W BLASKU MIŁOSIERDZIA

26/1026 – 8 czerwca 2025 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

Niedziela, 8 czerwca 2025, rok „C”

  

UROCZYSTOŚĆ

ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO (rok C)

 

Dzisiejsza uroczystość przypada dokładnie 50 dni po Wielkiej Nocy.

Kończy ona Okres Wielkanocny

- od jutra ponownie rozpoczyna się Okres Zwykły

 

 Kolor szat liturgicznych: czerwony

 

 
Dzisiejsze czytania:
Pierwsze czytanie: Dz 2,1–11
Psalm: Ps 104
Drugie czytanie: Rz 8, 8-17
Ewangelia: J 14, 15-16. 23b-26
Ewangelia:
Duch Święty was wszystkiego nauczy
J 14, 15-16. 23b-26
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze.
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.
To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem».
Komentarze do Ewangelii:
Niedziela Zesłania Ducha Świętego. Ostatni akt wydarzenia Paschy Jezusa. Powstał, wstąpił do nieba, by zasiadłszy po prawicy Ojca zostać królem wszechświata. Teraz posyła obiecanego Ducha. Czytania tej niedzieli koncentrują się właśnie na Duchu Świętym. Jego tożsamość zostaje w nich ukazana przez pryzmat Jego działania. Oczywiście, nie brak w nich i innych wątków.
Niedziela Zesłania Ducha Świętego... To nie powinno zaskakiwać: jak zwykle Bóg objawia kim jest nie przez deklaracje, ale przez swoje działanie.
Tak niewiele o Duchu Świętym w Piśmie można wyczytać. Może dlatego tak często próbujemy się stawiać w Jego roli. To znaczy wszystko zrobić sami. Tymczasem chyba trzeba często pozwolić działać Jemu, specjaliście. On "naszą nicość odbuduje w najpiękniejsze znów struktury, tchnieniem swoim świat przesnuje w szeleszczących modlitw sznury"....
Kościelne programy, plany, wysiłki, organizowanie... To na nic, jeśli nie działa Duch Święty. A jeśli działa, chwyci i to, co słabe, niedoskonałe, mizerne. To On daje łaskę wiary. Zresztą obserwujemy dziś w świecie mało zrozumiały z czysto ludzkiej perspektywy powrót wielu ludzi do Chrystusa; obserwujemy nawet zwrócenie się do Niego tych, którzy wcześniej Go nie znali...
Ktoś kiedyś powiedział, że po jego nawróceniu nic się nie zmieniło i jednocześnie zmieniło się wszystko. To nie sprzeczność. Tak to w nawróceniu bywa. Nic się nie zmienia, ale wszystko jest inne dzięki światłu Boga, które na owo wszystko pada. Podobnie jest z Duchem Świętym. Gdy On przychodzi  nic się nie zmienia. Przynajmniej nie na początku. On wchodzi w nasze życie takie, jakie jest. On je kąpie w swojej łasce. I sprawia, ze z czasem chyba faktycznie staje się nieco inne; jakby delikatnie uszlachetnione, opromienione Bogiem.
Bez działania Ducha Świętego nasze działanie niewiele da. Za to kiedy On działa.... W Kościele jest Duch Święty. Oczywiste? Niby tak. Warto więc pamiętać, że Kościół to jego dzieło i na Jego działanie się otwierać.
 
 
 
W dzisiejszym numerze:
- Współpraca jest niezbędna
- Niedziela Zesłania Ducha Świętego
- Tron
- Duch Paraklet darzy nas synowską bliskością z Ojcem i Synem
- Co robili apostołowie od wstąpienia Jezusa do nieba do dnia Pięćdziesiątnicy
- On naprawdę jest Bożym influencerem! Film „Carlo Acutis. Plan na życie”
- Biskup Tomasik ukarany za zaniedbania przy wyjaśnianiu spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich udzielał bierzmowania
- Czy Watykan jest przystosowany do uprawiania sportu?
- Rozpoczęła się pielgrzymka do Chartres. Idą Polacy, czy wiesz ilu?
- Papież Leon XIV delektuje się „ciastem Moniki” z urodzinowej uczty św. Augustyna
- Święci i błogosławieni w tygodniu

  

Współpraca jest niezbędna.

Wykonanie nawet najprostszych z pozoru prac wymaga współdziałania wielu, różnych członków ciała. W Ciele Chrystusa - Kościele - miałoby być inaczej?

 Niedziela Zesłania Ducha Świętego... Kciuk jest ważny. Ale sam jeden niewiele może zrobić.

 Niedziela Zesłania Ducha Świętego... Jezus działał mocą Ducha. My - podobnie. Nie własnymi siłami, nie własną przemyślnością - Duch Święty ma nas prowadzić. Bo to, co nazywamy swoją misją jest w gruncie rzeczy Jego misją... Ciągle Bóg - przez nas, ale jednak Bóg - prowadzi swoją misję w świecie, nie my sami. Na pewno warto otwierać oczy i serca na Jego inspiracje, odczytywane w tym, co jest nam przez różne sytuacje dane...

Niepokojące też musi być dla nas to stwierdzenie: nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha, że Jezus jest Panem. A jeśli mówią tak ci, którzy należą do innej niż moja wspólnoty? Albo w ogóle nie należą do Kościoła katolickiego? Kościół nie jest nasz. Jest Boga. Nie dyktujmy Mu co i jak ma robić, ale przed Nim klękajmy powtarzając: bądź wolna Twoja.

 No i jeszcze jedno: przywykliśmy chyba, że w Kościele jedni robią wszystko, z ewentualną drobną pomocą niektórych, inni tylko biorą. Są pasterze - są owce, które maja się tylko paść i nic więcej. A przecież, jeśli Kościół jest Ciałem Chrystusa, to jest mu potrzebna nie tylko głowa (którą w tym obrazie jest zresztą sam Chrystus), ale też inne członki prawda?

Andrzej Macura – „wiara.pl”

  

 Niedziela Zesłania Ducha Świętego

 Już za czasów Apostołów wierzono, że człowiek staje się uczniem Chrystusa poprzez dwa elementy: chrzest przyjęty w imię Trójcy Świętej oraz otrzymanie daru Ducha Świętego. Oba te elementy były konieczne i oba dokonywały się przez dwa znaki zewnętrzne: polanie lub zanurzenie w wodzie oraz nałożenie rąk. Na ogół miało to miejsce w jednym obrzędzie, ale bywało, że nałożenie rąk następowało po pewnym czasie od chrztu. Zdarzyło się też – choćby w historii rodziny Korneliusza, opisanej w Dziejach Apostolskich – że wylanie Ducha Świętego poprzedzało chrzest.

 Z biegiem wieków ukształtowały się dwa odrębne ryty sakramentalne: chrzest i bierzmowanie, w Kościele Zachodnim oddzielone od siebie o kilka, a nawet kilkanaście lat – zwłaszcza gdy chrzczono niemowlęta, a bierzmowanie stało się sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej.

 Można jednak zadać pytanie o związek darów Ducha Świętego z tym, co nazywamy dojrzałością chrześcijańską. Istnieje starożytne porównanie, które chyba najlepiej to tłumaczy: mianowicie, dojrzały chrześcijanin to ktoś, kto staje się Księgą Słowa Bożego dla świata, dla innych ludzi.

 Może to wywoływać zakłopotanie… Ja miałbym być Księgą Słowa Bożego? Ja, zwykły człowiek, przeciętny chrześcijanin? Przecież Księgą Słowa Bożego jest Pismo Święte. Święte. A ja?

 Ale czyż o tym właśnie nie mówią teksty Pisma Świętego przeznaczone na dzisiejszą uroczystość i ogólnie wszystkie zapowiedzi Pana Jezusa dotyczące Ducha Świętego, którego mieli otrzymać wierzący w Niego?

 Pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich mówi o tym, że w dniu Pięćdziesiątnicy Apostołowie zaczęli mówić różnymi językami, tak że przybyli z różnych krajów ludzie mogli ich rozumieć i słyszeć głoszone w ich mowie wielkie dzieła Boże, czyli Ewangelię. Moc Ducha Świętego, o której mówi Jezus, sprawiła, że byli w stanie głosić Słowo Boże każdemu, kto ich słyszał. Dziś zapewne ten dar mówienia różnymi językami nie jest tak powszechny, ale w istocie chodzi o coś innego. Duch Święty sprawia, że nasze ludzkie słowa nabierają mocy – mogą stać się świadectwem. I to nie muszą być od razu słowa z obszaru religii. Moc Ducha Świętego sprawia, że zwykłe słowa życzliwości, szacunku, przyjaźni mogą przemieniać świat i świadczyć o Chrystusie oraz Jego miłości do wszystkich.

 Drugie czytanie mówi natomiast o czynach. Duch Święty daje nam moc, by nasze czyny były czynami miłości, mogły podobać się Bogu, nieść ludziom pomoc i dobro. I znów – to mogą być, oczywiście, cuda, podobne tym, jakie dokonywały się przez Apostołów. Ale czyż – zwłaszcza w dzisiejszym świecie, tonącym w egoizmie, narcyzmie, nienawiści – dłoń wyciągnięta w geście bezinteresownej pomocy, przebaczenia, zgody nie staje się cudem? Cudem Chrystusa, który może zmieniać ludzkie serca.

 Duch Święty sprawia, że poprzez nasze słowa i czyny możemy stawać się świadkami. Czyli Księgą Słowa Bożego. Bo czyż właśnie słowa i czyny Jezusa Chrystusa, zapisane w Ewangeliach, nie są tą Księgą? Duch Święty nieustannie pisze tę Księgę przez życie każdego z nas – ucznia Chrystusa, ochrzczonego i bierzmowanego. Ale to od nas zależy, na ile to słowo zapisane naszym życiem będzie czytelne dla innych.

 Czyż tego właśnie nie potrzeba dziś najbardziej naszej Ojczyźnie? Ojczyźnie, która czterdzieści pięć lat temu powstała z ciemności beznadziei na wołanie Namiestnika Chrystusowego: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi”. Ojczyźnie, która dziś jest na pół rozdarta, a po obu stronach są ci, którzy uważają się za uczniów Chrystusa. Czyż nie potrzeba dziś słów i gestów szacunku, życzliwości, przebaczenia, które nas na nowo zjednoczą?

 Dlatego wołamy:

Serc wierzących wnętrza
Poddaj Twej potędze…
Ulecz serca ranę…
Rozgrzej serca twarde…
Prowadź zabłąkane…
o. Jacek Dembek CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Tuchów

 

 

  

Tron

 Wspólna armia, wspólna waluta, wspólna poczta i kolej – z grubsza tyle wspólnego mają ze sobą mieszkańcy szwajcarskiej konfederacji. Wspólnych słów też niezbyt wiele – w czterojęzycznym kraju nawet setna część tutejszego pieniądza nosi dwie różne nazwy. Ale jeśli czasem się wydaje, że grupy językowe żyją raczej obok siebie, wciąż jednak tworzą wspólnotę i różnymi słowami nazywają tę samą rzeczywistość.

 Czyż to nie cud, że mogę powiedzieć: Rozumiem cię. Jakaś prawda o mnie jest teraz twoim udziałem – i odwrotnie. Co więcej, wspólnie możemy mieć udział w prawdzie większej od nas. Wspólna poczta i wspólny pieniądz to już dużo. Ale czyż cudem nie jest wspólny udział w Prawdzie, która jest Osobą?

 To właśnie wydarzyło się w Wieczerniku. Każdy apostoł otrzymał swój dar, wszedł w inny język, ale obdarowany został we wspólnocie. Teraz ostatecznie stali się wspólnotą głoszących najważniejszą i jedyną Prawdę: o wielkich dziełach Bożych dla zbawienia człowieka. Ciebie i mnie. W tym języku i na tej ziemi, na której żyjesz. Nie musisz emigrować ani uczyć się obcej mowy. Wielkie dzieła są tu.

 Na każdym spoczął Duch Święty. Grecki oryginał używa dostojniejszego słowa zasiadł. Zasiada ten, kto panuje. Zasiada się nie na zydlu, a na tronie. Zasiada się po to, by rządzić. Jesteś tronem Ducha Świętego. To nie mebel do utylitarnego traktowania, by chlubić się naturalnymi czy nadnaturalnymi darami Ducha: nauczeniem się słówek na egzamin czy modlitwą językami. Święty Paweł przypomina: to dar na całe życie. Na życie wieczne. To dar, by odpowiednie dać rzeczy słowo. By odpowiednie dać słowo najważniejszej Osobie i powiedzieć do niej nie: Istoto czy Energio, ale: Ojcze.

 Jezus też mówi dziś o wspólnej nauce – słowie (logos) Ojca i Syna, które mamy zachowywać. Zaprasza nas do takiej komunii, jaką ma z Ojcem. Możemy się rozsiąść na naszych tronach i mieć wspólne słowo z Bogiem.

Szymon Bialik OP – „wdrodze.pl”

 

 

  

Duch Paraklet darzy nas synowską bliskością z Ojcem i Synem

Fakt Zesłania Ducha Świętego sprzed wieków uchodzi za dostrzegalny start działalności Kościoła w dziejach. Uroczystość więc dzisiejsza upamiętniająca ten fakt, barwnie opisany w pierwszym czytaniu – to jakby rocznica narodzin Kościoła Chrystusowego dla świata. Ale obchód ten jest czymś więcej niż zwykłą rocznicą, która przemija, a po której uczestnik powraca do szarej rzeczywistości. Każdy bowiem obchód liturgiczny jest uobecnieniem rozgrywającego się nadal misterium zbawienia. Dzieje zaś zbawienia oglądane oczyma wiary mają tę znamienną cechę, że wszystkie „pamiątki” w nich przeżywane mówią nie tylko o minionych faktach. Stwierdzają także istnienie trwałej przez nie wprowadzonej rzeczywistości, z której korzystamy teraz. A ta nosi w sobie przyszłość, która nie będzie miała końca. Drugie czytanie i Ewangelia ilustrują tajemniczą obecność łask paschalnych, mimo że dziś kończymy tegoroczny czas wielkanocny.

 Niezmienny we wszystkich wariantach roku liturgicznego: A, B i C opis Zesłania Ducha Świętego, żywy jak kolorowy film, jest zarazem pełen treści teologicznych do wydobycia. Pięćdziesiątnica (7x7 dni od Paschy) czyli Święto Tygodni, drugie święto obowiązujące wszystkich dorosłych Żydów do stawienia się w świątyni – było dla nich pierwotnie agrarnym świętem pierwszych kłosów, a później stało się rocznicą zawarcia przymierza na Synaju po Wyjściu z Egiptu. Scena Zesłania Ducha Świętego jest antytypem nadania dekalogu i zawarcia Przymierza. Szum jakby gwałtownego wichru (gra słów greckich: pnoe – pneuma) przypomniał zgromadzonym dwukrotne zbawcze działanie wiatru (hebr. ruach znaczy „wiatr” i „duch”) w Wj 14,21; Lb 11,31. Odpowiadają sobie płomienie na szczycie Synaju i języki jakby ognia nad apostołami. Mówienie obcymi, a zrozumiałymi, językami, stanowi antytyp pomieszania ich pod wieżą Babel. W miejsce 12 pokoleń Izraela jawi się 12 Apostołów – zaczątek Kościoła, nowego Izraela.

 Czytanie z 1 Listu do Koryntian od startu działania Kościoła w dziejach ludzkich przenosi nas do ponaddziejowej jego rzeczywistości, zawsze aktualnej. A jest nią czynna w Kościele od chwili Zesłania obecność Ducha Świętego. Obecność ta w swoich przejawach, nie jest zawsze jednakowo dostrzegalna, ale to ona decyduje o jedności i żywotności Kościoła. Zasadą i rękojmią tej jedności jest jedność działania – wyliczonych tutaj w terminach: Duch, Pan (Jezus), Bóg (Ojciec) – trzech Osób Boskich. Objawy Ducha – charyzmatyczne, jak wskazuje kontekst – mają na celu wspólne dobro wszystkich, co trzeba było mocno akcentować wobec podzielonych i skłóconych członków Kościoła korynckiego. Ciało eklezjalne (inaczej: mistyczne) Kościoła ma w Duchu Świętym jakby swoją duszę, tzn. źródło ożywiające. Jeden Duch obecny we wszystkich poszczególnych członkach Kościoła a także w nim całym jako Ciele zmienia chrześcijan wewnętrznie, przekreślając wszelkie różnice dotąd głęboko dzielące ludzi w życiu społecznym. Rozdział 8 Listu do Rzymian traktuje o tym skutku Odkupienia, jakim jest otrzymane przez nas życie według Ducha, będące zarazem zadatkiem przyszłego zmartwychwstania ciała. Dzisiejszy urywek podkreśla wpierw, podobnie jak tam, zdecydowane przeciwieństwo między ciałem (skażoną naturą Adamową) a duchem (całokształtem darów Ducha Świętego) i płynący z tej prawdy negatywny obowiązek zadawania śmierci popędom ciała. Ale ukazuje Apostoł również pozytywną stronę faktu darowania nam nowego życia. Oto Duchowi Świętemu zawdzięczamy teraz synowską bliskość wobec Boga, wyrażaną przez nas na modlitwie wołaniem, jak kiedyś modlił się Jezus (Mk 14,36): Abba. To bowiem aramejskie słowo, używane w I wieku tylko przez małe dzieci wobec ojców, odpowiada naszemu serdecznemu: „Tatusiu!” Duch Święty nas, będących z natury tylko sługami, przekształca w synów, którzy na zasadzie synostwa, razem z Chrystusem, są dziedzicami chwały nieba.

 Zapowiedź Jezusa z wielkoczwartkowej mowy pożegnalnej dotyczy tych działań Ducha Świętego jako innego Parakleta (gdyż pierwszym jest sam Jezus: 1 J 2,1), których my już dziś jesteśmy świadkami i odbiorcami. Jeśli umiłujemy Jezusa Chrystusa, trwale mieszka w nas Boża Trójca. Dowodem prawdziwego umiłowania jest z naszej strony wierne zachowanie słów Jezusa, Jego nauki otrzymanej wprost od Ojca do przekazania nam. To właśnie Duch Paraklet, posłany przez Ojca w imieniu Jezusa – a więc w Jego zastępstwie jako Kontynuator Jego dzieła, wyposażony w Jego autorytet i moc – zapewnia uczniom, że w nauczaniu sami nie pobłądzą. Co więcej, Duch im przypomni wszystko z nauki Jezusowej w tym znaczeniu, że im pozwoli coraz głębiej rozumieć jej sens i wyraźniej widzieć w niej wszystkie wewnętrzne powiązania poszczególnych jej prawd i zasad (por. J 2,22; 12,16).

 Myśl teologiczna – to dynamika działania Ducha Świętego jako „duszy Kościoła” (Leon XIII). Wątek myśli biegnie od Zesłania Ducha Świętego, faktu sprzed blisko dwu tysięcy lat, poprzez naszą obecną rzeczywistość w kierunku przyszłej chwały w niebie. Punkt wyjścia – Zesłanie – unaocznia moc Bożej inicjatywy wieńczącej wszystkie poprzednie interwencje Ducha Świętego wobec Ludu Bożego i całe dzieło Odkupienia dokonane przez Jezusa Chrystusa. To ono przekształca Ten Lud w nową instytucję – Chrystusowy Kościół. Istota zaś jego działania tak w postaci bezbłędnego nauczania, jak też sakramentalnej posługi polega na przekazywaniu życia Bożego swoim członkom. To życie jest życiem Zmartwychwstałego Syna (1 P 3,18), dzielącego się swym synostwem z ludźmi jako braćmi. Akcent przy tym spoczywa dziś na szczególnie serdecznej bliskości Osób Trójcy wyrażonej przenośnią zamieszkania Ich we wnętrzu wierzących.

 Homilia może rozwinąć bądź szczegółowo myśl zasadniczą z punku 3-go, bądź temat katechizmowy „Pan i Ożywiciel” – słowa z Credo, użyte przez św. Jana Pawła II jako pierwsze słowa (arenga) jego encykliki o Duchu Świętym. „Pan” – to pełne uznanie w Duchu Świętym Osoby Boskiej, równej Ojcu i Synowi (co kwestionują „świadkowie Jehowy” mimo tekstu 1 Kor 2,11), a nadto wyraz suwerennej dynamiki działania w Kościele, widocznej w Dziejach Apostolskich, w listach Nowego Testamentu, zwłaszcza Pawłowych, i w Apokalipsie św. Jana. W nazwie zaś „Ożywiciel” pochodzenia biblijnego (por. 2 Kor 3,6 i niżej podane cytaty), zawiera się wielopostaciowe działanie Ducha Świętego w Kościele na skutek dokonanego przez Chrystusa dzieła Odkupienia: nauczanie życiodajnego słowa (J 6,68; 17,3; Dz 5,20; Rz 8,2; Flp 2,16; 1 J 1,2) i udzielanie życiodajnej łaski w sakramentach (J 3,5n; 6,63; 7,38n). U końca zaś wieków Duch powoła zmarłych do życia bez kresu razem z Chrystusem (Rz 8,11).

Augustyn Jankowski OSB - „wiara.pl”

 

 

11

  

Co robili apostołowie od wstąpienia Jezusa do nieba do dnia Pięćdziesiątnicy

 Przed samym odejściem do nieba – czytamy o tym w Ewangeliach – Jezus przykazał uczniom, aby nie odchodzili z Jerozolimy, ale czekali na wypełnienie się “obietnicy Ojca”. Oni wzięli sobie te słowa do serca, i choć nie wiedzieli, jak długo to czekanie będzie trwało, pozostali w mieście. Czy wiemy, co w tym czasie robili?

     Po zmartwychwstaniu Jezusa, a jeszcze przed Wniebowstąpieniem, uczniowie czasami opuszczali Jerozolimę i Wieczernik.

    Po wstąpieniu Jezusa do nieba, apostołowie przebywali w Wieczerniku, czekając na „spełnienie obietnicy Ojca”.

    W tym okresie podjęli ważną decyzję o uzupełnieniu grona Dwunastu po odejściu Judasza.

    W ten sposób doczekali Zesłania Ducha Świętego, który dał im odwagę do świadczenia o Jezusie.

 Nie tylko uczniowie z Emaus opuścili Jerozolimę

 Po zmartwychwstaniu Jezusa, a właściwie po pierwszych spotkaniach ze Zmartwychwstałym, kiedy uczniowie nie tylko przekonali się o tym, że Jezus żyje, ale także że wszystko w pewnym sensie wróciło do normalności – czyli że nie spadnie na nich żadna kara, bo Nauczyciel wciąż uważał ich za przyjaciół – wtedy ich życie zaczęło wracać do normy. Uczniowie wprawdzie wciąż traktowali Wieczernik – czyli tę wielką izbę na piętrze, w której wraz z Jezusem zjedli uroczystą ostatnią kolację – jako swój bezpieczny azyl, ale też coraz częściej opuszczali to miejsce. Trochę dlatego, że czuli się tam jak w więzieniu, a trochę, bo życie miało swoje potrzeby, o które koniecznie trzeba było zadbać. Już w niedzielny poranek dwaj uczniowie opuścili miasto i poszli do swego domu w niedalekim Emaus, ale nie tylko oni opuścili Wieczernik. Wieczorem tego samego dnia, kiedy zmartwychwstały Jezus, pomimo drzwi zamkniętych, stanął między uczniami, nie było wśród nich także Tomasza.

 Skoro wracamy do normalności, to wracamy do pracy

 Dwudziesty pierwszy rozdział Ewangelii św. Jana przedstawia wyczerpujący opis nieudanego nocnego połowu na jeziorze, zwieńczonego spektakularnym sukcesem o poranku, a potem wspólnym śniadaniem ze Zmartwychwstałym. Okazało się, że to właśnie Jezus, który stanął na brzegu jeziora, nie tylko że podpowiedział zmęczonym rybakom, w którym miejscu powinni zarzucić sieci, ale także przygotował dla nich śniadanie, a na koniec zadał Piotrowi serię słynnych pytań o miłość. Jest to piękne i wzruszające opowiadanie, będące niejako nowym otwarciem: bo nie tylko cud spektakularnego połowu był powtórzeniem tego, co w przygodzie rybaków z Jezusem wydarzyło się na początku (opisuje to ewangelista Łukasz), ale też dlatego, że na koniec wobec Piotra padło po raz drugi wezwanie, od którego wszystko się zaczęło: „Pójdź za mną!”. Co ciekawe, opowiadanie to jest w oczywisty sposób dołożone do Ewangelii, ponieważ znajduje się ono po tzw. pierwszym zakończeniu (bo warto wiedzieć, że Ewangelia Jana nie ma jednego zakończenia, ale dwa). Dla nas jednak jest to o tyle istotne, że sytuacja ta pokazuje, że pomiędzy zmartwychwstaniem a wniebowstąpieniem uczniowie opuszczali Jerozolimę – tak jak w tym przypadku: wypłynąć na jezioro mogli z miasta, w którym mieszkali, czyli z Kafarnaum, a z Jerozolimy do Kafarnaum w linii prostej jest jakieś… 160 km.

Czekanie to nie bezczynność

 Jednak raz po raz opuszczając Jerozolimę, raz po raz do niej wracali, albo przynajmniej schodzili się razem – bo to właśnie w takiej grupie zastał ich Jezus, gdy udzielił im ostatnich wskazówek, po czym wyprowadził ich na górę, na której „obłok zabrał go im sprzed oczu”, czyli wstąpił do nieba. I to właśnie wtedy z ust Jezusa padło polecenie, aby tym razem „nie odchodzili z Jerozolimy”. Dlaczego? Bo ma się wydarzyć coś niezwykłego, przy czym nikogo z nich nie może zabraknąć. Czekali więc, przebywając w Wieczerniku. Nie wiedzieli jednak, jak długo przyjdzie im czekać.

 Uzupełnienie grona Dwunastu

 Według relacji Dziejów Apostolskich (które rozpoczynają się od opisu wniebowstąpienia), pomiędzy odejściem Jezusa do nieba a zesłaniem Ducha Świętego miało miejsce tylko jedno wydarzenie, ale za to bardzo ważne. Uczniowie, zgodnie z poleceniem Jezusa, przebywający w Jerozolimie, wciąż przemykający się chyłkiem przy murach i pozostający nieco niewidzialni – bo jeszcze Duch nie dodał im odwagi – zdecydowali się dokonać czegoś, co wyraźnie świadczy o tym, że nie byli to już ci przestraszeni i zagubieni „chłopcy”, jakich widzieliśmy w pierwszych dniach po zmartwychwstaniu, ale że poważnie zaczęli myśleć o przyszłości.

 Zdając sobie sprawę z dramatu, jaki rozegrał się pośród nich za sprawą Judasza – który wkrótce po wydaniu Jezusa powiesił się – i wiedząc, że liczba 12 apostołów, ustalona przez ich Mistrza, nie była przypadkowa, postanowili uzupełnić swe grono.

 Co ciekawe, kandydatowi, który miał zająć miejsce Judasza, już wówczas postawili dwa wymagania: wiedzy i łaski. Wymóg wiedzy miał zostać spełniony przez fakt, że o miejsce to mógł ubiegać się jedynie ktoś, kto podobnie jak pozostałych jedenastu towarzyszył Jezusowi „od samego początku”, a zatem był świadkiem wszystkich jego cudów i nauczania. Wymóg łaski zaś spełniono w taki sposób, że kiedy już „zakwalifikowano” dwóch kandydatów, wówczas po modlitwie apostołowie dali im losy - los „padł na Macieja”, a wszyscy rozstrzygnięcie to potraktowali tak, jakby to sam Bóg wskazał, kto powinien zająć miejsce tego, który się sprzeniewierzył misji.

 W ten sposób, w gronie dwunastu, doczekali Zesłania Ducha, którego dary zaszczepiły w nich odwagę, aby wyszli z cienia i zaczęli świadczyć o Jezusie.

Jakub Kołacz SJ – „deon.pl”

  

12

On naprawdę jest Bożym influencerem!

Film „Carlo Acutis. Plan na życie”

Już dzisiaj, 6 czerwca, na ekrany polskich kin trafia film „Carlo Acutis. Plan na życie”. To amerykańska produkcja, która bardzo wyraźnie pokazuje, że Carlo Acutis to święty na dzisiejsze czasy. Na czym polega niezwykłość tego chłopaka? Film „Carlo Acutis. Plan na życie” w kinach od 6 czerwca.

 „Święty w Nike’ach”

 Jest przede wszystkim bliski nam, współczesnym. Ten „święty w Nike’ach” był chłopcem pełnym pasji, życia i radości. To pierwszy święty, który mierzył się dokładnie z tymi problemami, z którymi boryka się dzisiaj prawie każdy z nas. Uzależnienie od nieustannego bycia online, a jednocześnie ogromna samotność; social media kontra rzeczywistość; szukanie sensu życia przy jednoczesnym usuwaniu z niego Boga...

 Wykańczające wewnętrzne konflikty. Czy jest tu nadzieja?

 Te konflikty, rodzące się na styku prawdziwego życia i wirtualnego świata, powodują w nas ogromne napięcia. Jednocześnie doświadczamy bolesnych konsekwencji życia w świecie, w którym upadają kolejne autorytety. Dzisiaj czas przemyka nam przez palce. Zamiast świadomie cieszyć się życiem, bliskimi, przyrodą „scrollujemy” rzeczywistość. Wszyscy załamujemy ręce nad kryzysami psychicznymi młodego pokolenia, ale czy próbujemy odgadnąć, gdzie leży ich przyczyna? Wpadamy w pułapkę wirtualnego świata. Czy jest dla nas jakaś nadzieja?

 Carlo Acutis jest odpowiedzią na te dylematy. Ksiądz Sebastian Picur zauważa, że: -Problemem współczesnego świata jest to, że jest za bardzo zanurzony w doczesności. Nasze spojrzenie jest wąskie, skierowane tylko ku ziemi, a powinno widzieć dalej i głębiej. Carlo, mimo młodego wieku, był tym, który patrzył dalej, a dzięki Bożej perspektywie widział więcej”.

 Skutkiem konsumpcji jest zatracenie siebie

 Klaudia Cymanow-Sosin – medioznawca z Uniwersytetu św. Jana Pawła II w Krakowie, mama czwórki dzieci – również zwraca uwagę na wagę tematu: - W filmie pojawia się wiele ważnych myśli Konsumpcja prowadzi do kopiowania, aż w końcu nastolatek nie wie, kim jest, które warto zapamiętać, ale w kontekście mediów szczególnie uderza zdanie.

 Film „Carlo Acutis. Plan na życie” to produkcja mająca szansę trafić do serc młodych ludzi.

  

12a

O czy jest film?

 Emilia, nastolatka wybierająca się na tegoroczne Światowe Dni Młodzieży, miała okazję zobaczyć go przedpremierowo i bardzo go poleca: -Film o tym świętym chłopaku porusza swoją głębią, a zarazem prostotą. Tyle dobrych słów oraz inspiracji trudno znaleźć we współczesnych filmach. (...) To człowiek jest największą wartością, jedyną w swoim rodzaju jednostką, której nie da się skopiować, a wszystko inne jest dodatkiem, czymś, co wspiera nas w rozwoju. Internet oraz współczesna technologia nie mogą zastąpić relacji człowieka z Bogiem oraz z drugim człowiekiem. Każdy człowiek poszukujący duchowych wartości w swoim życiu powinien obejrzeć ten film!.

 Dystrybutor podkreśla, że film „Carlo Acutis. Plan na życie” jest bardzo uniwersalny. Spodoba się i młodemu pokoleniu, ale i nam, dorosłym. Warto się wybrać na niego całą rodziną. W czerwcu, kiedy w szkołach jest więcej wolnego czasu, warto również rozważyć wyjście klasowe do kina na wspomniany film.

 Carlo Acutis to bez wątpienia Boży influencer! Jakie czasy, tacy święci!

Film „Carlo Acutis. Plan na życie” w kinach od 6 czerwca.

  

  

Biskup Tomasik ukarany za zaniedbania przy wyjaśnianiu spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich udzielał bierzmowania

Kilka dni temu media doniosły, że biskup Henryk Tomasik – biskup senior diecezji radomskiej pojawia się w parafiach tejże diecezji i udziela sakramentu bierzmowania. Nie byłoby w tej informacji nic nadzwyczajnego, gdyby nie podkreślany przez autorów publikacji fakt, że biskup przed kilkoma laty został ukarany przez Stolicę Apostolską za zaniedbania przy wyjaśnianiu spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich. Do zaniedbań tych miało dojść w czasach, gdy hierarcha był ordynariuszem radomskim. Publikacje wzbogacono wypowiedziami osób poszkodowanych, które skarżą się na to, że kara była za niska, że biskup nie przeprosił tak jakby tego oczekiwały. Jest zatem oburzenie. Pytanie czy zasadne.

 Przypomnę. Sprawa biskupa Tomasika pojawiła się w roku 2020. Do Watykanu zgłoszone zostało jego zaniedbanie, do którego miało dojść kilka lat wcześniej. Wtedy to biskup spotkał się z osobą pokrzywdzoną przez jednego z duchownych diecezji radomskiej, skierował go do ówczesnego kanclerza kurii… i sprawa na długie lata umarła. Urzędnicy kurialni tłumaczyli potem, że nie mieli kontaktu z pokrzywdzonym – co ostatecznie okazało się nieprawdą. Stolica Apostolska przyjęła zgłoszenie, prowadzenie sprawy zlecono metropolicie częstochowskiemu, a po jego zakończeniu osobę zgłaszającą oraz poszkodowanych poinformowano o tym, że postępowanie dobiegło końca, i że „stwierdzono pewne nieprawidłowości”. Ale informacji o sankcjach nałożonych na hierarchę nikt nigdy w sposób oficjalny się nie dowiedział. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że biskup na trzy lata otrzymał zakaz sprawowania posług na terenie diecezji, miał zamieszkać poza jej terytorium, przeprosić pokrzywdzonego oraz wpłacić darowiznę na rzecz Fundacji św. Józefa. Dziennikarze ustalili, że tak z przeprosin, jak i z wpłaty darowizny hierarcha wywiązał się. Teraz zaś upłynął trzyletni zakaz sprawowania posług.

 Można w tym kontekście dyskutować o tym czy kara była odpowiednia, czy nie. Faktem jednak jest, że biskup ukarany został. Podporządkował się decyzjom Stolicy Apostolskiej. Odbył karę i wrócił. Nie powinno być tematu. Pośród nas jest przecież wiele osób, na których ciążyły jakieś kary wymierzone im przez wymiar sprawiedliwości. Wielu osobom wyroki już dawno się zatarły. Pośród nas jest wielu księży, którzy za różne przewiny byli zawieszani w czynnościach i po pewnym czasie wrócili i dziś normalnie pełnią swoją posługę. Jednym z celów kary jest wszak poprawa przestępcy. Tak też stało się i w tym przypadku.

 Niemniej sprawa ta pokazuje dość dobitnie co najmniej dwa problemy, z którymi zmaga się Kościół. Pierwszy to kwestia informacyjna. Sprawa biskupa Tomasika była dość głośna medialnie. Brak informacji do opinii publicznej o nałożonych na niego sankcjach spowodował jedynie, że zamiast zostać ucięta stała się przedmiotem wielu publikacji medialnych. Po stronie instytucji zabrakło transparentnego działania. To zaś powoduje, że opinia publiczna odnosi wrażenie, że sprawę zlekceważono podczas, gdy było inaczej.

 Można zrozumieć takie działanie. Kilka lat temu abp Stanisław Gądecki wspominał, że publiczna informacja o karach wymierzonych biskupowi powoduje, że z piętnem przestępcy będzie on żył właściwie do końca życia. Tymczasem pospolity przestępca, który wychodzi z więzienia może rozpocząć „nowe życie”. Trudno nie zgodzić się z takim podejściem. Dotykamy tu bowiem kwestii prawa do ochrony dobrego imienia. Niemniej jednak brak informacji o ukaraniu w sytuacji, gdy sprawa była medialna przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.

 Tu ujawnia się problem drugi. Czy i w jaki sposób przywracać do pracy duchownego ukaranego przestępstwa seksualne, czy też biskupa ukaranego za zaniedbania? Wszak przestępstwo przestępstwu nierówne, kary mają być sprawiedliwe. Oczekiwanie społeczne jest takie, że każdego sprawcę należałoby wyrzucić ze staniu duchownego. Stąd też, gdy pojawia się informacja, że dany kapłan przywracany jest do pracy pojawia się oburzenie. Przypadek biskupa – ukaranego za zaniedbania – tą właśnie kwestię unaocznia.

 Wydaje się, że cała problematyka sprowadza się do kwestii właściwej i skutecznej komunikacji. Nie unikania dyskusji, nie chowania głowy w piasek. Problem jest głębszy. Kościół w Polsce ucieka od rozliczenia przeszłości – czego dowodem choćby dyskusja o powołaniu kościelnej komisji do wyjaśnienia tych spraw. W związku z tym przyciskany jest do ściany, zajmuje pozycje obronne i przez to nie jest zdolny do podjęcia merytorycznej debaty w innych kwestiach. Wręcz boi się ich poruszania. A to droga, która donikąd nie prowadzi.

Tomasz Krzyżak – „deon.pl”

 

 

  

Czy Watykan jest przystosowany do uprawiania sportu?

 Po wyborze Leona XIV na tron Piotrowy mnożą się artykuły podkreślające jego pasję do sportu. Ale jakie obiekty sportowe zastanie w Watykanie 267. papież – tenisista, miłośnik baseballu, kibic Romy i bywalec siłowni?

 W ciągu miesiąca pontyfikatu amerykańsko-peruwiański papież zdążył już przyjąć na audiencji sportowców, m.in. mistrza Włoch SSC Napoli oraz tenisową gwiazdę Jannika Sinnera. Otrzymawszy od niego rakietę, papież zażartował, że mógłby teraz zagrać na Wimbledonie. Ale czy przed słynnym londyńskim turniejem będzie miał gdzie trenować na 44 hektarach leżących za Tybrem? „Nie, w Watykanie nie ma już kortu tenisowego” – odpowiada Giampaolo Mattei, przewodniczący Athletica Vaticana, pierwszej watykańskiej fundacji sportowej.

 Według niego, kiedyś istniał kort, ale został zlikwidowany z powodu złego stanu technicznego. Na zdjęciach satelitarnych Google Maps wciąż można dostrzec jego ślady na ziemnej nawierzchni. Papież Leon XIV może jednak spróbować innej popularnej we Włoszech gry rakietowej – padla, do którego niedawno utworzono specjalne boisko w Watykanie.

 Wewnątrz murów Leonina infrastruktura sportowa jest dość skromna. Gwardia Szwajcarska dysponuje małą siłownią do użytku prywatnego. Żołnierze papieża mogą też trenować, biegając w malowniczych Ogrodach Watykańskich. Jednak dla sportów zespołowych brak jest specjalnych obiektów.

 W ramach watykańskiej ligi piłkarskiej 13 drużyn musi rozgrywać mecze na boisku Petriana, które znajduje się poza granicami Watykanu, ale za to oferuje widok na kopułę bazyliki św. Piotra. Kompleks sportowy należący do Rycerzy Kolumba, położony na wzgórzu Gelsomino, posiada także basen i boisko do koszykówki, z których korzystają mieszkańcy Watykanu.

 Watykan – teren wielofunkcyjny

 Na terenie Watykanu dawny kompleks sportowy używany niegdyś przez Jana Pawła II obecnie służy głównie letniemu obozowi dla dzieci pracowników (Estate ragazzi). Każdego roku w zielonym otoczeniu odnawiany jest basen, a aula Pawła VI przekształcana jest w wielki plac zabaw z dmuchanymi statkami i bramkami do piłki nożnej.

 Giampaolo Mattei z uśmiechem komentuje zdolność Watykanu do przeobrażeń: „Skoro przejechało Giro d’Italia, to można powiedzieć, że mamy teraz tor kolarski w ogrodach”. Za Muzeami znajduje się ulica nazwana „viale dello sport”, upamiętniająca wielką imprezę sportową z początku XX wieku. W latach 1905, 1908 i 1913 papież Pius X oglądał tam zawody biegowe, skokowe i lekkoatletyczne z udziałem sportowców niewidomych lub po amputacjach. Dziedziniec Belwederu został wówczas przekształcony w bieżnię lekkoatletyczną.

 A co z Castel Gandolfo, letnią rezydencją papieży na południe od Rzymu, otoczoną zielenią Castelli Romani? Wiadomo, że Jan Paweł II korzystał tam z basenu. Obecnie nie wiadomo, czy nadal funkcjonuje – papież Franciszek przekształcił rezydencję w muzeum. Nie ma tam też żadnych specjalnych obiektów sportowych.

Duchowość sportu, czyli jak znaleźć Boga w ruchu

 Szansa na wyjście poza własne mury

 Brak infrastruktury nie przeszkadza jednak temu małemu państwu w aktywnej promocji sportu. Słowo „sport” po raz pierwszy znalazło się w nowej konstytucji Kurii Rzymskiej ogłoszonej przez papieża Franciszka w 2022 roku. Dykasteria ds. Kultury i Edukacji pełni funkcję Ministerstwa Sportu, a Athletica Vaticana, licząca 500 członków, działa jak komitet olimpijski i paraolimpijski. W ramach tej organizacji uznawane są przez światowe federacje dyscypliny takie jak lekkoatletyka, kolarstwo, taekwondo, padel czy krykiet.

 Zdaniem Giampaola Mattei brak nowoczesnego centrum sportowego może być też szansą: „Chcemy wychodzić, nie zamykać się w czterech ścianach” – mówi przewodniczący. Watykańscy biegacze w żółto-białych strojach trenują w parkach i na oficjalnych trasach, nawiązując współpracę z rzymskimi organizacjami. Z kolei gracze w krykieta ćwiczą na boiskach w Roma Capannelle i Villa Pamphili. To okazja do budowania więzi i krzewienia braterstwa – misji szczególnie bliskiej sportowcom z Watykanu. 

Anna Kurian – „aleteia.pl”

  

 13

Rozpoczęła się pielgrzymka do Chartres.

Idą Polacy, czy wiesz ilu?

Po porannej Mszy św. w kościele Saint Sulpice w Paryżu rozpoczęła się 43 pielgrzymka tradycji katolickiej z Paryża do Chartres, z rekordową liczbą 19 000 pielgrzymów.

 Po porannej Mszy św. w kościele Saint Sulpice w Paryżu rozpoczęła się 43 pielgrzymka tradycji katolickiej z Paryża do Chartres, z rekordową liczbą 19 000 pielgrzymów.

 13a

Wśród nich około 100 pielgrzymów z Polski. Każdego roku pielgrzymka ta gromadzi coraz więcej osób. W ten weekend, od 7 do 9 czerwca, Chartres spodziewa się przybycia ok 20 000 wiernych, co stanowi historyczny rekord.

 Jak pisze dziś francuska stacja informacyjna CNEWS "Pielgrzymka do Chartres, zwana również Notre-Dame de Chrétienté, zyskuje coraz większe znaczenie."

 Imponująca frekwencja

 Według CNEWS "Imponujące są również dane dotyczące uczestników: spodziewanych jest 19 000 pielgrzymów (w tym 1400 z zagranicy w 2023 r.), którzy przyjadą 550 pojazdami (zapisy na pielgrzymkę zamknęły się w 5 dniach). Zostaną oni zakwaterowani na terenie o powierzchni 10 hektarów, gdzie rozbiją obóz dzięki 270 namiotom.

 W sumie wierni wezmą udział w 327 mszach i przejdą w kolumnie o długości około 10 kilometrów. Główna msza zostanie odprawiona przez ks. bp. Athanasiusa Schneidera z Kazachstanu. Będzie ona transmitowana na żywo w CNEWS.

  W pielgrzymce uczestniczy około 100 Polaków.

 Polskie grupy biorące udział w pielgrzymce z Paryża do Chartres to przede wszystkim:

     Grupa św. Stanisława, organizowana od lat przez Fundację św. Benedykta, która gromadzi pielgrzymów z całej Polski oraz Polonii europejskiej. W 2024 roku liczyła około 80 osób.

    Druga mniejsza grupa to grupa św. Tomasza z Akwinu, złożona z młodzieży ze szkoły katolickiej z Gorzowa Wielkopolskiego, która drogami chartryjskimi będzie wędrowała już 30 raz. 

źródła: cnews.fr, źródła własne – „Aleteia.pl”

  

 14

Papież Leon XIV delektuje się „ciastem Moniki” z urodzinowej uczty św. Augustyna

Ciasto oparte na traktacie teologicznym? Jeszcze jak! Poznaj unikatowy przepis.

 Ciasto inspirowane 1600-letnim tekstem filozoficznym może wydawać się niezwykłym prezentem dla papieża. Ale dla papieża Leona XIV przybycie tak zwanego „Ciasta Szczęścia” niosło ze sobą bogatą mieszankę historii, teologii i symboliki - sięgającą początków filozofii chrześcijańskiej i pism św. Augustyna.

 Według organizacji COPE, deser ten, wykonany z mąki orkiszowej, migdałów i miodu, został wysłany papieżowi przez bliskiego przyjaciela na cześć święta św. Rity, augustiańskiej zakonnicy i patronki spraw niemożliwych. Papież podzielił się nim ze swoimi braćmi i osobistym sekretarzem.

 Ale to było coś więcej niż kulinarna rozkosz. Ciasto jest wzorowane na De Beata Vita („O życiu szczęśliwym”), jednym z najwcześniejszych dialogów filozoficznych Augustyna, napisanym w 386 roku w miejscowości znanej dziś jako Cassago Brianza we Włoszech.

 To właśnie tam Augustyn, niedawno nawrócony i jeszcze nie ochrzczony, obchodził swoje 32. urodziny. Okazja ta stała się scenerią dla całodniowej rozmowy z jego matką, Moniką, oraz niewielkim kręgiem przyjaciół i uczniów - spotkania, które zainspirowało symboliczne odtworzenie dzisiejszego traktatu.

 W stylu klasycznych dialogów filozoficznych, De Beata Vita czerpie wiele z tradycji platońskiej. Augustyn, który studiował dzieła „platoników” (najprawdopodobniej Plotyna) i Cycerona, przyjął formę dialogu nie tylko jako hołd dla starożytnych, ale także jako metodę prowadzenia czytelników do wewnętrznych prawd. Rozmowa rozwija się jako delikatne filozoficzne pytanie: Czym jest szczęście? I kto naprawdę może twierdzić, że je posiada?

 Odpowiedź Augustyna jest prosta, ale głęboka: prawdziwe szczęście jest nierozerwalnie związane z mądrością, a mądrość pochodzi tylko z poznania i ukochania Boga. „Nikt nie jest mądry, jeśli nie jest szczęśliwy” - pisze. Dialog odrzuca ideę, że same przyjemności materialne lub osiągnięcia intelektualne mogą zaspokoić ludzką duszę. Szczęście, w sensie augustyńskim, znajduje się w połączeniu własnego życia z wieczną prawdą.

Umiarkowanie i radość

 W tym świetle składniki „Ciasta Szczęścia” - skromne, pożywne i słodkie - nie są przypadkowe. Nie reprezentują one pobłażliwości, ale pewien rodzaj umiarkowania i radości zakorzenionej w duchowej przejrzystości. To, że ciasto ma być podawane na zimno, nie pozostało niezauważone: niektórzy interpretują to jako symbol temperantia, klasycznej cnoty samokontroli - ideału, który papież Leon XIV po cichu podkreślał od czasu swojego wyboru 8 maja.

 Sceneria oryginalnego dialogu odbija się echem również w dzisiejszym Kościele. Tak jak Augustyn zgromadził swoją wspólnotę na wspólnej intelektualnej i duchowej uczcie, tak nieformalny posiłek papieża Leona z rodziną i pracownikami był naznaczony prostotą, wdzięcznością i refleksją. Według organizacji COPE rzecznik Watykanu zauważył, że gest ten był „symbolem pragnienia, aby papież wypełniał swoją misję z radością, spokojem i mądrością pochodzącą z góry”.

 Powracanie do De Beata Vita przy takiej okazji jest czymś więcej niż tylko ciekawym odniesieniem historycznym. Przypomina nam, że chrześcijańskie dążenie do szczęścia nigdy nie polegało na ucieczce, ale na transformacji - na kształtowaniu swoich pragnień w kierunku prawdy i komunii z Bogiem. W świecie, który wciąż poszukuje sensu, starożytna urodzinowa rozmowa Augustyna nadal karmi umysły i dusze - czasem nawet w formie ciasta.

 Przepis na ciasto św. Moniki:

 Składniki:

     3 jajka
    120 g miodu
    125 g jogurtu
    70 g oliwy z oliwek
    160 g mąki orkiszowej
    80 g mąki ze zmielonych migdałów
    1 łyżeczka proszku do pieczenia

 Wykonanie:

     W misce ubij jajka z częścią miodu, aż masa się spieni.
    Dodaj jogurt, resztę miodu i oliwę, dobrze wymieszaj.
    Dodaj przesianą mąkę orkiszową, a gdy dobrze się połączy, dodaj mąkę migdałową.
    Dobrze wymieszaj przez kilka minut, a następnie dodaj przesiany proszek do pieczenia.
    Piecz w temperaturze 180°C przez 50 minut.

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

8 czerwca - św. Jadwiga Królowa

8 czerwca - św. Medard, biskup

8 czerwca - św. Wilhelm z Yorku, biskup

8 czerwca - błogosławione Diana i Cecylia, dziewice

8 czerwca - św. Jakub Berthieu, prezbiter i męczennik

8 czerwca - bł. Maria od Bożego Serca (Droste zu Vischering), dziewica

9 czerwca - św. Efrem Syryjczyk, diakon i doktor Kościoła

9 czerwca - św. Koluma (Starszy) z Hy (Iona), opat

9 czerwca - bł. Anna Maria Taigi, tercjarka

9 czerwca - św. Józef de Anchieta, prezbiter

9 czerwca - bł. Mikołaj z Gesturi, zakonnik

9 czerwca - kościół metropolitalny w Lublinie

9 czerwca - bazylika metropolitalna w Warszawie

10 czerwca - bł. Bogumił-Piotr, biskup

10 czerwca - bł. Jan Dominici, biskup

10 czerwca - bł. Eustachy Kugler, zakonnik

11 czerwca - św. Barnaba, Apostoł

11 czerwca - św. Paryzjusz, pustelnik

11 czerwca - św. Paula Angela Maria Frassinetti, zakonnica

11 czerwca - kościół katedralny w Radomiu

12 czerwca - błogosławionych 108 męczenników z czasów II wojny światowej

12 czerwca - św. Onufry Wielki, pustelnik

12 czerwca - św. Leon III, papież

12 czerwca - św. Kasper Bertoni, prezbiter

12 czerwca - św. Benedykt Menni, prezbiter

12 czerwca - bł. Maria Kandyda od Eucharystii, zakonnica

12 czerwca - bł. Stefan Bandelli, prezbiter

13 czerwca - św. Antoni Padewski, prezbiter i doktor Kościoła

14 czerwca - bł. Michał Kozal, biskup i męczennik

14 czerwca - św. Metody Wyznawca, patriarcha

14 czerwca - bł. Gerard z Clairvaux, mnich

14 czerwca - Elizeusz, prorok

15 czerwca - bł. Jolenta, księżna, zakonnica

15 czerwca - św. Wit, męczennik

15 czerwca - św. Bernard z Menthon, zakonnik

15 czerwca - św. Maria Michalina od Najświętszego Sakramentu, dziewica