W BLASKU MIŁOSIERDZIA
47/1103 – 1, 2 listopada 2026 r. A.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA
Niedziela, 1 listopada 2026 r.
XXXI NIEDZIELA (rok A)
UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH
Dzisiaj Kościół oddaje cześć wszystkim, którzy już weszli do chwały niebieskiej, a wszystkim pielgrzymującym na ziemi wskazuje drogę, która ich starszych braci zaprowadziła do świętości. Przypomina nam również prawdę o naszej wspólnocie ze świętymi, którzy otaczają nas opieką.

2 listopada 2026 r.
WSPOMNIENIE WSZYSTKICH WIERNYCH ZMARŁYCH
Uczciwszy triumf tych wiernych, którzy już weszli do nieba, Kościół wspomina wszystkich, którzy w czyśćcu pokutują za swoje grzechy. Aby im przyjść z pomocą, przedstawia Panu Bogu modlitwy i odpusty uzyskane przez żyjących, a przede wszystkim Ofiarę Chrystusa uobecniającą się w Mszy świętej.
Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych wprowadził w roku 998 opat benedyktynów w Cluny, św. Odylon. Bardzo szybko zwyczaj ten przyjął się w całym Kościele.
W roku 1915 w czasie wojny światowej papież Benedykt XV na prośbę opata-prymasa benedyktynów pozwolił kapłanom całego Kościoła odprawiać w tym dniu trzy Msze święte. Jedną ofiarują według własnej intencji, drugą za wszystkich wiernych zmarłych, a trzecią według intencji papieża.

AKTUALNOŚCI
Kolor szat liturgicznych: biały
1 listopada
Czytania:
Pierwsze czytanie: Ap 7,2-4.9-14
Psalm: Ps 24
Drugie czytanie: 1 J 3,1-3
Ewangelia: Mt 5,1-12a
Ewangelia:
Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie
Mt 5, 1-12a
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami:
«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie».
Komentarze:
Wszystkich Świętych. Czyli, miejmy nadzieje, także nas. Owszem, kiedyś nas, ale przecież i możliwe, że i teraz trochę nas. Czytania tego dnia to przede wszystkim nadzieja. Nadzieja, która prowokuje do zmiany myślenia...
Obecnie, wśród różnych przeciwności, jesteśmy dziećmi Bożymi. A w przyszłości? Wokół tych dwóch spraw koncentruje się liturgia słowa uroczystości Wszystkich Świętych. I przy okazji pokazuje, jak można poustawiać swoje życiu tu, na ziemi. Tak, koncentruje się głównie na żyjących. Niebo wskazując jako cel...
To jak będzie w niebie? Będziemy tylko stali i wielbili? W sumie to szczegółów nie znamy nie wiadomo. Ale na pewno będziemy szczęśliwi. A przy okazji.. Ewangelia tej uroczystości kreśli przed naszymi oczyma zupełnie inny niż przywykliśmy obraz tego, co na tej ziemi znaczy być szczęśliwym.
Czeka nas niebo. Stan, w którym "nie będziemy już łaknąć ani pragną", w którym nie będzie już miało do nas dostępu żadne zło.
Piękna obietnica? Problem chyba jednak w tym, że moglibyśmy zło przemycić do nieba w naszych sercach. Czy Bóg miałby na to pozwolić? Zwłaszcza że ci, którym prawo Ewangelii nie odpowiada raczej nie byliby w niebie szczęśliwi....
Wszystkich świętych. To przede wszystkim uroczystość niosąca wielką nadzieję. No bo jeśli inni, to czemu nie ja? I takie jest też chyba główne przesłanie czytań tego dnia. To też nadzieja - jestem nikim, jestem życiowym przegrańcem? Dla takich właśnie przede wszystkim jest niebo; dla trwających w nauce Jezusa mimo skazywania się w tym świecie na porażkę Ale też wyzwanie: stawać się godnym nieba.
2 listopada
Czytania:
Czytania:
Pierwsze czytanie: Hi 19,1.23-27a
Psalm: Ps 27
Drugie czytanie: 1 Kor 15,20-24a.25-28
Ewangelia: Łk 23,44-46.50.52-53;24,1-6a
Ewangelia:
W domu Ojca mego jest mieszkań wiele
J 14, 1-6
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę».
Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?»
Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie».
Komentarze:
Dzień Zaduszny to czas szczególnej modlitwy za zmarłych. Jest to też okazja do przypomnienia, że śmierć nie jest rozpłynięciem się w nicości, ale początkiem innego życia. Bo ludzkie życie „zmienia się, ale się nie kończy”. I wokół tej prawdy koncentrują się czytania tego dnia. Przynajmniej pierwszej Mszy (bo do wyboru są trzy).
Czytania drugiej Mszy Dnia Zadusznego, co oczywiste, koncentrują się wokół tematu śmierci i powrotu do życia, zmartwychwstania. O ile jednak zestaw czytań przygotowany do pierwszej Mszy zapalając światło nadziei akcentuje bardziej nieuchronność śmierci, to w tych czytaniach więcej jest radości. Śmierć naprawdę nie ma ostatniego słowa. I to nie tylko takie pocieszanie się, ale dobrze uzasadniona nadzieja.
Wszystkie zestawy czytań na Dzień Zaduszny, co dość oczywiste, koncentrują się wokół prawdy o przemijaniu ludzkiego życia i nadziei na nieśmiertelność. Te z trzeciej mszy są chyba najbardziej przeniknięte nadzieją.
W dzisiejszym numerze:
- Jest tylko jeden taki dzień w roku
- O Chryste, Zbawco ludzkości
- "Oto lud wierny, szukający Boga"
- Opieczętowany
- Pierwszeństwo nadziei
- Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych
- Pragnę szukać Twojego oblicza
- Ks. Adam Boniecki: śmierć kogoś, kogo się kochało, zostaje w człowieku
- Błogosławieni czystego serca. Skąd się wzięła nauka o czyśćcu?
- Po co modlitwy i odpusty za zmarłych?
- Modlitwa za zmarłych. Skorzystaj z tych modlitw, gdy będziesz nawiedzać cmentarz
- Śpieszmy ku braciom, którzy na nas czekają
- O nauce prawdy
- Słyszałem cię i widziałem
- Święci i błogosławieni w tygodniu
Jest tylko jeden taki dzień w roku
Jest tylko jeden taki dzień w roku
gdzie przy mogiłach stoimy do zmroku,
w złocie chryzantem, przy blasku zniczy
biegnących godzin nikt z nas nie liczy.
Przejrzysta mgiełka grobami się snuje
mistyczny nastrój dokoła panuje
obecność czyjąś czujemy wokół
kochanych osób przybyłych z obłoków.
Z odległych do nas przybyli światów
by pobyć z nami wśród zniczy i kwiatów,
by w ciche się nasze słuchać rozmowy,
zatęsknić za życiem straconym tak młodym.
Grobowa cisza panuje dokoła
nikt głośno nie mówi ani nie woła
i nawet dzieci ucichły krzyki,
wpatrzonych w na wietrze tańczące płomyki.
A każdy z ludzi poważny skupiony
w swej księdze życia przewraca strony,
radości i smutki przeżywa na nowo
w tęsknocie za bliską straconą osobą.
I choćby nam lat upłynęło tysiąc,
wydaje się wszystkim jak by to był miesiąc,
w smutku, tęsknocie błądzą wspomnienia,
tak bardzo daleko od śmierci, cierpienia.
Przeszłości cienie wśród mogił się snują
w powrotną drogę w zaświaty szykują,
tysiące światełek im drogę oświeca,
w gorących modlitwach Bogu poleca
Bo oprócz modlitwy im więcej nie trzeba
by mogły stanąć u progu Nieba.
Dziękuje, ze JESTEŚ i ubogacasz moje Życie.
Może ja za Tobą, albo Ty za mną
Będziemy kiedyś tęsknić…
***
O Chryste, Zbawco ludzkości
O Chryste, Zbawco ludzkości,
Czuwaj nad swymi sługami,
Wzruszony orędownictwem
Błogosławionej Dziewicy.
Niebieskich duchów zastępy,
Swoją potęgą oddalcie
Wszelakie zło, które było,
Jest i nadejdzie w przyszłości.
Prorocy Sprawiedliwego,
Apostołowie Chrystusa,
Niech wasze modły to sprawią,
Byśmy zyskali zbawienie.
O męczennicy chwalebni,
Boga promienni wyznawcy,
Pomóżcie dojść nam do nieba
Waszym skutecznym błaganiem.
A wy, nietknięte dziewice,
Mnisi żyjący dla Pana,
I wszyscy Święci, uproście
Dla nas królestwo Chrystusa.
Zechciejcie z nami połączyć
Głosy, by pieśnią wdzięczności
Wysławiać teraz i zawsze
Ojca i Syna, i Ducha. Amen.
"Oto lud wierny, szukający Boga"
Jakże mocno brzmią te słowa w kontekście naszego pielgrzymowania na cmentarze, kiedy patrzymy na ten las krzyży. Patrzymy na tych, którzy wyprzedzili nas w biegu po wiarę.
Oto lud wierny, szukający Boga - ci w czyśćcu wielbiący i ci w niebie, którzy Boga znaleźli. Oto zaproszeni, żeby brać udział w liturgii niebieskiej.
Do tego nas zachęca Apokalipsa, żeby dostrzec, zobaczyć tych wszystkich, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, którzy opłukali swe szaty w krwi Baranka.
Krew Baranka, która oczyszcza, która daje życie.
Uczestniczyć w tej liturgii i oddawać pokłon Barankowi, zmartwychwstałemu Chrystusowi, razem ze wszystkimi rzeczywistościami nieba, żeby i w nas był zachwyt, o którym mówi Apostoł Jan w swoim liście: zobaczcie, popatrzcie jak wielką miłością obdarzył nas Ojciec.
Dlatego też trzeba nam sobie zadać trud i wyznaczyć zadanie, żeby przyjąć choć jedno z błogosławieństw jako swój plan życia. Oto świętych nazywa się często ludźmi ośmiu błogosławieństw. Oni są dla nas jak drogowskazy, żeby odnaleźć drogę do domu Ojca, żeby pośród różnych doświadczeń zobaczyć, że zawsze i wszędzie można żyć mocą Ewangelii.
Błogosławieństwa to jest pisany słowem obraz Jezusa, który jest cichy, pokorny, czysty, który cierpi niesprawiedliwość dla Królestwa Niebieskiego, który przyjmuje na siebie wszelkie cierpienie, żebyśmy my zostali umocnieni i oczyszczeni.
Świat wokół nas gorszy się cierpieniem. Czy to jest fizyczne, czy to jest psychiczne - nie chce go.
To prawda, że ono jest często ponad siłę, ale niesione mocą Chrystusa może, o dziwo, stać się błogosławieństwem.
Potrzeba nam dzisiaj ludzi wprowadzających pokój i niosących pociechę, żyjących miłością czystą i ofiarną. Potrzeba nam ludzi, którzy są gotowi w każdych okolicznościach stawać się świadkiem Chrystusa chwalebnie zmartwychwstałego.
ks. Wenancjusz Zmuda – „mateusz.pl”
Opieczętowany.
Należymy do Boga i do Jego Syna,
Jezusa Chrystusa
Piękne te czytania Uroczystości Wszystkich Świętych. I Ewangelia, w której Jezus nazywając błogosławionymi tych, którzy nie mają, smucą się, są cisi, miłosierni, czystego serca, którzy spragnieni są sprawiedliwości i dla niej cierpią prześladowania i urągania, tych którzy wprowadzają pokój... w której Jezus nazywając ich błogosławionymi stawia na głowie ludzkie myślenie o tym, co znaczy być szczęśliwym.
I piękne to drugie czytanie, w którym słyszymy ekscytującą zapowiedź Jana, że obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale w przyszłości nawet bardziej, bo ujrzymy Boga takim, jaki jest. I jeszcze to wyjaśnienie, że jeśli świat nie rozpoznaje w nas tak bardzo wyróżnionych, to dlatego, że nie poznał Chrystusa...
Piękne też to pierwsze czytanie, gdzie słyszę, że stojący już przed Bogiem w białych szatach to ci, co opłukali swoje szaty i wybielili je w krwi Baranka. Chrzest, Eucharystia, rozumiem; nie tylko męczeństwo. Ale jakoś najmocniej przemawia do mnie dziś to, co słyszę na początku tego czytania, o pieczętowaniu sług Bożych.
Pieczęć, znak własności. Opieczętowany Bożą pieczęcią należy do Boga. Nic złego, nic naprawdę złego, nie może go spotkać. Choćby piekło się wściekło, każda, najbardziej nawet bolesna dla niego przygoda, ostatecznie dobrze się skończy. W niebie...
Tyle w świecie bólu, tyle łez. Łatwej żyć, gdy wie się, że naprawdę wszystko dobrze się skończy.
Modlitwa
Boże, Ty wszystko wiesz. Wiesz, że słaby jestem. Daleki od doskonałości. Ale przyjmij mnie kiedyś do siebie. W Tobie cała moja nadzieja. I w głębi serca, co nie zawsze widać na zewnątrz, miłość też...
Pierwszeństwo nadziei
Drodzy święci!
Paradoks to chyba ulubiony język, w którym Bóg rozmawia z człowiekiem. Doświadczamy tego właśnie dzisiaj. Oto cmentarz, miejsce przypominające o śmierci i kruchości ludzkiego życia, przepełniony jest naszą obecnością – od najstarszych aż po najmłodszych, którzy może dopiero pierwszy raz widzą na własne oczy ten dziwny park. Czyż nie jest to zdumiewające? Śmierć i życie, albo raczej - życie tam, gdzie pozornie panuje śmierć i beznadzieja. Nad bramą cmentarza nie ma jednak napisu: „porzućcie nadzieję, którzy tu wchodzicie”. Dzisiaj na cmentarzu, sprawując Eucharystię, świętujemy pełnię Życia, którego żaden grób nie zdoła w sobie zamknąć i cieszymy się radością tych, którzy już doszli do celu i są z Bogiem na zawsze. 1 listopad nie jest bowiem świętem zmarłych, ale Dniem Wszystkich Świętych – Dniem ludzi spełnionych i szczęśliwych.
Wyczuwamy tę prawdę w sposób podświadomy. Ukazują to chociażby nasze stroje. Choć przysłowie przypomina, że „nie szata zdobi człowieka”, jednak potrafi ona wyrazić to, co czuje i czego pragnie serce. A serce dzisiaj nie powinno zamykać się we własnych granicach. Serce wyczuwa, że świat to coś więcej, że każdy dzień jest wart przeżycia. Właśnie dlatego idąc na cmentarz ubieramy się odświętnie, aby podkreślić pierwszeństwo nadziei życia nad rozpaczą śmierci. Jak jednak pomóc sercu i jego pragnieniom w codziennym, a nie tylko corocznym, odkrywaniu wartości i potęgi życia? Jak wśród ciężkich doświadczeń codzienności wierzyć, że to ma sens?
„Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia. Świat i jego mieszkańcy”. Słyszeliśmy przed chwilą te słowa psalmu. Wszystko, co otacza nas każdego dnia należy do Pana, a zarazem jest Jego darem dla nas. Dziwne nieraz są te dary Boga. Dziwne i ulotne, tak jak życie ludzkie. Wśród grobów bliskich, krewnych i przyjaciół nieomal jak bluźnierstwo brzmią w uszach słowa o Panu, który włada, a więc jest właścicielem takiego świata i wszystkich jego mieszkańców. Mogiły powinny być cenzurą Bożego słowa, probierzem jego prawdziwości. Czyżby zatem Bóg nie bał się takiej cenzury i miary?
Aby móc odpowiedzieć na to pytanie, wypada nam powrócić do słów psalmisty. „Oto lud wierny, szukający Boga”. Dostrzegasz paradoks tych słów? Wierny lud szukający Boga – niedorzeczność, czy tylko brak precyzji wypowiedzi? Jak wierny lud może jeszcze szukać Boga? Czyżby ta wierność była niedoskonała? Gdyby tak było, nie można jej przecież określać wiernością... A zatem tkwi tu kolejny paradoks, zmieniający zupełnie myślenie o Bogu. Nie jest On ani reżyserem wielkiego teatru świata, ani maszyną do naprawy całego zła. Bóg nie jest dyktatorem, ale dawcą wolności. Choć może uczynić nieskończenie więcej niż prosimy czy rozumiemy, nie chce zabierać nam odpowiedzialności za los własny i innych ludzi. Bóg przekracza wszelkie schematy, nie możemy spisać Jego taktyki działania w świecie, czy też ustalić jednego algorytmu, który wypełnia w życiu człowieka. Żaden człowiek nie może napisać poradnika „Jak żyć i wierzyć w Boga?”, gdyż byłby on bezcelowy. Boga nie można opanować, trzeba Go wciąż szukać.
Jak jednak szukać takiego Boga? Przypomnijmy słowa św. Jana Apostoła: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego”. Wychodząc na poszukiwanie Boga wcale nie musisz wyrabiać duchowych paszportów i wiz. Jesteś dzieckiem Boga! Czy wiesz o tym? Może właśnie dlatego nie dostrzegasz Boga w swoim życiu, może jeszcze Go nie znalazłeś, bo nie poznałeś siebie, nie doświadczyłeś głębi swojego życia. Nie martw się jednak, u Boga nie istnieje formuła: „za późno”. „Obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy”.
Może właśnie dzisiaj Bóg wzywa Ciebie do odkrycia, że jesteś Jego dzieckiem. Jak tego dokonać? Jak stać się dzieckiem, mając na koncie już niejedną wiosnę, a może i własne dzieci, albo wnuki? Nie trzeba niczego szczególnego. Posłuchajmy dzisiejszych słów Jezusa z Ewangelii. „Błogosławieni ubodzy w duchu”, smutni, cisi, spragnieni sprawiedliwości, ale też miłosierni, czystego serca, wprowadzający pokój, prześladowani. Bóg nie zamyka drogi do siebie. Nie przedstawia litanii błogosławieństw: pomiędzy tymi zdaniami nie ma połączenia wskazującego na konieczność doświadczenia od razu wszystkich wymienionych stanów. Bóg najlepiej wie, w jakiej sytuacji znajdujesz się teraz. Dostrzega zarówno Twój smutek, duchowe ubóstwo; dostrzega Twoje pragnienie sprawiedliwości i gniew wobec doświadczanego zła; dostrzega Twoje czyste serce i okazywane innym miłosierdzie.
Niezależnie od sytuacji, w której się dzisiaj znajdujesz, Bóg chce, abyś poczuł się w pełni Jego dzieckiem, abyś chciał przyjąć błogosławieństwo, które właśnie dla Ciebie przygotował. Do tego nie trzeba wyrafinowanych rytów czy słów. Wystarczy zaprosić do swojego serca Ducha Świętego i wołać tak jak potrafisz do Boga jako Ojca. Dzięki temu będziesz mógł odkryć radość bycia błogosławionym, czyli szczęśliwy i spełnionym, wiernym i szukającym. Dzisiaj swoimi modlitwami wspierają Cię w podjęciu tego kroku wszyscy święci, także i ci, z którymi niedawno mogłeś spotkać się w pracy, domu czy też na ulicy. Ludzie z krwi i kości, doświadczający wszystkich aspektów życia, tak pozytywnych, jak negatywnych, a jednocześnie dostrzegający ukrytego w codzienności Boga. Podnieśmy zatem nasze głowy znad grobów, zniczy i wiązanek kwiatów. Życie nie kończy się na cmentarzu czy w grobie. Życie nie kończy się nigdy i nigdy też nie jest za późno na jego przemianę! Dzisiaj, radując się Bogiem odkrytym w swoim życiu i duchową łącznością z nami, bawią się w niebie Wszyscy Święci, czyli nasze Siostry i Braci. Cieszmy się ich radością. A kiedy podczas tej Eucharystii będziemy odmawiać modlitwę „Ojcze nasz” uśmiechnijmy się. On naprawdę jest naszym Ojcem!
ks. Piotr Alabrudziński – „wiara.pl”
Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych
Kościół powszechny wspomina dzisiaj w liturgii wszystkich wiernych zmarłych – zbawionych, ale potrzebujących oczyszczenia i udoskonalenia (miejsce i stan czyśćca), a w konsekwencji potrzebujących naszych modlitw.
W tradycji polskiej ten dzień jest nazywany „Dniem Zadusznym” lub potocznie „Zaduszkami”.
Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych wprowadził po raz pierwszy św. Odylon (+1048), opat benedyktynów w Cluny we Francji. On to w dniu 2 listopada 998 r. zarządził modlitwy za dusze wszystkich zmarłych.
W Polsce tradycja „Dnia Zadusznego” zaczęła się tworzyć już w XII w., a z końcem wieku XV była znana w całym kraju.
W 1915 r. papież Benedykt XV na prośbę opata-prymasa benedyktynów zezwolił, aby tego dnia każdy kapłan mógł odprawić trzy Msze Święte: w intencji poleconej przez wiernych, za wszystkich wiernych zmarłych i według intencji ojca świętego.
„Spraw, Boże, aby nasi zmarli bracia mogli wejść do chwały z Twoim Synem, który łączy nas wszystkich w wielkiej tajemnicy Twojej miłości”.
Dzisiejszy dzień prowadzi nas na cmentarze, do grobów naszych bliskich. Przynosimy tam kwiaty, zapalamy znicze, modlimy się i wspominamy tych, których już nie ma pośród nas.
W sercu pojawiają się wdzięczność za wspólnie przeżyte chwile, ale także tęsknota, ból i pytania, na które nie zawsze potrafimy znaleźć odpowiedź. Właśnie w takiej chwili Kościół przypomina nam prawdę, która daje nadzieję: śmierć nie jest ostatnim słowem w historii człowieka. Ostatnie słowo należy do Boga, który obiecuje nam życie wieczne.
pierwszym czytaniu słyszymy przejmujące wyznanie Hioba: „Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje”. Hiob wypowiada te słowa w doświadczeniu cierpienia, pośród niezrozumienia i utraty. Nie mówi ich dlatego, że wszystko w jego życiu układa się pomyślnie. Przeciwnie, wypowiada je pośród ciemności. Jego nadzieja nie opiera się na ludzkich zapewnieniach, ale na Bogu, który jest wierny i nie opuszcza człowieka nawet wtedy, gdy wszystko inne wydaje się utracone.
Podobną ufność wyraża psalmista: „Pan moim światłem i zbawieniem moim”. W dzień zadumy nad śmiercią te słowa nabierają szczególnej mocy. Śmierć jest dla nas tajemnicą, przed którą stajemy bezradni. Nie potrafimy zatrzymać czasu ani cofnąć rozstania. Możemy jednak powierzyć naszych zmarłych Temu, który zna ich serca, pamięta każde dobro, zna ich słabości i pragnie ich zbawienia.
Właśnie w zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa znajduje swoje uzasadnienie nasza nadzieja na życie wieczne. Święty Paweł przypomina, że Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, którzy pomarli. Jego zmartwychwstanie nie jest jedynie pięknym symbolem zwycięstwa dobra nad złem. Jest rzeczywistym zwycięstwem życia nad śmiercią i zapowiedzią naszego zmartwychwstania. Święty Paweł uczy nas, że skoro Chrystus zmartwychwstał, również ci, którzy do Niego należą, zostaną wskrzeszeni do życia. Dlatego śmierć, choć pozostaje bolesnym rozstaniem, nie jest dla chrześcijanina końcem wszystkiego.
Ewangelia prowadzi nas pod krzyż, a następnie do pustego grobu. Najpierw widzimy Jezusa, który oddaje ducha Ojcu. Potem obserwujemy, jak Jego ciało zostaje złożone w grobie. Wszystko wygląda jak koniec. Jednak o świcie pierwszego dnia tygodnia kobiety słyszą słowa, które zmieniają sens całej historii: „Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał”.
Pusty grób nie oznacza, że cierpienie i śmierć były jedynie pozorem. Przypomina nam, że Bóg ma moc wyprowadzić życie ze śmierci, a ostatnie słowo nie należy do grobu, lecz do Niego. Chrześcijanin nie udaje, że śmierć nie boli. Jezus sam zapłakał nad grobem Łazarza i doświadczył ludzkiego cierpienia. Wiara nie usuwa łez, ale daje nam nadzieję, że nasze rozstania nie muszą być rozstaniami na zawsze.
Dzisiaj modlimy się za naszych zmarłych. Polecamy Bogu naszych rodziców, dziadków, współmałżonków, dzieci, przyjaciół i wszystkich, których imiona nosimy w sercu. Nie wspominamy ich jedynie z tęsknotą, lecz powierzamy ich Bożemu miłosierdziu, ufając, że On zna prawdę o każdym ludzkim życiu. Kościół modli się za zmarłych, ponieważ wierzy w komunię świętych i w to, że miłość nie kończy się wraz ze śmiercią. Dlatego prosimy Boga, aby oczyścił tych, którzy tego potrzebują, i doprowadził ich do pełni życia w swojej obecności. Prosimy również dla siebie o łaskę takiego życia, abyśmy każdego dnia byli gotowi na spotkanie z Panem.
Pamięć o zmarłych nabiera pełnego znaczenia wtedy, gdy prowadzi nas do miłości, pojednania i przebaczenia. Nie odkładajmy pojednania, przebaczenia ani słów miłości na później. Żyjmy tak, aby nasza wiara nie ograniczała się do słów, lecz wyrażała się w codziennych wyborach i w trosce o drugiego człowieka.
Drodzy Bracia i Siostry, groby naszych bliskich nie są dla nas miejscami beznadziei. W świetle zmartwychwstania Chrystusa stają się miejscami oczekiwania na spełnienie Bożej obietnicy. Niech więc nasza modlitwa będzie wyrazem ufności w Boże miłosierdzie, a nasze życie świadectwem wiary w Chrystusa, który pokonał śmierć. Powierzmy naszych zmarłych Bogu i prośmy, abyśmy kiedyś wszyscy mogli spotkać się w Jego domu, gdzie nie będzie już śmierci, bólu ani rozstania. Amen.
o. Aleksander Ćwik CSsR „redemptor.pl”
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, obecnie wikariusz i katecheta w Parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej, Pani Ziemi Tarnowskiej w Tuchowie – Bazylika Mniejsza) oraz moderator Oazy w Centrum Duszpasterstwa Młodzieży i Powołań Redemptorystów – Tuchów
Pragnę szukać Twojego oblicza
Przy grobach bliskich wraca pytanie, które rzadko wypowiadamy na głos: Co dalej? Liturgia odpowiada słowami Psalmu 27: „Wierzę, że będę oglądał dobra Pana w krainie żyjących”. Psalmista nie mówi o krainie cieni ani o wiecznym śnie, lecz o oglądaniu, o pięknie, o domu Pana. Jego nadzieja jest konkretna.
Święty Tomasz z Akwinu opisuje szczęście zbawionych jako widzenie Boga, miłowanie Go i radowanie się Nim. Nie zatrzymuje się jednak na duszy. Zbawienie obejmie całego człowieka, a więc i ciało; dusza bez niego pozostaje niepełna. Będzie to ciało, które znamy, z całą jego historią. Rany męczenników, a nawet rany Chrystusa, pozostaną – już nie jako ślady bólu, lecz jako znaki chwały. Nic z przeżytego nie zostanie wymazane; wszystko zostanie przemienione. Zmysły nie zgasną: wzrok dostrzeże Boga w rzeczach przenikniętych Jego chwałą, a słuch posłuży już nie nauce, lecz radości.
Modlimy się za tych, którzy na to światło jeszcze czekają. Psalm podsuwa nam słowa: „Usłysz, Panie, kiedy wołam do Ciebie, zmiłuj się nade mną”. Modlitwa, Eucharystia i ofiarowany odpust pozwalają użyczyć tego wołania naszym zmarłym.
Święty Augustyn kończy Państwo Boże obrazem wiecznego szabatu: „Tam będziemy odpoczywać i widzieć, widzieć i kochać, kochać i chwalić”. Być może w tych kilku słowach mieści się najprostsza odpowiedź na nasze pytanie. Odpoczynek naszych zmarłych nie będzie pustką ani snem, lecz pełnią życia przed obliczem Boga – w krainie żyjących.
Jarosław Krawiec OP – „wdrodze.pl”
Ks. Adam Boniecki: śmierć kogoś, kogo się kochało, zostaje w człowieku
„(...) dorosłe życie niesie ze sobą wiele zgryzot, ale dodam, że niesie także ze sobą pewną liczbę znaków wskazujących na inny świat poza tym, który znamy. Jedni nic takiego nie zauważyli, inni starają się perswadować, że takiego świata nie ma, inni wreszcie swoje wiedzą” - pisze ks. Adam Boniecki.
Publikujemy fragment książki „Co słychać w ciszy”.
Dorosłość znaczy wielki smutek. Powodów jest tyle, że nie ma co ich wyliczać. Wymieńmy więc tylko dwa: zawód i odejście. Zawód wynika z pragnienia tak mocnego, że bierze się je za rzeczywistość. Mądrość przychodzi potem, gorzka i często wydaje się, że spóźniona. Odejścia zaś mogą być stopniowane, mogą być tylko odczuwane. Ale mogą też być całkowite i definitywne – takim odejściem jest śmierć. Choć tu również nie jestem ścisły: śmierć może nie być odejściem ani całkowitym, ani definitywnym.
Smutek niekoniecznie jest widoczny. Śmierć kogoś, kogo się kochało jak siebie samego albo bardziej niż siebie, zostaje w człowieku. Są tacy, którzy po takiej śmierci już nie potrafią żyć: po prostu umierają lub żyją, jakby umarli. Ale są i tacy, którzy podejmują to, co zostawił zmarły, i często w sposób heroiczny kontynuują dzieło rozpoczęte we dwoje. Oczywiście są i tacy, którzy niczego nie kontynuują i zaczynają od początku. Czasem jest to możliwe, ale często się nie udaje. Pisanie ogólnikowe o tym wszystkim – wiem dobrze – nie jest ciekawe, jest wręcz nieużyteczne, bo mimo podobieństw te ludzkie sytuacje są zawsze specjalnego rodzaju, są niepowtarzalne jak opowieść Urszuli Zajączkowskiej, której wysłuchała Katarzyna Kubisiowska („Tygodnik Powszechny” nr 9/2026). Mimo podobieństw każdą trzeba poznawać osobno, ze świadomością, że nigdy się jej nie pozna naprawdę, że każda jest subiektywna, każda unikalna mimo zewnętrznych podobieństw. W moim zawodzie-nie-zawodzie człowiek poznaje przedziwne sytuacje ludzi, których spotyka czasem tylko raz w życiu. Nie są to historie do opisywania, lecz do zachowania w sercu. Wśród nich szczególnie ważne miejsce zajmują oczywiście historie tych, którzy odeszli. Ale i tych, którzy nie odeszli, również są ważne, nawet bardzo. I nigdy o nich nie piszę ani nie mówię, co z czasem staje się odruchem.
Łączność z tymi, którzy byli z nami, byli blisko i teraz odeszli, jest fenomenem chyba powszechnym i (tak się przynajmniej wydaje) niezależnym od nas. Ta łączność nie ogranicza się tylko do wspomnień. Bo to nie tylko wspominanie, ale też przekonanie, że oni nam coś mówią, o czymś przypominają, przed czymś ostrzegają. Mówienie o tym jest krępujące, stawia nas w głupiej sytuacji wobec ludzi, którzy myślą trzeźwo. Czujemy, że za nimi nie nadążamy. Nigdy na ten temat nie powiedziałem kazania ani (chyba) nie mówiłem publicznie, jednak w życiu widziałem dosyć takich zjawisk, żeby je traktować poważnie.
Napisałem na początku, że dorosłe życie niesie ze sobą wiele zgryzot, ale dodam, że niesie także ze sobą pewną liczbę znaków wskazujących na inny świat poza tym, który znamy. Jedni nic takiego nie zauważyli, inni starają się perswadować, że takiego świata nie ma, inni wreszcie swoje wiedzą.
Są i tacy (i do tych ostatnich się zaliczam), którzy mówią: zobaczymy.
Błogosławieni czystego serca.
Skąd się wzięła nauka o czyśćcu?
Dlaczego modlimy się za zmarłych? Czy wierzyli w to pierwsi chrześcijanie? I czy czyściec rzeczywiście został wymyślony w średniowieczu? Odpowiedzi warto poszukać, zaczynając od jednego z ośmiu błogosławieństw, które Kościół przypomniał nam w uroczystość Wszystkich Świętych.
W uroczystość Wszystkich Świętych czytaliśmy w kościołach fragment Kazania na Górze, zawierający osiem błogosławieństw. Jedno z nich brzmi: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).
Zastanówmy się przez chwilę nad tym zdaniem. Wynika z niego, że czystość serca jest warunkiem oglądania Boga. Logika pozwala zdanie to odwrócić. Bez czystego serca nie można oglądać Boga. Potwierdza to zresztą Apokalipsa św. Jana, w której czytamy, że do niebieskiego Jeruzalem „nic nieczystego nie wejdzie” (Ap 21,27). Także Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza jednoznacznie: „Czystość serca jest warunkiem wstępnym widzenia Boga” (KKK 2519).
Ale skoro tak, to powstaje dość kłopotliwe pytanie: ilu ludzi kończy życie z sercem rzeczywiście czystym? Ilu spośród nas uwolniło się od egoizmu, pychy, zazdrości, nieuporządkowanych przywiązań, od wszystkich mniejszych i większych słabości, które oddzielają człowieka od Boga? Oczywiście wierzymy, że tacy ludzie istnieją. Nazywamy ich świętymi. Ale czy pozostali są z góry pozbawieni możliwości oglądania Boga?
Zwróćmy uwagę, że nie pytamy tutaj o ludzi, którzy świadomie i ostatecznie odrzucili Boga. Pytamy o tych, którzy naprawdę starali się żyć po chrześcijańsku, choć nie zawsze im się to udawało. Którzy kochali Boga, ale ich miłość nie była jeszcze doskonała.
Benedykt XVI w encyklice Spe salvi zauważa, że niewielu jest ludzi całkowicie przenikniętych przez prawdę i miłość, podobnie jak niewielu takich, którzy całkowicie zniszczyli w sobie zdolność do dobra. Większość z nas znajduje się gdzieś pomiędzy. Pragnie dobra, ale nieustannie wikła się w kompromisy ze złem.
Czy zatem człowiekowi, który umiera w przyjaźni z Bogiem, lecz nie osiągnął pełnej świętości, pozostaje tylko rozpacz?
Otóż nie. I właśnie tutaj dochodzimy do istoty katolickiej nauki o czyśćcu. Bóg w swoim miłosierdziu może doprowadzić do końca dzieło oczyszczenia człowieka, które nie zostało ukończone podczas ziemskiego życia. Nie chodzi o jakąś drugą szansę na nawrócenie po śmierci. Chodzi o człowieka już zbawionego, który potrzebuje jeszcze przemiany, oczyszczenia właśnie, aby móc stanąć twarzą w twarz z Bogiem.
Warto przy tym pamiętać – a jest jest jedna z podstawowych prawd wiary, że nie zbawiamy się własnymi siłami. „Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna” — pamiętamy to zdnie z lekcji religii. Także czystość serca jest owocem działania łaski, z którą człowiek współpracuje. Czyściec nie jest zatem sposobem na samodzielne nadrobienie brakujących zasług, ale dopełnieniem tego, czego dokonuje w nas Chrystus.
Najpierw była modlitwa
Można odnieść wrażenie, że skoro naukę o czyśćcu sformułowano w średniowieczu, to dopiero wtedy chrześcijanie zaczęli modlić się za zmarłych. Tymczasem było dokładnie odwrotnie. Modlitwa istniała na długo przed wypracowaniem systematycznej teologii czyśćca.
Jej korzenie sięgają jeszcze czasów Starego Testamentu. W Drugiej Księdze Machabejskiej czytamy, że Juda Machabeusz zarządził złożenie ofiary za poległych żołnierzy, aby zostali uwolnieni od grzechu (2 Mch 12,43–46). Autor natchniony uzasadnia to wiarą w zmartwychwstanie. Skoro zmarli mają powstać do życia, modlitwa za nich nie jest pozbawiona sensu.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa modlitwy za zmarłych były już utrwaloną praktyką. Święty Cyryl Jerozolimski w IV wieku, opisując celebrację Eucharystii, tłumaczył, że Kościół wspomina tych, którzy odeszli, wierząc, iż modlitwa zanoszona za ich dusze podczas świętej Ofiary przynosi im wielką korzyść.
Jeszcze bardziej bezpośrednio mówił o tym św. Jan Chryzostom, zachęcając wiernych do modlitwy i jałmużny w intencji zmarłych. Widział w tych praktykach realną pomoc, której żyjący mogą udzielać tym, którzy już odeszli.
Szczególnie wzruszające świadectwo pozostawił św. Augustyn. W dziewiątej księdze Wyznań opowiada o śmierci swojej matki, św. Moniki. Nie zależało jej na okazałym grobowcu ani na pochowaniu w rodzinnej ziemi. Pragnęła tylko, aby synowie pamiętali o niej przy ołtarzu Pańskim. Augustyn spełnił tę prośbę, a następnie zwrócił się do czytelników Wyznań, prosząc, aby również oni modlili się za jego rodziców.
Zauważmy, że nie chodzi tu o jakąś późniejszą ludową pobożność. Mówimy o wielkich doktorach Kościoła, żyjących kilkanaście stuleci temu.
A przecież sam Augustyn, rozważając możliwość oczyszczenia człowieka po śmierci, nie przedstawiał jeszcze kompletnej doktryny czyśćca. W Enchiridionie dopuszczał istnienie takiego oczyszczenia, pozostawiając niektóre jego aspekty otwarte. Praktyka modlitwy była więc starsza niż jej rozwinięte teologiczne uzasadnienie.
Śmierć nie jest ostatnim słowem
W tym miejscu warto przywołać jeszcze jednego z Ojców Kościoła, św. Ambrożego z Mediolanu. W dziele O śmierci brata Satyra zastanawia się on nad sensem śmierci w świetle Chrystusowego zmartwychwstania. Tekst ten jest czytamy w Liturgii Godzin Dnia Zadusznego.
„Mamy lekarza, stosujmy lekarstwo. Naszym lekarstwem jest łaska Chrystusa” – pisze św. Ambroży. A dalej przypomina, że śmierć Chrystusa dała życie wszystkim. Dlatego chrześcijanin nie może patrzeć na własną śmierć tak, jakby była ona ostateczną klęską.
Ambroży nie wykłada w tym miejscu nauki o czyśćcu. Wskazuje jednak na jej fundament: zbawienie nie jest dziełem człowieka, lecz Chrystusa, który przez swoją śmierć i zmartwychwstanie otworzył nam drogę do życia wiecznego. To ważne, ponieważ czyściec bywa niekiedy przedstawiany jako miejsce, w którym człowiek sam musi odpokutować swoje grzechy. Tymczasem pierwszeństwo zawsze należy do łaski Bożej. Oczyszczenie po śmierci nie jest niezależne od dzieła odkupienia, ale jest jego owocem.
Jak narodziła się nauka o czyśćcu?
Przez kolejne stulecia teologowie starali się coraz precyzyjniej wyjaśniać, co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Już św. Grzegorz Wielki w VI wieku mówił o ogniu oczyszczającym z lżejszych win. W średniowieczu refleksja ta rozwinęła się w bardziej systematyczną naukę.
Pojawiło się również wyobrażenie czyśćca jako odrębnego miejsca, w którym dusze odbywają karę. Historycy zwracają uwagę, że właśnie w XII i XIII wieku nastąpił szczególnie intensywny rozwój takich wyobrażeń. Nie należy jednak utożsamiać historii średniowiecznych przedstawień czyśćca z historią samej wiary w pośmiertne oczyszczenie.
Kościół sformułował swoją naukę przede wszystkim na soborach Lyońskim II w 1274 roku, Florenckim w 1439 roku oraz Trydenckim w XVI wieku. Potwierdzono wówczas, że istnieje oczyszczenie po śmierci oraz że modlitwy wiernych, zwłaszcza Ofiara Eucharystyczna, czyli Msza święta przynoszą zmarłym pomoc.
Nie rozstrzygnięto natomiast wszystkich szczegółów dotyczących sposobu, w jaki owo oczyszczenie się dokonuje. Popularne obrazy czyśćca, przedstawiające dusze zanurzone w płomieniach, nie są w całości tożsame z treścią katolickiego dogmatu.
Katechizm ujmuje tę naukę znacznie prościej. Czyściec jest ostatecznym oczyszczeniem tych, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, choć nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni. Ich zbawienie jest już pewne (KKK 1030–1032).
Dlaczego protestanci odrzucili czyściec?
W XVI wieku nauka o czyśćcu stała się jednym z przedmiotów sporu reformacyjnego. Nie bez znaczenia były nadużycia związane z odpustami i praktykami religijnymi przedstawianymi niekiedy w sposób sugerujący, że zbawienie można niemal kupić.
Reformatorzy poszli jednak krok dalej i zakwestionowali nie tylko nadużycia, lecz również teologiczne podstawy katolickiej nauki o czyśćcu.
Co ciekawe, pierwsi luteranie nie odrzucali jednoznacznie samej modlitwy za zmarłych. W Obronie Wyznania augsburskiego z 1531 roku Filip Melanchton przyznawał, że starożytni chrześcijanie praktykowali taką modlitwę, i stwierdzał, że luteranie jej nie zakazują.Ale właśnie on sprzeciwił się rozumieniu Mszy jako czynności, która zapewnia zmarłemu odpuszczenie kar.
Bardziej stanowcze stanowisko zajęła tradycja reformowana. Westminsterskie Wyznanie Wiary z XVII wieku wprost odrzuca modlitwę za zmarłych. Jedną z przyczyn tych różnic jest stosunek do Pisma Świętego i Tradycji Kościoła. Protestanci nie uznają Drugiej Księgi Machabejskiej za część kanonu biblijnego, a zatem nie przyjmują również zawartego w niej świadectwa jako rozstrzygającej podstawy doktrynalnej.
Ale obraz chrześcijaństwa byłby niepełny, gdybyśmy pominęli prawosławie. Kościoły wschodnie zachowały starożytną praktykę modlitwy za zmarłych, choć nie przyjęły łacińskiej doktryny czyśćca w jej rozwiniętej postaci. Wciąż modlą się za tych, którzy odeszli, prosząc dla nich o miłosierdzie i wieczny odpoczynek.
Pokazuje to, że historycznie modlitwa za zmarłych nie była uzależniona od przyjęcia wszystkich szczegółów zachodniej teologii czyśćca.
Ogień, który jest miłością
Wróćmy jednak do pytania, od którego rozpoczęliśmy te rozważania. Jak człowiek niedoskonały może stanąć przed doskonale świętym Bogiem?
Benedykt XVI w encyklice Spe salvi proponuje niezwykle głębokie spojrzenie na tę tajemnicę. Odwołując się do obrazu ognia oczyszczającego, wskazuje, że owym ogniem może być sam Chrystus. Spotkanie z Nim odsłania całą prawdę o naszym życiu. W Jego spojrzeniu znika wszelki fałsz i wszystko, co nie da się pogodzić z miłością. Jest to spotkanie bolesne, bo prawda o nas samych potrafi boleć, ale zarazem zbawienne, ponieważ miłość Chrystusa oczyszcza i przemienia.
Czyściec w takim ujęciu nie przypomina jakiegoś więzienia, z którego po odbyciu odpowiedniej kary wychodzi się na wolność. Jest raczej ostatecznym uzdrowieniem człowieka, który należy już do Boga, ale nie potrafi jeszcze kochać Go w sposób doskonały.
I właśnie dlatego modlitwa za zmarłych ma sens. Nie próbujemy przekonać Boga, aby zmienił wydany już wyrok. Powierzamy Mu tych, których kochamy, prosząc, by Jego miłosierdzie doprowadziło ich do pełni życia.
Benedykt XVI przypomina przy tej okazji rzecz fundamentalną: „Nikt nie żyje sam. Nikt nie grzeszy sam. Nikt nie będzie zbawiony sam”. Chrześcijańska wspólnota nie kończy się na granicy śmierci. Miłość, która łączy nas z innymi, nie przestaje istnieć dlatego, że nie możemy już ich zobaczyć ani z nimi porozmawiać.
W uroczystość Wszystkich Świętych Kościół pokazuje nam cel naszej wędrówki: niebo, czyli oglądanie Boga twarzą w twarz. Następnego dnia, we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, przypomina o tych, którzy do tego celu jeszcze zmierzają, potrzebując ostatecznego oczyszczenia.
Obie uroczystości mówią więc o tej samej nadziei. O Bogu, który powołuje człowieka do świętości i nie przestaje go kochać nawet wtedy, gdy jego ziemskie życie dobiega końca.
„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”.
Nie jest to wyłącznie pochwała tych, którzy już osiągnęli doskonałość. Jest to również obietnica, ku której prowadzi nas Boża łaska. A wiara w czyściec przypomina, że miłosierdzie Boga potrafi dopełnić w nas dzieło uświęcenia, którego sami nie zdołaliśmy doprowadzić do końca.
Michał Jędryka – „alateia.pl”
Po co modlitwy i odpusty za zmarłych?
Parę uwag w o naszym wspieraniu tych, którzy na niebo czekają w czyśćcu.
Obchodzimy Wszystkich Świętych, Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych (Dzień zaduszny), potem trwa jeszcze oktawa Wszystkich Świętych, w której szczególnie modlimy się za zmarłych. Czy to ma sens? Jak zmarłym możemy pomóc?
Dlaczego wierzymy w czyściec?
Albo albo. Albo niebo albo piekło. Tak byłoby, gdyby nie istniał czyściec. Czy „mały” grzesznik zasługuje na piekło? Czy przywiązany do zła mógłby tak naprawdę cieszyć się dobrem życia wiecznego? To między innymi powody, dla których Kościół wierzy, że „ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba” (Katechizm Kościoła Katolickiego 1030). I nazywa ten stan czyśćcem.
Nauka o czyśćcu sformułowana została na Soborze Florenckim i Soborze Trydenckim, a więc już w II tysiącleciu chrześcijaństwa. Opiera się jednak na Piśmie Świętym, w którym mowa jest czy to ogniu oczyszczającym czy o przebaczeniu grzechów po śmierci. Jezus w jednej ze swoich przypowieści – o zarządcy, który widząc, ze Pan nie wraca zaczyna gnębić swoje współsługi – mówi też o różnych karach dla różnych sług: o małej chłoście dla tego, który nie zrobił nic nie znając woli swojego Pana i wielkiej chłoście dla tego, który znając ją też nic nie uczynił. Nie mówiąc już o tym, że o owym złym słudze mówi Jezus, że będzie „ćwiartowany”. Zło nie jest nagradzane, ale niekoniecznie jest karane jednakową karą. Bywa mniejsze i większe, popełniane świadomie i nieświadomie, dobrowolnie albo pod przymusem, choćby tylko wewnętrznym.
Nauka o czyśćcu ma jednak przede wszystkim swoje źródło w żydowskiej a później także chrześcijańskiej praktyce modlitwy za zmarłych. Jest o niej mowa już w starotestamentalnej 2 Księdze Machabejskiej (2 Mch 12, 45). Jeśli modlitwa za zmarłych ma mieć jakiś sens, musi coś od niej zależeć; los zmarłych nie może być do końca rozstrzygnięty. Wierzymy więc, że swoimi modlitwami możemy pomóc tym zmarłym, którzy pewni już swego zbawienia nie osiągnęli jeszcze nieba; tym którzy oczyszczają się i wydoskonalają w miłości, aby niebo, którego mają dostąpić, z powodu ich przywiązania do grzechu nie było dla nich udręką.
Jak przypomina KKK szczególnie wartościową pomocą dla zmarłych jest ofiarowanie za nich Ofiary eucharystycznej. Zaleca też jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych.
Naprawić zło
Wiele narosło na ten temat nieporozumień, dlatego warto wyjaśnić. Odpust to darowanie kar za grzechy, które już zostały przez Boga darowane co do winy. Nie ma więc mowy o zastąpieniu spowiedzi odpustem. Nie zastąpią szczerego żalu i – w przypadku grzechów ciężkich – wyznania grzechów przed kapłanem. Pozostaje jednak zawsze zadośćuczynienie. Czyli naprawienie wyrządzonego zła. Po spowiedzi najczęściej tylko symboliczne. Nieraz bardzo trudne, zwłaszcza w tym wymiarze, jakim jest przemiana myślenia zdemoralizowanego własnym grzechem grzesznika. Tej naprawie zła ma służyć to, co w pewnym uproszczeniu nazywamy Bożą karą za grzech. Może to być np. cierpienie. W tym życiu, ale i po śmierci, w czyśćcu.
Wszystko to jest w dużej mierze tajemnicą, której nie potrafimy przeniknąć. Wierzymy jednak, że owe kary mogą być zmniejszone lub wręcz darowane, jeśli sam grzesznik albo inny człowiek niejako w jego imieniu, zadośćuczyni za popełnione zło. I ta właśnie wiara leży u podstaw przekonania, że modlitwą, dziełami pokuty i miłosierdzia, a także odpustami możemy pomagać tym, którzy w czyśćcu przeżywają czas swojego wydoskonalania się w miłości.
Jak zyskać odpust za zmarłych?
Odpust może być zupełny – kiedy darowane zostają wszystkie kary – albo częściowy – gdy darowana zostaje tylko ich część. W dniach od 1-8 listopada Kościół umożliwia uzyskanie odpustu zupełnego za zmarłych za pobożne nawiedzenie cmentarza i modlitwę za zmarłych. W pozostałe dni roku za ten czyn przewidziany jest jedyne odpust cząstkowy. We Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych (2 listopada, Dzień Zaduszny) można też zyskać odpust zupełny za zmarłych za nawiedzenie kościoła albo kaplicy i odmówienie tam Ojcze nasz i Wierzę. Zawsze też spełnić trzeba także inne warunki, pod jakimi zyskuje się odpust zupełny. Są to:
stan łaski uświęcające (niekoniecznie zawsze spowiedź)
przyjęcie Komunii
modlitwa w intencjach, które na każdy miesiąc wyznacza Ojciec święty (nie trzeba ich znać, wystarczy wzbudzić taką intencję)
wolność od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu nawet lekkiego.
Ten ostatni warunek zdecydowanie najtrudniej spełnić. Ileż złych słabostek w sobie tolerujemy? Chcąc zyskać odpust zupełny musimy jednak powiedzieć im stanowczo „nie”.
Andrzej Macura – „wiara.pl”
Modlitwa za zmarłych. Skorzystaj z tych modlitw, gdy będziesz nawiedzać cmentarz
Dzień Zaduszny, czyli wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych to czas, gdy odwiedzamy cmentarze, na których leżą ciała naszych bliskich. Modlimy się wtedy za nich, by dostąpili
Jak modlić się za zmarłych?
W listopadowych dniach będziemy częściej, niż zwykle odwiedzać cmentarze i modlić się za zmarłych. Od 1 do 8 listopada za nawiedzenie cmentarza, modlitwę za zmarłych możemy uzyskać dla nich odpust zupełny pod zwykłymi warunkami (stan łaski uświęcającej, modlitwa w intencjach Ojca Świętego i brak przywiązania do jakiegokolwiek grzechu).
Na cmentarzu można pomodlić się własnymi słowami, lub skorzystać z gotowych formuł. Kilka z nich prezentujemy poniżej.
2 listopada: Dzień modlitwy za wszystkich zmarłych, których wiarę zna jedynie Bóg
2 listopada: Dzień modlitwy za wszystkich zmarłych, których wiarę zna jedynie Bóg
Czytaj artykuł
Wieczne odpoczywanie
Wieczne odpoczywanie racz jej/ mu dać Panie, a światłość wiekuista niech jej/ mu świeci.
« Requiem æternam dona eis Domine, et lux perpetua luceat eis. Requiescant in pace. Amen.»
Za tę krótką modlitwę Kościół daje możliwość uzyskania odpustu cząstkowego za osobę zmarłą. Warto często ją odmawiać!
Akty strzeliste
Dobry Jezu a nasz Panie, daj jej/ mu wieczne spoczywanie.
Jezu, przyjmij go/ ją do swego Królestwa.
Niech odpoczywają w pokoju!
Litania za zmarłych
Kyrie elejson.
Chryste elejson.
Kyrie elejson.
Chryste, usłysz nas.
Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Maryjo, módl się za nami.
Wszyscy święci Aniołowie i Archaniołowie, módlcie się za nimi.
Wszystkie święte niebieskie duchy,
Wszyscy święci Patriarchowie i Prorocy,
Wszyscy święci Apostołowie i Ewangeliści,
Wszyscy święci niewinni Młodziankowie,
Wszyscy święci Męczennicy,
Wszyscy święci Biskupi i Wyznawcy,
Wszyscy święci Doktorzy Kościoła,
Wszyscy święci Kapłani i Lewici,
Wszyscy święci Zakonnicy i Pustelnicy,
Wszyscy święci Małżonkowie, Ojcowie i Matki,
Wszystkie święte Panny i Wdowy,
Wszyscy święci i święte Boże,
Bądź im miłościw, przepuść im Panie!
Bądź im miłościw, wysłuchaj nas Panie!
Od mąk czyśćcowych, wybaw ich Panie.
Przez Twoje Wcielenie,
Przez Twoje Narodzenie,
Przez Twój Chrzest i post święty,
Przez trudy Twego życia,
Przez Krzyż i Mękę Twoja,
Przez Śmierć i pogrzeb Twój,
Przez Zmartwychwstanie Twoje,
Przez Wniebowstąpienie Twoje,
Przez Zesłanie Ducha Świętego Pocieszyciela,
My grzeszni, Ciebie prosimy za cierpiącymi duszami, wysłuchaj nas Panie.
Abyś duszom zmarłych ich winy odpuścić raczył,
Abyś im resztę kary za grzechy darować raczył,
Abyś je z czyśćca wybawić raczył,
Abyś je do życia wiecznego przyjąć raczył.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wieczny odpoczynek racz im dać Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wieczny odpoczynek racz im dać Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wieczny odpoczynek racz im dać Panie.
Uwolnij, Panie, dusze wszystkich wiernych zmarłych.
Od wszystkich ich więzów.
Módlmy się: Boże, Stwórco i Odkupicielu wszystkich wiernych udziel duszom sług i służebnic Twoich odpuszczenia wszystkich grzechów; niech przez pokorne prośby nasze dostąpią zbawienia, którego zawsze pragnęły. Który żyjesz i królujesz przez wszystkie wieki wieków. W. Amen.
Modlitwy liturgiczne
Prosimy Cię, Panie, zmiłuj się w swojej ojcowskiej dobroci nad duszą Twojego sługi (Twojej służebnicy) N., i wyzwolonej od skażenia śmierci przywróć udział w wiecznym zbawieniu. Prosimy Cię, Panie, niech nasza modlitwa uprosi u Twojej dobroci oczyszczenie ze wszystkich win dla duszy Twojego sługi (Twojej służebnicy) N., aby osiągnęła Twoje wiekuiste miłosierdzie. Prosimy Cię, Panie, aby dusza sługi Twojego (służebnicy Twojej) N. osiągnęła udział w świętości wiekuistej, której zadatek otrzymała w Sakramencie wiecznego miłosierdzia. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Boże, dzięki Twojemu miłosierdziu dusze wiernych odpoczywają w pokoju; udziel łaskawie odpuszczenia grzechów Twoim sługom i służebnicom, którzy tutaj spoczywają w Chrystusie, aby uwolnieni od wszystkich win cieszyli się z Tobą bez końca. Panie, przyjmij łaskawie modlitwę zaniesioną za dusze sług i służebnic Twoich, którzy tutaj spoczywają w Chrystusie, niech oswobodzeni z więzów śmierci otrzymają życie wieczne. Boże, Światłości dusz wiernych, wysłuchaj nasze prośby i daj miejsce w niebie, błogosławiony pokój oraz jasność Twojego światła sługom i służebnicom Twoim, których ciała tutaj spoczywają w Chrystusie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
za: „aleteia.pl”
Śpieszmy ku braciom, którzy na nas czekają
Kazanie św. Bernarda, opata, (Sermo 2: Opera omnia, Edit. Cisterc. 5 [1968] 364-368)
Na cóż potrzebne świętym wygłaszane przez nas pochwały, na cóż oddawana im cześć, na cóż wreszcie cała ta uroczystość? Po cóż im chwała ziemska, skoro zgodnie z wierną obietnicą Syna sam Ojciec niebieski obdarza ich chwałą? Na cóż im nasze śpiewy? Nie potrzebują święci naszych pochwał i niczego nie dodaje im nasz kult. Tak naprawdę, gdy obchodzimy ich wspomnienie, my sami odnosimy korzyść, nie oni. Co do mnie, przyznaję, że ilekroć myślę o świętych, czuję, jak się we mnie rozpala płomień wielkich pragnień.
Pierwszym pragnieniem, które wywołuje albo pomnaża w nas wspomnienie świętych, jest chęć przebywania w ich upragnionym gronie, zasłużenie na to, aby się stać współobywatelami i współmieszkańcami błogosławionych duchów, nadzieja połączenia się z zastępem patriarchów, ze zgromadzeniem proroków, z orszakiem Apostołów, z niezmierzoną rzeszą męczenników, wspólnotą wyznawców, z chórem dziewic, wreszcie zjednoczenie się i radość we wspólnocie wszystkich świętych. "Kościół pierworodnych" chce nas przyjąć, a nas to niewiele obchodzi, pragną nas spotkać święci, my zaś nie zważamy na to, oczekują nas sprawiedliwi, a my się ociągamy.
Obudźmy się wreszcie, bracia, powstańmy z Chrystusem. Szukajmy tego, co w górze; do tego, co w górze, podążajmy. Chciejmy ujrzeć tych, którzy za nami tęsknią, śpieszmy ku tym, którzy nas oczekują, duchowym pragnieniem ogarnijmy tych, którzy nas wyglądają. A nie tylko trzeba nam pragnąć wspólnoty ze świętymi, lecz także udziału w ich szczęściu. Gdy więc pragniemy ich obecności, z największą gorliwością zabiegajmy również o wspólną z nimi chwałę. Taka gorliwość nie jest zgubna ani też zabieganie o taką chwałę nie jest niebezpieczne.
Drugim pragnieniem, które budzi w nas wspomnienie świętych, jest, aby Chrystus, nasze życie, ukazał się tak jak im również i nam, abyśmy i my ukazali się z Nim w chwale. Teraz bowiem nasza Głowa, Chrystus, objawia się nam, nie jakim jest, ale jakim stał się dla nas; ukoronowany nie chwałą, ale cierniami naszych grzechów. Byłoby rzeczą niegodną, aby ten, kto przynależy do Głowy ukoronowanej cierniami, szukał łatwego życia, albowiem purpura nie jest dlań oznaką chwały, ale hańby. Nadejdzie chwila pojawienia się Chrystusa i jego śmierć nie będzie już głoszona. Wówczas poznamy, że i my umarliśmy, a nasze życie ukryte jest w Chrystusie. Ukaże się Głowa w chwale, a wraz z nią zajaśnieją uwielbione członki. Wtedy to Chrystus odnowi nasze ciało poniżone upodabniając je do chwały Głowy, którą jest On sam.
Do tej chwały podążajmy bezpiecznie i z całą usilnością. Aby zaś dane nam było pragnąć i dążyć do tak wielkiego szczęścia, powinniśmy się starać o pomoc świętych. Za ich łaskawym wstawiennictwem otrzymamy to, co przerasta nasze możliwości.
za: „katolik.pl”
O nauce prawdy
1. Szczęśliwy, kogo prawda sama o sobie poucza, nie poprzez przepływające głosy i obrazy, lecz przez istotę rzeczy Lb 12,8. Myśl i uczucie często nas zwodzą i ukazują rzeczywistość niepełnie. Na cóż to całe drążenie zagadek i niejasności, kiedy na Sądzie nikt nas nie oskarży o to, żeśmy czegoś nie rozumieli? Jakże to niemądre, że zaniedbujemy rzeczy ważne i konieczne, a pociągają nas zgubne i błahe. Mamy oczy, a nie widzimy Jr 5,21; Sdz 6,9-10; Mt 13,13-15; Mk 4,12; J 12,40; Dz 28,26-27; Rz 11,8.
2. Po cóż nam się kłopotać o podziały i rozróżnienia? Ten, do kogo przemawia przedwieczne Słowo, uwalnia się od wszelkich zawiłości. Wszystko pochodzi od jednego Słowa i wszystko mówi o jednym: to jest właśnie początek, który do nas przemawia J 1,3. Bez niego nikt nic nie zrozumie i właściwie nie pojmie J 8,25.
Ten, dla którego wszystko stanowi jedno i wszystko sprowadza się do jednego i kto dostrzega, że wszystko zawiera się w jednym, potrafi być w sobie niezłomny i trwać spokojnie w Bogu.
O Prawdo, Boże, racz zjednoczyć mnie z sobą w miłości nieodmiennej Jr 31,3. Jakże często mierzi mnie wiele z tego, co czytam i słyszę: w Tobie jest wszystko, czego chcę i pragnę. Niech umilkną mędrcy, niech ucichnie przed Tobą każde stworzenie; Ty jeden mów do mnie.
3. Im kto bardziej skupiony w sobie, a do głębi przepojony prostotą, tym więcej, tym wznioślejsze sprawy bez trudu pojmuje, bo otwiera się na przyjęcie z góry światła mądrości. Duch czysty, prosty i wytrwały nie rozprasza się w zbędnej krzątaninie, bo wszystko robi dla chwały Boga, a w głębi spoczywa bez żadnej osobistej zachłanności.
Cóż bardziej ci przeszkadza i dręczy niż nieprzezwyciężony niepokój serca? Człowiek dobry i pobożny najpierw uporządkuje swoje wewnętrzne sprawy, zanim przejdzie do działania na zewnątrz. Wtedy nie odciągają go one ku pragnieniom zrodzonym ze zgubnych skłonności, lecz sarn skierowuje je na szlachetniejszą płaszczyznę rozumu.
A któż dzielniej wojuje niż ten, kto stara się pokonać samego siebie? Mdr 10,12. To winno być naszym zadaniem: pokonać naprawdę samego siebie, stawać się codziennie coraz mężniejszym, coraz lepszym w tej walce.
4. Do każdej doskonałości w życiu miesza się coś niedoskonałego, a żadne dociekanie nie jest wolne od cienia. Pokorne poznanie siebie pewniej prowadzi do Boga niż głębokie roztrząsania naukowe.
Wiedza i proste poznawanie świata nie są naganne, bo są dobre same w sobie i dane nam od Boga, lecz zawsze ważniejsze jest czyste sumienie i życie prawe. Tymczasem ludzie częściej starają się o wiedzę niż o dobre życie, dlatego błądzą i tak mało albo wcale nie odnoszą wewnętrznej korzyści.
5. O, gdyby tak samo gorliwie przykładali się do wykorzenienia wad i pielęgnowania dobra, jak do roztrząsania abstrakcyjnych zagadnień, nie byłoby tyle zła i zbrodni na świecie i tyle rozprzężenia w klasztorach! To pewne, że w godzinie Sądu nie zapytają nas, cośmy czytali, ale co robiliśmy; ani czyśmy dobrze przemawiali, lecz czy żyliśmy po Bożemu.
No powiedz, gdzie są owi wszyscy mędrcy i profesorowie, których tak dobrze znałeś, póki żyli i chodzili w blasku swej wiedzy? Ich majętności dawno inni zabrali, a nie wiem, czy jeszcze ich wspominają. Za życia wydawali się wielcy, a oto już cicho o nich.
6. O, jak szybko przemija chwała świata! Gdyby ich życie było zgodne z ich nauką! Wówczas można by rzec: dobrze, że badali i studiowali 1 J 2, 17. Jak wielu tych, co mało troszczyli się o służbę Bożą, tonie w niepewnej wiedzy swego czasu. Wolą być wielcy niż pokorni, dlatego giną razem ze swymi myślami Rz 1,21.
Prawdziwie wielki jest ten, kto ma w sobie wielką miłość. Prawdziwie wielki jest ten, kto w głębi czuje się mały i za nic ma najwyższe godności. Prawdziwie mądry jest ten, kto wszystko, co ziemskie, uważa za śmiecie, byleby Chrystusa pozyskać Flp 3,8. I prawdziwie uczony jest ten, kto pełni wolę Boga, a własnej woli się wyrzeka.
Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa' - za: „katolik.pl”
Słyszałem cię i widziałem
Ksiądz o świadectwach osób, które przeżyły bliskie doświadczenie śmierci
"Znam świadectwo syna, który podczas bliskiego doświadczenia śmierci widział, jak modlący się w jego intencji ojciec ściąga ze ściany obraz Jezusa Miłosiernego, kładzie na podłodze i czuwa przy nim. Gdy syn powiedział o tym po odzyskaniu przytomności, zdziwiony ojciec zapytał: «Skąd wiesz? Nie możesz tego wiedzieć!». «Słyszałem cię i widziałem!» - odparł syn, który przecież wtedy znajdował się na sali operacyjnej". Ks. Wiktor Szponar, badacz bliskiego doświadczenia śmierci (NDE - Near Death Experience) i autor książek zawierających świadectwa osób, które je przeżyły, w szczerej rozmowie z Piotrem Kosiarskim opowiada o tym, jak cienka jest granica między rzeczywistością materialną i duchową.
Przypominamy wywiad.
"Spotkania ze świadkami, którzy mówią mi prosto w oczy, że doświadczyli Boga, tej totalnej, bezwarunkowej miłości, że spotkali się ze swoimi bliskimi zmarłymi, że zdobyli jakąś wiedzę, o której nie mieli prawa wcześniej wiedzieć, dają mi dużą nadzieję na to, że nasze życie nie kończy się na ziemi. Chyba że ci wszyscy ludzie - albo ich bliscy czy lekarze - mnie oszukali, fałszowali dokumentację medyczną i dokumenty prokuratury… I że to wszystko jest jeden wielki szwindel. A przecież już jedna prawdziwa historia wystarczyłaby, żeby potwierdzić istnienie życia po śmierci" - mówi ks. Wiktor Szponar. Przeczytaj całą rozmowę:
Piotr Kosiarski: Dlaczego zainteresował się Ksiądz tematem bliskiego doświadczenia śmierci?
Ks. Wiktor Szponar: Ponieważ chyba każdy z nas zadaje sobie pytanie o to, czy nasze życie ogranicza się tylko do biologii, czy może jest coś więcej. Myślę, że jest to fundamentalne pytanie każdego człowieka - bez względu na jego światopogląd, wyznanie i religię. Tak naprawdę sądzę, że każdy człowiek na świecie zapytał przynajmniej raz: "Czy moje życie kończy się w momencie śmierci?". To pytanie, które łączy wszystkich ludzi na ziemi. Ja również je sobie zadawałem. Odpowiedź oczywiście dawała mi - i wciąż daje - Ewangelia, która mówi o Zmartwychwstaniu Chrystusa. Ale jednocześnie znamy historie ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej. Niektórzy z nich mówią, że "podejrzeli drugą stronę", gdy byli reanimowani czy operowani.
Podejrzeli drugą stronę?
- Są oczywiście pewne pojęcia, które funkcjonują w popkulturze, mediach i filmach. Powszechnie znany jest na przykład obraz przedstawiający tunel ze światłem. Ktoś ostatnio mi nawet powiedział, że jeden z tych motywów wykorzystany był w "Doktorze House'ie". Ale są też osoby, które mówią, że w momencie wspomnianej reanimacji czy zatrzymania akcji serca otrzymały wspomnienia dotyczące przechodzenia na drugą stronę. To jest pewien fakt - są ludzie, którzy mówią, że mają takie doświadczenie.
Co mówi na ten temat teologia katolicka?
- Zacząłem szukać odpowiedzi na to pytanie i okazało się, że niewiele. Tak naprawdę nie ma oficjalnych dokumentów Kościoła związanych z tym tematem. Są oczywiście artykuły i książki, ale bardzo nieliczne. Temat jest raczej zdominowany przez środowiska New Age. Oczywiście jest kilka polskich ciekawych publikacji, jest też kilka pozycji przetłumaczonych z języka angielskiego. Ale kilka lat temu próżno było ich szukać - pamiętam, że kiedy zacząłem drążyć temat, nie mogłem znaleźć żadnej polskojęzycznej publikacji.
Faktem jednak jest, że znamy ludzi, którzy mają bliskie doświadczenie śmierci. Pytanie, czy jest ono prawdziwe i czy ich świadectwa zgadzają się z naszą religią. Na te pytania starałem się odpowiedzieć.
Czy bliskie doświadczenie śmierci to dowód na istnienie Boga?
W jednym z wywiadów wspominał Ksiądz o świadectwie osoby, która podczas swojej operacji zobaczyła, co działo się na sali operacyjnej. Nie miała prawa tego zapamiętać. A jednak potrafiła wskazać, z której szuflady pielęgniarka wyciągnęła nowe nożyczki po tym, jak stare spadły na podłogę. A zatem ta osoba znajdowała się poza ciałem. Czy dla Księdza jest to dowód na istnienie duszy i Boga?
- Dla mnie pojęcie dowodu to jest coś bardzo mocnego i oznacza, że coś zostało potwierdzone naukowo. Z tego powodu bardzo wystrzegam się mówienia, że są ludzie, którzy są w stanie udowodnić istnienie Boga. Na to nie ma dowodu, ale są jednak pewne poszlaki. Na pewno nie udowodniłem swoimi badaniami istnienia Boga i życia po śmierci, bo inaczej 8 miliardów ludzi powinno się natychmiast ochrzcić.
- Oczywiście, zgadzam się z Panem. Ale mam też cichą nadzieję, że może - dzięki moim książkom - jednej czy drugiej osobie pomogę odnaleźć Boga. Dla mnie to już byłoby wystarczająco satysfakcjonujące. Natomiast czy to jest dowód na istnienie Boga? Jeszcze raz podkreślam, że nie. W nauce dowód oznacza coś, co może być przez kogoś sprawdzone i zweryfikowane. Natomiast gdy spotykam się z kolejnymi osobami, które przeżyły bliskie doświadczenie śmierci, kiedy porównuję ich relacje, zauważam, że chociaż każda z nich jest trochę inna, wszystkie mają wspólne elementy.
Każdy z nas słyszał o tunelu ze światłem i wychodzeniu z ciała.
Tak, jest kilkanaście stałych elementów i cech NDE. Nie jest to jednak dowód, bo dowód musi być weryfikowalny.
A szkoda. Osobiście bym chciał, żeby NDE było dowodem na istnienie Boga.
- Szkoda i nie szkoda. Gdybyśmy udowodnili istnienie Pana Boga, to nie byłoby już wiary, byłaby wiedza. A ta czeka nas dopiero po śmierci. Wtedy nadziei i wiary już nie będzie, zostanie miłość! Dobrze czuć się dobrze na tym etapie życia, na którym się jest.
Natomiast faktem jest to, że mamy pojedynczy element indywidualności, czyli bliskiego doświadczenia śmierci, który da się rzeczywiście zracjonalizować. Światło w tunelu faktycznie funkcjonuje w popkulturze, więc nawet jak jestem ateistą, ale mniej więcej wiem, co chrześcijaństwo mówi o życiu po śmierci - a więc raju, jakkolwiek go rozumiemy - w momencie NDE mogę doświadczyć tego, jak sobie wyobrażałem ten raj. I rzeczywiście, pojedyncze elementy - przynajmniej niektóre z nich - można zracjonalizować. Ale są i takie przykłady - jak wspomniana przez Pana historia z nożyczkami - w przypadku których ciężko to zrobić. No chyba że pacjent umówił się z chirurgiem, ale wydaje mi się, że byłbym naiwny, gdybym wierzył, że kilkaset osób wzajemnie się zmówiło, by coś na tym zyskać. To byłoby naprawdę bardzo grubymi nićmi szyte.
Jest jeszcze jeden wspólny element - poczucie ulgi.
- Oczywiście i to nie są odosobnione przypadki. Pojedynczą sytuację można łatwo wytłumaczyć, bo człowiek, który cierpi, tracąc przytomność, zaczyna odczuwać ulgę. Poczucie szczęścia można wyjaśnić wystrzałem dopaminy czy serotoniny, który jest mechanizmem obronnym mózgu. Trudno jednak wytłumaczyć całościową spójność i powtarzalność tych sytuacji.
Opisywane przeze mnie historie można również wyjaśnić na przykład halucynacjami. Ale jak wytłumaczyć to, że wszyscy mają taką samą "halucynację"?
Na przykład pokój i głębokie poczucie bycia kochanym przez Boga.
- Zgadza się. Obraz kochającego Boga wcale nie jest tak intuicyjny czy instynktowny jak tunel ze światłem. A przecież jest to jeden z elementów NDE, które bardzo często się powtarzają. Osobiście to dla mnie bardzo ważne, że relacje opisywanych przeze mnie pacjentów są zgodne z Ewangelią i nauczaniem Kościoła katolickiego, co dla wielu osób jest sprawą - muszę przyznać - dość trudną i wcale nie oczywistą.
Kto chciałby się chwalić tym, że widział piekło?
A czy są świadectwa ludzi, którzy w momencie NDE doświadczyli czegoś nieprzyjemnego lub przerażającego?
- Tak, zdarzają się świadectwa osób, które miały doświadczenie czyśćca czy piekła. To jest rzadkie, ale występuje. W jednych z anglojęzycznych badań czytałem, że takie doświadczenia dotyczą 5 proc. wszystkich przypadków. Oczywiście tę liczbę trzeba wziąć w duży nawias.
Dlaczego?
- Niektórzy pytają mnie, ile osób idzie do piekła. Nikt tego nie wie. Natomiast choćby chwilowe doświadczenie piekła i czyśćca nie jest niczym przyjemnym i mało kto chciałby się tym dzielić. Jedna z najbardziej znanych książek - "Trafiona przez piorun" Glorii Polo - opisuje doświadczenie czyśćca. Jest to cenne świadectwo, ponieważ jego autorka - lekarka - otrzymała od swojego biskupa pozwolenie na publiczne głoszenie.
Kluczowe w ocenie opisywanych przez Księdza świadectw bliskiego doświadczenia śmierci są ich owoce, a więc często radykalne nawrócenia.
- Rzeczywiście, kluczowym elementem tych historii jest to, co dalej dzieje się z osobami, które doświadczyły NDE. Jeśli przeżyły halucynacje lub były pod wpływem narkotyków, to choćby nie wiem, jak były to mocne przeżycia, raczej nie zaowocowałyby trwałym nawróceniem, stałą zmianą życia… Pod wpływem halucynacji można doświadczyć zmiany na parę dni, ale co, jeśli ktoś naprawdę się nawraca i trwa to już 20 lat? Oczywiście każdą łaskę można odrzucić, ale doświadczenie osób po NDE pokazuje, że bardzo często przeżywają one naprawdę głębokie nawrócenie.
Akurat wczoraj rozmawiałem telefonicznie z Tomaszem Rucińskim, jednym z bohaterów mojej drugiej książki, który w tragicznym wypadku samochodowym stracił syna i brata. Dzięki bliskiemu doświadczeniu śmierci przebaczył on sprawcy wypadku - piratowi drogowemu, który znacznie przekroczył prędkość. Bardzo możliwe, że znalazł on w sobie siłę do przebaczenia właśnie dzięki doświadczeniu Bożej łaski. "Poznacie ich po ich owocach" (Mt 7,20). Muszę przyznać, że te owoce w przypadku osób, które przeżyły bliskie doświadczenie śmierci, są często naprawdę spektakularne.
Opisane przez Księdza historie poruszają również temat siły modlitwy i działania sakramentów, na przykład namaszczenia chorych.
- Bliskie doświadczenie śmierci pokazuje, że sakramenty, podobnie jak modlitwa, rzeczywiście działają bardzo mocno. Z doświadczeń Andrzeja Duffka, bohatera jednej z moich książek, wynika, że namaszczenie chorych - typowy sakrament udzielany osobom cierpiącym i umierającym, polegający m.in. na namaszczeniu dłoni chorego - jest tym, co sprawia, że jego dusza pozostaje w ciele. Andrzej miał doświadczenie, że opuszczał swoje ciało i gdyby nie namaszczenie chorych, umarłby. Tym, co "trzymało" jego duszę przy ciele, były - zaznaczam, że odczuwał to bardzo fizycznie - dłonie, którymi ksiądz w szpitalu namaszczał go podczas udzielania sakramentu. Przypomnę, że jednym ze skutków namaszczenia chorych jest nie tylko uzdrowienie duchowe - a więc odpuszczenie grzechów - ale również fizyczne.
Drugą istotną kwestią jest rzeczywiście siła modlitwy. Znów cytując jednego z bohaterów moich książek, modlitwa jest tym, co "wciąga" duszę z powrotem do ciała. Muszę przyznać, że doświadczenie siły modlitwy w historiach moich rozmówców jest naprawdę niesamowite. Osoby, które doświadczyły NDE, często słyszą modlitwy swoich bliskich, którzy modlą się w ich intencji - na przykład podczas operacji. To są bardzo mocne doświadczenia. Aż ciężko byłoby w to wszystko uwierzyć, gdyby nie rozmowy z tymi ludźmi. Znam na przykład świadectwo syna, który podczas bliskiego doświadczenia śmierci widział, jak modlący się w jego intencji ojciec ściąga ze ściany obraz Jezusa Miłosiernego, kładzie na podłodze i czuwa przy nim. Gdy syn powiedział o tym po odzyskaniu przytomności, zdziwiony ojciec zapytał: "Skąd wiesz? Nie możesz tego wiedzieć!". "Słyszałem cię i widziałem!" - odparł syn, który przecież wtedy znajdował się na sali operacyjnej.
Rzeczywiście to bardzo mocne historie, a przecież - wciąż musimy to przyznać - niczego nie dowodzą. Nie lepiej byłoby jednak mieć pewność, że istnieje życie po śmierci?
- Myślę, że jest w nas naturalna tęsknota za tym, by być czegoś pewnym, nawet w prozaicznych kwestiach - gdy jadę na wakacje i chcę mieć pewność, że będzie ładna pogoda, albo gdy kupuję samochód, chcę mieć pewność, że się szybko nie zepsuje. Chcemy więc być pewni nawet w prostych, codziennych kwestiach, a co dopiero w sprawach fundamentalnych, za którymi idą - a przynajmniej powinny iść - konkretne wybory życiowe.
Pamiętajmy jednak, że my na tej ziemi żyjemy bardzo krótko, załóżmy 80 lat. Przed nami jest cała wieczność. Więc na szczęście my w tej niewiedzy będziemy tylko chwilkę (śmiech). Tak naprawdę przez całe nasze życie będziemy mieć pewność, że Bóg istnieje. Jeśli spojrzymy na nasze życie z tej perspektywy, ta niewiedza i niepełność będą z nami przez bardzo krótki czas.
Natomiast jeśli wyobrażam sobie przyszłość po tej drugiej stronie i mam nadzieję, że ostatecznie trafię do Nieba, to chyba jednak chciałbym mieć doświadczenie - choćby chwilowe - że na ziemi nie byłem wszystkiego pewien.
Jeszcze raz powtórzę: dobrze jest czuć się dobrze na tym etapie życia, na którym się jest. Oczywiście są też ludzie, którzy dostali od Boga łaskę pewnej wiary i mówią, że wiedzą o istnieniu Boga. To naprawdę wielki zaszczyt, ale i zobowiązanie mieć taką łaskę.
Niebezpieczeństwa związane z fascynacją życiem po śmierci
Czy fascynacja życiem po śmierci może być niebezpieczna?
- Często podkreślam, że książki, które napisałem i w ogóle temat NDE, mogą być dobrym początkiem relacji z Bogiem. Natomiast rzeczywiście ktoś może się na tym zatrzymać i to nie jest dobre. To trochę jak z egzorcyzmami, objawieniami albo innymi "cudownościami" w sensie pejoratywnym. Łatwo się na nich zatrzymać, bo są atrakcyjne. Ktoś będzie czytać na ich temat książki, będzie się interesował, ale co dalej? Czy dzięki temu stanie się lepszym człowiekiem, zacznie się modlić, bardziej oddawać Bogu chwałę, chodzić częściej do kościoła? Pamiętajmy, że w Polsce spośród książek religijnych najlepiej sprzedają się te o egzorcyzmach. To nie świadczy o zdrowej duchowości. Oczywiście to nie znaczy, że mamy teraz przestać mówić o zagrożeniach duchowych. Największym zwycięstwem diabła jest to, że ludzie wierzą, że nie istnieje. Natomiast szatan i zagrożenia duchowe nie stanowią istoty Ewangelii. W Dobrej Nowinie nie chodzi o egzorcyzmy. Dlatego mam głęboką nadzieję, że nikt, kto interesuje się bliskim doświadczeniem śmierci, nie zatrzyma się tylko na nim, ale zainspiruje się do pogłębiania swojej wiary i relacji z Bogiem, że coś w tym temacie "zaiskrzy".
Jakiś czas temu moja znajoma powiedziała, że słyszała o człowieku, który rzekomo jest w stanie powiedzieć, czy konkretna dusza jest w niebie czy piekle. Żeby to sprawdzić, potrzebna jest jedynie data śmierci tej osoby. Gdy się o tym dowiedziałem, w mojej głowie nie tylko zapaliła się czerwona lampka, ale zawyła syrena alarmowa. Od razu postanowiłem wyperswadować mojej znajomej zamiar kontaktu z tym człowiekiem.
- Załóżmy, że nie jest to zwykły oszust. Jeśli ktokolwiek mówi, że wie, czy ktoś jest w piekle, w niebie, czy w czyśćcu, to nasuwa się pytanie, skąd ma taką wiedzę. Podobnie na przykład z wróżbami, które sprawdzają się w niewytłumaczalny sposób. Rodzi się pytanie, kto dał mu takie poznanie? Ojciec Kłamstwa, dlatego to jest tak szalenie niebezpieczne! Oczywiście on się będzie podawał za mistyka, ale nie bądźmy naiwni.
Nadzieja na spotkanie z Bogiem w wieczności
Ale bywa, że dusze czyśćcowe się z nami kontaktują.
- Tak, choć bardzo rzadko. Pan Bóg rzeczywiście daje czasem łaskę, by dusza czyśćcowa w jakiś sposób skontaktowała się z człowiekiem. Tradycja chrześcijańska zna takie przypadki. Nigdy jednak nie dzieje się to mocą człowieka. Jeśli więc ktoś twierdzi, że potrafi sprawdzić takie rzeczy, o których Pan wspomniał, mamy do czynienia ze spirytualizmem. Właśnie dlatego dziś jedną z najliczniejszych grup osób trafiających na egzorcyzmy stanowią ci, którzy wcześniej korzystali z usług wróżek lub uczestniczyli w seansach, choć te ostatnie są znacznie mniej popularne.
Czy doświadczenia, które Ksiądz opisuje, mogą dać ludziom nadzieję na spotkanie z Bogiem?
- Jedna z opisywanych przeze mnie historii opowiada o osobie, która w chwili bliskiego doświadczenia śmierci dowiedziała się, kim jest jej biologiczny ojciec. Później, już po zbadaniu tego przypadku, okazało się, że to prawda. Do tego dochodzą już częściowo wspomniane historie o tym, kto modlił się w intencji umierającego lub w jaki sposób przebiegała operacja… Te historie naprawdę utwierdzają moją wiarę i pogłębiają nadzieję, że Bóg jest. Oczywiście - jak już powiedzieliśmy - nie dają mi pewności. Proszę się mną nie gorszyć, ale ja cały czas szukam i pytam. Natomiast spotkania ze świadkami, którzy mówią mi prosto w oczy, że doświadczyli Boga, tej totalnej, bezwarunkowej miłości, że spotkali się ze swoimi bliskimi zmarłymi, że zdobyli jakąś wiedzę, o której nie mieli prawa wcześniej wiedzieć - okazywało się, że istnieje na przykład ukryty testament kogoś, kto wcześniej nie żył - dają mi dużą nadzieję na to, że nasze życie nie kończy się na ziemi. Chyba że ci wszyscy ludzie - albo ich bliscy czy lekarze - mnie oszukali, fałszowali dokumentację medyczną i dokumenty prokuratury… I że to wszystko jest jeden wielki szwindel. A przecież już jedna prawdziwa historia wystarczyłaby, żeby potwierdzić istnienie życia po śmierci.
Znając te wszystkie świadectwa, przeprowadzając tak wiele rozmów, naprawdę musiałbym być skrajnie naiwny, by każdego z moich rozmówców posądzać o jakieś fałszerstwo czy spisek. Oni wszyscy musieliby się umówić między sobą, tym bardziej że często ich doświadczenia są sprzeczne z ich poprzednim światopoglądem i wymuszają drastyczne zmiany w życiu. Naprawdę nie jest wcale łatwo wywrócić swoje życie do góry nogami i nagle zacząć żyć zgodnie z przykazaniami. Skoro są ludzie, którzy podejmują tak radykalne życiowe zmiany, daje mi to mnóstwo nadziei, że ich doświadczenia są prawdziwe.
Która z historii przemówiła do Księdza najbardziej?
- Nie mam jednej ulubionej. Każda z historii jest inna i wyjątkowa. Ale skoro Pan pyta, chyba wrócę do świadectwa Tomasza Rucińskiego, o którym wspomniałem wcześniej. Uderza mnie przebaczenie, które dokonało się w jego życiu po tym, jak jadący 180 kilometrów na godzinę kierowca spowodował wypadek, w którym zginął jego brat i syn.
Jak dalej będzie Ksiądz rozwijał zainteresowanie świadectwami osób, które przeżyły bliskie doświadczenie śmierci?
- Obecnie skupiam się na pisaniu scenariusza do filmu dokumentalnego o NDE - między innymi stąd wczorajsza rozmowa z Tomaszem Rucińskim. Producentem filmu jest Piotr Barełkowski, kilka dni temu podpisaliśmy kontrakt. Jeszcze tej zimy mają się rozpocząć zdjęcia dokumentalne. Ponadto w przyszłym roku chciałbym zacząć zbierać kolejne wywiady do trzeciej części "Życia po śmierci". Równolegle pracuję nad kolejną książką, której tytuł będzie brzmiał: "Skandale w Biblii. Co musisz o nich wiedzieć". Do 15 listopada jestem umówiony z wydawnictwem Fronda na ostatnie poprawki. Tempo jest szalone, a ja normalnie pracuję w szkole i na parafii.
Co by się stało, gdyby jednak Pana Boga nie było?
- Myślę, że nie byłoby nas i tego pytania.
O co zapyta Ksiądz Pana Boga, gdy już spotkacie się w niebie?
- Na początku bardzo mocno przytulę się do Niego. Nie wiem, ile to będzie trwało, bo tam przecież nie ma czasu… Może będę przytulał się do Niego całą wieczność. A potem pewnie zadam Mu pytania, które najbardziej mnie nurtują - te, na które wciąż nie znam odpowiedzi. Być może zapytam Go o cierpienie niewinnych ludzi, bo nikt jeszcze nie znalazł odpowiedzi, która naprawdę by je wyjaśniła. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Samo cierpienie nie ma sensu - na przykład fakt, że ktoś umiera na raka lub zostaje skrzywdzony. Ale Jezus swojemu cierpieniu nadał sens wtórnie - przez nie zbawił świat. I człowiek, może właśnie dlatego, że jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ma tę boską zdolność i może wtórnie nadać cierpieniu sens. Nie dlatego, że samo cierpienie go ma, lecz dlatego, że my - jako ludzie - możemy je w ten sposób przemienić. Takie myślenie w pewien sposób mi pomaga, choć czuję, że to nie jest pełna odpowiedź.
Piotr Kosiarski – „deon.pl”
- dziennikarz, podróżnik, bloger i obserwator świata. Laureat Pierwszej Nagrody im. Stefana Żeromskiego w 30. edycji Konkursu Nagrody SDP przyznawanej za publikacje o tematyce społecznej. Autor książki "Bóg odrzuconych. Rozmowy o Kościele, wykluczeniu i pokonywaniu barier". Od 10 lat redaktor DEON.pl. Interesuje się historią, psychologią i duchowością. Lubi wędrować po górach i szukać wokół śladów obecności Boga. Prowadzi autorskiego bloga Mapa bezdroży. Można go śledzić na Instagramie.
Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
1 listopada - Wszyscy Święci
|
|
•
|
2 listopada - Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych
|
|
•
|
2 listopada - św. Malachiasz, biskup
|
|
•
|
3 listopada - św. Marcin de Porres, zakonnik
|
|
•
|
3 listopada - bł. Rupert Mayer, prezbiter
|
|
•
|
3 listopada - św. Hubert, biskup
|
|
•
|
4 listopada - św. Karol Boromeusz, biskup
|
|
•
|
5 listopada - święci Elżbieta i Zachariasz, rodzice św. Jana Chrzciciela
|
|
•
|
5 listopada - św. Gerald, biskup
|
|
•
|
5 listopada - bł. Franciszka Amboise, zakonnica
|
|
•
|
6 listopada - bł. Józefa Naval Girbes, dziewica
|
|
•
|
6 listopada - św. Kalinik, męczennik
|
|
•
|
6 listopada - bł. Krystyna
|
|
•
|
6 listopada - błogosławieni męczennicy japońscy Alfons Navarrete, prezbiter, i Towarzysze
|
|
•
|
6 listopada - św. Leonard z Limoges, pustelnik
|
|
•
|
7 listopada - św. Willibrord, biskup
|
|
•
|
7 listopada - bł. Łucja a Septifonte, dziewica
|
|
•
|
7 listopada - bł. Helena Enselmini, dziewica
|
|
•
|
7 listopada - bł. Franciszek od Jezusa, Maryi, Józefa, Palau y Quer, prezbiter
|
|
•
|
7 listopada - święci zakonnicy Izrael, Walter i Teobald
|
|
•
|
7 listopada - św. Engelbert, biskup i męczennik
|
|
•
|
8 listopada - św. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej, dziewica
|
|
•
|
8 listopada - bł. Jan Duns Szkot, prezbiter
|
|
•
|
8 listopada - św. Godfryd z Amiens, biskup
|
|
•
|
8 listopada - św. Adeodat I, papież
|
|
•
|
8 listopada - święci Czterej Koronowani, męczennicy
|
|
•
|
8 listopada - bazylika katedralna w Płocku
|
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl