W BLASKU MIŁOSIERDZIA
10/1067 – 22 lutego 2026 r. C.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
VII NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)
22 lutego 2026 r.
Czytania:
Pierwsze czytanie: Jl 2,12-18
Psalm: Ps 51
Drugie czytanie: 2 Kor 5,20-6,3
Ewangelia: Mt 6,1-6.16-18
Ewangelia:
Jezus przez czterdzieści dni pości i jest kuszony
Mt 4, 1-11
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy pościł już czterdzieści dni i czterdzieści nocy, poczuł w końcu głód.
Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem».
Lecz On mu odparł: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”».
Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisane jest bowiem: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”».
Odrzekł mu Jezus: «Ale napisane jest także: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”».
Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon».
Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”».
Wtedy opuścił Go diabeł, a oto przystąpili aniołowie i usługiwali Mu.
Komentarz do czytań:
Już Wielki Post. Nowe wyzwania? Ciągle te same, stare. Bo ciągle zapominamy.... Ten niedzieli słyszymy wezwanie Jezusa, by pamiętać, że nie samym chlebem żyje człowiek, żeby nie wystawiać Boga na próbę i żeby nigdy pod żadnym pozorem, dla żadnych zysków, nie kłaniać się diabłu. Niby oczywiste, ale gdy próbować konfrontować z życiem okazuje się, że niekoniecznie...
I niedziela Wielkiego Postu.... Diabeł nie mówi: zrób coś złego. Woli: zakosztuj zakazanego dobra.
Biblijne konteksty na I niedziele Wielkiego Postu roku A... To opowieść o pokusach: co dzieje się, gdy człowiek im ulega i co dzieje się, gdy je odrzuca. To o powieść, że gdy pokusa się odzywa, trzeba ufać Bogu, bo to wychodzi człowiekowi na dobre. Opowieść o posłuszeństwie Bogu, które przyniosło nam zbawienie...
To przypomnienie, że celem Kościoła nie są suto zastawione stoły dla wszystkich ubogich, to przypomnienie, że Boga nie wystawia się na próbę i że pod żadnym pozorem, dla osiągnięcia dobrych celów nie możemy kłaniać się złu. Żadnemu... Mocna opowieść. Konfrontacja z tym, do czego dziś kusi nas świat.
Może dziś o diable? Bo sporo o nim w czytaniach tej niedzieli. Ale nie. Trzymajmy się tego, co zawsze: o Bogu, o człowieku, o nadziei.
O człowieku? Strasznie łatwo wyprowadzić niby mądrego i roztropnego człowieka na manowce, prawda? Wystarczy sprytna strategia zasiania drobnych wątpliwości i już budzi się w człowieku podejrzliwość. Za chwilę można w oskarżeniu pójść krok dalej i człowiek już skłonny jest uwierzyć... Nie, to nie wymysły. To opis strategii rajskiego Węża. Tak łatwo zwiódł Ewę. Ale ona nie miała w tym względzie doświadczenia. A my?
Pokusa nie jest jeszcze grzechem, jest raczej flirtem czy próbą uwodzenia. Bywa jednak, że flirt staje się niebezpieczny, a my całkowicie podatni na propagandę złego. Dlatego tak ważne jest, by zobaczyć Jezusa w Jego walce z pokusami. W tej walce "pokonuje" grzech pierwszych ludzi. Nowy Adam broni się słowem Bożym, które jest jego orężem w spotkaniu z kusicielem. Napisane jest: nie samym chlebem żyje człowiek, nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon. Zwycięstwo jest w posłuszeństwie Słowu.
W dzisiejszym numerze
- Uważaj, to diabelska pokusa!
- Serce otwarte na Boże działanie
- Bitwa o pełnię życia
- Kochaj i rób, co chcesz. Porady św. Augustyna idealne na Wielki Post
- Czy z każdym należy podejmować dialog?
- Duchowe drogowskazy na Wielki Post 2026
- Wielkopostne zapiski
- Został przesunięty o 21 metrów. Pierwszy kościół w Europie i trzeci na świecie, który przebył taką drogę
- Święci i błogosławieni w tygodniu
Uważaj, to diabelska pokusa!
Zamień kamień w chleb... Pokusa sprowadzania wszystkiego do spraw materialnych. Tak częsta dziś. W naszym życiu osobistym, w rodzinach, społeczeństwie. Ale i w Kościele, gdy myśli się o nim jedynie jako prowadzącej różnorakie dzieła instytucji. Pieniądze, pieniądze, pieniądze, bo te zamienia się na chleb i inne potrzebne rzeczy materialne. A przecież nie wolno wszystkiego sprowadzać do pieniędzy. „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”.
Rzuć się w przepaść... Pokusa wystawiania Boga na próbę. Obecna i dziś, gdy porzucamy kierowanie się zdrowym rozsądkiem licząc, że Bóg nas ochroni. Ot, gdy ktoś uważa, że wirus w kościele podczas Mszy nikogo zarazić nie może. Albo gdy beztrosko zaniedbuje się starania o chrześcijańskie wychowanie dzieci licząc, że Bóg sam zadba o ich wiarę... Bóg, prawda, może wszystko, ale oczekuje naszego współdziałania. „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”.
Oddaj pokłon diabłu... Pokusa osiągania celu niemoralnymi środkami. Jak najbardziej znana dziś. W różnych sytuacjach. Ot, gdy człowiekowi wydaje się, że może na chwilę zapomnieć o Bogu i Jego prawie, a potem, po osiągnięciu celu, wszystko z nawiązką Mu odda. Co Mu odda? Zgniły owoc kłaniania się diabłu? Zgniły owoc nieuczciwości albo wręcz czyjejś wielkiej krzywdy? „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”.
Serce otwarte na Boże działanie
Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego [por. Ps 95 (94),
„Pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz” – „popielcowa posypka” przypomina nam o przemijalności życia i potrzebie skruchy. Ale przede wszystkim wskazuje na otwarcie serca na Boga. Zatwardziałe serce odcina nas od Jego działania – nie potrafimy wówczas przyjąć łaski, przebaczenia ani przemiany, do której nas wzywa.
Słuchanie głosu Pańskiego wymaga uważności, pokory i gotowości do zmiany. Może to oznaczać: codzienną modlitwę i refleksję nad własnym życiem, praktykowanie miłosierdzia wobec bliźnich czy rezygnację z egoizmu i nadmiernego przywiązania do dóbr materialnych.
Środa Popielcowa zachęca więc do porzucenia sztywności, uprzedzeń i zamknięcia w sobie – tak, by serce stało się miejscem, w którym Bóg może działać, przemieniać i uzdrawiać. Wielki Post nie jest tylko zewnętrznym rytuałem, ale wezwaniem do wewnętrznej przemiany serca, byśmy stawali się uczniami – misjonarzami.
Myśl Leona XIV
Wielki Post to czas, w którym Kościół z matczyną troską zaprasza nas do ponownego umieszczenia w centrum naszego życia misterium Boga, aby nasza wiara odzyskała zapał, a nasze serca nie rozpraszały się codziennymi zmartwieniami i rozproszeniami (Orędzie na Wielki Post 2026).
Ks. Leszek Smoliński – „wiara.pl”
Bitwa o pełnię życia
Gdyby nie wąż, nadal byśmy żyli w rajskim ogrodzie. Dlaczego on tam w ogóle był? Tyle z niego pożytku, że przynajmniej wiadomo, kto ponosi odpowiedzialność za nasze nieszczęście.
Pytanie jednak, czy ogród w Edenie to faktycznie raj. Po ulepieniu człowieka z prochu ziemi i napełnieniu duchem życia Bóg zaprosił go do współpracy, a nie do wiecznego all inclusive. Umieścił tego, którego stworzył, w ogrodzie, by go uprawiał i doglądał. Ulepiwszy zwierzęta, Pan przyprowadził je do człowieka, by on je nazwał. Ulepiwszy kobietę, Pan pozwolił mężczyźnie rozpoznać w niej równą sobie istotę. Człowiek nie jest zatem w raju biernym pensjonariuszem, ale jego współtwórcą. Nie jest obserwatorem własnego życia, ale jego współgospodarzem, który ma wystarczająco dużo wolności i zdolności poznawczych, by rozpoznać, skąd ma to życie i jak o nie dbać. Ogród rajski to zatem bardziej przygoda niż wypoczynek, uczenie się, a nie gotowe umiejętności, to szkoła życia w harmonii z Bogiem, stworzeniem i drugim człowiekiem.
Skąd wiem, że potrafię tak żyć?
Po pierwsze, Jezus pokazuje, że zmaganie się z pokusą jest zwykłym ludzkim doświadczeniem, które nie omija nawet Jego, choć jest Synem Bożym. Więcej nawet, nie jest to bowiem przypadkowe doświadczenie, ale celowy zabieg, któremu zostaje poddany na pustyni. Nawet Jego wolność, poznanie i wierność muszą być sprawdzone, bo tak bardzo będzie ich potrzebował w późniejszym doświadczeniu krzyża. Po drugie, Jezus nam pokazuje, że to zmaganie z doświadczeniem pokusy jest do wygrania. I nie zawstydza tu użyciem jakichś niedostępnych nam supermocy, ale bazuje na zwykłym zaufaniu Słowu, które niesie prawdę i życie.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której przypomina nam Święty Paweł. W zmaganiu z odwieczną pokusą, by samych siebie uznawać za stwórców własnego życia i szczęścia, nie jesteśmy zdani jedynie na naszą słabą wolę i ograniczone poznanie. Sam Chrystus uczynił się odpowiedzialnym za nasze szczęście, dar Jego życia jest obfitym źródłem łaski, czyli solidną podstawą dla wiary, że nasze zmaganie nie jest daremne, bo jest udziałem w już wygranej bitwie o pełnię życia.
Tomasz Mochoń OP – „wdrodze.pl”
Kochaj i rób, co chcesz.
Porady św. Augustyna idealne na Wielki Post
Św. Augustyn pokonujący herezję.
Co św. Augustyn pisał o miłości? Jak rozumiał listy św. Jana i jak polecenie Jezusa o miłowaniu Boga i bliźnich wcielał w życie?
Jeśli spojrzymy na różne motywy postępowania, przekonamy się, że jeden człowiek bywa surowy z powodu miłości, a drugi bywa uprzejmy z powodu nieprawości. (…) Wiele działań, które wydają się dobre, nie ma korzenia w miłości. Nawet ciernie mają kwiaty. Są rzeczy, które wyglądają na surowe i okrutne, a mimo to dokonuje się ich z miłości, by przywrócić dyscyplinę. Dlatego raz na zawsze otrzymujesz krótkie przykazanie: kochaj i rób, co chcesz.
Jeśli milczysz – milcz z miłości,
jeśli mówisz – mów z miłości,
jeśli upominasz – upominaj z miłości,
jeśli przebaczasz – przebacz z miłości.
Niech w tobie będzie korzeń miłości,
bo z tego korzenia nie może wyrastać nic innego, jak tylko dobro.
Komentarz do 1 Listu św. Jana, VII 8
*
Miłość braterska
Być może ktoś z was zastanawiał się, dlaczego Jan niemal nieustannie zaleca miłość braterską. Mówi: „Kto miłuje swego brata” (1 J 2,10), a chwilę potem dodaje: „A to jest Jego przykazanie, abyśmy miłowali się wzajemnie zgodnie z przykazaniem, jakie nam dał” (1 J 3,23). Nie przestaje przypominać o miłości braterskiej, podczas gdy miłość do Boga – czyli ta miłość, którą my mamy kochać Boga – pojawia się u niego rzadziej, choć nie całkiem ją przemilcza. Natomiast miłości do nieprzyjaciół nie wspomina w niemal całym liście – choć tak mocno naucza i zaleca miłość, nie mówi ani razu, by kochać nieprzyjaciół. Mówi natomiast: kochajcie braci.
W Ewangelii czytamy: „Jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, jaką macie z tego nagrodę? Czyż i celnicy tego nie czynią?” (Mt 5,46). Czemu Jan z taką stanowczością zaleca miłość braterską jako drogę do doskonałości, skoro Pan uczy, że samo kochanie braci nie wystarcza, lecz trzeba miłować nawet nieprzyjaciół?
Ten, kto potrafi miłować nieprzyjaciół, nie zaniedbuje miłości braci. Powinien raczej postępować jak ogień: najpierw obejmuje to, co bliskie, a dopiero potem się rozprzestrzenia. Brat jest bliższy tobie niż ktokolwiek inny. A ktoś nieznajomy, który nie jest twoim wrogiem, jest ci bliższy niż wróg występujący przeciw tobie.
Rozszerzaj więc swoją miłość na tych, którzy są najbliżej, ale nie sądź, że to już wszystko. Jeśli kochasz tylko tych, którzy są blisko, w gruncie rzeczy kochasz samego siebie. Idź dalej: kochaj tych, których nie znasz i którzy nic ci nie uczynili. A potem idź jeszcze dalej – kochaj także nieprzyjaciół. Tego z całą pewnością domaga się od ciebie Pan.
Komentarz do 1 Listu św. Jana, VIII 4
*
Miłość zakłada życzliwość wobec tych, których kochamy
Każda miłość zakłada pewną życzliwość wobec tych, których kochamy. Nie powinniśmy bowiem miłować ludzi tak, jak łakomczuch kocha drozdy. On mówi, że je „kocha”, lecz kocha je po to, by je zabić i zjeść. Mówi, że je kocha – i rzeczywiście „kocha”, ale po to, by ich już nie było; kocha je, aby je unicestwić. Wszystko, co kochamy jako pokarm, kochamy po to, by je spożyć, skonsumować i z niego czerpać siłę. Czy więc ludzi mamy kochać w ten sposób – jakby po to, by ich „pożreć”? Bynajmniej!
Jest też przyjaźń zakorzeniona w życzliwości – taka, którą nieraz obdarowujemy tych, których kochamy. A jeśli nie ma nic, co można by dać? Temu, kto miłuje, wystarcza sama życzliwość. Nie wolno nam bowiem życzyć sobie, by istnieli ludzie w potrzebie, tylko po to, abyśmy mogli czynić dzieła miłosierdzia. Karmisz głodnego chlebem – a przecież o ile lepiej byłoby, gdyby nikt nie był głodny, nawet gdybyś nie miał komu go dać. Ubierasz nagiego – a o ile lepiej byłoby, gdyby wszyscy byli odziani i nie było takiej nędzy. Grzebiesz zmarłego – a o ile lepiej byłoby, gdyby nastało życie, w którym nikt już nie umiera. Doprowadzasz do zgody zwaśnionych – oby zaistniał pokój wiecznej Jerozolimy, w której nikt nie będzie się kłócił. Są to obowiązki związane z określonymi potrzebami. Gdy zabraknie potrzebujących, ustaną uczynki miłosierdzia. Czy jednak zgaśnie wtedy miłość? Wprost przeciwnie – miłość do człowieka, który niczego nie potrzebuje i któremu nic nie musisz ofiarować, jest czystsza i znacznie bardziej autentyczna.
Jeśli pożyczasz człowiekowi w biedzie, może pojawić się chęć wynoszenia się nad nim, jakby był ci coś winien – właśnie dlatego, że mu pomogłeś. On był w potrzebie, ty dałeś; zdaje się więc, że stoisz wyżej. Pragnij raczej równości, byście obaj byli poddani jednemu Panu, któremu niczego ofiarować nie sposób.
Komentarz do 1 Listu św. Jana, VIII 5
*
Kochając nieprzyjaciela, kochasz brata
Bądźcie więc miłosierni i współczujący, bo gdy kochacie nieprzyjaciół, w rzeczywistości kochacie braci. Nie sądźcie, że Jan pominął temat miłości nieprzyjaciół – mówił o niej, gdy pisał o miłości braterskiej.
Zapytasz: jak mam kochać braci? Odpowiem: spójrz, dlaczego kochasz nieprzyjaciela. Dlaczego go kochasz? Czy dlatego, żeby w tym życiu był zdrowy? A co, jeśli zdrowie mu nie pomoże? Czy dlatego, żeby był bogaty? A jeśli bogactwo go zaślepi? Czy dlatego, żeby się ożenił? A jeśli w związku nie będzie szczęśliwy? Czy dlatego, żeby miał dzieci? A co z tego, jeśli okażą się złymi ludźmi?
Wszystkie te dobra, których – jak sądzisz – powinieneś życzyć nieprzyjacielowi, skoro go kochasz, są nietrwałe. Lepiej pragnij, by razem z tobą osiągnął życie wieczne i by stał się twoim bratem. Jeśli zatem, miłując nieprzyjaciela, pragniesz, by stał się twoim bratem, to miłując go, miłujesz brata. Nie miłujesz w nim tego, kim jest obecnie, lecz to, czym pragniesz, aby się stał.
Komentarz do 1 Listu św. Jana, VIII 10
Artykuł zawiera fragment z książki „Kochaj i rób co chcesz. O miłości” św. Augustyn
Czy z każdym należy podejmować dialog?
Czy z każdym należy podejmować dialog? – To pytanie postawił kard. Grzegorz Ryś papieżowi Franciszkowi, na co ten, po chwili zastanowienia, odpowiedział, że z każdym – chyba że wiesz, iż ten dialog może doprowadzić do manipulacji albo zostać źle wykorzystany. I jest w tej odpowiedzi mądrość, bo przecież sam dialog jest wzajemną wymianą myśli czy przekonań i z założenia nie musi mieć na celu przekonania rozmówcy do zmiany swoich poglądów. Problem jednak pojawia się wtedy, gdy rozmówca nie ma czystych intencji.
Właśnie ten problem ukazuje nam dzisiejsza liturgia słowa – dialog, który ze swej istoty jest niebezpieczny, bo druga strona za wszelką cenę chce rozmówcę zmanipulować i sprowadzić do grzechu, czyli dialog ze złem. Zarówno pierwsze czytanie, jak i Ewangelia stanowią dziś przykłady sytuacji, w których szatan prowokuje do dialogu. Różnica między tymi dwoma fragmentami Pisma Świętego jest taka, że Ewa wchodzi w dyskusję z góry przegraną, Jezus natomiast ucina rozmowę, nie wdając się w zbędne polemiki. Ktoś kiedyś powiedział, że diabeł ma profesurę z ludzkiej psychiki i doskonale zna ludzki umysł, jego mechanizmy i zachowania, dlatego wie, jak podejść człowieka, aby ten – jak nieuważne zwierzę – wpadł w zastawioną pułapkę.
W pierwszym czytaniu autor natchniony informuje nas o tym, że Bóg dał człowiekowi to, co najpiękniejsze i najpotrzebniejsze w życiu. Za pomocą obrazu ogrodu otrzymujemy obraz rzeczywistości, w której pierwszy człowiek miał bezpieczeństwo, pokój i wolność oraz pod dostatkiem pożywienia i przestrzeni do życia. Wszystko to, co jest konieczne do egzystencji, ale paradoksalnie także to, co mogło uśpić jego czujność. Dlatego szatan wykorzystuje nieuwagę człowieka i wchodzi z nim w dialog. Słyszymy słynne zdanie, które wielokrotnie stawało się w historii i nadal staje się przyczyną upadku wielu ludzi: „Czy rzeczywiście…?”.
Podstępność tego pytania polega na poddaniu w wątpliwość pewnika, czegoś, co wydaje się ustalone i z zasady niepodważalne. I tak oto człowiek, który żył z Bogiem w przyjaźni oraz doświadczał Jego opieki i troski, zaczyna dopuszczać do serca wątpliwość. Celowo używam słowa „człowiek”, a nie „Ewa”, gdyż każdy z nas ma takie doświadczenie. A diabeł nie poprzestaje na zasianiu wątpliwości – idzie dalej. Podsyca ją pytaniami i obrazami ukazującymi same pozytywy porzucenia dotychczasowego porządku, jakoby nowe miało być lepsze. A przecież od wieków wiadomo, że lepsze bywa wrogiem dobrego. I tak niewinny dialog oraz początkowa wątpliwość przeradzają się w tragedię grzechu.
Siostro i bracie, powiedzmy sobie otwarcie: wątpliwość czy pytanie rodzące się w sercu samo w sobie nie jest złe. To trochę tak jak z naszym organizmem. Gdy odczuwamy głód, nie jest to złem, ale informacją, że organizm chce żyć i potrzebuje pokarmu, aby prawidłowo funkcjonować. Problem w tym, w jaki sposób ten głód zaspokoimy – czy dostarczymy mu pełnowartościowe pożywienie, czy „zapchamy” go wysokoprzetworzonym, chemicznym fast foodem. Głód jest znakiem pragnienia życia; podobnie wątpliwości i pytania w wierze mogą świadczyć o tym, że nasza wiara chce się rozwijać. Pytanie tylko, co z tymi wątpliwościami robimy i w jaki sposób je zaspokajamy. Czy odpowiedziami na moje pytania o moralność i wiarę są artykuły z tabloidów i portali niskich lotów, czy raczej nauka Kościoła, Ewangelia i Katechizm?
Właśnie taki sposób radzenia sobie z wątpliwościami pokazuje nam Ewangelia. Jezus podczas postu na pustyni doświadcza pokus – to znaczy szatan, analogicznie jak w raju, próbuje rozniecić w Jego ludzkim sercu wątpliwość: „Jeśli jesteś…?”. Jednak reakcja Jezusa jest dla nas nauką postępowania w chwilach pokusy – odpowiedź jest krótka, stanowcza i ucina wszelką możliwość pogłębiania wątpliwości; zawsze zaczerpnięta ze Słowa Bożego. Jezus pokazuje nam, że dialog z pokusą prowadzącą do zła nie ma sensu, że wobec niej należy postępować stanowczo i bez kompromisów, bo inaczej możemy nie zauważyć chwili, w której zostaniemy związani i usidleni grzechem – nie tylko my, ale i nasi najbliżsi, jak miało to miejsce w raju.
Siostro i bracie, rozpoczynamy Wielki Post – czas, w którym jesteśmy zaproszeni do zastanowienia się nad sobą i do konkretnego nawrócenia. Może w tym roku właśnie ta dziedzina naszego życia powinna doświadczyć przemiany? Moja wiedza dotycząca wiary powinna zostać pogłębiona. Warto zadać sobie nurtujące pytania i sięgnąć do Katechizmu Kościoła Katolickiego, dostępnego również w Internecie, aby tam odnaleźć odpowiedzi. Może to sprawi, że gdy w sercu pojawi się pytanie, wątpliwość czy pokusa, będę umiał odpowiedzieć, nie wdając się w zbędną i zgubną dyskusję ze złem.
Mamy przed sobą czterdzieści niezwykłych dni. Dajmy sobie ten czas, aby choć trochę zbliżyć się do Jezusa. Czytanie Ewangelii z dnia wraz z krótkim rozważaniem – dziś łatwo znaleźć takie materiały w Internecie czy w formie podręcznej książeczki – lektura Katechizmu czy dobrej książki katolickiej. Wielu z nas codziennie dojeżdża do pracy czy szkoły – może zamiast muzyki czy publicystyki warto sięgnąć po rozważanie Słowa Bożego, dobry audiobook albo po prostu po różaniec.
Nie bójmy się pytań i wątpliwości, nie bójmy się dialogu, ale mądrze szukajmy odpowiedzi i roztropnie dobierajmy rozmówców. Bójmy się raczej sytuacji, w której pytań nie ma w ogóle, a my jesteśmy przekonani, że wszystko już wiemy. Głód przestaje być odczuwany przez organizm, który zbliża się do śmierci. Nie pozwólmy, by nasza wiara umarła. Nie pozwólmy, by niewinna wątpliwość przerodziła się w grzech i upadek.
Niech Maryja, Matka Nieustającej Pomocy, wspomaga nas w trwaniu w wierze, nadziei i miłości oraz broni nas od pokus.
o. Wacław Zyskowski CSsR – „redemptor.pl”
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, obecnie Prefekt Studentatu Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Kraków

Duchowe drogowskazy na Wielki Post 2026
Co możemy zrobić w naszym życiu wpatrując się w postać Biedaczyny z Asyżu? Czym może nas zainspirować?
1. Żyj Ewangelią „bez przypisów”
Franciszek nie komplikował wiary – brał Ewangelię dosłownie i serio.
Pytanie na każdy dzień: co dziś znaczy „żyć Ewangelią” tu i teraz, w mojej pracy, rodzinie, relacjach?
2. Ucz się prostoty
Nie chodzi tylko o rzeczy, ale o serce: prostota intencji, prostota słów, prostota wyborów.
Co mogę dziś odpuścić, żeby być bardziej wolnym?
3. Braterstwo zamiast rywalizacji
Dla Franciszka każdy był „bratem” lub „siostrą” – człowiek, zwierzę, całe stworzenie.
Kogo traktuję jak konkurenta, a kogo mógłbym zobaczyć jak brata?
4. Pokój zaczyna się ode mnie
„Pan dał mi braci” – nie idealnych, ale realnych.
Czy wnoszę pokój, czy napięcie? Czy potrafię pierwszy wyciągnąć rękę?
5. Bliskość z ubogimi i zranionymi
Franciszek spotkał Chrystusa w trędowatym.
Gdzie dziś są „trędowaci” mojej codzienności – samotni, wykluczeni, niewygodni?
6. Radość mimo krzyża
Franciszkowa radość nie była naiwna – rodziła się z zaufania Bogu.
Co jest dziś moją „doskonałą radością”, nawet jeśli boli?
7. Kościół – do odbudowy, zaczynając od siebie
„Odbuduj mój Kościół” – najpierw serce, potem struktury.
Co w moim życiu duchowym wymaga odbudowy?
8. Modlitwa prosta i wierna
Nie ilość słów, ale obecność.
Stały moment ciszy każdego dnia – choćby krótki, ale wierny.
9. Zachwyt nad stworzeniem
Świat nie jest tylko „do użycia”, ale do kontemplacji.
Czy potrafię się zatrzymać, zachwycić, podziękować?
10. Zgoda na drogę, nie na kontrolę
Franciszek ufał, że Bóg prowadzi nawet wtedy, gdy nie ma mapy.
Czy bardziej ufam Bogu, czy własnym zabezpieczeniom?
ks. Leszek Smoliński – „wiara.pl”
Wielkopostne zapiski
Jest ich sporo. Ale dziś nie o tym, co kryje szary notes…
Gdy byłem małym chłopcem… Może trochę starszym… Wierzyłem w moc książek. Nie tylko rozpalających młodzieńczą wyobraźnię: Sienkiewicza, Marka Twaina, Szklarskiego, Centkiewiczów… Także w moc poważnej literatury, traktującej o duchowości.
Życie szybko odarło mnie ze złudzeń. Odkryłem, że jedna książka, chociażby Mertona (Nikt nie jest samotną wyspą zainspirował w seminarium mój debiut dziennikarski w ściennej gazetce), jest zapisem wieloletniego doświadczenia, które mający mleko pod wąsem adept życia duchowego chciałby… Tak, użyć jako klucza do przemiany podczas jednego rozmyślania.
Pan Bóg, na szczęście, na takie numery nie daje się nabrać i z reguły stosuje prostą praktykę: chciałeś Mi pokazać co potrafisz, to Ja ci pokażę Kto tak naprawdę prowadzi cię za rękę i jaką drogą. Nie powiem: zachwycony nie byłem. Marząc o ciszy dotykającej Jego ręki, niosącej jak orzeł swe pisklęta na skrzydłach ku rajskim przestrzeniom, nagle odkrywałem – jak w popularnym wówczas wśród kleryków śpiewie – cierniowe rozłogi i lilii łan. Oczywiście zupełnie inaczej wyobrażając sobie rany przez ciernie zadawane i mając nadzieję, że jednak skokiem o tyczce lub w dal zajdę daleko.
Przebudzenie nastąpiło w nietypowych okolicznościach. Po wypadku trafiłem na fantastycznych ludzi, którzy uparli się, że coś, co z trudem miało po kilkudziesięciu miesiącach chodzić, w ciągu zaledwie kilku miesięcy osiągnie powiedzmy dziewięćdziesięcioprocentową sprawność. Ale przeszkodą był potworny ból, zatem delikwent chciał zrezygnować. Wówczas usłyszał: albo będziesz płakał i będziesz chodził, albo zostaniesz kaleką do końca życia. Wiesia – do końca życia będę Ci wdzięczny… Słowa Psalmu o siejących we łzach odkryłem w zupełnie innym wymiarze.
Obrazy z przeszłości wróciły przy okazji Olimpiady. Gdy wszyscy zachwycali się trzykrotnym medalistą sięgnąłem do wywiadu, jaki przed bodajże czterema laty udzielił podczas letniego zgrupowania w Ustce. Dominik Formela ze Skijumping.pl pytał go wówczas nad czym pracuje. Wybicie w miarę dopracowane, teraz skupiam się na fazie lotu. A marzenia? Jak każdy sportowiec chciałbym wystartować w igrzyskach olimpijskich. Wystartował, ale przedtem były lata w cieniu. Nad czym pracował?
W ubiegłym tygodniu miałem możliwość trenowania dwa dni z innym kadrowiczem. Na stokach Mogielicy wprowadzał mnie w tajniki jazdy na biegówkach. Liczyłem na pokonanie w drugim dniu dwudziestu czterech kilometrów ze sporą ilością przewyższeń. Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Lewa ręka, prawda noga. I na odwrót. Godzina nie wystarczyła, by skoordynować ruchy. Proszę się nie martwić – ze spokojem tłumaczył Dawid – trenuję już kilka lat i ciągle mam problemy. Tu najważniejsza jest powtarzalność. Setki, a nawet tysiące razy ten sam ruch. To może być monotonne, zniechęcać. Ale jest jedyną drogą do osiągnięcia mistrzostwa.
Powtarzalność, czyli mistrzostwo rodzące się w cieniu. Stara praktyka Ojców Pustyni. Święty Antoni każdego dnia powtarzający setki razy: „Panie Jezu, Synu Dawida, ulituj się nade mną, grzesznikiem”. Mimo to doświadczający oschłości, oziębłości, tego wszystkiego, co nazywamy: „nie czuję Boga” (jakby Jego obecność wyznaczał zapach) – przez pięćdziesiąt lat. Na koniec wołający z odrobiną rozgoryczenia: „milczysz, ale mimo to nie przestane Cię kochać”. To był Antoniego medal na olimpiadzie.
Powtarzalność. Nie chodzi o perfekcjonizm. Raczej o pracę nad jednością ciała, umysłu i ducha. Na tym polega wewnętrzna integracja. Chociaż jest trudna. Ostatecznie jedną z największych pokus jest szukanie wciąż nowych duchowych wrażeń. Gdy tymczasem Panu Bogu chodzi o coś więcej niż danie dziecku cukierka. No, może na początku. Dla zachęty.
Ostatnie. Mistrzowie nie ćwiczą jedynie na śniegu. Trenują cały rok. Przypomniał mi się wielki pianista. Artur Rubinstein powiedział kiedyś: jeśli zrezygnuję z ćwiczeń jeden dzień, zauważę to na koncercie; jeśli zrezygnuję dwa dni, zauważą krytycy; jeśli zrezygnuję trzy dni, zauważy publiczność.
Wniosek jest prosty. Nie napinam mięśni przez czterdzieści dni z zamiarem zaprzestania treningu po Wielkanocy. Możesz mieć więcej niż sto procent pewności, że szybko zwiotczeją, a ty stracisz formę. Skup się na jednym ruchu i ćwicz powtarzalność. Lewa ręka, prawa noga. I na odwrót. Nie obrażając się na siebie i nie rezygnując, gdy po kilkunastu sekundach zorientujesz się, ze jest na odwrót: lewa ręka, lewa noga… A po godzinie będziesz miał dość. To dopiero początek. Choć wydaje ci się, że jesteś daleko…
ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”
Został przesunięty o 21 metrów. Pierwszy kościół w Europie i trzeci na świecie, który przebył taką drogę
Zabytkowy obiekt ważący ponad 6,5 tysiąca ton w całości przesunięto o 21 metrów. To był prawdziwy wyczyn inżynierski.
Był początek lat 60. XX wieku. Władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej zdecydowały się poszerzyć al. Karola Świerczewskiego (obecnie al. Solidarności) w Warszawie. Stanowiła ona część większego projektu, jakim była trasa Wschód-Zachód. Stojący blisko alei zabytkowy kościół (zbudowany w latach 1682–1732) kolidował z planem budowy nowej jezdni północnej. Rozważano wówczas dwa rozwiązania: budynek można było rozebrać (wyburzyć) lub przesunąć w całości.
Przesunięty kościół. Co na to władze komunistyczne?
Jak wiemy, ustrój komunistyczny w swoich założeniach był ateistyczny i antykościelny. Zwalczał religię na różne sposoby, traktując ją zgodnie z określeniem Karola Marksa jako „opium dla ludu”.
A jednak sakralny budynek w Warszawie, który w ponad 50 procentach przetrwał II wojnę światową, zdecydowano się zachować. W latach 1951-1956 kościół przeszedł powojenną renowację. Postanowiono więc, że tak ważny zabytek zostanie przesunięty.
Dziennikarze Polskiego Radia, którzy na żywo relacjonowali to wyjątkowe wydarzenie stwierdzili, że "za wszelką cenę chciano uniknąć rozbiórki świątyni”. Chodziło także o względy ekonomiczne.
Wartość rozbiórki i wzniesienia nowego budynku o takich rozmiarach oszacowano na ok. 14 mln ówczesnych złotych, natomiast operacja przesunięcia kosztowała 6 mln 300 tys. zł.
Jak przesunąć obiekt ważący prawie 7000 ton?
To była bardzo skomplikowana operacja. Do jej realizacji przygotowywano się ponad rok. Warto podkreślić, że eksperci oszacowali wagę kościoła na około 6800 ton! Jego wymiary to 33 m długości, 22 m szerokości i 18 m wysokości. Dlatego niezbędne było wykonanie specjalnej konstrukcji, która umożliwiłaby przesunięcie tak dużego i ciężkiego budynku.
Długotrwały proces przygotowań dokładnie opisał w 1963 roku mgr. inż. Jan Zbigniew Lenard: „Na wykonanie całej konstrukcji do przesunięcia zużyto łącznie około 900 m3 żelbetu. Stanowi on trwałe wzmocnienie budynku kościoła. Dla zmontowania urządzeń do przetoczenia wbudowano około 250 ton stali, która po przesunięciu zostanie odzyskana. Budynek został przygotowany do przetoczenia niemal w całości, tak że na nowym miejscu zachodziła konieczność wykonania jedynie ław fundamentowych” – opisuje ekspert.
Napęd był ręczny
Aby ruch budynku był bezpieczny i nie groziło mu pękanie ścian, należało go rzetelnie wzmocnić. Wewnątrz ustawiono specjalne rusztowanie, które zapobiegało ewentualnym drganiom. „Sklepienie kościoła oczyszczono szczotkami mechanicznymi, a następnie starannie umyto wodą, uzyskując maksymalną przyczepność starej cegły sklepiennej do betonu. Na sklepieniu ułożono miękkie płyty pilśniowe, osmołowane. Podwieszenie sklepienia zlikwidowało drgania, jakie dawały się odczuwać w czasie jazdy tramwajów po ulicy” – wyjaśnia inż. Lenard.
Następnie budynek został odcięty od pierwotnych fundamentów i stanął na szynach umieszczonych na specjalnych rolkach. Jednak samo odłączenie kościoła od jego podstawy też było nie lada wyzwaniem. Roboty prowadzone w podziemiach odbywały się w bardzo trudnych warunkach. Robotnicy pracowali w pozycji leżącej i klęczącej, gdyż wysokość starych piwnic wynosiła zaledwie 165 cm.
Specyficzne urządzenie do przeciągania obiektu składało się z pięciu dziesięciotonowych wciągarek kozłowych. Były to po prostu kołowroty o napędzie ręcznym. Przy każdej wciągarce pracowały cztery osoby.
Jechał z prędkością około 9 cm na minutę
W końcu nadszedł ten historyczny dzień, a raczej noc. Akcja przesuwania kościoła rozpoczęła się 1 grudnia 1962 roku, dokładnie 45 minut po północy. Tak to pamiętne wydarzenie opisał inż. Lenard: „Budynek przesuwał się równomiernie, zarówno przy ruszeniu jak i w czasie jazdy. Na sześciu torach zwalniane z tyłu wałki o wadze kilkuset kilogramów należało szybko przenieść do przodu i ułożyć pod nasuwające się przesuwnice.
Jazda trwała 227 minut, średnia szybkość wynosiła 93 mm na minutę. Zboczenie z osi kościoła wyniosło około 13 cm dla narożnika płn.-zach. i 1 cm dla narożnika płd.-wsch. Nie zaobserwowano powstania nowych spękań murów. Stare istniejące szczeliny nie powiększyły się. O godz. 4.42 kościół zakończył wędrówkę przejeżdżając 21 metrów”.
Przy okazji dokonano kilku odkryć
Dzięki pracom prowadzonym wokół kościoła dokonano kilku odkryć archeologicznych. Okazało się, że na terenie przykościelnym grzebano kiedyś zmarłych. Wykopano tam dużą ilość szkieletów, trumnę cynową oraz dwa dzwony kościelne, ukryte w czasie II wojny światowej. Podczas odcinania kościoła od fundamentu natrafiono także na ukryty w murze akt erekcyjny wypisany na blasze, który był częściowo uszkodzony.
Na czas operacji przesuwania kościoła stojąca przed głównym wejściem figura Matki Bożej wraz ze schodami została zdemontowana. Powróciła na frontowe miejsce ponownie po przesunięciu obiektu.
Wcześniej tylko w USA działo się coś podobnego
Przesuniecie warszawskiego kościoła było wówczas trzecim tego typu przypadkiem na świecie. Historia inżynierii budowlanej znała wtedy dopiero dwie podobne operacje, które odbyły się w Stanach Zjednoczonych. Pierwsza miała miejsce w 1915 roku w Pittsburgu. Tam przesunięto o 6 metrów kościół ważący 4000 ton.
Kolejnym przykładem tego typu działań jest akcja dotycząca soboru w Chicago. W 1929 roku został on przesunięty aż o 84 metry i obrócony o 90 stopni. Budynek ważył 9000 ton.
Korzystałem z artykułu Jana Zbigniewa Lenarda z 1963 roku: "Przesuwanie budynków zabytkowych w Warszawie", "Ochrona Zabytków" nr 2 (61)
Krzysztof Jędrasik – „aleteia.pl”
Święci i błogosławieni w tygodniu
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
23 lutego - bł. Stefan Wincenty Frelichowski, prezbiter i męczennik |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
25 lutego - święci męczennicy Alojzy Versiglia, biskup, i Kalikst Caravario, prezbiter |
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
|
|
• |
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl