W BLASKU MIŁOSIERDZIA

1/1058 – 1 stycznia 2026 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

 

 

 

UROCZYSTOŚĆ

ŚWIĘTEJ BOŻEJ RODZICIELKI MARYI

 

 

1 stycznia 2026 r.

 

 

Niech nowy rok będzie dla Was wszystkich

czasem rozpoznawania Bożego oblicza w drugim człowieku

i stałego nawracania się do Boga żywego!

 

 

Dzisiejsza uroczystość kończy Oktawę Narodzenia Pańskiego.

Jest to najstarszy obchód ku czci Matki Bożej znany w Kościele.

W Kościele 1 stycznia obchodzony jest jako Światowy Dzień Pokoju.

Z tej okazji papież kieruje do nas swoje orędzie.

 

 

 

 

Czytania:
Pierwsze czytanie: Lb 6,22-27
Psalm: Ps 67
Drugie czytanie: Ga 4,4-7
Ewangelia: Łk 2,16-21
Ewangelia:
Łk 2, 16-21 - Nadano Mu imię Jezus
Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, zdumieli się tym, co im pasterze opowiedzieli.
Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to zostało przedtem powiedziane.
Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.
Komentarz do czytań:
Błogosławcie. Błogosławcie, a nie złorzeczcie. Będzie przez to w świecie więcej dobra. I proporcjonalnie mniej zła... To pierwsze w z wyzwań czytań uroczystości Bożej Rodzicielki
Świętej Bożej Rodzicielki... Zwyczajny świat, prozaiczne radości, normalne kłopoty. A jesteśmy Bożymi dziećmi. Więc i Jego dziedzicami... ... i choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy, nasza codzienność przeniknięta jest obecnością Boga i Jego błogosławieństwem.
Bóg prowadzi nas do wieczności przez codzienność. Nie znaczy to jednak, że...... mamy zapominać o wieczności. Nie! Wszak jesteśmy Bożymi dziećmi. Więcej, Jego dziedzicami! Codzienność opromieniona blaskiem wieczności wygląda już chyba jednak zupełnie inaczej. To światło wieczności pozwala mieć do codziennych spraw zdrowy dystans...
 
 

 

 

W dzisiejszym numerze
- Zaczynamy nowy rok 2026
- Pomyśleć na spokojnie
- Świętej Bożej Rodzicielki Maryi – uroczystość
- Koniec roku. Czyli w zasadzie czego?
- Zamykając
- Siedem nietypowych pytań na koniec roku
- Wielki rok papieża Leona XIV. Z gwiazdami
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

 

20

 

 

Zaczynamy nowy rok 2026

 

Zaczynamy nowy rok 2026 i zaczynamy go z Maryją. Ona rzuciła się w przygodę, której kompletnie nie ogarniała i nie rozumiała. Maryja zaufała. Zgodziła się, żeby legło w gruzach większość Jej planów, bo na pewno je miała, i… rzuciła się. Nie było to proste. Nikt Jej niczego nie tłumaczył, nie wyjaśniał, nie zapewniał. Nikt nie pocieszał, nie dodawał otuchy. Ona naprawdę uwierzyła, że stanie się to, co nie może się stać. Nie zawiodła się. Rzeczywiście, niemożliwe stało się. Maryja wobec tej niesamowitości przygląda się, jest, nie ucieka, zachowuje i rozważa wszystkie te sprawy w soim sercu. W sercu. W swojej głębi.

To przepiękny pomysł na przeżycie tego roku…

o. Maciej Sierzputowski CSSp – „rzymru.pl”

 

 

 

Pomyśleć na spokojnie

Maryja ułożyła nowo narodzonego Syna do snu, po czym – patrząc na Niego – zaczęła sobie przypominać, jak to było: niespodziewanie przyszedł anioł, zaskoczył ją pozdrowieniem, przyniósł zaskakującą nowinę. Później była wyprawa w góry, do Elżbiety. Trzy miesiące u dawno niewidzianej krewnej. Tam też po raz pierwszy Maryja zauważyła, jak jej ciało się zmienia; a gdy wróciła do Nazaretu, już wszyscy, łącznie z jej mężem wiedzieli, że będzie matką. Na rozterki Józefa rozmowy niewiele pomogły; i znowu była potrzebna ingerencja anioła. Maryja uśmiechnęła się i pomyślała: „W naszej rodzinie nic ważnego bez udziału aniołów nie może się wydarzyć”.

Syn zasnął i wtedy przyszli oni – pasterze. Zaciekawieni i przejęci, jeszcze nie zdążyli otrząsnąć się po tym, co się wydarzyło w nocy na polu; zaczynają opowiadać: że ciemno, że światło, że aniołowie! „A któżby inny”, westchnęła Maryja. I to Dziecko. Chcą je zobaczyć; a im bardziej dociera do nich, że to jest właśnie dziecko, tym bardziej napełnia ich zdumienie i pytają jeden drugiego: Czy tak ma wyglądać Mesjasz?

Wówczas Maryja przypomniała sobie, co mówił anioł o jej dziecku, że „Jego panowaniu nie będzie końca”, oraz słowa Elżbiety, że Maryja jest Matką jej Pana. Po raz kolejny zaczęła rozważać w sercu wszystkie te sprawy. Choć nie brakło jej wiary w prawdziwość Bożych obietnic, to ich dokładne zrozumienie przychodziło z czasem po wydarzeniach; w słowach innych ludzi; a w końcu poprzez samego Jezusa.

Grzegorz Kuraś OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

Świętej Bożej Rodzicielki Maryi – uroczystość

Liturgia dnia dzisiejszego obchodzi uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Matki Boga. W Kościele wschodnim rytu syryjskiego nosi ona nazwę święta życzeń dla Maryi. Dzisiaj bowiem zbliżamy się do Niej z takimi samymi uczuciami, z jakimi zbliżamy się do kobiety, która od paru zaledwie dni jest szczęśliwą matką.

Dwie sprawy stawiają jednak Jej macierzyństwo ponad wszelkie ludzkie kategorie. Ten bowiem, którego wydała na świat, jest Synem Boga. Stała się Ona przez to prawdziwie Matką Boga – Theotokos, jak mówią prawosławni. Tę prawdę, jako prawdę wiary, Kościół ogłosił na jednym z pierwszych soborów ekumenicznych, który odbył się w Efezie w 431 roku. Św. Ignacy Antiocheński, jeden z najznamienitszych męczenników chrześcijańskiej starożytności, nazywa Jezusa Synem Boga i Maryi. Daje to Maryi nieosiągalną dla innych ludzi godność, całkowicie wyjątkową w historii zbawienia. Przez to staje się Ona równocześnie tak nam bliska, że możemy nazywać Ją naszą Matką – Matką Kościoła. Jezus, którego urodziła, przyjął nas za swoich braci. Złączył nas ze sobą tak głęboko, że staliśmy się jednym ciałem. Stał się naszą Głową, ale także naszym Bratem, pierworodnym między wielu braćmi (por. Rz 8,29), jak nazywa Go św. Paweł. Tę właśnie prawdę przypomniał nam Apostoł w podniosłych słowach dopiero co wysłuchanego Listu do Galatów: „Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty…, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4,4–5).

Dzisiejsza Ewangelia ma w samym centrum bardzo ważne zdanie: „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19). O jakich sprawach mówi Ewangelista? Pomyślmy tylko: Maryja, do której przyszedł anioł, dowiedziała się, że będzie Matką Boga. Otrzymała nawet potwierdzenie słów anioła, gdy przyszła do Elżbiety i okazało się, że jej krewna rzeczywiście jest w stanie błogosławionym. Potem nastąpiło trudne wydarzenie wędrówki do Betlejem z powodu spisu ludności i właśnie wtedy, w najtrudniejszym możliwym momencie, poza bezpiecznym domem, na świat przyszedł Jezus. W dodatku przychodzą pasterze i opowiadają o objawieniu. Czy nie jest to pewna mozaika zagmatwanych, pozornie ze sobą niezwiązanych wydarzeń? Być może Maryja nie rozumiała jeszcze w pełni ich sensu. A jednak zachowywała i rozważała wszystkie te sprawy w swoim sercu. Słowa użyte w tym miejscu Ewangelii sugerują z jednej strony ochronę przed zapomnieniem, a z drugiej – zbieranie razem, łączenie jakby w jedną całość wszystkich elementów. Takie podejście Maryja ma nie tylko do samych słów anioła czy do samych wydarzeń, ale do słów i wydarzeń razem. Nie rozdziela tego, co „boskie”, od tego, co „ziemskie”. Wszystko, co Ją spotyka, jest dla Niej albo słowem pochodzącym od Boga, albo wydarzeniem, na które Bóg pozwolił. W jednym i drugim widzi wyraz Jego miłości.

Niekiedy nasze życie także może wydawać się takim zlepkiem elementów, które nijak do siebie nie pasują. Może mamy takie odczucia wobec minionego roku albo jakiegoś okresu naszego życia? To tak, jakbyśmy mieli oddzielne sprawy, które same z siebie nic nie znaczą. A może są one klockami większej układanki? Może gdybyśmy spróbowali zebrać je razem i przemyśleć w świetle słowa Bożego, odkrylibyśmy ich sens? Trzeba do tego najpierw słuchać słowa Bożego.

Bóg nam błogosławi – jak czytaliśmy w Liście do Galatów – zesłał swojego Syna, aby narodził się na ziemi przez Maryję. Jest to kolejny wyraz Jego miłości do nas. Jak wielka jest ta miłość? Wystarczy spojrzeć na krzyż. Życie Chrystusa – taka jest wartość mojego i twojego życia.

Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. Czasownik użyty w tym zdaniu – symballo – został przetłumaczony jako „rozważać”, ale dosłownie oznacza „zebrać, złączyć”. Od niego pochodzi znane nam słowo „symbol”. Podczas każdej niedzielnej Eucharystii, a także i dzisiaj, wypowiadamy „symbol”, czyli wyznanie wiary, które nazywa się właściwie symbolem nicejsko-konstantynopolitańskim. Został on tak nazwany, ponieważ Kościół zebrał i złączył w nim najważniejsze prawdy wiary. Wypowiadając te kilkanaście zdań, na nowo łączymy je w jedną mozaikę, przypominamy je sobie i przyjmujemy za swoje. Można powiedzieć, że jest to najkrótsze kompendium naszej wiary. Spróbujmy dzisiaj, z tą świadomością, wypowiedzieć wyznanie wiary.

Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. Ważne jest, abyśmy pamiętali, że i Maryja żyła wiarą, wzrastała w wierze i była w wierze doświadczana. Do tego wzrastania pomagało Jej – tak jak i nam – słowo Boże. W pewnym sensie dwa razy słowo Boże stało się w Niej ciałem. Po raz pierwszy w sposób wyjątkowy, gdy przez dziewięć miesięcy nosiła Syna Bożego i żywiła Go w swoim łonie. Następnie w całym Jej życiu, w tym sensie, że każdy Jej gest i każda chwila były inspirowane słowem Bożym, które Maryja wiernie wypełniała. Słowo Boże realizowało się w Niej w ciszy. Ona stała milcząca pod krzyżem i taka sama była w Wieczerniku.

Maryja, w świetle dzisiejszej uroczystości, ukazuje się jako wspaniały dar, jaki Bóg i ludzie wymienili w tajemnicy Bożego Narodzenia. Nasi bracia prawosławni tak w Boże Narodzenie zwracają się do Jezusa: „Cóż możemy Ci podarować za to, że stałeś się człowiekiem? Wszystkie stworzenia wyrażają Ci swoją wdzięczność: aniołowie śpiewem, niebo gwiazdami, ziemia grotą, pustynia stajenką. My zaś ofiarowujemy Ci Matkę-Dziewicę” (Idiomelon z nieszporów Narodzenia Pańskiego). Ludzkość dała Jezusowi Maryję za Matkę, istotę najpiękniejszą spośród wszystkich ziemskich stworzeń. Pod koniec swego życia Jezus odwzajemnił ten dar, dając nam Maryję za naszą Matkę: „Synu, oto Matka twoja” (J 19,26–27).

Maryjo, prosimy Cię: uproś nam łaskę głębokiej wiary – takiej, która pozwala spojrzeć głębiej na całe nasze życie i daje umiejętność zachowywania oraz rozważania wszystkich wydarzeń i słów Bożych w naszych sercach. Amen.

o. Andrzej Makowski CSsR – „redemptor.pl”

Prefekt Tirocinium Pastoralnego Prowincji Warszawskiej Redemptorystów w Lublinie, wykładowca homiletyki w Instytucie Teologicznym

Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika oraz w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie – Lublin

 

 

 

Koniec roku. Czyli w zasadzie czego?

Dziwne to świętowanie. Zmiany ostatniej cyferki w zapisie daty.

Mówią, że ostatni dzień starego roku. Mówią, że czas podsumowań. No, może tak, ale nie przesadzałbym. No bo co tak naprawdę się zmienia? Ostatnia cyferka w umownej dacie końca jednego, a początku drugiego roku. A podsumowania? Pisałem chyba przed rokiem, może dwoma albo i wcześniej, ale powtórzę: niespecjalnie lubię te „doroczne” podsumowania. Bo to kojarzy mi się z zamknięciem jakiejś sprawy, jakiegoś dzieła, jakiegoś okresu w życiu. Tymczasem 31 grudnia nic takiego się nie dzieje. No, chyba że przypadkiem. To tylko krótka przerwa na (kolejne) świętowanie. Wszystko to, co wymaga kontynuowania, będzie kontynuowane. A to, co się zamknęło, zakończyło, zakończyło się w wtedy, kiedy się zakończyło, a nie 31 grudnia. Ot, pontyfikat papieża Franciszka, Rok Jubileuszowy 2025 (ostatni akcent 6 stycznia): z datą 31 grudnia czy 1 stycznia nie ma to nic wspólnego. Nawet przesilenie zimowe, podobnie jak zmiana znaku zodiaku, ma miejsce parę dni wcześniej, tak że nawet astrologowie nie mogą mówić, że coś 31 grudnia faktycznie się zmienia.

Jest za to dla mnie ta umowna data nadejścia kolejnego roku okazją do refleksji nad przemijaniem. Pamiętam, kiedy niezdarną ręką na marginesie zeszytu przy temacie lekcji wpisywałem 73, 78, potem już wyćwiczoną 81… Później nawykłą do szybkiego pisania 85, 89… Nie mogłem się przyzwyczaić, gdy trzeba było pisać z dwójką na początku: 2002, 2003, tęskniąc do czasów, w których będzie można napisać nie 2032 ale 32 i nikomu rok z dniem miesiąca się nie pomyli. A potem nadszedł czas, że prawie przestałem daty pisać, ale głównie wstukuję je klawiszami komputera… To codzienne pisanie czy wstukiwanie dat najmocniej uświadamia mi upływa czasu. Tak, ciągłe plany na przyszłość i przyszłościowe nadzieje niepostrzeżenie ustąpiły miejsca wspomnieniom i mentalnemu przygotowywaniu się za spotkanie z, jak by to powiedział św. Franciszek,  z siostrą śmiercią… 

Trochę ten upływ czasu boli. Nie że starość puka do drzwi. Bardziej to, że miałem nadzieję, że z czasem świat, w którym żyję, także dzięki mnie, będzie coraz lepszy. Tymczasem chyba pod wieloma względami jest gorszy… I nie mówię tu wcale o swojej fizycznej czy mentalnej kondycji. Raczej o tych znajdujących coraz większe rzesze wyznawców religiach bezmyślności, uprzedzeń, egoizmów, zakłamania… Pewnie jakoś podobnie czuł się św. Augustyn widząc powolny upadek świata, w którym żył. Pocieszam się, że po czasach triumfów barbarzyńców przychodzi z czasem powrót do światła, do tego co dobre, sprawiedliwe, uczciwe, że po czasach egoizmów zaczyna się myślenie w kategoriach „my”… Ale idealny świat, tak, wiem to, to dopiero tam, po drugiej stronie przełęczy…

Życzenia na ten kolejny rok? Może tak: niech dobry Bóg będzie z nami. Niech będzie naszą radością w smutkach, pokojem wśród burz…

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

 

Zamykając

Piszę z myślą o tych, którzy w tym roku znowu musieli odpowiadać na pytanie: „czy dzisiaj jest obowiązkowe?”. Którzy patrzą na smętny poświąteczny kawałek sernika – zbyt duży, bo nie było go z kim podzielić.

Myślę o wstających rano do pracy i o wracających nad ranem nie do końca wiadomo skąd. O krzątających się po domu zanim i zaraz po, o dźwiękach wśród których budzimy się lub zasypiamy. O zatrzymanych w biegu. O tych, którzy poczuli nagły i spodziewany skurcz bólu w plecach, biodrze, ręce…

Przywołuję w pamięci ich imiona, widzę ich twarze. Myślę o tym, czym był dla nas ten rok. Obyśmy umieli dziękować za to, co mamy, docenić to, co jest, przeżyć otrzymane.

Wydaje się czasem, że umiemy ułożyć cudze czy własne życie, dopasować elementy jak puzzle, Chcielibyśmy usłyszeć cichy klik, nic więcej. Niechciane błogosławieństwa spotykają nas jednak w pół drogi, karmią obietnicą, przerywają niespokojny sen. Kolekcjonujemy je jak małe rzeczne kamyki: zgubione dokumenty, spotkanie po latach, nowy przydział, w końcu – narodziny i śmierć.

Cóż zrobić! Dzień po dniu przyglądamy się życiu, stopniowo przestajemy wierzyć w sukces i odchudzanie, a nawet w to, że „gdyby tylko” zamieni się w mądość, którą da się wykorzystać po raz drugi. Upadki mogłyby przypominać anegdoty: z rzymrużeniem oka, dystansem do siebie, nadzieją w tle. Jednak błędy, na których naprawdę się uczymy, są jakoś mało fotogeniczne. Może i dobrze zresztą.

Zaufanie nie przychodzi nam łatwo. Skradamy się wokół siebie nawzajem i Boga, gotowi do ucieczki, zmęczeni własną czujnością. Surowe gesty wydają się jednak w tym wszystkim najłatwiejsze: gorzki łyk o poranku, pieniążek w skarbonie, złożone w oknie życia to, czego nie potrafimy nieść.

Myślę o tym, czym będzie dla nas najbliższy rok.

Obyśmy umieli dziękować za to, co mamy, docenić to, co jest, przeżyć otrzymane.

Katarzyna Solecka – „wiara.pl”

 

 

 

Siedem nietypowych pytań na koniec roku.

Przygotuj notes, podaruj sobie ten czas

Rok: czasem mało, czasem dużo, ale większość z nas doświadcza raczej tego trudnego uczucia, jakby czas prześlizgiwał się przez palce. Dlatego warto się zatrzymać i zanotować kilka rzeczy, które pozwolą dobrze i ze spokojem wejść w nowy rok. 

Mała wskazówka: z tym notesem to nie żart. Bardzo cię zachęcam, by naprawdę wziąć notes i pisać. Dlaczego? Bo takie szczere, osobiste zapisanie ważnych dla siebie myśli, uczuć, spraw i wydarzeń ma potężne działanie wspierające i terapeutyczne. A jednocześnie to bardzo proste i dostępne narzędzie, które może sprawić, że naprawdę dobrze zamkniesz rok i ze spokojem serca i wdzięcznością wejdziesz w kolejny.

A jakie są pytania? Oto i one. Zapraszam cię do podróży w minione dwanaście miesięcy. Do każdego pytania przygotowałam poniżej wskazówki i małe wprowadzenie, by to podsumowanie udało ci się jak najlepiej.

1. Jakie wydarzenie zmieniło cię najbardziej?

2. Co w tym roku zmieniło twoją wiarę?

3. Które momenty przyniosły ci poczucie sensu?

4. Jakie słowa z tego roku pamiętasz najlepiej?

5. Co z tego roku potrzebuje wybaczenia?

6. Jaka była najbardziej udana rzecz z tego roku?

7. Jaka była twoja najmądrzejsza decyzja?

7.    Jakie wydarzenie zmieniło cię najbardziej?

Może był to ten jeden obejrzany film, a może ważna rozmowa? Może duża życiowa zmiana albo wręcz przeciwnie – jeden nowy, mały nawyk. Może jakieś rozstanie, pojednanie, nowa relacja, która dodała skrzydeł, albo rezygnacja ze starej, która zadziałała jak odrzucenie balastu? Może ta jedna podróż albo ten jeden koncert? Może jakieś życiowe zwycięstwo: spłacony dług, zakończone leczenie, zamknięty temat, który ciągnął się od dawna? Może życiowe wyzwanie: trudność, której wcale nie chcesz, ale przyszła i trzeba było się z nią zmierzyć?

Co w tym roku miało na ciebie zmieniający życie wpływ? Opisz to, tak po prostu, dla siebie, swoimi słowami. Odpowiedz sobie na pytanie: dlaczego to było takie ważne? Jakie kolejne decyzje, zmiany, nowe rzeczy przyniosło? Wyobraź sobie to wydarzenie jako małe nasionko, które wyrosło i stało się rośliną z wieloma gałązkami. Jeśli chcesz, możesz ją narysować i opisać gałązki tymi słowami, które według ciebie są skutkami tego jednego wydarzenia, które cię w tym roku zmieniło. Pamiętaj, to nie musi być nic dużego, nic, czym musisz imponować światu. Ten opis jest tylko dla ciebie; chodzi o złapanie perspektywy, o zebranie myśli, wyciągnięcie najprostszych wniosków.

2. Co w tym roku zmieniło twoją relację z Bogiem?

Pewnie czujesz, że to pytanie jest trochę „do kompletu” z poprzednim – i słusznie, bo może tak właśnie być, że to wydarzenie, które w mijającym roku zmieniło cię najbardziej, miało swoje duchowe skutki i wpłynęło na twoją relację z Bogiem. Jak widzisz, pytanie nie jest o to, co poprawiło Twoją relację z Bogiem albo ją pogorszyło: szukamy zmiany, niezależnie od tego, w którą stronę poszła.

Być może Twoja relacja z Nim osłabła. Może trudniej ci się modlić, może mniej czasu poświęcasz na modlitwę, na czytanie Pisma Świętego, może mniej cię jest na mszy, a może w ogóle odpuszczasz sobie sprawy wiary. Zastanów się, dlaczego tak jest. Może nie masz przekonania do tego, że z Bogiem w ogóle można mieć relację, bo wydaje się bardzo odległy? Może trudno ci z Kościołem? Może zmęczyły cię obowiązki, konieczność uczestniczenia, a może po prostu wszystko się rozmyło, bo życie goniło tak bardzo, że trudno było znaleźć czas na sprawy wiary? A może coś cię zraniło, ktoś zawiódł twoje zaufanie, jakiś autorytet przestał nim być i to zniechęciło cię do wiary, ukradło sens? Wypisz sobie szczerze to wszystko, co osłabiało Twoją wiarę, Twoją relację z Bogiem. Jeśli masz na to przestrzeń i zasoby, napisz też, dlaczego tak było.

A może Twoja relacja z Bogiem w mijającym roku się wzmocniła? Może udało ci się znaleźć taką praktykę wiary, która cię karmi i przywraca sens, a jest mała i prosta i mieści się w twoim życiu bez trudu? Może trafiło do twojego serca jakieś konkretne słowo z Biblii, które pocieszyło albo pokazało sens? Może ważne były te rekolekcje, na których udało ci się być, może zawalczenie o czas na modlitwę przyniosło skutki, a może ktoś podzielił się z tobą swoją ważną historią życiową, która zmieniła Twoje spojrzenie na relację z Bogiem? Znajdź te rzeczy i sprawy, które spowodowały zmianę. Wypisz je sobie, wszystkie, które znajdziesz. Zaznacz te, które są dla ciebie najważniejsze. Dlaczego akurat one?

„Bóg działa w człowieku. Ale oczekuje również, że będziemy, każdy na swój własny sposób, współpracować z Nim poprzez zrozumienie i wykorzystanie psychologicznego i duchowego wymiaru naszego życia”. Martin H. Padovani

3. Które momenty przyniosły ci poczucie sensu?

To te momenty, w których czujesz się najbardziej sobą i które przynoszą największe spełnienie. Razem z nimi przychodzi poczucie, że jesteś na swoim miejscu, że robisz to, do czego jesteś stworzony, do czego jesteś stworzona. Zazwyczaj towarzyszy im radość i głębokie poczucie, że wszystko jest, jak ma być. Masz ochotę krzyczeć: „Taaaaak, właśnie o to mi w życiu chodzi!!!” I nawet jeśli ten moment trwa krótko, zostawia po sobie głęboki, dobry ślad w sercu i duszy.

Olśnienie, spełnienie, głębokie poczucie sensu życia, to uczucie, że jesteś na swoim miejscu: wypisz wszystkie takie momenty, które wydarzyły się w minionym roku i przychodzą ci do głowy.

Nie przegap zwłaszcza tych najmniejszych, jak chwila, w której udało ci się zrobić wspaniały urodzinowy tort dla kogoś bliskiego i doświadczyć uznania i zachwytu. Albo chwile, w których niby nic się nie dzieje, ale doświadczasz wewnętrznego pokoju i poczucia, że wszystko jest dobrze, wszystko jest tak, jak ma być – a tylko pijesz kawę w swoim ogródku i słuchasz, jak śpiewają ptaki. 

4. Jakie słowa z tego roku pamiętasz najlepiej?

W ciągu roku czytasz i słyszysz nawet kilkadziesiąt milionów słów; rozmowy z ludźmi, podkasty, filmy, książki, teksty, rolki na Instagramie, setki wiadomości – to wszystko słowa, które przepływają przez twoje życie. Niektóre z nich mają taką moc, że zostają z tobą na bardzo długo: niemal każdy z nas jest w stanie powtórzyć jakieś bardzo ważne zdanie, które padło w kluczowym momencie życia i zostaje z nami niemal na zawsze (popatrz na staruszków, którzy opowiadają historie z młodości).

Jakie słowa z tego roku pamiętasz najlepiej? Czy to były słowa, które cię wsparły, zbudowały, dały coś dobrego, a teraz są kojącym albo dającym spokój wspomnieniem? A może zmiażdżyły cię, odebrały sens, złamały serce, a gdy o nich myślisz, czujesz łzy albo gniew w sercu? Wypisz je sobie i dopisz sytuacje, w których padły. Czy ktoś je powiedział? Czy były gdzieś napisane? Zrób sobie listę ważnych słów i zdań z tego roku. Jeśli chcesz, napisz, dlaczego były ważne. Co ci zrobiły?

5. Co z tego roku potrzebuje wybaczenia?

To nie jest łatwe zadanie, ale bardzo uwalniające; zanim się do niego zabierzesz, upewnij się, że masz dla siebie czas i przyjazną przestrzeń. Być może najlepsza będzie samotność, w której mogą ujawnić się wszystkie emocje, popłynąć łzy. Pozwól sobie na to.

- To, co cię zraniło. Wypisz te słowa, wydarzenia, sprawy, które cię zraniły i nikt cię za to nie przeprosił, nie doświadczyłeś, nie doświadczyłaś żadnego zaopiekowania, zadośćuczynienia – albo ktoś powiedział, że przesadzasz, że to przewrażliwienie, że to nie było nic takiego.

Pozwól sobie pobyć ze sobą przez dłuższą chwilę w ciszy; niech twoja pamięć i serce mają czas, by podpowiedzieć ci wszystkie te sytuacje, w których ktoś cię zranił i ta rana się nie zagoiła. Wypisz je, napisz, kto i czym cię zranił.

Jeśli umiesz i chcesz – wybacz. To nie znaczy, że zapominasz, że nie potrzebujesz przeprosin, że wszystko, co cię zraniło, jest nieważne: to tylko znaczy, że chcesz zadbać o siebie, puścić to, co jest bardzo ciężkie do niesienia przez życie, co trzyma cię z miejscu i nie pozwala iść do przodu. Jeśli nie umiesz, zostaw, jak jest.

- To, czym zraniłeś innych. Wypisz też wszystkie te sytuacje, w których ty kogoś zraniłeś, zraniłaś. Te krzywdy, których ktoś mógł doznać przez ciebie, a o których wiesz. Znajdź w sobie odwagę, by powiedzieć albo napisać: przepraszam. Jeśli nie umiesz znaleźć odwagi, poproś Boga taką łaskę: łaskę odważnego naprawienia zranień, które stały się przez ciebie.

- To, o co masz żal do siebie. Wypisz też to, o co masz żal do siebie i trudno ci wybaczyć sobie; decyzje, które mogły być inne, słowa, które zbyt szybko wyleciały z ust, działania, które przyniosły szkody albo brak działań, który pogorszył twoje własne życie. Wybacz sobie; nie musisz do tego stawać przed lustrem i patrzeć sobie w oczy, wystarczy, jeśli w swoim sercu pozwolisz sobie wreszcie nie mieć do siebie żalu.

6. Jaka była najbardziej udana rzecz z tego roku?

Co przyniosło ci poczucie dumy i satysfakcji? Co ucieszyło cię tak bardzo, że radość długo cię nie opuszczała? Co dało poczucie głębokiego spełnienia?

Może to był twój od dawna tworzony projekt, właśnie skończony? A może twoje dziecko z sukcesem poszło do szkoły? Może przygarnęłaś psa albo spełniłeś swoje inne marzenie? Może wreszcie udało ci się odbyć wymarzoną od dawna podróż – albo wymienić lodówkę? Może pogodziłeś się z przyjacielem albo wróciłaś do relacji z kimś z rodziny, z kim dawniej miałaś się najlepiej, a potem wszystko się popsuło? Może przyszła świetna podwyżka albo awans – a może cieszysz się z zasłużonej emerytury? Może urodziło ci się dziecko, a może wreszcie zrobiłaś tą odkładaną od zawsze diagnozę i nagle rozumiesz siebie o wiele lepiej?

Wypisz to wszystko, co jest sukcesem i z czego czujesz dumę. Jeśli trudno jest ci wrócić do rzeczy pozytywnych, bo te trudne i ciężkie przysłaniają widok, podziel rok na mniejsze kawałki i spróbuj wypisać po jednej rzeczy z każdego miesiąca. A potem wybierz jedną, najbardziej udaną rzecz. I pogratuluj sobie. Uciesz się nią jeszcze raz!

7. Jaka była najmądrzejsza decyzja?

Ta jedna decyzja, która przyniosła ci więcej spokoju, więcej pieniędzy, więcej miłości, więcej czasu dla siebie, więcej wiary, więcej czasu z rodziną, więcej wolności…

Ta jedna decyzja, która wcale nie musiała być łatwa do podjęcia, która może dużo cię kosztowała, która wymagała wielu rozmów, szukania wskazówek, zastanawiania się, czego naprawdę chcesz, odarcia ze złudzeń, posłuchania naprawdę swojego serca, która wymagała sięgnięcia do swoich potrzeb i wzięcia ich na poważnie.

Ta jedna decyzja, bez której byłabyś, byłbyś teraz w całkiem innym miejscu życia.

Zapisz ją sobie.

I wypisz wszystkich, którzy się do niej przyczynili, którzy cię wspierali, wszystkie łaski, które Bóg ci dał, żeby cię wesprzeć – zanotuj to, co pomogło ci podjąć najmądrzejszą decyzję w tym mijającym roku. Niech to wszystko pozwoli ci poczuć prawdziwą, głęboką wdzięczność.

I to już wszystko!

To już wszystkie nietypowe pytania, którymi możesz zakończyć rok. Bardzo cię zachęcam, by naprawdę wziąć notes i je spisać. Dlaczego? Bo takie szczere, osobiste zapisanie ważnych dla siebie myśli, uczuć, spraw i wydarzeń ma potężne działanie wspierające. I pomaga z wdzięcznością wejść w nowy rok. Niech będzie jak najlepszy!  

Marta Łysek – „deon.pl”

 

 

24

Wielki rok papieża Leona XIV. Z gwiazdami

Czy wybór papieża z USA zmienił sposób, w jaki Watykan komunikuje się ze światem? Piosenkarze, sportowcy, celebryci odwiedzający papieski pałac... Odkryj, czym jest nowa „kultura papieska”.<br>

Rok 2025 zapisze się w historii Kościoła: wybór Leona XIV – pierwszego papieża ze Stanów Zjednoczonych – poruszył globalne media. Ale to dopiero początek.

Gdy do Watykanu zaczęły przybywać nieoczywiste postacie z kręgów kultury, internetu i show-biznesu, stało się jasne: rodzi się nowa „kultura papieska” – dynamiczna, medialna i w pełni osadzona w języku współczesnego świata.

Co to oznacza dla Kościoła? Jak wygląda dziś komunikacja papieża z globalną publicznością?

Piosenkarze, artyści... Fani Leona XIV

„Jestem twoim fanem od czasu San Remo! A mój sekretarz jest twoim największym fanem, jeśli nie na świecie, to przynajmniej w Ameryce Łacińskiej!”. Otrzymanie tak spontanicznych komplementów od papieża nie jest czymś zwyczajnym... Podczas prywatnej audiencji 12 listopada włoska piosenkarka Laura Pausini nie ukrywała swojego zaskoczenia i wzruszenia nieoczekiwanym entuzjazmem Leona XIV, który docenił tę popularną artystkę od czasu jej występu na festiwalu w San Remo w 1993 roku. Znana w Europie piosenkarka jest również wielką gwiazdą w Ameryce Łacińskiej, a zwłaszcza w Peru. Przypomniała papieżowi pochodzenia amerykańsko-peruwiańskiego, że jej pierwszy koncert w Limie miał miejsce w 2000 roku.

Laura Pausini, która zaprezentowała papieżowi swoją piosenkę Fratello sole e sorella luna („Brat Słońce i Siostra Księżyc”), zainspirowaną Pieśnią stworzeń św. Franciszka z Asyżu, czuła się „niezwykle błogosławiona”, mogąc przeżyć to serdeczne, niemal rodzinne spotkanie z papieżem, który zadbał o to, aby jego sekretarz mógł zrobić sobie z nią zdjęcie. Opublikowanie w mediach społecznościowych starego zdjęcia ojca Edgarda Rymaycuna Ingi w koszulce z wizerunkiem włoskiej gwiazdy podczas jednego z jej koncertów w Peru przyczyniło się do popularyzacji tego skromnego i dyskretnego księdza urodzonego w 1989 roku, który niedawno otrzymał tytuł „Monseigneur”.

Muzyka - pasja Leona IXV

Wciąż pozostając w tematyce muzycznej, papież z entuzjazmem uczestniczył w koncercie dla ubogich zorganizowanym 6 grudnia w sali Pawła VI w Watykanie, podczas którego widziano go, jak wystukiwał rytm do melodii kanadyjskiego piosenkarza Michaela Bublé. W zupełnie innym stylu, uczestniczył również w koncercie pod dyrekcją włoskiego dyrygenta Riccardo Muti, laureata nagrody Ratzingera 2025, którą osobiście mu wręczył.

vatican-grace-for-the-world-humanfraternity-concert-2025

Leon XIV nie uczestniczył jednak osobiście w spektakularnym pokazie zorganizowanym we wrześniu na Placu św. Piotra pod hasłem „Grace for the World”, z udziałem dronów, efektów specjalnych i międzynarodowych gwiazd, wśród których znaleźli się Andrea Bocelli, Pharrell Williams, John Legend, Jennifer Hudson czy kontrowersyjna kolumbijska piosenkarka Karol G. Ten koncert, sponsorowany i transmitowany przez Disney Plus, wywołał kontrowersje dotyczące ryzyka utraty przez Watykan jego świętego charakteru, a osobista nieobecność papieża mogła być rozumiana jako dystansowanie się od tego wydarzenia zorganizowanego w przeddzień jego 70. urodzin, ale zaplanowanego za pontyfikatu Franciszka.

Audiencja dla świata kina

Natomiast podczas audiencji papieża dla świata kina, która odbyła się 15 listopada, miał on okazję powitać wiele międzynarodowych osobistości, takich jak aktorki Monica Bellucci i Cate Blanchett czy reżyserzy Spike Lee i George Miller.

Ze swojej strony włoski aktor Roberto Benigni, którego film „Życie jest piękne” został wymieniony przez Leona XIV jako jeden z jego ulubionych filmów, mógł osobiście zaprezentować papieżowi swój spektakl o św. Piotrze, „Pietro - Un uomo nel vento” („Piotr, człowiek na wietrze”), który obejrzeli razem. Inne międzynarodowe gwiazdy, takie jak amerykańska aktorka Zoe Saldana czy brytyjska modelka Naomi Campbell, pozdrawiały papieża podczas audiencji generalnych.

Papież, który kocha sport i sportowców

Zamiłowanie papieża do sportu jest dobrze znane i udokumentowane. Leon okazał się szczególnie serdeczny i zachwycony, witając kolarzy Giro d'Italia, którzy 1 czerwca przejeżdżali przez Watykan. Wśród nich Kolumbijczyk Nairo Quintana spontanicznie zatrzymał się, aby poprosić go o błogosławieństwo. Papież przyjął również piłkarzy Napoli po ich zwycięstwie w mistrzostwach Włoch.

Jednak jego prawdziwą pasją jest baseball, a przede wszystkim tenis, który jesienią tego roku ponownie zaczął regularnie uprawiać, niemal w każdy wtorek w Castel Gandolfo. Podczas pierwszego spotkania z międzynarodową prasą 12 maja dziennikarz zaproponował mu udział w charytatywnym meczu tenisowym z udziałem Andre Agassiego... „Dobry pomysł, pod warunkiem, że nie przyprowadzicie mi Sinnera” – odpowiedział papież z przymrużeniem oka. Jego wypowiedź nawiązywała do znaczenia słowa „sinner”, które w języku angielskim oznacza „grzesznik”.

Dwa dni później prawdziwy Jannik Sinner stał się jedną z pierwszych osobistości przyjętych na prywatnej audiencji przez nowego papieża. Papież, zachwycony otrzymaniem rakiety od światowego numeru jeden, był rozbawiony propozycją kilku wymian piłką: „Na Wimbledonie pozwoliliby mi grać!” odpowiedział, nawiązując do swojego białego stroju, po czym mądrze zmienił zdanie, patrząc na meble w salonie, w którym odbywało się spotkanie. „Coś tu zepsujemy! Lepiej tego nie robić” – zareagował. To znak, że Leon XIV jest entuzjastycznym fanem, ale nie na tyle, by zakłócić spokój małego terytorium, za które jest odpowiedzialny.

Cyprien Viet – „aleteia.pl”

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu


NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY
Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach
niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,
dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.
Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00
dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),
19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30
dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00
Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,
dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00
Bazylika Krzyża św. - klasztor
                              (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)
niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)
dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.
Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00
dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,
niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30
dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00
Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,
niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)
Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,
niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00
Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,
niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,
dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)
Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,
niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00
dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl