W BLASKU MIŁOSIERDZIA

8/1008 – 169 lutego 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

0

 Niedziela, 16 lutego 2025, rok „C”

 

VI niedziela zwykła „C”

  2

CZYTANIA
Pierwsze czytanie: Jr 17,5-8
Psalm: Ps 1
Drugie czytanie: 1 Kor 15,12.16-20
Ewangelia: Łk 6,17.20-26
EWANGELIA
Błogosławieni ubodzy, biada bogaczom - Łk 6, 17. 20-26
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus zszedł z Dwunastoma na dół i zatrzymał się na równinie; był tam liczny tłum Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i z Jeruzalem oraz z nadmorskich okolic Tyru i Sydonu.
On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił:
«Błogosławieni jesteście, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże.
Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni.
Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom.
Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą.
Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie.
Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą.
Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom».
KOMENTARZ DO CZYTAŃ
VI niedziela zwykła roku C na nie zdarzyła się ani w poprzednim trzyletnim cyklu, ani w jeszcze wcześniejszym. Podobnie zresztą jak niedziela VII i VIII. Taki już mamy układ roku liturgicznego. Ewangelia tej niedzieli powtarza się w czasie Wielkiego Postu, ale… W każdym razie szkoda. Korzystajmy więc z okazji i cieszmy się tą szóstą niedzielą. I jej pięknymi czytaniami.
Ich główną myślą jest to, że człowiek nie powinien zbytnio nadziei pokładać w sobie. Jego życie, jego los w głównej mierze zależą od Boga, dawcy wszystkiego. Bardzo ważne w czasach,  gdy wielu ludzi nie potrzebuje Boga, gdyż uważają się za samowystarczalnych. Złudzenie, cóż..
Boże hierarchie wartości są zupełnie inne od ludzkich. Uczeń Chrystusa swoje nawrócenie powinien zacząć właśnie od ich przyjęcia.
Bez zdrowych korzeni roślina silna nie będzie. Bez mocnego fundamentu dom łatwo popada w ruinę. Czy to jasne? No, może dziś należałoby użyć innego obrazu, rodem z medycyny :-) bez uleczenia przyczyn leczenie objawów choroby niewiele da. W każdym razie przesłanie tych porównań jest jasne: gdy nasza religijność nie ma mocnych podstaw, byle problem sprawi że wyschnie, że upadnie, że mimo ciągłego leczenia ciągle będzie chora.
A tą podstawą jest zawsze to samo: autentyczne postawienie Boga na pierwszym miejscu. Liczenie się z Nim, z tym, co mówi, czego wymaga. Inaczej wszelkie niby wysiłki to tylko pudrowanie brzydoty.
Dwie drogi. Jedna ku szczęścia namiastkom, druga do szczęścia prawdziwego i wiecznego. Którą wybrać? Chyba nie ma wątpliwości.
Ludzie, nie zawsze zastanawiają się dokąd ich droga która idą prowadzi. Wystarcza im, że jest łatwa. Chrześcijanin zaś...  Cóż, nie musi wybierać dróg trudnych, ale zawsze drogi prawości. Nawet jeśli są trudne.
Lepiej być człowiekiem ubogim, ale prawym, niż opływającym we wszelkie dostatki, a łotrem. Wcześniej czy później - najpóźniej w dzień Sądu Ostatecznego - okaże się, że nieprawość tak naprawdę nie popłaca. Że może daje wiele tu i teraz, ale na dłuższą metę... A inne wyzwania czytań tej niedzieli?
 
 
1
 
 
W dzisiejszym numerze
- Klucz do Ewangelii św. Łukasza"
- Komentarze do czytań przygotowane przez Bractwo Słowa Bożego
- Nasz wolny wybór
- Nadzieja
- „Ballada o szczęściu”
- Brak pokory jest w Kościele na porządku dziennym
- Abp Adrian Galbas złożył życzenia na Walentynki
- Arcybiskup wprost do Muska: ożeń się i kochaj mamę swoich dzieci
- O godności Najświętszego Sakramentu i stanu kapłańskiego głos umiłowanego
- Nowe ruchy religijne, a ufologia
- Serce Europy coraz zimniejsze
- Jak gęsi
- Historia o tym, jak św. Walenty "zmusił" mnie do ślubu
- Święci Juliana, Daniel, Eliasz, Izaak, Jeremiasz, Samuel
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 3

Klucz do Ewangelii św. Łukasza"

Tak sobie myślę, że to jeden z najważniejszych fragmentów Ewangelii. Kilka wersów, a jakże znamiennych. Wzywają nas one do zasadniczej korekty podstawowych pojęć: co znaczy życie, a co śmierć, szczęście i nieszczęście, błogosławieństwo i przekleństwo, co jest dobre, a co złe, co skuteczne, a co zupełnie nieskuteczne. Ta Ewangelia bardzo ostro koryguje nasze myślenie. Szczęśliwi są ubodzy i ci, co głodują; szczęśliwi są ci, którzy płaczą, i ci, którzy są prześladowani.

Biada tym, którzy mają i są syci; biada tym, którzy się śmieją i tym chwalonym przez wszystkich. Tu dokonuje się jakieś zasadnicze przewartościowanie i objawia zupełnie inny porządek. Kogo Bóg wybiera i za kim staje?

Kardynał Grzegorz Ryś - "mateusz.pl"

 4


Komentarze do czytań przygotowane przez

Bractwo Słowa Bożego

Komentarz do pierwszego czytania

 W dzisiejszym czytaniu i psalmie człowiek porównany jest do drzewa. W Ziemi Świętej drzewo rosnące blisko wody miało szansę na życie i owocowanie, a oddalone od wody – usychało. To obraz naszej relacji z Bogiem – źródłem życia. Jak blisko jestem Boga? Czy zakorzeniam się w Jego słowie, czerpię z niego radość i siłę? Psalm 73 mówi: „Mnie zaś dobrze jest być blisko Boga”. Gdzie szukam oparcia – w ludziach, w sobie, czy w Panu?

Jeremiasz ukazuje dwie postawy: człowieka pokładającego nadzieję w ludziach, który jest jak krzew na pustyni – samotny i pozbawiony przyszłości oraz tego, który ufa Bogu – jak drzewo zasadzone nad strumieniem, które nawet w suszy nie usycha i przynosi owoc. Ufność w ludzi czy swoje siły jest zawodna, ale korzenie w Bogu dają trwałość i duchową obfitość.

Nie oznacza to życia bez trudności – susze i kryzysy przychodzą, ale człowiek zakorzeniony w Bogu czerpie z niekończącego się źródła miłości i przynosi owoce: pokój, cierpliwość, miłość. Jakie są moje korzenie? Czy szukam „strumienia” Bożej łaski w modlitwie i sakramentach?

Jezus Chrystus jest wypełnieniem tego obrazu – to On jest „żywą wodą”, która zaspokaja pragnienie duszy. Wzywa nas, byśmy trwali w Nim i przynosili owoc obfity. Czy ludzie wokół mnie widzą świadectwo nadziei i miłości, które daje tylko On? Jezus jest naszym strumieniem wody żywej, który nigdy nie wysycha – w Nim znajdziemy życie i siłę.

 Komentarz do psalmu

 Psalm także ukazuje dwie drogi życia: drogę sprawiedliwego, zakorzenionego w Bogu oraz drogę grzesznika, oddzielonego od Niego. Autor wzywa do wyboru ścieżki, która prowadzi do prawdziwego szczęścia, opartego na medytacji nad prawem Bożym. Tylko życie zgodne z Jego słowem daje trwałą radość, pomyślność i błogosławieństwo.

Prawdziwe szczęście nie polega na szukaniu przyjemności i sukcesu, ale na wiernym trwaniu w relacji z Bogiem. Osoba, która „rozmyśla nad Prawem Pana dniem i nocą”, czerpie siłę z Jego słowa i jest jak drzewo zasadzone nad wodą – silna, owocująca i trwa w wierze.

Z drugiej strony, życie oddzielone od Boga przypomina plewę, która nie ma żadnej wartości i jest unoszona przez wiatr. Psalm ostrzega nas przed zwodniczym blaskiem grzechu i przypomina o wiecznych wartościach.

Zakończenie psalmu zapewnia, że Bóg zna drogę sprawiedliwych. Choć życie w wierności Bogu nie zawsze jest łatwe, możemy mieć pewność, że On nas prowadzi do pełni życia. To zaproszenie, by codziennie oddawać Mu nasze życie i ufać Jego prowadzeniu.

 Komentarz do drugiego czytania

 W dzisiejszym czytaniu św. Paweł przypomina, że zmartwychwstanie Jezusa to fundament naszej wiary. Bez tego wydarzenia nasza nadzieja na życie wieczne byłaby złudna. Zmartwychwstanie otworzyło nam nową perspektywę życia, pokazując, że nie jesteśmy tylko ciałem i tymczasowymi sprawami, ale mamy wieczność, która zaczyna się w dniu naszego chrztu.

Zmartwychwstanie nie jest tylko przeszłością, ale żywą rzeczywistością, która przemienia nasze życie. Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, nasza wiara byłaby bez sensu. Jednak dzięki zmartwychwstaniu mamy pewność, że także my zostaniemy wskrzeszeni do życia wiecznego. Śmierć nie jest końcem, ale przejściem do pełni życia z Bogiem.

Zmartwychwstanie Jezusa daje sens naszym codziennym trudom i cierpieniom. To zaproszenie do życia z perspektywą wieczności. Wiara w Jego zmartwychwstanie powinna przemieniać nasze życie, dając nadzieję na pokonanie trudności. Jezus żyje, a to zmienia wszystko w naszym życiu – nasze prace, ofiary, radości. Czy pozwalam, by moc zmartwychwstania Jezusa wpływała na moje życie?

 Komentarz do Ewangelii

 Ewangelia ukazuje Jezusa, który w tłumie ludzi, często ubogich i cierpiących, głosi błogosławieństwa, które wywracają nasze ziemskie wartości. W świecie, gdzie sukces, bezpieczeństwo i bogactwo uchodzą za oznaki błogosławieństwa, Jezus mówi, że to ubodzy, płaczący i prześladowani są prawdziwie błogosławieni. To przesłanie może nas niepokoić, bo pokazuje, że Boża perspektywa jest inna niż nasza. Jezus nie twierdzi, że ubóstwo, cierpienie czy głód są dobre same w sobie, ale że w takich doświadczeniach może kryć się bliskość Boga, który obdarza błogosławieństwem tych, którzy Mu ufają.

Błogosławieństwo nie zależy od tego, co posiadamy, lecz od naszej otwartości na Boga. Ubodzy w duchu to ci, którzy nie pokładają nadziei w rzeczach materialnych, lecz w Bogu. Płaczący mają serca pełne współczucia, a prześladowani za Jezusa mogą stracić wszystko, ale zyskują wieczność. Jezus pragnie, abyśmy żyli wolni od lęku i fałszywego przekonania, że szczęście można znaleźć bez Niego.

Kiedy Jezus mówi: "Biada wam, bogaczom", nie oznacza to, że posiadanie jest grzechem, ale że serce może zostać oddzielone od Boga przez przywiązanie do dóbr materialnych. Jezus przestrzega, że życie skupione na tym, co przemija, prowadzi do duchowej pustki.

Ten fragment zaprasza nas do rewizji życia: na czym budujemy swoje szczęście? Czy żyję zaufaniem do Boga, czy szukam poczucia bezpieczeństwa w rzeczach materialnych? Jeśli czujesz się przywiązany do tego, co przemija, oddaj to Jezusowi. Jeśli cierpisz, On widzi twoje łzy i obiecuje być blisko tych, którzy są złamani na duchu.

Aby żyć tym przesłaniem, zaufaj Bogu w prostocie, proś Ducha Świętego, aby uwolnił cię od pokusy szukania szczęścia w rzeczach materialnych. Dziel się z innymi, nie tylko materialnie, ale także czasem i sercem. Patrz na świat oczami Jezusa i dostrzegaj tych, których świat odrzuca. Możesz być świadkiem Bożej miłości tam, gdzie inni widzą tylko pustkę.

Komentarze zostały przygotowany przez s. Tomaszę Potrzebowską CSC

 6

Nasz wolny wybór

1. Wątek epifanijny można jeszcze dostrzec w czytaniach tej niedzieli o tyle, że mówią one o sprawach podstawowych, niepoznawalnych bez Objawienia. Ale silniej dochodzi do głosu przygotowanie wielkopostnej tematyki, apelującej do naszej woli. Trzeba będzie zacząć Wielki Post jako rekolekcje całego Kościoła od przypomnienia, że człowiek dysponuje wolną wolą, od której zależy jego wieczność. Nadzieja osiągnięcia zbawienia jest zakotwiczona przede wszystkim w Bogu, a więc w Jego zbawczym planie, obejmującym najważniejszy fakt paschalny – zmartwychwstanie Chrystusa jako źródło łaski. Jest ona również zawarta w obiecanym szczęściu wiecznym, którego zadatki już posiadamy. Nadzieja wiernych jest żywa, gdy z wszystkim tym się oni liczą, i kierują odpowiednio właściwym wyborem dokonywanym wśród przeciwieństw wykluczających się wzajemnie. W języku biblijnym wyrażają to dziś powtarzające się określenia: albo błogosławieni, albo przeklęci w wymiarze eschatologicznym.

 2. Urywek z Jeremiasza jest sentencją typu mądrościowego, nierzadką u proroków, do czego analogii w Starym Testamencie jest sporo. I tak sam dwudział szczęście–nieszczęście, tylko w odwrotnej kolejności, jest treścią Ps 1, w którym wiersz 3 kreśli taki sam obraz człowieka szczęśliwego, który pokłada ufność w Jahwe. Podobne porównanie z drzewem znajdujemy w Ps 52,10. Odwrotnie – zagrożenie bytu rośliny przedstawia Jr 48,6. O skutkach porzucania ufności w Bogu mówią Ps 118,8; 146,3. Odstraszającym przykładem pokładania ufności tylko w sobie jest asyryjski król Sennacheryb, pyszałek i bluźnierca, który marnie kończy (por. 2 Krn 32,1–21). Powodem umieszczenia tej sentencji przez Jeremiasza tu­taj, po omówieniu grzechów królestwa Judy, mogła być nagana postępowania ostatniego króla judzkiego Sedecjasza, ufnego w po­moc tylko ludzką, co miało zgubne skutki dla niego i dla państwa.

 Urywek Pawłowy pochodzi z Pierwszego Listu do Koryntian, z roz­działu 15 poświęconego tylko sprawie zmartwychwstania ciała. Była to prawda wiary szczególnie trudna dla Greków będących pod wpływem idei orfickich i platońskich, które oceniały ciało jako więzienie duszy. Ten urywek omawia doniosłość następstw samego faktu zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. W związku z pozostałymi czytaniami z całego wywodu Kościół czyta dziś jedynie słowa, które ukazują stojącą przed każdym alternatywę albo – albo, jaka łączy się z wiarą w zmartwychwstanie tak Jezusa, jak naszego. Jeśli tę wiarę przyjmujemy, otwiera nam ona drogę do usprawiedliwienia przez Boga, a potem do powstania z martwych wraz z Jezusem Chrystusem. Natomiast kiedy ją odrzucamy, tym samym stwierdzamy, że kerygmat apostolski głosił fałsz wbrew Bogu i pozostajemy, jako nie odkupieni, w dawnych grzechach. Ta alternatywa ukazuje, jak niezbędna jest ta prawda.

 Osiem błogosławieństw z Kazania na górze u św. Mateusza (5,1–12) ma Łukaszowy odpowiednik dziś czytany, tekst prawdopodobnie bardziej pierwotny, który tym się różni od tamtego, że inaczej posługuje się schematem ósemki (4+4). I tak po wyliczeniu 4 grup błogosławionych (można tłumaczyć też „szczęśliwych”) podaje kontrastowe czterokrotne biada pod adresem beztroskich miłośników życia tylko doczesnego. Te kontrasty nie do pogodzenia da­ją Kościołowi sposobność do podkreślenia jeszcze raz, że koniecznym następstwem wyboru w takiej alternatywie będzie szczęście albo nieszczęście u kresu dwóch sprzecznych ze sobą dróg życia. Znamienne jest powtórzenie dwukrotne słowa teraz zarówno wśród błogosławieństw, jak wśród „biada”. Widać stąd, że ocena działania ludzkiego przez Boga będzie eschatologiczna i nieodwołalna. Doczesność jest dla jednych pułapką, dla drugich zaś okazją do zdobycia szczęścia wiecznego w pełnej fazie królestwa Bożego.

 3. Główna myśl tak dobranych czytań (por. pkt 1), wyrażona w powyższym tytule niedzieli, dotyczy odpowiedzialności naszej wolnej woli za ostateczny, decydujący o wieczności, bilans życia, które upływa wśród nieuniknionych kontrastów. Bilans ten będzie konsekwentnym wynikiem dokonywanych przez nas wyborów zawsze w końcu między dwiema wykluczającymi się wzajemnie możliwościami. Zasadą dokonywanego wyboru, jeśli ma być on błogosławiony, jest stawianie na skalę wartości przez Boga objawioną, która nie wydaje się oczywistą, zwłaszcza że doczesność potrafi fascynować i usidlać. Opieranie się wówczas na Bogu – to właśnie nadzieja. Jest ona bezpieczną ścieżką wiodącą nas wśród nieuniknionych kontrastów życia. Nie darmo wywiad Messoriego z Ojcem św. otrzymał tytuł: „Przekroczyć próg nadziei”. „Martwą nadzieją” (A. Duval) jest każda nadzieja tylko doczesna. Natomiast Bóg przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei (1 P ,3).

 4. Na podstawie punktów 1 i 3 homilia może rozwinąć trzy podane dziś kontrasty w kolejności: śmierć a zmartwychwstanie, życie według błogosławieństw z Ewangelii a zgubna doczesność, podstawą nadziei Bóg a nie człowiek. Każdy kontrast trzeba zilustrować przykładami, najlepiej biblijnymi. Pierwszy kontrast – słowa Pańskie (J 6,53n; 11,25) i Pawłowe (Flp 3,8–11) o zmartwychwstaniu jako o procentującym zadatku życia wiecznego. Drugi – jak myśl o niebie mogła u świętych wpływać realnie na wybory życiowe, by wartość czynów nie została utracona, gdy doczesność z góry skazana jest na przemijanie (2 Kor 4,17n). Burmistrz Florencji La Pira pocieszał smutnych kolegów: „Czego się martwisz? Czy Chrystus nie zmartwychwstał?!” Trzeci – nadzieja w człowieku wbrew emocjom zawodzi, skoro nekrologi poległych żołnierzy niemieckich stale głosiły „poległ z niezachwianą wiarą w Führera”. Szczątki Stalina usunięto, a zwłoki Mussoliniego zhańbiono. A nadzieja w Bogu – nigdy nie zawodzi.

 Augustyn Jankowski OSB - "wiara.pl"

  7

Nadzieja

Wybrałem się kiedyś z braćmi na Sławkowski Szczyt. 1500 metrów w pionie i ponad pięć godzin podchodzenia monotonną trasą przez siedem kilometrów w górę sprawiło, że wielu ludzi zawracało w połowie drogi. Nam się udało, a nagrodą były wspaniałe widoki. Przypomniała mi się ta wyprawa, bo słowa, które Jezus dzisiaj wypowiada, brzmią jak przemowa wytrawnego alpinisty, który stojąc u podnóża góry, zachęca swoich uczniów do wymagającej wspinaczki. Obiecuje, że na szczycie czeka ich wielka duchowa nagroda: życie w królestwie Bożym, doświadczenie nasycenia i radości.

 Problem polega na tym, że często zamiast myśleć o celu, skupiamy się wyłącznie na trudach drogi. Dlatego potrzeba nam cnoty nadziei, „dzięki której pragniemy jako naszego szczęścia królestwa niebieskiego i życia wiecznego” (KKK 1817). Cnota nadziei to łaska, którą Bóg wlewa w naszą wolę. Nie da się jej odziedziczyć i nie da się jej zdobyć samemu, ale można o nią prosić. Papież Benedykt XVI napisał, że „pierwszym istotnym miejscem uczenia się nadziei jest modlitwa” (Spe Salvi 32). Wydaje się, że do tego zachęca nas także Święty Paweł. Wyjaśnia on Koryntianom, że jeżeli zwracamy się do Chrystusa tylko w sprawach doczesnego życia, to „jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania”.

 Oprócz modlitwy powinniśmy także pielęgnować w sobie wielkoduszność i pokorę. Według Świętego Tomasza z Akwinu właśnie te cnoty usposabiają nas do przyjęcia nadziei. Wielkoduszność sprawia, że człowiek pragnie rzeczy wielkich. Ten, kto pragnie jedynie własnej wygody i przyjemności, nigdy się nie przekona, czym jest prawdziwe człowieczeństwo i jakie ma możliwości czynienia rzeczy pięknych i dobrych. Takim ludziom Jezus mówi „biada”. Prorok Jeremiasz porównuje ich do dzikiego krzewu, który woli rosnąć na bezludnej pustyni niż nad strumieniem, gdzie nawet w czasie posuchy zachowuje liście i wydaje owoce. Pokora natomiast przypomina człowiekowi, że sam nic nie osiągnie. Nie szukajmy więc łatwiejszej drogi i nie próbujmy stwarzać własnego nieba na ziemi, ale naszą nadzieję pokładajmy w Panu.

 Jacek Pietrzak OP - "wdrodze.pl"


 6

„Ballada o szczęściu”

 Przed laty bardzo popularna wśród młodzieży katolickiej była piosenka zatytułowana „Ballada o szczęściu”, w której zwierzęta rozmawiały o tym, co znaczy być szczęśliwym. Piosenka kończy się tym samym pytaniem skierowanym do człowieka, który „siadł, w zadumę wpadł i nic nie odpowiedział”. Nie dziwi nas brak odpowiedzi ze strony człowieka, bo przecież gdyby to samo pytanie postawić dzisiaj komukolwiek z nas, pewnie mielibyśmy trudność z daniem na nie natychmiastowej odpowiedzi. Zapewne musielibyśmy chwilę zastanowić się, gdyby nas zapytano wprost: Czy jesteś szczęśliwy? Według słownika języka polskiego „szczęście to uczucie wielkiego zadowolenia, radości, pomyślny los, powodzenie, czy splot pomyślnych okoliczności”. Wiemy jednak z doświadczenia, że człowiek na przykład pozbawiony nóg, w wyniku wypadku, może być czasem o wiele bardziej szczęśliwy, niż ktoś, kto posiada wielkie majętności, cieszy się dobrym zdrowiem i wydaje się, że wszystko układa się po jego myśli. Znane są historie ludzi sławnych, bogatych, zasobnych we wszystko, którzy w przypływie szczerości wyznawali, że są nieszczęśliwi. Czasem kończyło się to nawet samobójstwem. Szczęście nie zależy od tego co się posiada, ani od warunków zewnętrznych. Nie polega też na dostarczaniu sobie przelotnych przyjemności. Martin Seligman, psycholog z Uniwersytetu w Pennsylvanii, który prowadził liczne badania na temat poczucia szczęścia, dowiódł, że zaspokajanie zachcianek, sprawianie sobie przyjemności czy szukanie tzw. odskoczni od codzienności daje jedynie chwilowe poczucie szczęścia. Długotrwałe szczęście nie zależy od zewnętrznych zdarzeń. Trzeba znaleźć je w sobie.

Dzisiejsze Słowo Boże zdaje się odkrywać przed nami tajemnicę szczęścia. Już w pierwszym czytaniu prorok Jeremiasz, uciekając się do pięknych obrazów: dzikiego krzaku na stepie i drzewa zasadzonego nad wodą, które swoje korzenie wypuszcza ku strumieniowi. Za pomocą tych dwóch obrazów Jeremiasz mówi o dwóch typach ludzi, określając ich jednoznacznie: mąż przeklęty i mąż błogosławiony, czyli szczęśliwy. O pierwszym z nich mówi, że nawet nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście. Dla Jeremiasza podstawą rozróżnienia jest to, w czym człowiek pokłada nadzieję: w sobie i w tym co posiada, czy w Panu Bogu? Do kogo zwraca swoje serce: do Boga, czy do siebie samego? Jeremiasz nie ma wątpliwości: „Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją” (Jr 17, 7). Te właśnie słowa śpiewaliśmy jako refren Psalmu Responsoryjnego: „Szczęśliwy jest człowiek, który ufa Panu!” (por. Ps 40(39), 5a „Szczęśliwy mąż, który złożył swą nadzieję w Panu”).

  W odczytanym fragmencie Ewangelii Św. Łukasza sam Jezus opowiada o tym, jakich ludzi uważa za szczęśliwych i dlaczego. Błogosławieni (gr. makarioi – μακάριος) dosłownie znaczy „szczęśliwi”. Rzeczownik ten pojawia się w greckim tłumaczeniu Pisma Świętego łącznie 123 razy z tego aż 17 w pismach Łukasza. Żeby dobrze zrozumieć słowa Jezusa trzeba uświadomić sobie, że błogosławieństwa nie są przykazaniami. To znaczy, że aby posiąść szczęście, koniecznie trzeba stać się ubogim, głodnym, pogardzanym, smutnym. Jezus nigdzie nie chwali ubóstwa, płaczu, smutku i wszelkiego rodzaju cierpienia, lecz mówi o ludziach ubogich, czyli głodnych, płaczących, pogardzanych. Jezus w żadnym wypadku nie każe nam być smutnymi, nieśmiałymi czy głodującymi, jakby to sam smutek, głód i ubóstwo gwarantowały szczęście. Mówi o tych, którzy w takim stanie znajdują się dzisiaj, którzy doświadczają braków, przykrości, smutku, pogardy. Czy taki ktoś może być szczęśliwy? Może, ponieważ obietnica Jezusa sięga dalej niż nasza doczesność, nie pomija tego, co tutaj, ale ukazuje perspektywę wieczności.

  Nie przypadkiem drugie czytanie, z listu Św. Pawła do Koryntian mówi nam tak dużo o Zmartwychwstaniu. Św. Piotr napisze: „On (Bóg) w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei” (1 P 1, 3). To dzięki tej nadziei, opartej na zaufaniu pokładanym w Chrystusie, już jesteśmy uczestnikami obietnicy – szczęścia, które będzie trwać wiecznie.

  Wyjaśnijmy jeszcze czym są ewangeliczne „biada”. Wypowiadane przez Jezusa biada nie jest przekleństwem. Jest raczej ostrzeżeniem. Jest słowem bólu z powodu napotkanego oporu, obojętności. To słowo pada z ust Jezusa wtedy, gdy spotyka się zamkniętymi, kamiennymi sercami. Słyszą je ludzie z religijnych elit – faryzeusze, nauczyciele Pisma, przywódcy ludu. Parafrazując, można by je zastąpić pełnym troski wyznaniem „Żal mi was...”. Żal mi was, bogacze, bo odebraliście już pociechę waszą. Żal mi was, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Żal mi was, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Oby nigdy Jezus nie musiał swojego biada kierować w naszą stronę.

o. Piotr Andrukiewicz CSsR - "redemptor.pl"

Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów obecnie przełożony domu zakonnego w Łomnicy-Zdrój oraz Przewodniczący Centrum Apostolstwa i Duchowości Redemptorystów (CADR) – Łomnica-Zdrój

 

 8

Brak pokory jest w Kościele na porządku dziennym

Zdjęcie przerąbanej siekierą książki noblistki Olgi Tokarczuk, twarz premiera rządu wtłoczona komputerowo w mundur esesmana, zakłócenie ciszy upamiętniającej ofiary przez polityka mającego poparcie setek tysięcy Polaków, nienawistne posty o migrantach i wulgarne komentarze o muzułmanach. Takie obrazki mignęły mi przed oczami, gdy przeglądałem ostatnio media społecznościowe.

 Mój daleki krewny, kiedyś milicjant, dziś emeryt patriota, na moje pytanie, czy oglądał program „Reporterzy” w TVP1, odpowiedział mi, że odkąd ta stacja telewizyjna przestała być polska, nie ogląda jej. Zadaję sobie pytanie, czy to jest patriotyzm? Nie tak go rozumiem.

 Potrafię zachwycać się czymś, z czym się nie utożsamiam, nie tracąc, lecz zyskując. Mogę podziwiać kulturę innych narodów nie odnajdując w nich niczego, co jest mi bliskie. Potrafię odnaleźć wiele inspiracji w religiach, w które nie wierzę. Entuzjazm kibiców drużyny przeciwnej, folklor ludowej pobożności z drugiego krańca ziemi, piękno dzieł sztuki stworzonych przez artystów o wątpliwej postawie moralnej. Wszystko to ma wartość, którą potrafię docenić mimo, że nie jest moje i nie ma nic wspólnego z moimi politycznymi i religijnymi poglądami. Nie pojmuję ludzi, którzy cenią tylko to, co jest im bliskie i pod czym mogliby się podpisać. Resztę uważają za wrogą i zagrażającą im rzeczywistość.

 Psychiatra Iain McGilchrist nazywa postawę takich ludzi aroganckim indywidualizmem i brakiem pokory, które mogą doprowadzić naszą cywilizację do upadku. Przypomnę, że arogancja to zuchwałość i lekceważące zachowanie wobec innych wynikające z przekonania o własnej wyższości. Arogancja połączona z indywidualizmem pozbawia człowieka jakiegokolwiek punktu odniesienia do rzeczywistości, w której żyje. Dlatego szuka autorytetów w czasach, które dawno minęły, w batalistycznych wyczynach naszego oręża i zmitologizowanych żołnierzach wyklętych. Martwi bohaterzy już nie zmienią zdania, już nikogo nie zdradzą. Są przez to bezpieczniejsi i można się w ciemno z nimi zgadzać. Nie tak rozumiem patriotyzm.

 Nie wyśmiewam wystąpień kandydatów na prezydenta, których poglądów nie podzielam. Każdy z nich miewa pomysły, które wydają mi się interesujące. Potrafię przyznać, że dzisiejsze wystąpienie Nawrockiego było świetne, a złożenie autografu na rękawicach bokserskich jednego ze zwolenników, bardzo mnie ujęło.

 Mój kolega nie zgadza się ze mną: „To ustawka!” – mówi. „No i czemu mi psujesz chwilę zachwytu nad tą niecodzienną sytuacją?” – odpowiadam. Spojrzał na mnie z politowaniem. Lubię i doceniam jego faworyta Trzaskowskiego i nie pastwię się nad nim, gdy coś mu nie wyjdzie. Czy nie można patrzeć na ludzi bez uprzedzeń?

 Aroganckie przekonanie o własnej wyższości zakłóca relacje między ludźmi i umacnia podziały, również w Kościele, a przede wszystkim odczłowiecza.

 Niemało jest w internecie komentarzy katolików wylewających pomyje na papieża Franciszka, a jeszcze więcej takich, których autorzy wiedzą najlepiej, jaki powinien być Kościół i jak powinni myśleć wszyscy katolicy – wszyscy bez wyjątku. Brak pokory jest w Kościele na porządku dziennym. Wydawałoby się, że biskupom łatwiej rozmawiać z przedstawicielami innych religii niż z własnymi wiernymi.

 „Przydałby się tydzień albo chociaż dzień modlitw o jedność katolików, bo na razie to tak wygląda, że o ile z Żydami, protestantami czy muzułmanami jesteśmy w stanie się spotykać, to o pewnych spotkaniach wewnątrz Kościoła katolickiego można tylko pomarzyć” – napisał ks. Wojciech Węgrzyniak na portalu X.

 Zapatrzenie w siebie pozbawia człowieka umiejętności kontemplowania otaczającej rzeczywistości i czerpania satysfakcji z poznawania kogoś, kto inaczej patrzy na świat. Wielu nie wyobraża sobie funkcjonowania we wspólnocie, w której żyją i modlą się razem konserwatywni i postępowi katolicy, Polacy i nie Polacy. A taką zróżnicowaną wspólnotą jest od wielu wieków zakon jezuitów, który już 40 lat jest moim domem. To oczywiście stwarza trochę trudności w przestrzeni medialnej, gdy dziennikarze i ich odbiorcy próbują coś ugrać na różnicy zdań między księżmi lub wręcz linczują kogoś, tylko dlatego, że nie mieści się w ich utartych schematach. Po co te hejty i przepychanki?

 Patriotyzm to nie batalistyczny romantyzm i walka na śmierć i życie w obronie własnych poglądów. Tradycja, w której się wychowałem, to nie podział na „naszych” i „obcych” ani przekonanie o wyższości moich uczuć religijnych. Tęsknię za wspólnotą wiary, która otwiera drzwi, a nie zamyka, za krajem, w którym ceniona jest pokora, a nie buta. Patriotyzm to gościnność, dbałość o piękno ojczystej mowy, kraj „gdzie kruszynę chleba / Podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Dla darów Nieba” (Norwid). Szacunek dla pracy i respekt wobec natury, „gdzie winą jest dużą / Popsować gniazdo na gruszy bocianie” (Norwid).

 Marzy mi się patriotyzm wolny od arogancji i braku pokory. I nie jestem jedynym takim marzycielem.

Wojciech Żmudziński SJ - "deon.pl"

 9

 Abp Adrian Galbas złożył życzenia na Walentynki.

Mówił o "jednym z najbardziej smutnych zdań"

"Miłość wymaga uwagi, troski i cierpliwości" - mówi abp Adrian Galbas w specjalnym nagraniu na walentynki, które można obejrzeć w mediach społecznościowych portalu Stacja7. Życzenia metropolity warszawskiego są dostępne na YouTube, Instagramie i TikToku.

 "Kiedyś kochałem cię miłością czystą i szczerą a teraz to są już tylko nadgodziny" - to jest jedno z najbardziej smutnych zdań. Oby to nie była historia nikogo z nas. Oby to nie było zdanie, które powiedzielibyśmy o sobie - mówi abp Adrian Galbas.

9

Życzy wszystkim zakochanym, by ich zakochanie przerodziło się w miłość. Wszystkim, którzy kochają - aby bardzo tego strzegli, bo miłość wymaga uwagi, troski i cierpliwości. A wszystkim odkochanym - aby nie tracili nadziei, że miłość przyjdzie znowu.

 Zobacz także Abp Galbas podzielił się bardzo osobistą historią. ''To był jeden z ludzi, który najwięcej mi w życiu dał''

Źródło: KAI / pk

 

 10

 Arcybiskup wprost do Muska:

ożeń się i kochaj mamę swoich dzieci

Arcybiskup San Francisco Salvatore Cordileone, wyraził uznanie dla prorodzinnych deklaracji Elona Muska. Jednocześnie zwrócił się do jednego z czołowych przedstawicieli administracji Trumpa, zachęcając go do poślubienia matki swoich dzieci.

     Arcybiskup San Francisco, Salvatore Cordileone, pochwalił prorodzinne wypowiedzi Elona Muska, jednocześnie zachęcając go do zawarcia małżeństwa z matką jego dzieci.

    Musk, znany z promowania rodzin wielodzietnych, ma dwanaścioro dzieci z trzema kobietami i określa siebie jako „kulturowego” chrześcijanina.

    Arcybiskup podkreślił znaczenie małżeństwa i rodziny, przypominając, że publiczne deklaracje powinny iść w parze z osobistym przykładem.

 Arcybiskup do Muska: ożeń się i kochaj mamę swoich dzieci

 W swoim poście hierarcha, komentując słowa Muska zachęcające do posiadania potomstwa, stwierdził: „To jest piękne. Ale najpierw się ożeń i kochaj też mamę swoich dzieci”. W kolejnym poście abp Cordileone dodał, że „możemy podziękować mu za jego publiczną służbę i wciąż przypominać sobie, że małżeństwo ma znaczenie”.

 Arcybiskup zareagował na post Muska na platformie X opublikowany 7 lutego. Zawierał on film przedstawiający Muska siedzącego z jednym ze swoich 12 dzieci oraz słowa „dzieci zdecydowanie czynią mnie najszczęśliwszym”.

 Prorodzinny Elon Musk

 Musk jest znany z tego, że opowiada się za rodzinami wielodzietnymi i ostrzega przed zapaścią demograficzną. Lubi też zabierać jedno lub kilkoro swoich dzieci na swoje liczne wystąpienia publiczne. Często są noszone na jego ramionach.

 53-latek ma dwanaścioro dzieci z trzema kobietami. Jedno dziecko zmarło jako niemowlę. Publicznie mówił o tym, jak to wydarzenie głęboko go naznaczyło. Choć nie należy do żadnej wspólnoty religijnej, w zeszłym roku powiedział komentatorowi Jordanowi Petersonowi, że identyfikuje się jako „kulturowy” chrześcijanin i wierzy, że nauki Jezusa są „dobre i mądre”.

Elon Musk o synu i „wirusie woke”

 Nie usprawiedliwia to jednak jego wielokrotnych rozwodów i dzieci nieślubnych. Powiedział również że jego syn Xavier „nie żyje, zabity przez umysłowego wirusa woke” po tym, jak „przeszedł transformację”.

 Urodzony 28 czerwca 1971 roku Elon Musk pochodzi z Południowej Afryki. Wychował w stołecznej Pretorii, w rodzinie o mieszanym pochodzeniu etnicznym. Jego ojciec, inżynier Errol Musk, urodził się w Południowej Afryce jako syn Brytyjki i Południowoafrykańczyka, natomiast matka, modelka i dietetyczka Maye Musk, ma po ojcu amerykańskie pochodzenie i przyszła na świat w Kanadzie. Jego rodzice rozwiedli się w 1980 roku.

Źródło: KAI / tk

 

 10

O godności Najświętszego Sakramentu

i stanu kapłańskiego głos umiłowanego

1. Choćbyś miał czystość aniołów i świętość Jana Chrzciciela, nie byłbyś godzien przystępować do Sakramentu Ołtarza ani go udzielać. Bo nie zasługi człowieka pozwalają mu święcić i udzielać Sakramentu Chrystusowego, i spożywać pokarm anielskiego chleba Ps 78(77),25.

 Wielka to posługa i godność kapłanów; otrzymali to, czego nie dano aniołom. Bo tylko kapłani wyświęceni przez Kościół mają prawo konsekrować Ciało Chrystusa.

 Kapłan jest jakby pomocnikiem Bożym posługującym się słowem Boga za Jego rozkazaniem i ustanowieniem, ale to Bóg jest prawdziwym sprawcą i niewidzialnym szafarzem, Jego woli podlega wszystko, a co rozkaże, to się stanie Mdr 12,18.

 2. Powinieneś przeto więcej niż własnym zmysłom i oznakom widzialnym wierzyć Bogu wszechmogącemu w tym najświętszym Sakramencie 1 Tm 4,16. Z drżeniem i czcią przystępuj do tego aktu. Miej się na baczności i pamiętaj, jaka to posługa została ci powierzona przez włożenie rąk biskupa 1 Tm 4,14.

 Oto zostałeś kapłanem, uświęconym do sprawowania Sakramentu, uważaj więc, abyś wiernie i nabożnie składał w określonej porze ofiarę Bogu, a sam pozostawał zawsze bez skazy Lb 9,13.

 Nie ulżyłeś sobie ciężaru, ale związałeś się jeszcze silniej więzami posłuszeństwa i jakby przymusem większej i doskonałej świętości.

 Kapłan powinien jaśnieć wszystkimi cnotami i dawać ludziom wzór dobrego życia Tt 2,7. Kapłan nie powinien wybierać dróg pospolitych, jakie wystarczają innym ludziom, ale sam przestawać z aniołami w niebie Flp 3,20, albo z najdoskonalszymi ludźmi na ziemi.

 3. Kapłan odziany w szaty liturgiczne jest zastępcą Chrystusa i tak modli się do Boga żarliwie i pokornie, i za siebie, i za cały lud Hbr 5,3; 7,27. Na przodzie i z tyłu nosi na szatach znak krzyża Pańskiego, aby pamiętał zawsze o męce Chrystusowej. Z przodu ma na ornacie krzyż, aby szukał pilnie śladów Chrystusa i starał się kroczyć za Nim gorliwie. Za sobą ma znak krzyża, by krzywdy od ludzi doznane umiał znosić cierpliwie dla Boga 1 P 2,21.

 Przed sobą nosi krzyż, aby ubolewał nad własnymi grzechami, za sobą, aby z całym współczuciem opłakiwał grzechy bliźnich. Kapłan musi wiedzieć, że jest po to, aby stać pomiędzy Bogiem i grzesznymi ludźmi.

 Oby nie ochłódł w modlitwie i świętej ofierze tak długo, aż wyjedna dla innych łaskę i miłosierdzie.

 Gdy kapłan odprawia Mszę świętą, sławi Boga, raduje chóry aniołów, buduje Kościół Boży, wspomaga żywych, umarłym wyprasza odpoczywanie i sam staje się uczestnikiem tych wszystkich dobrodziejstw.

Tomasz a Kempis, - "O naśladowaniu Chrystusa"

 

 11

Nowe ruchy religijne a ufologia

Memorandum Małopolskiego Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych.

Dotyczy: Stanowisko badaczy NOLi w kwestii ufologia a religia i ufologia a sekty

 Jednym z największych problemów, z jakimi boryka się światowa ufologia, jest sprawa stosunku do sekt i ruchów religijnych, opartych o wszelakie aspekty "wiary w obce istoty" i związanych z tym ideologii. Również Polska nie jest tu wyjątkiem.

 W naszym kraju, niejeden raz, organizacje ufologiczne i ich członkowie oskarżani byli o powiązania z sektami lub nawet o ich tworzenie. Aby wyjaśnić to nieporozumienie, należy sięgnąć do korzeni tego problemu.

 Sytuacja ta związana jest zapewne z niewiedzą i złą interpretacją badań NOLi przez społeczeństwo. Ufologię, powszechnie uważa się za dziedzinę zajmującą się analizą zjawiska UFO, lecz skrót "UFO" jest jednoznacznie wiązany z obcymi, inteligentnymi istotami, prościej: z przedstawicielami pozaziemskich cywilizacji. Tymczasem jest to pierwszy i kardynalny błąd w postrzeganiu tego zjawiska, a co się z tym wiąże, także ogółu działań mających na celu jego badanie. Skrót "UFO" oznacza Niezidentyfikowany Obiekt Latający i w żaden sposób zjawisko to nie może być bezpośrednio wiązane z przejawem obecności nieznanych form inteligencji. Badania i analizy przypadków spotkań z NOLami różnego rodzaju dowodzą, że w grę wchodzi znacznie więcej różnych hipotez niż tylko "pozaziemska". Zdecydowanie nie można generalizować, szufladkując ufologię do dziedziny zajmującej się obcymi istotami - wówczas byłaby to alienologia, a nie ufologia. Jakkolwiek prawdą jest, iż wyniki pracy ufologów na całym świecie niezbicie wskazują na prawdziwość wielu relacji o spotkaniach z nieznanymi nam istotami, których gatunku, pochodzenia i zamiarów nie znamy. Oczywiście, w kręgach zajmujących się tą sprawą krąży wiele, mniej lub bardziej prawdopodobnych, teorii na ich temat. Społeczeństwo, zwłaszcza ludzie z pobudzoną, bujną fantazją, skłonnościami do poszukiwania sensacji, tworzą na ich podstawie fałszywy obraz rzeczywistości, ukazując jakoby każda manifestacja zjawiska NOL była przejawem działania istot pozaziemskich. Można powiedzieć, iż na przełomie XX i XXI wieku, pogląd ten stał się swoistą modą i niewiele ma on wspólnego z prawdą. Została stworzona osobna dziedzina kultury masowej, która opiera się właśnie o "wizerunek małego, szarego obcego".

 Równolegle z tym prądem kulturowym powstają radykalne środowiska opierające swój światopogląd na różnie interpretowanej "obecności istot pozaziemskich". Niezwykle często przybierają one charakter grup wyznaniowych, a dalej sekt, które, choć różne, zazwyczaj wykorzystują jeden wspólny motyw "zbawienia dzięki istotom z UFO", "ocalenia przed nadchodzącym kataklizmem". Tak jak w przypadku innych sekt, niezmiernie często chodzi o wyłudzanie pieniędzy i tworzenie nielegalnych interesów. W Polsce szczególnie niebezpieczne są dwa takie ruchy tzn. "Antrovis" i "Ruch raeliański".

 Jednocześnie, istnieje wiele pojedynczych osób, które choć nie tworzą zorganizowanych grup wyznaniowych, skupiają wokół siebie licznych "sympatyków". Są to zazwyczaj ludzie, którzy w przeszłości doświadczyli spotkań z NOLami, a teraz wykorzystują to do zarabiania pieniędzy, tworzą mity i okłamują ludzi, wyłudzając w ten sposób znaczne sumy. Nierzadko w grę wchodzi tu także motyw szeroko pojętego uzdrawiania.

 Ludzie Ci nie posiadają gruntownej wiedzy o zjawisku NOL i wszystkich jego aspektach. Bazują jedynie na szczątkowych i wybiórczych informacjach odnośnie tego fenomenu. Dzięki temu mają możliwość łatwej jego interpretacji na własną korzyść. Tworzą przez to subiektywny obraz rzeczywistości, oparty rzekomo, na badaniach ufologów, któremu ulega wiele osób. Przez takie działanie, grupy badań UFO są postrzegane właśnie jako ruchy wyznaniowe, bądź ich narzędzia, co oczywiście absolutnie nie jest prawdą.

 Kolejnym, ważnym aspektem tej sprawy jest naturalnie stosunek religii do ufologii. Wielokrotnie zdarzało się, że duchowni sprzeciwiali się prelekcjom, spotkaniom i pracy badaczy. W większości tłumaczyli to właśnie sektami lub sprzecznością "zjawiska UFO" z wiarą. Warto zaznaczyć, że dominujący w Polsce Kościół Rzymskokatolicki nigdy oficjalnie nie wypowiedział się na temat zjawiska NOL, natomiast interpretacja Pisma Świętego nie pozwala wysunąć wniosku o sprzeczności działań badawczych z tą religią. Nie ulega wątpliwości, że Kościół początków XXI wieku jest zainteresowany tym fenomenem, jednakże z braku jednoznacznie interpretowalnych faktów, nie zajmuje na ten temat oficjalnego stanowiska. Należy wyjaśnić, że nieprzychylną lub wręcz wrogą postawę, z którą spotykają się ufolodzy, prezentują zazwyczaj duchowni zajmujący niskie stanowiska w hierarchii kościelnej. Żaden z wysokich przedstawicieli Kościoła katolickiego nigdy nie zanegował zgodności badania obserwacji NOLi z kanonami wiary. Również teolodzy, nie znajdują podstaw by uznać za sprzeczne z religią, badanie NOLi w charakterze empirycznych zjawisk. Wielokrotne rozmowy z kapłanami pokazały nam wręcz odwrotną postawę, przychylności i aprobaty dla tych działań, jako kolejnego etapu odkrywania otaczającej nas rzeczywistości. Wspomniana wrogość wynika zazwyczaj z braku odpowiedniej wiedzy, wyciągania zbyt pochopnych wniosków, strachu, lub po prostu, jest osobistą postawą anty-UFO, przekładaną w tym wypadku na religię i nie znajdującą uzasadnienia z punktu widzenia Kościoła.

 Prawdziwe organizacje ufologiczne to grupy zajmujące się badaniem i analizowaniem obserwacji Niezidentyfikowanych Obiektów Latających, wyjaśnianiem potencjalnych mistyfikacji w tym zakresie, a także podawaniem możliwych naturalnych wyjaśnień lub innych hipotez. Praca ufologów polega także na popularyzacji tej tematyki i rzetelnym informowaniu o tym zjawisku społeczeństwa. Wszystko to wykonywane musi być z dużą dozą obiektywizmu, dociekliwości i ostrożności, nierzadko sceptycyzmu. W związku z częstym kojarzeniem grup ufologicznych z ruchami wyznaniowymi oświadczamy co następuje:

 Ufologia to dziedzina nauki lub paranauki i nie ma żadnego związku z jakąkolwiek religią.

 Organizacje ufologiczne nie są ruchami religijnymi, założenia oraz charakter ich działalności nie noszą takich cech.

 Na podstawie wieloletnich badań na całym świecie stwierdzamy, iż zjawisko UFO, samo w sobie, nie ma związku ze sferą sakralną i wszelkie próby bezpośredniego interpretowania go w ten sposób są błędne i nieprawdziwe.

 Jakkolwiek, niektóre z badanych przypadków dotyczą kontaktów ludzi z nieznanymi istotami na poziomie zmysłowym/ duchowym/ umysłowym, uważamy, że chociaż nie znamy ich natury i celu, nie należy ich wiązać z wydarzeniami religijnymi.

 Nie mamy żadnych powiązań z sektami opierającymi swoją ideologię o zjawisko UFO (np. "Antrovis", "Ruch raeliański"), nie współpracujemy z nimi i nie popieramy ich działań. Wręcz przeciwnie - uznajemy je za nieetyczne, nie mające uzasadnienia i dokonujące celowo nadinterpretacji zdarzeń z UFO oraz przedstawianych wyników ich analiz.

 Oficjalnie sprzeciwiamy się osobom, które wykorzystują przedstawiane przez nas fakty, materiały i wyniki badań w celach agitacji religijnych i tworzenia grup wyznaniowych.

Nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za skutki działań ufologicznych ruchów wyznaniowych.

 Wyrażamy nadzieję, że sytuacja w naszym kraju będzie się poprawiała i ufologia przestanie być błędnie postrzegana przez niektóre grupy społeczne jako ruch wyznaniowy, występujący przeciwko oficjalnym religiom. Nasze działania zmierzają do poznania istoty zjawiska NOL i fenomenów z nim związanych. W naszej pracy, kierując się przede wszystkim obiektywizmem i zdrowym rozsądkiem, dążymy do zgromadzenia jak największej ilości informacji o nieznanym, tak aby móc o nim rzetelnie informować społeczeństwo i zrozumieć jego charakter.

Robert K. Leśniakiewicz, Marcin Mioduszewski, Arkadiusz Miazga

Małopolskie Centrum Badań UFO i Zjawisk Anomalnych - "wiara.pl"

 

 12

Serce Europy coraz zimniejsze

 Szwajcarski rząd postanowił do 2026 roku zamknąć swoje granice dla zagranicznych adopcji. Holandia zrobiła to już wcześniej.

 Zastanawiają się nad tym Francja, Belgia i Norwegia. Powodem tych decyzji są „nieprawidłowości i nadużycia”, które stwierdzono w procesie adopcyjnym. Jak zauważyli prawnicy zasady przyjęte przez Haską Konferencję Prawa Prywatnego Międzynarodowego już nie zapewniają odpowiedniej kontroli procesu adopcji i bezpieczeństwa dzieci. Zamiast jednak zrewidować prawo i dostosować je do wyzwań współczesności, kolejne kraje decydują się na łatwiejsze rozwiązanie – zamknięcie swych drzwi dla adopcji. Wygrywa ekonomiczne podejście do sprawy, a nie dobro dziecka.

 Rząd Szwajcarii stwierdził, że nie opłaca mu się skomplikowana aktualizacja (czytaj: kosztowna) systemu kontroli dzieci przed nadużyciami, ponieważ w ubiegłym roku doszło w tym kraju do zaledwie 30 międzynarodowych adopcji. W praktyce oznacza to, że jeśli obecne przepisy nie są w stanie chronić dzieci przed ryzykiem nadużyć, lepiej zakazać adopcji. A dzieci czekające na kochających rodziców? Ich dobro schodzi na odległy plan. Niech pozostaną tam, gdzie są, bez rodziny, bez przyszłości, bez możliwości godnego dorastania w jakimś afrykańskim lub azjatyckim sierocińcu, bez szansy na naukę, na leczenie. Bez szansy na miłość.

 Organizacje rodzinne podniosły głos, przypominając, że każde dziecko ma prawo do życia w rodzinie. Nie można mu tego odbierać tylko dlatego, że system nie radzi sobie, albo nie chce poradzić, z trudnościami istniejącymi w weryfikowaniu bezpieczeństwa procesu adopcyjnego. Przy odrobinie dobrej woli na pewno znalazłoby się jakieś godne i skuteczne rozwiązanie. Zakazanie adopcji to upadek solidarności, to kapitulacja naszej cywilizacji. Adopcja jest pięknym obliczem rodzinnego i społecznego życia. Jest zaproszeniem do odwagi i hojności nie tylko dla samych rodziców, ale wszystkich, którzy im towarzyszą, w tym odpowiednich struktur państwa. Jest przykładem bezinteresownej miłości i otwartości na życie, tak bardzo potrzebnym w naszym coraz bardziej egoistycznym i zatomizowanym społeczeństwie, gdzie pies staje się „członkiem” rodziny, a finansowanie in vitro jest ważniejsze niż inwestycja w rodzinę. 

Beata Zajączkowska - "wiara.pl"


 13

Jak gęsi

Zaszyci w domach, siedzimy jak gęsi na polach, równie jak one zdezorientowani. Nie tylko ni to jesienną, ni to przedwiosenną aurą.

 Późną jesienią baligrodzcy leśnicy publikowali zdjęcia lecących na południe kluczy żurawi. Nasze zimowały. W ciągu dnia można je zobaczyć żerujące na polach. O zmroku, gdy wracam z kościoła, okolica rozbrzmiewa charakterystycznym klangorem.

 W ubiegłym tygodniu pojawiła się gęgawa. Dla przyrodników znak nadchodzącej wiosny. O jej przylocie dowiedziałem się od kuriera. Pan Grzegorz, zachwycony, zatrzymał się w polach między  Kłotnem i Goreniem, by zrobić kilka zdjęć. Najwyraźniej odpoczywały.

 Wczoraj wracałem ze sklepu. Stado poderwało się na moment, krążąc nad okolicą, by po chwili siąść na polu oziminy. Właścicielom współczuć. Po takiej trwającej kilka dni wizycie trzeba orać i siać ponownie. A gęsi najwyraźniej zdezorientowane. Pokarmu niewiele, mróz, okoliczne jeziora i mokradła skute lodem. Nocami niepokojone przez lisy i wilki. (O tych wiadomo przynajmniej od trzech lat. Prawdopodobnie po okolicy krążą dwie watahy.) Zatem warunki pogodowe nie sprzyjają poszukiwaniom miejsc na lęgi. Siedzą w stadach. Gdy tymczasem prognozy nie napawają optymizmem. Najbliższe dni bez słońca. Temperatury w okolicy zera. Przyjdzie gęgawie czekać.

 O tej porze z reguły wchodziliśmy w Wielki Post. Popielec wyzwalał w nas nowe energie, inicjatywy, kierował ku wiośnie wiary, jaką każdorazowo jest Wielkanoc. W tym roku inaczej. Zwiastująca Paschę pełnia księżyca późno. W mojej parafii święta niemalże zderzą się z pierwszą Komunią. A my, zaszyci w domach, siedzimy jak gęsi na polach, równie jak one zdezorientowani. Nie tylko ni to jesienną, ni to przedwiosenną aurą.

 Chcielibyśmy, inspirowani Rokiem Świętym, odnajdywać co krok znaki nadziei, gdy tymczasem znaki czasu zdają się jej pozbawiać. Wojna niemalże na granicy. W polityce kryzys za kryzysem. Emeryci niezadowoleni z tegorocznej waloryzacji. W Kościele też różnie. Wszystko zależy od sposobu interpretacji statystyk. Wielu marzy o powrocie do czasów, gdy w uroczystościach religijnych uczestniczyły tysiące wiernych, inni wskazują na dość stabilną grupę trwających i pogłębiających swoją wiarę. Pomiędzy tymi dwoma rzesza zdezorientowanych. Nie jest jak było. Nie wiadomo jak będzie.

 Jezus, w pewnym momencie, zarzuca słuchaczom: „wygląd nieba umiecie rozpoznać, a znaków czasu nie możecie?” (Mt 16,3). Być może gęś siedząca na polach ma być, na dziś, naszym nauczycielem. Wyglądająca na zdezorientowaną wcale taką nie jest. Ptaki, w przeciwieństwie do człowieka, potrafią czekać.

 Zatem – choć nie pisze o tym Kohelet – jest czas czekania. Bynajmniej nie na to, co już było.  Don Giovanni Berti, włoski ksiądz głoszący Ewangelię za pomocą komiksów, przedstawił w jednym z nich Jezusa, pytającego uczniów: co jest największym zagrożeniem dla Kościoła. Apostołowie uznali, że jest nim sekularyzacja. Tymczasem Mistrz odpowiedział krótko: „Zawsze tak było”. Być może chrześcijańska nadzieja jest przekonaniem – jak chciał przed laty jeden z nieżyjących już katolickich publicystów – że „zawsze jest inaczej”.

 Gęsi już wiedzą. Wiosna się zbliża. Choć znów będzie inaczej.

ks. Włodzimierz Lewandowski - "wiara.pl"

 

 14

 Historia o tym, jak św. Walenty "zmusił" mnie do ślubu - Czy Rzym i przypadek mogą zmienić Twoje życie?

    Czy kiedykolwiek znalazłeś się na życiowym rozdrożu, niepewny kolejnego kroku w związku? Autor tego tekstu, Krzysztof Stępkowski, doświadczył właśnie takiego momentu. W malowniczym Rzymie, otoczony historią i romantyzmem miasta, przeżył serię zaskakujących zdarzeń, które można by uznać za interwencję samego św. Walentego. Ta osobista opowieść zabierze Cię w podróż pełną refleksji, przypadków i ostatecznie – przełomowej decyzji.

     Autor tekstu był w długotrwałym związku, który doszedł do momentu stagnacji i wymagał podjęcia decyzji o przyszłości, w tym o małżeństwie.

    Wyjazd do Rzymu miał być ucieczką od problemów związku, ale okazał się być pełen „ślubnych” znaków.

    Podczas pobytu w Rzymie autor nieustannie napotykał orszaki weselne, dekoracje ślubne i nowożeńców, co zaczął odbierać jako „nękanie” tematem ślubu.

    Nawet podczas audiencji papieskiej, autor znalazł się w otoczeniu par młodych, co spotęgowało jego poczucie osaczenia.

    Szukając wytchnienia od upału i „ślubnego nękania”, autor wszedł do bazyliki Santa Maria in Cosmedin.

    W bazylice odkrył relikwię św. Walentego, patrona zakochanych, co uznał za przełomowy moment.

    Spotkanie z relikwią św. Walentego autor odebrał jako znak i impuls do podjęcia decyzji o małżeństwie.

    Pod wpływem tych wydarzeń, autor zdecydował się na zaręczyny po powrocie do Polski.

    Historia kończy się informacją o udanych zaręczynach i małżeństwie autora.

 Kryzys w związku i ucieczka do Rzymu

 Krzysztof był w "energetycznym i wspaniałym związku", jak sam go opisywał. Lecz mimo wzajemnego zrozumienia i podobnych spojrzeń na świat, w relację wkradła się stagnacja. Narastające pytanie o przyszłość związku i niechęć do podjęcia decyzji o małżeństwie, stawały się coraz bardziej palące. Ucieczką od warszawskich problemów okazał się wyjazd do Rzymu – podróż na poły służbowa, na poły prywatna. Jednak nawet w Wiecznym Mieście, myśli o związku nie dawały o sobie zapomnieć.

 Rzymskie "znaki" i ślubne "nękanie"

 Już pierwszy spacer po Rzymie przyniósł zaskakujące spotkanie – orszak weselny przy bazylice Kosmy i Damiana. To był dopiero początek serii "ślubnych" znaków. W niedzielę, dosłownie na każdym kroku, Krzysztof natrafiał na ślady weselnych uroczystości: konfetti, dekoracje, a nawet wszechobecne pary nowożeńców. Autor poczuł się osaczony, jakby Rzym "nękał" go tematem ślubu. Kulminacją tego "nękania" stała się audiencja papieska. Paradoksalnie, nawet tam, w bliskości papieskiego tronu, Krzysztof znalazł się w otoczeniu nowożeńców. "Dość!" - pomyślał, próbując ignorować natrętne "ślubne" znaki.

 Spotkanie ze św. Walentym – patronem zakochanych

 Uciekając przed słońcem, Krzysztof wszedł do bazyliki Santa Maria in Cosmedin. W poszukiwaniu ciszy i spokoju, trafił na miejsce, które miało okazać się punktem zwrotnym. W bazylice, pod jednym z ołtarzy, jego wzrok przykuła czaszka w relikwiarzu. Po wrzuceniu monety do skarbony i oświetleniu ołtarza, zobaczył karteczkę: „s. Valentini” – św. Walenty, patron zakochanych. To był moment olśnienia. Jak sam autor przyznaje, w tym momencie "nogi się pode mną ugięły".

 Ślub z "przymusu" św. Walentego – przełomowa decyzja

 To niecodzienne "spotkanie" ze św. Walentym w Rzymie stało się dla Krzysztofa momentem przełomowym. Wieczorny telefon do Polski, choć początkowo utrzymany w tonie niepewności, ostatecznie doprowadził do zaręczyn. Jak sam autor żartobliwie podsumowuje, może pierścionek nie był okazały, ale najważniejsze, że decyzja została podjęta. Historia Krzysztofa Stępkowskiego to dowód na to, że czasem nawet przypadkowe zdarzenia i nieoczekiwane "znaki" mogą pomóc nam podjąć ważne życiowe decyzje. Czy Rzym i św. Walenty naprawdę "zmusili" autora do ślubu? Przeczytaj całą historię i sam wyciągnij wnioski.

 Aleteia Polska / red

 15

Święci Juliana, Daniel, Eliasz, Izaak, Jeremiasz, Samuel

 Tragiczne wydarzenia, które doprowadziły do śmierci wielu chrześcijan, w tym wspominanych 16 lutego 6 świętych męczenników, rozegrały się podczas panowania cesarza rzymskiego Galeriusza Maksymiana.

Otrzymał on władzę nad wschodnimi terenami imperium z rąk Dioklecjana, z którego córką Valerią był ożeniony. Jako cesarz rządził krótko, bo od 305 do 311 roku. Podczas jego panowania chrześcijanie w Azji Mniejszej byli bezlitośnie nękani. Galeriusz zmarł w Sardicy na początku maja 311 roku w wyniku choroby, paradoksalnie niedługo po podpisaniu dekretu o zakazie prześladowania chrześcijan.

Za jego panowania śmierć męczeńską poniosła św. Juliana. Dziewczyna mieszkała w Nikomedii i w całej swej rodzinie tylko ona wyznawała wiarę w Chrystusa. Nie było jej łatwo, głównie dlatego, że ojciec Juliany był zatwardziałym poganinem. Kłopoty dziewczyny zaczęły się, gdy o jej rękę rozpoczął starania prefekt miasta Ewilazjusz. Juliana zdecydowanie odrzuciła propozycję, gdyż wstrętem napawała ją myśl o poślubieniu człowieka niewierzącego. Rozgniewany urzędnik oskarżył więc Julianę o wyznawanie chrześcijaństwa.


Dziewczynę próbowano prośbą i groźba namówić do wyrzeczenia się wiary, w przeciwnym bowiem razie musiała zostać skazana na śmierć. Juliana nie ugięła się jednak. W tej sytuacji zwykłym w takich przypadkach sposobem wtrącono ją do więzienia i wydano na śmierć. Najprawdopodobniej Juliana zginęła od katowskiego miecza. „Martyrologium Rzymskie” wspomina, że rozzłoszczony nieposłuszeństwem ojciec, miał skatować dziewczynę nim posłano ją na śmierć.

Śmiertelne szczątki męczennicy z Nikomedii znalazły się w Pozzuoli we Włoszech. Podczas najazdu Longobardów w VI wieku wywieziono je do Kumy pod Neapolem, by w roku 1207 umieścić je w jednym z kościołów Neapolu. Tak wielka troska o relikwie świętej pokazuje, jak dużą czcią cieszyła się zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie.


Podczas krótkiego panowania cesarza Galeriusza śmierć męczeńską poniosło także pięciu mężczyzn. Wszyscy oni byli Egipcjanami i zginęli wspólnie. Kiedy podczas prześladowań ich chrześcijańskich braci prowadzono do kopalń w Cylicji na ciężkie roboty cała piątka towarzyszyła im aż do miejsca kaźni. Na tak jawną manifestację uczuć religijnych władze nie zamierzały pozostać ślepe. Namiestnik Cezarei Palestyńskiej, Firmilian, przed którego oblicze ich zaprowadzono, chciał dowiedzieć się od nich kim są i skąd pochodzą.


Mężczyźni przybrali biblijne imiona – Daniela, Eliasza, Izaaka, Jeremiasza i Samuela. Twierdzili też, że są prorokami Chrystusa. Nie wyrzekli się wiary, więc Firmilian skazał ich na ścięcie. Stało się to 16 lutego 309 roku. Pierwsza wzmianka o pięciu egipskich męczennikach pojawia się w piśmie Euzebiusza z Cezarei, historyka, który żył w tamtych czasach.

 Tragiczne wydarzenia, które doprowadziły do śmierci wielu chrześcijan, w tym wspominanych 16 lutego 6 świętych męczenników, rozegrały się podczas panowania cesarza rzymskiego Galeriusza Maksymiana.

 Otrzymał on władzę nad wschodnimi terenami imperium z rąk Dioklecjana, z którego córką Valerią był ożeniony. Jako cesarz rządził krótko, bo od 305 do 311 roku. Podczas jego panowania chrześcijanie w Azji Mniejszej byli bezlitośnie nękani. Galeriusz zmarł w Sardicy na początku maja 311 roku w wyniku choroby, paradoksalnie niedługo po podpisaniu dekretu o zakazie prześladowania chrześcijan.

 Za jego panowania śmierć męczeńską poniosła św. Juliana. Dziewczyna mieszkała w Nikomedii i w całej swej rodzinie tylko ona wyznawała wiarę w Chrystusa. Nie było jej łatwo, głównie dlatego, że ojciec Juliany był zatwardziałym poganinem. Kłopoty dziewczyny zaczęły się, gdy o jej rękę rozpoczął starania prefekt miasta Ewilazjusz. Juliana zdecydowanie odrzuciła propozycję, gdyż wstrętem napawała ją myśl o poślubieniu człowieka niewierzącego. Rozgniewany urzędnik oskarżył więc Julianę o wyznawanie chrześcijaństwa.

 Dziewczynę próbowano prośbą i groźba namówić do wyrzeczenia się wiary, w przeciwnym bowiem razie musiała zostać skazana na śmierć. Juliana nie ugięła się jednak. W tej sytuacji zwykłym w takich przypadkach sposobem wtrącono ją do więzienia i wydano na śmierć. Najprawdopodobniej Juliana zginęła od katowskiego miecza. „Martyrologium Rzymskie” wspomina, że rozzłoszczony nieposłuszeństwem ojciec, miał skatować dziewczynę nim posłano ją na śmierć.

 Śmiertelne szczątki męczennicy z Nikomedii znalazły się w Pozzuoli we Włoszech. Podczas najazdu Longobardów w VI wieku wywieziono je do Kumy pod Neapolem, by w roku 1207 umieścić je w jednym z kościołów Neapolu. Tak wielka troska o relikwie świętej pokazuje, jak dużą czcią cieszyła się zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie.

 Podczas krótkiego panowania cesarza Galeriusza śmierć męczeńską poniosło także pięciu mężczyzn. Wszyscy oni byli Egipcjanami i zginęli wspólnie. Kiedy podczas prześladowań ich chrześcijańskich braci prowadzono do kopalń w Cylicji na ciężkie roboty cała piątka towarzyszyła im aż do miejsca kaźni. Na tak jawną manifestację uczuć religijnych władze nie zamierzały pozostać ślepe. Namiestnik Cezarei Palestyńskiej, Firmilian, przed którego oblicze ich zaprowadzono, chciał dowiedzieć się od nich kim są i skąd pochodzą.

 Mężczyźni przybrali biblijne imiona – Daniela, Eliasza, Izaaka, Jeremiasza i Samuela. Twierdzili też, że są prorokami Chrystusa. Nie wyrzekli się wiary, więc Firmilian skazał ich na ścięcie. Stało się to 16 lutego 309 roku. Pierwsza wzmianka o pięciu egipskich męczennikach pojawia się w piśmie Euzebiusza z Cezarei, historyka, który żył w tamtych czasach.

 

 16

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

16 lutego - bł. Piotr z Castelnau, mnich i męczennik

17 lutego - Siedmiu Świętych Założycieli Zakonu Serwitów Najświętszej Maryi Panny

18 lutego - bł. Jan z Fiesoli (Fra Angelico), prezbiter

18 lutego - św. Teotoniusz, zakonnik

18 lutego - św. Konstancja

18 lutego - św. Flawian, patriarcha

19 lutego - św. Konrad z Piacenzy, pustelnik

20 lutego - św. Zenobiusz, prezbiter i męczennik

20 lutego - św. Eleuteriusz, biskup

20 lutego - święci Franciszek i Hiacynta Marto, dzieci fatimskie

21 lutego - św. Piotr Damian, biskup i doktor Kościoła

22 lutego - katedry świętego Piotra, Apostoła

23 lutego - św. Polikarp, biskup i męczennik

23 lutego - bł. Izabela Francuska, dziewica

23 lutego - bł. Stefan Wincenty Frelichowski, prezbiter i męczennik