W BLASKU MIŁOSIERDZIA
14/1071 – 22 marca 2026 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

V NIEDZIELA
Wielkiego Postu (rok A)
22 marca 2026 r.
Zachęcamy do udziału w nabożeństwie Gorzkich Żalów.
Za udział w nim na terenie Polski w okresie Wielkiego Postu można uzyskać raz w tygodniu odpust zupełny.

Czytania:
Pierwsze czytanie: Ez 37, 12–14
Psalm: Ps 130
Drugie czytanie: Rz 8, 8–11
Ewangelia: J 11,1–45
Ewangelia:
Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem
J 11, 1-45
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».
A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.
Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei».
Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?»
Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła».
To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić».
Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie.
Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego».
A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć».
Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.
A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł».
Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
Komentarz do czytań:
Przyjęcie Jezusa (czyli chrzest) zaspokaja pragnienie, otwiera oczy… To przesłanie dwóch poprzednich niedziel. Czytania tej niedzieli wskazują na trzeci dar płynący ze zjednoczenia z Chrystusem – życie. Autentyczne życie, które zmieni się w życie wieczne...
Jezus jest zmartwychwstaniem i życiem. Wierzysz w to?
Wskrzeszenie zmarłego, którego rozkładające się ciało już cuchnęło, musiało być znakiem nie do odrzucenia. Byli jednak i tacy, którzy nie patrzyli na znak, ale kalkulowali, czy pojawienie się tu i teraz Mesjasza nie pokrzyżuje ich planów. Czasem i nam, chrześcijanom, Jezus ze swoją Ewangelią przeszkadza w naszych ziemskich kalkulacjach, prawda? A przecież wystarczyłoby uznać, że On ma rację...
Wierzymy że On jest zmartwychwstaniem i życiem?
Biblijne konteksty na V niedzielę Wielkiego Postu A... Umarliśmy, już nic nie da się zrobić - mówił Izrael w niewoli. Ożyją wasze kości - mówi im Bóg przez Ezechiela. Gdybyś tu był, był by nie umarł - mówią siostry zmarłego Łazarze. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem - mówi Jezus. I wskrzesza przyjaciela. Jezus jest dawcą życia. Daje życie tym, którzy w Niego wierzą już tu, na ziemi. A po śmierci - zmartwychwstanie i życie wieczne.
Tak, Chrystus przywraca życie, ale kiedyś też, po naszej śmierci, przywróci je nam. I właśnie to, co co nadejść, jest podstawa naszej chrześcijańskiej nadziei. Mamy żyć wiecznie. W wiecznym szczęściu. W pod nowym niebem, na nowej ziemi, w nowej, odnowionej rzeczywistości.... To daleka przyszłość? No, może nie tak daleka, ale jednak... Pytanie: czy ta nadzieja wpływa jakoś na moje codzienne wybory. No bo dziwnym by było, gdyby jej wpływ na nasze życie ograniczał się tylko do słów pocieszenia na pogrzebie... Andrzej Macura

W dzisiejszym numerze
- „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z nich”
- „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z nich”
- Niespieszny Jezus
- Czułość zbawi świat
- „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”
- Czekając na Triduum
- Dziesięć miesięcy wołania Papieża o pokój
- Papieże o wiośnie: przypomina o odrodzeniu i pokoju
- Chusta św. Weroniki zostanie wystawiona w Bazylice św. Piotra
- Opat Solesmes pisze do papieża. Koniec sporu o liturgię?
- Podniosłam rękę, bo chciałam cudu. Wtedy usłyszałam słowa rozgrzeszenia
- Święty na dzisiaj - Papież-polityk - święty Zachariasz
- Święci i błogosławieni w tygodniu

"Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z nich".
Niezwykłe słowa z proroctwa Ezechiela, które zawsze czytane są na Zesłanie Ducha Świętego, kiedy jest wizja prorocka głoszenia Słowa Bożego nad doliną pełną kości. Naród, który jest na wygnaniu w Babilonie, przeżywa swoją śmierć. I prorok ma wizję głoszenia słowa nad doliną pełną kości, nad sytuacją śmierci.
I oto słowo daje życie. Słowo Boga przychodzi z pomocą. Prorokować o ducha i do Ducha Świętego, żeby znów ożyła nasza wiara.
Razem z Jezusem idziemy do Betanii. Idziemy na grób Łazarza. Idziemy i po drodze spotykamy siostry Łazarza. Jedna i druga woła do Jezusa: "Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.
Jezus wchodzi w rzeczywistość naszego osamotnienia, naszej pustki, naszej duchowej śmierci i zaprasza, tak jak zaprosił Martę, do wyznania wiary, żeby w nas rodziła się odpowiedź: Panie, ja wciąż wierzę, że Ty jesteś zmartwychwstaniem i życiem.
Żeby w nas była odwaga Marty, przy której Jezus, patrząc na jej łzy i na łzy przyjaciół Łazarza, zapłakał nad grobem Łazarza.
Jezus – zmartwychwstanie i życie, idący na krzyż, czyni siódmy, ostatni znak Ewangelii świętego Jana. W ten sposób pokazuje, że ma władzę nad śmiercią.
ks. Wenacjusz Zmuda – „mateusz.pl”

Niespieszny Jezus
Co byśmy zrobili w podobnej sytuacji? Zostawili pracę, jechali łamiąc przepisy, dzwonili po pogotowie i stali nad głowami ratowników medycznych, co chwila pytając, czy można jeszcze coś zrobić. Gdy tymczasem Jezus zwleka. «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».
Nasze choroby. Ciała i duszy. Zwłaszcza ostatnie. Ileż było rozmów z Ratownikiem, próśb, spowiedzi, postanowień. Za każdym razem nadzieja: teraz mnie uzdrowi, będę niemalże jak anioł. Albo przynajmniej Święty Franciszek. Tymczasem znów odzywa się żyjący według ciała stary człowiek, kilka dni po spowiedzi wołamy „z głębokości” by nie zachował pamięci o grzechach i stajemy na granicy rozpaczy. Pytamy o sens i możliwość przemiany, uzdrowienia, nowego życia.
Liturgia słowa dzisiejszej niedzieli, lektura Ezechiela, opowieść o wskrzeszeniu Łazarza, każe nam wybiec w przyszłość, ku Wielkiemu Piątkowi. Na zakończenie celebracji usłyszymy tę przeszywającą do szpiku kości modlitwę: „podźwignij nas z grobu naszych grzechów, nawiedź i napełnij duchową mocą…”
Bóg nie jedzie na sygnale. Ma czas. Spełni swoją obietnicę. Jeśli zwleka, być może chce, by objawiła się Jego, nie nasza chwała.
ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

Czułość zbawi świat
U księdza Tischnera przeczytałem gdzieś, że zrozumieć drugiego to podzielić jego niepokój. Myślę, że można dokonać pewnego uogólnienia i powiedzieć, że zrozumieć drugiego to podzielić jego ból. Chodzi o rozumienie głębokie, nie czysto teoretyczne, ale przez doświadczenie, a więc tak, jak tylko człowiek może zrozumieć drugiego człowieka (i co według wszelkiej obecnej wiedzy nigdy nie będzie udziałem naszych cyfrowych tworów). Na tym polega najgłębsza więź z drugim człowiekiem i w tej perspektywie również możemy spojrzeć na Jezusa: On przychodzi, aby podzielić nasz los, aby być Bogiem z nami, aby kochać nas ludzkim sercem.
Łazarz zostaje przez Jezusa obdarzony wyjątkowym tytułem – zostaje nazwany przyjacielem. „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić”. Ale zanim Jezus go obudził, podzielił jego ból. Chociaż wiedział, że Ojciec Go wysłucha i Łazarz zostanie wskrzeszony, to jednak pozwolił na to, aby ta śmierć poruszyła Jego własne serce. Zamiar wskrzeszenia, wgląd w Bożą perspektywę, nie oznaczał, że Jezus nie mógł płakać ze swoimi bliskimi – ze współczucia z powodu śmierci Łazarza lub ze współczucia wobec tych wszystkich, którzy płaczą nad stratą. Tym bardziej nasza wiara nigdy nie powinna być usprawiedliwieniem dla nieczułości.
Zbawiła nas czułość. Święty Tomasz uważał, że Jezus był najwrażliwszym z ludzi i dlatego wziął na siebie smutek w stopniu najwyższym. Przez swoją wrażliwość zjednoczył się z każdym człowiekiem i każdy może być Jego przyjacielem.
Nie wiadomo, czy większym cudem było to, że Jezus wskrzesił Łazarza z martwych, czy to, że sam Stwórca zapłakał nad grobem swojego przyjaciela.
Paweł Jamróz OP – „wdrodze.pl”

„Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”
Wspólnota Kościoła w V Niedzielę Wielkiego Postu otrzymuje ważne słowo o nadziei mającej swoje źródło w Jezusie Zmartwychwstałym. Chodzi tu o jeden z ostatnich znaków uczynionych przez Jezusa przed Jego śmiercią, jakim było przywrócenie do życia Łazarza. To właśnie po tym znaku przywódcy religijni podjęli decyzję o pojmaniu i straceniu Jezusa.
W historii wskrzeszenia Łazarza padają niezwykle przejmujące słowa wypowiedziane do Jezusa przez Martę: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł” (J 11,21). Te słowa, wypowiedziane przez pełną cierpienia i żalu siostrę zmarłego, są z jednej strony wołaniem cierpiącego człowieka, a z drugiej – paradoksalnie – pewnym aktem wiary. Można by nawet powiedzieć, że są skargą człowieka, która jednocześnie staje się modlitwą skierowaną do Boga. Jakby Marta chciała powiedzieć innymi słowy: wierzę, że mogłeś go i nas od tego zachować, oraz wierzę, że także teraz Twoja obecność tutaj może wszystko odmienić.
Historia wskrzeszenia Łazarza to nie tylko miejsce objawienia się chwały Boga, który jest Panem życia i śmierci. To także przestrzeń, w której każdy może odnaleźć siebie i swoją historię, związaną z doświadczeniem bólu, a może także rozczarowaniem, słabą wiarą, poczuciem niewysłuchanych modlitw lub nawet nieobecności Boga. Dobrze, że są takie miejsca w Piśmie Świętym, gdzie mogą ujawnić się takie uczucia – stają się one przestrzenią i zaproszeniem, aby wypowiedzieć je przed Bogiem.
Często w naszym życiu spotykamy podobne momenty krytyczne. Są one związane ze stratą kogoś bliskiego, ciężką chorobą, trudną relacją, utratą czegoś ważnego czy brakiem sensu życia. Bardzo często rodzi się w nas przekonanie, że na pomoc jest już za późno, że pewne sytuacje są wręcz nieodwracalne. Takie doświadczenie może jednak stać się częścią drogi wiary. Marta, w samym środku kryzysu, który ją spotkał, spotyka Jezusa. Wychodzi do Niego i rozmawia z Nim. Mówiąc słowa: „Panie, gdybyś tu był” (J 11,21). , szuka sensu w całej tej sytuacji. Jednocześnie jest przekonana, że obecność Jezusa nada sens temu, czego nie rozumie.
Tak jak w historii Łazarza leżącego w grobie Jezus woła: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz” (J 11,43). , tak zwraca się do nas w momentach trudnych. Chce, aby historia przywrócenia zmarłego do życia uczyła nas, że sytuacje graniczne nie muszą oznaczać końca, że to, co martwe, może być ożywione i że Bóg potrafi otworzyć każdy grób człowieka. Najczęściej takim grobem w naszym życiu staje się miejsce bólu i doświadczenia kresu.
My także możemy wołać za Martą: „Panie, gdybyś tu był” (J 11,21) – w sytuacji „grobu” wiary, utraconej nadziei, poczucia sensu życia i w każdym innym momencie, gdy to, co nas spotyka, jest jakby bez życia lub przypomina grób. Jest to niezwykle ważne, bo – jak powiedział papież Benedykt XVI:
„Bóg stworzył człowieka dla zmartwychwstania i dla życia, i ta prawda nadaje autentyczny i definitywny wymiar ludzkiej historii, ich życiu osobistemu i ich życiu społecznemu, kulturze, polityce i ekonomii. Pozbawiony światła wiary cały wszechświat zostaje zamknięty w grobie bez przyszłości, bez nadziei” (Orędzie na Wielki Post 2011).
Historia wskrzeszenia Łazarza to historia, w której choroba i śmierć człowieka nie są ostatnim słowem Boga ani końcem ludzkiej historii. W Bogu są raczej początkiem, ponieważ On – Pan życia – patrzy dalej niż człowiek i przypomina, że jest zawsze obecny w naszym życiu oraz działa także w najtrudniejszych wydarzeniach. Tylko Bóg może przemienić najciemniejsze momenty w miejsce, gdzie rodzi się światło. Nawet jeśli po ludzku wszystko wydaje się już całkowicie stracone, On może wszystko odnowić i przywrócić do życia.
o. Łukasz Drożak CSsR – „redemptor.pl”
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów (Prefekt postulatu Prowincji Warszawskiej Redemptorystów) obecnie duszpasterz w Parafii Świętego Marka Ewangelisty – Łódź

Czekając na Triduum
Kolejne dekrety biskupów, przypominające to, co od dawna powinno być czymś oczywistym, wywołują różne emocje.
Ale i prowokują sensowne niekiedy pytania. Chodzi oczywiście o godzinę Wigilii Paschalnej, czyli pierwszej Mszy Zmartwychwstania Pańskiego.
Na początek ustalmy pojęcia. Czytałem wczoraj w jednym z komentarzy: liturgia Wielkiego Soboty powinna zacząć się po zmroku. W czym tkwi błąd? Otóż Wigilia Paschalna nie należy do Wielkiego Soboty. To już trzeci dzień Triduum Paschalnego. List okólny o przygotowaniu Świąt Paschalnych dzieli Triduum nie według rytmu dni lecz tajemnic: Chrystus Umęczony, Pogrzebany i Zmartwychwstały. Co sprawia, że pierwszy dzień zaczyna się Mszą Wieczerzy Pańskiej, a kończy Liturgią Męki Pańskiej. Drugi jest dniem ciszy. Trzeci zaczyna się Wigilią Paschalną, a kończy drugimi nieszporami Niedzieli Zmartwychwstania. Uwzględniając ten podział zauważymy, że tan naprawdę dniem bez liturgii jest to, co mieści się pomiędzy zakończoną Liturgią Męki Pańskiej a Wigilią Paschalną. Kiedy ją zacząć?
Dekrety, jakie niedawno zostały opublikowane wskazują na godzinę dwudziestą lub dwudziestą trzydzieści. Na ile proponowana godzina – zastanawiamy się – jest zgodna z trzecim punktem Wprowadzenia do Wigilii Paschalnej. Oto jego treść: „Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej odbywają się w nocy: nie wolno ich rozpocząć, zanim nie zapadnie noc, a należy je zakończyć przed świtem niedzieli”. Czy godzina dwudziesta to już noc, czy jeszcze zmierzch? I dlaczego prawodawca upiera się przy nocy?
Oczywiście w warunkach zmiany czasu dwudziesta to jeszcze nie noc, ale zmierzch. Natomiast upieranie się przy nocy jest o tyle ważne, że obok ognia i wody, jest jednym ze znaków liturgicznych. A te wówczas są skuteczne, gdy są czytelne. Do znaku ciemności, rozjaśnionej światłem ognistego słupa, nawiązuje Orędzie Paschalne, liturgia Słowa i obrzęd poświęcenia wody chrzcielnej. Jakże wymowne są słowa Orędzia: „niech ta świeca poświęcona na chwałę Twojego imienia nieustannie płonie, aby rozproszyć ciemności ten nocy”.
W tle pojawiło się pytanie o kraje, w których rozpoczyna się dzień polarny. Tu prawdopodobnie należy zdać się na intuicję miejscowych duszpasterzy, wiedzących co zrobić, by znak ciemności nocy był czytelny.
W dyskusjach o godzinie rozpoczęcia Wigilii Paschalnej często pojawia się tak zwany argument duszpasterski: nocą ludzie nie przyjdą. Zatem warto odwołać się do wspomnianego wyżej Listu. „Przytaczane przez niektórych powody antycypowania Wigilii Paschalnej, jak np. publiczne niebezpieczeństwo, nie są wysuwane w przypadku nocy Narodzenia Pańskiego lub innego rodzaju zgromadzeń” (78). Można zatem wyciągnąć wniosek, że jest to nie tyle kwestia bezpieczeństwa, lęku przed nocą, ale raczej braku stosownej katechezy. Doświadczenie parafii, w których od lat Wigilia Paschalna celebrowana jest nocą wskazuje nie na mniejszą, ale wręcz większą frekwencję wiernych, chcących doświadczyć „uświęcającej siły tej nocy” (por. Orędzie Paschalne).
Dlaczego piszę o tym z dwutygodniowym wyprzedzeniem? Mamy jeszcze sporo czasu, by przez katechezę i wyjaśnienia w ogłoszeniach parafialnych, przygotować wiernych do celebracji w odpowiedniej porze. Najgorzej, gdy jedynym argumentem duszpasterzy jest prawny: bo ksiądz biskup tak nakazał w dekrecie. Wtedy nie ma co liczyć na zrozumienie wiernych.
ks. Włodzimierz Lewandowski –„wiara.pl”

Dziesięć miesięcy wołania Papieża o pokój
Od chwili pierwszego pojawienia się w loggii Bazyliki Świętego Piotra, Leon XIV nie przestaje wzywać świata do zawarcia trwałego pokoju. W pierwszych dziesięciu miesiącach pontyfikatu jego apel o dialog, pojednanie i braterstwo powracają w wielu publicznych wystąpieniach i prywatnych rozmowach z przywódcami państw. Ojciec Święty przypomina, że pokój nie jest pustym hasłem, lecz drogą wymagającą modlitwy, cierpliwości, zaangażowania oraz odpowiedzialności za wspólne dobro.
Zanim świat wpadnie w „nieodwracalną przepaść”
„Znowu wojna!”, powiedział Leon XIV podczas wizyty w jednej z parafii na rzymskich peryferiach, wyrażając niepokój wobec rosnących napięć na świecie. Ojciec Święty podkreślił, że przemoc nigdy nie jest właściwą drogą, a stabilności i pokoju nie buduje się poprzez groźby czy zbrojenia, lecz dzięki „rozsądnemu, autentycznemu i odpowiedzialnemu dialogowi”. W obliczu groźby tragedii o ogromnych rozmiarach wezwał strony konfliktów do zatrzymania spirali przemocy, zanim stanie się ona „nieodwracalną przepaścią”.
W ostatnią niedzielę podczas modlitwy Anioł Pański Ojciec Święty stał się głosem nie tylko chrześcijan ale także i przedstawicieli innych wyznań: „w imieniu chrześcijan Bliskiego Wschodu oraz wszystkich kobiet i mężczyzn dobrej woli zwracam się do odpowiedzialnych za ten konflikt: wzywam do zawieszenia broni! Niech na nowo otworzą się ścieżki dialogu! Przemoc nigdy nie będzie mogła doprowadzić do sprawiedliwości, stabilności i pokoju, których oczekują narody.
Przebaczenie i dialog
Papież wielokrotnie przypomina, że strategie oparte wyłącznie na sile militarnej nie przynoszą efektów, ale prowadzą do zniszczenia. Prawdziwe bezpieczeństwo rodzi się ze wzajemnego szacunku i braterstwa między narodami. Dlatego Ojciec Święty apeluje o powstrzymanie wyścigu zbrojeń oraz o powrót do roli dyplomacji, która powinna służyć budowaniu sprawiedliwego i trwałego pokoju.
W swoich wystąpieniach zwraca również uwagę na znaczenie języka w życiu publicznym. „Świata nie uratuje się przez ostrzenie mieczy”, przypomniał podczas Mszy na początku roku 2026. Pokój rodzi się raczej z wysiłku zrozumienia, przebaczenia i przyjęcia drugiego człowieka. Dlatego Leon XIV w Liście na tegoroczny Wielki Post wzywa do „rozbrojenia słów” oraz do odrzucenia propagandy i ideologii, które usprawiedliwiają przemoc.
Jednocześnie Papież podkreśla, że pokój nie jest jedynie równowagą sił. Buduje się go poprzez prawdę, pojednanie i wychowanie serca do braterstwa. „Broń zabija, a negocjacje, mediacja i dialog budują”, powiedział podczas swojej pierwszej podróży apostolskiej do Libanu, zachęcając do wyboru drogi dialogu zamiast przemocy.
Papież zachęca do spotkania
Leon XIV wielokrotnie zapewniał również, że Stolica Apostolska jest gotowa wspierać wszelkie inicjatywy prowadzące do pojednania między narodami. „Nikt nie powinien zagrażać istnieniu drugiego”, podkreślał niedługo po swoim wyborze na papieża. Dlatego Kościół chce zrobić wszystko, aby doprowadzić do spotkania skonfliktowanych stron. „Spotkajmy się, rozmawiajmy, negocjujmy!”, zachęca Papież, przypominając, że pokój zaczyna się w sercu człowieka i może stać się rzeczywistością wtedy, gdy ludzie odważą się wybrać drogę dialogu zamiast przemocy.
Pomimo troski Papieża, zabiegów dyplomatycznych Stolicy Apostolskiej sytuacja zbrojna na świecie wciąż jest niestabilna, w wielu miejscach trwa regularna wojna, dlatego każdy chrześcijanin, czujący jedność z Papieżem nie powinien ustawać modlitwie o nawrócenie serc i pokój dla świata.
Czy chrześcijanie odpowiedzialni za wojny robią rachunek sumienia?
Podczas audiencji dla uczestników kursu nt. forum wewnętrznego Leon XIV mówił 13 marca o potrzebie rachunku sumienia i spowiedzi, aby przybliżyć się do Boga. Stwierdził, że nierzadko ten skarb Kościoła pozostanie niewykorzystany. Papież stwierdził, że należałoby sobie postawić pytanie: „czy ci chrześcijanie, którzy odpowiadają za ciężkie konflikty zbrojne, mają pokorę i odwagę, aby zrobić poważny rachunek sumienia i się wyspowiadać?”.
VATICANNEWS.VA | za: „wiara.pl”

Papieże o wiośnie:
przypomina o odrodzeniu i pokoju
U progu kalendarzowej wiosny Vatican News przypomina wypowiedzi ostatnich papieży, którzy często do tej pory roku nawiązywali w swych przemówieniach. Wiosenny czas łączyli z nadzieją, zmartwychwstaniem i odnową człowieka i świata. Leon XIV dodaje także, iż powinien to być czas pokoju.
Jan XXIII: chrześcijaństwo jak wiosna
28 marca 1959 r. „Dobry papież” w wystąpieniu radiowym wskazał, że „chrześcijaństwo to pokój, radość i miłość, a także życie odnawiające się jak natura na wiosnę”. Podobnie 10 lat później podczas audiencji mówił Paweł VI: „Chrześcijaństwo jest jak drzewo, które zawsze wiosną pokrywa się kwiatami i nowymi owocami. To symbol niewyczerpanej żywotności i piękna”.
Pius XII: wiosna to czas nadziei
W przemówieniu do młodzieży Akcji Katolickiej (19.03.1958) Pius XII apelował, żeby dostrzegała ona promyki nadziei przebijające się przez zalegający nadal mrok II wojny światowej: „Na wiosnę ziemia się budzi, otwierają się pąki, na drzewach pojawiają się liście. Święto natury przemienia się w święto serc, bo wiosna to czas odnowy, zaufania i nadziei. Spójrzcie: świat się budzi.”
Jan Paweł II: wiosna przypomina o Zmartwychwstaniu
Podczas wizyty w rzymskiej parafii św. Judy Tadeusza (06.04.1997) Papież Polak wskazał, że „młodość kojarzy się z wiosną, gdy natura ożywia się po jesiennej ‘śmierci’, a wiosna zbiega się z Wielkanocą, która przypomina o Zmartwychwstaniu. Chrystus zwyciężył śmierć.”
Benedykt XVI: Wielkanoc wiosną ludzkości
W Orędziu Wielkanocnym w 2011 r. Benedykt XVI napisał: „Tak jak promienie słońca na wiosnę otwierają pąki na gałęziach drzew, światło Zmartwychwstania Jezusa daje siłę i sens ludzkiej nadziei, oczekiwaniom i planom. Dlatego dziś, w dzień wiosny odrodzonej ludzkości, raduje się cały wszechświat.”
Leon XIV: Wiosenna siła regeneracji i odnowy
Obecny Papież w homilii podczas mszy św. dla młodzieży w Tor Vergata 3 sierpnia 2025 roku wskazał, że „łąka cały czas odnawia się, także w zimie, gdy pod ziemią gromadzona energia przygotowuje się, by eksplodować na wiosnę tysiącami kolorów”. Leon XIV dodał, że ta wiosenna siła regeneracji i odnowy powinna charakteryzować również wszystkich pragnących żyć w pokoju, mówiących językiem rozbrojonym i rozbrajającym.
VATICANNEWS.VA | za: „wiara.pl”

Chusta św. Weroniki zostanie wystawiona
w Bazylice św. Piotra
Po raz kolejny w piątą niedzielę Wielkiego Postu jedna z najcenniejszych relikwii, chusta św. Weroniki, będzie wystawiona 22 marca na widok publiczny w bazylice watykańskiej podczas wieczornego nabożeństwa. Zgodnie z tradycją kobieta otarła nią twarz Jezusa, gdy niósł krzyż na Golgotę. Na płótnie pozostało odbicie jego twarzy i ślady krwi.
W loggi św. Weroniki
Nabożeństwo odprawi je archiprezbiter bazyliki kard. Mauro Gambetti. Odbywać się będzie ono w ramach wielkopostnej pielgrzymki do kościołów stacyjnych. Zgodnie ze starożytnym obyczajem wierni nawiedzają każdego dnia Wielkiego Postu inną świątynię. Relikwia, zwana również Świętym Obliczem, odsłonięta zostanie w bazylice watykańskiej w loggii św. Weroniki o godz.18.00 w czasie śpiewania litanii.
Chusta św. Weroniki i cud z 1849 roku
Relikwia przybyła do Rzymu z Konstantynopola w 705 r. Opisywali ją potem Petrarka i Dante.
Z relikwią przechowywaną w Watykanie wiąże się znaczące wydarzenie. W 1849 roku w bazylice watykańskiej podczas wystawienia Świętego Oblicza miał wydarzyć się cud: wyblakła chusta św. Weroniki miała nabrać żywych barw i jasności. Przyczyniło się to do renesansu kultu watykańskiej relikwii na całym świecie.
VATICANNEWS.VA | za: „wiara.pl”

Opat Solesmes pisze do papieża.
Koniec sporu o liturgię?
W Kościele katolickim spory o liturgię nadal dzielą wiernych: po jednej stronie – zwolennicy Mszału rzymskiego po reformie soborowej (<em>Novus Ordo</em>), po drugiej – osoby przywiązane do rytu trydenckiego (<em>Vetus Ordo</em>).
Ta różnica dotyczy nie tylko języka (łacina kontra język narodowy) czy obrzędów, lecz także różnych sposobów doświadczania sacrum, relacji kapłan–wierni oraz roli Kościoła w świecie.
Propozycja opata św. Maurycego
W swoim liście do papieża opat opactwa św. Maurycego w Solesmes, Geoffroy Kemlin, proponuje, aby „nieco” zmodyfikować nowy mszał, tak by uwzględnić ducha i wybrane formy starszego rytu.
Nie jest to wezwanie do cofnięcia reformy soborowej, lecz do „wzajemnego ubogacania się”: włączenie Vetus Ordo do obecnego Mszału Rzymskiego. Pozwoliłoby nam to zintegrować różne sposoby celebracji w jeden, które głębiej wyrażałby sakralność Ofiary.
Według tak zmodyfikowanego Mszału, uzupełnionego o tekst z vetus ordo, kapłani którzy by mieli taką wolę, mogliby faktycznie odprawiać także "po staremu".
„Krok naprzeciw” jako propozycja dla Kościoła
W praktyce oznaczałoby to większą dozwoloną obecność Mszy w formie starszej w parafiach, ale także rezygnację z tworzenia „konkurencyjnych” struktur dla tradycjonalistów oraz szacunek dla różnych tradycji w obrębie jednego Kościoła.
Czy jednak takie rozwiązanie może być zaakceptowane przez papieża Leona?
Liturgia jako płaszczyzna jedności
Spór liturgiczny nie jest jedynie sporem o szczegóły obrzędowe, lecz symbolem szerszej różnicy w wizji wiary: jedni akcentują głębsze doświadczenie sacrum i przemiany, drudzy – bardziej dialogiczny, aktywny i „otwarty” charakter liturgii.
Niewątpliwie jednak propozycja opata Solesmes jest kolejnym sygnałem, że czas zakończyć "wojny liturgiczne" z szacunkiem dla starszych i nowszych prawowiernych tradycji.

Podniosłam rękę, bo chciałam cudu.
Wtedy usłyszałam słowa rozgrzeszenia
Podczas Mszy z modlitwą o uzdrowienie ktoś zapytał wiernych: "Kto przyszedł dziś doświadczyć cudu?". Kilka osób nieśmiało podniosło rękę. Ja też. W tym samym momencie z konfesjonału obok rozległy się słowa rozgrzeszenia. "Ja odpuszczam tobie grzechy..." – usłyszałam. I wtedy zrozumiałam, że największy cud właśnie się wydarzył.
Kiedyś byłam na Mszy Świętej połączonej z nabożeństwem o uzdrowienie. To było jedno z tych spotkań, na które człowiek nie przychodzi z ciekawości, tylko z potrzebą serca. W kościele było dużo ludzi, ale panowała cisza inna niż zwykle. Nie taka zwyczajna cisza przed Mszą, tylko cisza pełna napięcia, oczekiwania, modlitwy. Każdy przyniósł coś swojego: chorobę, ból, lęk, trudną sytuację, z którą już nie dawał sobie rady. Ja też przyszłam z tym, co mnie przygniatało.
Msza Święta przebiegała spokojnie, ale we mnie było dużo emocji. Myśli mieszały się z modlitwą. Z jednej strony nadzieja, z drugiej wątpliwość, czy cokolwiek może się zmienić. Po Komunii rozpoczęła się adoracja Najświętszego Sakramentu. Światło przygasło, śpiewy stały się spokojniejsze, wszystko jakby zwolniło. W takich momentach człowiek zostaje sam ze sobą i z Bogiem.
Na początku jedna z osób prowadzących modlitwę powiedziała: "Kto przyszedł dziś doświadczyć cudu?". To pytanie zabrzmiało bardzo prosto, ale jednocześnie jakoś mnie zatrzymało. Zapadła chwila ciszy. Wiele osób nie zareagowało. Może ze strachu, może z braku wiary, a może z pokory. Kilka osób powoli podniosło rękę. Ja też podniosłam swoją, trochę niepewnie, trochę jakby wbrew sobie.
W głębi serca naprawdę chciałam cudu. Chciałam, żeby coś się zmieniło, żeby Bóg zadziałał w mojej sytuacji. Każdy, kto tam był, miał w sobie takie pragnienie. Każdy przychodzi z nadzieją, że może właśnie dziś coś się wydarzy.
W czasie adoracji obok mnie znajdował się konfesjonał. Ksiądz spowiadał jedną osobę. Nie zwracałam na to większej uwagi, byłam skupiona na modlitwie, na swoich myślach. Nagle jednak jego głos stał się wyraźniejszy. Jakby coś kazało mi go usłyszeć. I wtedy padły słowa:
"Ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego".
Te słowa uderzyły mnie z ogromną siłą. Zatrzymały mnie całkowicie. Jakby ktoś nagle przerwał wszystkie moje myśli i skierował uwagę w jedno miejsce. Poczułam, że to jest coś ważnego. Coś, czego nie można pominąć.
W jednej chwili pojawiła się bardzo prosta myśl: czy jest większy cud niż ten?
Przyszłam tam z nadzieją na coś nadzwyczajnego. Może uzdrowienie, może znak, może jakieś wyjątkowe doświadczenie. A tymczasem największy cud działo się obok mnie, w ciszy konfesjonału, bez rozgłosu, bez emocji, bez widocznych znaków.
Człowiek, który klęczał tam przy kratkach, usłyszał słowa, które zmieniają wszystko. Słowa, które przywracają życie. Słowa, które zdejmują ciężar, który często nosi się latami. W tamtym momencie zrozumiałam, że Bóg naprawdę działa, tylko nie zawsze w taki sposób, jakiego się spodziewamy.
Zrozumiałam też, jak łatwo przyzwyczaić się do rzeczy najważniejszych. Spowiedź wydaje się czymś zwyczajnym, czymś, co się powtarza. A przecież to moment, w którym człowiek zostaje podniesiony z grzechu. Moment, w którym zaczyna od nowa. Moment, w którym Bóg mówi: jesteś ważny, jesteś kochany, możesz wrócić.
Patrzyłam na Najświętszy Sakrament i miałam poczucie, że odpowiedź na moje pragnienie już została mi dana. Nie w taki sposób, jakiego oczekiwałam, ale w sposób prawdziwy. W sposób, który zostaje na dłużej.
Tamtego dnia nie wydarzyło się nic spektakularnego w ludzkim rozumieniu. Nie było uzdrowienia, które można by zobaczyć od razu, nie było czegoś, co można by opisać jako nadzwyczajny znak. A jednak wróciłam z poczuciem, że byłam świadkiem czegoś bardzo ważnego.
Zrozumiałam, że cud nie zawsze jest głośny. Dzieje się obok nas, a my go nie zauważamy, bo szukamy czegoś większego.
Dziś, kiedy wracam myślami do tamtego momentu, wiem jedno: naprawdę trudno wyobrazić sobie większy cud niż to, że Bóg przebacza człowiekowi i daje mu nowe życie.
„deon.pl”

Święty na dzisiaj
Papież-polityk - święty Zachariasz
"22 marca. W Rzymie św. Zachariasza, papieża. Z wielką czujnością rządził Kościołem Bożym. Wsławiony zasługami odpoczął w pokoju." W taki sposób "Martyrologium Rzymskie" upamiętniło postać św. Zachariasza, ostatniego papieża greckiego pochodzenia.
Sytuacja polityczna w Italii sprawiła, że papież Zachariasz musiał wykazać się jako zręczny polityk. Na Stolicy Piotrowej zasiadał w latach 741-752 kiedy ziemiom włoskim, a nawet samemu Rzymowi zagrażali Longobardowie. Św. Zachariasz wysłał emisariuszy do ich króla Liutpranda,a następnie spotkał się z nim osobiście. W zamian za pomoc wojskową uzyskał zwrot jeńców i twierdz zagarniętych za poprzedniego papież Grzegorza II. Jego pozycja była na tyle mocna, że potrafił wpłynąć na króla Longobardów, by ten wycofał się z terenów zagarniętych Cesarstwu Bizantyjskiemu.
Także w stosunkach z cesarzem bizantyńskim Zachariasz okazał się przewidujący i rozsądny. Choć jego wybór nie wymagał już cesarskiego zatwierdzenia, przezornie wysłał legatów do Konstantynopola. Po nim żaden papież już tego nie uczynił. Dzięki temu Zachariasz nie musiał podporządkować się cesarzowi w kwestii kultu obrazów. Bowiem właśnie wtedy cesarz Konstantyn V zakazał ich posiadania i praktykowania kultu. Zachariasz przeciwstawiał się temu. Dzięki poprawnym stosunkom politycznym dwaj zatwardziali zwolennicy swoich koncepcji mogli pominąć kwestię milczeniem. Obydwaj zdawali sobie sprawę, że lepiej będzie, gdy pozostaną w przyjaźni.
Św. Zachariasz prowadził też ożywione kontakty z Bonifacym, apostołem Germanów. Papież popierał program reformacji frankijskiego kościoła, który stworzył Bonifacy. We wprowadzeniu go w życie wydatnie pomogły poprawne stosunki, jakie Zachariasz utrzymywał z władcami frankijskimi Karolmanem i Pepinem.
W historii politycznej papież Zachariasz został zapamiętany, jako ten, który przyczynił się do upadku Merowingów i powstania dynastii Karolingów. To właśnie on w 750 roku wydał orzeczenie, wg. którego lepiej, by tytuł królewski należał do tego, kto w rzeczywistości sprawuje władzę, niż do tego kto nosi królewski tytuł, lecz jej nie ma. Tym samym wydał zgodę na detronizację króla Childeryka III i wstąpienie na tron majordoma Pepina.
Zachariasz był energicznym zarządcą, który nie tylko sprawował kontrolę nad wojskiem i władzami świeckimi w Rzymie, ale też interesował się dalszymi posiadłościami papieskimi. Odnawiał również i wyposażał kościoły rzymskie. Przeniósł rezydencję papieską z Palatynu na Lateran, odbudowują chylący się ku upadkowi pałac. Zasłynął tłumaczeniem "Dialogów" Grzegorza Wielkiego na język grecki.

Święci i błogosławieni w tygodniu
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl