W BLASKU MIŁOSIERDZIA
19/1019 – 27 kwietnia 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 27 kwietnia 2025, rok „C”
OKTAWA WIELKANOCY
II NIEDZIELA WIELKANOCNA
CZYLI MIŁOSIERDZIA BOŻEGO (rok C)
Dziś w całym Kościele obchodzone jest Święto Miłosierdzia Bożego.
Zostało ono ustanowione za sprawą objawień św. Faustyny Kowalskiej,
w czasie których sam Jezus prosił o to święto.
Kolor szat liturgicznych: biały
Czytania
Pierwsze czytanie: Dz 5,12-16
Psalm: Ps 118
Drugie czytanie: Ap 1,9-11a.12-13.17-19
Ewangelia: J 20,19-31
Ewangelia
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli
J 20, 19-31
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.
A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!»
Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».
A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».
Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!»
Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».
I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.
Dzisiejsza niedziela
Niesamowite jak wielkie zaufanie ma Bóg do człowieka; jak wielkie rzeczy składa w jego ręce. Kto może odpuszczać i zatrzymywać grzechy? Sam Bóg. A On dzieli się to władzą z Apostołami... O tym i innych drobiazgach pojawiających się w czytaniach tej niedzieli...
Zmartwychwstanie Jezusa zupełnie odmieniło życie Jego Apostołów. Jak odmieniło nasze? To nie był tylko pusty grób. To były spotkania z Nim, ze Zmartwychwstałym. A potem doświadczenie działającej w nich Jego mocy. Nic dziwnego, że gdy mijały lata, ich pewność nie słabła. I gdy nadzieja w obliczu przeciągających się prześladowań zdawała się zawodzić, to doświadczenie zaprowadziło Jana do konstatacji, ze co by się nie działo On jest Panem, On Królem, On Zwycięzcą.
W dzisiejszym numerze:
- Dotknąć Niewidzialnego
- Pewnej niedzieli na Patmos
- II niedziela Wielkanocna czyli Miłosierdzia Bożego
- Ze względu na Kościół świat został stworzony
- Początki Kościoła - Niewierny Tomasz
- Od niedzieli można będzie odwiedzać grób papieża Franciszka
- Gdzie spoczywają papieże?
- Polacy, których wyniósł na ołtarze Franciszek, są inspiracją dla milionów ludzi na świecie
- Franciszek przyznał kiedyś, że nauczył się żyć z lękiem
- W jaki sposób zabalsamowano ciało papieża Franciszka?
- Przy pochówku papieża będzie obecnych 8 Polaków
- Watykanista: Nowy papież powinien być dyplomatą, który pogodzi różne światy
- Kto po Franciszku? 10 nazwisk, które mogą wyznaczyć przyszłość Kościoła
- Patent na ewangelię - św. Marek Ewangelista
- Świeci i błogosławieni w tygodniu
Dotknąć Niewidzialnego
Słowa Jezusa „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” nie oznaczają, że nasza wiara ma być ślepa. Jezus chce, abyśmy wszyscy Go doświadczyli i aby nasza wiara opierała się na doświadczeniu, a nie na teorii. Wiadomo jednak, że nie wszyscy mogli zobaczyć Jezusa po Jego zmartwychwstaniu a przed wniebowstąpieniem. Błogosławieni są więc ci, którzy doświadczyli Jezusa w inny sposób niż ten opisany w dzisiejszej Ewangelii, to znaczy w sposób duchowy.
Wbrew temu co się powszechnie sądzi, doświadczenie duchowe jest bowiem wspanialszym doświadczeniem niż to „naoczne”. Doświadczenie duchowe przenosi nas do nowej, niebiańskiej rzeczywistości, bo daje nam doświadczenie Jezusa nie tylko zmartwychwstałego, ale i „wniebowstąpionego”. Pozwala nam dotknąć niewidzialnego Jezusa.
o. Mieczysław Łusiak SJ – „Mateusz.pl”
Pewnej niedzieli na Patmos
Była niedziela. Na małej greckiej wyspie na Morzu Egejskim w trzecim lub czwartym roku 277. Olimpiady – odpowiadającym 95 lub 96 rokowi naszej ery – nie znano jeszcze kalendarza z siedmiodniowym tygodniem, w którym niedziela byłaby dniem wolnym od pracy. Dla wszystkich ten dzień mógł być taki, jak każdy inny, ale dla Jana, przebywającego tu na zesłaniu „z powodu słowa Bożego i świadectwa Jezusa”, był to przede wszystkim dzień Pański. Dzień odsyłający swoimi rytmicznymi powrotami do źródła i osobistej wiary Jana i do tej opowieści, którą zdążył już zapalić serca mieszkańców co najmniej siedmiu miast Apokalipsy. I właśnie w ten dzień Jan dozna zachwycenia, usłyszy potężny głos i znów zobaczy Tego, który był umarły, a oto jest żyjący na wieki wieków. Tęsknię za taką niedzielą…
Piotr przechodzi, jego cień pada na chorych i dzieją się „znaki i cuda” – czytamy w Dziejach Apostolskich. Będą Czcigodny kilka wieków później dostrzeże w idącym Piotrze typ, czyli zapowiedź Kościoła: z głową pełną spraw niebiańskich przechodzi przez ten świat, a jego cień – czyli sakramenty i tymczasowe figury rzeczywistości wiecznych – odnawiają tych, których prowadzi do nieba. Tęsknię za takim Kościołem.
„Pokazał im ręce i bok”, dowód męki, która wydarzyła się naprawdę, ale nie miała ostatniego słowa. „Pokój wam, weźmijcie Ducha Świętego!” Uradowali się uczniowie, bo ujrzeli Pana. Ale nie Tomasz, bo go tam nie było. Potem chce zrozumieć, doświadczyć tego, co oni, by też móc uwierzyć – i dostaje swoją szansę: Podnieś palec i dotknij rąk, dotknij boku. Zazdroszczę Tomaszowi. Tęsknię za taką szansą.
Dzień Pański, Kościół, Duch Pokoju – może jednak mam więcej, niż mi się wydaje? Rzeczywistość świętowania i sakramentów, przez które mogę dotykać żywego Boga-człowieka noszącego wciąż ślady męki, przez które napełniam się Jego pokojem ciągle podnoszącym moje niespokojne, upadające w grzech serce, i ta przestrzeń Kościoła, w której jest wystarczająco dużo miejsca na pytanie, poszukiwanie, na niekoniecznie jednokierunkowy ruch od niedowiarstwa do wiary – to wszystko już mam. A to wcale niemało.
Ten artykuł jest częścią miesięcznika W
Łukasz Miśko OP – „wdrodze.pl”
II niedziela Wielkanocna czyli Miłosierdzia Bożego
Jezus zmartwychwstał, lecz nie było to oczywiste nawet dla Jego najbliższych uczniów. Słyszeli świadectwa kobiet, które poszły do grobu, i nie uwierzyli im. Szok, jaki przeżyli, gdy umierał ich Mistrz i Nauczyciel, ból straty oraz lęk przed tym, że oni także mogą zostać skazani na śmierć, sprawiły, że schowali się i zamknęli drzwi, aby mieć jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa.
W takim kontekście wydarza się to, o czym słyszymy w dzisiejszej Ewangelii. Pomimo zamkniętych drzwi Zmartwychwstały Jezus przychodzi do zalęknionej i zdezorientowanej grupy Apostołów. Przychodzi, aby dać im to, czego najbardziej potrzebują – pokój. Ten dar pokoju możemy określić jako wielki gest miłosierdzia Zmartwychwstałego Jezusa wobec Jego zalęknionych uczniów.
Pokój, jakim Jezus obdarza uczniów, nie jest jakimś układem czy kompromisem między walczącymi stronnictwami. Jest to dar Ducha Świętego, ściśle związany z przebaczeniem i odpuszczeniem grzechów. Źródłem pokoju, jaki przynosi Zmartwychwstały Jezus, jest pojednanie i przebaczenie – nie oparte wyłącznie na ludzkich wysiłkach, lecz na wierze.
Zmartwychwstały Pan tym samym wskazuje na profil Apostoła, czyli na postawę, którą powinien praktykować w swoim życiu każdy, kto uważa się za wierzącego: bycie posłańcem pokoju poprzez przebaczenie i pojednanie. Jest to przebaczenie i pojednanie, które najpierw przyjmujemy od Boga, a następnie dzielimy się nim z innymi ludźmi.
Jezus nie tylko daje uczniom pokój, lecz także nakazuje im, aby kontynuowali Jego misję, która polega na niesieniu pokoju światu. Jaka to misja? Niesienie przebaczenia i pojednania oraz uznanie, że istnieje grzech, który jest przeszkodą w pojednaniu i przebaczeniu. Jest to także świadomość, że człowiek nie jest w stanie sam poradzić sobie z okrucieństwem grzechu i potrzebuje zbawienia.
To wielkie wyzwanie w dzisiejszych czasach – bycie posłańcem pokoju. Okazuje się, że postęp cywilizacyjny i technologiczny, jaki mamy do dyspozycji, wcale nie oznacza postępu w dziedzinie pokoju i pojednania. Jakże wiele jest sytuacji, w których zdobycze nauki i techniki służą do niszczenia drugiego człowieka, zamiast do prawdziwego rozwoju i troski o bliźniego.
Postawę Tomasza, który nie chciał uwierzyć w Zmartwychwstanie Jezusa, możemy w tym kontekście interpretować jako postawę tych wszystkich ludzi, którzy wierzą w postęp, ale nie są w stanie uwierzyć w siłę przebaczenia i pojednania. Dopiero pochylenie się nad ranami Chrystusa przekonało Tomasza. Tak samo dzisiaj świat potrzebuje dłoni, które będą opatrywać rany, aby mógł powrócić pokój.
Wyraża to doskonale św. Paweł w Liście do Rzymian: „Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia dzięki wierze, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa; dzięki Niemu uzyskaliśmy na podstawie wiary dostęp do tej łaski, w której trwamy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. (...) Nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 1–2.5).
Z doświadczenia pokoju, który wypływa z pojednania i przebaczenia, rodzi się nadzieja.
Jakże ważne jest, abyśmy dziś, w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, uświadomili sobie, gdzie znajduje się źródło trwałego pokoju. Jest nim przebaczenie i pojednanie. Przebaczenie i pojednanie, których źródłem jest wiara w Jezusa, który pokonał grzech i śmierć i zmartwychwstał.Dzisiejsza Niedziela Miłosierdzia Bożego to także wezwanie do nas, abyśmy pozwolili Jezusowi wejść do naszego życia – pomimo drzwi zamkniętych na klucz żalu, zgorzknienia, braku przebaczenia, a może nawet nienawiści. Abyśmy przyjęli Jego pokój i przebaczenie, które uzdolni nas do przebaczenia tym, którzy nas zranili i skrzywdzili.
Niech więc wezwanie skierowane do Jezusa: „Miej miłosierdzie dla nas i całego świata” wybrzmi nie tylko w wypowiadanych przez nas słowach, ale także w głębi serca.
o. Paweł Drobot CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów,
rektor kościoła św. Benona, przełożony domu zakonnego, moderator Szkoły Nowej Ewangelizacji Sursum Corda – Warszawa
Ze względu na Kościół świat został stworzony
Zapewne nie ośmieliłbym się tak właśnie zatytułować niniejszego felietonu, gdyby tego starodawnego przeświadczenia nie przywołał z aprobatą Katechizm Kościoła Katolickiego. Nie śpieszmy się z krytykowaniem, najpierw się temu twierdzeniu spokojnie przypatrzmy.
Znajduje się ono już w napisanym w roku mniej więcej 150 Pasterzu. Autor tego utworu, Hermas, ma wizję starej matrony. Oprowadzający go anioł wyjaśnia mu, że to Kościół. „Spytałem: Dlaczego ona taka stara? Ponieważ – anioł odpowiedział – została stworzona przed wszystkim innym. Dlatego jest taka stara. Dla niej świat został stworzony”.
Zaskakująco podobnie myślał o Kościele współczesny Hermasowi anonimowy autor tzw. Drugiego Listu Klemensa do Koryntian. Jego zdaniem, Kościół „został stworzony wcześniej, niż słońce i księżyc, on nie istnieje dopiero od dzisiaj, ale od początku”. Jak widzimy, obaj ci autorzy (i jeszcze kilku innych najwcześniejszych pisarzy chrześcijańskich) twierdzą, że Kościół istnieje od początku świata.
Bo Chrystus Pan – wyjaśniał w roku ok. 180 św. Ireneusz – przyszedł zbawić wszystkich ludzi, „nie tylko tych, którzy uwierzyli Mu od czasów cesarza Tyberiusza. Nie jest też tak, żeby Bóg Ojciec troszczył się tylko o ludzi, którzy żyją obecnie. On troszczy się w ogóle o wszystkich od początku ludzi, którzy według swoich możliwości i w swoim czasie bali się i kochali Boga, byli sprawiedliwi i troskliwi wobec bliźnich oraz pragnęli zobaczyć Mesjasza i usłyszeć Jego głos”.
Głębokie przekonanie, że Pan Bóg buduje swój niewidzialny Kościół od samego początku świata, pozwoliło świętemu Justynowi – zapewne po raz pierwszy w historii Kościoła – sformułować tezę o żyjących przed narodzeniem Chrystusa chrześcijanach anonimowych:
„Pouczono nas, że Chrystus to pierworodny Syn Boży i równocześnie Słowo, w którym uczestniczy cały ród ludzki. Otóż ci, co prowadzili życie ze Słowem zgodne, są chrześcijanami, nawet jeśli uchodzili za ateistów, jak na przykład wśród Greków Sokrates, Heraklit i do nich podobni”.
To warto wiedzieć, że w ówczesnym społeczeństwie za ateistów uchodzili ci wszyscy, którzy odmawiali udziału w państwowym kulcie bogów. I chociaż to może nam się wydawać dziwne, za zbrodnię takiego właśnie „ateizmu” skazano na śmierć wielu pierwszych chrześcijańskich męczenników. Za odmowę złożenia ofiary państwowym bogom sam również św. Justyn został w roku ok. 165 skazany na ubiczowanie i ścięty mieczem.
Kolejność była taka: Hermas, Justyn oraz inni nauczający o Kościele istniejącym od wieków najpierw usłyszeli Ewangelię, poprosili o chrzest, stali się uczestnikami Eucharystii – i już jako członkowie widzialnego Kościoła entuzjazmowali się tym, że Kościół nasz istnieje od wieków, ponieważ w Chrystusie Bóg „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,3-4).
Dzisiaj, kiedy nawet gorliwi katolicy zbyt mało zauważają w Kościele jego wymiar nadprzyrodzony, szczególnie warto sobie przypomnieć tę starą prawdę, że Kościół również w tym nie jest podobny do żadnej instytucji czysto ludzkiej, iż jest transcendentny wobec dziejów: istnieje wcześniej, niż te dzieje się zaczęły i nie przestanie istnieć, kiedy one dobiegną kresu. Kościół jest bowiem wielką wspólnotą Bożych przyjaciół, przeznaczoną do życia wiecznego. Zatem jest wielkim nieporozumieniem w taki sposób myśleć o Kościele, jakby był on tylko czysto ludzką instytucją, jedną z wielu innych.
o. Jacek Salij OP – „opoka.pl”
Początki Kościoła – Niewierny Tomasz
Przeglądając czasem listę zarzutów, jakie stawia się chrześcijaństwu można natrafić i na takie, że Jezus wcale nie istniał, a wymyślili Go sobie jacyś bliżej nieokreśleni oszuści, by zyskać posłuch wśród ludzi. Zarzut kuriozalny, bo nigdy nie postawili go ci, którzy polemizowali z chrześcijanami pierwszych wieków. Woleli inne wyjście: Jezus nie był tym za kogo się podawał, a zmartwychwstanie było tylko wymysłem zawiedzionych jego śmiercią uczniów. Czytania drugiej niedzieli wialkanocnej, choć nie wprost, zadają kłam zarówno pierwszej jak i w pewnej mierze drugiej opinii. Z tekstów czytanych tej niedzieli Dziejów Apostolskich i Ewangelii wręcz tryska entuzjazm pierwszych chrześcijan. Trudny do wytłumaczenia, gdyby owi ludzie faktycznie nie widzieli Jezusa Zmartwychwstałego i nie doświadczyli mocy, której im udzielił. Tylko fragment Apokalipsy – z wiadomych względów, bo przecież powstały znacznie później w innych okolicznościach – nie wpisuje się w ten nastrój. I jako jedyny może wymagać jakichś większych wyjaśnień. Zarówno pierwsze czytanie jak i Ewangelia wydają się na tyle jasne, że aż wstyd takie oczywistości pisać. Jednak dla porządku....
5. Kontekst pierwszego czytania Dz 5,12-16
Wiele znaków i cudów działo się wśród ludu przez ręce apostołów. Trzymali się wszyscy razem w krużganku Salomona. A z obcych nikt nie miał odwagi dołączyć się do nich, lud zaś ich wychwalał.
Coraz bardziej też rosła liczba mężczyzn i kobiet przyjmujących wiarę w Pana. Wynoszono też chorych na ulice i kładziono na łożach i noszach, aby choć cień przechodzącego Piotra padł na któregoś z nich. Także z miast sąsiednich zbiegały się wielkie rzesze do Jeruzalem, znosząc chorych i dręczonych przez duchy nieczyste, a wszyscy doznawali uzdrowienia.
Czytanie pochodzi z Dziejów Apostolskich. Krótko charakteryzuje pierwotny Kościół. Wierzący trzymali się razem. Spotykali się w świątyni jerozolimskiej (krużganek Salomona to jej część). Stanowili dość dziwną grupę. Autor Dziejów Apostolskich (św. Łukasz) z jednej strony pisze że nikt nie śmiał się do nich przyłączać, co wskazywałoby na pewien ekskluzywizm pierwszej wspólnoty chrześcijan. W następnym zdaniu dodaje jednak, że grono uczniów Chrystusa stale się powiększało, bo coraz więcej ludzi przyjmowało wiarę w Chrystusa. Byłby więc to ekskluzywizm wynikający nie z zamknięcia się na nowych, ale z konieczności jasnego opowiedzenia się: wierzysz w Chrystusa albo nie wierzysz. Gdy pamięta się, że w tej wspólnocie panowała wspólnota majątkowa (Dz 4, 32) widać, że decyzja o przystąpieniu do grona uczniów wymagała jednak czegoś więcej, niż słownej deklaracji.
Z drugiej strony za przyłączeniem się do uczniów Chrystusa przemawiały nie lada argumenty. Działy się przez nich niesamowite rzeczy: chorzy odzyskiwali zdrowie, z opętanych wychodziły złe duchy. Takich znaków nie można było nie zauważyć. Przyłączenie się do uczniów Chrystusa nie było decyzją prostą, ale jednak mocno nobilitowało.
Trzeba w tym kontekście zauważyć, że cechą tego Kościoła był niesamowity entuzjazm. Spotęgowany wydarzeniami, jakie działy się wokół pierwszych chrześcijan (wtedy jeszcze chrześcijanami ich nie nazywano), trudny jednak do wytłumaczenia, gdyby u jego źródeł nie stało to niesamowite wydarzenie zmartwychwstania Jezusa. To dzięki temu, że On „był umarły i ożył” działy się potem takie rzeczy. Pierwszy Kościół niesiony był radością pustego grobu, spotkań ze Zmartwychwstałym, zesłania Ducha Świętego, ale i doświadczeniem Bożej mocy: przecież przez ręce pierwszych uczniów działy się rzeczy naprawdę niesamowite. Oni nie mogli nie wierzyć zmartwychwstanie, uznać, że im się przewidziało, skoro na co dzień doświadczali tak niezwykłej mocy...
Jeśli dziś tego entuzjazmu Kościołowi gdzieś brakuje, to pewnie spowodowane jest to w dużej mierze jakimś przyzwyczajeniem się, przykurzeniem przez inne sprawy prawdy o zmartwychwstaniu. Ale chyba też i tym, że rzadziej doświadczamy Bożej mocy. Zwłaszcza ci, którzy trzymają się na dystans i niewiele robią, by jej doświadczyć...
2. Kontekst drugiego czytania Ap 1,9-11a.12-13.17-19. Przytoczmy najpierw tekst czytania wraz z opuszczonymi fragmentami.
Ja, Jan, wasz brat
i współuczestnik w ucisku i królestwie, i wytrwałości w Jezusie,
byłem na wyspie, zwanej Patmos,
z powodu słowa Bożego i świadectwa Jezusa.
Doznałem zachwycenia w dzień Pański
i posłyszałem za sobą potężny głos
jak gdyby trąby
mówiącej:
«Co widzisz, napisz w księdze
i poślij siedmiu Kościołom:
do Efezu, Smyrny, Pergamonu, Tiatyry, Sardów, Filadelfii i Laodycei».
I obróciłem się, by widzieć, co za głos do mnie mówił;
a obróciwszy się, ujrzałem siedem złotych świeczników,
i pośród świeczników kogoś podobnego do Syna Człowieczego,
obleczonego [w szatę] do stóp
i przepasanego na piersiach złotym pasem.
Głowa Jego i włosy – białe jak biała wełna, jak śnieg,
a oczy Jego jak płomień ognia.
Stopy Jego podobne do drogocennego metalu,
jak gdyby w piecu rozżarzonego,
a głos Jego jak głos wielu wód.
W prawej swej ręce miał siedem gwiazd
i z Jego ust wychodził miecz obosieczny, ostry.
A Jego wygląd – jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy.
Kiedym Go ujrzał,
do stóp Jego upadłem jak martwy,
a On położył na mnie prawą rękę, mówiąc:
«Przestań się lękać!
Jam jest Pierwszy i Ostatni i żyjący.
Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków
i mam klucze śmierci i Otchłani.
Napisz więc to, co widziałeś,
i to, co jest, i to, co potem musi się stać.
Co do tajemnicy siedmiu gwiazd, które ujrzałeś w mojej prawej ręce,
i co do siedmiu złotych świeczników:
siedem gwiazd – to są Aniołowie siedmiu Kościołów,
a siedem świeczników – to jest siedem Kościołów.
Tekst pochodzi z początku Apokalipsy św. Jana (najprawdopodobniej autorem jest Jan Apostoł, Ewangelista). To „widzenie wstępne” tej księgi. Autor wyjaśnia powody napisania księgi – wizje, które stały się jego udziałem, gdy w ramach prześladowań został zesłany na wyspę Patmos. Szkoda, że układający czytania w lekcjonarzu dość mocno je „poszatkowali”. Trochę niezrozumiałe jest pominięcie szczegółów wyglądu osoby „podobnej do Syna Człowieczego”. A już zupełnym nieporozumieniem jest opuszczenie wiersza 20 w którym wytłumaczono część symboli z wizji.
W każdym razie ową tajemniczą postacią ukazującą się Janowi niewątpliwie jest sam Pan Jezus. Najdobitniej świadczy o tym wypowiedziane przez ową postać zdanie „Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki”. To wyraźna aluzja do śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Czemu więc owa postać jest tylko „podobna” do Syna Człowieczego?
Tytuł „Syn Człowieczy” jest w Ewangeliach dość specyficzny. Tak Jezus mówił o sobie. Trzeba jednak pamiętać, że „syn człowieczy” to inaczej „człowiek”. Jan widzi Jezusa, ale wie, że nie jest On tylko człowiekiem. Jest tym, który został już wywyższony. Nie tylko na krzyżu, ale i w niebie, gdzie zasiadł po prawicy Ojca. Jezus jest też Bogiem. I tak opisuje go św. Jan. Jako „króla, arcykapłana, sędziego i władcę Kościoła” – jak napisano w komentarzu do Biblii Tysiąclecia.
Więcej wyjaśnień szczegółów wizji – Symbolikę siedmiu świeczników, wśród których przechadza się Chrystus, wyjaśnia opuszczony w czytaniu wiersz 20. To siedem Kościołów w Azji Mniejszej, do których Jan ma skierować pouczenia. Ma – zgodnie z wierszem 19 – napisać co widział, co jest i co musi się stać. Egzegeci wskazują, że właśnie tak zbudowana jest Apokalipsa. Najpierw listy do siedmiu Kościołów – czyli co widział i co jest – a potem zapowiedzi dotyczące przyszłości. Koniecznie trzeba jednak zauważyć, że wizje Apokalipsy niekoniecznie można odnosić do jakichś pojedynczych, konkretnych wydarzeń z historii, ds. do jakichś jednych, konkretnych prześladowań. Ta księga to ogólny obraz tego, jak będą wyglądały przez wszystkie wieki relacje Kościoła i świata.
Gdy tak się Apokalipsę czyta przestaje dręczyć pytanie, czy konkretne dziejące się dziś wydarzenia nie są przypadkiem spełnieniem którejś z apokaliptycznych wizji. Są. Tyle że są wypełnieniem tej wizji zarówno wydarzenia sprzed 1800 lat, inne, które miały miejsce w bogatej historii Kościoła jak i część tych, które mają miejsce dzisiaj. Po prostu Apokalipsa jest ciągle aktualna. Kościół ciągle jest przez świat szykanowany i prześladowany. I tak będzie do końca świata. Nasze przekonanie, że dziś dzieje się coś nadzwyczajnego wynikają z niespełnionych oczekiwań co do miejsca Kościoła w świecie. Nie mają one jednak podstaw w Biblii.
3. Kontekst Ewangelii J 20,19-31 – Wydarzenia opisywane w Ewangelii tej niedzieli mają miejsce w dzień zmartwychwstania, po owym bieganiu do grobu kobiet, Piotra i Jana oraz tydzień później (scena z Tomaszem).
Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.
A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».
A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».
Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!»
Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».
I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.
4. Warto zauważyć – Zmartwychwstanie Jezusa kompletnie zmieniło jego uczniów. Przed śmiercią Jezusa nie do końca rozumieli Jego nauczanie. W dniu śmierci zwątpili. I pewnie wróciliby do swoich zajęć, gdyby nie zobaczyli Zmartwychwstałego. To wydarzenie nadało ich wcześniejszej formacji zupełnie nowy sens.
Jezus pojawia się wśród swoich uczniów mimo zamkniętych drzwi. Ważne świadectwo na temat tego, jak wyglądać będzie ciało człowieka po zmartwychwstaniu .Trzeba jednak koniecznie zauważyć, że jednocześnie ciało Jezusa nosi po tygodniu ślady męki (Tomasz ma sprawdzić rany), a potem jeszcze Jezus swoich uczniów pyta o jedzenie. Mimo przechodzenia przez zamknięte drzwi Jezus ma realne ciało.
Jezus daje Kościołowi władzę zatrzymywania i odpuszczania grzechów. Czy odnosi się to tylko do chrztu? Choć egzegeci trochę przed takim tłumaczeniem się wzdrygają, można w tej scenie widzieć początek sakramentu pokuty. Bo żeby odpuszczać, ale i zatrzymywać grzechy, trzeba chyba mieć jasne kryterium, kiedy postąpić tak, a kiedy inaczej; trzeba rozpoznać duchową dyspozycję proszącego o przebaczenie.
Św. Tomasza należy błogosławić za jego niedowiarstwo. Bo dzięki niemu nam wszystkim łatwiej uwierzyć, że nie idziemy za jakimiś mrzonkami. Chłop twardo stąpał po ziemi. Jeśli ktoś nie dowierza egzaltowanym kobietom, jemu może uwierzyć już znacznie łatwiej. Ciągle jednak powinniśmy pamiętać o tym, o czym pisałem przy okazji pierwszego czytania: nie tylko pusty grób, nie tylko spotkania ze Zmartwychwstałym, ale i doświadczenie mocy Bożej niosło potem uczniów Jezusa...
5. W praktyce – Pierwszych chrześcijan przyciągał do grona uczniów entuzjazm tych, którzy uwierzyli. Owszem, był spowodowany także cudami, jakie wokół nich się działy, ale przecież także ich radykalną postawą, gdy decydowali się dzielić swoimi majątkami. Jeśli jesteśmy smutnymi chrześcijanami, ledwo przekonanymi do Chrystusa, nic dziwnego, że nie potrafimy pociągnąć innych. „Przestań się lękać” – mówił w Apokalipsie Jezus do Jana. To ważny apel także do nas, chrześcijan XXI wieku...
Trzeba się zgodzić na Tomaszów. Szukanie racjonalnych argumentów za wiarą może nie jest postawą zawsze chwalebną, ale to chyba jednak uczciwe stawianie sprawy. Jezus nie miał wielkich pretensji o brak zaufania do samych tylko słów świadków.
Andrzej Macura – „wiara.pl”
Od niedzieli można będzie odwiedzać grób papieża Franciszka
Od niedzieli rano można będzie odwiedzać grób papieża Franciszka w bazylice Matki Bożej Większej – poinformował w czwartek dyrektor biura prasowego Watykanu Matteo Bruni. Uroczystości pogrzebowe papieża odbędą się na placu Św. Piotra w sobotę, a po nich Franciszek zgodnie ze swą wolą zostanie pochowany w tej bazylice.
Szef watykańskiego biura prasowego przekazał również, że orszak żałobny z trumną papieża na trasie z bazyliki Świętego Piotra do bazyliki Santa Maria Maggiore będzie poruszał się w tempie ludzkiego kroku po to – jak dodał – aby ludzie mogli pożegnać Franciszka.
Prowadzona będzie telewizyjna transmisja z tego wydarzenia, która zakończy się wraz z wniesieniem trumny do bazyliki. Złożenie do grobu będzie aktem bez kamer.
Przed bazyliką trumnę powita grupa ubogich – podało biuro prasowe Watykanu. Gest ten ma podkreślić, jak ważną rolę odgrywali oni w posłudze Franciszka.
Grób w ziemi, prosta marmurowa płyta. Wiemy, jak będzie wyglądać miejsce pochówku Franciszka
Zaprezentowany został projekt nagrobka Papieża Franciszka, jaki zostanie wykonany w Bazylice Najświętszej Marii Panny Większej w Rzymie, gdzie w sobotę spocznie ciało Ojca Świętego. Grób został przygotowany w niszy w nawie bocznej pomiędzy Kaplicą Paulińską a Kaplicą Sforzów Bazyliki Najświętszej Marii Panny Większej. Znajduje się w pobliżu ołtarza św. Franciszka.
Projekt grobu papieża Franciszka vatican media
Jak poinformowano, nagrobek został wykonany z marmuru pochodzenia liguryjskiego z napisem „FRANCISCUS” i reprodukcją krzyża pektoralnego. Właśnie taki napis – jako jedyny na nagrobku – chciał mieć Franciszek, co zapisał w swoim testamencie.
W związku z jego wolą, aby grób znajdował się w ziemi, nad posadzką widnieć będzie jedynie płyta nagrobna Franciszka.
Jak mówił kard. Rolandas Makrickas, archiprezbiter koadiutor Bazyliki Najświętszej Maryi Panny Większej, Papież Franciszek wyraził życzenie, aby zostać pochowanym w grobowcu wykonanym z „liguryjskiego kamienia, pochodzącego z ziemi jego dziadków”.
Franciszek często nawiedzał tę świątynię
Grób został przygotowany w niszy w nawie bocznej pomiędzy Kaplicą Paulińską (Kaplicą Salus Populi Romani) a Kaplicą Sforzów Bazyliki Najświętszej Marii Panny Większej. Znajduje się w pobliżu ołtarza św. Franciszka.
Papież Franciszek szczególną czcią darzył Matkę Najświętszą w jej wizerunku Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego) i wielokrotnie w czasie swego pontyfikatu nawiedzał tę świątynię, by modlić właśnie przed tą ikoną. Przybywał tutaj przed każdą swoją podróżą apostolską i po powrocie z niej – aby powierzyć Jej sprawy Kościoła.
Ostatnio modlił się przed ikoną Maryi podczas rozpoczęcia Wielkiego Tygodnia.
Grób Franciszka wierni będą mogli nawiedzać od niedzieli 27 kwietnia.
Źródło: vaticannews.va/pl – „opoka.pl”
Gdzie spoczywają papieże?
Choć Bazylika św. Piotra kojarzy się dziś niemal automatycznie z ostatnim miejscem spoczynku papieży, historia Kościoła pokazuje znacznie bardziej złożony obraz. Papież Franciszek, wybierając na miejsce pochówku rzymską Bazylikę Matki Bożej Większej, wpisuje się w dawną, ale znaczącą tradycję.
Papież Franciszek jeszcze za życia zadecydował, że po śmierci jego ciało nie zostanie złożone w Grotach Watykańskich, lecz w Bazylice Matki Bożej Większej – jednym z najstarszych kościołów maryjnych Rzymu, do którego był głęboko przywiązany. To przed ikoną „Salus Populi Romani” modlił się przed każdą podróżą apostolską i tam udał się już w pierwszym dniu pontyfikatu. Decyzja ta może wydawać się nietypowa, ale w rzeczywistości nie jest bezprecedensowa.
Rzym pełen papieskich grobów – W historii Kościoła było 266 papieży, z czego około 90 spoczywa w Bazylice św. Piotra. Pozostali? Ich groby rozrzucone są po całym Rzymie – i nie tylko. W Bazylice św. Jana na Lateranie spoczywa 22 papieży, u Matki Bożej Większej – 7, w Santa Maria sopra Minerva – 5, podobnie jak w Bazylice św. Wawrzyńca za Murami. Poza Watykanem papieży pochowano również w Bazylice św. Pawła za Murami, w Bazylice Świętych Dwunastu Apostołów. Ostatnim papieżem niepochowanym w Watykanie jest zmarły w 1903 roku Leon XIII. Papież przełomu XIX i XX wieku, autor słynnej encykliki Rerum novarum, jest pochowany w Bazylice św. Jana na Lateranie, choć początkowo, przez ponad 20 lat, jego szczątki spoczywały w tymczasowym grobowcu w Bazylice św. Piotra.
Papieże z dala od Rzymu – W średniowieczu wielu papieży spoczęło jednak daleko od Wiecznego Miasta. Papież Celestyn V, który abdykował w 1294 roku, został pochowany w L’Aquili. Benedykt XII i Jan XXII spoczywają w Awinionie, gdzie tymczasowo mieściła się siedziba papiestwa. Nawet ostatni przed Benedyktem XVI papież, który zrezygnował – Grzegorz XII – został pochowany w Recanati.
Powrót do korzeni – Jak zauważa w rozmowie z Catholic News Agency ks. Roberto Regoli z Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego, tradycja chowania papieży w Bazylice św. Piotra nie sięga samych początków chrześcijaństwa. Pierwsi papieże byli chowani w katakumbach lub prostych grobowcach na obrzeżach miasta. Dopiero od V wieku zwyczaj ten zyskał trwałość, a od średniowiecza – rangę niemal obowiązku. Jednak decyzja Franciszka pokazuje, że duchowa więź z miejscem może mieć pierwszeństwo przed utartym rytuałem.
Karol Darmoros – VATICANNEWS.VA
Polacy, których wyniósł na ołtarze Franciszek,
są inspiracją dla milionów ludzi na świecie
Pontyfikat papieża Franciszka zapisał się w historii Kościoła jako czas wyjątkowego docenienia polskich świadków wiary i męczenników. Wśród 942 nowych świętych i ponad 1,5 tysiąca błogosławionych wyniesionych na ołtarze w tym okresie, szczególną rolę odegrały postacie z Polski.
Ich życie stało się inspiracją dla milionów. Przybliżamy najważniejsze kanonizacje i beatyfikacje Polaków w czasie pontyfikatu Franciszka.
Jan Paweł II
Najbardziej doniosłym wydarzeniem była kanonizacja Jana Pawła II, która miała miejsce 27 kwietnia 2014 roku, w Niedzielę Miłosierdzia Bożego na Placu św. Piotra. W tej historycznej, podwójnej papieskiej kanonizacji – obok papieża z Polski świętym ogłoszono Jana XXIII – uczestniczył papież senior Benedykt XVI. Uroczystość przyciągnęła miliony pielgrzymów, w tym rzesze Polaków. Cud, który umożliwił kanonizację, dotyczył uzdrowienia Floribeth Mory Diaz z Kostaryki, cierpiącej na nieoperacyjnego tętniaka mózgu. „Jan Paweł II był papieżem rodziny. Kiedyś sam tak powiedział, że chciałby zostać zapamiętany jako papież rodziny. Chętnie to podkreślam w czasie, gdy przeżywamy proces synodalny o rodzinie i z rodzinami, proces, któremu na pewno On z nieba towarzyszy i go wspiera” – mówił podczas kanonizacji papież Franciszek.
Rodzina Ulmów
Kolejnym przełomowym momentem była beatyfikacja rodziny Ulmów, która odbyła się 10 września 2023 roku w Markowej na Podkarpaciu. Józef i Wiktoria Ulmowie wraz z siedmiorgiem dzieci, w tym nienarodzonym, zostali zamordowani w 1944 roku przez Niemców za ukrywanie Żydów. Była to pierwsza w historii Kościoła beatyfikacja całej rodziny, w tym bezimiennego dziecka, uznanego za męczennika w chwili narodzin podczas egzekucji. Uroczystość, której przewodniczył kard. Marcello Semeraro, podkreśliła heroizm Ulmów jako wzór miłości bliźniego i obrony życia. „W świadectwie i męczeństwie Ulmów i ich dzieci odkrywamy na nowo wielkość rodziny, miejsca życia, miłości i płodności. Odkrywamy na nowo wielkość misji, jaką Stwórca powierzył małżonkom” – zaznaczył podczas uroczystości w Markowej kard. Marcello Semeraro.
O. Stanisław Papczyński
5 czerwca 2016 roku papież Franciszek kanonizował o. Stanisława Papczyńskiego, założyciela Zgromadzenia Księży Marianów. Ten XVII-wieczny polski duchowny, znany z głębokiej pobożności, dzieł miłosierdzia i propagowania kultu Niepokalanego Poczęcia, został uznany za świętego po cudzie, jakim było niespodziewane wyleczenie 20-letniej dziewczyny z silnej choroby układu oddechowego. „Chodzi o to, by nie uciekać od Krzyża, ale trwać tam, podobnie jak to uczyniła Panna Maryja, która cierpiąc wraz z Jezusem otrzymała łaskę nadziei wbrew wszelkiej nadziei. Było to również doświadczenie Stanisława od Jezusa i Maryi oraz Marii Elżbiety Hesselblad, dziś ogłoszonych świętymi: pozostawali ściśle zjednoczeni z męką Jezusa, i w nich przejawiła się moc Jego zmartwychwstania” – podkreślał w trakcie kanonizacji papież Franciszek.
Kard. Stefan Wyszyński
Wyjątkowym momentem dla Kościoła w Polsce był 12 września 2021 roku i beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego. Podczas uroczystości w Warszawie, wspólnie z Prymasem Tysiąclecia, błogosławioną ogłoszono matkę Elżbietę Czacką, założycielkę Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach oraz Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża. Proces beatyfikacyjny Prymasa Tysiąclecia mógł zakończyć się dzięki uznaniu cudu uzdrowienia z nowotworu tarczycy 19-letniej wówczas s. Nulli, nowicjuszki ze Wspólnoty Sióstr Uczennic Krzyża. Kard. Wyszyński, który przewodził Kościołowi w Polsce w trudnych czasach komunizmu, był symbolem niezłomności, wiary i patriotyzmu. Jego beatyfikacja, celebrowana przez kard. Marcello Semeraro, była dla Polaków momentem przypomnienia o sile ducha Prymasa, który przeprowadził naród przez mroki totalitaryzmu, ds. dzięki Jasnogórskim Ślubom Narodu. „W walce o obronę wolności polskich kobiet i mężczyzn, często powtarzał: ‚Kto nienawidzi, ten już przegrał”. W niczym się nie oszczędzał, znosił wszelkie upokorzenia i cierpienia, których punktem kulminacyjnym były trzy lata spędzone w więzieniu, od 1953 do 1956 roku” – przypomniał podczas beatyfikacji kard. Marcello Semeraro.
Pontyfikat Franciszka potwierdził, że świętość jest możliwa w różnych realiach – od papieskiego tronu, przez prymasostwo w cieniu komunistycznego reżimu, po wiejską chatę w Markowej.
Śmierć papieża Franciszka wstrzymała jednak dwie beatyfikacje planowane w tym roku w Polsce. 24 maja w Poznaniu miał zostać wyniesiony ks. Stanisław Streich, zastrzelony przez komunistę 27 lutego 1938 roku. Druga ceremonia, zaplanowana na 31 maja w Braniewie, dotyczyła beatyfikacji piętnastu sióstr ze Zgromadzenia Sióstr św. Katarzyny, zamordowanych przez sowieckich żołnierzy w 1945 roku.
Obie beatyfikacje zostały jednak odwołane po decyzji kongregacji generalnej kardynałów, która we wtorek postanowiła zawiesić wszystkie planowane ceremonie beatyfikacyjne do czasu wyboru nowego papieża. Nie odbędzie się również kanonizacja bł. Carlo Acutisa, która była zaplanowana w niedzielę 27 kwietnia.
Źródło: vaticannews.va/pl – „opoka.pl”

Franciszek przyznał kiedyś, że nauczył się żyć z lękiem.
Przełomem okazała się decyzja o podjęciu terapii
W pamięci wiernych i historii kościoła papież Franciszek pozostanie nie tylko jako duchowy przewodnik i reformator, ale również jako człowiek, który odważył się mówić otwarcie o swoich słabościach. W przypomnianym przez serwis Medonet wywiadzie Ojciec Święty opowiadał o swoich doświadczeniach z zaburzeniami lękowymi, które zbliżyły go do tych, którzy na co dzień zmagają się z niepokojem i ciężarem odpowiedzialności.
Jako prowincjał jezuitów w Argentynie w latach 1973–1979, Jorge Mario Bergoglio znalazł się w samym sercu jednej z najciemniejszych kart w historii swojego kraju – wojskowej dyktatury. Papież wspominał ten czas jako „okres terroru”. Jego obowiązki wiązały się z ogromnym napięciem: ukrywanie prześladowanych, konspiracyjne działania i nieustanna obawa o życie współbraci.
To właśnie wtedy, jak przyznał, pojawiły się pierwsze objawy nerwicy lękowej. Przełomem okazała się decyzja o podjęciu terapii. „To nauki, które są ze mną do dziś” – mówił wiele lat później, wspominając psychiatrę, która pomogła mu zrozumieć i oswoić lęk.
Lęk oswojony, ale nigdy zapomniany
Franciszek nie ukrywał, że lęk towarzyszył mu przez całe życie. Nauczył się z nim żyć, rozpoznawać go i hamować, zanim przejmie kontrolę. Pomagała mu w tym muzyka – szczególnie utwory Jana Sebastiana Bacha – oraz lektura książek, takich jak „Be Glad You’re Neurotic” Louisa E. Bischa, która – jak mówił – pozwoliła mu spojrzeć na własne doświadczenia z humorem i dystansem.
Jego świadectwo było przełomowe – nie tylko dla wiernych, ale i dla Kościoła, który z jego inicjatywy zaczął coraz śmielej mówić o roli zdrowia psychicznego w duchowej posłudze.
Psychologia – nieodłączna część formacji kapłańskiej
W wypowiedziach Papieża wielokrotnie przewijał się apel, by duchowni zdobywali wiedzę z zakresu psychologii. „Każdy ksiądz powinien znać psychologię człowieka” – mówił stanowczo. Zdaniem Franciszka zrozumienie ludzkich emocji i mechanizmów psychicznych jest niezbędne, by kapłan mógł towarzyszyć drugiemu człowiekowi w jego kryzysach, a także sam nie ulegał pułapkom wypalenia czy depresji.
Podkreślał również, że decyzje podejmowane pod wpływem lęku lub melancholii mogą być złe – dlatego duchowni muszą uczyć się, jak panować nad sobą, zanim staną się przewodnikami dla innych.
Spokój wobec śmierci i pełnia życia
Wywiad, w którym Papież Franciszek otwarcie mówił o zdrowiu psychicznym, stał się również przestrzenią do podzielenia się osobistymi przemyśleniami na temat przyszłości. Franciszek przyznał, że myśl o śmierci nie budzi w nim lęku. Z przekonaniem stwierdził, że jego życie dobiegnie końca w Rzymie – niezależnie od tego, czy będzie wtedy jeszcze sprawował papieską posługę, czy już jako papież emeryt. Podkreślił jednocześnie, że nie planuje powrotu do Argentyny. W kolejnych latach jego słowa wielokrotnie przytaczano jako świadectwo wewnętrznego spokoju i akceptacji przemijania.
Onet.pl / jh – „deon.pl”

W jaki sposób zabalsamowano ciało papieża Franciszka?
Balsamowanie ciał papieży to wielowiekowa tradycja Kościoła katolickiego, która ewoluowała na przestrzeni stuleci, łącząc w sobie wymiar praktyczny z głęboką symboliką religijną. Proces ten umożliwia wystawienie ciała papieża na widok publiczny przez kilka dni, pozwalając wiernym z całego świata na oddanie hołdu głowie Kościoła katolickiego. Współczesne metody konserwacji ciała znacząco różnią się od historycznych praktyk, odzwierciedlając zmieniające się podejście do godności ludzkiego ciała po śmierci.
W XXI wieku metody konserwacji ciała papieża ewoluowały, kładąc nacisk na nowoczesność i szacunek dla godności zmarłego.
Obecnie stosowana jest tanatopraksja, mniej inwazyjna niż tradycyjne balsamowanie, wykorzystana również przy papieżu Franciszku.
Tanatopraksja pozwala usunąć zmiany pośmiertne, zachować naturalny wygląd, zapobiec nieprzyjemnym zapachom i umożliwia publiczne wystawienie ciała przez kilka dni.
Zabieg nie wymaga usuwania narządów wewnętrznych i przeprowadzany jest zgodnie z restrykcyjnymi protokołami.
Tanatopraksja polega na usunięciu płynów ustrojowych i zastąpieniu ich preparatami konserwującymi, co wymaga specjalistycznej wiedzy.
Skład płynów i techniki mogą się różnić w zależności od tanatopraktyka, a szczegóły są często tajemnicą firm pogrzebowych.
W historii ceremonii pogrzebowych papieży tradycyjnie używano trzech trumien: cyprysowej, cynkowej i dębowej lub orzechowej.
Papież Franciszek uprościł rytuał, wybierając cynkową trumnę w drewnianej i rezygnując z wystawienia ciała na katafalku.
Historia balsamowania ciał papieży – Tradycja balsamowania ciał papieży ma swoje korzenie w starożytnych praktykach i jest związana z katolickim dogmatem o zmartwychwstaniu ciał. Podobnie jak faraonowie egipscy, papieże byli poddawani mumifikacji, co miało związek z wierzeniem w fizyczne zmartwychwstanie ciała po śmierci. Ta praktyka nie była jedynie symboliczna – Kościół katolicki faktycznie wierzy w materialne zmartwychwstanie ciała, co zostało potwierdzone przez Synod Toledański w 675 roku.
Historycznie proces balsamowania papieży był złożony i inwazyjny. Aż do pontyfikatu Leona XIII w 1903 roku, standardową praktyką było tradycyjne balsamowanie, które obejmowało ekstrakcję narządów wewnętrznych. Te narządy były następnie przechowywane oddzielnie – do dziś w rzymskim kościele świętych Wincentego i Anastazego, znajdującym się przy Piazza di Trevi, przechowywane są serca i inne organy wewnętrzne około dwudziestu papieży w marmurowych urnach.
Tradycyjne metody balsamowania – Historyczne metody balsamowania papieży obejmowały szereg precyzyjnych procedur. Ciało papieża było starannie przygotowywane przez specjalistów, którzy przez pokolenia doskonalili tę sztukę. Wśród nich wyróżniała się rodzina Signoraccich, która przygotowywała do pochówku ciała Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła I.
Tradycyjny proces balsamowania obejmował:
Usunięcie narządów wewnętrznych
Stosowanie substancji konserwujących, takich jak formalina i alkohol
Nacieranie i smarowanie całego ciała, włącznie z dłońmi, specjalnym balsamem
Skuteczność tych metod potwierdziła ekshumacja ciała Jana XXIII w 2001 roku – pomimo upływu niemal 40 lat od pochówku, jego ciało było w zadziwiająco dobrym stanie. To świadczy o wysokim poziomie umiejętności balsamistów papieskich.
Symboliczne elementy przygotowania ciała – Przygotowanie ciała papieża do wystawienia i pochówku ma głęboki wymiar symboliczny. Po zakończeniu procesu balsamowania, ciało papieża jest ubierane w białą sutannę i okrywane czerwonym płaszczem, co odzwierciedla papieskie barwy. Następnie zostaje ono przekazane kanonikom bazyliki św. Piotra, którzy kontynuują przygotowania do pochówku.
Współczesne praktyki konserwacji – W XXI wieku metody przygotowania ciała papieża uległy znaczącej ewolucji, odzwierciedlając zarówno postęp technologiczny, jak i rosnący szacunek dla godności ciała ludzkiego. Współcześnie stosowana jest tanatopraksja – nowoczesna metoda konserwacji zwłok, która jest mniej inwazyjna niż tradycyjne balsamowanie. Zastosowano ją także w przypadku papieża Franciszka.
Tanatopraksja, zastosowana w przypadku papieża Franciszka, służy kilku celom:
Usunięciu zmian pośmiertnych
Zachowaniu naturalnego wyglądu zmarłego
Zapobieganiu powstawania nieprzyjemnego zapachu
Umożliwieniu publicznego wystawienia ciała przez kilka dni
Ta metoda nie wymaga usuwania narządów wewnętrznych i jest przeprowadzana zgodnie ze ścisłymi protokołami, z poszanowaniem godności ludzkiego ciała. Jest to znaczący odwrót od historycznych, bardziej inwazyjnych praktyk.
Na czym polega tanatopraksja? Samo słowo „tanatopraksja” ma interesującą etymologię – pochodzi z języków greckiego i łacińskiego, dokładnie od greckiego boga śmierci Tanatosa oraz od łacińskiego słowa „praxia”, które oznacza praktykę. Jest to więc dosłownie „praktyka związana ze śmiercią”.
Zgodnie z definicją, tanatopraksja (balsamacja) to „specjalistyczny zabieg umożliwiający powstrzymanie rozkładu ciała osoby zmarłej”. Jest to „czasowa konserwacja ciała osoby zmarłej, aby zahamować postępujące procesy rozkładu”, a zabieg ten „polega na wstrzykiwaniu do tętnic soli eliminujących bakterie odpowiedzialne za procesy gnilne”.
Proces tanatopraksji jest dość złożony i wymaga specjalistycznej wiedzy oraz umiejętności. Obejmuje on kilka kluczowych kroków:
Usunięcie płynów ustrojowych z ciała zmarłego, głównie krwi z naczyń krwionośnych.
Zastąpienie usuniętych płynów specjalnymi preparatami konserwującymi, zwykle zawierającymi formaldehyd, alkohol oraz inne substancje o właściwościach antyseptycznych i konserwujących.
Często konieczne jest również wstrzykiwanie substancji konserwujących do wnętrza jam ciała.
Co ważne, zabieg może przebiegać różnie, zależnie od technik stosowanych przez konkretnego tanatopraktyka, a dokładne składy płynów balsamujących często stanowią tajemnice firm pogrzebowych.
Ewolucja ceremonii pogrzebowych papieży
Na przestrzeni wieków nie tylko metody konserwacji ciała, ale i cały ceremoniał pogrzebowy papieży ulegał przemianom. Tradycyjnie ciało papieża było składane w trzech trumnach:
Cyprysowej – symbolizującej prostotę i śmiertelność
Cynkowej – zapewniającej konserwację
Dębowej lub orzechowej – pełniącej funkcję zewnętrznej ochrony
Papież Franciszek zdecydował się na uproszczenie tego rytuału, wybierając spoczynek w prostej cynkowej trumnie umieszczonej wewnątrz drewnianej, rezygnując z tradycyjnego potrójnego sarkofagu. Nalegał również, aby jego ciało nie było wystawiane na katafalku, jak to miało miejsce w przypadku poprzednich papieży.
Symbolika welonu pośmiertnego - Jednym z najbardziej poruszających elementów ceremonii pogrzebowej papieża jest moment przykrycia jego twarzy białym jedwabnym welonem przed zamknięciem trumny. Obrzędowi temu towarzyszy specjalna modlitwa:
„Wierzymy, że życie (tu wymienia się imię papieża) jest obecne w Tobie. Jego twarz, nieoświetlona już światłem tego świata niech będzie na zawsze oświetlona Twoim, wiecznym i niewyczerpanym Światłem. Jego Twarz, która badała Twoje szlaki, żeby wskazać je Kościołowi, niech cieszy się Twoją łaską. Jego twarz, której my już nie będziemy oglądać, niech cieszy się Twoją obecnością”. Ten rytuał symbolizuje przejście papieża z doczesnego światła do wiecznego światła Bożego.
ml – „deon.pl”
Przy pochówku papieża będzie obecnych 8 Polaków
W obrzędzie pochowania trumny z ciałem papieża Franciszka w bazylice Santa Maria Maggiore weźmie udział tylko niewielka grupa osób. Będzie wśród nich aż 8 Polaków. Sama bazylika jest znana w Rzymie jako kościół z wyraźnym polskim rysem.
Kto może wziąć udział w pochówku Ojca Świętego Franciszka? Decyduje o tym mistrz papieskich ceremonii liturgicznych, którym jest obecnie abp Diego Ravelli. Duże znaczenie mają także watykańskie zwyczaje. Wiadomo jednak, że pogrzeb papieża Franciszka będzie – zgodnie z tradycją – kameralną ceremonią, bez udziału delegacji różnych grup, przedstawicieli państw ds. Wpłynął na to głównie fakt, że poprzedni papieże byli grzebani w Grotach Watykańskich, gdzie po prostu jest mało miejsca, więc i uczestników takich uroczystości było zawsze niewielu.
Pochówek papieża Franciszka odbędzie się – zgodnie z jego życzeniem wyrażonym w testamencie – w papieskiej bazylice Santa Maria Maggiore (Matki Bożej Większej), znanej także jako bazylika Matki Bożej Śnieżnej. Jest to jedna z czterech rzymskich bazylik papieskich.
Ojciec Święty jeszcze za życia upatrzył sobie miejsce swojego pogrzebu – niszę w nawie bocznej, dawny schowek na kandelabry, który znajduje się między Kaplicą Paulińską (kaplicą Salus Populi Romani) a Kaplicą Sforzów.
Nagrobek jest bardzo skromny. Został wykonany z marmuru z napisem „FRANCISCUS” i reprodukcją krzyża pektoralnego. Właśnie taki napis – jako jedyny na nagrobku – chciał mieć Franciszek, co zapisał w swoim testamencie. W związku z jego wolą, aby grób znajdował się w ziemi, nad posadzką widnieć będzie jedynie płyta nagrobna.
Kto może przyjść na pogrzeb papieża Franciszka?
W ceremonii pochówku papieża Franciszka w bazylice weźmie udział zapewne kilkadziesiąt osób. Wprawdzie miejsca w ogromnej bazylice nie brakuje, ale Ojciec Święty życzył sobie, żeby jego pogrzeb był jak najskromniejszy.
Z komunikatu podanego 23 kwietnia przez Urząd Papieskich Celebracji Liturgicznych i opublikowanego przez Katolicką Agencję Informacyjną wynika, że w grupie osób towarzyszących Franciszkowi na ostatnim etapie jego ziemskiej drogi będzie ośmiu Polaków. Kim są?
Dwaj z nich to kardynałowie kurii rzymskiej: bliski współpracownik Franciszka jałmużnik kard. Konrad Krajewski oraz kard. Stanisław Ryłko, były przewodniczący Papieskiej Rady ds. Świeckich (w latach 2003–2016), a od 2017 r. archiprezbiter bazyliki Matki Bożej Większej. Archiprezbiter bazyliki to kapłan odpowiedzialny za funkcjonowanie świątyni. Można porównać tę funkcję do proboszcza parafii albo – co będzie lepszym porównaniem – rektora kościoła.
Pozostali polscy członkowie uroczystości są, podobnie jak kard. Ryłko, związani z bazyliką, a więc uprawnieni z urzędu do udziału w uroczystości. Dwaj z nich to członkowie kapituły bazyliki: ksiądz infułat Michał Jagosz oraz ksiądz prałat Mieczysław Niepsuj. Kolejni czterej to dominikanie, którzy są spowiednikami (penitencjarzami ) w Santa Maria Maggiore: ojciec Jacek Buda, ojciec Artur Hącia, ojciec Wojciech Morawski i ojciec Krzysztof Popławski.
Grzechy zarezerwowane
Dlaczego polscy dominikanie posługują w bazylice jako spowiednicy? To ciekawy i ważny temat.
W każdej z czterech bazylik większych Rzymu (św. Piotra, św. Pawła za Murami, św. Jana na Lateranie i Matki Bożej Śnieżnej) spowiadają penitencjarze apostolscy, który na mocy uprawnień papieskich mają władzę odpuszczać najcięższe grzechy, zarezerwowane dla Stolicy Apostolskiej. Zgodnie z wielowiekowym zwyczajem tę funkcję powierza się zakonnikom. W bazylice św. Piotra i bazylice laterańskiej: franciszkanom, w bazylice św. Pawła: benedyktynom, a w Santa Maria Maggiore – dominikanom. Polscy pielgrzymi mogą się spowiadać w swoim języku właśnie w tej ostatniej świątyni. Oczywiście mogą tam przystąpić do spowiedzi wszyscy – nie tylko ci, którzy potrzebują posługi penitencjarzy.
Z urzędu i z wyboru
Kto jeszcze weźmie udział w pochówku papieża?
Jak podaje KAI, obrzędowi będzie przewodniczył kamerling Świętego Kościoła Rzymskiego kardynał Kevin Joseph Farrell. Obecni też będą: dziekan Kolegium Kardynalskiego kardynał Giovanni Battista Re, kard. Roger Mahony, reprezentujący kardynałów prezbiterów; kardynał protodiakon Dominique Mamberti; zastępca kardynała Ryłko kardynał Rolandas Makrickas; sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin; wikariusz generalny Jego Świątobliwości dla diecezji rzymskiej kardynał Baldassare Reina; substytut do spraw ogólnych arcybiskup Edgar Peña Parra; zastępca kardynała kamerlinga arcybiskup Ilson de Jesus Montanari; regent Domu Papieskiego arcybiskup Leonardo Sapienza. Będą obecni także wszyscy kanonicy kapituły bazyliki i wszyscy tamtejsi penitencjarze. W obrzędzie wezmą udział także sekretarze Ojca Świętego oraz – jak czytamy w komunikacie – inne osoby dopuszczone przez mistrza papieskich celebracji liturgicznych.
Na schodach bazyliki papieża pożegna jeszcze ktoś. „Grupa ubogich i potrzebujących będzie obecna na schodach prowadzących do bazyliki Santa Maria Maggiore, aby oddać ostatni hołd papieżowi Franciszkowi przed pochówkiem trumny” – ogłosiło 24 kwietnia Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. „Ubodzy mają uprzywilejowane miejsce w sercu Boga. Podobnie też w sercu i w Magisterium Ojca Świętego, który wybrał imię Franciszek, aby nigdy o nich nie zapomnieć” – zaznaczono.
Joanna Operacz – „aleteia.pl”

Watykanista: Nowy papież powinien być dyplomatą, który pogodzi różne światy
- Potrzebujemy papieża, który będzie dyplomatą, zdolnym do pogodzenia dyskusji otwartych przez papieża Franciszka. Kimś takim był na pewno Jan Paweł II - powiedział portalowi DEON.pl Michał Kłosowski, watykanista i dziennikarz.
Michał Kłosowski podkreśla, że nowy papież powinien być dyplomatą, zdolnym do pogodzenia różnorodnych głosów i napięć, które pojawiły się w czasie pontyfikatu Franciszka. Za wzór takiej postawy wskazuje Jana Pawła II.
Watykanista zaznacza, że obecne dyskusje na temat następcy Franciszka są zbyt wczesne i często napędzane przez media społecznościowe oraz osoby niepowiązane z Watykanem. Apeluje o spokój i szacunek dla czasu żałoby.
Wierni powinni przyjąć decyzję kardynałów z pokorą, pamiętając, że wybór papieża to akt rozeznania, a nie kwestia osobistych opinii. Wiara wymaga otwartości na to, że mogą istnieć nieznane nam uwarunkowania.
Kościół potrzebuje papieża środka, osoby zdolnej do łączenia podzielonych środowisk wewnątrz Kościoła, uwzględniającej jego globalny charakter. Nowy papież nie powinien być rewolucjonistą, lecz człowiekiem dialogu, zrozumienia i jedności.
Michał Kłosowski przyznaje, że spekulowanie na temat tego, kto zostanie następcą papieża Franciszka jest obecnie przedwczesne.
- Dyskusja na temat tego, kto zostanie następnym papieżem toczy się głównie w mediach społecznościowych i często jest nakręcana przez różnego rodzaju boty czy fejkowe konta, które promują jednego czy drugiego kandydata, tak samo jak to jest na przykład w wyborach prezydenckich. Poza tym spekulowanie na temat następcy Franciszka rozpalane jest głównie przez dziennikarzy i publicystów, którzy nie są w Watykanie - mówi watykanista i dodaje:
"Na razie na Placu Świętego Piotra ustawiają się pięciogodzinne kolejki do bazyliki, by pomodlić się za papieża. Dajmy Franciszkowi odejść w spokoju. Jego pogrzeb jest w sobotę i to jest rzecz najistotniejsza".
Decyzję o wyborze nowego papieża warto przyjąć w pokorze
Michał Kłosowski powiedział również, że decyzję o wyborze następcy Franciszka - bez względu na to, kto nim zostanie - powinniśmy przyjąć w zaufaniu i pokorze.
- Kardynałowie wybierają papieża, uważając, że ten konkretny człowiek będzie najlepszy na dane czasy. Jedną z cech osób wierzących jest pokora w myśleniu, że to nie moje zdanie jest najważniejsze, że być może istnieją inne okoliczności i w danej kwestii mogę na przykład nie mieć racji - wyjaśnia watykanista.
Kościół potrzebuje papieża na nasze czasy
Michał Kłosowski odniósł się również do cech, jakie powinien mieć nowy papież.
- Kościół potrzebuje papieża na nasze czasy, "człowieka międzyczasu". Na pewno nie kogoś, kto przeprowadzi rewolucję, nie kogoś z młotem w ręku. Dobrze aby był to człowiek, który w globalnej busoli będzie ustawiał się centrowo. Potrzebujemy papieża, który połączy zwaśnione strony, bo one rzeczywiście są. Wiążą się one z ranami i podziałami wynikającymi z geograficznych, kulturowych i językowych aspektów istnienia Kościoła, który jest powszechny, apostolski, ale i globalny - powiedział watykanista i dodał:
"Potrzebujemy papieża, który będzie dyplomatą, zdolnym do pogodzenia dyskusji otwartych przez papieża Franciszka. Kimś takim był na pewno Jan Paweł II. Podsumowując, potrzebujemy człowieka dialogu na nasze czasy, który różne aspekty, środowiska, światy Kościołów lokalnych - Afryki, Azji, Europy i Ameryk - będzie w stanie pogodzić".
Autor: Piotr Kosiarski – „deon.pl”
Kto po Franciszku? 10 nazwisk,
które mogą wyznaczyć przyszłość Kościoła
Śmierć papieża Franciszka nieuchronnie postawiła Kościół katolicki wobec pytania o przyszłość. Kardynałowie z całego świata zbiorą się w Rzymie, by w ciszy konklawe wybrać nowego papieża. Choć ostateczna decyzja będzie należała do nich, już teraz w analizach kościelnych i rozmowach za kulisami padają nazwiska duchownych, których doświadczenie, charyzma lub duchowość mogą predestynować ich do objęcia Piotrowej posługi.
Może się wydawać, że tego rodzaju domysły nie mają sensu, jednak zarówno kard. Ratzinger, jak i kard. Bergoglio należeli do mocnych kandydatów w czasie konklawe w roku 2005 i 2013. Ich nazwiska można było znaleźć na listach papabile. Zaskoczeniem za to był wybór w roku 1978 kardynała Wojtyły, choć i w tym przypadku nie można powiedzieć, że jego postać była całkowicie przez media tamtego czasu pomijana. Ciekawe jak będzie z następcą Franciszka?
Czekając na znaki
Choć żaden ranking nie zastąpi rozeznania kolegium kardynalskiego, jedno jest pewne – kolejny papież będzie musiał zmierzyć się z Kościołem, który dziś mierzy się z poważnymi sporami teologicznymi, których nie prowadzą już tylko specjaliści, ale także zwykli wierni. Czy to będzie ktoś z Europy, Afryki czy Azji? Czy będzie kontynuatorem Franciszka, czy jego korektorem?
Tego nie wiemy. Ale warto uważnie patrzeć na tych, którzy już dziś kształtują przyszłość Kościoła.
Tomasz Rowiński – „aleteia.pl”
Patent na ewangelię - św. Marek Ewangelista
Są ludzie, którzy lubią błyszczeć. Zrobią prawie wszystko, by znaleźć się na pierwszych stronach gazet. Inni wolą swoje istnienie ukrywać przed światem i wieść spokojne życie. Święty Marek chyba nie należał ani do jednych, ani do drugich.
Święty Marek, Ewangelista
Tak naprawdę nazywał się Jan. Markiem tylko go nazywano, nie bardzo wiadomo dlaczego. Nie należał do grona dwunastu Apostołów, choć zapewne znał pierwszych uczniów Jezusa. To w domu jego matki spotykała się pierwsza wspólnota chrześcijan w Jerozolimie.
Jeśli intuicja nie myli badaczy, był także świadkiem aresztowania Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Tylko w jego Ewangelii pojawia się tajemniczy młodzieniec, który owinięty jedynie w prześcieradło skradał się za pojmanym Jezusem. Wydaje się, że w tak zagadkowy sposób Marek zaznaczył swoją obecność w najważniejszym wydarzeniu historii świata. Był jednak za młody, by odgrywać wtedy jakąś ważną rolę. Jego czas jeszcze nie nadszedł... Cierpliwie pracował na swoją pozycję. Najpierw u boku Pawła i Barnaby w czasie wspólnej wyprawy misyjnej. Wyruszyli z Antiochii w 45 roku. Jednak kiedy dotarli do Perge, Marek postanowił zawrócić.
To nie spodobało się Pawłowi. Dlatego Apostoł Narodów nie zabrał go w następną podróż. Marek mimo to nie zrezygnował z pracy dla Chrystusa. Krótkie wzmianki o nim w Dziejach Apostolskich wskazują, że sporo dla Niego podróżował i ciągle był u boku wielkich: Pawła i Piotra. Dotarł z nimi aż do Rzymu, gdzie według tradycji jednego dnia ponieśli męczeńską śmierć. I pewnie na zawsze pozostałby jedną z wielu postaci wczesnego Kościoła, gdyby nie dokonał rzeczy niezwykłej: jako pierwszy napisał Ewangelię.
Dziś, gdy mamy cztery Ewangelie, gdy już wiemy, jak wyglądają, zadanie nie wydaje się trudne. Cóż to takiego spisać to wszystko, co opowiadali o Jezusie św. Piotr i inni Apostołowie? Ale jak to zrobić, gdy trudno precyzyjnie ustalić, co i w jakiej kolejności się działo? Jak połączyć mniej lub bardziej barwne opowieści o wydarzeniach i wspomnienia uczestników lub świadków z nauczaniem Jezusa? Trzeba było wymyślić nowy gatunek literacki. Marek wymyślił ewangelię. Potem jego śladem poszli inni.
Nie próbował się wymądrzać, dodając własne przemyślenia i interpretacje. Oszczędny w słowach, myśl wyrażał często tylko sposobem uporządkowania zebranego materiału. Tak zestawiał relacje i słowa, by fakty mówiły same za siebie. Cicho, niezauważalnie. Aby czytelnik sam doszedł do zrozumienia.
Co się z nim później stało? Podobno był biskupem najważniejszego po Rzymie miasta Imperium Rzymskiego – Aleksandrii w Egipcie. Tam miał zginąć śmiercią męczeńską, włóczony po ulicach miasta. On, ciągle na drugim planie, wtedy pokazany wszystkim.
Księga
Księga jest atrybutem każdego z czterech Ewangelistów, również św. Marka. Często przedstawia się go piszącego.
Lew
Iluminowany inicjał z francuskiego rękopisu, XIV w. Każdy Ewangelista ma swój symbol, nawiązujący do początku jego Ewangelii. U św. Marka jest to lew. Zaczyna on bowiem od św. Jana Chrzciciela na pustyni, a lew najbardziej kojarzył się wówczas z pustynią. Ciało św. Marka zostało w 828 r. sprowadzone do Wenecji, jest on obecnie patronem tego miasta. Wizerunek lwa św. Marka można w Wenecji spotkać w wielu miejscach. Zwykle trzyma on otwartą księgę ze słowami: "Pax tibi Marce, evangelista meus" (Pokój z tobą Marku, mój ewangelisto).
Żeglarze
Według tradycji św. Marek przepływał kiedyś w okolicach Wenecji i podczas sztormu udzielił pomocy miejscowym żeglarzom. Dlatego Wenecjanie obrali go za swojego patrona, sprowadzili ciało Ewangelisty do miasta i wybudowali na jego cześć wspaniałą bazylikę. W sztuce weneckiej często św. Marek jest ukazywany z żeglarzami.
Święty Marek, Ewangelista
W księgach Nowego Testamentu występuje pod imieniem Jan. Jest bardzo prawdopodobne, że matka jego była właścicielką Wieczernika, gdzie Chrystus spożył z Apostołami ostatnią wieczerzę. Jest bardzo również możliwe, że matka św. Marka była również właścicielką ogrodu Getsemani na Górze Oliwnej. Dzieje Apostolskie (Dz 12, 12) wspominają go jako "Jana zwanego Markiem", syn Marii, która prawdopodobnie była właścicielką domu, w którym odbyła się Ostatnia Wieczerza. Był Palestyńczykiem. Imienia jego ojca nie znamy. Zapewne, w czasach publicznej działalności Pana Jezusa matka jego, Maria, była wdową; pochodziła z Cypru.
Św. Marek bowiem w swojej Ewangelii podaje ciekawy szczegół, o którym żaden z Ewangelistów nie wspomina, że w czasie modlitwy Pana Jezusa w Ogrójcu znalazł się w nim (zapewne w budce czy też w małym domku, jaki się tam znajdował) pewien młodzieniec. Kiedy usłyszał krzyki zgrai żydowskiej, obudził się i owinięty jedynie prześcieradłem wybiegł na zewnątrz. Kiedy zobaczył, że Pana Jezusa zabierają oprawcy, zaczął krzyczeć. Wtedy ktoś ze służby świątyni podbiegł do niego, aby go pochwycić, ale on uciekł, zostawiając prześcieradło w rękach pachołka (Mk 14, 15).
Marek był uczniem św. Piotra. Prawdopodobnie zaraz po zesłaniu Ducha Świętego św. Piotr udzielił św. Markowi Chrztu świętego. Dlatego nazywa go swoim synem (1 P 5, 13). Wieczernik służył Apostołom za dom schronienia po śmierci Chrystusa Pana. Tam właśnie udał się książę Apostołów zaraz po swoim cudownym uwolnieniu przez anioła z więzienia (Dz 12, 11-17).
Kiedy w roku 44 św. Paweł i św. Barnaba przybyli do św. Piotra z jałmużną dla Kościoła w Jerozolimie, znaleźli św. Piotra i św. Jakuba w Wieczerniku. Barnaba był krewnym św. Marka. Marek towarzyszył Barnabie i Pawłowi w podróży do Antiochii, a potem w pierwszej podróży na Cypr. Kiedy zaś Paweł chciał iść w głąb małej Azji przez wysokie góry Tauru, Marek się sprzeciwił, co bardzo rozgniewało Apostoła Narodów. Marek nie czuł się zdolny ponosić trudów tak uciążliwej pieszej wyprawy i dlatego w roku 49 w Pergo zawrócił (Dz 12, 25; 13, 13).
Kiedy Paweł wybierał się z Barnabą w swą drugą podróż apostolską, Barnaba chciał zabrać ze sobą Marka, ale Apostoł Narodów się nie zgodził. Wtedy Barnaba opuścił Pawła, tak że ten odtąd sam w towarzystwie św. Łukasza Ewangelisty i innych odbywał swoje apostolskie podróże. Razem wówczas Barnaba i Marek udali się na Cypr. Była to wyspa rodzinna Barnaby, a być może, że również św. Marka (Dz 15, 35-40). W kilkanaście lat potem, w roku 61 widzimy ponownie św. Marka przy Pawle w Rzymie. Pisze o tym sam Apostoł w Liście do Kolosan i do Filemona (Kol 4, 10; Flm 24). Możliwe, że Marek wybierał się wtedy, wysłany przez św. Pawła, do wspomnianych adresatów, gdyż Apostoł Narodów żąda dla niego gościnnego przyjęcia. W Liście do Tymoteusza, który pisze z więzienia, Paweł prosi, aby przybył do niego także Marek, "jest mi bowiem przydatny do posługiwania" (2 Tm 4, 1).
Na tym urywają się wszelkie historyczne wiadomości o św. Marku. Nie wiemy nic pewnego o dalszych losach jego życia. Według tradycji miał być założycielem gminy chrześcijańskiej w Aleksandrii i jej pierwszym biskupem. Tam również miał ponieść śmierć męczeńską za panowania cesarza Nerona. Inni przesuwają słusznie datę jego śmierci do czasów cesarza Trajana (98-117). Odnośnie męczeństwa św. Marka nie mamy żadnych danych. Zastanawia, że o śmierci męczeńskiej św. Marka nic nie wie św. Hieronim. Tym większe zastrzeżenie budzi legenda, wg której Marek miał głosić Ewangelię w Akwilei, a nawet w Lorch (Austria).
Największą zasługą św. Marka jest to, że zostawił nam napisany zwięzły opis życia i nauki Pana Jezusa. Jego Ewangelia miała być wiernym echem katechezy św. Piotra. Napisał ją św. Marek przed rokiem 62, w którym ukazała się Ewangelia św. Łukasza. Mogła więc powstać w latach 50-60. Zaczyna on swoją Ewangelię od Chrztu Pana Jezusa i od powołania św. Piotra na Apostoła. Podaje on jako szczegół charakterystyczny: pobyt Pana Jezusa w domu św. Piotra i uzdrowienie jego teściowej (Mk 1, 29-31).
Święty Marek znał doskonale język aramajski i grecki. Ewangelię swoją pisał nie dla Żydów, gdyż często tłumaczy słowa aramajskie na język grecki (Mk 5, 4; 14, 36; 15, 22). Tłumaczy również zwyczaje żydowskie (Mk 7, 1-23; 14, 12). Ewangelię swoją pisał zapewne w Rzymie, gdyż przypomina znanych w Rzymie gminie chrześcijańskiej: Aleksandra i Rufusa (Mk 15, 21) jako świadków pośrednich męki Pańskiej.
Święty Marek jest patronem pisarzy, notariuszy, murarzy, koszykarzy i szklarzy oraz miast: Bergamo, Wenecji, a także Albanii. Przyzywany podczas siewów wiosennych oraz w sprawach pogody.
Świeci i błogosławieni w tygodniu