W BLASKU MIŁOSIERDZIA

6/100 – 2 luty 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

3

 

 Niedziela, 2 lutego 2025, rok „C”

 

IV niedziela zwykła „C”

 1

 

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO

 

     Święto spotkania Chrystusa ze swoim ludem było obchodzone w Jerozolimie już w V wieku, a w VII wieku zostało przyjęte na Zachodzie. Święto to zamyka cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego.

      Zgodnie z tradycją w dniu dzisiejszym przed Mszą ma miejsce obrzęd błogosławienia świec i procesja ze świecami. Obrzęd błogosławieństwa, dokonujący się przed Mszą św., procesja ze świecami i sama Msza św. stanowią jedną czynność liturgiczną. Msza powinna być więc sprawowana przez tego samego kapłana, który dokonał poprzedzających ją obrzędów i według przepisanego na dziś formularza, chyba że Mszy przewodniczy biskup. Nie błogosławi się świec po Mszy św. W dniu dzisiejszym wolno wrócić do śpiewu kolęd podczas liturgii.

 

Dziś XXIX Dzień Życia Konsekrowanego.

 10

 

Czytania
Pierwsze czytanie: Ml 3,1-4
Psalm: Ps 24
Drugie czytanie: Hbr 2, 14-18
Ewangelia: Łk 2,22-40
 
Ewangelia
Moje oczy ujrzały Twoje zbawienie
Łk 2, 22-40, Łk 2, 22-32
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby przedstawić Go Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu». Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A żył w Jeruzalem człowiek imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekujący pociechy Izraela; a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Z natchnienia więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
«Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
które przygotowałeś wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela».
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».
Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już sobie osiemdziesiąt cztery lata. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.
A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret.
Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
 
Komentarz do Ewangelii
Czytania tej niedzieli koncentrują się wokół zapowiedzi o przyjściu Mesjasza do świątyni. Co to w ogóle za temat? – można sobie pomyśleć. Wbrew pozorom bardzo istotny. To zapowiedź sądu.  To odpowiedź na nasze narzekania, że Bóg się nie interesuje dziejącą się niesprawiedliwością albo że wręcz złoczyńcom błogosławi...
Skoro silniejszego jest na wierzchu, to może po prostu Bóg staje po stronie silniejszych? Tak mówiono w Izraelu za czasów proroka Malachiasza. Ale Bóg widzi. Wszystko i sprawiedliwie rozsądzi. Jak Jezus, który przychodząc jednych podniósł, a drugich doprowadził do upadku. Zawsze najważniejsze jest nie to, czyje jest na wierzchu, ale by wiernie trwać w nauce Boga, Jezusa Chrystusa. W każdych okolicznościach.
Święto ofiarowania Pańskiego... Bóg kiedyś wszystko sprawiedliwie rozsądzi. Mamy jeszcze czas, by się opowiedzieć. Bóg przyjdzie na sąd... Bóg już przyszedł. Osądził. Pokonał grzech, śmierć i szatana. Teraz mamy czas, by jasno się opowiedzieć: za Jezusem lub wzruszyć ramionami. Albo i przeciw Niemu....
 
 9
 
 
W dzisiejszym numerze
- Maryja i Józef przychodzą przedstawić Jezusa Ojcu
- Święto Matki Bożej Gromnicznej
- Jesteśmy Jego świątynią!
- Tyle wokół nas „rozpraszaczy”
- Dlaczego Jan Paweł II ustanowił Dzień Życia Konsekrowanego?
- Gdzie byśmy byli…
- W więzieniu samotności
- Wielkie troski małych ludzi
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 2

Maryja i Józef przychodzą przedstawić Jezusa Ojcu

 Maryja i Józef przychodzą przedstawić Jezusa Ojcu i przy tej okazji przychodzą też złożyć ofiarę. Ta ofiara nam natychmiast pokazuje, kim są. Są ludźmi najuboższymi z ubogich. Księga Kapłańska w Torze przewidywała, że ofiarą za oczyszczenie ma być baranek i gołębica. Wyłącznie wtedy, gdyby rodziny nie stać było na kupno baranka, ofiarą były dwa gołębie. Więc w tym prostym znaku, że Święta Rodzina przynosi do świątyni dwa małe gołębie, możemy zobaczyć w Niej osoby żyjące w ubóstwie. Bardzo piękne jest to, że Maryja i Józef, jako osoby ubogie, nawet najuboższe z ubogich, wcale nie czują się zwolnieni z ofiarności. Gdzieś tam w uszach, w sercu brzmi im ten tekst, też zapisany w Torze: Nie ukażesz się przede Mną z pustymi rękoma (Wj 34, 20). Nie można przyjść do świątyni Boga, nie przynosząc nic na ofiarę. Także ubóstwo, które wybrałeś, nie zwalnia cię z ofiarności. To jest rzecz godna przemyślenia, godna medytacji. Maryja i Józef to przykłady ludzi, którzy w życiu wybrali ubóstwo jako swoje miejsce, swoją drogę do świętości, do Boga – i to ubóstwo się sprawdza wyraźnie. Widać, jak ten wybór coraz bardziej się w nich pomnaża, nie zamyka ich na sobie, nie zamyka ich na trosce, co teraz będzie. „Wybrałem ubogie życie, muszę się o siebie zatroszczyć, muszę o siebie zadbać”, nie? Nie, w nich nie ma takiej postawy. W nich jest dawanie.

Kardynał Grzegorz Ryś - "mateusz.pl"

 

8 

Święto Matki Bożej Gromnicznej

Dzisiejsze święto Ofiarowania Pańskiego, nazywane również w naszej polskiej tradycji świętem Matki Bożej Gromnicznej, jest jednym z najstarszych świąt chrześcijańskich. Kończy ono okres objawienia się Słowa Wcielonego światu i prowadzi nas do głębokiego rozważania tajemnicy światłości Chrystusa. Jest to święto zarówno chrystocentryczne, jak i maryjne, pełne bogatej symboliki światła, oczekiwania i wypełnienia Bożych obietnic.

 Ofiarowanie Jezusa w Świątyni – wypełnienie proroctw

 Święty Łukasz w swojej Ewangelii opowiada nam, że Maryja i Józef, zgodnie z Prawem Mojżeszowym, przynieśli Jezusa do świątyni, aby przedstawić Go Panu. To wydarzenie jest wypełnieniem proroctwa Malachiasza: „Nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego oczekujecie” (Ml 3,1). Symeon i prorokini Anna, będący uosobieniem wierzącego Izraela, rozpoznali w małym Dziecięciu Mesjasza – Światłość na oświecenie pogan i chwałę ludu Izraela. Symeon wypowiedział słowa, które do dziś rozbrzmiewają w liturgii Kościoła: „Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju” (Łk 2,29).

  Historia i tradycja Święta

 Święto Ofiarowania Pańskiego było obchodzone w Jerozolimie już w IV wieku. Procesje ze świecami, symbolizujące Chrystusa – Światłość świata, miały tam miejsce nocą. W VI wieku święto zaczęło być celebrowane w Konstantynopolu, gdzie zwrócono większą uwagę na maryjny charakter uroczystości. W Kościele zachodnim uroczystość ta rozpowszechniła się w VII wieku, a od X wieku upowszechnił się obrzęd poświęcenia świec, które miały chronić domy przed burzami i żywiołami. Stąd w Polsce pojawiła się nazwa „Matki Bożej Gromnicznej”.

  Kościół Wschodni – Hypapante, czyli Święto Spotkania

 W tradycji Kościoła Wschodniego święto to nosi nazwę Hypapante, co oznacza „Spotkanie”. To piękne określenie podkreśla, że w świątyni jerozolimskiej doszło do spotkania Mesjasza z ludem Bożym, reprezentowanym przez Symeona i Annę. Podkreśla ono także, że całe życie chrześcijańskie jest pielgrzymką ku spotkaniu z Bogiem, które znajdzie swoje wypełnienie w wieczności. W Kościele Wschodnim, podobnie jak w Zachodnim, w liturgii tego dnia święci się świece, które później są zapalane przy chorych oraz umierających, symbolizując Chrystusa jako światłość, która prowadzi nas do życia wiecznego.

  Światło Chrystusa w naszym życiu

 Procesja ze świecami, którą dzisiaj przeżywamy, przypomina nam, że życie chrześcijanina jest drogą w kierunku Światłości, którą jest Chrystus. Zapalone świece symbolizują naszą wiarę i obecność Bożego światła w naszym życiu. Święto to przypomina nam także o konieczności czuwania, by nie zagasić płomienia naszej wiary.

  Drodzy Bracia i Siostry, w tym kontekście możemy zastanowić się nad naszym własnym „spotkaniem” z Jezusem Chrystusa, który jest Światłością świata („Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12)). Czy potrafimy, tak jak Symeon i Anna, rozpoznać Jego obecność w naszym życiu? Czy nie pozwalamy, by światło wiary przygasało w naszym sercu? Przykładem może być historia pewnej starszej kobiety, która pomimo wielu trudności życiowych nigdy nie straciła nadziei. Codziennie zapalała świecę przed obrazem Chrystusa, powierzając Mu swoje troski. Ta mała iskra nadziei prowadziła ją przez życie i dawała pokój serca. Niech i nasze życie będzie płomieniem, który nie gaśnie – światłem miłości, pokoju i przebaczenia.

  Dzień Życia Konsekrowanego

 Od 1997 roku, na prośbę św. Jana Pawła II, dzień 2 lutego jest także Światowym Dniem Życia Konsekrowanego. Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest ikoną oddania się Bogu, dlatego w tym dniu modlimy się za osoby, które poświęciły swoje życie Chrystusowi poprzez śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Ich życie jest znakiem całkowitego oddania się Panu, tak jak Maryja, która w świątyni oddała Bogu największy dar – swego Syna.

  Dzisiejsza liturgia jest dla nas wezwaniem, byśmy otworzyli serca na Światło Chrystusa. Niech nasza wiara będzie niczym zapalona świeca, która oświetla drogę innym. Idźmy zatem z płonącą wiarą w codzienne życie, świadcząc o Chrystusie w naszych rodzinach, miejscach pracy i wszędzie tam, gdzie jesteśmy posłani.

 Niech Matka Boża Gromniczna, która prowadzi nas do swojego Syna, wyprasza nam łaskę czuwania i rozpoznawania obecności Boga w naszym życiu.

"redemptor.pl"

 

 4

Jesteśmy Jego świątynią!
Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela (Łk 2,29–32).
Wydarzenie, które dzisiaj wspominamy, ma wielkie znaczenie symboliczne. Jest proroctwem, jednocześnie będąc wypełnieniem proroctw Starego Testamentu. Pierwsze czytanie z Proroka Malachiasza zapowiada przyjście Pana do swojej świątyni:
Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? (Ml 3,1n).
Zauważmy, że zupełnie inaczej brzmi ta zapowiedź, a inaczej wygląda jej wypełnienie! Malachiasz zapowiada ostateczne ukazanie się Pana i stąd klimat sądu i wprowadzenia ostatecznego ładu królestwa Bożego. Ofiarowanie, a właściwie, jak pisze św. Łukasz: przedstawienie Jezusa w świątyni, już jest proroczą zapowiedzią, ale w bardzo skromnym wyrazie przez znikomość samej sceny. Nie towarzyszą jej jakieś wielkie zewnętrzne znaki. W świątyni spotykamy dwie postacie: starca Symeona, który głosi prorocze słowa, i prorokinię Annę. Ale grono ludzi, którzy słyszą ich głos, jest niewielkie i zapewne nawet ich słowa nie trafiają do uszu kapłanów świątyni. Zatem wydarzenie w wymiarze ludzkim nie ma wielkiego znaczenia.
Tym bardziej dziwi swoista dysproporcja pomiędzy tym niewielkim w ludzkim rozumieniu wydarzeniem a wielkością słów Symeona. Oto ogłasza, że ujrzał: „zbawienie, które Bóg przygotował wobec wszystkich narodów”. Zbawienie to ma charakter uniwersalny, obejmuje wszystkie narody, czyli cały świat.
Zawsze zdumiewa to spojrzenie Symeona. Jakie trzeba mieć oczy, by w tym małym dziecku zobaczyć „zbawienie świata”? Ewangelista mówi, że powiedział to pod natchnieniem Ducha Świętego. Tak, ale aby odczytać to natchnienie, aby je przyjąć i wypowiedzieć, trzeba było mieć duże doświadczenie w przyjmowaniu świateł Ducha w swoim życiu.
Pamiętamy z Kazania na Górze błogosławieństwo, które wypowiada Pan Jezus: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,8). Symeon był człowiekiem czystego serca. Ewangelista mówi co nieco o tym, jak się do tego dochodzi, opowiadając o prorokini Annie:
Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą (Łk 2,36n).
Może nas przerażają te słowa. Czy trzeba stale pościć i modlić się, by po wielu latach uzyskać ową czystość serca? To jest możliwe jedynie dla zakonnic i zakonników! Tak myślano przez wiele wieków. Ale słowa Ewangelisty nie znaczą, że Anna nieustannie przebywała w świątyni. Musiała przecież z czegoś żyć. Nikt jej nie dawał za darmo jedzenia i miejsca na spoczynek. Nie chodzi o stałe przebywanie w świątyni, ale o nastawienie serca, o to, co w tym sercu jest najważniejsze. Czy troski tego świata nas przygniatają i Pan Bóg istnieje dla nas jedynie na marginesie zwykłego życia, czy rzeczywiście jest on w centrum i ku Niemu jest wszystko skierowane?
Dla Żydów fundamentem ich wiary była żywa więź z Bogiem. Codziennie pobożny Izraelita odmawia modlitwę:
Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił (Pwt 6,4).
Pamiętamy, że Pan Jezus przypomniał nam tę zasadę w tak zwanym podwójnym przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Najczęściej myślimy przy tym o moralnym zobowiązaniu, jakie z tej zasady wynika. Ale przecież najważniejszy jest w niej sam duch, dynamizm życia. Prawda wewnętrzna, że Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym i dalej, że mamy Go miłować z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. I ten dynamizm prowadzi nas zarówno ku wypełnianiu przykazania miłości, jak i, co jest ważniejsze (!), do wejścia z Nim w całkowitą zażyłość, która pozwala rozpoznawać Jego obecność nawet w tak małym dziecku, w tak znikomym wydarzeniu pozbawionym zewnętrznego splendoru. Wtedy otrzymujemy inne oczy do patrzenia i uszy do słuchania, aby umieć widzieć prawdziwą rzeczywistość.
W tym czasie, kiedy przyniesiono Dzieciątko Jezus do świątyni, aby wypełnić przepisy Prawa, na świecie działy się wielkie sprawy związane z cesarzami, królami, polityką, wojnami... Jednak z tamtych wydarzeń niewiele zostało do dzisiaj. Co o nich dzisiaj wiemy, jakie mają one dla nas znaczenie? Jakie znaczenie mają ci „wielcy” ludzie? Po wiekach stali się jedynie tłem tego jednego wydarzenia, jakim było przyjście na świat Syna Bożego i Jego dzieło zbawienia. I musimy pamiętać, że to samo odnosi się do naszych czasów. Co pozostanie po latach z wielkiej polityki, potężnych postaci, sławnych ludzi? Chyba notatki w podręcznikach historii. A co naprawdę dla nas zostanie? Spotkanie z Bogiem. I tylko to naprawdę się liczy.
Przykazanie miłości Boga z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił jest największą mądrością, prawdziwym realizmem życia. Cóż ważniejszego dla nas?!
Niepozorność sytuacji z dzisiejszej Ewangelii daje nam jednak więcej, niż gdyby był to jakiś wielki, tryumfalny wjazd Władcy do świątyni. Wskazuje, że Pan Jezus nie przyszedł, aby podbić świat siłą, ale przyszedł do każdego, kto prawdziwie chce Go przyjąć. Zbawienie nie dokonuje się przez zewnętrzne wydarzenia, wielkie dokonania w wymiarze społecznym, politycznym... Ono dokonuje się w sercu każdego z nas. Symeon mówi za siebie, mówi o tym, co sam zobaczył i co zaszło w jego sercu. Ale jest to jednocześnie dla nas świadectwo i zachęta, abyśmy doszli do czegoś podobnego. Bóg zawsze wzywa i zachęca: „Jeżeli chcesz, to chodź!”. Ale zawsze: „jeżeli chcesz”. Pan Jezus przychodzi tak blisko! Jego żłobek w stajence jest miejscem, gdzie może przyjść każdy, bez wyjątku. Nie trzeba przechodzić przez zamykane wrota, kontrole, jedynie za zaproszeniami czy kartami wstępu, o które trzeba walczyć. Wszedł w nasze zwykłe życie, stał się jednym ze zwykłych ludzi. Dopiero po 30 latach się ujawnił. To wszystko po to, byśmy wiedzieli, że jest blisko każdego z nas i byśmy nie bali się przybliżyć do Niego. Podczas Jego publicznej działalności każdy mógł do Niego podejść. Nie robił żadnej selekcji. A zostawiając się nam w Eucharystii, stał się Chlebem, pokarmem każdego człowieka, który Go pragnie.
Oto dzisiaj wspominamy wniesienie Syna Bożego do świątyni, ale jednocześnie przeżywamy Jego przyjście do nas w postaci chleba i wina, abyśmy się stali Jego świątynią. Jesteśmy Jego świątynią! Tym samym możemy nieustannie przebywać w Jego świątyni. On nam daje tę wielką szansę. Od nas zależy, czy ten znak stanie się prawdą w naszym życiu, czy skorzystamy z Jego zaproszenia.
Włodzimierz Zatorski OSB - "wiara.pl"
 
 

 

 13

 

Tyle wokół nas „rozpraszaczy”

 

Tyle wokół nas „rozpraszaczy” – spraw, które odciągają naszą uwagę od tego, co należy zrobić, czego się nauczyć i czego doświadczyć. Niewątpliwie pierwsze miejsce wśród nich od lat zajmuje telefon komórkowy i internet. Kolejne mogą zajmować – w zależności od osoby – seriale ciągnące się przez wiele sezonów, których fabuła nic nie wnosi do naszej wiedzy i życia, pozorne, lecz pochłaniające czas hobby, na którym ktoś jedynie zarabia, mnóstwo terminów, obowiązków, spotkań, które trzeba „obsłużyć”, a także sama ilość informacji, z których trudno wybrać coś wartościowego. Rozproszona uwaga nie pozwala człowiekowi dostrzec tego, co ważne i istotne, co warto wybrać dla własnego dobra. Trudno więc także znaleźć czas na refleksję nad sobą i swoim życiem.

 Święto Ofiarowania Pańskiego to wspomnienie przyniesienia małego, czterdziestodniowego Pana Jezusa do świątyni – słyszymy, że upłynął czas oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, które w przypadku chłopców wynosiło właśnie czterdzieści dni. Rodzice – również zgodnie z przepisami Prawa – składają w ofierze za syna parę synogarlic lub gołąbków. Jest to bardzo skromna ofiara, co wskazuje na ich ubóstwo. Wszystko, co mają, to ich umiłowany Synek.

 W świątyni jerozolimskiej przebywa starzec Symeon, który w tym Dziecięciu rozpoznaje obiecanego Mesjasza, Pomazańca Bożego, który przyniesie zbawienie nie tylko Izraelowi, ale wszystkim narodom. To jest prawdziwa Światłość, która rozprasza ciemności – stąd w naszych dłoniach dziś gromnice, świece, które na wzór jedynego Światła wskazują drogę i są znakiem bezpieczeństwa, przede wszystkim duchowego i wiecznego, które jedynie Bóg może dać.

  Symeon był człowiekiem czujnym – pobożnym i sprawiedliwym, przez całe życie wyczekującym pociechy Izraela. Cóż za radość musiała zagościć w jego sercu, gdy ujrzał oczekiwanego Syna Bożego! Teraz mógł nie tylko „odejść w pokoju”, ale i ogłosić innym tę radosną nowinę. Podobnie prorokini Anna, która – jak wiemy z Ewangelii – spotkawszy Jezusa i Jego Rodziców, wysławia Boga i ogłasza wielkie cuda. Staje się narzędziem nadziei dla innych.

  Ci, którzy czuwali w świątyni, mieli uwagę skupioną na tym, co najważniejsze. Dzięki temu we właściwym momencie rozpoznali przychodzącego Boga, zbliżające się Królestwo Niebieskie i przemieniające wszystko miłosierdzie. Mieli udział w odkupieniu Jezusa, bo po prostu Go nie przegapili – spotkali Go!

  Zanim zaczniemy myśleć o świecie, który nie rozpoznaje Boga, który dziwi się, po co katolicy idą ze świecami do kościoła, który nie rozumie życia konsekrowanego, w tym zakonnego (wszak dziś obchodzimy Światowy Dzień Życia Konsekrowanego), pomyślmy o sobie.

  Ile w moim życiu uwagi poświęcam Bożemu słowu, Jego obecności? A ile skupiam na sobie – własnych uczuciach, sprawach, przemożnej chęci zapanowania nad swoim czasem? Muszę przyznać, że wokół mnie i we mnie jest wiele „rozpraszaczy”, które – choć nieraz oferują dostęp do wartościowych treści, duchowych konferencji i pożytecznych informacji – w życiu duchowym wcale nie pomagają. O wiele owocniej pomodlę się, biorąc do ręki tradycyjne Pismo Święte, książkę czy różaniec, niż odczytując z migającego ekranu psalmy i inne święte teksty – bo zawsze coś może wyskoczyć, zadzwonić, a umysł – właśnie przez niewidoczne na pozór działanie ekranu – nie jest w stanie skupić się na tym, co ważne. Trwa jakby w gotowości na nowe bodźce. Jedną z największych przeszkód w modlitwie jest dziś właśnie ta rozproszona uwaga.

  Takich miejsc „rozproszenia” jest oczywiście wiele. Jest jednak jedno miejsce „skupienia” – moje serce, sumienie i wola, gdzie mogę rozpoznać Boga i pójść za Odkupicielem, jeśli tylko o to zadbam. Zamiast w myślach nieustannie rozwiązywać różne problemy i „ratować” siebie, swoją rodzinę i cały świat, mogę w czasie świętej liturgii – jak choćby teraz, we Mszy Świętej – pozwolić prowadzić się przez święte teksty Duchowi Świętemu i wyjść na spotkanie Bogu, który pragnie mnie uświęcić (konsekrować).

  Można przeżyć święto Ofiarowania Pańskiego, jedynie przychodząc do świątyni i „ofiarowując” chwilę swojego czasu (bo jestem zajęty, czyli ubogi). I przegapić Boga. Mogę jednak podjąć konkretne postanowienie, by zmienić sposób codziennego funkcjonowania – by bardziej skupiać swoją uwagę na Panu Bogu, na tym, co rzeczywiście dzieje się we mnie, i na innych ludziach. Różne rozproszenia będą się oczywiście zdarzały, ale nie zawładną mną. Stanę się jak starzec Symeon – pobożny i sprawiedliwy, wyczekujący Bożego Miłosierdzia, które spełnia swe obietnice i przybywa, by zbawić mnie i cały świat.

 

o. Mariusz Mazurkiewicz CSsR - "redemptor.pl"

 

 

 12

 

Dlaczego Jan Paweł II ustanowił
Dzień Życia Konsekrowanego?
 

Dzień Życia Konsekrowanego obchodzony jest 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego. A jakie były intencje św. Jana Pawła II, kiedy w 1997 roku zadecydował o ustanowieniu tego dnia?

 Czterdzieści dni po narodzeniu Jezusa Jego rodzice zanoszą Go do świątyni, by ofiarować Go Bogu. W tym dniu Jezus-Mesjasz spotyka się także z tymi, którzy na Niego z tęsknotą czekali. Przez usta starego Symeona, któremu daje natchnienie Duch Święty, objawione zostaje „Światło na oświecenie pogan”. A swoimi proroczymi słowami starzec zapowiada pełną ofiarę złożoną na krzyżu przez Jezusa i Jego ostateczne zwycięstwo nad śmiercią (por. Łk 2, 25-35).

 W ten sposób w domu Bożym tego dnia objawia się Uświęcony przez Ojca, Ten, który przyszedł na świat, aby zbawić wszystkich ludzi. A Maryja, Jego matka, jednoczy się z Nim w tej samej ofierze dla zbawienia świata.

 Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest również wymownym znakiem całkowitego oddania się Bogu i wzorem dla wszystkich tych, którzy chcą iść drogą życia konsekrowanego. A Dziewica Maryja, ofiarowująca Dzieciątko Bogu, bardzo dobrze wyraża postawę Kościoła, który nadal ofiarowuje Ojcu swoje córki i synów, łącząc ich z jedyną ofiarą Chrystusa – przyczyną i wzorem wszelkiej konsekracji w Kościele.

 Jak prorokini Anna, która - podobnie jak Symeon - czekała na Mesjasza i czuwała w świątyni, tak pierwszym powołaniem tego, który podąża za Chrystusem, jest przebywanie w komunii z Nim, słuchanie Jego słowa i wielbienie Boga z pokorą i stałością. Jego życie znajdzie wówczas głęboki oddźwięk w sercach ludzi.

 Jan Paweł II pragnął, aby „obchody Dnia Życia Konsekrowanego gromadziły osoby konsekrowane wraz z innymi wiernymi dla wspólnego wychwalania z Dziewicą Maryją wielkich dzieł Bożych, których Pan dokonuje w wielu synach i córkach" (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997). Co więcej, pragnął, aby to święto ukazywało wszystkim, że powołaniem świętego ludu Bożego ma być całkowicie poświęcenie się Jemu.

Klara de Castelbajac. „Chcę być świętą! To więcej niż bycie zakonnicą?”

 Po co nam Dzień Życia Konsekrowanego?

 Jan Paweł II widział w tej uroczystości co najmniej potrójny cel:

 1.    Dziękczynienia za dar życia konsekrowanego

„Po pierwsze – odpowiada on wewnętrznej potrzebie bardziej uroczystego wielbienia Pana i dziękczynienia Mu za wielki dar życia konsekrowanego” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997). Tak jak Jezus w swoim posłuszeństwie i poświęceniu Ojcu mówi nam, jak bardzo Bóg jest z nami, tak i osoby konsekrowane, w pełni należące do jedynego Pana, ich sposób życia i pracy, ich oddanie ludziom są wymownym znakiem, potężnym głoszeniem obecności Boga we współczesnym świecie. „To pierwsza posługa, jaką życie konsekrowane oddaje Kościołowi i światu. Pośród Ludu Bożego osoby konsekrowane są niczym strażnicy, dostrzegający i zapowiadający nowe życie, już obecne w naszych dziejach”, mówił Benedykt XVI 2 lutego 2006 r.

 2.    Poznanie życia konsekrowanego

„Po drugie – Dzień Życia Konsekrowanego ma za zadanie przyczynić się do poznania tej formy życia i pogłębiania szacunku dla niego ze strony całego Ludu Bożego od biskupów po kapłanów, od świeckich po osoby konsekrowane” – wyjaśniał w 1997 r. z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego św. Jan Paweł II.

 Podkreślił to także, zwracając się do osób konsekrowanych 2 lutego 2000 r.: „Świadectwo eschatologiczne należy do istoty waszego powołania. Śluby ubóstwa, posłuszeństwa i czystości dla Królestwa Bożego są waszym orędziem o ostatecznym przeznaczeniu człowieka, które kierujecie do świata. Jest to bardzo cenne orędzie: Człowiek, który czuwa i wyczekuje spełnienia się obietnic Chrystusa, potrafi natchnąć nadzieją także swoich braci i siostry, często zniechęconych i pesymistycznie patrzących w przyszłość”.

 Ojciec święty dodaje także: „Jest ono zatem specjalną i żywą pamiątką Jego bycia Synem, który czyni Ojca swoją wyłączną Miłością – oto Jego czystość; który w Ojcu znajduje swoje wyłączne bogactwo – oto Jego ubóstwo; dla którego wola Ojca jest codziennym „pokarmem” (por. J 4,34) — oto Jego posłuszeństwo.

 Taka forma życia, przyjęta przez Chrystusa i uobecniana w szczególny sposób przez osoby konsekrowane, ma wielkie znaczenie dla Kościoła, powołanego, by we wszystkich swoich członkach przeżywać to samo dążenie do pełnego zjednoczenia z Bogiem poprzez naśladowanie Chrystusa w świetle i mocy Ducha Świętego.

 Życie specjalnej konsekracji w swoich różnorodnych formach pomaga zatem lepiej zrozumieć konsekrację chrzcielną wszystkich wiernych. Rozważając dar życia konsekrowanego Kościół zastanawia się nad swoim szczególnym powołaniem, aby należeć wyłącznie do Pana, i pragnie być w Jego oczach bez „skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5,27).

 Wydaje się zatem uzasadniona potrzeba ustanowienia tego specjalnego Dnia, który przyczyni się do tego, aby nauka o życiu konsekrowanym była nie tylko szerzej i głębiej rozważana, ale również coraz lepiej przyjmowana przez wszystkich członków Ludu Bożego” (Św. Jan Paweł II, Orędzie z okazji 1. Dnia Życia Konsekrowanego, 1997).

 3.    Świętowanie dzieł Pana w życiu konsekrowanych

Trzeci cel dotyczy samych osób konsekrowanych: „Są one zaproszone do wspólnego i uroczystego świętowania niezwykłych dzieł, które Pan w nich dokonał, aby w świetle wiary mogły jeszcze pełniej odkryć blask Bożego piękna – promieniującego za sprawą Ducha w sposobie ich życia – oraz aby mogły jeszcze żywiej uświadomić sobie swą niezastąpioną misję w Kościele i w świecie” – wyjaśnił św. Jan Paweł II w tym samym dokumencie.

 Świadkowie Ewangelii

 W dzisiejszym zagonionym świecie osoby konsekrowane powinny z radością i pokojem ukazywać swoim życiem życie i orędzie Syna Bożego. W ten sposób głoszą naszemu światu, w najróżniejszych sytuacjach, że ostatecznie to Pan jest dla człowieka prawdziwą miłością, prawdziwym bogactwem, najbezpieczniejszą drogą.

 Warto przy tym pamiętać, że „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (Św. Paweł VI, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi, 1975, nr 41).

 Dla Jana Pawła II ustanowienie Dnia Życia Konsekrowanego w święto Ofiarowania Pańskiego oznaczało zatem wsparcie misji Kościoła. Przede wszystkim jego misji w świecie, aby ci, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa, mogli się do Niego zbliżyć dzięki tym osobom, które przez całkowity dar siebie dają świadectwo, że Chrystus jest jedynym Synem, posłanym przez Ojca.

 Papież podkreślił, że nowa ewangelizacja jest możliwa i skuteczna za sprawą osób, które najpierw ewangelizują same siebie, aby potem innym „przedstawiać Ewangelię w jej pełni, a także ukazywać matczyne oblicze Kościoła, służącego mężczyznom i kobietom naszych czasów”.

 Modlitwa za osoby konsekrowane

 Papież był też przekonany, że dzień ten będzie wsparciem duszpasterskim dla Kościołów lokalnych: „Czasami mogą ulegać pokusie by, tak jak Marta, pojmować misję głównie jako liczne zadania do zrobienia, które, rzecz jasna, powinny zostać wykonane. Ale ten dzień przypomina wszystkim, że to wybierając tę cząstkę, którą obrała Maria, możemy przynosić obfite owoce w winnicy Pańskiej. Dziewica Maryja, która dostąpiła wielkiego przywileju ofiarowania Ojcu Jezusa Chrystusa, Syna swego Jednorodzonego, jako ofiary czystej i świętej, niech sprawi, abyśmy byli zawsze otwarci na przyjęcie wielkich dzieł, których On nieustannie dokonuje dla dobra Kościoła oraz całej ludzkości” – mówił Jan Paweł II w 1997 roku.

 Benedykt XVI, 2 lutego 2006 r., odmówił następującą modlitwę, którą zadedykował osobom konsekrowanym:

 
Niech Pan codziennie odnawia w was
i we wszystkich osobach konsekrowanych
radosną odpowiedź na Jego bezinteresowną i wierną miłość.
Niczym płonące świece
promieniujcie zawsze i w każdym miejscu
miłością Chrystusa, światłości świata.
Niech Najświętsza Maryja, Niewiasta konsekrowana,
pomaga wam przeżywać w pełni to wasze szczególne powołanie
i posłannictwo w Kościele dla zbawienia świata.
Amen!
 
Marie Lafon -  "aleteia.pl"
 

 

 

5 

 

Gdzie byśmy byli…

 

Ilu z nas poszłoby za Jezusem do Kany Galilejskiej, towarzyszyło Mu w początkach Jego nauczania...

 Czas Bożego Narodzenia zakończył się z niedzielą Chrztu Pańskiego, a u nas dalej aż do Matki Boskiej Gromnicznej. W kościołach choinki opasane lampkami, betlejemskie stajenki z Dzieciątkiem w żłóbku, pasterze i trzej królowie. W muzeum pokonkursowa wystawa szopek, a jakże! do 2 lutego. Kto wcześniej nie zdążył, może się załapać na ostatnie chwile. Jeszcze słychać kolędy – czasem tę jedną zaśpiewaną pod koniec mszy świętej nieśmiało, czasem w wiejskim kościółku od wyboru do koloru, pełną piersią. A oprócz tego przeglądy kolęd, kolędowe spotkania, chóralne kolędowanie, rodzinne kolędowanie. O, tu jest orkiestra dęta – przeważają motywy okołoświąteczne i tylko  na koniec garść noworocznych z nieśmiertelnym marszem Radetzkyego.

 Zżymał się kiedyś pewien ksiądz na tę polską pobożność widać niedorosłą, niedojrzałą, skoro tak uparcie – zamiast postąpić krok do przodu i wejść w czas zwykły w ciągu roku- stoi przy żłóbku i przy Bożej Dziecinie.

 Pytanie tylko – gdzie byśmy w tych styczniowych dniach byli, gdybyśmy opuścili betlejemską stajenkę? Począwszy od Chrztu Pańskiego weszlibyśmy gładko w tajemnice światła, poszlibyśmy za Jezusem do Kany Galilejskiej, towarzyszyli Mu w początkach Jego nauczania, przy powołaniu Apostołów, przy pierwszych cudach. Może… I ilu z nas? A przy tym odłożylibyśmy szopkę na przyszły rok. Niech się nie zakurzy niepotrzebnie. Nie zaśpiewalibyśmy i nie posłuchalibyśmy kolędy, bo było, minęło… Czy naprawdę bylibyśmy krok do przodu?

 

Maria Sołowiej - "wiara.pl"

 

 

 14

 

W więzieniu samotności

 

Starsze Japonki popełniają drobne przestępstwa, tylko po to, by trafić do więziennej celi w poszukiwaniu towarzystwa…

 Japonia to kraj, który kojarzy się z długowiecznością, zdrowym stylem życia i nacechowanym życzliwością społeczeństwem, czerpiącym radość z prostych przyjemności. W ten idealistyczny obraz wkrada się jednak pogłębiająca się samotność i doskwierające ubóstwo, które sprawiają, że starsze kobiety popełniają drobne przestępstwa, tylko po to, by trafić do więziennej celi. To już nie odosobnione przypadki, ale społeczne zjawisko. W ciągu dwóch dekad liczba więźniarek powyżej 65 roku życia wzrosła niemal czterokrotnie. Cela nie jest dla nich – postrzeganym negatywnie – miejscem kary, ale schronieniem zapewniającym bezpieczeństwo: mają tam ciepło, dostają regularne posiłki, mogą skorzystać z opieki medycznej, a przede wszystkim mają towarzystwo. By przedłużyć ten „dobrostan” wiele kobiet staje się recydywistkami, niektóre deklarują, że są gotowe oddać swe emerytury, tylko po to, by móc zostać za kratkami jak najdłużej. Najlepiej do końca życia.

 Te desperackie działania muszą budzić pytania o stan społeczeństwa i istniejących w nim więzi. Ta samotność nie bierze się przecież znikąd. Japonia od dawna jest symbolem atomizacji społeczeństwa. To właśnie w tym kraju w latach 90 ubiegłego wieku zdefiniowano chorobę samotności – hikikomori. Japoński ból istnienia przejawia się w ogromnej liczbie samobójstw, niechęci do zawierania małżeństw i posiadania potomstwa, a także rozpowszechnionej aborcji. Dzieci już od przedszkola poddawane są ogromnej presji, w szkole zaczyna się rywalizacja, z czasem dochodzi do tego kult pracy, gdzie chorobliwa troska o karierę wypiera relacje przyjaźni i powoduje rozpad więzi rodzinnych. 

 To nie może przynosić dobrych owoców, bo człowiek nie został stworzony do samotności, nie może też żyć wyłącznie karierą. Jest istotą relacyjną, stworzoną do miłości i troski o ukochane osoby. Bez tego usycha. Życie w samotności „owocuje” śmiercią w samotności. Rocznie umiera tak 68 tys. mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Samotna śmierć jest definiowana przez japońskie władze jako taka, w której dana osoba „umiera bez niczyjej obecności, a po pewnym czasie jej ciało zostaje odnalezione”. Czy może być coś smutniejszego… Proces ten wydaje się nie do zatrzymania i oddaje rozpad więzi rodzinnych w społeczeństwie. Dla nas powinien stać się dzwonkiem alarmowym, aby dobrobyt i pogoń za karierą nie przesłoniły nam tego co w życiu najważniejsze. Samotność to niestety coraz częściej też polska choroba, oby nie stała się plagą odbierającą sens istnienia. Jaki ból musisz mieć w sercu, by na starość zacząć kraść, po to, by trafić za kratki w poszukiwaniu drugiego człowieka…

 

Beata Zajączkowska - "wiara.pl"

 

 

 15

 

Wielkie troski małych ludzi
 
Jak to właściwie jest? Może ci się przewidziało. Hej, rozchmurz się. Nie filozofuj.
 
Babcia i dziadek – nieocenieni. Czasem w awaryjnej sytuacji zostają przy dziecku, gdy rodzicom coś wypadnie. A mały człowiek – jak wiadomo- chce się bawić. Najlepiej w coś…
 
Agatka lubi zabawę  z plastikowym zestawem małego medyka i misiami w roli pacjentów. Któregoś dnia w czasie zabawy z babcią sama wchodzi do pokoiku- gabinetu jako ta pochylona staruszka oparta na kijku. „Plecy mnie bolą, panie doktorze.” „No to damy pani zastrzyk, a potem jeszcze maść przepiszemy” – babcia wciela się ochoczo w rolę lekarza. Agatka kręci głową i z jękiem pochyla się jeszcze bardziej: „Nic już nie pomoże.”
 
„No to ratujemy misia!” Pluszak spada z fotela jak zwykle. Rozlega się sygnał jadącej karetki. Jakiś zastrzyk i reanimacja powinny postawić go na nogi. Tak bywało od kiedy Agatka wymyśliła tę zabawę. „Już zaczął oddychać, na wszelki wypadek do szpitala” – decyduje babcia. „Nieprawda, miś nie oddycha, nic mu nie pomoże”- stanowczo oznajmia mały człowiek. Małemu człowiekowi niedawno zmarła prababcia. Agatka już wie, że medycyna ma swoje granice i że ludzie umierają. Niedawno chciała być lekarką, teraz twierdzi stanowczo, że lepiej zostać  sprzedawczynią w „Żabce…”
 
Co zrobić z misiem? Zamiast na nosze włożyć w pudełko? Wyprawić pogrzeb? Może pogadać z dzieckiem o życiu i śmierci? Trudne. Chodź mała do kuchni. Pewnie już jesteś głodna. Dobierzesz do pizzy twoje ulubione składniki. Jak w telewizyjnej reklamie, wiesz? Nie cieszysz się?
 
Mały człowiek - powiedzmy Franuś – z wypiekami na twarzy relacjonuje dramatyczne zdarzenie, którego był świadkiem. W pewnej chwili marszczy brwi. Coś mu się nie zgadza. Dlaczego pewien dorosły powiedział, że też był świadkiem tego zdarzenia, kiedy go tam wcale nie było? Na pewno nie było. A dorośli  zawsze mówią, że nie wolno kłamać… Jak to właściwie jest? Może ci się przewidziało. Hej, rozchmurz się. Nie filozofuj. Nie chciałbyś zagrać w tę twoją planszówkę „Podróże po Jurze”? Podróże kształcą. Może być wersja uproszczona. Bez robót drogowych i innych przeszkód.
 
Czy nie takiego życia chcielibyśmy dla tych, co to naszą pociechą i oczkiem w głowie? Bez przeszkód, bez lęków, bez problemów. Niektórzy dodaliby zapewne – z uroczystością pierwszokomunijną albo jakąś inną majową, ale bez spowiedzi. Bez trudnych pytań o życie i śmierć, o to, co wolno, a czego nie wolno i dlaczego. Bez pytań, na które odpowiadają religia i etyka.
 

Maria Sołowiej - "wiara.pl"

 

 

 16

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

2 lutego - Ofiarowanie Pańskie

3 lutego - św. Błażej, biskup i męczennik

3 lutego - św. Oskar, biskup

3 lutego - św. Maria Klaudyna od św. Ignacego Thevenet, dziewica

4 lutego - św. Joanna de Valois

4 lutego - św. Weronika

4 lutego - św. Katarzyna Ricci, dziewica

4 lutego - św. Jan de Brito, prezbiter i męczennik

4 lutego - św. Gilbert, prezbiter

4 lutego - św. Józef z Leonissy, prezbiter

4 lutego - św. Maria de Mattias, dziewica

5 lutego - św. Agata, dziewica i męczennica

6 lutego - święci męczennicy Paweł Miki i Towarzysze

6 lutego - św. Dorota, dziewica i męczennica

7 lutego - św. Ryszard, król

7 lutego - św. Teodor, żołnierz, męczennik

7 lutego - św. Koleta z Corbie, dziewica

7 lutego - św. Gwaryn, biskup

7 lutego - św. Jan z Triory, prezbiter i męczennik

7 lutego - bł. Pius IX, papież

7 lutego - bł. Klara Ludwika Szczęsna, dziewica

8 lutego - św. Hieronim Emiliani

8 lutego - św. Józefina Bakhita, dziewica

8 lutego - św. Idzi Maria od św. Józefa, zakonnik

9 lutego - św. Apolonia, dziewica i męczennica

9 lutego - bł. Marian Szkot, opat

9 lutego - bł. Anna Katarzyna Emmerich, dziewica

9 lutego - bł. Euzebia Palomina Yenes, dziewica

9 lutego - bł. Leopold z Alpandeire, zakonnik

 

 

 stopka