W BLASKU MIŁOSIERDZIA

38/1094 – 30 sierpnia 2026 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

Niedziela, 30 sierpnia 2026 r.

 

 

 

 XXII NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)

 

 

Kolor szat liturgicznych: zielony

 

 

 

Czytania:

Pierwsze czytanie: Jr 20,7–9

Psalm: Ps 63

Drugie czytanie: Rz 12,1–2

Ewangelia: Mt 16,21–27

 

Ewangelia:

Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie

Mt 16, 21-27

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie». Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku».

Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania».

 

Komentarze:

Być wiernym Bogu, wiernym Chrystusowi. O to chodzi w byciu chrześcijaninem. Nie o łatwe, wygodne życie, nie o chodzenie za światowymi modami i próbowanie, by przypodobać się niewierzącym. O wierność Bogu, wierność Chrystusowi. O tym przypominają czytania tej niedzieli...

Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam! – wołał w jednym ze swoich listów św. Paweł. Czytania tej niedzieli dają na to pytanie zaskakująca odpowiedź: wszyscy. Wszyscy przeciw nam. Wydawałoby się, iż znajomość z Bogiem jest gwarancją, że człowieka nic złego nie może spotkać. I poniekąd jest to prawda. Ale w czytaniach tej niedzieli znajdujemy ważne dopowiedzenie do tej prawdy: jeśli wiernie służysz Bogu, konsekwentnie zmierzasz ku krzyżowi. Jeśli możesz liczyć na łatwe życie, to dopiero w wieczności.

Hmmm... Może się okazać, że wszystko. Jedni, niewierzący, powiedzą, żeś fanatyczny talib. Inni, wierzący, powiedzą być może, żeś niemiłosierny faryzeusz, który zbyt wiele od siebie innych wymaga. Ale najważniejsze, by być wiernym Bogu. On kiedyś nas osądzi. Nie z odniesionych sukcesów. Z tego, czy byliśmy wierni Chrystusowi, Jego prawu. Ta wierność mimo przeciwności to zawsze było, jest i będzie nasze największe zwycięstwo.

Czytania tej niedzieli to przede wszystkim wyzwania, by być wiernym Bogu, by być wiernym Ewangelii. Takie gadanie, prawda? Po wielokroć przez nas słyszane. W praktyce zaś, także u tych, którzy do tej wierności wzywają...

Nie, nie chodzi w pierwszym rzędzie o ludzką słabość. "Wierność krzyżowi i Ewangelii" bywa rozumiana bardzo płytko. Ot, jako konieczność zademonstrowania wiary, jako konieczność przeciwstawienia się  takiej czy innej bezbożności współczesnego świata. Tymczasem to przecież coś znacznie więcej. To stosowanie ewangelicznych zasad w swoim życiu. Jeśli np. ktoś pomiata drugim człowiekiem, traktuje go w najlepszym wypadku jako służącego, to jaką wartość mają te jego wezwania do tej wierności krzyżowi i Ewangelii?

Andrzej Macura

 

Święta na dzisiaj:

Św. Małgorzata Ward

Nie znamy dokładnej daty urodzenia świętej Małgorzaty Ward. Wiemy natomiast, że miała pochodzić ze stosunkowo zamożnej rodziny oraz pełnić w Londynie funkcję damy dworu księżnej Whitall.

Historia jej życia nierozerwalnie wiążę się z losami księdza Williama Watsona – autora pracy „Quodlibets”, w której próbował rozprawić się z - błędną według niego - argumentacją zwolenników reform zapoczątkowanych przez Henryka VIII. Jego, popierający Kościół anglikański przeciwnicy, pojmali go i uwięzili w słynnej, londyńskiej Tower. Tam też odwiedzała go Małgorzata, która starała się dodawać mu otuchy, by pod wpływem bestialskich tortur, jakim go poddawano, nie wyrzekł się swej wiary. Z czasem też postanowiła dopomóc mu w ucieczce...

Oszukany strażnik więzienny, przemycony do zakratowanej celi sznur, dzięki któremu kapłan mógł wydostać się na zewnątrz, czekający w porcie statek, mający przetransportować go w bezpieczne miejsce... – wszystko to zdarzenia, które – ma się wrażenie – pochodzą ze scenariusz jakiegoś przygodowego filmu spod znaku „płaszcza i szpady”. Tymczasem miały one miejsce naprawdę. Tyle tylko, że w przypadku panny Ward nie zakończył się one hollywoodzkim happy-endem.

Władze więzienia szybko zorientowały się, że w ucieczce księdza pomóc musiała Małgorzata – była jedyna osobą, która przychodziła do niego w odwiedziny. Zaczęto więc i ją torturować, po czym zaproponowano, że zostanie wypuszczona na wolność, jeśli tylko wyrzeknie się swej wiary. Po tym, gdy Małgorzata odmówiła, została powieszona 30 sierpnia 1588 roku w podlondyńskim Tyburn – miejscu gdzie tradycyjnie w XVI wieku dokonywano egzekucji.

Beatyfikował ją Pius XI w 1929 roku, kanonizował zaś Paweł VI w roku 1970.

 

 

 

 

 

 

W dzisiejszym numerze:

- Kim jest dla ludzi, kim jest dla nich

- Potrzebny remont? To nie czekaj

- Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje

- Roztropny radykalizm

- Nasza przyszłość to single z psami i pustoszejące miasta? Może przy parafiach zaczniemy tworzyć "wioski życzliwości"?

- 500 mil

- 6 krótkich i mało znanych modlitw o wstawiennictwo św. Jana Chrzciciela

- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

 

 

 

Kim jest dla ludzi, kim jest dla nich

 

Od momentu wydarzeń pod Cezareą Filipową, kiedy Jezus pyta się swoich uczniów, kim jest dla ludzi, kim jest dla nich, rozpoczynamy schodzenie ku Jerozolimie.

Jesteśmy gdzieś pomiędzy wydarzeniami z Cezarei Filipowej, a Górą Przemienienia. Jezus mówi pierwszą zapowiedź męki. Słowo, które bulwersuje Szymona Piotra. Przed chwilą doskonale zdał egzamin, kim jest Jezus, teraz próbuje Jezusa korygować i poprawiać. „Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”.

To jest taka pokusa, która dotyka każdego z nas, żeby poprawiać Pana Boga, bo wiemy lepiej, bo nam się wydaje, bo radykalizm Ewangelii nam ciąży, bo chcemy palić Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek.

Jezus idzie do Jerozolimy i w tę niezwykłą podróż pragnie zabrać ciebie i mnie. Razem z Mistrzem idziemy na krzyż, co nas bulwersuje, co nas gorszy.

Często deklarujemy, że chcemy pójść za Jezusem, ale nie chcemy dźwigać tego, co nas krzyżuje, tego, co nas od Jezusa odrywa. Bo co znaczy wziąć swój krzyż? To zobaczyć na to, co mnie w mojej codzienności krzyżuje i oddala od Boga. Dokonać mocnego rachunku sumienia, by w drodze za Jezusem życie zyskać, a nie stracić. By krzyżem się nie gorszyć, ale odnajdywać w nim drzewo życia.

Pierwsza zapowiedź męki. Słowo o nas i dla nas.

 

ks. Wenancjusz Zmuda – „mateusz.pl”

 

 

 

 

 

 

Potrzebny remont? To nie czekaj

 

Skarżący się na swój los Jeremiasz, Jezus mówiący o czekającej Go męce... Bywa, że dawać posłuch Bogu, dawać posłuch Ewangelii, znaczy myśleć i działać inaczej, niż tego oczekuje otoczenie. Niekoniecznie niewierzące. Czasem i wołające do Chrystusa „Panie, Panie”, ale nie próbujące nawet żyć według Jego wskazań. Jeśli jednak chcę być naprawdę uczniem Chrystusa, nie mogę bać się z Jego powodu narażać. Na uśmieszki, drwiny czy (nie)święte oburzenia. Muszę porzucić pragnienie świętego spokoju, zapierać się samego siebie, brać ten krzyż wierności Bogu i Ewangelii i iść tą drogą, którą poszedł Chrystus. Jeśli trzeba będzie, to i na ukrzyżowanie...

 

„Nie bierzcie więc wzoru z tego świata – podkreślił w czytanym dziś fragmencie Listu do Rzymian święty Paweł     lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu miłe i co doskonałe”.  Porzucić koleiny myślenia, przyzwyczajenia; odnowić swój umysł tak, by wartościował zgodnie z wolą Bożą. To nie jest znów takie trudne. Trzeba tylko zauważyć, ze coś z moim myśleniem, wartościowaniem, nie tak...

 

„wiara.pl”

 

 

 

 

 

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż

 i niech Mnie naśladuje

 

 

Dzisiejsza Ewangelia nie należy do łatwych. Jezus mówi: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”.

 

To słowa, których nie da się wygładzić ani zastąpić jakąś wygodniejszą wersją Ewangelii. Gdybyśmy mogli wybierać z Ewangelii tylko to, co nam odpowiada, mielibyśmy religię bardzo przyjemną i bezpieczną. Zostalibyśmy przy opowiadaniach o narodzeniu Jezusa, Jego cudach, uzdrowieniach, przypowieści o synu marnotrawnym, miłosiernym Samarytaninie czy faryzeuszu i celniku. Ale może chcielibyśmy pominąć dzisiejsze słowa o zaparciu się siebie, krzyżu, ofierze i oddaniu życia.

 

 A przecież z Biblii przyjmujemy nie tylko obietnice pocieszenia, uzdrowienia i pokoju, ale także wymagania, które prowadzą do prawdziwego życia.

 

 Prorok Jeremiasz mówi dzisiaj z niezwykłą szczerością: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść”.

 

Jeremiasz nie wypowiada tych słów w chwili łatwej. Jego misja była trudna. Doświadczał odrzucenia, samotności i cierpienia. Mógł powiedzieć: „Panie, pomyliłem się. Nie chcę już być Twoim prorokiem”. Jeremiasz odkrył, że służba Bogu nie zawsze będzie łatwa, ale nie może już żyć tak, jakby Boga nie było. Boże słowo stało się dla niego jak ogień płonący w sercu, którego nie potrafił zatrzymać. Nawet zniechęcenie i cierpienie nie były silniejsze od powołania, które otrzymał od Boga.

 

 Można dziś zapytać siebie: Czy ja naprawdę dałem się „uwieść” Chrystusowi? Czy Jezus jest dla mnie tylko dodatkiem do życia, pocieszeniem w trudnej chwili, czy też Tym, któremu oddaję całe swoje życie?

 

 Święty Paweł pisze do Rzymian: „Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej”.

 

To nie jest wezwanie do pogardy dla życia ani do szukania cierpienia dla samego cierpienia. Chrześcijaństwo nie mówi, że ból jest dobry sam w sobie. Jezus nie zachęca do krzywdzenia siebie ani innych. On sam uzdrawiał, pocieszał i ratował człowieka. Krzyż nie oznacza biernego przyjmowania zła. Oznacza wierność miłości także wtedy, gdy miłość wiele kosztuje.

 

„Ofiarować swoje ciało” oznacza oddać Bogu konkretne życie: swoje ręce, aby pomagały; usta, aby mówiły prawdę i pocieszały; oczy, aby zauważały cierpiących; serce, aby nie zamknęło się na drugiego człowieka; czas i siły, aby służyć.

 

 Święty Paweł dodaje jednak jeszcze jedno ważne wezwanie: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”. Świat często podpowiada: unikaj cierpienia za wszelką cenę, wybieraj to, co łatwe i wygodne, myśl przede wszystkim o sobie. Tymczasem Chrystus mówi: „Idź za Mną”. Nie zaprasza do cierpienia dla cierpienia, ale do miłości, która nie ucieka, gdy zaczyna kosztować.

 

 W dzisiejszym świecie widzimy wiele krzyży. Doświadczamy coraz silniejszych upałów, pożarów, suszy i klęsk żywiołowych. W różnych miejscach świata ludzie cierpią z powodu chorób i epidemii. także z powodu lęku przed wirusami, takimi jak Ebola. Trwają wojny i konflikty: na Ukrainie, w Gazie, w Iranie i w wielu innych miejscach, o których czasem media mówią mniej. Giną niewinni, rodziny są rozdzielane, dzieci tracą domy, a ludzie żyją w ciągłym strachu.

 

Wobec takiego ogromu cierpienia łatwo popaść w bezradność. Możemy powiedzieć: „Co ja mogę zrobić? Świat jest zbyt wielki, a moje możliwości zbyt małe”. Ale Ewangelia nie pozwala nam uciec w obojętność. Nie każdy z nas może zakończyć wojnę czy zatrzymać pożar. Każdy jednak może odmówić modlitwę, pomóc potrzebującemu, wesprzeć rodziny uchodźców, nie szerzyć nienawiści, nie usprawiedliwiać przemocy, mówić prawdę i budować pokój tam, gdzie żyje.

 

 Każdy z nas jest wezwany, aby wziąć swój krzyż i iść za Chrystusem. Nie każda życiowa trudność jest od razu krzyżem w sensie Ewangelii. Choroba, cierpienie, trudne obowiązki czy bolesne doświadczenia stają się naszym krzyżem wtedy, gdy przeżywamy je w zjednoczeniu z Chrystusem i pozostajemy Mu wierni.

 

Naszym krzyżem może być cierpliwa opieka nad chorym, troska o starszego człowieka, przebaczenie, którego długo nie potrafimy udzielić, uczciwość w pracy, wierność małżeńska, wychowanie dzieci, trwanie przy kimś samotnym. Czasami krzyżem jest również odważne powiedzenie „nie” złu, kłamstwu, pogardzie i przemocy.

 

 W Ewangelii Piotr mierzy się z pokusą łatwej drogi.

 

Gdy Jezus mówi uczniom o swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu, Piotr sprzeciwia się temu: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”.

 

Piotr chciał Jezusa chwalebnego, ale bez krzyża. Chciał Mesjasza zwycięskiego, ale nie cierpiącego.

 

Z czasem jednak ten sam Piotr przeszedł głęboką przemianę. Po zmartwychwstaniu i zesłaniu Ducha Świętego nie uciekał już przed krzyżem. Sam oddał życie za Chrystusa. Ten, który najpierw odrzucał drogę krzyża, później poszedł nią aż do końca. To pokazuje, że Jezus nie potępia człowieka za jego słabość, ale cierpliwie prowadzi go do dojrzałej wiary.

 

Ta pokusa jest obecna także w nas. Chcemy pokoju, ale bez wyrzeczenia. Chcemy zgody, ale bez przebaczenia. Chcemy lepszego świata, ale bez zmiany własnego serca. Chcemy, aby inni poświęcali się dla dobra wspólnego, podczas gdy my zachowamy wygodę i bezpieczeństwo.

Krzyż nie jest jednak celem samym w sobie. Celem jest życie. Jezus nie mówi: „Szukaj cierpienia”, lecz: „Idź za Mną”. A droga za Nim czasem prowadzi przez cierpienie, ale ostatecznie prowadzi do zmartwychwstania.

 

 Dzisiejsza Ewangelia pyta nas: „Czy kochasz Chrystusa na tyle, aby iść za Nim także wtedy, gdy Jego droga wymaga ofiary?”.

 

 Każdy z nas ma swój krzyż. Nie jesteśmy jednak wezwani, aby nieść go samotnie. Jezus idzie przed nami. Jego krzyż pokazuje, że miłość może być silniejsza niż nienawiść, prawda mocniejsza niż kłamstwo, a nadzieja większa niż rozpacz.

 

Tak było w życiu Jeremiasza. Ogień Bożego słowa okazał się silniejszy niż jego zniechęcenie. Tak było także w życiu Piotra. Miłość do Chrystusa okazała się silniejsza niż jego lęk. Tę samą drogę Pan otwiera także przed nami.

 

 Prośmy dziś:

Panie Jezu, uczyń z naszego życia „żywą ofiarę” – nie przez wielkie słowa, lecz przez codzienną miłość, wierność i służbę.

Pociesz cierpiących na Ukrainie, w Gazie i w każdym miejscu dotkniętym wojną.

Chroń ludzi przed pożarami, upałami i chorobami.

A nam daj serca, które nie przechodzą obojętnie obok ludzkiego cierpienia.

 

 Pamiętajmy:

 chrześcijanin nie szuka krzyża, ale gdy go spotyka, niesie go razem z Chrystusem. A krzyż przeżywany z Chrystusem nigdy nie jest końcem drogi – jest drogą do zmartwychwstania. Amen.

 

o. Andrzej Szorc CSsR – „redemptor.pl”

Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Gdynia

 

 

 

 

 

 

Roztropny radykalizm

 

Radykalizm budzi w nas skrajne emocje. Może powodować strach i lęk, bo często jest związany z przemocą czy ideologią. U innych wywoła lekceważenie lub nawet pogardę, bo radykalizm nieraz wydaje się redukować życie do jakiegoś wymiaru i pozbawiać je jego wartościowych aspektów. Radykalizm może też budzić podziw czy zachwyt, bo taka postawa sprawia, że wszystko wydaje się wyraziste i niejednokrotnie pełne sprawczości. Czy jednak życie wymaga od nas w ogóle bycia radykalnym? I co oznaczają słowa Jezusa skierowane do Piotra, że nie myśli po Bożemu, tylko po ludzku?

 

Pragnienie miłości bez domieszki cierpienia, podejmowanie decyzji bez realnych konsekwencji, radość z życia bez doświadczenia przemijania – to chyba oznacza myślenie po ludzku. Dziecinne i naiwne: „Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”, które nie pozwala przyjąć perspektywy prawdziwego życia.

 

Myślenie po Bożemu wymaga radykalnego zaangażowania, ale takiego, do jakiego zachęca nas słowo. Powiedzenie: „Uwiodłeś mnie, Panie” to zgoda na to, by pragnienie zagościło w sercu i stało się motorem naszego działania. To jednak nie zwykłe chęci, ale łaska Boża, która zapala i towarzyszy naszemu staraniu, by pragnienie to trwało i stawało się coraz mocniejsze. Jakie pragnienie? Pragnienie życia w coraz głębszej komunii z Bogiem i z tymi, których nam daje na naszej ścieżce życia.

 

Radykalne zaangażowanie w życie wymaga jeszcze jednego elementu, bo samo pragnienie, choć fundamentalne, nie określa kierunku i może zaprowadzić na manowce. Słowo zachęca do „rozumnej służby Bożej”. Radykalizm to więc nie tylko zapał, ale i roztropne rozeznanie: kiedy, gdzie, w jakim stopniu i w jakich okolicznościach mądrze jest być radykalnym, to znaczy złożyć „ofiarę żywą, świętą i Bogu miłą”.

 

Można być głupio radykalnym. Sztuką jest rozpoznać, kiedy słusznie jest złożyć ofiarę z czegoś, co dobre i wartościowe, po to, by zyskać jeszcze lepsze i wieczne. Prawdziwe życie pełne miłości.

 

Tomasz Mochoń OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

 

 

Nasza przyszłość to single z psami i pustoszejące miasta? Może przy parafiach zaczniemy tworzyć "wioski życzliwości"?

 

Singli coraz więcej. Dzieci coraz mniej. Relacje, które by pozwoliły ludziom tworzyć szczęśliwe związki, w erozji. Coraz więcej lęku i niepewności. Gdy się czyta raporty i statystyki, tak się właśnie przedstawia społeczna sytuacja na dziś. Mamy w Kościele sprawdzoną wiedzę i narzędzia, by pomagać w tworzeniu mocnych i szczęśliwych związków i włączać ludzi do życzliwej, wspierającej się wspólnoty. Może byśmy je wreszcie odkopali i zaczęli ich używać z myślą o innych?

 

Czemu spada liczba dzieci? Choć GUS podał właśnie, że w statystykach nastąpił leciutki wzrost, powrotu połowy 2018 roku, gdy urodziło się czterysta tysięcy dzieciaków. Już nie ma. Powodem nie są już tylko kwestie finansowe, trudności mieszkaniowe, zły dla matek rynek pracy ani przypisywany zwłaszcza kobietom „życiowy egoizm”. Mocno widoczny w społeczeństwie powód jasno nazwał w rozmowie z Interią Mateusz Łakomy, ekspert od demografii. A powiedział, że największym obecnie problemem są trudności z wchodzeniem w relacje i budowaniem związków.

 

Właściwie nie ma się co dziwić, bo takie są ponoć światowe trendy: Europa powoli staje się światem singli. Poza statystykami jasnym dowodem jest handel, który z konieczności pierwszy reaguje na zmiany społeczne. W wielkich marketach rozbudowują się działy z artykułami dla zwierząt, a działy z artykułami dziecięcymi się zwijają. Kilka miesięcy temu przy kasach jednego z mniejszych marketów pojawiły się nowe „kinderniespodzianki” – biorę w cudzysłów, bo w opakowaniu w kształcie jajka znajduje się smaczek i zabawka… dla psa. Lub dla kota. Całość, bagatela, kosztuje dwie dychy (dziecięce czekoladowe jajka z zabawką – trzy lub cztery razy mniej).

 

Wizję możliwej przyszłości przeżyłam ostatnio w drodze do Stralsund – niemieckiej miejscowości nad Bałtykiem, położonej niecałe dwieście kilometrów od granicy. Po której przejechaniu przez następne dwie godziny jazdy nie widzieliśmy żadnych ludzi poza pięcioma rowerzystami, choć był środek dnia. Małe wsie i miasteczka wyglądały jak sceneria do katastroficznego filmu: zielone, zadbane, urocze – i kompletnie wyludnione. Starzejące się społeczeństwo woli – lub już musi - spędzać czas w domu, nie na letnim, słonecznym powietrzu. W Polsce zaczyna się dziać podobnie: w szybkim tempie wyludniają się wioski i małe miasteczka na prowincji – bywa, że w ciągu dwudziestu lat znika połowa mieszkańców. A nowych nie przybywa. Fakt jest niepodważalny: Polacy mają coraz mniej dzieci.

 

Nie chcę tu wchodzić w dywagacje, czy nie chcą, bo wolą „psa i mniejszą odpowiedzialność”, czy nie mogą zajść w ciążę (już kilka lat temu statystyki były alarmujące, a liczba par mających problem z poczęciem sięgała niemal 40 procent). W takie rozkminy świetnie wchodzą inni, oskarżając się nawzajem albo o skrajny egoizm i posiadanie „psiecka”, albo o tradycjonalizm zmuszający (także ekonomicznie) kobiety do roli matek bez pytania ich o zdanie.

 

Ja nie wchodzę, bo bardzo mnie boli, gdy słyszę kąśliwe komentarze o karierze i egoizmie pod adresem bezdzietnej kobiety sukcesu, o której wiem, że ma za sobą pięć poronień. Albo gdy na kazaniu dowiaduję się, że jedyna akceptowalna w Kościele ścieżka dla kobiety (poza konsekracją) to heroiczne macierzyństwo bez względu na wszystko i widzę reakcje samotnych kobiet po trzydziestce, słuchających hymnów pochwalnych na cześć ideału, o którym kiedyś marzyły, ale nie znalazły męża. Oceny na ogół łamią czyjeś już mocno poranione serce. I nie pomaga w tym używanie różnych argumentów za i przeciwko macierzyństwu przez prawicowe i lewicowe ruchy społeczne, kochające się oburzać i zaogniać sprawę.

 

Dlatego mocno mnie poruszyło kilka zdań z homilii biskupa Artura Ważnego sprzed kilku dni. Powiedział w niej, że Kościół nie może surowo pouczać młodych ludzi, którzy boją się zakładać rodziny. Że powinien być raczej miejscem, w którym można znaleźć ludzi mówiących: nie bójcie się. Pomożemy. Materialnie, duchowo, po ludzku, po prostu. Będziemy w tym z wami. Jest w tym stwierdzeniu bardzo czuła mądrość Ewangelii, która mówi, że Bóg, gdy masz trudności, daje ci ludzi, którzy tak zwyczajnie będą i pomogą.

 

I widzę, że to jest możliwe. Oczywiście, że wymagające – ale możliwe. Tworzenie przy parafiach takich miejsc, zwykłych wspólnot ludzi bez szczegółowych planów formacyjnych, małych wiosek, w których nikt nie zostaje z problemem sam. Mamy w Kościele ludzi w szczęśliwych, wieloletnich związkach, którzy potrafią zrozumieć cudze lęki i wątpliwości i podzielić się swoim doświadczeniem. Mamy ludzi skierowanych ku innym, chętnych do pomocy, życzliwych, chcących dawać zamiast tylko brać. A gdyby tak po prostu zacząć, nie dzieląc ludzi na wierzących i niewierzących, tych, co chodzą do kościoła i takich, co nie chodzą, tylko małymi krokami, bardzo lokalnie, bez wielostronicowych programów duszpasterskich zacząć otwierać przestrzenie przy parafii na zwykłe, luźne spotkania „życzliwej wioski”, która najpierw się poznaje, a potem zaczyna się o siebie troszczyć i pomagać w małych, codziennych rzeczach? I to bez konieczności organizowania spotkań z obowiązkowym komponentem religijnym.

 

Przecież to właśnie jest miłość bliźniego w praktyce: znać się z ludźmi na tyle, żeby dostać od kogoś nadwyżkowe pierogi, pożyczyć rowerka, posłuchać czyichś marzeń o rodzinie, uspokoić czyjś lęk swoim doświadczeniem małych cudów, które z czułością czyni Ojciec dla tych, którzy mu ufają, zrobić zrzutkę na hydraulika dla kogoś, kogo akurat nie stać, albo upiec ciasto na przedszkolny kiermasz komuś, komu rozchorowało się dziecko i się nie wyrobi.

Czy nie po to właśnie mamy Kościół?

 

Marta Łysek – „deon.pl”

 

 

 

 

 

500 mil

 

A może jeszcze dalej? Bo dla bohaterów tego filmu wyprawa do ukochanego dziadka zdaje się być podróżą na drugi kraniec świata.

 

I trochę taką jest. Wszak z Wielkiej Brytanii muszą się przedostać za morze. Do Irlandii. Na mapie - nic takiego. Rzut beretem. Ale dla dzieciaków, które zwiały z domu, nie lada problem.

 

A jeszcze większy dla rodziców, którzy, gdy dowiedzą się co się stało, ruszą w te pędy na poszukiwania. Choć akurat dla nich ta dramatycznie stresująca sytuacja może okazać się błogosławieństwem. Ich relacja przez lata mocno się zmieniła. Zaczęli się od siebie oddalać. Rozwód wisi w powietrzu. Teraz maja okazję nieco dłużej pobyć ze sobą, pogadać…

 

Niesamowity to film. Zwłaszcza jego klimat. Irlandzki (typowe brzmienia tamtejszych tradycyjnych instrumentów towarzyszą nam niemal przez cały seans, a więc i nadają odpowiednie tempo tej i tak wartko toczącej się historii).

 

W rolach głównych m.in. weteran brytyjskiego kina Bill Nighy oraz nowe twarze (a może już gwiazdy?) – znana chociażby z „Gry o tron” Maisie Williams oraz pamiętny „Jojo Rabbit”, Roman Griffin Davis, który w filmie „500 mil” rolę ma jakoś tam podobną do tej, którą grał w absurdalnej produkcji Taika Waititi, aczkolwiek tonacja jest tu absolutnie inna. Bardziej rodzinna, dramatyczna, a i nie pozbawiona piękna, bo prócz muzyki mamy tutaj także zapierające dech w piersiach irlandzkie krajobrazy. Jeden z większych atutów tego chwytającego za serce filmu.

 

Filmu, którego przesłaniem, jak mówi jego reżyser, Morganem Matthews, „jest to, że to, co nas łączy i spaja, jest ostatecznie silniejsze niż to, co nas dzieli”. Czyli będzie happy end?

 

Tego oczywiście Państwu nie zdradzę. Zresztą to nie jest obraz jednowymiarowy. Tu, podobnie jak w życiu, nic nie jest do końca czarne albo białe. Coś się uda, coś zawali. W jednej chwili kamień z serca, w kolejnej czekanie na cud. Jakieś nadzieje, ale stuprocentowej pewności brak.

 

Najważniejsze jednak, a o to przecież chodzi w kinie, że to się ogląda. A przy tym główkuje. I emocjonuje. Bo perypetii tutaj tyle, że można by nimi obdzielić jeszcze ze dwie inne produkcje.

 

Dobry film. Fajny film. A do tego życiowy.

 

Poniżej zwiastun:

{youtube} hK8cw4GLHaU{/yputube}

 

Piotr Drzyzga  - „wiara.pl”

 

 

 

 

 

6 krótkich i mało znanych modlitw

o wstawiennictwo św. Jana Chrzciciela

 

„O głosie Słowa, daj głos! Ty, lampo Światła, daj nam blask!” – w uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela zwracam się pokornie ku temu, który chrzcił Jezusa w wodach Jordanu.

 

Modlitwy za wstawiennictwem św. Jana Chrzciciela

 

Modlitwa 1

Chrzcicielu Chrystusa, pomnij o nas wszystkich, byśmy oczyszczeni zostali z nieprawości naszych. Tobie bowiem została dana łaska wstawiania się za nami. Amen.

 

modlitwa 2

O głosie Słowa, daj głos! Ty, lampo Światła, daj nam blask! O zwiastunie Słowa, daj nam chyżość słowa, abyśmy dzisiaj radowali się przez sławienie ciebie samego godnymi pochwałami. Amen.

(Sofroniusz z Damaszku)

 

modlitwa 3

Święty Janie, Zwiastunie Chrystusa, Przyjacielu Oblubieńca, nie przestawaj wraz ze świętymi modlić się za nas do Boga. Amen.

(Modlitwa z X wieku)

 

modlitwa 4

Witaj, Janie święty, czcigodny Chrzcicielu, godny wyniesienia ponad innych świętych, po Chrystusie i Maryi godny szczególnej czci. Nieustannie wznoś za nami modlitwy do Pana. Amen.

(Modlitwa do Jana Chrzciciela, XIV w., z kodeksu oksfordzkiego kolegium Świętej Trójcy)

 

modlitwa 5

Ciebie też, wielki Chrzcicielu, pokornie prosimy, tego, któregoś nam Barankiem ukazywał, przez możną przyczynę twoją, ukaż nam Królem nad królami królującym, ku nam łaskawym, abyśmy w towarzystwie twoim królowali z Nim w pociechach wiecznych. Amen.

(Piotr Skarga)

 

modlitwa 6

Prosimy ciebie, Chrzcicielu, prawodawco sprawiedliwego życia, bądź naszym orędownikiem, który niszczy strzały śmierci. Heroldzie Chrystusa, Janie, okazicielu Baranka Bożego, chrzcicielu Zbawiciela, poleć nas Bogu: proś Chrystusa za nami. Amen.

 

„aleteia.pl”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

30 sierpnia - św. Małgorzata Ward, męczennica

30 sierpnia - święci Gwaryn i Amadeusz, biskupi

30 sierpnia - św. Juniper Serra, prezbiter

30 sierpnia - przebicie serca św. Teresy od Jezusa, dziewicy i doktora Kościoła

30 sierpnia - bł. Ghebre Michał, prezbiter i męczennik

30 sierpnia - bł. Alfred Ildefons Schuster, biskup

30 sierpnia - Rebeka, żona Izaaka

31 sierpnia - św. Józef z Arymatei

31 sierpnia - św. Nikodem

31 sierpnia - św. Arystydes Marcjanus, męczennik

31 sierpnia - św. Jan z Riły, pustelnik

31 sierpnia - św. Rajmund Nonnat, kardynał

31 sierpnia - bł. Piotr Tarrés y Claret, prezbiter

31 sierpnia - kościół katedralny w Bydgoszczy

 

1 września - bł. Bronisława, dziewica

1 września - św. Teresa Małgorzata Redi od Najświętszego Serca Jezusa, dziewica

1 września - Najświętsza Maryja Panna, Królowa Pokoju

1 września - św. Dulcelina

1 września - Jozue, praojciec

1 września - Gedeon, sędzia Izraela

1 września - Rut

2 września - błogosławieni męczennicy Jan Franciszek Burté, Apolinary Morel, Seweryn Girault oraz Towarzysze

2 września - św. Beatrycze z Silvy, dziewica

2 września - św. Wilhelm, biskup

2 września - bł. Ingrida Szwedzka, zakonnica

3 września - św. Grzegorz Wielki, papież i doktor Kościoła

3 września - św. Marinus, pustelnik

3 września - św. Feba z Kenchr, wdowa

3 września - bł. Gerard z Jerozolimy, zakonnik

3 września - bł. Brygida od Jezusa Morello, zakonnica

4 września - błogosławione męczennice z Nowogródka - Maria Stella i Towarzyszki

4 września - św. Rozalia, dziewica

4 września - Najświętsza Maryja Panna Matka Pocieszenia

4 września - błogosławieni Jan Karol M. Bernard du Cornillet, Jan Franciszek Bonnel de Pradal i Klaudiusz Ponse, prezbiterzy i męczennicy

4 września - św. Bonifacy I, papież

4 września - bł. Katarzyna z Racconigi

4 września - bł. Maria od św. Cecylii Rzymianki, zakonnica

4 września - Mojżesz, prorok i prawodawca

4 września - kościół katedralny w Łomży

5 września - św. Matka Teresa z Kalkuty, dziewica i zakonnica

5 września - św. Wiktoryn, męczennik

6 września - św. Magnus z Füssen

6 września - bł. Michał Czartoryski, prezbiter i męczennik

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

 dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor

                               (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.