W BLASKU MIŁOSIERDZIA
10/1010 – 2 marca 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Niedziela, 2 marca 2025, rok „C”
VIII niedziela zwykła „C”
Nie jesteśmy od pouczania
Bardzo łatwo przychodzi nam podejmować rolę nauczyciela dobrego postępowania. Łatwo przybieramy rolę eksperta od tego, „jak powinno być”, stając się domorosłymi fachowcami, którzy tak naprawdę niewiele mają do zaoferowania. Tego „jak powinno być” uczymy się całe życie. Całe życie jest szkołą Miłości, która „powinna być” wszędzie i zawsze. A nauczyciel i mistrz w tej szkole jest tylko jeden – Jezus Chrystus. Wszyscy inni są tylko mniej lub bardziej zaawansowanymi w nauce uczniami.
Może zamiast mówić i myśleć tyle o tym, „jak powinno być” włóżmy więcej energii w jakość naszej relacji z Jezusem. I innym pomagajmy spotkać Jezusa, zamiast ich pouczać.
o. Mieczysław Łusiak SJ - "mateusz.pl"
Z obfitości serca mówią usta
„Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało” – czytam dziś. (...) „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta”.
Chcesz poznać człowieka? Posłuchaj co mówi i jak mówi. Jakich słów używa. Nie chodzi o to, na ile jest elokwentny, oczytany, ile zna trudnych słów. Posłuchaj czym żyje w swoim wnętrzu. Posłuchaj jakie ono jest. Bo z obfitości serca mówią usta człowieka.
Jeśli łatwo szydzi, obraża, doszukuje się u innych wad, a nawet je zmyśla, nie łudź się, że jest prawym gołąbkiem pokoju. Jeśli potrafi być wulgarny, ordynarny, nie myśl, że wnętrze ma czyste i niewinne. Z obfitości serca mówią usta człowieka.
Jeśli słuchasz człowieka, który nie atakuje, nie oskarża, a stara się tłumaczyć zło dostrzeżone w innych, nie traktuj go jak naiwniaka, który jest nieporadnym fajtłapą co nie zna życia. Bo być może – całkiem to prawdopodobne – masz przed sobą człowieka prawego, który widząc błoto stara się je ominąć i nie tapla się w nim obłudnie narzekając, że tyle go wokół niego, nie w nim samym....
Modlitwa
Oczyść, Jezus, moje serce. A potem chroń je przed brudem. Niech będę, proszę, człowiekiem błogosławieństw. Twoich dziewięciu błogosławieństw....
"wiara.pl"
Kontrola naszych sądów o bliźnich
Wątek rozważań poprzedniej niedzieli snuje się dalej. Od przypomnienia o potrzebie niełatwego przebaczania winowajcom przechodzi Kościół do równie trudnej, a przecież niezbędnej w życiu chrześcijańskim, wytrwałej kontroli naszych sądów o bliźnich. Sądy takie się narzucają człowiekowi jako istocie rozumnej, gdy patrzy na życie otoczenia, a sam znając boskie normy moralne, wie, że one powściągają odruchy dyktowane przez instynkty. Dziś Kościół przypomni w czytaniach, zwłaszcza w Ewangelii, że istnieje granica, której nam w sądzeniu przekraczać nie wolno, gdyż byłaby to uzurpacja praw ostatecznego Sędziego, wszechwiedzącego Boga. On bowiem jeden zna do końca tajniki ludzkich sumień i dlatego sobie zastrzega wyrokowanie o stopniu winy grzeszącego. Różni nas od zwierząt dar mowy, a to wymaga, by z niego korzystać wydobywając z dobrego skarbca, z obfitości serca tylko rzeczy dobre. Tego rodzaju kontrola – to trud, który nie pozostaje daremny w Panu.
Mędrzec Pański podaje w formie przysłów refleksje dyktowane doświadczeniem, na które zresztą rozum nasz dziś także łatwo się godzi. Pamiętać jednak trzeba, że są to natchnione słowa Boże. Wspólnym mianownikiem dzisiejszego pouczenia jest tylko jeden ze sprawdzianów wartości człowieka, jakiego dostarczają jego własne rozumne wypowiedzi. Istnieje bowiem zależność słów człowieka od jego poprawnego rozumowania, które w ten właśnie sposób się ujawnia na zewnątrz i dopiero wtedy podlegać może słusznej ocenie. Pierwsze i ostatnie zdanie dzisiejszego urywku suponuje, że rozumowanie człowieka może być błędne, a ocena pochlebna jego wartości z naszej strony zbyt pochopna. Wiele refleksji wyraźnie sceptycznych na temat trafności ludzkiego poznania można znaleźć również w Księdze Koheleta. Serce w języku biblijnym, jak zresztą w ogóle u pisarzy starożytnych, to synonim tego, co najgłębsze w osobowości: sercem więc myśli, ocenia i planuje człowiek w Biblii.
Czytamy dziś samo zakończenie długiego wywodu Apostoła Pawła o powszechnym zmartwychwstaniu ciał podczas paruzji Chrystusa, wywodu kontynuowanego odcinkami od 5. niedzieli roku C. Prawdy tej z mocą bronił Apostoł jako ściśle powiązanej z Odkupieniem, które musi być pełne, obejmując całego człowieka, nie tylko jego duszę. Na tym dopiero tle można zrozumieć triumfalny ton dziś czytanego finału o naszym ostatecznym zwycięstwie, które zawdzięczać będziemy Chrystusowi. Po tych hymnicznych akordach Apostoł wysnuwa z nich praktyczny wniosek duszpasterski. Motywacja eschatologiczna, której prawie nie było w Starym Testamencie, występuje na pierwszy plan w listach apostołów jako znamienne novum większości ich pouczeń moralnych. Tu wniosek ma formę zachęty do ofiarnej gorliwości w pracy nad sobą. Dziełem Pańskim tutaj jest to, co Pan nakazał, a trud w Panu mówi o potrzebie prawdziwego wspieranego łaską wysiłku, który będzie z pewnością nagrodzony.
W Ewangelii mamy jakby krótki katechizm moralny, dalszy ciąg pouczeń poprzedniej niedzieli roku C. Jezus w trzech kolejnych sentencjach, równoległych do Mt (umieszczonych jednak w kilku różnych miejscach), najpierw piętnuje wadliwe postawy moralne, a potem podaje jeden ze sprawdzianów w rozeznawaniu ich wartości. Jakkolwiek te przestrogi wówczas demaskowały uroszczenia przywódców duchowych Izraela, głównie faryzeuszów, a potem przez pierwotny Kościół były kierowane do niepowołanych we wspólnotach nauczycieli, nie straciły dziś swej aktualności. Łatwo nam o sądy nieprzychylne, a korygując drugich bywamy ślepi: nie dostrzegamy własnych braków o wiele większych. Kto z nas jest na poziomie jedynego Nauczyciela – Chrystusa? Tylko prawdziwi uczniowie Chrystusa mogą innych prowadzić z łagodnością i wyrozumiale, nie potępiając w sądach człowieka. Nasze czyny mają być zgodne z prawymi intencjami, mają z nich się rodzić jak dobry owoc rodzi się tylko na dobrym drzewie.
Hasło niedzieli wyżej podane streszcza główną jej myśl teologiczną. Kontrola korzystania z daru mowy, różniącego nas od zwierząt, jest równie trudna, jak i opłacalna już tu w doczesności, ale zwłaszcza w rozliczeniu ostatecznym na sądzie Bożym. Trudność takiej samokontroli bierze początek z pychy, która rości sobie pretensje do wartościowania moralnego bliźnich. Owładnięci tym rodzajem pychy łatwo popadają w tragikomiczną sytuację ślepych przewodników innych ślepców. Natomiast doczesnym skutkiem samokontroli naszych sądów, określanej w tradycyjnej ascetyce mianem custodia oris, jest pozytywna ocena naszych wypowiedzi przez otoczenie. Samokontrola nie polega na samym tylko powściąganiu łatwych ocen, lecz na tym, by napełniać głębię serca nową postawą wobec bliźnich – Chrystusową wyrozumiałością i miłosierdziem. Ta postawa zaowocuje w sądach i w czynach, dokonanych w Panu, jedynym naszym ostatecznym Nauczycielu, który kiedyś będzie nas sądził.
Homilia idąc za myślą punktu 3 może szerzej omówić na szeregu przykładów zasadę szukania praktycznej granicy między dwoma rodzajami sądów. Jedne z nich są jeszcze dopuszczalne, niekiedy konieczne, inne zaś potępia Pan: Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Te ostatnie, już grzeszne, grożą nadto odzwajemnieniem nie ludzkim, lecz sądem eschatologicznym, bo taki jest sens tego zdania (passivum theologicum). Otrzymawszy od Boga rozum i objawione zasady moralne ma człowiek prawo i obowiązek oceniać fakty wraz z ich odchyleniem od norm moralnych. Będą to sądy w rodzaju: „Tak a tak nie powinno się postępować”. Natomiast częste oceny już człowieka w rodzaju: „To skończony łotr!” sięgają tam, gdzie wyrok należy tylko do Wszechwiedzącego Sędziego. Mocny przykład trudnej dla nas, a obowiązującej, więc możliwej do naśladowania postawy – to reakcja Jezusa na pytanie, czy schwytaną na cudzołóstwie kobietę należy ukamienować zgodnie z Torą (J 8,7).
Augustyn Jankowski OSB - "Przy stole Słowa_ - "wiara.pl"

Trucizna i antidotum
Apostoł Paweł dobrze znał powagę grzechu. Opisuje go jako żądło (w tłumaczeniu liturgicznym „oścień”). Owym żądłem posługuje się bestia – śmierć. Sączona przez kolec trucizna czerpie swoją zabójczą moc z Prawa. Metafora obrazowa i przerażająca. Nie trzeba się jej bać, ale należy ją zrozumieć. Wówczas łatwiej będzie przyjąć antidotum, które podaje Chrystus.
Wróćmy pamięcią do losów Szawła z Tarsu. Jako gorliwy faryzeusz, żarliwie spełniający wszystkie nakazy prawa (por. Ga 1,14), doszedł do przekonania, że należy prześladować sektę chrześcijan. Nie był fanatykiem. Bóg zazwyczaj nie wysłuchuje fanatyków. Jako potomek Abrahama głęboko wierzył, że służy Bogu. Może po cichu liczył na to, że i jego nawiedzi Bóg, jak zwykł to robić w stosunku do swoich wybranych sług. Skupiony na obranym celu nie zauważył nawet, że dopuszcza się zła. Asystował przy śmierci Szczepana, wtrącał ludzi do więzień, „siał grozę i dyszał żądzą zabijania” (Dz 9,1). Nie tylko nie miał sobie nic do zarzucenia, ale rósł we własnych oczach. Trucizna nabrała mocy, a żądło wbiło się głęboko. Przed duchową śmiercią uchronił go Chrystus. Szczera gorliwość i wierne przestrzeganie prawa mojżeszowego były gruntem, na którym mogło dojść do ich spotkania pod Damaszkiem. Natomiast zacietrzewienie i przekonanie o własnej niewinności wymagały powstrzymania. Chrystus dał Szawłowi to, czego najbardziej, choć pewnie skrycie, pragnął – objawił mu się. Spełnił też jego prośbę, by mógł zostać wybranym sługą Boga. Jednocześnie wywrócił jego świat do góry nogami. Przeprowadził rozległą operację na sercu Pawła, a zarazem uszanował najgłębsze pragnienie, które w nim skrywał.
Tak potrafi postępować jedynie ktoś, kto realnie współczuje. Nie jesteśmy Chrystusami, więc i kochać nie potrafimy w ten sposób. Wystarczy jednak, że będziemy chrześcijanami, którzy wypłaczą belki zła ze swoich oczu. Skrucha czyni nas wrażliwymi. Dzięki niej możemy się nauczyć delikatności i współczucia, a w końcu pomóc innym usunąć drzazgi z ich oczu.
Tomasz Grabowski OP - "wdrodze.pl"
„ Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” (Łk 6,41). Te słowa z dzisiejszej Ewangelii skłaniają nas do refleksji nad naszym postępowaniem oraz sposobem, w jaki postrzegamy zarówno siebie, jak i drugiego człowieka – naszego bliźniego.
Często bardzo szybko dostrzegamy braki, potknięcia, mniejsze czy większe upadki i grzechy innych. Nierzadko są one dla nas bardziej widoczne niż dobro, które dana osoba spełnia na co dzień. Wynika to z naszej skłonności do dostrzegania przede wszystkim cudzych słabości. Choć potrafimy zauważyć zalety, talenty, pozytywne cechy czy dobre czyny i słowa innych ludzi, to bywa, że doceniamy je dopiero po pewnym czasie – jakby pojedynczy przejaw dobra nie zasługiwał jeszcze na uznanie. Czasem czekamy na „serię dobra” ze strony drugiego człowieka, by dopiero wtedy je pochwalić i uznać za trwałe. Kiedy jednak komuś zdarzy się upadek czy popełni jakiś błąd, nie wahamy się od razu go wypomnieć, nawet jeśli jest to sytuacja jednostkowa, a nie powtarzająca się.
Jezus zaprasza nas, abyśmy patrzyli na innych i oceniali ich tak, jak sami chcielibyśmy być postrzegani i przyjmowani. „Taką miarą, jaką wy mierzycie, i wam odmierzą” (Łk 6,38) – przypominał nam Jezus w Ewangelii tydzień temu.
W dzisiejszym fragmencie Jezus zachęca nas, byśmy wydobywali ze skarbca swego serca dobro i dzielili się nim obficie z innymi. Dobro ofiarowane drugiemu człowiekowi ma moc przemieniać go, wskazywać mu właściwe kierunki rozwoju i – jeśli to konieczne – prowadzić do zmiany postępowania.
O wiele łatwiej pouczać innych i wytykać im błędy, niż dostrzec swoje własne słabości i podjąć systematyczną pracę nad sobą. A jednak w kwestii nawrócenia trzeba zaczynać od siebie. To trudne, ale konieczne, jeśli chcemy wydawać dobry owoc Bożej łaski. W pracy nad sobą warto pamiętać, że nie jesteśmy pozostawieni sami sobie – Jezus nieustannie jest z nami, przewodzi nam w wierze i ją doskonali. On sam jest dla nas wzorem, według którego powinniśmy kształtować nasze postawy, sposób myślenia i wartościowania na co dzień.
Matka Teresa z Kalkuty mówiła kiedyś, że jeśli chcesz zmieniać świat na lepsze, zacznij od zmiany swojego życia i dawaj ludziom odrobinę więcej dobra każdego dnia. Zwykle nie mamy wpływu na wszystkich ludzi, ale jeśli pragniemy ich wewnętrznej przemiany – szczególnie w sytuacjach oddalenia od Boga czy grzesznego postępowania – powinniśmy zacząć od usunięcia „belki” we własnym oku. To jest obszar, na który mamy wpływ, i nikt inny nie może za nas nad tym pracować. Gdy podejmiemy to wyzwanie, będziemy potrafili mądrze podejść do drugiego człowieka i pomóc mu w pozbyciu się przysłowiowej „drzazgi” z jego oka.
Będziemy wtedy świadomi, ile potrzeba cierpliwości, wyczucia i delikatności, ale także radykalizmu w chrześcijańskiej miłości – takiej, jaką pokazał nam Jezus. I pomoc, której wtedy udzielimy będzie okazana nie poprzez puste moralizowanie, ale pochylenie się nad jego „biedą” i wniesieniem w jego świat odrobiny nadziei i zrozumienia, popartych naszym przykładem troski i walki o pierwsze miejsce dla Boga oraz o dobro w naszym życiu. Jeśli sami podejmiemy trud przemiany i będziemy pracować nad własnymi słabościami, staniemy się dla innych bardziej wiarygodnym świadectwem. Tylko człowiek, który sam stopniowo odzyskuje duchową jasność widzenia, może skutecznie wskazać drogę innym.
Wówczas już „niewidomy nie będzie prowadził niewidomego” (Łk 6,39), ale ten, który odzyskuje wzrok, będzie starał się pomóc temu, który jeszcze może nawet nie zapragnął w pełni przejrzeć i cieszyć się dobrym, duchowym wzrokiem. Wtedy – jak mówi dzisiejsza Ewangelia – razem z naszym bliźnim będziemy dążyć do tego, by stać się „drzewami”, które wydają dobry owoc – na chwałę Boga i dla wsparcia naszych braci w wierze.
Magister Międzyprowincjalnego Nowicjatu Redemptorystów, oraz Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Lubaszowa
o. Łukasz Listopad CSsR - "redemptor.pl"
Austriacka diecezja St. Poelten zachęca osoby, który dokonały apostazji, do powrotu do Kościoła. Wystarczy odwiedzić stronę internetową i wypełnić specjalny formularz.
„Odszedłeś z Kościoła, ale chcesz wrócić?” - taki jest tytuł informacji umieszczonej na stronie internetowej austriackiej diecezji St. Poelten. Władze kościelne chcą w ten sposób zachęcić apostatów do zmiany decyzji. Jak wrócić do Kościoła po apostazji? Na stronie znajduje się formularz, za pomocą którego można cofnąć ten akt. Widnieje też opcja umówienia się z księdzem osobiście – można z niej skorzystać, ale nie jest ona obowiązkowa.
„Bylibyśmy szczęśliwi, gdybyście bez względu na motywy szukali drogi powrotnej do wspólnoty kościelnej” - czytamy w komunikacie. Twórcy inicjatywy wyjaśniają, że Rok Święty 2025 jest szczególną okazją, by na nowo odnaleźć swoje miejsce w Kościele.
Powrót do Kościoła online?
Jak tłumaczy rzecznik diecezji Thomas Fischbacher, dzięki tej opcji liczba powrotów do Kościoła znacznie wzrosła. W 2023 r. dokonało tego 278 osób, a w ciągu pierwszych sześciu tygodni 2025 r. już 70 osób zdecydowało się na taki krok.
Każdy, kto chce powrócić na łono Kościoła, jest zobowiązany podać swoje dane osobowe i informacje o chrzcie oraz parafii w miejscu zamieszkania. Konieczne jest także odmówienie modlitwy zgodnej z wyznaniem wiary katolickiej i potwierdzenie tego w formularzu. Jeśli wniosek zostanie wypełniony poprawnie i kompletnie, po jego przesłaniu online dana osoba ponownie zostaje członkiem Kościoła. Zostanie o tym fakcie poinformowana przez biskupa w formie listu.
Rzecznik diecezji wyjaśnia, że władze kościelne są zaskoczone skalą zainteresowania powrotem do Kościoła online. Thomas Fischbacher tłumaczy, że Kościół powinien iść z duchem czasu i wykorzystywać współczesne technologie w duszpasterstwie. Podkreśla, że taką opcją interesują się głównie osoby poniżej 35. roku życia.
Rzecznik przyznaje jednak, że liczba powrotów jest jednak mniejsza niż liczba odejść. W 2023 r. w diecezji apostazji dokonały 8763 osoby.
Kościół zawsze otwiera drzwi
„W powrocie do Kościoła chodzi przede wszystkim o przemianę serca i powrót do wspólnoty Kościoła już poza internetem; do żywego, stałego życia sakramentalnego. Kościół zawsze otwiera drzwi – zwłaszcza w Roku Jubileuszowym – dla tych, którzy chcą na nowo włączyć się w życie wspólnoty wierzących; ale jednocześnie podkreśla, że taki powrót wymaga odpowiedniego przygotowania i wewnętrznej przemiany serca” – mówi Aletei pallotyn ks. dr hab. Krzysztof Marcyński, profesor UKSW i kierownik Katedry Edukacji Medialnej Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa tej uczelni.
„W powrocie do Kościoła chodzi przede wszystkim o przemianę serca i powrót do wspólnoty Kościoła; do żywego, stałego życia sakramentalnego. Kościół zawsze otwiera drzwi"
Ksiądz przyznaje, że sama strona internetowa i formularz nie zastąpią rzeczywistego powrotu do wspólnoty i pełnego z nią pojednania, ale mogą stać się zachętą, pierwszym krokiem na drodze do Domu. „Należy zatem nie tylko krytykować takie inicjatywy jak ta austriacka, ale też pomyśleć o niej, jak o ‘otwartych drzwiach’. O znaku współczesnego Kościoła Nadziei, który jest nam tak bardzo, zwłaszcza w tych niespokojnych czasach, potrzebny” – mówi ks. Marcyński.
W opinii duchownego czasami początek wielkiego nawrócenia i nowego życia może zacząć się od zwykłego kliknięcia w formularz. „Można to porównać do dotknięcia frędzli płaszcza Jezusa – jako pierwszy, nieśmiały krok w stronę powrotu do Domu po apostazji. Kobieta cierpiąca na krwotok mówiła bowiem: ‘Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa’ (Mk 5,28). Ewangelia św. Łukasza dodaje: ‘Podeszła z tyłu i dotknęła frędzli Jego płaszcza, a natychmiast ustał jej upływ krwi’ (Łk 8,44). Jak zauważył kardynał Carlo Maria Martini, ta kobieta miała w sobie tak głęboką ufność do Jezusa, że wierzyła, iż sam kontakt z krawędzią Jego płaszcza może ją uzdrowić. Podobnie dziś – nawet kliknięcie formularza może stać się impulsem do duchowego uzdrowienia i pierwszym krokiem na drodze powrotu do wspólnoty Kościoła” - zaznacza pallotyn.
Polska: 3339 formularzy apostazji w 1948 parafiach
W ostatnich latach w Polsce wzrasta zainteresowanie odejściem z Kościoła katolickiego. Po raz pierwszy dane dotyczące apostazji w naszym kraju zostały zaprezentowane w 2011 r., a dotyczyły 2010 r. Wówczas dokonano 459 aktów apostazji, najwięcej w metropolii warszawskiej.
19 lutego 2016 r. wszedł w życie dekret przygotowany przez Konferencję Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła i powrotu do wspólnoty. Apostatą określono osobę, która „całkowicie porzuca wiarę chrześcijańską, występując z Kościoła katolickiego i wstępując do wspólnoty religijnej niechrześcijańskiej lub pozostając poza jakąkolwiek wspólnotą religijną”. Dekretem zniesiono obowiązek stawienia się dwóch świadków i konieczność dwukrotnego spotkania u księdza proboszcza. Zgodnie z jego postanowieniami, oświadczenie woli nie może zostać przesłane w formie cyfrowej, pocztą lub złożone przed urzędnikiem cywilnym.
W Polsce rekordowy, jeśli chodzi o złożone akty apostazji, był rok 2020. Na przykład w archidiecezji krakowskiej rocznie składało takie oświadczenie zazwyczaj od 50 do 60 osób, w 2019 r. było ich 123, a w 2020 r. już 445.
Na stronie internetowej mapaapostazji.pl możemy przeczytać, że na dzień 22 czerwca 2024 r. złożono 3339 wypełnionych formularzy w 1948 parafiach.
Kto najczęściej dokonuje apostazji? W rozmowie z Radiem Poznań prof. Cezary Kościelniak, filozof i kulturoznawca, wskazywał, że są to tzw. „katolicy zapisani” albo „katolicy święconkowi”, którzy pojawiają się raz na rok w jakiejś okoliczności kulturowej w kościele, natomiast z Kościołem nie czuli żadnego związku „Druga grupa to prawdopodobnie są ci, którzy po prostu na fali pewnej niechęci do Kościoła katolickiego, na fali też pewnych emocji związanych z Kościołem katolickim, z Kościoła wystąpili” - tłumaczył na antenie specjalista.
Europejski rekord apostazji
Wzrost liczby składanych aktów apostazji nie dotyczy tylko Polski. Także w innych krajach europejskich Kościół katolicki traci wyznawców. Zgodnie z danymi podanymi przez Konferencję Episkopatu Niemiec w raporcie „Kościół katolicki w Niemczech – fakty i liczby 2022/23”, całkowita liczba członków Kościoła katolickiego w tym kraju wynosi około 20,9 mln osób. W 2022 r. dokonano tu 522821 aktów apostazji. Wierni pragnący opuścić Kościół w Niemczech nie muszą podawać powodów swojej decyzji.
Liczba wiernych spada też we Włoszech. Coraz mniej osób płaci podatek na działalność Kościoła katolickiego. W ostatnim czasie było to ok. 30 procent wiernych. Zdaniem Francesco Garelli, turyńskiego socjologa religii, jedna trzecia Włochów uważa się za ateistów, a tylko jedna piąta regularnie bierze udział w nabożeństwach.
Jak się odchodzi z Kościoła…
Jak dowiedzieliśmy się w biurze prasowym KEP, Konferencja Episkopatu Polski nie prowadzi statystyk osób, które dokonują apostazji w Polsce, ani tych, które wróciły. Takich danych nie zbiera także Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego.
W Polsce Kościół katolicki dopuszcza możliwość apostazji wyłącznie dla osób pełnoletnich i starszych (w Niemczech i Austrii samodzielna apostazja jest możliwa od 14. roku życia, wcześniej mogą ją przeprowadzić rodzice lub opiekunowie prawni). Informacja o wystąpieniu z Kościoła zostaje trwale umieszczona w księdze chrztu. Dokumentem dla apostaty potwierdzającym jego odstąpienie jest wypis z aktu chrztu.
Aktu apostazji dokonuje się poprzez oświadczenie woli i świadome przyjęcie formalnych skutków od dnia sporządzenia takiego aktu przez kompetentną władzę kościelną. Aby było ono ważne i skuteczne, musi dotyczyć osoby zdolnej do czynności prawnych i być złożone w formie pisemnej wobec księdza proboszcza miejsca zamieszkania stałego lub tymczasowego.
Wniosek powinien zawierać dane personalne oraz te dotyczące daty chrztu i parafii, gdzie chrzest miał miejsce. Dokument powinien zawierać motywację odejścia, deklarację, że decyzja została podjęta świadomie, oraz własnoręczny podpis. Następnie proboszcz weryfikuje tożsamość konkretnej osoby, przeprowadza rozmowę duszpasterską i informuje o karze ekskomuniki latae sententiae – z mocy samego prawa, za przestępstwo przeciwko wierze i jedności Kościoła. Duchowny powinien wyjaśnić, że osoba występująca ze wspólnoty m.in. nie może przyjmować sakramentów i nie może sprawować sakramentaliów, obowiązuje ją zakaz udziału w obrzędach kultu – nie może być świadkiem na ślubie, bierzmowaniu i jest pozbawiona pogrzebu kościelnego.
… i jak wrócić do Kościoła po apostazji?
Apostazję w Kościele katolickim można anulować. Zazwyczaj jest to bardziej skomplikowane niż proponuje diecezja St. Poelten.
Procedura powrotu jest zbliżona do trybu, w jakim następuje formalne odejście ze wspólnoty. Taki proces zaczyna się od spotkania z proboszczem i rozeznania sytuacji odstąpienia, jej przyczyn i motywacji. Osoba jest zobowiązana dostarczyć metrykę chrztu. Musi również sporządzić pismo do biskupa miejsca, które powinno zawierać dane oraz informację o złożonym akcie apostazji. Konieczne jest też wyrażenie żalu i deklaracja o gotowości przyjęcia i wypełnienia pokuty, jaka zostanie wyznaczona przez biskupa.
Parafia dostarcza te wszystkie dokumenty do kurii i sprawa zostaje odtąd pozostawiona do rozstrzygnięcia biskupowi. Dekret biskupa zostaje sporządzony w formie pisemnej, a następnie osoba chcąca powrócić do wspólnoty Kościoła jest wezwana do wyznania wiary w obecności księdza proboszcza.
Anna Gębalska-Berekets - "aleteia.pl"
Źródła: dsp.at; katholisch.at; infor.pl; dw.com; pl.aleteia; interia.pl; opoka.pl; mapaapostazji.pl, radiopoznan.fm; noe.ORF.
1700 lat od „soboru jedności” i dyskusja o wspólnym świętowaniu Wielkanocy
Możliwość wspólnego świętowania Wielkanocy przez wszystkich chrześcijan jest jednym z tematów dyskutowanych na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, gdzie trwa konferencja i wystawa poświęcona Soborowi Nicejskiemu. Okazją jest 1700. rocznica tego soboru, który chrześcijanie nazywają „pierwszym soborem ekumenicznym”.
W Roku Jubileuszowym poświęconym nadziei mija 1700 lat od pierwszego Soboru Nicejskiego. Zwołany przez cesarza Konstantyna w 325 r. miał za zadanie utrzymanie jedności, „poważnie zagrożonej - jak przypomina Franciszek w dokumencie »Spes non confundit« - przez zaprzeczenie boskości Jezusa Chrystusa i Jego równości z Ojcem”. Sobór Nicejski, w którym uczestniczyło około 300 biskupów, w tym legaci papieża i przedstawiciele Kościoła Wschodniego, potępił herezję Ariusza. Ogłosił również tekst Credo – wyznania wiary chrześcijańskiej.
Przedstawiciele różnych wyznań
Między innymi z tych powodów przesłanie Soboru Nicejskiego wpisuje się w Rok Jubileuszowy, którego głównym hasłem jest nadzieja. Odnosi się bowiem do nadziei na jedność chrześcijan.
Otwierając konferencję „Wyznanie Soboru Nicejskiego: historia i teologia” ks. prof. Mark Lewis, rektor Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie powiedział, że Sobór przypomina, w jaki sposób wiara identyfikuje nas również dzisiaj jako chrześcijan.
Michael Seewald z Uniwersytetu w Münster, który będzie jesienią organizatorem drugiej części wydarzenia, podkreślił, że pomysł zorganizowania wspólnej konferencji między Uniwersytetem Gregoriańskim a Uniwersytetem Katolickim w Niemczech zrodził się podczas konferencji na temat synodalności, która odbyła się dwa lata temu w Rzymie. Obie instytucje, jak wyjaśnił, wyróżniają się silną wrażliwością ekumeniczną.
W konferencji biorą udział przedstawiciele różnych wyznań chrześcijańskich, a jej dopełnieniem jest wystawa „O wszystkich rzeczach widzialnych i niewidzialnych”, którą można zwiedzać do 13 marca. w atrium Uniwersytetu Gregoriańskiego.
Nowe Credo
Prof. Emanuela Prinzivalli z Uniwersytetu Rzymskiego „La Sapienza” przypomniała, że greckie słowo synod (σύνοδος) oznacza spotkanie, a jego łacińskim odpowiednikiem jest concilium. Chrześcijański synod, wyjaśnił, jest spotkaniem delegatów z różnych Kościołów w celu rozwiązania problemów i sporów. Na przykład spotkania mające na celu pogodzenie różnic dotyczących daty Wielkanocy, które odbyły się w II wieku, można zidentyfikować jako synody.
Prof. Prinzivalli dodała, że przez całą starożytność sobory były uważane za ekumeniczne, ponieważ były zwoływane przez cesarza.
Chociaż w Nicei omawiano różne tematy, w tym datę Wielkanocy, głównym tematem obrad był spór doktrynalny dotyczący arianizmu. Sobór Nicejski miał na celu „rzucenie spojrzenia na boską immanencję” i po raz pierwszy zdecydował się zatwierdzić Credo.
Sobór Nicejski a chrześcijański Wschód
Jeden z prelegentów, Daniel Galadza z Papieskiego Instytutu Orientalnego powiedział Vatican News, że dla Kościołów Wschodnich Sobór Nicejski „jest pierwszym soborem ekumenicznym”.
Jak dodał, wydarzenie to „jest upamiętniane w prawie każdej tradycji różnych Kościołów Wschodnich w roku liturgicznym specjalnym świętem”.
Deklaracja soborowa, że „Chrystus jest prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem” stanowi odpowiedź na herezję arianizmu. Wyrażenie Filioque dodane przez Kościół łaciński do Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskiego, a mianowicie, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna, ma na celu podkreślenie boskiej natury Syna. Filioque było jedną z przyczyn niezgody między Kościołem Wschodnim i Zachodnim. W XX wieku, w wyniku ekumenicznych dialogów między katolikami i prawosławnymi, stało się oczywiste, że nie jest to temat dzielący. „Być może Kościół łaciński może zastanowić się i zobaczyć, czy Filioque można usunąć i powrócić do bardziej starożytnej formy” – zastanawia się Daniel Galadza.
Jedna data Wielkanocy?
Sobór Nicejski omówił również kwestię daty, w której powinna być obchodzona Wielkanoc. W IV wieku, jak wspomina Daniel Galadza, wyrażono chęć „wspólnego świętowania Wielkanocy”: cesarz Konstantyn, jak donosi Euzebiusz z Cezarei, chciał, aby chrześcijanie obchodzili ją w jednym dniu.
„Teraz, w tę rocznicę, kiedy obchodzimy 1700 lat od Soboru Nicejskiego, możemy powrócić do tej kwestii, jak obchodzić Wielkanoc, kiedy ją obchodzić” - mówi Daniel Galadza i wyraża nadzieję, że uda nam się ustalić „jedną datę Wielkanocy”.
VATICANNEWS.VA - "wiara.pl"
W 2025 roku post w religiach Abrahamowych w tym samym czasie
W tym roku, w okresie od lutego do kwietnia 2025 r., zbiegają się ważne okresy postu w głównych religiach świata: chrześcijaństwie, islamie i judaizmie: 40-dniowy okres postu dla chrześcijan (od 5 marca do 19 kwietnia dla chrześcijaństwa zachodniego; od 3 marca do 19 kwietnia dla Kościołów prawosławnych), Ramadan (od 1 do 30 marca), Pascha (od 12 do 20 kwietnia) i dzień pokuty Ta’anit Estera (13 marca).
Mimo różnych początków i tradycji, religie mają podobne podejście do postu i związanych z nim praktyk. We wszystkich trzech religiach post ma pomóc ludziom skupić się na tym, co istotne, uwolnić się od rozproszeń i zbliżyć się do Boga.
Okresy postu nawiązują do centralnych wydarzeń w danej tradycji wiary: chrześcijański Wielki Post upamiętnia 40-dniowy post Jezusa na pustyni. Tradycja mówi, że po swoim chrzcie Jezus udał się do tego miejsca, aby przygotować się do swojej publicznej działalności. Mówi się, że w tym czasie oparł się także pokusom diabła. 40 dni upamiętnia również 40 lat, które lud Izraela spędził na pustyni, jak opisano w Piśmie Świętym. Dla chrześcijan Wielki Post stanowi przygotowanie do Wielkanocy – uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego. Najważniejszymi dniami postu w chrześcijaństwie są Środa Popielcowa i Wielki Piątek.
Czas wyrzeczenia
Różnica w 40-dniowym poście między chrześcijanami zachodnimi i prawosławnymi polega głównie na obliczeniach i tradycjach liturgicznych obowiązujących w okresie Wielkiego Postu. Prawosławni chrześcijanie rozpoczynają Wielki Post w „Czysty Poniedziałek” (w tym roku 3 marca). W prawosławiu obowiązują bardzo ścisłe zasady postu, które obejmują powstrzymywanie się od spożywania wielu produktów spożywczych, takich jak mięso, produkty mleczne, ryby i olej.
Chrześcijanie katoliccy i protestanccy rozpoczynają Wielki Post w Środę Popielcową (5 marca 2025 r.), czyli 46 dni przed Wielkanocą. Jest to dłuższy okres, ponieważ niedziele tradycyjnie nie są dniami postu i nie wliczają się do 40 dni. Wielki Post kończy się w Wielką Sobotę (19 kwietnia 2025 r.), sobotę poprzedzającą Wielkanoc. Zasady postu w kulturze zachodniej kładą nacisk na powstrzymywanie się od spożywania określonych produktów spożywczych (np. mięsa, słodyczy) oraz praktykowanie pokuty i nawracania się, choć stopień surowości zasad postu może się różnić w zależności od wyznania.
Czas refleksji
Dla muzułmanów Ramadan (od piątkowego wieczora 28 lutego do soboty 29 marca 2025) jest świętem, w którym prorok Mahomet otrzymał od anioła Gabriela pierwsze wersety Koranu. W islamie miesiąc postu jest najważniejszym okresem postu. W czasie Ramadanu śniadanie jest podawane przed wschodem słońca, a zachód słońca świętuje się zakończeniem postu. Czas poprzedzający święto zakończenia postu jest uważany za czas refleksji. W tym czasie pobożni muzułmanie powstrzymują się od jedzenia i picia w ciągu dnia, a także od aktywności seksualnej i starają się pogodzić z samymi sobą i innymi ludźmi. Post jest ważnym przykazaniem islamu, zapisanym również w Koranie. Z obowiązku są zwolnione dzieci, kobiety w ciąży, osoby chore oraz podróżujące.
Ta’anit Esther – post Estery – w judaizmie, to dzień pamięci i pokuty, nawiązujący do biblijnej historii królowej Estery. Pościła przez trzy dni, zanim zwróciła się do króla perskiego o ocalenie swojego ludu przed zagładą. W tym roku przypada w czwartek 13 marca. Post w dniu poprzedzającym Purim jest symbolem pokory i szukania boskiej pomocy. Pascha, najważniejsze święto żydowskie, upamiętnia wyjście Izraelitów z Egiptu. Przez osiem dni Paschy Żydzi powstrzymują się od spożywania produktów zakwaszonych (chamec), aby upamiętnić pośpiech, w jakim Izraelici opuszczali swoją ziemię. Pascha upamiętnia wyzwolenie z niewoli i odkupienie przez Boga, co ma również na celu nauczenie wierzących znaczenia wolności i wiary.
"KAI"

Pogromca herezji
Św. Hilary I urodził się na Sardynii. W czasie tzw. "synodu zbójeckiego", odbywającego się w Efezie pełnił funkcję legata papieskiego.
Wystąpił wówczas przeciwko Dioskurowi, patriarsze Aleksandrii, biorąc w obronę Flawiana, patriarchę Konstantynopola. To spowodowało, że ledwie uszedł stamtąd z życiem. Swoją szczęśliwą ucieczkę przypisywał św. Janowi Ewangeliście, w którego grobowcu za murami miasta się ukrył.
W czasie jego pontyfikatu, w Italii rządził germański wódz Rikimer. Przy jego poparciu, mimo protestów papieża, powstała w Rzymie gmina ariańska. Kiedy Hilary dowiedział się, że cesarz Antemiusz chce zatwierdzić miejsca spotkań dla heretyków w mieście, odważnie się temu przeciwstawił i wymógł na władcy przysięgę, że tego nie zrobi.
Papież, jako osoba energiczna i stanowcza ostro przeciwstawiał się napływowi sekt chrześcijańskich oraz z wielkim przekonaniem głosił prymat biskupa Rzymu. W licznych listach potwierdzał postanowienia soborów: w Nicei, Efezie i Chalcedonie oraz tomus Leona I. Przyszły święty często interweniował w Galii i Hiszpanii w celu umocnienia autorytetu Stolicy Apostolskiej. W Galii starał się skupić biskupów wokół Arles, jako ich metropolii, nigdy jednak nie osiągnął zamierzonego celu.
19 listopada 465 r. papież zwołał synod. Odbył się on w kościele S. Maria Maggiore i dotyczył sporów jurysdykcyjnych biskupów hiszpańskich. Co ciekawe, był to pierwszy synod rzymski, którego szczegółowa dokumentacja się zachowała. Przyczyną tego mógł być fakt, iż trwał on zaledwie parę minut. Hilary wygłosił allokucję, która m. in. zakazywała biskupom naznaczania swoich następców.
Papież żywił głęboką wiarę w interwencję Jana Ewangelisty w czasie swego pobytu w Efezie, gdzie omal nie stracił życia. Dlatego też wybudował kaplicę na cześć Apostoła, przylegającą do laterańskiego baptysterium.
Święty odznaczał się ogromną hojnością, jego wspaniałe dary dla różnych rzymskich kościołów miały zastąpić klejnoty ze szlachetnych metali, zrabowane podczas złupienia Rzymu przez Wandalów w 455 r. Ufundował także klasztor S. Lorenzo fuori le Mura, w którym został pochowany. Jednak dokładna lokalizacja grobu nie jest znana. Zmarł w 468 r. Jego wspomnienie w liturgii przypada 28 lutego.
Magdalena Konopka - "wiara.pl"

U nas Tłusty Czwartek, na wschodzie Tłusty Tydzień
mat. prasowy FACE !I Maslenica to nie pojedynczy dzień, lecz cały tydzień radości. Rozpoczyna się na siedem tygodni przed prawosławną Wielkanocą i przypomina nieco karnawał.
Na czym polegają obchody Maslenicy?
Gdy w Polsce zajadamy się pączkami, na Syberii, gdzie śnieg pokrywa całą ziemię, ludzie przygotowują się do Maslenicy – święta, które łączy tradycję ucztowania z obrzędami mającymi na celu pożegnanie zimy. Choć odległość między naszymi kulturami jest ogromna, jedno łączy oba święta: magia wspólnego świętowania i ciepło, które daje jedzenie. Maslenica to także czas oczyszczenia i przygotowania do Wielkiego Postu, pełen symboliki związanej z odradzającą się naturą. Z jednej strony to pożegnanie zimy, a z drugiej zapowiedź nadchodzącej wiosny, co idealnie koresponduje z naszą tradycją Tłustego Czwartku.
Maslenica: kiedy Syberia tańczy na śniegu
Maslenica to nie pojedynczy dzień, lecz cały tydzień radości. Rozpoczyna się na siedem tygodni przed prawosławną Wielkanocą i przypomina nieco karnawał. To święto obchodzone w całej Rosji, na Białorusi, Ukrainie i innych krajach prawosławnych, ale na Syberii, gdzie zimowe temperatury potrafią spaść poniżej -30°C, to święto ma szczególną moc. Ludzie wierzą, że wspólne śpiewy, tańce i biesiady rozgrzeją ziemię, by ta obudziła się ze snu. Wiosna na Syberii przychodzi późno, dlatego Maslenica jest jak magiczny most między mroźną teraźniejszością a nadzieją na zielone liście.
Ważne punktem obchodów są kuligi – barwne korowody sań ciągniętych przez konie, zdobione wstążkami i dzwoneczkami. Uczestnicy ubrani w tradycyjne kożuchy śpiewają pieśni, rzucają się śnieżkami, a czasem palą kukłę symbolizującą zimę. To widowisko pełne ognia, muzyki i śmiechu, które przyciąga całe wsie. Maslenica jest nie tylko czasem zabawy, ale także duchowym przygotowaniem do Wielkiego Postu. To czas oczyszczenia, pożegnania starego i radosnego oczekiwania na nowy cykl życia. Ale najważniejsze dzieje się przy stole.
Syberyjskie biesiady: bliny, pielmeni i samowar, który nigdy nie stygnie
Gdy za oknami zawierucha, w syberyjskich domach królują bliny – cienkie, złociste naleśniki, które w Maslenicę jada się codziennie. Każdy region ma swój sekret: jedni dodają do ciasta drożdże, inni kwaśną śmietanę. Podaje się je na słodko z konfiturą lub na słono z łososiem, kawiorem i górą roztopionego masła. Blin to więcej niż potrawa – to talizman. Jego okrągły kształt ma przywołać słońce, a złoty kolor przypominać o letnim słońcu.
Obok blinów nie może zabraknąć pielmeni – maleńkich pierożków z cienkiego ciasta, wypełnionych siekaną wołowiną, cebulą i pieprzem. To danie tak praktyczne, jak surowy jest syberyjski klimat. Pielmeni mrożono w workach i przechowywano na dworze – wystarczyło wrzucić garść do wrzątku, by w kilka minut mieć sycący posiłek. Ale w Maslenicę ich przygotowanie to ceremoniał. Całe rodziny zasiadają przy stole, by lepić pierożki, opowiadać stare historie i przekazywać sekrety farszu.
Na stole pojawiają się też pirożki – pulchne bułeczki z mięsem, kapustą lub jagodami – oraz sbitień, gorący napój z miodu, ziół i korzennych przypraw. Herbata z samowara leje się strumieniami, a domowe nalewki z malin czy porzeczek rozgrzewają nawet zmarznięte dłonie.
Jak nasi przodkowie adoptowali się do mrozu i Maslenicy
- W XIX wieku tysiące Polaków trafiło na Syberię w ramach zesłań. Dla wielu był to wyrok, ale ci, którzy przetrwali, musieli nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości. Maslenica, początkowo obca i niezrozumiała, z czasem stała się dla nich oknem do integracji. Polscy zesłańcy szybko odkryli, że wspólne biesiady to język uniwersalny - komentuje Sergiusz Czaczkowski, Polak pochodzący z Syberii, właściciel firmy Weda, produkującej mrożone wyroby mączne marki Mooroz.
Choć syberyjskie pielmeni przypominały nieco polskie pierogi, różniły się subtelnie – były mniejsze, bardziej pikantne, a do ciasta nie dodawano twarogu. Polacy adaptowali przepisy: czasem mieszali wołowinę z wieprzowiną, innym razem do farszu wrzucali grzyby zebrane w tajdze. Ale Maslenica to nie tylko jedzenie. Dla Polaków, oderwanych od ojczyzny, stała się też okazją do kultywowania swojej tożsamości.
- W czasie kuligów śpiewano czasem polskie pieśni, a przy ogniskach snuto opowieści o dalekiej Warszawie czy Wilnie. Paradoksalnie, dzięki temu rosyjskiemu świętu, wielu zesłańców czuło się bliżej siebie – i bliżej domu – dodaje Sergiusz Czaczkowski.
Choć różni je kultura i symbolika, Maslenica i Tłusty Czwartek mówią to samo: zimą trzeba się trzymać razem. Na Syberii jedzeniem walczy się z mrozem, w Polsce – z ponurą szarugą. Bliny i pączki to tylko pretekst, by zebrać się przy stole, opowiedzieć żart, podzielić kawałem ciasta.
Być może w tym roku, zamiast ograniczać się do pączka, warto zaszaleć: upiec blin na patelni, ugotować pielmeni i zalać je gęstą śmietaną. Albo po prostu – zaprosić sąsiadów na herbatę z imbirem i przypomnieć sobie, że nawet najdłuższa zima kiedyś się kończy. Aż przyjdzie wiosna, a z nią – nowe smaki.
FACE !T /pd
Byle do wiosny…
Mróz szczypie przyjemnie w policzki, można skorzystać z lodowiska… I za czym tu tęsknić? Teraz rozumiem.
Będąc dzieckiem dziwiłam się starszym, którzy mawiali czasem: „Byle do wiosny!” Mróz szczypie przyjemnie w policzki, można skorzystać z lodowiska… I za czym tu tęsknić? Teraz rozumiem. Za wiosennym ciepełkiem. I za jazdą na rowerze.
Wiem, wiem, są twardziele, którzy także zimą korzystają z tego pojazdu. Należał do nich wspominany przeze mnie przed tygodniem prof. Włodzimierz Fijałkowski, który w książce „Żyć chwilą obecną” stwierdza stanowczo: „Tylko duża ilość opadów i śliskość jezdni mogą być przeszkodą definitywną, mróz wymaga jedynie odpowiedniego ubrania.” A opisując swoje częste przejażdżki do podłódzkiej wsi Prawda, do rodziny syna, pisze: „Moje podróżowanie nie zakłóca życia w przyrodzie. Rower posuwa się bezszelestnie, pozwalając odbierać bez żadnych przeszkód zmysłowe doznania wzroku, słuchu, powonienia. Nie dochodzi do żadnych zakłóceń w otaczającym świecie.” I na innym miejscu:„…ciągle na nowo odkrywam bezcenną zaletę jazdy na rowerze: rozjaśnienie umysłu sprzyjające myśleniu.”
Od wiosny do jesieni jeżdżę sobie rowerem tu i tam. Od lat ponad dwudziestu staram się przynajmniej raz w roku być w Częstochowie, na Jasnej Górze i zazwyczaj jadę tam rowerem. Dawniej zdarzało mi się drogę wydłużać, żeby coś więcej zobaczyć, zwiedzić, teraz najkrótsza trasa to już dużo. I coraz częściej moja pielgrzymka zmienia się w rowerowo- pieszą. Jak brzmi napis na podarowanym mi niedawno kubku? „Furt cisna koło” czyli „ciągle pcham rower.” No, jeszcze nie ciągle, ale czasem pod górkę i owszem.
Część drogi do Częstochowy prowadzi lasem. Dawniej ciszę przerywały tu tylko od czasu do czasu samoloty – ze względu na bliskość lotniska, teraz stale słychać szum. To autostrada. „Dlaczego rowerem?” – pytają ludziska, czasem pukając się w czoło. Po to przecież homo sapiens wymyślił samochody i wybudował przeznaczoną dla nich drogę, żeby ten dystans pokonać w godzinę (niespełna godzinę – jak twierdzą miłośnicy szybkiej jazdy), a nie męczyć się przez pół dnia.
Dlaczego? Patrz wyżej – to, co napisał Profesor. Także dlatego, że wysiłek był przez wieki nieodłączną częścią pielgrzymowania. I dlatego, że tu, z dołu, widać więcej. Jadący samochodem nie odpoczną pod dębami na rozstaju dróg, obok leśniczówki. Nie zauważą, że obok jednego z niewidocznych z ich perspektywy przejazdów pod autostradą z korzeni i kamieni ktoś ułożył fantastyczne kształty i opatrzył kilkoma tabliczkami o historii okolicy. Zabytkowy drewniany kościółek na cmentarzu zobaczą z daleka przez płot ogradzający miejsce obsługi podróżnych – jeśli się tam zatrzymają.
Zatem – nie ma to jak rower. I byle do wiosny!
Maria Sołowiej - "wiara.pl"
Święci i błogosławieni w tygodniu
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
3 lutego - św. Maria Klaudyna od św. Ignacego Thevenet, dziewica |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |