W BLASKU MIŁOSIERDZIA

17/1074 – 12 kwietnia 2026 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

5 

 

 

Niedziela, 12 kwietnia 2026

II NIEDZIELA WIELKANOCNA

MIŁOSIERDZIA BOŻEGO (rok A)

                                                                                    

Dziś w całym Kościele obchodzone jest Święto Miłosierdzia Bożego. Zostało ono ustanowione za sprawą objawień św. Faustyny Kowalskiej, w czasie których sam Jezus prosił o to święto.

 

 

 2

  

Czytania:
Pierwsze czytanie: Dz 2,42-47
Psalm: Ps 118
Drugie czytanie: 1 P 1,3-9
Ewangelia: J 20,19-31
 
Ewangelia:
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli
J 20, 19-31
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.
A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!»
Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».
A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».
Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!»
Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».
I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.
 
Komentarz do czytań:
 Kiedy bezrobotny znajduje dobrze płatną pracę wszystko w jego życiu się zmienia. A gdy do człowieka dociera, że Chrystus zmartwychwstał?
Jak to się dziś mówi? Game changer? Czyli coś, co zmienia reguły gry. Tak, zmartwychwstanie Jezusa całkiem zmieniło tę grę, jaką jest życie człowieka na ziemi. Okazało się, że nie kończy się nicością ani koszmarem ponurych zaświatów, ale może skończyć się zmartwychwstaniem i życiem w wiecznym szczęściu.
Po co życie, którego kresem jest piękny nagrobek? Żaden smutek nie jest straszny, skoro jest niebo. To chyba najważniejsze przesłanie płynące z czytań tej niedzieli. Zresztą cała wymowa czytań okresu wielkanocnego właśnie taka jest: zmartwychwstanie Jezusa zmienia optykę patrzenia na życie i na świat. Chodzi teraz głównie o to, by konsekwentnie wierząc w zmartwychwstanie Jezusa konsekwentnie też żyć nadzieją, jaka ta prawda daje. To jest prawdziwe życie, życie z Chrystusem. Reszta to tylko wegetacja. Bo jak można żyć, gdy nie spodziewam się niczego lepszego niż parę ciepłych mów wygłoszonych na pogrzebie i elegancka trumna czy urna?

 

 

3

 

 

W dzisiejszym numerze
- Dotknąć Niewidzialnego
- Nie bez wątpliwości
- Niedziela Miłosierdzia Bożego
- Czym tak naprawdę jest Boże miłosierdzie? Oto dziewięć jego cech według nieżyjącego kapłana
- Święta Maria Kleofasowa
- Ołtarz w kościele i ołtarz naszego serca
- Mylimy spowiedź z psychoterapią? To błąd, który popełnia wielu
- Tutaj i tam
- Przemiana duchowa Francji nabiera niespotykanego tempa
- USA: cicha odnowa Kościoła na peryferiach, duża rola wspólnot
- Jasna Góra ma nowego przeora
- Biskup wędkarzem? - święty Zenon
- Święci i błogosławieni w tygodniu

  

  6

 

Dotknąć Niewidzialnego

 Słowa Jezusa „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” nie oznaczają, że nasza wiara ma być ślepa. Jezus chce, abyśmy wszyscy Go doświadczyli i aby nasza wiara opierała się na doświadczeniu, a nie na teorii. Wiadomo jednak, że nie wszyscy mogli zobaczyć Jezusa po Jego zmartwychwstaniu a przed wniebowstąpieniem. Błogosławieni są więc ci, którzy doświadczyli Jezusa w inny sposób niż ten opisany w dzisiejszej Ewangelii, to znaczy w sposób duchowy.

 Wbrew temu co się powszechnie sądzi, doświadczenie duchowe jest bowiem wspanialszym doświadczeniem niż to „naoczne”. Doświadczenie duchowe przenosi nas do nowej, niebiańskiej rzeczywistości, bo daje nam doświadczenie Jezusa nie tylko zmartwychwstałego, ale i „wniebowstąpionego”. Pozwala nam dotknąć niewidzialnego Jezusa.

o. Mieczysław Łusiak SJ – „mateusz.pl”

 

 

 1a

 

Nie bez wątpliwości

 Lubię widzieć w Ewangelii tę nieporadność apostołów, ich niepoukładanie, grzechy, czasami zwykły brak organizacji, ale także małoduszność, strach, tchórzostwo, a w końcu niewiarę. Jak na opowieść o zbawieniu, ilość „tego, co ludzkie”, jest całkiem spora. A jednak nie przygniata. Bo „to, co ludzkie”, w Ewangelii jest zbawione. A wręcz: zbawienne.

 Grzegorz Wielki napisał, że naszej wierze więcej pomaga niewiara Tomasza niż wiara apostołów. Tomaszowe niedowierzanie jest lustrem, w którym mogę zobaczyć moje własne wątpliwości i przekonać się, że nie są one przeszkodą między mną a Zbawicielem. Jest dla mnie miejsce w Wieczerniku. W końcu żaden z apostołów nie dostrzegł z taką jaskrawością, z kim ma do czynienia, jak ten, który wątpił, ale wyznał: Pan mój i Bóg mój. Kto wie, może dlatego uwierzył, że pozwolił sobie na wątpliwość?

 Józef Ratzinger w swoim Wprowadzeniu w chrześcijaństwo pisał: „Nikt nie może uniknąć całkowicie wątpienia ani całkowicie wiary; dla jednych wiara będzie istniała przeciw wątpieniu, dla drugich przez wątpienie i w formie wątpienia. (…) Może właśnie wątpienie jednego i drugiego człowieka chroni ich przed zasklepieniem się w sobie i mogłoby się stać miejscem spotkania. Nie pozwala im zamknąć się w sobie, każe wierzącemu dojrzeć człowieka w niewierzącym, a niewierzącemu w wierzącym”.

 Wątpienie nie jest przeciwieństwem wiary, ale jej cechą. Skoro tak, to może się stać miejscem spotkania. Wątpienie nie wyklucza zaufania – jest jego warunkiem. Cóż byłoby po ufności, gdyby wszystkie wątpliwości zostały rozwiane? Nie wiem – dlatego wierzę. I dlatego mogę szukać schronienia w ranach Zbawiciela – ja, człowiek wątpiący, który wierzy.

Paweł Jamróz OP – „wdrodze.pl”

 

 

  8

 

Niedziela Miłosierdzia Bożego

Już druga Niedziela Wielkanocna – Niedziela Miłosierdzia Bożego. Świętujemy pamiątkę Jezusa Zmartwychwstałego, najważniejszego wydarzenia dla nas, ludzi wierzących. Ale czy na pewno uświadamiamy sobie, co się wydarzyło w tych dniach? Na myśl przychodzi mi od razu następująca historia.

Kilka dni przed uroczystością Wielkiej Nocy pewien obcokrajowiec szedł śpiesznie ruchliwą ulicą. Nagle coś go zatrzymało. Stanął przed sklepową wystawą z dewocjonaliami i przyglądał się obrazowi Ukrzyżowanego. Był tym tak przejęty, że dopiero po chwili zauważył stojącego obok małego chłopca. Malec oglądał obraz z równie napiętą uwagą jak on sam.

„Czy nie mógłbyś mi, synku, powiedzieć, co właściwie ten obraz przedstawia?” – spytał.

„To pan nie wie?” – chłopiec zdawał się zdumiewać nieświadomością dorosłego. „Więc to jest Jezus, a to Jego Matka, Maryja, stoi tu i płacze… a ci drudzy to rzymscy żołnierze… – zawahał się przez chwilę – oni Go zabili”.

Starszy człowiek po chwili odszedł. Nagle usłyszał za sobą tupot nóg. Chłopiec dopadł go zdyszany. „Nie powiedziałem panu jeszcze najważniejszego” – mówił, łapiąc oddech. – „On potem zmartwychwstał i pokonał śmierć i przyszedł do swoich uczniów!”.

On zmartwychwstał i przyszedł do swoich uczniów. Ewangelia dzisiejszej niedzieli pokazuje nam właśnie ten moment. Wieczernik. Uczniowie zamknięci, pełni lęku, niepewności i strachu. Drzwi zamknięte, ale także zamknięte serca. I nagle pośród nich staje Zmartwychwstały Jezus i mówi: „Pokój wam”.

To pierwsze słowa Zmartwychwstałego. Nie wyrzut, nie oskarżenie, nie pytanie o ucieczkę spod krzyża. Jezus przychodzi z pokojem. Stąd pozdrowienie: „Pokój wam”. Pokazuje im swoje rany.

Zmartwychwstały Chrystus przychodzi także nieustannie do nas i nas również pozdrawia tymi samymi słowami: „Pokój tobie. Przestań się martwić i niepokoić swoimi grzechami, przestań się lękać. Ja zwyciężyłem świat i zło. Ja jestem Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. Zaufaj Mi i złóż swoje grzechy, troski, lęki i niedostatki na Mnie. Ja już je poniosłem na krzyż i zwyciężyłem, a tobie przynoszę pokój”.

Wracając do Ewangelii, tak jak to bywa w życiu – jeden z Apostołów nie jest obecny w wieczerniku. Nie było Tomasza. Gdy uczniowie opowiadają mu, co się wydarzyło, on w to nie wierzy. Chce dowodu dla swojej wiary. I po kilku dniach otrzymuje ten dowód. Jezus staje pomiędzy nimi po raz kolejny, pokazuje mu swoje rany i mówi: sprawdź, nie bądź niedowiarkiem.

A potem wypowiada słowa, które są kluczem dzisiejszej Ewangelii: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy – są im odpuszczone, a którym zatrzymacie – są im zatrzymane”.

To właśnie w tej chwili Zmartwychwstały Chrystus ustanawia sakrament miłosierdzia. Daje Kościołowi władzę odpuszczania grzechów. Pokazuje, że Jego zmartwychwstanie nie jest tylko wydarzeniem z przeszłości, ale że Jego miłosierdzie działa nadal – w Kościele, w sakramencie pokuty, w przebaczeniu.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi o odpuszczeniu grzechów. Pragnie dla nas pokoju. Pragnie nas obdarzyć swoim miłosierdziem. Daje nam to wielkie święto, które jest nie tylko dniem szczególnego uwielbienia Boga w tajemnicy miłosierdzia, ale także czasem łaski dla wszystkich ludzi.

Nieprzypadkowo ta niedziela została nazwana Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Pan Jezus objawił tę prawdę św. Faustynie Kowalskiej, prosząc, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. Polecił także namalować obraz z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”.

Na tym obrazie widzimy Jezusa Zmartwychwstałego, który pokazuje swoje rany, a z Jego serca wypływają promienie – czerwony i blady. To znak krwi i wody, znak sakramentów, znak miłosierdzia, które obmywa nasze grzechy.

Jezus powiedział do św. Faustyny, że dusza, która przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej w tym dniu, dostępuje zupełnego odpuszczenia win i kar. To wielka obietnica łaski, jakiej Kościół udziela nam w Niedzielę Miłosierdzia.

Dlatego dzisiejsza Ewangelia nie jest tylko opowiadaniem o apostołach. Ona dotyczy nas. My także zamykamy się w naszych lękach, grzechach, słabościach. My także potrzebujemy pokoju. I właśnie do nas przychodzi dziś Jezus i mówi: „Pokój tobie. Nie bój się. Przynoszę ci przebaczenie”.

Największym miejscem spotkania z Bożym miłosierdziem jest sakrament spowiedzi. Tam Zmartwychwstały Chrystus mówi do nas: „Pokój tobie, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Tam naprawdę dotykamy Jego ran, jak Tomasz. Tam doświadczamy, że miłosierdzie jest większe niż nasz grzech.

Ileż dziś ludzi żyje w niepokoju serca, ilu nosi w sobie ciężar winy, ilu nie wierzy, że Bóg może przebaczyć. A Jezus mówi jasno: nie ma takiego grzechu, którego nie mogłoby ogarnąć Boże miłosierdzie. Nie ma takiego upadku, z którego Bóg nie mógłby podnieść człowieka.

Kulminacją dzisiejszego orędzia jest jedno zdanie: miłosierdzie Boże jest większe niż każdy grzech człowieka.

Dzisiejsza Niedziela Miłosierdzia Bożego to okazja do refleksji nad tym, co ostatecznie jest dla mnie podstawą radości i nadziei. W świecie, w którym tak wiele już się zawaliło i tak wiele zawiodło, uciekamy się do Bożego miłosierdzia, prosząc o miłosierdzie dla nas i całego świata. To jest źródło naszej najgłębszej nadziei i naszego trwałego pokoju. Budowanie na czym innym okazało się nietrwałe.

Czyż świat nie dostrzega, że bez Bożego miłosierdzia chyli się ku nieuchronnemu upadkowi? Czyż my sami nie jesteśmy tak ślepi, że nie widzimy, iż jedynym ratunkiem dla zdezorientowanej i bardzo często zdeprawowanej ludzkości jest ucieczka do tego właśnie niezgłębionego oceanu Bożego miłosierdzia?

Kronika parafialna jednego z hiszpańskich kościołów opisuje między innymi następujące wydarzenie. Spowiadający w tym kościele duszpasterz był niezwykle surowym ascetą. Wymagał bardzo dużo nie tylko od siebie, ale również od swoich penitentów. Zdarzyło się, że przychodził do niego do spowiedzi pewien grzesznik, który ciągle popełniał te same grzechy. Surowy spowiednik upominał go podczas kilku spowiedzi, ale na próżno. Wreszcie przy jednej ze spowiedzi powiedział mu otwarcie:

„Jeżeli się nie poprawisz i przyjdziesz jeszcze raz z tymi samymi grzechami, nie dostaniesz rozgrzeszenia”.

Kiedy ten biedny grzesznik przyszedł następnym razem i wyznał znowu te same grzechy, spowiednik był nieprzejednany. Jak opisuje kronika, miał się wtedy wydarzyć następujący cud. Na ścianie kościoła, naprzeciw konfesjonału tego surowego kapłana, wisiał duży drewniany krzyż z ukrzyżowanym Chrystusem.

W momencie, kiedy skruszony grzesznik prosił o rozgrzeszenie, a serce kapłana pozostawało nieugięte, Pan Jezus miał oderwać jedną rękę od krzyża i udzielić temu grzesznikowi przebaczenia. Następnie napomniał kapłana słowami: „To Ja umarłem za tego grzesznika na krzyżu, nie ty. Dlaczego więc odmawiasz mu Mojego miłosierdzia i przebaczenia?”.

Historia grzesznika, który ciągle upada w te same grzechy, jest historią każdego z nas. My również wiele razy przystępowaliśmy do sakramentu pokuty i wiele razy obiecywaliśmy poprawę, a potem znowu upadaliśmy. Pomimo tego Chrystus nie zmęczył się naszymi upadkami i niewiernościami. Nieustannie okazuje nam swoje przebaczenie i miłosierdzie.

Ileż dziś ludzi ślepych duchowo, ilu głuchych na Boży głos, ile osób strapionych i przygnębionych? Do tych wszystkich ludzi przychodzi Jezus ze swoim orędziem miłosierdzia i przebaczenia. I nieważne, ile razy upadamy – On nam przebacza, bo Jego miłosierdzie nie ma granic i się nie kończy.

Dzisiejsza Niedziela Miłosierdzia jest zaproszeniem: zaufaj. Nie uciekaj przed Bogiem. Nie bój się spowiedzi. Nie myśl, że twoje grzechy są zbyt wielkie. Jezus czeka właśnie na ciebie.

Na obrazie Jezusa Miłosiernego widnieją słowa: „Jezu, ufam Tobie”. To najkrótsza i najpiękniejsza modlitwa tej niedzieli. To także program życia chrześcijanina.

Dlatego wezwaniem dzisiejszej Ewangelii jest jedno: zaufaj miłosierdziu Boga i wróć do Niego.

Niech każdy z nas zapamięta jedno zdanie: im większa nasza nędza, tym większe prawo do Bożego miłosierdzia.

Nie bądźmy zatem niedowiarkami i nie traćmy ufności w nieskończone miłosierdzie Boże. Choćby nasze grzechy były bardzo wielkie i – jak w przytoczonym przykładzie – bylibyśmy niepoprawnymi grzesznikami, ufajmy, że miłosierdzie Boże jest jeszcze większe.

Przecież sam Jezus udziela nam przebaczenia i miłosierdzia. Tylko od nas zależy, czy skorzystamy z tej łaski. Odpowiedzmy Mu dziś z wiarą i ufnością: Jezu, ufam Tobie. Amen.

o. Wojciech Wilgowicz CSsR – „redemptor.pl”

Redemptorysta Prowincji Warszawskiej, katecheta oraz duszpasterz w Parafii Ducha Świętego – Szczecinek

 

 

 9

 

Czym tak naprawdę jest Boże miłosierdzie?

Oto dziewięć jego cech według nieżyjącego kapłana

Czym jest Boże miłosierdzie? Czy da się w zwięzły i konkretny sposób opisać fenomen, który dzięki świętej siostrze Faustynie Kowalskiej rozlał się i wciąż rozlewa na cały świat? Próby takiej podjął się nieżyjący już kapłan, ks. Stanisław Mrozek SJ, który w poruszający, ale i przystępny dla każdego sposób opisał, czym jest Boże miłosierdzie. Z okazji zbliżającej się Niedzieli Miłosierdzia Bożego publikujemy jego rozważania w dziewięciu punktach.

1. Miłosierdzie to jedno z imion Boga i Jego najważniejszy atut.

Spośród wielu określeń Pana Boga występujących na kartach Pisma św. może najbliższe jest nam to, które podaje św. Paweł Apostoł: "Ojciec miłosierdzia" (2 Kor 1, 3). Imię to, przekazywane z pokolenia na pokolenie, stanowi jakby latarnię morską dla ludzi, którzy chcą żyć zgodnie z sumieniem i mieć na ziemi nadzieję.

2. Miłosierdzie to gest kochającego Ojca i "tęcza Bożego uśmiechu".

Żaden przymiot Stwórcy nie jest tak mocno podkreślany w Biblii jak miłosierdzie. Objawia się w nim ogromna miłość Boga, który wzywa wciąż ku sobie, gestem najlepszego Ojca przygarnia do serca grzeszną ludzkość i każdego człowieka. Świeci ta prawda jasno wśród nocy rozpaczy, nocy wyrzutów sumienia. Jawi się jak tęcza Bożego uśmiechu, słodkiego przebaczenia i pokoju, zwiastun pogody i szansa na normalne życie dziecka Bożego.

3. Boże miłosierdzie to wierność mimo zdrady.

Autorzy ksiąg Starego Testamentu na określenie miłosierdzia używają często dwóch wyrażeń, z których każde ma nieco inne zabarwienie treściowe. Wyraz "hesed" wskazuje na swoistą postawę "dobroci", wyrażającą się w wierności nawet pomimo zdrady i grzechu. Odnosi się to do Boga, który pozostawał wierny Przymierzu z ludem (Izraelem), gdy ten łamał zawarte z Nim Przymierze, gdy nie dotrzymywał jego warunków.

4. Miłosierdzie to matczyna miłość Boga.

Drugie określenie miłosierdzia w księgach Starego Testamentu to "rahamim". Już w swym źródłosłowie wskazuje na miłość matczyną ("rehem" - łono matczyne). To słowo rodzi całą skalę uczuć, a wśród nich dobroć i tkliwość, łaskawość i pomoc okazywaną osobie potrzebującej pomocy, cierpliwość i wyrozumiałość, czyli gotowość do przebaczania. Czytamy u proroka Izajasza: "Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie!" (Iz 49, 15). Tak więc Bóg w swej miłości miłosiernej jest do końca wierny i macierzyński.

5. Boże miłosierdzie to nasz ostatni ratunek przed sądem.

Przyjmując Boże Miłosierdzie tu, na ziemi, w sakramentalnej spowiedzi świętej, możemy liczyć na nie w godzinę śmierci i sądu Bożego. Pan Jezus zwierza się swojej wybranej duszy, świętej siostrze Faustynie: "Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się Serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili Serce Moje, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki Mojej. Jeżeli uciekają przed Miłosiernym Sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje..." (Dzienniczek, n. 1728).

6. Miłosierdzie to miłość agape.

Miłość taka zdolna jest do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną, nad grzechem. Kiedy zaś to czyni, ów, który doznaje miłosierdzia, nie czuje się poniżony, ale odnaleziony i dowartościowany (encyklika Jana Pawła II Dives in Misericordia, 6). Jest w tym wspólne doświadczenie tego, co zawiera się w stwierdzeniu: dobrze, że jesteś, jaki jesteś... Miłowanie innych ze względu na to, że są sympatyczni, życzliwi, dobrzy, gdy na miłość zasługują, jest miłością właściwą poganom. Pan Jezus mówi: to też potrafią poganie... (zob. Mt 5, 43-48). Natomiast gdy dochodzi do miłości - miłosierdzia, gdy się miłuje kogoś, chociaż na to nie zasługuje, wtedy nasza miłość jest miłością miłosierną, to jest ewangeliczną. Miłosierdzie jest więc miłością trudnych bliźnich przed innymi.

7. Miłosierdzia Bożego doświadczamy w sakramentach.

Nie wystarczy, że jest chleb, woda, powietrze, światło, ciepło. Trzeba to wszystko wziąć, żeby żyć, mieć siły, pracować. Tak samo nie wystarczy, że jest Boże Miłosierdzie. Jego miłosierna miłość, przebaczająca i hojna. Trzeba przyjąć miłosierną miłość Boga. Ona zaś udostępniana jest nam obecnie przez Chrystusa w Kościele, założonym przez Niego, by był przedłużeniem Jego obecności i działalności w świecie po Wniebowstąpieniu. I dziś Kościół jest drogą do Boga i miejscem doświadczenia Miłosierdzia Bożego.

8. Boże Miłosierdzie ma swoje uosobienie w Jezusie Chrystusie.

Oblicza Boga Miłosiernego odsłonił nam w pełni Jezus Chrystus, sprawca i Pan Nowego Przymierza. Chrystus nadaje całej starotestamentowej tradycji Miłosierdzia Bożego ostateczne znaczenie. Mówi o nim, tłumacząc je poprzez porównania i przypowieści, nade wszystko zaś sam je wciela i uosabia. W Jezusie w sposób szczególny "widzialny" staje się Bóg jako Ojciec "bogaty w miłosierdzie". Chrystus określa swoje posłannictwo wobec mieszkańców Nazaretu, powołując się na słowa proroka Izajasza: "Duch Pański spoczywa na Mnie, prowadzi Mnie, namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie, abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana" (Łk 4, 18).

9. Szczytem miłosierdzia jest śmierć Chrystusa na krzyżu.

Pełne wylanie łask Miłosierdzia Bożego nastąpiło w godzinie zbawczej śmierci Pana Jezusa na krzyżu. Ta ofiara krzyżowa jest ponawiana w każdej Mszy świętej. Bez ofiary Mszy świętej nie byłoby Boga z nami w Najświętszym Sakramencie Obecności i nie byłoby możliwości przyjęcia owoców łaski Ukrzyżowanej Miłości, która jest szczytem Miłosierdzia Bożego. W ofierze Mszy świętej mamy zatem stale bijące źródło, z którego rozchodzi się Boże Miłosierdzie na cały świat. Otrzymujemy w darze Dawcę Miłosierdzia, a z Nim owoce odkupienia.

Stanisław Mrozek SJ (1936-2023) - jezuita, rekolekcjonista i ceniony duszpasterz. Święcenia kapłańskie przyjął w 1962 roku z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego. Przez lata posługiwał m.in. we Wrocławiu, Częstochowie, Krakowie, Gliwicach i Opolu, dając się poznać jako gorliwy kapłan, kaznodzieja i autor duchowych rozważań.

Piotr Kosiarski – „deon.pl”

 

 

10 

 

Święta Maria Kleofasowa

Niewiele o niej wiemy. Była żoną Kleofasa. Należała do rodziny Maryi. Jej synami byli: Jakub, Józef i Juda Tadeusz, których Ewangelie nazywają „braćmi”, czyli krewnymi Jezusa. Maria Kleofasowa wiernie towarzyszyła Jezusowi w Jego wędrówkach. „Szła za Nim z Galilei i usługiwała Mu”. Gotowała, prała, sprzątała.

Była tuż przy Mistrzu w najbardziej dramatycznych chwilach Jego życia. Nawet, gdy przerażeni Apostołowie zwiali spod krzyża, stała na Golgocie. Zadrżała, gdy w chwili śmierci Jezusa zatrzęsła się ziemia. Ta niemal anonimowa kobieta jako pierwsza zobaczyła pusty grób. Czy któryś z Apostołów dostąpił tego zaszczytu? Nie! Jak bardzo Bóg wynagrodził pokorną służbę Marii, skoro dopuścił ją do udziału w wydarzeniach, które wstrząsnęły światem. Gdy o poranku biegła do grobu, by namaścić ciało Jezusa olejkami, znów zatrzęsła się ziemia. „Anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg”.

Spotkałem już kilka Marii. Jeżdżę z mikrofonem i rozmawiam z ludźmi, często z pierwszych stron gazet. Bardzo często wskazują na anonimowe „Marie, żony Kleofasa”. Siostra Anna Bałchan, pracująca z kobietami wykorzystywanymi do prostytucji, powiedziała mi wprost: Nie czuję się gigantem duchowym. Nie pracuję sama: jest ze mną siostra Barbara. Cichutko robi swoje, ma znakomity kontakt z Panem Bogiem, a nie jest na pierwszych stronach gazet. A ja? Jestem medialna, bo mam niewyparzoną gębę.

Jak miała na imię dominikanka, która zaparzyła mi na Świętej Annie herbatę? Kim była mniszka w czerwonym welonie, która w Rybnie poczęstowała mnie ciastem? Niewiele wiem o siostrze Milenie, która dowiedziawszy się, że mam urodziny, podała mi bułkę (był akurat dzień postu), do której powbijała mnóstwo świeczek. To nie są postacie stojące w świetle reflektorów. To „błogosławieni cisi”. A my? Nie lubimy, gdy streszczają nas w jednym zdaniu. Wolimy dłuższe notki biograficzne. Jesteśmy skromni i… jesteśmy z tego dumni. Nasza pokora znana jest w kraju i za granicą.

Marcin Jakimowicz – „wiara.pl”

 

 

 11

 

Ołtarz w kościele i ołtarz naszego serca

Zobaczmyż, bracia, czy i w nas samych nie ma dwóch ołtarzy, mianowicie ołtarza naszego ciała i ołtarza naszego serca. Stąd Bóg oczekuje od nas podwójnej ofiary. Jednej, abyśmy byli czyści ciałem, a drugiej, byśmy byli czystego serca.

Stosowne zachowanie się w kościele

Bracia najdrożsi! Przypominam usilnie, że ci którzy z całą pobożnością przy chodzą do „pasieki" jaką jest kościół, gdzie Chrystus jest niczym najsłodszy plaster miodu, tam na wzór bardzo mądrych pszczół budujących sobie komórki z różnych kwiatów, przyjmuj ą święty i niebieski miód Boskich Pism. Którzy zaś późno przychodzą i wcześnie wychodzą i nawet nie starają się zaczekać na zakończenie boskich misteriów, nie będą zaliczeni do pszczelego roju Chrystusa. Nie zbieraj ą bowiem dobrymi obyczajami duchowego miodu, ale przez pychę i lekceważenie przeszkadzają sobie, a drugich psują, dając przykład złego zachowania.

Ktokolwiek prawdziwie kocha Boga, ten przychodzi wcześnie do kościoła i późno stamtąd wychodzi. W kościele dobrze się zachowuje, a próżne i świeckie mowy odrzuca niczym śmiertelną truciznę, zwracając uwagę na śpiew i modlitwę. Mając w pogardzie gorycz tego świata w kościele szuka źródła, skąd czerpie słodycz, jaką jest Chrystus.

Ci natomiast, którzy są niedbali, nie tylko przychodzą późno do kościoła, ale też wychodzą stamtąd, zanim boskie misteria się zakończą. W kościele oddają się próżnym pogaduszkom, sami nie śpiewają i drugim nie pozwalają ani śpiewać, ani się modlić. Tacy niech szybko się poprawią i niech nie przygotowują sobie śmierci w tym miejscu, w którym powinni znaleźć życie. Ja ze swej strony napominam: kto gardzi wysłańcem, niech lęka się sędziego. Przykre są narzędzia lekarza, ale przynoszą zdrowie. Słodkie wydają się uciechy tego świata, ale przynoszą szkodę.

Ołtarz w kościele i ołtarz naszego serca

1. Bracia! Jak doskonale każdy z was wie, celebrujemy dzisiaj konsekrację ołtarza. Sprawiedliwie i słusznie celebrujemy święto, podczas którego zostanie pobłogosławiony i namaszczony kamień, na którym dla nas konsekruje się boska ofiara. Świętując ten dzień winniśmy starać się z większą uwagą i z całych sił, aby to, co w świątyniach i na ołtarzach w sposób widzialny jest czczone, w nas wypełniło się w sposób niewidzialny. Chociaż świątynie, które widzimy, są święte, są jednak zbudowane z drzewa i kamienia. Cenniejsze przed Bogiem są świątynie naszego serca i ciała. Świątynie z drzewa i kamieni powstały dzięki geniuszowi ludzkiemu. Świątynia ciała i duszy naszej jest stworzona ręką samego niebieskiego artysty [...]

2. W świątyni zbudowanej przez Salomona, jak czytamy, znajdowały się dwa ołtarze: jeden na zewnątrz, drugi wewnątrz. Na tym znajdującym się na zewnątrz były składane ofiary ze zwierząt. Na ołtarzu znajdującym się wewnątrz składana była ofiara całopalna z kadzidła. Zobaczmyż, bracia, czy i w nas samych nie ma dwóch ołtarzy, mianowicie ołtarza naszego ciała i ołtarza naszego serca. Stąd Bóg oczekuje od nas podwójnej ofiary. Jednej, abyśmy byli czyści ciałem, a drugiej, byśmy byli czystego serca. Na ołtarzu zewnętrznym, czyli w naszym ciele, ofiarowane są dobre czyny. W sercu natomiast niech święte myślenie wydziela zapach świętości. Na ołtarzu naszego serca nieustannie dokonujmy tego, co podoba się Bogu. Wtedy dopiero we właściwym porządku będziemy celebrować z radością konsekrację ołtarza, gdy ołtarze naszych serc i ciał z czystym sumieniem ofiarujemy Bożemu majestatowi. Nie wiem, z jaką czelnością i z jakim sumieniem spodziewa się cieszyć z konsekracji ołtarza ten, kto nie stara się strzec czystości na ołtarzu swego serca.

Tekst pochodzi z: Św. Cezary z Arles, Ojcowie żywi, t. XVII, Kraków 2002, s. 144-147. Dziękujemy Wydawnictwu WAM za wyrażenie zgody na publikację

Św. Cezary z Arles - za: „wiara.pl”

 

 

12 

 

Mylimy spowiedź z psychoterapią?

To błąd, który popełnia wielu

Coraz częściej granica między duchowością a psychiką człowieka się zaciera. Tymczasem spowiedź nie jest po to, by „poczuć się lepiej”, ale by wrócić do Boga, uznać grzech i podjąć nawrócenie. Psychoterapia działa inaczej — i właśnie dlatego tych dwóch rzeczy nie wolno ze sobą utożsamiać.

Czy zdarzyło wam się usłyszeć wypowiedź księdza, twierdzącego, że spowiedź jest przede wszystkim od tego, by człowiek poczuł się kochany? Mam wrażenie, że coraz częściej się o tym mówi, ale czy słusznie?

Historia sprzed lat, którą nadal wspominam. Niestety.

Zacznę od wątku osobistego. Jedna z najgorszych spowiedzi w moim życiu. Powiem tyle: u dominikanów. Zaczynam więc wiadomą formułą: „ostatni raz byłam u spowiedzi…”, a zakonnik przerywa mi, mówiąc: „Formuły formułami, ale powiedz mi — jakie ty masz zalety, dobre strony?”

Łom w tryby mojego mózgu. Umysł próbował przeprocesować, co się właśnie stało — dlaczego zakonnik przerwał mi spowiadanie się i zadał akurat takie pytanie. Trwało to ewidentnie za długo, bo przewielebny tryumfalnie postawił mi diagnozę psychologiczną: „Widzisz? Ty po prostu nie lubisz samej siebie i nie potrafisz dostrzec swoich zalet”.

Próbowałam mu wyjaśnić, że pytanie zwyczajnie mnie zaskoczyło, bo nie przyszłam na terapię, tylko do spowiedzi. On jednak wiedział lepiej.

Nie pamiętam przebiegu reszty tej spowiedzi — to było naprawdę dawno. Pamiętam tylko, że wyszłam z niej głęboko zawstydzona, z etykietą przyklejoną przez nowoczesnego zakonnika.

Czym jest spowiedź?

Spowiedź nie jest psychoterapią. To dwie odmienne rzeczywistości. Do spowiedzi przychodzimy, ponieważ obraziliśmy Pana Boga, zgrzeszyliśmy, dodając Mu cierpienia na krzyżu. Idziemy po to, by wyrazić żal za grzechy — nie jako emocję, ale jako postawę serca.

Żałuję grzechu jako rany zadanej Chrystusowi, jako czegoś, co zamyka mnie na łaskę Boga i oddala mnie od Niego. Można nie "czuć" żalu w sensie emocjonalnym, ale żałować rany zadanej tym czynem, czy myślą.

Funkcją spowiedzi jest wyznanie grzechów, zadośćuczynienie, postanowienie poprawy, nawrócenie, ponowne pojednanie z Bogiem i odzyskanie stanu łaski uświęcającej.

Katechizm Kościoła Katolickiego opisuje ją w sposób, który da się streścić następująco: sakrament pokuty i pojednania to dar Bożego miłosierdzia, w którym człowiek otrzymuje przebaczenie grzechów i jednocześnie wraca do jedności z Kościołem, który wspiera go swoją modlitwą i przykładem.

Ma on różne nazwy: sakrament nawrócenia — bo jest powrotem do Boga, od którego grzech oddala; sakrament pokuty — bo wymaga skruchy i zadośćuczynienia; sakrament spowiedzi — bo istotnym elementem jest wyznanie grzechów przed kapłanem; sakrament przebaczenia — bo przez rozgrzeszenie Bóg daje człowiekowi pokój i dar nowego początku; oraz sakrament pojednania — bo przywraca więź z Bogiem i uczy zgody z innymi ludźmi.

Kiedy pokusa staje się grzechem. Bacz, czy sam jej nie sprowadziłeś!

Owoc spowiedzi

Co to oznacza w praktyce? Owocem spowiedzi ma być nawrócenie i zmiana postępowania, by starać się nie popełniać znów tych samych grzechów, a zwłaszcza walczyć ze swoją wadą główną.

Innymi słowy: nie chodzi w spowiedzi o to, by poczuć się lepiej. Ani, by sobie poprawić samoocenę zastanawiając nad swoimi zaletami i mocnymi stronami. Owocem spowiedzi ma być zmiana postępowania. A po to, by zmienić to co robimy konieczne jest stanięcie w prawdzie o sobie, nawet jeśli nie czujemy się przy tym komfortowo.

Co naprawdę ciekawe o uzdrawiającej roli stanięcia w bezwzględnej prawdzie o sobie, nawet jeśli wiąże się z dyskomfortem piszą dziś psychiatrzy. Więc nawet gabinet psychoterapeuty może stać się miejscem, gdzie klient poczuje się emocjonalnie źle.

Psychoterapia a emocje

Emocje są ważne w psychoterapii. Jeśli u kogoś dominują negatywne emocje, w tym na przykład toksyczne poczucie winy, wstydu czy nieszczęścia, psychoterapeuta będzie pracował nad tym, by człowiek zaczął zdrowiej  funkcjonować.

Zdrowie psychiczne polega właśnie na tym, by odczuwać emocje adekwatne do sytuacji, a jednocześnie nauczyć się funkcjonować tak, by nawet w trudnych okolicznościach potrafić dostrzegać pozytywne strony, odczuwać nadzieję i wdzięczność. Generalnie: by negatywne emocje nie dominowały życia człowieka. Nie niszczyły go.

Skutki pomylenia pojęć

Jakie są konsekwencje mylenia psychoterapii ze spowiedzią? Widziałam niedawno mem, w którym „religijna trauma” związana ze spowiedzią zostaje zdemaskowana jako: „Ksiądz mi powiedział, że mój grzech jest zły”.

Nie możemy mylić tych dwóch rzeczy. Da się udzielić pouczenia w konfesjonale w sposób w miarę delikatny, ale wciąż nazywając grzech wprost grzechem i pozostając wiernym obiektywnej prawdzie. Penitent powinien to uszanować. Idziesz wyznać grzech a nie poprawić samoocenę.

Oczywiście księża powinni mieć podstawową wiedzę z zakresu uzależnień, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych czy rozpoznawania urojeń religijnych w stanach psychozy. Powinni też znać problem uogólnionego poczucia winy. Jednak konfesjonał nie jest kozetką. Najlepsze podejście usłyszałam podczas innej mojej spowiedzi: „To, o czym mówisz, wydaje się problemem natury psychologicznej, ja ci w tym zakresie nie pomogę”.

Rozdzielmy kozetkę i konfesjonał

Spowiedź, coaching, psychoterapia to naprawdę odmienne drogi. Każda z nich prowadzi człowieka do innego rodzaju uzdrowienia, dlatego wymagają uczciwości, kompetencji i respektowania granic. Owszem, czasem problemy natury psychologicznej  zmieniają wagę grzechu, czasem to co ktoś uważa za grzech jest tak naprawdę problemem emocjonalnym. Prawdą jest też, że za każdym razem gdy dotykamy psychiki człowieka w jego najbardziej wrażliwym obszarze - wymaga to dużego wyczucia i wiedzy.

Jednak, szanowni księża — nie zmieniajcie konfesjonału w kozetkę. To nie wasza rola. A szanowni psychoterapeuci — doceńcie wagę konfesjonału, gdzie człowiek staje w uzdrawiającej nie tylko duchowo prawdzie o sobie.

Bogna Białecka – „aleteia.pl”

 

 

14 

 

Tutaj i tam

Widzieliście jak przytył? Co ona za beret założyła! Naprawdę się postarzał, rok go nie widziałem, nic dziwnego, teraz już widać, że ma swoje lata…

Nasze biedne ciała – jakąż łatwością przychodzi nam je zaklasyfikować, ocenić, skreślić. Uznajemy, że oczy już nie te; że dzisiaj tylko cztery kółka, z trudem, a kiedyś przecież siedem; że chcielibyśmy więcej i nie takie, a tu ciągle jeszcze nie. Cóż robić, wszystko nie w porę: od pryszczy do chwiejnych kolan. A przecież te nasze biedne ciała od lat niosą nas co dzień, wydeptujemy w nich własne ścieżki, jesteśmy rozpoznawalni.

Łatwo uznać, że kiedyś, po zmartwychwstaniu, będziemy mocni i piękni, optymalni, może w okolicach trzydziestki czy co tam uważamy za swój życiowy ideał. Myślę sobie jednak cichcem – a co, jeżeli to wcale nie tak? Przecież wtulone wieczorem w moje ciało dziecko mnie dwudziestoletnią – o skórze gładkiej,wyprostowaną i trochę niezgrabną (tą niezgrabnością młodości, co budzi zachwyt i tkliwość) – obojętnie minęłoby na ulicy… Co zostanie w niebie z naszych wyklęczanych kolan, zmęczonych barków, z tego zgrubienia na ręce po narzędziu pracy? Nie chodzi o żadne sentymenty, o jupitery niebieskiego fotoszopa, udowadnianie, że zniszczone jest piękne. Ale gdzież się podzieją wpisany w naszą skórę strach, wiotkość, porody i rany? Gdzie będzie nasze drżenie, nasza zaciętość, nasz upór – które nasze ciało dźwiga, nazywa, wyraża? Czy naprawdę chcemy to zrzucić z siebie, zostawić jak niepotrzebny balast?

Czasem ubogie życie wydaje się pociągające tylko tym, który nigdy nie zaznali jego surowości. Tyle że nie o romantyczne podrygi tu idzie. Trochę o to, co możemy zyskać, co stracić. Najbardziej o to, kim my właściwie jesteśmy. Jak pisał ks. Janusz Stanisław Pasierb w wierszu „Przed Komunią”:

niech mnie strzeże ciało

od nie-czułości i od nie-cierpienia

od bielejącej na kość rzeczowości

od szaleństwducha od utraty miary

niech mnie strzeże ciało

nich ciepłe światło przesłoni mą ciemność

i od powietrza co w samotność stygnie

niech mnie zachowa wydanego śmierci

niechaj mnie strzeże ode mnie samego

od głodu mego i od nasycenia

jak nieporadnie czuły dotyk ślepca

niech mi pozwoli znaleźć się wśród ludzi

niech mnie strzeże ciało

bezbronne skaleczone zabite i żywe

które przenika przez kamienne ściany

w którego rany wkładam sztywne palce

niech mnie strzeże ciało

tak bliskie memu i tak naznaczone

które bez wstrętu dotyka kalectwa

i ranie serca nie pozwala skrzepnąć

Katarzyna Solecka – „wiara.pl”

 

 

15

 

Przemiana duchowa Francji nabiera niespotykanego tempa. W Wielkanoc chrzest przyjęło 21 tys. katechumenów

We Francji w Wielkanoc ponad 21 tys. osób przyjęło chrzest! To rekordowy wzrost liczby nowych katechumenów, który pokazuje, że młodzi dorośli coraz częściej szukają duchowej głębi i sensu życia. Paryż, Marsylia i Lyon prowadzą w statystykach, a francuski Kościół przygotowuje specjalne inicjatywy, by towarzyszyć nowym wiernym w ich drodze do Boga - wszystko wskazuje, że zmiana duchowa w kraju nabiera niespotykanego tempa.

We Francji w Wielkanoc 21 tys. osób przyjęło chrzest! Jak informuje portal ACI Prensa, do sakramentu inicjacji chrześcijańskiej przystąpiło 13 200 dorosłych i 8 200 nastolatków, co oznacza wzrost o 20 proc. w stosunku do ubiegłego roku. To kolejna Wielkanoc z trendem wzrostowym, który rozpoczął się w 2025 roku, kiedy liczba dorosłych przyjmujących chrzest osiągnęła najwyższy poziom od dwóch dekad - informuje portal.

Kim są nowi katechumeni?

Według najnowszego raportu Konferencji Episkopatu Francji, większość nowych konwertytów to młodzi dorośli w wieku 18-25 lat, a następnie osoby między 26 a 40 rokiem życia. Kobiety stanowią około 62 proc. osób przyjmujących chrzest. Nowi katechumeni wcześniej nie praktykowali żadnej religii, a decyzję o nawróceniu podejmowali często po trudnych doświadczeniach życiowych, w poszukiwaniu sensu lub głębszych przeżyć duchowych. Najwięcej chrztów zanotowano w Paryżu (3 184), Marsylii (1 437) i Lyonie (1 200), a wzrost odnotowały także diecezje wojskowe, szczególnie podczas pielgrzymki wojskowej do Lourdes - informuje ACI Prensa.

Nieustanna, zaskakująca i wymagająca zmiana duchowa

Ksiądz prałat Olivier de Germay, arcybiskup Lyonu i nadzorujący katechumenat we Francji, podkreśla, że kraj stoi w obliczu "nieustannie zaskakującej i wymagającej" zmiany duchowej. Duchowny zwraca uwagę na "szybkość i skalę pragnienia Boga, które objawia się dzisiaj", wskazując, że społeczeństwo nadal poszukuje odpowiedzi na swoje "głębokie aspiracje". Według de Germaya, zjawisko to otwiera nowe możliwości, a jednocześnie stawia "wielkie wyzwanie" przed Kościołem, który musi zapewnić właściwe towarzyszenie osobom wchodzącym w życie chrześcijańskie.

Konkretna propozycja francuskiego Kościoła dla nowych katechumenów

Francuski Kościół już ma dla rozwijającej się wspólnoty konkretną propozycję. Jak informuje portal eKAI, w katedrze Notre-Dame 31 maja rozpocznie się synod paryskiej prowincji kościelnej "Katechumeni i neofici - nowe perspektywy dla życia Kościoła w naszych diecezjach", określany przez organizatorów mianem soboru.

Osiem diecezji regionu Île-de-France oraz ordynariat polowy w Paryżu będą omawiać przyjmowanie i towarzyszenie, zwłaszcza młodym, osobom proszącym o chrzest. Obrady potrwają do listopada 2027 roku, a ich postanowienia, przed wydaniem dekretu, zostaną przesłane do zatwierdzenia przez Stolicę Apostolską - czytamy na eKAI.

ACI Prensa / eKAI / red – za: „deon.pl”

 

 

16

 

USA: cicha odnowa Kościoła na peryferiach, duża rola wspólnot

W Stanach Zjednoczonych rośnie religijne zaangażowanie katolików, szczególnie młodych. Widać to w uczestnictwie w adoracji, spowiedzi i życiu wspólnot. Odnowa dokonuje się przede wszystkim na poziomie wspólnot i duszpasterstw.

W wielu parafiach i ośrodkach duszpasterskich gromadzą się dziesiątki, a nawet setki wiernych. W spotkaniach modlitewnych, rekolekcjach czy nabożeństwach uczestniczą osoby w różnym wieku. Wielu pozostaje na modlitwie także po zakończeniu oficjalnych wydarzeń - informuje katolicki portal National Catholic Register.

Nowi wierni

Według portalu dynamikę tę potwierdza liczba nowych wiernych wstępujących do Kościoła: 8,5 tys. w Los Angeles, 2,5 tys. w Atlancie, 1,7 tys. w Waszyngtonie i 680 w Bostonie. Podobny trend widoczny jest na uczelniach – na Harvardzie podczas tegorocznej Wigilii Paschalnej do Kościoła przystąpiło 88 osób, w tym 49 związanych z uniwersytetem. Na Uniwersytecie Rutgersa wiarę przyjęły 44 osoby – około cztery razy więcej niż w ostatnich latach.

Rola ewangelizacji

Na rozwój wpływa także obecność katolickich mediów i inicjatyw w przestrzeni cyfrowej, które docierają do milionów odbiorców. Jednak kluczowe pozostaje osobiste doświadczenie wiary i wspólnoty.

Jak zauważa National Catholic Register, proces ten nie zaczyna się w centrum instytucjonalnym, lecz „na obrzeżach”, gdzie łatwiej o inicjatywę i osobiste zaangażowanie. To tam wiara jest przeżywana i przekazywana bezpośrednio.

Wyzwanie dla struktur

Zjawisko to stanowi wyzwanie dla struktur kościelnych, które opierają się głównie na statystykach sakramentalnych, budżetach parafii czy danych demograficznych. Tymczasem odnowa rozwija się poza tymi ramami i często pozostaje w nich niewidoczna. Oznacza to konieczność nie tylko jej dostrzeżenia, ale także wsparcia inicjatyw rodzących się na poziomie wspólnot i duszpasterstw – komentuje National Catholic Register.

Źródło: vaticannews.va/pl

 

 

16

 

Jasna Góra ma nowego przeora. Obronił na UJ doktorat o paulinach w czasach potopu szwedzkiego i rządów Wazów

Nowym 132. przeorem Jasnej Góry został o. dr Grzegorz Prus definitor generalny Zakonu św. Pawła Pierwszego Pustelnika. Nominację ogłosił dzisiaj o. Beniamin Bąkowski, przełożony generalny Paulinów. Oficjalne objęcie urzędu nastąpi 1 maja 2026 r. Kadencja przeora trwa 3 lata. O. Grzegorz od 31 lat jest paulinem, 25 lat kapłanem.

O. Grzegorz Prus przez najbliższe trzy lata będzie kierował największym klasztorem paulinów. Spośród prawie pół tysiąca zakonników we wszystkich wspólnotach na świecie, prawie stu mieszka właśnie na Jasnej Górze. Wraz z nim trzyletnią misję zainauguruje także nowy zarząd.

Do zadań przeora należy przede wszystkim troska o całokształt funkcjonowania tego jednego z najbardziej znanych w świecie maryjnego Sanktuarium, zarówno w wymiarze duszpasterskim - służba pielgrzymom, jak i zakonnym.

O. Grzegorz Prus ma 53 lata. Paulinem jest od lat 31 lat, a kapłanem od 25. Urodził się 22 lutego 1973 r. w Otwocku. Do Zakonu Paulinów wstąpił w sierpniu 1994 r. Pierwszą profesję zakonną złożył 08.09.1993 r. Profesję wieczystą złożył 25 marca 2000 r. Święcenia kapłańskie otrzymał z Bazylice jasnogórskiej 09 czerwca 2001 r.

Posługiwał w Starej Błotnicy, krakowskiej Skałce, gdzie pełnił funkcję prefekta studiów w paulińskim seminarium, podprzeora klasztoru a następnie przeora. W latach 2014-2020 był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Zakonu Paulinów.

19 czerwca 2009 r. otrzymał tytuł doktora nauk humanistycznych w zakresie historii na podstawie rozprawy doktorskiej pt.: Polska Prowincja Paulinów w czasie panowania dynastii Wazów w Polsce. Rozprawa doktorska została obroniona na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Od sierpnia 2020 r. posługuje na Jasnej Górze. Jest wykładowcą historii Kościoła, dyrektorem Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego. 6 marca 2026 r. został wybrany podczas Kapituły Generalnej na urząd Definitora Generalnego Zakonu.

Jasnogórscy przeorzy są mianowani od 1382 r., a więc od początków powstania istnienia klasztoru. Paulini przybyli z Węgier i byli wśród nich Słowacy, którzy najprawdopodobniej mówili po polsku. Jeden z nich o. Grzegorz Primipillus został mianowany pierwszym przeorem klasztoru na Jasnej Górze, czyli pierwszym jego przełożonym.

Wśród jasnogórskich przeorów tak wybitni zakonnicy, jak o. Augustyn Kordecki, który odegrał wyjątkową rolę, jest bohaterem narodowym, a przeorem Jasnej Góry był aż trzykrotnie.

Po powstaniu styczniowym, kiedy miała miejsce kasata paulińskich klasztorów i pozostała tylko Jasna Góra, przeorów mianował biskup, na zlecenie rosyjskiego gubernatora.

Kadencje przeorów - prepozytów trwały aż do śmierci albo odwołania z powodu różnych czynników np. zdrowotnych.

Od 1920 r. po odzyskaniu przez Polskę niepodległości i organizacji na nowo struktur Zakonu łącznie z wyborem Generała, powrócono do dawnej praktyki, czyli mianowania przez przełożonego generalnego, po konsultacji z podwładnymi klasztoru. Po soborze watykańskim II ustalono, że kadencja przeora Jasnej Góry powinna trwać co najwyżej dwie trzyletnie kadencje, czyli maksymalnie sześć lat i tak jest do dzisiaj.

Do zadań przeora należy przede wszystkim troska o całokształt funkcjonowania jasnogórskiego klasztoru, zarówno w wymiarze duszpasterskim - służba pielgrzymom, jak i zakonnym. Jasna Góra to największy pauliński dom zakonny, w którym mieszka i posługuje prawie stu mnichów.

KAI

 

 

17

 

Biskup wędkarzem? - święty Zenon

Werona słynie przede wszystkim z perypetii dwojga kochanków - Romea i Julii, ale niewiele osób wie, że miasto to może poszczycić się dużą ilością świętych. Wymienia się ich kilkudziesięciu. Wśród nich pierwsze miejsce zajmuje św. Zenon.

Zenon pochodził z Cezarei Mauretańskiej (obecnie teren Maroka). Jako młodzieniec był świadkiem męczeństwa św. Arkadiusza. Nie wiemy w jakich okolicznościach znalazł się nasz święty w Weronie. Wiemy natomiast, że właśnie tu został wyświęcony na kapłana, a w roku 362 został biskupem tegoż miasta.

Jako gorliwy pasterz starał się Zenon zwalczać słowem i piórem herezję ariańską. Za jego czasów diecezja miała jeszcze sporo pogan. Zabiegał więc, żeby pozyskać ich dla Chrystusa. Nauczanie wiary uważał za swój pierwszy i najważniejszy obowiązek. Bardziej jednak uczył swoich wiernych przykładem własnego życia niż słowami.

Pobożny biskup zmarł w 375 roku. Kult świętego rozpoczął się zaraz po jego śmierci. Czczony był jako męczennik. Nie jest to wykluczone, ponieważ gdy szalał arianizm, popierany przez cesarzy, nie wahano się podnieść ręki nawet na dostojników. Sama Werona wystawiła ku czci Zenona 8 kościołów.

Święty przedstawiany jest zwykle w stroju biskupa, z wędką w ręce. Tradycja bowiem głosi, że po rozdaniu swoich dóbr ubogim żył tak biednie, iż żywił się jedynie rybami. Obraz ten symbolizować może także cud, jaki dokonał się za przyczyną Zenona. Święty Grzegorz wspomina, że w czasie wylewu Adygi, dopływu Padu, ludzie modlili się do patrona diecezji. Wierzyli, że to właśnie dzięki jego wstawiennictwu rozszalałe wody, które zalały miasto, oszczędziły katedrę.

Magdalena Konopka – „wiara.pl”

 

 

 18

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

12 kwietnia - św. Zenon z Werony, biskup

12 kwietnia - św. Juliusz I, papież

13 kwietnia - św. Marcin I, papież i męczennik

13 kwietnia - św. Hermenegild, królewicz i męczennik

14 kwietnia - św. Walerian, męczennik

14 kwietnia - św. Ludwina, dziewica

15 kwietnia - święte Anastazja i Bazylissa, męczennice

15 kwietnia - św. Cezary Bus, prezbiter

16 kwietnia - św. Maria Bernadetta Soubirous, dziewica i zakonnica

16 kwietnia - św. Benedykt Józef Labre, wyznawca

17 kwietnia - bł. Baptysta Spagnoli, prezbiter

17 kwietnia - św. Katarzyna Tekakwitha

18 kwietnia - bł. Maria od Wcielenia, zakonnica

18 kwietnia - św. Ryszard Pampuri, zakonnik

18 kwietnia - św. Galdin, biskup

19 kwietnia - św. Leon IX, papież

19 kwietnia - św. Ekspedyt, męczennik


NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
                               (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl