W BLASKU MIŁOSIERDZIA

49/1049 – 2 listopada 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Aktualności na Dzień Zaduszny

2 listopada 2025 r.

XXXI niedziela zwykła „rok C”

 

Czytania:
Pierwsze czytanie: Hi 19,1.23-27a
Psalm: Ps 27
Drugie czytanie: 1 Kor 15,20-24a.25-28
Ewangelia: Łk 23,44-46.50.52-53;24,1-6a

Ewangelia:
Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego». Po tych słowach wyzionął ducha.
A był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany.
W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień zastały odsunięty od grobu. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężów w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał».

Komentarz do czytań:
Dzień Zaduszny to czas szczególnej modlitwy za zmarłych. Jest to też okazja do przypomnienia, że śmierć nie jest rozpłynięciem się w nicości, ale początkiem innego życia. Bo ludzkie życie „zmienia się, ale się nie kończy”. I wokół tej prawdy koncentrują się czytania tego dnia.
Czytania drugiej Mszy Dnia Zadusznego, co oczywiste, koncentrują się wokół tematu śmierci i powrotu do życia, zmartwychwstania. O ile jednak zestaw czytań przygotowany do pierwszej Mszy zapalając światło nadziei akcentuje bardziej nieuchronność śmierci, to w tych czytaniach więcej jest radości. Śmierć naprawdę nie ma ostatniego słowa. I to nie tylko takie pocieszanie się, ale dobrze uzasadniona nadzieja.
To jak będzie w niebie? Będziemy tylko stali i wielbili? W sumie to szczegółów nie znamy nie wiadomo. Ale na pewno będziemy szczęśliwi. A przy okazji.. Ewangelia tej uroczystości kreśli przed naszymi oczyma zupełnie inny niż przywykliśmy obraz tego, co na tej ziemi znaczy być szczęśliwym.

 

 

1 

 

W dzisiejszym numerze
- Komentarze do czytań na 2 listopada 2025 r.
- 2 listopada - Dzień Zaduszny
- Jak możemy pomagać duszom czyśćcowym?
- Wszystkich wiernych zmarłych – zbawionych
- Światło w środku zimy. Jak nie dać się jesiennej chandrze
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

g1

 

Komentarze do czytań na 2 listopada 2025 r.

Komentarz do pierwszego czytania

Może trudno w to uwierzyć, ale w starożytnym Izraelu wiara w życie pozagrobowe była bardzo mało rozwinięta. Ludzie uważali, że duch, który ożywia ciało, pochodzi od Boga i w momencie śmierci do Niego wraca, natomiast ciało ulega rozpadowi na proch, z którego powstało. Po człowieku pozostaje tylko coś w rodzaju cienia, który wegetuje w podziemnym świecie – szeolu, gdzie razem przebywają i dobrzy, i źli, w smutnym, apatycznym trwaniu. Stan ten dobrze ilustrują słowa Psalmu 88: „Czy dla cieniów czynisz cuda? Czy zmarli wstaną i będą Cię sławić? Czy to w grobie opowiada się o Twojej łasce, a w Szeolu o Twojej wierności?” (w. 11-12). To właśnie w takim kontekście pesymizmu co do przyszłego życia krnąbrny, rujnujący ówczesne teologiczne schematy Hiob wyśpiewuje swoje niebywałe wyznanie wiary: „Ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę” (Hi 19, 25-26).
W naszych czasach jesteśmy świadkami niezwykłego rozwoju technologicznego. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że im więcej wiemy, im nowocześniej żyjemy, tym bardziej tracimy wyczucie transcendencji i życia wiecznego. Zapatrzeni w ziemskie sprawy, przestajemy szukać spraw Bożych. Brak wiary skazuje coraz większe rzesze ludzi na duchowe osierocenie, na utratę wiary w istnienie Domu Ojca, gdzie mieszkań jest wiele (por. J 14, 2). Ożywiajmy naszą wiarę w tę prawdę – ze względu na nasze dobro duchowe i dla zbawienia świata!

Komentarz do psalmu

„W krainie życia będę widział Boga” – ten refren do psalmu w liturgii pogrzebowej został zaczerpnięty z dzisiejszego psalmu responsoryjnego. Psalm 27 to z pewnością właściwy modlitewny wybór na ciężkie chwile choroby, śmierci i żałoby. Kiedy ogarniają nas ciemności cierpienia, niepewności i zwątpienia z tym większą siłą wiary i nadziei trzeba nam wzywać obecności Boga życia i światła. W takich chwilach to właśnie wiara jest w stanie dodać nam męstwa. Bo przecież to właśnie dzięki wierze wiemy, że życie tych, którzy w Panu umierają, „zmienia się, ale się nie kończy” – jak o tym mówi jedna z prefacji z Mszy za zmarłych. Piękno przyszłego przebywania z Bogiem „w krainie żyjących”, o którym mówi ten psalm, może sprawić, nie tylko to, że przestaniemy obawiać się śmierci, ale także, że zatęsknimy za najlepszym z domów – czyli za domem naszego Ojca Niebieskiego.
Oby ta tęsknota była źródłem natchnienia naszych słów i czynów.

Komentarz do drugiego czytania

Święty Paweł naucza nieutwierdzonych w wierze chrześcijan wspólnoty korynckiej o czasach ostatecznych: o powszechnym zmartwychwstaniu zmarłych i tryumfie Chrystusa. Od tamtego czasu minęło dwa tysiące lat i trudno oprzeć się wrażeniu, że niewiele się zmieniło. My, chrześcijanie dwudziestego pierwszego wieku, też niejednokrotnie mamy problemy z wiarą w zmartwychwstanie i przeżywamy stany niepewności co do życia z Bogiem po śmierci lub wiecznego przeznaczenia naszych bliskich. Dlatego warto i nam przyjąć do serca ważne słowa św. Pawła o Chrystusie: „trzeba bowiem, ażeby królował!” oraz „jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć”. Te słowa są w stanie wyjaśnić nam wiele z tego, co się dzieje dziś w naszym życiu i umocnić naszą wiarę. Otóż, my ciągle jeszcze nie żyjemy w świecie całkowitego panowania Chrystusa. Czasy ostateczne jeszcze nie nastąpiły. I dlatego właśnie ciągle jeszcze dotyka nas cierpienie i śmierć. Oczekuje się jednak od nas, że choć nie ma jeszcze powszechnego królowania Boga, to może On królować w tych, którzy oddadzą Mu swoje serce, czyniąc zeń tron dla Króla królów.

Komentarz do Ewangelii

Słowa Ewangelii w ten szczególny dzień przenoszą nas do Palestyny i do wydarzeń, które miały tam miejsce dwa tysiące lat temu. Oczyma wyobraźni możemy zobaczyć śmierć Zbawiciela, usłyszeć Jego dramatyczne, przedśmiertne wołanie i towarzyszyć troskliwym czynnościom pogrzebowym Józefa z Arymatei. Jakże piękny to człowiek! Znamy Go tylko ze sceny pochówku Pana Jezusa. Nie wiemy, kiedy poznał Mistrza, ani kiedy się Nim zachwycił tak bardzo, że dołączył do grupy najwierniejszych uczniów i uczennic, do tych, którzy wytrwali pod krzyżem, nie bacząc na opinię społeczną, czy niebezpieczeństwo. Nie wiemy, czy brał czynny udział w głoszeniu Ewangelii po zmartwychwstaniu Pana. Natomiast zapisał się rzeczywiście złotymi zgłoskami na kartach Pisma Świętego. Jego postawa przypomina również i nam o tym, że „grzebać umarłych” to jeden z głównych dobrych uczynków. Pogrzeby zazwyczaj zaskakują nas. Śmierć bliskich i znajomych przychodzi zawsze w niewłaściwym czasie. Ale zawsze warto mieć w sobie coś z ducha Józefa z Arymatei: okazać jakąś pomoc, być na pogrzebie, a przede wszystkim pomodlić się.
Dzień Zaduszny przypomina nam o świętych obcowaniu, o tym, że ci, którzy odeszli, z perspektywy wieczności wstawiają się za nami. Nie ustawajmy w modlitwach za nich.

Komentarze do czytań i Ewangelii zostały przygotowane przez o. Dariusza Pielaka SVD

 

 

2

 

Wszystkich wiernych zmarłych

Wspomnienie wiernych zmarłych, następujące po uroczystości Wszystkich Świętych (1 listopada), zostało zapoczątkowane pod koniec X wieku w klasztorze benedyktyńskim w Cluny z inicjatywy świętego opata Odylona.

Uczciwszy triumf tych wiernych, którzy już weszli do nieba, Kościół wspomina wszystkich, którzy w czyśćcu pokutują za swoje grzechy. Aby im przyjść z pomocą, przedstawia Panu Bogu modlitwy i odpusty uzyskane przez żyjących, a przede wszystkim Ofiarę Chrystusa uobecniającą się w Mszy świętej.

Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych wprowadził w roku 998 opat benedyktynów w Cluny, św. Odylon. Bardzo szybko zwyczaj ten przyjął się w całym Kościele.

W roku 1915 w czasie wojny światowej papież Benedykt XV na prośbę opata-prymasa benedyktynów pozwolił kapłanom całego Kościoła odprawiać w tym dniu trzy Msze święte. Jedną ofiarują według własnej intencji, drugą za wszystkich wiernych zmarłych, a trzecią według intencji papieża.

Jak podano w Mszale Rzymskim i w księdze Liturgii Godzin, gdy 2 listopada - jak w tym roku - wypada w niedzielę, należy sprawować Mszę św. ze wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych, natomiast oficjum odmawia się z przypadającej tego dnia niedzieli Okresu Zwykłego.

 

 

3

 

2 listopada - Dzień Zaduszny

Kościół katolicki wspomina dziś wszystkich wiernych zmarłych. Dzień Zaduszny to czas szczególnej modlitwy do Boga, by zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy po śmierci potrzebują oczyszczenia w miłości, czyli czyśćca, który jest "przedsionkiem nieba".

Wspomnienie wiernych zmarłych, następujące po uroczystości Wszystkich Świętych (1 listopada), zostało zapoczątkowane pod koniec X wieku w klasztorze benedyktyńskim w Cluny z inicjatywy świętego opata Odylona.

Stąd rozpowszechniło się na wszystkie klasztory kluniackie, rozsiane w większości w Europie północnej. Kościół włączył je oficjalnie do kalendarza liturgicznego w 1311 roku. Papież Benedykt XV w 1915 roku zezwolił każdemu kapłanowi na odprawienie w tym dniu nawet trzech Mszy za zmarłych: jednej według intencji celebransa, jednej według intencji papieża i jednej za wszystkich wiernych zmarłych.Kto modli się za zmarłych, ten sobie zbawienie wyprasza

Ze Zdzisławem Marczenią rozmawia Kamil Krasowski – „niedziela.pl”

Kamil Krasowski: – Na początek przypomnij, proszę, różnicę między uroczystością Wszystkich Świętych, którą obchodzimy w Kościele 1 listopada, a Dniem Zadusznym, który przeżywamy dnia następnego.

Zdzisław Marczenia: – Wszystkich Świętych to uroczystość, w czasie której wspominamy zmarłych, którzy są już zbawieni, są w niebie i oglądają Boga twarzą w twarz; mają już odpokutowane kary za grzechy, są oczyszczeni i mogą wejść w światłość Bożą. Tego dnia wspominamy również tych, którzy są już przez Kościół ogłoszeni jako święci i błogosławieni. Z kolei Dzień Zaduszny to dzień, w którym obchodzimy wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych, czyli tych, którzy jeszcze są w czyśćcu; chrześcijan, którzy należeli do Kościoła, ale przebywają jeszcze w Kościele oczyszczającym się, cierpiącym, gdzie muszą zmyć z siebie plamy grzechowe, które jeszcze na nich pozostały. W tym miejscu warto również wspomnieć, że zwyczaj modlitwy za zmarłych pojawił się w II wieku dzięki starochrześcijańskiemu pismu „Didache”, które nauczało, że Msza św. jest ofiarą – chociaż w wielu miejscach mówi o tym już Pismo Święte – która pomaga zmarłym, bo krew Chrystusa oczyszcza ich z wszelkiego grzechu.

– Jakie formy modlitwy podejmujesz w listopadzie, modląc się za zmarłych?

– Jeśli chodzi o mnie, to przede wszystkim staram się zamawiać Msze św. za zmarłych z mojej rodziny, znajomych, ale również za tych, którzy są opuszczeni, za których nikt się nie modli, o których nikt nie pamięta, bądź za tych, którzy już dawno umarli. Staram się o nich pamiętać w Mszy św. i w modlitwie Koronką do Ran Pana Jezusa, Koronką do Miłosierdzia Bożego, odmawiając Różaniec, ofiarując też w ich intencji dobre uczynki, cierpienia, jałmużny, czyli wszystko to, o czym Kościół naucza. Odmawiam również nowennę za dusze w czyśćcu cierpiące według św. Alfonsa Marii de Liguoriego z książeczki jezuity ks. Stefana Dosenbacha pt. „Miesiąc dusz czyśćcowych”.

– Czy doświadczasz jakichś szczególnych łask, modląc się za dusze zmarłych cierpiących w czyśćcu?

– Na pewno doświadczam głębokiego pokoju wewnętrznego, duchowego odprężenia. Czuję, że jak ja im wymadlam ochłodę wśród cierpień, które te dusze znoszą, to one również się za mnie modlą. W jednej z książek przeczytałem, że kto modli się za zmarłych, ten sobie zbawienie wyprasza.

– Kościół naucza o trzech stanach duszy, które istnieją po śmierci. Są nimi niebo, czyściec oraz piekło. Jak wyglądają te rzeczywistości?

– Niebo to stan eschatyczny (ostateczny – przyp. red.), w którym aniołowie i święci radują się doskonałym i wiecznym szczęściem, dzięki oglądaniu i posiadaniu Boga. Wszyscy oglądają Boga twarzą w twarz w Jego nieskończonej piękności i miłują Go tak bardzo, iż nie mogą się od Niego odłączyć. Błogosławieni oglądają Boga wprost i bezpośrednio, a więc widzą Go takim, jakim On jest – bez żadnej zasłony, bez pośrednictwa żadnego stworzenia, jak mówi bulla „Benedictus Deus” z XIV wieku. Wszyscy zbawieni uczestniczą w życiu Boga w Trójcy Przenajświętszej, czyli Ojca, Syna i Ducha Świętego. Teologia tradycyjna mówi o szczęściu dodatkowym, a będzie nim oglądanie świętej natury ludzkiej Jezusa Chrystusa oraz Najświętszej Maryi Panny i obcowanie z aniołami i świętymi. Czyściec jest to miejsce cierpień, w którym dusze sprawiedliwych, którzy umarli w stanie łaski uświęcającej, dokonują pokuty za grzechy. Jest to tzw. miłość oczyszczająca, która przez ogień sprawiedliwości Bożej te dusze oczyszcza, by mogły one wejść do oglądania Boga twarzą w twarz, gdyż Bóg w swojej dobroci, piękności i świętości nie może mieć w sobie żadnego atomu grzechu, który w tych duszach jeszcze jest. Cierpienia w czyśćcu są dwojakiego rodzaju – tzw. poena damni, czyli kara czasowego pozbawienia oglądania Boga, i poena sensus, czyli kara zmysłów. Jest to miejsce, z którego się wychodzi dopiero po całkowitym zadośćuczynieniu sprawiedliwości Bożej. Trzeci stan, czyli piekło, to miejsce, w którym potępieni są skazani na wieczne męki wraz z szatanami. To miejsce w Piśmie Świętym nosi też nazwy „jezioro siarki i ognia” i „morze gniewu Bożego”. Są to symbole biblijne, wzięte z Apokalipsy. Jest to ostateczna i definitywna sankcja – wieczna śmierć dla tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego. Pierwszą karą jest kara odrzucenia, które polega na całkowitym pozbawieniu oglądania Boga na całą wieczność. Ta kara stanowi właściwe potępienie i jest najsroższą ze wszystkich mąk. Drugą karą jest kara zmysłów, która polega na ogniu, będącym fizyczną męką osób potępionych.

– Jaką literaturę poleciłbyś naszym Czytelnikom odnośnie tematu życia po śmierci?

– Pierwszą publikacją jest na pewno „Myśl eschatologiczna” ks. prof. Czesława Bartnika, która przedstawia zarys eschatologii posoborowej, drugą „Śmierć i życie wieczne” kard. Josepha Ratzingera, obecnego papieża emeryta Benedykta XVI, który omawia wspomnianą tematykę, opierając się na egzegezie biblijnej i współczesnej teologii. Poleciłbym również wspomnianą książeczkę ks. Stefana Dosenbacha „Miesiąc dusz czyśćcowych”, która opisuje, w jaki sposób można pomagać duszom zmarłych.

Dogmat o istnieniu czyśćca Kościół ogłosił na Soborze w Lyonie w 1274 r. a potwierdził i wyjaśnił na Soborze Trydenckim (1545-1563) w osobnym dekrecie. Opiera się na przesłankach zawartych w Piśmie św. oraz na sięgającej II wieku tradycji kościelnej. Duży wkład w rozwój nauki o czyśćcu wniósł św. Augustyn. Dogmat podkreśla dwie prawdy: istnienie czyśćca jako pośmiertnej kary za grzechy oraz możliwość i potrzebę modlitwy i ofiary w intencji dusz czyśćcowych.

Ci zmarli, którzy po śmierci doświadczają czyśćca są już bezpieczni, bo znaleźli się w Bożych rękach. Mogą być pewni zbawienia, na którego pełnię muszą się jeszcze przygotować. Czyściec jest "przedsionkiem nieba". Jest wyrazem Bożego miłosierdzia, które oczyszcza tych, którzy za życia na ziemi nie wydoskonalili się w pełni w miłości do Boga, bliźniego i samego siebie. Stan czyśćca nie należy pojmować jedynie jako kary lecz jako przygotowanie do pełnego zjednoczenia z Bogiem w niebie. Aby zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią, oczyszczenie winno być całkowite.

Przez czyściec przechodzą dusze, które zeszły z tego świata w grzechach powszednich i nie odbyły jeszcze na ziemi całej doczesnej kary za grzechy. Istotą kary doświadczanej po śmierci wydaje się tymczasowa rozłąka z Bogiem i oczekiwanie na spotkanie z Nim. Dusza ludzka, poznając po śmierci Boga jako pełnię miłości, pragnie zjednoczenia z Nim a równocześnie rozpoznaje, że jeszcze nie jest tego godna i szuka możliwości oczyszczenia. Bóg w swoim miłosierdziu odpowiada na to pragnienie poprzez działanie, które nazywamy czyśćcem.

W związku z okresem modlitw za zmarłych można uzyskać odpusty dla nich. Należy nawiedzić pobożnie cmentarz w dniach 1-8 listopada i modlić się za dusze zmarłych, przy zachowaniu stałych warunków odpustu: stanu łaski uświęcającej, przyjętej w danym dniu Komunii św., wolności od przywiązania do grzechu (nawet lekkiego) i modlitwy w intencjach Ojca Świętego (np. "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Mario"). W samym dniu 2 listopada - przy zachowaniu tych samych warunków - również można uzyskać odpust za zmarłych związany z nawiedzeniem kościoła lub publicznej kaplicy i odmówieniem w nich modlitwy "Ojcze nasz" i "Wierzę w Boga".

Pamięć o zmarłych była czczona już w czasach pogańskich. W Rzymie obchodzono pogańskie rytuały w lutym każdego roku. Chrześcijanie przejęli tę cześć obrzędów, która nie była sprzeczna z wiarą. Wspominano najbliższą rodzinę. Powszechne wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych spotykamy dopiero w VII wieku. Narodziny Dnia Zadusznego przypadają na 998 r., kiedy to w klasztorach podległych opactwu Cluny zaczęto obchodzić 2 listopada wspomnienie zmarłych. Poprzez kluniackie klasztory zwyczaj rozpowszechnił się na północ od Alp. Dotarła także do Rzymu, ale dopiero około XII wieku. Z kolei w XV wieku wśród hiszpańskich dominikanów rozpowszechnił się zwyczaj odprawiania w tym dniu 3 Mszy św. przez każdego z kapłanów. Stopniowo papieże rozciągnęli ten przywilej wielokrotnego odprawiania Mszy św. na cały Kościół.

W obliczu Bożego Miłosierdzia, któremu zawierzamy zmarłych, nie tyle istotne wydaje się ilościowe nastawienie na wielokrotne sprawowanie tego dnia Eucharystii, ale głęboka wiara wypływająca z przeżywania paschalnej tajemnicy Chrystusa. Zreformowana liturgia mszalna odeszła od średniowiecznych form "przepełnionych lękiem - jak pisze teolog liturgii Michael Kunzler - i beznadziejną ciemnością liturgii zmarłych, nastawionej treściowo głównie na straszliwy sąd i grzeszność człowieka".

Obecnie, 2 listopada, Kościół w modlitwie z ufnością zwraca się do Boga, by zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią.

mlk, ca/Warszawa/KAI

 

 

4

 

Jak możemy pomagać duszom czyśćcowym?

Pomaganie zmarłym nie polega na automatycznym wypełnianiu pewnych praktyk. Chodzi o duchowy dar. Najbardziej pomagamy duszom, kiedy sami zbliżamy się do Boga – mówi s. Anna Czajkowska ze Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych.

Jak podkreśla, w pomocy duszom nie tyle trzeba myśleć o zmarłym – o tym, czego on konkretnie potrzebuje – ale trzeba myśleć o Bogu. Zwraca też uwagę, że po „tamtej stronie” nic nie wygląda tak jak po naszej i możemy mówić o rzeczywistości po śmierci jedynie poprzez pewne podobieństwo do tego, co znamy.

KAI: Jak możemy pomagać duszom czyśćcowym?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

S. Anna Czajkowska: Modlitwa, post, jałmużna, odpusty – takie formy poleca nam Kościół katolicki. Musimy jednak pamiętać, że pomaganie zmarłym wymaga od nas autentycznego wysiłku duchowego i pogłębionego spojrzenia na czyściec w wierze. Nie chodzi o automatyczne wypełnianie pewnych praktyk. To nie magia. Nie jest tak, że jeśli odmówię różaniec, czy zamówię Msze św. gregoriańskie za mojego zmarłego, to on po ich odprawieniu automatycznie idzie do nieba. Eucharystia jest darem nieskończonym i niewyczerpanym, ale może się zdarzyć, że zmarły nie może z tego daru skorzystać, bo jest w jakiś sposób na nią zamknięty, skrępowany np. tym, że przez lata przyjmował niegodnie Komunię św. albo potrzebuje czegoś innego, np. przebaczenia.

KAI: Skąd mamy wiedzieć, czego potrzebują zmarli?

- Nie potrzebujemy tego wiedzieć. Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że mówiąc o rzeczywistości czyśćca, mówimy i to jedynie w sposób niedoskonały o tym, co jest dla nas zupełnie nieznane. Po tamtej stronie nic nie wygląda tak, jak po naszej. Wyobrażamy to sobie jedynie przez pewne podobieństwo do rzeczywistości, którą znamy. Mamy liczne świadectwa świętych. Ale to są tylko świadectwa, które przeszły przez ludzki umysł. Ktoś spisał swoje doświadczenia tak, jak potrafił je pojąć i wyrazić, więc na pewno nie należy ich rozumieć dosłownie.

Wiemy, że zmarli w czyśćcu nie doświadczają jeszcze pełnego zjednoczenia z Bogiem i cierpią z powodu tego oddalenia, z powodu niedoboru miłości w sercu. Na to oddalenie „pracowali” tutaj na ziemi. My, jeśli chcemy im pomóc, musimy niejako stanąć w ich sytuacji, „wejść w ich buty” i zbliżać się do Boga, starać się być z Nim w łączności. Najbardziej pomaga zmarłym to wszystko, co nas samych zbliża do Boga. W pomocy duszom nie tyle trzeba myśleć o zmarłym – trzeba myśleć o Bogu, myśleć o tym, co Bóg uczynił dla nas w Chrystusie. To jest droga do nieba dla nas i dla zmarłych cierpiących w czyśćcu.

Stąd pośpiesznie, mechanicznie odmówiona modlitwa, Msza św. przeżywana bez duchowego zaangażowania, albo na którą idę tylko z lęku by nie zgrzeszyć i spełnić niedzielny obowiązek – takie dary niewiele pomogą zmarłym, gdyż i nas samych w niewielkim stopniu zbliżają do Boga, jeśli wręcz nie oddzielają od Niego. Z takiego powierzchownego przeżywania modlitwy czy Eucharystii my sami będziemy się musieli po śmierci oczyszczać. To przecież buduje w nas przeszkodę do pełnego przeżywania komunii z Bogiem. A na tej komunii polega niebo.

KAI: Co zatem możemy robić?

- Prowadząc Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym zachęcamy do tego, co czynimy my same: wszystko to, co w danym dniu może być pomocą dla tych dusz ofiarowujemy Chrystusowi przez ręce Maryi. Warto pamiętać, że my sami nie dysponujemy niczym, co ofiarujemy duszom w czyśćcu cierpiącym. Wszystkim tym dysponuje Boże Miłosierdzie.

Możemy chętnie darować urazy i udzielać przebaczenia różnym ludziom, którzy wobec nas zachowali się niewłaściwie; możemy to robić w intencji pomocy zmarłym, którzy tego przebaczenia potrzebują ze strony kogoś innego. Można w tej intencji wiernie wypełniać obowiązki wynikające ze swojego stanu – kapłańskiego, zakonnego ale także bycia żoną, mężem, matką czy ojcem. Przyjęcie z radością dziecka poczętego można ofiarować w intencji tych zmarłych, którzy cierpią, gdyż nie pozwolili się swojemu dziecku narodzić. Błogosławieństwo dane dziecku na dobranoc może być darem dla matek czy ojców, którzy przeklinali swoje dzieci i którzy źle je traktowali. Każdy gest życzliwości, miłości wobec swoich bliskich, sąsiadów czy osób potrzebujących, może być pomocą duszom czyśćcowym, jeśli taką intencję uczynimy. Byle tylko był to gest czyniony w łączności z Bogiem, w stanie łaski uświęcającej.

KAI: Jakie jest znaczenie ofiarowywania cierpienia?

- Święci, w tym św. Faustyna, św. o. Pio, czy nasz założyciel, bł. Honorat Koźmiński, mówili, że to bardzo skuteczna forma pomocy. Co więcej, to również pomaga nam. Pamięć o intencjach dodaje nam sił w sytuacjach trudnych. Jeśli muszę wykonać ciężką pracę, która mnie czasem przerasta, jeśli muszę przełamać lęk, by wypełnić swój obowiązek, jeśli przychodzi cierpienie fizyczne – gdy wielkodusznie ofiaruję to wszystko w intencji dusz czyśćcowych – to jest mi łatwiej. Tak czy siak cierpię, trudzę się, ale wiem, że mogę dzięki temu kogoś przybliżyć do nieba. Wtedy to moje cierpienie nabiera sensu.

Zyskuję też wstawiennictwo zmarłych. To działa w obie strony. Na tym, np. polega tajemnica obcowania świętych. Gdy zmarli w czyśćcu widzą naszą troskę o nich, niemożliwe, by nie odpowiedzieli modlitwą za nas. Te dusze dzięki naszemu wsparciu coraz bardziej stają się podobne do Boga, a Bóg obdarowuje. One więc coraz bardziej się za nas modlą.

Tę tajemnicę można też próbować zrozumieć na przykładzie własnego ciała. Gdy wyleczę jakąś ranę, cały czuję się lepiej. Ofiarowując coś zmarłym, leczymy tę cząstkę Mistycznego Ciała Chrystusa, która jest w cierpieniu. Cały Kościół dzięki temu doznaje ulgi i radości.

KAI: Różaniec, Msze gregoriańskie, wypominki, Msze św. wieczyste – jakie jeszcze mamy formy wspierania dusz czyśćcowych?

- Jeżeli zmarły miał pragnienie pochówku katolickiego, to – przynajmniej w naszej polskiej rzeczywistości – nie wyobrażamy sobie, żeby odbył się on poza Mszą św. Eucharystia jest sprawowana w dniu pogrzebu, czyli najczęściej trzeciego dnia po śmierci. Później zależy to już od dobrej woli członków rodziny, znajomych i wszystkich tych, którzy w jakiś sposób dowiadują się o śmierci. Często zdarza się, że wiele osób zamawia kolejne Msze św. za tego zmarłego – od rodziny, od sąsiadów, od przyjaciół. W niektórych parafiach jest przyjęte, że zamiast kwiatów i wieńców uczestnicy pogrzebu ofiarowują zmarłemu dar Eucharystii.

Często też członkowie rodziny starają się, by w najbliższym czasie od pogrzebu zamówić Msze św. gregoriańskie w intencji zmarłego. Można też zamówić Msze św. wieczyste.

KAI: Czym są Msze św. gregoriańskie i Msze św. wieczyste?

- Msze św. gregoriańskie to 30 Mszy św. odprawianych w kolejnych dniach, bez przerwy, ofiarowanych za jedną osobę zmarłą. Jest to zwyczaj oparty jedynie na przekonaniu wiernych o skuteczności tej modlitwy. Zapoczątkowany został przez papieża Grzegorza Wielkiego, żyjącego w VI w., który polecił w taki sposób modlić się za zmarłego zakonnika. Według tradycji, trzydziestego dnia zakonnik miał się objawić we śnie przełożonemu klasztoru, dziękując za pomoc.

Msze św. wieczyste mogą być odprawiane w niektórych zgromadzeniach zakonnych, jak np. pallotyni, czy werbiści. Mają oni na to specjalne pozwolenie od papieża. Msze te odprawiane są codziennie, tak długo, jak istnieć będzie dane zgromadzenie, za wszystkie osoby, które wpisane są z imienia i nazwiska do specjalnej Księgi Intencji Mszy Wieczystych. Odprawiane one mogą być za osoby żyjące i zmarłe. Intencje te zapewne obejmują już miliony ludzi. Z wpisem do Księgi wiąże się specjalna ofiara, która w wielu przypadkach przeznaczana jest na misje. Jest to zatem rodzaj jałmużny wspierającej ewangelizację, która może być dodatkowo ofiarowana w intencji zmarłych.

KAI: W praktyce pobożnościowej przyjęło się również dawać na Wypominki.

- Wypominki wiążą się nie tylko z odczytywaniem imion i nazwisk zmarłych. Stąd nie jest najlepszą praktyką nazywanie ich „wymieniankami” – jak to się dzieje w niektórych polskich parafiach. Chodzi o to, byśmy sobie uzmysłowili, że są to konkretne osoby, które kochaliśmy, z którymi dzieliliśmy swoje życie. One potrzebują nadal naszej miłości, bo ich życie toczy się nadal – w Bogu wszyscy żyją. Przywołujemy więc pamięć o nich z imienia i nazwiska w czasie wspólnotowego nabożeństwa na wzór memento za zmarłych z Modlitwy Eucharystycznej. Modlimy się we wspólnocie parafialnej uświadamiając sobie, że zmarli wciąż do niej należą. Forma wypominków jest różna, w zależności od tego, jak to jest przyjęte w danej parafii. Niekiedy imiona zmarłych odczytywane są przed Mszą św. w ich intencji, czasem w trakcie modlitwy różańcowej, po której jest też sprawowana Eucharystia. Zazwyczaj praktykowane jest to przez cały listopad. W niektórych parafiach są też wypominki roczne, czyli czytanie wypominków i Msza św. w intencji zmarłych sprawowana w konkretnym dniu każdego miesiąca –czyli 12 razy w ciągu roku.

KAI: Jak uzyskać odpust za zmarłych?

- Żeby otworzyć się na łaskę odpustu, trzeba się trochę wysilić duchowo. Nie wystarczy wypełnienie zewnętrznych czynności. Ta łaska również nie działa automatycznie. W życiu duchowym nic tak nie działa. To bardzo trudno ludziom wytłumaczyć. Nie wystarczy pójść na cmentarz od 1 do 8 listopada i odmówić tam modlitwę za zmarłych. (W tym roku wyjątkowo dar odpustu zupełnego związany z nawiedzeniem cmentarza można uzyskać przez cały miesiąc – w dowolnie przez siebie wybrane 8 dni). By uzyskać odpust zupełny trzeba przyjąć Komunię św., być w stanie łaski uświęcającej i pomodlić się w intencjach, w których modli się papież. Nie można też być w sercu przywiązanym do żadnego grzechu, nawet powszedniego. To jest najtrudniejszy warunek.

KAI: Na czym to polega?

- Można nie grzeszyć, ale być przywiązanym do grzechów. Można np. przestać kraść, ale w sercu żałować, że inni są bardziej zaradni i nadal to robią. Można – to dotyczy grzechów powszednich – wyspowiadać się z tego, że używamy np. wulgarnego języka, ale z żalem powierzchownym i bez szczerej chęci zmiany swego języka, w przekonaniu, że bez wulgaryzmów moi znajomi nie zrozumieją, co do nich mówię. Tutaj chodzi o szczerość intencji, czyli o szczery żal i autentyczną gotowość zmiany życia, na zawsze, nie tylko na 2 czy 3 dni, w celu uzyskania odpustu. Zmiana może mi się oczywiście nie udać. Większość z nas przecież od lat spowiada się z tych samych grzechów. Ale, jak podkreślam, tu chodzi o intencję. Nie mogę mieć upodobania w żadnym grzechu – nawet najlżejszym. Nie chcę go pod żadną postacią. Podsumowując – krótko po odbyciu naprawdę dobrej spowiedzi, gdy jeszcze trwam w moich dobrych postanowieniach poprawy, mam naprawdę dużą szansę na tę wolność w sercu i na sięgnięcie po łaskę odpustu zupełnego. Jeśli ofiaruję go za duszę czyśćcową oznacza to dla niej wejście do chwały nieba.

KAI: Czym są odpusty cząstkowe?

- O odpustach cząstkowych mniej się mówi, a szkoda, bo łatwiej się na nie otworzyć. Wymagany jest tylko stan łaski uświęcającej i skrucha serca, czyli pokorna świadomość własnej słabości oraz potrzeby łaski Bożej. Jeśli w takim stanie będąc, z intencją pomocy zmarłym odmówię jakąś dowolną modlitwę, do której Kościół nadał łaskę odpustu częściowego – np. „Pod Twoją obronę”, różaniec, „Wieczny odpoczynek” albo np. pomodlę się aktem strzelistym „Jezu ufam Tobie!” w sytuacjach trudnych, o to, np. by nie odpowiedzieć złem na zło – zyskuję łaskę cząstkowego odpustu, czyli darowania części czyśćcowego cierpienia duszy.

KAI: Czy listopad jest momentem szczególnych łask dla dusz czyśćcowych?

- Kościół ustanowił na początku listopada uroczystość Wszystkich Świętych i wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych, kierując nasz duchowy wzrok nie tylko na niebo, ale również na czyściec. Dał nam też oktawę tej uroczystości. 2 listopada decyzją Stolicy Apostolskiej kapłani mogą sprawować aż 3 Msze św. To jest czas, w którym zwykły człowiek, zazwyczaj zalatany i zabiegany, ma szansę się zatrzymać i pomyśleć o wieczności. Kościół mu przypomina, że są święci w niebie, którzy nas wpierają swoją modlitwą, ale są też zmarli, którzy czekają na pomoc, bo sami już nic dla siebie nie mogą uczynić. Z pewnością w tym czasie staramy się gorliwiej modlić za dusze zmarłych, więc zapewne też dociera do nich więcej łask.

Na pewno nie możemy się ograniczać w modlitwie za zmarłych do jednego miesiąca w roku. Niektóre objawienia prywatne podpowiadają, że szczególnym momentem łask dla dusz czyśćcowych są Święta Bożego Narodzenia. To ciekawa intuicja, zwłaszcza gdy sobie uświadomimy, czym było Wcielenie Chrystusa. Cały świat się od tego momentu zmienił. Liturgiczna pamiątka tego dnia musi być czasem wielkiego obdarowywania Bożym Miłosierdziem.

KAI: Czym jest Apostolstwo Pomocy Duszom Czyśćcowym?

- Jest to duchowa rodzina naszego Zgromadzenia, włączająca się w realizację charyzmatu niesienia pomocy duszom czyśćcowym. Działa już od prawie 40 lat i liczy ok. 30 tys. Osób. Gromadzi ludzi żyjących różnym powołaniem. Należą do niego w większości osoby świeckie ale także w niemałej liczbie księża, siostry i bracia z różnych zgromadzeń zakonnych. Proponujemy im publikacje o tematyce eschatologicznej oraz uczestnictwo w rekolekcjach, z których oczywiście korzysta jedynie cząstka tej licznej wspólnoty. Docieramy do członków poprzez wewnętrzny kwartalnik formacyjny „Do domu Ojca” oraz treści zamieszczane na Facebooku Apostolstwa i na naszych stronach internetowych: www.wspomozycielki.pl oraz www.apdc.wspomozycielki.pl.

S. Anna Czajkowska ze Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych zajmuje się w zgromadzeniu formacją członków Apostolstwa Pomocy Duszom Czyśćcowym.

Zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych powstało w 1889 r. Założone zostało przez bł. Honorata Koźmińskiego i m. Wandę Olędzką. To jedyne w Polsce a drugie w Europie żeńskie zgromadzenie zakonne, którego głównym celem jest niesienie pomocy duszom czyśćcowym.

Siostry Wspomożycielki są zgromadzeniem bezhabitowym. Żyją według Reguły i Życia Braci i Sióstr Trzeciego Zakonu Regularnego św. Franciszka z Asyżu. Ratują dusze zmarłych ofiarując Panu Bogu w ich intencji całe swoje życie: śluby zakonne, modlitwy, prace apostolskie, publikacje o tematyce eschatologicznej, trudy i radości życia we wspólnocie życia konsekrowanego, uczynki miłosierdzia, wyrzeczenia, ofiary i odpusty.

Rozmawiała Maria Czerska – „niedziela.pl”

 

 

5

 

Wszystkich wiernych zmarłych – zbawionych

Kościół powszechny wspomina dzisiaj w liturgii wszystkich wiernych zmarłych – zbawionych, ale potrzebujących oczyszczenia i udoskonalenia (miejsce i stan czyśćca), a w konsekwencji potrzebujących naszych modlitw.

W tradycji polskiej ten dzień jest nazywany „Dniem Zadusznym” lub potocznie „Zaduszkami”.

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych wprowadził po raz pierwszy św. Odylon (+1048), opat benedyktynów w Cluny we Francji. On to w dniu 2 listopada 998 r. zarządził modlitwy za dusze wszystkich zmarłych.

W Polsce tradycja „Dnia Zadusznego” zaczęła się tworzyć już w XII w., a z końcem wieku XV była znana w całym kraju.

W 1915 r. papież Benedykt XV na prośbę opata-prymasa benedyktynów zezwolił, aby tego dnia każdy kapłan mógł odprawić trzy Msze Święte: w intencji poleconej przez wiernych, za wszystkich wiernych zmarłych i według intencji ojca świętego.

„Spraw, Boże, aby nasi zmarli bracia mogli wejść do chwały z Twoim Synem, który łączy nas wszystkich w wielkiej tajemnicy Twojej miłości”.

Słowa Hioba przywołują rzeczywistość, której poddani są wszyscy ludzie na ziemi. Sam Chrystus Pan i Jego Najświętsza Matka uczestniczyli w tej rzeczywistości. Wyrażają ją znane nam wszystkim słowa: „Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się…” (Prefacja o zmarłych).

Tej zmienności życia doświadczamy od momentu naszego poczęcia, choć tak naprawdę dopiero w wieku dojrzałym uświadamiamy sobie jej wagę – i zazwyczaj zaczyna nas ona uwierać swoją nieodwołalnością oraz nieodwracalnością.

Przemijanie.

Początkowo wcale nam ono nie przeszkadza. Chciałoby się nawet powiedzieć, że przeciwnie – gdy jesteśmy młodzi, nastoletni, chcielibyśmy jak najszybciej wkroczyć w świat dorosłych, uniezależnić się od rodziców, rozpocząć własne życie. W tych pierwszych latach upływ czasu oznacza bowiem poszerzanie się perspektywy naszego życia. Potrafimy coraz więcej, możemy coraz więcej, chcemy coraz więcej.

I tak to trwa przez wiele lat, aż w końcu dostrzegamy, że horyzont życia zaczyna się kurczyć. Słabną nasze siły, pamięć, wzrok. Przechodzimy na emeryturę i – przynajmniej niektórzy – pytają: „Czy ja w ogóle jestem jeszcze potrzebny?”. Stopniowo perspektywa życia się zawęża – najpierw do naszego miasta, potem do domu, wreszcie do pokoju, z którego coraz trudniej wyjść samemu, aż w końcu do łóżka, z którego zabierze nas śmierć… I perspektywa życia na ziemi się zamyka.

Czasem dzieje się to nagle, gdy w żaden sposób nie jesteśmy na to przygotowani – na drodze, w wypadku, na ulicy, w wyniku zawału serca czy innej niespodziewanej przyczyny. Jakby ktoś nagle zgasił światło. A wszystko to, za czym goniliśmy, co musieliśmy załatwić, wypada nam z rąk. I świat się wcale nie kończy – dalej radzi sobie doskonale, ale już bez nas.

I to naprawdę tylko tyle? Czy to wszystko?

To jest pierwsze pytanie, które rodzi się w sercu w takim dniu – gdy stajemy nad mogiłami naszych bliskich, wspominając ich życie. Wielu z nas wtedy dotyka myśl: któregoś dnia ja… Po raz ostatni przyniosą moje ciało do kościoła, a potem złożą je w mogile. Co po mnie zostanie? Jaki jest sens wszystkich moich wysiłków, kariery, bogacenia się, skoro i tak wszystko skończy się w grobie?

Bo „życie zmienia się…”, lecz zaraz dopowiadamy drugą część tego zdania: „ale się nie kończy!” (Prefacja o zmarłych). Słowo Boże, które przed chwilą odczytaliśmy, mówi jednoznacznie: „Wybawca mój żyje!” (Hi 19,25). Chrystus również umarł, ale zmartwychwstał. I – jak dodaje św. Paweł – „stał się pierworodnym spośród umarłych” (por. Kol 1,18). To oznacza, że i my zmartwychwstaniemy w Nim; że ponownie spotkamy naszych bliskich i nie będzie już więcej rozstań.

Chrystus obiecał nam wieczność, obiecał życie, które się nie kończy. Obiecał, że śmierć nie będzie mieć ostatniego słowa – i swoim zmartwychwstaniem dowiódł prawdziwości swoich słów.

Trzeba tylko Mu uwierzyć. Gdy Mu zaufamy, nic nie będzie w stanie ograniczyć perspektywy naszego życia – ani starość, ani cierpienie, ani sama śmierć. W wierze bowiem nasza perspektywa pozostaje otwarta na wieczność.


o. Jacek Dembek CSsR
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Tuchów

 

 

6

 

Światło w środku zimy.
Jak nie dać się jesiennej chandrze

Kiedy dni stają się coraz krótsze, a poranki chłodne i mgliste, nasz organizm zaczyna funkcjonować w zupełnie innym rytmie. Zmiana pór roku nie dotyczy jedynie krajobrazu – to także silny sygnał biologiczny, który wpływa na naszą psychikę, emocje i energię. Jesień i zima to czas, gdy wielu z nas doświadcza obniżonego nastroju, trudności z koncentracją czy uczucia ciężkości, które trudno jednoznacznie wyjaśnić. Psychologia nazywa to zjawisko sezonowym obniżeniem nastroju, a w bardziej nasilonej formie – depresją sezonową (Seasonal Affective Disorder, SAD).

Krótsze dni, brak słońca i spadek energii

Brak światła słonecznego to jeden z najważniejszych czynników wpływających na nasze samopoczucie. Promienie słoneczne regulują wydzielanie serotoniny – hormonu szczęścia, który odpowiada za motywację, energię i pozytywne nastawienie. Kiedy dni stają się krótsze, a większość czasu spędzamy w sztucznym świetle, poziom serotoniny spada, co może skutkować sennością, apatią i uczuciem przygnębienia. Jednocześnie wzrasta poziom melatoniny – hormonu snu, który w naturalny sposób nas "spowalnia". Nasz wewnętrzny zegar biologiczny zostaje rozregulowany, a organizm zaczyna działać w trybie oszczędzania energii.

Mniej ruchu i kontaktu z ludźmi

Jesień często sprzyja izolacji. Rzadziej wychodzimy z domu, rezygnujemy ze spacerów, spotkań i aktywności fizycznej. To jednak błędne koło, ponieważ brak ruchu obniża poziom endorfin, naturalnych substancji poprawiających nastrój. Człowiek, jako istota społeczna, potrzebuje relacji, bodźców i wymiany emocji. Kiedy zostajemy sami z własnymi myślami, negatywne emocje mają większą szansę się utrwalić. Według psychologów regularne kontakty społeczne i aktywność fizyczna to dwa najskuteczniejsze czynniki chroniące przed depresją sezonową.
Naturalny spadek nastroju, który łatwo przeradza się w przygnębienie

Warto pamiętać, że jesienny spadek nastroju nie zawsze jest chorobą. Często to naturalna reakcja organizmu na zmianę rytmu życia. Zwolnienie, większa potrzeba snu czy refleksyjność mogą być sygnałem, że ciało i umysł potrzebują regeneracji. Problem pojawia się wtedy, gdy ten stan się przedłuża: kiedy smutek nie ustępuje, a codzienne obowiązki stają się przytłaczające. Psychologowie podkreślają, że kluczem jest świadomość i uważność – rozpoznanie momentu, w którym zwykłe jesienne zmęczenie zaczyna przeradzać się w coś głębszego.

Jesień to także metafora ludzkiego życia – czasu przemiany, odpuszczania i dojrzewania. Gdy przyroda zamiera, my również jesteśmy zaproszeni do zatrzymania i refleksji nad tym, co naprawdę istotne. W kulturze zdominowanej przez pośpiech i produktywność trudno nam zaakceptować potrzebę spowolnienia, dlatego często interpretujemy ją jako słabość. Tymczasem psychologowie coraz częściej mówią o znaczeniu "psychicznej zimy" – momentu, w którym człowiek pozwala sobie na odpoczynek, skupienie i wewnętrzne porządki. Zamiast walczyć z ciemnością, można nauczyć się w niej przebywać: z kubkiem herbaty, książką i zgodą na to, że energia ma swoje cykle. To nie porażka, lecz mądrość natury, która przypomina nam, że nawet po najdłuższej zimie przychodzi wiosna.
Jak zadbać o ciało i umysł

Jesienią i zimą nasze ciało potrzebuje więcej troski – nie dlatego, że jest słabsze, ale dlatego, że działa w trudniejszych warunkach. Krótsze dni, niskie temperatury i brak słońca wpływają nie tylko na odporność, lecz także na psychikę. Dlatego warto potraktować ten czas jako zaproszenie do zwolnienia tempa i wprowadzenia drobnych, ale konsekwentnych rytuałów, które pomogą utrzymać równowagę.

Ruch, sen i światło jako najlepsze "leki"

Aktywność fizyczna to najskuteczniejszy naturalny sposób na poprawę nastroju. Nie musi to być intensywny trening, wystarczy regularny spacer, joga czy krótki rozruch w domu. Każdy ruch pobudza krążenie, dotlenia mózg i zwiększa wydzielanie endorfin, czyli hormonów szczęścia. Równie ważny jest sen: w sezonie jesienno-zimowym szczególnie łatwo go zaburzyć, bo brak światła rozregulowuje rytm dobowy. Warto więc kłaść się i wstawać o stałych porach, unikać ekranów przed snem i zadbać o ekspozycję na naturalne światło tuż po przebudzeniu. W krajach północnych popularne są lampy do światłoterapii, które pomagają "oszukać" zimową ciemność – kilkanaście minut dziennie potrafi przynieść zauważalną poprawę samopoczucia.

Psychika zaczyna się w ciele

To, co jemy i jak funkcjonujemy w ciągu dnia, ma bezpośredni wpływ na nasz nastrój. Zimą szczególnie ważne są produkty bogate w witaminy z grupy B, magnez, cynk i kwasy omega-3, które wspierają układ nerwowy. Pomaga też suplementacja witaminy D, której poziom w organizmie spada w okresie bezsłonecznym. Warto też pamiętać o regularności – stałe pory posiłków i snu dają mózgowi poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Ciepłe, aromatyczne potrawy (zupy, owsianki, kasze) działają kojąco nie tylko na ciało, ale i na emocje.
Uważność, wdzięczność i małe codzienne cele

Jesienią łatwo popaść w marazm i poczucie, że "nic się nie dzieje". Dlatego tak ważne jest świadome pielęgnowanie drobnych źródeł radości. Psychologowie podkreślają, że wdzięczność ma realny wpływ na neurochemię mózgu – codzienne zauważanie trzech dobrych rzeczy pomaga przeprogramować uwagę z tego, co trudne, na to, co wspierające. Pomocne są także techniki uważności (mindfulness), które uczą obecności i łagodności wobec siebie. Wystarczy kilka minut dziennie, by zatrzymać się, wziąć głęboki oddech i poczuć, że mimo chłodu i ciemności, życie wciąż dzieje się tu i teraz.
Nie bądź sam – szukaj światła w relacjach

W chłodnych miesiącach wiele osób instynktownie wycofuje się z kontaktów. Wolimy zostać w domu, zaszyć się pod kocem, włączyć serial i odgrodzić od świata. Choć taki odpoczynek bywa potrzebny, długotrwała izolacja ma swoją cenę. Psychologia społeczna jasno pokazuje: samotność to jeden z najpoważniejszych czynników pogarszających zdrowie psychiczne. Nie tylko pogłębia przygnębienie, ale też osłabia układ odpornościowy i zwiększa poziom stresu.
Relacje jako naturalny antydepresant

Kontakt z drugim człowiekiem reguluje emocje, pomaga spojrzeć na siebie z dystansem, odzyskać poczucie sensu i przynależności. Czasem wystarczy rozmowa przy herbacie, wspólny spacer albo drobny gest zainteresowania, by przywrócić równowagę. Bliskość działa jak emocjonalne światło: ogrzewa, nawet jeśli za oknem ciemno i zimno. Wspólne śmianie się, planowanie drobiazgów czy dzielenie codziennych obowiązków to rzeczy, które nie tylko "odciągają uwagę" od smutku, ale też biologicznie wpływają na wydzielanie oksytocyny – hormonu zaufania i więzi.
Dawanie dobra jako sposób na odzyskanie sensu

Pomoc innym to jedna z najprostszych i najskuteczniejszych metod poprawy nastroju. Psychologia pozytywna nazywa to efektem "helper’s high" – poczuciem satysfakcji i energii wynikającej z dawania. Można zaangażować się w wolontariat, pomóc sąsiadowi, odwiedzić kogoś samotnego albo po prostu wysłać wspierającą wiadomość do przyjaciela. Takie gesty przypominają, że jesteśmy częścią większej całości, że nasze działania mają znaczenie.
Gdy samotność zamienia się w cierpienie

Czasem jednak relacje nie wystarczają. Jeśli przygnębienie utrzymuje się tygodniami, a codzienne obowiązki stają się trudne do wykonania, warto sięgnąć po pomoc specjalisty. Rozmowa z psychoterapeutą lub lekarzem nie jest oznaką słabości – przeciwnie, to wyraz odwagi i troski o siebie. Współczesna psychologia podkreśla, że zdrowie psychiczne wymaga takiej samej uwagi jak fizyczne.

Zima nie musi być czasem samotności. To może być okres, w którym uczymy się budować relacje głębiej, bardziej świadomie, z wdzięcznością za obecność drugiego człowieka. Bo światło, którego szukamy w mroku, często bije właśnie od ludzi.

Julia Hap – „deon.pl”

 

 

12

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

1 listopada - Wszyscy Święci

2 listopada - Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych

2 listopada - św. Malachiasz, biskup

3 listopada - św. Marcin de Porres, zakonnik

3 listopada - bł. Rupert Mayer, prezbiter

3 listopada - św. Hubert, biskup

4 listopada - św. Karol Boromeusz, biskup

5 listopada - święci Elżbieta i Zachariasz, rodzice św. Jana Chrzciciela

5 listopada - św. Gerald, biskup

5 listopada - bł. Franciszka Amboise, zakonnica

6 listopada - bł. Józefa Naval Girbes, dziewica

6 listopada - św. Kalinik, męczennik

6 listopada - bł. Krystyna

6 listopada - błogosławieni męczennicy japońscy Alfons Navarrete, prezbiter, i Towarzysze

6 listopada - św. Leonard z Limoges, pustelnik

7 listopada - św. Willibrord, biskup

7 listopada - bł. Łucja a Septifonte, dziewica

7 listopada - bł. Helena Enselmini, dziewica

7 listopada - bł. Franciszek od Jezusa, Maryi, Józefa, Palau y Quer, prezbiter

7 listopada - święci zakonnicy Izrael, Walter i Teobald

7 listopada - św. Engelbert, biskup i męczennik

8 listopada - św. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej, dziewica

8 listopada - bł. Jan Duns Szkot, prezbiter

8 listopada - św. Godfryd z Amiens, biskup

8 listopada - św. Adeodat I, papież

8 listopada - święci Czterej Koronowani, męczennicy

8 listopada - bazylika katedralna w Płocku

9 listopada - rocznica poświęcenia bazyliki laterańskiej

9 listopada - bł. Joanna z Signy

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor

                     (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.