W BLASKU MIŁOSIERDZIA

45/1045 – 12 października 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

Niedziela, 12 października 2025 r.

XXVIII niedziela zwykła rok „C”

 

 

Czytania
Pierwsze czytanie: 2 Krl 5,14-17
Psalm: Ps 98
Drugie czytanie: 2 Tm 2,8-13
Ewangelia: Łk 17,11-19
 
Ewangelia
Łk 17, 11-19 - Wiara uzdrowionego cudzoziemca
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Zdarzyło się, że Jezus, zmierzając do Jeruzalem, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.
Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!» Na ten widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!» A gdy szli, zostali oczyszczeni.
Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin.
Jezus zaś rzekł: «Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?» Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła».
 
Komentarz do czytań
Główny temat czytań tej niedzieli? Trąd to tylko zbieżność dwóch sytuacji: z pierwszego czytania i z Ewangelii. Łączy je raczej wspólne wezwanie do wdzięczności. Bogu, za wyświadczone łaski. Ale, gdy się tym czytaniom uważniej przysłuchać, są w nich i inne wyzwania...
Zasady, zasady, zasady.... Miłość (autentyczna, nie udawana) oddaje Bogu więcej, zasady traktując jak skąpe minimum.
A Bóg? Cóż, On jest miłością, dlatego zawsze daje nie wedle zasad, ale więcej.
Syryjczyk Naaman i dziesięciu trędowatych na pograniczu Samarii i Galilei, wszyscy oni zostali uwolnieni od swojej choroby, która czyniła ich nieczystymi w oczach ludzi. Trąd, którym byli zarażeni, dotknął nie tylko ich ciał, lecz także dusz. Człowiek jest całością, dlatego współcierpi w nim wszystko. Trąd duszy to grzech niewiary w to, że Bóg kocha, że może oczyścić. To przekonanie, że moje grzechy nie zostaną zapomniane. To danie wiary podszeptom złego, który zapewnia: Niechybnie umrzesz z powodu swej nieczystości. Jezus mówi co innego: "Twoja wiara cię ocaliła". Uwierz, zaufaj, powierz się, aby wzrosło w tobie przekonanie, że jestem Bogiem, który nie zachowuje pamięci o grzechach i dochowuje wierności.
Uzdrowienie - piękna rzecz. Najpiękniejsza - jeśli otwiera tez oczy na Boga.
Jeśli w swoich wyliczeniach zapominamy o Bogu i wieczności, to zapominamy o niezmiernie ważnym czynniku, mającym fundamentalny wpływa na to, co pojawi się w wyniku naszego równania. Bez Boga, bez przyjęcia prawdy o niebie czy piekle, nasze kalkulacje zawsze są obarczone sporym błędem. Zamknięcie się w kręgu doczesności sprawia, że nic nie wychodzi; nie jest takie jak być powinno. Nawet gdy doznaje się łaski uzdrowienia. Dopiero gdy widzimy dla oczu niewidzialne, wszystko zaczyna się zgadzać.
Czy zdajemy sobie sprawę, jak wiele nam Bóg dał? Tak? Nie? Sęk w tym, że nieraz to, co wydaje nam się normalne, wcale takie nie jest; cuda normą nie są. Tym bardziej często nie przypuszczamy nawet przed jakimi nieszczęściami, które miały na nas przyjść Bóg nas ochronił; nie wiemy, bo nieszczęścia nie przyszły. Zawdzięczamy Bogu więcej, niż się nam na co dzień wydaje.... Dlatego dziękowanie Mu jest zawsze jak najbardziej na miejscu. Nie mówiąc już o sytuacjach, w których to, że nam pomógł jest oczywiste jest odpowiedzią na nasze prośby...
 
 

 

 

W dzisiejszym numerze
- Nasz trąd powszedni
- Dziękowanie za dobro
- Wdzięczność za Odkupienie
- Ubóstwo ma różne twarze
- Nie pytaj, kto jest twoim bliźnim — stań się nim
- Uniwersytet w parafii. Będą rozmawiać o życiu i Kościele. „Zależy nam, by wyjść do ludzi”
- Pamiętam, jak przemykaliśmy chyłkiem wzdłuż uzbrojonych po zęby kordonów ZOMO
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

14

 

 

 

Nasz trąd powszedni

Nie daje nam odpocząć Słowo. Nie pozwala uciec od tego świata – bo nie przyszło, by nas od świata odseparować, ale byśmy w świecie o Nim świadczyli. Ewangelia nie jest podręcznikiem prowadzenia polityki imigracyjnej, ale światłością oświecającą każdego człowieka i wszystkie jego sprawy. Te związane z granicą swój – obcy też.

Jezus zmierza do Jerozolimy szlakiem typowym dla galilejskich pielgrzymów. Przez pogranicze. Nietypowe jest to, że nie boi się przekraczać granicy. Nie gardzi Samarytanami, choć ci Go nie przyjmują, bo jest Żydem. Za parę lat, już po zmartwychwstaniu, dzięki misji Jego uczniów, to właśnie oni przyjmą Ewangelię i staną się pierwszymi obcymi, z których zacznie się wznosić Kościół. Dzisiejsze uzdrowienie, które powiodło się tylko u „tego cudzoziemca”, wpisuje się w Jezusowe burzenie muru wrogości – proroczo przygotowywane od stuleci. Za czasów Elizeusza Syryjczyk, za czasów Jezusa Samarytanin – a dziś? Który obcy doznaje uzdrowienia Ewangelią w najbardziej katolickim kraju Europy? Albo w tym noszącym krzyż na swoich sztandarach?

Wobec jednego z największych wyzwań cywilizacyjnych potrzebujemy światła Ewangelii, a nie migających neonów postideowych partii. Zanim w jej świetle zaczniemy szukać odpowiedzi na pytania, kogo, skąd i dlaczego wpuszczać, a kogo nie, pozwólmy jej prześwietlić nas samych. Stawiam diagnozę, że za ksenofobią stoi głęboko skrywany lęk przed konfrontacją z obcym, który obnaży słabość naszej wiary. We Francji przytłaczająca większość osób dzwoniących do programu radiowego Ksiądz ci odpowie nigdy w swoim życiu nie spotkała chrześcijanina. Do pierwszego kontaktu skłoniła ich pustka życia i świadectwo wierzących muzułmanów. Jest i drugi biegun tej społecznej choroby: niekochanie siebie. Bezwarunkowe otwarcie to tylko wprawiający w dobre samopoczucie paliatyw. Bo nie da się kochać bliźniego, nie kochając siebie samego. Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!

Szymon Bialik OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

Dziękowanie za dobro

Często od najmłodszych lat jesteśmy uczeni dziękowania za dobro, jakie otrzymujemy od innych ludzi. Uczy się nas, że jest to wyrazem kultury i dobrego wychowania. Jednak z biegiem lat zdarza się, że niektórym osobom z różnych powodów trudno jest podziękować komuś drugiemu. Dzieje się tak z wielu przyczyn. Jedną z nich może być pycha, która podpowiada człowiekowi, że wszystko osiągnął sam – dzięki swojej pracy i zdolnościom – i nie musi nikomu za to dziękować. Ktoś inny może uważać, że podziękowanie oznaczałoby uznanie swojej zależności od innych. Jeszcze ktoś inny rzadko wypowiada słowa wdzięczności, sądząc, że wszystko należy mu się od innych zupełnie za darmo.

W Ewangelii, jaką Kościół daje nam na bieżącą niedzielę, Jezus pragnie pokazać, że jest bardzo hojny w dawaniu i nie ma trudności z obdarowywaniem wielu różnych osób. Świadczy o tym uzdrowienie z trądu dziesięciu ludzi, którzy przychodzą do Niego z prośbą o uleczenie. Jezus daje im bardzo wiele – przywraca im pełnię zdrowia. Nie wypytuje ich przy tym, kim są, jaka jest ich motywacja czy skąd pochodzą. Dla Jezusa liczy się człowiek będący w potrzebie i zaradzenie jego brakom, które w przypadku trądu są szczególnie dotkliwe.

Jezus nie domaga się od nich żadnych szczególnych podziękowań ani darów materialnych jako wyrazu wdzięczności. Nie jest to także warunkiem uzdrowienia. Jednak kiedy powraca tylko jeden spośród dziesięciu, by Mu podziękować, Jezus podkreśla, że tylko ten jeden – i to cudzoziemiec – zdobył się na to, by wrócić i osobiście wyrazić wdzięczność. To wielka lekcja dla nas, ukazująca wartość dziękczynienia wobec Boga i ludzi.

Jak często brakuje wdzięczności w naszych rodzinach, małżeństwach, wspólnotach – sąsiedzkich, lokalnych, parafialnych czy zakonnych. Jak często zauważenie dobra uczynionego przez drugiego człowieka i podziękowanie mu za nie może umocnić wzajemne relacje, a także stać się wsparciem dla tych, którzy czynią dobro bezinteresownie, choć również potrzebują czasem zauważenia, pochwały i docenienia swoich wysiłków. Nie powinno to być celem samym w sobie, ale może dodać skrzydeł człowiekowi i podtrzymać jego zapał w pełnieniu dobra.

Szczery uśmiech, słowa podziękowania i uznania mogą sprawić, że drugi człowiek dostrzeże, iż dobro, które czyni, jest ważne i zauważane przez innych. Zdarza się, że częściej dziękujemy obcym osobom (co samo w sobie nie jest złe), lecz zapominamy o wdzięczności wobec tych, z którymi żyjemy na co dzień. Nieraz dostrzegamy dobro dopiero wtedy, gdy kogoś obok nas zabraknie – choćby na jakiś czas. Może się jednak zdarzyć, że będzie już zbyt późno na wyrażenie wdzięczności.

Warto więc pamiętać, że postawa wdzięczności jest bardzo ważna w codziennym życiu i sprawia, że dobro staje się jeszcze bardziej widoczne. Dziękując, kształtujemy i rozwijamy w sobie ducha wdzięczności, który przenika wiele aspektów życia i naszych relacji z innymi. Wtedy też mniej w nas krytyki, obmowy i zazdrości, a więcej Bożej radości, optymizmu, zaufania w Bożą Opatrzność oraz uczciwego traktowania drugiego człowieka, jego pracy i poświęcenia.

Podobnie jest w relacji człowieka do Boga. Często więcej prosimy, niż dziękujemy, nie zawsze dostrzegając dobro, które otrzymujemy – od drobnych codziennych darów aż po te największe. Warto w modlitwie dziękować Bogu za Jego dary, bo kto potrafi dziękować, ten otwiera się na jeszcze większe łaski. Wyrazem wdzięczności wobec Pana Boga może być m.in. modlitwa wieczorna, gdy podsumowujemy dzień i staramy się dostrzec Boże błogosławieństwa. Warto, by dziękczynienie stało się również częścią naszego rachunku sumienia – zarówno codziennego, jak i tego przed spowiedzią świętą.

Dostrzegając ogrom dobra, zauważamy też ludzi, przez których to dobro do nas dociera. Dzięki temu mniej będziemy narzekać na rzeczywistość i bliźnich, a więcej błogosławić, życzyć dobra i uwielbiać Boga, który ich natchnął do spełniania czynów miłości – pokornie, nierzadko anonimowo, wytrwale i z oddaniem.

Pamiętajmy, że potrzeba, z jaką przychodzimy do Pana Boga, oraz dar, jaki od Niego otrzymujemy, mogą być jedynie drogą do jeszcze większych łask. Tak było w przypadku Naamana, którego uzdrowienie dokonane przez Boga za pośrednictwem proroka Elizeusza stało się dla niego drogą do wiary w Jedynego Boga. Podobnie było z trędowatym, który powrócił do Jezusa – otrzymał łaskę wiary w Chrystusa, ważniejszą niż samo fizyczne uzdrowienie. Była to swoista nagroda za jego wdzięczność: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,19).

Doświadczenie braku w naszym życiu może być przygotowaniem do darów o wiele cenniejszych, które Bóg pragnie nam ofiarować teraz i w przyszłości. Wdzięczność otwiera serce człowieka na Boga i bliźnich, a jej najpełniejszym wyrazem jest Eucharystia – największe Dziękczynienie, w którym sam Chrystus ofiaruje się Ojcu za nas. Każda Msza Święta jest więc zaproszeniem, by nasze osobiste „dziękuję” włączyć w Jego doskonałą ofiarę miłości.

Piękny przykład wdzięcznego serca dawał św. Jan Paweł II, który w codziennej modlitwie powtarzał: „Dziękuję Ci, Panie, za wszystko, co przyniosło mnie do Ciebie”. Jego życie pełne trudów i cierpienia było nieustannym aktem dziękczynienia – nie tylko słowem, ale postawą serca.

Niech i nasza codzienność stanie się modlitwą wdzięczności – nie tylko w chwilach radości, ale także w doświadczeniach i trudnościach, które mogą nas przybliżać do Boga. Starajmy się każdego dnia znaleźć choć jeden powód, by powiedzieć „dziękuję” – Bogu i ludziom. Wtedy nasze życie stanie się prawdziwą Eucharystią.

Modlitwa:

Panie Jezu, naucz mnie dziękować – za dar życia,

za ludzi, których stawiasz na mojej drodze,

za każdy dzień, w którym mogę kochać.

Niech moje serce będzie zawsze gotowe widzieć dobro,

przyjmować je z pokorą i dzielić się nim z innymi.

„Wszystko czyńcie na chwałę Bożą” (1 Kor 10,31).

o. Łukasz Listopad CSsR – „redemptor.pl”

Magister Międzyprowincjalnego Nowicjatu Redemptorystów, oraz Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Lubaszowa

 

 

 

Wdzięczność za Odkupienie

1. W dalszym ciągu przypomina nam Kościół postawy moralne dla nas trudne, ale niezbędne. Po pokorze omówionej w poprzednią niedzielę dzisiaj kolej przychodzi na wdzięczność. Ta zaleta ludzi szlachetnych przydaje się w wielu okolicznościach życia, gdyż żyjemy powiązani szeregiem zależności od innych. Dziś tutaj wdzięczność ma przedmiot szczególny – dobra duchowe udzielane nam przez Boga, zaczynając od praźródła, jakim jest Odkupienie. Pierwsze czytanie dzieli z Ewangelią wspólny temat – trąd – groźna choroba podzwrotnikowa, nie spotykana w naszej szerokości geograficznej. Dobrze jednak ją znamy z lektury Pisma Świętego i popularnego życiorysu Ojca Damiana, dobrowolnej jej ofiary. Obchodzi nas dziś tylko przenośne znaczenie tego słowa, i to w praktycznym zastosowaniu do nas. Trąd to grzech, który niewidzialnie izoluje nas od wspólnoty Kościoła. Mamy być wdzięczni za Odkupienie ciągle oddalające od nas grzech.

2. Urywek końcowy barwnego opisu cudownego uwolnienia aramejskiego wodza Naamana od plagi trądu zawiera takie szczegóły, które pozwolą łatwiej nawiązać do analogicznego opisu Ewangelii. Naaman był dotąd poganinem, a więc poza wspólnotą ludu Bożego. Jednak odtąd chce w pełni okazać wdzięczność za cud uzdrowienia Bogu Izraela, który posłużył się pośrednictwem proroka Elizeusza. Ten dokonał cudu w sposób wystawiający hetmana na niełatwą próbę pokory. Naaman, oczyszczony po siedmiokrotnym zanurzeniu się w Jordanie, chce wpierw okazać wdzięczność, po swojemu. Gdy prorok, bezinteresowny świadek Boga prawdziwego, nie pozwala jej sobie okazać w sposób materialny, dotychczasowy poganin postanawia czcić odtąd tylko Jahwe. Nie ma co się dziwić końcowej prośbie tego neofity o zabranie ze sobą kosza z ziemią palestyńską do Aramu, gdyż wtedy terytorium wiązano ściśle z kultem (por. Ps 137,1–4).

Czytanie drugie zgodnie z sekwencją urywków z 2 Listu św. Pawła do Tymoteusza pośrednio pomaga nam rozwinąć temat wdzięczności. Jej przykładem jest, równie jak prorok Elizeusz bezinteresowny, Paweł dawny prześladowca chrześcijaństwa, teraz przebywający w więzieniu jako apostoł Chrystusa, z Nim solidarny w cierpieniu. Centralna prawda Nowego Testamentu, jaką jest zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, ma dla Pawła wartość egzystencjalną, skoro w nią jesteśmy wszczepieni (por. Rz 6,5). Głęboko przejęty prawdą o tej darmo przez Boga nam ofiarowanej solidarności dla jej dosadnego wyrażania utworzył Paweł szereg czasowników z przedrostkiem współ- (greckie: syn-). Trzy takie słowa występują także w dzisiejszym urywku. Ta więź solidarności z Synem Bożym ma być także dla nas, jak była dla adresata listu, źródłem ufności zdolnej przezwyciężyć cierpienie i lęk przed śmiercią oraz zachętą do wierności Chrystusowi do końca.

Ewangelia wymaga objaśnienia sytuacji owych dziesięciu trędowatych. Aż tylu ich tam naraz – to bądź następstwo wspólnej niedoli zacierającej nawet nienawiść etniczną, bądź rozgłosu cudów Jezusowych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali, gdyż choroba trądu według Prawa Mojżeszowego była nieczystością rytualną wysokiego stopnia. Chorzy na nią, aby innych nie skazić, byli zobowiązani do życia poza społecznością (por. Kpł 13,45–50; 14.2n). Nie mogli do niej wrócić bez urzędowego stwierdzenia ze strony kapłanów, że są już oczyszczeni, co wiązało się ze szczególną ofiarą. Na wołanie o litość Jezus nie uzdrawia przez dotknięcie, jak było kiedy indziej (por. 5,13), lecz od razu każe im pokazać się kapłanom. Była to próba ich wiary: gdy szli, zostali oczyszczeni. Z nich tylko Samarytanin, a więc odszczepieniec, wykazał pełną wiarę, wracając do Jezusa z dziękczynieniem. Jezus uwydatnił ten wyjątek pochwałą i melancholijną refleksją.

3. Główną myślą czytań jest wyrażona w tytule wdzięczność za szczególny dar Boży – za stale czynny proces naszego Odkupienia, zwłaszcza za jego szczególną postać. To prawda, że jednorazowa była ofiara krzyżowa a wraz z nią zmartwychwstanie dla naszego usprawiedliwienia (Rz 4,25), ale łączne następstwa obu tych faktów paschalnych stale są naszym udziałem. Pierwszym darem Zmartwychwstałego Pana dla Kościoła było udzielenie apostołom Ducha Świętego przy zapewnieniu: Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone (...) (J 20,23). Scena zaś z dzisiejszej Ewangelii przypomina nam, indywidualistom, to, czego często nie pamiętamy, że grzech ciężki ma również niewidzialny, a przecież realny, wymiar społeczny. Grzech jak trąd wyłącza grzesznika z żywej wspólnoty wiernych. Nakaz więc Jezusa brzmi nader aktualnie: Idźcie, pokażcie się kapłanom! – przy odniesieniu go teraz do sakramentu pojednania „z Bogiem i Kościołem” (formuła dla penitentów).

4. Homilia po objaśnieniu niecodziennych szczegółów o trądzie i jego dawnych skutkach, opisanych w scenach z pierwszego czytania i z Ewangelii, rozwinąć może szerzej główną myśl punktu trzeciego o stałej aktualności skutków Odkupienia, na czele z odpuszczaniem grzechów. Zwłaszcza trzeba będzie położyć nacisk na często wręcz ignorowany wymiar wspólnotowy, jaki ma grzech ciężki. Wniosek zaś praktyczny – zachętę do korzystania ze spowiedzi – można będzie poprzeć przykładami ludzkich świadectw, np. jak życie się lepiej ułożyło w rodzinie po rekolekcjach. Ważniejszy jednak od tego utylitarnego będzie inny wniosek – apel o szlachetną wdzięczność, gdyż jej brak – jak widzieliśmy – zasmuca Zbawiciela. Duszom szlachetnym można jeszcze stawić przed oczy ukazany w drugim czytaniu ideał apostoła Pawła. Jest nim – w oparciu o fakty paschalne – życie solidarne ze Zbawicielem zwłaszcza na drodze współcierpienia z Nim.

Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”

 

 

 

Ubóstwo ma różne twarze

W żołądku zmieści się ile zmieści. Na koncie w banku...

Dziesiąty dzień dziesiątego miesiąca roku 2025.... Mężnie odrzucam pokusę ponarzekania na to co w Polsce ;-) W świecie, prócz trzęsienia ziemi na Filipinach i kolejnych rosyjskich ataków na miasta Ukrainy, zauważam światło nadziei dla Strefy Gazy: oby po tym pierwszym, dobrym kroku, przyszły następne. A w Kościele? Prócz świętej codzienności liturgii, prócz katechezy, dzieł miłosierdzia i wielu innych, ale też codziennych działań, mamy jedno, ważne, niecodzienne. Wczoraj ukazała się pierwsza adhortacja papieża Leona. „Dilexit te”, czyli Umiłował cię. O miłości do ubogich – jak głosi jej podtytuł. Nie, nie przeczytałem jeszcze całej. Tylko wyjątki. Za mało by próbować na jej temat się mądrzyć. Ale zapraszam do czytania. Może się wszak okazać, że encyklika o miłości do ubogich stanie się niebawem także encykliką do miłości do nas, zmuszonych do migrowania czy to za chlebem czy to w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia...

Słuchając papieża Franciszka mówiącego o ubogich – a ta adhortacja, jak wyjaśnia papież Leon na jej początku, to w dużej mierze owoc pracy właśnie jego poprzednika – często miałem wrażenie, że nie mówi do nas. Że ma przed oczyma fawele południowoamerykańskich miast czy slumsy innych regionów świata. W Polsce to chyba jednak problem marginalny. Owszem, bywają „dzielnice cudów”, jak się je czasem nazywa, ale to jednak nie to samo. Istnieje coś takiego jak powszechne ubezpieczenie społeczne, działa, często całkiem nieźle, pomoc społeczna, istnieją noclegownie dla bezdomnych, a swoje dokłada, we współpracy z różnymi podmiotami, Kościół. Ot, w mojej parafii dość prężnie działający punkt „dokarmiania” biednych.

Z racji powiązań rodzinnych i towarzyskich od lat mam sporo okazji, by o różnych przejawach tego ubóstwa słyszeć. Alkohol czy narkotyki? Też. Czasem jakaś niezaradność życiowa, albo i zaradność, tyle że nie znalezieniu stałej pracy, ale w zdobywaniu różnorakich zasiłków... To chyba jednak nie jest tak, że przeciętny chrześcijanin powinien mieć wyrzuty sumienia, że nic nie robi dla biednych. Bo dać pieniądze najczęściej problemu nie rozwiązuje. Żebracy... Różnie to pewnie jest. Ale jeśli ktoś regularnie, od lat, puka na klatce tylko do moich drzwi, to myślę, że nie o brak środków do życia chodzi, ale raczej o tę „zaradność inaczej”, która z takiego nachodzenia tych, którzy coś dają, zrobiła sposób na zdobycie dodatkowych środków.

Jeśli widzę wokół siebie problem ubóstwa w większej skali, to wśród osób w zaawansowanym już wieku: chorych, niedołężnych... To jest prawdziwe ubóstwo. Papież też zresztą o tym pisał, od 49 punktu swojej adhortacji... I nawet nie o to chodzi, że wydając na podratowanie zdrowia z trudem wiążą koniec z końcem. To nieraz samotność, trudności w załatwianiu codziennych spraw... Co z tego, że pieniędzy na podstawowe rzeczy starcza, gdy nie dają już rady sami przygotować sobie sensowniejszego niż kromka chleba posiłku? A najgorzej, gdy zaczyna się życie od zabiegu do operacji... To już nieraz przerasta siły rodziny czy najżyczliwszych sąsiadów. Pomoc ze strony samorządów czy państwa bywa w takich wypadkach niewystarczająca, a na prywatną nie bardzo stać...

Przeglądając papieska adhortację zwróciłem też uwagę na tę jej część, w której mowa o społecznej nauce Kościoła (od punktu 82) i „strukturach grzechu, które powodują ubóstwo i skrajne nierówności” (od punktu 90). To problem nie do końca jednoznaczny i wielowątkowy; łatwo się w nim w różnych „za” i „przeciw” pogubić.

Przez całe życie, aż do niedawna, uważałem, że w naszym kraju i w Europie wszyscy chcą, by wszystkim było lepiej. I tylko ten czy ów chce z tego wspólnego tortu uszczknąć więcej dla siebie. Od jakiegoś czasu jednak, np. obserwując to, co dzieje się w związku z tzw. troską o klimat, czy wokół szczepień odnoszę wrażenie, że żądza zysku stała się dla niektórych tak ważna, że gotowi są dla niego poświęcić spokojne życie innych; byle mieć jeszcze więcej dla siebie. „Poświęcić”, to chyba nawet zbyt słabo powiedziane: im przeszkadza, że inni mogą sobie pozwolić na całkiem wygodne życie. Niedorzeczne? Ha. Parę la temu też bym tak powiedział. Pamiętają jednak państwo to narzekanie „elit” na 500+, że teraz hołotę stać na więcej i przyjeżdża gromadnie w miejsca dotąd, z powodów finansowych, dla nich zastrzeżone?

Myślę, że problemu ubóstwa w świecie nie da się całkiem rozwiązać. Gdyby jednak nie ludzka chciwość...  a może raczej nawet nie chciwość w sensie posiadania, ale pragnienia odnoszenia finansowych sukcesów (nie tyle, że więcej mam, ale jestem świetny w zarabianiu) ... Tak, gdyby nie to ludzkie pragnienie pomnażania zysków,  problem ubóstwa byłby pewnie znacznie mniejszy. Ale do tego trzeba przestać ubóstwiać Mamonę, a zacząć oddawać cześć Bogu prawdziwemu...

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

 

Nie pytaj, kto jest twoim bliźnim — stań się nim

Obojętni na los ubogich, zamykający przed nimi drzwi własnych domów, odwracający wzrok na widok niesprawiedliwości i przechodzący na drugą stronę ulicy. Ślepi i okrutni. Nie chodzi tu o jakichś masonów czy zadeklarowanych wrogów Kościoła, lecz o nas katolików. Papież Leon XIV nie przebiera w słowach nazywając po imieniu naszą pychę i arogancję. Jednocześnie daje nam za przykład szlachetne postawy pierwszych chrześcijan i świętych, którzy w ubogim widzieli Chrystusa, skarb Kościoła.

Leon XIV: Zmartwychwstanie uczy nas, że żadna noc nie trwa wiecznie

Leon XIV: Zmartwychwstanie uczy nas, że żadna noc nie trwa wiecznie

Serwis Papieski

Św. Wawrzyniec zmuszony przez władze rzymskie do wydania skarbów Kościoła, przyprowadził ubogich. Zapytany, gdzie są skarby, o które go prosili, wskazał na ubogich i powiedział: „Oto są skarby Kościoła”. Adhortacja apostolska „Dilexi Te” jest właśnie o tym. O ubogich, którzy nie są smutnym dodatkiem, przykrą koniecznością, lecz istotą Kościoła.

Przestań pytać, kto jest twoim bliźnim, lecz sam stań się bliźnimi dla cierpiących. Papież przypomina naukę Ojców Kościoła, którzy jasno tłumaczyli, że „nie można oddzielić czci oddawanej Bogu od uwagi poświęconej ubogim” (40). Ubodzy nie są zagrożeniem, lecz dziećmi Boga, obliczem cierpiącego Chrystusa. Najwyższy czas, by wsłuchać się w ich głos.

Ubodzy to nie tylko ludzie głodni i nadzy. To nie tylko osoby, które nie mają materialnych środków do godnego życia. To również ludzie pozbawieni wolności, możliwości rozwoju, równych praw. Osoby, z którymi nikt się nie liczy, które zostały zapomniane, skrzywdzone moralnie lub duchowo albo musiały uciekać z własnego kraju w poszukiwaniu godnego życia. Chorzy i niepełnosprawni, samotni i prześladowani. Ofiary handlu ludźmi i przymusowej pracy.  Nawet jeżeli mają najnowszego smartfona i przewyższają nas intelektualnie, to cierpią bardziej niż my i ubóstwo, jakiego doświadczają, nie jest ich wyborem. „Są jednak wciąż tacy, którzy ośmielają się tak twierdzić, wykazując się ślepotą i okrucieństwem” (14) – pisze papież. To mocne słowa pod adresem tych, którzy uważają, że ubogi jest sam sobie winien, że jest nierobem i darmozjadem. Tak myślą tylko ślepi i okrutni.

Sheryl Paul uważa, że nasza nieświadomość, działając poprzez lęk i związane z nim objawy, zaprasza nas do pełni: zostajemy złamani, rzuceni na kolana, nie dlatego, że jest z nami coś nie tak, ale dlatego, że w środku nas jest coś dobrego i pięknego, co pragnie być widziane i poznane.

Adhortacja apostolska papieża Leona XIV potępia obojętność i uprzedzenia przypominając, że ubóstwo jest wartością. Odnosi się do hojności i solidarności pierwszych wspólnot chrześcijańskich oraz do ubogiego Jezusa i Jego miłości do ubogich. Nie można miłować Boga, nie miłując ubogich – przypomina papież cytując jeden z listów św. Jana: „Jeśliby ktoś posiadał na świecie majątek i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?” (1 J 3,17).

Papież przypomina o zapomnianej w dzisiejszych czasach jałmużnie, która nie powinna być gestem paternalizmu, lecz gestem przywracającym sprawiedliwość. Gestem nie pozbawionym relacji, podnoszącym na duchu człowieka przygniecionego przez życie. Tam, gdzie świat buduje mury, chrześcijanie powinni budować mosty.

W „Dilexi te” Leon XIV kontynuuje myśl papieża Franciszka, który jasno podkreślał, że nie wystarczy upominać się o los ubogich, ale trzeba stanąć po ich stronie. Kościół nie jest neutralny. Opowiada się po stronie ubogich i jest zdeterminowany, by walczyć ze strukturalnym grzechem, by „potępiać dyktaturę gospodarki, która zabija” (92). Dokument papieski stawia niewygodne pytania upominając się o słabszych i mniej utalentowanych, o tych którzy nie mają tylu możliwości, co ludzie bogaci i wykształceni. Wzywa członków Ludu Bożego do zabrania głosu, „który budzi, który demaskuje, który się naraża”, gdyż „struktury niesprawiedliwości należy rozpoznać i zniszczyć siłą dobra” (97).

Bazując na swoim doświadczeniu pracy w Ameryce Łacińskiej przypomina słynny dokument z Aparecidy, który dał podwaliny pod teologię wyzwolenia, i wzywa nie tylko do współodczuwania z ubogimi, lecz do uproszczenia naszego życia, do stanięcia z ubogimi ramię w ramię. Upomina nas, byśmy nie dali się zwieźć pokusie obojętności wobec najsłabszych. Nazywa nas „analfabetami w towarzyszeniu, opiece i wspieraniu najsłabszych i najbardziej wrażliwych w naszych rozwiniętych społeczeństwach” i dodaje, że „przyzwyczailiśmy się do odwracania wzroku, do przechodzenia obok, do ignorowania sytuacji, chyba że dotyczą nas bezpośrednio” (105). Zbyt łatwo problemami ludzi ubogich obarczamy polityków zwalniając się z odpowiedzialności za ich los.

Papież Leon XIV ma nadzieję, że ubodzy uleczą nas z naszej „dumy i arogancji”, pozbawią „agresywnej pychy, z jaką często stawiamy czoła trudnościom życia” (109). Pozwólmy ubogim, by nas ewangelizowali. Uczmy się od nich, że nie da się zawsze kontrolować wszystkiego, że czasem trzeba uznać własną bezsilność. Niech źle pojęta duma nie zamyka nas na to, co mają nam do przekazania. 

Zdaniem papieża, świat potrzebuje dziś Kościoła, który „nie stawia miłości żadnych granic” i „który nie zna wrogów, z którymi trzeba walczyć, lecz tylko mężczyzn i kobiety, których należy miłować” (120). Może dla niektórych to banał. Dla Kościoła to kwestia solidarności dzieci Bożych. Adhortacja apostolska „Dilexi te” przypomina nam po czyjej stronie powinniśmy stanąć.

Wojciech Żmudziński SJ – „deon.pl”

Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl Studia teologiczne i biblijne odbył na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a studia z zarządzania oświatą na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Pracował we Włoszech jako wychowawca w ośrodku dla narkomanów oraz prowadził w Gdyni Poradnię Profilaktyki Uzależnień. Przez 21 lat kierował placówką doskonalenia nauczycieli Centrum Arrupe, w latach 2002-2007 był dyrektorem Gimnazjum i Liceum Jezuitów w Gdyni, a w latach 2019-2024 socjuszem Prowincjała.

 

 

15

 

Uniwersytet w parafii. Będą rozmawiać o życiu i Kościele. „Zależy nam, by wyjść do ludzi”

Spotkanie z grabarzem, czyli o śmierci bez tabu, co się dzieje na plebanii i w klasztorach – o życiu księży i sióstr zakonnych, na co idą pieniądze z tacy i dlaczego Msza Święta kosztuje, czyli o ofiarach w kościele – te i inne tematy będą poruszane na spotkaniach Uniwersytetu Parafialnego w parafii Miłosierdzia Bożego w Grodzisku Mazowieckim.

„Podczas zajęć każdy będzie mógł zobaczyć, że ksiądz to nie łasy na pieniądze biznesmen, który innym chce narzucić swój światopogląd” – mówi ks. Sebastian Zygmunt, wikariusz z parafii Miłosierdzia Bożego w Grodzisku Mazowieckim.

Wśród tematów, które chcieliby poruszyć, będą te związane ze zdrowiem psychicznym, finansami, ale również m.in. z formalnościami po śmierci bliskiej osoby i pochówkiem. Będą rozmawiać z księżmi, lekarzami i ekspertami z różnych dziedzin. Uniwersytet Parafialny startuje 11 października 2025 r. w parafii Miłosierdzia Bożego w Grodzisku Mazowieckim.

„Jak na «uniwersytet» przystało, nie obejdzie się bez wykładu i prelekcji, po której będzie okazja swobodnej rozmowy, czy możliwość zadawania pytań. Nie gwarantujemy, że na wszystkie pytania od razu udzielimy wyczerpującej odpowiedzi, gdyż nie jesteśmy profesorami, ale wspólnie jej poszukamy” – tłumaczy w rozmowie z Aleteią ks. Sebastian Zygmunt, wikariusz z parafii Miłosierdzia Bożego w Grodzisku Mazowieckim.

Na co idą pieniądze z tacy i dlaczego Msza św. kosztuje?

Na tym uniwersytecie nie ma ograniczeń wiekowych. Osoby młode (uczniowie, studenci, młodzi małżonkowie), jak i starsze z pewnością znajdą tematy, które ich zainteresują.  Tematy będą ciekawe i intrygujące. Zarówno te związane ze zdrowiem psychicznym (gościem będzie lekarz psychiatra), finansami parafii (spotkanie z proboszczem), ale również m.in. z formalnościami po śmierci osoby bliskiej i pochówkiem – w planach jest spotkanie z grabarzem lub pracownikiem zakładu pogrzebowego. Będą też zajęcia, na których podjęty zostanie m.in. temat wpływu sztuki na przeżywanie wiary.

    Zależy nam, aby wyjść w ten sposób również do ludzi, którzy na co dzień nie są ściśle związani z parafią, lub mają trudności z odnalezieniem się we wspólnocie Kościoła. Często jest to spowodowane negatywnymi doświadczeniami w kontaktach z księżmi lub brakiem wiedzy na temat codziennego funkcjonowania Kościoła oraz jego nauczania – opowiada ks. Sebastian Zygmunt, wikariusz z parafii Miłosierdzia Bożego w Grodzisku Mazowieckim.

„Uniwersytet Parafialny będzie więc idealną przestrzenią rozmowy na wiele tematów i okazją, by zapytać o to, o co zwykle niektórzy wstydzą się dopytać, lub zwyczajnie nie mają ku temu okazji” – dodaje.

Co robi wiara dla psychiki człowieka?

Ciekawy temat, który podejmą uczestnicy Uniwersytetu Parafialnego to również ten dotyczący depresji, nerwicy, lęków, z którymi coraz więcej osób się zmaga. Także tych młodych.

    Bardzo rzadko słyszy się w Kościele o tym, że Pan Bóg pomaga nam nie koniecznie za pomocą spektakularnego cudu uzdrowienia, lecz – o wiele częściej – stawiając na naszej drodze ludzi (specjalistów), którzy nam pomogą. Wiele osób dotkniętych problemami o podłożu psychicznym próbuje „zamodlić” problem lub szuka pomocy w radzeniu sobie z lękami w częstej spowiedzi czy przesadnie długich modlitwach (skrupulanckie sumienie, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne itd.). Tymczasem potrzeba, aby również duszpasterze uczyli, że nie jest wstydem udać się do gabinetu psychologa czy psychiatry i podjąć terapię – wyjaśnia ks. Sebastian Zygmunt. 

„Spotkanie z gościem Uniwersytetu Parafialnego – lekarzem psychiatrą – ma pomóc słuchaczom zrozumieć czym są nerwice choćby te na tle religijnym (jakże częste!) i zachęcić osoby cierpiące na depresję do podjęcia leczenia. Być może ten temat będzie dla kogoś okazją do zawalczenia o swoje zdrowie i prawdziwą wolność, do której przecież powołuje nas sam Bóg” – podkreśla prezbiter.

Kapłaństwo to nie biznes

Spotkania rozpoczną się 11 października 2025 r. i będą odbywały się dwa razy w miesiącu – w drugą i czwartą sobotę miesiąca.

„Jak na «uniwersytet» przystało nie obejdzie się bez wykładu i prelekcji, po której będzie okazja swobodnej rozmowy czy zadawania pytań. Nie gwarantujemy, że na wszystkie pytania od razu udzielimy wyczerpującej odpowiedzi, gdyż nie jesteśmy profesorami, ale wspólnie jej poszukamy” – tłumaczy ks. Sebastian Zygmunt.

Celem tych spotkań jest pokazanie, że Kościół tworzą wszyscy ludzie, pragnący żyć w łączności z Bogiem i Jego Słowem.

„Zależy nam na tym, aby w świecie, w którym Kościół i jego nauczanie coraz częściej są błędnie rozumiane lub – co gorsza – spotykają się z obojętnością, pojawiła się przestrzeń, w której po prostu będzie można poznać to – dla wielu – egzotyczne środowisko ludzi wierzących. Dziś część osób czerpie swoją wiedzę o Kościele jedynie z mediów społecznościowych, które – powiedzmy to sobie szczerze – nie są przychylne, i niekiedy słusznie, lub posługują się półprawdami” – zaznacza wikariusz w parafii Miłosierdzia Bożego w Grodzisku Mazowieckim.

Ks. Sebastian zapewnia, że podczas zajęć Uniwersytetu Parafialnego każdy będzie mógł zobaczyć, że ksiądz to nie łasy na pieniądze biznesmen, który innym chce narzucić swój światopogląd.

„Chcielibyśmy pokazać racje, jakie stoją za takim, a nie innym stanowiskiem Kościoła w wielu kwestiach i mamy nadzieję, że – nawet przy tematach trudnych – będzie możliwość kulturalnej i rzeczowej rozmowy” – dodaje.

Anna Gębalska – „aleteia.pl”

 

 

12

Pamiętam, jak przemykaliśmy chyłkiem wzdłuż uzbrojonych po zęby kordonów ZOMO

 

W czasie stanu wojennego mieszkańców Nowej Huty szczypał w oczy gaz łzawiący, gdy dochodziło do zamieszek pomiędzy nimi a oddziałami ZOMO. Do dziś pamiętam, jak przemykaliśmy chyłkiem wzdłuż uzbrojonych po zęby kordonów. Jak rozpędzano manifestantów za pomocą armatek wodnych – mówi pisarka Edyta Świątek, autorka książki „Cień burzowych dni”.

Nowa Huta – tu miał powstać homo sovieticus

– Nowa Hura w swej krótkiej, niespełna osiemdziesięcioletniej historii stała się areną wielu porywających wydarzeń. Tutaj trwał nieudolny eksperyment stworzenia istoty pozbawionej wiary oraz tożsamości narodowej. Miał powstać homo sovieticus – lecz zamiast niego wyrastały kolejne pokolenia ludzi z krwi i kości: osób posiadających plany, marzenia i aspiracje – mówi Edyta Świątek.

– Trzystutysięczna rzesza, której głosu nie stłumiły gumowe pały Milicji Obywatelskiej. Pomiędzy tutejszymi blokowiskami Karol Wojtyła, wówczas jeszcze młody biskup pomocniczy, zapoczątkował walkę o wzniesienie pierwszego w dzielnicy kościoła – Arki Pana – dodaje.

– W czasie stanu wojennego mieszkańców Nowej Huty szczypał w oczy gaz łzawiący, gdy dochodziło do zamieszek pomiędzy nimi a oddziałami ZOMO. Do dziś pamiętam, jak przemykaliśmy chyłkiem wzdłuż uzbrojonych po zęby kordonów. Jak rozpędzano manifestantów za pomocą armatek wodnych. Jak z dachów sypał się deszcz ulotek nawołujących do obalenia władzy – podkreśla.

Sheryl Paul uważa, że nasza nieświadomość, działając poprzez lęk i związane z nim objawy, zaprasza nas do pełni: zostajemy złamani, rzuceni na kolana, nie dlatego, że jest z nami coś nie tak, ale dlatego, że w środku nas jest coś dobrego i pięknego, co pragnie być widziane i poznane.

U schyłku lat osiemdziesiątych waleczni i niepokorni młodzi ludzie gromadzili się licznie na placu Centralnym, na łamach manifestując swą niechęć do komunistycznego rządu. Częstym celem ataków był pomnik Lenina – znienawidzony symbol ówczesnego systemu.

„Cień burzowych chmur”, czyli losy polskiej rodziny w realiach powojennej Polski

Pisarka zachęca, by wybrać się bohaterką jej książki „Cień burzowych dni” na przechadzkę po największej dzielnicy Krakowa – od momentu jej powstania aż po współczesność. Przejdźmy razem Aleją Róż, błotnistymi zaułkami Meksyku, zabrnijmy w trawy porastające Łąki Nowohuckie. Wsłuchamy się w jej odgłosy: w łopot flag i transparentów, w okrzyki robotników budowlanych, w płacz oraz śmiech wychowujących się tutaj dzieci, w huk pracującego kombinatu oraz zgrzytanie tramwajów.

Druga wojna światowa dobiegła końca, jednak na małopolskiej wsi wciąż czuć strach i niepewność. Bronek – najstarszy z szóstki rodzeństwa – z dumą pracuje w rodzinnym gospodarstwie, które przed laty niemal dorównywało majątkom ziemiaństwa. Gdy ojciec poległ na froncie, to właśnie on musiał się stać głową rodziny.

Nadeszła jednak nowa władza i nastały nowe porządki. Reforma rolna, bezwzględny zarządca spółdzielni Bartłomiej Marczak oraz osobiste konflikty sprawiają, że Bronek traci dorobek pokoleń. Zmuszony do ucieczki z rodzinnej wsi podejmuje pracę przy budowie Nowej Huty – symbolu rodzącej się Polski Ludowej. Wkrótce dołącza do niego młodsza siostra Julia uciekająca przed obsesyjną nienawiścią Marczaka.

Czy rodzeństwo zdoła ocalić siebie i odnaleźć nadzieję w brutalnej powojennej rzeczywistości? A może przeszłość dopadnie ich nawet wśród rusztowań i cegieł powstającej Nowej Huty.

W tej porywającej opowieści o miłości, zemście i walce o przetrwanie autorka maluje obraz życia w cieniu wczesnego PRL-u. To historia rodzinna, w której każdy wybór ma swoją cenę.

Edyta Świątek - „deon.pl”

 

10

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

12 października - bł. Jan Beyzym, prezbiter

12 października - św. Serafin z Montegranaro, zakonnik

12 października - św. Edwin, król

12 października - bazylika metropolitalna w Poznaniu

13 października - bł. Honorat Koźmiński, prezbiter

13 października - bł. Aleksandrina Maria da Costa, dziewica

13 października - św. Teofil z Antiochii, biskup

14 października - św. Kalikst I, papież i męczennik

14 października - św. Małgorzata Maria Alacoque, dziewica

14 października - bł. Radzim Gaudenty, biskup

14 października - św. Jan Ogilvie, prezbiter i męczennik

14 października - bazylika katedralna w Łowiczu

15 października - św. Teresa od Jezusa, dziewica i doktor Kościoła

15 października - bazylika metropolitalna w Łodzi

16 października - św. Jadwiga Śląska

16 października - św. Gerard Majella, zakonnik

16 października - św. Gaweł (Gall), opat

16 października - bł. Józef Jankowski, prezbiter i męczennik

17 października - św. Ignacy Antiocheński, biskup i męczennik

18 października - św. Łukasz, Ewangelista

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor

                     (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.