W BLASKU MIŁOSIERDZIA
25/1081 – 31 maja 2026 r. A.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela, 31 maja 2026 r.
UROCZYSTOŚĆ
NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY
(rok A)
Ta uroczystość kończy okres spowiedzi i Komunii świętej wielkanocnej.


Otrzymawszy Ducha Świętego jesteśmy zaproszeni
Otrzymawszy Ducha Świętego jesteśmy zaproszeni, żeby wejść w życie Boga, żeby wejść z Nim we wspólnotę. On nas do tego zaprasza przez łaskę naszego chrztu. Oto Ten, który jest miłosierny, łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i miłosierdzie, i nam się ukazuje. To zakończenie drugiego Listu do Koryntian jest nam dziwnie znajome, bo to jedno z Pawłowych pozdrowień, które otwiera zawsze Eucharystię: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym”.
Oto zaproszenie, żeby uczestniczyć w komunii, w życiu samego Boga. To dla nas jest także wejście w dialog, który toczony jest między Jezusem a Nikodemem.
Nikodemem, który nocą przychodzi do Pana. Przychodzi, żeby w Jezusie doświadczyć światłości świata. Przychodzi ze swoimi pytaniami, wątpliwościami. Warto o tym pamiętać, że wątpliwości trzeba nam rozwiązywać z Jezusem, a nie bez Niego. Że trzeba nam się Jego pytać, kiedy przychodzą pytania o wiarę zadawane przez świat, w którym żyjemy. Oto usłyszeć słowo Dobrej Nowiny o Bogu, który się nam udziela, który umiłował świat, który dał nam swego Syna Jednorodzonego, który zaprasza nas do życia wiecznego i do odkrywania Boga miłosiernego, który posłał świat nie po to, aby potępić, ale po to, by świat został przez Jezusa zbawiony. Wszystko w życiu chrześcijanina dzieje się w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. To w tej misji uczestniczymy pragnąc żyć mocą Ewangelii w naszej codzienności.
ks. Wenancjusz Zmuda - ‘Mateusz.pl”

Niedziela Trójcy Świętej... Jaki On jest?
Na pewno nie jest obojętny wobec zła.
Bóg jeden w trzech Osobach; jedna natura, trzy osoby, Ojciec, Syn i Duch Święty. Jak rzeka, na którą składa się koryto, woda i nurt: jedna rzeka, trzy rzeczywistości, nierozerwalnie ze sobą związane. To chyba najciekawszy z obrazów, którym próbuje się przybliżyć rozumowi tajemnicę Trójcy Świętej.
Ale czytania tej uroczystości nie tyle koncentrują się na odpowiedzi na pytanie o naturę Boga, ale na tym, kim On jest, jaki jest. Każdy z nas wierzy w takiego Boga, jakiego sobie wyobraża. Także gdy odrzuca Boga - odrzuca Go takiego, jak Go sobie wyobraża. Dlatego tak ważne jest, by mieć w sobie jak najbliższy prawdy obraz Boga. Nie błędne na Jego tema wyobrażenia. Jak więc jest ten Bóg?
Wielu dziś podkreśla, że Bóg jest miłością. Wielu twierdzi, że Bóg nie karze. Nie rozumiejąc, że kara nie jest zemstą, ale działaniem na rzecz poprawy tego, który czyni zło. Gdyby Bóg nie karał moglibyśmy mu zarzucić, że jest obojętny wobec zła, prawda? "Bóg nie karze" w ustach człowieka przerażonego własnymi grzechami to czepianie się nadziei, że Bóg mnie przyjmie. "Bóg nie karze" w głowie ofiary czyichś niecnych działań, to powiedzenie, że Bogu moja krzywda jest obojętna. Ba, że może bardziej nawet kocha zawsze uśmiechniętego krzywdziciela, a nie jego chodzącą ze spuszczoną głową i smutną ofiarę. Bóg karze. Tyle że Jego łaskawość i skłonność do przebaczenia są ok 250- 333 razy większe niż Jego wkraczanie ze sprawiedliwością....
Andrzej Macura – „wiara.pl”

Komentarze do czytań przygotowane przez Bractwo Słowa Bożego
Komentarz do pierwszego czytania
Dzisiejsza niedziela poświęcona jest tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Wierzymy w jednego Boga w Trzech Osobach – tę prawdę Kościół podaje nam dziś do rozważenia. Nie zawsze jednak była to prawda katechizmowa, a poznawanie Boga dokonywało się w historii stopniowo. Bóg objawiał się ludziom według miary, jaką potrafili przyjąć. I tak dzisiejszy fragment z Księgi Rodzaju mówi o objawieniu na górze Horeb. Mojżesz w uniesieniu chwali Boga wymieniając Jego przymioty: miłosierny, łagodny, nieskory do gniewu, łaskawy, wierny. Mojżesz mówi o Bogu to, co Bóg pozwala mu poznać, czyli to, co widzi i rozumie w objawieniu, ale także to, czego na co dzień w obcowaniu z Bogiem doświadcza. Nie ma tu jeszcze mowy o Trzech Osobach, jest natomiast przekonanie o ogromnej życzliwości Boga względem nas. To ową życzliwość skrywają wszystkie wymienione przymioty i to ona skłoniła Boga, by się nam stopniowo objawiał. To wychylenie Boga ku człowiekowi, pragnienie spotkania i komunii widoczne jest w całym Starym Testamencie, a realizuje się w pełni w Nowym, w objawieniu Osoby Jezusa i potem Ducha Świętego.
Życzliwość Boga daje nam nadzieję pogłębiania osobistej relacji z Nim. I tak jak otworzyła Mojżeszowi możliwość modlitwy wstawienniczej za lud, tak i nas zaprasza do modlitwy za braci.
Komentarz do psalmu
Dzisiejszy psalm pochodzi z Księgi Daniela i jest częścią Kantyku Trzech Młodzieńców. Opiewa on potęgę Boga – Stworzyciela i Pana całego świata i jest odpowiedzią na sytuację prześladowania Jego wiernych: czy to prześladowania, w czasie którego Księga Daniela powstała (okres machabejski, III wiek przed Chrystusem), czy to wcześniejszego, o którym opowiada (przesiedlenie babilońskie, VI wiek przed Chrystusem), czy wreszcie każdego, które może się zdarzyć w jakichkolwiek czasach. Z każdego prześladowania Bóg ma moc ocalić swoich wiernych, bo jest większy i jest Panem historii. Tak więc bez względu na kontekst historyczny psalm przekazuje nam zawsze aktualne treści: Bóg jest godzien wszelkiej chwały w swoim imieniu, na tronie swojego królestwa, na sklepieniu nieba, które stworzył, w przybytku (czyli świątyni) i wreszcie w otchłani.
Otchłań, poza wymiarem eschatologicznym, przywołuje także realia naszego ziemskiego życia. Możemy zobaczyć w niej każdą doświadczaną ciemność: grzech, cierpienie, wszelką niesprawiedliwość. We wszystkie te miejsca spogląda Bóg. Głęboka wiara w to, że On jest ze mną w tym, co najtrudniejsze, że jest Panem tej sytuacji (tak jak był z Izraelem w każdym prześladowaniu), pozwala błogosławić i chwalić Go w tych właśnie okolicznościach.
Komentarz do drugiego czytania
Duch Święty wzywa i uzdalnia nas do jedności. Jedność jest wartością, którą w szczególny sposób upodobał sobie Bóg. O jedność swych uczniów, czyli nas, modlił się Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy.
To Boże zabieganie o jedność wynika z życia wewnętrznego samego Boga, czyli z relacji, jakie istnieją między Ojcem, Synem i Duchem Świętym. My, jako stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, powinniśmy odzwierciedlać to wewnętrzne życie Trójcy Przenajświętszej. Jest to największym pragnieniem Boga, ponieważ wie On, że właśnie wtedy jesteśmy szczęśliwi i żyjemy pełnią życia. Wszelkie zakłócenia w tym temacie wynikają z grzechu pychy i jego pochodnych: gniewu, zazdrości, obojętności, egoizmu, złośliwości…
Wyjście naprzeciw Bożemu pragnieniu rozpoczyna się od modlitwy o jedność i pokój oraz (już jako owoc modlitwy) od nawrócenia serca ku bliźnim. To czasem trudny proces, dlatego św. Paweł pisze realistycznie: „Dążcie…” W tym dążeniu Bóg miłości i pokoju zawsze przyjdzie nam z pomocą.
Komentarz do Ewangelii
Jezus stał się człowiekiem z miłości do nas. Przyszedł, aby nas zbawić. By jednak Jego dar rzeczywiście zaowocował w człowieku zbawieniem, potrzeba odpowiedzi, potrzeba po prostu wiary. Bóg traktuje nas poważnie i sam chciałby być tak potraktowany. Co to znaczy? To znaczy, że jak On ma osobiste odniesienie do mnie i do ciebie, tak wymaga, by każdy z nas miał osobiste odniesienie do Niego. Każdy za siebie ma zadecydować: tak, wierzę. Wierzę w Jego dobre intencje wobec mnie, w tę nieskończoną miłość, która zawiodła Go aż na krzyż, abym ja nie musiał się tam znaleźć, abym nie był cierpiący i niespełniony na wieki. Wierzę, że Jezus Chrystus, Syn Boży, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, osobiście pragnie mieć mnie blisko siebie na zawsze.
Wierzę i proszę – mogę prosić – Ducha Świętego, aby umacniał i utwierdzał moją wiarę.
s. Maria Agnieszka od Wcielenia i Paschy Jezusa OCD – „mateusz.pl”

W Boga wierzymy i Bogu wierzymy
Ktoś powiedział, że jeżeli spotyka człowieka, który uważa, że poznał Boga, to oznacza, że niewiele wie o Bogu, ponieważ człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim umysłem tego, kim jest Bóg. W Boga wierzymy i Bogu wierzymy, ale nie jesteśmy w stanie zamknąć Go w ramach naszego ludzkiego rozumowania. Od tego stwierdzenia trzeba wyjść, gdy chcemy mówić dzisiaj o Trójcy Świętej.
Trójca Święta to trzy Osoby Boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty. Tak jak istotą wiary jest relacja i zaufanie, tak samo istotą życia Trójcy Świętej jest relacja między Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Trzy Osoby Boskie nie są jednak trzema bogami, lecz jednym Bogiem w trzech Osobach. Bóg Ojciec jest Tym, który stwarza i daje życie. Syn Boży jest Tym, który przyjmuje dar Ojca, ukazuje człowiekowi oblicze Ojca i pełni Jego wolę. Duch Święty jest Tym, który objawia i rozlewa miłość Ojca i Syna oraz udziela ludziom Bożych darów.
Bóg, w którego wierzymy jako chrześcijanie, objawia się nam jako kochający i miłosierny Ojciec, jako współczujący i bliski człowiekowi Syn oraz jako nieustannie towarzyszący nam Duch Święty.
Takie oblicze Boga jest inne od wszystkich bóstw, w które wierzyli i wierzą ludzie na przestrzeni historii świata. To przesłanie słyszymy dzisiaj w pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”.
Człowiek, który odkrywa prawdziwe oblicze Boga, zaczyna inaczej żyć. Jest to życie oparte na wierze, zaufaniu, bliskości i doświadczeniu Bożej opieki. Możemy to doświadczenie porównać do zaufania, jakim dziecko darzy kochających rodziców — mamę i tatę. Takiemu dziecku nie przychodzi nawet na myśl, że rodzice chcą wyrządzić mu krzywdę. Dlatego bez buntu wykonuje ich polecenia, które przyjmuje jako dobre. Nie chodzi tutaj jednak tylko o wykonywanie poleceń, ale o zaufanie i miłość, które są fundamentem relacji dziecka do rodziców.
Podobnie jest z relacją do Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego w życiu tych ludzi, którzy uwierzyli. W przepiękny sposób wyraża ją św. Katarzyna ze Sieny w „Dialogu o Bożej Opatrzności”:
„Zakosztowałam i światłem mojego umysłu w świetle Twoim ujrzałam Twoje przepastne głębiny, Trójco wieczna, i piękno Twojego stworzenia. A oglądając siebie w Tobie, ujrzałam, że jestem Twoim obrazem. Bo ze swej mocy, wiekuisty Ojcze, i mądrości, którą jest Syn Twój Jednorodzony, udzieliłeś mi; a Duch Święty, który od Ciebie i od Syna pochodzi, dał mej woli zdolność kochania Ciebie. Ty, wiekuista Trójco, jesteś Stwórcą, a ja stworzeniem. […] Jesteś szatą, która okrywa moją nagość, jesteś pokarmem, który swoją słodyczą żywi zgłodniałych. Jesteś słodyczą bez śladu goryczy. O Trójco wieczna”.
Trójca Święta to nie jakiś wytwór ludzkiej filozofii czy jedynie temat traktatu teologicznego. To Bóg, który objawia się jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Kto odkryje takiego Boga, nie pozostaje już błąkającą się po ziemi sierotą. Żyje jako dziecko Boga Ojca, brat lub siostra Jezusa Chrystusa oraz pielgrzym prowadzony przez Ducha Świętego.
Problemem wielu ludzi dzisiaj jest to, że wierzą w różnych bogów, do których od czasu do czasu zwracają się z prośbą i którym oddają cześć, ale nie wierzą w Boga, którego poznanie przemienia życie i daje życie wieczne. Wiarę w różne bóstwa albo negację istnienia świata duchowego możemy porównać do oglądania świata w jednym lub najwyżej dwóch wymiarach. Tymczasem nasz wzrok jest przystosowany do oglądania rzeczywistości trójwymiarowej: szerokości, wysokości i głębokości.
Można oczywiście zachwycać się płaskimi, jednowymiarowymi obrazami. Można doznawać olśnienia na widok dwuwymiarowej rzeczywistości. W głębi serca każdego człowieka jest jednak pragnienie oglądania rzeczywistości w pełni. Wtedy dopiero można poczuć pełnię i smak życia. Dlaczego więc tak wielu ludzi w relacji do Boga zatrzymuje się jedynie na jednym albo najwyżej na dwóch wymiarach, skoro Bóg objawił się nam jako Trójca?
Oczywiście Boga nie możemy traktować jak rzeczy materialnych, które nas otaczają. Dlatego odpowiedzi na to pytanie należy szukać na innym poziomie. Św. Bazyli Wielki, zaliczany do Ojców Kościoła, daje nam podpowiedź w tym temacie. Mówi on, że imiona Trójcy Świętej — Ojciec, Syn i Duch Święty — wyrażają wzajemną relację między Boskimi Osobami. Tak jak wyzwaniem dla wielu ludzi dzisiaj jest budowanie relacji z innymi, tak samo wielkim wyzwaniem jest budowanie relacji z Bogiem. Więź z kimś można zbudować dzięki zaufaniu, uznaniu wzajemnej zależności, gotowości do służby i przyjmowania wsparcia oraz wierności. Trwałe więzi budujemy na relacjach opartych na umiejętności przebaczania sobie nawzajem, miłości i szacunku.
To samo dotyczy relacji do Boga. W sposób prosty, ale bardzo konkretny wyraził to Jezus, gdy zostawił nam przykazanie, które nazwał najważniejszym: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. […] Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22,37-39). Od jakości relacji do bliźnich zależy jakość naszego życia. Nasza relacja do Boga ma wpływ na relacje z bliźnimi. Zdolność nawiązywania relacji z bliźnimi wpływa także na umiejętność budowania relacji z Bogiem Ojcem, Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym.
W dzisiejszą uroczystość Trójcy Świętej warto zastanowić się, jakie są najważniejsze relacje w moim życiu. Od kogo przyjmuję dobro i z kim dzielę się dobrem? Z kim dzielę się swoim życiem? Komu ufam i kogo obdarzam zaufaniem? Kto jest dla mnie wsparciem i kogo ja wspieram? Jakie miejsce w tej sieci relacji zajmuje moja relacja do Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego?
Zakończmy dzisiejsze rozważanie krótką modlitwą:
Ciebie, Boga Ojca niezrodzonego, Ciebie, Syna Jednorodzonego, Ciebie, Ducha Pocieszyciela, całym sercem i ustami wyznajemy, chwalimy i błogosławimy.
o. Paweł Drobot CSsR
Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów, rektor kościoła św. Benona, przełożony domu zakonnego, kierownik duchowy, duszpasterz Wspólnoty i Szkoły Nowej Ewangelizacji Sursum Corda oraz spotkań dla kobiet „Dzielne Niewiasty”. Przewodniczący Sekretariatu Współpracy w Misji Prowincji Warszawskiej Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, Członek Generalnego Sekretariatu Ewangelizacji Redemptorystów – Warszawa

Konstelacja nadziei czy cyfrowa samotność? Leon XIV – ratujmy wnętrze młodego pokolenia!
Współczesna młodzież dysponuje najnowocześniejszą technologią, ale coraz częściej gubi sens życia, zmagając się z niszczącą presją sukcesu. Podczas spotkania z Organizacją Państw Iberoamerykańskich (OEI) papież Leon XIV wezwał do radykalnej zmiany paradygmatu edukacji. Zdaniem Ojca Świętego, kryzysu zdrowia psychicznego nie da się rozwiązać wyłącznie technicznie czy klinicznie – ratunkiem jest odbudowa życia wewnętrznego, relacji oraz pomoc młodym w odnalezieniu duchowej nadziei.
„Nie możemy podchodzić do kwestii zdrowia psychicznego wyłącznie jako do zagadnienia klinicznego czy technicznego. Człowiek może żyć autentycznie i przezwyciężać wiele wewnętrznych słabości – w perspektywie sensu. Kiedy natomiast człowiek odkrywa, że jego życie ma wartość, rodzi się nadzieja. A nadzieja nie jest naiwną iluzją – jest siłą duchową” – te słowa papieża Leona XIV, wypowiedziane do uczestników spotkania Organizacji Państw Iberoamerykańskich (OEI), stały się fundamentem głębokiej refleksji nad kondycją współczesnego człowieka.
Ojciec Święty zwrócił się do delegatów biorących udział w konferencji „Mapy nadziei dla regionalnej agendy edukacyjnej. Zdrowie psychiczne, technologie cyfrowe i edukacja”. Jak relacjonuje portal Vatican News, Papież uznał temat tego wydarzenia za „jedno z najpilniejszych i najważniejszych wyzwań naszych czasów”. W swoim przemówieniu wyraził wdzięczność OEI, Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej, Dykasterii ds. Kultury i Edukacji oraz wszystkim organizatorom tej inicjatywy. Leon XIV podkreślił przy tym, że region iberoamerykański „nosi głęboko w sercu”, nazywając go krainą „o niezwykłych zasobach duchowych i ludzkich”, czego pięknym symbolem jest lokalne rękodzielnictwo.
W ocenie Papieża, współczesny system szkolnictwa pilnie potrzebuje głębokiej odnowy. Edukacja jest dziś bowiem „wezwana do ponownego odkrycia siebie” – nie może służyć budowaniu odizolowanych indywidualizmów ani być jedynie mechanicznym transferem wiedzy. Musi realizować się „jako sztuka tworzenia wspólnoty”.
Odwołując się do historii, Leon XIV przypomniał, że ludy starożytne szukały życiowych drogowskazów, patrząc w niebo i analizując układ gwiazd. To z nich odczytywały rytm pór roku, czas siewu i zbiorów. „Gwiazdy obserwowano nie tylko z czystej ciekawości, ale także dlatego, że pomagały one zrozumieć odpowiedni moment do działania, zachowując harmonię między człowiekiem, naturą i czasem” – objaśniał Ojciec Święty.
Nawiązując do swojego Listu Apostolskiego „Kreślić nowe mapy nadziei” („Disegnare nuove mappe di speranza”), Papież ponowił apel o stworzenie globalnej „konstelacji edukacyjnej”. Wizja ta zakłada przestrzeń, w której „każda instytucja, każda kultura i każdy naród mogą wnieść swój oryginalny wkład, aby oświecić drogę ludzkości”. Każda kultura ma bowiem odegrać kluczową rolę i jest „wezwana do współpracy przy wytyczaniu wspólnej drogi, dojrzewając w świadomości przynależności do jednej rodziny ludzkiej”.
Cyfrowy dobrobyt i egzystencjalna pustka
Najmocniejsza część papieskiego przemówienia dotyczyła dramatu duchowego zagubienia młodego pokolenia. Leon XIV zdiagnozował je jako jedno z największych ubóstw współczesności.
„Wielu młodych ludzi posiada coraz bardziej zaawansowane technologicznie urządzenia, ale trudno im znaleźć sens, dla którego warto żyć, mieć nadzieję, kochać, a nawet cierpieć” – punktował Ojciec Święty.
Młodzi ludzie zostali sami z dramatycznymi pytaniami: Czy moje życie ma jakiś sens? Czy istnieje pewna nadzieja na przyszłość?
Człowiek to twarz, nie profil kompetencji
Papież przypomniał fundamentalną prawdę zawartą w swoim Liście Apostolskim (4.1): „człowiek nie jest ‘profilem kompetencji’, nie da się go sprowadzić do przewidywalnego algorytmu, ale jest twarzą, historią, powołaniem”. Kiedy sprowadzamy ludzkie istnienie wyłącznie do statystyk, wydajności rynkowej czy wskaźników konsumpcji, „nieuchronnie pojawia się głębokie wewnętrzne cierpienie”.
Współczesna kultura sukcesu zbiera potężne żniwo. „Wielu młodych ludzi żyje dziś pod jarzmem oczekiwań i wyników, pogrążonych w wyczerpującej rywalizacji, która rodzi niepokój, strach przed niepowodzeniem i dezorientację” – zauważył ze smutkiem Leon XIV.
Leon XIV - konferencja OEI - fot. Vatican MediaLeon XIV - konferencja OEI - fot. Vatican MediaChoć papież docenia ogromną rolę nauki, psychologii oraz medycyny w leczeniu kryzysów psychicznych, to przypomina, że medycyna nie zastąpi duchowości. „Człowiek może żyć autentycznie – i przezwyciężać wiele wewnętrznych słabości – w perspektywie sensu”. Gdy tego sensu zabraknie, w człowieku „narastają wewnętrzna pustka, izolacja i rozpacz”. To właśnie odkrycie celu i wartości własnego życia rodzi prawdziwą nadzieję, będącą „siłą duchową, która podtrzymuje życie nawet w najtrudniejszych chwilach”.
Ocalić wnętrze: cisza w świecie algorytmów
W kontekście tych wyzwań Leon XIV przywołał Globalny Pakt Edukacyjny, zainicjowany pierwotnie przez papieża Franciszka. Obecny Następca Piotra postanowił rozszerzyć tę inicjatywę o kluczowy element: troskę o życie wewnętrzne.
„Nie wystarczy bowiem zapewnić młodym ludziom dostęp do sieci cyfrowych, jeśli potem pozostają oni odłączeni od samych siebie, od innych i od własnego wnętrza” – ostrzegł Papież Leon.
Pielęgnowanie duchowości to w praktyce „pomaganie nowym pokoleniom w ponownym odkryciu ciszy, refleksji, umiejętności zadawania pytań, głębi relacji i otwartości na transcendencję”.
Podsumowując tę myśl, Ojciec Święty postawił jasną granicę: technologia łączy, natomiast edukacja kształtuje. „Edukacja oznacza towarzyszenie młodym ludziom w odkrywaniu nie tylko tego, jak żyć, ale także po co żyć” – wyjaśnił.
Globalne przymierze na rzecz przyszłości
Sprostanie tak potężnemu kryzysowi wymaga – zdaniem Papieża – szerokiej koalicji. Instytucje publiczne, szkoły, wyższe uczelnie, rodziny, wspólnoty religijne, a także świat mediów i kultury muszą połączyć siły. „Nikt nie jest w stanie samodzielnie sprostać tak głębokim i złożonym wyzwaniom” – zaznaczył Leon XIV, apelując o zacieśnienie współpracy ze Stolicą Apostolską.
„Jesteśmy powołani, by być światłem dla wielu ludzi, zwłaszcza dla młodzieży, która poszukuje wiarygodnych punktów odniesienia i map, które pomogą jej wytyczyć drogę życia” – wskazał Papież. Wezwał do harmonijnego łączenia myślenia z życiem, kontemplacji z działaniem oraz wrażliwości na ubogich z poszukiwaniem sensu, „strzegąc przy tym głęboko ludzkiego dziedzictwa, jakim jest edukacja”.
Na zakończenie Leon XIV powierzył te intencje wstawiennictwu Matki Bożej jako wzorowi doskonałego wychowawcy. Poprosił o modlitwę, abyśmy „budowali zaufanie wśród nowych pokoleń, tak aby zaangażowały się one w budowanie świata bardziej sprawiedliwego i braterskiego”.
„deon.pl”

Wesele doskonałe, małżeństwo przypadkowe
Wystarczy otworzyć jakikolwiek portal ślubny, wejść na grupę dla panien młodych albo posłuchać przedweselnych dramatów w gronie znajomych, by odnieść wrażenie, że przygotowania do ślubu przypominają logistyczną operację wojskową połączoną z festiwalem próżności. Dziś, kiedy bierzemy ślub, musimy pomyśleć o wszystkim. I mam na myśli o każdej, wręcz abstrakcyjnej głupocie.
Nagle okazuje się, że przed przyjazdem gości trzeba odmalować cały dom, wymienić dach, wyczyścić kostkę brukową na błysk i zamówić salę, która rzuci na kolana nawet najbardziej wybredną ciotkę. Jedzenie? Menu analizuje się tygodniami; to mięso za twarde, tamto za pospolite. Do tego fotobudki, prosecco vany, personalizowane zimne ognie i miliony zbędnych rzeczy, które generują tylko kosmiczne koszty i gigantyczny stres. A potem nadchodzi ten "wielki dzień", w którym panna młoda płacze z wściekłości na zapleczu, bo tort okazał się o pięć centymetrów niższy niż na wizualizacji, a na stole zabrakło jednego rodzaju sałatki.
I stojąc z boku tego całego szaleństwa, które jest mi ostatnio bliskie... Kiedy zrobiliśmy z najpiękniejszego dnia w życiu targowisko próżności? I dlaczego pozwoliliśmy, by organizacja jednego wieczoru całkowicie przysłoniła potęgę małżeństwa?
Zaczęliśmy traktować ślub jak jednorazowy event, spektakl dla gości i idealny kontent na Instagrama. Wszystko musi krzyczeć. Tyle że w tym całym ringu aranżacyjnym, gdzie walczy się o perfekcyjny odcień serwetek, zapominamy, co tak naprawdę zaczyna się w momencie wypowiedzenia słów przysięgi. Zapominamy o istocie małżeństwa.
Ślub to nie jest casting na najlepszą imprezę roku. To jeden z najpiękniejszych i najgłębszych sakramentów, jakie dostaliśmy od Boga. To moment, w którym na ziemi dzieje się cud: zjednoczenie duszy i ciała dwóch zupełnie obcych osób, które zostały dla nas stworzone i zesłane prosto z Nieba.
W małżeństwie chodzi przecież o nierozerwalną świętość. O to, że od teraz stajemy się jednym organizmem. Idziemy razem na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w chwilach uniesienia i w szarej, trudnej codzienności, przez całe życie aż do śmierci. To potężne przymierze, z którego powinniśmy być dumni. Powinniśmy czuć zachwyt, że Bóg podarował nam drugiego człowieka, otoczył nas swoją łaską i doprowadził dwoje ludzi przed swój ołtarz, by stworzyć coś wiecznego. Jak to możliwe, że w drodze do tak wielkiej tajemnicy bardziej przejmujemy się smakiem wiejskiego stołu niż wielkością daru, jaki właśnie otrzymujemy?
Oczywiście, nikt nie mówi, że mamy brać ślub w piwnicy, przy chlebie i wodzie. To normalne, że każda para chce mieć ładne zdjęcia, pamiątki, białą suknię i smaczne jedzenie dla bliskich. Ale! To powinien być tylko dodatek. Piękne, estetyczne tło dla czegoś, co jest nieskończenie większe, głębsze i ważniejsze niż jakakolwiek ziemska dekoracja.
Kiedy skupiamy się wyłącznie na idei perfekcyjnego przyjęcia, zamieniamy Boże błogosławieństwo w luksusową usługę gastronomiczno-rozrywkową. Stres zżera całą magię tego dnia. Zamiast patrzeć na narzeczonego przed ołtarzem ze łzami w oczach i dziękować Bogu za to połączenie dusz, panna młoda nerwowo rozgląda się po kościele, sprawdzając, czy florystka równo ułożyła kwiaty. Zamiast przeżywać początek wspólnej drogi w wieczności, przeżywamy stres menadżera sali weselnej.
Zejdźmy na ziemię
Przeżywamy kryzys wartości, bo łatwiej jest zapłacić za konsultantkę ślubną niż zainwestować czas w głęboką, duchową rozmowę z drugą osobą o tym, czym naprawdę jest małżeństwo. Łatwiej kontrolować wysokość tortu niż własne lęki i egoizm, które trzeba będzie chować do kieszeni przez następne kilkadziesiąt lat wspólnego życia pod jednym dachem.
Czy za trzydzieści lat, kiedy będziemy trzymać się za ręce na starość, stawiając czoła życiowym burzom, będziemy pamiętać, czy sałatka z kurczakiem dotarła na stół na czas? Albo czy kolor dachu pasował do limuzyny? Nie. Będzie się liczyć tylko to, czy przetrwaliśmy. Czy nasze małżeństwo wytrzymało próbę czasu.
Wracajmy do źródła. Skupmy się na idei ślubu, na tym niepowtarzalnym połączeniu. Bądźmy dumni z tego sakramentu. Bo kiedy zgasną zimne ognie, a goście zjedzą ostatni kawałek za niskiego tortu, zostaniecie tylko Wy, Wasze małżeństwo i obietnica złożona przed Bogiem. I wierzcie mi, to jest jedyna rzecz, która naprawdę ma znaczenie.
Julia Hap – „deon.pl”
Julia jest absolwentką dziennikarstwa na Uniwersytecie Ignatianum oraz marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym. Interesuje się psychologią, współczesną komunikacją i wpływem mediów społecznościowych na pokolenie Gen Z. Szczególnie fascynuje ją analizowanie dwóch światów (cyfrowego i rzeczywistego) oraz tego, jak zmieniają one relacje międzyludzkie, emocje i sposób postrzegania rzeczywistości. Jej pasją są podróże, sport oraz obserwowanie ludzi i emocji, które inspirują ją do opowiadania historii o współczesnym świecie i relacjach międzyludzkich.

„Nie postrzegali jej jak zwykłej kobiety” — Joanna d’Arc oczami swoich towarzyszy
Valérie Toureille, historyczka specjalizująca się w wojskowości średniowiecznej, wydała właśnie książkę <em>Les Compagnons de Jeanne d'Arc</em> (Towarzysze Joanny d'Arc, wyd. Tallandier) będącą głębokim spojrzeniem w militarne otoczenie Dziewicy Orleańskiej. Poprzez postaci Dunois'a, La Hire'a, Jana d'Alençon czy Ambroise'a de Loré rzuca ona nowe światło na zagadkę władzy, jaką prosta wieśniaczka sprawowała nad zaprawionymi w bojach kapitanami.
Sześć wieków po śmierci Joanny d'Arc, której wspomnienie Kościół katolicki obchodzi 30 maja, postać ta zajmuje w historii Francji miejsce zupełnie wyjątkowe: jest jednocześnie świętą, bohaterką wojenną i symbolem narodowym. Za Dziewicą Orleańską stoi jednak cały świat ludzi oręża — kapitanów, rycerzy, towarzyszy broni — zafascynowanych tą bardzo młodą dziewczyną, która przybyła odmienić bieg wojny stuletniej. W swojej książce Toureille bada to męskie otoczenie i pokazuje, jak świętej udało się skupić wokół siebie dowódców o głęboko różnych interesach, pochodzeniu i temperamentach.
„Istniała tu prawdziwa luka historiograficzna" — tłumaczy badaczka w rozmowie z Aleteią. „Wzmianki o towarzyszach Joanny oczywiście się pojawiały, ale nie było właściwie żadnego syntetycznego opracowania im poświęconego. Naświetlenie tego męskiego środowiska wydało mi się zatem szczególnie interesujące." Poniżej prezentujemy rozmowę z autorką.
Joanna d'Arc była bardzo młodą kobietą i pochodziła z niskiej warstwy społecznej. Wszystko zdawało się stać na przeszkodzie jej sukcesowi jako wodza wojennego, a jednak poprowadziła Francję do zwycięstwa. Jak jej się to udało?
To właśnie sprawia, że jej los jest tak niezwykły. Nawet dziś takie wyniesienie byłoby czymś wyjątkowym. W średniowieczu istniała wprawdzie pewna ruchliwość społeczna — większa, niż nieraz się sądzi — ale przypadek Joanny pozostaje absolutnie bezprecedensowy. Znamy kobiety z arystokracji zdolne bronić zamku czy posiadłości pod nieobecność mężczyzn. Lecz stanąć na czele armii, narzucić swój autorytet doświadczonym kapitanom i stać się polityczną oraz duchową figurą o znaczeniu ogólnokrajowym — to jest coś bez żadnego odpowiednika. Powiem wprost: w tym, że ten wojowniczy świat skupił się pod sztandarem Joanny, kryje się jakaś tajemnica. Była prostą wieśniaczką, a jednak jej aura i wymiar proroczy potrafiły porwać za sobą wszystkich. Jej odwaga też robiła na tych mężczyznach ogromne wrażenie — wielu z nich było nią dosłownie olśnionych.
Wymiar duchowy jest tu pierwszorzędny. To, co tłumaczy ich przyłączenie się do Joanny, to przede wszystkim jej postać prorokini. Joanna jest tą, która przywraca nadzieję.
Jaki był „profil" towarzyszy Joanny? Czy mieli ze sobą coś wspólnego?
Właśnie dlatego wybrałam tych mężczyzn za bohaterów — ze względu na ich różnorodność. Tworzą oni prawdziwą mozaikę średniowiecznego świata wojskowego. Znajdziemy tu na przykład konnestabla de Richemont, brata księcia Bretanii; Ambroise'a de Loré, wywodzącego się ze skromniejszej szlachty; czy Roberta de Baudricourt, zarządzającego i broniącego królewskiej warowni Vaucouleurs. La Hire z kolei jest wzorcowym żołnierzem XV wieku, reprezentuje drobną szlachtę, która przybyła walczyć na północy królestwa i dzięki temu osiągnęła pewien awans społeczny. Wszyscy należą do różnych środowisk, mają nieraz sprzeczne interesy, a jednak Joanna potrafi ich zjednoczyć.
Jak Joanna chroniła się pośród tych ludzi oręża?
Zeznania z procesu rehabilitacyjnego są tu bardzo wymowne. Joanna spała w pełnym rynsztunku, z przypiętymi nagolennicami. Ale przede wszystkim jej towarzysze podkreślają, że zawsze była bardzo chroniona. Mówią też coś uderzającego: żaden z nich nie odważyłby się jej tknąć. Kilku przyznaje, że mogła budzić pożądanie, jednak mówią o niej z jakimś świętym respektem.
Czy towarzysze Joanny naprawdę wierzyli w jej duchową misję, czy raczej w jej wojskową skuteczność?
Wymiar duchowy jest tu pierwszorzędny. To, co tłumaczy ich przyłączenie się, to przede wszystkim postać Joanny jako prorokini. Jest ona tą, która przywraca nadzieję. Niesie ze sobą przekonanie, że Bóg zapewni im zwycięstwo, że jest po stronie Francuzów. Nie ma nic gorszego niż armia, która zwątpiła. Poza tym pełni ona rolę jednoczącego ogniwa dla kapitanów, którzy się kłócą: królestwo jest wówczas głęboko podzielone w warunkach wojny domowej, dowódcy wadzą się ze sobą, klęski się mnożą. Joanna potrafi skupić tych mężczyzn właśnie dlatego, że nadaje walce sens duchowy i opatrznościowy.
Co najbardziej uderzało ludzi oręża w Joannie: jej odwaga, charyzma czy wiara?
Zapewne wszystkie te wymiary naraz. Ale z pewnością sprawowała nad nimi prawdziwy autorytet moralny i duchowy. Dążyła do tego, by umoralniać armię: zakazywała kapitanom klnąć na lewo i prawo, chciała usunąć prostytutki z obozów, narzucała pewną dyscyplinę religijną. Nieustannie towarzyszył jej kapelan. Jest też w niej głębokie współczucie: mimo okrucieństwa wojny, kiedy widzi rannych — nawet Anglików — płacze. Ci, którzy ją otaczają, zapamiętują to na całe życie.
Który z towarzyszy Joanny jest dziś najbardziej zapomniany?
Ambroise de Loré jest z pewnością jednym z najciekawszych spośród mniej znanych. Mamy o nim niewiele źródeł, ale dobrze reprezentuje tę średniowieczną „małą wojnę" — toczoną przez nagłe wypady i potyczki. Dunois też zasługiwałby na obszerną biografię. To postacie-wzorce prawdziwego rycerstwa.
Czy towarzysze Joanny odegrali ważną rolę podczas procesu rehabilitacyjnego?
Wielu z nich nie żyło już w 1456 roku. Ale niektórzy odegrali rolę kluczową, zwłaszcza Dunois i Jan d'Alençon. Świadectwo Jana d'Alençon jest szczególnie poruszające. W istocie mówi on, że Joanna nie mogła należeć do zwykłego, ludzkiego świata, skoro dokonała tego, czego dokonała. Opisuje jej działanie jako coś nadzwyczajnego. W gruncie rzeczy wypowiada być może jedyną rzecz zdolną wyjaśnić Joannę: jej absolutnie wyjątkowy charakter.
Czy Joanna była dla swoich towarzyszy jedynie bohaterką wojenną, czy już wówczas — świętą?
Sądzę, że dla wielu była już świętą w zalążku. Jej towarzysze, jak widać z ich zeznań, nie patrzą na nią naprawdę jak na kobietę. Być może była więc w ich oczach czymś więcej niż prorokinią. A jeśli wyjść poza perspektywę towarzyszy — dla ludu też tak było: ludzie starają się jej dotknąć, podają jej medaliki i święte przedmioty. Dla nich jest już świętą. W zbiorowej, ludowej pamięci Joanna zawsze zajmowała ogromne miejsce — jako postać duchowa, ale też patriotyczna. Stąd właśnie bierze się to, że przemawia dziś do grup bardzo od siebie różnych.
Cécile Séveirac - Tekst pochodzi z francuskiego wydania Aletei.

Święci i błogosławieni w tygodniu
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||
| • | |||