W BLASKU MIŁOSIERDZIA
44/1100 – 11 października 2026 r. A.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Uwaga
1100 numer wydania

Niedziela, 11 października 2026 r.
XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)
Kolor szat liturgicznych: zielony

Czytania:
Pierwsze czytanie: Iz 25, 6-10a
Psalm: Ps 23
Drugie czytanie: Flp 4, 12-14. 19-20
Ewangelia: Mt 22, 1-14
Ewangelia:
Przypowieść o zaproszonych na ucztę
Mt 22, 1-14, Mt 22, 1-10
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali.
Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić.
Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami.
Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».
Komentarze:
Są ludzie, którzy za weselami nie przepadają. Ale należą raczej do wyjątków. Zresztą często jak już przyjdą, to i tak nieźle się bawią. Zasadniczo większość wesela lubi. Tyle radości, dobrego jedzenia i okazji do rozmów.... W tym właśnie klimacie obracają się czytania XXVIII niedzieli zwykłej roku A. To zapowiedź i jednocześnie zaproszenie na ucztę. Z niespodziewanym zakończeniem.
Czujesz się kimś? To uważaj, byś Bogiem nie gardził. Bo dla Niego nie ma ważnych i ważniejszych
Uczta, na górze, zerwanie zasłony, pokonanie śmierci... To zapowiada prorok Izajasz. Skojarzenia? Ano z męką i śmiercią Jezusa. I z jej uobecniająca pamiątką - Eucharystią. Niektórzy mówią, że Bóg jest wszędzie, więc na Msze nie trzeba. No, musu nie ma. Ale nie przyjść to zlekceważyć Gospodarza...

W dzisiejszym numerze:
- Bóg zaprasza nie pytając czy jesteśmy godni. Liczy, że tacy się staniemy.
- Na wesele? To odpowiednio się ubierz
- Daj się ubrać!
- Jak reagujemy na zaproszenia? Myślę, że teraz każdy pomyśli: „To zależy – na co?”
- Praca i zaufanie
- Mamy dwusetną rocznicę pojawienia się wspólnot żywego różańca
- Uczta jest gotowa
- Z listów Sulpicjusza Sewera
- O pożytku z trudności
- Co Kościół proponuje małżeństwom?
- 10 małych kroków, które mogą uratować twoje małżeństwo
- Robienie ze śmierci widowiska jest nie do przyjęcia. Watykan komentuje decyzję Pentagonu
- Święci i błogosławieni w tygodniu

Bóg zaprasza nie pytając czy jesteśmy godni. Liczy, że tacy się staniemy.
"Obyśmy też tam byli, gdy ucztę nam zgotuje Bóg" - chciałoby się zaśpiewać słuchając tych czytań. I faktycznie: to zapowiedź, że zbawienie jest dla nas, dla każdego człowieka. Bóg zaprosił na ucztę Izraela, ale nie był jej godny. Dlatego zaproszono na nią wszystkich. Nawet przymuszano, by wejść :) Ale jest jeden warunek: ten zaszczyt musi nas przemienić. Musi sprawić, że nasza dusza będzie obleczona w piękną szatę. Jeśli nie - zostaniemy z uczty wyrzuceni, bo "nie mamy szaty godowej"...
W czytaniach tej niedzieli nie ma właściwie konkretnych sugestii, jak powinny nas przemienić. I w sumie wiadomo: mamy wierzyć w Jezusa. Z wszystkimi tego konsekwencjami. To znaczy też na serio starać się żyć tak, jak uczył Chrystus. Jedno wskazanie, jakie w czytaniach tej niedzieli znajdujemy - u św. Pawła - to zachęta "by umieć cierpieć głód, umieć i obfitować"...
Niech więc nas zaszczyt zaproszenia przez Boga na ucztę przemienia, byśmy stawali się coraz podobniejsi w swojej prawości do Bożych Aniołów...
Boże, prowadź nas! Często tak w modlitwie mówimy? Jeden Bóg wie. Na pewno powinniśmy chcieć podążać Jego drogami. Tymczasem... Potem, prawda? Później. Na razie mamy inne sprawy.... I to najważniejsze wyzwanie, jakie można wyczytać z liturgii słowa tej niedzieli: nie odkładać na mityczne "potem" chodzenia Bożymi ścieżkami...
Andrzej Macura – „wiara.pl”

Na wesele? To odpowiednio się ubierz
„Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?”... Te słowa niejednego mrożą. Jak to: zaproszony, a teraz wyrzucony?
Czytana tej niedzieli w kościołach przypowieść o weselnej uczcie królewskiego syna, na którą zaproszeni nie chcieli przyjść, więc sproszono przypadkowych ludzi z ulicy, to obraz zamysłów Bożych względem najpierw Izraela, a potem wszystkich ludzi. Owi zaproszeni na weselną ucztę królewskiego syna to właśnie Izrael. Ten Izrael, którego przywódcy odrzucili plany Boga i wzgardzili Jego Synem. Izrael, który zabijał tych, których Bóg posyłał. Ich miasto, Jerozolima, kilkadziesiąt lat po ukrzyżowaniu Jezusa, została rękami Rzymian zburzona. A ci sproszeni z ulicy – dobrzy i źli – to poganie. Teraz oni stają się bliskimi króla; mogą uczestniczyć w radości Jego Syna... No a ten wyrzucony? Za brak stroju weselnego? To obraz tych, którzy wprawdzie należą do Kościoła, ale lekceważąc Boga trwają w grzechach. Nie zależy im na szacie dobra, sprawiedliwości, Bożej bojaźni...
O, ten jest niewierzący, wzgardził Bogiem – pokazujemy czasem palcami na tych, którzy nie chodzą na niedzielną Eucharystię. Ale czy nie gardzi Bogiem również ten, kto owszem, przyjmuje zaproszenie, ale potem Króla lekceważy? Kto uważa, że wymagania jakie stawia Ewangelia, to przesada? Nieważne na jak zaszczytne miejsce się załapał: jeśli taką przyjmuje postawę, zostanie wyrzucony.

Daj się ubrać!
Ta Ewangelia od zawsze budziła we mnie niepokój. Jest w niej coś, co wydaje się niesprawiedliwe. Przecież ten człowiek został zaproszony. Nie próbował wejść ukradkiem. Stanął pośród innych – „dobrych i złych”, których słudzy zebrali z dróg.
Długo nie umiałem tego zrozumieć, dlaczego został wyrzucony, aż lektura tego tekstu poprowadziła mnie do innej biblijnej opowieści, tej o synu marnotrawnym, który nie ma nic, czym mógłby się pochwalić. W zanadrzu ma tylko kilka słów: „Ojcze, zgrzeszyłem… nie jestem już godzien nazywać się twoim synem”.
Ale ojciec niemal nie pozwala mu dokończyć tej spowiedzi. Nie zatrzymuje go w progu. Nie pyta, czy naprawdę zrozumiał swój błąd. Nie każe najpierw naprawić tego, co zniszczył. Nie mówi: „Udowodnij, że się zmieniłeś”. Najpierw go przyjmuje i niemal natychmiast wydaje polecenie: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go”. Następnie, z tej wielkiej radości, wydaje ucztę.
Szata nie jest tu nagrodą za dobrze przeżyte życie. Nie jest odznaką dla ludzi bez grzechu. Jest darem dla tego, kto wie, że sam nie potrafi wybielić swojego życia. Szata weselna to łaska. Darmo dana. Nie można jej sobie uszyć. Nie można na nią zapracować. Można ją jedynie przyjąć.
Łatwiej nam czasem żyć z przekonaniem, że wszystko zależy od nas. Najpierw muszę stać się lepszy, bardziej święty, a dopiero potem mogę usiąść przy stole Boga. Tymczasem Ewangelia odwraca tę logikę.
W naszym zakonie habit otrzymuje się już na początku drogi. Mówi się, że jest to trochę na wyrost, a całe nasze życie zakonne jest powolnym dorastaniem do tej szaty, która od początku wydaje się zbyt biała.
Najpierw jest zaproszenie, szata, łaska. Dopiero potem zaczyna się droga.
Pozwolić, by Bóg ubrał nas na nowo. Pozwolić Mu kochać nas bardziej, niż sami uważamy za właściwe. A potem powoli do tej miłości dorastać.
Tego sobie i Wam bardzo życzę.
Łukasz Janik OP – „wdrodze.pl”

Jak reagujemy na zaproszenia? Myślę, że teraz każdy pomyśli: „To zależy – na co?”.
I oczywiście zależy od tego, od kogo wypływa zaproszenie oraz z jakich intencji.
To normalne, że zareagujemy z uśmiechem i niecierpliwością, gdy ktoś, kogo kochamy, po kim możemy się spodziewać jedynie dobra, zaprasza nas na obiad, wycieczkę, do miejsca, które bardzo lubimy. Jeśli słyszymy suche: „Zapraszam do mnie” z ust szefa, zapewne pojawia się strach, lęk, niewiadoma.
No właśnie, a co, jeśli pada zaproszenie z ust samego Boga!? Tak! Bóg nieustannie kieruje w naszą stronę najpiękniejsze zaproszenie. I to jest też wspólny mianownik dzisiejszych czytań.
Izajasz mówi o uczcie, na której Bóg „raz na zawsze zniszczy śmierć” i otrze łzy z każdego oblicza. To piękny obraz naszej nadziei. Nadziei, której tak bardzo wszyscy potrzebujemy, o czym przypominał nam papież Franciszek. Bóg nie stworzył nas po to, abyśmy na zawsze pozostali w naszych smutkach, lękach i cierpieniach. Ostatecznym celem człowieka jest zbawienie i wieczne zjednoczenie z Bogiem, który otrze każdą łzę.
Ale zanim nastąpi ta wieczna uczta, Bóg już dzisiaj przygotowuje dla nas stół.
Dlatego Psalm 23 mówi: „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie”. Zwróćmy uwagę: psalmista nie mówi, że nigdy nie będzie problemów. Mówi: „Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”. To jest ogromna różnica. Wiara nie oznacza, że człowiek nigdy nie przejdzie przez ciemną dolinę. Wiara oznacza, że nie przejdzie przez nią sam, że poprowadzi nas Ten, któremu na nas zależy.
A potem pada zdanie: „Stół dla mnie zastawiasz”. Może właśnie tutaj powinniśmy dzisiaj zatrzymać się na chwilę. Bóg zastawia przed nami stół. Bóg daje nam Eucharystię. Daje swoje słowo. Daje przebaczenie. Daje wspólnotę. Daje nadzieję. To wszystko jest darem Jego łaski. Zanim więc człowiek odpowie na Boże zaproszenie, najpierw sam zostaje przez Boga obdarowany. Tylko czy my mamy jeszcze czas, żeby przy tym stole usiąść?
Święty Paweł mówi w drugim czytaniu: „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować”. I dodaje: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Paweł odkrył coś bardzo ważnego: szczęście człowieka nie zależy ostatecznie od tego, ile posiada. Można mieć wiele i być nieszczęśliwym. Można mieć niewiele, a mieć pokój serca. Bo najważniejsze nie jest to, co mam, ale z Kim idę przez życie.
I właśnie dlatego tak mocno brzmi dzisiejsza Ewangelia. Nie chodzi w Niej tylko o to, że człowiek jest zajęty. Chodzi o to, co w jego życiu zajmuje pierwsze miejsce.
Król przygotował ucztę i zaprosił ludzi. Wszystko było gotowe. Ale zaproszeni zaczęli się wymawiać. Jeden poszedł na swoje pole, drugi do swego kupiectwa. Zauważmy: Jezus nie mówi, że praca na polu była czymś złym. Nie mówi też, że handel był grzechem. Problemem nie było samo pole ani samo kupiectwo. Problem polegał na tym, że zaproszeni uznali swoje sprawy za ważniejsze od zaproszenia króla. Zlekceważyli jego zaproszenie. To nie było tylko: „Mam za dużo pracy”. To było: „Mam coś ważniejszego”.
I tutaj Ewangelia dotyka również naszego życia. Problemem nie jest to, że mamy pracę, rodzinę, obowiązki, plany czy swoje „pole”. Problem zaczyna się wtedy, gdy nasze „pole” staje się ważniejsze od Króla. Gdy to, co samo w sobie jest dobre, zaczyna zajmować w naszym sercu miejsce należne Bogu.
Można przypomnieć tutaj książkę Mały Książę Antoine’a de Saint-Exupéry’ego i postać Kupca, który całe swoje życie poświęca liczeniu gwiazd. Chce je posiadać, zapisywać, gromadzić. Tylko można zapytać: po co?
I może właśnie tutaj Ewangelia dotyka naszego życia.
Można mieć pełny kalendarz i puste serce. Można ciągle coś załatwiać, kupować, budować, planować. Można całe życie biegać od jednej sprawy do drugiej i w pewnym momencie odkryć, że nie było czasu na to, co naprawdę najważniejsze.
Można tak bardzo zajmować się życiem, że człowiek przegapi życie wieczne. I dlatego dzisiaj Jezus mówi do każdego z nas: „Przyjdź na ucztę”. Nie jutro. Nie wtedy, kiedy wszystko będzie uporządkowane. Nie wtedy, kiedy będę miał więcej czasu. Dzisiaj. Bo być może największą pokusą współczesnego człowieka nie jest powiedzieć Bogu: „Nie wierzę”. Być może częściej mówimy: „Wierzę, ale nie mam czasu”. I właśnie za tym „nie mam czasu” może kryć się coś głębszego: „Mam coś ważniejszego od Ciebie”.
Nie mam czasu na modlitwę. Nie mam czasu na Mszę. Nie mam czasu na spowiedź. Nie mam czasu, żeby porozmawiać z Bogiem. Mam swoje pole. Mam swoje kupiectwo. Mam swoje sprawy. Nie chodzi oczywiście o to, że praca, rodzina czy codzienne obowiązki są czymś złym. Chodzi o to, czy pośród tego wszystkiego Bóg rzeczywiście pozostaje na pierwszym miejscu.
A Bóg cierpliwie powtarza: „Wszystko jest gotowe. Przyjdź na ucztę”.
To Bóg pierwszy wychodzi z zaproszeniem. To On przygotowuje ucztę. To On daje łaskę i uzdalnia człowieka do odpowiedzi. Nasza odpowiedź jest ważna, ale nie zbawiamy się własnym wysiłkiem. Zbawienie jest darem Boga, który człowiek przyjmuje i na który odpowiada.
Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam jednak również o człowieku, który przyszedł na ucztę bez szaty weselnej. Samo przyjęcie zaproszenia nie wystarczy. Bóg chce nie tylko, żebyśmy przyjęli Jego zaproszenie, ale także, żeby Jego łaska przemieniała nasze życie. Szata weselna przypomina nam, że przyjęcie Bożego zaproszenia powinno prowadzić do przemiany serca i życia. Nie wystarczy tylko pojawić się na uczcie. Trzeba pozwolić, aby otrzymana łaska naprawdę nas przemieniała.
Chce, żebyśmy po Eucharystii byli trochę bardziej cierpliwi, bardziej przebaczający, bardziej życzliwi, bardziej podobni do Chrystusa. Nie dlatego, że własnym wysiłkiem mamy zasłużyć na Jego miłość, ale dlatego, że przyjęta przez nas łaska powinna przynosić owoce w naszym życiu.
Nie pozwólmy więc, aby nasze „pole” i nasze „kupiectwo” stały się ważniejsze od Boga. Nie chodzi o to, aby porzucić swoje pole, pracę, rodzinę czy obowiązki. Chodzi o to, aby żadna z tych rzeczy nie zajęła miejsca Boga.
Bo przyjdzie kiedyś dzień, kiedy wszystko inne przestanie mieć znaczenie.
Pozostanie tylko pytanie: czy przyjąłem zaproszenie Chrystusa i pozwoliłem, aby Jego łaska przemieniała moje życie? Amen.
o. Aleksander Ćwik CSsR – „redemptor.pl”
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, obecnie wikariusz i katecheta w Parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej, Pani Ziemi Tarnowskiej w Tuchowie – Bazylika Mniejsza) oraz moderator Oazy w Centrum Duszpasterstwa Młodzieży i Powołań Redemptorystów – Tuchów

Praca i zaufanie
Człowiek bierze na siebie to, czego nie jest w stanie unieść. Nieustannie przewiduje możliwe zagrożenia i żyje przyszłością, która jeszcze nie nadeszła.
„Nie troszczcie się zbytnio” (por. Mt 6,31–33) – mówi Jezus. Te słowa mogą brzmieć zaskakująco dla człowieka, który każdego dnia musi pracować, płacić rachunki, troszczyć się o rodzinę i planować przyszłość. Chrystus nie zachęca jednak do nieodpowiedzialności. Mówi o czymś innym: o wolności od przekonania, że wszystko zależy wyłącznie od nas.
W La Salette temat pracy pojawia się w związku z ziemią i plonami. Dla ludzi żyjących w XIX-wiecznej alpejskiej wiosce nieudane zbiory nie były abstrakcyjnym problemem gospodarczym. Mogły oznaczać prawdziwy niedostatek.
Człowiek pracował, ale wiedział, że nie kontroluje wszystkiego. Mógł przygotować ziemię i zasiać, lecz nie potrafił nakazać pogodzie, by działała zgodnie z jego planem.
Dzisiaj zmieniły się warunki, ale doświadczenie granicy pozostało. Możemy przygotować projekt, a nie zagwarantujemy jego sukcesu. Możemy troszczyć się o zdrowie, ale nie otrzymamy pewności, że nigdy nie zachorujemy. Możemy dobrze wychowywać dziecko, ale nie podejmiemy za nie wszystkich przyszłych decyzji.
Problem zaczyna się wtedy, gdy odpowiedzialność zamienia się w próbę całkowitej kontroli. Człowiek bierze na siebie również to, czego nie jest w stanie unieść. Nieustannie przewiduje możliwe zagrożenia i żyje przyszłością, która jeszcze nie nadeszła.
Jezus proponuje inny porządek. Zrób dzisiaj to, co do ciebie należy. Szukaj królestwa Boga. Bądź uczciwy, odpowiedzialny i pracowity. A jednocześnie pozwól, by Bóg pozostał Bogiem.
Zaufanie nie zastępuje pracy. Rolnik, który ufa Bogu, nadal musi wyjść na pole. Uczeń nadal musi się uczyć, lekarz leczyć, rodzic troszczyć o dziecko, a pracownik wykonać swoje obowiązki. Modlitwa nie jest usprawiedliwieniem dla zaniedbania.
Ale również praca nie zastępuje zaufania. Można wykonywać wszystko perfekcyjnie i jednocześnie żyć w takim napięciu, jakby najmniejszy błąd miał zawalić cały świat.
La Salette przypomina o tej delikatnej równowadze. Człowiek nie jest bezradny, ale nie jest też wszechmocny. Ma pracować i ufać.
W świetle nauczania Leona XIV: Leon XIV mówił w UNESCO o zaufaniu jako cnocie koniecznej do budowania pokoju: różnica nie musi być zagrożeniem, a szczery dialog może przynieść dobro większe niż to, które każdy osiągnąłby sam. Takie zaufanie nie jest naiwnością. Podobnie w pracy i codziennych obowiązkach: robimy odpowiedzialnie to, co możemy, ale nie musimy budować życia na przekonaniu, że wszystko zależy wyłącznie od naszej kontroli.
Modlitwa: Maryjo z La Salette, ucz mnie odpowiedzialnie wykonywać moje obowiązki, a jednocześnie pamiętać, że nie wszystko zależy ode mnie. Prowadź mnie do Chrystusa, abym w pracy nie szukał jedynie sukcesu, lecz dobra, uczciwości i wierności. Amen.
Krok na dziś: Wybierz najważniejsze zadanie, które rzeczywiście należy dzisiaj do ciebie, i wykonaj je możliwie dobrze. Potem nazwij jedną sprawę, której wyniku nie możesz kontrolować, i świadomie powierz ją Bogu.
ks. Leszek Smoliński – „wiara.pl”

Mamy dwusetną rocznicę pojawienia się wspólnot żywego różańca
64 lata temu rozpoczynał się Sobór Watykański II. Jego uczestnikiem był święty Jan Paweł II, papież różańca. Mamy dwusetną rocznicę pojawienia się wspólnot żywego różańca jako zaplecza misji. A różaniec to przecież... medytacja nad słowem Bożym. Oto zasmakować słowa. Zasmakować uczty, którą czyni nam Pan, który pragnie otrzeć łzy z każdego oblicza, zdjąć hańbę ze swojego ludu. Dać się... Chrystusowi przeodziać w Jego... miłosierdzie. Apostoł Paweł mówi: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Patrzymy na Jezusa, najlepszego nauczyciela, który z ogromną cierpliwością naucza w świątyni i słowo swoje kieruje do arcykapłanów i starszych ludu. Ciągle liczy, że to słowo trafi do nich, skruszy ich twarde... serca, że oni odnajdą się w tej przypowieści... która mówi o zaproszonych na ucztę. „Przyjdźcie na ucztę”. Czy może być coś bardziej ważniejszego niż uczta z królem? Podczas każdej Eucharystii słyszymy o godach Baranka, uczta weselna. Dać się przeodziać. Wejść w myślenie i działalność Jezusa. Oto można zlekceważyć zaproszenie na ucztę. Może być dla nas coś ważniejszego: pole, kupiectwo, żądza władzy. Zadziwia ta konsekwencja zapraszania na ucztę dobrych i złych. Zaskakuje to wyjście na rozstajne drogi, abyśmy się mogli odnaleźć... na sali weselnej. Odnaleźć się i przeodziać, dać się przeodziać w strój weselny. Przeodziać się Chrystusem. To jest zadanie, które staje przed nami, żebyśmy się z Jego miłością nie rozminęli. Bo to Chrystus, Dobry Pasterz, chodzi naszymi ciemnymi dolinami, aby nas odszukać. Szuka owiec pogubionych, zagubionych, żeby zaprosić na ucztę. „Stół dla mnie zastawiasz na oczach mych wrogów” – mówi psalmista. Odnaleźć się za stołem to odnaleźć się we wspólnocie, we wspólnocie Kościoła, której przewodzi Jezus Chrystus.
ks. Wenancjusz Żmuda - "mateusz.pl"

Uczta jest gotowa
"Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni” (Mt 22,8)
A. Przeczytać
I kolejna przypowieść, aż do znudzenia przypominająca myśl, iż nie musi być tak, jak nam się wydaje. Że choćby mnie Bóg wezwał wcześniej, choćbym czuła się przez to lepsza od innych, może być tak, że ktoś inny zajmie lepsze miejsce, usiądzie bliżej Boga, otrzyma od Niego więcej niż może przyjąć, a ja pozostanę z niczym. Jeśli zlekceważyłam zaproszenie.
Biała szata u Żydów jest oznaką niewinności, czystości. Chrześcijaństwo przejęło ten symbol. Od IV wieku podczas chrztu w Wielką Sobotę katechumeni otrzymywali białą szatę, jako znak otrzymania łaski Bożej - oczyszczenia duszy z grzechów.
B. Przemyśleć
Dziś twoje święto. Obiecał, że przyjdzie. Przygotowałaś stół, biały obrus i świece. Przygotowywałaś się od tygodnia. Otworzyłaś na spotkanie całe swoje drżące z miłości serce. Ale czas mijał, a jego nie było. Wskazówki zegara przesuwały się powoli ale nieubłaganie. A te dzwonki do drzwi to tylko listonosz, pomyłka, akwizytor. Wystygło na stole, obeschło, niekochana świeca skręciła się w bólu i pochyliła głowę ku ziemi. A kiedy już wyrzucasz pożółkłe, płaczące tłuszczem twarde plasterki sera do śmieci, nie za serem pocą się oczy, nie o wydane niepotrzebnie pieniądze boli serce. Wiedział, że czekasz, ale nie przyszedł. Z pewnymi oporami - zadzwoniłaś. Tak, był w domu. Ale miał ważniejsze sprawy.
Ważniejsze niż ty.
Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. O naszej wielkości nie świadczy to, kto nas zaprasza, ale to, czy godnie odpowiemy na zaproszenie. Kiedy spotkaliśmy Boga tak naprawdę, biegliśmy do zastawionych przez Niego stołów z radością. Czy tylko z ciekawości? Z grzeczności? Z poczucia obowiązku? Przecież nie. Chcieliśmy być z Nim, jak On chciał być z nami. Dlaczego więc nie ma nas dzisiaj?
Kiedy śmieszą nas ewangeliczne wykręty zaproszonych gości: wypróbować woły, obejrzeć pole, młoda żona (Łk 14,18), trzeba docenić chociaż to, że potrafili być szczerzy. Czy stać nas na szczerość wobec Boga? Czy potrafimy popatrzeć Mu w oczy i powiedzieć: ważniejszy dla mnie jest komputer, aparat fotograficzny, fajerwerki?
Nie, to prawda, nie mówi się takich rzeczy komuś w oczy. Ale trzeba to powiedzieć sobie. Przyzwyczailiśmy się już do obecności Boga w naszym życiu. Po roku wspólnych spotkań już nam to spowszedniało. Już nie jest taką atrakcją. Nie bawi. I okazuje się, że tyle warta jest nasza miłość do przyjaciół. Jeśli już po fajerwerkach, nie liczą się ich uczucia, tylko nasze potrzeby, nasze zachcianki. Ale nam się ciągle wydaje, że nie zmieniło się nic. Gdy On oczekuje naszej obecności, my chwalimy się przed innymi naszą wypróbowaną i wierną przyjaźnią.
Nie, to prawda, nie mówi się pewnych rzeczy prosto w oczy, nawet przyjaciołom. Można zbyt mocno zranić. Ale patrząc im prosto w oczy, trzeba to powiedzieć sobie: ile to wszystko warte, co we mnie jest. Bo inaczej zrobimy jeszcze gorzej. Kiedy już pozałatwiamy wszystkie swoje sprawy, nagle przypomnimy sobie, że gdzieś czeka na nas miejsce przy stole, wypełniony po brzegi talerz, ciepła kawa. I wpadniemy w sam środek wesela w obłoconych butach, w roboczej kurtce, w papilotach. I zlekceważymy go po raz drugi. Upokorzymy przed innymi. Zawstydzimy.
Owszem, Bóg zawsze na nas czeka. Ale to nie tak, że możemy tak prosto z ulicy, choć nie było nas już cały miesiąc. „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” (Mt 22,12) Trzeba najpierw umyć buty. Gdybyśmy tam byli częściej, wiedzieliśmy, że dziś wesele. Pamiętalibyśmy o weselu. Kiedy się zbyt mocno zadomowimy u kogoś, zapominając, że to nie nasze obejście, można zupełnie zatracić poczucie taktu. To tylko gospodarz może, widząc cię wracającego z pola, zawołać: wejdź, przebierzesz się u mnie. My musimy przyjść już przebrani.
To kolejny krok, o którym nie możemy zapomnieć, kiedy już dłużej przyjaźnimy się z Bogiem. Ustrzec się tych dwu błędów, dwóch grzechów. Można zlekceważyć zaproszenie, gdy Bóg zastawił stół. Odejść do swoich spraw, do swoich pragnień, do swoich zachcianek. Nie znaleźć już czasu, nie mieć już ochoty. I można zlekceważyć Boga, traktując Go jak kumpla, z którym możemy zrobić wszystko. Zasiąść do stołu z brudnymi od grzechu rękami i nawet tego nie zauważyć.
„Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni”.
C. Przemodlić
Módlmy się, abyśmy w częstych rachunkach sumienia ciągle weryfikowali naszą miłość do Boga. Bo może już od dawna tylko nam się wydaje, że chodzimy Jego śladami. A może i Jego śladami, ale w przeciwną stronę.
Módlmy się, aby nic w naszym życiu nie stało się ważniejsze od Boga. Abyśmy nie gonili za rzeczami, sprawami, które nie są tego warte. Abyśmy zawsze szli tam, gdzie woła nas Bóg. To wcale nie musi być pobliski kościół, to może być również zimny i lichy pokój chorego sąsiada. Bóg czeka na nas w wielu miejscach.

Z listów Sulpicjusza Sewera
Marcin ubogi i pokorny
Marcin na długo wcześniej znał dzień swojej śmierci i zapowiadał braciom, że bliskie już jest jego rozłączenie z ciałem. Tymczasem wynikła potrzeba udania się do diecezji Candes, ponieważ duchowni tego Kościoła poróżnili się między sobą. Marcin pragnął przywrócić tam pokój. Choć dobrze wiedział o zbliżającym się końcu, nie powstrzymało go to jednak przed podróżą dla załatwienia tego rodzaju sprawy. Sądził, że będzie to szczęśliwym dopełnieniem cnót, jeśli pozostawi Kościołowi na nowo odzyskany pokój.
Przez jakiś czas pozostawał w tej miejscowości, albo raczej w kościele, do którego zaszedł. Po przywróceniu pokoju wśród duchowieństwa, kiedy zamierzał już powrócić do klasztoru, nagle zaczął opadać z sił. Zwołał więc braci i oświadczył, że chwila jego śmierci jest blisko. Wtedy to żałość i płacz ogarnęły wszystkich i wszyscy wśród łez wołali jednogłośnie: "Dlaczego nas opuszczasz, ojcze? Komu zostawiasz nas strapionych? Do twej owczarni wtargną wilki drapieżne; skoro zabraknie pasterza, któż nas obroni przed ich atakami? Wiemy, że pragniesz być z Chrystusem, ale twoja nagroda jest pewna i nie zmniejszy się na skutek zwłoki; ulituj się raczej nad tymi, których pozostawiasz".
Wtedy Marcin, wzruszony łzami - ponieważ zawsze był zjednoczony z Panem przez serdeczne miłosierdzie - zapłakał, i zwróciwszy się do Pana, tyle tylko odpowiedział płaczącym: "Panie, jeśli jeszcze potrzebny jestem Twemu ludowi, nie wzbraniam się przed pracą. Niech się dzieje wola Twoja".
Jakże niezwykły człowiek! Niezwyciężony przez trudy, niezwyciężalny nawet przez śmierć. Nie skłaniał się ani w jedną, ani w drugą stronę: śmierci się nie lękał, przed życiem się nie wzbraniał. Podniósłszy oczy i ręce ku niebu, nie odrywał od modlitwy niestrudzonego ducha. Kapłani, którzy zebrali się wokół niego, prosili, aby ulżył ciału kładąc się na bok. On jednak odpowiedział: "Pozwólcie mi, bracia, pozwólcie patrzeć raczej w niebo niż na ziemię, aby moja dusza, która ma wyruszyć do Pana, przyjęła właściwy kierunek". To powiedziawszy, ujrzał stojącego obok szatana. Wtedy rzekł: "Na co czekasz, krwawa bestio? We mnie niczego nie znajdziesz, przeklęty; mnie przyjmie łono Abrahama".
Z tymi słowami oddał ducha niebu. Szczęśliwy Marcin zostaje przyjęty na łono Abrahama, Marcin ubogi i pokorny wstępuje do nieba jako bogaty.
***
Biblia pyta:
Jesteśmy miłą Bogu wonnością Chrystusa zarówno dla tych, którzy dostępują zbawienia, jak i dla tych, którzy idą na zatracenie; dla jednych jest to zapach śmiercionośny – na śmierć, dla drugich zapach ożywiający - na życie. A któż temu sprosta?
2 Kor 2, 15-16
***
Nałogiem nazywamy łatwość wracania do starych grzechów – łatwość w którą popadliśmy wskutek złego życia. Trzeba więc po spowiedzi wykonywać dobre uczynki przeciwne dawnym grzechom.
św. Jan Maria Vianney, O zadośćuczynieniu, pokucie i umartwieniu

O pożytku z trudności
1. To dobrze, że niekiedy napotykamy trudności i przeszkody, bo one zmuszają człowieka, aby wejrzał w swoje serce i przypomniał sobie, że jest tu tylko przechodniem i nie ma prawa budować nadziei na żadnej rzeczy tego świata.
To dobrze, że cierpimy czasem zarzuty i oskarżenia i że niektórzy źle o nas myślą, nawet jeśli staramy się i czynimy dobrze. To pomaga nam wyrobić w sobie pokorę i nie dopuszcza do nas próżnego rozgłosu. Wtedy bowiem, kiedy ludzie nie doceniają nas i niedobrze o nas sądzą, usilniej szukamy naszego wewnętrznego świadka, Boga.
2. Dlatego człowiek powinien opierać się wyłącznie na Bogu, aby nie musiał szukać nieustannie potwierdzenia siebie u ludzi. Człowiek dobrej woli, dopiero kiedy gnębią go pokusy albo złe myśli, pojmuje, jak bardzo potrzebny mu jest Bóg i już wie, że bez Niego nie mógłby zdziałać nic dobrego.
A przecież kiedy jest smutny, jęczy i modli się, aby Bóg odjął mu cierpienie 2 Kor 1,8. Czasem wydaje mu się, że nie warto żyć dłużej, przywołuje śmierć, aby uwolnić się od bólu i móc już przebywać z Chrystusem Flp 1,23. Dopiero wtedy zaczyna rozumieć, że tu, na świecie, nie ma trwałego bezpieczeństwa i pokoju.
Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa' – za: „katolik.pl”

Co Kościół proponuje małżeństwom?
Razem, dzięki Bogu
W Kościele w Polsce podejmowanych jest szereg inicjatyw, od tych wykraczających poza granice kraju po zupełnie lokalne.
Przygotowanie do małżeństwa, formacja na różnych etapach trwania związku, wsparcie w sytuacjach trudnych a także towarzyszenie w odkrywaniu, że małżeństwo może być drogą do świętości – to propozycja Kościoła skierowana do małżeństw. W ramach tej propozycji w Kościele w Polsce podejmowanych jest szereg inicjatyw, od tych wykraczających poza granice kraju po zupełnie lokalne, od pojedynczych wydarzeń po programy, które obejmują lata pracy, od tych zainicjowanych przez biskupów po te, które powstają oddolnie z potrzeby wiernych.
Przygotowanie do małżeństwa
Kościół jest jedyną instytucją w Polsce zajmującą się przygotowywaniem par do bycia małżonkami i rodzicami. Każda diecezja określa ramy takiego przygotowania, które może odbywać się w najróżniejszej formie. Organizowane są weekendowe wyjazdy lub serie spotkań trwające kilka tygodni lub nawet kilka miesięcy. Można uczestniczyć w naukach, warsztatach czy rekolekcjach a czasem w programach, które zawierają wiele z tych elementów. Przewidziane są też spotkania w poradni rodzinnej. Wśród licznych propozycji można znaleźć katechezy prowadzone w języku angielskim, w wersji 35+, a w niektórych przypadkach – online.
Przykładowe inicjatywy:
Rekolekcje dla Narzeczonych i Wieczory dla Zakochanych
To propozycja ruchu „Spotkania Małżeńskie” skierowana do narzeczonych oraz zakochanych par poważnie myślących o wspólnej przyszłości. Rekolekcje dla Narzeczonych to wyjazdowe rekolekcje zamknięte a Wieczory dla Zakochanych – cykl 9 cotygodniowych spotkań, trwających ok. 3 godzin każde. Program w obu formach jest ten sam, prowadzony jest metodą warsztatową, a najważniejszym elementem jest własna praca uczestników w parach. To okazja do spokojnej rozmowy na ważne tematy, pełniejszego poznania wzajemnych oczekiwań, ustalenia wspólnej hierarchii wartości a także podjęcia ostatecznej decyzji na „tak” lub „nie”. W kilku miastach Wieczory dla Zakochanych organizowane są we współpracy z ojcami dominikanami – w ośrodkach duszpasterskich przy dominikańskich klasztorach.
Radość i Nadzieja
To program przygotowania do małżeństwa realizowany przez Fundację Pomoc Rodzinie w Łomiankach przy Wydziale Studiów nad Rodziną UKSW. Jest propozycją dla narzeczonych z archidiecezji warszawskiej, gdańskiej i koszalińsko- kołobrzeskiej. Przewidziane są dwie stacjonarne sesje warsztatowe (w tym jedna bardzo intensywna sesja weekendowa) oraz 5 zadań e-learningowych, które narzeczeni wykonują w warunkach domowych pomiędzy pierwszym a drugim spotkaniem. Mogą wtedy starać się wprowadzać w praktyce pozytywne zmiany w relacji.
Przed Nami Małżeństwo
„Boże cele dla małżeństwa”, „Relacja seksualna. Więź”. „Teściowie” – to przykładowe tematy podejmowane podczas projektu „Przed Nami Małżeństwo” realizowanego w strukturach stowarzyszenia Diakonia Ruchu Światło-Życie we współpracy z Duszpasterstwem Rodzin Archidiecezji Katowickiej. Ośrodki realizujące kurs powstały przy parafiach w kilkunastu miastach na Śląsku i nie tylko. (Narzeczeni z Wielkiej Brytanii i Irlandii mogą np. skorzystać z tego kursu w Belfaście). Zajęcia odbywają się weekendowo (sobota-niedziela) lub w ramach cotygodniowych wieczornych spotkań. Jest również możliwość przeżycia kursu w ramach weekendowego wyjazdu.
Katechumenat dla Narzeczonych – Małżeństwo Zdumiewająca Perspektywa
To program realizowany przez Archidiecezjalny Ośrodek Katechumenalny w Łodzi. Oparty jest na metodzie katechumenalnej. Zaplanowany jest jako forma inicjacji do sakramentu małżeństwa przez wykłady, ćwiczenia, świadectwa, celebracje, pracę ze Słowem Bożym, dialog i towarzyszenie.
„miłość czy Miłość?”
Program przygotowania do małżeństwa realizowany w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie. Zaangażowany w niego jest proboszcz oraz ok. 10 małżeństw, które prowadzą spotkania. Program stawia na indywidualne podejście i odpowiedni dobór prowadzących do grup słuchaczy, tak, by np. pracownicy korporacji mieli okazję posłuchać kogoś, kto również ma takie doświadczenie i łączy je z wiarą i życiem rodzinnym.
Poradnictwo rodzinne
Poradnie rodzinne działają w ponad 2,5 tys. parafii w Polsce. Poradnie te służą narzeczonym, prowadzone są tam szkolenia z zakresu odpowiedzialnego rodzicielstwa, można też uzyskać pomoc w rozwiązywaniu konfliktów rodzinnych czy problemów wychowawczych.
Pewnym trendem jest jednak odchodzenie od małych poradni przyparafialnych na rzecz poradni specjalistycznych, w których uzyskać można kompleksową, profesjonalną pomoc w różnych dziedzinach. Według danych z 2023 r. w Polsce działało 120 katolickich poradni specjalistycznych oferujących pomoc nie tylko duszpasterzy i doradców życia rodzinnego ale też prawników, psychologów, terapeutów uzależnień czy seksuologów. Oferta poradni skierowana jest również do par niewierzących.
Poradnia Donum Vitae
Powstała w 2016 r. w Szczecinie, realizując misję Fundacji Donum Vitae – całościową troskę o małżeństwo i rodzinę. Zrzesza grono specjalistów, m.in. terapeutów, mediatorów, doradców, położne, pedagogów, psychologów, osoby duchowne. Fundacja prowadzi całodobowy telefon zaufania, oferuje wsparcie psychologiczne, organizuje opiekę duchową, pomaga w procedurach medyczno-prawnych, współorganizuje pochówki dzieci nienarodzonych. Szczególną misją Fundacji i jej poradni jest wsparcie dla rodziców po stracie.
Fundacja Towarzyszenia Rodzinie im. prof. Stanisława Grygiela
Działa na terenie archidiecezji krakowskiej z inicjatywy fundatora – abp. Marka Jędraszewskiego. Misją fundacji jest wspieranie rodziny w rozwoju w odniesieniu do wartości chrześcijańskich. Organizuje warsztaty, szkolenia, spotkania tematyczne. Zapewnia stałą opiekę psychologów i psychoterapeutów – w różnych miejscach na terenie całej archidiecezji. Prowadzi projekty, w ramach których oferuje pomoc bezpłatną, indywidualną – dopasowaną do konkretnych potrzeb. Pomaga narzeczonym, małżeństwom a także kobietom i mężczyznom indywidualnie.
Licheń: Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym, Ośrodek Wsparcia Płodności „Naprotechnologia”
Przy Sanktuarium w Licheniu działa Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym, a także Ośrodek Wsparcia Płodności „Naprotechnologia”. To miejsca, w których można uzyskać wszechstronną pomoc w wielu obszarach, w tym również relacji małżeńskich i rodzinnych. Specjaliści pomagają m.in. rozwiązywać problemy z dialogiem małżeńskim, budowaniem więzi, problemy uzależnień i współuzależnień itp. W Ośrodku Wsparcia Płodności „Naprotechnologia” z kolei działa zespół złożony z wykwalifikowanych instruktorów obserwacji płodności, lekarzy specjalistów z zakresu ginekologii i położnictwa, endokrynologii, andrologii oraz konsultantów medycznych naprotechnologii.
Formacja małżeńska w ruchach i wspólnotach
Co to znaczy, że jesteśmy małżeństwem? Jak mamy będąc małżeństwem realizować nasze chrześcijańskie powołanie? Co w praktyce robić, by poprzez małżeństwo stawać się świętymi? Tym, którzy stawiają sobie takie pytania wychodzą naprzeciw liczne ruchy i wspólnoty w Kościele skupiające się na duchowości małżeńskiej. Wiele z nich obecnych jest również w Polsce.
Domowy Kościół
To rodzinna gałąź Ruchu Światło-Życie, a zarazem jeden z najliczniejszych i najbardziej rozpoznawalnych ruchów duchowości małżeńskiej w Polsce. Założyciel ruchu, ks. Franciszek Blachnicki, widział go m.in. jako propozycję kontynuacji formacji oazowej dla dorosłych, którzy zawarli związek małżeński. Domowy Kościół łączy charyzmat Ruchu Światło-Życie z charyzmatem międzynarodowego ruchu Équipes Notre-Dame, który była dla ks. Blachnickiego inspiracją. Podstawowym miejscem formacji jest małżeństwo i rodzina. Małżonkowie zobowiązują się do regularnej modlitwy, lektury Pisma św., dialogu małżeńskiego, pracy nad sobą i uczestnictwa w rekolekcjach. W ramach jednej parafii, tworzą kręgi składające się z kilku par, w których odbywają się comiesięczne spotkania. Ważnym wymiarem formacji w ruchu jest deuterokatechumenat, czyli odkrywanie na nowo znaczenia przyjętego sakramentu chrztu. W czasie wakacji członkowie ruchu uczestniczą w Oazach Rodzin.
Équipes Notre-Dame
To najstarszy i największy ruch duchowości małżeńskiej w Kościele. Powstał we Francji, tuż przed II wojną światową. Był próbą odpowiedzi na pytania młodych ludzi, którzy na wiele lat przed Soborem Watykańskim II zastanawiali się, czy małżeństwo może być dla świeckich droga do świętości. W Polsce, z uwagi na sytuację polityczną ruch nie mógł się rozwijać. Jego charyzmat podjęty został przez Domowy Kościół, jednak od 2002 r. również w Polsce powstają ekipy Équipes Notre-Dame.
Spotkania Małżeńskie
Jak ze sobą rozmawiać w małżeństwie? Jak prowadzić dialog? - Trzeba się nauczyć słuchania przed mówienie, rozumienia przed ocenianiem, dzielenia przed dyskutowaniem, a przede wszystkim – przebaczania – przekonują Irena i Jerzy Grzybowscy, założyciele Spotkań Małżeńskich. Propozycja ruchu to przeżycie – we dwoje – warsztatowych rekolekcji wyjazdowych, podczas których jest czas na rozmowę i naukę rozmowy. Rekolekcje Spotkań Małżeńskich to okazja do pogłębienia relacji, ale też szansa na to by „na nowo zakochać się w swoim mężu lub żonie” dla tych, którzy myślą już o rozwodzie. Zasadniczo rekolekcje przeznaczone są dla sakramentalnych małżeństw katolickich, lecz ruch jest otwarty również na małżeństwa innych wyznań, pary niesakramentalne lub osoby obojętne religijnie, które – jak same mówią – po takich rekolekcjach w inny sposób popatrzyły na Boga i Kościół.
Związek Rodzin w Ruchu Szensztackim
Misją Ruchu Szensztackiego (który powstał w 1914 r. w Niemczech) jest łączenie wiary z życiem codziennym, w szczególności poprzez głęboką miłość do Maryi. To ruch odnowy Kościoła i społeczeństwa w duchu Ewangelii. Ma swoją gałąź rodzinną – Związek Rodzin, który od 1995 r. obecny jest także w Polsce. Formacja w ruchu to comiesięczne spotkania w małych grupkach oraz raz do roku kilkudniowy wyjazd rekolekcyjny. Spotkania są inspiracją do codziennej pracy nad sobą, pogłębiania duchowości ale też budowania relacji w małżeństwie i rodzinie.
KANA
KANA to misja wspólnoty Chemin Neuf skierowana do małżeństw i rodzin. Chemin Neuf jest katolicką wspólnotą o powołaniu ekumenicznym, która powstała w latach 70. XX wieku we Francji. Zrzesza celibatariuszy płci obojga, osoby stanu wolnego oraz małżeństwa. Małżeństwa mogą przeżywać formację we wspólnocie oraz dzielić się owocami tej formacji z innymi. Formacja dla małżeństw odbywa się przede wszystkim poprzez specjalne rekolekcje – czas dialogu, uzdrowienia duchowego i odkrywania na nowo radości z bycia w małżeństwie. Podstawową propozycją jest 6-dniowy wyjazd Tydzień Kana. Są też Weekendy dla Małżeństw, Kana w Górach (propozycja dla aktywnych), czy Kana Rodzina, na którą mogą pojechać również dzieci i dziadkowie. Kana organizuje również roczne programy formacyjne, np. Kana Welcome, dla małżeństw z niewielkim stażem, czy Kana Rodzice, dla tych, którzy chcą wzrastać w swoim rodzicielstwie i poszukują wsparcia. Małżeństwa w kryzysie lub w poważnej życiowej zmianie Kana zaprasza na rekolekcje w ciszy z indywidualnym towarzyszeniem.
Małżeńskie Drogi
Małżeńskie Drogi to grupa małżeństw i katolickich kapłanów, których celem jest głoszenie Dobrej Nowiny o miłości małżeńskiej. Małżeńskie Drogi działają głównie na terenie archidiecezji warszawskiej i diecezji warszawsko praskiej. Organizują m.in. seminarium dla młodych małżeństw „Słowa do Pary”, rekolekcje dla małżeństw w domu rekolekcyjnym Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach koło Warszawy, czy comiesięczne spotkania wokół Słowa Bożego – dla małżeństw, które wcześniej uczestniczyły w rekolekcjach.
Ogniska Świętej Rodziny
Program formacyjny „Ognisk Świętej Rodziny”, wyrasta na fundamencie charyzmatu Instytutu Świeckiego Życia Konsekrowanego Świętej Rodziny, który został założony w 1986 r. przez abp. Kazimierza Majdańskiego i dr Monikę Wójcik. To propozycja dla tych, którzy chcą żyć w świętej rodzinie, uczyć się miłości od Świętej Rodziny i przekazywać ją dalej innym. Specyfiką tej formacji jest jej rodzinny charakter. Uczestniczą w niej nie tylko małżonkowie, ale też dzieci. Centrum formacyjnym jest Ośrodek dla Rodzin w Wisełce, gdzie w czasie wakacji odbywają się rekolekcje.
Wspólnota Małżeństw „Kochać i Służyć”
To wspólnota, którą tworzą małżeństwa sakramentalne, pragnące współpracować z łaską tego sakramentu, żeby w drodze do Pana Boga lepiej pomagać sobie wzajemnie, w rodzinie, we Wspólnocie i w społeczeństwie. Fundament Wspólnoty stanowią katolicka duchowość małżeńska, a szczególnie nauczanie św. Jana Pawła II oraz duchowość ignacjańska. Wspólnota prowadzi rekolekcje dla małżeństw w Ignacjańskim Centrum Formacji Duchowej w Gdyni, przy którym powstała.
Wydarzenia dla małżeństw
Pielgrzymka Rodzin
Krajowy Ośrodek Duszpasterstwa rodzin KEP co roku organizuje Ogólnopolską Pielgrzymkę Małżeństw i Rodzin na Jasną Górę. Zaproszone są małżeństwa i rodziny oraz wszystkie osoby zaangażowane w Duszpasterstwo Rodzin. Pielgrzymka trwa 2 dni, a jej centralnym punktem jest Msza św. na Jasnogórskim Szczycie – w intencji małżeństw i rodzin. Pielgrzymki dla małżeństw i rodzin organizowane są też w wymiarze diecezjalnym czy parafialnym.
Dzień Męża i Żony
Przypada 13 lipca – w tym dniu wzięli ślub święci Zelia i Ludwik Martin, rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Dzień obchodzony jest w Polsce z inicjatywy Rycerzy Kolumba, największej na świecie katolickiej organizacji zrzeszającej świeckich mężczyzn. Rycerze i ich żony starają się spędzić razem ten dzień na wspólnym świętowaniu, Mszy św. z odnowieniem przyrzeczeń małżeńskich oraz spotkaniach w gronie rodzinnym lub przyjacielskim. Zachęcają też do tego innych.
Kongres Małżeństw w Świdnicy
Trzydniowe wydarzenie, które od ponad 15 lat gromadzi pary z całej Polski. To czas na spotkania, przeżycia artystyczne, wspólną modlitwę i Mszę św. ale też okazja do wysłuchania ekspertów – psychologów, terapeutów, teologów i praktyków życia rodzinnego. Kongres dotyka różnych wymiarów życia małżeńskiego – od komunikacji i budowania bliskości, poprzez sferę emocji i intymności, aż po codzienne wyzwania związane z pracą, finansami, wychowaniem dzieci czy organizacją życia. Po uroczystym otwarciu spotkania wręczana jest nagroda Amicus Matrimonium – dla osób, które w sposób szczególny wspierają małżeństwa. Nagrodę otrzymali m.in. ks. Piotr Pawlukiewicz oraz Monika i Marcin Gajdowie.
Małżeństwo w sytuacjach trudnych
Wspólnota Trudnych Małżeństw Sychar
To wspólnota wiernej miłości małżeńskiej, założona przez małżonków, których sakramentalne małżeństwa się rozpadły. Postanowili oni jednak wytrwać w wierności przysiędze złożonej przed Bogiem, wzrastać w miłości do Boga i współmałżonka i być otwartym na pojednanie. Członkowie wspólnoty wspierają się w ramach Ognisk Wiernej Miłości Sychar, m.in. poprzez modlitwę. Towarzyszy im myśl, że każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania.
Duszpasterstwo osób w związkach niesakramentalnych
To specjalna propozycja Kościoła skierowana do osób rozwiedzionych, które zawarły kolejny związek albo takich, które są w związku, ale z różnych powodów nie mogą zawrzeć małżeństwa sakramentalnego. Chodzi o pomoc tym ludziom w zachowaniu więzi z Chrystusem i stworzenie warunków do możliwości pojednania się z Bogiem i ludźmi. Duszpasterstwa takie działają w wielu miejscach w Polsce, m.in. przy Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie.
Abraham i Sara
Stowarzyszenie Wspierania Małżeństw Niepłodnych „Abraham i Sara” powstało po to, by nikt ze swoim doświadczeniem niepłodności nie pozostał sam. Stowarzyszenie organizuje warsztaty, szkolenia, rekolekcje, prowadzi telefon zaufania, oferuje pomoc psychologiczną oraz współprace z lekarzami. Na stronach Stowarzyszenia można znaleźć informacje m.in. o duszpasterstwach małżeństw pragnących potomstwa, działających w wielu miastach w Polsce, modlących się razem i dążących w swoim doświadczeniu również do pogłębienia więzi z Bogiem i ze współmałżonkiem.
Rodzina Kangura
Fundacja Rodzina Kangura ( stworzona przez małżonków formujących się w Ruchu Szensztackim) organizuje Tydzień Intensywnego Wytchnienia dla rodziców dzieci z niepełnosprawnością. Dzieci te również uczestniczą w wyjeździe, ale nie jest organizowany on z myślą o nich, ale właśnie o rodzicach – by mogli odpocząć i zadbać o swoją relację. Dzieci są objęte opieką wolontariuszy i bezpieczne. Rodzice mogą spokojnie porozmawiać ze sobą i z innymi, uczestniczyć w warsztatach, jeśli chcą – pomodlić się, a nawet potańczyć.
KAI

10 małych kroków, które mogą uratować twoje małżeństwo
Masz wrażenie, że wszystko się sypie? Kłótnie o dzieci, ciche dni, narastające napięcie? Może nie trzeba od razu rewolucji. Czasem wystarczy powiedzieć „przepraszam” i… dokończyć czytanie tego artykułu.
Zaczyna się od dzieci, kończy na małżeństwie
Dr Ray Guarendi od lat wysłuchuje rodzinnych dramatów. Najczęściej zwracają się do niego zaniepokojeni rodzice. Dziecko kłóci się z nauczycielami, nie słucha w domu, trzaska drzwiami. Czterolatek robi dzikie awantury, dziesięciolatek ignoruje wszystkich, szesnastolatek zatraca się w świecie ekranów.
Ale po kilku sesjach terapeutycznych okazuje się, że problem nie dotyczy tak naprawdę dziecka. U podstaw leży to, co dzieje się między mamą i tatą. Brak wspólnego frontu, wzajemne pretensje, zranienia, które narastają latami. Dziecko – często – po prostu odzwierciedla emocjonalny chaos między rodzicami.
Rodzina działa jak system naczyń połączonych. Jeśli jedno ogniwo szwankuje, zaburza równowagę całości. I odwrotnie – jeden dobry krok potrafi poruszyć lawinę dobra.
Krok 1: Powiedz „Przepraszam”
To jedno słowo ma zdolność zatrzymania spirali zranień. I – co ważne – nie musisz być w 100% winnym, by je wypowiedzieć. Wystarczy choćby cień odpowiedzialności.
„Przepraszam, że zareagowałem zbyt ostro”. „Przepraszam, że nie posłuchałam do końca”. To słowa czyniące cuda. Szczere przyznanie, że nawet po części, mam udział w powstaniu problemu często rozładowuje sytuację.
Zadziwiająco często taka szczera skrucha otwiera drugą osobę. Zamiast bronić się i kontratakować, twój współmałżonek poczuje, że traktujesz go z szacunkiem.
Krok 2: Kiedy cisną się na usta pretensje – zamilknij
Zwłaszcza wtedy, gdy emocje sięgają zenitu. Kiedy aż cię nosi, by powiedzieć „A ty zawsze…”, „Nigdy nie…” – to znak, że powinieneś… zamilknąć.
To nie znaczy, że masz udawać, że wszystko jest w porządku. Ale słowa wypowiedziane pod wpływem gniewu potrafią ranić głębiej, niż zamierzaliśmy.
Zatrzymując się choćby na 10 sekund, dajesz szansę rozumowi, by dogonił emocje. I unikniesz niepotrzebnej eskalacji problemu.
Krok 3: Posłuchaj przez minutę
Nie przerywaj. Nie oceniaj. Nie szukaj od razu kontrargumentów. Po prostu posłuchaj.
Cisza i pełna uwaga mają siłę gaszenia pożarów. Nawet jeśli druga osoba mówi w złości, to świadomość, że została wysłuchana – działa kojąco.
Daj współmałżonkowi jedną pełną minutę, bez przerywania, bez poprawiania. I zobacz, co się stanie.
Krok 4: Zadawaj pytania
Nie te retoryczne. Te prawdziwe. „Co spowodowało, że to cię tak zabolało?” „Co byś chciał, żebym zmieniła?”
Pytania mają moc. Pokazują, że nie zamykasz się we własnym świecie. Że chcesz zrozumieć, a nie tylko być zrozumianym.
Dobre pytanie bywa jak latarka – oświetla miejsca, które do tej pory były w cieniu.
Krok 5: Przyjmij to, co usłyszysz
Nie chodzi o to, by się zgadzać. Chodzi o gotowość, by wysłuchać i uznać, że druga osoba ma prawo czuć to, co czuje.
Czasem będziesz słyszeć rzeczy, które wydadzą ci się irracjonalne. Czasem absurdalne. Ale dla twojego współmałżonka są one prawdziwe.
Jeśli pozwolisz, by wybrzmiały, bez sarkastycznego komentowania i wyśmiewania, bez wyciągania wzajemnych pretensji i niedociągnięć, twój dom przestanie być polem bitwy.
Krok 6: Wyrzuć z rozmowy słowo „rozwód”
Nawet jeśli wypowiadasz je tylko po to, by wywołać reakcję. Nawet jeśli to tylko straszak.
To słowo działa jak trucizna – sączy się powoli i niszczy poczucie bezpieczeństwa. Zostawia ślad, który trudno wymazać.
Chcesz uratować związek? Przestań otwierać drzwi, którymi nie chcesz przejść, bo inaczej może się okazać, że pomysł zostanie podchwycony i zrealizowany.
Krok 7: Zawsze mów z kulturą
„Proszę”, „dziękuję”, „czy mogę?”. Takie słowa wypowiadamy do obcych, ale często zapominamy o nich w domu. A przecież to właśnie tu mają największe znaczenie.
Dobre słowa budują atmosferę szacunku. Pokazują, że nie bierzemy drugiej osoby za pewnik. Że dostrzegamy jej wysiłek, obecność, pomoc.
Małżeństwo nie psuje się nagle. Zaczyna się psuć, gdy przestajemy być dla siebie uprzejmi.
I nigdy, przenigdy nie używaj wobec współmałżonka wulgaryzmów. Wbrew rozpowszechnionemu już mniemaniu to nie "oczyszcza atmosfery" a właśnie czyni z domu przedsionek piekła.
Krok 8: Miejcie wspólny front wobec dzieci
To nie żart. Dzieci – nawet te najmłodsze – potrafią grać rodzicami jak instrumentem. A jeśli widzą, że mama i tata nie trzymają wspólnego frontu – wykorzystają to. To nie kwestia złej woli, tylko oczywistego korzystania z furtek, które sami zostawiacie. Wasze dzieci są inteligentne, prawda?
A zatem nie możecie podważać nawzajem swoich decyzji wychowawczych. Mama mówi - dość grania online? Jeśli tata uchyli zakaz, następnym razem zrobi się większy problem.
To nie znaczy, że rodzice zawsze muszą się zgadzać. Ale ich niezgoda nie powinna wychodzić poza zamknięte drzwi.
Krok 9: Zrób listę rzeczy, które cenisz we współmałżonku
Co lubisz w swoim mężu? Co podziwiasz w żonie? Nawet jeśli dziś trudniej ci to dostrzec – sięgnij pamięcią. Przypomnij sobie, co cię kiedyś zachwycało.
Wypisz to. Na papierze. Konkretne cechy, zachowania, momenty. I podziel się tym.
To ćwiczenie nie tylko przypomina dobre rzeczy. Ono uczy cię je zauważać – nawet teraz, w trudniejszym czasie.
Krok 10: Przytul
Gest potrafi powiedzieć więcej niż słowa. Delikatne dotknięcie ramienia, objęcie, pocałunek w czoło, w usta – to wszystko są sygnały: „Jestem obok. Nadal jesteś dla mnie ważny”.
W sytuacjach napięcia to właśnie brak fizycznej czułości najbardziej oddala ludzi od siebie.
Nie musisz mówić wiele. Czasem wystarczy wyciągnąć rękę.
Nie trzeba rewolucji
Małżeństwo nie rozpada się przez jeden wielki błąd. Rozpada się przez codzienne zaniedbania. Ale to dobra wiadomość – bo oznacza, że można je też odbudować małymi krokami.
„Miłuj bliźniego jak siebie samego” – mówi Jezus. W małżeństwie to znaczy: ucz się kochać codziennie, także wtedy, gdy ci się nie chce. Szczególnie wtedy.
za: aleteia.pl”
- Tekst opracowany na podstawie książki Simple Steps to a Stronger Marriage , Dr. Ray Guarendi

Robienie ze śmierci widowiska jest nie do przyjęcia. Watykan komentuje decyzję Pentagonu
Watykański sekretarz stanu kard. Pietro Parolin skomentował decyzję Pentagonu o transmitowaniu na żywo w Internecie egzekucji przez rozstrzelanie Nidala Hasana. „Stanowisko Kościoła jest całkowicie przeciwne karze śmierci” – przypomniał hierarcha. Odnosząc się do Pokojowej Nagrody Nobla przyznanej Navi Pillay, stwierdził, że walka o prawa człowieka jest czymś pozytywnym.
„To naprawdę niezrozumiałe, dlaczego w dzisiejszych czasach ktoś chce korzystać z takiej formy przekazu – nie wiem, w jakim celu. Z pewnością nie do przyjęcia jest robienie ze śmierci widowiska, nawet jeśli, rzecz jasna, dana osoba jest winna. Istnieją jednak inne rozwiązania” – tymi słowami kard. Pietro Parolin skomentował decyzję Pentagonu o przeprowadzeniu transmisji na żywo w internecie egzekucji przez rozstrzelanie Nidala Hasana, byłego majora armii amerykańskiej, skazanego za masakrę w Fort Hood w 2009 roku.
Kara śmierci niezgodna z godnością człowieka.
„Stanowisko Kościoła jest całkowicie przeciwne karze śmierci. Jest ona niezgodna z godnością człowieka i nie stanowi żadnego środka odstraszającego” - podkreślił kardynał.
Wypowiedź padła przy okazji wydarzenia zorganizowanego w Rzymie i poświęconego Johnowi Henry’emu Newmanowi. Kard. Parolin przypomniał, że w tej sprawie wypowiedział się już przewodniczący Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych, arcybiskup Paul Stagg Coakley, oraz zapowiedział, że „Stolica Apostolska wyda oświadczenie” w tej kwestii.
Pokojowa Nagroda Nobla
Dziennikarze zapytali również kardynała o Pokojową Nagrodę Nobla, przyznaną tego dnia 85-letniej południowoafrykańskiej prawniczce Navanethem „Navi” Pillay, byłej sędzi Międzynarodowego Trybunału Karnego oraz byłej Wysokiej Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (2008–2014). Kardynał stwierdził, że gdy ktoś „walczy o prawa człowieka”, jest to „coś pozytywnego”.
Vatican News/łs – za: „deon.pl”
* * *
W świecie zdominowanym przez ekrany smartfonów nasz układ nerwowy funkcjonuje w stanie niemal nieustannego skupienia. Mózg do pełnego, głębokiego odpoczynku potrzebuje bodźców, które kojarzą się z bliskością, ciepłem i domowym bezpieczeństwem. (Duchowy cocooning, Przemysław Gwadera SJ)

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
11 października - św. Aleksander Sauli, biskup
|
|
•
|
11 października - św. Jan XXIII, papież
|
|
•
|
11 października - św. Bruno I Wielki z Kolonii, biskup
|
|
•
|
12 października - bł. Jan Beyzym, prezbiter
|
|
•
|
12 października - św. Karol (Carlo) Acutis
|
|
•
|
12 października - św. Serafin z Montegranaro, zakonnik
|
|
•
|
12 października - św. Edwin, król
|
|
•
|
12 października - bazylika metropolitalna w Poznaniu
|
|
•
|
13 października - bł. Honorat Koźmiński, prezbiter
|
|
•
|
13 października - bł. Aleksandrina Maria da Costa, dziewica
|
|
•
|
13 października - św. Teofil z Antiochii, biskup
|
|
•
|
14 października - św. Kalikst I, papież i męczennik
|
|
•
|
14 października - św. Małgorzata Maria Alacoque, dziewica
|
|
•
|
14 października - bł. Radzim Gaudenty, biskup
|
|
•
|
14 października - św. Jan Ogilvie, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
14 października - bazylika katedralna w Łowiczu
|
|
•
|
15 października - św. Teresa od Jezusa, dziewica i doktor Kościoła
|
|
•
|
15 października - bazylika metropolitalna w Łodzi
|
|
•
|
16 października - św. Jadwiga Śląska
|
|
•
|
16 października - św. Gerard Majella, zakonnik
|
|
•
|
16 października - św. Gaweł (Gall), opat
|
|
•
|
16 października - bł. Józef Jankowski, prezbiter i męczennik
|
|
•
|
17 października - św. Ignacy Antiocheński, biskup i męczennik
|
|
•
|
18 października - św. Łukasz, Ewangelista
|
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl