W BLASKU MIŁOSIERDZIA
53/1053 – 30 listopada 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Adwent
I NIEDZIELA ADWENTU (rok A)
30 listopada 2025 r.
- Świadomie inny
Już siekiera do korzeni drzew jest przyłożona
Świadomie inny
Pierwsza niedziela Adwentu
Nieodzownym elementem naszego ludzkiego życia są emocje, które same w sobie dają nam, jako ludziom, informacje o tym, co się w nas dzieje i co aktualnie przeżywamy. Od wielu już lat psychologia zaprasza nas do tego, abyśmy uczyli się emocje i uczucia nazywać i rozpoznawać, po to, aby za ich pomocą odczytywać nasz wewnętrzny świat. Zapraszani jesteśmy także do tego, aby całą paletę sposobów odbierania i przeżywania uczuć i emocji przekuwać na konkretne działania.
Skąd taki wstęp? Dzisiejsza niedziela to pierwsza Niedziela Adwentu, czyli czas dany nam w Kościele, w którym mamy się przygotować do świąt Bożego Narodzenia – pamiątki i uobecnienia narodzin Jezusa Chrystusa w Betlejem sprzed dwóch tysięcy lat. Jak doskonale wiemy, Adwent w swojej treści przygotowuje nas również na powtórne przyjście naszego Pana, Jezusa Chrystusa, w chwale na końcu czasów, czyli na paruzję. Samo Boże Narodzenie jest momentem wywołującym niezwykłe emocje i uczucia; budzi w nas szereg wspomnień i przeżyć związanych z obchodzeniem tych świąt w dzieciństwie, ale nie tylko. Dla wielu te wspomnienia są wspaniałe, a uczucia i emocje, które powracają, bywają przyjemne i serdeczne: radość, ciepło, miłość, zrozumienie, czułość, bliskość itd. Nie brakuje jednak i takich, dla których ten okres kojarzy się trudniej, a emocje bywają bolesne: strach, chłód, poczucie braku bezpieczeństwa, ból czy odrzucenie.
Wielość i różnorodność tych emocji wykorzystywana jest dziś przez koncerny i korporacje handlowe dla celów czysto komercyjnych, oderwanych od aspektów wiary i przeżyć religijnych. Samo Boże Narodzenie, niestety pochłonięte przez komercję, wlewa się do naszego życia trochę niechciane już teraz, u początku Adwentu, i zaczyna wypierać to, co niesie ze sobą ten specyficzny czas – również pełen pięknych emocji i uczuć. Nie dajmy się uwieść tej „magii świąt”; dajmy sobie czas na przeżycie Adwentu.
Sam Adwent jest okresem liturgicznym niezwykle przepełnionym emocjami i uczuciami. Gdy sięgamy po teksty liturgiczne z tego okresu, które będą nam towarzyszyć przez najbliższe tygodnie, widzimy, że są one przeniknięte tęsknotą, pragnieniem, miłością i radością. Liturgia Słowa czasu Adwentu to zbiór tekstów mówiących nam o niepokoju, zadumie, refleksji, pragnieniu, zawierzeniu, zaufaniu, ciekawości i tęsknocie – o radości przekształcającej się miejscami w podniecenie z powodu spełniającej się obietnicy. Adwent jest przepięknym czasem, będącym dla nas prawdziwą skarbnicą uczuć i emocji.
Przypomnijmy sobie podążanie w ciemności z zapalonym lampionem pośród wiejskich, ośnieżonych dróg albo w otoczeniu miasta dopiero budzącego się do życia. Wieczorną, wspólną modlitwę całej rodziny przy wieńcu adwentowym, którego kolejne zapalone świece rozświetlały mrok pokoju. Słowa niepewności, troski i obietnicy, których słuchaliśmy w Ewangeliach o Zachariaszu, Maryi czy Józefie. A wreszcie radość płynącą z powoli rozpoczynających się przygotowań świątecznych: robienie ozdób na choinkę, przygotowywanie pierwszych potraw, zagniatanie ciasta na pierniki czy nawet pierwsze świąteczne zakupy. Adwent to czas niezwykłych emocji i uczuć.
Dzisiejsza Liturgia Słowa zwraca nam uwagę na to, żebyśmy sami zastanowili się nad „czasem” jako takim – zjawiskiem, które w naszym życiu odgrywa niesamowitą rolę, a które tak często umyka nam bezpowrotnie. A Pan mówi: „nadejdzie czas!”. Dziś większość rzeczy, które nas otaczają, ma z założenia służyć temu, abyśmy mieli więcej czasu: telefony, komunikatory, szybka kolej, szybki Internet, kasy samoobsługowe. A w praktyce wiemy, że i tak tego czasu wiecznie nam brakuje.
Dlatego w dzisiejszych czytaniach słyszymy, że nie tylko „nadejdzie”, ale – jak powie św. Paweł – „teraz nadeszła godzina”, kiedy to wszystko powinno stracić dla nas wagę, a my winniśmy skupić się na tym, co rzeczywiście istotne, i „przyoblec się w Chrystusa”. Ta uwaga i zachęta są dla nas tym bardziej aktualne, że właśnie taka jest wymowa Adwentu: oczekiwać i być przygotowanym. Ten cały zestaw uczuć i emocji związanych z tym czasem jest nam dany właśnie po to, by żyć tu i teraz w bliskości z Jezusem. Z jednej strony mamy oczekiwać Jego przyjścia, a z drugiej – trwać w nieustannej bliskości z Nim, rozważając tajemnice początków Jego ziemskiego życia.
Nie bójmy się naszych emocji; pozwólmy, by poprowadziły nas w tym czasie Adwentu. Zafascynujmy się jak dzieci światłem lampionu w ciemnym kościele i płomieniem świecy na adwentowym wieńcu, gdy o poranku, mimo zaspania, będziemy wstawać na Roraty. Usłyszmy niepokój, zdumienie i niedowierzanie w głosie Zachariasza, pokorę i zmieszanie w słowach Maryi; wczujmy się w lęk i zakłopotanie Józefa i wielu innych postaci, z którymi mamy szansę przeżyć tegoroczny Adwent. Zobaczmy te emocje w nich, ale uczmy się dostrzegać je także w nas. Zobaczmy w adwentowych „bohaterach” ludzi, którzy przeżywają i żyją. Prośmy ich, aby u Boga wyjednali nam łaskę dostrzegania i przeżywania – po ludzku – wielu trudnych i pięknych uczuć i emocji, które budzą się w nas w różnych sytuacjach naszego życia.
Niech ten czas będzie błogosławiony!
o. Wacław Zyskowski CSsR – „redemptor.pl”
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, obecnie Prefekt Studentatu Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Kraków
Wszystko płynie
Jak było za dni Noego? Dość zwyczajnie. Ludzie mieli swoje zajęcia; pracowali, by potem kupować, gotowali, by później ucztować. Spotykali się to w domach, to na rynku; mijali się na ulicach i placach, każdy zajęty myśleniem o ważnych dla niego sprawach.
Gdzieś między nimi przechodził Noe, również zajęty swoimi sprawami, a miał nad czym rozmyślać. W końcu budowa arki to nie była prosta rzecz. Możemy się jedynie domyślać, że skonstruowanie łodzi głęboko na lądzie, z dala od wody wymagało nie lada pomysłu i samozaparcia. Zwłaszcza że na tej łodzi miała się zmieścić nie tylko rodzina Noego, ale też zwierzęta oraz zapasy na czas trwania powodzi.
„Za dni Noego” ludzie planowali wspólną przyszłość, pobierali się, zakładali rodziny, martwili się o swoich bliskich. Podobnie i Noe. Zapewne martwił się o żonę i dzieci. Jak oni zniosą powódź? Czy nie zaczną wątpić w jego zapewnienia, że Bóg ich obroni, gdy zobaczą, jak woda wzbiera? Jedni martwili się, jak pomieścić zaproszonych na wesele gości, Noego zajmowały przygotowania do podróży, o jakiej świat dotąd nie słyszał.
„Za dni Noego”, choć świat normalnie funkcjonował, to nie każdy widział go w ten sam sposób. Noe patrzył na otaczającą go rzeczywistość jak na scenę Bożego działania. Nie przywiązywał szczególnej wagi do detali, gdyż widział, że to wszystko zaraz przeminie, a świat zacznie się na nowo.
W tej różnicy spojrzeń tkwi sens Adwentu i tajemnica tego, dlaczego jeden został wzięty, a drugi zostawiony – widzieć otaczający świat jako przemijający, powoli zbliżający się do Bożego finału. Choć mamy żyć normalnie, jak „za dni Noego”, to trzeba patrzeć na świat i troszczyć się o wiarę jak Noe. Skoro nie wiemy, którego dnia przyjdzie nasz Pan, to kierując się wiarą, mamy czuwać.
Grzegorz Kuraś OP – „wdrodze.pl”
Co to znaczy żyć mądrze?
Czuwajcie! To wezwanie Pan Jezus powtarza nam w Ewangelii niezmiernie często. Co ono znaczy? I dlaczego mamy czuwać?
Czuwać znaczy przede wszystkim „nie spać”, aby wyczekiwać kogoś lub czegoś ważnego. Otóż czujność jest podstawową postawą chrześcijanina, ucznia Chrystusa: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie (Mt 24,42). Mamy czuwać, abyśmy byli gotowi na przyjście Pana. Dzisiaj, 2000 lat po przyjściu na świat Mesjasza i dokonaniu przez Niego dzieła odkupienia, czuwanie odnosi się do drugiego przyjścia Jezusa, to znaczy do paruzji. Będzie ona jednocześnie oznaczała koniec świata i sąd ostateczny. Pan Jezus mówi w Ewangelii, że dzień Jego przyjścia będzie niespodziewany, podobnie jak za czasów Noego, gdy potop przyszedł nagle i potopił ludzi, całkowicie pochłoniętych troskami i radościami życia doczesnego. Potop był dla nich zaskoczeniem i tragedią. W jednym momencie stracili wszystko, w czym widzieli swoje szczęście. Ich życie okazało się wielką ułudą.
I tutaj odnajdujemy powód, dla którego należy czuwać. Naszą sytuację można by streścić w słowach: „urodziliśmy się na świecie po to, aby się dopiero narodzić do życia”. Ta prawda jest bardzo mocno podkreślana przez Pana Jezusa. Wiele razy mówił, że nie tu na ziemi jest nasz dom, ale u Ojca. To, co tutaj posiadamy, to jest „cudza własność”, nie nasza, nasza będzie nam dopiero dana! Może nas to dziwić, ale tak jest. Nawet jeżeli do czegoś doszliśmy dzięki własnej pracy, sami czegoś dokonaliśmy, to i tak przecież nie zabierzemy tego ze sobą do grobu. Musimy wszystko pozostawić. Spójrzmy na domy i pola. Ilu ludzi dawniej je posiadało! A teraz czyją są własnością? A czyją będą kiedyś? Wszystko, co tutaj posiadamy, posiadamy tylko na chwilę. Kiedy sobie to uświadamiamy, pojmujemy, że naprawdę nie mamy niczego swojego. Wszystko jest nam tylko dane do dyspozycji na jakiś czas. I w końcu musimy wszystko oddać. Dlatego nie możemy się kurczowo trzymać własności. Gdzie indziej należy szukać nadziei. Trzeba nam się uczyć inaczej patrzeć na świat i na wszystko, co na nim spotykamy.
I o tym mówią dzisiejsze dwa czytania. Pierwsze – z Księgi Proroka Izajasza – zapowiada ludowi wybranemu, który doświadczał niewoli babilońskiej, nowe odrodzenie. Izajasz wydaje się mówić Żydom: przestańcie się smucić i zamartwiać waszą trudną sytuacją. Wiedzcie, że Bóg, który zawarł z wami przymierze, wyzwoli was i z powrotem przyprowadzi do Jerozolimy. Ale sprawi nie tylko to – bowiem wszystkie narody zobaczą, że to właśnie przez was da wszystkim ludziom zbawienie oraz nowy porządek życia. Bądźcie zatem spokojni i uczcie się od Boga, bo On wam wskazał prawdziwą drogę życia.
Święty Paweł natomiast pisze do uczniów Chrystusa, czyli do tych, którzy już zobaczyli częściową realizację tej zapowiedzi Izajasza, że rzeczywiście to z Izraela powstał Zbawiciel, że przekazał ludziom Ewangelię życia, Ewangelię miłości, i że wszystkie narody zaczynają wierzyć w Niego. Ale czas Jego ponownego przyjścia w doświadczeniu wierzących przedłuża się. Dlatego zaczyna się rozprzężenie, ponowne zagubienie w świecie. To jest bardzo mocna skłonność każdego z nas. Trzeba nam sobie stale przypominać, gdzie jesteśmy i po co żyjemy: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli (Rz 13,11).
Powód, dla którego powinniśmy czuwać, najlepiej może ukazuje przypowieść o dziesięciu pannach. Pamiętamy, że pięć z nich było głupich, a pięć mądrych. Otóż te głupie właśnie nie czuwały. Pan Jezus nie mówi, że żyły grzesznie. Nie o to w tej przypowieści chodzi. One po prostu żyły sobie, nie dbając o to, co w ich życiu jest najważniejsze. Nie pomyślały, że trzeba być gotowym na przyjście Oblubieńca, że trzeba czuwać. Na koniec tej przypowieści Pan Jezus mówi bardzo podobne słowa, jak w dzisiejszej Ewangelii: Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny (Mt 25,13). Można przeoczyć w życiu to, co najważniejsze. Jesteśmy podobni do dziecka w szkole. Ma ono czas na to, by się czegoś nauczyć. Oczywiście, przyjemniej mu spędzać czas na zabawach z kolegami i koleżankami. Ale czas nieubłaganie płynie i jeżeli się czegoś nie nauczy, to później jest to właściwie nie do odrobienia. Czas nauki minął i pewnych rzeczy już się nie będzie umieć.
Z nami jest podobnie. Nasze życie jest wielką szkołą. Ważne jest uświadomienie sobie, że jesteśmy właśnie uczniami w szkole życia, że mamy się nauczyć wybierać dobro i odrzucać zło, odróżniać prawdę od fałszu i pozoru, abyśmy nie zmarnowali swojego życia przez pójście za tym, co jest marnością:
Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa (Rz 13,12–14).
Czuwać to znaczy żyć mądrze, żyć tym, co prowadzi do pełni życia, a co przyniesie nam ze sobą przychodzący Pan Jezus. Adwent przypomina, że wszyscy na Niego oczekujemy. Nie wiadomo, kiedy przyjdzie ostatecznie na ziemię. Ale jedno jest pewne: przyjdzie do każdego z nas w dniu jego śmierci. I ta godzina pokaże, czy będziemy gotowi prawdziwie Go przyjąć. Czy zastanie nas oczekujących na Niego, gdy przyjdzie zabrać nas do swojego królestwa.
Włodzimierz Zatorski OSB – „wiara.pl”
Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: „Podstawy duchowości lidera” (2011), „Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia” (2014), „Duchowe dylematy lidera” (2017).
Kard. Grzegorz Ryś nowym metropolitą krakowskim
Ojciec Święty Leon XIV przyjął rezygnację abpa Marka Jędraszewskiego – dotychczasowego biskupa krakowskiego i mianował dziś ks. kard. Grzegorza Rysia metropolitą krakowskim, dotychczasowego metropolitę łódzkiego.
Życiorys:
Kardynał Grzegorz Ryś urodził się 9 lutego 1964 r. w Krakowie. Do krakowskiego Wyższego Seminarium Duchownego wstąpił w 1982 r. Święcenia kapłańskie otrzymał 22 maja 1988 r. z rąk kard. Franciszka Macharskiego w katedrze wawelskiej. Równolegle do studiów teologicznych odbył studia na Wydziale Historii Kościoła Papieskiej Akademii Teologicznej, na którym, po rocznej pracy duszpasterskiej jako wikariusz parafii pw. św. Małgorzaty i św. Katarzyny w Kętach, został zatrudniony i podjął studia doktoranckie. W 1994 r. uzyskał doktorat, a w 2000 r. habilitację z nauk humanistycznych w zakresie historii.
W latach 2004–2007 był dyrektorem Archiwum Kapituły Metropolitalnej w Krakowie, a od 2007 do 2011 r. rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej. W latach 2010–2011 przewodniczył Konferencji Rektorów Seminariów Duchownych w Polsce.
28 września 2011 r. otrzymał sakrę biskupią z rąk kard. Stanisława Dziwisza. W swoim herbie przyjął zawołanie: Virtus in infirmitate (Moc w słabości).
14 września 2017 r., w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, został mianowany przez papieża Franciszka Arcybiskupem Metropolitą Łódzkim. 4 listopada 2017 roku, we wspomnienie św. Karola Boromeusza, odbył się jego uroczysty ingres do katedry łódzkiej.
29 czerwca 2018 r. otrzymał od papieża Franciszka paliusz, który został mu uroczyście nałożony 5 października 2018 r. w katedrze łódzkiej przez nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio.
21 listopada 2020 roku papież Franciszek mianował abp. Grzegorza Rysia członkiem Dykasterii ds. Biskupów, a po kreacji kardynalskiej 4 października 2023 roku przedłużył kadencję w tej Dykasterii na kolejne 5 lat.
9 lipca 2023 r. Ojciec Święty Franciszek ogłosił jego nominację na kardynała.
Na konsystorzu 30 września 2023 roku abp Grzegorz Ryś otrzymał biret kardynalski i rzymski kościół tytularny pw. św. Cyryla i Metodego.
4 października 2023 roku papież Franciszek mianował kard. Grzegorza Rysia członkiem Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.
Vatican News

Co nominacja kard. Rysia oznacza dla Krakowa?
"Księża chodzili skuleni, teraz szybko się wyprostują"
Nominacja kardynała Grzegorza Rysia może oznaczać powrót do korzeni XX-wiecznego arcybiskupstwa krakowskiego - ocenił Damian Jankowski w TOK FM. Według redaktora "Więzi" kard. Ryś jako metropolita krakowski - w przeciwieństwie do abp. Jędraszewskiego - będzie prowadził "dialog z rzeczywistością".
Papież Leon XIV mianował kardynała Grzegorza Rysia - dotychczasowego metropolitę łódzkiego - arcybiskupem metropolitą krakowskim. Zastąpi on abp. Marka Jędraszewskiego, który przeszedł na emeryturę.
Damian Jankowski z magazynu "Więź" skomentował, że "koniec epoki" arcybiskupa Jędraszewskiego może być także powrotem do korzeni XX-wiecznego arcybiskupstwa krakowskiego. Na pytanie Wojciecha Muzala w "TOK 360", co Jankowski zapamięta z czasu abp. Jędraszewskiego na stanowisku metropolity krakowskiego, redaktor "Więzi" odparł, że nie zapomni "banialuk, kazań politycznych na Wielki Piątek i z nieszczęsnej 'tęczowej zarazy'". - W ostatnich latach były całe grupy, które uważały, że arcybiskup Jędraszewski wypycha je z Kościoła albo wręcz prześladuje słownie - wskazał gość TOK FM.
- Kraków odetchnął z ulgą, przynajmniej znaczna część środowiska - ocenił Damian Jankowski. Według redaktora "Więzi" dziś świętuje nie tylko "Tygodnik Powszechny" czy "Znak". - Abp Jędraszewski zrażał do siebie ludzi m.in. sposobem zarządzania diecezją - "zamordyzmem dworskim" - skomentował rozmówca Wojciecha Muzala.
I przytoczył żart, który opowiadano sobie w Łodzi w czasie, gdy kardynał Ryś zajął miejsce arcybiskupa Jędraszewskiego na stanowisku metropolity łódzkiego. - Mówiono, że księża mają problemy z kręgosłupem, bo za Jędraszewskiego chodzili tacy skuleni, a Ryś kazał im się szybko wyprostować - opowiedział Jankowski, dodając, że może być teraz podobnie w Krakowie.
Redaktor "Więzi" ma teraz nadzieję na "dialog z rzeczywistością". Jankowski wskazał też na różnice między abp. Jędraszewskim a kard. Rysiem. - Nowy metropolita krakowski być może otworzy się na kontakt z ludźmi i inicjatywami, które tylko czekają na wyciągnięcie dłoni - stwierdził gość "TOK 360".
Marta Szumna-Mitek - TOK FM
Znaleźliśmy Mesjasza
Andrzej pozostał więc u Jezusa i nauczył się wiele. Tego skarbu nie zachował jednak wyłącznie dla siebie, ale udał się śpiesznie do swego brata, aby podzielić się tym, co otrzymał. Zastanów się nad słowami, jakie wypowiedział do brata: "Znaleźliśmy Mesjasza, to znaczy Chrystusa". Zauważ, że w tych słowach zawiera się wszystko, czego się nauczył w krótkim czasie. Wskazuje bowiem zarówno na niezwykłą moc Nauczyciela, który przekonał idących za Nim o tej wielkiej prawdzie, jak też na gorliwość i pilność, z jaką uczniowie starali się o niej dowiedzieć. Słowa te pochodzą z duszy, która gorąco pragnie pojawienia się Mesjasza, oczekuje Jego przyjścia z nieba na ziemię, która skoro już przyszedł, przyjmuje Go z radością i weselem i śpieszy, aby oznajmić wszystkim pozostałym wspaniałą wiadomość. To wzajemne pomaganie w sprawach duchowych jest wyrazem braterskiej życzliwości, serdecznej przyjaźni i szczerego uczucia.
Zauważ także, jak bardzo otwarte i ochocze było od samego początku nastawienie Piotra. Wyrusza natychmiast nie zwlekając. "Przyprowadził go" - powiada ewangelista - "do Jezusa". Niech jednak nikt nie gani jego łatwości i tego, że bez dokładnego zbadania przyjmuje wiadomość. Bardzo prawdopodobne, że Andrzej opowiedział wszystko dokładnie i obszernie, ale ewangeliści w trosce o zwięzłość wypowiedzi przedstawiają wszystko w wielkim skrócie. Zresztą nie powiedziano, że uwierzył natychmiast, ale że Andrzej "przyprowadził go do Jezusa", pragnąc przekazać go Jezusowi, aby od Niego wszystkiego się dowiedział. Był bowiem jeszcze inny uczeń i także brał udział w spotkaniu.
Podobnie jak Jan Chrzciciel mówiąc: "Oto Baranek Boży" oraz "On chrzci Duchem Świętym", pozostawił pełniejsze wyjaśnienie tej nauki samemu Chrystusowi, tak też i Andrzej tym bardziej się nie uważał za odpowiedniego do wyjaśniania tych spraw. Zaprowadził więc brata do samego źródła światła bez żadnej zwłoki z wielką radością i weselem.
Nowe Sieci
Nie chciałeś, bym zwykłe rzucał sieci,
i dłużej chodził obojętny po ziemi.
Powiedziałeś mi: - ‘Pójdź za mną’.
Odtąd mam dla Ciebie łowić serca ludzi.
Usłyszałem, jak mnie wołasz;
zostawiłem sieć: - rodzinę i łódź.
Wtedy spojrzałem po raz pierwszy
w Twoje oczy. Zrozumiałem.
Już wiem, co mnie czeka.
Patrzysz na mnie tak dobrotliwie.
- Więcej mi nic nie potrzeba.
W moją duszę wlewasz wolność
w mocy wiary; dajesz mi
Nowe Sieci. Nierozerwalne.
- Mymi rękoma chcesz zarzucać je na świecie.
Bo Ty, Panie, Tajemnice nieba
otwierasz temu, kto Ci zaufał.
Przyjacielem się stajesz, który
wszystko wie, nie musi pytać.
A tylko jednego pragniesz:
- bym przyjął i innym rozdawał
Twoją Miłość.
Alina Girjatowicz „katolik.pl”
Józef
Przesłanie tej historii? Oczywiste. Zawsze powinniśmy być wierni zasadom. W najtrudniejszym położeniu zachować godność, nigdy nie tracić nadziei, nigdy się nie poddawać.
Epilog Księgi Rodzaju to piękna opowieść o życiu Józefa.
Józef był prawnukiem Abrahama, synem Jakuba, którego ojciec darzył wielką miłością, zapewne dlatego, że urodził mu się w podeszłym już wieku, a matką jego była ukochana żona Jakuba - Rebeka. Ojciec obdarował go piękną kolorową szatą jako znak wyjątkowego statusu pośród rodzeństwa. To nie podobało się jego braciom. Przez ich zazdrość Józef miał początkowo być zabity, ale ostatecznie najstarszy brat Ruben ocalił go od śmierci. Józef uszedł z życiem, ale został sprzedany w niewolę do Egiptu.
Smutne? Absolutnie nie! To dopiero początek pięknej epopei o szlachetności, wierności wyznawanym zasadom. Całe życie Józefa to jedna z najbardziej inspirujących historii, jaką można znaleźć w Piśmie Świętym. Józef był niewinny, a mimo to został wyrzucony ze swego kraju. Urodził się wolny w wielkim rodzie Abrahama, a tej wolności go pozbawiono. W obliczu tragedii nie poddał się.
Jako niewolnika kupił go Potifar – urzędnik faraona. Dzięki swej mądrości i uczciwej pracy zdobył zaufanie swojego pana, który uczynił go zarządcą całego majątku. I kiedy wydawało się, że szczęście zaczyna mu sprzyjać na nowo, ponownie wtrącono go do więzienia za czyn, którego nie popełnił. Nie poddał się i nie dał się uwieść żonie Potifara. Nie zagubił integralności moralnej. Odmówił pójścia na skróty, nie uległ pokusie.
W zemście kobieta oskarżyła go o gwałt. Po raz drugi spotkała go niezasłużona kara! Choć niczym nie zawinił, ponownie utracił wolność na kilka lat. Dla kogoś innego byłoby to fatum, dla Józefa każda kolejna niesprawiedliwość była następnym krokiem ku zwycięstwu. Szedł dalej wybraną drogą człowieka sprawiedliwego.
Józef spędził w więzieniu długi czas. I nawet tam nie utracił nadziei, wytrwał w nieskazitelności. Był na tyle szanowanym więźniem, że powierzono mu nadzór nad innymi współwięźniami. Miał dar interpretowania snów. Wykorzystał ten dar, dzięki czemu odzyskał wolność i stał się sławny. To sprawiło, że trafił przed oblicze faraona.
Faraon miał dziwny sen, którego nie potrafił sam zrozumieć. Józef wyłożył znaczenie tajemniczego snu, który był zapowiedzią siedmiu lat wielkiego głodu w Egipcie. Władca zaufał niedawnemu skazańcowi i rozkazał budowę spichlerzy. Faraon powierzył mu nadzór nad Egiptem. Dziś powiedzielibyśmy, że Józef został wybrany na premiera rządu. W jeden dzień zamienił mrok kazamatów na pałac królewski. Z piekła do nieba.
Cała saga kończy się szczęśliwie. Bracia Józefa, którzy go zdradzili, przybyli do Egiptu w poszukiwaniu jedzenia. Przepowiedziany przez Józefa głód rzeczywiście nastał na Bliskim Wschodzie. Józef nie krył w sobie żalu za wyrządzone mu krzywdy, przebaczył swoim braciom. Zaprosił ich do siebie, tym samy ratując ich od klęski głodu.
Przesłanie tej historii? Oczywiste. Zawsze powinniśmy być wierni zasadom. W najtrudniejszym położeniu zachować godność, nigdy nie tracić nadziei, nigdy się nie poddawać. Zawsze przebaczać i zapominać wyrządzone nam krzywdy. W obliczu niesprawiedliwości, postępować sprawiedliwie.
Kiedy zły los zepchnie nas na margines, tym bardziej powinniśmy zachować jeszcze większą godność. Nie można utracić wiary, bo inni też zwątpili. Nie można iść na skróty tylko dlatego, że inni też tak robią. Wymówki typu „ale ty nie rozumiesz jak oni mnie skrzywdzili” prowadzą donikąd. O krzywdach się zapomina i idzie do przodu. W myśl filozofii stoików: „Przestań czuć się skrzywdzony, a krzywda zniknie”. Dokładnie tak. To jedyne wyjście z trudnej sytuacji.
Nie ma innej drogi na szczyt, jak poprzez dolinę. Na szczyt możemy dojść tylko wtedy, kiedy zachowamy wierność swoim pryncypiom moralnym. Każde nieszczęście, każda niesprawiedliwość są następnym etapem wspinaczki. Józef rozumiał tę zasadę. Józef przeszedł przez życie zwycięsko, był wielkim człowiekiem. Szczęście nie stało się jego udziałem dopiero wtedy, kiedy osiągnął wielki sukces. On ten sukces osiągnął, ponieważ był uczciwy i szczęśliwy.
Zawsze warto być człowiekiem prawym. Jak Józef, który najpierw był szlachetnym człowiekiem, zanim stał się wielki. Nieodwrotnie. Podobnie i dzisiaj. Będąc w trudnym położeniu, nie narzekajmy. Jesteśmy niezadowoleni z pracy, wykonujmy ją jeszcze lepiej. Ktoś nas szykanuje, odpowiedzmy na to uśmiechem. W myśl nauki św. Pawła i księdza Popiełuszki – „zło dobrem zwyciężaj”.
Jedną z najważniejszych rzeczy jakich nauczył się mój syn Adam na studiach i o czym mi ciągle przypomina to maksyma: what’s easy is seldom excellent. No właśnie. Wielkość wymaga wielkiego wysiłku.
Wiodło mu się dobrze, gdyż „Pan był z Józefem” – 39, 2. Dokładnie. Józef zawsze był z Bogiem, dlatego Bóg zawsze był z nim. Nie możemy osiągnąć pełni naszych możliwości w pojedynkę.
Andrzej Dańkowski – „wiara.pl”
- autor książki KSIĘGI MĄDROŚCI
ALESSANDRO DI MEO /PAP/EPA Papież i patriarcha Konstantynopola w dawnej Nicei
İznik: Leon XIV wzywa chrześcijan do przezwyciężenia „skandalu podziałów”
Papież i patriarcha Konstantynopola w dawnej Nicei
Potępił też wykorzystywanie religii dla usprawiedliwiania wojny.
„Wszyscy jesteśmy zaproszeni do przezwyciężenia skandalu podziałów, które niestety nadal istnieją, i do podsycania pragnienia jedności, o którą modlił się Pan Jezus i za którą oddał swoje życie” – powiedział papież podczas obchodów 1700. rocznicy Soboru Nicejskiego w İzniku – starożytnej Nicei. Potępił też wykorzystywanie religii dla usprawiedliwiania wojny.
Drodzy Bracia i Siostry!
W czasie pod wieloma względami dramatycznym, w którym ludzie są narażeni na niezliczone zagrożenia dla ich własnej godności, 1700. rocznica Pierwszego Soboru Nicejskiego jest cenną okazją, aby zadać sobie pytanie, kim jest Jezus Chrystus w życiu współczesnych kobiet i mężczyzn, kim jest On dla każdego z nas.
To pytanie jest wyzwaniem szczególnie dla chrześcijan, którzy ryzykują sprowadzenie Jezusa Chrystusa do roli charyzmatycznego przywódcy lub superczłowieka, co ostatecznie prowadzi do smutku i zamieszania (por. Homilia podczas Mszy św. „Pro Ecclesia”, 9 maja 2025). Zaprzeczając boskości Chrystusa, Ariusz zredukował Go do roli zwykłego pośrednika między Bogiem a ludźmi, ignorując rzeczywistość Wcielenia, co sprawiło, że boskość i człowieczeństwo pozostały definitywnie oddzielone. Ale jeśli Bóg nie stał się człowiekiem, to w jaki sposób śmiertelnicy mogą uczestniczyć w Jego nieśmiertelnym życiu? To właśnie było przedmiotem dyskusji w Nicei i jest przedmiotem dyskusji dzisiaj: wiara w Boga, który w Jezusie Chrystusie stał się taki jak my, abyśmy się stali „uczestnikami Boskiej natury” (2 P 1, 4; por. Św. Ireneusz, Adversus haereses, 3, 19; Św. Atanazy, De Incarnatione, 54, 3).
To wyznanie wiary chrystologicznej ma fundamentalne znaczenie w wędrówce chrześcijan zmierzających ku pełnej komunii: jest ono bowiem wspólne dla wszystkich Kościołów i Wspólnot chrześcijańskich na świecie, łącznie z tymi, które z różnych powodów nie wyznają Credo nicejsko-konstantynopolitańskiego w swoich liturgiach. Rzeczywiście, wiara „w jednego Pana, Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami [...], współistotnego Ojcu” (Credo nicejskie) jest głęboką więzią, już łączącą wszystkich chrześcijan. W tym sensie, cytując św. Augustyna, również w kontekście ekumenicznym możemy powiedzieć, że „kiedy zwracam się do wielu chrześcijan, w jednym Chrystusie rozumiem ich jako jedność” (Enarrat. in Ps. 127)[1]. Wychodząc od świadomości, że jesteśmy już połączeni tą głęboką więzią, poprzez drogę coraz pełniejszego przylgnięcia do Słowa Bożego objawionego w Jezusie Chrystusie i pod przewodnictwem Ducha Świętego, we wzajemnej miłości i dialogu, wszyscy jesteśmy zaproszeni do przezwyciężenia skandalu podziałów, które niestety nadal istnieją, i do podsycania pragnienia jedności, o którą modlił się Pan Jezus i za którą oddał swoje życie. Im bardziej jesteśmy pojednani, tym bardziej my, chrześcijanie, możemy dawać wiarygodne świadectwo o Ewangelii Jezusa Chrystusa, która jest zapowiedzią nadziei dla wszystkich, przesłaniem pokoju i powszechnego braterstwa, wykraczającym poza granice naszych wspólnot i narodów (por. Franciszek, Przemówienie do uczestników sesji plenarnej Papieskiej Rady ds. Promowania Jedności Chrześcijan, 6 maja 2022).
Pojednanie jest dziś wezwaniem płynącym od całej ludzkości dotkniętej konfliktami i przemocą. Pragnienie pełnej komunii między wszystkimi wierzącymi w Jezusa Chrystusa zawsze towarzyszy dążeniu do braterstwa między wszystkimi ludźmi. W Credo nicejskim wyznajemy naszą wiarę „w jednego Boga Ojca”; nie byłoby jednak możliwe wzywanie Boga jako Ojca, gdybyśmy nie uznali za braci i siostry innych mężczyzn i kobiet, również stworzonych na obraz Boży (por. Sobór Wat. II, Deklaracja Nostra aetate, 5). Istnieją powszechne braterstwo i siostrzeństwo, niezależnie od pochodzenia etnicznego, narodowości, religii czy poglądów. Religie, ze względu na swoją naturę, są depozytariuszami tej prawdy i powinny zachęcać ludzi, grupy ludzkie i narody do jej uznawania i praktykowania (por. Przemówienie w obecności przywódców religijnych, 28 października 2025). Należy zdecydowanie odrzucić wykorzystywanie religii do usprawiedliwiania wojny i przemocy, podobnie jak wszelkie formy fundamentalizmu i fanatyzmu, a drogą, którą należy podążać, jest braterskie spotkanie, dialog i współpraca.
Jestem głęboko wdzięczny Jego Świątobliwości Bartłomiejowi, który z wielką mądrością i dalekowzrocznością postanowił wspólnie upamiętnić 1700. rocznicę Soboru Nicejskiego właśnie w miejscu, gdzie został on zwołany. Serdecznie dziękuję również Zwierzchnikom Kościołów i Przedstawicielom światowych Wspólnot chrześcijańskich, którzy przyjęli zaproszenie do udziału w tym wydarzeniu. Niech Bóg Ojciec, wszechmocny i miłosierny, wysłucha gorącej modlitwy, którą dziś do Niego kierujemy, i sprawi, aby ta ważna rocznica przyniosła obfite owoce pojednania, jedności i pokoju.
KAI

Do Kościoła małej trzódki
... Czyli powoli trochę i do nas. Przygotujmy się.
Papież w Turcji. Dziś w Stambule, dawnym Konstantynopolu, w południe przeniesie się do Izniku, dawnej, znanej z soborów Nicei. Podobało mi się, co mówił podczas spotkania z, upraszczając, duchowieństwem tego kraju. Czytając jego przemówienie ciągle myślałem: a jeśli za jakiś czas podobnie będzie można mówić do chrześcijan w naszym kraju? To znaczy bez wspominania apostolskiej przeszłości, bo takiej jednak nie mamy, ale jak do małej trzódki, ledwie widocznej w powodzi laicyzmu czy jakieś innej niż chrześcijaństwo religii? Bóg potrafi „budzić” całe narody i sprawiać, że ludzie sami zaczynają szukać Jego Syna, co widzimy w części krajów Zachodu, więc nie wiadomo co będzie. Ale jeśli jednak dojdzie to tego, że chrześcijan w Polsce będzie niewielu?
„Historia, która was poprzedza, nie jest po prostu czymś, co należy zapamiętać, a następnie zarchiwizować w chwalebnej przeszłości, patrząc z rezygnacją na fakt, że Kościół katolicki stał się liczebnie mniejszy. Wręcz przeciwnie, jesteśmy zaproszeni do przyjęcia oświeconego przez Ducha Świętego ewangelicznego spojrzenia. A kiedy patrzymy oczami Boga, odkrywamy, że to On wybrał drogę małości, aby zstąpić pośród nas”.
Coś czego chyba przez lata w odniesieniu do Kościoła nie rozumieliśmy i chyba dopiero ostatnio zaczynamy rozumieć. Bóg wybrał drogę małości. Niekoniecznie oczekuje rozmodlonych tłumów...
I dalej mówił Papież:
Ta logika małości jest prawdziwą siłą Kościoła. Nie opiera się ona bowiem na jego zasobach i strukturach, a owoce jego misji nie wynikają z liczebności, potęgi ekonomicznej czy znaczenia społecznego. Kościół natomiast żyje światłem Baranka i – zgromadzony wokół Niego – jest kierowany na drogi świata mocą Ducha Świętego.
Ciągle chyba jeszcze zastanawiamy się, jak ewangelizować, by były tłumy. A o to, to raczej Bóg powinien się zatroszczyć, bo to On, nie my swoim gadaniem, wzbudza wiarę. Naszym zadaniem przede wszystkim jest być. I tym byciem, naszym życiem, świadczyć... Bo rzucamy nieraz wiele słów na glebę serc całkiem nieprzygotowanych. I odpowiada nam tylko śmiech....
Podobało mi się też, co mówił Papież o wyzwaniach, jakie stawia przed nami ów pierwszy, sprzed 1700 lat sobór. O wyzwaniu uchwycenia istoty wiary, wyzwaniu ponownego odkrycia w Chrystusie obrazu Boga Ojca oraz wyzwaniu by odróżniać rdzeń wiary od „formuł i historycznych form, które ją wyrażają”. Ale zamiast mnożyć własne słowa, zachęcam po prostu do przeczytania.
Andrzej Macura – „wiara.pl”
Jak przygotować się na przyjście Zbawiciela?
Przede wszystkim czuwać! Czuwamy, gdy boimy się, że ktoś włamie się do naszego domu i wyrządzi nam krzywdę lub nas okradnie. Ale czy do takiego czuwania zachęca nas Ewangelia? Jezus przypomina w pierwszą niedzielę Adwentu (Mt 24,37-44), że powinniśmy czuwać, aby nie przegapić wydarzenia, którego nie musimy się wcale bać. Powinniśmy raczej lękać się naszego roztargnienia, nieprzygotowania, niezdecydowania, bylejakości w spotkaniu z kimś wyjątkowym. Rozchełstani, rozmazani, nieumyci, z resztkami jedzenia między zębami, zapominamy, że dzisiaj jest dzień zaślubin i oblubieniec lada chwila zapuka do naszych drzwi.
Zdarzało mi się być nieprzygotowanym na niejedną lekcję w szkole, nie przeczytać książki z listy obowiązkowych lektur, mówić kazanie bez przygotowania, czy iść z marszu do spowiedzi. Te sytuacje nauczyły mnie, że postawa „jakoś to będzie” nie sprawdza się na dłuższą metę. Z czasem człowiek przyzwyczaja się do bylejakości. Nie chcę spuentować mojego życia byle jak i stać przed Bogiem podtrzymując jedną ręką spodnie, by nie opadły, a drugą szukając wymiętego biletu.
Jak przygotować się na przyjście Zbawiciela? Sam Jezus tłumaczy nam, że należy uwolnić się od tego, co nietrwałe, sprawić sobie trzos, który nie niszczeje, przepasać biodra i usługiwać potrzebującym. Nasłuchiwać i z zapaloną pochodnią wypatrywać znaków (por. Łk 12, 32-57).
Trzos, który nie niszczeje
Biblijny trzos to pas z kieszeniami na monety lub z przymocowaną do niego sakiewką przypominającą dzisiejszą torebkę w kształcie nerki. Trzymano w nim pieniądze i kosztowności zabierane w drogę. Natomiast „trzos, który nie niszczeje” to skarb, którego nie da się przeliczyć na pieniądze i który bardziej niż kosztowności powinniśmy strzec. Tym skarbem jest nasza godność jako dzieci Boga – tożsamość potwierdzona nie tyle dokumentem chrztu, co naszymi czynami.
W mojej „nerce” noszę paszport, dowód, prawo jazdy, komórkę, kilka legitymacji i kart. Gdybym ją zgubił, nie mógłbym potwierdzić swojej tożsamości. Gdybym natomiast zgubił trzos, o którym mówi Jezus, zgubiłbym samego siebie. Zapomniałbym kim jestem. A mam o tym pamiętać „przebywając w domu, wędrując drogą, kładąc się spać i wstając ze snu” (Pwt 6,7). To jest właśnie czuwanie o jakim czytamy w Biblii – nieustanne stanie na straży własnego serca, aby nie skamieniało, aby nie przegapiło żadnej okazji, by kochać. Serce pałające doświadczeniem Bożej miłości i oblicze promieniejące dobrocią jest naszym dowodem osobistym poświadczający przynależność do królestwa Bożego. Powinniśmy strzec tej wrażliwości.
Przepasane biodra
W starożytności noszono długie, luźne tuniki. Bez przewiązania jej pasem nie dało się pracować ani swobodnie poruszać. Gdy gospodarz lub sługa umywał gościom nogi, przepasywał biodra, by szata nie krępowała mu ruchów. Podwijał dolną część szaty aż do pasa, tworząc z niej coś w rodzaju spodni i wokół bioder zaciskał pas.
Mieć przepasane biodra to okiełznąć wszystko, co krępuje nam ruchy, co spowalnia nas w służbie drugiemu człowiekowi, co przeszkadza w dążeniu do celu, dla którego zostaliśmy stworzeni. Przepasane biodra symbolizują uwalnianie się od tego, co nas krępuje i rozprasza, co odwraca uwagę od celu naszego życia i sprawia, że się potykamy.
Czuwanie z przepasanymi biodrami nie jest biernym czekaniem, lecz uwijaniem się wokół tego „co w górze” (por. Kol 3,1-2), zajmowanie się tym co „ponad”, czyli tym, co głębokie i trwałe, co nie sprowadza się do odziania nagiego i nakarmienia głodnego. Ubodzy potrzebują naszej życzliwej obecności, naszych otwartych ramion, a nie tylko jałmużny z resztek z naszego stołu rzuconych z litości. Trzeba nieraz ścisnąć pasem nasze rozpasane oczekiwania, by nie myśleć tylko o sobie, by nie uważać siebie za lepszego. Zapatrzeni w siebie, tracimy zdolność do rozsądnej oceny rzeczywistości. Przestajemy być czujni.
Wyostrzony słuch i zapalona pochodnia
Nasłuchiwanie i wypatrywanie to postawa kontemplacji w działaniu. To modlitwa zakochanego serca, która nie odrywa człowieka od codziennego życia, lecz pozwala mu się w tym życiu rozkochiwać, odkrywać jego głębię, dostrzegać oblicze kochającego Boga w rzeczach powszednich, nieraz trudnych, zawiłych. Nasłuchując rozpoznajemy Jego głos. Wypatrując dostrzegamy znaki Jego obecności.
Zapalona pochodnia, o której mówi Jezus w przywołanym wcześniej fragmencie z Ewangelii według św. Łukasza, ma nam w tym pomóc. Ma rozświetlać ciemności. Musimy z jednej strony czuwać, aby jej płomień nie zgasł, a z drugiej strony pilnować, aby pochodnia nie zaczęła kopcić zamiast świecić. Nie ma nic bardziej żałosnego jak kopcąca wiara. Płonąca pochodnia symbolizuje żywą wiarę, czyli taką wiarę, którą widać. Gdy gaśnie, chodzimy na oślep. Gdy kopci, coś fałszywego wkrada się między religijne praktyki a codzienne życie.
Aby dobrze przygotować się na przyjście Zbawiciela, stójmy na straży naszego serca i wypełniajmy je tym, co nieprzemijające i bardzo konkretne. Bez ideologii i pustych, choć może wzniosłych gestów. Łatwo zaplątać się w rozpasane szaty miłości własnej i stracić czujność i nie dostrzec Chrystusa, który przychodzi każdego dnia.
Wojciech Żmudziński SJ – „deon.pl”
Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl
reductio ad absurdum
Szkoła myślenia
Wysłuchać do końca, zrozumieć, uszanować, nie osądzać. Obronimy się w ten sposób przed pokusą szufladkowania, przyklejania etykiet...
Bywało tak… Wychowawczyni (ukłony w stronę naszej ukochanej Pani Profesor) na lekcji polskiego lub godzinie wychowawczej rzucała temat. Mały (czyli Piotrek G.) zwracał się w moją stronę. „Złociutki (licealna ksywa), jakie jest twoje zdanie, bo ja jestem przeciw”. Tak zaczynała się dyskusja. Argumenty czasem były rzeczowe, niekiedy graniczyły z absurdem, co oczywiście powiązane było z wybuchami śmiechu. Nikt na nikogo się nie obrażał, krzykiem raczej swoich racji nie udowadniał, a po skończonych lekcjach szliśmy na ulicę Kaliską, gdzie można było (jedyne takie miejsce we Włocławku) kupić Pepsi, sezamki i rodzynki w czekoladzie. Oczywiście nie zawsze.
Na studiach, a nawet już po nich, dowiedzieliśmy się że w logice jest coś takiego jak szukanie argumentów za pomocą metody zwanej reductio ad absurdum, a w pedagogice burzą mózgów. Czyli byliśmy jak ów pan Jourdain, nie wiedzący że mówi prozą.
Wróćmy do licealnej klasy. Nie argumenty były najważniejsze. Liczyła się umiejętność wysłuchania, zrozumienia racji strony przeciwnej i przedstawienia swoich w taki sposób, by nikt nie powiedział: to się kupy nie trzyma. Czasem trzeba było dyskusję zawiesić by doczytać, zdobyć wiedzę, uzasadnić.
Po latach ktoś mi napisał: masz szczęście, że w liceum nauczono cię logicznego myślenia. Co zapewne wielu zdziwi.
Przy okazji szkolnych wspomnień wracam do zasłyszanego niegdyś dialogu między rabinem i ateistą. Czytał pan Torę? – Nie, przecież jestem ateistą. Zna pan wyjaśnienia uczonych w Prawie? – Nie, przecież jestem ateistą. Wie pan kim był Mojżesz i prorocy? – Nie, przecież jestem ateistą. Na co rabin: pan nie jest ateistą, pan jest nieukiem.
Wysłuchać do końca, zrozumieć, uszanować, nie osądzać. Obronimy się w ten sposób przed pokusą szufladkowania, przyklejania etykiet, zamykania w getcie, przekreślania innych. Co najważniejsze – poszerzymy horyzonty. By nie być tymi, o których Mickiewicz pisał: „takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy”.
Krótko dziś. Spoglądam za okno. Przejechały dwa pługi. Droga i chodnik odśnieżone, za to brama wjazdowa do plebanii zasypana. Czas klawiaturę zamienić na łopatę.
ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

Apokalipsa naszych czasów
– duchowo, społecznie, ekologicznie
W świecie pełnym niepokoju słowo „apokalipsa” brzmi jak zapowiedź katastrofy. Tymczasem autorzy analizowanych tekstów pokazują, że może ono oznaczać coś zupełnie innego: objawienie sensu, przebudzenie, wezwanie do odpowiedzialności i przemiany. Od duchowego przesłania Księgi Apokalipsy, przez kryzys młodych, zagrożenia klimatyczne i osobistą „małą apokalipsę”, po chrześcijańską nadzieję — ta seria ukazuje, że koniec bywa początkiem, a kryzys może stać się drogą do odkupienia i życia bardziej świadomego.
Apokalipsa. Orędzie na nasze czasy?
Autor podkreśla, że Księga Apokalipsy to przede wszystkim objawienie nadziei, nie mroczne proroctwo. Powstała w trudnych czasach prześladowań, by ukazać sens historii i obecność Boga w ludzkim życiu. Autor pyta, czy dzisiaj także jej przesłanie jest nam potrzebne – zwłaszcza gdy żyjemy w chaosie i braku sensu. Apokalipsa mówi o Bożej obecności i miłości: „Łaska wam i pokój” od Chrystusa to obietnica realnej relacji. Wskazuje, że prawdziwa miłość wymaga przekraczania ego i stawania w ofierze dla bliźniego. To wezwanie do życia z Bogiem, który jest „Alfa i Omega” – początkiem i końcem – i czuwania nad tym, co w naszym życiu naprawdę ważne.
Młode pokolenie w poważnym kryzysie. Eksperci biją na alarm: "Apokalipsa uwagi" już trwa
Młode pokolenie znajduje się w poważnym kryzysie – eksperci alarmują, że trwa tak zwana „apokalipsa uwagi”. Dane z Financial Times i National Catholic Register wskazują na drastyczny spadek sumienności wśród nastolatków i młodych dorosłych: rośnie uzależnienie od ekranów, brakuje motywacji, umiejętności planowania i samokontroli. Pedagodzy podkreślają, że nadopiekuńczość rodziców pozbawia młodych ludzi nauki radzenia sobie z porażką i konfliktami. Jako antidotum proponują codzienną rutynę, samodyscyplinę oraz praktyczne działania – na przykład wolontariat, które budują charakter, odpowiedzialność i empatię.
Eko-apokalipsa nadciąga. Jesteśmy przygotowani?
Autorzy artykułu podkreślają, że zmiany klimatyczne to realne wyzwanie – możliwe, że w przyszłości znikną niektóre gatunki zwierząt, a topnienie lodowców zagrozi miastom jak Gdańsk czy Nowy Jork. Odwołują się do encykliki papieża Franciszka „Laudato Si’” jako wezwania do wspólnej odpowiedzialności: „wszyscy płyniemy na jednym statku”. Zaznaczają, że troska o środowisko to nie ideologia, lecz obowiązek – nie tylko wobec natury, ale też przyszłych pokoleń. Działania ekologiczne muszą być inkluzywne, a konsumpcja – świadoma; największym zagrożeniem jest wygoda, która utrudnia realną zmianę.
Kiedy skończy się świat? Istnieje coś takiego jak "mała apokalipsa"
Artykuł podkreśla, że „mała apokalipsa” to indywidualny wymiar eschatologii – pytania faryzeuszów o koniec świata są odbierane przez Jezusa jako wezwanie do refleksji nad własnym życiem. Nie chodzi tu o spektakularny globalny kataklizm, lecz o wewnętrzną przemianę i zrozumienie, że Królestwo Boże jest „wśród nas”, a nawet – „w nas”. Jezus nie podaje dokładnego czasu końca, lecz wskazuje, co jest ważne: nie lokalizacja czy data, lecz postawa wiary. Wielka apokalipsa – w sensie powszechnego objawienia – przyjdzie dopiero później.
Apokalipsa to nie zagłada, ale czas odkupienia
Według autora artykułu, apokalipsa w ujęciu chrześcijańskim to nie koniec świata, lecz czas odkupienia. Jezus nie przynosi strachu – zupełnie przeciwnie, ostrzega przed zbędnym balastem życia i zachęca do czujności. W Ewangelii według świętego Łukasza pojawiają się przerażające wizje, ale nie są one znakiem zagłady, lecz zaproszeniem do zaufania Bogu. W obliczu chaosu i kryzysów nie mamy trwać w lęku, lecz oczekiwać z nadzieją; apokalipsa jest objawieniem prawdy, a nie zapowiedzią destrukcji.
deon.pl / pzk

W weekend w tv i na VOD: Interstellar
Najlepszy film Christophera Nolana? Reżysera, co tu dużo kryć, kultowego. Uwielbianego. Choć czasem człowiek zastanawia się: - Ale tak właściwie, to za co?
Za te zabawy z czasem? Przyszłość to, czy przeszłość? Sen, czy jawa? Rzeczywistość, czy rojenia chorego człowieka/superbohatera?
W jego filmografii roi się od podobnych wątków i podobnych filmów (w całości poświęconych tym zagadnieniom), więc generalnie, gdy ktoś nie przepada za tego typu dywagacjami, może mieć ciężko w trakcie ich oglądania. Nawet jeśli na ekranie bryluje Leonardo DiCaprio lub sam Batman. Nawet jeśli filmy te obsypano Oscarami i oscarowymi nominacjami.
Natomiast nakręcony w 2014 roku „Interstellar” ma to wszystko poukładane i skomponowane tak, że, naprawdę, po raz pierwszy u Nolana kupy się to trzyma. Bo też gatunek wdzięczny. Klasyczne science-fiction, a w kosmosie, wiadomo, każda rzecz przejdzie.
Oczywiście trochę przesadzam. Żartuję. Bo przecież ten film naprawdę porusza mnóstwo ciekawych (i ważnych) zagadnień. Chociażby takich jak zmiany klimatyczne, które są tu głównym motorem napędzającym fabułę. A i niejedna, arcyciekawa teoria z fizyki kwantowej (tunele czasoprzestrzenne, anomalie grawitacyjne, czarne dziury), raz czy drugi mignie nam na ekranie. Czasem nawet krzyżując plany filmowych bohaterów.
W tych zaś wcielają się takie sławy, jak np. Matthew McConaughey, Anne Hathaway, Michael Caine, Timothée Chalamet, Jessica Chastain, Ellen Burstyn, John Lithgow, Casey Affleck… - wymieniać dalej?
Obsada jest tu rzeczywiście niesamowita, ale swoje robi też klimatyczna muzyka Hansa Zimmera (próbka poniżej):
Więc, generalnie, film, który ma tego naprawdę sporo do zaoferowania. Z zaskakującym (a jakże), zwrotem akcji w finale, po którym drapiemy się po głowie i sięgamy po uczone księgi, sprawdzając, czy to naprawdę może tak być?
Ano może. Lub nie. Bo jak pisał Tomasz Rożek: „nie da się z całą pewnością przewidzieć przyszłości wszechświata. Niczego nie da się z całą pewnością przewidzieć (…) W naszym materialnym świecie niczego nie da się powiedzieć z całą pewnością. Nauczyła nas tego fizyka kwantowa”.
Królestwo kwantowe
Królestwo kwantowe
Nie da się z całą pewnością przewidzieć przyszłości wszechświata. Niczego nie da się z całą pewnością przewidzieć.
Nolan i jego bohaterowie próbują jakoś uporać się z tymi paradoksami, zabierając nas, niczym Stanisław Lem dekady temu, w podróż do gwiazd. A właściwie z gwiazd. I z hollywoodzkimi gwiazdami na pokładzie. A to praktycznie zawsze świetnie się ogląda.
*
W niedzielę 30 listopada o 20:00 film wyemituje stacja TVN 7. Powtórka w sobotę 6 grudnia o 23:00 na tym samym kanale.
On-line „Interstellar” oglądać można m.in w Canal+, Prime Video, Apple TV, czy na Netflixie.
Tekst z cyklu Filmy wszech czasów
Piotr Drzyzga – „wiara.pl”

Miss Universe nie wstydzi się swojej wiary.
Nie tylko ona dała świadectwo!
Miss Univers : le premier geste fort de Fatima Bosch après son élection
Nowo koronowana Miss Universe, Fatima Bosch, uczciła swoje zwycięstwo znakiem krzyża i wyznaniem wiary. Nie tylko ona wyznała swoją wiarę na wybiegu modelek.
„Bóg postawił mnie tu, abym niosła światło”
W piątek 20 listopada w Bangkoku ogłoszono, że Miss Universe Mexico, Fatima Bosch, została ogłoszona zwyciężczynią konkursu Miss Universe. Możemy sobie tylko wyobrazić emocje, które ją zalały.
Kiedy po raz pierwszy wystąpiła na wybiegu jako Miss Universe, poświęciła chwilę, aby podziękować Bogu za wszystko, co dla niej zrobił.
Niosąc duży bukiet i ze łzami spływającymi po twarzy, Bosch uniosła tiarę i uczyniła znak krzyża, po czym wskazała w górę, wyrażając w ten sposób wdzięczność Bogu za Jego obecność w życiu.
Na swoim Instagramie przed konkursem piękności Bosch opublikowała zdjęcie rzeczy, które miała ze sobą na konkursie Miss Universe. Oprócz przekąsek i meksykańskiej flagi, przyniosła ze sobą różowy różaniec, zdobiony cekinami wizerunek Matki Bożej z Guadalupe oraz obrazek z Najświętszą Panną.
„Dotarłyśmy” – napisała.
„Bóg postawił mnie tu, abym niosła światło” – napisała.
W swoim pierwszym oficjalnym oświadczeniu po koronacji Bosch złożyła mocne świadectwo wiary w Boga.
Dzisiaj potwierdzam, że tego, co Bóg dla ciebie przeznaczył, nie powstrzyma zazdrość, nie przerwie los, ani nie zmieni los. Niech żyje Chrystus Król – napisała Bosch na swoim koncie na Instagramie po koronacji.
Bosch nigdy nie unikała świadczenia o swojej wierze, zarówno na scenie konkursowej, jak i w mediach społecznościowych.
Kiedy we wrześniu została koronowana na Miss Universe Meksyku, powiedziała: „Ponieważ marzenia się spełniają i ponieważ Bóg tak chciał, jestem tu dzisiaj”.
Prowadzi również relację na Instagramie zatytułowaną „CR” (Cristo Rey, „Chrystus Król”), gdzie dzieli się inspirującymi katolickimi przesłaniami, zdjęciami kościołów i przemyśleniami na temat wiary.
Cristo Rey i Viva Cristo Rey (Chrystus Król i Niech Żyje Chrystus Król) są ważnymi elementami meksykańskiej wiary, ponieważ to oddanie i okrzyk często brzmiały na ustach tych, którzy zginęli podczas wojny Cristeros na początku XX wieku.
Na cześć Matki Bożej z Aparecidy
Bosch nie była jedyną uczestniczką, która nie wstydziła przyznać się do swojej wiary. Świadectwo złożyły także reprezentantki Brazylii oraz Armenii.
Każdego roku, podczas konkursu Miss Universe, wszystkie uczestniczki biorą udział w rundzie „Strojów Narodowych”, nosząc projekt, który ich zdaniem najlepiej reprezentuje ich kraj.
W tym roku laureatką konkursu Miss Universe Brazylii, Maria Gabriela Lacerda, była ubrana w suknię zaprojektowaną tak, aby odzwierciedlała jej wiarę i oddawała cześć Matce Bożej z Aparecidy, patronce Brazylii.
Totus tuus Mariæ – napisała Lacerda na Instagramie. W tym otoczeniu nie mam na sobie tylko kostiumu: widzę historię, wiarę i tożsamość narodu. Każdy detal tego tradycyjnego stroju oddaje hołd Matce Bożej z Aparecidy, patronce Brazylii, której światło przenika pokolenia i symbolizuje odporność, nadzieję i opiekę.
W innym poście napisała:
Myślę, że oddaję hołd najczystszej kobiecie, jaka kiedykolwiek chodziła po tej ziemi, najpiękniejszej i najskromniejszej kobiecie, która uczy mnie tak wiele każdego dnia mojego życia.

Ku czci Trójcy Świętej
Miss Universe Armenii, Peggy Garabekian, choć nie przebrała się za konkretną świętą patronkę, ukazała swoją wiarę chrześcijańską i oddała hołd męczennikom, zakładając specyficzny strój narodowy.
Nakrycie głowy na jej stroju przedstawiało kościół, „święty symbol pobożnego chrześcijańskiego dziedzictwa Armenii jako pierwszego narodu, który przyjął chrześcijaństwo” – napisała w poście na Instagramie, wyjaśniając niuanse swojej kreacji.
Nad kościołem znajdują się trzy święte ormiańskie litery: Ա (Astwats/Bóg), Ք (Kristos/Chrystus) i Ս (Surp Hoki/Duch Święty), które symbolizują Trójcę Świętą. Kościół otacza metalowa aureola, symbolizująca czystość, kobiecość i boską łaskę – powiedział Garabekian.
Artykuł zawiera fragmenty tekstów przetłumaczonych z amerykańskiej edycji Aletei.
Christine Rousselle - Dariusz Dudek – „aleteia.org”
6 grudnia – Świętego Mikołaja
Dziś Mikołaj to sympatyczny staruszek, koniecznie z długą brodą i zaokrąglonym brzuchem, w czerwonym stroju i czapce z pomponem. Mieszka w Laponii lub na biegunie północnym. W okresie Świąt Bożego Narodzenia rozwozi dzieciom prezenty saniami ciągniętymi przez zaprzęg reniferów. Postać Mikołaja wywołuje uśmiech na twarzy dzieci, daje im wiele radości w czasie oczekiwania na narodziny Jezusa. A czy wiecie, kim Mikołaj był naprawdę? Oto krótka historia, którą w mikołajkowy wieczór warto przybliżyć dzieciom.
Prawdziwa historia biskupa z Miry. Imię Mikołaj pochodzi z greki i składa się z dwóch części: nike – „zwyciężać” i laos – „lud”. Święty Mikołaj, biskup Miry Licyjskiej, ze względu na przypisywane mu legendą uczynki został pierwowzorem postaci rozdającej prezenty dzieciom
Wszystko działo się w III i IV w. n. e. na terenie dzisiejszej Turcji (dawniej Patarze). Mikołaj odziedziczył majątek po rodzicach. Był jedynakiem. Mógł żyć w luksusie, ale wolał pomóc biednym i potrzebującym i to właśnie im rozdał swoje bogactwa. Jakie prezenty dostawały od niego dzieci? Najczęściej obdarowywano je chlebem, orzechami, pieniędzmi na słodycze i książkami, krzyżykami, świętymi obrazkami, tabliczkami, ptaszkami w klatce lub… rózgą. Był człowiekiem dobrym, pobożnym, miłosiernym, dlatego mieszkańcy Miry wybrali go na swojego biskupa.
Podania i legendy opiewają sławą i chwałą Mikołaja, opisując jego dobre uczynki. Zasłynął jako cudotwórca, ratując żeglarzy i miasto od głodu. Odwagą i sprawiedliwością wykazał się ratując od śmierci niesłusznie skazanych urzędników cesarskich. Zmarł w podeszłym wieku, 6 grudnia w połowie IV wieku n. e. (między rokiem 345 a 352). Jego relikwie od XI wieku po dzień dzisiejszy znajdują się we włoskim mieście Bari. Postać Mikołaja to jedna z najbarwniejszych postaci hagiograficznych.
Jakie są atrybuty biskupa z Miry? Anioł z mitrą, chleb, trzy złot
e kule na księdze, trzy jabłka, trzy sakiewki, troje dzieci lub młodzieńców w cebrzyku, kotwica, okręt, pastorał i worek prezentów. Na obrazach, spotykanych np. w kościołach, Mikołaj zwykle pojawia się w towarzystwie Jezusa i Maryi.
Kult Mikołaja. W całym chrześcijańskim świecie św. Mikołaj miał tak wiele świątyń, że pewien pisarz średniowieczny pisze: „Gdybym miał tysiąc ust i tysiąc języków, nie byłbym zdolny zliczyć wszystkich kościołów, wzniesionych ku jego czci”. W XIII wieku pojawił się zwyczaj rozdawania w szkołach pod patronatem św. Mikołaja stypendiów i zapomóg. Co najmniej od XV w. istniał zwyczaj budowania „łódeczek św. Mikołaja”, w które Święty miał składać prezenty. Z czasem łódeczki zastąpiły buty i skarpety, lub – w regionach protestanckich – adwentowe talerze z darami. Postać św. Mikołaja uwieczniło wielu malarzy i rzeźbiarzy. Wśród nich wypada wymienić Agnolo Gaddiego, Arnolda Dreyrsa, Jana da Crema, G. B. Tiepolo czy Tycjana. Najstarszy wizerunek św. Mikołaja (z VI w.) można oglądać w jednym z kościołów Beyrutu. W Polsce obecnie jest ponad 300 kościołów i katedr pod wezwaniem św. Mikołaja z Miry (najbardziej okazałe są kościoły w Gdańsku i Elblągu oraz katedry w Elblągu, Kaliszu i Bielsku-Białej). Natomiast największe polskie sanktuarium ku czci tego świętego mieści się w Pierśćcu koło Skoczowa na Śląsku Cieszyńskim. Pierwszą poświęconą mu kaplicę zbudowano tam już w XIV w. Szczególną czcią otaczana jest cudowna figura św. Mikołaja, przy której wierni od lat wypraszają łaski zdrowia dla siebie i bliskich.
ŚWIĘTY MIKOŁAJ, najbardziej zapracowany święty. Patron panien na wydaniu, piekarzy, żeglarzy, mieszczan, ubogich, dzieci, uczniów, rolników …
Był biskupem Myry w Licji (obecnie Turcja). W XI wieku krzyżowcy przewieźli jego relikwie do Bari we Włoszech. Św. Mikołaj był i jest świętym czczonym zarówno przez prawosławnych jak i przez chrześcijan na zachodzie, o czym świadczą liczne kościoły pod jego wezwaniem. W Krakowie kościół (od 1229 r.) i parafia (od 1327 r.) pw. św. Mikołaja są jednymi z najstarszych.
Jeszcze za życia był znany jako opiekun ubogich , na któryc
h przeznaczył swój cały majątek, pielęgnował chorych podczas zarazy. Zmarł w Myrze miedzy 342 a 352 r. Zasłynął cudami czynionymi zarówno za życia, jak i po śmierci. Na obrazach najczęściej przedstawiany jest jako staruszek z brodą w szatach biskupich z pastorałem, a jako atrybuty trzyma otwartą książkę , na której leżą 3 złote jabłka lub bułki, z kotwicą lub z workiem. W Polsce 6 grudnia był obchodzony jako święto uroczyste. Ułożono litanię do świętego Mikołaja, śpiewano godzinki i pieśń kościelną. W Krakowie popularne były piernikowe ,,Mikołajki”.
Najbardziej znanym czynem św. Mikołaja było podrzucenie sąsiadowi trzech brył złota na posag dla córek. Ten szlachetny postępek był inspiracją dla ks. Piotra Skargi do założenia przy Bractwie Miłosierdzia tzw. ,,Skrzynki św. Mikołaja” na posagi dla ubogich i cnotliwych panien, aby z powodu ubóstwa nie zeszły na złą drogę: ,,broniąc czystości pieniędzmi, zaopatrzeniem, jałmużną, za którą odpłata lepsza niźli żebraki karmić”. Fundusz istniał jeszcze na początku XX w.
Święty Mikołaj najczęściej kojarzony jest jako miły staruszek z brodą przynoszący dzieciom prezenty. W Krakowie zwyczaj obdarowywania dzieci prezentami był już znany w poł. XVIII w. Początkowo był zwyczaj podkładania dzieciom prezentów pod poduszkę w wigilię świętego (5 grudnia). Później zaczął przychodzić ,,żywy” św. Mikołaj ubrany w infułę, kapę (rzadziej w ornat) z pastorałem w ręku. Towarzyszy mu anioł i diabeł w czerwono-czarnym stroju z maską na twarzy.
Obecnie św. Mikołaj przynosi prezenty w nocy i nad ranem 6 grudnia. Z nieznanych powodów przeprowadził się z ciepłego południa na mroźną północ, zmienił szaty biskupie na czerwony kubrak i zaczął przynosić prezenty jeszcze w wigilię Bożego Narodzenia.
Święci i błogosławieni w tygodniu
|
• |
|
|
• |
1 grudnia - święci męczennicy jezuiccy Edmund Campion, prezbiter, i Towarzysze |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
4 grudnia - św. Jan Damasceński, prezbiter i doktor Kościoła |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl