W BLASKU MIŁOSIERDZIA
46/1102 – 25 października 2026 r. A.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 25 października 2026 r.
XXX NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)
AKTUALNOŚCI
Kolor szat liturgicznych: biały
W kościołach poświęconych, w których data poświęcenia nie jest znana:
UROCZYSTOŚĆ ROCZNICY POŚWIĘCENIA KOŚCIOŁA WŁASNEGO

Czytania:
Pierwsze czytanie: Wj 22, 20-26
Psalm: Ps 18
Drugie czytanie: 1 Tes 1, 5c-10
Ewangelia: Mt 22, 34-40
Ewangelia:
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?»
A oni odpowiedzili: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków».
Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?»
Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego».
Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».
Komentarze:
Miłość Boga i bliźniego to zawsze konkret. To chyba najważniejsza nauka płynąca z czytań tej niedzieli. I jednocześnie najistotniejsze ich wyzwanie: widzieć ten konkret, ale nie zacieśniać go do litery prawa, a widzieć kierunek, w którym ten konkret prowadzi.
Bóg jest miłością. Stworzył nas z miłości i dla miłości. Odkupił i zbawił z miłości, posyłając Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. Z Jego miłości, narodziliśmy się na nowo i miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który jest nam dany. Dzięki Duchowi Świętemu miłujemy Boga z całego serca, a braci tak, jak umiłował nas Chrystus. W Królestwie Niebieskim jest miejsce tylko na miłość.
Po co bawić się w szczegóły, gdy wystarczy jedno ogólne prawo? Bez jasnego kierunku w gąszczu przepisów można się zagubić. Bywa jednak, że samo wyznaczenie kierunku to za mało: bez konkretu miłość staje się czczą deklaracją.
Nie uciskaj przybysza, nie krzywdź sieroty i wdowy, nie uprawiaj lichwy, nie bądź bezwzględny wobec ubogiego. Są takie przykazania? Ano są. W Księdze Wyjścia podane zaraz po dekalogu, jako jego ukonkretnienie. Świetnie też ukonkretniają ogólne przecież przykazanie miłości Boga i bliźniego, o którym słyszymy w Ewangelii tej niedzieli.

W dzisiejszym numerze:
- „Biblijne konteksty”
- Wierzymy. A czy zaliczamy się do "porządnych ludzi"?
- „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”
- Różaniec bez nudy. Jan Paweł II pokazał, jak modlić się głębiej
- Kard. Ryś: Jan Paweł II, który pokazał twarz Bożego Miłosierdzia
- Długopis zamiast klawiatur. Co się dzieje, gdy piszesz ręcznie?
- Gdy syn cię zapyta
- O gorącej tęsknocie wielu ludzi poboznych do ciała chrystusowego
- Święci i błogosławieni w tygodniu

„Biblijne konteksty”
Stary kawał. Stalin, dziecko i radiowy komentator. Dziecko do Stalina: towarzyszu Stalin, dajcie cukierka. Towarzysz Stalin do dziecka: Won, wynocha!!!! Komentator: A mógł zabić!
Po co to przypominam? Zdarza się, że ludzie bywają tak przekonani o czyjejś albo swojej doskonałości, że za jej przejaw uważają nawet takie zachowania, które wyraźnie jej przeczą. Jak zarozumialcy grubiańsko wyśmiewający innych, przekonani o swoim świetnym poczuciu humoru. Jak chwalący się mówieniem zawsze prawdy, gdy trzeba raczej litościwie milczeć. W czytaniach tej niedzieli pojawia się podobny problem. To przedstawienie konkretnych dobrych czynów, które łączy jedna idea miłości, a jednocześnie przypomnienie, że nie ma mowy o miłości tam, gdzie nie ma tych konkretnych dobrych czynów. Tam może być tylko zakłamane samozadowolenie.
Andrzej Macura – „wiara.pl”

Wierzymy.
A czy zaliczamy się do "porządnych ludzi"?
Wiara to nie puste słowa. Trzeba, by wyrażała się także naszą postawą: prawdziwej miłości Boga i autentycznej miłości bliźniego. To o tym są czytania tej niedzieli.
Miłość do Boga i bliźniego wyraża się w wielu różnych konkretach. Gdybyśmy chcieli wszystkie wymienić, ująć w jakiś przepis, szybko byśmy się w tym pogubili. Zwłaszcza, ze życie jest bogatsze niż mogą to ogarnąć konkretne przepisy. Przykazania - zarówno te z dekalogu jak i to najważniejsze, podwójne, miłości Boga i bliźniego, są po to, by jasno wyznaczać kierunek. Źle by było, gdybyśmy je jednak zawęzili do dosłownego brzmienia albo gdybyśmy miłością zaczęli nazywać to, co nią nie jest. Dlatego te ogólne wskazania już w Biblii znalazły swoje ukonkretnienie w postaci bardziej szczegółowych wskazań.
Trzeba też koniecznie zauważyć: święte życie jest najlepszym świadectwem wobec tych, którzy nie wierzą. Przypomina o tym w tych czytania św Paweł. Czyny, postawa, znaczą więcej niż słowa. A gdy czyny przeczą słowom... To słowa tylko gorszą...
Andrzej Macura – „wiara.pl”

„Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”
Dziś w Ewangelii słyszymy, jak uczony w Prawie pyta Jezusa: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. Oczywiście wystawia Jezusa na próbę. Podobnie jak w innych sytuacjach faryzeusze lub uczeni w Piśmie zadają Mu pytania, próbując przyłapać Go na jakimś słowie, które mogliby wykorzystać, aby oskarżyć Go o sprzeniewierzenie się Prawu Mojżeszowemu. Jezus odpowiada: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. I dodaje: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”.
W tych dwóch przykazaniach Jezus zawiera istotę naszej wiary. Można znać wiele modlitw, regularnie chodzić do kościoła i przestrzegać religijnych zwyczajów, a jednocześnie mieć trudności z okazywaniem miłości drugiemu człowiekowi. Dlatego dzisiejsza Ewangelia stawia nam ważne pytanie: czy nasza wiara rzeczywiście przemienia nasze życie?
Wyobraźmy sobie dwóch braci, którzy po śmierci rodziców pokłócili się o rodzinny dom. Z czasem spór o majątek przerodził się we wzajemne pretensje. Przestali ze sobą rozmawiać. Obaj chodzili do kościoła, ale żaden nie potrafił wyciągnąć ręki do drugiego.
Pewnego dnia jeden z nich ciężko zachorował. Drugi zdecydował się odwiedzić go w szpitalu. Nie wiedział, co powiedzieć, aż w końcu wyznał: „Nie wiem, czy mieliśmy rację w tym sporze. Wiem tylko, że nie chcę stracić brata przez kawałek ziemi”.
Czasami właśnie tak zaczyna się nawrócenie: od przełamania dumy, wypowiedzenia słowa „przepraszam” i podjęcia próby pojednania. Można przez lata udowadniać, że ma się rację, a jednocześnie stracić coś znacznie cenniejszego niż majątek – bliskość drugiego człowieka.
Jezus mówi, że mamy kochać Boga całym sercem, duszą i umysłem. Bóg nie może być jedynie dodatkiem do naszego życia. Miłość do Niego powinna wpływać na nasze decyzje, słowa i postępowanie. Powinna pomagać nam odróżniać dobro od zła, przebaczać i szukać prawdy. Prawdziwa wiara nie kończy się na progu kościoła. Towarzyszy nam w domu, w pracy i w codziennych obowiązkach.
Jezus natychmiast łączy miłość Boga z miłością bliźniego. Nie można szczerze mówić o miłości do Boga, a jednocześnie świadomie krzywdzić innych ludzi.
Łatwiej czasem modlić się za cały świat niż cierpliwie wysłuchać człowieka mieszkającego obok. Łatwiej mówić o miłosierdziu niż przebaczyć komuś, kto nas zranił. Łatwiej pomagać nieznajomym niż znaleźć czas dla swoich najbliższych.
Miłość sprawdza się w zwyczajnych sytuacjach codziennego życia, a nie w wielkich gestach czy spektakularnych czynach. Wyraża się w cierpliwości wobec dziecka, trosce o starszego rodzica, rozmowie z małżonkiem i życzliwości wobec współpracownika. Czasem wystarczy jedno dobre słowo, aby komuś przywrócić nadzieję. Czasem człowiek nie potrzebuje kolejnej rady, lecz naszej obecności.
Czy potrafimy kochać również tych, którzy myślą inaczej, krytykują nas albo sprawiają nam trudności? Jezus wzywa nas nawet do miłości nieprzyjaciół. Nie oznacza to, że musimy zgadzać się na krzywdę czy pozostawać w niebezpiecznej relacji. Możemy stawiać granice, a jednocześnie nie życzyć drugiemu człowiekowi zła. Miłość nie jest zgodą na wszystko, lecz szukaniem prawdziwego dobra drugiego człowieka.
Ważne jest także drugie przykazanie, które Jezus przywołuje: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nasze życie również ma wartość w oczach Boga. Nie chodzi o egoizm, ale o świadomość własnej godności. Bóg kocha nas nie dlatego, że jesteśmy doskonali, lecz dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi, Jego stworzeniami, powołanymi do życia w Jego miłości. Zna nasze słabości, a mimo to nie przestaje nas szukać.
Przykazanie miłości obejmuje więc Boga i bliźniego, a miłość samego siebie stanowi ważny punkt odniesienia dla miłości drugiego człowieka. Kiedy kochamy Boga, uczymy się patrzeć na ludzi Jego oczami. Kiedy szanujemy drugiego człowieka, nasza wiara staje się konkretna.
Najdoskonalszy obraz tej miłości widzimy na krzyżu Chrystusa. Jezus nie tylko mówi o miłości, ale oddaje za nas życie. Nie odpowiada nienawiścią na nienawiść ani pogardą na pogardę, lecz przebacza i otwiera nam drogę do pojednania z Bogiem. Pokazuje, że miłość jest czymś więcej niż uczuciem – jest wiernością, służbą i darem z siebie.
Po zakończeniu Eucharystii wrócimy do swoich rodzin, domów i codziennych obowiązków. Może trzeba zadzwonić do kogoś, z kim dawno nie rozmawialiśmy – do rodziców w podeszłym wieku, rodzeństwa albo kolegi czy koleżanki. Może warto przeprosić za wypowiedziane słowa albo dostrzec człowieka samotnego, którego wszyscy mijają.
Zadajmy sobie pytanie: gdyby ktoś oceniał naszą wiarę nie na podstawie naszych słów, ale sposobu, w jaki traktujemy innych, czy dostrzegłby w nas Chrystusa?
Prośmy Jezusa, aby nauczył nas kochać Boga całym sercem i dostrzegać Jego obecność w drugim człowieku. Zacznijmy od małych decyzji: cierpliwości zamiast złości, rozmowy zamiast milczenia i przebaczenia zamiast pielęgnowania urazy.
Bo w życiu nie chodzi o to, ile mówimy o miłości, ale o to, ile miłości inni mogą doświadczyć z naszej strony.
o.Wojciech Wilgowicz CSsR
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, katecheta oraz duszpasterz w Parafii Ducha Świętego – Szczecinek

Różaniec bez nudy. Jan Paweł II pokazał, jak modlić się głębiej
Różaniec nie musi być mechanicznym powtarzaniem tych samych słów. Święty Jan Paweł II widział w nim przede wszystkim szkołę kontemplacji, sposób odkrywania Chrystusa i powierzania Bogu spraw, którymi żyjemy na co dzień. W 2002 roku zaproponował nowe tajemnice, ale jego najważniejsza wskazówka dotyczyła czegoś więcej niż zmiany modlitewnego schematu: pokazał, jak odmawiać różaniec, by nie zatrzymać się na słowach, lecz wejść w głębię Ewangelii. Oto praktyczny przewodnik oparty na nauczaniu papieża Polaka.
29 października 1978 roku, zaledwie dwa tygodnie po wyborze na papieża, Jan Paweł II wyznał: „Różaniec to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem”. Dla papieża Polaka nie była to jedynie pobożna deklaracja. Różaniec towarzyszył mu przez całe życie i stał się jednym z najważniejszych elementów jego duchowości. W 2002 roku papież zaproponował pięć nowych tajemnic, a w swoim liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae przypomniał, że istotą tej modlitwy nie jest mechaniczne powtarzanie słów, lecz kontemplowanie Chrystusa. Jak modlić się na różańcu, by nie popaść w rutynę? Wskazówki Jana Pawła II pozostają aktualne również dzisiaj.
Różaniec to coś więcej niż powtarzanie „zdrowasiek”
Dla Jana Pawła II różaniec nigdy nie był jedynie powtarzaniem wyuczonych formuł. W liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae, opublikowanym w 2002 roku, papież podkreślał, że modlitwa ta powinna prowadzić do kontemplacji oblicza Chrystusa. Nie chodzi więc o to, by jak najszybciej wypowiedzieć kolejne „Zdrowaś Maryjo”, lecz by pozwolić, aby rozważane wydarzenia z Ewangelii stopniowo przenikały codzienne życie.
Jan Paweł II nawiązywał przy tym do nauczania Pawła VI, który przestrzegał przed odmawianiem różańca bez wewnętrznego skupienia. Modlitwa pozbawiona kontemplacji może stać się pustym powtarzaniem słów. Tymczasem jej istotą jest spotkanie z Chrystusem, któremu Maryja pomaga się przyglądać i którego uczy słuchać.
„Odmawiać różaniec bowiem to nic innego, jak kontemplować z Maryją oblicze Chrystusa” – pisał Jan Paweł II. To zdanie wyznacza kierunek całej jego refleksji nad różańcem. Maryja nie zatrzymuje uwagi na sobie, lecz prowadzi do Jezusa. Kolejne tajemnice pozwalają spojrzeć na Jego życie, działalność, mękę i zmartwychwstanie, a zarazem odnaleźć w tych wydarzeniach sens własnych doświadczeń.
Pięć nowych tajemnic. Co Jan Paweł II zmienił w różańcu?
W 2002 roku Jan Paweł II ogłosił Rok Różańca i zaproponował uzupełnienie tradycyjnego układu tej modlitwy o pięć nowych tajemnic – tajemnice światła. Była to jedna z najważniejszych zmian w jej wielowiekowej historii. Dotychczasowe trzy części różańca obejmowały tajemnice radosne, bolesne i chwalebne. Papież dostrzegł jednak, że między wydarzeniami z dzieciństwa Jezusa a Jego męką i zmartwychwstaniem pozostaje przestrzeń, którą warto wypełnić rozważaniem publicznej działalności Chrystusa.
Do różańca wprowadził zatem pięć tajemnic światła:
Chrzest Jezusa w Jordanie – objawienie się Chrystusa i początek Jego publicznej misji.
Wesele w Kanie Galilejskiej – pierwszy znak Jezusa, który ukazuje Jego chwałę.
Głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia – zaproszenie do przemiany życia.
Przemienienie na górze Tabor – objawienie chwały Chrystusa.
Ustanowienie Eucharystii – dar obecności Jezusa, który pozostaje z Kościołem.
Jan Paweł II uzasadniał tę zmianę potrzebą pełniejszego ukazania tajemnicy Chrystusa. Różaniec nazywany jest bowiem streszczeniem Ewangelii, a tajemnice światła pozwalają lepiej dostrzec znaczenie nauczania i publicznej działalności Jezusa. Papież nie chciał jednak, by dodanie nowych tajemnic było jedynie zmianą w modlitewnym schemacie. Chodziło o pogłębienie spotkania z Chrystusem i odkrywanie Jego obecności w wydarzeniach, które składają się na nasze życie.
Jak modlić się na różańcu? Praktyczny przewodnik Jana Pawła II
W Rosarium Virginis Mariae Jan Paweł II przedstawił konkretne wskazówki, które pomagają uczynić różaniec modlitwą bardziej świadomą i owocną. Nie proponował skomplikowanej metody wymagającej szczególnych przygotowań. Zachęcał raczej do tego, by zwolnić, skupić uwagę i dać sobie czas na spotkanie ze Słowem Bożym.
1) Zapowiedz tajemnicę i wyobraź sobie rozważane wydarzenie - każda dziesiątka różańca koncentruje się na jednym wydarzeniu z życia Jezusa i Maryi. Warto nie ograniczać się do samego odczytania jego nazwy. Pomocne może być przywołanie obrazu, ikony lub wyobrażenie sobie miejsca i osób obecnych w ewangelicznej scenie.
2) Sięgnij do Pisma Świętego - papież zachęcał, by zapowiedzi tajemnicy towarzyszyło odczytanie krótkiego fragmentu Ewangelii. Dzięki temu rozważanie nie opiera się wyłącznie na własnych wyobrażeniach, ale wyrasta ze Słowa Bożego. Nie trzeba czytać długiego tekstu. Wystarczy kilka zdań, które pozwolą lepiej zrozumieć wydarzenie.
3) Zatrzymaj się w ciszy - to jeden z najważniejszych elementów proponowanej przez Jana Pawła II metody. Po wysłuchaniu fragmentu Pisma Świętego warto zrobić krótką przerwę. Nie trzeba od razu przechodzić do kolejnych modlitw. Cisza pozwala przyjąć usłyszane Słowo, zastanowić się nad jego znaczeniem i odnieść je do własnego życia.
4) Odmawiaj modlitwy, nie tracąc z oczu Chrystusa - następnie przychodzi czas na modlitwy ustne: „Ojcze nasz”, dziesięć razy „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała Ojcu”. Nie chodzi jednak o to, by w tym momencie porzucić rozważanie tajemnicy. Powtarzane słowa mogą pomagać w skupieniu, podtrzymywać rytm modlitwy i prowadzić głębiej w kontemplację.
5) Zwróć szczególną uwagę na imię Jezus - Jan Paweł II podkreślał znaczenie imienia Jezus, które stanowi centrum modlitwy „Zdrowaś Maryjo”. Zachęcał do stosowania tak zwanych dopowiedzeń, czyli krótkich zdań włączanych po imieniu Jezus, nawiązujących do rozważanej tajemnicy. Można na przykład modlić się: „I błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus, który przemienił wodę w wino w Kanie Galilejskiej”. Takie dopowiedzenia pomagają zachować związek między powtarzanymi słowami a rozważanym wydarzeniem z Ewangelii.
6) Powierz Bogu konkretne sprawy - różaniec nie musi pozostawać oderwany od codzienności. W rozważanych tajemnicach można odnajdywać własne radości, lęki, cierpienia i nadzieje. Warto powierzać Bogu bliskich, trudne decyzje, sytuacje rodzinne czy sprawy, na które nie mamy wpływu. Modlitwa staje się wówczas nie tylko rozważaniem wydarzeń z życia Jezusa, lecz także sposobem patrzenia na własne życie w świetle Ewangelii.
Różaniec jako szkoła codziennego życia
Jan Paweł II przypominał, że różaniec nie jest magicznym przedmiotem ani praktyką, której skuteczność zależy od bezbłędnego odtworzenia określonej sekwencji słów. Różaniec jest pomocą w modlitwie, a nie celem samym w sobie. Jego wartość polega na tym, że pozwala powracać do najważniejszych wydarzeń Ewangelii i uczyć się patrzenia na świat z perspektywy Chrystusa.
Papież widział w tej modlitwie również sposób powierzania Bogu spraw wykraczających poza życie pojedynczego człowieka. W Rosarium Virginis Mariae pisał o możliwości włączania w dziesiątki różańca wszystkich spraw, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła i całej ludzkości. W ten sposób modlitwa różańcowa staje się przestrzenią, w której osobiste troski spotykają się z odpowiedzialnością za innych. Można modlić się o pokój, pojednanie, przezwyciężenie konfliktów, a także o siłę do przebaczenia i podejmowania codziennych obowiązków.
Jakie tajemnice różańca odmawiać w poszczególne dni tygodnia?
Jan Paweł II zaproponował także układ, który pomaga rozłożyć rozważanie wszystkich tajemnic na poszczególne dni tygodnia:
Poniedziałek – tajemnice radosne
Wtorek – tajemnice bolesne
Środa – tajemnice chwalebne
Czwartek – tajemnice światła
Piątek – tajemnice bolesne
Sobota – tajemnice radosne
Niedziela – tajemnice chwalebne
Taki porządek pozwala w ciągu tygodnia powracać do różnych etapów życia Jezusa: od zwiastowania i narodzenia, przez publiczną działalność i mękę, aż po zmartwychwstanie oraz chwałę nieba. Niedzielne tajemnice chwalebne podkreślają przy tym paschalny charakter tego dnia.
Modlitwa, która łączy rodzinę i uczy pokoju
Jan Paweł II widział w różańcu również pomoc w budowaniu jedności rodziny i modlitwę w intencji pokoju. Nie traktował go jako łatwego rozwiązania wszystkich problemów, lecz jako drogę kształtowania serca, które staje się bardziej otwarte na Boga i drugiego człowieka. W rodzinie wspólna modlitwa może tworzyć przestrzeń do zatrzymania się, wyciszenia i przypomnienia sobie o tym, co naprawdę ważne. Nie zastąpi rozmowy, przebaczenia ani konieczności rozwiązywania konfliktów, ale może pomagać w podejmowaniu tych wysiłków. Rozważanie życia Jezusa uczy bowiem miłości, cierpliwości i gotowości do służby.
Podobnie jest z modlitwą o pokój. Powierzanie Bogu losów świata nie zwalnia z odpowiedzialności za własne decyzje i czyny. Może natomiast umacniać w przekonaniu, że pojednanie zaczyna się także od codziennych gestów, rezygnacji z przemocy i gotowości do dialogu. Święty Jan Paweł II pozostawił więc nie tylko zachętę do odmawiania różańca, ale także konkretną propozycję, jak przeżywać go głębiej. Wystarczy zacząć od jednego fragmentu Ewangelii, chwili ciszy i świadomego powtarzania słów modlitwy. Nie trzeba od razu szukać nadzwyczajnych przeżyć. Ważniejsze jest to, by pozwolić, aby rozważane tajemnice stopniowo zmieniały sposób patrzenia na Boga, siebie i innych ludzi.
Różaniec nie musi być nudny. Może stać się szkołą uważności, modlitwą zakorzenioną w Ewangelii i sposobem powierzania Bogu spraw, które naprawdę nas dotyczą. Właśnie do takiego przeżywania tej modlitwy zachęcał papież Polak.
Łukasz Sośniak SJ – „deon.pl”
Absolwent filologii polskiej, dziennikarstwa i teologii. Pracował w Gazecie Częstochowskiej, Radiu Jasna Góra i Radiu Watykańskim. Obecnie dyrektor jezuici.pl, autor Podcastu Jezuickiego i Męskiego Punktu Widzenia.
Jego pasją i sposobem na relaks jest czytanie książek i jazda na rowerze.

Kard. Ryś: Jan Paweł II, który pokazał twarz Bożego Miłosierdzia
Podczas Mszy w Bazylice św. Piotra
Vatican News Podczas Mszy w Bazylice św. Piotra
Bóg nie przekreśla człowieka po jego upadku....
... Przebacza, przywraca godność i ponownie obdarza zaufaniem. Takiego Boga głosił Jan Paweł II – podkreślił kard. Grzegorz Ryś podczas Mszy św. w liturgiczne wspomnienie papieża Polaka. Eucharystia w Bazylice św. Piotra zakończyła obchody 45-lecia Fundacji Jana Pawła II.
Zdrada nie przekreśla powołania
Rozważając rozmowę zmartwychwstałego Jezusa z Piotrem, kard. Ryś zwrócił uwagę, że Chrystus powierza swoje owce człowiekowi, który trzykrotnie się Go zaparł. Nie przemilcza zdrady: trzy razy pyta o miłość, a spotkanie przy ognisku przypomina okoliczności niewierności apostoła.
„Niczego Jezus nie ukrywa, ale też niczego nie odwołuje. Kocha Szymona takiego, jakim jest” – mówił kardynał. Jezus nie odbiera mu darów ani powołania. „To jest taka miłość, która jest wierna. To jest taka miłość, która nazywa się miłosierdzie”.
Chrystus przebacza w sposób, który pozwala człowiekowi odzyskać godność i ponownie podjąć odpowiedzialność. Jak podkreślił kaznodzieja, Szymon ma kochać Jezusa, który jest przekonany, że apostoł potrafi kochać, choć wcześniej trzykrotnie okazał się zdrajcą.
Papież miłosierdzia
Właśnie taki obraz Boga przekazywał Jan Paweł II. Kard. Ryś przywołał encyklikę „Dives in misericordia”, odwiedziny u zamachowca Alego Ağcy w więzieniu, kanonizację św. Faustyny oraz zawierzenie świata Bożemu miłosierdziu.
„To jest Bóg, którego znam i którego głosił nam Jan Paweł II. Od początku do końca. Bóg, który jest miłosierdziem” – zaznaczył.
Przypominając spotkanie papieża z człowiekiem, który do niego strzelał, kardynał wskazał na związek przebaczenia z ponownym zaufaniem. Odniósł tę postawę do Jezusa, który zna słabość Piotra, a mimo to powierza mu Kościół.
„Papież Jan Paweł II, papież miłosierdzia” – powtórzył kard. Ryś. „Papież, który zna twarz Boga, który jest wierny, który nie odwołuje swoich darów i swojego wezwania”.
Nie można schować się za urzędem
Pytanie Jezusa o miłość dotyczy każdego wierzącego – podkreślił kardynał, odnosząc Ewangelię także do osób tworzących Fundację Jana Pawła II. Wskazał, że jest ona ważną częścią Kościoła, za którą jej członkowie podejmują odpowiedzialność.
W rozmowie z Chrystusem nie można jednak zasłonić się pełnioną funkcją. „Czy ty Mnie kochasz? No tak, ja jestem kardynałem. Nie o to cię pytam. Czy ty Mnie kochasz? Jestem prezesem. Nie o to cię pytałem” – mówił kaznodzieja.
Jak zaznaczył, miłość do Jezusa jest jedynym wystarczającym motywem odpowiedzialności za Kościół. To ona pozwala wytrwać także w chwilach rozczarowania, gdy pojawia się pokusa, by wszystko porzucić. Homilię zakończył odpowiedzią Piotra: „Ty, Panie, wszystko wiesz. Ty wiesz, że Cię kocham”.
ks. Łukasz Bankowski – „wiara.pl”

Długopis zamiast klawiatur.
Co się dzieje, gdy piszesz ręcznie?
Kilka dni temu toczyłam bardzo ciekawą dyskusję z nastoletnim synem. On jako wielki przeciwnik pisania ręką i ja, osoba z zupełnie odmienną perspektywą. Rozumiem moje dziecko, które żali się, że ktoś każe mu bezrefleksyjnie spisywać fragment podręcznika do zeszytu, zamiast nauczyć jak robić dobre notatki czy mapy myśli, które w późniejszej nauce – choćby powtórce przed sprawdzianem – mogłyby okazać się bardziej przydatne. Trudno z tym argumentem jakkolwiek dyskutować. Jest jednak druga strona tego medalu. Przepisywanie, nawet to w którym nie zmieniamy w tekście ani kropki, ma bardzo dobry wpływ na nasz mózg.
Gdy dwa lata temu rzuciłam na Instagramie spontaniczną myśl byśmy codziennie sięgali do czytań z dnia, modlili się chwilę tym Słowem i zapisywali jedno zdanie, które najbardziej nas poruszy, nie spodziewałam się tego, że do tej spontanicznej akcji dołączą dziesiątki ludzi. Jednak to, co widzę z perspektywy czasu i czym dzielą się też ze mną inni to to, że słowa, które zapisujemy odręcznie głębiej zapadają w serce i myśli. Nie tylko dlatego, że łatwiej je zapamiętać, ale też dlatego, że stają się w nas bardziej żywe.
Przyznaję częściowo rację mojemu dziecku – przepisywanie nudnego podręcznika nie ma aż tak wielkiego sensu – choć ma wiele zalet, choćby takie, że ćwiczymy rękę, koncentrację czy ortografię. Więcej korzyści byłoby, gdyby uczniowie zapisywali to, co jest dla nich ważne – tak jak w przypadku modlitwy Słowem, które budzi w człowieku jakieś wewnętrzne poruszenia. Mam jednak poczucie, że w tym wszystkim nie dostrzegamy czegoś jeszcze. Patrząc na instagramowe profile dotyczące journalingu - czyli prowadzenia dzienników, np. z podróży, czy dzienników wdzięczności, czy innych kreatywnych notatek z codziennego życia - widzę w jaki sposób zaczynamy szukać sposobów na relaks i wyciszenie. Coraz częściej staje się nim właśnie prowadzenie odręcznych notatek.
Sama od wielu miesięcy staram się codziennie zapisać choćby jedną stronę. Czasem jest to tylko Słowo z dnia i moja krótka modlitwa. Innym razem fragment książki, który mnie dotknął oraz mój komentarz do niego. Niekiedy są to słowa usłyszane np. podczas spowiedzi. Pisanie mnie wycisza, sprawia, że potrafię nazwać swoje uczucia, pragnienia i myśli. Zmusza do tego, żeby zatrzymać się nad tym co się we mnie dzieje, bo przecież żeby coś zapisać, muszę to najpierw w sobie zobaczyć, nazwać, przyznać przed samą sobą, że taka myśl czy uczucie mi towarzyszy. Pamiętam jak podczas studiów pedagogicznych uczyłam się budowy mózgu i to jak tłumaczono nam w jaki sposób wpływa na niego pisanie ręką. Można śmiało rzec, że bardzo i że wiele z tego korzyści, a ja widzę to dziś szerzej – pisanie nie tylko rozwija mnie intelektualnie, czy pomaga zaopiekować się swoimi uczuciami, ale dotyka też mojej duchowości. Czasem mocniej niż sama bym się tego spodziewała.
Ktoś zadał mi ostatnio pytanie czy wracam do starych notesów i tego, co w nich kiedyś zapisywałam. Uśmiechnęłam się do tego pytania, bo kilka dni wcześniej przeglądałam moje zeszyty z pierwszych rekolekcji ignacjańskich, sprzed prawie 20 laty. Bardzo wiele się w tym czasie zmieniło, przede wszystkim zmieniłam się ja sama. Czytanie o tym, jak wtedy prowadził mnie Pan Bóg, jakie miałam pragnienia i plany, jakie problemy – to mi pokazało jak bardzo jestem prowadzona przez Bożą miłość. Wiele się zmieniło, często było bardzo trudno, ale czytając notatki sprzed 20 laty zobaczyłam, że Jezus zawsze był blisko… Czasem dostrzec możemy to dopiero z perspektywy czasu.
Choć piękne instagramowe profile pokazują notesy droższe niż miesięczny abonament na obiad w szkolnej stołówce, uważam, że warto spróbować – choć niekoniecznie idąc za każdą internetową inspiracją. Można przecież na początek kupić sobie zwykły, cienki zeszyt i kilka kolorowych długopisów – to wystarczy by sprawdzić, czy moja codzienność zwolni choć trochę, gdy dam sobie kwadrans dziennie by każdego dnia napisać np. za jakie trzy rzeczy jestem dziś wdzięczna. Mało? Kto próbował, ten wie, że to nie jest łatwe, że nie zawsze się chce – ale gdy będziemy temu wierni choćby przez miesiąc, możemy zacząć dostrzegać w sobie zmianę. I tęsknotę za chwilą ciszy, notesem i zatrzymaniem nad tym co we mnie. Jesień i długie szare wieczory to idealny moment, by zacząć… Spróbujesz?
Magdalena Urbańska – „deon.pl”
Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki

Gdy syn cię zapyta
Nie rozumiem zmieniającego się częściej niż pogoda jesienią języka, tworzonego przez algorytmy TikToka. I czy w ogóle warto próbować rozumieć skoro to, co dziś jest na topie, jutro staje się niebytem.
Stare zdjęcie. Na prowadzących do pałacu stopniach grupa dorosłych, miejscowy proboszcz, gromada dzieci. Ktoś rozpoznaje siebie. Zaczynamy wirtualny dialog, usiłując wskrzesić miniony czas. W pewnym momencie mój rozmówca zauważa: gdy mogliśmy pytać nie byliśmy zainteresowani; teraz, gdy chcemy się czegoś dowiedzieć, nie mamy kogo zapytać.
Być może jesteśmy ostatnim pokoleniem chcącym dowiedzieć się jak było. Nie dla zaspokojenia ciekawości. By poznać korzenie, odpowiedzieć na pytanie skąd przychodzę, mieć świadomość celu. Być może dzisiejsi młodzi, za kilkanaście/kilkadziesiąt lat, będą powtarzać słowa mojego rozmówcy: gdy mogliśmy pytać…
Będą powtarzać? Na popularnym blogu czytam wyznanie młodej nauczycielki. „Od kilku tygodni chłopcy robią sobie zdjęcia z profilu. Jeden ustawia drugiego przy ścianie, każą wyprostować szyję, wysunąć twarz, później coś mierzą na ekranie. Mówią: Słaby jawline, Zostałeś zmogowany, Ty już jesteś BP, Masz zły profil, Face card nie przechodzi. Myślałam, że oceniają fryzury albo robią memy. Ostatnio zaczęli nazywać siebie BP Club. Jak zapytałam, co to znaczy, odpowiedzieli: Proszę pani, tego się nie da wyjaśnić komuś spoza BP". Czytam i – podobnie jak ona – nie rozumiem. Więcej, mam wrażenie, że mający słabe „jawline” to dla mojego pokolenia już nie świat równoległy, ale inna galaktyka.
A właśnie przed nim stanę w sobotę, by podjąć kolejną próbę przygotowania ich do sakramentu bierzmowania. Przyznam, czuję bezradność. Jakbym, mimo lat praktyki i doświadczenia, stanął przed ścianą. Nie rozumiem zmieniającego się częściej niż pogoda jesienią języka, tworzonego przez algorytmy TikToka. I czy w ogóle warto próbować rozumieć skoro to, co dziś jest na topie, jutro staje się niebytem.
Zygmunt Bauman, w rozmowie z Thomasem Leoncinim, mówił o płynnym pokoleniu. Pierwszy zauważył: „kiedy koncepcja wspólnoty trafiła na margines myśli i praktyki społecznej (a wręcz zupełnie przepadła, co zapowiadał dość wpływowy wówczas socjolog Ferdinand Tönnies wraz z bezlikiem swoich dziewiętnastowiecznych adeptów), wyłoniły się koncept ‘tożsamości’ i praktyki autoidentyfikacji, by wypełnić pustkę, którą przewidywane odejście wspólnoty pozostawiłoby w ówczesnych schematach położenia społecznego i klasyfikacji społecznej” (Zygmunt Bauman, Thomas Leoncini, Płynne pokolenie, Warszawa 2018, s. 21).
Praktyki autoidentyfikacji mające wypełnić pustkę, spowodowaną odejściem od wspólnoty. Podobnie myślała przed laty profesor Maria Braun-Gałkowska pisząc krótką rozprawę: Młodzież w ruchu satanistycznym (Michaelinum 1999). O mającej destrukcyjny wpływ na dzieci i młodzież pustce coraz częściej mówią i piszą psychiatrzy i psychologowie. Wiemy na ten temat coraz więcej i coraz bardziej odczuwamy bezradność.
Dlatego warto przywołać głos, będący niejako światełkiem w tunelu. Biskup Eric Varden, przewodniczący Episkopatów Nordyckich, komentując wizytę Leona XIV we Francji, zauważył: „projekt benedyktyński narodził się w kontekście naznaczonym wielkimi, często gwałtownymi migracjami, upadkiem instytucji kształtujących społeczeństwo, redefinicją granic oraz atmosferą niepewności i niepokoju. W obliczu pustki pozostawionej przez te wstrząsy św. Benedykt zaproponował projekt nowego życia: tworzenie stabilnych, dobrze zorganizowanych mikrospołeczności, w których Ewangelię można by przeżywać konkretnie, poprzez cierpliwą naukę życia braterskiego”. Tymczasem Jezus „zachęca nas byśmy nie dążyli za wszelką cenę do bycia widzialnymi. Jest to wezwanie do ponownego odkrycia tego wymiaru w kulturze, w której eksponowanie siebie stało się niemal instynktowne. Robienie selfie, podliczanie obserwujących – wszystko to sprawia, że tracimy poczucie głębi. Dostrzegam jednak również ruch w przeciwnym kierunku, co jest dla mnie znakiem wielkiej nadziei: coraz więcej młodych ludzi ma już tego dosyć. Szukają głębi, korzeni”.
Dostrzec znaki nadziei. Lekarstwo na bezradność. Nie tylko niszczone witryny i palone samochody na ulicach Paryża czy Mediolanu. Nie tylko zmogowani. Także tysiące proszących o chrzest, wybierających się na Spotkania Europejskie, Światowe Dni Młodzieży, tworzących w parafiach mikrospołeczności, angażujących się w wolontariat, szukający korzeni. Co do reszty… Benedyktyni, by przeorać duchowo Europę, nadać jej chrześcijańskie oblicze, potrzebowali kilku wieków. My, chcąc podążać za nimi, potrzebujemy nadziei i cierpliwości.
ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

O gorącej tęsknocie wielu ludzi pobożnych do ciała chrystusowego
Głos ucznia
1. Bezmierna jest Twoja dobroć, Panie, jaką chowasz dla wszystkich, co się Ciebie boją! Ps 31(30),20. Gdy przypominam sobie, z jaką pobożnością i wzruszeniem niektórzy pobożni ludzie przystępowali do Sakramentu Ołtarza, ogarnia mnie coraz większe zmieszanie i wstyd, że tak obojętnie, tak ozięble zbliżam się do Twego ołtarza, do Stołu Pańskiego, że jestem tak oschły i tak w głębi serca nieporuszony, że nie płonę cały przed Tobą, nie śpieszę gwałtownie w takim uniesieniu jak wielu ludzi pobożnych, którzy z wielkiej tęsknoty do Komunii i z tkliwej miłości ku Tobie nie mogli się powstrzymać od łez, ale ustami duszy i ciała zarazem przywierali z głębi serca do Ciebie, Boże, źródło żywe, nie mogąc ugasić ani zaspokoić swojego pragnienia Jr 2,13; Ps 42(41),2 inaczej, jak tylko przez przyjmowanie Twojego Ciała z radością i duchowym łaknieniem.
2. Jakże płomienna była ich wiara, sama w sobie będąca dowodem Twojej świętej obecności! Oni bowiem rzeczywiście poznają Pana po łamaniu chleba, bo serce ich pała, gdy Jezus kroczy obok nich Łk 24,30-35. Daleki jestem często od takiego wzruszenia i pobożności, od takiej gwałtownej miłości i zapału.
Bądź mi litościw Łk 18,13, Jezu, dobry, łagodny i przyjazny, i pozwól mnie, nędznemu Twemu żebrakowi, choć czasem odczuć coś z tego serdecznego wzruszenia miłości w Komunii świętej, spraw, aby moja wiara była coraz mocniejsza, nadzieja Twojej dobroci coraz doskonalsza, a miłość, gdy już raz zapłonie i skosztuje manny niebieskiej, aby nie opuszczała mnie nigdy.
3. Miłosierdzie Twoje może dać mi tę łaskę upragnioną 2 Kor 9,8 i gdy nadejdzie dzień Twojej wielkoduszności, odwiedzisz mnie łaskawie i tchniesz we mnie ducha żarliwej miłości Iz 4,4.
I chociaż na pewno nie spalam się w takiej tęsknocie, jaka była udziałem tych najpobożniejszych, to jednak za Twoją sprawą pragnę pragnienia, tego wielkiego, płomiennego pragnienia, modląc się i pragnąc stać się jednym z tych, którzy tak płomiennie Ciebie miłują, i należeć do ich błogosławionego grona.
Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa' – za: „katolik.pl”

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
25 października - święci męczennicy Chryzant i Daria
|
|
•
|
25 października - św. Bernard Calvo, biskup
|
|
•
|
25 października - kościół katedralny w Koszalinie
|
|
•
|
26 października - bł. Celina Borzęcka, zakonnica
|
|
•
|
26 października - święci męczennicy Lucjan i Marcjan
|
|
•
|
26 października - bł. Bonawentura z Potenzy, prezbiter
|
|
•
|
26 października - św. Fulcjusz z Pawii, biskup
|
|
•
|
26 października - św. Dymitr z Salonik, męczennik
|
|
•
|
27 października - święci męczennicy Sabina, Wincenty i Chrestyna
|
|
•
|
27 października - św. Frumencjusz, biskup
|
|
•
|
28 października - święci Apostołowie Szymon i Juda Tadeusz
|
|
•
|
29 października - św. Felicjan, męczennik
|
|
•
|
29 października - bł. Michał Rua, prezbiter
|
|
•
|
29 października - bazylika metropolitalna w Częstochowie
|
|
•
|
30 października - bł. Benwenuta Bojani
|
|
•
|
30 października - bł. Dominik Collins, zakonnik i męczennik
|
|
•
|
30 października - kościół metropolitalny w Katowicach
|
|
•
|
31 października - św. Alfons Rodriguez, zakonnik
|
|
•
|
31 października - św. Anioł z Acri, prezbiter
|
|
•
|
31 października - św. Wolfgang, biskup
|
|
|
|
•
|
1 listopada - Wszyscy Święci
|
|
•
|
2 listopada - Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych
|
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.