W BLASKU MIŁOSIERDZIA
27/1027 – 15 czerwca 2025 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Niedziela, 15 czerwca 2025, rok „C”
UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY
NIEDZIELA (rok C)
Kolor szat liturgicznych: biały
Ta uroczystość kończy okres spowiedzi i Komunii świętej wielkanocnej.
Czytania
Pierwsze czytanie: Prz 8,22-31
Psalm: Ps 8
Drugie czytanie: Rz 5,1-5
Ewangelia: J 16,12-15
Ewangelia
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje; Duch z mojego weźmie i wam objawi
J 16, 12-15
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi».
Komentarz do czytań
Prawda o Trójjedynym Bogu jest trudna do pojęcia. Ale ważniejsze od jej zrozumienia jest odkrycie, że Bóg ciągle działa. Bóg działa? Tak, na przykład w Kościele. Wierzysz w to? A może raczej wierzysz, że Bóg nie dotrzymuje słowa i swój Kościół opuścił?
Bóg nie jest jakby samotny; jest Ojcem, Synem i Duchem... W wyzwania, jakie niosą czytania tej niedzieli? Ot, wyzwanie, by chlubić się kiedy jesteśmy z powodu wiary uciskani. Bo to szansa do jej pogłębienia, wzmocnienia... To oczywiście nie wszystko.
Przywykły do precyzyjnych rozróżnień umysł chce się przed tym bronić. Ale tak właśnie mówi nam o Bogu Nowy Testament.
W Starym Testamencie nie ma prawdy o Trójcy Świętej. Są intuicje na ten temat. Jedną z nich przedstawiono tekście wybranym jako pierwsze czytanie. Ale już w Nowym Testamencie jest tych świadectw mnóstwo. Czy to ważne, że Bóg jest Trójca Osób, a nie jedną osobą, wcielającą się w różne postaci? Tak. Bo pokazuje, że Bóg nie jest samotnikiem. I że nasze pragnienie bycia z innymi, bycia kochanym, akceptowanym, to nie dziwactwo, ale coś, co tkwi w samej naszej naturze. Wszak jesteśmy stworzeni na podobieństw i obraz Boży, prawda?
Teraz znieść nie możecie - mówi Jezus do swoich uczniów. Nie wszystko więc im mówi; nie wszystko wprost. A potem? Potem zrozumiecie. Duch Święty pomoże wam zrozumieć... Piękny rys charakteru Boga. Ta zgoda na to, że człowiekowi trzeba dać czas by dojrzał... Bóg oczekuje nie ideału od zaraz, ale wzrastania.
W dzisiejszym numerze
- Bóg mówi do nas
- Uroczystość Najświętszej Trójcy
- Współpraca z Bogiem Trójjedynym
- Bóg to relacje
- 7 wyzwań Leona XIV dla małżeństw
- Pod prąd
- Komu możesz szczerze opowiedzieć swoje życie?
- Katowany, upokarzany i dobity w Dachau. Bł. bp Michał Kozal
- Święci i błogosławieni w tygodniu
Bóg mówi do nas
Jezus mówi nam o obietnicach. My słyszymy tylko, że „jeszcze nie”.
Bóg Trójjedyny objawia nam, kim jest. My dostrzegamy jedynie coś na kształt matematycznej zagadki.
Syn człowieczy otrzymuje opiekę i wywyższenie. My zamiast Bożej chwały widzimy tylko własną zaradność i inteligencję.
Tak często Boże słowo zupełnie się nam nie mieści ani w głowie, ani w sercu. Jakby to był inny język, nie ten, który znamy od dziecka. Przełożyć je (słowo Boże) na konkret naszego życia można jedynie w relacji ze Stwórcą. A wtedy mamy wszystko: i spełnione obietnice, i uczestnictwo w życiu Trójcy, i Bożą chwałę na ustach i w sercu.
Katarzyna Solecka – „wiara.pl”
Uroczystość Najświętszej Trójcy
Uczyniłeś nas niewiele mniejszymi od aniołów! (Ps 8,6)
W Uroczystość Trójcy Przenajświętszej stajemy wobec jednej z najgłębszych tajemnic naszej wiary. Choć ludzki rozum nie jest w stanie w pełni jej pojąć, możemy dostrzec działanie Trójcy Świętej w historii zbawienia i naszym codziennym życiu. Spróbujmy więc spojrzeć na Boga w Trójcy Jedynego jako Tego, który nieustannie zwraca się ku człowiekowi – ku jego dobru, zbawieniu i szczęściu.
Chcąc zrozumieć tajemnicę Trójcy Przenajświętszej, spróbujmy zobaczyć Pana Boga w Trójcy Jedynego jako zwróconego całkowicie ku człowiekowi: jego dobru i szczęściu. Wyraża to zachwyt, jakiemu ulega psalmista, gdy woła: „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego?” (Ps 8,5).
W Piśmie Świętym mamy wiele dowodów na to:
Choćby stworzenie człowieka. Wygląda ono zupełnie inaczej niż stworzenie wszystkiego innego. Tutaj pojawia się pierwsza przesłanka, by odkryć Trójcę Przenajświętszą: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz” (Rdz 1,26). Pan Bóg lepi człowieka i wkłada w to całą swoją miłość. Wydobywa nas z nicości do pełni miłości.
Po grzechu pierworodnym Pan Bóg szuka człowieka: „Gdzie jesteś?” (Rdz 3,9).
W niewoli egipskiej Pan Bóg podejmuje ogromny wysiłek, by wyrwać swój naród z niewoli i uczynić go całkowicie wolnym.
Wyjątkowe działanie całej Trójcy Przenajświętszej na rzecz człowieka ukazuje nam Eucharystia. Mamy tu realizację obietnicy Pana Jezusa, który mówi „Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba” (por. J 6,32), którym będzie ciało Pana Jezusa. Gdy więc słyszymy słowa przeistoczenia, możemy się przekonać, jak wierny swoim obietnicom jest Pan Bóg: Ojciec prawdziwie daje nam swego Syna na pokarm. Widzimy tu oczywiście również Ducha Świętego, który jest tą mocą, dzięki której w Eucharystii Pan Jezus staje się prawdziwie obecny pośród nas i dla nas.
Możemy więc zapytać:
Czy odkrywam to nieustanne działanie i zatroskanie Trójcy Przenajświętszej w swoim życiu?
Czy za to dziękuję?
Czy uwielbiam Trójcę Przenajświętszą choćby poprzez piękne, poprawne wykonywanie znaku krzyża i wypowiadanie słów: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”?
Czy i jak często posługuję się wezwaniem: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu...”, by w ten sposób oddawać chwałę Trójcy Przenajświętszej?
I wreszcie: czy moje życie jest całkowicie nastawione na Pana Boga – jako odpowiedź na Jego bycie dla mnie? Czy żyję z Panem Bogiem i dla Pana Boga?
W chrzcie świętym zostałem naznaczony imionami Trójcy Przenajświętszej, a więc moje życie zostało włączone w życie Boże: stałem się dzieckiem Bożym oraz bratem/siostrą Pana Jezusa.
Gdy tracę to życie przez grzech, zostaje mi ono przywrócone w sakramencie pokuty i pojednania – znów w imię Trójcy Przenajświętszej. Kapłan wypowiada wtedy słowa: „I ja odpuszczam ci grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.
I przez to, że właśnie tu pozwalam na działanie Pana Boga w moim życiu, oddaję Mu chwałę, „Któż może odpuszczać grzechy, oprócz jednego Boga” (Mk 2,7.10).
Piękną tradycją katolicką było znaczenie krzyżem nowego bochenka chleba, dziękując w ten sposób Panu Bogu za owoc ziemi i pracy rąk ludzkich.
Podejmując pracę, rozpoczynając podróż, czynimy znak krzyża, aby wszystko to było wykonywane z Bożą pomocą i na chwałę Pana Boga.
Niech więc ta tajemnica – choć przekracza nasze ludzkie pojęcie – stanie się dla nas nie tylko przedmiotem refleksji, ale przede wszystkim inspiracją do życia z Bogiem i w Bogu. Trójca Przenajświętsza nie jest ideą abstrakcyjną – to żywa obecność Miłości, która nieustannie działa dla nas. Starajmy się odpowiadać na tę miłość całym sercem, życiem i codziennym świadectwem. Amen.
o. Zbigniew Bruzi CSsR
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Tuchów
Współpraca z Bogiem Trójjedynym
1. W roku C, który jest Łukaszowy i jednocześnie Janowy, teksty z Czwartej Ewangelii eksponują przede wszystkim elementy nie spotykane w Ewangeliach synoptycznych. Tak i dzisiaj dowiadujemy się o cennej pomocy Ducha Świętego, ale na tle całokształtu Jego relacji z Ojcem i Synem, nie tej teoretycznej z traktatów teologii, ale powiązanej z naszą sprawą najdonioślejszą, ze zbawieniem. Dynamice zbawczego planu Bożego, którego etapem wstępnym jest objawienie Mądrości twórczej w Starym Testamencie (I czytanie), mamy dać dynamiczną własną odpowiedź – odwzajemniać się miłością. Nie darmo w II czytaniu wyliczone są wszystkie trzy cnoty teologalne z podkreśleniem szczególnej niezawodności naszej nadziei. A człowiek współczesny albo tkwi w zarozumiałej obojętności wobec spraw Bożych, będąc pogrążonym w doczesnych osiągnięciach, albo przeciwnie często jest skierowany w stronę rozpaczy, jak bywa u niektórych egzystencjalistów.
2. Celem wykazania stopniowego objawiania się Trójcy Świętej w dynamice dziejów zbawienia niniejszy fragment z Księgi Przysłów znalazł się dziś jako przygotowanie przyszłej chrystologii. Opisana tutaj mądrość Boża, przed wiekami już czynna, na tym etapie objawienia jest raczej stworzoną wielkością (choć nie brak opinii, że jest to już hipostaza Boża, gdyż możliwy jest nieco inny przekład słów: „stworzył” i „stworzona”). Przy jej pomocy Bóg Stwórca dokonał dzieła stworzenia. Ten właśnie obraz posłużył z czasem apostołom (por. J 1,1–3; Kol 1,15–17; Hbr 1,2n), a potem całej teologii Ojców Kościoła, do właściwego ujęcia, kim w Trójcy jest Syn Boży, Janowy Logos. Doniosłe nadto jest zakończenie tej perykopy z jej nieoczekiwanym przejściem od relacji Mądrości do Boga Stwórcy w stronę relacji do synów ludzkich, co z wolna przygotowuje prawdę o Odkupieniu nas przez Syna Bożego, o tym źródle spokojnej ufności, o której powie Apostoł w II czytaniu.
Krótka perykopa Listu do Rzymian wymienia wszystkie trzy Osoby Trójcy na tle omawiania owoców Odkupienia. Nowy stosunek do Boga Ojca – to pokój w miejsce dawnego lęku, wynikającego z grzechów, które uczyniły nas nieprzyjaciółmi Bożymi. Obecnie dostąpiwszy usprawiedliwienia dzięki wierze w Syna Bożego jako Odkupiciela, opieramy się ufnie (bo to znaczy Pawłowe słowo chlubić się) na nadziei przyszłej chwały, która już obecna w nas jest, ale na razie przez trwały stan łaski. Nadto do tej przyszłej chwały przyczynia się między innymi także zachowanie wytrwałej cierpliwości w znoszeniu wszelkich ucisków. Choć nadzieja jako cnota teologalna pochodzi z nieba, to jednak wzrasta w miarę naszego utwierdzania się w tej wytrwałej cierpliwości, aż osiągnie ona postać wypróbowanej cnoty. Rękojmią zaś niezawodności tej nadziei jest wyprzedzający wszelki postęp fakt posiadania już nadprzyrodzonej miłości, rozlanej w naszych sercach przez Ducha Świętego, tę Boską „Osobę-Dar” (św. Jan Paweł II).
W mowie pożegnalnej podczas ostatniej wieczerzy Jezus, zanim opuści uczniów, obiecuje im na daleką przyszłość niezbędną i stałą pomoc Ducha Świętego Parakleta w przeprowadzeniu zleconych im zadań. Zadania te zaś, jak sam Jezus stwierdza, całkowicie jeszcze przerastają ich ówczesne ludzkie możliwości. Ale mimo że uczniowie w chwili rozstania z Synem Bożym jako Mistrzem jeszcze nie są w stanie zrozumieć wielu głoszonych przez Niego prawd, to przecież Duch Święty z czasem ich doprowadzi do całej prawdy. Dynamika Bożego działania całej Trójcy w zakresie objawienia swoich zbawczych planów tu odsłania swój etap końcowy, w którym my również żyjemy. Dowiadujemy się więc, że Duch Święty, gdy przyjdzie jako Duch prawdy, nie będzie głosił od siebie nowej nauki, lecz będzie czerpał tylko z Jezusowych jej zasobów. Te zasoby w końcu pochodzą od Boga Ojca i dzięki temu, że On ich udzielił Synowi Bożemu, stanowią wspólną własność całej Bożej Trójcy przeznaczoną do przekazania ludziom.
3. Przez wszystkie trzy czytania snuje się jeden wątek doktrynalny: Trójca Święta z wolna nam się odsłania jako czynna w dziele naszego zbawienia. Poszczególne Jej Osoby kolejno wkraczają w dzieje człowieka. Bóg Starego Przymierza działa od samego początku, ale okazuje się dopiero z czasem Ojcem Jednorodzonego Syna. Ten będąc odwieczną Mądrością – jako człowiek Jezus Chrystus staje się naszym przez Ojca ustalonym jedynym Mistrzem i Odkupicielem. W Nim dostępujemy łaski usynowienia, tak iż Jego Ojciec staje się Ojcem naszym jako przybranych dzieci. Jemu zawdzięczamy usprawiedliwienie dzięki wierze w Jego pełne pośrednictwo. Z kolei dzieło Jezusa Chrystusa tak pod względem całości Objawienia, jak co do rozdziału łask, kontynuuje Duch Święty Paraklet, prowadząc Kościół i ludzkość do pełni prawdy i życia. Cały ten wątek to więcej niż tylko teoretyczne wyliczenie działań, to jeden wielki dowód wciągającej nas w siebie Trójjedynej Miłości.
4. Homilia może praktycznie rozwinąć hasło niedzieli omawiając warunki pełnej współpracy z Trójcą, która pragnie być nam bliska. Po to przecież Bóg swoje własne życie w nas przelewa przez łaskę, począwszy od chrzcielnego usprawiedliwienia a kończąc na ostatecznym. Dane nam z góry trzy cnoty teologalne: wiara, nadzieja i miłość, są także zadane, stąd wymagają z naszej strony nieustannej współpracy. Jej początkiem jest modlitwa o wzrost wszystkich tych trzech cnót. Wzrost ten zaczyna się od mnożenia przez Trójcę wewnętrznych świateł i impulsów, ale domaga się udziału naszej woli. To jej działanie przybiera różne postaci zależnie od okoliczności, jakie zsyła Opatrzność, wystawiając nas na próbę. Nasza wiara przedziera się niekiedy przez gęsty mrok, nadzieja bywa trudna, gdy braknie ludzkich atutów powodzenia. Miłość nie jest łatwa wówczas, gdy trzeba mówić: „Nie jak ja chcę, ale jak Ty” lub się przezwyciężać wobec trudnych osób.
Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”
Bóg to relacje
Z badań psychologicznych wynika, że szczęśliwy jest ten, kto ma udane relacje. Ta naukowa obserwacja doskonale wpisuje się w podstawową prawdę naszej wiary, czyli prawdę o Trójcy Przenajświętszej. Wierzymy w Boga, który jest wspólnotą trzech Boskich Osób: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Łączy je ta sama Boska natura, a „konstytuują” relacje, które mają między sobą. Można powiedzieć, że Bóg to relacje: relacja ojcostwa, synostwa i tchnienie. Bóg jest pełnią szczęścia, bo trzy Boskie Osoby obdarowują się wzajemnie w taki sposób, że już niczego żadnej z Nich nie brakuje.
Skoro jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, to znaczy, że staniemy się bardziej ludzcy wtedy, gdy będziemy tworzyć i budować wspólnoty oparte na autentycznych, osobowych relacjach. Można powiedzieć, że przeżywamy dzisiaj komunikacyjny boom. Liczba relacji rośnie lawinowo, ale niestety nie da się tego powiedzieć o ich jakości. Wielość interakcji nie czyni nas szczęśliwszymi, bo dominują relacje komercyjne, warunkowe, powierzchowne i wirtualne. Potrafimy znakomicie tworzyć wspólnoty interesu, w których dajemy sobie jakieś dobra, ale nie dajemy do końca siebie. Potrafimy tworzyć relacje wirtualne, ale często nie ma w nich całej prawdy, bo pokazujemy tylko swoją lepszą stronę albo udajemy kogoś innego, niż rzeczywiście jesteśmy. Kopiujemy cudze relacje, zamiast cieszyć się tym, że możemy tworzyć własne. W ten sposób technologia, która miała być błogosławieństwem, jest także naszym największym zagrożeniem. Zauważył to papież Franciszek, który w ostatnim miesiącu swojego pontyfikatu modlił się, „aby korzystanie z nowych technologii nie zastępowało relacji międzyludzkich, odbywało się w atmosferze szacunku do każdego człowieka i pomagało stawić czoło kryzysowi naszych czasów”.
W Niedzielę Trójcy Przenajświętszej prośmy Boga, by pomógł nam tworzyć relacje realne, prawdziwe i bezwarunkowe; relacje, w których doświadczymy, że jesteśmy kochani, i w których będziemy chcieli kochać; relacje, które uczynią nas bardziej otwartymi na inne osoby. Tak działa Bóg, którego „miłość rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”.
Jacek Pietrzak OP – „wdrodze.pl”

7 wyzwań Leona XIV dla małżeństw
Podczas mszy kończącej Jubileusz Rodzin, papież Leon XIV zwrócił się do par „z sercem pełnym wdzięczności i nadziei”. Podążając śladami swoich poprzedników, pochwalił więź małżeńską i wezwał pary do kultywowania „całkowitej, wiernej i owocnej miłości”.
Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.
Wesprzyj nasPrzekaż darowiznę za pomocą zaledwie 3 kliknięć
Od 8 maja papież Leon XIV nie miał jeszcze okazji zwrócić się konkretnie do par. W swoim przemówieniu do korpusu dyplomatycznego 16 maja podkreślił jedynie, że rodzina „opiera się na trwałym związku mężczyzny i kobiety”. Jubileusz Rodzin, pierwsze wydarzenie jubileuszowe, w którym uczestniczył bezpośrednio w liturgii, dał mu możliwość rozwinięcia i podzielenia się swoją wizją małżeństw i rodzin z katolikami na całym świecie. Dla papieża augustianina rodzina jest „znakiem pokoju dla wszystkich, w społeczeństwie i na świecie”. „To w rodzinach buduje się przyszłość narodów”, powiedział.
Jest to poważne wyzwanie, które zależy od relacji między mężczyzną i kobietą, którzy są powołani do okazywania Bożej miłości. „Dzisiejszy świat potrzebuje przymierza małżeńskiego, aby poznać i przyjąć miłość Boga”, powiedział papież. Ale ponieważ człowiek jest niedoskonały, przymierze małżeńskie nie może być traktowane jako coś oczywistego! Dlatego w homilii papież Leon XIV przedstawił wyzwania skierowane do małżonków, aby osiągnąć „miłość całkowitą, wierną i płodną”, będącą odbiciem miłości Boga do ludzkości.
Choć Jubileusz Rodzin odbył się już w zeszłą niedzielę, przypominamy siedem wyzwań, jakie stawia Leon XIV przed małżeństwami.
1
Bycie „jednością”, jak święte pary
Jako godny syn świętego Augustyna, Leon XIV opowiada się za jednością. Jednością między wszystkimi ludźmi, ale także w małżeństwie, o ile Bóg może utożsamić się z tym, co pozostaje zjednoczone, poprzez komunię miłości, której sam jest źródłem. Taka jedność małżeńska nie jest niemożliwa. Na dowód tego Leon XIV przytacza te pary świętych, które zostały kanonizowane „nie osobno, ale razem, jako małżeństwo”. Louis i Zélie Martin, Luigi i Maria Beltrame Quattrocchi, małżeństwo Ulmów... „Wymieniając małżonków jako przykładnych świadków, Kościół mówi nam, że dzisiejszy świat potrzebuje przymierza małżeńskiego, aby poznać i przyjąć miłość Boga”, podkreślił.
2
Przebaczenie
Przymierze małżeńskie nie oznacza braku konfliktów. Wręcz przeciwnie, osiąga się je i utrzymuje poprzez przebaczenie i pojednanie. Jest to moc Bożej miłości, która przychodzi, aby podtrzymać pary, moc, która „jednoczy i godzi”, umożliwiając im przezwyciężenie „sił, które rozbijają relacje i społeczeństwa”. To dzięki przebaczeniu i pojednaniu pary mogą stać się „znakiem pokoju dla wszystkich, w społeczeństwie i na świecie”.
3
Przynoszenie owoców
Powołując się na encyklikę Pawła VI Humanae vitae – zapamiętaną z powodu odrzucenia antykoncepcji, ale będącą przede wszystkim refleksją nad wartością małżeństwa i miłości małżeńskiej – Leon XIV przypomniał, że „małżeństwo nie jest ideałem, ale normą prawdziwej miłości między mężczyzną i kobietą: miłości całkowitej, wiernej i płodnej”. „Przemieniając was w jedno ciało, miłość ta czyni was zdolnymi, na obraz Boga, do dawania życia”, podkreślił papież.
4
Konsekwentne wychowanie
Leon XIV zwrócił się również do małżonków w ich roli rodziców i zaoferował kilka rad dotyczących wychowania, zaczynając od konsekwencji: „Zachęcam was, abyście byli przykładem konsekwencji dla swoich dzieci, zachowując się tak, jak chcecie, aby się zachowywały”. Sposób mówienia, sposób traktowania bliźniego, sposób proszenia o przebaczenie, sposób korzystania z telefonu... Nie brakuje sytuacji, w których dorosłym czasami brakuje konsekwencji! Wreszcie, nowy papież zachęca rodziców, aby wychowywali swoje dzieci „do wolności poprzez posłuszeństwo” i „zawsze szukali w nich dobra i środków, aby je rozwijać”.
5
Dziękczynienie za dar życia
Leon XIV zachęca nas do dziękczynienia za dar życia. Życia, które przekazujemy dalej, ale także życia, które otrzymujemy od naszych rodziców. „Bądźcie wdzięczni swoim rodzicom: powiedzenie «dziękuję» za dar życia i za wszystko, co otrzymujemy każdego dnia wraz z nim, jest pierwszym sposobem uhonorowania ojca i matki”, podkreślił.
6
Przekazywanie wiary
Wyzwanie przekazywania wiary swoim dzieciom nie jest łatwe. Dla Leona XIV rodzina jest uprzywilejowanym miejscem spotkania z Chrystusem. Do rodziców należy stworzenie warunków, aby to spotkanie miało miejsce w sercach ich dzieci. Jeśli okaże się to trudne, pierwszym krokiem jest modlitwa za nie. Modlitwy rodziców za dzieci są często niedoceniane. Dziadkowie również mają do odegrania rolę w budzeniu wiary swoich wnuków, ponieważ czasami „przeskakuje” ona pokolenie. „W rodzinie wiara jest przekazywana wraz z życiem, z pokolenia na pokolenie: jest dzielona jak jedzenie na stole i uczucia serca”, porównał papież.
7
Wiara w życie wieczne
Ostatnie wezwanie Leona XIV ma szczególny wydźwięk w tym Roku Jubileuszowym poświęconym nadziei: wierzyć w życie wieczne i w świętych obcowanie. Słodkie pocieszenie dla pogrążonych w żałobie rodzin. „Pewnego dnia wszyscy będziemy unum (zjednoczeni)”, przypomina papież, który już podczas Regina Caeli 11 maja myślał o „matkach już w niebie”. „Jeden i ten sam w jednym Zbawicielu, objęty wieczną miłością Boga. Nie tylko my, ale także nasi ojcowie i matki, nasze babcie i dziadkowie, nasi bracia, siostry i dzieci, którzy już odeszli przed nami do światła Jego wiecznej Paschy”.
Tylko serce pełne pokoju może szerzyć pokój. Papież Leon XIV modli się o świat bez wojen
Mathilde de Robien – „aleteia.pl”
Pod prąd
Nie nadążysz za dzieckiem i za tym, co dla niego ważne.
Dni coraz dłuższe i coraz cieplej. Niebawem wakacje. Czas, kiedy trzeba będzie dzieci czymś zająć i koniecznie coś im pokazać. Ciekawe miejsca. To znaczy – ciekawe dla dorosłych kolekcjonujących kolejne obiekty i powtarzających jak mantrę: „Tego, co zobaczyłem, nikt mi nie odbierze.” „Chyba, że Alzheimer”- podpowiadam czasem złośliwie.
A dziecko? Zachwyca się osiołkiem w minizoo, na wsi obserwuje kury i indyki za płotem, a wchodząc do niezbyt ciepłego basenu, oddycha z ulgą: „Trochę zimno, ale wreszcie mam wolne nogi.” „Hm, co to znaczy wolne? Czy przedtem były związane?” „No, na wczasach to w morzu musiałam pływać w butach, bo tam były takie jeżowce.”
Nie nadążysz za dzieckiem i za tym, co dla niego ważne. Czasem można polecić coś, co się sprawdziło. Po powrocie ze Słowackiego Raju, w którym szlaki turystyczne wiodą wzdłuż malowniczych górskich potoków, po ścieżkach, kładkach, po drabinach obok wodospadów, pomyślałam sobie, że i u nas można by zrobić z dzieciakami podobną trasę. Podobną, a jednak inną. Bez kładek, drabin i tłumu turystów. Za to z myślą przewodnią: idziemy szukać źródła.
Dzieciaki – takie po 8-10 lat, mój syn i dzieci znajomych- pomaszerowały ze mną drogą wśród domów, potem weszliśmy w las i nad potok. I w górę. Po kamieniach, czasem brnąc do kostek albo i po kolana w wodzie, czasem wychodząc na stromy brzeg. Byle wyżej. Dzieci z uśmiechem, bez marudzenia doszły do celu. Zachwycone. Znajomi, którzy poszli znaną ścieżką i czekali w okolicach źródełka – trochę mniej. Bo ich pociechy i mokre, i przybrudzone nieco.
Czy z dzisiejszymi dziećmi też by się udało? Myślę, że tak. A z tym doświadczeniem o wiele łatwiej byłoby im później – na lekcji polskiego czy religii -zrozumieć słowa świętego Jana Pawła II: „Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry pod prąd. Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj, wiesz, że ono musi tu gdzieś być.”
Maria Sołowiej – „wiara.pl”

Komu możesz szczerze opowiedzieć swoje życie? W słuchaniu jest większa moc, niż myślisz
Ostatnie tygodnie w Polsce to emocje skrajnie rozbujane. Z ludzi wychodzą bardzo różne rzeczy. Gdy w społeczeństwie robi się gorąco, niektórzy nagle zaczynają mówić szczerze i budzą tym duże zdziwienie. Patrzę na to i zastanawiam się, czy na co dzień… ma ich kto posłuchać.
Potrzeba wysłuchania: to ta potrzeba, która jest w każdym z nas głęboko, czasem bardzo głęboko schowana. Można sobie nawet nie zdawać z niej sprawy i mylić ją z innymi potrzebami, ale gdy znajduje się czas na to, by szczerze i z namysłem zajrzeć w siebie, okazuje się, że chodzi właśnie o to: żeby ktoś po prostu posłuchał, co się dzieje we mnie, w środku.
Widzę to mocno może także dlatego, że słuchanie jest jednym z moich talentów. Używanie go pokazuje mi jasno, jak bardzo ludzie potrzebują komuś opowiedzieć o swoim życiu. Moje własne jest pełne cudzych historii, opowiedzianych przy okazji, na przykład w nocnym pociągu, w którym z braku miejsc wylądowałam w Warsie z panem bez kilku palców, a on w trzy godziny opowiedział mi całe swoje bardzo smutne życie. Na przykład w miejskim parku, sypialni miejscowych ludzi ulicy, kiedy ktoś poprosił mnie o pieniądze na jedzenie, a że z zasady nie daję pieniędzy na ulicy, wyszła z tego wspólna mała podróż do najbliższego punktu z hot-dogami i kilkadziesiąt minut słuchania trudnej historii. Albo na przykład wtedy, gdy wsiadam z kimś przelotnie znajomym do samochodu i jedno proste pytanie, zadane po to, by nie zapadła niezręczna cisza, kończy się długą opowieścią o tym, co drugi człowiek ma w sercu i kim jest, za czym tęskni i czego ma serdecznie dość.
Gdy ktoś naprawdę cię słucha, odpowiedzi często przychodzą same
Czasem moc bycia wysłuchanym leży w tym, że gdy ludzie po prostu dostają czas, by opowiedzieć o swoich trudnościach, planach i marzeniach, okazuje się, że samo bycie wysłuchanym otwiera nowe przestrzenie, podsuwa rozwiązania, jest bardzo twórcze i owocne. Zostaję czasem w zdumieniu, że kilka zadanych mimochodem pytań i zwykłe, proste słuchanie doprowadziło kogoś do momentu „wow”, odkrycia odpowiedzi na swoje pytanie.
To moje doświadczenie: że nie trzeba wcale dużo. Po prostu zamilknąć i słuchać, nie myśleć o sobie, nie spierać się z cudzymi myślami wyrażonymi na głos, ale robić im przestrzeń, żeby wybrzmiały. To działa. Gdy słucham i gdy jestem słuchana: przez bliskich, przez przyjaciół, przez duchową towarzyszkę na rekolekcjach ignacjańskich. To też doświadczenie wielu, bardzo wielu osób, które nauczyły się naprawdę słuchać. I które były wysłuchiwane, doświadczając tego, o czym pisał papież Franciszek: że „opowiedzenie drugiemu człowiekowi o tym, co przeżyliśmy albo do czego dążymy, pomaga uzyskać jasność w nas samych, wydobywając na światło wiele myśli, które są w nas i które często nas niepokoją swoimi uporczywymi nawrotami”.
To właśnie robi nam bycie wysłuchanym. Pomaga porządkować myśli, emocje, zauważyć, w jaką stronę zmierzamy i czy to właściwy dla nas kierunek. Z duchowego punktu widzenia myślę, że jest to po prostu łaska, bo bardzo podobny sposób działania ma Bóg. On robi to dla nas cały czas: jest i słucha, nigdy nie umyka mu żadne nasze słowo, jest zawsze dostępny, nie odrzuca nas z naszymi emocjami ani pomysłami. Słucha w sposób pełny i doskonały. Jeśli czasami choć w minimalnym stopniu potrafimy tak kogoś posłuchać jak On, wewnątrz tego słuchania rodzi się łaska bycia odciążonym z ciężaru życia, który nas przygniata.
Aby zacząć medytować, nie potrzeba niczego więcej jak tylko silnego pragnienia, by zacząć - John Main, benedyktyn z londyńskiego opactwa Ealing tłumaczy >
Do tego, by kogoś wysłuchać, jest potrzebny czas, uważność i pokora, by zbyt szybko nie ocenić człowieka, który opowiada nam swoje życie. I jestem coraz bardziej przekonana, że proste, zwykłe słuchanie tego, co drugi człowiek niesie w swoim sercu – bez oczekiwań, bez dziwienia się, że ktoś podzieli się jednym zdaniem, a ktoś inny godzinną opowieścią, bez oceniania tego, co w rozmowie pada i bez bulwersowania się, gdy ktoś mówi coś, z czym się bardzo nie zgadzam – to coś, co może pomóc nam społecznie wrócić do równowagi: bo ludzie wysłuchani przestają być zamknięci na tych, którzy maja inne zdanie i inną wizję świata. Sami zaopiekowani wysłuchaniem są w stanie usłyszeć innych i spokojnie wejść w rozmowę.
Zrobić przestrzeń na cudze myśli, by ktoś wreszcie mógł usłyszeć sam siebie, by poczuł się naprawdę zauważony i przyjęty z całym chaosem, bagnem, blaskiem, brudem i wyjątkowością, które na co dzień ze strachu przed odrzuceniem musi głęboko w sobie kryć: to jest według mnie jedno z najpilniejszych zadań dla ludzi Kościoła na najbliższe kilka lat.
Marta Łysek – „deon.pl”
Katowany, upokarzany i dobity w Dachau.
Bł. bp Michał Kozal: ordynowany do męczeństwa
W Dachau, pomimo coraz większego osłabienia i chorób, nadal pomagał. Sam cierpiąc głód, potrafił dzielić się z klerykami swoją mikrą porcją chleba. Wspierał ich dobrym słowem, świadectwem modlitwy i samą swoją obecnością.
Kiedy czytałam o bp. Michale Kozalu, przed oczami stanął mi pelikan karmiący swoją krwią pisklęta. W chrześcijańskiej sztuce religijnej to jeden z symboli Chrystusa, głęboko eucharystyczny, a więc powiązany ściśle z kapłaństwem. Doskonale wyrażający pełnię oddania dla i za innych.
Michał urodził się na folwarku, w zubożałej rodzinie chłopskiej. Kształcony w gimnazjum, zapewne kosztem wielkich wyrzeczeń najbliższych, okazał się tak zdolny, że rząd pruski zaproponował mu po maturze stypendium na dowolnie wybranej uczelni i kierunku.
Odrzucił tę propozycję, także z powodów patriotycznych, ale przede wszystkim kierując się rozeznanym powołaniem. Wybrał seminarium archidiecezjalne w Gnieźnie. Święcenia przyjął w lutym 1918 r. i chciał studiować dalej, jednak wtedy nagle zmarł jego ojciec, a matka i siostra stały się zależne finansowo od młodego wikarego.
Zaangażował się więc w pracę w kolejnych ośrodkach, jednocześnie dokształcając się we własnym zakresie. Oczywiście w tym samym czasie katechizował, sprawował sakramenty (był znany m.in. z wielogodzinnych dyżurów w konfesjonale) i pozostawał otwarty na wszystkich potrzebujących.
Po kilku latach został rektorem seminarium w Gnieźnie, z którego to zadania wywiązywał się nie tylko starannie, ale też angażując w nie serce. Na odpłatę nie trzeba było długo czekać – przez dziesięć lat pełnienia tej funkcji cieszył się wielkim autorytetem u alumnów.
Bardzo dobrą opinię o nim miał także abp August Hlond. Tak napisał w swojej opinii na temat rektora: „Okazuje zamiłowanie do życia duszpasterskiego. Wiele razy prosił mnie, by mu powierzyć parafię. Głosi bardzo głębokie homilie, z elegancją, zawsze dobrze przygotowany. Gdy chodzi o doktrynę, jest jak nikt inny głęboki”.
Biskup „spadochroniarz”
Stolica Apostolska wyraziła zgodę i już w czerwcu 1939 r. ogłoszono, że nowo ordynowany biskup zostanie jednym z sufraganów (biskupów pomocniczych) diecezji włocławskiej.
W związku z tą nominacją doszło do lekkiego dyplomatycznego spięcia. Znający świetnie gnieźnieńskiego rektora biskupi i kapłani z diecezji poznańskiej oraz gnieźnieńskiej zasypali go listami gratulacyjnymi. Co ważne – w większości szczerymi. Nowa diecezja nie zareagowała tak entuzjastycznie. Nie był tam nikomu bliżej znany, bo trafiał tam w mało komfortowej funkcji „spadochroniarza”, czyli osoby mianowanej z zewnątrz. Włocławianie zaś liczyli na to, że biskupem zostanie ktoś z ich diecezji.
O tym, jak wspaniały człowiek został im dany, mieli się przekonać w dramatycznym czasie i w radykalny sposób.
Ordynowany do męczeństwa
Ksiądz Michał Kozal otrzymał święcenia w stopniu episkopatu w sierpniu 1939 r., a więc tuż przed wybuchem II wojny światowej. Diecezja, do której został mianowany, w czasie okupacji znalazła się na terenach włączonych do Rzeszy. Prowadzono na nich szczególnie intensywną politykę wynaradawiania, a jednym z jej elementów była eksterminacja kapłanów.
Biskup Kozal postanowił pozostać i przejąć obowiązki swojego zwierzchnika, w tym opiekę nad klerykami. Nawet więcej – w czasie kampanii wrześniowej pracował jak inni prezbiterzy, a kiedy do miasta weszli okupanci, często wstawiał się na gestapo za prześladowanymi.
Kiedy próbowano go zmusić, żeby nakazał odprawianie nabożeństw po niemiecku, jednoznacznie odrzucił to żądanie. Wobec tego trudno się dziwić, że atmosfera wokół niego gęstniała, a tym samym aresztowanie było tylko kwestią czasu.
Od więzienia do więzienia
W więzieniu znalazł się 7 listopada, razem ze swoimi alumnami i częścią kapłanów z diecezji. Najpierw zamknięto go w izolatce, gdzie musiał spać na gołym betonie. Potem, na początku stycznia 1940 r., przewieziono wszystkich do klasztoru w Lądzie, gdzie cieszyli się ograniczoną, ale swobodą. Tam po raz pierwszy i ostatni w swoim życiu odprawił mszę krzyżma i poświęcił oleje.
Stolica Apostolska próbowała go wydobyć z internowania, przesyłając przez nuncjusza nominację na administratora apostolskiego diecezji lubelskiej. Przekazujący tę informację (robił to tajnie) nie miał jednak przy sobie dokumentów uwierzytelniających, a ponadto towarzyszył mu niemiecki ksiądz znany z niechęci do Polaków. To sprawiło, że bp Kozal nie uwierzył dyplomacie i nominację odrzucił.
Zresztą miał wystarczająco dużo pracy, pozostając na miejscu. Godzinami rozmawiał z pozostałymi więźniami, podtrzymywał na duchu, prowadzili nawet teologiczne debaty. Był dla innych, czując się za nich odpowiedzialny jako biskup. Nie zmienił tej postawy nawet wtedy, kiedy zaczęto go przerzucać z więzienia do więzienia i z obozu do obozu. W jego listach z tamtego czasu nadal można odnaleźć pytania o konkretnych kapłanów, los biskupów, seminarzystów.
Bp Michał Kozal: śmierć w Dachau
W kwietniu 1941 r. bp Kozal dotarł do swojego ostatniego miejsca pobytu. Drogę do niego miał długą, w kolejnych obozach był szczególnie prześladowany – bito go, zmuszano do katorżniczej pracy, upokarzano.
W Dachau, pomimo coraz większego osłabienia i chorób, nadal pomagał. Sam cierpiąc głód, potrafił dzielić się z klerykami swoją mikrą porcją chleba. Wspierał ich dobrym słowem, świadectwem modlitwy i samą swoją obecnością.
Ostatecznie zachorował na tyfus, który dołączył do zapalenia ucha środkowego, na jakie biskup cierpiał po dotkliwym pobiciu w jednym z wcześniejszych obozów. Przeniesiono go na tzw. rewir, czyli de facto do tamtejszej umieralni. Tu dobito go 26 stycznia 1943 r. zastrzykiem fenolu.
O tym, jak mocne zostawił świadectwo, świadczy liczba wspomnień, jakie o nim spisano po wojnie. Jego współwięźniowie byli przekonani głęboko o jego świętości. Zresztą wiele wskazuje, że pozostał wierny swojej drodze świadomie i niesłychanie dojrzale.
Świadczy o tym chociażby ten fragmentu jego listu pisanego z Dachau: „Dopiero teraz można zrozumieć lepiej, co znaczy zakorzenić swoją osobowość w Chrystusie i przeżywać swoje kapłaństwo na sposób sztuki cierpienia. Narzuca się obowiązek, aby odpowiedzieć Panu głębokim dziękczynieniem” (podkr. EW).
Elżbieta Wiater –„aleteia.pl”
Święci i błogosławieni w tygodniu
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
15 czerwca - św. Maria Michalina od Najświętszego Sakramentu, dziewica |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
21 czerwca - Najświętsza Maryja Panna z Góry Iglicznej, Przyczyna naszej radości |
|
• |
|
|
• |
22 czerwca - święci Jan Fisher, biskup, i Tomasz More, męczennicy |
|
• |
|
|
• |