W BLASKU MIŁOSIERDZIA

47/1047 – 26 października 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

4

Niedziela, 26 października 2025 r.

XXX niedziela zwykła rok „C”

Czytania
Pierwsze czytanie: Syr 35,12-14.16-18
Psalm: Ps 34
Drugie czytanie: 2 Tm 4,6-9.16-18
Ewangelia: Łk 18,9-14

Ewangelia
Łk 18, 9-14
Wysłuchana modlitwa skruszonego grzesznika
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść:
«Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”.
A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”
Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

Komentarz do czytań
Jak patrzy Bóg? To znaczy co jest dla Niego w człowieku ważne? To na pewno szeroki temat. Liturgia słowa tej niedzieli to fragment odpowiedzi na to pytanie. Zaskakujące jednak w niej jest to, że ta odpowiedź nieco inaczej brzmi w pierwszym czytaniu, nieco inaczej w Ewangelii. A gdy jeszcze zestawić ją z drugim czytaniem…
Ten taki, ten taki, a tamten owaki. Tak widzimy my. Bóg dość często widzi zupełnie inaczej. Bóg wysłuchuje swoich wybranych? Jasne. Tyle że patrzy z perspektywy wieczności. Nie zawsze więc powodzenie w tym życiu jest wyrazem świątobliwego życia. A cierpienie - znakiem grzeszności. Koniecznie, i nie z tylko z tego powodu, powinniśmy uważać, komu mówimy "nawróć się"....

 

3

 

W dzisiejszym numerze
- Skuteczność pokornej modlitwy
- Dla Boga przede wszystkim człowiek
- Pokorna modlitwa o miłosierdzie
- Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata?
- Czy Bóg "wodzi nas na pokuszenie"?
- W jaki sposób rozeznać pokusę światowości?
- Poświęcenie Sznura Św. Józefa pierwszy raz w Polsce. „Ten sznur nie ogranicza”
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

12

 

Skuteczność pokornej modlitwy

1. Kościół powraca do tematu modlitwy i po omówieniu w poprzednią niedzielę jej zalety, jaką jest wytrwałość, dziś przypomina nam warunek wstępny jej skuteczności – ufną pokorę. Kolejno więc usłyszymy dziś refleksję mędrca o Bogu czujnym na wołanie pokrzywdzonych, potem testament apostoła w obliczu bliskiej śmierci i wreszcie przypowieść ewangelijną Jezusa niezwykle zaskakującą ówczesnych słuchaczy. W świetle tych bardzo różnych w swoim gatunku literackim tekstów ukazuje się jedna zasada wysłuchiwania modlitw, sprawa dla nas niezwykłe doniosła życiowo. Na tę zasadę składa się zrozumiały dwuczęściowy obraz. Pierwsza jego część mówi o Bogu, druga o człowieku. Pierwsza – kiedy i w jaki sposób Bóg jako Sędzia sprawiedliwy wysłuchuje modlitw, druga – jaka winna być postawa człowieka zanoszącego modlitwy, jeśli chce być przez Boga wysłuchany.

2. Urywek dzisiejszy pochodzi z części Księgi Mądrości Syracha poświęconej prawdziwemu kultowi, który będzie miły Bogu. Jednostronny rytualizm w zakresie kultu raz po raz w dziejach Izraela znieprawiał lud Boży, z czym walczyli prorocy; a po nich mędrcy przejęli rolę ostrzegania przed formalistyczną przesadą. Syracydes ukazuje więc Boga jako Sędziego sprawiedliwego, który nie będzie miał względu na osobę przeciw biednemu. Ten częsty zwrot biblijny, występujący także w Nowym Testamencie (por. np. Łk 20,21; Dz 10,34; Rz 2,11) oznacza stronniczość w ocenach. Sędziów izraelskich często spotykał ten właśnie zarzut ze strony proroków. Odwrotnie Bóg weźmie w obronę wszystkich pokrzywdzonych, a więc częste biblijne przykłady takich osób: sieroty i wdowy oraz prawdziwych czcicieli. Modlitwa takich ludzi przybiera tu cechy osoby, która z uporem dopnie swego celu docierając wprost przed Boga.

Z 2 Listu św. Pawła do Tymoteusza czytamy dziś testament Apostoła. Jest to wpierw bilans jego życia pisany w obliczu bliskiego już męczeństwa, o czym mówią dwie przenośnie: wylania krwi na ofiarę na ołtarzu i odbicia okrętu od brzegu na pełne morze. Bilans życia wyrażony w ulubionych przez Pawła metaforach sportowych (por. np. 1 Kor 9,24–27) jest dodatni. W dobrych, tzn. opłacalnych, zawodach wystąpił... W starożytności na igrzyskach wieńczono zwycięzców, zatem dla Apostoła odłożono (tzn. Bóg odłożył – passivum theologicum!) jako nagrodę wieniec sprawiedliwości (por. Mdr 5,16; Jk 1,12; Ap 2,10) bądź tej, z jaką Bóg nagradza, bądź jawnej w życiu Apostoła. Tę nagrodę wręczy w dniu ostatecznym Pan zmartwychwstały także wszystkim, którzy umiłowali w trwały sposób (greckie perfectum!) pojawienie się Jego – paruzję lub bliską śmierć. Wszystko kończy ufna modlitwa w Bożą pomoc mimo opuszczenia przez ludzi.

Przypowieść dzisiejsza zalicza się na ogół do tematu nowych ocen, które obowiązują w królestwie Bożym. Niemniej już niektórzy Ojcowie Kościoła upatrywali w niej pouczenie o warunkach skutecznej modlitwy. Taką właśnie rolę spełnia ona w dzisiejszym kontekście czytań. W swojej treści modlitwa faryzeusza, będąc dziękczynną, z pozoru jest doskonalsza od błagalnej. Lecz to jego dziękczynienie jest naprawdę tylko autoreklamą z racji uczynków dobrych i to nadobowiązkowych. Jednocześnie modlitwa jego łączy się z pogardą dla wszystkich innych ludzi jako dla grzeszników. Prawda życia faryzeusza jest w sumie mizerna, bo egocentryczna. Jego modlitwa źle się rozpoczyna. Natomiast modlitwa skruszonego celnika ma prawidłowe nastawienie: staje on w pełnej prawdzie swego życia jako grzesznik. Świadomy swego dystansu moralnego od Boga, błaga Go o litość i zostaje wysłuchany. W oczach sprawiedliwego Sędziego zostaje usprawiedliwiony grzesznik, ponieważ jest skruszony.

3. Główna myśl czytań koncentruje się dziś na skuteczności modlitwy zanoszonej do Boga przez ludzi w jakiś sposób biednych. Takimi są oni bądź jako pokrzywdzeni pod względem materialnym na skutek niesprawiedliwości społecznej, bądź duchowo na skutek własnego grzechu. Wbrew pozorom mają oni wszyscy otwarty przystęp do Boga. Dialog z Nim jako z Sędzią sprawiedliwym jest możliwy i dla nich korzystny pod warunkiem, że staną na modlitwie w prawdzie swego życia. To nie jest łatwe. Wielu ludziom krótkowzrocznym duchowo a zarozumiałym, Bóg w ogóle nie jest potrzebny. Takim ludziom brak w ogóle pozycji wyjściowej do modlitwy, co jest stanem tragicznym. Ale wielu też w swoim mniemaniu religijnych w praktyce naśladuje faryzeusza z przypowieści. Ich postawę ilustruje porzekadło, które można niekiedy słyszeć: „Żeby wszyscy byli jak ja, to było by lepiej na świecie...” Usprawiedliwienie we własnych oczach nie wystarczy, by bilans życia był dodatni.

4. Homilia może uwzględnić odpowiednio wszystkie trzy czytania, które rzucają światło na obu partnerów dialogu modlitewnego – na Boga i na człowieka. Na Boga, odpowiadając, kiedy jest On łatwo przystępny, i na człowieka, jakie są warunki, by osiągnął jako bilans dodatni życia – usprawiedliwienie. Akcent choć może być raczej ostrzegający, nie powinien pominąć zachęty inspirowanej przez bilans apostoła Pawła. Współcześnie z nim żyjący Rabbi Jochanan ben Zakkai płakał na łożu śmierci ku zgorszeniu uczniów. Gdy ci mu zadali pytanie: „Rabbi, dlaczego płaczesz?” odpowiedział: „Widzę przed sobą dwie drogi: jedna prowadzi do Gan-Eden (tzn. do raju), a druga do gehenny, a nie wiem, na którą wstąpię”. Odpowiedzmy sobie, dlaczego nawrócony rabbi Szaweł-Paweł był pewny wieńca sprawiedliwości? Ponieważ przestając sobie ufać, całym życiem przylgnął do Chrystusa, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem (1 Kor 1,30).

Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”

 

 

5

 

Dla Boga przede wszystkim człowiek

Jak patrzy na nas Bóg?

Jako stary nauczyciel pamiętam klasy, w których byli "porządni" i rozrabiacy". Bywało, że - o dziwo - miałem więcej problemów z tymi pierwszymi. Może nie rozrabiali, ale obojętnością wobec tego, co ma się dziać na lekcji, ciągłymi rozmowami, znacznie bardziej utrudniali jej prowadzenie niż ci, którym od czasu do czasu zdarzył się jakiś wyskok. A uważali się za lepszych i ciężko obrażali, gdy się zwróciło im uwagę.

Podobny problem może mieć Bóg. To nie jest tak, jak stawiają sprawy niektórzy duszpasterze: że byle jaki chrześcijanin to zagubiona owieczka, którą chwaleniem trzeba przyciągać, a tych porządnych to należy zawsze besztać, bo są obłudnymi faryzeuszami. Ale prawdą jest, że "grzesznik" może wcale nie być tak wielkim grzesznikiem, za jakiego się uważa, a "porządny" mieć na sumienie wiele grzechów, których nie widzi i jeszcze do tego zadzierać nosa.

Bóg widzi wszystko. I nie ma względu na osoby. Nie mają dla niego znaczenia ludzkie stanowiska, godności czy tytuły. Patrzy ponad naszymi schematami, a miarą czyjejś prawości czy nieprawości jest dla Niego prawda o człowieku, a nie jego dobre czy złe samopoczucie, samoocena. Dlatego często widzi co innego, niż my.

Faryzeusz, celnik... Można powiedzieć - upraszczając - że to takie obrazy dwóch typów ludzi współczesnych. Jedni, jak faryzeusz, winy widzą tylko w innych. W sobie nigdy. To wierzący są tacy, to Kościół jest taki, to inni są jacy są... Ja zawsze jestem w porządku. A nawet jeśli nie, to mam na swoją "nieporządność" różne usprawiedliwienia, bo przecież to, bo przecież tamto... I są tacy ludzie celnicy: mający świadomość własnych grzechów, zła, które sami popełnili... Istotne: nieważne co kto o sobie mówi: ważne jaki faktycznie jest.

Pokorna modlitwa o miłosierdzie

„Komu to papież podał rękę?! Jak mógł rozmawiać z tym bezbożnikiem?! Ci oszuści i kłamcy, którzy swoimi nierozważnymi decyzjami rujnują narody – czego szukają w Watykanie?

A co to za ludzie chodzą do kościoła?! Znowu siedziała koło mnie ta pijaczka. Złości mnie, gdy do przodu pcha się ten rozwodnik. A ta biznesmenka – w Internecie handluje gadżetami i szpanuje swoimi nowymi kreacjami, a do tego obnosi się ze swoją wiarą. Przecież ona wstydu nie ma!

A ja? No cóż, jestem raczej dobrym człowiekiem. Nikogo przecież nie zabiłem, nikomu nic nie ukradłem. Nie, nie chodzę do spowiedzi, bo nie mam się z czego spowiadać”.

Czyje to słowa? Może moje? A skoro tak patrzę na siebie i na innych, to jak wtedy wygląda moja modlitwa?

Jezus stawia dziś przed nami lustro w formie przypowieści o faryzeuszu i celniku.

Obaj mężczyźni modlą się, ale nie zwracają się do Boga w ten sam sposób. Faryzeusz udaje się do świątyni, aby się modlić, ale tak naprawdę wcale się nie modli. Rozmawia sam ze sobą, a nie z Bogiem; skupia się na sobie, a bliźni – w tym wypadku celnik, uważany powszechnie za kogoś złego – jest mu potrzebny, by pochwalić się swoją doskonałością. Nie ma wątpliwości, kto jest w centrum uwagi, a jego modlitwa brzmi jak roczne sprawozdanie z aktualnego stanu osiągnięć.

Wszystko, co faryzeusz mówi, jest prawdą. Pości dwa razy w tygodniu i oddaje dziesięć procent swoich zarobków ubogim. Postępuje więc dobrze. Gdyby każdy chrześcijanin tak czynił, świat by się zmienił! Problem w tym, że Pan Bóg nie jest mu do tego potrzebny, gdyż nie widzi w tym Jego udziału. Sam, o własnych siłach, zbiera zasługi, aby pochwalić się nimi przed Bogiem.

W swojej krótkiej modlitwie faryzeusz powtarza słowo „ja” aż pięć razy. W ten sposób pokazuje, że można kierować słowa do Boga, a jednocześnie myśleć tylko o sobie. Mówi z pasją, ale dlatego, że chodzi mu o jego sprawy. Zwraca się do Boga z nastawieniem: „niech się spełni moja wola, a nie Twoja”. Jest człowiekiem pełnym uwielbienia, ale raduje się nie z tego, kim jest Bóg, lecz z tego, kim jest on sam.

Celnik zaś stoi daleko, w cieniu. Nie ma katalogu dokonań, którymi mógłby się pochwalić. To, co zyskał, pochodzi z kradzieży, a jego ofiarami byli także ludzie ubodzy. W modlitwie: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika” (Łk 18,13) wyraża prawdę o sobie. Nie tłumaczy się, nie usprawiedliwia, lecz ze smutkiem bije się w piersi, jakby sam chciał się ukarać. Zna prawdę o swojej grzeszności i całkowicie powierza się Bożemu miłosierdziu. Nie ma nic do zaoferowania Bogu poza własnymi przewinieniami i swoim zepsuciem, które dotknęło jego serce.

Celnik nie porównuje się z innymi. Uznaje prawdę o sobie i ma nadzieję, że ogarnie go Boże miłosierdzie. Przyznaje się do własnego grzechu. Wie, że jego prawdziwe „ja” nie jest dla Boga tajemnicą.

Faryzeusz traktuje modlitwę i swoje życie duchowe jako sposób na własne wywyższenie, zaś celnik zbliża się do Boga z pokorą. Faryzeusz uważa się za kogoś wielkiego, choć wcale kimś takim nie jest. Celnik uważa się za grzesznika potrzebującego Bożego miłosierdzia. I to on wraca do domu usprawiedliwiony, podczas gdy faryzeusz nie. Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym daje łaskę (por. Jk 4,6; 1 P 5,5). Dlatego celnik otrzymuje o wiele więcej, niż prosił: modlił się o miłosierdzie, a został usprawiedliwiony.

W swoim nauczaniu Jezus podważa panujące wówczas przekonania. To modlitwa celnika sięga obłoków, a modlitwa faryzeusza dociera wprawdzie do celu, ale jest nim on sam.

Porównywanie się do innych, poniżanie słabych, a wywyższanie siebie, oskarżanie bliźnich i samousprawiedliwianie się deformuje relację człowieka z Bogiem. Podobnie uznanie własnych słabości, świadomość grzeszności i odwaga w stawaniu w prawdzie o sobie zbliża człowieka do Boga, który jest bogaty w miłosierdzie i nie gardzi sercem skruszonym i pokornym (por. Ps 51,19).

Czy dzisiaj ludzie świadomi swoich grzechów modlą się o miłosierdzie? Na zakończenie wizyty papieża Benedykta XVI w rzymskim więzieniu w 2011 roku więzień Stefan modlił się w taki sposób:

O Boże, daj mi odwagę, bym nazywał Cię Ojcem.
Wiesz, że nie zawsze poświęcam Ci tyle uwagi, na ile zasługujesz.
Ty o mnie nie zapominasz, choć tak często żyję z dala od światła Twojego oblicza.
Przyjdź bliżej – pomimo wszystko, pomimo mojego grzechu, wielkiego czy małego, ukrytego czy publicznego, jakikolwiek by on nie był.
Daj mi wewnętrzny pokój, który tylko Ty potrafisz dać.
Daj mi siłę, bym był autentyczny i szczery; zerwij z mojej twarzy maski, które przesłaniają świadomość, że moja godność opiera się tylko na tym, że jestem Twoim synem.
Przebacz mi moje winy i daj mi możliwość czynienia dobra.
Skróć moje bezsenne noce; udziel mi łaski nawrócenia serca.

Pamiętaj, Ojcze, o tych, których tu nie ma, a wciąż mnie kochają; myśląc o nich, przypominam sobie, że tylko miłość daje życie, podczas gdy nienawiść je niszczy, a uprzedzenia sprawiają, że długie i niekończące się dni zamieniają się w piekło. Pamiętaj o mnie, Boże…

Jak żyjesz, tak się modlisz; albo też: jak się modlisz, tak żyjesz. Jezus uczy nas dzisiaj pokornej modlitwy, która wpływa na naszą postawę życiową.

Zgodnie z wolą Zbawiciela, w taką modlitwę wprowadza nas nieustannie liturgia Kościoła. Każda Msza Święta rozpoczyna się przecież od błagania o Boże miłosierdzie: „Panie, zmiłuj się nad nami”. Przed Bogiem i ludźmi przyznajemy się do naszej grzeszności i bijemy się przy tym w piersi. Czy czynimy to szczerze?

My również jesteśmy kuszeni, jak faryzeusz, by opowiadać Bogu o naszych dobrych uczynkach. My także lubimy porównywać się z ludźmi, którzy zdają się nam nie dorównywać, w nadziei, że dzięki temu będziemy wyglądać lepiej.

Jeśli przyjdziemy na Mszę Świętą w postawie samouwielbienia i pogardy dla innych ludzi, to wrócimy do domu tacy, jakimi przyszliśmy. „Boże, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem” – tylko taka autentyczna i szczera modlitwa wyraża prawdę o nas i właściwie kształtuje naszą wiarę, a więc nasze spojrzenie na siebie, innych ludzi i relację, która łączy nas z Bogiem – Tym, który jest źródłem wszelkiego dobra.

 

o. Ryszard Hajduk CSsR – „redemptor.pl”

Profesor doktor habilitowany, wykładowca na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie oraz w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie – Braniewo

 

 

7

 

Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata?

Czy odważy się ktoś z was, gdy zdarzy się nieporozumienie z drugim, szukać sprawiedliwości u niesprawiedliwych, zamiast u świętych?
Czy nie wiecie, że święci będą sędziami tego świata? A jeśli świat będzie przez was sądzony, to czyż nie jesteście godni wyrokować w tak błahych sprawach?
Czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów? O ileż przeto więcej sprawy doczesne!
Wy zaś, gdy macie sprawy doczesne do rozstrzygnięcia, sędziami waszymi czynicie ludzi za nic uważanych w Kościele!
Mówię to, aby was zawstydzić. Bo czyż nie znajdzie się wśród was ktoś na tyle mądry, by mógł rozstrzygać spory między swymi braćmi?
A tymczasem brat oskarża brata, i to przed niewierzącymi.
Już samo to jest godne potępienia, że w ogóle zdarzają się wśród was sądowe sprawy. Czemuż nie znosicie raczej niesprawiedliwości? Czemuż nie ponosicie raczej szkody?
1 Kor 6, 1-7

***

KSIĘGA IV, GORĄCA ZACHĘTA DO KOMUNII ŚWIĘTEJ
Rozdział XV. O TYM, ŻE ŁASKĘ POBOŻNOŚCI OSIĄGA SIĘ POKORĄ I WYRZECZENIEM SIĘ SIEBIE

Głos umiłowanego

1. Trzeba ci się starać bezustannie o łaskę pobożności, prosić o nią z upragnieniem, cierpliwie i ufnie jej oczekiwać, z wdzięcznością przyjmować, pokornie strzec i usilnie z nią współdziałać, a Bogu zostawić czas i sposób, kiedy i jak ma przyjść i ciebie nawiedzić.

Staraj się być pokornym, a zwłaszcza gdy mało albo wcale nie czujesz wewnętrznego żaru pobożności, nie upadaj na duchu i nie poddawaj się rozpaczy.

Często Bóg zsyła w jednej chwili to, czego długo odmawiał, daje niekiedy na końcu to, czego nie chciał udzielić na początku modlitwy.

2. Gdyby dar łaski był zawsze szybki i przychodził na zawołanie, może słaby człowiek nie przyjmowałby go równie wdzięcznie. Dlatego musimy oczekiwać łaski pobożności z nadzieją i pokorną cierpliwością. Sobie samemu i swoim grzechom przypisuj winę, gdy nie dano ci łaski albo kiedy została ci nagle zabrana.

Niekiedy drobna rzecz przeszkadza łasce, zasłania ją przed nami, jeśli można mówić o drobnej rzeczy, a nie raczej o wielkiej, skoro pozbawia nas tak wielkiego dobra. Ale kiedy tę drobną czy tez wielką rzecz usuniesz i przezwyciężysz, otrzymasz to, o co prosiłeś.

3. Bo kiedy tylko powierzysz się całym sercem Bogu, a nie będziesz szukał tego lub owego dla własnego zadowolenia lub zaspokojenia własnej woli, ale całkowicie oprzesz się na Nim, od razu poczujesz się jakby scalony wewnętrznie i uspokojony, bo nic nie daje takiego szczęścia i zadowolenia jak ufne poddanie się woli Bożej.

Kto więc z prostotą serca podźwignął swoją wolę aż do Boga, a wyzbył się ostatniej miłości czy też nienawiści do jakiejkolwiek istoty na ziemi, ten stał się zdolny do przyjęcia łaski i godny daru pobożności.

Bo Bóg napełnia błogosławieństwem naczynie, które znajdzie opróżnione 2 Krl 4,3. Tak że im kto doskonalej odcina się od rzeczy niskich, im bardziej umiera dla samego siebie przez wyrzeczenie się siebie, tym szybciej, tym obfitszym zdrojem spłynie nań łaska i wzniesie w górę uwolnione od balastu serce.

4. Wtedy przejrzy i będzie opływać w dobro Iz 60,5, i zadziwi się, i na oścież otworzy się jego serce, bo ręka Pana jest z nim Ez 3,14; Łk 1,66, a on sam złożył się całkowicie w Jego dłoni aż do śmierci. Tak błogosławiony będzie człowiek, który szuka Boga w głębi swego serca Ps 128(127),4; 119(118),2, bo nie na próżno otrzymał życie Ps 24(23), 4-5a.

Ten przyjmując świętą Eucharystię zasługuje sobie na łaskę zjednoczenia z Bogiem, bo nie chodzi mu o własną pobożność ani zadowolenie, ale ponad pobożność nawet i zadowolenie stawia chwałę i cześć Boga.

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa' – „katolik.pl”

 

 

8

 

Czy Bóg "wodzi nas na pokuszenie"? Co naprawdę oznacza jedna z próśb w Modlitwie Pańskiej

"Na pierwszy rzut oka ta prośba wydaje się trochę dziwaczna, prawda? Z jakiej racji Bóg miałby wodzić nas na pokuszenie? To nie brzmi dobrze! (...) Sam Jezus ostrzega: «biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie» (Mt 18,7). Okej. Więc o czym jest ta prośba?" - zastanawia się Matthew Leonard w książce "Modlitwa działa! Ogarnij katolicką duchowość". Autor nie tylko wyczerpująco opisuje w niej modlitwę "Ojcze nasz". Pokazuje również, jak się modlić, by czerpać z tego prawdziwą radość.
Ośmielamy się mówić: "Ojcze nasz, któryś jest w niebie"

Usłyszałem kiedyś, jak o. Michael Scanlan, były rektor Franciszkańskiego Uniwersytetu w Steubenville, opowiada historię muzułmanina, którego zaprosił na mszę świętą odbywającą się w szkole. Zobaczywszy, jak uczniowie przesuwają się w procesji i przyjmują Pana w Eucharystii, muzułmanin stwierdził: "To niemożliwe, żeby oni naprawdę wierzyli, że to Bóg".

Zaskoczony nie lada ojciec Scanlan spytał: "Dlaczego?".
"Bo gdyby wierzyli, czołgaliby się do Niego po ziemi" - odparł.

Tym, co niepokoiło muzułmanina, a wielu innych szokuje, jest podstawowa idea Modlitwy Pańskiej, o której rozmawialiśmy - Boże ojcostwo. Jak śmiemy tak się spoufalać z Wszechmogącym Bogiem, który jest Stworzycielem wszystkiego? Ale na tym polega skandal Ewangelii. Naprawdę zostaliśmy stworzeni członkami Bożej rodziny. Tyle że nie zmieniamy nazwiska, kiedy dołączamy do niej poprzez sakramenty. To Boska adopcja. Stajemy się tym, do czego zostaliśmy stworzeni. To zupełnie nowa tożsamość w Jezusie Chrystusie. Naprawdę!

Oczywiście czasem trudno zrozumieć, w jaki sposób Bóg jest "naszym Ojcem w niebie", który całkowicie przewyższa nas chwałą, czcią i majestatem, a jednocześnie nam towarzyszy. Ale tak właśnie jest. Każdy tata wie, że nie da się być rodzicem na odległość. Nasz Ojciec w niebie zawsze jest blisko. Zawsze słyszy nasze wołanie: "Abba, Ojcze!".

Święć się imię Twoje

Każdego roku ojcowie na całym świecie otrzymują nowe krawaty, kubki i laurki z okazji Dnia Ojca (ostatnio dostałem kubek z motywem z Gwiezdnych Wojen i napisem "Jestem twoim ojcem", co najwyraźniej czyni ze mnie Dartha Vadera). To święto, obchodzone w trzecią niedzielę czerwca (tak jest w Stanach Zjednoczonych, w Polsce obchodzi się ten dzień 23 czerwca), poświęcone jest uhonorowaniu ciężkiej pracy, którą wykonują ojcowie. Uważam, że słusznie przypada w dzień Pański, ponieważ nasi ojcowie są ziemskim obrazem Ojca w niebie. Z kolei w Niemczech obchodzi się je w czwartek, w dniu Wniebowstąpienia Pańskiego.

Pytam więc: skoro ziemscy ojcowie zasługują na to, by ich uhonorować, to o ileż bardziej zasługuje na to nasz Ojciec niebieski? Właśnie o to chodzi z tym "święceniem". Słowa "święć się" oznaczają, że oddajemy Bogu chwałę, cześć i uwielbienie w sposób, na który nikt inny nie zasługuje. Ale to nadal trochę dziwne, że akurat my "święcimy" czy też błogosławimy imię Boże. Przecież jesteśmy tylko stworzeniami, a On Stwórcą, prawda? Nie możemy jeszcze bardziej uświęcić Jego imienia. No więc, o co tutaj biega? Katechizm wskazuje, że prośba ta przede wszystkim wyraża nasze pragnienie uświęcenia przez Niego. Poprzez sakramenty staliśmy się Jego częścią. Jako ochrzczeni w Ojcu, Synu i Duchu Świętym nosimy to samo imię. Prawdziwie należymy do Jego rodziny, "jesteśmy zanurzeni w wewnętrzne misterium Jego Boskości" (2807). W tej prośbie błagamy Boga, by uczynił nas godnymi swojego imienia, by uświęcił nas poprzez swoją łaskę i miłość, bo bez Niego nie jesteśmy w stanie tego uczynić. To tak w skrócie. Właśnie dlatego prośba o uświęcenie zawiera w sobie sześć pozostałych (zob. KKK 2815).

Przyjdź Królestwo Twoje

W naszym domu mamy "różowy pokój", nazwany tak z powodu koloru wykładziny. Zanim zaczniesz kwestionować moją męskość, pozwól mi się wytłumaczyć. Po pierwsze, technicznie rzecz biorąc, kolor ten nosi nazwę "brudny róż" (no tak, to też mi nie pomaga). Po drugie i ważniejsze, moje dziewczynki nalegały, by po wprowadzeniu się zostawić wykładzinę na swoim miejscu. Neutralne kolory są dla nich nudne.

W kącie "różowego pokoju" piętrzy się góra kostiumów księżniczek. Szyfony, aksamity, koronki… cała kolekcja królewskiej dziewczęcości. Wszystko byłoby dobrze, gdyby pewnego dnia nie przystroiły mojego jedynego syna w taką ilość purpurowych aksamitów, że wyglądał jak Praskie Dzieciątko Jezus. Po prostu kochają być księżniczkami, a w przyszłości (mam nadzieję, że dopiero koło trzydziestki) zapragną księcia.

Chodzi mi o to, że nawet w epoce republik i demokracji nie zaniknęła idea królów, królowych, książąt i księżniczek. A Chrystus posługuje się słowem "królestwo" w swojej modlitwie. Tak naprawdę, królestwo to motyw przewodni całej Jego działalności na ziemi. W swoim nauczaniu na każdym kroku nawiązuje do "królestwa Bożego" czy "królestwa niebieskiego".

Kiedy Izrael stał się ludem Bożym, jego królem był Bóg. Ale z biegiem czasu Izraelici zażyczyli sobie ludzkiego króla na wzór innych narodów (zob. 1 Sm 8,5). Bóg ostatecznie spełnia ich żądanie. Po falstarcie z Saulem, królem został Dawid. Był to szczytowy moment w historii Izraela. Bóg zawarł przymierze z Dawidem, człowiekiem "po swojej myśli", obiecując mu, że jego potomek będzie synem Bożym, a królestwo Dawidowe zapanuje na wieki (zob. Dz 13,22; 2 Sm 7,8-16). Choć historyczne królestwo Dawida mogło się poszczycić najdłuższą nieprzerwaną dynastią na świecie, ostatecznie zostało podbite i przestało istnieć. A więc kiedy wszystko przepadło, wydawało się, że Bóg złamał obietnicę złożoną "na wieki". Bóg oczywiście nie kłamie. Jego przymierze z Dawidem wypełniło się w Jego Synu, Jezusie Chrystusie.

Pierwszy werset Nowego Testamentu brzmi: "Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama" (Mt 1,1). Innymi słowy, Jezus wywodzi się z królewskiego rodu Dawida. Jest dziedzicem tronu. Nawet urodził się w tym samym mieście, co król Dawid - w Betlejem (co ciekawe, nazwa ta oznacza "dom chleba"). Jak już sobie powiedzieliśmy, działalność Jezusa opierała się na głoszeniu, że "bliskie jest królestwo niebieskie" (Mt 3,2). Przez Chrystusa Bóg przyszedł, by znów poprowadzić swój lud. Mimo to Królestwo nie zagościło jeszcze w pełni. A jednak, jak czytamy na kartach katechizmu: "Od Ostatniej Wieczerzy Królestwo Boże przychodzi w Eucharystii: jest pośród nas" (KKK 2816).

Kiedy modlimy się "przyjdź królestwo Twoje", prosimy o to, by Jego królestwo całkowicie się uobecniło. Modlimy się, by nasz Król, który stał się ciałem przez wzgląd na nas, powrócił w chwale i na nowo zjednoczył swoje królestwo.
Bądź wola Twoja

Ta prośba przenosi nas z powrotem do rozważań o łasce i wolności. Bóg jest niezmienny, a Jego wola tak czy inaczej się wypełni. Możemy albo ją zaakceptować, co nas uszczęśliwi, albo odrzucić, co wpędzi nas w niedolę. To aż takie proste.

Wiem jednak, że niektórzy z was i tak będą pytać: "Skoro coś i tak się wydarzy, to po co zawracać sobie głowę modlitwą?". Jak już wspomniałem, po części chodzi o to, że nie do końca rozumiemy dynamikę modlitwy. Bóg jest niezmienny, a Jego wola tak czy inaczej się wypełni. Ale podobnie, jak istnieje wiele dróg prowadzących w określone miejsce, tak wola Boża może się ziścić na wiele sposobów. On nieustannie działa, pomimo naszych błędów i przekształca naszą wierność w kapitał. A elementem tej wierności jest modlitwa.

Warto raz jeszcze wspomnieć o kolejnym aspekcie. Modlitwa to sposób, w który Bóg pragnie się komunikować ze swoimi dziećmi. Bo nimi jesteśmy. A Bóg jest wszechwiedzącym, wszechmogącym, wszechmiłującym Ojcem. Założenie, że to On ma się naginać do naszej woli, jest błędem. To tak, jakby powiedzieć, że Bóg nie wie, co robi. Wartością modlitwy jest uzdalnianie nas do doskonałej woli Boga. Po co mielibyśmy zmieniać coś doskonałego? Modlitwa słowami "bądź wola Twoja" daje nam łaskę akceptacji Jego woli i siłę do podążania za nią.

Przypomnijmy, że celem życia na ziemi jest naśladowanie Chrystusa, który pokornie poddał się woli Ojca, mówiąc: "Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!" (Łk 22,42). Prosząc o wypełnienie Bożej woli, nie rezygnujemy z siebie na rzecz czegoś, nad czym nie mamy żadnej kontroli. Postępujemy raczej jak dzieci, które ufają, że Ojciec w niebie zawsze robi dla nich to, co najlepsze.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

Ta prośba długo wydawała mi się nieco bezczelna. Kim jestem, żeby żądać czegokolwiek od Boga Wszechświata? Dopiero kiedy zdałem sobie sprawę, że jestem prawdziwym dzieckiem Boga, mogłem zacząć wypowiadać tę prośbę z ufnością. Bóg jako nasz Ojciec obiecuje zatroszczyć się o nasze potrzeby, co stanowi dla mnie nie lada pociechę. Oczywiście nie oznacza to, że możemy całymi dniami siedzieć i grać w gry komputerowe albo oglądać opery mydlane i opychać się kokosankami. Stare porzekadło, często przypisywane św. Ignacemu Loyoli, mówi: "módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj tak, jakby wszystko zależało od ciebie". A modlitwa nie powinna się kręcić wyłącznie wokół naszych pragnień. Jesteśmy rękoma i nogami Boga, więc musimy być narzędziami Bożej opatrzności dla bliźnich, którzy są w potrzebie.

Ale prośba ta nie dotyczy tylko dóbr materialnych. Jej istotą jest "Chleb Życia", "lekarstwo nieśmiertelności", Eucharystia, bez której "nie mamy w sobie Życia" (J 6,35; KKK 2837). Często umyka nam fakt, że prosimy o "chleb codzienny". Przypomina nam o tym św. Ambroży:

Jeśli jest to chleb powszedni, to dlaczego przyjmujesz go po roku?… Przyjmuj go codziennie, gdyż codziennie może ci udzielić pomocy! Tak żyj, abyś mógł przyjmować każdego dnia! Kto nie jest godzien przyjmować codziennie, nie jest godzien również po roku.
I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom

Kiedy zdarza mi się odpłynąć podczas odmawiania Ojcze nasz, ta prośba sprowadza mnie z powrotem na ziemię. Można by ją sparafrazować następująco: "Boże, nie wybaczaj nam, dopóki nie wybaczymy wszystkim ludziom, którzy nas wnerwili, wbili nam nóż w plecy, coś nam zabrali lub skrzywdzili nas w jakikolwiek inny sposób". Ups. Nie zapominajmy, że jednym z głównych przejawów miłości do Boga jest kochanie innych ludzi. To część druga Jezusowego przykazania miłości - miłuj Boga i bliźniego. Jeśli nie otworzymy serc na przebaczenie tym, którzy nas skrzywdzili, nie będziemy w stanie się otworzyć na Bożą miłość. To bez wątpienia trudne, ale nie niemożliwe. Kiedy prosimy Boga o przebaczenie, ćwicząc się w pokorze, On obdarza nas łaską, która pomaga przebaczyć innym. Bóg jest w porządku. Wie, że sami nie potrafimy tego uczynić, więc pomaga nam nieustannie, wzywając nas do większej świętości.
I nie wódź nas na pokuszenie

Na pierwszy rzut oka ta prośba wydaje się trochę dziwaczna, prawda? Z jakiej racji Bóg miałby wodzić nas na pokuszenie? To nie brzmi dobrze! Spokojnie, nie robi tego. To zadanie szatana. Jednak grecki pierwowzór dosyć trudno przetłumaczyć na inne języki w taki sposób, by zachować oryginalne znaczenie. Warto spojrzeć na to zdanie w kontekście fragmentu: "Kto doznaje pokusy, niech nie mówi: Bóg mnie kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie do zła, ani też nikogo nie kusi" (Jk 1,13). Sam Jezus ostrzega:

"biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie" (Mt 18,7). Okej. Więc o czym jest ta prośba?

Pamiętajmy, że Bóg stworzył nas wolnymi, jednak wolność to miecz obosieczny. Z jednej strony pozwala nam dobrowolnie obdarzać Boga miłością, ale z drugiej - otwiera nas na pokusę. Nie jesteśmy robotami, więc czasami musimy wybierać, czy postąpić w zgodzie z Bogiem, czy przeciwko Niemu. Bóg nie stworzył pokus, ale je dopuszcza. Dlaczego?

To trochę tak jak w starym powiedzeniu: "co cię nie zabije, to cię wzmocni". Nigdy go nie lubiłem, bo to by oznaczało, że coś, z czym się mierzę, faktycznie mogłoby mnie zabić - niezbyt przyjemna perspektywa. Ale prawda jest taka, że doznając pokusy, stajemy twarzą w twarz z naszymi słabościami. Doświadczamy swojej całkowitej zależności od Boga, bo bez Niego nie damy sobie rady. I właśnie to jest piękne. "Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać" (1 Kor 10,13).

Ale uważaj, żeby nie narażać się umyślnie na sytuację, w której możesz popełnić grzech. Choć zdarza się, że próby i pokusy stanowią okazję do rozwoju i Bóg je dopuszcza, nie oznacza to, że powinniśmy ich szukać. W życiu nie brakuje innych możliwości, żeby się sprawdzić. Dlatego właśnie modlimy się "nie wódź nas na pokuszenie".
Ale nas zbaw ode złego

W ostatniej prośbie nie chodzi po prostu o zło w ogólnym tego słowa znaczeniu. Nasza modlitwa jest skierowana wprost przeciwko Złemu. W zasadzie prosimy Boga o to, by nie pozwolił diabłu rzucać nam podkręconych piłek, które mogłyby sprawić, że wypadniemy z gry i wylądujemy na duchowej ławce rezerwowych. Ta prośba jest nam potrzebna, bo choć wiemy, że ostateczny werdykt zapadł dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa, to "diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć" (1 P 5,8).

Na koniec warto zauważyć, że cała modlitwa Ojcze nasz odmawiana jest w pierwszej osobie liczby mnogiej. To nie tylko sprawa między tobą a Bogiem. Modlimy się do "naszego" Ojca za "nas". Robimy to z całym Kościołem, z całym Ciałem Chrystusa, bo wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. To dlatego modlitwa ustna tak często pojawia się w liturgii. Dzięki niej komunikujemy się z Bogiem jednym głosem. A jeśli odmawiasz modlitwę ustną prawidłowo, całym sercem, to może się ona przerodzić w medytację i kontemplację.

Matthew Leonard – „wdrodze.pl”

Fragment książki Matthewa Leonarda "Modlitwa działa! Ogarnij katolicką duchowość

 

 

9

 

W jaki sposób rozeznać pokusę światowości?

Jak w dzisiejszych czasach rozeznać co jest głosem Boga, a co jedynie podszeptem światowego myślenia? Jak odpowiednio rozeznawać swoje działania i zanurzać swoją codzienność w Słowie Bożym? Z pomocą przychodzi znany i ceniony rekolekcjonista, ks. Krzysztof Wons w swojej najnowszej książce „Działanie duchów w stanach pokusy”.

Modlitwa Psalmem
Łaskawy jesteś, sprawiedliwy i prawdziwy.
Serce wszystkich serc, jesteś miłosierny i wybaczający.

Chronisz prostych,
kiedy jestem upokorzony, podnosisz mnie.

Powróć, moja duszo, do swego spoczynku.
Ty, O Miłujący Przyjacielu,
balsamie mej duszy.
udzielasz łaski po łasce.

Ty podnosisz mnie ku nowemu życiu,
Ty osuszasz moje łzy,
prowadzisz moje stopy prostymi ścieżkami
Idę ręka w rękę z Miłością
przez krainę przebudzonych.

Podtrzymuję swoją wiarę, nawet w czasach
wielkiego zamętu.

Zapraszam innych, by przebudzili się i poznali radość
Twojej obecności.

DUCHOWY KRYZYS ŚWIATA

W pierwszym rozważaniu przypatrzmy się naszej zdolności rozeznawania duchowego w aktualnej kondycji świata. Zapytajmy więc najpierw o kondycję świata. Diagnoza nie jest pocieszająca. Świat jest w gorączce, w stanie epidemicznej choroby. Choruje na zamęt, który rozprzestrzenia się w szybkim tempie i dotyka także nas. Nadmierna aktywność sprawia, że jesteśmy chronicznie zajęci i zapracowani; nadmierna impulsywność utrzymuje nas w stanie niepokoju, z kolei zaburzenie uwagi czyni nas niezdolnymi do koncentracji i skupienia na tym, co ważne. Jesteśmy przebodźcowani.

Zamęt zewnętrzny prowadzi do zamętu wewnętrznego i odwrotnie. Upośledza funkcjonowanie i zaburza rozeznawanie.

Nie jest to oczywiście pełna diagnoza i pełny obraz kondycji obecnego świata, ale z pewnością wskazuje na jedną z jego dominujących cech. Do problemu funkcjonowania w świecie zamętu wrócimy, gdy będziemy mówili o naszym uczestniczeniu w życiu Kościoła miotanego falami niepokoju i zagubienia. Wpierw jednak potrzebujemy uświadomić sobie nasze położenie w świecie zamętu. Ujmując krótko, jest to położenie pomiędzy duchowością a światowością. Problemem nie jest samo położenie, ale to, że przestaje być dostrzegana granica między tymi rzeczywistościami. Wielu chrześcijan nie widzi granicy między duchowością a światowością.

Granica zaciera się do tego stopnia, że światowość coraz częściej postrzegana jest jako nowy rodzaj duchowości, jako moda na nową „duchowość”, którą lansuje świat.

Spontanicznie pojawia się pytanie: jak w obecnym położeniu dbać o duchowość, czyli jak dać się prowadzić przez Ducha Świętego, przez Ewangelię Jezusa Chrystusa, a nie ulegać pokusie ducha światowości. Mówiąc o duchowości zagrożonej przez światowość, nie mamy zamiaru ustawiać się w kontrze do świata. Chrześcijanin kocha świat stworzony przez Miłośnika życia. Wierzy w Boga, który kocha wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzi, co uczynił, bo gdyby miał czuć do czegoś niechęć czy nienawiść, to by tego nie stworzył. Jakżeby coś trwać mogło, gdyby On tego nie chciał? Jak by się zachowało to, czego by nie wezwał? Oszczędza wszystko, bo to wszystko Jego, Miłośnika życia! (por. Mdr 11, 24-26).

Mówimy o światowości w rozumieniu Jana Ewangelisty, to znaczy mamy na myśli świat, który jest w kontrze do Ewangelii, w kontrze do chrześcijańskich wartości, które wyznajemy. To o takim świecie myśli Jan, kiedy pisze: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie. Jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca.

Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia, pochodzi nie od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki” (1 J 2, 15-17). I dodaje: „Nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi” (1 J 3, 13).

Chodzi o ten świat, który nienawidzi Jezusa i nas, który „leży w mocy Złego” (1 J 5, 19). Jan rozeznaje i orzeka prosto, że każdy duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga.

Stwierdza mocno, że to jest duch Antychrysta i że przebywa on w świecie. Przebywa w świecie i zwodzi tych, co są ze świata. Są ze świata, dlatego mówią tak, jak [mówi] świat, a świat ich słucha (por. 1 J 4, 3-5). Czy tego chcemy, czy nie, chrześcijanin permanentnie znajduje się w tym właśnie położeniu. Jezus nazwał to położenie jasno i dosadnie, kiedy żegnał się ze swoimi uczniami w przededniu męki. Przy- gotowując uczniów na przyjęcie Ducha Parakleta i uwrażliwiając na chodzenie Jego drogami, z całym realizmem dawał do zrozumienia, że tych, którzy przyjmą Ducha prawdy i pójdą za Nim, świat znienawidzi (por. J 15, 18-19).

Nie może nas zaakceptować, ponieważ nie zna Ducha, nie widzi Go (por. J 14, 17). Świat nie widzi dla Niego miejsca i w konsekwencji nie widzi także miejsca dla nas, nie widzi miejsca dla żyjących Ewangelią. Będziemy wykluczeni, a nawet wydani na śmierć (por. J 16, 3). Wykluczeni, czyli uśmierceni, nieistniejący w oczach świata, niemający głosu, nieliczący się. Jezus natomiast obiecuje dar, który w takiej sytuacji będzie szczególnie potrzebny: obiecuje, że pośród wykluczenia i odrzucenia doświadczymy pokoju i odważnego przekonania, że w świecie panuje Jezus i On zwycięża: „Na świecie doznacie ucisku, ale odwagi! Jam zwyciężył świat” (J 16, 33).

„Świat jest zbawiony przez Ukrzyżowanego, a nie przez tych, którzy krzyżują”.Świat, który odrzuca Jezusa, pozbawia siebie Jego pokoju i zatraca się we własnych niepokojach. Żyje w zamęcie, niepewny siebie, w poczuciu zagrożenia i dlatego staje się agresywny. Złość swą kieruje na Jego uczniów. Jest pod panowaniem Złego, który nienawidzi każdego, kto się narodził z Boga. Ci, co trwają wiernie przy Jezusie, będą znienawidzeni przez świat, ponieważ „nie pasują” do jego myślenia, wyznają inne wartości, uznając w Jezu- sie jedynego Pana i Boga. Świat czuje się konfrontowany przez Ewangelię Jezusa, którą żyją i głoszą Jego uczniowie. Niepokoi go wewnętrzna wolność uczniów, dlatego ich nienawidzi, podobnie jak nienawidzi Jezusa. Spełniają się Jego słowa: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wpierw znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Pamiętajcie o słowie, które do was powiedziałem: «Sługa nie jest większy od swego pana». Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać” (J 15, 18-20). (...)

BADAJCIE DUCHY…

Jezus pokazał nam, że życie chrześcijańskie, i związane z nim życie duchowe, polega na chodzeniu drogami Ducha Świętego, a nie drogami ducha tego świata. Owocem życia w Duchu jest chrześcijańska duchowość. Zakłada porzucenie życia starego człowieka karmiącego się egoizmem i uczynienie w sobie miejsca dla nowego życia, odkupionego przez Chrystusa. Porzucenie starego życia może mieć dla każdego inny punkt wyjścia.

Dla jednych oznaczać będzie porzucenie niewiary, dla innych odrzucenie grzechu, letniości, słabości duchowej, aby wejść w nowe życie: przejść od „życia dla siebie samych” do „życia dla Pana” i wykrzyczeć wobec świata: „Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie (…) jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana” (Rz 14, 7-8).

Życie wyłącznie cielesne, sprowadzające świat wartości do tego, co materialne, jest życiem zmysłowym w duchu świata, który żyje, jakby Boga nie było. Gorzkim owocem takiego życia jest światowość. Potrzebne jest nam badanie duchów, aby wiedzieć, które z nich pochodzą od Ducha Bożego, a które od ducha tego świata, będącego w opozycji do życia w Duchu Świętym. Żyjemy między duchowością a światowością. Takie jest nasze położenie. Święty Jan pod koniec I wieku napisał list do braci i sióstr wspólnoty chrześcijan w Azji Mniejszej, nawróconych z judaizmu. Przestrzegał ich przed fałszywymi prorokami, którzy głosili, że kto ma wiedzę, ten ma zbawienie (gnostycyzm), że poznanie jest ważniejsze niż miłość.

To bardzo niebezpieczna teza, która na różny sposób także dzisiaj zatruwa umysł naszego kontynentu. Świat ma rozgrzaną głowę, a coraz bardziej zamarznięte serce. Cieszy się osiągnięciami intelektualnymi, ale coraz rzadziej sięga po słowo Boga i nie spotyka się, i nie rozmawia serdecznie z Bogiem. Byli i tacy, którzy twierdzili, że Jezus nie przyszedł do nas w ciele. Miał tylko „jakoby” ciało. Tak więc był człowiekiem jedynie pozornie. Pozorne były również Jego cierpienia i śmierć na krzyżu. Nie brakuje i dzisiaj wyznawców „jakoby”, żyjących jedynie pozornie wartościami, bez ofiary, bez obumierania, bez tracenia, bez wcielania wartości chrześcijańskich w życie.

Jan także dzisiaj wołałby i pisał do nas: „Nie każdemu duchowi dowierzajcie, ale badajcie duchy, czy są z Boga” (1 J 4, 1). Badajcie, czy duchy są z Boga, czy od tak zwanych mistrzów, których myślenie, nauczanie nie jest z Boga (...).

MIĘDZY DUCHOWOŚCIĄ A ŚWIATOWOŚCIĄ

Rozeznawanie duchowe należy zacząć od siebie. Musimy popatrzeć we własne serce i sumienie. Nie jesteśmy nieprzemakalni. Samo chodzenie do kościoła, mury kościelne, zaświadczenia o przyjętych sakramentach nie obronią nas przed światowością, nie zaimpregnują nas. Jeśli zaniedbamy siebie duchowo, przestaniemy słuchać Słowa i rozeznawać w świetle Ewangelii, wówczas przestaniemy rozeznawać i myśleć teologicznie.

Wtedy staniemy się „światowi”, a światowość stanie się naszą religią. Przy „ołtarzu” światowych oczekiwań zaczniemy praktykować kult światowego myślenia, światowej mody, światowych gwarancji, zabezpieczeń, medialnych opinii. Będziemy przemawiali, by zdobyć poklask, mówili z ukierunkowaniem na to, co ludzie chcieliby usłyszeć, posłuszni dyktaturze opinii publicznej. Benedykt XVI nazwał taką postawę pewnym rodzajem prostytucji słowa i duszy. Umizgi wobec świata za cenę zdrady Ewangelii – to współczesne srebrniki. Jeśli damy się przez nie skusić, możemy być pewni, że nasi „światowi fani”, gdy nas już przekupią i wykorzystają, na końcu nas odrzucą. Gdy zaczniemy się im żalić i „spowia- dać”, usłyszymy: „Co nas to obchodzi? To twoja sprawa” (por. Mt 27, 4).

Artykuł zawiera fragment z książki ks. Krzysztofa Wonsa SDS „Działanie duchów w stanach pokusy”,
– za: „wiara.pl”

 

 

14

 

Don Camillo i spowiednik

Od nas, pasterzy na Zachodzie, nie wymaga się dziś "robienia wszystkiego", "uporządkowania wszystkiego", zwłaszcza w bardzo krótkim czasie. Ten "lęk o wszystko" może stać się uciążliwy i paraliżować.

Don Camillo, słynny ksiądz z Bassy, już w podeszłym wieku, zmagał się z rewolucją kulturalną i społeczną lat sześćdziesiątych XX wieku, oraz jej wpływem na życie Kościoła, odbiegającymi od mentalności i religijnej wrażliwości porządnego, wiejskiego księdza. Jak było w jego zwyczaju, swój ciężar chciał zrzucić na Chrystusa w głównym ołtarzu. Ubolewając nad dokonanym przez współczesnego człowieka zniszczeniem duchowego dziedzictwa i kwestionowaniem prawd wiary, usilnie pytał Go, co należy czynić w tak delikatnym momencie.

Chrystus uśmiechnął się: "To, co robi rolnik, gdy rzeka wychodzi z brzegów i zalewa pola. Trzeba ocalić ziarno. Kiedy rzeka powróci do swego koryta, wyłonioną z niej ziemię osuszy słońce. Jeśli rolnik zachował ziarno, może je rzucić w ziemię, dzięki naniesionemu mułowi jeszcze bardziej urodzajną, a ziarno wyda plon. Napęczniałe, złociste kłosy, dadzą ludziom chleb, życie i nadzieję. Musimy ocalić ziarno: wiarę, Don Camillo. Tych, którzy wciąż posiadają żywą wiarę musimy wspierać, by zachowali ją nienaruszoną" (G. Guareschi, Don Camillo e i giovani d’oggi, pp. 175-176).

Długo zastanawiałem się nad tym cudownym fragmentem, niezwykle aktualnym w naszych czasach, a także w naszej posłudze, będącej w pewnym sensie pionierską. Jest prawdą, że niekiedy słyszymy w konfesjonale wyznania, będące przejawem delikatności sumienia i dobrze pielęgnowanej wiary. Jednakże - przynajmniej w moim doświadczeniu - zdarzają się one rzadko, podczas gdy przeważają spowiedzi, powiedzmy "porażające", gdzie poziom wiary i duchowej dojrzałości bywa bardzo niski, a nawet zdarzają się ciężkie przewinienia, których wierni nie dostrzegają. W takich sytuacjach spowiednik w konfesjonale czuje się bezradny, a czasem wręcz sfrustrowany! Jak można, w ciągu kilku minut, rozwiązać tak złożoną sytuację, w której brakuje fundamentów.

Otóż ta frustracja, moim zdaniem, jest owocem złego ducha, owocem ogólnie źle pojętej troski. Powtarzam raz jeszcze, jest to przekonanie, które dojrzewa we mnie w ostatnich latach i które wydaje mi się zgodne z "nawróceniem duszpasterskim", do którego wzywa Ojciec święty: od nas, pasterzy na Zachodzie, nie wymaga się dziś "robienia wszystkiego", "uporządkowania wszystkiego", zwłaszcza w bardzo krótkim czasie. Ten "lęk o wszystko" może stać się uciążliwy i paraliżować, gdy tymczasem mamy podążać ze swobodą (duchową lekkością).

Musimy raczej strzec tego, co istotne - wiary - i zasiewać ją niczym ziarno w sercach ludzi, bez względu na to "czy słuchają, czy nie", jak mówi Bóg do Ezechiela (Ez 2,5). Słowo wiary to coś znacznie większego niż dobra rada, bądź moralne pouczenie: to słowo mające samo w sobie życie, zdolne zrodzić cnoty (życie) teologiczne, gdy tylko spotka się choćby z minimalną gotowością.

Nie martwmy się zatem, że nie możemy zrobić wszystkiego, co byśmy chcieli, ani nauczyć penitentów wszystkiego, co konieczne: nie tego żąda od nas teraz Pan. Zadbajmy raczej o to, by każde nasze słowo miało smak ewangelicznego przesłania i było w pełni zgodne z wyznawaną przez nas wiarą. W ten sposób pozostaniemy wierni Ewangelii i Kościołowi, i będziemy siewcami ziarna, które z pewnością przyniesie owoc: jeśli nie teraz, to z pewnością w przyszłości.

Marco Panero SDB – za: „wiara.pl”
jest konsultorem Penitencjarii Apostolskiej i wykładowcą na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie. Powyższy fragment pochodzi z referatu: Spowiednik, człowiek Kościoła - wierność Ewangelii, Tradycji i Magisterium, wygłoszonego dla penitencjarzy mniejszych (spowiedników papieskich bazylik) 9 września 2024 r.

 

 

10

 

Poświęcenie Sznura Św. Józefa pierwszy raz w Polsce. „Ten sznur nie ogranicza”

15 października 2025 roku w parafii pw. św. Józefa Rzemieślnika w Zambrowie po raz pierwszy w Polsce zainicjowano praktykę poświęcenia Sznura Świętego Józefa – sakramentalium o wielowiekowej tradycji, które wyraża zawierzenie, czystość serca i wierność powołaniu.

Uroczystego poświęcenia sznurów, dokonał ks. kan. Grzegorz Śniadach, proboszcz parafii. Wydarzenie zgromadziło liczne grono wiernych, którzy z głębokim wzruszeniem przyjęli ten znak duchowej więzi ze świętym Józefem.
W świecie, w którym wszystko tak łatwo się zrywa

Praktyka Sznura Świętego Józefa sięga XVII wieku, ale dopiero teraz trafiła do Polski. (Kilka lat temu pisaliśmy o niej na naszym portalu – przyp. red.) Wywodzi się z Antwerpii, gdzie jedna z sióstr augustianek została cudownie uzdrowiona po tym, jak z wiarą włożyła biały sznurek z siedmioma supełkami na cześć Opiekuna Świętej Rodziny. Dziś – jak zauważa ks. Sławomir Sokołowski, inicjator nabożeństwa w Zambrowie – jego przesłanie jest bardziej aktualne niż kiedykolwiek:

W świecie, w którym wszystko tak łatwo się zrywa – więzi, obietnice, relacje – Sznur Świętego Józefa przypomina, że Bóg nigdy nie zrywa więzi. Choćby człowiek odszedł daleko, On nie puszcza. Święty Józef nie zostawił po sobie wielkich słów. Zostawił milczenie splecione z wiernością. I właśnie w tym milczeniu kryje się jego siła – taka, której świat nie rozumnie, ale której wszyscy potrzebujemy.

Parafia Rzymskokatolicka pw. św. Józefa Rzemieślnika w Zambrowie
Sznur, który nie krępuje

Poświęcenia dokonał ks. kan. Grzegorz Śniadach, który podkreśla, że praktyka ta jest nie tylko nowością duchową, ale także odpowiedzią na potrzeby współczesnych wiernych:

Ten sznur nie ogranicza, on prowadzi. W świecie, w którym człowiek, gubi się w nadmiarze, święty Józef pokazuje drogę prostoty i zaufania. On sam był cichy, ale Jego życie mówiło głośniej niż słowa. Dziś ten biały, niepozorny sznur przypomina, że świętość nie jest krzykliwa, jest wierna.

Każdy z poświęconych sznurów został wyposażony w medalik św. Józefa oraz broszurkę z modlitwą, by wierni mogli praktykować to nabożeństwo w sposób świadomy. Zainteresowanie było ogromne – już w pierwszych dniach zgłaszały się osoby z różnych części kraju, które pragnęły otrzymać sznur i włączyć się w modlitwę.

Święty Józef, jak mówi ks. Sławomir Sokołowski, to patron ludzi cichych, wytrwałych i wiernych. To On „trzymał w ramionach samego Boga” – i dziś pomaga nam trzymać się wiary, nawet gdy świat powoli się rozplątuje.

Może nam się wydawać, że świat trzymają wielcy i wpływowi. A tymczasem świat trzymają ludzie Józefa – cisi, modlący się, wierni w małych codziennych rzeczach. Tacy, którzy wierzą, że z Bożych dłoni nie da się wypaść. To oni są jak ten sznur – niewidoczni na co dzień, ale niezastąpieni. To sakramentalium nadziei. To przypomnienie, że Bóg nigdy nie puszcza drugiego końca. Choćbyśmy my się odwiązali, On nadal trzyma – bo nie może się zaprzeć siebie samego (2 Tm 2, 13) Bóg nie zrywa więzi, On je naprawia.

Sznur siedmiu węzłów

Sznur Świętego Józefa ma siedem węzłów. Każdy z nich symbolizuję ranę i lekarstwo. To opowieść o życiu Cieśli z Nazaretu. Każdy mówi o innej sytuacji, w której człowiek tak po ludzku mógłby się załamać – a jednak wybiera wierność. To siedem boleści i radości Świętego Opiekuna. Pierwszy węzeł to lęk o Maryję i rozterki co do jej uczciwości względem niego. Drugi – to noc ucieczki do Egiptu. Kolejne to bieda, trud, zagubienie Jezusa, codzienność. Ale każdy z tych węzłów kończy się radością. Bo kto potrafi być wierny w noc ciemności, ten zobaczy światło. Każdy węzeł tego sznura mówi – nie bój się, że twoje życie się zaplątało. Bóg potrafi z tego zrobić modlitwę. Z twoich pomyłek – drogę. Z twojego lęku – siłę. Z twoich ran – świadectwo. Jest on bardziej aktualny niż kiedykolwiek, bo dziś pierwszy lepszy wiatr trudności w życiu ludzi, powoduje w nich rezygnację, ucieczkę, bezradność. Jak mówi ks. Sokołowski:

Żyjemy w epoce luźnych więzi. Zauważmy, jak łatwo dziś wszystko się rozluźnia. Przysięgi składane przy ołtarzu zrywają się jak cienka nitka – jak kontrakt na chwilę. Coraz więcej pięknych, ale pustych domów. W świecie, w którym na szczycie hierarchii postawiliśmy sukces, pieniądze, karierę, straciliśmy to co najcenniejsze – nasze ludzkie więzi. Wiara, którą wyznawaliśmy z zapałem, słabnie pośród ofert świata. Dlatego przypomnieliśmy Sznur Świętego Józefa, bo to Patron jak najbardziej na współczesne czasy. Wierzę, że ten sznur przypomni nam, że na nowo potrzebujemy Józefa, by nam pomógł związać to co się w nas rozpadło.

Sznur świętego Józefa jest więc jak duchowy kontrakt wobec kultury nietrwałości. W świecie, który mówi „odważ się”, on przypomina: „zwiąż się z Bogiem, z prawdą, z miłością”. Nie dlatego, że to łatwe, wręcz przeciwnie – nieraz bardzo trudne, ale dlatego, że w ostateczności tylko to się liczy.

Jak praktykować nabożeństwo Sznura św. Józefa?

Parafia Świętego Józefa Rzemieślnika w Zambrowie już od dłuższego czasu jest miejscem żywego kultu swojego Patrona. W każdą środę odbywają się tam nabożeństwa ku czci świętego Józefa, podczas których wierni powierzają swoje intencje, modlą się o wierność w rodzinach i o siłę w pracy. Od teraz te spotkania nabrały nowego wymiaru. Jak mówi proboszcz parafii:

Chcemy, by kult świętego Józefa był nie tylko wspomnieniem, ale żywą relacją. Ten sznur to nie amulet na szczęście – to zaproszenie do więzi, do tego, by Bogu pozwolić nas prowadzić.

Papież Pius IX zatwierdził specjalny obrzęd błogosławieństwa Sznura Świętego Józefa, dla wiernych, którzy go przyjmą przypisał też szczególne przywileje takie jak opieka świętego Józefa, łaska czystości, wytrwałość w wierze i przeciwnościach oraz pomoc świętego Józefa w godzinę śmierci.

Na każdym supełku odmawiamy jedno Chwała Ojcu a w środy Septennę ku czci siedmiu boleści i radości Świętego Józefa. W wersji tradycyjnej Sznur był noszony pod ubraniem, jako przepaska, natomiast wychodząc naprzeciw oczekiwaniom współczesnej wrażliwości, został przygotowany do noszenia na ręku. Podczas środowego nabożeństwa błogosławione są oba warianty, jak również odbywa się namaszczenie olejem świętego Józefa z Oratorium w Montrealu (Kanada). To wyraz duchowej łączności z największym centrum kultu świętego Józefa na świecie, tym olejem namaszczał wiernych, święty Andrzej Bassete i stał się on źródłem wielu duchowych łask i uzdrowień. Oczywiście to nie olej uzdrawia, on płonie przed figurą świętego Józefa w Montrealu, jako świadek gorącej modlitwy wiernych. Uzdrawia i podtrzymuje Bóg, do którego prowadzi święty Józef. Jak mówił św. Andrzej Bassete: „olej jest tylko znakiem, którym Bóg chciał się posłużyć, a uzdrawia wiara w moc wstawiennictwa świętego Józefa”.

„aleteia.pl”

 

15 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

26 października - bł. Celina Borzęcka, zakonnica

26 października - święci męczennicy Lucjan i Marcjan

26 października - bł. Bonawentura z Potenzy, prezbiter

26 października - św. Fulcjusz z Pawii, biskup

26 października - św. Dymitr z Salonik, męczennik

27 października - święci męczennicy Sabina, Wincenty i Chrestyna

27 października - św. Frumencjusz, biskup

28 października - święci Apostołowie Szymon i Juda Tadeusz

29 października - św. Felicjan, męczennik

29 października - bł. Michał Rua, prezbiter

29 października - bazylika metropolitalna w Częstochowie

30 października - bł. Benwenuta Bojani

30 października - bł. Dominik Collins, zakonnik i męczennik

30 października - kościół metropolitalny w Katowicach

31 października - św. Alfons Rodriguez, zakonnik

31 października - św. Anioł z Acri, prezbiter

31 października - św. Wolfgang, biskup

1 listopada - Wszyscy Święci

2 listopada - Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych

2 listopada - św. Malachiasz, biskup

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor

                     (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.