W BLASKU MIŁOSIERDZIA

41/1097 – 20 września 2026 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

 

 

 

Niedziela, 20 września 2026 r.

 

  

 XXV NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)

 

 Kolor szat liturgicznych: zielony

 

 

Czytania:
Pierwsze czytanie: Iz 55,6-9
Psalm: Ps 145
Drugie czytanie: Flp 1,20c-24.27a
Ewangelia: Mt 20,1-16a
 
Ewangelia:
Przypowieść o robotnikach w winnicy
Mt 20, 1-16a
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.
Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”.
 gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.
Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».
 
Komentarze:
Dać każdemu tyle samo to źle? Bóg jest łaskawy. Chętnie przebacza. I każdemu, nawet temu, który nawrócił się w ostatniej chwili, chce dać wszystko; chce dać niebo. To wymowa przypowieści o robotnikach w winnicy. Czy to niesprawiedliwe? Skoro mam wszystko, nie ma czego zazdrościć innym. Jeśli myślę, że powinienem otrzymać więcej... Cóż, zapominam, jakim szczęściem jest już od poranka własnego życia wiedzieć o nagrodzie życia wiecznego. Powołani później całe lata żyją w cieniu lęku przed śmiercią i ostatecznym końcem istnienia.... Zresztą nie jest moją zasługą to, że zostałem najęty o poranku, prawda?
Boże pragnienie obdarowania człowieka wiecznym szczęściem jest... no, co tu dużo mówić... chyba wręcz rozrzutne.
Ale ci, którzy przyszli pracować w Pańskiej Winnicy o poranku swojego życia nie powinni narzekać. Wszak już od owego poranku, a nie dopiero od południa czy nawet późnego popołudnia już nie musieli się martwić co potem; już wiedzieli, że otrzymają od Boga zapłatę.
Na Śląsku mówi się o takich „elwer”. Od niemieckiego „jedenaście”. Kto to taki? Chyba najlepiej to słowo w języku polskim oddaje zwrot „niebieski ptak”. Taki, co to nie pracuje, nie przędzie, nie zbiera, ale jakoś żyje. O wiernych i gorliwych Bożych sługach oraz o duchowych „elwrach” są właśnie czytania tej niedzieli. Co ich dzieli? Jedni staczają się ku rozpaczy, drudzy rosną w nadziei. Co ich łączy? Jednakowa wobec nich miłość Boga.
Na nawrócenie nigdy nie jest za późno. Liczy się teraźniejszość. Przeszłość... Dawne winy nie zaciążą na losie szczerze nawróconego. Dane zasługi będą marną wymówką dla tych, którzy zeszli na złą drogę... To chyba najważniejsze przesłanie czytań tej niedzieli.
 
 
 
 
W dzisiejszym numerze:
- Co otrzymają zatrudnieni w winnicy Pana?
- Potrzebuję cię
- „Idź i ty do mojej winnicy”
- Wierzymy w kłamstwa i żyjemy kłamstwami
- Anioł ziemski wśród aniołów niebieskich - Św. Stanisław Kostka
- Katolik, komandos i jeden z pierwowzorów Jamesa Bonda.
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

 

 

 

Co otrzymają zatrudnieni w winnicy Pana?
 
 
Jezus zmierza do Jerozolimy. Po drodze spotyka bogatego młodzieńca, który nie potrafi oderwać się od tego, co posiada. Apostoł Piotr zauważa to: „Oto opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Cóż więc otrzymamy?” Co otrzymają zatrudnieni w winnicy Pana?
Winnicą Pana jest dom Izraela.
Oto zaproszeni przez Izajasza, żeby szukać Pana. Żeby szukać Tego, który jest blisko tych, którzy Go wzywają.
Żeby całym życiem wyznawać: „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus”. Zaproszeni, żeby uważnie słuchać słów Ewangelii. Historia gospodarza, który o różnych porach dnia wychodzi, żeby w swej winnicy zatrudnić robotników. Ze wszystkimi umawia się uczciwie o denara, bo jest dobry, bo pragnie, żeby zatrudnienie w winnicy otrzymali wszyscy.
Historia rozpoczyna się około godziny szóstej rano. Kolejni robotnicy zatrudnieni są o dziewiątej, o dwunastej, o piętnastej i o siedemnastej. Ci ostatni pracują jedną godzinę, ale ze wszystkimi Pan winnicy umawia się o denara. Ze wszystkimi z nas Jezus umawia się o denara życia wiecznego, o życie na wieki.
Można tę historię przyrównać do historii naszego nawrócenia. W którym momencie mojego życia usłyszałem słowo Dobrej Nowiny, w którym momencie naprawdę to słowo przyjąłem z wiarą?
Czasami jest to od domu rodzinnego, czasami jest to w momencie, gdy rozpoczynam dorosłe życie, a czasami jest to w chwili, której za chwilę mogę stanąć nad grobem.
Umawiać się z Panem o denara życia wiecznego. Przyjąć ten dar. Przyjąć ten dar jako ten, który bierze udział w przygodzie nawrócenia. Przyjąć ten denar życia wiecznego i nie szemrać, że miłosierdzie Boże jest nie tylko dla mnie, ale także dla drugiego.
 
ks. Wenancjusz Zmuda – „Mateusz.pl”
 
 
 
 
 
 
 
Potrzebuję cię
 
Ojciec Basil Hume OSB wyobrażał sobie, że o świcie Pan Jezus staje przy jego łóżku i mówi: „Wstań i pójdź za Mną”. Pewnie wielu z nas byłoby taką poranną wizytą mocno zaskoczonych, a może nawet poirytowanych, odpowiadając: „Dobrze, dobrze, ale daj mi jeszcze trochę pospać”. Dla kardynała Hume’a obraz porannego Gościa był przypomnieniem, że każdy kolejny dzień jest szansą, by zacząć od nowa mimo wcześniejszych słabości i porażek. Chrystus, o którym czytamy w Ewangelii, że jest podobny do „gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy” (Mt 20,1), wciąż ponawia wezwanie. To On pierwszy wybiera człowieka, daje mu odczuć: „Jesteś Mi potrzebny” i oczekuje jego dobrowolnej współpracy.
 
Gospodarz z przypowieści o robotnikach w winnicy jest zdeterminowany, by znaleźć pracowników. Jest jak Bóg, który powołuje do pracy w swoim królestwie każdego, niezależnie od etapu życia. Wychodząc aż pięciokrotnie w różnych porach dnia, gospodarz szuka ludzi, a spotkanych przekonuje, by dla niego pracowali. Tak robi też Chrystus, ponieważ nie chce, żeby ktokolwiek był wykluczony z Jego zamysłu miłości. Na tym jednak nie kończy się niezwykłość tego gospodarza, bo najwyraźniej nie liczy się on ani z pieniędzmi, ani z opinią, jaką będą mieli o nim ci, których znalazł. Czyż takie nierówne traktowanie przy wypłacie dniówki nie wystawia go na ostrą krytykę, a nawet na śmieszność? Kto następnego dnia zgłosi się do pracy z samego rana, skoro dzień wcześniej za te same pieniądze wystarczyło popracować tylko godzinę? Tak nie prowadzi się interesów. Boży biznesplan nie jest jednak kalkulacją zasług, ale miłosierdziem, prowadzącym do pełni życia.
 
Jarosław Krawiec OP – „wdrodze.pl”
 
 
 
 
 
 
 
„Idź i ty do mojej winnicy”
 
 
Dzisiejsza Ewangelia może wzbudzić w nas pewne zdziwienie i niezrozumienie. Gospodarz wychodzi rano i zatrudnia robotników do swojej winnicy. Jedni pracują od samego rana, inni przychodzą później, a ostatni pojawiają się właściwie pod koniec dnia. Wieczorem przychodzi czas wypłaty. I nagle okazuje się, że ten, który pracował cały dzień, dostaje tyle samo co ten, który przepracował tylko jedną godzinę.
 
Po ludzku? To jest niesprawiedliwe. Wyobraźmy sobie, że coś takiego wydarzyłoby się dzisiaj. Jeden człowiek przychodzi do pracy o szóstej rano. Pracuje w upale, jest zmęczony, wykonuje swoje obowiązki przez cały dzień. Drugi przychodzi godzinę przed końcem pracy. A wieczorem szef daje jednemu i drugiemu dokładnie taką samą wypłatę. Co by się działo? Byłaby awantura. Pewnie sprawa trafiłaby do mediów. Gazety pisałyby o niesprawiedliwym pracodawcy, w internecie pojawiłyby się komentarze, może zainteresowałaby się tym inspekcja pracy. I większość z nas powiedziałaby: „Przecież tak nie można! To jest niesprawiedliwe!”.
 
I właśnie dlatego ta przypowieść jest tak mocna. Bo Jezus nie mówi o prawie pracy. Nie daje wskazówek przedsiębiorcom, jak mają wypłacać pensje. Na początku wyraźnie mówi: „Królestwo niebieskie podobne jest…”. Jezus bierze sytuację, która po ludzku wydaje się niesprawiedliwa, żeby powiedzieć nam coś bardzo ważnego o Bogu. Bóg nie jest księgowym, który siedzi z kalkulatorem i oblicza: ty zrobiłeś tyle dobra, więc dostaniesz tyle; ty modliłeś się tyle godzin, więc należy ci się więcej; ty byłeś lepszy od innych, więc masz pierwszeństwo. Bóg jest Ojcem. Bóg jest miłością.
 
Gospodarz wychodzi po robotników kilka razy: rano, o trzeciej godzinie, szóstej, dziewiątej, a nawet jedenastej. Jakby nie mógł spokojnie siedzieć, dopóki ktoś jeszcze stoi poza winnicą. I właśnie taki jest Bóg. On ciągle wychodzi szukać człowieka. Nie chce pogodzić się z tym, że ktoś żyje daleko od Niego. Szuka człowieka do ostatniej chwili.
 
 I tu zaczyna się problem tych, którzy pracowali od rana. Oni nie zostali oszukani. Dostali dokładnie tyle, na ile się umówili. Ich problem zaczyna się wtedy, kiedy zobaczyli, ile otrzymali inni. To jest bardzo życiowe. Czasami jesteśmy zadowoleni z tego, co mamy, dopóki nie zobaczymy, że ktoś inny dostał tyle samo albo więcej. I nagle zaczynamy porównywać: „Dlaczego on? Przecież ja bardziej zasłużyłem. Ja więcej zrobiłem. Ja dłużej jestem wierzący”. I wtedy Bóg mówi: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. Można być całe życie w winnicy Boga, a jednak nie rozumieć serca Gospodarza.
 
Można chodzić do kościoła od dzieciństwa, przystępować do sakramentów, modlić się, zachowywać przykazania, a jednak gdzieś głęboko nosić przekonanie: „Boże, mnie należy się więcej niż tamtemu”. A potem przychodzi ktoś, kto przez trzydzieści lat nie był w kościele. Żył bez Boga. Narobił w życiu wiele zła. I nagle się nawraca. Idzie do spowiedzi. Zaczyna się modlić. Wraca do Eucharystii.
 
 I co wtedy? Niebo się cieszy. A człowiek czasem mówi: „Teraz? Po tylu latach? Po tym wszystkim, co zrobił?”.
 
Ojciec Karol Meissner, benedyktyn, opowiadał kiedyś podczas rekolekcji o nawróceniu Rudolfa Hössa, komendanta niemieckiego obozu Auschwitz. Po konferencji podeszła do niego jedna z uczestniczek i powiedziała: „Po tym wszystkim, co przeżyliśmy w czasie wojny, mógłby nam ojciec oszczędzić takich przykładów. Ten przykład jest gorszący”. I można zrozumieć jej reakcję. Bo Höss był człowiekiem odpowiedzialnym za niewyobrażalne zło. A jednak przed wykonaniem wyroku śmierci poprosił o księdza, wyspowiadał się i przyjął Komunię Świętą.
 
 W tym momencie Ewangelia staje się naprawdę trudna. Bo gdy słyszymy o Bożym miłosierdziu wobec zwyczajnego człowieka, łatwo powiedzieć: „Bóg jest miłosierny”. Ale kiedy miłosierdzie ma dotknąć człowieka, który uczynił potworne zło, coś w nas zaczyna protestować: „Boże, to jest niesprawiedliwe!” I wtedy jakby słyszymy odpowiedź gospodarza z dzisiejszej Ewangelii: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”.
 
Oczywiście Boże przebaczenie nie oznacza, że zło przestaje być złem. Nie usuwa odpowiedzialności za popełnione czyny ani nie przekreśla cierpienia ofiar. Prawdziwe nawrócenie zakłada żal za grzechy, odwrócenie się od zła i zwrócenie się ku Bogu. Boże miłosierdzie nie jest pobłażliwością wobec zła. Jest łaską, która może przemienić nawet największego grzesznika. I pokazuje coś niezwykłego: Bóg do ostatniej chwili wychodzi naprzeciw człowiekowi i daje mu możliwość nawrócenia. Nawet temu, którego my już dawno skreśliliśmy.
 
 Aby to lepiej zrozumieć, trzeba spojrzeć na krzyż. Bo krzyż Chrystusa nie jest tylko znakiem sprawiedliwości. Krzyż jest przede wszystkim znakiem miłości, w której objawia się także Boża sprawiedliwość i miłosierdzie. Jezus nie umiera tylko za porządnych. Nie przelewa krwi wyłącznie za tych, którzy od dzieciństwa chodzili do kościoła. Umiera również za grzesznika. Za człowieka pogubionego. Za tego, który zmarnował pół życia. Nawet za tego, który przychodzi do Boga w swojej „jedenastej godzinie”.
 
Najpiękniej pokazuje to łotr wiszący obok Jezusa. On nie przepracował całego dnia w winnicy. Przyszedł właściwie w ostatniej chwili. Nie miał już możliwości naprawić swojego życia. Nie mógł cofnąć wyrządzonych krzywd. Pozostało mu tylko kilka godzin. Powiedział: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. A Jezus nie odpowiedział: „Za późno. Trzeba było wcześniej pomyśleć”. Powiedział: „Dziś będziesz ze Mną w raju”. Oto robotnik jedenastej godziny.
 
 I może dzisiaj ktoś z nas potrzebuje właśnie tego słowa. Może patrzysz na swoje życie i myślisz: „Za późno. Za dużo zmarnowałem. Za daleko odszedłem. Za długo nie było mnie przy Bogu”. Nie. Dopóki żyjesz, Gospodarz jeszcze wychodzi na rynek. Jeszcze cię szuka. Jeszcze mówi: „Idź i ty do mojej winnicy”. Jeszcze można się wyspowiadać. Jeszcze można przebaczyć. Jeszcze można uklęknąć. Jeszcze można zacząć od nowa.
 
A jeżeli jesteś w tej winnicy od rana, jeżeli od dzieciństwa jesteś blisko Boga, nie zazdrość tym, którzy przyszli później. Ciesz się, że byłeś z Nim przez cały dzień. Przecież największą nagrodą robotnika nie jest tylko denar. Największą łaską jest to, że cały dzień był w winnicy. Największym darem naszego życia nie jest tylko to, co kiedyś otrzymamy od Boga. Największym darem jest to, że już dzisiaj możemy żyć z Nim. Dlatego nie patrzmy na Boga jak na księgowego. Nie pytajmy ciągle: „Kto zasłużył bardziej? Kto dostał więcej? Dlaczego tamtemu przebaczyłeś?”.
 
Spójrzmy raczej na krzyż. Bo gdyby Bóg był wobec nas tylko sprawiedliwy, kto z nas mógłby powiedzieć: „Panie, zasłużyłem na niebo”? Na szczęście Bóg jest nie tylko sprawiedliwy. Bóg jest miłością. I dlatego szuka człowieka rano, w południe, wieczorem, a nawet w ostatniej godzinie jego życia.
 
 Po ludzku możemy powiedzieć: „To niesprawiedliwe”. A Bóg odpowiada: „Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”. I całe szczęście, Bracia i Siostry, że Bóg jest aż tak dobry. Bo być może kiedyś to właśnie my będziemy tym robotnikiem jedenastej godziny, który będzie potrzebował nie tego, na co zasłużył, ale Bożego miłosierdzia.
 
 Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów, Parafia Matki Bożej Królowej Polski (Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy) – Elbląg
 
o. Łukasz Baran CSsR – „redemptor.pl”
 
 
 
 
 
 
 
Wierzymy w kłamstwa i żyjemy kłamstwami
 
    Gdy czarne staje się w ustach polityków białe, a białe staje się czarne, społeczeństwo pogrąża się w chaosie. Gdy kaznodzieja w Kościele nazywa nienawiść wobec wrogów miłością do ojczyzny, a miłość do nieprzyjaciół naiwniactwem, zadaje kłam Ewangelii. Spreparowane narracje rzeczywistości nie oszczędzają żadnego środowiska, wpływają na nasze myślenie i w konsekwencji na nasze postawy. Są wszechobecne.
 
„Kłamstwo, przesada, nieporozumienie i plotka stanowią być może przeważającą część w tym wszystkim, o czym się mówi i pisze w świecie” – tłumaczył Clive Staples Lewis w swojej książce „Cuda” z 1952 roku. Za kilka miesięcy minie od tego czasu 75 lat. Czy cokolwiek się zmieniło? Jedynie to, że z cytowanego zdania można dziś usunąć „być może”. Gdy przekonuję znajomych, że należałoby wreszcie coś z tym zrobić, słyszę w odpowiedzi: „Wierzysz w cuda?”
 
Opowieść o kłamczuchu Pinokio, drewnianym pajacyku stworzonym przez Carla Collodiego, powstała w drugiej połowie XIX wieku i niczego nas do tej pory nie nauczyła. Przed II wojną światową pojawiła się w literaturze postać Nikodema Dyzmy – prostaka, który dzięki splotowi kłamstw wspiął się na same szczyty władzy. Nie mamy o nim dobrego zdania, ale są tacy, którzy chętnie poszliby tą samą drogą. Kłamcy i oszuści towarzyszą ludzkości od zarania dziejów, a zjawisko, które dziś nazywamy „fake newsami”, ma korzenie sięgające tysięcy lat wstecz.
 
Najbardziej znamy biblijny przykład cynicznego wykorzystania fałszywego świadectwa w celach politycznych i majątkowych znajdziemy w 1 Księdze Królewskiej, w rozdziale 21. Jest to opowieść sprzed kilku tysięcy lat, znana pod tytułem „Winnica Nabota”. Mówi ona o królu Achabie, który pragnął posiąść na własność winnicę należącą do bogobojnego Nabota. Ten jednak odmówił jej sprzedaży. Wówczas żona króla, Izebel, uknuła spisek. Opłaciła dwóch świadków, którzy publicznie oskarżyli Nabota o bluźnierstwo przeciwko Bogu i królowi. Na podstawie tego kłamstwa Nabot został ukamienowany, a Achab przejął jego własność.
 
Również w historii Józefa egipskiego czytamy o perfidnym kłamstwie (Rdz 39). Tym razem żona faraońskiego urzędnika, której zaloty Józef odrzucił, mści się na nim, kłamiąc przed mężem i domownikami, że Józef próbował ja zgwałcić. Jako dowód przedstawia szatę, którą Józef zostawił, uciekając z jej pokoju. W rezultacie Józef trafia do więzienia.
 
Kolejnym znanym z Biblii przykładem kłamstwa jest fałszywy donos na Zuzannę (Księga Daniela 13). Dwaj powszechnie szanowani członkowie rady starszych usiłowali uwieść piękną i wierną mężowi Zuzannę. Gdy ta odmówiła, mężczyźni mszcząc się donieśli do sądu, że widzieli ją, jak cudzołożyła z jakimś młodzieńcem w ogrodzie. Zuzanna została skazana na śmierć. Ocalił ją Daniel demaskując spisek dwóch mężczyzn.
 
Jednym z największych i najbardziej brzemiennych w skutki oszustw w historii Kościoła był sfałszowany dekret, tzw. „Donacja Konstantyna” z połowy VIII wieku, w którym cesarz Konstantyn Wielki (IV wiek), rzekomo przekazał papieżowi Sylwestrowi I władzę nad Rzymem i nad całym cesarstwem. Przez setki lat Kościół katolicki używał tego falsyfikatu do legitymizacji swoich roszczeń terytorialnych i politycznych. Dopiero w XV wieku Lorenzo Valla udowodnił, że dokument jest podróbką.
 
Odkąd istnieje cywilizacja, kłamstwo było zawsze przyczyną nieszczęść i niesprawiedliwości. Demaskowanie kłamliwych informacji i upominanie kłamców to misja, którą szczególnie w naszych czasach ktoś musi pilnie podjąć. Kto jest na tyle wiarygodny, by odkłamać sprzedawane nam narracje? Wskażcie choć jednego. Mimo to, wierzę w cuda! A wy?
 
Wojciech Żmudziński SJ – „deon.pl”
 
 
 
 
 
 
 
Anioł ziemski wśród aniołów niebieskich
- Św. Stanisław Kostka
 
O północy jeden z aniołów niósł hostię, na co młodzieniec z Rostkowa wstał z łóżka i zawołał: „Upadnijcie na kolana, oto św. Barbara w towarzystwie dwóch aniołów niesie mi komunię św.”.
 
Pobożność naszych przodków uczyniła nieco krzywdy św. Stanisławowi Kostce, nazywając go „aniołem ziemskim bez winy”. Rzeczywiście, życie świętego z Rostkowa było święte i przepełnione unikaniem okazji do grzechu. Ale Stanisław Kostka miał dużo więcej wspólnego z aniołami, zwłaszcza stróżami, niż tylko swoją anielską cierpliwość.
 
W towarzystwie Jezusowych aniołów
 
Stanisław Kostka (1550-1568), urodzony w mazowieckim Rostkowie, pragnął wstąpić do Towarzystwa Jezusowego, jednak krótka historia jego życia pokazuje, że to właśnie towarzystwo aniołów pozwoliło mu przetrwać najtrudniejsze chwile.
 
Czterdzieści lat po śmierci Stanisława jego kolega z wiedeńskiego kolegium Henryk Pisnitz choć nie pamiętał twarzy młodzieńca, to na zawsze przyswoił sobie przydomek, którym go określano: „Najlepszy”. W takim świetle można zrozumieć podziw współczesnych Stanisławowi dla jego czynów.
 
W zawodach życia ziemskiego postanowił być „najlepszy” nie przez zazdrość czy nieuczciwe współzawodnictwo, ale przez cierpliwe wykonywanie swoich obowiązków i dążenie do celu, jaki sobie postawił. Nie powinno to dziwić, bo był po prostu przyjacielem Boga, a dla wielu ludzi okazał się jego posłańcem, czyli właśnie „ziemskim aniołem”, który zmienił nastawienie i życie napotykanych osób.
 
Chleb aniołów
 
Jeden z najstarszych wizerunków kultycznych św. Stanisława Kostki z ok. 1605 r. znajduje się w jego pokojach na rzymskim Kwirynale. Został namalowany niedługo po śmierci Polaka, na bazie informacji słownych, a być może i innego, niezachowanego do dzisiaj obrazu.
 
Ubrany w strój nowicjacki młodzieniec wpatrzony w niebo przyjmuje ze czcią i nabożeństwem komunię św. z rąk anioła, któremu towarzyszą inne duchy niebieskie. To nawiązanie do opisywanej przez biografów Kostki historii, która musiała być bardzo rozpowszechniona i została uznana za jeden z najważniejszych momentów życia ziemskiego tego świętego.
 
Komunia św. nazywana jest „chlebem Aniołów”, a świętemu z Rostkowa udzielali jej właśnie sami aniołowie w towarzystwie świętych. Warto przypomnieć te fakty, które mogą umocnić niejednego chrześcijanina w wytrwałym przystępowaniu do Stołu Pańskiego.
 
Kiedy Stanisław postanowił wstąpić do jezuitów, a nie miał na to wymaganej wówczas zgody rodziców. W 1567 r. w tajemnicy ułożył sobie plan pójścia z Wiednia do Augsburga, do Piotra Kanizjusza, ówczesnego prowincjała jezuitów. Podróż była pełna przygód, ale wsparcie przynieśli mu – co znane jest z życiorysów wielu świętych – właśnie aniołowie.
 
W dokumentach procesu beatyfikacyjnego, zapisanych w Poznaniu w 1603 r., opisano przekazywaną przez wielu historię usłyszaną od Tomasza Schotta, towarzysza podróży Stanisława. Gdy Kostka wszedł do świątyni wspólnoty protestanckiej, o czym nie wiedział, i chciał tam przystąpić do Komunii św. Kiedy zorientował się, że nie był to kościół katolicki, miał otrzymać Ciało Pańskie z rąk anioła.
 
Anielska cierpliwość Stanisława
 
To doświadczenie skutecznej pomocy Bożych posłańców było kolejnym w życiu św. Stanisława. Kilka miesięcy wcześniej, w grudniu 1565 r., przebywając w kolegium wiedeńskim, Stanisław ciężko zachorował. Historię tę potwierdził potem sam w opowiadaniu swojemu koledze Stefanowi Augusti, gdy podjęli temat kultu św. Barbary.
 
Kostka miał do niej szczególne nabożeństwo, ponieważ to ona pospieszyła mu z pomocą, gdy mieszkał w domu luteranina, a bardzo pragnął w chorobie przystąpić do Komunii św. Fakty te zeznał pod przysięgą w czasie procesu jego nauczyciel Jan Biliński, który miał widzieć omawiane wydarzenie.
 
O północy jeden z aniołów niósł hostię, na co młodzieniec z Rostkowa wstał z łóżka i zawołał: „Upadnijcie na kolana, oto św. Barbara w towarzystwie dwóch aniołów niesie mi komunię świętą”. Uklęknął na kolana, trzy razy, jak w czasie mszy św. wypowiedział słowa: Domine, non sum dignus… („Panie, nie jestem godzien…”), po czym przyjął ze czcią Ciało Chrystusa.
 
Takie były przeżycia młodego świętego, który wielokrotnie o nich zaświadczał, co potwierdzano w czasie procesu beatyfikacyjnego, zakończonego w 1605 r., gdy młody Kostka został ogłoszony pierwszym błogosławionym jezuitą, wyprzedzając nawet założycieli tego dopiero co powstałego zgromadzenia.
 
Wytrwała modlitwa św. Stanisława pokazała, że miał wręcz anielską cierpliwość w sytuacjach trudnych, beznadziejnych, w których szukał zawsze wsparcia u Boga, nie tylko u ludzi.
 
Anielski święty
 
Kaplicę relikwii świętego z Rostkowa, znajdującą się w kościele św. Andrzeja na Kwirynale, zdobią trzy obrazy, a na każdym z nich to aniołowie nie odstępują młodzieńca. Centralny wizerunek Carla Maratty z 1687 r. przedstawia świętego w towarzystwie aniołów, oddającego pokłon Maryi.
 
Obrazy na bocznych ścianach ok. 1760 r. namalował Lodovico Mazzanti, ukazując na nich ekstazę modlitewną św. Stanisława, któremu aniołowie pomagają przetrwać chwile uniesień mistycznych, oraz przywoływaną historię Komunii św. otrzymanej z rąk anioła.
 
Ta właśnie opowieść stała się inspiracją dla Krzysztofa Chodkiewicza, który w 1606 r., kilka miesięcy po beatyfikacji Kostki, ryciną ze sceną komunii udekorował wydane przez siebie dzieło: Błogosławiony Stanisław Kostka z Rostkowa Societatis Iesu: z ciała, z świata, y z śmierci, szczęśliwie tryumphuiacy, dedykowane królowi polskiemu Zygmuntowi III Wazie.
 
Warto także przywołać cykl akwarel przypisywanych Andrei del Pozzo, jezuickiemu malarzowi przełomu XVII i XVIII w., zdobiących pokoje Kostki przy kościele św. Andrzeja na Kwirynale (wł. Camere di San Stanislao).
 
Na dwunastu wizerunkach z życia świętego snują się właśnie aniołowie, którzy dodają tajemniczości, a jednocześnie Bożego spokoju opowiadanym dziejom. Stanisław rodzi się w Rostkowie, a jego matkę otaczają opieką Boże duchy. W czasie podróży do Dylingi to Anioł Stróż prowadzi Stanisława, którego nie rozpoznaje nawet szukający go brat Paweł, a w dniu śmierci, w wigilię Wniebowzięcia, przychodzi do niego Maryja w towarzystwie aniołów.
 
Św. Stanisław Kostka przekonuje, że warto zaprzyjaźnić się ze światem niebieskich posłańców, bo można na tym tylko zyskać. Nasz świat widzialny, w którym niewiele już nas może zaskoczyć, zespolony jest przez wiarę ze światem niewidzialnych duchów, którzy ciągle nas zadziwiają swoim skutecznym działaniem. Nie tylko w naszym dzieciństwie…
 
Wojciech Kućko – „aleteia.pl”
 
 
 
 
 
Katolik, komandos i jeden z pierwowzorów Jamesa Bonda.
Niezwykła historia Gusa Marcha-Phillippsa
 
Był poetą, żołnierzem, kawalerzystą i gorliwym katolikiem. Dowodził jedną z najbardziej brawurowych operacji specjalnych II wojny światowej, a jego życie miało zainspirować Iana Fleminga podczas tworzenia postaci Jamesa Bonda. Major Gus March-Phillipps zginął w wieku zaledwie 34 lat. Rok wcześniej napisał modlitwę na wypadek własnej śmierci.
 
Noc z 11 na 12 września 1942 roku. Do okupowanego przez Niemców wybrzeża Normandii zbliża się niewielki oddział brytyjskich komandosów. Operacja nosi kryptonim „Aquatint”. Jej uczestnicy mają przeprowadzić błyskawiczny rajd, zaskoczyć przeciwnika i wycofać się, zanim Niemcy zdążą zareagować.
 
Tym razem jednak niemal wszystko idzie źle. Prąd morski znosi łodzie kilka kilometrów od planowanego miejsca desantu. Gdy żołnierze docierają do brzegu, natykają się na niemiecki patrol i dostają się pod ostrzał. Uszkodzona łódź nie pozwala na bezpieczny odwrót.
 
Dowódca oddziału, major Gustavus Henry March-Phillipps, nazywany przez przyjaciół Gusem, ginie podczas próby wycofania się. Ma 34 lata.
 
Pozostawia po sobie pamięć o kilku niezwykłych operacjach, elitarną jednostkę wojskową i legendę człowieka, którego życiorys wygląda tak, jakby został napisany na potrzeby powieści przygodowej.
 
Niespokojny duch z katolickiej szkoły
 
Gus March-Phillipps urodził się w 1908 roku. Jako dziewięciolatek rozpoczął naukę w Ampleforth College — jednej z najbardziej znanych angielskich szkół katolickich, prowadzonej przez benedyktynów.
 
Nie zapisał się w jej historii jako szczególnie pilny uczeń. Dawni koledzy znacznie lepiej niż jego oceny zapamiętali gwałtowny temperament, niezależność i ogromną potrzebę działania. Właśnie w Ampleforth ukształtowały się jednak jego wiara oraz przywiązanie do rycerskich ideałów: odwagi, honoru, wierności i służby.
 
Po ukończeniu szkoły March-Phillipps wstąpił do Królewskiej Akademii Wojskowej w Woolwich, a następnie rozpoczął służbę w artylerii. Przebywał między innymi w Indiach. W wojsku uchodził za człowieka utalentowanego, lecz trudnego do wtłoczenia w regulaminowe ramy.
 
Jeden z jego przyjaciół wspominał po latach jego odwagę, szlachetność, niezależność, miłość do Anglii, morza i koni, a także głęboką wiarę katolicką. Podkreślał również niezwykłą zdolność Marcha-Phillippsa do pociągania za sobą innych. Jego żołnierze byli gotowi uczestniczyć w każdej, nawet najbardziej szalonej operacji, którą im zaproponował.
 
Był bowiem osobliwym połączeniem poety i awanturnika. Nie żołnierzem pisującym od czasu do czasu wiersze ani literatem marzącym o wojennej przygodzie. Jednym i drugim jednocześnie.
 
Na pewien czas wystąpił z regularnej armii, zamierzając poświęcić się pisarstwu. Kryzys monachijski w 1938 roku sprawił jednak, że powrócił do służby.
Wojna niekonwencjonalna
 
Po wybuchu II wojny światowej March-Phillipps trafił do wywiadu Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego. Służył w jego sztabie aż do ewakuacji wojsk alianckich z Dunkierki.
 
Po powrocie do Wielkiej Brytanii nie zamierzał biernie czekać na kolejne rozkazy. Przekonywał przełożonych, że z przeciwnikiem należy walczyć także za pomocą niewielkich, świetnie wyszkolonych grup, zdolnych do prowadzenia tajnych rajdów, sabotażu i operacji na tyłach wroga.
 
Wspólnie z porucznikiem Geoffreyem Appleyardem utworzył oddział działający pod nadzorem Kierownictwa Operacji Specjalnych, czyli słynnego SOE. Formacja otrzymała później nazwę No. 62 Commando, znana była także jako Small Scale Raiding Force. Należała do jednostek, z których doświadczeń wyrosły nowoczesne brytyjskie siły specjalne.
 
March-Phillipps najlepiej czuł się właśnie w sytuacjach, w których powodzenie zależało od pomysłowości, odwagi i umiejętności podejmowania natychmiastowych decyzji.
 
Najgłośniejszym przedsięwzięciem jego ludzi była przeprowadzona w styczniu 1942 roku operacja „Postmaster”. Jej celem były statki państw Osi znajdujące się w porcie Santa Isabel na wyspie Fernando Po, należącej wówczas do neutralnej Hiszpanii.
 
Przedsięwzięcie było niezwykle ryzykowne nie tylko wojskowo, lecz także dyplomatycznie. Brytyjczycy wkroczyli przecież na terytorium neutralnego państwa. Komandosi zaskoczyli jednak załogi, opanowali jednostki bez oddania strzału i odprowadzili je do Lagos. Cała akcja zakończyła się sukcesem i przyniosła Marchowi-Phillippsowi wysokie odznaczenie wojskowe.
 
Później brał udział w kolejnych rajdach na okupowane wybrzeża Europy. Jego ludzie chwytali niemieckich jeńców i atakowali instalacje wojskowe. Każda z tych operacji wymagała wejścia głęboko na teren kontrolowany przez wroga oraz wycofania się, zanim nadciągną większe siły.
 
Człowiek, który miał zainspirować Fleminga
 
Historia Gusa Marcha-Phillippsa bywa łączona z narodzinami najsłynniejszego agenta w dziejach literatury popularnej. Ian Fleming podczas wojny służył w brytyjskim wywiadzie marynarki i znał świat tajnych operacji oraz ludzi, którzy je prowadzili.
 
March-Phillipps jest wymieniany jako jeden z żołnierzy i agentów, których odwaga, fantazja oraz niechęć do konwencjonalnych metod mogły wpłynąć na stworzenie postaci Jamesa Bonda. Nie był zapewne jedynym pierwowzorem agenta 007, ale podobieństwo trudno przeoczyć: śmiałość, zamiłowanie do ryzyka, błyskawiczne decyzje i lekceważenie zasad, gdy stawką było powodzenie misji.
 
W 2024 roku jego postać trafiła na ekran w filmie Guya Ritchiego „The Ministry of Ungentlemanly Warfare”. W rolę Marcha-Phillippsa wcielił się Henry Cavill. Film bardzo swobodnie potraktował wydarzenia historyczne, ale przypomniał szerokiej publiczności o człowieku, który przez dziesięciolecia pozostawał poza głównym nurtem wojennej pamięci.
„Jeśli przyjdzie mi umrzeć”
 
Najgłębszy portret Marcha-Phillippsa przynoszą jednak nie opisy jego brawurowych operacji, lecz modlitwa, którą napisał mniej więcej rok przed śmiercią.
 
Nie prosił w niej Boga o ocalenie. Modlił się, aby w chwili próby zachować prostotę, pewność wiary, odwagę i radość. Chciał, by strach nie odebrał mu tego, co uważał w sobie za najlepsze.
 
„Daj mi odwagę i radość, Panie, gdy nadejdzie mój czas” — pisał.
 
We wrześniu 1942 roku, podczas nieudanej operacji „Aquatint”, jego prośba została poddana ostatecznej próbie. Major zginął wraz z sierżantem Alanem Williamsem i szeregowym Richardem Lehnigerem. Został pochowany na cmentarzu przy kościele w Saint-Laurent-sur-Mer, niedaleko wybrzeża, na którym poległ.
 
Na jego nagrobku umieszczono słowa zaczerpnięte z „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempis:
 
„Kto kocha, ten biegnie, leci i raduje się. Jest wolny i nic nie może go zatrzymać”.
 
Trudno wyobrazić sobie zdanie lepiej podsumowujące życie niespokojnego ucznia benedyktyńskiej szkoły, poety, żołnierza i katolika, który nie prosił Boga o życie wolne od niebezpieczeństw. Prosił jedynie, aby w chwili niebezpieczeństwa nie zabrakło mu odwagi.
 
Cécile Séveirac - Na podstawie francuskiego wydania Aletei
 
 
 
 
 
 
Święci i błogosławieni w tygodniu
 

20 września - święci męczennicy Andrzej Kim Tae-gŏn, prezbiter, Paweł Chŏng Ha-sang i Towarzysze

20 września - św. Józef Maria de Yermo y Parres, prezbiter

20 września - bł. Maria Teresa od św. Józefa, zakonnica

20 września - bł. Franciszek Martín Fernández de Posadas, zakonnik

20 września - kościół katedralny w Legnicy

21 września - św. Mateusz, Apostoł i Ewangelista

21 września - Jonasz, prorok

22 września - święci Maurycy i Towarzysze, męczennicy

22 września - bł. Bernardyna Maria Jabłońska, zakonnica

22 września - św. Emmeran, męczennik

22 września - św. Ignacy z Santhià, prezbiter

22 września - bł. Jan Maria od Krzyża Mendez, prezbiter i męczennik

22 września - błogosławieni Tomasz Sitjar, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy

22 września - błogosławieni Dionizy Pamplona, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy

22 września - św. Feliks IV, papież

22 września - kościół katedralny w Siedlcach

23 września - św. o. Pio z Pietrelciny, prezbiter

23 września - św. Linus, papież i męczennik

23 września - bł. Emilia Tavernier Gamelin, zakonnica

23 września - bł. Józef Stanek, prezbiter i męczennik

24 września - św. Gerard, biskup i męczennik

24 września - bł. Kolumba Gabriel, zakonnica

24 września - znalezienie ciała św. Klary z Asyżu

24 września - św. Tekla, dziewica i męczennica

24 września - bł. Herman Kaleka

24 września - bł. Antoni Marcin Slomšek, biskup

24 września - św. Pacyfik z San Severino, prezbiter

24 września - św. Liberiusz, papież

24 września - kościół katedralny w Bielsku-Białej

24 września - kościół katedralny w Kaliszu

25 września - bł. Władysław z Gielniowa, prezbiter

25 września - św. Kleofas, uczeń Pański

25 września - bazylika metropolitalna we Fromborku

26 września - święci męczennicy Kosma i Damian

26 września - święci męczennicy Wawrzyniec Ruiz i Towarzysze

26 września - św. Elzear i bł. Delfina, małżonkowie

26 września - św. Ketyl, prezbiter

26 września - św. Nil Młodszy, opat

26 września - bł. Kaspar Stanggassinger, prezbiter

       

26 września - bł. Aureliusz z Vinalesa, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy

26 września - Najświętsza Maryja Panna Leśniańska

26 września - św. Teresa Couderc, zakonnica

26 września - bł. Alojzy Tezza, prezbiter

26 września - bazylika katedralna w Kielcach

27 września - św. Wincenty a Paulo, prezbiter

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
 dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
                               (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.