W BLASKU MIŁOSIERDZIA
40/1096 – 13 września 2026 r. A.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 13 września 2026 r.
XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)
Kolor szat liturgicznych: zielony
Czytania:
Pierwsze czytanie: Syr 27,30–28,7
Psalm: Ps 103
Drugie czytanie: Rz 14,7–9
Ewangelia: Mt 18,21–35
Ewangelia:
Przypowieść o nielitościwym dłużniku
Mt 18, 21-35✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»
Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.
Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.
Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.
Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.
Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.
Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».
Komentarze:
Tej niedzieli o przebaczaniu. To główny temat danych nam na ten dzień czytań mszalnych. Trudne wyzwanie? Nie aż tak, jak mogłoby się wydawać. Zwracają uwagę pewne szczegóły: "daruj obrazę" - pisze Syrach. A w przypowieści o nielitościwym dłużniku to, że ani on ani jego współsługą nie negują faktu, że są coś winni...
Ile razy mam wybaczyć? Zawsze – mówi Jezus. A gdzie sprawiedliwość? Czyżby Jezus nagle przestał się przejmować cichymi, krzywdzonymi, jak grzyby deszczu łaknącymi sprawiedliwości i cierpiącymi dla niej prześladowania? Właśnie o wartości przebaczania są czytania tej niedzieli.
Przebaczenia nie powinniśmy nigdy sprowadzać do problemu tego, który jeszcze nie wybaczył. To też problem tego, który zawinił. Ale... Jeśli należymy do Pana, to chyba jednak ważne, by wypełniać Jego polecenia. Także wtedy, gdy prosi, byśmy wybaczali. Tu nie chodzi o niesprawiedliwość, ale o nie nakręcanie spirali nienawiści.
Przebaczyć 77 razy. Czy to nie przesada? Sęk w tym, że kiedy na zło odpowiadamy złem, świat staje się coraz gorszy. Jeśli przez przebaczenie luzujemy spiralę niechęci, świat staje się lepszy. Zresztą...
Powiedzmy uczciwie: są krzywdy prawdziwe i faktycznie wielkie. Szukanie sprawiedliwości - nie zemsta - są wtedy jak najbardziej na miejscu. Ale bywa i tak, że chodzi o drobiazg czy nawet tylko jakąś urażoną ambicję, o dyshonor... Czy wtedy warto domagać się sprawiedliwości? Czy to nie za duże słowo?
Bez przebaczenia nie da się żyć. Mamy tendencję wyolbrzymiać własne krzywdy, bagatelizować te, które sami wyrządziliśmy. Czy da się wszystko sprawiedliwie wymierzyć? Czy szukanie sprawiedliwości nie bywa nakręcaniem spirali niechęci,w końcu także nienawiści? Tak, przebaczenie jest ważne. Bóg chętnie wybacza. Ale, jak uczy Chrystus, może także swoje przebaczenie cofnąć...
Świety na dzisiaj:
Kaznodzieja złotousty - św. Jan Chryzostom
"Niechaj nikt nie wstydzi się świętych znaków naszego zbawienia i tego najwyższego dobra, przez które żyjemy i przez które jesteśmy. Nośmy więc krzyż Chrystusa jak wieniec, bo wszystko, co się do nas odnosi, przez krzyż się wypełnia".
Tak pięknie o krzyżu, jako znaku naszego zbawienia, mówił jeden z najznakomitszych kaznodziejów w dziejach Kościoła, Jan zwany Chryzostomem, czyli "złotoustym".
Urodził się około roku 350 w Antiochii w zamożnej rodzinie. Otrzymał doskonałe wykształcenie. Przez kilka lat prowadził życie pustelnicze, jednak musiał z niego zrezygnować z powodu słabego zdrowia. Wrócił do Antiochii i został kapłanem. Wkrótce zasłynął jako wybitny kaznodzieja. Jego mowy stanowiły cykle, m. in. komentarzy do Ewangelii według św. Marka i Jana, do listów św. Pawła. Aby go posłuchać, przybywali ludzie z terenu całego chrześcijańskiego Wschodu. Powołano go na patriarchę w Konstantynopolu, jednak ponieważ w jednym z kazań naraził się dworowi cesarskiemu, został wygnany. Zmarł na wygnaniu 14 września 407 roku ze słowami: "Bogu za wszystko dzięki" na ustach.
W niezwykłych słowach mówił o modlitwie: "Modlitwa jest światłem duszy, prawdziwym poznaniem Boga i pośredniczką między Nim a ludźmi. Uniesiony przez modlitwę duch ludzki osiąga wyżyny nieba i obejmuje Boga niewypowiedzianym uściskiem, pożądając Boskiego mleka, jak dziecko płaczem przywołujące swoją matkę. Przedstawia własne pragnienia, a otrzymuje dary niewypowiedzianie doskonalsze od wszelkiej widzialnej rzeczywistości".

W dzisiejszym numerze:
- Drugi dług
- Odpuść winę bliźniemu!
- Gdy ideologia staje się bogiem
- Kard. Müller: słabe chrześcijaństwo nie przeciwstawi się ekspansji islamu
- „Niedzielni katolicy” mają swoje historie
- Pielgrzymka na czterech kółkach
- Jak zachować się w kościele? Kilka podstawowych zasad, o których nie wszyscy pamiętają
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Drugi dług
Czy naprawdę jest tak, że Bóg najpierw daruje dług, a potem, z powodu niegodziwości tego, któremu darował, odwołuje swoje postanowienie? Wówczas miłosierdzie byłoby raczej jakimś boskim kaprysem niż przymiotem ściśle złączonym z Bożą wiecznością. A przecież Święty Paweł mówił, że dary Boże są nieodwołalne (Rz 11,29). W tym świetle możemy zastosować „inżynierię wsteczną” do przypowieści o nielitościwym dłużniku. Dzięki temu zobaczymy, że król nie zmienia zdania i nie wymaga od swojego sługi spłaty długu, który mu wcześniej darował. Przecież pieniądze nie odgrywają dla niego żadnej roli, skoro tak hojną ręką był gotów odpuścić dziesięć tysięcy talentów (ponad 342 tony złota lub srebra). Idzie raczej o to, że nielitościwy sługa zaciągnął nowy dług – poważniejszy od tego liczonego pieniędzmi.
Aby dostrzec ten nowy dług, trzeba się zastanowić, jakie znaczenie miała surowość okazana swojemu współsłudze. Przede wszystkim był to właśnie współsługa (σύνδουλος). Nielitościwy dłużnik nie zauważył tego, że obaj są w stałej zależności od króla, co czyni ich równymi. Jego zaciągnięcie kredytu, a więc użycie tego, co nie było jego faktyczną własnością, polegało na sięgnięciu po władzę nad swoim bliźnim. Nielitościwy sługa sam chciał być jak król, a potrafił to zrobić tylko przez brak litości, choć pewnie nazywał to sprawiedliwością. Ponadto sam zrezygnował z tego, co faktycznie mogło go upodobnić do swojego pana: z miłosierdzia. Tym samym, odrzucając dar większy niż pieniądze i sięgając po to, co nie należało do niego, odwrócił się od swojego króla. Ten dług już nie jest tak łatwo spłacić, bo kiedy człowiek chce w sobie widzieć Boga, nie ma już do kogo zwrócić się o miłosierdzie.
Paweł Jamróz OP – „wdrodze.pl”

Odpuść winę bliźniemu!
Nikt z nas nie ma chyba wątpliwości, że Pan Jezus jest bardzo wymagającym nauczycielem. Oczywiście pragnie naszego dobra, szczęścia i zbawienia, ale nie łudzi nas, że można to osiągnąć bez najmniejszego wysiłku.
Aby się o tym przekonać, wystarczy wziąć pod uwagę dzisiejszą Ewangelię o niemiłosiernym dłużniku. Kończy się ona bardzo mocnym stwierdzeniem: „Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.
Przywołajmy tu również inny fragment, w którym Pan Jezus mówi o przychodzeniu do świątyni: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj”.
Trzeba jednak pamiętać, że Pan Jezus nie stawia tego wymagania człowiekowi pozostawionemu wyłącznie własnym siłom. W przypowieści o niemiłosiernym dłużniku najpierw widzimy ogromne miłosierdzie okazane przez króla, a dopiero potem wymaganie skierowane do sługi. Podobnie jest w naszym życiu. Najpierw Bóg przebacza nam nasze winy, obdarza nas swoją łaską i miłosierdziem, a dopiero potem wzywa nas do przebaczania innym. Chrystus nie mówi jedynie: „Musisz przebaczyć”, ale najpierw mówi: „Ja tobie przebaczyłem”.
Ilu z nas – chcąc wiernie zachować naukę Pana Jezusa – powinno się temu nakazowi poddać?
Ilu z nas zostałoby teraz w kościele?
Nauka Pana Jezusa jest oczywiście trudna i wymagająca, ale jeśli jej nie wprowadzimy w życie, w nasze relacje z bliźnimi na każdym miejscu i poziomie, to będziemy jedynie pogłębiać piekło na ziemi.
I dlatego potrzebujemy Bożej łaski. Sami często nie potrafimy przebaczyć, ale Chrystus uzdalnia nas do tego, co po ludzku wydaje się niemożliwe.
– Kiedyś nakręcono ciekawy film. Jego bohaterem był sędzia piłkarski. W trakcie meczu podyktował rzut karny, który przesądził o zwycięstwie jednej z drużyn. Po meczu nie mógł bezpiecznie zejść z boiska, ponieważ był obrzucany wyzwiskami i butelkami przez kibiców przegranej drużyny, którzy nawet skandowali groźby zemsty wobec niego. Jakoś w końcu udało mu się wydostać ze stadionu. Jednak na tym jego problemy się nie skończyły. W ślad za nim ruszył najbardziej zagorzały kibic przegranych, który robił wszystko, aby dopaść swego największego wroga i dokonać na nim zemsty.
Z każdym kadrem filmu pokazywano, jak nasila się wobec niego wrogość i jakie piekło jest mu stwarzane.
Zabrakło przebaczenia w tak – wydawać by się mogło – błahej sprawie.
– Chyba w cyklu „Ekspres Reporterów” pokazano przed paru laty ciekawy reportaż zatytułowany „Żeby tylko nie było zimno”. Była to historia około trzydziesto- lub czterdziestoletniej kobiety z porażeniem mózgowym, mieszkającej w starej drewnianej chacie. Gdy się urodziła i stwierdzono u niej to schorzenie, matka od razu się jej wyrzekła i absolutnie nie chciała jej znać ani widzieć. Jej wychowaniem zajęli się dziadkowie. Gdy zmarli, została sama w ich domu. Miała trudności z podstawowymi codziennymi sprawami, jak choćby paleniem w starym piecu czy noszeniem wody do domu. Od czasu do czasu pomagali jej znajomi. Najgorzej było zimą.
Nawet gdy w jej dom uderzył samochód i go uszkodził, odszkodowanie wzięła jej matka, ponieważ na nią był zapisany dom, a ona sama nie otrzymała nic.
Brak przebaczenia i akceptacji drugiej osoby prowadzi do stwarzania jej piekła na ziemi poprzez brak miłości okazywanej przez zwyczajną bliskość i pomoc.
Warto też pamiętać, że przebaczenie nie zawsze oznacza pojednanie. Przebaczyć można nawet wtedy, gdy druga strona nie chce zmiany, ale przebaczenie zawsze oznacza rezygnację z nienawiści i zemsty.
Oczywiście w odniesieniu do siebie mamy bardzo duże poczucie sprawiedliwości: nam wszystko się należy, w tym oczywiście przebaczenie, zapomnienie win, a nawet niezauważanie tego, że coś złego uczyniliśmy innym.
Ale czy sami uważamy, że z naszej strony NALEŻY SIĘ przebaczenie naszym bliźnim?
Zanim jednak spojrzymy na winy innych, przypomnijmy sobie, jak wiele samym nam przebaczył Bóg. To właśnie doświadczenie Jego miłosierdzia uczy nas przebaczać bliźnim.
Czy wobec tego wybieram – jako uczeń Pana Jezusa – Jego naukę, mimo że jest trudna i wymagająca, ale odkrywam, że jedynie ona prowadzi do pięknego życia i prawdziwego szczęścia?
Czy też wybieram nieprzebaczenie, a wraz z nim piekło dla siebie i innych?
Pan Jezus przynosi nam niebo i otwiera je dla nas przez łaskę oraz dar przebaczenia. My jednak możemy zamykać przed sobą bramy nieba przez nieprzebaczanie bliźnim.
By móc dalej godnie – zgodnie z pragnieniem Pana Jezusa – uczestniczyć w Eucharystii, wzbudźmy w sercu wolę przebaczenia wszystkim, którzy przeciwko nam zawinili, i wprowadzajmy tę Jezusową naukę w nasze codzienne życie.
I niech to sprawia, że będziemy zaprowadzać niebo na ziemi nawet tam, gdzie do tej pory panuje najciemniejsze piekło. Amen.
o. Zbigniew Bruzi CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów (misjonarz ludowy i rekolekcjonista) – Bielsko-Biała

Gdy ideologia staje się bogiem
Gdy chodziłem jeszcze do szkoły, wydawało mi się, że bałwochwalstwo to temat należący do przeszłości. Nauczyciel historii przekonywał, że złote cielce, przed którymi klękały starożytne plemiona, przetrwały najwyżej w lasach Amazonii. W naszych cywilizowanych miastach triumfował oświecony socjalizm. Kilkanaście lat później cały świat oglądał upadek tego kolosa.
Czy staliśmy się wolni od potworów stworzonych przez człowieka? Nic bardziej mylnego. Mimo, że uważamy się za uczniów Jezusa, dalej hołdujemy bożkom. Zmieniliśmy im imiona, przebraliśmy w inne stroje, napisaliśmy nowe pieśni, wymyśliliśmy nowe słownictwo i stworzyliśmy alternatywną do ewangelicznej narrację rzeczywistości. Dla każdego boga właściwą. W jej obronie jesteśmy gotowi zwymyślać, opluć i zabić. Myśląc jedynie o sobie przenieśliśmy bluźniercze posągi naszego odwiecznego egoizmu do naszych rodzin, przedsiębiorstw, salonów, a przede wszystkim – do partyjnych biur. Stworzyliśmy bogów, którzy żądają od nas ślepego posłuszeństwa i nienawiści do innych.
Jeden z bogów to zawodowy sukces. Gdy praca staje się twoim absolutem, szybko zmieniasz się w wyznawcę potwora, który cię wkrótce pożre. Najpierw zżera twoją empatię, potem pozbawia przyjaciół, a na końcu – gdy dopadnie cię wiek emerytalny lub młodszy rekin z korporacji – orientujesz się, że twoje idealnie skrojone życie jest puste. Zostało tylko zgorzknienie i portfel, którym nie ma się z kim podzielić.
Bogiem może stać się nawet macierzyństwo, gdy matka składa całą swoją tożsamość na ołtarzu dziecka. Gotowa jest sprzedać duszę diabłu, by tylko było zdrowe i piękne. Co się dzieje, gdy to dziecko – ten mały, domowy bożek – dorośnie i pójdzie własną, nie zawsze idealną drogą? Świat matki rozpada się, bo zamiast kochać człowieka, kochała swoją rolę układaczki życia kogoś, kto i tak po swojemu ułoży sobie życie.
Nawet rodzina potrafi stać się świątynią hołdującą potworom, jeśli zamknie się w oblężonej twierdzy. Wówczas każdy z zewnątrz jest zagrożeniem, a świat staje się wrogiem, którego trzeba zwalczać dla „dobra domowego ogniska”. Miłość własnego gniazda postawiona ponad miłość Boga prowadzi do pogardy wobec sąsiada, szkolnego wychowawcy, który zwróci uwagę, czy wobec ubogiego, który poprosi o gościnę.
Ale najzabawniejsi i zarazem najbardziej przerażający są dzisiejsi katoliccy wyznawcy plemion politycznych. Mimo, że mają swoich bogów, to nadal chodzą do Kościoła i uważają się za pobożnych i wiernych tradycji. Klękają i biją się w piersi, a słuchając kazania weryfikują czy słowa kaznodziei są zgodne z najnowszym przemówieniem swojego partyjnego lidera. Jeśli ksiądz wspomniał coś o szacunku dla uchodźców, pomocy słabszym czy miłości nieprzyjaciół, a partia właśnie buduje kapitał na strachu i nienawiści – wyrok jest prosty. Ksiądz oszalał. Ksiądz to zdrajca, lewak, albo kryptofaszysta - zależy, po której stronie barykady stoi „pobożny” słuchacz.
Ba! niektórzy potrafią wezwać na dywanik samego papieża. Jeśli papież mówi coś o najnowszych wydarzeniach, co nie pasuje do ustalonej w partii narracji, to się myli, nie rozumie sytuacji. „To nie jest nasz papież!”. A szczytem ideologicznego narcyzmu jest przekonanie, że moja partia ma monopol na prawdę, więc jeśli Ewangelia czy biskup Rzymu myślą inaczej, to tym gorzej dla takiego Boga, którego wyznają.
Jeśli partia staje się twoim bogiem, to twoja tożsamość jako chrześcijanina jest zagrożona. Staje się krucha, jak papierowa dekoracja. Musisz nienawidzić każdego, kto nie klaszcze w ten sam rytm, bo to mogłoby zburzyć twój „bezpieczny domek” zbudowany z kart. Przestajesz widzieć człowieka – widzisz tylko barwy plemienne. Tracisz zdolność współczucia, samodzielnego myślenia i – co chyba najsmutniejsze – tracisz wolność. Stajesz się marionetką, której sznurkami pociąga genialny strateg z Nowogrodzkiej, Wiejskiej czy jakiejkolwiek innej ulicy, na której rezyduje twój ziemski bożek.
Bożek ideologii może mieć różne barwy, nie tylko partii politycznych. Jego wspólną cechą jest mamienie obietnicami, których dotrzymać nie może. Ani zawodowy sukces, ani naród, ani nadzieja pokładana w dzieciach, ani rodzina, nie mogą zastąpić wcielonego Boga – jedynego absolutu, który nadaje sens życiu chrześcijanina. W ostatecznym rozrachunku ta ucieczka w ramiona ideologii to nic innego jak kapitulacja przed trudem bycia człowiekiem, za którego umarł Chrystus.
Wojciech Żmudziński SJ – „deon.pl”
Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl

Kard. Müller: słabe chrześcijaństwo nie przeciwstawi się ekspansji islamu
Zachód przeżywa głęboki kryzys tożsamości, ponieważ odchodzi od swoich chrześcijańskich korzeni – ocenił kard. Gerhard Ludwig Müller. Emerytowany prefekt Kongregacji Nauki Wiary ostrzegł, że „wewnętrzna apostazja” Zachodu zbiega się z „energiczną ekspansją islamu”. Jego zdaniem odpowiedzią na ten proces nie może być ani relatywizm, ani fundamentalizm, lecz powrót do Chrystusa i misyjnego charakteru chrześcijaństwa.
Kard. Müller przedstawił tezy w przemówieniu przygotowanym na konferencję Tavole di Assisi 2026, która odbyła się 5 i 6 września w Asyżu. Tekst wystąpienia, do którego dotarł „The Catholic Herald”, poświęcony był m.in. sekularyzacji Zachodu, relacjom chrześcijańsko-muzułmańskim oraz znaczeniu misji Kościoła.
„Wewnętrzna apostazja” Zachodu
Zdaniem niemieckiego kardynała kurialnegoZachód znajduje się w „bezprecedensowym kryzysie tożsamości”. Nie jest on – jak podkreślił – jedynie skutkiem zagrożeń zewnętrznych. „Chrześcijański Zachód nie jest już tylko zagrożony przez siły zewnętrzne, ale ulega erozji w wyniku apostazji wewnętrznej” – stwierdził.
Kard. Müller wskazał na rozwój posthumanizmu, który określił jako „ideologię nihilistyczną”. Jego zdaniem próba wyzwolenia człowieka od Boga prowadzi ostatecznie do podważenia samej natury człowieka. Osoba ludzka zostaje sprowadzona do „manipulowalnej materii” i „algorytmu pośród algorytmów”, zamiast być postrzegana jako stworzona na obraz i podobieństwo Boga.
Procesowi temu towarzyszy „energiczna ekspansja islamu” w czasie, gdy społeczeństwa zachodnie rezygnują z przekonań religijnych, które przez wieki kształtowały europejską kulturę.
„Muzułmanie nie szanują słabego chrześcijaństwa”
Kard. Müller podkreślił, że islam – w przeciwieństwie do zsekularyzowanego Zachodu – „nie wstydzi się Boga” ani transcendencji. Jednocześnie zaznaczył, że chrześcijaństwo i islam przedstawiają radykalnie odmienne rozumienie objawienia i człowieka.
„Muzułmanie nie szanują słabego chrześcijaństwa, które wstydzi się Krzyża i sprowadza się do organizacji charytatywnej lub organu nadzorującego ochronę środowiska. Szanują tych, którzy wierzą” – powiedział.
Zdaniem purpurata duchowa pustka Zachodu może sprawiać, że islam jawi się niektórym jako „solidna skała”, zwłaszcza wobec prób redefiniowania natury ludzkiej, małżeństwa, życia i śmierci.
Kard. Müller odrzucił jednak przekonanie, że islam może być odpowiedzią na kryzys Zachodu. „Odpowiedzią na nihilizm nie jest fundamentalizm, lecz Chrystus, wcielony Logos” – zaznaczył.
Św. Franciszek i sułtan: nie tylko dialog
Podczas konferencji wiele miejsca poświęcono spotkaniu św. Franciszka z Asyżu z sułtanem al-Malikiem al-Kamilem podczas piątej krucjaty.
Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary skrytykował interpretacje, które przedstawiają to wydarzenie przede wszystkim jako zapowiedź współczesnego dialogu międzyreligijnego i pacyfizmu. Jego zdaniem takie ujęcie pomija zasadniczy wymiar misji świętego.
„Sentymentalny i relatywistyczny nurt przedstawił św. Franciszka jako prekursora współczesnego synkretyzmu, proroka pacyfistycznego dialogu jako celu samego w sobie, w którym wszystkie religie są równoważne i żadna nie posiada prawdy” – stwierdził kardynał.
Określił taką interpretację jako „fałszerstwo historyczne i teologiczne”. Jak podkreślił, Franciszek udał się do sułtana nie po to, by prowadzić jedynie rozmowy dyplomatyczne, lecz z „miłości do dusz” i przekonania o zbawczej misji Jezusa Chrystusa.
Dialog bez ukrywania własnej wiary
Kard. Müller zaznaczył, że autentyczny dialog międzyreligijny nie oznacza rezygnacji z własnej tożsamości.
„Dialog międzyreligijny, jeśli ma być autentyczny i pełen szacunku dla godności ludzkiej, nie może opierać się na ukrywaniu własnej tożsamości” – powiedział.
W jego ocenie właśnie postawa św. Franciszka pokazuje, że szacunek wobec wyznawców innych religii może iść w parze z jasnym świadectwem swej wiary.
Kardynał wezwał dlatego do ponownego odkrycia misyjnego wymiaru chrześcijaństwa. Jego zdaniem jest to dziś „nie tylko słuszne, ale pilne i niezbędne”.
„Zachód utracił wiarę, ponieważ utracił rozum”
Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary połączył sekularyzację z kryzysem zachodniej koncepcji człowieka. „Zachód utracił wiarę, ponieważ utracił rozum” – ocenił.
Jego zdaniem odejściu od chrześcijaństwa towarzyszy podważanie podstawowych prawd dotyczących ludzkiej natury. W sytuacji duchowej pustki atrakcyjność mogą zyskiwać religie oferujące zdecydowane odpowiedzi i mocne przekonania.
Niemiecki purpurat kurialny przestrzegł jednak przed szukaniem rozwiązania w fundamentalizmie. Alternatywą dla nihilizmu winna być – jak podkreślił – wiara zakorzeniona w Chrystusie i zgodna z rozumem.
„Zachód uratuje się przed posthumanizmem i nie zostanie wchłonięty przez inne religie, jeśli odzyska wartość misji” – stwierdził.
„Poza Jezusem Chrystusem nie ma zbawienia”
W końcowej części wystąpienia kard. Müller wezwał chrześcijan do otwartego głoszenia Chrystusa i wyjątkowości zbawienia chrześcijańskiego.
Jego zdaniem odpowiedzią zarówno na zachodni nihilizm, jak i na rozwój innych religii nie może być osłabianie wymagań wiary. Kościół powinien odzyskać świadomość swojej misji i ponownie postawić Chrystusa w centrum swojego przesłania.
Kardynał potwierdził w tym kontekście zasadę, że „poza Jezusem Chrystusem nie ma zbawienia”. Jego apel skierowany był przede wszystkim do samych chrześcijan i do Europy, która – w jego ocenie – coraz bardziej odcina się od swoich chrześcijańskich korzeni.
„Tylko wtedy, gdy Zachód ponownie umieści Boga w centrum, człowiek znów stanie się prawdziwie ludzki” – podsumował.

„Niedzielni katolicy” mają swoje historie
Zaczął się nowy rok szkolny i formacyjny, więc w parafiach pojawiają się ogłoszenia o przygotowaniach do sakramentów pierwszej spowiedzi i Komunii Świętej. Dla rodziców to rok pełen wyzwań, ale niejednokrotnie też ogromnej nadziei na ożywienie i pogłębienie relacji z Bogiem, choć do tego drugiego potrzeba nas – innych, zaangażowanych w Kościele ludzi świeckich.
Przeżyłam to dwa razy. Dwaj moi synowie przygotowywali się do przyjęcia sakramentów w parafii, w której mieszkamy. To był świadomy i głęboko przemyślany wybór. Często słyszałam od innych katolików zarzut, że moje dzieci nie poszły do Komunii wcześniej i robię im tym krzywdę (bo czasem jest taka możliwość by przyjąć sakramenty w młodszym wieku), albo tym, że posyłałam ich z setką innych dzieci, zamiast „przygotować porządnie” na spotkaniu wspólnoty Baranków. Jakże to było krzywdzące i głupie gadanie – dziś nie będę się w to jednak zagłębiać. Cieszę się, że dokonaliśmy właśnie takich wyborów i dziś nic bym nie zmieniła. Tym bardziej, że oba te przygotowania bardzo się od siebie różniły i nauczyły mnie czegoś cennego.
Dziś noszę w sobie bardzo głębokie przekonanie, że wielu ludzi żyjących wokół mnie tęskni za sacrum, za głębszym spotkaniem z Bogiem, ale nie potrafi samemu odnaleźć swojego miejsca w Kościele. To ci, o których pogardliwie mówimy czasem „niedzielni katolicy”, albo „ci od koszyczka na święconkę”. Spotkałam ich, ale miałam też ogromną szansę by móc poznać ich bliżej. Przy przygotowaniach młodszego syna, ksiądz poprosił mnie o koordynowanie grupy dla rodziców. Karkołomne, patrząc na to, że była nas przeszło setka… Jednocześnie było to dla mnie niezwykle ubogacającym doświadczeniem, bo stałam się mostem między nimi a parafią. Mostem, który w pewnym momencie zdał sobie sprawę z odpowiedzialności i obciążenia…
„Ci od koszyczka”, którzy przyznali, że nigdy nie mieli dobrego doświadczenia Kościoła i boją się o swoje dziecko, ale „skoro mówisz Madzia, że ksiądz jest okej i że damy radę, to ci wierzę”. Ci, którzy kiedyś szukali, ale zostali skopani, bo ich dziecko było za głośne w kościele i usłyszeli od starszej pobożnej pani, że „z takimi bachorami to na plac zabaw, a nie do kościoła”. Pierwszy raz, drugi, trzeci... To ci, których wiara zachwiała się w żałobie, po kolejnym poronieniu albo utracie pracy i nie mieli nikogo, kto pokazałby im Boga, który kocha, współcierpi i jest obok. Ci, na których patrzymy z góry, twierdząc, że wiemy lepiej od nich samych, co kryje się w ich sercach, motywacjach i myśleniu. A co jeśli żyjemy w błędzie? Co jeśli oni noszą w sobie głębokie, szczere pragnienie bliskiej relacji z Bogiem (i Kościołem), ale nie było im tego doświadczyć wcześniej i potrzebują dziś kogoś, kto pokaże im, że jest to możliwe? Potrzebują nie tylko księdza, który wysłucha ich spowiedzi po latach, ale też osoby świeckiej – innego rodzica, którego znają od lat z osiedla, albo spotkań pod szkołą – który odpowie im szczerze na pytanie: jak się na taką spowiedź umówić, jak się przygotować, do którego księdza najlepiej iść? Gdy pierwszy raz usłyszałam takie pytania rok temu, wiedziałam, że mam dwie drogi – potraktować z buta, niech sobie radzi sam, albo stanąć ramię w ramię i pomóc tak, jak umiem.
Nie oszukujmy się – jeśli ktoś do tej pory nie miał zbyt wielu dobrych doświadczeń z Kościołem, będzie ci się przyglądał. Tobie, który wyglądasz na osobę, która wie po co i dla Kogo przychodzi do kościoła. Nie będzie słuchać okrągłych słów, choć wyczuli ucho na to, jak wypowiadasz się o innych rodzicach. Będzie patrzeć na ciebie, zanim przyjdzie i zagada. Może pojawić się w naszych myślach ocena, ale zatrzymajmy ją. Pozwólmy innym na ich drogę, ich tęsknotę i szukanie Boga na nowo. Być może właśnie dzięki temu komuś uda się wrócić po latach. Obyśmy wszyscy tego zwyczajnie nie zepsuli…
Magdalena Urbańska – „deon.pl”

Pielgrzymka na czterech kółkach
Polska kryje dziesiątki wyjątkowych sanktuariów, które znajdują się poza utartymi szlakami. Pielgrzymka samochodem to wygodny sposób na odwiedzenie miejsc trudno dostępnych pieszo lub środkami transportu publicznego. Kilka prostych zasad sprawia, że taka wyprawa przebiega sprawnie i bez stresu.
Organizacja pielgrzymki samochodem – co warto wiedzieć?
Pielgrzymka samochodowa, którą organizujemy dla siebie i bliskich, wymaga nieco innego podejścia niż wyprawa piesza czy zorganizowana. Pierwszym krokiem jest wybór trasy – można wyruszyć do jednego miejsca lub zaplanować objazd kilku sanktuariów w ramach jednej podróży. Przy trasie objazdowej warto zadbać o to, by dzienne odcinki nie przekraczały 200-250 kilometrów. Pozwala to zachować czas na spokojną kontemplację i rzeczywiste zwiedzanie, a nie wyłącznie na jazdę. Dobrym rozwiązaniem jest nocleg w pobliżu sanktuarium lub w sąsiednim mieście.
Jeszcze przed wyjazdem warto sprawdzić godziny otwarcia świątyń. Kościoły mogą być niedostępne na przykład podczas nabożeństw. Portale polskich diecezji oraz strony internetowe poszczególnych sanktuariów na bieżąco aktualizują harmonogramy. Prostym sposobem na upewnienie się, że w wybranym terminie wizyta będzie możliwa, jest telefon do zakrystii.
Planując taką podróż, nie zapominaj o samochodzie. Szybki przegląd stanu technicznego pozwala uniknąć niespodziewanych awarii w trasie. Poza tym będziesz mieć czas na uzupełnienie formalności, np. zakup nowej polisy OC, jeśli jej ważność kończy się w terminie pielgrzymki. W HDI zrobisz to szybko przez internet, wejdź na stronę: https://hdi.pl/ubezpieczenie-oc/.
Kalwaria Zebrzydowska – polska Jerozolima
Kalwaria Zebrzydowska leży zaledwie 30 kilometrów od Krakowa, a mimo to przyciąga pielgrzymów z całej Polski – i słusznie. Sanktuarium powstało na początku XVII wieku z inicjatywy Mikołaja Zebrzydowskiego, który wzorował się na topografii Jerozolimy. Na okolicznych wzgórzach rozmieszczono kilkadziesiąt kaplic tworzących Drogę Krzyżową, którą można przemierzać pieszo, a samochód zaparkować u podnóża wzgórza. W 1999 roku Kalwaria znalazła się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, co dobitnie świadczy o jej wyjątkowości.
Warto przyjechać tu nie tylko w Wielkim Tygodniu, gdy odbywają się słynne misteria pasyjne, ale przez cały rok. Oprócz tego sanktuarium słynie z kultu maryjnego – znajduje się tu słynący łaskami obraz Matki Boskiej Kalwaryjskiej, natomiast w sierpniu obchodzony jest uroczysty odpust Zaśnięcia i Wniebowzięcia NMP.
Krzeszów – barokowy klejnot Dolnego Śląska
Na tle polskich sanktuariów Krzeszów wyróżnia się wyjątkową architekturą – opactwo cystersów z bazyliką Wniebowzięcia NMP jest uznawane za jedno z najpiękniejszych dzieł późnego baroku w Europie Środkowej. Świątynia zachwyca iluzjonistycznymi freskami, rzeźbami Petera Brandla i kunsztownym ołtarzem głównym, przez co jej wnętrze porównywane bywa z Wersalem. Wejście do bazyliki jest bezpłatne, płatne jest natomiast wejście do krypt, gdzie spoczywają szczątki fundatorów opactwa oraz piastowskich książąt śląskich. Przy kościele znajduje się kalwaria z dobrze utrzymanym szlakiem pieszym. Dla rodzin z dziećmi to idealne miejsce na połączenie pieszej wycieczki z duchowym przeżyciem.
Krzeszów leży w Kotlinie Kamiennogórskiej, w Sudetach Środkowych. To obszar o wyjątkowo malowniczym krajobrazie, który sam w sobie stanowi atrakcję podczas podróży. Wokół opactwa działa mała osada, gdzie można zjeść posiłek i kupić pamiątki. Polecamy połączyć wizytę z wycieczką w pobliskie Karkonosze lub Góry Kamienne.
Gietrzwałd – jedyne uznane objawienia maryjne w Polsce
Gietrzwałd na Warmii jest miejscem wyjątkowym w skali całego kraju. To jedyne miejsce w Polsce, gdzie objawienia maryjne zostały oficjalnie uznane przez Kościół katolicki za autentyczne. W 1877 roku Matka Boża miała ukazywać się dwóm dziewczynkom – Justynie Szafryńskiej i Barbarze Samulowskiej – wzywając do codziennego odmawiania różańca. Objawienia trwały od 27 czerwca do 16 września i przyciągały tłumy z całej ówczesnej Warmii.
Sanktuarium w Gietrzwałdzie leży kilkanaście kilometrów od Olsztyna, a dojazd samochodem zajmuje około 20 minut. Teren wokół kościoła jest spokojny i zadbany – z kaplicą przy źródle, do której przypisywane są uzdrowienia. Co roku odwiedza je blisko milion pielgrzymów. Warto przyjechać poza sezonem letnim, kiedy sanktuarium odzyskuje swoją wyjątkową ciszę i klimat. Wizytę w tym sanktuarium warto połączyć z wyprawą na pobliskie Jezioro Wulpińskie lub do Olsztyna, gdzie zachował się dobrze odrestaurowany zamek kapituły warmińskiej.
Kodeń – z wizytą u Królowej Podlasia nad Bugiem
Kodeń to niewielka miejscowość w województwie lubelskim, położona przy samej granicy z Białorusią. Miejscowość jest znana przede wszystkim z bazyliki Świętej Anny, w której znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Kodeńskiej, uznawany za jedno z najważniejszych przedstawień maryjnych w tej części Polski. Obraz ma bogatą i miejscami dramatyczną historię. Zanim ostatecznie trafił do Kodnia, przez stulecia wielokrotnie zmieniał właścicieli i miejsca przechowywania. Dziś sanktuarium prowadzą misjonarze oblaci, którzy sprawują opiekę zarówno nad kościołem, jak i nad samym wizerunkiem.
Wnętrze kościoła zachwyca bogatym, rzeźbionym sklepieniem i kolorowymi detalami. Szczególną uwagę przyciągają relikwie przechowywane w bazylice – w tym czaszka, uznawana za relikwię papieża Świętego Feliksa. Kodeń jest też bramą do Polesia i leży w pobliżu malowniczych terenów nadbużańskich. Dla zmotoryzowanych pielgrzymów to doskonałe miejsce na dłuższy pobyt.
Co zabrać i jak się przygotować do zwiedzania sanktuariów?
Dobra organizacja przed wyjazdem oszczędza czas i eliminuje niepotrzebny stres w trasie. Warto załadować mapy offline na telefon lub zabrać tradycyjną mapę drogową, gdyż przy bardziej oddalonych sanktuariach zasięg bywa ograniczony. Ponieważ większość świętych miejsc wymaga przemierzania dłuższych odcinków pieszo, przydadzą się wygodne buty z dobrą podeszwą. Do tego warto przygotować odpowiedni strój – w kościołach obowiązuje zasada zakrytych ramion i kolan, której nieprzestrzeganie może skutkować odmową wejścia.
Równie ważne jak ekwipunek jest zaplanowanie noclegu. Wiele sanktuariów prowadzi własne domy pielgrzyma, które są tańszą alternatywą dla prywatnych hoteli. Warto zapytać o dostępność bezpośrednio w parafii lub sprawdzić stronę sanktuarium. Domy pielgrzyma oferują przyzwoite warunki i spokojną atmosferę, a ich największą zaletą jest bliskość kościoła. Pozwala to uczestniczyć w porannych mszach bez konieczności wczesnego wstawania i pokonywania dodatkowych kilometrów.

Jak zachować się w kościele? Kilka podstawowych zasad,
o których nie wszyscy pamiętają
Wchodząc do kościoła, warto pamiętać, że jest to miejsce modlitwy, a nie poczekalnia, sala zabaw czy przestrzeń do spotkań towarzyskich. Kilka prostych zasad dobrego wychowania pomaga nie tylko oddać cześć Bogu, ale także uszanować modlitwę innych wiernych.
Fot. Pexels.com
Kościół jest miejscem, w którym spotykają się ludzie o bardzo różnych temperamentach, potrzebach i przyzwyczajeniach. Jedni przychodzą na Mszę Świętą w niedzielę, inni zatrzymują się na krótką modlitwę w ciągu dnia. Są osoby starsze, rodziny z małymi dziećmi, osoby chore i niepełnosprawne. Każdy ma prawo do spokojnej modlitwy. Dlatego warto przypomnieć sobie kilka podstawowych zasad, które nie dla wszystkich są oczywiste.
Płaczące dziecko? Czasem najlepiej po prostu wyjść
Małe dziecko może zapłakać podczas Mszy. To naturalne i trudno oczekiwać od niemowlęcia, że będzie zachowywało się jak dorosły. Problemem nie jest sam płacz, ale sposób reagowania na niego. Jeżeli dziecko przez dłuższą chwilę płacze, krzyczy lub głośno protestuje, rodzic powinien rozważyć wyjście z nim na chwilę z kościoła albo przejście do przygotowanego miejsca, jeśli świątynia takie posiada. Nie zawsze trzeba opuszczać kościół – czasem wystarczy przejść do zakrystii, przedsionka czy innego miejsca, z którego można uczestniczyć w liturgii bez zakłócania jej przebiegu.
Nie chodzi o to, by rodzic czuł się zawstydzony. Chodzi o prostą zasadę: jeśli dziecko przez dłuższy czas uniemożliwia skupienie innym, warto zareagować.
Kościół nie jest placem zabaw
Dzieci mają potrzebę ruchu, ale kościół nie jest miejscem do biegania, zabawy czy urządzania sobie wycieczek między ławkami.
Rodzice powinni zadbać o to, aby dziecko pozostało przy nich i stopniowo uczyło się zasad zachowania w świątyni. Jeżeli maluch jest jeszcze zbyt mały, aby spokojnie uczestniczyć w całej Mszy, trzeba dostosować się do jego możliwości. Można wyjść z nim na chwilę, zamiast pozwalać mu biegać po kościele, zaglądać do konfesjonału czy podchodzić do ołtarza. To również kwestia jego bezpieczeństwa.
Nie zajmujmy miejsca na skraju ławki
Kolejna pozornie drobna rzecz: siadanie na samym skraju ławki, kiedy w środku są wolne miejsca. Jeżeli ktoś usiądzie tak, że pozostali muszą przeciskać się przed nim, prosić o przesunięcie albo przechodzić przez całą ławkę, trudno mówić o szczególnej trosce o innych.
Warto przesunąć się do środka i zostawić miejsce osobom, które przyjdą później. A kiedy ktoś chce przejść do wolnego miejsca, dobrze jest wstać lub zrobić mu przestrzeń. W kościele nie powinniśmy walczyć o własny komfort kosztem innych.
Modlitwa nie musi być głośna
Modlitwa jest rozmową z Bogiem. Nie oznacza to jednak, że musi być słyszalna w całym kościele. Jeżeli ktoś modli się własnymi słowami, odmawia różaniec czy inne modlitwy, powinien pamiętać, że obok mogą znajdować się osoby skupione na własnej modlitwie. Głośne wypowiadanie prywatnych modlitw może skutecznie rozpraszać innych.
W kościele obowiązuje również odpowiedni strój
Kościół nie wymaga od każdego garnituru czy eleganckiej sukienki. Wymaga jednak szacunku dla miejsca, do którego przychodzimy. Strój powinien być schludny i stosowny do charakteru świątyni. Bardzo krótkie spodenki, głębokie dekolty, bardzo krótkie sukienki, odsłonięty brzuch czy ubrania typowo plażowe nie są właściwym wyborem na Mszę Świętą.
Nie chodzi o ocenianie człowieka po ubraniu. Chodzi o świadomość, że nie każde ubranie odpowiednie na plażę, siłownię czy letni spacer będzie równie odpowiednie w kościele.
Przed kościołem też można zachować ciszę
Głośne rozmowy, śmiech i żarty przed wejściem do kościoła mogą być doskonale słyszalne wewnątrz i przeszkadzać tym, którzy już się modlą.
Warto pamiętać, że cisza obowiązuje nie tylko po przekroczeniu progu. Na spotkanie towarzyskie przyjdzie czas po Mszy.
Papieros i przekąska mogą poczekać
Trudno o większy kontrast niż osoba wychodząca z kościoła i niemal natychmiast zapalająca papierosa pod samymi drzwiami świątyni.
Podobnie rzecz ma się z jedzeniem. Kościół nie jest miejscem na kanapki, chipsy, batoniki czy inne przekąski. Jeśli ktoś musi coś zjeść z powodów zdrowotnych, to oczywiście jest to inna sytuacja. W zwyczajnych okolicznościach jednak warto powstrzymać się od jedzenia w świątyni. To samo dotyczy żucia gumy. W czasie Mszy Świętej powinniśmy zachować skupienie i odpowiednią postawę.
Klękanie to nie przykucanie
Podczas Mszy Świętej są momenty, w których przyjmujemy postawę klęczącą. Jeśli pozwala na to zdrowie i sprawność fizyczna, warto rzeczywiście uklęknąć na oba kolana, zamiast wykonywać krótkie, niedbałe przykucnięcie.
Oczywiście osoby starsze, chore, z niepełnosprawnościami czy innymi ograniczeniami fizycznymi nie powinny być oceniane. W przypadku osób sprawnych chodzi natomiast o świadomość, że także postawa ciała jest elementem uczestnictwa w liturgii.
Nie rozmawiajmy podczas Mszy
To jedna z najbardziej oczywistych zasad, a mimo to wciąż zdarzają się sytuacje, w których ktoś komentuje kazanie, pyta sąsiada o sprawy rodzinne albo prowadzi półgłosem rozmowę przez większą część Mszy. Kościół nie jest miejscem rozmów towarzyskich. Jeżeli sprawa jest naprawdę pilna, można powiedzieć kilka słów szeptem. Zwykłe rozmowy powinny jednak poczekać do wyjścia ze świątyni.
Warto również wyciszyć telefon. Nie tylko po to, by nie zadzwonił podczas podniesienia, ale także po to, by nie sprawdzać wiadomości czy mediów społecznościowych w czasie liturgii.
Szacunek zaczyna się od małych rzeczy
Poniżej publikujemy film, który w humorystyczny sposób pokazuje przykłady niewłaściwego zachowania wiernych w kościele. Materiał zwraca uwagę m.in. na spóźnianie się na Mszę czy niewłaściwe wykonywanie znaku krzyża. Choć nagranie powstało w 1967 roku, wiele przedstawionych w nim sytuacji pozostaje zaskakująco aktualnych.
How to Behave in Church, Ireland 1967
CR's Video Vaults
Dobre zachowanie w kościele nie polega na przestrzeganiu dziesiątek skomplikowanych reguł. W gruncie rzeczy sprowadza się do jednej zasady: pomyślmy o tym, czy nasze zachowanie nie przeszkadza komuś, kto obok nas chce się modlić. Nie chodzi o to, aby tworzyć atmosferę lęku, w której każdy boi się zrobić najmniejszy gest. Chodzi o zwyczajną kulturę osobistą.
AA – „Opoka”

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
13 września - św. Jan Chryzostom, biskup i doktor Kościoła
|
|
•
|
13 września - bł. Franciszek Drzewiecki, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
14 września - Podwyższenie Krzyża Świętego
|
|
•
|
14 września - św. Albert, biskup
|
|
•
|
15 września - Najświętsza Maryja Panna Bolesna
|
|
•
|
15 września - św. Katarzyna Genueńska
|
|
•
|
15 września - bł. Antoni Maria Schwartz, prezbiter
|
|
•
|
15 września - bł. Józef Puglisi, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
15 września - bł. Paweł Manna, prezbiter
|
|
•
|
16 września - święci męczennicy Korneliusz, papież, i Cyprian, biskup
|
|
•
|
16 września - św. Edyta, ksieni
|
|
•
|
16 września - św. Eufemia, męczennica
|
|
•
|
16 września - św. Doroteusz z Tebaidy
|
|
•
|
16 września - błogosławieni Jan Chrzciciel i Hiacynt od Aniołów, męczennicy
|
|
•
|
17 września - św. Robert Bellarmin, biskup i doktor Kościoła
|
|
•
|
17 września - św. Zygmunt Szczęsny Feliński, biskup
|
|
•
|
17 września - św. Hildegarda z Bingen, dziewica i doktor Kościoła
|
|
•
|
17 września - św. Jan Macías, zakonnik
|
|
•
|
17 września - stygmaty św. Franciszka z Asyżu
|
|
•
|
17 września - św. Piotr z Arbués, męczennik
|
|
•
|
17 września - św. Marcin z Finojosa, biskup
|
|
•
|
17 września - św. Lambert z Liege, biskup i męczennik
|
|
•
|
17 września - bł. Zygmunt Sajna, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
18 września - św. Stanisław Kostka, zakonnik, patron Polski
|
|
•
|
18 września - bł. Fidel Fuidio Rodriguez, zakonnik i męczennik
|
|
•
|
18 września - bł. Józef Kut, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
19 września - św. January, biskup i męczennik
|
|
•
|
19 września - św. Franciszek Maria z Camporosso, zakonnik
|
|
•
|
19 września - św. Józef z Kupertynu, prezbiter
|
|
•
|
19 września - bł. Gerhard Hirschfelder, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
19 września - Najświętsza Maryja Panna z La Salette
|
|
•
|
19 września - św. Emilia Maria Wilhelmina de Rodat, zakonnica
|
|
•
|
20 września - święci męczennicy Andrzej Kim Tae-gŏn, prezbiter, Paweł Chŏng Ha-sang i Towarzysze
|
|
•
|
20 września - św. Józef Maria de Yermo y Parres, prezbiter
|
|
•
|
20 września - bł. Maria Teresa od św. Józefa, zakonnica
|
|
•
|
20 września - bł. Franciszek Martín Fernández de Posadas, zakonnik
|
|
•
|
20 września - kościół katedralny w Legnicy
|
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.