W BLASKU MIŁOSIERDZIA

32/1088 – 19 lipca 2026 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

Niedziela, 19 lipca 2026 r.

 

 

 

 XVI NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)

 

 

Kolor szat liturgicznych: zielony

 

 
 
Czytania:
Pierwsze czytanie: Mdr 12,13.16–19
Psalm: Ps 86
Drugie czytanie: Rz 8,26–27
Ewangelia: Mt 13,24-43
 
Ewangelia:
Przypowieść o chwaście wśród zboża
Mt 13, 24-43  Mt 13, 24-30
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.
A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”
A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”».
Przedłożył im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach».
Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło».
To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata».
Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście».
On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie.
Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.
Kto ma uszy, niechaj słucha!»
 
Komentarze:
Dlaczego Bóg pozwolił na to, dlaczego Bóg pozwolił na tamto. A niby co miał zrobić? Winowajców natychmiast ukarać ogniem z nieba? Toż dopiero by się podniosło larum, że jest okrutny. Bóg przeciwstawia się złu, ale ze złymi postępuję dość oględnie, dając im czas na nawrócenie. To chyba główna myśl czytań XVI niedzieli zwykłej roku A.
Wyrywając chwasty można zniszczyć uprawę zboża. Lepiej poczekać na żniwa.
Bóg jest nierychliwy, ale sprawiedliwy - głosi stara sentencja. Tak, to prawda. Bóg z karaniem się nie spieszy. Zbyt jest wielki, by być niecierpliwy.
Wielkość jest cierpliwa. Bo nie martwi się, że nie postawi na swoim. Wie, że wcześniej czy później... Nie musi więc tu i teraz, reagując gwałtownie. Bo to przynosi więcej szkody niż pożytku.
Walczyć ze złem? Jasne. Zwłaszcza ze złem w sobie. W walce z tym złem, które jest na zewnątrz, warto jednak być ostrożnym. Nie ze strachu. Raczej z miłości. By walcząc ze złem nie zniszczyć też dobra. A o to łatwo. Uświadamia to Jezus w przypowieści o chwaście. "Pozwólcie obojgu (dobru i złu) róść aż do żniwa"... A bywa przecież, że człowiek tak gorliwie szuka zła, tak gorliwie potem walczy z najmniejszym jego przejawem, że przy okazji niszczy dobro.
 
 

 

 

W dzisiejszym numerze:
- W świecie, który choruje na manię wielkości
- Nie gorączkuj się!
- Buen camino
- Zło wyrasta razem z dobrem
- Nowotestamentalna duchowość odpoczynku
- Nałogi a życiowe wybory – między zniewoleniem a wolnością
- Gwiazdor Chelsea o trudnym ojcostwie. „Syn jest dla mnie ważniejszy niż sportowe trofea”
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 
 

 

 

 

 

W świecie, który choruje na manię wielkości

 

W świecie, który choruje na manię wielkości, potrzebujemy słowa Jezusa w przypowieściach, żeby odkryć, że to pokorni są tymi, którzy posiadają ziemię, że oto to, co małe i kruche, mocą Boga, może stać się rzeczą niezwykłą, rzeczą wielką.

Oto w duchowej walce trzeba nam przyjąć tę Ewangelię o konkolu albo o życicy. Wsiane w pszenicę sprawiają, na pierwszym etapie wegetacji, wrażenie, że to pszenica. Później okazuje się, że na polu wyrósł chwast. Ciekawy jest sposób postępowania właściciela pola. Czeka do żniwa. Nie chce przez fakt zniszczenia chwastu zniszczyć zboża. To jest to miłosierdzie. To jest ta wrażliwość na każdego z nas.

Trzeba tutaj także wiedzieć, że oprócz tego elementu maskującego – życica i konkol są to także rośliny trujące. Nie chcemy więc jeść czegoś, co nam szkodzi.

Oto zaproszenie, żeby popatrzeć na swoje życie z ogromną wdzięcznością. Bo to my przeżywamy w sobie historię ziarnka gorczycy. To my przeżywamy w sobie historię zaczynu. To w nas w taki sposób wzrasta Boże Królestwo. Zaczyna się od rzeczy pozornie małych.

Będąc na wojnie duchowej, potrzeba nam mocy Bożego Słowa. Potrzeba nam tego Słowa w przypowieściach, żeby nie budować na sobie, ale na Chrystusie zmartwychwstałym.

ks. Wenancjusz Zmuda – „mateusz.pl”

 

 

 

 

 

 

Nie gorączkuj się!

 

Dlatego z usuwaniem chwastów warto poczekać do żniw

 

Ludziom chyba dość często wydaje się, że mocny jest ten, kto potrafi narzucić innym swoją wolę. Aa w razie nieposłuszeństwa wdeptać nieposłusznych w ziemię. Bóg, którego potęgi z niczym nie można porównać, jest chyba innego zdania. On sam, wszechpotężny, nie zajmuje się ciągłym narzucaniem ludziom swojej woli; nie wdeptuje w ziemię tych, którzy zrobią coś nie po jego myśli. „Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy móc, gdy zechcesz” – słyszymy w pierwszym czytaniu w modlitwie autora Księgi Mądrości. „Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa” – mówi w przypowieści Jezusa obrazujący Boga gospodarz do swoich sług, kiedy proponują mu, by porywać chwasty z obsianego przezeń pszenicą pola. Bóg jest cierpliwy. Także wobec ludzkich grzechów. Bóg, jak pisze autor Księgi Mądrości, sądzi łagodnie i rządzi ludźmi z wielką oględnością.

 

To dla nas wzór, do dla nas ideał. Sprawiedliwy to nie ten, kto ciągle doszukuje się drzazgi w oczach braci i dalej głośno podejrzewa jej istnienie nawet wtedy, gdy jej (jeszcze) nie znalazł. Sprawiedliwy to ten – jak napisał autor Księgi Mądrości – kto potrafi braci kochać. Kto, jak Bóg, odnosi się do bliźnich, także tych nie po jego myśli, z wielką oględnością. Wyrywając chwasty łatwo zniszczyć też to, co dobre. A zło i tak nie ma przyszłości: w dniu sądu pójdzie na spalenie.

 

„wiara.pl”

 

 

 

 

Buen camino

 

Piszę ten komentarz, dochodząc z gdańskimi maturzystami do Santiago de Compostela. Piękni ludzie, piękna droga, piękny czas. Znamy się od dwóch lat. To bardzo intensywne dwa lata: modlitwa, rozmowy, wyjazdy i jeszcze raz rozmowy. Ich było najwięcej. Wspólnie uczymy się siebie, uczymy się drugiego człowieka, no i przede wszystkim staramy się szukać Boga.

Kiedy Jezus mówi o królestwie Bożym, używa różnych obrazów. Dziś są to ziarna zasiane w ziemię. Z czegoś drobnego i małego rozwija się piękna, duża roślina. Nie bez przeszkód, nie bez wysiłku, nie bez trudności. To Ewangelia o nadziei, o tym, że z każdego ziarna, nawet tego najmniejszego, jest w stanie wyrosnąć piękne drzewo królestwa Bożego.

Z ogromną dumą obserwowałem, jak kilka tygodni temu „moi” licealiści prowadzili w kościele modlitwę uwielbienia, dziś widzę, jak szukają Pana Boga, jak i z Nim, i o Nim rozmawiają, jak troszczą się o siebie nawzajem. Bardzo się cieszę, że z tych małych ziaren zaczyna wyrastać piękna roślina. Ktoś powie, że to pierwsze jaskółki i nie ma się czym ekscytować. Że przyjdą kryzysy, burze, wichry, a nawet ktoś posieje w ich życiu chwast. Być może. Wierzę jednak, że tak, jak teraz zaczynają rozkwitać i dzięki temu w ich gałęziach zaczynają kryć się ptaki podniebne, te mniejsze i te większe, tak za jakiś czas – gdy sami się zmęczą i będą potrzebowali wsparcia – znajdą schronienie w gałęziach innych drzew.

 

Arkadiusz Wojtas OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

 

Zło wyrasta razem z dobrem

 

W naszym codziennym życiu bardzo ważne jest rozeznawanie. Kim jestem? Dokąd zmierzam? Jak postępuję? Nikt z nas nie jest na świecie przypadkowo. Każdy z nas ma cel, do którego zmierza. Jesteśmy jak ziarna rzucone w ziemię przez siewcę. Naszym zadaniem jest wzrastać i wydawać dobry plon. Czasem pojawiają się chwasty, które przeszkadzają we wzrastaniu, ale mamy dobrego Gospodarza, który wie, jak postępować. Tak bywa też w naszym życiu: nieraz wydaje się, że zło nas opanowuje i pokonuje, ale tak naprawdę ostatecznie nie zatriumfuje. Dlatego tak ważne jest duchowe rozeznawanie – umiejętność odróżniania dobra od zła i wybierania tego, co prowadzi nas do Boga.

Wiele osób spośród nas ma doświadczenie pracy w polu czy na działce, gdzie trzeba dbać o to, aby zasiewy wydały dobry plon. Są pewne czynniki, które w tym pomagają, m.in. dobre nasłonecznienie i odpowiednie nawodnienie, ale są też takie, które przeszkadzają, a należą do nich chwasty. Kto widział kiedyś świeżo wyrastające warzywa na grządce czy młode zboże w polu, wie, że często bardzo trudno jest odróżnić uprawianą roślinę od chwastu. Dopiero gdy rośliny stają się większe, z łatwością możemy je rozróżnić. Często jest jednak tak, że chwast zakorzenia się tak silnie, iż wyrywając go, można wyrwać również zboże. Do takiej sytuacji nawiązuje dziś Jezus w Ewangelii.

Zło wyrasta razem z dobrem. Taka jest rzeczywistość świata i taka jest też rzeczywistość Kościoła pielgrzymującego na ziemi. Paradoksalnie fakt, że gospodarz pozwala chwastom rosnąć razem ze zbożem, pomaga dobru zatriumfować. Nieraz bywa tak, że chcielibyśmy od razu być doskonali. Brakuje nam cierpliwości, a często także zaufania. Najlepszą drogą jest zasada: „Zło dobrem zwyciężaj”. Walcząc za wszelką cenę, możemy wyrządzić więcej szkód. Rozeznając z rozwagą i dając miejsce działaniu Bożego miłosierdzia, pomagamy triumfować dobru.

Wspólnota Kościoła, lud Boży, jest jak zboże rosnące wraz z chwastem. Tworzą ją ludzie powołani do świętości, którzy jednocześnie zmagają się z grzechem. Dobra Nowina polega na tym, że Bóg przychodzi z miłością i miłosierdziem do swojego ludu, który nie jest jeszcze doskonały. W ten sposób pokazuje nam, jak mamy postępować: nie odpowiadać na zło gwałtownością ani przemocą, bo w ten sposób może ono wyrządzić jeszcze większe szkody, lecz umacniać w sobie cnotę cierpliwości, która prowadzi do świętości. Jednocześnie Jezus przypomina, że cierpliwość Boga nie oznacza obojętności wobec zła. Przyjdzie czas żniwa – obraz sądu ostatecznego – kiedy dobro zostanie oddzielone od zła, a każdy człowiek zda sprawę ze swojego życia. Boże miłosierdzie zawsze idzie w parze z Jego sprawiedliwością, dlatego nasze codzienne wybory mają znaczenie dla wieczności.

Nieprzypadkowo Jezus przywołuje obraz chwastu rosnącego w tej samej glebie, w której wzrasta dobre ziarno. Tak jest również w naszym życiu. Staramy się być dobrzy, ale pojawia się zło, które początkowo może wydawać się nawet dobre, lecz jest bardzo podstępne. Nie ma ono swojego początku w Bogu, którego symbolizuje siewca siejący dobre ziarno, lecz w nieprzyjacielu, którym jest szatan, podsuwający człowiekowi pokusy i prowadzący do grzechu. Najlepszym sposobem walki ze złem nie jest jego wyrywanie przy użyciu przemocy czy ograniczania wolności, ponieważ może to przynieść jeszcze większe spustoszenie. Trzeba raczej zrobić miejsce dla Bożego miłosierdzia, którego pełnia objawi się przy końcu czasów. Tu właśnie widzimy paradoks i wielkość Bożej miłości. Potrzeba więc nieustannego rozeznawania, aby nie pomylić dobra ze złem i nie ulec pozorom, które odciągają nas od Boga.

Dzisiejsza Ewangelia zawiera także dwie krótkie przypowieści: o ziarnku gorczycy i o zaczynie. One również pomagają zrozumieć sposób działania Boga i Jego królestwa. Pokazują, że Bóg najczęściej działa w sposób cichy, stopniowy i niemal niezauważalny, ale skutki Jego działania są wielkie.

Najpełniej Boża miłość ukazuje się w Jezusie. To w Nim i przez Niego objawia się królestwo Boże, które Jezus porównuje do ziarnka gorczycy. Przychodzi na świat jako bezbronne Dziecię, wzrasta pośród ludzi, a następnie zostaje ukrzyżowany na drzewie krzyża, które staje się dla wszystkich znakiem zbawienia, miejscem schronienia i ratunku. Podobnie jest z zaczynem. W przypowieści symbolizuje on królestwo Boże, które przenika świat i przemienia go od wewnątrz. Ojcowie Kościoła dostrzegali w tym obrazie także samego Chrystusa działającego w sercach wierzących. Dzięki Niemu człowiek może odrzucić „kwas złości i przewrotności” i żyć nowym życiem. Na wzór Chrystusa i my powinniśmy stawać się we współczesnym świecie ludźmi, którzy pozwalają, aby Boża łaska przemieniała ich życie i przez nich docierała do innych.

Przez całe nasze życie jesteśmy odpowiedzialni za to, jak wzrastamy, ale także za to, jaki mamy wpływ na innych. Skoro jesteśmy dobrym ziarnem, nie dajmy się zagłuszyć złu, diabłu, temu, który rozdziela. Każdego dnia rozeznawajmy, co pochodzi od Boga, a co oddala nas od Niego. Wzrastajmy tak, aby nasza cierpliwość wydała dobry plon. Bardzo ważna jest tu czujność, aby nie ulec pokusie natychmiastowego pokonania zła, lecz dać miejsce działaniu Bożej łaski i miłosierdzia. Nie dajmy się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężajmy!

 

o. Grzegorz Pruś CSsR – „redemptor.pl”

 

 

 

 

 

 

Nowotestamentalna duchowość odpoczynku

 

Odpoczynek należy dziś do dóbr najbardziej pożądanych i – paradoksalnie – najbardziej deficytowych. W kulturze „osiągnięć”, gdzie naszą wartość mierzy się sumą wygenerowanych wyników, czas wolny stał się technologiczną przerwą na „podładowanie baterii”, by po powrocie pracować jeszcze wydajniej.

 

 Odpoczynek należy dziś do dóbr najbardziej pożądanych i – paradoksalnie – najbardziej deficytowych. W kulturze „osiągnięć”, gdzie naszą wartość mierzy się sumą wygenerowanych wyników, czas wolny stał się technologiczną przerwą na „podładowanie baterii”, by po powrocie pracować jeszcze wydajniej. Ewangelie wprowadzają w tę mentalność bardzo istotną korektę: odpoczynek nie jest przerwą od działania. Jest wejściem w określoną relację. To nie brak zajęć daje wytchnienie, lecz obecność Kogoś, kto nadaje im sens i przywraca im ludzką miarę.

 

Pustynia istotnym elementem rytmu życia

 

Punktem wyjścia dla nowotestamentalnej refleksji nad odpoczynkiem uczyńmy scenę z szóstego rozdziału Ewangelii Marka. Apostołowie wracają z misji – pełni euforii, ale i wyczerpani: „Opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali” (Mk 6,30). W ich relacji słychać dumę z „produktywności religijnej”, tymczasem Jezus reaguje w sposób, który studzi ich aktywizm: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!” (Mk 6,31).

 

Ewangelista dodaje znamienny szczegół: „nawet na posiłek nie mieli czasu” (Mk 6,31). Jezus nie gloryfikuje tego stanu. Uczeń nie jest dla Niego „maszyną apostolską”, a odpoczynek nie jest luksusem dla wybranych, lecz integralnym elementem rytmu uczniostwa. Co więcej, miejscem tego wytchnienia ma być eremos topos – „miejsce pustynne”. To nie jest przestrzeń komfortu w dzisiejszym rozumieniu, lecz przestrzeń oddalenia, ciszy i odzyskania proporcji. To odpoczynek ascetyczny, a nie konsumpcyjny; polega na wyłączeniu nadmiaru bodźców, by usłyszeć głos Mistrza. Sam Jezus zresztą regularnie praktykuje to „wycofanie” – co pokazuje zwłaszcza Ewangelia Łukasza, w której motyw modlitwy Jezusa na osobności regularnie powraca. Misja bez modlitewnego odosobnienia staje się pustym aktywizmem.

 

Ten tekst z Ewangelii Marka pokazuje dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze, odpoczynek to nie luksus czy fanaberia, ale istotny element ludzkiej aktywności i rytmu uczniostwa. A po drugie, rzeczywisty odpoczynek to nie zastąpienie licznych aktywności i stymulacji mózgu innymi aktywnościami i stymulacjami. To nie przerwa od intensywnej pracy na rzecz intensywnej konsumpcji, ale poszukanie eremos topos, przestrzeni ciszy i odzyskania właściwych relacji z Bogiem, światem i ludźmi.

 

Bóg źródłem wytchnienia

 

Ten ostatni aspekt jest szczególnie podkreślony w Ewangelii Mateusza, w znanym Jezusowym zaproszeniu: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja dam wam odpoczynek [gr. anapauo]” (por. Mt 11,28). Jest to własna tradycja Mateuszowa, nieobecna w innych Ewangeliach. My przyzwyczajeni jesteśmy do przekładu „a Ja was pokrzepię” – obecnego w Biblii Tysiąclecia i przekładach liturgicznych Kościoła – jednak podstawowe znaczenie czasownika anapauo to „odpocząć, przerwać trud, doznać ulgi, odświeżyć” czy w znaczeniu przechodnim „sprawić, że ktoś odpocznie, dać wytchnienie”. Jezus mówi, że prawdziwy odpoczynek jest Jego darem, a otrzymuje go ten, kto przychodzi do Niego: „Przyjdźcie do Mnie…”, „uczcie się ode Mnie…”.

 

Wypowiedź ta zbudowana jest na silnym fundamencie starotestamentowym. Fraza „znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz” to niemal dosłowny cytat z proroka Jeremiasza. U proroka był to apel Boga o powrót na właściwą drogę, którą Izrael porzucił: „Stańcie na drogach i patrzcie, zapytajcie o dawne ścieżki, gdzie jest droga najlepsza – idźcie po niej, a znajdziecie dla siebie wytchnienie” (Jr 6,16). Mateusz, wkładając te słowa w usta Jezusa, czyni z Niego ucieleśnienie Bożej obietnicy. Jezus nie jest tu nauczycielem technik relaksacyjnych, On jest jedynym źródłem prawdziwej ulgi i odpocznienia. Przejmuje dawną Bożą obietnicę pokoju i stawia siebie w miejscu objawiającego Boga, który daje prawdziwy odpoczynek.

 

W zdaniu „Przyjdźcie do Mnie wszyscy… a Ja dam wam odpoczynek” czasownik anapauo nie oznacza jedynie odpoczynku w sensie fizycznym, lecz przede wszystkim stan egzystencjalnego ustania napięcia i przywrócenia wewnętrznego ładu. W Septuagincie – greckim tekście Starego Testamentu – termin ten bardzo często odpowiada hebrajskiemu czasownikowi nach, który oznacza „osiąść, uspokoić się, znaleźć trwałe miejsce” i wskazuje na powrót do właściwej przestrzeni egzystencji, do stanu zgodnego z zamysłem Boga. Zatem, jeśli Ewangelista Marek wskazuje na rytm odpoczynku – „wypocznijcie nieco po trudach…” – to Mateusz odsłania jego serce – „Ja dam wam prawdziwe wytchnienie i pokój…”. Odpoczynek (rzeczownik anapausis) nie jest tu chwilowym stanem psychologicznym, lecz trwałym darem Jezusa, który wynika z odbudowy relacji z Bogiem i ze sobą.

 

„Jarzmo”, które nie obciera duszy

 

Jako istotne uzupełnienie zaproszenia do odpoczynku Jezus dodaje: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,29–30). Ten tekst jest tak oswojony przez naszą pobożność, że niemal straciliśmy z oczu jego radykalizm.

 

Mamy tu znów wyraźne nawiązanie do tradycji starotestamentowej, tym razem mądrościowej. Wypowiedź ta podejmuje znane wezwanie z Księgi Syracha: „Zbliżcie się do mnie, wy, którym brak wykształcenia […]. Kupujcie sobie bez pieniędzy. Włóżcie kark wasz pod jarzmo i niech otrzyma dusza wasza naukę: aby ją znaleźć, nie trzeba szukać daleko. Patrzcie oczami: mało się natrudziłem, a znalazłem dla siebie wielki odpoczynek” (Syr 51,23.25–27). W tradycji żydowskiej to personifikowana Mądrość wzywała uczniów, by podłożyli kark pod jej „jarzmo”, obiecując w zamian odpoczynek. Jezus przejmuje ten język, ale dokonuje w nim przesunięcia: to On jest Mądrością. Odpoczynek otrzymuje się nie przez studiowanie abstrakcyjnych zasad, ale przez przyjście do Niego.

 

Kluczowym, a często błędnie rozumianym pojęciem jest tu „jarzmo”. Popularny, uproszczony schemat mówi: „Tora nakłada ciężkie jarzmo przepisów i praw, zaś Jezus nakłada lekkie jarzmo miłości”. To interpretacja nie tylko niesprawiedliwa wobec Tory, ale i merytorycznie błędna. W ówczesnym świecie „jarzmo Tory” czy „jarzmo królestwa niebieskiego” postrzegano jako radosny przywilej, nadający życiu formę i sens.

 

Problem leży też w samym postrzeganiu „jarzma” jako ciężaru, brzemienia, czegoś, co trzeba – chcąc nie chcąc – dźwigać czy wręcz ciężaru nie do uniesienia. Tymczasem Jezus mówi: „moje jarzmo jest chrestos”. To greckie słowo nie oznacza po prostu „słodki”. To termin rzemieślniczy, wskazujący na coś „dobrze dopasowanego”, „odpowiedniego”, „użytecznego”. Jako tekton (cieśla/rzemieślnik) Jezus wiedział, że źle skrojone jarzmo obciąża i rani kark zwierzęcia, podczas gdy jarzmo, które jest chrestos, leży idealnie, pozwalając nieść ciężar nie tylko bez bólu, ale i bez świadomości szczególnego obciążenia.

 

Jarzmo Jezusa nie jest „lekkie” dlatego, że nic nie waży – bycie uczniem Jezusa przecież kosztuje. Jarzmo jest lekkie, bo jest „właściwe”, inne dla każdego człowieka, skrojone na indywidualną miarę naszej natury jako dzieci Bożych. Co ciekawe, późniejsza tradycja chrześcijańska chętnie wykorzystywała fonetyczne zbliżenie słów chrestos i Christos (Chrystus). Choć dla Mateusza był to zapewne tylko subtelny rezonans, dla Ojców Kościoła stało się jasne: odpoczynek to jarzmo „Chrystusa”, czyli życie uformowane na Jego wzór.

 

Jezus nie obiecuje zatem chwilowej ulgi od wymagań, ale prawdziwe wytchnienie przez wejście w relację z Nim jako Mistrzem i Nauczycielem. Odpoczynek nie jest dany obok uczniostwa, ale właśnie przez uczniostwo. Odpoczynek przychodzi przez przyjęcie „jarzma” naśladowcy Jezusa, nie przez jego odrzucenie.

 

Definicja spoczynku szabatu

 

Największe ewangeliczne kontrowersje wokół odpoczynku pojawiają się w sporach o szabat (por. Mk 2–3; Mt 12). Kompozycja Ewangelii Mateusza jest tu genialna: bezpośrednio po obietnicy odpoczynku (Mt 11) umieszcza on dwie sceny: zrywania kłosów w szabat i uzdrowienia w szabat (Mt 12). To wygląda na świadomy zabieg autora Ewangelii – Jezus najpierw obiecuje odpoczynek, a potem pokazuje, co on oznacza w praktyce.

 

Jezus nie występuje przeciw szabatowi. On ratuje go przed interpretacjami, które odrywają prawo od jego celu. Zdanie: „Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27) nie jest deklaracją nowoczesnego humanizmu, lecz przypomnieniem intencji Stwórcy. Szabat ma służyć życiu, a nie być systemem kontroli. Jezus nie występuje przeciw szabatowi jako darowi Boga, lecz przeciw takim interpretacjom, które odrywają szabat od jego celu, czyli życia, dobra i miłosierdzia.

 

W argumentacji Jezusa pojawia się żydowski sposób wnioskowania typu qal wa-homer (od mniejszego do większego): skoro kapłani w świątyni „pracują” w szabat i nie są winni, to tym bardziej uczniowie Jezusa są wolni, bo „tu jest coś większego niż świątynia”. Ostatecznym argumentem nie jest jednak kazuistyka, lecz chrystologia: „Syn Człowieczy jest Panem szabatu”.

 

To stwierdzenie zmienia wszystko. Jezus nie mówi tylko, jak zachowywać spoczynek szabatu. Mówi, że szabat to On – prawdziwy odpoczynek Boży stał się dostępny w Jego osobie. Dlatego uzdrawianie w szabat nie jest łamaniem odpoczynku, lecz jego wypełnianiem. Skoro szabat to pamiątka radości dzieła stworzenia i wyjścia z niewoli, to przywrócenie komuś władzy w uschłej ręce jest najdoskonalszym aktem szabatowym. Odpoczynek nie jest biernym bezruchem, lecz aktem czynnego dobra.

 

Paradoks odnalezionej formy

 

Nowotestamentalna wizja odpoczynku opiera się na fascynującym paradoksie. Zwykle sądzimy, że odpoczniemy wtedy, gdy zrzucimy wszelkie zobowiązania i formy – koniec z pracą, koniec z obowiązkami, koniec z wymaganiami. Jezus proponuje coś innego: odpoczniesz wtedy, gdy przyjmiesz formę właściwą, gdy powrócisz do siebie, do Boga w sobie i do właściwych relacji ze światem.

 

W Nowym Testamencie odpoczynek nie jest chwilową psychologiczną ulgą, Jezus nie proponuje „świętego spokoju”, który jest formą duchowej apatii. Jezusowy odpoczynek jest zawsze relacyjny. W szóstym rozdziale Ewangelii Marka uczniowie odpoczywają w swoim wnętrzu, ze sobą nawzajem i z Nim. W jedenastym rozdziale Ewangelii Mateusza odpoczynek otrzymuje się przez przyjście „do Niego”. Odpoczynek staje się nie tyle autonomiczną praktyką self-care, lecz przestrzenią komunii, słuchania, uczenia się i pójścia za Jezusem.

 

 

 

Marcin Majewski – „wiara.pl”

 (ur. 1980), biblista, doktor habilitowany teologii, wykładowca Pisma Świętego, archeologii biblijnej i języka hebrajskiego na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II oraz na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z zamiłowania badacz starożytności i przewodnik po Izraelu. Ostatnio opublikował: Pięcioksiąg odczytany na nowo.

 

 

 

 

 

Nałogi a życiowe wybory

– między zniewoleniem a wolnością

 

Nałogi dotykają ludzi w różnym wieku i na różnych etapach życia – od młodości po starość. Ich źródłem bywają zranienia z dzieciństwa, samotność, brak poczucia bezpieczeństwa czy trudności w relacjach. Uzależnienia wpływają nie tylko na zdrowie psychiczne i fizyczne, ale także na decyzje dotyczące miłości, małżeństwa i powołania. Mogą prowadzić do rozpadu więzi, a nawet podważać ważność sakramentalnych zobowiązań. Jednocześnie możliwa jest droga wyjścia – przez terapię, wsparcie bliskich i doświadczenie duchowej przemiany.

 

    Świadectwo przemiany: od uzależnień do wolności

    Seniorzy i ukryte nałogi późnej dorosłości

    Uzależnienie a ważność sakramentu małżeństwa

    Zranienia z przeszłości i ich wpływ na dorosłe wybory

    Gdy gry komputerowe stają się przeszkodą w małżeństwie

    Wsparcie duchowe i prawne w wychodzeniu z uzależnień

 

Byłam uwikłana w nałogi i seks. Zmieniło się to pewnego wieczoru...

Prezentujemy osobiste świadectwo 23-letniej Eweliny, która przez lata była uwikłana w nałogi – papierosy, alkohol, narkotyki – oraz prowadziła rozwiązłe życie, nie zapraszając Boga do swojego życia. Opisuje trudne dzieciństwo po śmierci mamy, brak relacji z ojcem i poczucie osamotnienia. Podczas rekolekcji „Jezus na stadionie” doświadczyła głębokiego wzruszenia i rozliczenia z własnych błędów, a potem – na spotkaniu wspólnoty – poczuła obecność Pana Jezusa i uzdrowienie serca. Przez adorację, modlitwę i udział w mszach zaczęła odzyskiwać wolność od nałogów, strachu i negatywnych myśli. Dzięki temu poczuła wewnętrzną przemianę: przebaczyła tym, którzy ją skrzywdzili, otworzyła się na innych i pragnie żyć w czystości, zaznaczając, że wiara w Boga odmieniła jej życie.

 

Seniorzy też mają swoje nałogi

 

Autor zwraca uwagę na narastający problem uzależnień wśród seniorów. Starość to czas głębokich przemian fizycznych i psychicznych, a trudności z adaptacją do nowej rzeczywistości często prowadzą do sięgania po używki. Do najczęstszych nałogów w tej grupie wiekowej należą alkoholizm, palenie tytoniu oraz coraz powszechniejsza lekomania. Autor podkreśla, że uzależnienie jest chorobą duszy i emocji. Seniorzy, zmagając się z samotnością, chorobami czy poczuciem izolacji, szukają w środkach odurzających pozornej ulgi. Niestety, alkohol i leki jedynie chwilowo tłumią ból, prowadząc do degradacji biologicznej i społecznej. Tekst uwrażliwia na potrzebę wsparcia osób starszych, by nie musiały uciekać przed problemami w nałogi.

Czy osoba uzależniona od alkoholu, narkotyków lub pornografii, może zawrzeć ważny sakrament małżeństwa?

 

Czy osoba uzależniona od alkoholu, narkotyków lub pornografii, może zawrzeć ważny sakrament małżeństwa?

 

Autor wyjaśnia, że choć uzależnienia od alkoholu, narkotyków czy pornografii głęboko rzutują na relacje i życie rodzinne, sam fakt uzależnienia nie przekreśla automatycznie możliwości zawarcia ważnego sakramentu małżeństwa w Kościele katolickim. Sakrament ten wymaga dojrzałej, wolnej od nacisków zgody i zdolności do wypełniania obowiązków małżeńskich, a uzależnienie może to utrudniać. Kościół nie ma narzędzi, by w pełni zweryfikować problem uzależnienia podczas przygotowań przedślubnych, stąd wątpliwości często są odsuwane. W sytuacjach niepewności co do ważności małżeństwa Kościół zwykle przyjmuje, że związek został zawarty ważnie. Kodeks Prawa Kanonicznego wskazuje jednak, że zatajenie istotnej informacji o własnym stanie – na przykład poważnym uzależnieniu – może być uznane za „podstęp” i prowadzić do stwierdzenia nieważności małżeństwa. Autor podkreśla, że ważne jest dobre przygotowanie do małżeństwa, świadomość własnych słabości i odpowiedzialność za wspólne życie, a także troska o wzajemne wsparcie i wzrost w wierze.

 

„Teraz. Bardzo osobista historia” s. Benedykta Karolina Baumann OP

Powieść to głęboko poruszająca, częściowo autobiograficzna opowieść o zmaganiu się z trudną przeszłością. Autorka, znana jako „Zakonnica bez przebrania”, z niezwykłą szczerością opisuje losy trzech kobiet, dotykając tematów odrzucenia przez ojca, braku poczucia bezpieczeństwa i poszukiwania własnej tożsamości. Książka dzieli się na dwie części. Pierwsza skupia się na bolesnym dzieciństwie i rodzinnych zranieniach, które kształtują wrażliwość bohaterki. Druga ukazuje jej dorosłe życie w zakonie, łącząc codzienność dominikanki z pasją do teatru i pracy z młodzieżą. To lektura o uzdrawianiu wewnętrznego dziecka i odkrywaniu nadziei w Bogu, która udowadnia, że wiara nie wyklucza ludzkich dylematów i emocji.

 

Uzależnienie od gier komputerowych przyczyną nieważności małżeństwa

 

Uzależnienie od gier komputerowych przyczyną nieważności małżeństwa

Autor pisze, że do Sądu Diecezjalnego w Tarnowie wpłynęło prawie 120 nowych wniosków o stwierdzenie nieważności małżeństwa, w których jako przyczyny podawano różne uzależnienia, także od mediów cyfrowych, w tym gier komputerowych. Oficjał sądu wyjaśnia, że najczęstszą przyczyną wniosku o stwierdzenie nieważności związku jest psychiczna niezdolność do podjęcia obowiązków małżeńskich, często związana z nałogami, także uzależnieniem od świata elektronicznego. W niektórych sprawach to właśnie uzależnienie od gier komputerowych uznano za podstawę niezdolności, co mogło prowadzić do uznania małżeństwa za nieważne. Sąd diecezjalny prowadzi bezpłatne poradnie prawno-kanoniczne (między innymi w Tarnowie, Nowym Sączu i Mielcu), gdzie zainteresowani mogą uzyskać pomoc przed wniesieniem sprawy. Proces stwierdzenia nieważności małżeństwa trwa zazwyczaj 2–3 lata.

 

deon.pl / pzk

 

 

 

 

 

Gwiazdor Chelsea o trudnym ojcostwie. „Syn jest dla mnie ważniejszy niż sportowe trofea”

 

Marc Cucurella odnosi sukcesy na największych stadionach Europy, w niedzielę wystąpi w finale Mundialu, ale po powrocie do domu mierzy się z wyzwaniem, na które nie przygotował go żaden trening. Hiszpański obrońca Chelsea wyznał, że jego sześcioletni syn Mateo jest w spektrum autyzmu. Przez długi czas rodzice nie rozumieli zachowań dziecka i bezskutecznie szukali pomocy u kolejnych specjalistów. Dopiero diagnoza postawiona w Londynie i zmiana szkoły pozwoliły chłopcu odnaleźć spokój.

 

Marc Cucurella, kluczowy zawodnik londyńskiej Chelsea i reprezentacji Hiszpanii, opowiedział o prywatnych zmaganiach, które do tej pory pozostawały w cieniu jego kariery. Miniony rok był dla niego czasem zawodowych triumfów, w tym zdobycia mistrzostwa Europy, ale jednocześnie wymagał ogromnej determinacji w roli ojca. Piłkarz otwarcie przyznaje, że wychowanie sześcioletniego Mateo to proces wymagający ciągłej nauki i ogromnej cierpliwości.

 

Życie z dzieckiem w spektrum autyzmu postawiło przed piłkarzem i jego żoną, Claudią Rodriguez, bariery, których początkowo nie potrafili pokonać. – Nikt nie uczy, jak być ojcem. Musieliśmy nauczyć się go rozumieć – mówi Marc Cucurella w rozmowie z La Media Inglesa. Rodzice zmagali się z silnymi reakcjami emocjonalnymi chłopca, który nie potrafił zaadaptować się do otoczenia i często płakał.

 

Zagubienie i brak odpowiedzi

 

Sytuacja była o tyle trudniejsza, że przez długi czas nikt nie potrafił wskazać źródła problemów Mateo. – Chodziliśmy od lekarza do lekarza, ale początkowo nikt nie potrafił nam dać jednoznacznej odpowiedzi – czytamy w serwisie sportowefakty.wp.pl wypowiedź zawodnika. Brak jasnej diagnozy sprawiał, że rodzice czuli się bezradni, widząc nieszczęście syna, który nie radził sobie w tradycyjnej szkole.

 

Chłopiec w standardowej placówce edukacyjnej często bywał zdenerwowany, co odbijało się na kondycji psychicznej całej rodziny. – Nie wiedzieliśmy, jak mu pomóc – wspomina te chwile Marc Cucurella. Problemy domowe zbiegły się w czasie z momentami słabszej formy sportowca na boisku, co dodatkowo potęgowało stres.

Przełomowa zmiana w Londynie

 

Prawdziwy przełom nastąpił po przeprowadzce do Londynu, gdzie rodzina wreszcie uzyskała konkretne wsparcie. To właśnie w stolicy Anglii postawiono diagnozę, a Mateo trafił do specjalistycznej szkoły dostosowanej do jego potrzeb. – To zmieniło wszystko. Tam nas wspierają, organizują spotkania, uczą nas, jak lepiej rozumieć Mateo – mówi Marc Cucurella.

 

 

W nowym otoczeniu rodzice otrzymali wiedzę niezbędną do budowania głębszej relacji z dzieckiem. Dzięki profesjonalnej pomocy Mateo zaczął robić postępy w komunikowaniu się z otoczeniem, choć nadal wymaga to od bliskich szczególnej uwagi. Piłkarz podkreśla, że kluczowe jest nauczenie się „słuchania” dziecka, które wyraża swoje emocje w sposób nieszablonowy.

 

Nauka nowego języka miłości

 

Ojcostwo w obliczu autyzmu wymusiło na sportowcu redefinicję dotychczasowych wyobrażeń o relacjach rodzinnych. Cucurella zauważa, że dziecko autystyczne inaczej postrzega codzienne sytuacje, takie jak obecność rodzeństwa. – Musisz nauczyć się je rozumieć – dodaje piłkarz Chelsea, wskazując na konieczność wejścia w świat syna.

 

Pomimo wysiłku, jaki rodzina wkłada w codzienne funkcjonowanie, zawodnik dostrzega w tej sytuacji powody do dumy. – Wszystko kosztuje więcej wysiłku, ale kiedy widzisz nawet najmniejszy postęp, satysfakcja jest ogromna – mówi Marc Cucurella. Każdy mały sukces syna staje się dla rodziców cenniejszy niż sportowe trofea.

 

Potrzeba świadomości i akceptacji

 

Marc Cucurella zdecydował się na publiczne wyznanie, aby zwrócić uwagę na potrzebę akceptacji dzieci w spektrum autyzmu. Jego zdaniem zrozumienie specyficznych potrzeb dziecka jest fundamentem jego szczęścia. – To trudna droga, ale gdy już się nauczysz, jak rozmawiać z własnym dzieckiem, wszystko staje się łatwiejsze – podsumowuje sportowiec.

 

Obecnie piłkarz z powodzeniem łączy wymagającą rolę rodzica z intensywną karierą w Premier League. W bieżącym sezonie rozegrał już 25 spotkań, notując po trzy bramki i asysty, co potwierdza jego mocną pozycję w zespole. Historia Mateo pokazuje, że odpowiednia pomoc i diagnoza mogą odmienić życie całej rodziny, dając jej szansę na porozumienie.

 

Meczyki/Weszło/łs – za „deon.pl”

 

 

 

 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

19 lipca - św. Makryna Młodsza

19 lipca - bł. Ludwika z Sabaudii, zakonnica

19 lipca - św. Symmach, papież

19 lipca - bł. Achilles Puchała, prezbiter i męczennik

19 lipca - bł. Herman Stępień, prezbiter i męczennik

20 lipca - bł. Czesław, prezbiter

20 lipca - św. Małgorzata z Antiochii Pizydyjskiej, dziewica i męczennica

20 lipca - św. Torlak Thorhallsson, biskup

20 lipca - Eliasz, prorok

20 lipca - bł. Alojzy Novarese, prezbiter

20 lipca - św. Józef Barsaba Justus

21 lipca - św. Wawrzyniec z Brindisi, prezbiter i doktor Kościoła

21 lipca - św. Apolinary, biskup i męczennik

21 lipca - bł. Franciszek Maria od Krzyża Jordan, prezbiter

21 lipca - Daniel, prorok

22 lipca - św. Maria Magdalena

22 lipca - św. Maria z Betanii

22 lipca - błogosławieni męczennicy Nicefor od Jezusa i Marii Díez Tejerina, prezbiter, i Towarzysze

23 lipca - św. Brygida Szwedzka, zakonnica, patronka Europy

23 lipca - bł. Wasyl Hopko, biskup

23 lipca - św. Jan Kasjan

23 lipca - bł. Krystyn Gondek, prezbiter i męczennik

23 lipca - bł. Jan Huguet Cardona, prezbiter i męczennik

24 lipca - św. Kinga, dziewica

24 lipca - św. Krystyna z Bolseny, dziewica i męczennica

24 lipca - błogosławione dziewice i męczennice Maria Pilar, Teresa i Maria Angeles

24 lipca - bł. Maria Mercedes Prat, dziewica i męczennica

24 lipca - bł. Joanna z Orvieto, dziewica

25 lipca - św. Jakub Starszy, Apostoł

25 lipca - św. Krzysztof, męczennik

25 lipca - św. Olimpia

25 lipca - św. Maria del Carmen Sallés y Barangueras, dziewica

26 lipca - święci Joachim i Anna, rodzice Najświętszej Maryi Panny

26 lipca - bł. Maria Pierina De Micheli, dziewica

 

 

 

 


NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
 dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
                               (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl