaczy, ale było coś takiego, co ludzi przyciągało do Jezusa. Bardzo szybko jednak mieszkańcy Nazaretu z zauroczonych słuchaczy stali się bestiami, które postanowiły zrzucić go ze stoku góry…
Przyglądając się tej scenie, zwykle zastanawiamy się, czym Jezus wywołał w nich ten gniew? Warto jednak zastanowić się, co w nich tak zdenerwowało Nauczyciela, że ten gniew sprowokował? Otóż mieszkańcy Nazaretu, którzy znali go osobiście, nie potraktowali go jak proroka, a słuchali go wyłącznie dlatego, że chcieli zaspokoić własną ciekawość. Słyszeli przecież o cudach, które gdzieś tam dokonał, i sami chcieli zobaczyć podobne „widowisko”...
Problemy z błogosławieństwem dzieci
U szczytu popularności Jezusa, wtedy, gdy wszyscy rzeczywiście garnęli się do niego, zdarzyła się nieprzyjemna sytuacja z dziećmi. Rodzice, co zrozumiałe, nie tylko sami dla siebie chcieli coś od Jezusa otrzymać, ale chcieli też podarować coś swoim dzieciom, dlatego przynosili je do Jezusa. Nieco „napuszony” język religijny opisuje to spotkanie w ten sposób, że Jezus „brał dzieci w objęcia” – a tak naprawdę „przytulał je” i błogosławił. Dla rodziców ważne było przede wszystkim to drugie, a dla dzieci ważne było samo przytulenie.
Apostołowie jednak wobec tych rodziców zachowywali się „szorstko” (oczywiście nie przy Jezusie, ale wtedy, gdy on tego nie widział). Co ich do tego skłoniło? Oficjalnie pewnie dbałość o ich Mistrza. Nie chcieli, aby tracił czas na przytulanie… W rzeczywistości poczuli się ważni, byli panami sytuacji i to oni decydowali, kto może dostać się przed Jezusa, kto może spotkać się z tym „ważnym człowiekiem”.
Spotkało się to z jedną z bardziej zdecydowanych reakcji ze strony Nauczyciela. Nie dość, że ich ostro zrugał, to jeszcze udowodnił im, że nic nie rozumieją ze spraw Bożych. Sami będąc głupi, głupotą tą blokowali innym dostęp do Boga.
Kwas faryzeuszów i uczonych
Głupota uczniów była powodem innego nieprzyjemnego zajścia pomiędzy nimi a Jezusem. W natłoku zdarzeń i doświadczeń nieraz byli tak zmęczeni, że nie potrafili się wznieść ponad bieżące sprawy i skojarzyć faktów, które nieco poszerzyłyby ich horyzonty myślenia. Zdarzyło się raz – a było to tuż po tzw. drugim rozmnożeniu chleba – że Chrystus po raz kolejny wszedł w spór z faryzeuszami i saduceuszami, którzy ślepi i głusi na wszystko, co do tej pory dokonał i powiedział, domagali się od niego jakiegoś znaku albo cudu, który potwierdziłby jego Boże posłannictwo. Jezus wyraźnie zirytowany ich postawą, powiedział im tylko coś w rodzaju: „Patrzcie i wyciągajcie wnioski”. I z tym ich zostawił. Całe zdarzenie jednak wyraźnie go poruszyło, bo już siedząc w łodzi, ni stąd, ni zowąd powiedział do wiosłujących uczniów: „Strzeżcie się kwasu faryzeuszów!”. Ci zaś skojarzyli to z kwasem do wypieku chleba i właśnie sobie uświadomili, że na drogę nie wzięli nic do jedzenia. Bardzo ich to zmartwiło i zaczęli mówić o tym między sobą, pewnie jak to zwykle bywa, szukając winnych tego zaniedbania.
To jeszcze bardziej zirytowało Jezusa, który nie tylko że ich zrugał, ale jeszcze zadał im parę pytań, które uświadomiły apostołom, jakimi są głupcami. „Ile zebraliście koszy resztek, gdy nakarmiłem pięć tysięcy?”. „A ile gdy dla czterech tysięcy połamałem siedem chlebów?”. „Jeszcze nie rozumiecie?”. Głupota szczególnie irytuje Boga.
Groźna mina i wymachiwanie mieczem
Jezus wielokrotnie mówił apostołom o swojej śmierci. Przygotowywał ich tym samym na ten czas, który miał być najcięższą próbą, nie tylko w kwestii wiary, ale także ich zachowania wobec Jezusa: wtedy jak nigdy potrzebował ich bliskości. Uczniowie radzili sobie z tym jak potrafili (choć lepiej powiedzieć, że sobie „nie radzili wcale”), starając się przygotować na przeżycie nieuchronnych zdarzeń. Pomijając Judasza, który stał się czarnym charakterem i największym przegranym tego czasu, kilku apostołów wysuwa się wtedy na pierwszy plan. Najciekawszym spośród nich jest Piotr, który najpierw walczył o siebie, ale potem w ogrodzie oliwnym postanowił zawalczyć o Jezusa. Przygotował się do tego, co miało się wydarzyć, i do ogrodu wziął z sobą miecz. Kiedy zgraja, który przyszła po Jezusa, przystąpiła do akcji, Piotr ruszył na nich z mieczem i nawet przez chwilę skupił na sobie całą uwagę i osiągnął pewien sukces, bo tnąc na oślep (widać, że nie był wprawiony w walce mieczem), jednemu ze strażników odciął ucho.
Wtedy jednak stało się coś nieoczekiwanego – Jezus zrugał go. Okazało się, że Piotr, mając dobre intencje, nie zrozumiał Jezusa. Jemu wcale nie chodziło o to, żeby go obronić, ale – znów używając codziennego języka – trzymać go za rękę, gdy będzie umierał… Apostołowie po raz kolejny wyszli na głupców…
Do tych kilku historii można by dołożyć jeszcze kilka innych, na czele z tą, która budzi najwięcej kontrowersji i trwogi, czyli brutalne wypędzenie przekupniów ze świątyni. Wszystkie te zdarzenia mają jednak wspólny mianownik: gniew Boga na głupotę człowieka, który choć został zaproszony do tego, aby myślał „po Bożemu”, uparcie wciąż woli myśleć „po ludzku”; gniew na człowieka, który postępuje głupio, ale zamiast własnej głupoty się wstydzić, oczekuje, że przyniesie mu ona sławę i chwałę.
Jakub Kołacz SJ – „deon.pl”
11
W deszczu i burzy, w deszczu i mgle
Wędrówka jest wtedy trudniejsza. Ale i tak daje sporą radość. Nieprzyjemnie? Owszem. Ale deszcz jest potrzebny.
Z cyklu "Rozmyślania w drodze"
Bywają różne. Drobne kapuśniaczki, w których nawet niespecjalnie się moknie i ulewy, które potrafią przemoczyć do suchej nitki. Krótkotrwałe, po których człowiek szybko schnie  i takie, które towarzysząc wędrującym przez cały dzień sprawiają, że wszystko, mimo najlepszych zabezpieczeń, robi się wilgotne. Deszcze. Trudno ich podczas dłuższej wędrówki nie spotkać. Najgorsze z nich te, którym towarzyszą wyładowania atmosferyczne. Pół biedy, gdy głównie powietrze-powietrze. Gorzej, gdy pioruny biją w ziemię. Wtedy, poza budynkami, nigdzie właściwie nie jest bezpiecznie. Czasem przychodzą ledwie sygnalizując swoje nadejście skwarem,  napierają gwałtownością i szybko znikają. Bywa, że można nawet zaobserwować, jak tylko przechodzą okolicą. Bardziej uciążliwe, te związane z frontami. Przychodzą wolniej, ale nawet w dość chłodnej pogodzie. I czasem nawet godzinami nie potrafią ostatecznie odejść...
Wędrówka w deszczu? Gdy zastanie w drodze – nie ma rady. Czasem – by dojść na czas, zwyczajnie trzeba. Licząc na dłuższe i krótsze przerwy w opadzie. Przecież nie można przeczekiwać deszczu całymi dniami. Zresztą gdy nie mamy do czynienia z totalną lejbą, jest w takiej wędrówce sporo uroku. Przed wodą z góry stosunkowo łatwo się zresztą ochronić. Choćby, przez tak wielu pogardzanym, a przecież niezastąpionym parasolem. Gorzej z tą z dołu, leżącą w trawach i na krzakach, o które idąc wąską ścieżką nie sposób się nie otrzeć. Ta potrafi skutecznie zmoczyć wszystko, czego nie udało się jeszcze deszczowi. Zwłaszcza buty. I nie pomogą nawet te najlepsze, ponoć nieprzemakalne. Przecież woda, zwłaszcza gdy ktoś ma krótkie spodnie, łatwo wlewa się do nich z góry. I stopniowo spływa po skarpecie do czubka palców...
Wędrówka w deszczu. Mocno to doskwierające. Trudno nawet gdzieś usiąść. Ale z czasem... Najgorzej jest na początku. Gdy woda zaczyna przenikać przez suche ubranie. Potem jest już lepiej. Zwłaszcza gdy wodzie jednak nie uda się przedrzeć przez pelerynę, a wilgoć potu jako tako się ulatnia. To nic strasznego. Tylko mokrość. Świat wokół jest inny niż w słońcu, prawda, ale to przecież tylko kwestia większej wilgoci i przygaszonego światła. Poza tym świat się nie zmienił. Zresztą ma też swój urok. Przygaszonych barw, lśnienia, świeżości powietrza....
Zwłaszcza że deszcz to symbol Bożej łaski. Ta, spadając na ziemie, spadając na człowieka... Jak to pisał Izajasz o Bożym słowie?
Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg
spadają z nieba
i tam nie powracają,
dopóki nie nawodnią ziemi,
nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju,
tak iż wydaje nasienie dla siewcy
i chleb dla jedzącego,
tak słowo, które wychodzi z ust moich,
nie wraca do Mnie bezowocne,
zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem,
i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.
Tak jest nie tylko z Bożym słowem. Tak jest z każdą Boża łaską. Jak deszcz nawadnia, użyźnia, sprawia, że rodzi się plon.
Nie lubię deszczu. Od biedy może być, gdy siedzę w domu i patrzę nań przez szybę. Ale wiem, że jest potrzebny.  Że bez nie go nie ma plonu. Że bez niego wysychają rzeki, studnie i krany. Z Bożą łaską bywa podobnie. Gdy zaczyna działać może wydawać się dokuczliwa, utrudniająca to, co powinno być proste. Bez niej jednak jest tylko jałowość wysychającego umierania. Nie ma plonów, nie ma życia. W wędrówce mojego życia muszę więc też zgodzić się, by prócz słońca był i deszcz. Czasem z piorunami. To czego ja bym chciał nie zawsze jest w szerszej perspektywie dobre dla świata.
BT – „wiara.pl”
16
 
Trzech świętych, którzy kochali przebywać na świeżym powietrzu…
… i mogą wesprzeć twój rozwój duchowy. W środku lata rozważ wyjście na zewnątrz nie tylko dla relaksu, ale i dla duchowej odnowy.
Piękna pogoda zaprasza nas na zewnątrz – do parków, na górskie szalki, nad jeziora. Ta pora roku łagodzi zwykły pośpiech i otwiera przestrzeń, by poruszać się inaczej, modlić się inaczej, a nawet myśleć inaczej. Dla tych, którzy tęsknią za odpoczynkiem, jasnością umysłu lub po prostu wolniejszym rytmem, Kościół oferuje coś więcej niż tylko zasady i czytania. Oferuje towarzyszy.
Ci trzej święci, głęboko zanurzeni w naturze – nie dla ucieczki, ale dla spotkania – pokazują nam, jak czas spędzony na zewnątrz może stać się czasem z Bogiem. Ich życie, naznaczone prostotą i szacunkiem dla stworzenia, inspiruje do wykorzystania trwającego lata w głębszy sposób.
Św. Franciszek z Asyżu (wspomnienie: 4 października)
Franciszek jest często wspominany jako łagodny święty, który rozmawiał z ptakami, ale jego miłość do stworzenia nie była sentymentalna. Była teologią. Widział każde stworzenie, każde drzewo i kamień, jako odbicie Stwórcy. Jego „Pieśń słoneczna” wychwala słońce i księżyc nie jako byty niebieskie, lecz jako prawdziwych członków rodziny Bożej – Brata Słońce, Siostrę Księżyc.
Wędrował boso po włoskiej wsi, błogosławiąc pola, obejmując trędowatych i głosząc kazania pod gołym niebem. Franciszek uczy nas postrzegać świat przyrody nie jako krajobraz, lecz jako święty tekst – spisany kochającą ręką.
    Spróbuj tego: Wybierz się na spacer boso po trawie lub piasku. Odmawiaj powoli Psalm 104. Pozwól sobie dostrzec piękno, nie spiesząc się.
Święty Karol de Foucauld (wspomnienie: 1 grudnia)
Po latach rozczarowań Karol odnalazł wiarę – a następnie podążył za nią w głąb Sahary. Żył jako pustelnik wśród Tuaregów w Algierii, ucząc się ich języka, przyswajając ich kulturę i przedkładając obecność nad głoszenie kazań. Surowa pustynia, stała się scenerią jego cichego naśladowania Chrystusa.
Życie Karola przypomina nam, że czas spędzony na świeżym powietrzu nie zawsze oznacza wycofanie – może oznaczać radykalną gościnność, słuchanie i pokorne świadectwo. Święty widział Boga nie tylko w pięknie krajobrazu, ale także w godności swoich sąsiadów.
    Spróbuj tego: Wstań wcześnie rano i wyjdź na zewnątrz, zanim świat się obudzi. Obserwuj, jak zmienia się światło. Ofiaruj swój dzień Bogu w ciszy.
Święty Idzi (wspomnienie: 1 września)
Niewiele wiadomo na pewno o Idzim, ale jest on wspominany jako pustelnik z VII wieku, który żył w lasach południowej Francji. Wybierał samotność wśród zwierząt i drzew, z dala od miast i rozgłosu. Według legendy żywił się ziołami i kozim mlekiem, szukając nie izolacji, lecz intymności – z Bogiem, z naturą, z ciszą.
Idzi zachęca nas do ponownego odkrycia sacrum w prostocie. Jego życie przemawia do tych, którzy czują się przytłoczeni, niewidoczni lub przestymulowani. Czasami najświętszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest odsunięcie się – nie na zawsze, ale na tyle długo, by zacząć słuchać.
    Spróbuj tego: Spędź 10 minut na świeżym powietrzu bez telefonu. Bez muzyki. Bez zdjęć. Po prostu słuchaj. Niech to będzie modlitwa.
Ci święci pokazują konkretną postawę: uważności, pokory i wdzięczności – nie tylko w kaplicach, ale także na polach, pustyniach i o świcie. W tym lecie rozważ wyjście na zewnątrz nie tylko dla relaksu, ale dla odnowy.
W końcu świat jest pełen Bożych znaków, które czekają, aż ktoś je zauważy.
Daniel Esparza – „aleteia.pl”
Artykuł ukazał się w amerykańskiej edycji Aletei. Tłumaczenie: Aleteia.
 
 
 

Święci i błogosławieni w tygodniu

10 sierpnia - św. Wawrzyniec, diakon i męczennik

10 sierpnia - bł. Amadeusz Portugalski, zakonnik

10 sierpnia - św. Filomena, męczennica

10 sierpnia - bł. Edward Detkens, prezbiter i męczennik

10 sierpnia - bł. Edward Grzymała, prezbiter i męczennik

11 sierpnia - św. Klara, dziewica

11 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna Świętolipska

11 sierpnia - św. Zuzanna, dziewica i męczennica

11 sierpnia - bł. Alojzy Biraghi, prezbiter

12 sierpnia - św. Joanna Franciszka de Chantal, zakonnica

12 sierpnia - bł. Innocenty XI, papież

12 sierpnia - bł. Izydor Bakanja, męczennik

12 sierpnia - bł. Karol Leisner, prezbiter i męczennik

12 sierpnia - bł. Wiktoria Díez y Bustos de Molina, dziewica i męczennica

12 sierpnia - bł. Florian Stępniak, prezbiter i męczennik

12 sierpnia - bł. Józef Straszewski, prezbiter i męczennik

13 sierpnia - święci męczennicy Poncjan, papież, i Hipolit, prezbiter

13 sierpnia - św. Maksym Wyznawca

13 sierpnia - bł. Marek z Aviano, prezbiter

13 sierpnia - błogosławieni męczennicy Filip Munarriz, prezbiter, i Towarzysze

13 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna Kalwaryjska

14 sierpnia - św. Maksymilian Maria Kolbe, prezbiter i męczennik

14 sierpnia - św. Meinard, biskup

14 sierpnia - św. Antoni Primaldo i Towarzysze, męczennicy z Otranto

14 sierpnia - archikatedra w Gdańsku-Oliwie

15 sierpnia - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

15 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna z Rokitna

15 sierpnia - Matka Boża Zwycięska

15 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna z Kalwarii Pacławskiej

15 sierpnia - św. Tarsycjusz, męczennik

16 sierpnia - św. Stefan Węgierski, król

16 sierpnia - św. Roch

16 sierpnia - bł. Maria Sagrario od św. Alojzego Gonzagi, dziewica i męczennica

17 sierpnia - św. Jacek, prezbiter

17 sierpnia - święci Alipiusz i Posydiusz, biskupi

17 sierpnia - św. Klara z Montefalco, dziewica

17 sierpnia - św. Joanna Delanoue, zakonnica

17 sierpnia - bł. Augustyn Anioł Mazzinghi, prezbiter

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor

                     (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.