W BLASKU MIŁOSIERDZIA
14/1014 – 30 marca 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 30 marca 2025, rok „C”
IV niedziela Wielkiego Postu - rok „C”

CZYTANIA
Pierwsze czytanie: Joz 5, 9a.10-12
Psalm: Ps 34
Drugie czytanie: 2 Kor 5,17-21
Ewangelia: Łk 15,1-3.11-32
EWANGELIA
Przypowieść o synu marnotrawnym
Łk 15, 1-3. 11-32
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:
«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.
Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.
Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”.
Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».
KOMENTARZ DO CZYTAŃ
Przyzwyczailiśmy się, że traktujących na serio swoja wiarę uważa się za konserwatystów. Tymczasem nasza wiara jest ciągle inspirującą nowością. Nie, to nie przesada. Nie była nowa 2000 lat temu. I dziś ciągle zmusza do rewizji skostniałych postaw w duchu Ewangelii nieskażonej nieewangelicznymi przyzwyczajeniami. Czytania tej niedzieli właśnie na tej prawdzie się koncentrują.
Jeśli oglądać się wstecz, to po to, by nie zapomnieć o Bożej łaskawości. Ważne jednak, by tu i teraz żyć po Bożemu.
Nowość życia to także nowy styl widzenia swojej wierności Bogu. Nie jak starszy syn z przypowieści o miłosiernym Ojcu, który służbę Mu traktował jako uciemiężenie. Jeśli tak traktujemy Ewangelię, to niewiele żeśmy z niej zrozumieli. Ona ciągle jest przecież Dobrą Nowiną o zwycięstwie Chrystusa nad grzechem, śmiercią i szatanem. Być w gronie beneficjentów takiej obietnicy to zaszczyt. Podobnie jak być świadomym, jak piękne jest dobro, a jaką ułudą jest uroda zła.
W nowym stylu, czyli ciągle odważnie konfrontując wezwanie Ewangelii z naszymi przyzwyczajeniami.
Jak On tak mógł, że jadał z celnikami i grzesznikami? Faryzeusze się oburzali. Ale - nie czarujmy się - nas też dziś oburza, gdy ludzie Kościoła nie stronią od tych, których uważamy za grzeszników.
Wielki Bóg. Święty, przewyższający wszystko co jest. I ten Bóg jest jednocześnie tym, który jest człowiekowi życzliwy i bliski. Który szczerze nawróconemu nie wypomina grzechów, a zakłada na jego palec pierścień będący znakiem jego godności...
Nie przyzwyczajaj się za bardzo. Otwórz się na nowość. Wiara nie jest skansenem ani muzeum. Nie chodzi w niej o pielęgnowanie dawnych form, ale orędzie sprzed pustego grobu Jezusa. Chodzi o ciągłe, w zmieniających się okolicznościach świata, mówienie Bogu tak. O życie tu i teraz Chrystusową Ewangelią.
Dobrzy ludzie nie mogą mieć nic na tym świecie,
A za to, źli, na tamtym nic mieć nie będziecie.
Adam Mickiewicz

W dzisiejszym numerze
- „Raduj się, wesel się Jerozolimo”
- Wiara rodzi się ze słuchania
- Radosny powrót do Boga
- Najpierw syn
- Niedziela „Laetare”
- Wiosna, niedziela, księżyc…. ? Kiedy wypada w kalendarzu Wielki Post?
- Ciernie z korony Jezusa są tylko w kilku kościołach. Jedną z relikwii obejrzeliśmy z bliska
- Czym jest shifting? Niebezpieczna moda, która wciąga nastolatków
- Jak zaufanie Bogu może pomóc wyciszyć twoje niepokoje
- Jak rozmawiać z nastolatkiem, który nie chce rozmawiać?
- Szokująca rada psychiatry: Chcesz być szczęśliwy? Praktykuj ascezę
- 7 sposobów na sprawny umysł. Jak dbać o mózg zgodnie z Bożym zamysłem?
- Jak osiągać zamierzone cele? Poznaj 5 sprawdzonych sposobów, które zaprowadzą cię do wielkiej zmiany
- Kobiety a mężczyźni – jak myślą, podrywają i czego pragną?
- Święci i błogosławieni w tygodniu

„Raduj się, wesel się Jerozolimo”
To wezwanie do radości wydaje się czymś niezwykłym, jeśli zważymy na fakt, że właśnie jesteśmy na półmetku Wielkiego Postu. A jednak – w tym czasie pokuty słyszymy nawoływanie do tego, by się radować. Kościół odpowiada na to wołanie. Dziś kapłani przyodziewają różowe szaty, porzucają wielkopostny fiolet. Dziś też można ozdabiać ołtarz kwiatami i podczas liturgii używać instrumentów muzycznych.
IV Niedziela Wielkiego Postu nazywana jest niedzielą Laetare. Jej nazwa pochodzi od słów antyfony na wejście:
Laetare, Ierusalem: et conventum facite,
omnes qui diligitis eam:
gaudete cum laetitia, qui in tristitia fuistis:
ut exsultetis, et satiemini ab uberibus consolationis vestrae.
(Raduj się, Jerozolimo,
zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie.
Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni,
weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy.)
„Raduj się, wesel się Jerozolimo”. To wezwanie do radości wydaje się czymś niezwykłym, jeśli zważymy na fakt, że właśnie jesteśmy na półmetku Wielkiego Postu. A jednak – w tym czasie pokuty słyszymy nawoływanie do tego, by się radować. Kościół odpowiada na to wołanie. Dziś kapłani przyodziewają różowe szaty, porzucają wielkopostny fiolet. Dziś też można ozdabiać ołtarz kwiatami i podczas liturgii używać instrumentów muzycznych.
Tradycja niedzieli Laetare sięga do początków chrześcijaństwa. Zanim bowiem ustalono 40-dniowy post, czas pokuty rozpoczynał się od poniedziałku po IV niedzieli dzisiejszego Wielkiego Postu. Niedziela Laetare była więc ostatnim dniem radości.
Od XVI wieku tego dnia, zwanego również „Niedzielą Róż”, w Rzymie w Bazylice św. Krzyża papież święcił złotą różę i wręczał ją osobie zasłużonej dla Kościoła. Zgromadzeni w Bazylice wierni obdarowywali się kwiatami symbolizującymi piękno, ale i ból cierpienia.
Inna nazwa tej niedzieli to „Niedziela matczyna”. Dla chrześcijan ta niedziela upamiętniała nie tylko macierzyństwo ludzkie, ale także macierzyństwo Kościoła oraz matczyną godność Najświętszej Maryi Panny. Zwyczaj ten nawiązuje do fragmentu z czytania z Listu do Galatów 4,26 (w nadzwyczajnej formie rytu): „ […] górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką.” Tradycyjnie w tym dniu służba otrzymywała dzień wolny, by udać się do swojego kościoła parafialnego, często z rodzinami. Ze względu na obciążenie pracą, był to jeden z niewielu dni w roku, kiedy cała rodzina mogła spotkać się razem. Liturgia Laetare zwyczajowo obchodziło się więc w kościele parafialnym, gdzie przynoszono kwiaty jako wyraz wdzięczności za „duchowe macierzyństwo” (później był to też dzień wręczania kwiatów matkom). „Niedziela Matczyna” jest nadal obchodzona w krajach anglosaskich (szczególnie w Irlandii) jako dzień matki. Warto też wspomnieć, że w starożytności obchodzono w tym dniu święto boginii-matki Kybele.
Czwarta Niedziela Wielkiego Postu to także „Niedziela wytchnienia”. Ostry rygor postny był tego dnia łagodzony. W nawiązaniu do czytanego w liturgii słowa ewangelicznego fragmentu o nakarmieniu głodnych tłumów chlebem i rybami (w liturgii katolickiej obecnie tylko w formie nadzwyczajnej formie rytu), nazywano ten dzień również „Niedzielą pięciu bochenków”. Ewangelia mówi tego dnia o opiece Chrystusa nad Kościołem podążającym drogą postu. Opowiada również o ludziach, którzy doświadczywszy cudu, chcieli obwołać Jezusa królem, On jednak „odszedl sam jeden na górę”. Kościół przypomina to wydarzenie jako na kolejny znak, ukazujący, na czym polega prawdziwe królowanie Chrystusa i jak nietrwałe było odkrycie w Nim przez ludzi zapowiadanego Proroka…
Słyszymy dziś zachętę, aby odstąpić od wielkopostnej zadumy, aby cieszyć się i radość tę czerpać od Pana. Kolekta przypomina nam o tym, że już niedługo będziemy przeżywać prawdziwą wielkanocną radość, że dni wielkiego świętowania są już blisko.
Na podstawie: liturgia.pl

Wiara rodzi się ze słuchania
Przybliżają się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać, bo wiara rodzi się ze słuchania, ale mamy też ludzi, którzy są zgorszeni tym faktem.
Szemrzą faryzeusze i uczeni w piśmie – Jezus przyjaciel celników i grzeszników. Głosi przypowieść o miłosiernym ojcu i marnotrawnych synach, ale warto pamiętać, że ta przypowieść poprzedzona jest przypowieścią o zagubionej owcy i zagubionej drachmie. Ważni jesteśmy dla Boga. Opłaca się szukać tej jednej zagubionej. Opłaca się także świętować i radować się, że jesteśmy odnalezieni przez Boga.
Możemy wyobrazić sobie, że ta przypowieść o miłosiernym ojcu jest dla nas do wygrania, tak jak aktor wygrywa swoją rolę na scenie.
Kim chcę być, albo kim jestem lub jaką rolę miałem w życiu - miłosiernego ojca, marnotrawnego syna, czy starszego brata, który gorszy się miłosierdziem ojca, jego dobrocią, tym faktem że odnowił w młodszym synu, tym marnotrawnym, synostwo, ofiarowując mu nie byle co, ale pierścień, płaszcz i sandały. Nie z drugiej ręki, nie po starszym bracie, ale wszystko nowe, bo synostwo może być w nas odbudowane, to synostwo Boże, nawet jak wracamy naprawdę z dalekich krajów, z myślenia pogańskiego. My, którzy czasami jesteśmy na samym dnie. Jesteśmy tymi, dla których Chrystus zmartwychwstał i żyje, i stawia przed nami zadanie, o którym przypomina nam apostoł Paweł w Liście do Koryntian – pojednajcie się z Bogiem.
To jest zadanie na Wielki Post, pojednać się z Bogiem, pojednać się z drugim człowiekiem, żeby Chrystus Zmartwychwstały był w nas, był nam światłem i zbawieniem.
ks. Wenancjusz Zmuda - "mateusz.pl"

Radosny powrót do Boga
Radość właściwa dla Niedzieli Laetare dźwięczy we wszystkich trzech czytaniach. W każdym z nich jawi się wyraźny kontrast, jaki zachodzi między dwiema sytuacjami – smutną, która przemija, a radosną, która nastaje. Sytuacje te są kolejno: historyczna – epizod z dziejów Izraela; historiozbawcza – ukazana przez wiarę wiernym pierwotnego Kościoła; wreszcie zawsze się powtarzająca sytuacja moralna – z tej przypowieści Łukaszowej, którą trafnie nazwano „Ewangelią w Ewangelii”. Wszystkie trzy sytuacje są – mimo wielkiego oddalenia od nas w czasie – niezmiennie dla nas aktualne, zwłaszcza w okresie Wielkiego Postu. Jego bowiem celem jest spotęgowanie w nas procesu zawsze obowiązującej metanoi. Nową motywacją dla tego procesu jest dziś wydobyty w czytaniach aspekt radosnego powrotu. Tymczasem w nas często tkwi nie zawsze uświadomione, a błędne, przekonanie, że należąc do „sprawiedliwych” nie potrzebujemy się wcale nawracać.
W pierwszym czytaniu stajemy wraz z Izraelem u progu nowej epoki. Przejście granicy, którą był Jordan, zakończyło 40-letnią wędrówkę ludu Bożego przez pustynię. Jozue, wyznaczony przez Boga po Mojżeszu jako wódz (Pwt 31,1–8.14.23), już w Ziemi Obiecanej, na stepach Jerycha, z Bożego nakazu odnowił znak przymierza Izraelitów – obrzezanie, zaniedbane podczas wędrówki. To było „zrzucenie hańby egipskiej” z Izraela, który wtedy właśnie odzyskał definitywnie pełną wolność rozpoczynając życie na ziemi wielokrotnie obiecywanej przez Boga Abrahamowi i jego potomkom (Rdz 12,7; 13,14–17; 15,7.16.18–21; 17,8), Izaakowi, Jakubowi, wreszcie Mojżeszowi (Wj 3,16n). Manna zatem już przestała karmić Izraela, skoro osiągnął on swój cel i mógł kolejną Paschę na pamiątkę pierwszej (Wj 12,20.24–28) spożyć w ziemi Kanaan korzystając z jej plonu. Można tu wyzyskać typologię manna – Eucharystia idąc śladami myśli św. Pawła z 1 Kor 10,1–4; 11,26.
Apostoł uwydatnia doniosłość przekroczonej z Chrystusem granicy dwóch epok dziejów zbawienia. Skończyła się ekonomia dawnego Prawa, bo wszystko stało się nowe dzięki dziełu Odkupienia, tutaj nazwanego pojednaniem (cenny w Wielkim Poście aspekt!). Jego dalszym ciągiem jest zawsze aktualne jednanie z Bogiem grzeszników za pośrednictwem sług Chrystusa, apostołów i ich następców, których Bóg obdarzył takim właśnie posłannictwem. Przez nich więc On sam ciągle napomina grzeszników, aby pojednali się z Nim mocą raz dokonanego dzieła Odkupienia. W nieco trudnym uzasadniającym to zdaniu końcowym: grzechem uczynił znaczy „uczynił ofiarą ekspiacyjną za grzech” (por. Ga 3,13). Stać się Bożą sprawiedliwością – to tyle, co uzyskać stan prawdziwej doskonałości, zamierzony przez Boga wiernego swym obietnicom. Solidarność więc z Chrystusem Odkupicielem daje coś więcej niż samo oczyszczenie z grzechów – udostępnia świętość.
W przypowieści o synu marnotrawnym kilka rysów uwydatnia miłosierdzie Boże. Ojciec nie ogranicza wolności młodszego syna opuszczającego jego dom, ale z drugiej strony czeka na jego powrót jako na akt wolnej woli. Syn dochodzi do dna nędzy: nie tylko musi paść nieczyste zwierzęta, ale na skutek bezwzględności właściciela musi im podkradać to, czym się żywią. Metanoia w nim powstaje z dwóch motywów: przeżywa swoją nędzę, ale pamięta też, kim jest ojciec. Wielkoduszność ojca nie chce słuchać prośby syna o pokorną rolę tylko najemnika, ale przez trzy symboliczne polecenia (pierścień, sandały, szata odświętna) przywraca syna do pełnych praw dziedzica majątku, a nadto zarządza obchód tak uroczysty z racji odzyskania syna. Dwukrotnie (co w Biblii oznacza zawsze podkreślenie) pada z ust ojca wytłumaczenie powodu tej wspólnie przeżywanej radości: powrót do życia umarłego duchowo syna. Boże ojcostwo – to dawać życie a utracone przywracać.
Wspólna wszystkim czytaniom jest jedna myśl o radosnym dla nas powrocie do tej bliskości z Bogiem, którą On sam dla nas przeznaczył jako źródło prawdziwego szczęścia. Myśl ta otrzymuje wprawdzie w nich trzy różne kształty, ale wykazuje jedną i tę samą przyczynę – Miłosierdzie Boże wprawdzie odwieczne, ale występujące z inicjatywą zbawienia człowieka właśnie w dziejach konkretnych tak całej ludzkości, jak też jednostek. Dziś więc w konkrecie naszego życia mamy uznać, że Boże przymierze miłości z nami trwa jako zawsze nowe, bo jest wieczne, zawarte przez Jezusa Chrystusa na krzyżu raz na zawsze. Zbawiciel darzy nas życiem w sakramentach, zwłaszcza w każdej Eucharystii. Nieustanna aktualność miłosiernej Bożej inicjatywy liczy się z przeszłością życia każdego z nas. Dlatego inicjatywa ta gotowa jest na nowo przebaczać nam winy w każdej naszej sytuacji, ilekroć jesteśmy świadomi naszego zawinionego oddalenia od Boga jako Ojca.
Dwie są możliwe wersje ujęcia tematu tej niedzieli w homilii. Pierwsza – ukaże trzy kształty historiozbawcze powrotu do Boga, odpowiednio do treści każdego z czytań. Przy tym w pierwszym i drugim czytaniu należy uwydatnić darmową inicjatywę dwóch przymierzy ze strony Boga, czuwającego nad realizacją obu tych etapów, a w trzecim – po oczekiwaniu na powrót grzesznika zupełne darowanie mu winy i radosne przywrócenie do pełni dawnych praw synowskich. Druga wersja – po krótkim omówieniu form realizacji obu przymierzy szeroko rozwinie obraz powrotu grzesznika do Boga. Powrót ten wymaga wpierw metanoi, opartej na szczerym uznaniu rzeczywistej nędzy, w jaką wtrąca człowieka oddalenie od Boga. Wnioskiem ma być ufny a pełny skruchy powrót do Ojca, który daje nieproporcjonalnie więcej, niż otrzymuje. Można dołączyć (przy dłuższej Ewangelii) przestrogę przed postawą starszego syna, która przy pozornej słuszności pretensji jest wręcz odrażająca.
Augustyn Jankowski OSB - "wiara.pl" (Przy stole Słowa) - Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC
Najpierw syn
Dobrze znamy przypowieść, która doczekała się wielu przedstawień w sztuce, a w języku polskim związku frazeologicznego określającego kogoś, kto wraca po poniesieniu sromotnej porażki, licząc na odrobinę zrozumienia i ponowne przyjęcie. Syn marnotrawny – oto nasz bohater.
Jakkolwiek byśmy czytali ten tekst i zaglądali między jego wiersze – nie znajdziemy tam nigdzie przymiotnika „marnotrawny”. Dedukujemy go z kontekstu, nazywamy zbiorczo to, o czym słyszymy, ale żaden z bohaterów ani tym bardziej Autor przypowieści nie użył tego słowa. Nie wypowiedział go nawet starszy brat, który mówi o roztrwonieniu majątku ojca. Tekst grecki w dosłownym brzmieniu należałoby przetłumaczyć: „Ten syn twój, który pożarł życie twoje”. O marnotrawieniu tylko w domyśle.
Patrząc na to, jak się zachowuje młodszy syn, możemy go nazwać „synem bezczelnym”, bo prosi o swoją część majątku za życia ojca; „synem wyrachowanym”, bo obmyśla, jak wkupić się w łaski ojca po tym, jak przejadł cały majątek. Tylko że wówczas punktem wyjścia do oceny tego człowieka będą jego porażka, grzech i mimo wszystko osobista tragedia.
Tymczasem dla ojca z tej przypowieści zarówno młodszy, jak i starszy syn są przede wszystkim jego dziećmi – i tak się do nich zwraca: dziecko, brat twój. Jedynym, który nie zmienia swojego myślenia o najbliższych, jest właśnie ojciec. Od pierwszego do ostatniego zdania tej przypowieści kocha swoje dzieci.
To niejedyna opowieść o Bogu Ojcu w Ewangelii Łukasza, są też takie o rzetelnym sądzie Bożym (np. Łk 16,19–31), a każda z nich odsłania inną prawdę o Bogu Ojcu. Ta z dzisiejszej Ewangelii mówi o tym, że dla Boga zawsze i w pierwszej kolejności jesteśmy Jego dziećmi. To pierwsza prawda o nas, którą Bóg nam przypomina, gdy do Niego wracamy: „Trzeba się weselić i cieszyć z tego, że byłeś umarły, a znów ożyłeś, zaginąłeś, a odnalazłeś się”.
Grzegorz Kuraś OP - "wdrodze.pl"

Niedziela „Laetare”
Liturgia dzisiejsza stawia nas wobec przypowieści dobrze nam znanej. Ileż razy wzruszaliśmy się jej treścią, może zachęceni klękaliśmy, mimo obaw, u kratek konfesjonału. Iluż ludziom pozwoliła ona powstać do nowego życia i radości.
Boję się, a może lepiej – istnieje obawa, że słuchacze szybko się wyłączą, mówiąc: „Ale to już było! To znamy dobrze.” Stąd chcę nieco inaczej poprowadzić myśl – radość ma się dziś stać przedmiotem naszych rozważań. Co prawda trudno dziś o radość, gdy patrzymy na to, co dzieje się w świecie, gdy wojna jest tak blisko nas, a dodatkowo straszą nas na potęgę.
Niemniej chcemy dostrzec radość w kontekście przeczytanej Ewangelii oraz dnia, bowiem dzisiejsza niedziela zwana jest „Laetare” – czyli „Radujcie się!”. Dla ułatwienia śledzenia toku myśli posłużmy się swoistą triadą. Chodzi najpierw o radość i szczęście:
– z tego, co mam,
– z tego, kim jestem,
– z tego, kim będę.
Młodszy syn
Raduje się, cieszy, bo wreszcie ma swoje pieniądze, swój majątek. Nie jest w tym momencie dla niego ważne, że osiągnął to nieco niegodziwie, że sprawił przykrość ojcu. Można powiedzieć, że uznał go za zmarłego, bo przecież spadek dzieli się po śmierci donatora. Naraził ojca i całą rodzinę na ludzkie języki. Dla niego jednak ważne jest, że ma, że posiada.
Raduje się ten synek, że jest wolny! Wyrwał się spod ojcowskiej ręki, spod ojcowskiej kurateli. Wreszcie nikt mu nie będzie zrzędził nad uchem, wreszcie będzie robił to, co chce.
Raduje się tym, kim będzie – a oczami wyobraźni widzi siebie jako „nie byle kogo”, bo ma forsę, będą go poważać, będzie miał poparcie możnych i majętnych tego świata.
Zatem cieszy się, że będzie szczęśliwy.
Starszy syn
Możemy domniemywać, że cieszył się, iż wreszcie będzie miał spokój od tego „ukochanego braciszka”. Mógł pomyśleć: „Wreszcie będę sam, wreszcie nie będzie ojcowskich uwag, że powinienem ustąpić, zrobić coś ze względu na młodszego brata. Nie muszę już być dla niego wzorem i przykładem”.
Raduje się również, że staje się samodzielnym dziedzicem. Wszystko, co mogło i miało się wydarzyć – już się zdarzyło. Teraz tylko czekać na wzrost majątku i poważanie w oczach sąsiadów i przyjaciół.
Cieszy się na samą myśl, jak wielką pozycję osiągnie, jak będzie teraz oczkiem w głowie ojca, który na pewno nie uczyni nic, co mogłoby zniszczyć ich jedność.
Zatem cieszy się, że będzie szczęśliwy.
Ojciec
Nie sposób pominąć ojca, który obok zmartwień ma powody do radości. Pozostała mu reszta majątku. Pewnie sporo tego było, nie musiał obawiać się biedy. Mimo wszystko był poważany w okolicy, bo majętność w tamtych czasach (zresztą nie tylko wtedy) niosła i taki uboczny skutek.
Ma drugiego syna, ale to nie może bez reszty wypełnić radością ojcowskiego serca. To ojcowskie, kochające serce towarzyszyło wciąż tamtemu głupiutkiemu – w wędrówkach, hulankach, głodzie i przy świniach, wreszcie w jego powrocie. Przecież radością ojca jest widzieć w zdrowiu i pomyślności wszystkie swoje dzieci. Dlatego na dnie tego serca tli się iskierka nadziei, że młodszy syn wróci.
Wtedy on, ojciec, będzie szczęśliwy.
Nietrudno teraz od tych odległych czasów z przypowieści przejść do naszych i podstawić siebie pod którąś z dwóch pierwszych postaci – młodszego lub starszego syna. A może w nas są obaj?
Czy nigdy nie było ci za ciasno w ojcowskim domu zbudowanym z przykazań, Ewangelii, nauczania pasterskiego papieża czy biskupów? Przecież istnieje pokusa świata, by pozory radości i szczęścia brać za rzeczywistość. Istnieje pokusa, by uznać, że „uśmiechnięty” równa się „szczęśliwy”. A przecież można być nieszczęśliwym wesołkiem, topiącym swe rozterki i lęki w alkoholu, uciekającym w narkotyczne wizje czy wirtualny świat.
Nieodparcie kojarzy mi się tu wizja sztucznych uśmiechów do kamery czy smartfona ludzi mówiących: „Dziś jestem szczęśliwy” – bez postawienia pytania, co będzie jutro.
Tu można by podać przykład wielu studentów. Opuścili rodzinny dom i hulaj dusza, piekła nie ma. Najczęściej do pierwszej sesji… i trzeba ze wstydem wracać. Zapewne rzadko który z nich przyznaje, jak ten marnotrawny: „Zgrzeszyłem!” Częściej pojawiają się wymówki i zrzucanie winy na innych, najczęściej na profesorów. To jest ta krótkowzroczność młodszego syna! Tymczasem syn z przypowieści wyraźnie mówi: Zgrzeszyłem!
Możemy się zapytać, ile w nas jest ze starszego syna i jego rozgoryczenia. Co prawda nie wiemy, jak się w końcu zachował. Może zaciął się w uporze, a może jednak wziął udział w uczcie? Możliwe, że uznał, iż nie warto ojcu sprawiać większej przykrości. Może pojął, że to, co ma, wystarcza do prawdziwej radości.
Doskonale wiemy, że naprawdę szczera i prawdziwa jest radość ojca. Doświadczył odrzucenia miłości, cierpliwego i ufnego oczekiwania, doświadczył też niezrozumienia swojej postawy. Jednak to wszystko składa się na autentyczną, głęboką radość. Syn znów jest w domu.
Do czego zatem mamy dążyć? O co się starać?
Przede wszystkim do tego, by nasz Ojciec w niebie nie smucił się z naszego powodu – ani u początku, ani w trakcie, ani u kresu.
Biegnie czas Wielkiego Postu, wszak połowa już za nami. Już na horyzoncie pojawiają się światła Wielkanocy, już widać świt poranka Zmartwychwstania. Niech zatem będzie w nas ta prawdziwa radość, płynąca z nawrócenia i powrotu do miłosiernego Ojca. Okazji nie braknie bo czas jak najbardziej sposobny, by dochodzić do radości, choćby nawet nieco wymuszonej, jak w przypadku starszego syna.
Czas jak najbardziej sposobny, by dochodzić do radości może trudem poprzedzonej, bo trzeba wyłazić z grzechu jak żaba z błota.
Czas jak najbardziej sposobny, by dochodzić do radości nawet poprzez łzy upokorzenia, wstydu i żalu – u kratek konfesjonału.
Wszystko to jednak ma prowadzić do tego, żeby kiedyś jak ufamy u bram nieba zabrzmiała wyraźnie i donośnie „oda do radości” lub inny tryumfalny marsz wykonany przez anielskie chóry, bo po ziemskiej tułaczce wraca syn, wraca córka, wracają mniej czy bardziej marnotrawni, ale nawróceni. A czekający Ojciec z radością zaprosi na wieczną ucztę. Amen.
o. Marian Krakowski CSsR - "redemptor.pl"
Duszpasterz w Parafii św. Józefa i sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Toruniu (Toruń-Bielany)

Wiosna, niedziela, księżyc…. ?
Kiedy wypada w kalendarzu Wielki Post?
Wielki Post w tym roku przyszedł później niż zwykle. Tak właściwie przyszedł? Czy my weszliśmy w niego? To zależy. A tak właściwie czemu teraz? Dlaczego raz w połowie lutego, raz w marcu? Przypomniałem sobie ostatnio zeszłoroczne pytanie moich dzieci, dlaczego Wielki post i Wielkanoc nie mają stałej daty? Miałem to sprawdzić. Minął rok od tego czasu… ale lepiej późno niż wcale.
Święta wielkanocne to święta ruchome. Podobnie wcześniejszy Wielki Post. W odróżnieniu do Świąt Bożego Narodzenia każdego roku przypadają w innym dniu. Od czego to zależy? Kto to ustala? Nie, to nie papież wymyśla sobie datę na chybił trafił, ani też żaden z ważnych dostojników papieskich znający się na meteorologii nie przewiduje kiedy zrobi się wiosna, żeby aura sprzyjała świętom. Historia biblijna mówi, że Jezus zmartwychwstał z soboty na niedzielę, więc to było pierwsze święto Wielkanocne. Niedziela, jako dzień tygodnia, odgrywa tu bardzo ważną rolę. Od początku stworzenia pełni ona wyjątkową funkcję. Był to dzień poświęcony Panu, w którym należy oddać mu swój czas oraz należną Jemu cześć. Zatem Pan Bóg dobrze zaplanował Dzień Zmartwychwstania, podnosząc rangę niedzieli do najwyższej.
Księżyc w pełni
Wiemy zatem, że jednym z kryteriów ustalania świąt jest odpowiedni dzień tygodnia. Co dalej? Wspomniane wcześniej słowo „wiosna”, to kolejny klucz w naszej zagadce. Nasza kalendarzowa wiosna rozpoczyna się 21 marca. W czasach Abrahama czy Mojżesza kolejne miesiące wyznaczał księżyc, a bardziej szczegółowo jego fazy. Środek miesiąca, to pełnia księżyca, przypadająca na około 14/15 dzień po nowiu, czyli fazie, w której księżyc zakryty jest w całości przez cień Ziemi, ale dzień po dniu widać jego rogalik coraz bardziej, aż do pełni. Pascha – dzień wyjścia Narodu Wybranego z Egiptu – której pamiątkę świętujemy podczas Wielkanocy, miała przypadać właśnie w połowie miesiąca Nissan – pierwszego miesiąca wiosennego. Zatem, po przełożeniu tych faktów na kalendarz gregoriański, którym się posługujemy, wyczekujemy pierwszego dnia wiosny i pierwsza pełnia księżyca po 21 marca jest wyznacznikiem Wielkiej Niedzieli Zmartwychwstania. Święta dlatego są ruchome, bo miesiące księżycowe nie pokrywają się miesiącami gregoriańskimi.
Wiedząc już kiedy nastąpi ta Wielka Noc, łatwo obliczyć początek Wielkiego Postu. Podaje się nam, że ma on trwać 40 dni. Ale gdy opierając się na matematyce przyjrzymy się całemu okresowi Wielkiego Postu to od Środy Popielcowej do przedednia Wielkiej Niedzieli jest 46 dni. Gdzie leży zatem prawda? Czy post nie powinien zaczynać się w poniedziałek po Środzie Popielcowej tak, aby było równe 40 dni? Znów ważnym elementem tej zagadki jest „niedziela”. W naszej wierze niedziela właśnie od początku stworzenia ma „specjalne względy”. Dlatego też, żadna niedziela wypadająca w Wielkim Poście (a jest ich 6) nie zalicza się do niego. Po odjęciu tych dni z rachunku wychodzi dokładnie 40 dni.
Porada od Aletei na Wielki Post: Spróbuj medytować opis męki Pańskiej
Przygotowani czy zaskoczeni na Wielki Post
Pytanie ze wstępu, czy Wielki Post przyszedł do nas czy my w niego weszliśmy? No to zależy. A zależy od tego w jaki sposób do niego podchodzimy. Mnie w tym roku post zaskoczył. Po Świętach Bożego Narodzenia tak przyzwyczaiłem się do karnawału i okresu świętowania, że kilka dni przed Środą Popielcową zorientowałem się, że to już. Więc dla mnie ten post przyszedł, można powiedzieć znienacka. Zaskoczył mnie. Sprowadził na ziemie i przypomniał, że on jest. Przyszedł do mnie i nigdzie indziej się nie wybiera. Czeka, aż z nim usiądę i porozmawiam, o tym co będę robił przez te sześć tygodni. Jak będę żył, o czym myślał. I może nie spotkałem się z nim od razu w Środę, ale ta rozmowa mnie nie minie. A jeśli Ty spodziewałeś się go, znaczy tyle, że Ty w niego wszedłeś. Czekając na niego, nie dałeś się zaskoczyć, tak jak ja. Zatem zaczynasz go od początku, od Środy. Rozmówiliście się już wcześniej i dobrze wiesz jak go przeżyjesz. I chwała Ci za to.
Wielki Post to spa dla duszy. Zobacz 6-stopniowy program pielęgnacji duszy
Dla tych wszystkich, którym Wielki Post wszedł w środku spokojnego życia – usiądźcie, porozmawiajcie, dogadajcie się z nim. Dla tych którzy z nim są po słowie – trwajcie, bo czas nie lekki. Na Wielki Post – wszystkim sobie i Wam – siły, uporu, konsekwencji, refleksji.
Rafał Matuszewski - "Aleteia.pl"

Ciernie z korony Jezusa są tylko w kilku kościołach.
Jedną z relikwii obejrzeliśmy z bliska
Wiele polskich kościołów przechowuje w swoich skarbcach relikwie świętych, jednak tylko nieliczne mogą poszczycić się pamiątkami związanymi bezpośrednio z Jezusem Chrystusem. Te niezwykle cenne relikwie znajdują się m.in. w Krakowie, Zamościu i Boćkach na Podlasiu. To właśnie w tych miejscach strzeżone są ciernie złączone kiedyś z koroną cierniową. Jedną z tych relikwii mogliśmy obejrzeć z bliska.
Korona cierniowa – skarb po Zbawicielu
Korona cierniowa, którą Chrystus miał na głowie podczas Drogi Krzyżowej przechowywana jest w katedrze Notre-Dame w Paryżu. Relikwia już dawno straciła swój pełny blask, a przyczynili się do tego średniowieczni francuscy władcy, którzy odrywali ciernie i rozdawali je różnym monarchom, kościołom czy klasztorom. Dziś w złotym relikwiarzu przechowywana jest jedynie obręcz podtrzymująca dawniej całą koronę.
Tradycja podaje, że zanim rozpowszechnił się zwyczaj ofiarowywania cierni, pamiątka po męce Zbawiciela miała nie tracić świeżości i być wiecznie zielona. Tak pisał między innymi św. Grzegorz z Tours, pierwszy historyk Franków, który udał się do Jerozolimy, aby obejrzeć relikwie.
Paryski architekt Rohault de Fleury, który zajmował się także badaniem korony cierniowej, policzył, że jej kolce są przechowywane w 139 kościołach. W swoim roboczym katalogu świętych cierni zapisał, że dwa z nich znajdują się w Krakowie. Wiemy, że te cenne relikwie trafiły także do Zamościa oraz do sanktuarium w Boćkach na Podlasiu.
Historię korony cierniowej opisaliśmy w innym artykule, natomiast w tym przyjrzymy się cierniom znajdującym się w polskich świątyniach.
Ciernie z korony Chrystusa na Wawelu i u św. Barbary w Krakowie
O dwóch krakowskich relikwiach wiadomo bardzo niewiele. Jedna z nich miała być przechowywana na Wawelu i w dawnych czasach należeć do kolekcji monarchów, którzy wykorzystywali cierń i inne relikwie do podkreślenia swojego majestatu. Władcy byli też w posiadaniu na przykład cząstki z tuniki Chrystusa, kawałka obrusa ze Stołu Pańskiego (na którym spożyto Ostatnią Wieczerzę), relikwii niewiniątek, św. Bartłomieja, św. Antoniego czy św. Grzegorza Męczennika. Szczycili się również posiadaniem kilku fragmentów Drzewa Krzyża Świętego.
Drugi cierń z korony Chrystusa przechowywany jest w kościele św. Barbary znajdującym się obok bazyliki mariackiej na krakowskim Rynku Głównym. O tej relikwii również wiadomo niewiele. Michał Rożek, historyk sztuki i autor licznych publikacji dotyczących losów Krakowa pisał: "W skarbcu kościoła św. Barbary zachował się relikwiarz z przełomu XVI i XVII wieku w kształcie kryształowego obelisku, wykonany w Italii, z nieco późniejszym cokołem, sprawionym już w Krakowie. Cierń z korony Chrystusowej został przywieziony do Krakowa w roku 1603 przez jezuitę Wojciecha Czerniakowskiego, zaś kryształowy obelisk wraz z podstawą pozyskano dopiero w roku 1609, o czym skrzętnie informują jezuickie archiwa. Cierń Pana Jezusa osadzony jest w obelisku na srebrnej ażurowej podstawce. Na ściankach cokołu dostrzegamy scenki: Modlitwa w Ogrojcu, Biczowanie, Niesienie Krzyża i Ukrzyżowanie".
Wzmiankę o cierniu zanotował też XVII-wieczny pisarz Hiacynt Pruszcz, autor jednego z najpopularniejszych w tamtych czasach przewodnika po Krakowie. "Po mszy ciernie z korony Jezusowej daje się do pocałowania wiernym, które bywają w relikwiarzu swoim wystawione na tejże mszy" – pisał Pruszcz.
Dzięki uprzejmości księży jezuitów mogliśmy z bliska przyjrzeć się cennej relikwii przechowywanej w kościele św. Barbary.
Cierń z korony cierniowej w kościele św. Barbary w Krakowie (fot. Tomasz Kopański)Cierń z korony cierniowej w kościele św. Barbary w Krakowie (fot. Tomasz Kopański)
Relikwiarz z cierniem (fot. Tomasz Kopański)Relikwiarz z cierniem (fot. Tomasz Kopański)Jedna z czterech scen Drogi Krzyżowej na relikwiarzu z cierniemJedna z czterech scen Drogi Krzyżowej przedstawionych na relikwiarzu z cierniem (fot. Tomasz Kopański)Kościół św. Barbary, gdzie przechowywany jest cierń z korony cierniowej (fot. Tomasz Kopański)Kościół św. Barbary, gdzie przechowywany jest cierń z korony cierniowej (fot. Tomasz Kopański)
Cząstka korony cierniowej w Zamościu
Poza Krakowem cierń będący świadkiem Męki Pańskiej znajduje się także w Zamościu, gdzie uważany jest za jedną z najciekawszych i najważniejszych relikwii tego miasta. Ufundowany w 1738 roku przez inf. dr. Jakuba Paschalisa Arakiełowicza relikwiarz można oglądać w Kaplicy Relikwii w zamojskiej Katedrze Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła.
Cierń trafił na wschód Polski około 1605 roku za sprawą biskupa Jerzego Zamoyskiego. Wcześniej relikwię podarował w 1323 roku papież Jan XXII dziedzicowi Świdwie z Szamotuł. Ten miał założyć wieś, zbudować w niej kościół i umieścić w świątyni cenny dar. Tak powstał Czernięcin (dawniej Ciernięcin - od słowa "cierń"), znajdujący się niedaleko nieistniejącego wówczas Zamościa. Wiele lat później relikwia trafiła jednak do nowopowstałego miasta.
Niezwykle ciekawy jest również wspomniany wcześniej złoto-kryształowy relikwiarz, w którego centrum znajduje się relikwia. Święta pamiątka została ozdobiona ze wszystkich stron perłami, rubinami i innymi drogocennymi kamieniami. Ponadto cierń otacza złota korona cierniowa składająca się z 14 okręgów z wystającymi kolcami. Nad koroną umieszczono krzyż maltański, a całą konstrukcję podtrzymuje wykonana ze złota figurka mężczyzny w stroju wschodnim, który ma podniesione ku górze ręce w geście modlitwy.
Święty cierń w Boćkach na Podlasiu
Cierń z korony Zbawiciela znajdziemy również w kościele świętych Józefa i Antoniego w Boćkach na Podlasiu. Historia relikwii jest dość humorystyczna i związana z osobą Józefa Franciszka Sapiehy, właściciela Boćków w latach 1709-1744. W 1725 roku Sapieha sprowadził ojców z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka, powierzając im opiekę nad relikwiami. Dla zakonników ufundował również kościół oraz klasztor.
– Mówi się o tym, że sam Józef Franciszek Sapieha, będąc w podróży w Paryżu, poprosił strażnika tej cennej relikwii, aby pozwolił mu ucałować koronę. Korzystając z okazji, odgryzł kawałek z cierniem, przywiózł do miejscowości Boćki i umieścił w tutejszym sanktuarium – opowiedział ówczesny proboszcz parafii w Boćkach ks. Jan Henryk Bałdyga.
– To tylko przekaz ludowy, nie mamy żadnych udokumentowanych informacji na ten temat. Dziś w sposób szczególny czcimy koronę cierniową w okresie Wielkiego Postu. W każdy piątek w trakcie drogi krzyżowej relikwiarz z wtopionym w szkło cierniem z korony ustawiany jest na ołtarzu głównym. Po błogosławieństwie wierni mają możliwość ucałowania tej cennej pamiątki męki Zbawiciela – dodał ks. Bałdyga.
Tomasz Kopański - "deon.pl"

Czym jest shifting?
Niebezpieczna moda, która wciąga nastolatków
Coraz więcej młodych ludzi szuka ucieczki od rzeczywistości, a z pozoru nieszkodliwa zabawa może prowadzić do poważnych zaburzeń psychicznych.
Moda na shifting (ang. shift - przesuwanie, przenoszenie), czyli „zmianę rzeczywistości”, pojawiła się już w 2021 roku. Mimo że od tego czasu minęło kilka lat, zjawisko nie tylko nie straciło na popularności, ale wręcz zakorzeniło się w świadomości generacji Z i Alfa, zwłaszcza dzięki TikTokowi i Reddicie. Właśnie tam młodzi dzielą się swoimi doświadczeniami i instrukcjami, jak „przenieść się” do alternatywnego świata – na przykład do Hogwartu.
Królicza nora do innego świata
Na czym to polega? Shifting łączy elementy świadomego śnienia (lucid dreaming) z technikami autohipnozy i głębokiej wizualizacji. Kluczem jest całkowita wiara w możliwość przeniesienia się do innej rzeczywistości – „bez tego nic się nie uda”, twierdzą młodzi adepci.
Wśród najpopularniejszych metod są: metoda Raven, polegająca na liczeniu od 1 do 100 w pozycji rozgwiazdy i wyobrażaniu sobie upragnionej rzeczywistości, oraz metoda Alicji, inspirowana Alicją w Krainie Czarów, która prowadzi przez wyobrażoną norę do alternatywnego świata. Często przygotowania do shiftingu obejmują pisanie wielostronicowych scenariuszy, opisujących dokładnie to, co ma się wydarzyć „po drugiej stronie”.
Shifting - marzenie czy niebezpieczna pułapka?
Choć brzmi to jak kreatywna zabawa wyobraźnią, psychologowie ostrzegają: shifting może prowadzić do poważnych problemów. „Izolowanie się w świecie wyobraźni może prowadzić do trudności w radzeniu sobie z codziennością. Człowiek nie jest stworzony do długotrwałego życia w izolacji. Nawet jeśli rzeczywistość potrafi być bolesna, to tylko ona jest w stanie przynieść nam prawdziwe szczęście” – wyjaśnia psycholog Véronique Lemoine Cordier.
Psycholog dodaje, że nadmierne zanurzenie się w alternatywnej rzeczywistości może prowadzić do objawów dysocjacyjnych, a nawet do zaburzeń psychotycznych. Co więcej, eksploracja światów fikcyjnych może narażać na szkodliwe wpływy, takie jak pokusa rozwijania „nadnaturalnych zdolności” czy angażowania się w praktyki okultystyczne.
Wielu nastolatków, którzy „wracają” z wymarzonej rzeczywistości, doświadcza głębokiego smutku i frustracji. „Tu jest tak beznadziejnie, chcę wrócić do Hogwartu” – piszą w opisach pod filmami. Pojawiają się też objawy uzależnienia od technik shiftingu, napady płaczu czy trudności ze snem. Gdy próby „przejścia” się nie udają – pojawia się zawód, lęk, a nawet stany depresyjne.
Shifting jako forma świadomego snu
Shifting bazuje na technikach lucid dreamingu, czyli świadomego śnienia – stanu, w którym śniący wie, że śni, i może częściowo kontrolować przebieg snu. Choć zjawisko to fascynuje naukowców i użytkowników internetu, badania pokazują, że niesie ono również konkretne zagrożenia.
Według danych Sleep Foundation, częste praktykowanie świadomego śnienia zaburza naturalny rytm snu, prowadzi do niedoboru snu, bezsenności, a nawet epizodów psychotycznych. Szczególnie ryzykowne są metody wymuszające wybudzenia w środku nocy i powroty do snu ze świadomą intencją kontrolowania go.
Świadome śnienie skutkuje poczuciem oderwania od rzeczywistości (dysocjacji), co jest groźne dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Pojawiają się też niepokojące głosy, że celowe wchodzenie w takie stany może nasilać objawy depresji, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych czy schizofrenicznych.
Z zagrożeń duchowych – ludzie, którzy praktykowali świadome śnienie, opowiadają o wspólnych doświadczeniach kontaktu z istotami spoza tego świata, w wielu przypadkach odbieranymi jako zło wcielone.
Magia w reklamie – niewinna zabawa czy niebezpieczna formuła?
Duchowe niebezpieczeństwo – magia zamiast modlitwy
Zjawisko shiftingu otwiera furtkę do fascynacji światem okultyzmu. Wchodzenie w „inne światy”, rozmowy z fikcyjnymi postaciami, a nawet budowanie romantycznych relacji z bohaterami książek (np. Draco Malfoyem) to elementy rytuału, który nie tylko zaburza kontakt z rzeczywistością, ale także zniekształca obraz duchowości.
Shifting często zawiera elementy przypominające rytuały magiczne – afirmacje, wizualizacje, „portale” i „rytuały przejścia”. To poważne zagrożenia duchowe, zwłaszcza dla młodych, poszukujących sensu życia i bliskości. Iluzoryczna więź z wyimaginowanym światem może zastąpić prawdziwe relacje i duchowe życie oparte na prawdzie. I zawsze pojawia się pytanie, na ile praktyki osadzone w okultyzmie stwarzają realne zagrożenie otwarcia na wpływy demoniczne.
Praktykowała okultyzm. A Bóg wyciągnął ją z grobu [wywiad]
Jak wrócić do rzeczywistości?
Choć shifting może wydawać się atrakcyjną ucieczką, kluczowe jest, by pozostać zakorzenionym w rzeczywistości – dla zachowania zdrowia psychicznego i emocjonalnego. Ucieczka od realnego życia nie rozwiązuje problemów ani nie eliminuje stresu.
"Aby móc wyciszyć umysł i lepiej panować nad całym naszym człowieczeństwem (ciałem, duszą i duchem), bardzo ważne jest, by być obecnym w chwili teraźniejszej" – podkreśla Véronique Lemoine Cordier, rekomendując metodę Vittoza jako relaksującą alternatywę wobec shiftingu.
W tym kontekście równie pomocna może okazać się chrześcijańska medytacja. "Medytacja to głębokie skupienie na sobie, w najgłębszym zakamarku istnienia, w tym punkcie, gdzie – jak mówią teologowie – w ciszy rzeczy odnajdujemy Boga; gdzie znajdziesz (a jest nim Bóg) źródło wszelkiego dobra, siły i piękna; […] gdzie zrozumiesz jednocześnie swoją słabość i wszystko, do czego jesteś zdolny w służbie dobra na tym świecie" – pisała służebnica Boża Élisabeth Leseur.
Dobrą wiadomością jest to, że chrześcijaństwo oferuje szeroką gamę praktyk medytacyjnych. Medytacja chrześcijańska przyjmuje dwie główne formy: cichą modlitwę, czyli orację i modlitwę serca, oraz medytację nad Słowem Bożym – lectio divina i modlitwę ignacjańską. Choć każda z nich opiera się na odrębnej praktyce, wszystkie mają wspólny cel: zbliżenie się do Boga poprzez wsłuchiwanie się w Jego głos.
Anna Ashkova - Bogna Białecka - "Aleteia.pl"

Jak zaufanie Bogu może pomóc wyciszyć twoje niepokoje
Uczucia niepokoju mogą być trudne do przezwyciężenia, zwłaszcza gdy pragniemy uwolnienia od jakiegoś zła lub dążymy do osiągnięcia czegoś dobrego. Bóg może dać odpowiedź na Twoje niepokoje.
Jednym z największych problemów zdrowia psychicznego we współczesnym świecie jest lęk. Miliony ludzi na całym świecie codziennie cierpią na stany lękowe, często nie widząc nadziei na ich przezwyciężenie.
Chociaż prawdą jest, że istnieją rozwiązania medyczne, które mogą złagodzić uczucia lęku, czasami warto spróbować również innych metod.
Św. Franciszek Salezy przedstawia swoje refleksje na temat lęku we Wprowadzeniu do życia pobożnego.
Zaufanie Bogu i niepokoje
Najpierw wyjaśnia, że u podstaw lęku leży godny pochwały cel:
Smutek, gdy zostanie zdefiniowany, to ból duchowy, który odczuwamy z powodu naszych mimowolnych cierpień — czy to zewnętrznych, takich jak ubóstwo, choroba lub odrzucenie, czy wewnętrznych, takich jak niewiedza, oschłość, depresja lub pokusa. Gdy tylko dusza uświadomi sobie taki problem, ogarnia ją przygnębienie, a wtedy pojawia się niepokój. Od razu zaczynamy starać się go pozbyć i znaleźć sposoby na jego przezwyciężenie, co samo w sobie jest słuszne, ponieważ wszyscy naturalnie dążymy do dobra i unikamy tego, co uważamy za złe.
Chęć osiągnięcia czegoś dobrego jest zupełnie naturalna. Często odczuwamy niepokój z powodu jakiejś fizycznej dolegliwości, która uniemożliwia nam robienie tego, co chcemy.
Możemy też czuć lęk, ponieważ pragniemy lepszego życia i czujemy się samotni. Cokolwiek wywołało nasz niepokój, najprawdopodobniej wynikało z dobrego pragnienia.
Dlaczego św. Franciszek Salezy nie dowierzał samozwańczym mistykom
Dla św. Franciszka Salezego kluczem do uwolnienia się od lęku jest zaufanie Bogu:
Jeśli ktoś stara się uwolnić od swoich cierpień z miłości do Boga, będzie dążył do tego cierpliwie, łagodnie, pokornie i spokojnie, bardziej ufając Bożej dobroci i Opatrzności niż własnym wysiłkom i staraniom.
To nie znaczy, że nie powinniśmy szukać pomocy medycznej lub dzielić się naszym lękiem z terapeutą. Oznacza to jednak, że powinniśmy uwzględnić Boga w tym procesie i starać się jak najspokojniej odpoczywać w Jego ramionach.
Św. Franciszek Salezy podaje przykład, jak nadmierne poleganie na własnych wysiłkach może nam zaszkodzić:
Nic tak bardzo nie wzmacnia ani nie opóźnia naszej drogi do celu, jak nadmierna gorliwość i niepokój. Ptaki złapane w sieci jeszcze bardziej się w nie zaplątują, ponieważ zbyt mocno się szamoczą. Dlatego za każdym razem, gdy usilnie pragniesz uwolnienia od jakiegoś zła lub osiągnięcia jakiegoś dobra, przede wszystkim staraj się zachować spokojnego ducha – utrzymaj jasność osądu i silną wolę, a potem podążaj za swoim celem cicho i łagodnie, używając odpowiednich środków, aby go osiągnąć.
Dobrą wiadomością jest to, że Bóg ma dla nas plan. Choć w tym życiu możemy nie zostać całkowicie uwolnieni od lęku, Bóg przygotował dla nas miejsce w przyszłym świecie, gdzie nie będzie już żadnych ziemskich trosk.
Musimy wołać do Boga i powierzyć Mu nasz niepokój, prosząc Go, aby uczynił wszystko, co może, by nas uzdrowić. On jest Boskim Lekarzem i może uspokoić nasze utrudzone serce, jeśli tylko Mu na to pozwolimy.
Philip Kosloski - "Aleteia.pl"

Jak rozmawiać z nastolatkiem,
który nie chce rozmawiać?
Milczy, wzrusza ramionami, ucieka w świat smartfona? Nastolatki nie zawsze chętnie rozmawiają z rodzicami. Jak znaleźć sposób, by otworzyły się na dialog? Oto kilka praktycznych wskazówek.
Gdy rozmowa zamienia się w monolog
Każdy rodzic zna to uczucie – chcesz porozmawiać, a w odpowiedzi słyszysz tylko „nie wiem”, „spoko” albo głuche milczenie. To może budzić frustrację, ale warto pamiętać, że okres dorastania to czas budowania własnej tożsamości i niezależności. Czasem cisza nie oznacza braku zaufania, ale po prostu potrzebę samotnego przemyślenia spraw.
Jednak relacja oparta na rozmowie jest kluczowa. Nie chodzi o wymuszanie zwierzeń, ale o stworzenie przestrzeni, w której nastolatek czuje się akceptowany i wysłuchany. Jak to zrobić?
Neutralne tematy pomagają przełamać lody
Nie każda rozmowa musi dotyczyć szkoły, ocen czy problemów, które wymagają rozwiązania. Czasami łatwiej zacząć od tematów, które nie wiążą się z presją. Wspólnie obejrzany film, przeczytana książka lub artykuł mogą stać się punktem wyjścia do swobodnej rozmowy. Można zapytać nastolatka, co sądzi o decyzjach bohaterów albo jak sam postąpiłby w podobnej sytuacji. Nawet luźna rozmowa o wydarzeniach w mediach społecznościowych może być dobrą okazją do poznania jego opinii.
Takie podejście sprawia, że rozmowa nie wydaje się wymuszona. Nastolatek zaczyna dostrzegać, że nie chodzi o przesłuchanie czy kontrolę, ale o autentyczne zainteresowanie jego światem.
Sztuka zadawania właściwych pytań
Niektóre pytania automatycznie zamykają rozmowę. Klasyczne „Jak było w szkole?” zazwyczaj kończy się na krótkim „Dobrze” i nie prowadzi do dalszego dialogu. Zamiast tego warto formułować pytania w sposób, który zachęca do dłuższej wypowiedzi. Lepiej zapytać, co było dziś najtrudniejsze na lekcjach albo co sprawiło dziecku najwięcej radości. Czasami łatwiej rozmawiać o doświadczeniach innych, dlatego można spróbować rozmowy o przyjaciołach, pytając, co nastolatek najbardziej ceni w swoich kolegach lub koleżankach. Lub co im - znajomym i przyjaciołom przydarzyło się ostatnio w szkole czy w życiu. Najważniejsze, by nie naciskać i pozwolić dziecku mówić w jego własnym tempie.
Rozmowy w ciemności
Niektórym łatwiej jest mówić o swoich problemach czy ważnych wydarzeniach, gdy nie muszą patrzeć rozmówcy w oczy. W prymitywnych plemionach nadal ludzie gromadzą się wieczorem wokół ognia, by snuć opowieści, mamy to niejako wdrukowane w geny. Dlatego wieczorne chwile, tuż przed snem, w przyciemnionym pokoju mogą być idealnym momentem na rozmowę.
Też rodzice, którzy czekają na powrót nastolatka z wieczornego wyjścia, mogą stworzyć okazję do rozmowy, proponując herbatę lub przekąskę i w naturalny sposób nawiązując dialog. Można usiąść razem na kanapie, w pokoju z ciepłym, łagodnym światłem niewielkiej lampki i wypić herbatę. Ważne, by nie zamieniać tych chwil w przesłuchanie, lecz pozwolić im przebiegać swobodnie. Czasem wystarczy jedno zdanie, by dziecko zaczęło mówić samo.
Popkultura i media społecznościowe jako most do rozmowy
Wielu rodziców narzeka na TikToka, Instagrama czy YouTube, ale zamiast traktować te platformy wyłącznie jako zagrożenie, warto wykorzystać je jako pretekst do rozmowy. Można zapytać dziecko, co ostatnio oglądało i co w tym było ciekawego. Można też spróbować zrozumieć popularne trendy, pytając, co sprawia, że są tak interesujące dla młodych ludzi.
Takie rozmowy pomagają budować nić porozumienia i pokazują, że dorosły nie chce tylko krytykować, ale naprawdę jest zainteresowany światem swojego dziecka. Nawet jeśli nie zgadza się z jego opinią, warto najpierw wysłuchać, a dopiero później wyrażać swoje zdanie.
Cierpliwość i czas są kluczowe
Czasem, mimo najlepszych starań, nastolatek nadal nie chce mówić. To normalne i nie oznacza, że rodzic robi coś źle. Nie każde dziecko jest gotowe na dzielenie się swoimi myślami od razu. Niektóre potrzebują więcej czasu, by przetworzyć emocje i doświadczenia, zanim zaczną o nich mówić.
Zawsze, nawet jeśli nie ma pozytywnych reakcji warto dostrzegać dobre uczynki nastolatka i powiedzieć mu o tym, tak by nie miał wrażenia, że tylko go krytykujemy i czyhamy na potknięcia i błędy. Nie chodzi o to, by chwalić go za każdy drobiazg, ale dać znać, że się to zauważyło. "Widzę, że wyrzuciłeś śmieci, dziękuję", "Zauważyłam, że ostatnio częściej się śmiejesz, to dobrze". "Twój brat mówił, że się fajnie z nim bawiłeś, cieszę się." to przykłady takiego "przyłapania" na dobrym zachowaniu.
Najważniejsze jest, by nie odbierać milczenia jako odrzucenia i nie traktować go jako porażki. Jeśli jednak pojawiają się niepokojące sygnały, takie jak długotrwały smutek, izolacja czy nagłe zmiany nastroju, warto zachować czujność i w razie potrzeby skonsultować się ze specjalistą.
Modlitwa jako siła rodzica
Rodzicielstwo bywa trudne, a wychowanie nastolatka to jedno z największych wyzwań. Bywa, że rodzic czuje się bezradny, widząc, jak dziecko zamyka się w sobie. W takich momentach warto pamiętać, że nie wszystko zależy od nas. Bóg zna serca naszych dzieci i działa tam, gdzie my nie mamy dostępu.
Modlitwa za dziecko, nawet wtedy, gdy nie widać natychmiastowych efektów, ma ogromną moc. Czasem najwięcej możemy zrobić, po prostu powierzając je Bogu.
Nie poddawaj się – każda rozmowa ma znaczenie
Rozmowa z nastolatkiem to proces, który wymaga cierpliwości i wyczucia. Czasem jedno dobre pytanie, wspólna chwila przy herbacie czy wieczorny spacer wystarczy, by przełamać dystans. Warto być otwartym, uważnym i gotowym na rozmowę – nawet jeśli zacznie się ona w najmniej spodziewanym momencie.
Nie rezygnuj z prób, nawet jeśli dziś nie przynoszą one efektu. Każda otwarta przestrzeń, każde okazanie zainteresowania i każda modlitwa budują most, po którym kiedyś dziecko może dojść do bliskości i rozmowy.
Bogna Białecka - "Aleteia.pl"

Szokująca rada psychiatry:
Chcesz być szczęśliwy? Praktykuj ascezę
Człowiek powinien nauczyć się odmawiać sobie przyjemności, by odzyskać prawdziwą radość – twierdzi dr Anna Lembke, psychiatra ze Stanfordu. W swojej książce pokazuje w jaki sposób współczesny człowiek stał się niewolnikiem przyjemności, a antidotum na ten stan jest… asceza. Czy wyrzeczenia rzeczywiście mogą prowadzić do większego szczęścia? Jak się do tego zabrać?
Walka z nadmiarem przyjemności
W swojej książce Niewolnicy dopaminy oraz nowo wydanym zeszycie ćwiczeń dr Anna Lembke stawia śmiałą tezę: świat, w którym żyjemy, stał się tak pełen przyjemnych bodźców, że zatraciliśmy swą wolność. Dostęp do natychmiastowych przyjemności – media społecznościowe, jedzenie śmieciowe, pornografia, zakupy, gry komputerowe – prowadzi do tego, że nasze mózgi są nieustannie zalewane dopaminą. A to prowadzi do paradoksalnego efektu: im więcej przyjemności sobie dostarczamy, tym mniej potrafimy ją odczuwać. Stajemy się uzależnieni od kolejnych bodźców, a jednocześnie coraz bardziej apatyczni i nieszczęśliwi. Jak temu zaradzić? Odpowiedź dr Lembke jest prosta – czasowa abstynencja, czyli nowoczesna forma ascezy.
Asceza czy hormeza? Ważna różnica
Asceza bywa mylona z hormezą, ale to dwa różne pojęcia. Hormeza polega na tym, że małe dawki stresorów (zimne prysznice, post przerywany, intensywny wysiłek fizyczny) wzmacniają organizm i poprawiają zdolności adaptacyjne. Asceza natomiast nie koncentruje się na wzmacnianiu organizmu, ale na rezygnacji z przyjemności, by odzyskać równowagę psychiczną i duchową.
Dr Lembke nie twierdzi, że przyjemności są złe, ale że ich nadmiar prowadzi do osłabienia układu nagrody w mózgu. Dopamina przestaje być uwalniana w odpowiedzi na małe radości, a my szukamy coraz mocniejszych bodźców. Jej rada? Dopaminowy post przybierający formę praktyk ascetycznych (a także elementów hormezy).
Jak praktykować współczesną ascezę?
Dr Lembke proponuje następny eksperyment:
Przede wszystkim zidentyfikuj swoje słabe strony czyli zniewalające przyjemności – być może jest to nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych, gier, słodyczy, seriali, skrolowanie Internetu, polowanie na "okazje" zakupowe, hazard, długotrwałe oglądanie rolek…
Zrezygnuj na cztery tygodnie z tych przyjemności - najlepiej z wszystkich, by nie pojawiło się np. zastąpienie oglądania seriali wielogodzinnym oglądaniem rolek. Dlaczego 4 tygodnie? Ponieważ według badań tyle czasu potrzeba, by zresetować układ nagrody, przywrócić mu naturalną równowagę. Oczywiście z wielu z nich warto zrezygnować na zawsze (np z hazardu i pornografii), ale w przypadku mniej szkodliwych - niech będą to cztery tygodnie ascezy.
Obserwuj swoje reakcje – pierwsze dwa tygodnie mogą być trudne, pojawi się niepokój, znudzenie, frustracja, a nawet typowy zespól odstawienny jak podczas detoksu alkoholowego. Obserwowanie i zapisywanie tego co się z nami dzieje pomaga w odparciu pokusy, by dać sobie spokój i wrócić do niewolniczego trybu życia.
Psychiatra proponuje by wprowadzać wtedy też elementy hormezy - czyli małych dawek umartwiania się (takich jak choćby lodowate kąpiele, post) po to by przywrócenie zdrowej równowagi nastąpiło w łagodniejszy sposób. Paradoksalnie - niewielkie dawki nieprzyjemnych doznań przyspieszają powrót zdolności odczuwania zdrowych radości i krócej przeżywamy objawy odstawienia używki.
Odkryj na nowo radości życia – w czasie trwania postu dopaminowego abstynencji możesz odkryć, że drobne rzeczy (takie jak spacer, rozmowa, modlitwa) zaczynają na nowo przynosić radość, a nawet dawać więcej satysfakcji niż silne bodźce.
Wyrzeczenie w duchu chrześcijańskim
Choć Lembke pisze z perspektywy neurobiologii, jej wnioski są zgodne z nauczaniem Kościoła. Katolicka tradycja postu i wyrzeczeń nie służy umartwianiu dla samego cierpienia, ale odnowie duchowej. Co ciekawe, Anna Lembke też wspomina o tym aspekcie - odnowy duchowej jako wyniku praktyk ascetycznych.
Okres Wielkiego Postu to doskonała okazja, by przetestować jej metodę i odkryć siłę ascetycznego wyrzeczenia.
Współczesny świat zalewa nas przyjemnościami, które na dłuższą metę czynią nas nieszczęśliwymi. Jednocześnie coraz częściej słychać głosy, że stare praktyki umartwień wielkopostnych trącą myszką i nie przystają do współczesnego świata. A tu okazuje się, że ascezę na nowo odkrywa współczesna psychiatria jako antidotum na uzależnienia i inne problemy psychiczne. Może zatem warto wrócić do dawnych praktyk i sprawdzić, czy rezygnacja z nadmiaru nie prowadzi do prawdziwej radości?
Dokładny przewodnik - w jaki sposób mądrze wprowadzić ascezę do swojego życia znajdziecie w nowo wydanej książce "Niewolnicy dopaminy. Ćwiczenia" Anna Lembke, Zysk i S-ka, Poznań 2025
Bogna Białecka - "Aleteia.pl"

7 sposobów na sprawny umysł.
Jak dbać o mózg zgodnie z Bożym zamysłem?
Mózg człowieka to najbardziej skomplikowany organ, jaki stworzył Bóg. To centrum dowodzenia naszego ciała, myśli i emocji. Jak każda część stworzenia, wymaga opieki i mądrego użytkowania. Oto siedem kluczowych sposobów.
Kto dba o swój mózg, ten dba o zdolność do myślenia, przeżywania i rozumienia Bożego świata. Pamiętajmy, że łaska bazuje na naturze! Mózg jest niesamowitym narzędziem, ale potrzebuje troski, by służył nam przez całe życie. Co możemy zrobić, by zachować jego sprawność? Oto siedem naukowo potwierdzonych metod, które pomagają utrzymać jasność umysłu i dobre zdrowie psychiczne.
Przeczytaj o 7 kluczowych sposobach dbania o mózg na kolejnych slajdach:
Dbaj o mózg – to Twoja misja
Nasze ciało i umysł są darem od Boga. Dbanie o nie to nie tylko kwestia zdrowia, ale także wdzięczności i odpowiedzialności. Warto pamiętać, że rozwój duchowy idzie w parze z troską o umysł – to przecież on pozwala nam rozważać Pismo Święte, pogłębiać wiarę i poznawać świat, który Bóg nam powierzył. A Ty – co dziś zrobisz dla swojego mózgu?
Bogna Białecka -na podst.: How Much Sleep Do You Need? (Sleep Foundation) - "aleteia.pl"

Jak osiągać zamierzone cele? Poznaj 5 sprawdzonych sposobów, które zaprowadzą cię do wielkiej zmiany.
„Musisz wiedzieć, co chcesz osiągnąć w dalszej perspektywie i mieć świadomość, że to nie spotka się z optymistyczną reakcją twojego organizmu” – przypomina Piotr Bucki, jeden z autorów fiszek rozwijających kompetencje XXI wieku.
Bądź fanem…
…samego siebie. Czy masz mało powodów? Jesteś człowiekiem odpowiedzialnym, który solidnie podchodzi do wykonywania swoich obowiązków. Jesteś dobrym, lojalnym pracownikiem, z tego już można się ucieszyć. Jesteś przyjacielem, bratem czy siostrą, synem czy córką, ojcem czy matką, pełnisz w swoim środowisku wiele ról i dla wielu osób jesteś kimś ważnym. Kimś z kogo zdaniem się liczą, na którego wspierające słowa czekają. Jesteś osobą, która nie odkryje kolejnego lądu, ale na pewno zostawi ślad w sercach bliskich sobie osób. Dzięki twojemu uśmiechowi ktoś miał dziś miły poranek, a twoje radosne „dzień dobry” i „dziękuję” sprawiło przyjemność obsłudze sklepu. Jesteś dobrym, kochanym i pięknym człowiekiem, który codziennie stara się być lepszym. To mało? To bardzo dużo. Masz pragnienia, które chcesz zamienić w rzeczywistość, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać? Czytaj dalej.
Zbadaj o swoją aktywność
Obserwuj się w ciągu dnia, sprawdź kiedy masz największy przypływ siły i motywacji – radzi Piotr Bucki. Czy wiesz, że osoby rozproszone i przebodźcowane mają problem z samokontrolą? – dodaje autor. Masz swój cel, weźmy rozwój biznesu. Jak trudno jest zacząć i zgodzić się na to, że oprócz twojej regularnej pracy, masz przeznaczyć ekstra czas na pracę? Już dużo robisz i czujesz zmęczenie na koniec każdego dnia. Jedni powiedzą – bez pracy nie ma kołaczy. Inni, że chcą zarobić, ale się nie narobić. Jednak zmęczyć się warto, oddać czas na to, co jest ważne, także. Pomożesz sobie, gdy zorientujesz się, w jakim momencie w ciągu dnia masz największe przypływy mocy i entuzjazmu. I przeznacz, niech to będzie ten przysłowiowy akademicki kwadrans, na pracę. Wykorzystaj go, zgodnie z twoim celem, codziennie. Może potrzebujesz planu, dobrze, zatem piętnaście minut to jemu poświęcasz. Kiedy minie wyznaczony czas, zostaw to, zakończ pracę na dany dzień. Niech twoja ekscytacja rośnie z każdym dniem. Wkrótce nie będziesz mógł się doczekać go i wtedy zacznij go sobie wydłużać. Najtrudniej jest zacząć, potem już idzie, zaufaj procesowi.
Nawyki, których lepiej unikać, jeśli czujesz się zestresowany
Postaw na systematyczność
Masz piękny, kuszący i całkiem wartościowy cel, ale nie osiągasz rezultatów, które sobie zakładasz? Szybko popadasz w zniechęcenie i stosujesz wymówki, a to, że nie możesz czegoś zrobić perfekcyjnie, a to, że nie masz siły tak wczoraj, jak i dziś i jutro, a może ciągle uważasz, że nie masz potrzebnych umiejętności? Rozumiem, że może cię powstrzymywać strach przed przegraną, albo przed zwycięstwem, to wcale nie takie rzadkie zjawisko. Może też boisz się opinii innych ludzi i że twoja porażka lub też sukces zweryfikuje grono twoich znajomych. Tak z dyżum prawdopodobieństwem będzie, tylko czy to cię powstrzyma? Jeśli już masz określony cel, to zrób codziennie mały krok, który przybliży cię do jego realizacji. I odpuść perfekcjonim, nie musi być idealnie, będziesz poprawiać po drodze, a dziś po prostu wyrusz w drogę, ciesz się nią, działaj i bądź wdzięczny, że udało ci się w nią wyruszyć.
Nie zmień, a zamień nawyki
„Jest tylko jeden sposób na zastąpienie złych nawyków, na ich miejsce trzeba wprowadzić nowe. Nie można tylko wyrugiwać złych, trzeba je czymś zastąpić i uwaga, widzieć korzyść z tego nowego, dobrego” – zauważa Bucki. Jak utrzymać porządek w mieszaniu? Odkładać rzeczy na swoje miejsce. W jaki sposób nie mieć poczucia, że rzeczy w szafie mnóstwo, a nie masz się w co ubrać? Zrób remanent swojego stanu posiadania i oddaj to, czego nie nosisz rok. Jak masz odpocząć, gdy rzeczywistość domaga się twojego udziału w większej liczbie spraw, niż jesteś to w stanie ogarnąć? Złap oddech, może piętnastominutowa drzemka? Powiesz, że nie wysypiasz się, a jak tu pomyśleć o drzemce w ciągu dnia. A gdyby tak uświadomić sobie, że chodzi o twoje zdrowie? Dbasz o higienę snu? O zasłonięte żaluzje czy zasłony, brak światła niebieskiego przed snem czy modlitwę, żeby wyciszyć twoje myśli i przygotować organizm do odpoczynku?
Bez wyciszenia nie ma rozwoju duchowego. Porady mnichów
Trenuj ruch i zatrzymanie
Jakie ćwiczenia są najlepsze? Te, które wykonujesz. Jeśli jesteś osobą, która nie jest fanem ruchu, to zacznij od spaceru, wysiadaj z autobusu jeden przystanek dalej od domu i przespaceruj się, daj sobie czas, nie pędź. „W sytuacji konfliktu wewnętrznego Twój mózg też chce się zatrzymać i zaplanować działanie”. Pozwól sobie na to. Oddychaj głęboko, układaj swoje myśli i sprawy, którymi chcesz się dzisiaj zająć. Popatrz na nie z wdzięcznością, że żyjesz i możesz się nimi zająć, masz okazję porozmawiać z bliskimi, rozwiązać jakąś sprawę, ucieszyć się uśmiechem, kawą, spotkaniem. Jesteś szczęśliwcem, który dostał dziś kolejny dzień i może go wykorzystać i na obowiązki i na przyjemności. Zatrzymaj się i zobacz, jaka to radość dla osób, które cię kochają, że mają cię obok, jak cieszą się tobą. Zobacz, że jesteś darem, dla świata, dla drugiego człowieka, dla siebie.
Katarzyna Matusz - "Aleteia.pl"

Kobiety a mężczyźni
– jak myślą, podrywają i czego pragną?
Czy kobiety i mężczyźni naprawdę tak bardzo się różnią? A może to tylko kulturowe schematy? Nauka i doświadczenie pokazują, że różnice są realne – i stanowią naszą siłę.
Czy naprawdę odkrywcze jest stwierdzenie, że kobiety i mężczyźni się różnią? Nie, ale w świecie, który usilnie próbuje zatrzeć różnice biologiczne, trzeba powtarzać to z pełną stanowczością. Testy DNA potwierdzają płeć z niemal stuprocentową dokładnością, ale przecież nie jest to konieczne, bo każdemu z nas wystarczy przecież jedno spojrzenie. Różnice widoczne są gołym okiem: budowa ciała, rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, zarost, narządy płciowe – lista jest bardzo długa. Co więcej, gdy te cechy zaczynają się zacierać, medycyna nie waha się nazywać tego zaburzeniem hormonalnym, co samo w sobie jest dowodem, że biologia nie uznaje kompromisów.
Biologia kontra współczesne narracje
Współczesny świat próbuje ignorować biologię i narzucać nam ideologię, która sugeruje, że płeć jest jedynie społecznym konstruktem. Ale czy ktokolwiek z tych propagatorów zaprzeczy, że ginekomastia u mężczyzny to zaburzenie? Albo że nadmierne owłosienie u kobiety jest powodem do badań hormonalnych? Natura ma swoje zasady, a my jesteśmy jej częścią.
Rola płci: Nie tylko historia, ale także funkcjonalność
Kiedy analizujemy historię i biologię, widzimy wyraźne różnice w rolach płci. Kobiety dzięki swojej biologii były predestynowane do rodzenia i wychowywania dzieci, podczas gdy mężczyźni zdobywali pożywienie i chronili rodziny. Ta dynamika nie jest kwestią przestarzałego myślenia, lecz wynikiem milionów lat ewolucji lub świadomego stworzenia przez Boga. Nawet dziś, choć świat się zmienił, nasze podstawowe potrzeby – bezpieczeństwo, opieka, wolność – pozostają niezmienne. Kobiety chcą czuć się bezpieczne i zaopiekowane, a mężczyźni szukają przestrzeni do działania i ekspresji swojej siły. To nie stereotypy, to fakty, które potwierdzają badania naukowe. Czy wiesz, że kobiety są biologicznie lepiej wyposażone do odczytywania sygnałów niewerbalnych, podczas gdy mężczyźni mają większe zdolności przestrzenne? To właśnie dlatego kobiety widzą emocje, zanim zdążą być wyrażone werbalnie, a mężczyźni bez problemu zaparkują samochód na ciasnym parkingu.
Siła różnic w praktyce
Różnice te nie ograniczają się do biologii. Mają głębokie znaczenie społeczne i emocjonalne. Relacja matki z dzieckiem to pierwsza lekcja miłości i troski. Ojciec zaś wprowadza dziecko w świat relacji społecznych, uczy granic i respektu wobec innych. Bez tego równoważenia relacje rodzinne są niepełne, a dzieci tracą ważny fundament. Mężczyźni, z ich siłą i pragmatycznym myśleniem, byli i są wsparciem dla kobiet. Pewna kobieta powiedziała kiedyś na moim szkoleniu: „Mężczyźni zostali stworzeni, by pomagać kobietom”. Trudno się z tym nie zgodzić, chociaż wierzę, że w drugą stronę też taka zależność będzie zachodzić. To właśnie różnice sprawiają, że możemy się wzajemnie uzupełniać – kobieta daje mężczyźnie ciepło i zrozumienie, a mężczyzna oferuje jej ochronę i stabilność. Współczesne wyzwania: Próba wymazania różnic Współczesny świat próbuje nam wmówić, że te różnice nie mają znaczenia. Jednak ignorowanie ich prowadzi do chaosu. Kobieta i mężczyzna mogą mieć inne podejście do bólu – kobieta, przyzwyczajona do miesięcznych trudności, nie będzie przejmować się przeziębieniem, podczas gdy mężczyzna przy lekkiej gorączce może mieć poczucie, że umiera. To może wydawać się zabawne, ale w rzeczywistości pokazuje, jak różnorodnie odczuwamy świat.
Zrozumienie dla współpracy, a nie konfliktu
Nie chodzi o to, by podkreślać te różnice jako powód do konfliktu, lecz by je zaakceptować i zrozumieć. To one tworzą fundament zdrowych relacji i pozwalają na wzajemne wsparcie w codziennych wyzwaniach. Czy każda kobieta musi być opiekuńcza, a każdy mężczyzna rywalizujący? Oczywiście, że nie. Ale świadomość, że takie tendencje istnieją, pozwala budować relacje na fundamencie akceptacji i współpracy.
Podsumowanie: Siła leży w różnorodności
Różnice między płciami nie są przeszkodą, lecz darem. Akceptując je, uczymy się, jak wzajemnie się uzupełniać zamiast walczyć z naturą. Relacje między kobietą a mężczyzną opierają się na wzajemnym szacunku, zrozumieniu i wykorzystaniu tego, co nas różni, jako źródła siły. Świat ideologów chce ignorować biologię, ale ta pozostaje nieugięta. Nieważne, jak bardzo się przebierzemy, nieważne, ile operacji wykonamy albo jakie leki łykniemy, nasze DNA pozostanie bez zmian – będziemy ludźmi o określonej płci. A płeć determinuje nasze powołanie i drogę. To od nas zależy, czy uczynimy z nich naszą największą siłę, czy największy problem. Możemy uciekać od naszej męskości czy kobiecości albo pokazać jej najpiękniejszą stronę, która pozwoli nam na zwiększenie własnej świadomości i pełniejsze wykorzystanie naszego potencjału. Nasza płeć czyni nas wyjątkowymi pod względem siły i determinacji u mężczyzn, wrażliwości i intuicji u kobiet. Nasza odmienność jest kluczem do lepszego świata, w którym różnorodność nie tylko inspiruje, ale przede wszystkim łączy.
Artykuł stanowi fragment książki "Koniec bycia singlem" 2025
Tomasz Sztreker - "Aleteia.pl"
– przedsiębiorca, właściciel Polskiej Akademii Biznesu, kawiarni, restauracji i centrum spotkań Agere Contra, założyciel grupy chrześcijańskich przedsiębiorców „Wiara w Biznesie”, założyciel inicjatyw, które zrewolucjonizowały podejście do relacji i miłości w Polsce – Chrześcijańscy Single. Twórca programów dla singli, które pomogły tysiącom osób znaleźć trwałe i szczęśliwe związki. Prowadzi warsztaty, konferencje i szkolenia, inspirując ludzi do świadomego budowania relacji opartych na prawdzie i głębokich wartościach. Jeden z najbardziej cenionych ekspertów w dziedzinie relacji, prywatnie mąż i ojciec, człowiek głęboko zaangażowany w pomoc innym.

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
30 marca - św. Leonard Murialdo, prezbiter
|
|
•
|
31 marca - św. Beniamin, diakon i męczennik
|
|
•
|
31 marca - św. Balbina, dziewica i męczennica
|
| |
|
•
|
1 kwietnia - św. Noniusz Alwarez Pereira, zakonnik
|
|
•
|
1 kwietnia - św. Hugo, biskup
|
|
•
|
1 kwietnia - św. Maria Egipcjanka, pustelnica
|
|
•
|
2 kwietnia - św. Franciszek z Paoli, pustelnik
|
|
•
|
3 kwietnia - św. Ryszard de Wyche, biskup
|
|
•
|
4 kwietnia - św. Izydor z Sewilli, biskup i doktor Kościoła
|
|
•
|
5 kwietnia - św. Wincenty Ferreriusz, prezbiter
|
|
•
|
5 kwietnia - św. Maria Krescencja Höss, dziewica
|
|
•
|
5 kwietnia - św. Katarzyna Thomas, dziewica
|
|
•
|
5 kwietnia - bł. Julianna z Mont Cornillon, pustelnica
|
|
•
|
6 kwietnia - św. Wilhelm z Paryża, opat
|
|
•
|
6 kwietnia - św. Prudencjusz, biskup
|
|
•
|
6 kwietnia - bł. Pierina Morosini, dziewica i męczennica
|
