W BLASKU MIŁOSIERDZIA
16/1073 – 5,6 kwietnia 2026 r. A.
INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

|
ŚWIĘTE TRIDUUM PASCHALNE MĘKI I ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO
|
|
Niedziela Wielkanocna
5 kwietnia 2026 r.
UROCZYSTOŚĆ ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO
|
Chrystus Zmartwychwstał!
Niech ta prawda towarzyszy nam każdego dnia,
abyśmy uwierzyli, że Ten, którego ukrzyżowano,
żyje, działa i pragnie nas prowadzić do Ojca.
On jest Drogą, Prawdą i Życiem!
Dziś Kościół celebruje największe święto roku liturgicznego.
Radość z tego święta jest rozciągnięta na osiem dni
- Oktawę Wielkanocy, kończącą się w następną niedzielę.
Do liturgii Mszy świętych i Liturgii Godzin powracają radosne śpiewy
"Alleluja", "Chwała na wysokości Bogu" oraz "Ciebie, Boga, wysławiamy".
Kończy się też czas wstrzymywania się od hucznych zabaw.
Kolejnych 50 dni to czas wielkanocnej radości.

Chrystus Zmartwychwstał.
Prawdziwie Zmartwychwstał.
Niech ta prawda prowadzi Was przez całe życie.
Alleluja! Alleluja! Alleluja!
Czytania:
Pierwsze czytanie: Dz 10,34a.37-43
Psalm: Ps 118
Drugie czytanie: Kol 3, 1-4
Ewangelia: J 20,1-9
Ewangelia:
Poznali Chrystusa przy łamaniu chleba
Łk 24, 13-35
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».
Zapytał ich: «Cóż takiego?»
Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».
Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»
W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.
Komentarz do czytań:
Wielkanoc to nie tylko jedno z wielu chrześcijańskich świąt. To święto najważniejsze. Sedno chrześcijaństwa. Bo zmartwychwstanie Jezusa jest centralną prawdą naszej wiary. Bez niego wszystkie inne byłyby zawieszone w próżni. Na ile uświadamiamy to sobie w praktyce codzienności kościelności życia?
To zdecydowanie najważniejsze wydarzenie w dziejach ludzkości. Jezus Chrystus pokonał śmierć. I my zmartwychwstaniemy. I będziemy żyli wiecznie. Z naszymi ciałami, nie tyko jako dusze. To wiele o Bogu mówi. Pokazuje Go jako miłośnika życia....
Chrystus zmartwychwstał, Jego grób jest pusty. I co dalej? Zmartwychwstanie Jezusa to nie tylko ciekawostka, mogąca mieć wpływ na naszą odległą przyszłość. Zmienia optykę naszego patrzenia tu i teraz. Kiedyś zmartwychwstaniemy. Ale mentalnie - powinniśmy już dawno temu. Jeśli jeszcze nie opromieniła cię radość i nadzieja zmartwychwstania, to obudź się. Teraz! Już!
Najpierw był pusty grób. Potem spotkania ze Zmartwychwstałym. Wreszcie coś najbardziej niezwykłego: uczniowie nie mogli nie zauważyć, ze ze zwykłych ludzi stali się cudotwórcami. Potrafili nie tylko z wielką mocą przekonywać, ale i uzdrawiać, a nawet wskrzeszać. Nie, nigdy nie mogli zwątpić, że Zmartwychwstały był tylko senną marą.
To wszystko w ich życiu zmieniło. I nawet po wielu latach wiedzieli, że są przyjaciółmi Pana Wszechświata.
Uwierzyć, konsekwentnie przyjąć i rozgłaszać. To trzy, najbardziej "rzucające się w ucho" wyzwania czytań Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. Mówimy o sobie, że jesteśmy wierzącymi, że wierzymy. A może bardziej powinniśmy akcentować, że jesteśmy ludźmi nadziei?
Dzisiejszy świat wydaje się nam, chrześcijanom, taki niegościnny dla tych, którzy wierzą. Jesteśmy spychani na margines. Ale przecież my tez jesteśmy przyjaciółmi - nie sługami, a przyjaciółmi - Pana Wszechświata.
Śmierć kończy wszystko. Takie jest nasze ludzkie doświadczenie. Zmartwychwstanie burzy ten fundament ludzkiego patrzenia na świat. Pokazuje, że jest coś więcej. Bóg, stwórca wszystkiego, okazuje się miłośnikiem życia. Nieprzemijającego.
Jaki jest Bóg? Żeby nas zbawić nie używa jakiegoś przełącznika. Wchodzi z nami w bliskie relacje. Byśmy na powrót Mu zaufali. Stał się jednym z nas, pozwolił się zabić, by pokazać, że można pokonać śmierć... A my? Z Jezusem umarliśmy... Żyjemy? Dla Niego. Świat zresztą nie jest naszym domem na wieki...
W dzisiejszym numerze
- Obchody Wielkanocy w Kościele rzymskokatolickim
- Wielkanocne zwyczaje ludowe
- Skąd się wzięła Wielkanoc? Jaka jest historia tego święta?
- „Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się w nim i weselmy!”
- Nie ma Go tu! Zmartwychwstał!
- Zmartwychwstanie Pańskie
- Wielkanoc: Zmartwychwstałem i zawsze jestem z Tobą
- Droga do Emaus
- W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy!
- „Kto ma nadzieję, żyje inaczej”
- Leon XIV wzywa do modlitwy za księży w kryzysie. To jego intencja na kwiecień
- „Nigdy więcej!”. Ksiądz mówi, czego nie lubi w konfesjonale, gdy sam idzie do spowiedzi
- Pięć rzeczy, które robisz w Wielkanoc, ale nie wiesz, skąd się wzięły
- Rekordowy wzrost konwertytów na katolicyzm. Historyczny moment
- Wyznaczanie daty Wielkanocy
- Święci i błogosławieni w tygodniu
Obchody Wielkanocy w Kościele rzymskokatolickim
Poprzedzający Wielkanoc tydzień, stanowiący okres wspominania najważniejszych dla wiary chrześcijańskiej wydarzeń, nazywany jest Wielkim Tygodniem. Ostatnie trzy doby tego tygodnia: Wielki Czwartek (wieczór), Wielki Piątek, Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania znane są jako Triduum Paschalne.
Niedziela wielkanocna rozpoczyna się już w sobotę po zapadnięciu zmroku. Rozpoczyna ją Wigilia Paschalna, podczas której zapala się paschał – wielką woskową świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. Jest to również ostatni dzień Triduum Paschalnego, liczonego według kalendarza żydowskiego od wieczoru Wielkiego Czwartku do wieczornych nieszporów w Niedzielę. Świętowanie Wielkanocy rozciąga się na kolejne osiem dni – oktawę wielkanocną, a szerzej – na cały Okres wielkanocny, trwający 50 dni, a którego zakończeniem jest dzień pięćdziesiątnicy – Niedziela Zesłania Ducha Świętego. W 40. dniu (czwartek) obchodzona jest uroczystość Wniebowstąpienia Pana Jezusa. W tym okresie używa się w liturgii białego koloru szat liturgicznych
Wielkanoc, Niedziela Wielkanocna, także: Wielka Niedziela, Zmartwychwstanie Pańskie, w prawosławiu: Pascha, – najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie celebrujące misterium paschalne Jezusa Chrystusa: jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie, obchodzone przez Kościoły chrześcijańskie zachowujące Nicejskie wyznanie wiary (325 r.). Kulminacyjny moment cyklu paschalnego. Rozwinęło się od święta obchodzonego w duchu i prawdzie (J 4,24) w ramach żydowskich obrzędów Pesach. Następnie, po oddzieleniu Kościoła od Synagogi, stało się prostym dorocznym świętem poprzedzonym jednym lub kilkoma dniami postu, sprawowanym jako całonocne czuwanie (Wigilia Paschalna), w czasie którego opowiadano historię zbawienia zwieńczoną w wydarzeniach paschalnych z udziałem Jezusa Chrystusa i składano eucharystyczną ofiarę prawdziwego Baranka (por. Orędzie paschalne) – Syna Bożego. A ostatecznie przybrało formę trzydniowego obchodu tzw. Triduum Paschalnego, poprzedzonego czterdziestodniowym okresem przygotowania (wielki post) i kontynuowanego radosną celebracją pięćdziesięciu dni okresu wielkanocnego aż do święta Zesłania Ducha Świętego.
Obrzędy Wigilii Paschalnej, Wielkiej Nocy par excellence, stanowiącej serce Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, jak ukazują np. przepisy obrządku rzymskiego, rozpoczynają się w sobotę po zapadnięciu zmroku. „Nie wolno ich rozpocząć, zanim nie zapadnie noc, a należy je zakończyć przed świtem. Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego jest wspominana w ciągu roku liturgicznego poprzez świętowanie niedzieli. Jak się wyraził Jan Paweł II w liście Dies Domini, niedziela jest „paschą tygodnia, podczas której świętujemy zwycięstwo Chrystusa nad grzechem i śmiercią, dopełnienie w Nim dzieła pierwszego stworzenia i początek «nowego stworzenia» (por. 2 Kor 5, 17).
Wielkanoc-Pascha do końca III w. była jedyną doroczną uroczystością chrześcijańską. Nawet Święto Zesłania Ducha Świętego, celebrowane na zakończenie okresu pięćdziesięciu dni po Passze, zostało wprowadzone pod koniec IV w. Tajemnice, które później zostały rozdzielone na poszczególne święta w roku liturgicznym, w tym pierwszym okresie wszystkie zawierały się w celebracji Wielkiej Nocy, stanowiły jej treść. Pascha-Wielkanoc zawierała w sobie całą historię zbawienia. Dopiero później to drugie kryterium zwyciężyło i każde wydarzenie z życia Chrystusa zaczęło być wspominane jedynie w dokładnym czasie jego rocznicy.
W II w. biskup Efezu Polikrates (ok. 130 – 196), reprezentując biskupów Azji mniejszej wszedł w spór z biskupem Rzymu Wiktorem na temat sposobu świętowania Wielkanocy. Kościół w Efezie, podobnie jak inne kościoły lokalne w Azji mniejszej, np. w Sardes (por. Homilia paschalna biskupa Melitona), kontynuował tradycję nadaną przez św. Jana Ewangelistę celebrowania świąt paschalnych niezależnie od dnia tygodnia, za to w ten sam dzień miesiąca księżycowego co Pesach Żydów, czyli 14 dnia miesiąca nisan, gdyż tego dnia umarł Chrystus (por. J 19,31). Kwadrodecymanie, jak ich nazywano od czternastego dnia (łac. quadrodecima), kładli nacisk na celebrację zbawczej śmierci Chrystusa. Rzym opowiedział się za tradycją aleksandryjską świętowania w niedzielę po passze żydowskiej, akcentującą bardziej Zmartwychwstanie. Spór załagodził Ireneusz z Lyonu, uczeń Polikarpa.
Za czasów Soboru nicejskiego I (325 r.) nie mówiono już o kwadrodecymanach i wydaje się, że nie było już kościołów, które by kontynuowały tę tradycję. Wszystkie świętowały w niedzielę. Istniał jednak inny problem, dotyczący sposobu wyznaczania daty Wielkanocy. W pierwszym okresie po prostu ustalano czas świętowania posługując się wynikami obliczeń astronomicznych, których dokonywali Żydzi dla wyznaczenia daty Pesach. Na przełomie II/III w. Żydzi przyjęli nowy, wadliwy sposób obliczania. Sprawiał on, że nie respektowano zasady, według której Pesach powinno przypadać w pierwszą pełnię księżyca po wiosennym zrównaniu dnia z nocą. Stąd zdarzało się, że w ciągu jednego roku słonecznego wypadały dwie Wielkanoce, a następnego roku nie było żadnej. W tej sytuacji niektóre kościoły lokalne, zwłaszcza w Aleksandrii, zaczęły prowadzić własne obliczenia. Stąd zrodził się rozsławiony przez Atanazego gatunek epistolarny, tzw. listy świąteczne, w których zawiadamiał on swych sufraganów o dacie najbliższej Wielkanocy. Chodziło o to, by na terenie jednej prowincji kościelnej obchodzono ją w tym samym czasie. Obliczenia te zaczęło stosować wiele kościołów, także Rzym. Natomiast kościoły na wschód od Antiochii trwały przy obliczeniach żydowskich. Ten rozdział nie podobał się Konstantynowi, który widział w tym przeszkodę dla jedności cesarstwa. Stąd, jak podają ówcześni historycy, wielki i pobożny cesarz Konstantyn zaprowadził pokój wśród ludu chrześcijańskiego i zdopingował Sobór nicejski, aby wydał odpowiednie rozporządzenia, zobowiązujące wszystkie kościoły lokalne do przyjęcia chrześcijańskiego sposobu wyznaczania Wielkanocy. Dekret zachował się u Teodoreta z Cyru w jego Historii kościelnej, I,9,12. Zgoda co do daty Wielkanocy panowała do 1582 r., kiedy patriarcha Konstantynopola Jeremiasz II, w imię wierności postanowieniom Soboru nicejskiego I, odrzucił reformę kalendarza dokonaną pod patronatem papieża Grzegorza XIII.

Wielkanocne zwyczaje ludowe
Z obchodami świąt wielkanocnych związanych jest wiele zwyczajów ludowych (z których część wywodzi się ze starosłowiańskiego święta „Jarego”: pisanki, święconka, śmigus-dyngus, dziady śmigustne, Rękawka, Emaus, walatka, z kurkiem po dyngusie, Siuda Baba, wieszanie Judasza, pogrzeb żuru i śledzia, pucheroki, przywołówki, kołatanie (terkotanie), tarabanienie, palma wielkanocna, Jezusek Palmowy.
Polska tradycja
Do XVIII wieku msze rezurekcyjne odprawiane były o północy, potem świętowano rezurekcję rano (resurrectio łac. Oznacza zmartwychwstanie). Do dziś w wielu parafiach msze rezurekcyjne są odprawiane o poranku. Zapowiada ją uroczyste bicie w dzwony, głoszące, że Chrystus zmartwychwstał. Dawniej słychać było kanonadę ze strzelb, petard, armatek i moździerzy, a cały ten harmider ma budzić świat do życia. W niektórych parafiach rezurekcja rozpoczyna się po Liturgii Światła w Wigilię Paschalną.
Mszę poprzedza uroczysta procesja z Najświętszym Sakramentem. Rozpoczyna się przy znajdującym się w kościele symbolicznym Grobie Pańskim, przy którym ksiądz śpiewem oznajmia zmartwychwstanie Chrystusa. Następnie, niosąc monstrancję z Hostią, kapłan prowadzi procesję dookoła kościoła, przy którym dawniej tradycyjnie usytuowany był cmentarz, aby również zmarłym ogłosić zmartwychwstanie. W procesji niesiona jest również figura Chrystusa Zmartwychwstałego. Na początku mszy wznoszony jest okrzyk radości Alleluja (z hebr. Wychwalajcie Jahwe), będący przyśpiewem w pieśniach wielkanocnych. Oznaką radości są również używane w okresie wielkanocnym pozdrowienia: Chrystus zmartwychwstał z odpowiedzią: Zmartwychwstał prawdziwie lub Prawdziwie powstał.
W polskim zwyczaju, po porannej rezurekcji rodzina zasiada do uroczystego śniadania wielkanocnego, które rozpoczyna się składaniem życzeń i dzieleniem się święconką z koszyczka. Na stołach znajdują się jajka, wędliny, wielkanocne baby i mazurki. Stoły zdobione są bukietami z bazi i pierwszych wiosennych kwiatów. W niektórych regionach, np. na Śląsku, rodzice chowali w domu lub w ogrodzie koszyczki ze słodyczami, prezenty od wielkanocnego zajączka, na poszukiwanie których wyruszały dzieci. Zwyczaj ten obecnie rozpowszechnił się w formie obdarowywania się w tym dniu drobnymi upominkami, tzw. Zajączkami.
Niedziela, podobnie jak i poniedziałek, są w Polsce dniami wolnymi od pracy. Tradycyjnie spędza się je w domu, w gronie rodzinnym.
Reliktem Dziadów wiosennych, kultywowanych wśród Litwinów, Białorusinów, Serbów i Rosjan, jest obchodzona w Krakowie we wtorek po Wielkanocy Rękawka.
Zwyczaje wielkanocne w innych krajach
Wielkanoc jest obchodzona także w innych krajach. W Hiszpanii tak jak w Polsce jest to najważniejsze święto chrześcijańskie w roku. W tym dniu odbywają się widowiska pasyjne. We Włoszech z okazji świąt wielkanocnych zamiast śniadania obchodzony jest uroczysty obiad. Wielkanoc obchodzą także Niemcy, gdzie najważniejszym symbolem jest zając.
Wyznania chrześcijańskie nieobchodzące Wielkanocy
Niektóre wyznania chrześcijańskie nie świętują Wielkanocy. Świadkowie Jehowy uważają, że Jezus nakazał swoim naśladowcom obchodzenie tylko jednego święta, tj. rocznicy Wieczerzy Pańskiej, nazywanej Pamiątką śmierci Jezusa Chrystusa, która przypada wiosną, w dniu odpowiadającym 14 nisan według biblijnego kalendarza księżycowego. Świadkowie Jehowy twierdzą, że chrześcijanie nie powinni obchodzić Wielkanocy, ze względu na związane z nią zwyczaje, wywodzące się ze starożytnych pogańskich obrzędów płodności. Świąt Wielkanocnych nie obchodzi też Chrześcijańska Wspólnota Zielonoświątkowa, Odrodzony Kościół Boży, Kościół Adwentystów Dnia Siódmego (choć nie ma jednoznacznie negatywnego stosunku, względem tego święta) i inni.
Skąd się wzięła Wielkanoc? Jaka jest historia tego święta? Jakie tradycje się z nim wiążą i jakie są ich korzenie?
Najstarsze święta obchodzone na naszych ziemiach sięgają dalekich dziejów przedchrześcijańskich. Pierwotni koczownicy, zbieracze i myśliwi świętowali nadejście wiosny – odżywania roślin i powrotu zwierzyny. W wielu mitologiach dawnych cywilizacji pojawia się idea budzenia się do życia bogów wraz z wiosną.
Dla chrześcijan Wielkanoc to przywołanie ofiary Chrystusa, który został ukrzyżowany dla odkupienia naszych grzechów i po trzech dniach zmartwychwstał, ofiarując nam życie wieczne. Cała symbolika tych świąt odwołuje się do triumfu Jezusa nad śmiercią oraz nadziei, jaką daje wszystkim wiernym.
W kalendarzu świąt chrześcijańskich Wielkanoc pojawiła się po Soborze Nicejskim, zwołanym przez cesarza Konstantyna Wielkiego w 325 roku. To wówczas ustalono, że przypadać będzie w niedzielę po pierwszej pełni księżyca. Może ona wypaść pomiędzy 22 marca (Wielkanoc 1818 r.) a 25 kwietnia (Wielkanoc 1943 r.). Wielkanoc stała się zatem świętem ruchomym, któremu podporządkowano inne święta – wcześniejsze, takie jak Środa Popielcowa, i późniejsze, np. Boże Ciało.
Obchody wielkanocne nawiązują do ostatnich dni życia Chrystusa. W tradycji chrześcijańskiej celebruje się Wielki Tydzień. Rozpoczyna go Niedziela Palmowa, obchodzona na pamiątkę uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, witanego przez tłumy mieszkańców z gałązkami oliwnymi. Zwyczaj święcenia palm przyjął się w IV wieku w Ziemi Świętej, do Europy dotarł w wieku VII, a dopiero w XI został wprowadzony do liturgii. Liście palmowe stały się symbolem zwycięstwa męczenników. W Polsce zastąpiły je gałązki wierzbowe. Przypisywano im różne właściwości – miały chronić przed klęskami, przynosić urodzaj, zapewniać płodność.
Wielki Czwartek to pamiątka Ostatniej Wieczerzy i początek Triduum Paschalnego. Obrzędy z nim związane pojawiły się na przełomie III i IV wieku. W średniowieczu uważano, że tego dnia wierni powinni tłumnie przyjąć eucharystię. W XIV wieku utrwalił się zwyczaj ogłaszania w tym dniu bulli papieskiej zawierającej wszystkie klątwy i ekskomuniki, co miało stanowić przypomnienie, kto do komunii przystępować nie powinien. W VII wieku w obrzędowości pojawił się akt obmywania nóg, który na stałe do liturgii wszedł po Soborze Trydenckim w połowie XVI stulecia. Wzorem Chrystusa nogi nędzarzom obmywali biskupi, cesarze i królowie. Pierwszym polskim monarchą, który stale dopełniał obrzędu ablucji, był Zygmunt III Waza. W Wielki Czwartek wieczorem milkły dzwony kościelne, zastępowane przez kołatki.
Wielki Piątek to dzień największej żałoby w Kościele. W tym dniu nie odprawia się mszy świętej, a jedynie podniosłe nabożeństwo. Celebracja kończy się urządzeniem symbolicznego grobu Chrystusa. Wielki Piątek łączy się ze ścisłym postem i zakazem wykonywania większości prac.
Śmierć przez ukrzyżowanie była najbardziej okrutną i hańbiącą karą, jaką mógł wydać sąd rzymski. Skazanego człowieka nie wystarczyło publicznie zabić, należało go pozbawić godności i wystraszyć jego potencjalnych naśladowców. Symbolem pierwszych chrześcijan była ryba, a nie krzyż. Zmieniło się to w IV wieku, po odnalezieniu relikwii Krzyża Świętego przez matkę cesarza Konstantyna, św. Helenę. Odnalezione relikwie miały być odtąd przechowywane w świątyni wzniesionej nad grobem Chrystusa. Kult krzyża rozpowszechnił się bardzo szybko, a szczególna adoracja relikwii odbywała się właśnie w Wielki Piątek. Pierwsze wzmianki o obchodach Wielkiego Piątku w Kościele rzymskim pochodzą z VII wieku.
Wielka Sobota. Istotą wiary chrześcijańskiej jest zmartwychwstanie Chrystusa. Wprowadzeniem do Wielkiej Nocy była Wigilia Paschalna – liturgia, która rozpoczynała się po zmroku, dzień przed właściwym świętem, i stanowiła przejście rozpoczynające Niedzielę Zmartwychwstania. Wielkosobotnia liturgia kształtowała się przez wieki. Pierwotnie miała formę zwykłego czuwania, podczas którego czytano fragmenty Pisma Świętego. Z obrzędem Wigilii Paschalnej wcześnie zaczęto łączyć chrzest, czyli przyjęcie do wspólnoty chrześcijan. Początek nowego życia był najlepszym momentem na poszerzenie grona wiernych. Nie wiadomo, kiedy do obrzędu Wigilii Paschalnej dołączono zwyczaj święcenia ognia – już w IV wieku, czy dopiero na przełomie VIII i IX stulecia? Uroczyste wniesienie do świątyni ognia, symbolu światłości, jasności, którą jest dla nas Chrystus, rozpoczynało celebrację Wigilii Paschalnej. Potem trwała ona całą noc i kończyła się wspólnym śniadaniem. W średniowieczu zrezygnowano z nocnego czuwania, liturgię rozpoczynano po południu, a kończono o północy. W XIII wieku godzinę rozpoczęcia obrzędów przesunięto na sobotni poranek. Powrót do nocnego odprawiania Wigilii Paschalnej nastąpił w latach pięćdziesiątych XX wieku w wyniku reform papieża Piusa XII.
Wielka Niedziela to najważniejszy dzień w ciągu całych świąt. W tym dniu człowiek został wyzwolony z niewoli śmierci i rodzi się na nowo. To najważniejsze dla Kościoła święto celebruje Zmartwychwstanie Chrystusa. Początkowo odbywało się w ramach żydowskich obrzędów Pesach (obchodzonego na pamiątkę wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej). Po rozdzieleniu Kościoła i Synagogi, stało się prostym dorocznym świętem, poprzedzonym jednym lub kilkoma dniami postu. Do III w. Wielkanoc-Pascha była jedynym, dorocznym świętem chrześcijańskim, zawarte w nim były wszystkie tajemnice życia i śmierci Jezusa. Z upływem czasu każde wydarzenie z życia Chrystusa zaczęto wspominać w czasie jego rocznicy. W trakcie roku liturgicznego pamiątką Niedzieli Zmartwychwstania jest świętowanie niedzieli.
Poniedziałek Wielkanocny, w polskiej tradycji zwany Lanym lub Śmigusem-Dyngusem, nawiązuje do obrzędów starosłowiańskich i ma korzenie pogańskie. Pierwsza historyczna wzmianka o tym zwyczaju pojawiła się w 1420 roku w uchwale synodu diecezji poznańskiej. Dzisiejsza nazwa śmigus-dyngus powstała z połączenia dwóch wielkanocnych obrzędów. W czasie Wielkanocy chodzono po dyngusie (podobnie jak w Boże Narodzenie – po kolędzie) i przyjmowano poczęstunek w odwiedzanych domach. Śmigus pochodzi od niemieckiego słowa schmagustern. Oznaczał uderzanie brzozową rózgą po nogach, wiązał się z wykupem i oblewaniem wodą.
Z Wielkanocą łączy się wiele tradycji i symboli. Najważniejszym z nich jest jajko. W starożytnych mitologiach było symbolem narodzin wszechświata, w chrześcijaństwie zaś symbolizuje nadzieję i źródło życia. Nie jest jasne, skąd pochodzi zwyczaj kolorowania jajek. Jedna z legend mówi, że Maryja, matka Jezusa, podarowała jajka rzymskim żołnierzom, aby ograniczyli okrucieństwo wobec jej syna. Łzy Maryi, które spadły na skorupki jaj, miały je zabarwić mnóstwem kolorów.
Baranek – symbol zaczerpnięty z żydowskiej Paschy, gdzie był ofiarą składaną Bogu – uosabiał nadzieje na przetrwanie stad owiec. Był symbolem łagodności, prostoty i cierpliwości. Dla chrześcijan stał się znakiem męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.
Zwyczaj święcenia pokarmów najpewniej związany jest z agapą – wspólnym śniadaniem spożywanym na zakończenie czuwania w dniu Zmartwychwstania. Łączy się również ze szczególnym kultem jedzenia po długim okresie postnym. Żywność była błogosławionym darem Boga, niezbędnym do życia. Obrzęd błogosławienia pokarmów znany jest w Kościele katolickim od VIII wieku. Początkowo pokarmy święcili wyłącznie biskupi, z czasem dopuszczono do tej posługi inne osoby związane z Kościołem, czyli kapłanów, diakonów i lektorów.
„Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się w nim i weselmy!”
„Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się w nim i weselmy!” Tak brzmi sekwencja dzisiejszego święta. Starożytna Tradycja Kościoła uznaje święta Zmartwychwstania Pańskiego za najstarsze i najbardziej czcigodne w całym roku liturgicznym. Każda niedziela jest „miniaturą Wielkanocy”.
Dlaczego te święta są jednak tak ważne dla nas, dziś?
Wielkanoc jest świętem wiary. Dzisiejsza Ewangelia mówi o drodze do wiary w zmartwychwstanie uczniów Jezusa: Marii Magdaleny, Piotra i Jana. Maria Magdalena zobaczyła pusty grób. I zatrzymała się na tym znaku. Piotr zobaczył więcej. Wszedł do grobu i zobaczył ławę, na której spoczywało ciało Jezusa, zobaczył również całun, którym owinięte było Jego ciało. Zobaczył znaki, ale nie zobaczył Jezusa. Piotr widzi, ale jeszcze nie rozumie. Na końcu wszedł do grobu Jan. Zobaczył to samo, a jednak najwięcej. Jan „ujrzał i uwierzył”.By ujrzeć i uwierzyć potrzeba serca, które kocha i które wie, że jest kochane. Kto doświadcza w głębi serca miłości Jezusa, może uwierzyć w zmartwychwstanie.
Każdy z uczniów Jezusa w innym czasie dochodzi do wiary w zmartwychwstanie. Jest to możliwe, bo Bóg stawia na ich drodze znaki. Również dziś Jezus daje nam znaki wieczności. Jedni, jak święci mistycy noszą na sobie stygmaty, rany upodabniające do cierpiącego Jezusa. Inni odnajdują dziś Jezusa żyjącego na wieki w Biblii, nieprzemijającym słowie. Inni w znakach sakramentalnych, w Eucharystii, wspólnocie wierzących. Jeszcze inni w drugim człowieku albo nawet w prozaicznych okolicznościach i przeżyciach dnia.
By zobaczyć Jezusa zmartwychwstałego potrzeba zmysłu wiary. Trzeba pozostawić kamień i grób, wznieść sięponad to, co zewnętrzne, zmysłowe, co dotykalne i widzialne, a więc ponad te znaki, które absorbują naszą uwagę, energie, siły, i zasłaniają rzeczywistość duchową, zasłaniają Jezusa.
Jezus objawi nam siebie, jeśli uwierzymy. Może wtedy, gdy, jak Piotr porzucimy swoje kalkulacje, pewność siebie, pychę i staniemy w prawdzie. Może, gdy jak Jan staniemy w pokorze, modlitwie i kontemplacji, otwarci na Jego tajemnicę, a może, gdy będzie w nas cierpliwość i żarliwość miłości Marii Magdaleny.
Wielkanoc to także święto nadziei. Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy. My również zmartwychwstaniemy. Nie jesteśmy tylko istotami biologicznymi, których byt kończy się wraz ze śmiercią. Jesteśmy osobami, w których odbity jest duchowy obraz i piękno Boga. Bóg jest nieśmiertelny. My również mamy udział w wieczności. To, co tworzymy na ziemi: kulturę, dobro, piękno, miłość; to, co dla nas wartościowe i ważne nie kończy się z chwilą śmierci. Żyje na ziemi dalej poprzez innych, poprzez potomków czy ludzi dobrej woli, którzy je kontynuują. Ale żyje również na wieki w Bogu. Zmartwychwstanie jest wiecznym życiem. Dlatego jeden z teologów nazwał Wielkanoc „zrywem ku życiu”.
Wielkanoc jest świętem miłości. Św. Paweł w przepięknym hymnie o miłości napisał, że właściwie tylko ona pozostanie (1 Kor 13). Wiara i nadzieja po zmartwychwstaniu nie będą już potrzebne. Pozostanie tylko miłość. W ziemskim życiu doświadczamy cierpienia i trudu. Planujemy, tworzymy, budujemy lepsze życie. Ale mamy świadomość, że wszystko jest kruche. Wystarczy kilka chwil, jak w czasie trzęsienia ziemi w Japonii, aby zniszczyć dorobek i trud całych pokoleń. Takie chwile rodzą pytanie: jaki to ma sens?
Ma sens, gdy jest utrwalone poprzez miłość. Nawet, gdy wszystko utraci sens, pozostanie wieczność miłości w Bogu. Pozostanie przeczucie, a nawet pewność, że miłość jest silniejsza od śmierci.
W Wielkanoc składamy sobie życzenia radosnych świąt. Rosyjski święty Serafin z Sarowa przebywał przez wiele lat na pustkowiu. W tym czasie nie rozmawiał z nikim, nawet z zakonnikami, którzy przynosili mu czasem pożywienie. Po wielu latach modlitwy i całkowitego milczenia, poczuł, że Bóg posyła go do współbraci do klasztoru i do ludzi. Wiele osób słyszało o jego świątobliwym życiu i przychodziło, by prosić go o radę. Św. Serafin powtarzał wówczas jedno zdanie: „Moją radością jest Chrystus zmartwychwstały!”. To jedno zdanie przywracało wiarę, nadzieję i miłość (R. Cantalamessa).
Życzę wam również, by waszą codzienną radością był Chrystus zmartwychwstały. By on sam prowadził was w wierze, nadziei i miłości do zmartwychwstania i życia wiecznego w niebie.
Kropla duchowości – „Górka” – Jezuici w Zakopanem
Nie ma Go tu! Zmartwychwstał!
Wstaliśmy dziś wcześnie rano, wyszliśmy z naszych domów, by wyruszyć w ślad
za Marią Magdaleną. Przyszliśmy, by tak jak Apostołowie Piotr i Jan zobaczyć pusty grób Chrystusa i po raz kolejny wyznać wiarę, że On żyje. Piękny jest nasz polski zwyczaj, który każe w ten radosny dzień pozdrawiać się słowami oznajmiającymi tę najważniejszą prawdę wiary: Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja!
Na przekór tym wszystkim, którzy ogłaszali śmierć Boga, On żyje. Jest Panem Życia.
Pod koniec ubiegłego roku, w ramach prac konserwacyjnych w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie, naukowcy dokonali rzeczy niezwykłej. Po raz pierwszy
od ponad 500 lat usunięto płytę przykrywającą miejsce, na którym położono Ciało Pana Jezusa zdjęte z krzyża. Przez zaledwie 60 godzin niewielka grupka naukowców
i duchownych różnych Kościołów chrześcijańskich mogła, jak niegdyś Piotr i Jan, patrzeć na miejsce, z którego Jezus Zmartwychwstał. Towarzyszyło temu ogromne wzruszenie. „Widzieliśmy miejsce, w którym złożono ciało Jezusa” – mówił dziennikarzom ojciec Isidoros Fakitsas. „Jestem całkowicie zdumiony. Kolana trzęsą mi się trochę,
bo nie spodziewałem się tego” – wyznał jeden z archeologów. Oni wszyscy stali się współczesnymi świadkami pustego grobu.
Dzisiaj także my, wraz z naszymi braćmi w wierze na całym świecie, duchowo pielgrzymujemy do tego miejsca, by przekonać się, że nie ma tam Jezusa, by stanąć wobec największego cudu w historii świata i wyznać wiarę, że On żyje.
W czasie ubiegłorocznych Światowych Dni Młodzieży w Krakowie biskup Grzegorz Ryś podzielił się poruszającym osobistym świadectwem. Mówił: „W dziesiątym roku kapłaństwa pierwszy raz pojechałem do Ziemi Świętej z moim rocznikiem z seminarium. Miałem wrażenie, że Pan mówi do mnie w każdym miejscu. I tak było do momentu,
kiedy po raz pierwszy weszliśmy do grobu Jezusa w Jerozolimie. Spędziłem w nim jakieś siedem minut i nie usłyszałem nic. Wyszedłem z tego grobu. Koledzy poszli na obiad. A ja wróciłem do grobu. Prawosławny mnich, który pilnuje grobu był miłosierny i pozwolił mi tam siedzieć pół godziny. To się nigdy tam nie zdarza. Przeklęczałem pół godziny
w pustym grobie Jezusa i nic nie usłyszałem. Byłem spanikowany. I tak mówiłem
do Jezusa: „wiem, że to jest najważniejsze miejsce na świecie; nie rób mi tego”. Wyszedłem z grobu. Siadłem w odległości pięciu metrów od niego. Otwarłem Ewangelię
o kobietach, które idą do grobu i przeczytałem zdanie: „wiem, że szukacie Jezusa
z Nazaretu, nie ma go tutaj”. Pamiętam, jak wychodziłem z Bazyliki Grobu Bożego, wiedząc, że muszę Go znaleźć i że Go na pewno nie ma w tym grobie. To jest ostatnie miejsce na świecie, gdzie można Go szukać. Do dziś mam w sobie to desperackie „muszę Cię znaleźć”, „wiem, że żyjesz”.
Procesja rezurekcyjna jest takim właśnie wyjściem z Grobu Pańskiego z radosną wiarą, że Jezusa tam nie ma, bo On zmartwychwstał. Wszystko dziś ogłasza, że On żyje. Nasze śpiewy, wspólna modlitwa, bicie dzwonów, wreszcie nasza świąteczna radość. Zmartwychwstanie Jezusa zawsze było centrum wiary i nauczania Kościoła.
Od ogłoszenia tej prawdy swoje nauczanie rozpoczynali Apostołowie. Słyszymy dziś Piotra przemawiającego w domu Korneliusza: „Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. […] Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się niecałemu ludowi,
ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzy z Nim jedliśmy i piliśmy po Jego zmartwychwstaniu”. Ci świadkowie Zmartwychwstałego całe życie poświęcili,
by nieść tę radosną wieść na krańce świata. Stali się gotowi nawet oddać życie
za wiarę w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.
Jesteśmy powołani, by każdego dnia stawać w długim szeregu świadków Zmartwychwstałego. Wyznawać wiarę w Niego całym swoim życiem. Świadkowie Chrystusa zmartwychwstałego ukazują światu nowy, wieczny wymiar naszego istnienia. Oni żyją w perspektywie sięgającej nieskończenie dalej poza granicę doczesności, wyznaczonej przez narodziny i śmierć. „Jeśli razem z Chrystusem powstaliście
z martwych”, poucza nas św. Paweł, „szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadający po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego,
co na ziemi”. To jest właśnie prawdziwy sens nawrócenia chrześcijańskiego. Oderwać się od tego, co sprowadza śmierć, porzucić grzech, by mieć udział w Chrystusowym zmartwychwstaniu. „W tajemnicy Jego śmierci i zmartwychwstania”, uczy papież Benedykt XVI, „Bóg objawił pełnię miłości, która zbawia i wzywa ludzi do nawrócenia
i przemiany życia poprzez odpuszczenie grzechów”.
Być chrześcijaninem, to znaczy wierzyć, że Chrystus zmartwychwstał. Nieść przez życie radość poranka wielkanocnego, budzić nadzieję, tam gdzie ona już zagasła. Według sondażu przeprowadzonego przez firmę TNS w 2013 roku, w zmartwychwstanie Jezusa wierzy tylko 47% Polaków. A co z resztą tych, którzy przecież w większości wciąż deklarują się jako chrześcijanie, katolicy? Oni potrzebują świadectwa naszej wiary
i życia wypełnionego nadzieją nieśmiertelności.
Dzisiaj pielgrzymujemy duchowo do pustego grobu Jezusa. Spotykamy Marię Magdalenę, Piotra, Jana. Widzimy, że w ich sercach niepewność i zwątpienie stopniowo ustępują miejsca radości i wierze, że On naprawdę zmartwychwstał. Czy my także razem z nimi jesteśmy gotowi uwierzyć, że On żyje?
Spróbujmy usłyszeć Jego zapewnienie wypowiedziane do Marty, siostry Łazarza:
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”
Całe nasze życie niech będzie odpowiedzią: Tak, Panie, ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Żywy Bóg, Pan Życia, Zwycięzca śmierci, piekła i szatana. Amen.
Ks. Sławomir Machowski
Zmartwychwstanie Pańskie
A my jesteśmy świadkami wszystkiego, czego dokonał Jezus (por. Dz 10, 39).
Takie mniej więcej słowa czytamy dzisiaj w pierwszym czytaniu mszalnym.
Święta wielkanocne, uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego. Co to są za święta? Dla kogo są te święta? Jakie przesłanie niosą one za sobą?
A następnie: Czy ja wierzę w zmartwychwstanie? Czy chcę żyć wiecznie? Każdy z nas, świadomych katolików i uczestników dzisiejszej Mszy świętej, te pytania musi sobie stawiać.
Przeczytałem niedawno taką opowieść: W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być! Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to, co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by to niby miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią.
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę, i ta się będzie o nas starać.
- Mama? Jaka mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas. Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy nie widziałem, czyli jej nie ma.
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna sie dopiero później.
Święta wielkanocne są po to, abyśmy zapytali siebie, czy będzie coś potem? Jaki jest Bóg? Czy jest życie wieczne? Czy będzie nasze zmartwychwstanie? Pytamy tak jak te bliźniaki, które zastanawiały się, czy jest mama?
Popatrzmy na Apostołów Pana Jezusa. Po Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, poszli na cały świat, aby dawać o Nim świadectwo. Dawali świadectwo o tym, że żył, nauczał, uzdrawiał. Że umarł na krzyżu, powstał z martwych i wstąpił do nieba. Że zesłał na wierzących Ducha Świętego. Gdyby w to nie wierzyli, wówczas nie decydowaliby się na ten krok, a tym bardziej na śmierć męczeńską ze względu na Jezusa. Wierzyli i mieli w tej kwestii pewność. Podobnie czyniło wielu innych ludzi – jeśli popatrzymy na historię Kościoła. A zatem, czy to byli jacyś szaleńcy, nawiedzeni, czy – jak mówi się dzisiaj w niektórych środowiskach – mohery? Z pewnością nie.
A zatem wiara w zmartwychwstanie dla wielu pokoleń była najważniejszą treścią wiary, była po prostu faktem. A czy dla nas jest? Jeżeli tak, to podobnie jak nasi poprzednicy na ziemi – mamy o zmartwychwstaniu Chrystusa dawać jednoznaczne świadectwo. Mamy być świadkami zmartwychwstałego Pana. Takimi, którzy się Go nie wstydzą, co więcej – z pasją o Nim mówią.
Jaki ma być świadek zmartwychwstałego Chrystusa? Musi być nie tylko człowiekiem wiary – co wydaje się być oczywiste – ale także człowiekiem sumienia. Musi odwoływać się do swojego sumienia, ale tylko wtedy, gdy jest ono właściwie ukształtowane. Owszem są ludzie, którzy mają eleganckie sumienia, nienaruszona, nieskalane, ale z innego powodu: dlatego, że są nieużywane. Nie takimi mamy być ludźmi.
Za niedługo beatyfikacja Sługi Bożego Jana Pawła II. Lubiliśmy się z nim spotykać i słuchać go. Dlatego trzeba ciągle wracać do jego słów i nauczania. W Skoczowie w 1995 roku papież przypomniał o ważności sumienia w naszym życiu. Mówił, że praw tego sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tak zwanej tolerancji szerzy się w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu, nieraz może coraz większa nietolerancja. Ogranicza się wolność jednych ludzi, aby zagwarantować wolność drugich. Odczuwają to niestety ludzie wierzący, czasami nawet w naszym kraju. Są bowiem takie tendencje, że spycha się na margines życia społecznego, ośmiesza i wyszydza to, co dla nas stanowi największa świętość. To musi budzić nasz autentyczny niepokój i dawać ludziom inteligentnym do myślenia.
Człowiek sumienia to ten, który broni świętych symboli swojej wiary. Broni należytego przeżywania Wielkanocy. Nie tylko koszyczek, folklor religijny, mazurki, ale Msza święta i życie sakramentalne z Jezusem. Człowiek sumienia to ten, który broni Chrystusowego krzyża, na którym objawiła się wielka miłość Boga do nas. Jan Paweł II w 1997 roku w Zakopanem zachęcał nas, abyśmy nie wstydzili się krzyża. Abyśmy nie pozwolili, aby krzyż był obrażany w życiu społecznym czy rodzinnym. „Dziękujmy Bożej Opatrzności – mówił papież – za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie!” Niech przypomina o miłości Chrystusa do swojego Kościoła.
Niestety, dzisiaj niektórzy boją się Chrystusa i Jego Kościoła. Atakują, znieważają, niszczą dobre jego dobre imię. Walczą w imię tolerancji. Boją się, aby Chrystus i Kościół nie odebrali im szczęścia i wolności. Niepotrzebnie. Niestety walczą z niewłaściwymi podmiotami. Jezus i Jego Kościół nie ograniczają ani prawdy, ani wolności. Nie są przeszkodą na drodze do szczęścia.
Papież Benedykt XVI podczas kazania na Mszy świętej w dniu inauguracji swojego pontyfikatu przypomniał, że Chrystus – zmartwychwstały Pan – nic nam nie zabiera, ale daje stokroć więcej. A Kościół z kolei – jak mówił do nas Jan Paweł II w 1997 roku we Wrocławiu – nie jest wrogiem wolności i się jej nie lęka. On jest głosicielem wolności. Potwierdza to chociażby obecność tego Kościoła w życiu i historii naszego narodu. Kościół jest stróżem wolności, bo wierzy, że do wolności wyswobodził nas Chrystus (por. Ga 5, 1).
Niektórzy powiedzą, że księża w kościele, czy katolicy w ogóle, powinni uspakajać nasze skołatane serca. Powinni wyciszać nasze sumienia. Serca skołatane z pewnością powinni uspakajać, bo wiara w Jezusa ma być dla nas jak balsam. Ale w sytuacji wątpliwości moralnej, gdy grzech czai się niejako u naszych wrót, nie możemy być rozmyci, bez własnego zdania, bez wyrazu. Nie wolno nam uspakajać sumień, gdy mamy do czynienia z grzechem. Trzeba je właśnie niepokoić, aby szukało dróg do nawrócenia. To jest dopiero właściwie dawane świadectwo o wszystkim, czego dokonał zmartwychwstały Jezus.
Głośmy zatem w taki sposób Chrystusa zmartwychwstałego, który żyje dla nas w Eucharystii i bądźmy świadkami wszystkiego, czego On dla nas dokonał. Amen.
Ks. Marcin Kołodziej
Wielkanoc:
Zmartwychwstałem i zawsze jestem z Tobą
Okres Wielkanocny, wybuch radości, trwa od Wigilii Paschalnej do niedzieli Zesłania Ducha Świętego. W ciągu tych pięćdziesięciu dni Kościół włącza nas w swoją radość ze zwycięstwa Pana nad śmiercią. Chrystus żyje i wychodzi nam na spotkanie.
„Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. Alleluja”. Okres wielkanocny zapowiada szczęście, jakie Jezus Chrystus zdobył dla nas swoim zwycięstwem nad śmiercią. Pan „został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia”, aby, gdy trwamy w Nim, radość nasza była pełna.
„Zmartwychwstałem i zawsze jestem z Tobą, położyłeś na mnie swą rękę, przedziwna jest Twoja wiedza”. To słowa niewysłowionego doświadczenia Zmartwychwstania, jakie stało się Jego udziałem o niedzielnym brzasku.
W całym roku liturgicznym to właśnie okres paschalny jest okresem „mocnym” par excellence, ponieważ chrześcijańska nowina jest głoszona z radością, zaś siła tej radości wypływa ze zbawienia dokonanego przez Pana w Jego „Passze”, Jego przejściu od śmierci do nowego życia. „Okres wielkanocny jest czasem radości, radości, która nie ogranicza się tylko do tej części roku liturgicznego, lecz w każdej chwili jest obecna w sercu chrześcijanina. Ponieważ Chrystus żyje: Chrystus nie jest postacią, która przeminęła, która istniała w jakiejś epoce i odeszła, pozostawiając nam wspaniałe wspomnienie i przykład.
To, czego tylko „wybrani uprzednio przez Boga na świadków mogli doświadczyć, gdy Zmartwychwstały im się objawiał, obecnie otrzymujemy w liturgii, która sprawia, że i my przeżywamy te Tajemnice, tak jak nauczał Papież św. Leon Wielki: „wszystko, co związane jest z naszym Odkupicielem, a niegdyś było widzialne, teraz stało się obrzędem sakramentalnym. Wymowny jest zwyczaj praktykowany przez chrześcijan na Wschodzie, którzy, świadomi tej rzeczywistości, od poranka niedzieli Zmartwychwstania pozdrawiają się pocałunkiem wielkanocnym: „Christos anest?” - Chrystus zmartwychwstał - «alethōs anestē», prawdziwie zmartwychwstał.
Liturgia łacińska, która w świętą, sobotnią noc wykrzykuje swą radość w hymnie Exultet, w wielkanocną niedzielę ujmuje ją w pięknym introicie „Resurrexi”: „Zmartwychwstałem i zawsze jestem z Tobą, położyłeś na mnie swą rękę, przedziwna jest Twoja wiedza” [7]. W usta Pana wkładamy delikatnie, w formie serdecznej modlitwy Syna do Ojca, niewysłowionego doświadczenia Zmartwychwstania, jakie stało się Jego udziałem o niedzielnym brzasku. Św. Josemaría w swoim nauczaniu następującymi słowami zachęcał nas do tego, byśmy zbliżając się do Chrystusa traktowali Go jako kogoś nam współczesnego „Chciałem przypomnieć, chociażby pokrótce, niektóre aspekty tego aktualnego życia Chrystusa - Iesus Christus heri et hodie; ipse et in sécula -tu bowiem leży fundament całego życia chrześcijańskiego. Pan chce, byśmy Go traktowali i rozmawiali o Nim nie w czasie przeszłym, jak to się czyni w odniesieniu do wspomnień, ale dostrzegając Jego „dziś”, Jego teraźniejszość, Jego obecność.
Wielkanocna Pięćdziesiątnica
O wiele wcześniej, niż wyznaczono Wielki Post i inne okresy liturgiczne, wspólnota chrześcijańska świętowała już tę pięćdziesiątnicę radości.
O wiele wcześniej, niż wyznaczono Wielki Post i inne okresy liturgiczne, wspólnota chrześcijańska świętowała już tę pięćdziesiątnicę radości. Ten, kto w tych dniach nie okazywał swojej radości, był uznawany za kogoś, kto nie zrozumiał istoty wiary, ponieważ „Z Jezusem Chrystusem rodzi się zawsze i odradza radość”. Święto to, tak rozszerzone w czasie, wskazuje nam, do jakiego stopnia „cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić”. W okresie tym Kościół już przeżywa radość, którą sprawia mu Pan, coś czego: „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć”.
To eschatologiczne rozumienie zapowiedzi Nieba przejawia się w stosowanej od wieków praktyce rezygnowania na Okres Wielkanocny z czytań liturgicznych ze Starego Testamentu. O ile całe Stare Przymierze stanowi przygotowanie, to Pięćdziesiątnica wielkanocna celebruje rzeczywistość Królestwa Bożego już obecnego. W Passze wszystko zostało uczynione nowe i nie potrzeba już przenośni tam, gdzie wszystko jest spełnione. Dlatego w okresie wielkanocnym liturgia ogłasza obok czwartej Ewangelii Dzieje Apostolskie i księgę Apokalipsy: księgi światła, szczególnie odpowiadające duchowości tego okresu.
Chrześcijańscy autorzy, tak wschodni, jak i zachodni, cały okres Pięćdziesiątnicy uznawali za jeden, rozszerzony dzień świąteczny. Dlatego niedziel tego okresu nie nazywamy „drugą, trzecią, czwartą... po Wielkanocy”, ale niedzielami po prostu „Wielkanocnymi.” Cały okres wielkanocny jest niejako jedną, wielką niedzielą, niedzielą, która wszystkie niedziele czyni Dniami Pańskimi. Podobnie niedziela Pięćdziesiątnicy nie jest kolejnym świętem, ale dniem zakończenia wspaniałego święta Wielkiej Nocy.
Cały okres wielkanocny jest niejako jedną, wielką niedzielą, niedzielą, która wszystkie niedziele czyni Dniami Pańskimi.
Gdy zaczęto obchodzić okres Wielkiego Postu, w niektórych tradycyjnych, kościelnych hymnach liturgicznych zaczęto recytować „alleluja” w tonacji pożegnania. Zaś liturgia wielkanocna raduje się tym śpiewem, bo jest on zapowiedzią „pieśni nowej”, którą będą śpiewać w Niebie ochrzczeni, już teraz mający świadomość tego, że zmartwychwstają z Chrystusem. Dlatego też w okresie wielkanocnym tak w refrenie psalmu responsoryjnego, jak i na koniec antyfon Mszy często powtarza się tę aklamację, składającą się z bezokolicznika hebrajskiego czasownika „hallal” - wysławiać – i imienia Bożego „Jahwe”.
„O błogosławione Alleluja nieba! - Mówi w jednej ze swoich homilii św. Augustyn. Nie ma już trwogi, nie ma przeciwnika! Żadnego nieprzyjaciela! Żadnego przyjaciela utraconego! Tam, w górze rozbrzmiewa chwała Bogu, i tutaj na ziemi, chwała Bogu! Wychwalanie pełne lęku tutaj, tam zaś bez niepokoju. Tutaj śpiewający musi umrzeć, tam żyć będzie na zawsze. Tutaj śpiewa w nadziei, tam posiadając. Tutaj jest to Alleluja drogi, tam Alleluja ojczyzny”. Św. Hieronim pisze, że w Palestynie w pierwszych wiekach chrześcijaństwa okrzyk ten stał się tak popularny, że oracze na polach, mówili od czasu do czasu: „alleluja!” I wioślarze, którzy łodziami przeprawiali podróżnych, z jednego brzegu rzeki na drugi, gdy mijali się, krzyczeli: „alleluja!” „Głęboka i szczera radość porywa w tych tygodniach okresu wielkanocnego Kościół; jest ona tym, co nasz Pan pragnął pozostawić chrześcijanom jako swoje dziedzictwo (…); jest pełna nadprzyrodzonej treści, której nic i nikt nie może nam odebrać, o ile sami na to nie pozwolimy”.
Oktawa Wielkanocy
„Osiem początkowych dni Okresu Wielkanocnego stanowią Oktawę Wielkanocy. Obchodzi się je jako uroczystości Pańskie”. Niegdyś podczas tej Oktawy biskup Rzymu odprawiał „stationes”, by przedstawić nowo ochrzczonym triumf tych świętych, szczególnie istotnych w życiu chrześcijańskim Miasta. Była to swego rodzaju lekcja „geografii wiary”, w ramach której przedstawiano chrześcijański Rzym jako rekonstrukcję Jeruzalem Pańskiego. Nawiedzano poszczególne rzymskie bazyliki: statio Wigilii Paschalnej miało miejsce u św. Jana na Lateranie, niedzielne u Matki Boskiej Większej, poniedziałkowe u św. Piotra na Watykanie, we wtorek u św. Pawła Za Murami, w środę u św. Wawrzyńca Za Murami, w czwartek u św. Apostołów, w piątek u Matki Boskiej ad Martyres i w sobotę znów u św. Jana na Lateranie.
Czytania liturgiczne w tych dniach odpowiadały miejscom celebracji. I tak np. w środę, gdy statio odprawiano u św. Wawrzyńca Za Murami, odczytywano Ewangelię o rozżarzonych węglach, co stanowiło oczywiste nawiązanie do popularnej rzymskiej tradycji, zgodnie z którą diakon Wawrzyniec został zamęczony przez spalenie na ruszcie. W sobotę oktawy nowo ochrzczeni zdejmowali alby, w które zostali odziani podczas chrztu, w Wigilię Paschalną. Pierwszym czytaniem było zatem napomnienie św. Piotra rozpoczynające się od słów: „deponentes igitur omnem malitiam…” - odrzuciwszy więc wszelkie zło...
Ojcowie Kościoła często określali niedzielę mianem „dnia ósmego” sytuując ją w ten sposób poza cyklem siedmiu dni, by symbolizowała zarazem początek czasu i jego kres w „przyszłym wieku” [18]. Dlatego też starożytne chrzcielnice, jak ta z bazyliki laterańskiej, miały ośmiokątny kształt. Katechumeni wychodzili z kąpieli chrzcielnej ku rozpoczęciu nowego życia, otwierającego się już na ów ósmy dzień, na niedzielę, która się nie kończy. W ten sposób każda niedziela przypomina nam, że nasze życie przebiega już w okresie Zmartwychwstania.
Wniebowstąpienie i Zesłanie Ducha Świętego
„Przez swoje Wniebowstąpienie zmartwychwstały Chrystus kieruje wzrok Apostołów, a także nasz wzrok ku wysokościom Nieba, by pokazać nam, że celem naszej pielgrzymki jest Ojciec”. Rozpoczyna się okres nowej obecności Pana: wydaje się, że przebywa On bardziej w ukryciu, ale jest w pewien sposób bliżej nas. Rozpoczyna się liturgii, która cała jest wielką modlitwą do Ojca, przez Syna, w Duchu Świętym, modlitwą płynącą „łagodnym, szerokim nurtem”.
Wniebowstąpienie rozpoczyna się okres nowej obecności Pana: wydaje się, że przebywa On bardziej w ukryciu, ale w jest w pewien sposób bliżej nas.
Jezus znika Apostołom z oczu, być może z początku smucą się oni i milczą. „Nie wiadomo, czy wówczas zdawali sobie sprawę z tego, że właśnie otwierał się przed nimi najwspanialszy, nieskończony horyzont, ostateczny cel ziemskiego pielgrzymowania człowieka. Być może zrozumieli to dopiero wtedy, gdy zostali oświeceni przez Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy”.
„Wszechmogący, wieczny Boże, Ty chciałeś, aby obchód świąt paschalnych objął okres Pięćdziesiątnicy...”. Kościół uczy nas rozpoznawać w tej liczbie wymowny język objawienia. Liczba 50 odnosiła się do dwóch ważnych w życiu religijnym Izraela cykli: do święta Pięćdziesiątnicy, przypadającego w siedem tygodni po rozpoczęciu zbioru pszenicy; i do święta jubileuszu ogłaszającego rok święty przypadający co pięćdziesiąt lat – rok Bogu poświęcony, w którym każdy odzyskiwał swoją własność i każdy mógł wrócić do swej rodziny. W czasie Kościoła „obchód świąt paschalnych” obejmuje pięćdziesiąt dni po Zmartwychwstaniu Pańskim, do przyjścia Ducha Świętego w Zielone Święta. Jeżeli Wielki Post w języku liturgii oznacza nawrócenie się całą naszą duszą, całym naszym umysłem i całym naszym sercem, do Boga, to Wielkanoc oznacza nowe życie „współzmartwychwstałych” z Chrystusem. „Igitur, si consurrexistis Christo, que sursum sunt quérite... Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga”.
Gdy dopełnia się te pięćdziesiąt dni, „docieramy do szczytu dóbr i stolicy wszystkich świąt”, ponieważ Zielone Święta, nierozdzielnie połączone z Wielkanocą, są niczym „Matka wszystkich świąt”. „Zbierzcie – mówił Tertulian – wszystkie wasze święta razem, a nie sięgną one pięćdziesiątnicy Zesłania Ducha Świętego”. Bowiem Pięćdziesiątnica jest niedzielą zamykającą święto, niedzielą pełni. W Uroczystości tej przeżywamy z zachwytem uobecnianie przez Boga, poprzez dar liturgii, daru Ducha Świętego, którego udzielił u zarania rodzącego się Kościoła.
Św. Josemaría zachęcał nas do świadomości teraźniejszości tych wydarzeń: „Pomóż mi modlić się o nową Pięćdziesiątnicę, która by jeszcze raz rozpaliła ziemię”.
Jeśli podczas Wniebowstąpienia Jezus „wzniósł się do nieba, aby dać nam udział w swoim bóstwie”, to dziś, w dniu Pięćdziesiątnicy, Pan, zasiadając po prawicy Ojca, udziela Kościołowi daru swojego boskiego życia przez tchnienie Pocieszyciela, „owocu Krzyża"[28]. Św. Josemaría sam trwał w świadomości tej nieustannej obecności i nas do tego zachęcał: „Pomóż mi modlić się o nową Pięćdziesiątnicę, która by jeszcze raz rozpaliła ziemię”.
W tym kontekście rozumiemy, dlaczego św. Josemaría chciał rozpoczynać określone środki formacyjne Dzieła od modlitwy, której się używa m.in. we Mszy wotywnej o Duchu Świętym „Deus, qui corda fidelium Sancti Spiritus illustratione docuisti, da nobis in eodem Spiritu recta sapere, et de eius semper consolatione gaudere” [30]. Słowami liturgii prosimy Boga Ojca o to, by Duch Święty uczynił nas zdolnymi do poszanowania, do „skosztowania” sensu spraw Bożych i prośmy także, byśmy korzystali z krzepiącej rady „Wielkiego Nieznajomego”. Bo świat „potrzebuje odwagi, nadziei, wiary i wytrwałości uczniów Chrystusa. Świat potrzebuje owoców, darów Ducha Świętego, jakie wymienia św. Paweł: «miłości, radości, pokoju, cierpliwości, uprzejmości, dobroci, wierności, łagodności, opanowania» (Ga 5, 22). Dar Ducha Świętego został udzielony obficie Kościołowi i każdemu z nas, abyśmy mogli żyć z prawdziwą wiarą, miłością wyrażającą się w uczynkach, abyśmy mogli rozsiewać ziarna pojednania i pokoju”.
Félix María Arocena – „Opus Dei” - tłum. Krzysztof Jasiński
Droga do Emaus
Dominikański teolog Simon Tugwell pisał, że Boża opatrzność działa w taki sposób, iż dokądkolwiek zaszliśmy i cokolwiek zrobiliśmy, właśnie tam się znajduje początek naszej drogi do nieba: „Choćbyśmy przegapili nie wiem ile drogowskazów, setki razy skręcili nie tam, gdzie trzeba było, i jak najbardziej niepotrzebnie skomplikowali swoją podróż, droga nadal nas wzywa, a Chrystus czeka, by okazać nam swoją łaskę”.
W ewangeliach Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego wszyscy są w drodze. Maria Magdalena jeszcze przed świtem, gnana bólem i tęsknotą idzie do grobu. Biegną tam także apostołowie Piotr i Jan. Inni uczniowie wyruszają zasmuceni do Emaus, wioski oddalonej od Jerozolimy o kilkanaście kilometrów.
Maria Magdalena idzie do grobu, bo kocha. Piotr i Jan biegną tam, bo chcą sprawdzić, czy to, co „usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeli własnymi oczami, na co patrzyli i czego dotykały ich ręce” (por. 1 J 1,1), jest prawdą. Uczniowie zmierzający do Emaus opuszczają Jerozolimę, bo ich nadzieje spełzły na niczym. „A myśmy się spodziewali” (Łk 24,21) – mówią Jezusowi. To zdanie brzmi jak echo wielu naszych historii. Ile razy się spodziewaliśmy, że będzie inaczej.
Właśnie wtedy przychodzi Zmartwychwstały, choć nie zawsze udaje się Go od razu rozpoznać. Maria Magdalena bierze Go za ogrodnika. Uczniowie wędrujący do Emaus idą z Nim wiele kilometrów, nie wiedząc, kim jest. Nawet Piotr i Jan, stojąc przy pustym grobie, dopiero się uczą wierzyć. Ale właśnie od tego pustego grobu zaczyna się coś nowego. Wiara rodzi się powoli – najpierw jako zdumienie, potem jako nadzieja, aż w końcu staje się radością spotkania ze Zmartwychwstałym.
Droga do naszego Emaus jest często podobna. „Wierzymy Jezusowi, chociaż Go nie widzimy. Wierzymy Jezusowi, chociaż Go nie rozumiemy. Wierzymy, chociaż On zawsze prowadzi nas dalej, niż chcemy iść” – pisał ks. Jan Twardowski.
Zmartwychwstanie nie usuwa wszystkich pytań, ani nie sprawia, że droga staje się łatwa. Daje jednak coś ważniejszego: pewność, że nie idziemy sami. Wiara nie jest tylko odpowiedzią na pytania. Jest wyruszeniem w drogę z Tym, który zmartwychwstał i żyje.
Ten artykuł jest częścią miesięcznika W
Jarosław Krawiec OP – „wdrodze.pl”
W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy!
W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy! Wydarzenia ostatnich dni doprowadziły nas do tego, co dziś przeżywamy – do radości Zmartwychwstania. Potrzebne były te trudy, potrzebna była męka i śmierć Jezusa, aby przez zmartwychwstanie ukazała się w pełni potęga Boga i abyśmy rzeczywiście poznali, że śmierć nie ma ostatniego słowa. To, co dokonało się o poranku wielkanocnym, nie jest jedynie faktem z przeszłości, lecz wydarzeniem zbawczym – znakiem zwycięstwa Boga, objawieniem Jego mocy i fundamentem naszej wiary.
Zmartwychwstanie Jezusa jest najważniejszym momentem Jego dzieła zbawienia i najbardziej wymownym świadectwem prawdy. Dziś wraz z Marią Magdaleną i Apostołami idziemy do grobu – ale nie na pogrzeb, lecz po to, aby zobaczyć, że „śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy”. To nie jest tylko wspomnienie – to ogłoszenie zwycięstwa życia nad śmiercią, łaski nad grzechem, nadziei nad rozpaczą.
Przyjrzyjmy się scenie, którą ukazuje dziś Ewangelia. Maria Magdalena udała się do grobu wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno. Ciemności w Biblii często symbolizują zło i grzech. Ranek to pora, kiedy ta ciemność zaczyna się rozpraszać. To moment przełomowy, gdy rodzi się nadzieja, bo już wkrótce zapanuje jasność. Jeszcze panuje noc, jeszcze trwa cisza grobu, jeszcze wszystko wydaje się przegrane – a jednak właśnie wtedy zaczyna się nowe stworzenie. Kamień odsunięty od grobu jest dla Marii Magdaleny wielkim zaskoczeniem. Nie tego się spodziewała.
My też czasem w naszym życiu możemy być przyzwyczajeni do tego, co się dzieje – do ciemności, do grobu skrywającego trudności. Możemy być tak zajęci naszymi problemami życiowymi, że wydaje nam się, jakby Boga nie było. Czasem zapominamy, w jaki sposób szukać Chrystusa w naszym życiu. Zapominamy, że On jest źródłem nowego życia i Tym, który rozprasza trudności, które przeżywamy. Warto się w tym miejscu zastanowić: co jest tym kamieniem pieczętującym moje życie, kamieniem, który może dla mnie odsunąć Jezus Chrystus? Może są to jakieś trudności – osobiste, rodzinne, zawodowe? Może jakiś nałóg, złe przyzwyczajenie, a może przytłacza mnie ciężar grzechu? Zmartwychwstanie Chrystusa ogłasza, że żaden grzech nie ma ostatniego słowa, żadna noc nie jest ostateczna, a człowiek nie jest skazany na śmierć duchową. W Chrystusie otwiera się możliwość nowego początku – nowego stworzenia, które rodzi się z łaski.
To staje się możliwe do przezwyciężenia, gdy spojrzymy w perspektywie zmartwychwstania – wydarzenia, które jest znakiem zwycięstwa Boga nad grzechem i śmiercią, objawieniem Jego miłosierdzia oraz fundamentem nadziei dla człowieka. Nawet największe trudności, nawet gdy wydaje się, że jest beznadziejnie i wszystko jest skończone, można pokonać, powstać i na nowo budować, tworzyć nowe życie.
Do grobu nie przychodzą przypadkowi uczniowie, lecz Apostołowie, którzy odegrali ważną rolę podczas wydarzeń męki i śmierci Jezusa. Szymon Piotr – ten, który zaparł się Jezusa trzykrotnie, a wkrótce trzykrotnie wyzna swoją miłość do Mistrza i Pana oraz zostanie ustanowiony widzialną głową Kościoła – i Jan, umiłowany uczeń Jezusa, który podczas Ostatniej Wieczerzy spoczywał na Jego piersi i trwał przy Nim do samego końca. Do grobu przywiodły ich nie tylko słowa i świadectwo Marii Magdaleny, ale też miłość do Nauczyciela. Nie tylko szli do tego miejsca, lecz wręcz biegli, jak mówią nam słowa Ewangelii. Biegną, bo miłość nie potrafi czekać; biegną, bo serce ucznia nie godzi się na ostateczność grobu; biegną, bo gdzie kończy się nadzieja ludzka, tam zaczyna działać Bóg. Jan w pewnym momencie wyprzedza Piotra – a to dlatego, że miłość do Jezusa dodaje mu siły. Na miejscu jednak ustępuje Piotrowi, z szacunku dla niego.
Pusty grób, zwinięte płótna, odsunięty kamień – to wszystko oznacza, że Jezusa nie ma tam, gdzie szukają Go niewiasty i uczniowie. Grób, który był znakiem klęski, staje się miejscem objawienia; cisza śmierci zamienia się w początek nowego życia; to, co miało być końcem, staje się początkiem. Gdy poszukujemy Jezusa w naszym życiu, może się zdarzyć, że szukamy nie tam, gdzie trzeba. Być może jesteśmy zbytnio przyzwyczajeni do starego życia, do swoich nawyków, może nawet do grzechów. To sprawia, że do naszej codzienności wkrada się zaciemnienie i zaślepienie. Wtedy trzeba szczególnie wsłuchać się w to, co mówi do nas Bóg poprzez swoje słowo i poprzez różne wydarzenia. Warto wtedy starać się o swoiste zmartwychwstanie w swoim życiu.
To zmartwychwstanie zaczęło się w nas już w chwili chrztu świętego. W sakramencie chrztu zostaliśmy zanurzeni w śmierci Chrystusa, aby razem z Nim powstać do nowego życia. Zostaliśmy obmyci z grzechu, włączeni w Jego zwycięstwo i uczynieni nowym stworzeniem. Wielkanoc przypomina nam, że łaska chrztu nie jest wydarzeniem z przeszłości, lecz rzeczywistością, która trwa i domaga się odnowienia.
Chrystus jest Tym, który nas odnawia, Tym, który przemienia nasze życie. Jego zmartwychwstanie jest znakiem niezawodnej nadziei, umacniającej w najtrudniejszych momentach życia. Dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa mamy dostęp do życia wiecznego. On został ofiarowany jako nasza Pascha, czyli przejście ze śmierci spowodowanej przez grzech do życia. To przejście dokonuje się w nas: ze starego człowieka do nowego, z niewoli grzechu do wolności dzieci Bożych, z lęku do nadziei, ze śmierci do życia. To nas zobowiązuje do tego, aby przemieniać swoje życie, aby z wdzięcznością za ten wielki dar nie marnować go, lecz coraz bardziej owocować nim w swoim życiu. Oby te ważne wydarzenia paschalne były dla nas tym, o co prosimy dziś w kolekcie, czyli modlitwie na początku Mszy: zmartwychwstaniem do nowego życia w światłości.
Niech pusty grób będzie dla nas znakiem nadziei, szczególnym drogowskazem uświadamiającym nam, że istnieje Miłość, która jest silniejsza od grzechu i śmierci, która potrafi przekroczyć granice po ludzku niemożliwe do przejścia. To Miłość, która wyprowadza z grobu, podnosi z upadku, przebacza grzech i daje nowe życie. Wraz z Marią Magdaleną, Janem, Piotrem i pozostałymi uczniami starajmy się dostrzec cud zmartwychwstania w naszym życiu.
Wołajmy szczególnie dziś z wiarą i radością: „Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy, O Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy!”.
o. Grzegorz Pruś CSsR – „redemptor.pl”
Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, duszpasterz oraz katecheta (wikariusz) w Parafii Matki Bożej Królowej Polski (Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy) – Elbląg
„Kto ma nadzieję, żyje inaczej”
Benedykt XVI zapytałby pewnie, jaka jest nasza nadzieja. Myślę, że warto, idąc za Franciszkiem, sięgnąć do przepięknej encykliki Benedykta XVI Spe salvi. To doskonały tekst o ludzkiej nadziei. Benedykt powiada tak (i to jest przepiękne zdanie): „kto ma nadzieję, żyje inaczej”. Nasz kłopot polega na tym, że nadzieja nie jest czymś oczywistym w dzisiejszym świecie, bo zastąpiliśmy ją – jak mówi papież Ratzinger – wiarą w postęp. Wiara w postęp i nadzieja to naprawdę nie jest to samo, przede wszystkim dlatego, że tą pierwszą kierujemy na zewnątrz siebie – pisze kard. Grzegorz Ryś w książce „Stworzeni na nowo”, której fragment publikujemy.
Wiara w postęp to przekonanie, że świat się zmienia na lepsze dzięki temu, kto coś wymyśli... Na Akademii Górniczo Hutniczej, Politechnice, Uniwersytecie Ekonomicznym zaprojektują nowe sprzęty, dokonają nowych odkryć, a do tego politycy napiszą kilka nowych i świetnych ustaw, potem je przegłosują, i będzie cudnie… Tymczasem – przestrzega Benedykt XVI – wiara w postęp miewa nierzadko charakter totalitarny – jeśli tylko ktoś nie podziela twojego zachwytu myślą techniczną, to gotów jesteś go wyeliminować. Biada temu, kto razem z nami nie wierzy w postęp! Zwłaszcza tak, a nie inaczej wyobrażony.
Tymczasem nadzieja dotyczy mnie samego – nadzieja jest w człowieku, odnosi się do człowieka. I tak naprawdę tylko ona daje nam możliwość mierzenia się z życiem. Nadaje sens naszym drogom. Właśnie ten, kto ma nadzieję, żyje inaczej. Jaka jest nadzieja? Jakie jest oczekiwanie? Jakie jest marzenie? Franciszek podkreśla, że tym, na co czekamy, wcale nie są święta. Nie chodzi także nawet o ten najważniejszy moment w roku, ku któremu zdążamy przez czterdzieści dni postu, czyli o odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych w czasie Wigilii Paschalnej. Nie na to czekamy. Jest coś o wiele ważniejszego. I papież to definiuje w ten sposób: oczekujemy na pełnię zbawienia.
Gdy klękamy przed krzyżem, to bardziej uświadamiamy sobie swoją małość i grzeszność wobec Boga i ludzi. Kierując się wiarą, wiemy, że Jezus wkracza ze swoim miłosierdziem i ono przychodzi do nas poprzez krzyż. Ks. Jerzy Niestępski, W mocy słowa Pana
Pełnia zbawienia jest naszą nadzieją. Paweł mówi: „W nadziei jesteśmy zbawieni”, zbawienie nie jest nam jeszcze w pełni dane. Słowo „pełnia” wielokrotnie przewija się w Nowym Testamencie. Mateusz mówi: „Bądźcie doskonali, jak Ojciec wasz jest doskonały” (Mt 5,48), nawiązując do Tory, w której czytamy: „Bądźcie świętymi, jak Bóg jest święty”. Łukasz tłumaczy: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6,36). Doskonałość to dla niego miłosierdzie, nie ma charakteru wsobnego.
Czesław Miłosz stwierdził kiedyś (w Rodzinnej Europie), że niektórzy mylą doskonałość z samopuryfikacją: mam ideały i patrząc na nie, pracuję nad sobą. Z kolei twórca Ruchu „Światło-Życie” (i jeden z najwybitniejszych polskich teologów-pastoralistów), ks. Franciszek Blachnicki mawiał, że w takim modelu „pracy nad sobą” można się doprowadzić do stanu opisywalnego najlepiej dwoma słowami: „bezgrzeszny potwór”. Bardzo „pracuje nad sobą”, za to w relacjach z innymi wychodzi z niego potwór. Tymczasem doskonałość widać właśnie w relacjach, gdyż doskonałość to miłosierdzie, to myślenie o drugim człowieku.
Wróćmy jednak do „pełni”. To słowo, muszę się wam przyznać, przez kilka ostatnich lat ciągle za mną „chodzi”. Mam takie zapiski z przeżywanych przez siebie rekolekcji, w których na całej stronie zapisane jest tylko jedno słowo „pełny”. To jest właśnie zapis pragnienia. Pragnienia, żebym to, co robię, zaczął wreszcie robić w sposób pełny. Oczekujemy na pełnię zbawienia, to znaczy na to, co w Piśmie Świętym jest też nazywane słowem „doskonałość”. U św. Mateusza, w kazaniu na górze, jest napisane: „Bądźcie doskonali, jak Ojciec wasz jest doskonały!” (Mt 5,48). Kiedy weźmiemy tekst grecki, znajdziemy tam słowo teleioi. Teleioi znaczy „pełni”, znaczy też „ci, którzy doszli do celu”. Otóż właśnie: celem jest dojście do pełni. Mateusz chce nam powiedzieć coś bardzo ważnego: dopóki nie osiągnąłeś pełni, nie możesz powiedzieć, że to, co zrobiłeś, jest doskonałe. To ta nasza szklanka do połowy pełna albo od połowy pusta (a czasami nie od połowy, tylko od jednej trzeciej; różnie bywa, ale nigdy nie jest pełna).
Jest w Apokalipsie, na początku trzeciego rozdziału, wśród listów do siedmiu Kościołów, list do Kościoła w Sardach albo w Sardes. Ten list zawiera między innymi wyrzut, jaki Jezus kieruje do tego Kościoła: „Masz imię, [które mówi] że żyjesz, a jesteś umarły” (Ap 3,1). To bardzo mocne słowa. Dlaczego one w ogóle padły? „Nie znalazłem twoich czynów doskonałymi wobec mego Boga” (Ap 3,2). I znowu – idąc dosłownie za greckim tekstem – „doskonałymi” można by przetłumaczyć jako „pełnymi”. „Nie znalazłem twoich czynów pełnymi wobec mego Boga”.
Wobec Boga, nie wobec kogoś tam. Ktoś może patrzeć na moje czyny i cmokać z zachwytu: „Ale wspaniałe!”. Nawet sam możesz sobie patrzeć na te czyny i mówić: „Ale wspaniałe!”. Tyle tylko, że Pan Bóg też na to patrzy. A liczy się tylko to, jakimi Bóg nas widzi. Święty Franciszek powiedział w jednym ze swoich pouczeń, że tyle jest wart człowiek, ile jest wart w oczach Boga; ani mniej, ani więcej. Nie ma się co poruszać wewnątrz takiej iluzji: oto ktoś ci opowiada, ocenia twoje czyny i twoje działania i cmoka. Ty wiesz, czy ten twój czyn jest pełny, czy nie.
Fragment pochodzi z książki "Stworzeni na nowo" (wyd. WAM)
Autor: kard. Grzegorz Ryś – „deon.pl”
doktor habilitowany nauk humanistycznych specjalizujący się w dziedzinie historii Kościoła. Autor takich książek jak "Moc wiary", "Moc słowa" i "Skandal miłosierdzia".
Leon XIV wzywa do modlitwy za księży w kryzysie. To jego intencja na kwiecień
Za kapłanów w kryzysie - to intencja modlitewna papieża Leona XIV na kwiecień 2026 roku. W trwającym Wielkim Tygodniu, Ojciec Święty zachęca wiernych, by modlitwą i bliskością wspierali kapłanów borykających się z trudnościami, a wspólnoty zachęca, by umiały troszczyć się o swoich pasterzy.
W nagraniu wideo wprowadzającym w kwietniową papieską intencję modlitewną, papież zwraca się do Jezusa, Dobrego Pasterza. Powierza Mu szczególnie tych kapłanów, którzy przeżywają chwile kryzysu, zmagają się z samotnością, wątpliwościami, zmęczeniem, które zdaje się silniejsze niż nadzieja.
"Ty, który znasz ich zmagania i rany, odnów w nich pewność Twojej bezwarunkowej miłości. Spraw, aby nie czuli się ani urzędnikami, ani samotnymi bohaterami, lecz umiłowanymi synami, pokornymi i drogimi uczniami, oraz pasterzami umacnianymi modlitwą Twojego ludu" - modli się papież i zachęca do takiej modlitwy także wiernych.
Prosi Boga Ojca, aby wspólnoty nauczyły się troszczyć się o swoich kapłanów: "słuchać ich bez osądzania, dziękować bez wymagania doskonałości, dzielić z nimi chrzcielną misję
głoszenia Królestwa czynem i słowem, oraz towarzyszyć im bliskością i szczerą modlitwą", a także o to, byśmy potrafili wspierać tych, którzy tak często wspierają nas.
Papież kończy modlitwę zwróceniem się do Ducha Świętego, aby rozpalił na nowo w sercach kapłanów radość Ewangelii. "Obdarz ich dobrymi przyjaźniami, więziami braterskiego wsparcia, odrobiną humoru, gdy sprawy nie układają się po ich myśli, oraz łaską nieustannego odkrywania piękna ich powołania. Niech nigdy nie tracą ufności w Tobie ani radości służenia Twojemu Kościołowi sercem pokornym i hojnym. Amen" - modli się Leon XIV.
Gdy klękamy przed krzyżem, to bardziej uświadamiamy sobie swoją małość i grzeszność wobec Boga i ludzi. Kierując się wiarą, wiemy, że Jezus wkracza ze swoim miłosierdziem i ono przychodzi do nas poprzez krzyż. Ks. Jerzy Niestępski, W mocy słowa Pana
Wraz z Ojcem Świętym, poprzez Papieską Światową Sieć Modlitwy zaproszeni do tego modlitewnego wspierania kapłanów w kryzysie są wszyscy wierni.
Wojciech Rogacin / Vatican News / pk – za: „deon.pl”
„Nigdy więcej!”. Ksiądz mówi, czego nie lubi w konfesjonale, gdy sam idzie do spowiedzi
Chodzenie do spowiedzi jest dla mnie sporym wyzwaniem. Są spowiedzi, po których mam wrażenie spotkania z Bogiem i miłosierdziem. Są też takie, po których wychodzę z olbrzymim poczuciem winy i żalem.
Ksiądz stanął w kolejce do spowiedzi i doświadczył rzeczywistości z drugiej strony kratki
Po tych pierwszych rodzi się we mnie motywacja do poprawy życia. Po drugich zaczynam wątpić, czy moja wiara i praca wewnętrzna mają sens. Są nawet takie, po których przez sekundę pomyślę sobie: „Nigdy więcej!”.
Na szczęście trwa to tylko przez chwilę. Być może jest to tylko moje doświadczenie, ale odnoszę wrażenie, że wielu ludzi podobnie przeżywa tego typu problemy w konfesjonale.
Co przynosi lepsze skutki?
„Piotrze, czy mnie miłujesz?” - takie pytanie zadaje Jezus Piotrowi, gdy ten dopuścił się zdrady. Nie wypomina mu. Nie mówi, że zrobił źle. On wie, że Piotr to wie. Myślę, że jest to zdanie kluczowe do zrozumienia tego, o co chodzi w sakramencie spowiedzi.
Oczywiście nie chcę negować roli pouczenia w czasie tzw. nauki przy spowiedzi, ale często przybiera ona formę szkodliwej „gadki umoralniającej”. Nie jestem do końca przekonany, że przekonywanie ludzi o tym, że robią źle przynosi oczekiwane skutki.
Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś wypowiada swoje grzechy, to jest też świadomy tego, że zrobił źle. W przeciwnym razie w ogóle nie zawracałby sobie głowy spowiedzią.
Jasne, że są takie sytuacje, gdy ktoś wprost powie, że nie żałuje, ale wtedy raczej powinno mówić się o tym, jak rozumieć żal za grzechy, a nie zakładać, że ktoś przyszedł do spowiedzi tylko po to, żeby wystawić spowiednika na próbę i podnieść mu ciśnienie.
Przyszedłem po lekarstwo i pomoc
Zdarza się też czasami, że spowiednik zaczyna straszyć penitenta. Powiem uczciwie, że jako penitent, szczerze nie znoszę takich sytuacji. Ja naprawdę wiem, że moje grzechy są złe i niosą za sobą poważne konsekwencje. Przyszedłem po lekarstwo, po pomoc i radę.
Sytuacja, w której spowiednik nie docenia żalu penitenta przypomina rozmowę lekarza z pacjentem przed operacją. Zamiast zapewnić go o tym, ze zrobi wszystko, co w jego mocy, aby operacja się udała, ten stanowczo podkreśla, że część takich operacji kończy się śmiercią. Jaki jest sens takiego zachowania?
„Gadki umoralniające” w konfesjonale
Wydaje mi się, że dzisiaj proste „gadki umoralniające” w konfesjonale nie do końca spełniają swoją rolę. Ludzie nie zmieniają się ot tak, bo się im coś powiedziało. Człowiek zmieni się tylko wtedy, jeśli będzie miał nadzieję na zmianę i uwierzy, że spowiednik nie jest ucieleśnionym wyrzutem sumienia, ale sędzią (czyli rozeznającym grzechy) i lekarzem (czyli uzdrawiającym).
Doświadczenie podpowiada mi, że takie spowiedzi wnoszą najwięcej do rozwoju duchowego człowieka. W tym sensie najpełniej objawia się moc sakramentu, który zawsze jest skuteczny.
Wierzę mocno w to, że Jezus rzeczywiście przyszedł powołać grzeszników, a nie sprawiedliwych. Potrzebują Go przede wszystkim, ci, którzy się źle mają.
Ks. Mateusz Szerszeń CSMA – „aleteia.pl”
Pięć rzeczy, które robisz w Wielkanoc,
ale nie wiesz, skąd się wzięły
Święconka, jajka, pisanki i śmigus-dyngus. Robimy to co roku, często bez zastanowienia. Tymczasem za tymi prostymi gestami stoją znaczenia starsze niż sama tradycja i głębsze, niż się wydaje.
1. Święcisz koszyczek, ale nie chodziło o "tradycję"
Dla wielu osób święcenie pokarmów to jeden z najbardziej rozpoznawalnych momentów Wielkiej Soboty. Kolorowy koszyczek, dekoracje, produkty dobrane "bo tak trzeba". Problem w tym, że pierwotnie nie chodziło o estetykę ani kompletność zestawu.
Koszyczek był znakiem zakończenia postu i przejścia do nowego etapu. To, co wkładano do środka, miało znaczenie symboliczne: jajko oznaczało życie, chleb – codzienność i obecność Boga, mięso – koniec wyrzeczeń. Nie był to zwyczaj "dla podtrzymania klimatu świąt", ale bardzo konkretny znak zmiany: z czasu ograniczenia w czas pełni.
2. Jesz jajka, symbol życia silniejszego niż śmierć
Jajko na wielkanocnym stole wydaje się czymś oczywistym. Jednak jego znaczenie jest starsze niż chrześcijaństwo i głęboko wpisane w symbolikę życia.
To, co wygląda jak zamknięta, martwa forma, nagle pęka i rodzi życie. Dlatego w tradycji chrześcijańskiej jajko stało się jednym z najprostszych obrazów zmartwychwstania. Nie chodziło tylko o jedzenie, ale o przypomnienie, że życie może pojawić się tam, gdzie wszystko wydaje się skończone.
3. Malujesz pisanki, a to coś więcej
Pisanki dziś są przede wszystkim elementem dekoracyjnym. Kolory, wzory, kreatywność, to wszystko tworzy świąteczny klimat. Dawniej jednak przypisywano im znacznie głębsze znaczenie.
Barwione jajka były symbolem odrodzenia, ale też ochrony i błogosławieństwa. W wielu kulturach wierzono, że mają moc przynoszenia dobra i odpędzania zła. Z czasem znaczenie to zniknęło, została forma. Ale sens, który za nią stoi, nadal jest ten sam: nowe życie jest możliwe.
4. Idziesz do kościoła, ale to nie tylko "bo święta"
Wielkanocne liturgie często traktujemy jako coś oczywistego, czasem nawet jako obowiązek wpisany w świąteczny plan dnia. Tymczasem są one czymś znacznie więcej niż tylko kolejnym nabożeństwem.
To moment przejścia od śmierci do życia. Od ciemności do światła. Każdy element liturgii ma swoje znaczenie: cisza, ogień, słowa, gesty. Problem w tym, że bez zrozumienia wszystko może zamienić się w rytuał pozbawiony treści.
5. Lejesz wodą w śmigus-dyngus i myślisz, że to tylko zabawa
Polewanie wodą w Poniedziałek Wielkanocny dla wielu osób jest już tylko luźną tradycją albo pretekstem do żartów. Tymczasem jego korzenie sięgają symboliki znacznie głębszej.
Woda od zawsze była znakiem życia, oczyszczenia i początku czegoś nowego. W chrześcijaństwie ma szczególne znaczenie: kojarzy się z chrztem, czyli wejściem w nowe życie. Śmigus-dyngus był więc nie tylko zabawą, ale symbolicznym przypomnieniem: można zacząć od nowa.
„aleteia.pl”
Rekordowy wzrost konwertytów na katolicyzm. Historyczny moment
W Stanach Zjednoczonych obserwuje się bezprecedensowy napływ nowych członków do Kościoła katolickiego, szczególnie w Wielkanoc 2026 roku. Wiele diecezji raportuje liczby nowych wiernych najwyższe od dekad, co media komentują jako "historyczny moment".
Trend ten nasilił się po wyborze papieża Leona XIV, pierwszego papieża z USA, choć konwertyci podkreślają osobiste motywy.
Dane z kluczowych diecezji
Archidiecezja Detroit przyjmie 1428 nowych katolików – najwięcej od 21 lat, a archidiecezja Galveston-Houston odnotowuje rekord od 15 lat.
W diecezji Des Moines wzrost wynosi 51% (z 265 do 400 osób), a w archidiecezji Waszyngtonu – 1755 konwertytów, więcej niż w poprzednim rekordowym roku.
Wcześniejsze dane z 2025 roku pokazują podobne tendencje: diecezja San Angelo +56% (607 vs 388), Worcester +25% (323 vs 259), Winona-Rochester +67% (251 vs 150).
Przyczyny zjawiska
Eksperci wskazują na niestabilność społeczną, pandemię COVID-19 i technologie izolujące ludzi, co budzi głód wspólnoty i stabilności wiary. Raczej nic nie mówią o działaniu łaski, a od tego powinni zaczynać.
Wzrost dotyczy zwłaszcza młodych (18-35 lat), "dotkniętych samotnością i lękiem"; pandemia przyspieszyła refleksje duchowe. Trzeba jednak dopowiedzieć, że pandemia skończyła się już kilka lat temu, a sprowadzanie poszukiwań religijnych do samotności i leków jest dość typową narracją, którą posługują się media, gdy nie chcą poważnie zająć się tematem.
Jeśli chodzi o ludzkie pośrednictwo w tych nawróceniach bliższe prawdy wydaje się wskazanie na odrodzenie duchowości eucharystycznej, ewangelizacja online (YouTube, TikTok) i szerzej duża aktywność mediów katolickich odgrywających dziś kluczową rolę w przekazie wiary.
Osobiste historie konwertytów
Świadectwa nawróceń, które można przeczytać są bardzo rozmaite.
Jacqueline Chavira (41 lat) powróciła do wiary po latach u Świadków Jehowy dla dzieci i sakramentalnego małżeństwa.
Jesse Araujo (19 lat) nawrócił się dzięki apologetyce na YouTube autorstwa ks. Mike'a Schmitza.
Sharon Kalil (26 lat), ex-ateistka, znalazła wsparcie we wspólnocie po poronieniu.
Znaczenie dla Kościoła
Stosunkowo nowy trend stabilizuje spadki liczby chrześcijan w USA, których teraz jest ok. 62% w całej populacji.
Biskupi słusznie przypisują obecne wzrosty Duchowi Świętemu, ale podkreślają też potrzebę aktywnej ewangelizacji zamiast biernego czekania. Można powiedzieć, że nigdy nie było inaczej.
Tomasz Rowiński – „aleteia.pL”
Wyznaczanie daty Wielkanocy
Podczas soboru nicejskiego w 325 roku ustalono, że będzie się ją obchodzić w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Ta skomplikowana zasada jest w istocie przełożeniem na solarny w swej naturze kalendarz juliański konkretnej daty 14 nisan z religijnego kalendarza hebrajskiego, który jest kalendarzem lunarno-solarnym. Data 14 nisan wyznacza w kalendarzu hebrajskim początek święta Paschy, wokół którego działy się wydarzenia zbawcze. Wielkanoc jest więc świętem ruchomym: może wypaść najwcześniej 22 marca, zaś najpóźniej 25 kwietnia. Z datą Wielkanocy powiązany jest termin większości ruchomych świąt ogólnochrześcijańskich i katolickich, m.in.: Środa Popielcowa, Wielki Post, Triduum Paschalne, Wniebowstąpienie Pańskie, Zesłanie Ducha Świętego, Boże Ciało i inne. Po wprowadzeniu kalendarza gregoriańskiego znów pojawiły się odmienności: w prawosławiu Wielkanoc obchodzi się bowiem zgodnie z kalendarzem juliańskim.
Pius X próbował ustalić stałą datę Wielkanocy. W 1913 r. został rozesłany do biskupów stosowny kwestionariusz. Większość odpowiedzi była przychylna proponowanej zmianie, jednak 9 grudnia tego samego roku projekt oprotestowała Kongregacja Rytów, argumentując, że groziłoby to „naturalizacją wielkiego wydarzenia, jakim było Zmartwychwstanie Chrystusa”.
Niektóre środowiska chrześcijańskie postulują ustanowienie Wielkanocy, jako święta niezależnego od faz księżyca. M.in. proponuje się obchodzenie Wielkanocy zawsze w drugą niedzielę kwietnia, czyli od 8 do 14. Inna opcja to propozycja utrzymywania siedmiu niedziel pomiędzy Świętem Trzech Króli a Środą Popielcową. Daje ona również termin od 8 do 14 kwietnia w roku zwykłym, a w przestępnym od 7 do 13[potrzebny przypis].
Sobór watykański II w konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum concilium dopuszcza zmianę kalendarza i daty Wielkanocy pod warunkiem, że będzie to posunięcie ekumeniczne:
Sobór święty nie sprzeciwia się temu, aby uroczystość Paschy została wyznaczona na określoną niedzielę w kalendarzu gregoriańskim, jeśli zgodzą się na to wszyscy zainteresowani, zwłaszcza bracia odłączeni od wspólnoty ze Stolicą Apostolską.
Realizując soborowy postulat, Franciszek na zorganizowanym 7 lipca 2018 w Bari ekumenicznym spotkaniu patriarchów podjął m.in. temat wspólnych obchodów święta Wielkanocy.
Własny sposób ustalania daty Wielkanocy stosowano we wczesnym średniowieczu w Kościele iroszkockim i Kościele starobrytyjskim.
Wyznaczanie daty Wielkanocy w danym roku
|
Daty Wielkanocy 1980–2028 Według kalendarza gregoriańskiego
|
|
Rok
|
Zachód (w tym Polska)
|
Wschód
|
|
1980
|
6 kwietnia
|
|
1981
|
19 kwietnia
|
26 kwietnia
|
|
1982
|
11 kwietnia
|
18 kwietnia
|
|
1983
|
3 kwietnia
|
8 maja
|
|
1984
|
22 kwietnia
|
|
1985
|
7 kwietnia
|
14 kwietnia
|
|
1986
|
30 marca
|
4 maja
|
|
1987
|
19 kwietnia
|
|
1988
|
3 kwietnia
|
10 kwietnia
|
|
1989
|
26 marca
|
30 kwietnia
|
|
1990
|
15 kwietnia
|
|
1991
|
31 marca
|
7 kwietnia
|
|
1992
|
19 kwietnia
|
26 kwietnia
|
|
1993
|
11 kwietnia
|
18 kwietnia
|
|
1994
|
3 kwietnia
|
1 maja
|
|
1995
|
16 kwietnia
|
23 kwietnia
|
|
1996
|
7 kwietnia
|
14 kwietnia
|
|
1997
|
30 marca
|
27 kwietnia
|
|
1998
|
12 kwietnia
|
19 kwietnia
|
|
1999
|
4 kwietnia
|
11 kwietnia
|
|
2000
|
23 kwietnia
|
30 kwietnia
|
|
2001
|
15 kwietnia
|
|
2002
|
31 marca
|
5 maja
|
|
2003
|
20 kwietnia
|
27 kwietnia
|
|
2004
|
11 kwietnia
|
|
2005
|
27 marca
|
1 maja
|
|
2006
|
16 kwietnia
|
23 kwietnia
|
|
2007
|
8 kwietnia
|
|
2008
|
23 marca
|
27 kwietnia
|
|
2009
|
12 kwietnia
|
19 kwietnia
|
|
2010
|
4 kwietnia
|
|
2011
|
24 kwietnia
|
|
2012
|
8 kwietnia
|
15 kwietnia
|
|
2013
|
31 marca
|
5 maja
|
|
2014
|
20 kwietnia
|
|
2015
|
5 kwietnia
|
12 kwietnia
|
|
2016
|
27 marca
|
1 maja
|
|
2017
|
16 kwietnia
|
|
2018
|
1 kwietnia
|
8 kwietnia
|
|
2019
|
21 kwietnia
|
28 kwietnia
|
|
2020
|
12 kwietnia
|
19 kwietnia
|
|
2021
|
4 kwietnia
|
2 maja
|
|
2022
|
17 kwietnia
|
24 kwietnia
|
|
2023
|
9 kwietnia
|
16 kwietnia
|
|
2024
|
31 marca
|
5 maja
|
|
2025
|
20 kwietnia
|
|
2026
|
5 kwietnia
|
12 kwietnia
|
|
2027
|
28 marca
|
2 maja
|
|
2028
|
16 kwietnia
|
W kościołach zachodnich Wielkanoc przypada w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca (tzw. paschalna pełnia Księżyca), przypadającej po 21 marca. Oznacza to, że Wielkanoc wypada pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia (włącznie). Daty kościelnej pełni Księżyca zostały wyznaczone i stabelaryzowane w czasie Soboru Nicejskiego w 325 roku n.e. Tym samym kościelna pełnia Księżyca różni się od astronomicznej, wyliczanej dzisiaj według obserwacji.
Metoda Gaussa - Dla kalendarza gregoriańskiego
Sposób obliczenia tej daty został podany przez niemieckiego matematyka C.F. Gaussa.
Do obliczeń potrzebne są dwie liczby A i B. Ich wartości odczytujemy z poniższej tabeli[22]:
|
Lata
|
A
|
B
|
Wyjątki (rok)
|
|
I rodzaju
|
II rodzaju
|
|
33–1582
|
15
|
6
|
brak
|
brak
|
|
1583–1699
|
22
|
2
|
1609
|
brak
|
|
1700–1799
|
23
|
3
|
brak
|
brak
|
|
1800–1899
|
23
|
4
|
brak
|
brak
|
|
1900–2099
|
24
|
5
|
1981, 2076
|
1954, 2049
|
|
2100–2199
|
24
|
6
|
2133
|
2106
|
|
2200–2299
|
25
|
0
|
2201, 2296
|
brak
|
|
2300–2399
|
26
|
1
|
brak
|
brak
|
|
2400–2499
|
25
|
1
|
2448
|
brak
|
|
2500–2599
|
26
|
2
|
brak
|
brak
|
|
2600–2699
|
27
|
3
|
2668
|
brak
|
|
2700–2899
|
27
|
4
|
2725, 2820
|
brak
|
|
2900–2999
|
28
|
5
|
brak
|
brak
|
Należy pamiętać, że do 1582 roku obowiązywał kalendarz juliański. Wartości A i B w innych latach dotyczą więc wyłącznie kalendarza gregoriańskiego.
Następnie należy wykonać 6 kroków:
Dzielimy liczbę roku przez 19 i znajdujemy resztę a.
Dzielimy liczbę roku przez 4 i znajdujemy resztę b.
Dzielimy liczbę roku przez 7 i znajdujemy resztę c.
Resztę a mnożymy przez 19, do iloczynu dodajemy liczbę A, sumę dzielimy przez 30 i znajdujemy resztę d.
Dzielimy sumę iloczynów 2b + 4c + 6d + B przez 7 i znajdujemy resztę e.
Sumę reszt d + e dodajemy do daty 22 marca i otrzymujemy datę Wielkanocy.
Jeżeli data wypadnie powyżej 31 marca, należy ją przeliczyć na odpowiedni dzień kwietnia. Można też sprawdzić, czy d + e < 10. Jeśli tak, to Wielkanoc jest (d + e + 22) marca. Jeśli nie, to (d + e – 9) kwietnia.
Od powyższej reguły istnieją wyjątki:
Wyjątek pierwszego rodzaju zachodzi, gdy d = 29 oraz e = 6, czyli Wielkanoc miałaby przypaść na dzień 26 kwietnia. Wtedy zawsze obchodzi się ją tydzień wcześniej, tzn. 19 kwietnia. Wypadek ten zaszedł w latach 1609 i 1981.
Wyjątek drugiego rodzaju zachodzi wtedy, gdy d = 28 oraz e = 6 i dzielenie 11A + 11 przez 30 daje resztę mniejszą od 19 (lub po prostu a > 10). Wówczas według powyższego algorytmu Wielkanoc w 1954 roku miała przypaść 25 kwietnia, a obchodzona była 18 kwietnia; ten drugi wyjątek – jak pisał Gauss w 1807 r. – „dotychczas nie zaszedł i po raz pierwszy nastąpi dopiero w roku 1954”.
Jak można było zauważyć, lata, w których występują dane wyjątki do roku 2999, podane są w powyższej tabeli współczynników A i B dla określonych przedziałów czasowych.
Przykładowo wyznaczymy datę Wielkanocy w roku 2008.
2008 : 19 = 105 i reszta 13. a = 13.
2008 : 4 = 502 i reszta 0. b = 0.
2008 : 7 = 286 i reszta 6. c = 6.
(19 × a + A): 30 → (19 × 13 + 24): 30 = 271 : 30 = 9 i reszta 1. d = 1.
(2 × b + 4 × c + 6 × d + B): 7 → (2 × 0 + 4 × 6 + 6 × 1 + 5): 7 → 35 : 7 = 5 i reszta 0.
d + e + 22 → 1 + 0 + 22 = 23, to znaczy, że 23 marca – to data Wielkanocy w 2008 roku, według kalendarza gregoriańskiego.
Dla kalendarza juliańskiego
Jeśli chodzi o kalendarz juliański, to wystarczy zawsze brać za A 15, a za B 6.
Przykład dla 1928 roku:
1928 : 19 = 101 i reszta 9. a = 9.
1928 : 4 = 482 i reszta 0. b = 0.
1928 : 7 = 275 i reszta 3. c = 3.
(19 × a + A): 30 → (19 × 9 + 15): 30 = 186 : 30 = 6 i reszta 6. d = 6.
(2 × b + 4 × c + 6 × d + B): 7 → (2 × 0 + 4 × 3 + 6 × 6 + 6): 7 = 54 : 7 = i reszta 5. e = 5.
d + e + 22 = 6 + 5 + 22 = 33.
Wielkanoc w roku 1928 według kalendarza juliańskiego wypadała więc na 33. dzień, licząc od 1 marca, czyli 2 kwietnia.
Metoda Meeusa/Jonesa/Butchera - Dla kalendarza gregoriańskiego
Ten sposób został przedstawiony przez Jeana Meeusa w jego książce Astronomical Algorithms w 1991 roku. Może być uznany za lepszy od tego poprzedniego, ponieważ nie wymaga żadnych cyfr dla określonego zakresu czasu i nie ma od niego wyjątków. Wystarczy podać dowolny rok.
I tak:
Dzielimy liczbę roku na 19 i wyznaczamy resztę a.
Dzielimy liczbę roku przez 100, wynik zaokrąglamy w dół (odcinamy część ułamkową) i otrzymujemy liczbę b.
Dzielimy liczbę roku przez 100 i otrzymujemy resztę c.
Liczymy: b: 4 i wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę d.
Liczymy: b: 4 i wyznaczamy resztę e.
Liczymy: (b + 8): 25 i wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę f.
Liczymy: (b – f + 1): 3 i wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę g.
Liczymy: (19 × a + b – d – g + 15): 30 i wyznaczamy resztę h.
Liczymy: c: 4 i wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy cyfrę i.
Liczymy: c: 4 i wyznaczamy resztę k.
Liczymy: (32 + 2 × e + 2 × i – h – k): 7 i otrzymujemy resztę l.
Liczymy: (a + 11 × h + 22 × l): 451 i wynik zaokrąglamy w dół i otrzymujemy liczbę m.
Liczymy: (h + l – 7 × m + 114): 31 i otrzymujemy resztę p.
Dzień Wielkanocy = p + 1.
Miesiąc = Zaokrąglenie w dół dzielenia (h + l – 7 × m + 114) przez 31.
Przykład dla roku 2012:
2012 : 19 = 105 i reszta 17. a = 17.
2012 : 100 = 20,12, w zaokrągleniu w dół 20. b = 20.
2012 : 100 = 20 i reszta 12. c = 12.
b: 4 → 20 : 4 = 5, w zaokrągleniu w dół również 5. d = 5.
b: 4 → 20 : 4 = 5 i reszta 0. e = 0.
(b + 8): 25 → (20 + 8): 25 = 28 : 25 = 1,12, w zaokrągleniu w dół 1. f = 1.
(b – f + 1): 3 → (20 – 1 + 1): 3 = 20 : 3 = 6,(6), w zaokrągleniu w dół 6. g = 6.
(19 × a + b – d – g + 15): 30 → (19 × 17 + 20 – 5 – 6 + 15): 30 = 347 : 30 = 11 i reszta 17. h = 17.
c: 4 → 12 : 4 = 3, w zaokrągleniu w dół 3. i = 3.
c: 4 → 12 : 4 = 3 i reszta 0. k = 0.
(32 + 2 × e + 2 × i – h – k): 7 → (32 + 2 × 0 + 2 × 3 – 17 – 0): 7 = 21 : 7 = 3 i reszta 0. l = 0.
(a + 11 × h + 22 × l): 451 → (17 + 11 × 17 + 22 × 0): 451 = 204 : 451 = 0,(4523281596), w zaokrągleniu w dół 0. m = 0.
(h + l – 7 × m + 114): 31 → (17 + 0 – 7 × 0 + 114): 31 = 131 : 31 = 4 i reszta 7. p = 7.
Dzień to p + 1 → 7 + 1 = 8. Wielkanoc wypada więc ósmego.
Miesiąc to (h + l – 7 × m + 114): 31 → (17 + 0 – 7 × 0 + 114): 31 = 131 : 31 = 4,(225806451612903), w zaokrągleniu w dół 4. Wielkanoc jest więc w kwietniu.
Wielkanoc w 2012 roku wypada więc 8 kwietnia (według kalendarza gregoriańskiego).
Dla kalendarza juliańskiego
Jean Meeus w swojej książce Astronomical Algorithms prezentuje także odpowiedni algorytm dla kalendarza juliańskiego.
Tak więc:
Dzielimy liczbę roku przez 4 i otrzymujemy resztę a.
Dzielimy liczbę roku przez 7 i otrzymujemy resztę b.
Dzielimy liczbę roku przez 19 i otrzymujemy resztę c.
Dzielimy (19 × c + 15) przez 30 i otrzymujemy resztę d.
Dzielimy (2 × a + 4 × b – d + 34) przez 7 i otrzymujemy resztę e.
Miesiąc = zaokrąglenie w dół (d + e + 114): 31.
Dzień = reszta z dzielenia (d + e + 114) przez 31 plus 1.
Przykład dla roku 2012:
2012 : 4 = 503 i reszta 0. a = 0.
2012 : 7 = 287 i reszta 3. b = 3.
2012 : 19 = 105 i reszta 17. c = 17.
(19 × c + 15): 30 → (19 × 17 + 15): 30 = 338 : 30 = 11 i reszta 8. d = 8.
(2 × a + 4 × b – d + 34): 7 → (2 × 0 + 4 × 3 – 8 + 34): 7 = 38 : 7 = 5 i reszta 3. e = 3.
Miesiąc to (d + e + 114): 31 → (8 + 3 + 114): 31 = 125 : 31 = 4,(032258064516129), w zaokrągleniu w dół 4. Wielkanoc wypada więc w kwietniu.
Dzień to reszta z (d + e + 114): 31 plus 1 → (8 + 3 + 114): 31 plus 1 → 125 : 31 plus 1 → 4 i reszta 1 plus 1 → 1 + 1 = 2. Wielkanoc jest więc drugiego.
Wielkanoc w roku 2012 według kalendarza juliańskiego wypada więc 2 kwietnia.
Konwersja dat z kalendarza juliańskiego do gregoriańskiego
W przypadku okresu od 29 lutego 1900 do 28 lutego 2100 kalendarza juliańskiego do daty Wielkanocy należy dodać 13 dni[23]. Otrzymujemy w ten sposób daty Wielkanocy dla kościoła prawosławnego według kalendarza gregoriańskiego:
Rok Kalendarz juliański Kalendarz gregoriański
2012 2 kwietnia = 15 kwietnia
2013 22 kwietnia = 5 maja
2014 7 kwietnia = 20 kwietnia
2015 30 marca = 12 kwietnia
2016 18 kwietnia = 1 maja
I tak na przykład w 2015 roku Wielkanoc wypada 5 kwietnia w kościołach zachodnich według kalendarza gregoriańskiego oraz 30 marca w kościołach wschodnich według kalendarza juliańskiego, co odpowiada 12 kwietnia według kalendarza gregoriańskiego. Przykładowe różnice dni dla szerszego zakresu lat w okresie Wielkanocy są następujące[23][24]:
Lata Różnica
1500–1699 10 dni
1700–1799 11 dni
1800–1899 12 dni
1900–2099 13 dni
2100–2199 14 dni
Święci i błogosławieni w tygodniu
|
•
|
5 kwietnia - św. Wincenty Ferreriusz, prezbiter
|
|
•
|
5 kwietnia - św. Maria Krescencja Höss, dziewica
|
|
•
|
5 kwietnia - św. Katarzyna Thomas, dziewica
|
|
•
|
5 kwietnia - bł. Julianna z Mont Cornillon, pustelnica
|
|
•
|
6 kwietnia - św. Wilhelm z Paryża, opat
|
|
•
|
6 kwietnia - św. Prudencjusz, biskup
|
|
•
|
6 kwietnia - bł. Pierina Morosini, dziewica i męczennica
|
|
•
|
7 kwietnia - św. Jan Chrzciciel de la Salle, prezbiter
|
|
•
|
8 kwietnia - św. Dionizy, biskup i męczennik
|
|
•
|
8 kwietnia - św. Walter z S. Martino di Pontoise, opat
|
|
•
|
9 kwietnia - św. Gaucheriusz, prezbiter
|
|
•
|
9 kwietnia - św. Maria, żona Kleofasa
|
|
•
|
10 kwietnia - św. Fulbert, biskup
|
|
•
|
11 kwietnia - św. Gemma Galgani, dziewica
|
|
•
|
12 kwietnia - św. Zenon z Werony, biskup
|
|
•
|
12 kwietnia - św. Juliusz I, papież
|
NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
(pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.