W BLASKU MIŁOSIERDZIA

9/1009 – 23 lutego 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA


 1

 

Niedziela, 23 lutego 2025, rok „C”

 

VII niedziela zwykła „C”

CZYTANIA
Pierwsze czytanie: 1 Sm 26,2.7-9.12-13.22-23
Psalm: Ps 103
Drugie czytanie: 1 Kor 15, 45-49
Ewangelia: Łk 6,27-38
EWANGELIA
Przykazanie miłości nieprzyjaciół
Łk 6, 27-38
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie.
Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to należy się wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać.
Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».
6 
 
 
KOMENTARZ DO CZYTAŃ
Miłujcie nieprzyjaciół, módlcie się za tych, którzy was prześladują... Odpłacajcie za złe dobrem. Wiele wyzwań w czytaniach tej niedzieli. To działa? Nie przekonamy się, jeśli nie próbujemy. Jeśli wiemy z góry, że...
„Miłujcie nieprzyjaciół” łatwo powiedzieć. Znacznie trudniej wprowadzić w życie. I nie chodzi tylko o to, że człowiek zwyczajnie chce czasem wyrównać rachunki albo i  odpłacić za krzywdy w trójnasób, ale że często wydaje mu się, że jeśli tego nie zrobi będzie współwinny panoszącemu się złu. Mówi się o tym „dać nauczkę”. Trudno takiemu myśleniu odmówić całkiem racji. Wobec zła chyba nie powinno się być bezczynnym. Tyle że kochać nieprzyjaciół nie oznacza bezczynności, ale działania inne, niż podsuwa logika odwetu i karania. I o tym są czytania tej niedzieli.
Nie, nigdy nie będziesz tak jak Bóg potężny. Ale możesz próbować naśladować Boga w Jego łaskawości. "Oko za oko, ząb za ząb" to zasada nie taka zła. Owszem, postuluje zemstę, ale dość umiarkowaną: odpłacić tym samym, co zrobił winowajca. Bóg jednak oczekuje czegoś więcej: że tak jak On będziemy potrafili być dobrzy zarówno dla dobrych, jak i złych. Po co? Ano to pomaga zneutralizować zło. Przez to, że ktoś przestaje nakręcać spiralę niechęci czy nienawiści. To ma sens. Zresztą gdyby Bóg konsekwentnie stosował wobec nas zasadę "oko za oko ząb za ząb"...
O Bogu, o człowieku i o nadziei. Jaki jest człowiek? Jest okazja to korzystam - myśli niejeden z nas. Ale czy wykorzystanie tej okazji jest zgodne z Bożym prawem? A On jest święty. W każdym calu. I nie jest tak, że wymagając od nas sam postępuje inaczej, bo Mu wolno. Stawiając nam wymagania może i o sobie powiedzieć: ja taki jestem; wy bądźcie do Mnie podobni.
 
 
3 
 
 
W dzisiejszym numerze
- Klucz do Ewangelii św. Łukasza
- Bóg zaprasza nas do przemyślenia wartości, którymi żyjemy
- Czy zdjęcia (fotografie) są obrazem rzeczywistości
- Chleb dla wroga?
- Orędownik potępionych
- Cud uzdrowienia Edyty
- Szukasz rekolekcji wielkopostnych dla całej rodziny? To coś dla ciebie!
- Modlitwa do Ducha Świętego, którą Jan Paweł II odmawiał do końca życia
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 2

Klucz do Ewangelii św. Łukasza

 Dzisiejsze słowo mówi nam, od czego zależy ewangelizacja i co Pan zamierza nam najpierw w jej trakcie podarować. Otóż na początku chce nas otworzyć na dar, jakim jest miłość do ludzi – po miłość do nieprzyjaciół włącznie. Bylibyśmy bardzo biedni, gdybyśmy tego daru nie przyjęli…

 Jezus mówi: „Otwórzcie się na łaskę, którą w sobie macie” – łaskę miłości do ludzi, po miłość nieprzyjaciół włącznie. Jeśli się na to nie otworzymy, to jak chcemy kogokolwiek ewangelizować? Dlaczego mielibyśmy iść do ludzi? Z czym i po co? Jeśli się nie zmierzymy z doświadczeniem łaski, to wszystkie nasze plany ewangelizacyjne będą posadzone na piasku.

 Kardynał Grzegorz Ryś - "mateusz.pl"

 

 

 4

 

Bóg zaprasza nas do przemyślenia wartości,
którymi żyjemy
 
 
Dzisiejsze pierwsze czytanie przenosi nas w czasy bardzo odległe, około 10 wieków przed Chrystusem. Oto Saul, król Izraela, wyrusza w pogoń za Dawidem, którego wcześniej sam uczynił najpierw swoim giermkiem, a następnie dowódcą swoich wojsk. Teraz jednak usiłuje stracić Dawida. Powoduje nim zazdrość: Dawid stał się zbyt popularny wśród ludu, a w dodatku przepowiednie mówią, że będzie królem. Saul czuje się zagrożony.
Tymczasem sytuacja rozwija się w taki sposób, że to Dawid ma w swym ręku los Saula. Uśpiony król nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji.
 
Dlaczego Dawid nie zabija Saula? Powstrzymuje go szacunek dla króla oraz dla samego Boga: wszak Saul jest pomazańcem Pańskim. Powstrzymuje go też po prostu lęk przed karą Bożą, należną za taki postępek. Choć motywacje Dawida nie są i nie mogą być jeszcze ewangeliczne (nie powoduje nim miłość nieprzyjaciół), a są raczej zgodne ze starotestamentalnym systemem wartości, to jednak ukazują jego szlachetność. Dawid szanuje Boże Prawo i ludzkie życie, i w imię tych wartości potrafi zrezygnować z zemsty i własnego komfortu. Jego dalsza historia pokazuje, że Bóg docenia tę szlachetność: Dawid otrzyma królestwo oraz będzie się cieszył Bożym błogosławieństwem i uznaniem wśród poddanych
 
Dzisiejszy psalm wzywa nas do oddania czci Bogu, który jest pierwszym źródłem spotykającego nas dobra i pierwszym źródłem dobra czynionego przez nas samych. Jest też źródłem dobra, które zaowocowało w sercu Dawida, w jego odniesieniu do Saula. Dzięki temu, że Bóg jest dobry, Dawid mógł być dobry.
Jeżeli Dawid przebaczył Saulowi i nie dokonał zemsty na nim, to dlatego, że Bóg pierwszy odpuszcza wszystkie nasze winy i leczy choroby. Jeżeli ocalił życie Saula, to dlatego, że Bóg pierwszy ratuje ludzkie życie od zguby, obdarza łaską i zmiłowaniem. Jeżeli okazał Saulowi miłosierdzie, to dlatego, że Bóg jest miłosierny, łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy. Jeżeli Dawid nie odpłacił Saulowi tym, co i jego spotkało, to dlatego, że Bóg nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca. Bóg jest źródłem dobra, które Dawid ma w swym sercu.
Dawid, jak każdy z nas, stworzony był na obraz i podobieństwo Boga. W nim owo podobieństwo zrealizowało się w odniesieniu do Saula. W ten sposób oddał chwałę Bogu i sam mógł ufać w Boże miłosierdzie. My także możemy oprzeć się na mocy i dobroci Boga w naszym odniesieniu do bliźnich.
 
Komentarz do drugiego czytania. Święty Paweł przypomina nam o naszej ludzkiej kondycji, o naszej naturze cielesno – duchowej. Jesteśmy jak pierwszy Adam, istotami żyjącymi w ciele podlegającym śmierci, ale mamy także stawać się na wzór drugiego Adama – Chrystusa. Mamy przyjmować życie, także to duchowe, od Ojca, jak i Jezus przyjął, i mamy dawać życie. Chodzi tutaj nie tylko o fizyczne rodzicielstwo, w tym miejscu nawet nie przede wszystkim o to chodzi. Bóg daje nam samym nowe życie i perspektywę zmartwychwstania przez przebaczenie, przez nieskończone miłosierdzie. W pierwszym czytaniu Dawid ofiarował Saulowi możliwość nowego życia nie dokonując na nim zemsty. W Ewangelii Jezus zaprasza do dawania życia przez miłość nieprzyjaciół. Jezus jest „duchem ożywiającym”, a my mamy nosić Jego obraz, być do Niego podobni. Mamy dawać innym to, co sami otrzymaliśmy i wciąż na nowo otrzymujemy. To będzie początek życia wiecznego w nas samych, życia, które przetrwa śmierć.
 
U progu 7 tygodnia zwykłego słowo  Boże zaprasza nas do przemyślenia wartości, którymi żyjemy. Idąc przez życie z Jezusem, trzeba być gotowym ponieść stratę. Jaką stratę?
Po pierwsze - stratę naszego dobrego imienia, o które już nie będziemy walczyć. W obliczu nienawiści, przekleństw i oczerniania, zamiast stawiania oporu (naturalnego i uprawnionego w doczesnym porządku myślenia) będziemy błogosławić, dobrze czynić i modlić się za naszych krzywdzicieli.
Po drugie – stratę materialną. Nie będziemy dopominać się zwrotu naszej własności, co również jest uprawnione i sprawiedliwe w znanym nam systemie społecznym.
Dlaczego Jezus stawia takie wymagania? Dlatego, że „nie jest uczeń nad mistrza”. To On pierwszy tak właśnie żył. Więcej nawet, to Jego Ojciec pierwszy tak czyni wobec nas. Nie czeka, byśmy się wypłacili z naszych długów, co i tak byłoby niemożliwe, tylko daje nam to, co ma najdroższego, swojego Syna, i sam za nas płaci.
Warto dodać, że Ewangelia realizuje się najczęściej w zwykłej codzienności, a tylko z rzadka w sytuacjach ekstremalnych. Chodzi więc o tych, którzy żyją obok nas, a których nasza złość czy choćby niecierpliwość doraźnie stawia po stronie nieprzyjaciół. To oni są adresatami naszych myśli i czynów.
Jezus przeżył ludzkie życie jako pierwszy. Jeśli chcę doświadczyć przyjaźni z Nim, wejdę na Jego drogę.
 
s. Maria Agnieszka od Wcielenia i Paschy Jezusa OCD - "wiara,pl"
 
 

 

 9

Czy zdjęcia (fotografie) są obrazem rzeczywistości

W młodzieżowej grupie duszpasterskiej kilkanaście osób dyskutowało kiedyś, próbując rozstrzygnąć kwestię, czy zdjęcia (fotografie) są obrazem rzeczywistości, czy raczej nie; czy bardziej przybliżają, czy też bardziej zacierają rzeczywistość. Niektórzy twierdzili stanowczo, że zdjęcia oczywiście są prawdziwym obrazem rzeczywistości, bo przecież po to właśnie się je robi – aby uchwycić i utrwalić rzeczywistość. Inni próbowali wykazać tezę przeciwną i dowodzili, że zdjęcia raczej zniekształcają rzeczywistość, bo ta przecież „płynie” wraz z czasem i zmienia się – raz powoli i niezauważalnie, a innym razem skokowo – natomiast fotografia, utrwalając stan z jednej konkretnej chwili, „fałszuje” obiektywny stan rzeczy, sugerując brak upływu czasu i brak zmienności.

  Jeszcze inni dyskutanci, szanując wszystkie wypowiedziane argumenty, szukali takich sformułowań i opisów, które obejmowałyby i „godziły” nawet twierdzenia skrajnie przeciwstawne. Konkluzja podsumowująca była wówczas mniej więcej taka: zdjęcie pokazuje rzeczywistość, ale nie mówi o niej całej prawdy.

  Fotografia pokazuje rzeczywistość, ale nie mówi o niej całej prawdy. Podobnie, analogicznie rzecz się ma z większością naszych (ludzkich) doświadczeń, obserwacji, wniosków; z większością przekonań, co do których twierdzimy, że „wiemy”, a później okazuje się, że nasza wiedza nie jest pełna, nie jest ostateczna. Dostępne nam sposoby widzenia i opisu rzeczywistości często wprowadzają w błąd, zwłaszcza gdy zakładamy, że są ostateczne, podczas gdy naprawdę są fragmentaryczne, tymczasowe, a przez to nadal podlegają zmianom.

  Jako ludzie wierzący liczymy na to, że treści objawione przez Boga są bardziej pewne niż powierzchowne doświadczenie człowieka. Jest to założenie słuszne, niemniej jednak warto pamiętać, że Bóg przemawia do nas „po ludzku” i chociaż objawia prawdę „wyższej próby” niż przeciętna treść naszej codzienności, to jednak słowo Boga ukryte jest w słowie ludzkim i podlega w ten sposób również słabościom ludzkiego języka. Bóg stał się człowiekiem i – konsekwentnie – przemawia do nas bardziej „po ludzku” niż „po Bożemu”. A ludzkie doświadczenie nie pozostawia wątpliwości: nasze życie podlega upływowi czasu i zmianom. Bóg konsekwentnie szanuje taki porządek (sam wszak go ustanowił), więc też uwzględnia go, komunikując się z nami.

  Dynamiczny (zmienny) obraz człowieka – tak można zatytułować dzisiejszą liturgię słowa. Dawid, choć mógłby zabić (i w ten sposób pokonać) swojego wroga, decyduje się go oszczędzić, gdyż nabiera wewnętrznego przekonania, że Bóg jest miłośnikiem życia i nagradza człowieka za sprawiedliwość oraz wierność (I czytanie). Ponieważ Pan jest łaskawy i pełen miłosierdzia (psalm), czciciel Boga – z biegiem czasu – zaczyna również dostrzegać w sobie, że staje się do swojego Boga podobny. Taki kierunek zmian – cel i rację takiej przemiany – potwierdza drugie czytanie, w którym natchniony autor zapewnia, że kondycja człowieka „z ziemskiego” jest tymczasowa i ulegnie zmianie według wzoru, który otrzymaliśmy dzięki Człowiekowi z nieba.

  We fragmencie Ewangelii, który słyszeliśmy, otrzymujemy wreszcie „konkrety” – opis wzorcowego, nowego człowieka. Taki człowiek czyni dobrze i pragnie dobra dla wszystkich – również dla swych nieprzyjaciół. Taki człowiek nie złorzeczy, lecz błogosławi, potrafi radykalnie upokorzyć się wobec kogoś, kto (jeszcze) nie umie uczciwie i sprawiedliwie dialogować. Taki człowiek nie mierzy miarą wąską, ale szeroką, co okaże się później bez-miarem i nad-obfitością. Taki człowiek nie ma problemu, aby odpuścić, czyli puścić coś, czego trzymanie nie ma sensu.

 Czytamy dalej czy robimy przerwę? Dlaczego pytam o przerwę? Bo wśród niedzielnych słuchaczy tych słów są zapewne tacy, którzy powiedzą: szlachetne to i pełne pięknego ideału, ale przecież niemożliwe... Są inni, którzy z lękiem (i powiększając swój lęk!) powiedzą: nie umiem i nie będę umiał żyć według tych słów, więc to nie dla mnie... Ale może znajdą się i tacy, którzy powiedzą: czytajmy dalej... czytajmy, bo to są słowa życia. Dziś nie dorastam i daleko mi do tych słów, ale chcę, by brzmiały we mnie coraz wyraźniej, aż kiedyś może zaczną być moją codziennością...

  Dzisiejsza Ewangelia to anty-fotografia, anty-zdjęcie, anty-obraz... „Anty” – w odniesieniu do naszych doświadczeń ze zdjęciami i fotografiami. Im starsi jesteśmy, tym bardziej we własnych oczach „korzystnie” wyglądamy na zdjęciach z młodości (i mówimy: wtedy to było dobrze i pięknie...). Jezus Chrystus natomiast odsłania przed nami OBRAZ CZŁOWIEKA NIEBIESKIEGO i liczy na to, że ten obraz na serio nas zainteresuje w kontekście naszego „teraz” i naszej przyszłości.

 Po pierwsze – dlatego, że obraz ów nie jest jedynie naszkicowany; obraz ten to nie „coś”, a Ktoś; to On, nasz Mistrz i Nauczyciel.

 Po drugie – dlatego, że obraz ten bezpośrednio nas dotyczy; jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak też nosić będziemy obraz Człowieka niebieskiego (II czytanie). Innymi słowy, im starsi w wierze jesteśmy, tym bardziej „korzystny” powinien być nasz prawdziwy obraz, tworzony na podobieństwo OBRAZU CZŁOWIEKA NIEBIESKIEGO. Interesuje nas to? Dotyczy nas to? Potwierdza się to w naszym życiu?

  Gdy nastoletni chłopcy grają w piłkę na podwórku i strzelają gola, chętnie wyobrażają sobie (i ogłaszają!), że oto kolejną bramkę zdobył Messi, Ronaldo lub Lewandowski. Mają w umyśle bardzo konkretny wzorzec, któremu chcą dorównać. Pesymiści i malkontenci powiedzą: i tak na pewno nigdy im nie dorównacie. Skąd wiedzą, że nigdy i skąd wiedzą, że nie dorównają? Przecież wspomniani piłkarscy mistrzowie też kiedyś byli „zaledwie” chłopcami z podwórka. Nie ustawali jednak w wysiłkach upodabniania się do swoich sportowych „wzorców”. Gdyby uwierzyli, że tacy już „muszą” pozostać, nie zostaliby wybitnymi piłkarzami. Wcześnie (w dzieciństwie, w młodości) odnaleźli w sobie swoje własne „zdjęcie z przyszłości”, rozpoznali się na nim wbrew pesymistom i następnie przyszłość, która nadeszła, okazała się… zgodna ze „zdjęciem”! Warunek, który potrzebny jest po drodze – WIARA, że tak będzie; wiara potwierdzana konkretnymi postawami.

  Jezus Chrystus chce z nami spotykać się zawsze „tu i teraz”. Ponieważ jest to Zmartwychwstały Pan, prawdą jest również, że przychodzi do nas niejako „z przyszłości”. Konsekwentnie i cierpliwie przypomina, że czeka na nas przyszłość, która jest dziełem jednocześnie Boga i nas samych. Bóg uczynił już wszystko, co jest potrzebne, aby ta przyszłość była najlepsza z możliwych. Do całości obrazu potrzebna jest „nasza część”...

o. Jarosław Krawczyk CSsR - "redemptor.pl"

Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Toruń

 

 

 10

 

Chleb dla wroga?

 Tym, którzy was nienawidzą, was przeklinają, was oczerniają. Uderzają w policzek i zabierają płaszcz. Konkretni nieprzyjaciele. Tych miłujcie, tym czyńcie dobrze i bez oczekiwania zwrotu pożyczajcie?

 Jezus nie był pierwszym, który zachęcał do wyrozumiałości wobec wrogów. Księga Wyjścia nakazywała pomóc zagubionemu wołu czy osłu nieprzyjaciela, babilońska mądrość apelowała: „Nie odpłacaj złem mężowi, który kłóci się z tobą, odpowiedz łagodnie temu, który wyrządza ci zło, uśmiechnij się do swego przeciwnika”. W zwojach z Qumran czytamy: „Żadnemu człowiekowi nie odpłacę złem”, a nieco starszy od Jezusa Seneka pisał: „Jeśli chcesz naśladować bogów, czyń dobrze również niewdzięcznym; bo słońce wstaje nad złymi, a morze jest otwarte dla piratów”. Motywacje tej szlachetnej, choć trudnej postawy bywały pewnie różne: pomóc nawet wrogowi w jego fundamentalnej życiowej potrzebie, nie dać się skalać złem i nienawiścią, być „ponad tym”. Można też próbować szokować dobrem i zmienić złoczyńcę: „Działaj tak, byśmy zdobyli złego człowieka: napełnij jego brzuch swoim chlebem, by był nasycony i by się zawstydził” (mądrość egipska).

 Ale w Ewangelii Łukaszowej chodzi o coś więcej niż tylko o okazanie swojej moralnej wyższości czy strategiczne zawstydzenie obliczone na zmianę zachowania czyniącego zło. „Będziecie synami Najwyższego”, bo On taki właśnie jest: miłosierny i dobry dla niewdzięcznych i złych. Bycie jak Bóg jest celem, nic poniżej. A także utrzymanie w swojej świadomości ważnej prawdy, że ten nienawidzący, przeklinający, oczerniający nieprzyjaciel też jest synem Ojca.

 Pytanie o praktyczne granice tej reguły to pytanie, na które ten tekst nie odpowiada… Pozostanie nam rozeznawać to w kontekście całego nauczania Jezusa, który uderzony przez sługę arcykapłana odpowiedział: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?”. Warto przy tym pamiętać, że miłość nieprzyjaciół to nie tylko nasz własny etyczny projekt, lecz dzieło Jezusa w nas. Jak pisze Święty Paweł: „Bądźcie wytrwali, niezachwiani, bez reszty oddani dziełu Pana. Zawsze pamiętajcie, że dzięki Panu wasz trud nie pozostaje daremny” (1 Kor 15,58).

Łukasz Miśko OP - "wdrodze.pl"

  

 11

Orędownik potępionych

Mat. prasowy Fragment okładki książki "Orędownik potępionych. Opowiadania na czasy ostateczne" autorstwa Pawła Lisickiego.
 To opowieść o mnichu, który udaje się na pustynię, by tam, niczym święty Antoni przed wiekami, zmierzyć się ze Złym i uratować swoją duszę.
Pewnego razu zauważyłem, że skończyły się zapasy żywności. Bez jedzenia mogłem jeszcze wytrzymać kilka dni, ale ten brak sprawił, że liczyłem na rychły przyjazd kolejnej karawany. Postanowiłem wracać razem z nią. Dosyć miałem już tych zwalczających się nawzajem wątpliwości. Trzeba było wreszcie zdecydować się na czyn. Chciałem pójść na pobliskie wzgórze, by stamtąd wyglądać nadjeżdżających. I gdy już uczyniłem pierwsze kroki w tamtym kierunku, coś krzyknęło we mnie i zabolało, coś kazało mi stanąć, upaść na ziemię i głośno wyszlochać moje grzechy.
I wtedy, gdy tak leżałem i pełen drżenia i niemocy zatapiałem głowę w piasku, usłyszałem szmer i poczułem, jak pada na mnie cień. Z trudem uniosłem głowę – przede mną stał człowiek ubrany w białą marynarkę i spodnie, w kapeluszu barwy piaszczystej z dużym pawim piórem.
– Przyszedłem, gdyż zostałem posłany. Jestem tym, którego dawno już chciałeś zobaczyć. Wstań i chodź ze mną, a ja cię wyleczę ze wszystkiego, co złe – mówił cicho, acz zdecydowanie.
Przy ostatnich słowach dostrzegłem w kącikach jego warg coś na kształt drwiącego uśmiechu. O dziwo, opuściła mnie niemoc, poczułem się silniejszy i mogłem powstać. Trudno byłoby mi opisać jego twarz, ale wydała mi się dziwnie znajoma. Nagle zdałem sobie sprawę, że ten ktoś, kimkolwiek był, jest zdumiewająco podobny do mnie. Przeszliśmy kilka kroków do mojej szczeliny.
– Kim jesteś? – zapytałem. Nie czułem strachu ani nawet przesadnej ciekawości. Wydawało mi się tylko, że teraz coś musi się rozstrzygnąć.
– Czy to ważne? Co ci to da, gdy podam ci swoje imię? Zresztą niech będzie. Kiedyś  – tu znowu dostrzegłem uśmiech – nazywali mnie Nikt. Niech tak pozostanie między nami.
– Po co przyszedłeś? – nie czułem obcości. Wręcz przeciwnie, miałem wrażenie, że oto spotykam się z kimś od dawna znajomym, z kim doskonale się zżyłem.
– Powiedziałem już. Żeby ci pomóc. Zostałem posłany. – Przez kogo?
Nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko raz jeszcze i powiedział:
– Sam zrozumiesz.
I nagle pojąłem. Oto stał przede mną, on sam we własnej osobie: Książę Ciemności, pan tego świata, mój tajemny prześladowca, ten, z którym chciałem się zmierzyć i którego pragnąłem pokonać.
– Odejdź stąd precz, szatanie – krzyknąłem.
– Och, po co powtarzać te stare, zużyte formułki? Zastanów się trochę. To dobre dla dzieci, ale nie dla poważnych ludzi jak ty. Jeśli odejdę, ty także musisz zginąć. To ja jestem podstawą twego życia. Odrzuć mnie, a umrzesz.
– Ty...  – bliski już byłem ponownego wybuchu, gdy wtem poczułem, jakby niewidzialna ręka schwyciła mnie mocno i  nakazała spokój. Zrozumiałem, że spełniły się moje długotrwałe prośby; to zło zostało niejako ze mnie wyodrębnione i stało teraz gotowe do walki. Teraz miało nastąpić rozstrzygnięcie, cierpienia odnajdą wreszcie swe znaczenie. Należało przyjąć wyzwanie.
– Jak to – powiedziałem – chcesz, abym uwierzył, że to nie Bóg, ale ty utrzymujesz mnie w istnieniu? Że twa nieobecność oznaczałaby moją śmierć? Więc odejdź, a zobaczymy. Uczyń, co mówisz, a poznamy, jak wielka jest istotnie twoja moc.
– Czy zastanawiałeś się kiedyś, co by było, gdyby nie ja, upadły anioł? Upadły – jakie to głupie słowo. Być może, jak zaraz pojmiesz, jestem najpotrzebniejszym ze wszystkich duchów. To one z zazdrości ułożyły o mnie historie, w  których występuję jako ucieleśnienie wszelkiego zła, podłości i niegodziwości. Och, nie zamierzam zaprzeczać. Niech im będzie. Ale czy bardziej doskonały jest ten, kto lepiej służy, czy też ten tylko, kto pochlebia? Inni aniołowie padają na twarz przed Bogiem, a ja jeden śmiałem rzucić Mu wyzwanie. Potępili mnie. Odsunęli od Niego.
A przecież czy beze mnie Jego istnienie byłoby tym samym co przedtem? Teraz może być Dobroczyńcą, Zbawicielem, teraz może domagać się od człowieka uwielbienia, ale to wszystko dzięki mnie. Kim byłbyś beze mnie?
*
Powyższy fragment pochodzi z książki Pawła Lisickiego „Orędownik potępionych. Opowiadania na czasy ostateczne". To opowieść o mnichu, który udaje się na pustynię, by tam, niczym święty Antoni przed wiekami, zmierzyć się ze Złym i uratować swoją duszę.
Jednak, inaczej niż starożytny pustelnik, bohater ma już świadomość współczesną i mierzy się z diabłem, który, okazuje się świetnym dialektykiem, wybitnym sofistą i znawcą dzisiejszej, nowej teologii.
W opowiadaniu „Nowa, wspaniała przyszłość" autor opisuje wybór, przed którym stanie Polska w 2025 roku.
- Starałem się pokazać w nim mechanizmy walki o władzę, media i rolę, jaką odgrywa w polityce propaganda. W „Liście do Damaszku" czytelnik odnajdzie, prawdziwe oblicze wrogiej chrześcijaństwu kultury współczesnego Zachodu. W swoich opowiadaniach próbuję zrozumieć, co stało się z duszą człowieka zatopionego w relatywizmie, chorego na brak rzeczywistości, szukającego jednak wyzwolenia i wiary w Boga. Chociaż nie są to opowiadania z happy endem, to jednak można w nich dojrzeć promyk nadziei, choćby w tym, że bohaterowie, niezależnie czy to akceptują czy nie, zderzają się ostatecznie z obiektywnym porządkiem - przekonuje Paweł Lisicki.
Jego książka „Orędownik potępionych. Opowiadania na czasy ostateczne" ukazała się nakładem wydawnictwa FRONDA
Paweł Lisicki - "wiara.pl"

 12

Cud uzdrowienia Edyty

Kilka lat temu Edyta Sitek dostaje diagnozę: przewlekła białaczka limfocytowa. Jej droga krzyżowa dopiero się zaczyna. Podczas chemioterapii przechodzi pierwszy Covid. Ląduje na oddziale zamkniętym. 40 dni w izolatce, jak Pan Jezus na pustyni.

 Za jakiś czas znowu „łapie” Covida. Tym razem, z obustronnym zapaleniem płuc, trafia na OIOM pod respirator i zostaje wprowadzona w śpiączkę farmakologiczną. Jacek, jej mąż, słyszy od lekarza: „Pana żona ma CRP 500, pęknięte płuco i 85% płuc zwapnionych, do tego sepsę wielonarządową”.  „A ja patrzę na niego uśmiechnięty od ucha do ucha” – wspomina Jacek, który wierzy, że do Jezusa należy ostatnie słowo. Dostał je w odpowiedzi na modlitwę: „Biadania moje zmieniłeś mi w taniec, wór mi rozwiązałeś, opasałeś mnie radością” (Ps. 30).

 Po trzech miesiącach, Edyta budzi się do życia. Zmartwychwstaje z Jezusem, tak jak On – w niedzielę!

 Zaufanie wbrew nadziei

 Aleteia: Wiara i ufność Panu Bogu przychodzą z łatwością, kiedy życie toczy się normalnie. Ty musiałeś uwierzyć w Słowa Pana, wbrew logice, rozsądkowi i rzeczywistości.

 Jacek: Za każdym razem, kiedy jechałam na OIOM, nakładałem na nią ręce i mówiłem: „Panie Jezu, Ty powiedziałeś, że będziemy nakładali ręce na chorych, a oni będą uzdrawiani, wierzę Twoim słowom  i w Twoje Imię ogłaszam uzdrowienie jej organizmu. Wycofuje się wszelki stan zapalny, wszelka choroba i ona będzie uzdrowiona”. I tak modliłem się codziennie przez trzy miesiące, ale nic się nie działo, raz było lepiej, raz gorzej.

 Co mówili lekarze?

 Jacek: Że jest bardzo źle, stan ciężki. Spadało natlenienie, dusiła się. W tym czasie zadzwoniła do mnie znajoma lekarka, więc mówię jej, co się dzieje, że kłóci się z respiratorem, spada natlenienie, sepsa, a ona na to: „Słuchaj, zadzwoń do dziewczyn (czyli do naszych córek) niech jadą do Edyty pożegnać się, bo to jest koniec”. Lekarze w Grodzisku Mazowieckim nie dawali żadnych szans. Tak mnie to rąbnęło, że jak stałem w pokoju przy biurku, tak padłem na kolana i zacząłem krzyczeć: „Boże! Nie zabieraj mi jej teraz! Jeszcze nie teraz! Co ja mam powiedzieć ludziom, którzy na nas patrzą? Że taka wierząca, tak się nawracała, posługiwała,  biegała, śpiewała psalmy, opowiadała wszystkim o Tobie, a teraz umarła?!” I słyszę, jakby mi ktoś do ucha mówił: „Psalm 30”. I otwieram Pismo Święte, a tam słowa: „Wysławiam Ciebie, Panie, boś mnie wybawił i nie uradowałeś mych wrogów z mojego powodu.  Panie, mój Boże, do Ciebie wołałem i Tyś mnie uzdrowił.  Panie, dobyłeś mnie z szeolu, przywróciłeś mnie do życia spośród schodzących do grobu (…) Śpiewajcie Panu, psalm, wy co Go miłujecie”.

 Uwierzyłeś słowu Pana, czy diagnozie lekarzy?

 Jacek: W tym momencie miałem pewność, że będzie uzdrowiona. Że jak tam pojadę, to będzie siedziała na łóżku jadła zupę i rozmawiała z pielęgniarkami. Ale kiedy do niej pojechałem, to jeszcze tak nie było, więc dalej się modliłem, głaskałem ją, rehabilitowałem stopy, bo miała powyginane w drugą stronę i mówiłem jej: „Zobaczysz, jeszcze razem pojedziemy nad morze”. Ale czas mijał, a tu się nic nie zmieniało. Zły duch próbował wyrwać mi to słowo, to uzdrowienie. W końcu lekarz prowadzący uprosił warszawski szpital specjalistyczny na Płockiej, by ją tam przewieźć, żeby zająć się pękniętym płucem. Normalnie nie robi się takich rzeczy, nie przewozi się pacjenta w stanie agonalnym, bo nikt nie chce sobie psuć statystyk. Po trzech dniach poinformowali mnie, że Edyta się wybudziła. Znamienne, że to była niedziela.

Mason, aborter i okultysta nawrócił się w Lourdes. Świadectwo lekarza Maurice’a Cailleta

 Edyto, jak wyglądał sam czas choroby?

 Edyta: Przy pierwszym covidzie trafiłam do izolatki. Było mnóstwo ludzi na salach.  Jedni żyli, drudzy umierali i w ogóle dużo się działo.  Przychodzili do mnie tylko „kosmici” w kombinezonach. Czytałam tam Słowo Boże i modliłam się, ale w pewnym momencie bardzo źle się poczułam, przyszedł kryzys, dusiłam się i wtedy dostałam SMSa od osoby z naszej wspólnoty „Przyjaciele Oblubieńca”, który kończył się słowami: „Ja Jestem”. I to mnie tak poruszyło, że pomyślałam: „Jasne, Panie Jezu, Ty jesteś, więc co mi za różnica gdzie?  Czy tu, czy to tam, po tej drugiej stronie, bylebyś Ty był”. I ta moja wewnętrzna zgoda na to, że mogę umrzeć, spowodowała,  że za chwilę zmienili mi lekarza.  Przyszła nowa pani doktor, podała mi osocze i natychmiast pouczałam się lepiej.

 A drugi Covid? Co się działo z tobą przed śpiączką? Co pamiętasz z tego okresu?

 Edyta: Kolejnym Covidem zaraziłam się w święta Bożego Narodzenia. Mówię sobie: „Nie no spoko, bułka z masłem, to już drugi wirus,  nic takiego się nie wydarzy, a jednak po kilku dniach trafiam do szpitala. Zrobili mi tomografię i okazało się, że mam obustronne zapalenie płuc. Znowu ulokowali mnie w izolatce. I pamiętam tylko, że przykryli mnie kocem, podłączyli jakąś kroplówkę, a ja powiedziałam do Pana Jezusa: „Przyjmij teraz modlitwę tych osób, które się będą za mnie modliły, bo ja już nie mam siły się modlić”. I od tego momentu nic już nie pamiętam, choć jeszcze przez tydzień normalnie funkcjonowałam, rozmawiałam z bliskimi, pisałam SMSy.

 Zmartwychwstanie

 Co myśli człowiek, który budzi się na nowo do życia?

 Edyta: Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam przy moim łóżku mojego męża. To on mi opowiedział, co się ze mną działo, jak walczyłam z respiratorem, jak się dusiłam i że byłam w śpiączce. Przyjęłam to, jakby to była jakaś norma była. Miałam niesamowity pokój wewnętrzny, całkowicie wlany przez Pana Boga. Znam siebie i wiem, że to nie było moje. Dostałam też taką pewność, że wszystko będzie dobrze i choć był to bardzo trudny czas, bo musiałam się na nowo uczyć najpierw stać, chodzić, jeść to wiedziałam, że z Panem Bogiem dam radę. Byłam tego pewna.

 Jesteś żywą Ewangelią, świadkiem Zmartwychwstałego Pana. Jak wygląda Twoje życie teraz?

 Edyta: Funkcjonuje normalnie. Zrobili mi prześwietlenie płuc, spirometrię i działają one bez zarzutu. Odwiedziłam też okulistkę, która badała mnie wcześniej, w trakcie choroby, kiedy jedno oko miałam całe zalane krwią. Jak mnie zobaczyła, to powiedziała: „Jestem osobą niewierząca, ale muszę przyznać, że to, że Pani żyje, to jest cud! A to, że Pani widzi, to jest kolejny cud!”. A ja chodzę, widzę, słyszę i na dodatek śpiewam, tak jak dawniej psalmy, bo oboje z mężem posługujemy muzycznie, również na rekolekcjach. O moje uzdrowienie modliło się bardzo dużo ludzi. Sama nasza wspólnota ma 7 tys. osób. W różnych częściach Polski i świata były odprawiane za mnie msze święte. To, co zrobił Pan Jezus, to jest majstersztyk. Jestem w Nim całkowicie zakochana.

Dagmara Gałązka - "Aleteia.pl"


 13

Szukasz rekolekcji wielkopostnych dla całej rodziny?
To coś dla ciebie!
 Dłonie matki i dziecka na Piśmie Świętym
Już wkrótce rozpocznie się Wielki Post. Na pamiątkę 40 dni, które Jezus spędził na pustyni, my także możemy przeznaczyć ten czas na bycie z Bogiem. Jak zrobić to w zabieganej codzienności?
Wielkopostne Rekolekcje Rodzinne
W nauce języka lepiej uczyć się systematycznie, ale krócej, niż brać się za duże porcje materiału, ale raz na tydzień. Podobnie jest z rozwojem duchowym. Lepszy efekt przyniesie codziennie spotykanie się z Bogiem na kilka minut, niż przypominanie sobie o nim tylko raz na tydzień. Od podobnej zasady wychodzą organizatorzy Wielkopostnych Rekolekcji Rodzinnych.
Rozpoczną się one w Środę Popielcową 5 marca 2025 i potrwają aż 42 dni. Kolejne tygodnie mają swój własny temat, który każdego dnia jest pogłębiany przez refleksję nad Słowem Bożym, krótkie świadectwo prelegenta oraz zadanie do wykonania. Rekolekcje odbywają się online, każdy odcinek trwa od 15 do 20 minut.
    Celem Wielkopostnych Rekolekcji Rodzinnych jest pomoc rodzinom w głębszym przeżywaniu Wielkiego Postu poprzez duchową formację. Rekolekcje prowadzą uczestników przez proces oczyszczenia, odkrywania darów i talentów, dzielenia się nimi oraz przygotowania na Zmartwychwstanie Chrystusa w codziennym życiu – piszą o rekolekcjach organizatorzy.
Małżeństwo w Emaus? Czego możemy się nauczyć od „Pana i Pani Kleofas”
Ziemia i Niebo na modlitwie
W przygotowanie Wielkopostnych Rekolekcji Rodzinnych jest zaangażowanych wielu świeckich i duchownych. Są wśród nich: Iga i Konrad Grzybowscy (Ster na Miłość) o. Mariusz Wójtowicz (Mistyka Codzienności), czy o. Tytus Boguszyński (Nietypowe Słowo TMB).
Rekolekcjom towarzyszą także święci patronowie: św. Jan od Krzyża, św. Tereska od Dzieciątka Jezusa, czy św. Maksymilian Maria Kolbe.
Jak dołączyć do Wielkopostnych Rekolekcji Rodzinnych?
Rekolekcje są skierowane do wszystkich, którzy chcą rozwijać się duchowo w kontekście życia rodzinnego. Treści są adresowane do:
    rodzin (małżeństw, dzieci, młodzieży),
    osób samotnych, które pragną duchowej formacji w kontekście życia rodzinnego,
    wspólnot i grup modlitewnych szukających inspiracji na czas Wielkiego Postu.
Aby skorzystać z rekolekcji wystarczy wejść na youtubowy kanał @DomNazaretanski gdzie ukażą się wszystkie odcinki Wielkopostnych Rekolekcji Rodzinnych.
Fundacja Dom Nazaretański
Organizatorem Wielkopostnych Rekolekcji Rodzinnych jest Fundacja Dom Nazaretański. Fundacja wspiera rodziny poprzez duchowość, budowanie kompetencji oraz tworzenie więzi.
    Wierzymy, że rodzina jest fundamentem społeczeństwa – miejscem, gdzie człowiek uczy się miłości i, odpowiedzialności i wiary. W dzisiejszym świecie coraz więcej rodzin zmaga się z wyzwaniami emocjonalnymi, duchowymi i wychowawczymi, które osłabiają ich jedność. Naszą misją jest wspieranie rodzin na każdym etapie ich życia.
Fundacja działa poprzez rekolekcje, warsztaty, kursy, poradnictwo, działania profilaktyczne. Więcej dowiesz się na stronie: www.domnazaretanski.pl.
redakcja - "aleteia.pl"

 7

Modlitwa do Ducha Świętego,
którą Jan Paweł II odmawiał do końca życia
Krótka modlitwa o siedem darów Ducha Świętego, której przyszły papież nauczył się od swojego taty. Warto, żebyśmy i my zaczęli odmawiać tę modlitwę i żebyśmy nauczyli jej swoje dzieci.
Duch Święty i jego dary
Nikt nie jest w stanie objawić Jezusa Chrystusa i jego przesłania bez udziału Ducha Świętego. O tej roli Ducha Świętego, niezastąpionej dla Kościoła i dla świata, mówi encyklika "Dominum et vivificantem" Jana Pawła II.
Rola ta opiera się na siedmiu szczególnych darach, które są zdolne zniszczyć wszelkie zło i urzeczywistnić wszelkie dobro, jeśli człowiek pragnie nawrócić swoje serce. To siedem darów koniecznych do „uporządkowanego” chrześcijańskiego życia – tłumaczył św. Jan Paweł II wiernym i pielgrzymom w czasie audiencji generalnych przed zbliżającym się świętem Zesłania Ducha Świętego. Pozwalają one pojąć „wielość darów w Chrystusie i w świętych”.
Karol Wojtyła modli się do Ducha Świętego
Tę wiarę Jan Paweł II wyniósł z domu rodzinnego. Modlitwy do Ducha Świętego nauczył się od taty jako jedenastoletni chłopiec i od tego czasu odmawiał ją codziennie. Jak pisze o. Sławomir Oder w książce "Dlatego święty. Prawdziwy Jan Paweł II, o którym opowiada postulator procesu beatyfikacyjnego", zachował ten zwyczaj do ostatnich dni swojego życia.
Warto, żebyśmy i my zaczęli odmawiać codziennie tę krótką modlitwę i żebyśmy nauczyli jej dzieci. Niech one także, jak mały Karol, nabiorą nawyku wypraszania u Ducha Świętego Jego siedmiu darów. Otrzymaliśmy je wszyscy na chrzcie świętym i jesteśmy zobowiązani nieustannie je odnawiać, by stać się „błogosławionym dzieckiem” Bożym.
Modlitwa do Ducha Świętego
 
Duchu Święty, proszę Cię
o dar mądrości do lepszego poznawania Ciebie
i Twoich doskonałości Bożych;
o dar rozumu do lepszego zrozumienia
ducha tajemnic wiary świętej;
o dar umiejętności,
abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary;
o dar rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady
i u Ciebie ją zawsze znajdował;
o dar męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie
nie mogły mnie od Ciebie oderwać;
o dar pobożności, abym zawsze służył
Twojemu Majestatowi z synowską miłością;
o dar bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu,
który Ciebie, o Boże, obraża.
Amen.
Isabelle Cousturié - "aleteia.pl"

 

 16

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

23 lutego - św. Polikarp, biskup i męczennik

23 lutego - bł. Izabela Francuska, dziewica

23 lutego - bł. Stefan Wincenty Frelichowski, prezbiter i męczennik

24 lutego - św. Marek Marconi, zakonnik

24 lutego - św. Etelbert, król

25 lutego - św. Cezary z Nazjanzu, pustelnik

25 lutego - bł. Dominik Lentini, prezbiter

25 lutego - św. Tarazjusz, patriarcha

25 lutego - święci męczennicy Alojzy Versiglia, biskup, i Kalikst Caravario, prezbiter

26 lutego - św. Aleksander, biskup

26 lutego - św. Paula Montal, dziewica

27 lutego - św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, zakonnik

27 lutego - św. Leander, biskup

28 lutego - św. Hilary I, papież

29 lutego - św. Roman Jurajski, opat

29 lutego - bł. Antonia z Florencji

29 lutego - św. Oswald, biskup

  

1 marca - św. Feliks III, papież

1 marca - św. Albin, biskup

2 marca - św. Agnieszka z Pragi, ksieni

2 marca - bł. Karol, męczennik