W BLASKU MIŁOSIERDZIA


28/1084 – 21 czerwca 2026 r. A.


INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

2

Niedziela, 21 czerwca 2026 r.

 XII NIEDZIELA ZWYKŁA (rok A)

Kolor szat liturgicznych: zielony

Czytania

Pierwsze czytanie: Jr 20,10–13

Psalm: Ps 69

Drugie czytanie: Rz 5, 12–15

Ewangelia: Mt 10,26–33

Ewangelia

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało

Mt 10, 26-33

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus powiedział do swoich apostołów: «Nie bójcie się ludzi! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach.

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie».

Komentarze do czytań

Życiowa droga chrześcijanina, podobnie jak każdego innego człowieka, niekoniecznie jest usłana różami. Jednak wierni prawdziwemu Bogu, uczniowie Chrystusa, jeśli są w swojej wierze konsekwentni, narażają się na dodatkowe nieprzyjemności.

Nic w tym nadzwyczajnego, tak jest i to normalne. Trzeba to przyjąć. Wokół tej prawdy koncentrują się czytania tej niedzieli...

Ile mogę stracić, gdy będę się w życiu kierował wiarą w Chrystusa? Czasem może nawet życie. No cóż...

A ile mogę stracić, gdy będę się w życiu kierował swoją wiarą? O, to już zależy. Nie zawsze bowiem moja wiara jest tą wiarą, której nas uczył Chrystus. Może się zdarzyć, że trzymając się nauki Jezusa staniesz się dla swoich współbraci nieznośnym Jeremiaszem...

Otaczający świat nie tak wartościuje. Jak być wiernym?

Trzeba słuchać Boga... Niby oczywiste. Tyle że czasem to tylko teoria. Dobra, kiedy zgodna z naszymi przyzwyczajeniami. Gdy przychodzi "sprawdzam", pojawia się coś niespodziewanego, wtedy różnie bywa...

Bywa czasem, że nie chodzi tylko o nieumiejętność zrobienia tak, jak oczekuje Bóg. Jest gorzej: jako naukę Bożą traktujemy to, co nam się wydaje ignorując, co Bóg naprawdę mówi.

Dlaczego uczniowie Chrystusa są dziś traktowani z taką niechęcią? Wywyższają się? Przecież nie tylko oni. Do różnych gwiazd i gwiazdeczek im daleko. No więc? Pewnie dlatego, że należą do Chrystusa. Pewnie dlatego, że na serio traktują Boga....

Jesteśmy w rękach Boga. Rękach dobrego Boga. On się o nas troszczy. I zatroszczy się o nasze sprawy. Choć czasem przychodzi czekać, On widzi... Trudne? Bywa że nawet bardzo. To chyba najważniejsze z wyzwań czytań tej niedzieli...

Andrzej Macura

 3

W dzisiejwszym numerze:

- Na ucho

- Komentarze do czytań - Bractwo Słowa Bożego

- Wielu chrześcijan doświadcza zastraszania lub prześladowań ze strony innych

- Wyspa skarbów

- Cudzoziemiec

- Leon XIV do liderów świata: Budujcie cywilizację miłości

- Otwórzmy oczy na wypalenie duchownych

- Leon XIV obchodzi 44. rocznicę święceń kapłańskich

- Święty na dziś. Niewinność - św. Alojzy Gonzaga

- Jak wychować dziecko w erze TikToka?

- Święci i błogosławieni w tygodniu

4

Na ucho

Dobrze wiemy, że w towarzystwie nie szepcze się na ucho, a jednak lubimy, kiedy ktoś przekazuje nam w zaufaniu jakąś wiadomość. W naszej relacji z Panem Bogiem jest podobnie.

Oczywiście, w czasie Eucharystii wszyscy słyszymy to, co jest czytane na głos w liturgii słowa, ale dzisiaj chcę siebie i ciebie zapytać o to, co Bóg powiedział ci ostatnio na ucho. Tylko tobie, tylko do twojego serca. Nie chodzi o słowo usłyszane na kazaniu, przeczytane w Biblii, w miesięczniku „W drodze” czy w jakiejś książce, nawet tej najbardziej pobożnej. Chodzi o słowo, które Bóg wyszeptał ci do ucha. Być może działo się to w czasie indywidualnej modlitwy, adoracji, chwili skupienia, a może to był szept, który usłyszałeś, będąc wśród ludzi, kiedy byłeś zmęczony, znudzony, poirytowany. Co to były za słowa? Co wyszeptał ci Bóg? Pamiętasz?

Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi wprost: Są takie rzeczy, które chcę ci powiedzieć na ucho, tylko tobie, w osobistym, intymnym spotkaniu, tylko Ja i ty. Kładę Moją twarz blisko twojej, jak przyjaciele, którzy rozmawiają ze sobą, i chcę mówić do twojego serca. I dopiero teraz można wyjść na dach, żeby opowiadać o Bogu. Dopiero kiedy usłyszymy Jego głos, kiedy usłyszymy, co szepcze nam do uszu i serca, możemy pójść do drugiego człowieka i opowiadać o miłości Boga. Nie wcześniej.

Tę kolejność doskonale opisuje dominikańskie hasło: Kontemplować i przekazywać owoce kontemplacji, czyli spotkać się z Bogiem, popatrzeć na Jego twarz, usłyszeć to, co mówi do mnie, i pójść do świata, aby się podzielić Ewangelią.

Tylko taka kolejność ma sens. Mów, Panie, bo sługa Twój słucha.

Arkadiusz Wojtas OP – „wdrodze.pl”

5

Komentarze do czytań - Bractwo Słowa Bożego

Komentarz do pierwszego czytania

Życie proroka Jeremiasza, mówiąc bardzo oględnie, nie było łatwe. Mimo, że bronił się przed tym, Pan Bóg postawił przed nim zadanie napominania niewiernych królów i kapłanów w czasach poprzedzających niewolę babilońską. Słyszymy dzisiaj jedno spośród wielu w księdze wyznań proroka, w których odkrywa on swoją duszę, pokazując, kim jest. Został powołany przez Boga w młodym wieku, był człowiekiem wrażliwym, pełnym delikatności, miłował pokój. Misja, którą powierzył mu Pan Bóg, wymagała natomiast wielokrotnego stawania w opozycji wobec sposobu życia współczesnych mu Izraelitów, poczynając od królów i kapłanów. Jeremiasz niejednokrotnie czuł, że nie jest to zadanie dla niego. Można powiedzieć, że przeżywał kryzys duchowy.

Słyszymy dziś jego skargę na tych, którzy chcą się na nim zemścić za to, że jego proroctwa nie są po ich myśli. Zaraz potem jednak prorok przechodzi do mocnego wyznania wiary w Boga, który, choć postawił przed nim trudne zadanie, nie zostawił go nigdy samego. Słyszymy, jak ten tragiczny prorok powierza swoje życie w ręce Boga. Najpiękniejszą częścią tego czytania jest ostatnie zdanie: Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców, wypowiadane przez proroka z wyprzedzeniem uwielbienie Boga za ocalenie od prześladowców. Tajemnica wiary Jeremiasza tkwi w bardzo intymnej relacji z Bogiem, w tym, że nie było w jego życiu spraw, do których Pan Bóg nie miałby dostępu.

Komentarz do psalmu

W Jerozolimie, w Bazylice Narodów na zboczu Góry Oliwnej, jest Skała Konania, miejsce, gdzie według tradycji Jezus modlił się przed męką. Być może powtarzał wtedy właśnie słowa Psalmu 69, który dzisiaj Kościół śpiewa w liturgii mszalnej. Podobnie jak w czytaniu z Księgi Proroka Jeremiasza zadziwia zaufanie, jakim psalmista obdarza Boga, pomimo ciężkiej próby, której jest poddany.

Jego życie jest w niebezpieczeństwie z powodu gorliwości, z jaką troszczy się o Boże prawo, a on pełen ufności modli się do Boga o ocalenie i o umocnienie małodusznych. Nie myśli tylko o sobie, ale także o tych, którzy patrząc na wielkie dzieła Boże, które będą się dokonywały w jego życiu, będą mogli wzmocnić swoją wiarę. Wzór życia chrześcijańskiego – ufać Bogu i pragnąć umacniać braci.

Komentarz do drugiego czytania

Nieposłuszeństwo okazane Panu Bogu w raju przez pierwszego człowieka było brzemienne w skutkach. Grzech Adama spowodował, że niemal wszystkie dziedziny życia zostały skażone. Zło może na różne sposoby przenikać do życia człowieka, powodując jego śmierć, przede wszystkim tę najgorszą – duchową. Od urodzenia każdy z nas nosi w sobie skłonność do czynienia zła, którą nazywamy grzechem pierworodnym. Nie możemy rozpatrywać tej prawdy teologicznej jedynie w kategoriach historycznych – on-Adam zgrzeszył. Wydarzenia z raju są ilustracją skłonności, która prędzej czy później, w sposób bardziej czy mniej wyraźny, uwidacznia się w każdym z nas.

Nasz Bóg jest jednak większy niż grzech. Nasze nieposłuszeństwo nie jest w stanie skrępować Jego miłosiernych dłoni. Bezgraniczne posłuszeństwo Chrystusa jest Bożą odpowiedzią na nasze nieposłuszeństwo. To jest prawda o Bogu – to On zbawia, to On ofiarowuje siebie, oddaje życie swojego Syna, abym ja-grzesznik mógł żyć.

Komentarz do Ewangelii

W codziennym życiu łatwo dać się zastraszyć nieprzyjaznym ludziom, przygniatającym wydarzeniom. Codziennie odbieramy ze świata kolejną porcję „ciosów”, które chcą odebrać nam nadzieję, a przez to mogą również zachwiać naszą wiarą. Pan Bóg dba o najmniejsze detale naszego życia, jak włosy na głowie. Każdy z nas jest dla Niego najcenniejszy na świecie.

Moim zadaniem jest jedynie to, aby nie odbierać światu Dobrej Nowiny o tym, że Bóg naprawdę się troszczy o człowieka, że jego życie nie jest Mu obojętne. Masz odwagę przyznać się do Boga, kiedy ludzie Go znieważają? Nie lękasz się opowiedzieć tym, którzy poddają w wątpliwość Jego dobroć i wszechmoc? Jest w tobie pragnienie obrony dobrego imienia Pana Boga, nawet gdyby ludzie mieli cię za to wyśmiać?

Do każdego […], kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

ks. Łukasz Mroczek – „Bractwo Słowa Bożego”

20

Wielu chrześcijan doświadcza zastraszania lub prześladowań ze strony innych

Dzisiejszy świat wywiera na nas presję, abyśmy nie głosili innym Ewangelii, lecz zachowali ją dla siebie. Nie zawsze przybiera ona formę otwartych prześladowań. Często przejawia się w obojętności religijnej, sekularyzacji życia, presji środowiska czy ośmieszaniu wartości chrześcijańskich. Wielu chrześcijan doświadcza zastraszania lub prześladowań ze strony innych. Może to powodować u wielu ludzi lęk przed przyznawaniem się do swojej wiary w Chrystusa.

 Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii mówi nam: „Nie bójcie się ludzi” (Mt 10,26), nawiązując niejako do naszych obaw. Przyciąga nas ku sobie, wyprowadzając z tego, co nas ogranicza – z naszych lęków, niepewności i braku ufności. Wzywa nas, abyśmy nie byli ludźmi tkwiącymi w ciemności, lecz chrześcijanami żyjącymi w świetle. Pokazuje nam też konkretną drogę: „Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach” (Mt 10,27). Wzywa nas, abyśmy byli Jego świadkami w świecie i nieśli Jego orędzie innym. Chce, abyśmy wnosili Jego światło w nasze codzienne sprawy i relacje.

Jednocześnie Jezus napomina nas, swoich uczniów, abyśmy stawiali czoła wrogości i zastraszaniu, których doświadczamy. Wskazuje też klucz do przezwyciężenia naszych lęków. Jest nim odwaga wynikająca ze świadomości, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Nie będziemy się lękać, jeśli będziemy pamiętać o swojej wartości w oczach Boga. Jesteśmy cenni nie tylko dlatego, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, ale także dlatego, że przez łaskę uczynił nas swoimi umiłowanymi dziećmi. Ta pewność bycia kochanymi sprawia, że jesteśmy gotowi dawać świadectwo o Jezusie w dzisiejszym świecie.

Jezus potwierdza, że Ojciec głęboko troszczy się o swoje dzieci. Podaje dziś przykład wróbla, którego uważano za niemal bezwartościowego. Wróble sprzedawano na targu jako pokarm dla ubogich: dwa wróble za jednego asa, a pięć za dwa asy. Piątego dodawano więc za darmo. „A przecież – mówi Jezus – żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. (...) Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29.31). Przesłanie Jezusa jest bardzo ważne: nie bójcie się, jesteście ważniejsi, macie swoją wartość. Jednak źródłem chrześcijańskiej odwagi nie jest jedynie świadomość własnej wartości, lecz przede wszystkim ufność pokładana w Ojcu, który zna nas, kocha i nieustannie się o nas troszczy. Świadomość, że pozostajemy pod opieką Boga, pomaga przezwyciężyć lęk i wytrwać w wierności Chrystusowi.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus przypomina nam także o odpowiedzialności przed Bogiem. Mówi bowiem: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28). Słowa te nie mają wzbudzać w nas lęku lecz prowadzić do postawy szacunku, czci i posłuszeństwa wobec Boga. Chrześcijanin nie powinien ulegać strachowi przed ludźmi, ale troszczyć się przede wszystkim o wierność Bogu i zbawienie swojej duszy.

 Konkretną wskazówką jest również postawa proroka Jeremiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, który nie daje się zastraszyć terrorowi zewsząd. On także przeżywa obawy podobne do tych, których doświadczają uczniowie Chrystusa posłani z misją głoszenia Ewangelii. Jeremiasza opuścili wszyscy przyjaciele, którzy teraz próbują go zdyskredytować. Za swoje nauczanie zostaje wtrącony do więzienia, a przywódcy ludu grożą mu śmiercią, jeśli nie zmieni tonu swoich wypowiedzi. Jeremiasz jednak nie daje się zastraszyć i nie przestaje głosić prawdy, ponieważ wierzy, że „Pan jest przy mnie jako potężny mocarz” (Jer 20,11). Tym, co pomaga mu wytrwać pośród prześladowań, jest głęboka wiara, że Bóg jest przy nim i troszczy się o niego.

 Piękny przykład odwagi w przyznawaniu się do Chrystusa daje nam święty Wit, którego wspomnienie dowolne obchodziliśmy kilka dni temu.

Urodził się on na Sycylii pod koniec III wieku jako syn bogatej rodziny pogańskiej. Po śmierci matki jego wychowaniem zajęli się opiekunowie – małżonkowie Modest i Krescencja. Jako chrześcijanie przekazali mu wiarę w Chrystusa i pomagali mu w niej wzrastać w okresie wielkich prześladowań.

Wit, jako trzynastoletni chłopiec, miał odwagę sprzeciwić się ojcu i odmówił wyrzeczenia się wiary w Jezusa. Wiernie trwał przy Chrystusem, stając się jednym z najmłodszych męczenników starożytnego Kościoła. Jego wychowawcy również ponieśli śmierć męczeńską razem z nim, stając się symbolem duchowej rodziny zjednoczonej w wierze.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus stanowczo przeciwstawia się zastraszaniu. Nie ukrywa prawdy, że jako Jego uczniowie będziemy musieli stawić czoła tym, którzy grożą, nękają i zastraszają innych, próbując wymusić uległość. Rada Jezusa jest jasna: nie tylko wzywa nas, abyśmy nie podporządkowywali się tym, którzy chcą odciągnąć nas od Boga, ale także mówi, abyśmy się ich nie bali: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10,28).

 Aby wypełnić w dzisiejszych czasach zadanie dawania świadectwa o wierze w Chrystusa, potrzeba nam odwagi i siły ducha. Nie jesteśmy jednak pozostawieni sami sobie. Chrześcijanin nie daje świadectwa jedynie własnymi siłami, lecz mocą łaski Bożej. To sam Chrystus działa w swoich uczniach przez Ducha Świętego i uzdalnia ich do wytrwania w wierze. Dzięki zjednoczeniu z Chrystusem uczestniczymy w Jego zwycięstwie nad grzechem, lękiem i śmiercią.

Dlatego podczas Eucharystii Jezus umacnia nas swoim słowem i swoim Ciałem, abyśmy stawali się odważni w wyznawaniu wiary i dawaniu świadectwa o Jego miłości. W Komunii Świętej jednoczymy się z Chrystusem w sposób szczególny, przyjmując Tego, który oddał za nas życie i zwyciężył śmierć. To właśnie z tej jedności z Panem czerpiemy siłę do codziennego życia Ewangelią oraz odwagę do dawania świadectwa o Nim wobec innych.

 Odważne wyznawanie wiary w Chrystusa łączy się także z postawą, jaką my, Jego uczniowie, przyjmujemy wobec wyzwań codziennego życia. Ważnym zadaniem jest troska o zgodność naszego życia z Ewangelią, co wiąże się z wyborem drogi uczciwości, sprawiedliwości, szacunku wobec innych oraz pokory. Pomocą w kształtowaniu tych postaw jest zwracanie się do Boga w ufnej modlitwie, jak podpowiada nam dzisiejszy psalm: „Panie, modlę się do Ciebie w czas łaski, o Boże. Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci, w Twojej zbawczej wierności” (Ps 69,14).

o. Sylwester Cabała CSsR – „redemptor.pl”

Misjonarz Prowincji Warszawskiej Redemptorystów – Tuchów

16

Wyspa skarbów

Czasy Jezusa od naszych różnił poziom wiedzy, techniki, medycyny. Reszta była podobna. Ludzie pracowali, gromadzili dobra, bogacili się i bankrutowali. Biedny marzył o domu i polu. Handlarz o kolejnych zyskach. Bogaty o zakupie kolejnej posiadłości. Rolnik z przypowieści o dobrach, mających zapewnić mu spokojna i dostatnia starość.

Jezus to widział. Znając serce człowieka potrafił dostrzec szanse i zagrożenia. Ostatnim z pewnością nie był sam fakt posiadania. Grzechem bogacza nie jest wystawny stół, ale oczy zamknięte na ubogiego. Czyli na prawdziwy skarb. Dobry moment, by wskazać na szansę.

Umieć dostrzec przestrzenie, gdzie dokonuje się prawdziwa wymiana dóbr. Nie liczona w denarach, złotówkach, euro czy dolarach. Liczona w uśmiechu człowieka bezinteresownie obdarowanego przez tego, do którego Apostoł zwraca się z pytaniem: cóż masz, czego byś nie otrzymał.

Są też skarby lekceważone, omijane, dyskredytowane. A jednak sprawiające, że człowiek staje się bardziej człowiekiem. Bardziej podobnym do swego Stwórcy. Promieniujący nieziemskim światłem. Zdolnym do otwarcia na każdą formę ubóstwa, nędzy, wykluczenia. To siedem sakramentów Kościoła – prawdziwa wyspa skarbów. Bez nich możemy stać się społecznymi aktywistami, organizacją charytatywną. Ale bez nich nigdy nie będziemy świadkami Królestwa, które jest pośród nas.

ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

 

 7

Cudzoziemiec

Sebastian Wallroth W tamtych odległych czasach na Bliskim Wschodzie wielu było cudzoziemców. Np. kupcy osiadali w odległych stronach i dla miejscowych byli cudzoziemcami.

„Pan, Bóg wasz... wymierza sprawiedliwość sierotom i wdowom, miłuje cudzoziemca, udzielając mu chleba i odzienia. Wy także miłujcie cudzoziemca, boście sami byli cudzoziemcami w ziemi egipskiej” (Pwt 10,17–19)

Cudzoziemiec - Człowiek innego języka, innej wiary, innego obyczaju, innego wyglądu. Inny i obcy.

W tamtych odległych czasach na Bliskim Wschodzie wielu było cudzoziemców. Trudne warunki życia na półpustynnych stepach zmuszały do życia koczowniczego.

Inny powód wędrówek to handel. Kupcy osiadali w odległych stronach i dla miejscowych byli cudzoziemcami.

Jeszcze inny powód to wojny. Tak często ludzi uprowadzano jako przymusowych osiedleńców – cudzoziemców.

Izraelici byli ludem wyjątkowej wiary i obyczaju szczególnego. Gdy stawali się cudzoziemcami, byli bardzo widoczni w obcym otoczeniu. A gdy pośród nich osiedli cudzoziemcy – niełatwo im było zakorzenić się w izraelskiej ziemi.

Zazdrosny Bóg bierze w obronę tych, którzy są inni także przez wyznawanie innej wiary. Mało tego – w przytoczonym tekście padają słowa trudne: „Pan, Bóg wasz, miłuje cudzoziemca”. „Miłuje!”. Różnica obyczaju i mowy wobec Boga nieważna, z tym łatwo się zgodzić. Ale różnica wiary?

Cudzoziemiec, który Boga – Stwórcy nieba i ziemi – nie zna, lecz czci swoje bóstwa, tak często nazywane „obrzydliwością”, jest miły Bogu?

Coraz więcej cudzoziemców w naszej ziemi – w Europie, w Polsce. Trzeba się nauczyć ich miłować. Tamtego trudnego nakazu Bóg nie odwołał.

ks. Tomasz Horak - Tekst z cyklu Perełki Słowa – „wiara.pl”

 14

 

Leon XIV do liderów świata: Budujcie cywilizację miłości

Leon XIV do liderów świata: Budujcie cywilizację miłości

   

Potrzeba odważnego przywództwa, które będzie zdolne przeciwstawić się logice zysku prowadzącej do dehumanizacji i budować "Nowe Jeruzalem" - cywilizację miłości. O tym mówił papież Leon XIV do uczestników pierwszej edycji "Borgo Laudato Si’ Dialogues", która odbyła się w Castel Gandolfo.

Podsumowując dwudniowe obrady poświęcone wyzwaniom współczesnego świata, Ojciec Święty podkreślił, że ich uczestnicy podjęli refleksję nad tematami szczególnie ważnymi również dla Kościoła: sztuczną inteligencją, starzeniem się społeczeństw, sportem i dyplomacją oraz przyszłością zrównoważonego rozwoju.

Dialog dla dobra wspólnego

Leon XIV zauważył, że spotkanie było odpowiedzią na wezwanie zawarte w jego encyklice Magnifica humanitas do prowadzenia dialogu ze wszystkimi ludźmi dobrej woli.

"Pragniemy wspólnie z nimi poszukiwać nowych dróg służących dobru wspólnemu i promowaniu godnego życia dla wszystkich" - przypomniał papież.

Zwrócił uwagę, że świat przeżywa dziś kryzys pamięci i tożsamości. Cytując swoją encyklikę, ostrzegł przed "fałszywym pragmatyzmem", który prowadzi do odrzucenia historycznych korzeni oraz do przekonania, że tragedie XX wieku nie mogą się już powtórzyć.

Przeciw nowej wieży Babel

Papież podkreślił, że uczestnicy spotkania, reprezentujący różne środowiska zawodowe, kultury i doświadczenia, są zjednoczeni wspólnym zaangażowaniem na rzecz przemiany ekologicznej, społecznej i gospodarczej.

Przestrzegł jednocześnie przed pokusą budowania "wieży Babel", którą określił jako symbol "bałwochwalstwa zysku kosztem najbardziej bezbronnych". Taka logika - zaznaczył - zwiększa ryzyko dehumanizacji współczesnego świata.

"Jesteśmy wezwani do współtworzenia Nowego Jeruzalem - cywilizacji miłości, w której miłość jest jedyną zasadą kierującą życiem gospodarczym, politycznym i kulturalnym" - wskazał Leon XIV.

Piękno stworzenia inspiracją do działania

Ojciec Święty podziękował uczestnikom za gotowość do zaangażowania się w proces, który będzie kontynuowany podczas kolejnych spotkań. Podkreślił, że obrady odbywały się w wyjątkowym otoczeniu Ogrodów Papieskich, gdzie piękno stworzenia mogło inspirować do łączenia lokalnej wiedzy z globalną odpowiedzialnością.

Na zakończenie życzył uczestnikom, aby byli "pokornymi budowniczymi Nowego Jeruzalem", niosącymi światu uzdrowienie, uznanie, życzliwość i troskę o każdego człowieka.

Czym jest Borgo Laudato Si’?

Borgo Laudato Si’ to utworzony przez Stolicę Apostolską ośrodek edukacyjny i formacyjny znajdujący się na terenie Papieskich Ogrodów w Castel Gandolfo. Powstał z inicjatywy papieża Franciszka jako konkretna realizacja idei zawartych w encyklice Laudato si’. Łączy działalność naukową, edukacyjną i praktyczną w zakresie ochrony środowiska, integralnej ekologii oraz zrównoważonego rozwoju. Ośrodek promuje dialog między nauką, gospodarką, polityką i religią, a także prowadzi programy szkoleniowe oraz inicjatywy służące trosce o wspólny dom.

 Ks. Łukasz Bankowski / Vatican News / red – „deon.pl”

 15

 

Otwórzmy oczy na wypalenie duchownych

Kapłani archidiecezji Detroit kładą ręce na głowach ks. Bruena i ks. Schrodera, modląc się za nich w momencie rozpoczęcia przez nich posługi jako szafarze słowa Bożego i sakramentów.

Wypalenie zawodowe dotyka nie tylko lekarzy — nie omija również kapłanów. Choć świadomość tego problemu rośnie zarówno w samym Kościele, jak i wśród wiernych, jak zauważa nasza felietonistka Alexandra Maclennan, droga do jego przezwyciężenia jest jeszcze długa. Zaczyna się od jednego: od odwagi nazywania rzeczy po imieniu.

Monsieur le Curé fait sa crise — spektakl objeżdżający Francję od 2022 roku — budzi śmiech i wzruszenie zarazem. Widzowie rozpoznają w nim sytuacje bliskie, a los głównego bohatera napawa ich lękiem: ksiądz wchodzi na scenę z telefonem przy uchu, wciskając kolejne spotkania w przepchany kalendarz. Rozpięty między oczekiwaniami hierarchii a sprzecznymi oczekiwaniami parafian, powoli się rozpada. Na każdym przedstawieniu ktoś z lokalnej rady biskupiej tłumaczył licznej widowni, że spektakl ma być zaproszeniem do refleksji nad wypaleniem kapłańskim.

Trzy twarze wypalenia

Za refleksją poszły badania i próby lepszego zrozumienia problemu. Niemal równolegle z badaniami nad wypaleniem lekarzy (dr Julia Eisman, rozprawa doktorska, 2017) pojawiły się opracowania, które można by roboczo nazwać badaniami nad wypaleniem duchownych. Zjawiskiem tym najpierw zajęła się medycyna. „Journal of Religion and Health” w 2023 roku, szukając specyfiki katolickiej w artykule Burnout Syndrome Among Catholic Clergy, ochrzcił je mianem „cichego wirusa”. We Francji alarm bił już wcześniej ksiądz i lekarz Pascal Ide — w 2015 roku wydał głośną książkę Le Burnout, maladie du don, uzupełnioną artykułem w „Nouvelle Revue Théologique”.

W swoim przeglądzie literatury Ide przywołuje diecezję z północnych Włoch jako pioniera badań nad tym zjawiskiem — tamtejsze ankiety sięgają lat 2004–2005. Wykazały, że część księży rzeczywiście doświadcza wypalenia zawodowego: cierpi na wyczerpanie, depersonalizację i poczucie braku sensu własnej pracy. Obaliły jednak dwa stereotypy: samotność na plebanii sama w sobie nie jest czynnikiem ryzyka. Podobnie intensywność pracy — wśród tych, którym wiedzie się najlepiej, bywają jedni z najbardziej zapracowanych. Źródeł złego samopoczucia trzeba zatem szukać gdzie indziej: w zaniku życia wewnętrznego, braku wpływu na powierzane zadania i bolesnym poczuciu, że własne wartości rozmijają się z wartościami instytucji. Ide wzywa Kościół do „zbadania własnej odpowiedzialności i wdrożenia środków profilaktycznych — które nigdy nie zastąpią wolnej odpowiedzialności osoby”. Dodajmy, że problem nie ogranicza się do młodych kapłanów, choć to właśnie wśród nowo wyświęconych Ide dostrzegał go najczęściej.

Potrzeba bliskości

Konferencja Episkopatu Francji zleciła kilka badań, by zmierzyć skalę zjawiska. Wyniki z 2020 roku były wstrząsające: cierpienie, nadwaga, samotność, nadużywanie alkoholu, depresja, samobójstwa... W kolejnym opracowaniu z 2023 roku biskupi próbowali już zidentyfikować konkretne potrzeby. Za podstawowy warunek dobrostanu psychicznego i fizycznego kapłanów uznano potrzebę bycia wysłuchanym. W 2024 roku świecki zaangażowany w te sprawy, Jean-Étienne Rime, pisał na łamach „La Croix”, że nic się nie zmieniło, i postulował profesjonalizację zarządzania zasobami ludzkimi w Kościele. W listopadzie tego samego roku plenarne zebranie biskupów przyjęło dokument poświęcony towarzyszeniu kapłanom, kładący nacisk na wczesne rozpoznawanie sytuacji cierpienia i zapewnianie wsparcia.

Najwyższy czas działać. Badanie IFOP z 2025 roku zatytułowane „Kapłaństwo dziś”, zrealizowane dla Obserwatorium Francuskiego Katolicyzmu, wskazuje konkretne kierunki. Księża chętniej korzystają z pomocy medycznej. Powstały miejsca przeznaczone dla nich do wypoczynku. Jest i dobra wiadomość: 95% ankietowanych kapłanów — choć próba liczyła zaledwie 766 osób — deklaruje, że są szczęśliwi. Ale drugi wynik, 77%, to ten, który powinien teraz wyznaczać priorytety: tylu księży odczuwa dotkliwie brak solidnych, samodzielnych zespołów świeckich, na których mogliby się oprzeć. 60% mówi o potrzebie wysłuchania i wsparcia ze strony hierarchii. Dopiero dalej pojawia się uciążliwość logistyczna i chęć posiadania regularnego miejsca odpoczynku (40%).

Nazwać rzeczy po imieniu

Zaczynamy wreszcie słyszeć, jak sami kapłani mówią o tym otwarcie — i to już krok naprzód. Dominikanin i lekarz Jean-Marie Gueulette, pytany przez KTO Radio w maju 2026 roku, kładł nacisk na potrzebę rzeczowego nazywania problemów w Kościele — mówienia wprost, że coś nie działa. Kiedy ksiądz wycofuje się z posługi z powodu wypalenia, a przyczyny nie są jasno i rzeczowo nazwane, wierni pozostają wówczas skazani na domysły i cudze interpretacje. Łatwo wówczas uznać problem za wyłącznie osobistą słabość kapłana, zamiast dostrzec systemowe źródła jego złego stanu — zwłaszcza gdy podobne przypadki mnożą się w tym samym miejscu. Nadszedł czas, by księża i prezbiterium mówili głośno o brakach przejrzystości, organizacyjnym zamęcie, toksycznych relacjach i zachowaniach, które zadają tak wiele bólu.

Wszystkie te badania pomijają milczeniem jeden istotny czynnik wypalenia: mobbing. Nie mówi się o nim — z obawy, że nazwanie go nada mu rozgłos, z braku czasu i zasobów, by dochodzić sprawiedliwości i egzekwować wydane wyroki. Tymczasem to milczące zło nadal toczy naszych kapłanów i wspólnoty, którym zostają tylko łzy, gdy ksiądz, który „wszędzie czynił dobrze” (Dz 10,38), zostaje przeniesiony. Po latach skupiania uwagi na nadużyciach popełnianych przez duchownych nadszedł czas, by dostrzec także nadużycia, których sami padają ofiarą. Nie ma żadnego planu działania w tej sprawie — diecezje i parafie są bezsilne, a kapłani pozostają w głębokim cierpieniu moralnym.

Działać na przyczyny

Umiemy już rozpoznawać wypalenie duszpasterskie. Teraz trzeba zająć się jego przyczynami — nie przez nakładanie na księdza kolejnych obowiązków i presji w postaci coachingów czy sesji zarządczych, lecz przez stworzenie warunków, w których będzie mógł być po prostu sobą. Wymaga to trzech rzeczy.

Po pierwsze — jasnego i rozsądnego określenia zakresu jego obowiązków. Ośmielmy się powiedzieć, że granice mogą istnieć również wtedy, gdy ktoś oddał swoje życie bez reszty. Po drugie — zadbania o to, by osoby, na których kapłan opiera swoją posługę, były naprawdę profesjonalne: sekretarki, koordynatorzy, zakrystianie, służby porządkowe, doradcy prawni. Nie chodzi o bezkrytyczne importowanie metod z korporacyjnego świata — Kościół rządzi się inną logiką niż rynek. Chodzi o wypracowanie na poziomie diecezji nowego modelu, który pozwoli zatrudniać i godziwie wynagradzać ludzi kompetentnych, dobrze rozumiejących życie Kościoła, zdolnych do samodzielnego działania — tak, by każdy mógł spokojnie i trwale wykonywać swoje zadanie.

Po trzecie: jak można świętować Boże Ciało, pamiętając o wszystkim, co ta uroczystość nam przypomina i czego od nas wymaga? Jak można mówić o jedności Ciała Chrystusowego, którym jest Kościół, a jednocześnie przymykać oczy na wypalenie naszych pasterzy?

trowinski - Valaurian Waller | Detroit Catholic – „aleteia.pl”

11

Leon XIV obchodzi 44. rocznicę święceń kapłańskich

Kilka kroków od Watykanu, w kaplicy św. Moniki w Rzymie, 19 czerwca 1982 roku sakrament kapłaństwa przyjął o. Robert Francis Prevost. To samo miejsce zostało wyznaczone mu jako kościół tytularny, gdy w 2023 roku został kardynałem. Dziś, jako Papież, sam przypomina kapłanom, by trzymali otwarte drzwi do Kościoła.

Robert Francis Prevost zostaje księdzem

Święceń przyszłemu Papieżowi udzielił belgijski abp Jean Jadot, wieloletni dyplomata watykański, wcześniej delegat apostolski i pronuncjusz w Azji, Afryce oraz Stanach Zjednoczonych. W dniu święceń o. Prevost miał niespełna 27 lat. Studiował prawo kanoniczne na Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu, pięć lat wcześniej wstąpił do Zakonu św. Augustyna, a w 1981 r. złożył śluby wieczyste. W 1985 r. został posłany jako misjonarz do Peru, do Chulucanas w regionie Piura.  

Na obrazku prymicyjnym znalazły się słowa św. Augustyna z Kazania 339: „Nakarmić was wszystkich zwyczajnym chlebem – tego uczynić nie mogę. Lecz to Słowo jest waszą cząstką. Karmię was z tego samego stołu, który żywi mnie. Jestem waszym sługą”. Obok nich umieszczono XV-wieczną rosyjską ikonę Ostatniej Wieczerzy.

Otwarte drzwi do Kościoła

Motyw kapłaństwa rozumianego jako służba powrócił w słowach Leona XIV do nowych kapłanów, których wyświęcił w Bazylice św. Piotra w tegoroczną Niedzielę Dobrego Pasterza. Papież wskazał im, że posługa prezbitera nie może zasłaniać drogi do Chrystusa.

„Razem z innymi ochrzczonymi będziecie każdego dnia przekraczać próg Misterium – próg, który ma oblicze i imię Jezusa. Nigdy nie ukrywajcie tej świętej bramy, nie zamykajcie jej, nie stawajcie się przeszkodą dla tych, którzy chcą wejść” – mówił Leon XIV.

Papież podkreślił, że jest to szczególnie ważne w czasie, gdy wiele osób oddala się od Kościoła. „Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek, zwłaszcza tam, gdzie liczby wydają się wskazywać na dystans między ludźmi a Kościołem, trzymajcie drzwi otwarte! Pozwólcie wchodzić i bądźcie gotowi, aby wyjść” – apelował.

Kapłan jako „kanał”, nie „filtr”

Leon XIV wezwał nowych kapłanów, by to trzymanie otwartych drzwi było podstawowym rysem ich misji: „trzymać drzwi otwarte, niczym ich nie zastawiać i wskazywać je, nie używając zbyt wielu słów”. Dodał, że kapłani są posłani nie tylko po to, by pozwalać innym wejść, ale także po to, by wychodzić ku potrzebującemu światu. „To kolejna tajemnica waszego życia: jesteście kanałem, a nie filtrem” – mówił Papież.

W homilii wskazał również, że więź z Chrystusem prowadzi do głębokiej więzi z drugim człowiekiem. „Im głębsza jest wasza więź z Chrystusem, tym bardziej radykalna jest wasza przynależność do wspólnego człowieczeństwa” – powiedział.

Od św. Moniki do Watykanu

Droga kapłańska Roberta Prevosta prowadziła od kaplicy św. Moniki w Rzymie przez Peru, posługę w Zakonie św. Augustyna, diecezję Chiclayo, Dykasterię ds. Biskupów i Kolegium Kardynalskie aż po wybór na Następcę św. Piotra. Kaplica, w której otrzymał święcenia, pozostaje miejscem szczególnym także dlatego, że jako kardynał otrzymał ją jako swój kościół tytularny.

VATICANNEWS.VA

10

Święty na dziś

Niewinność - św. Alojzy Gonzaga

Już jako siedmiolatek widział nędzę świata i tęsknił za Bogiem. Kiedy miał lat 9, ślubował dozgonną czystość. Spotykając się z zepsuciem i beztroską własnego środowiska, postanowił je kontestować modlitwą i pokutą.

Młodzi ludzie coraz szybciej tracą niewinność. Obniża się wiek inicjacji seksualnej. Im szybciej zaczynają tzw. dorosłe życie, tym dłużej zostają dziećmi. Boją się zobowiązań, odpowiedzialności, boją się decyzji o małżeństwie. Życie na próbę, miłość na próbę. Wielu nigdy nie dojrzewa.

Św. Alojzy Gonzaga (1568–1591) też wcześnie zaczynał. Jego życie to kompletne przegięcie, tyle że w drugą stronę. Już jako siedmiolatek widział nędzę świata i tęsknił za Bogiem. Kiedy miał lat 9, ślubował dozgonną czystość. Spotykając się z zepsuciem i beztroską własnego środowiska, postanowił je kontestować modlitwą i pokutą. Jako 23-letni nowicjusz jezuicki umiera, niosąc pomoc zadżumionym.

Urodził się jako pierworodny syn księcia Ferranta Gonzagi. Był dziedzicem znanego i bogatego rodu szlachty lombardzkiej. Ojciec przygotowywał Alojzego od dziecka do dworsko-rycerskiej kariery.

Matka odznaczała się głęboką pobożnością. W wieku 7 lat mały Alojzy przeżył, jak sam twierdził, swoje nawrócenie. Odtąd codziennie, oprócz normalnych pacierzy, odmawiał siedem psalmów pokutnych i oficjum do Matki Bożej. Ojciec kręcił na to wszystko nosem. Wysłał syna do Florencji, na dwór wielkiego księcia Franciszka Medici, by tam nabył manier dworskich. Alojzy jednak najlepiej czuł się we florenckim kościele Annuntiata, gdzie złożył ślub dozgonnej czystości. W 1580 r. przyjął Pierwszą Komunię Świętą z rąk św. Karola Boromeusza. Kiedy rodzice przenieśli się do Madrytu, 12-letni chłopak został paziem na dworze królewskim Filipa II. Życie dworskie nie było mu jednak w głowie. Rozczytywał się w pobożnych lekturach, modlitwę przedłużał do pięciu godzin dziennie.

„Uciekał od zabaw, widowisk i uroczystości. Gdy wyrażaliśmy się niezbyt czystym językiem, wzywał nas i napominał z wielką grzecznością i łagodnością” – wspominał jeden ze służących. Kiedy Alojzy powiedział ojcu o zamiarze wstąpienia do jezuitów, ten wpadł w gniew, ale syn dopiął swego. Zrzekł się prawa do dziedzictwa i w wieku 17 lat wstąpił do nowicjatu w Rzymie. Przełożeni musieli studzić jego zapał i ograniczać surowe pokutne praktyki. Studiował teologię i przygotowywał się do kapłaństwa. W latach 1590–1591 Rzym nawiedziła epidemia dżumy. Alojzy prosił przełożonych, by zezwolili mu pomagać zarażonym w szpitalu. Wyczerpany studiami i umartwieniami uległ zarazie. Zmarł jako kleryk 21 czerwca 1591 r.

Ślad kultu św. Alojzego można spotkać na Górnym Śląsku. W 1871 roku wybitny duszpasterz i polski patriota ks. Norbert Bończyk założył w Bytomiu stowarzyszenie młodzieży męskiej pod nazwą alojzjanie, które prowadziło działalność oświatowo-religijną. W latach 1871–1897 działało na Śląsku 50 grup alojzjańskich skupiających kilka tysięcy polskiej młodzieży. „Nie naśladowaliśmy go w niewinności” – czytamy realistyczne słowa w modlitwie mszalnej na wspomnienie św. Alojzego. I dalej: „Spraw, abyśmy przez jego modlitwy i wstawiennictwo pełnili pokutę”. Wypada tylko powiedzieć: Amen.

 12

 

Zdjęcie autora: Agata Rusek

Jak wychować dziecko w erze TikToka?

Jak wychować dziecko w erze TikToka? Złości mnie, gdy słyszę: "Może telefony niszczą dzieciństwo, ale nic już z tym nie zrobimy"

Jak wychować dziecko, dla którego smartfon i nieustanny dostęp do sieci jest oczywistą częścią życia? - Mam super wspomnienia z dzieciństwa. Ale dowodów moich "wyczynów" nie ma w internecie. Nikt ich nie wyciągnie, żeby zrobić mem. Widzę też, jak całkiem małe dzieci pochłaniane są przez TikToka czy Facebooka i patrzę na to z ogromnym przerażeniem. Nie mamy kontroli nad tym, co tam zobaczą - a często to jest zwykłe szambo - mówi Magda Urbańska. - A mnie naprawdę złości, gdy na zebraniu rodzicielskim w szkole moich dzieci słyszę, jak wielu rodziców wzdycha w bezsilności: “nie zmienimy świata, te telefony zniszczyły dzieciństwo, nic z tym już nie zrobimy” - dodaje Agata Rusek. Oto kolejna rozmowa w naszym cyklu "Katoliczka w sieci"

Magda Urbańska: Mam super wspomnienia z dzieciństwa. Lubię opowiadać moim synom, jak będąc w ich wieku, latałam po drzewach. Latałam dosłownie, mam kilka blizn na pamiątkę [śmiech]. Dowody moich akrobacji zostały na tylko papierowych zdjęciach. Mam jedno zdjęcie klasowe, chyba z zerówki, ze szramą na pół policzka. Nie ma tego w internecie, podobnie jak innych moich “wyczynów”. Nikt tego nie wyciągnie, żeby zrobić z tego mem. A dzisiaj? Patrzę na nasz dzisiejszy temat i jakoś mnie w środku zatyka.

Agata Rusek: Oj tak, aż by się chciało zaśpiewać klasykiem: “Ale to już było i nie wróci więcej”. Rewolucja technologiczna, której jesteśmy mimowolnymi świadkami, w niesłychanie szybkim tempie wywraca życie wszystkich: nas, dorosłych, i naszych dzieci. Sęk w tym, że to wszystko, co się dzieje - smartfonoza, cyfryzacja niemal każdej przestrzeni ludzkiej, "ejajoza" ma tak ogromne tempo i skalę, że biologicznie nie ma szans, żebyśmy byli w stanie przyswoić, przeanalizować i wyciągnąć wnioski. A co dopiero sensownie przygotować nasze umysły, serca i ciała do konsekwencji zmian w funkcjonowaniu współczesnej cywilizacji zachodu.

Często łapię się na tym, jak bardzo moja kondycja psychofizyczna zmieniła się w ostatnich latach. Czuję, ile trzeba dziś wysiłku, by doświadczyć spokojnej głowy, koncentracji, poczucia wolności od nieustających bodźców i przymusu szybkich decyzji w świecie niekończących się pokus. Ja sama mam trudność z tym, by pielęgnować ciszę w swoim sercu. By umieć rozpoznać, co jest dobrem, a co złem w świecie tak absurdalnie manipulowanym przez technologię czy budować silne więzi z drugim człowiekiem. A co dopiero moje dzieci, które urodziły się w świecie na dobre ukształtowanym przez prymat pieniądza, szybkości i ciągłej zmiany. Oczywiście, gdy czytam Pismo Święte, często mam poczucie, że właściwie wszystko to, co się dzieje dziś, już było w historii ludzkości. Ale skoro w prozie codzienności mnie samej trudno jest się odnaleźć - mnie, dorosłej i świetnie wykształconej osobie - to co dopiero dzieciom, które często wchodzą w ten świat siłą inercji.

Dajemy się nabrać kłamstwu, które brzmi: "nic się z tym nie da zrobić"

Magda Urbańska: Mnie bardzo cieszy fakt, że moich dzieci nie interesuje ani Facebook, ani TikTok. Widzę, jak całkiem małe dzieci pochłaniane są przez te aplikacje i patrzę na to z ogromnym przerażeniem. Nie mamy kontroli nad tym, co tam zobaczą - a często to jest zwykłe szambo. A gdy patrzę na koleżanki mojego starszego syna, to przerażenie rośnie - bo tam drama goni dramę. Świat internetu jest dla naszych dzieci bezlitosny. Teraz mogę się cieszyć, że jeszcze ich nie pochłonął, ale co będzie potem? Jak mądrze wychować dziecko w świecie TikToka? Nie mam zielonego pojęcia. Przecież my, dorośli, sami tego nie potrafimy…

Agata Rusek: A ja sobie bardzo często zadaję sobie to pytanie i pierwsza odpowiedź, która przychodzi mi do głowy, jest bardzo prosta.

Magda Urbańska: Zamieniam się w słuch!

Agata Rusek: Nie dać się ulubionemu kłamstwu szatana, które zniewala ludzi wszystkich czasów i brzmi: “z tym nic się nie da zrobić”. Muszę ci się przyznać, że mnie naprawdę złości, gdy na zebraniu rodzicielskim w szkole moich dzieci słyszę, jak wielu rodziców wzdycha w bezsilności: “nie zmienimy świata, te telefony zniszczyły dzieciństwo, nic z tym już nie zrobimy”. I kropka. Jasne, tak najłatwiej: usiądźmy, pokiwajmy głową, ponarzekajmy na kiepski świat i przyglądajmy się, jak nasze dzieciaki wpadają w coraz gorsze uzależnienia i nawyki. Mamy przecież coraz lepiej rozwijający się sektor terapeutyczny, farmaceutyczny, na wszystko znajdzie się pigułka. Widzisz sama, aż się zapalam, tak mnie złości taka postawa [śmiech]. Bo dla mnie to jest najgorsze, co my, dorośli, możemy robić - bezrefleksyjnie i bez walki pogodzić się z tym, co złe i co szkodliwe, bo cóż my, maluczcy, możemy wobec wielkich potentatów technologicznych.

Walka ze złem jest wpisana w nasz życiowy sens

A dla mnie cała nasza wiara to jest jeden wielki dowód na to, że Dawid jest w stanie pokonać Goliata, że dobra nowina niesiona przez wieki przez ludzi różnego autoramentu i zdolności jest w stanie przynosić Życie współczesnym, że “walka” ze złem jest wpisana w nasz życiowy sens. I grunt to do tej walki stanąć, a nie usiąść i powtarzać, że nic nie możemy. Zawsze można coś zrobić. Nie jestem utopistką, wiem, że nie cofniemy ani nie zatrzymamy rewolucji technologicznej, ale to nie znaczy, że nic nie możemy. Że mamy się przyglądać i bez protestu zgadzać na to, co się dzieje. I nie próbować walczyć z tym, co złe, zwłaszcza jeśli jak na dłoni widać, że coś człowiekowi szkodzi.

Bo zobacz: właśnie uchwalono ustawę dającą konkretne narzędzia do walki z patostreamingiem.  W różnych krajach udaje się wymusić na BigTechach wdrożenie rozwiązań, które realnie utrudniają dzieciom zakładanie kont w social mediach, od września w polskich szkołach dzieciaki mają być wolne od telefonicznej smyczy. Mam pełną świadomość, że żadne z tych rozwiązań nie jest idealne, ale jednocześnie są one jakąś próbą zmiany tego, co złe, na lepsze, jakimś krokiem w kierunku okiełznania negatywnych konsekwencji. Kilka lat temu wydawało się niemożliwe, by coś takiego powstało, a tu, proszę, da się. Da się weryfikować, czy ktoś zakładający konto ma trzynaście lat, czy nie ma. A przecież przez tyle lat słyszeliśmy: z tym nic się nie da zrobić. Więc jeśli mnie pytasz, jak mądrze wychowywać dziecko w erze TikToka, to moja pierwsza odpowiedź brzmi: nie daj sobie wmówić, że nic nie jesteś w stanie zrobić. Próbuj, nie ustawaj w walce, nie daj sobie wmówić bezsilności.

Moje dziecko nie ma smartfona. Ludzie pytają: to ochrona czy izolacja?

Magda Urbańska: O telefonach w rękach dzieci rzeczywiście jest dziś mnóstwo dyskusji i jest też dużo różnych podejść do tematu. W naszej rodzinie młodszy syn na razie nie ma swojego smartfona, więc nie ma wyjścia. Ktoś może zapytać, czy to ochrona czy izolacja, skoro ma już dziesięć lat? To jest jednak bardzo świadoma decyzja nas, rodziców… Starszy syn, trzynastoletni, nie zainstaluje aplikacji bez mojej zgody, bo włączyliśmy kontrolę rodzicielską. Pytanie, na ile i jak rozeznawać, co jest dobre, a co nie. Jak rozmawiać o tym z dziećmi? Jak im wytłumaczyć, że rówieśnicy mają albo mogą, a my im tego nie dajemy? Na obecną chwilę szczera rozmowa wystarcza, ale czuję, że do czasu… Przyjdzie taki moment, że po prostu trzeba będzie oddać stery nastoletniemu dziecku. Z nadzieją, że nie pochłonie go to za bardzo.

Agata Rusek: Nasze starsze dzieci, w wieku dziesięciu i dwunastu lat nie mają w ogóle swojego smartfona i są jedynymi dziećmi w klasie bez własnego telefonu. I żyją [śmiech]! Powiedziałabym, że mają się całkiem dobrze, nie są w żadnym stopniu wykluczone towarzysko czy społecznie (oceniam to na podstawie na ilości koleżanek i kolegów przewijających się przez nasz dom), nie mamy też żadnych niekończących się rozmów z nimi, namolnych próśb o smartfona czy pretensji, że wszyscy się z nich śmieją. Każde ma nieco inny stosunek do tej naszej decyzji, ale też mają od samego początku bardzo jasno wyjaśnione i wielokrotnie przedyskutowane, dlaczego jako rodzice podjęliśmy taką decyzję. Za to nasz ośmiolatek, te same geny, tak samo wychowywany, przysłuchujący się tym samym rozmowom przy stole, od trzech lat nieustannie na swojej liście marzeń ma wpisane: telefon, tablet i dostęp do gier online. I to z nim musimy najwięcej dyskutować o argumentach stojących za naszą decyzją [śmiech]. Co nam to mówi? Że dzieci są różne i coś, co u jednego działa, u drugiego nie musi.

Dzieci bez smartfona mają kolegów ze smartfonami. I często widziały już wszystko

Więc trzeba szukać różnych rozwiązań. A jest ich naprawdę bardzo dużo - począwszy od ustawień kontroli rodzicielskich, przez wspierające rodziców apki, kanały albo szkolenia po najprostsze, analogowe rozwiązania jak kupienie dziecku telefonu z klawiaturą. To akurat jest nasze rozwiązanie. W przepastnej szufladzie mojego męża znalazł się mocno stary telefon z klawiaturą, kupiliśmy do niego kartę SIM i to jest dodatkowy telefon w domu, który nie należy do żadnego z dzieci (prosty argument: jest na nas zarejestrowany i to my płacimy za niego rachunek). Ten telefon mieszka sobie na specjalnej półeczce na telefony, koledzy i koleżanki naszych dzieci wiedzą, że można na ten numer dzwonić albo pisać smsy, jeśli chcą się skontaktować z naszymi dziećmi, nasze dzieciaki też mogą z niego korzystać od czasu do czasu, gdy na przykład w razie choroby chcą dowiedzieć się, co tam w szkole. A przy okazji my pokazujemy im na tym telefonie, jakie są radości i jakie wyzwania posiadania komórki. Tak nawiasem mówiąc, to rozwiązanie świetnie nam pokazało, jakim wyzwaniem dla dzieci jest dziś… rozmawianie. Napisanie na komunikatorze jest przecież szybsze, krótsze i bezcielesne. Zadzwonienie wymaga przełamania się, poprowadzenia konwersacji, ale jednocześnie doskonale pokazuje, że o wiele więcej i głębiej można dowiedzieć się, rozmawiając na żywo z drugim człowiekiem niż wymieniając się emotikonkami.

Magda Urbańska: Bardzo czuję i rozumiem Waszą postawę, jest mi niezwykle bliska. Ja za to często słyszę pytanie o dostęp do internetu. Znajomi pytają czy nie boję się, że dzieci, które prędzej czy później jakiegoś smartfona pewnie do ręki dostaną, nie będą bezbronne wobec pokusy tej technologii. A my przecież nie żyjemy w jaskini!

Agata Rusek: Po pierwsze: to, że nie mają swojego smartfona nie znaczy, że nie wiedzą, jak go używać albo że nie mają dostępu do internetu. W ustalonych z nami ramach korzystają z gier online czy interesujących ich aplikacji, ale na naszych telefonach, bardzo często w naszym towarzystwie, co pozwala nam, rodzicom, zaglądać do świata, który ich interesuje. Widzą też, jak my pracujemy z naszymi telefonami, jak z nich korzystamy, gdzie i jak często je odkładamy. Wiedzą, że prowadzę konto publiczne na Instagramie czy Youtube i ten temat nie jest im obcy, a ja, dzięki swojej pracy, mogę im na bardzo twardych danych pokazywać, jak algorytmy manipulują dziś rzeczywistością i jak ją kształtują.

Po drugie, nie mam nawet krztyny złudzeń, że brak własnych telefonów całkowicie chroni moje dzieci i izoluje od negatywnych zjawisk w internecie. Przecież 90 procent ich koleżanek i kolegów spędza czas na przerwach z nosem w telefonie. Widzieli więc i pornografię, i zabijanie ludzi na wojnie, i wygenerowane filmiki o kosmitach zjadających niemowlaki… Bo to, że aplikacje do kontroli rodzicielskiej są nie znaczy, że wszyscy rodzice je włączają. Dlatego my budujemy z naszymi dzieciakami taką więź, żeby one chciały z nami rozmawiać o tym, co zobaczą. I myślę. że obok konieczności edukowania się to jest wciąż najlepszy sposób, by mieć wpływ na to, co i jak dzieci wybierają w życiu…

Wizerunek dziecka, czyli co można zmonetyzować

Magda Urbańska: Czy my przypadkiem nie chowałyśmy się w jednej jaskini? (śmiech).

Mój lęk dotyczy dziś przede wszystkim hejtu. Tego, że moje dziecko opublikuje za dużo (albo zbyt szczerze) i odbije mu się to czkawką, gdy pokłóci się z kolegami na boisku, a oni postanowią się w jakiś sposób zemścić, odgryźć. Z drugiej strony tego, jak technologia potrafi wciągnąć i zassać mózg, czas, emocje - a tego doświadczamy wszyscy… I mam w sobie dużą bezsilność, myśląc o tym, w jaki świat wchodzą moje dzieci. Nie oszukujmy się: technologia mocno wpływa i będzie wpływać na ich codzienność. Do nas przyszła, gdy byliśmy już dorosłymi ludźmi i widzimy, jak bardzo nas pochłania. Dla naszych dzieci telefon to codzienność, coś, co jest w ich życiu od zawsze.

Jest tu jeszcze drugi temat: co my, rodzice, udostępniamy? Jak podchodzimy do prywatności naszych dzieci? Co i w jakiej ilości publikujemy na naszych kanałach? Czy wizerunek dziecka nie stał się dla nas tylko i wyłącznie czymś, co można zmonetyzować albo dzięki czemu można chociaż podbudować sobie ego ilością lajków? Zbliża się koniec roku szkolnego i myślę już o wysypie zdjęć świadectw z czerwonym paskiem. Czy jestem dumna ze średniej ocen mojego syna? No, ba! Sama nigdy takiej średniej nie miałam, a byłam wzorową uczennicą! Wiem jednak, że mój syn nie życzy sobie zdjęć, więc ich w mojej przestrzeni internetowej po prostu nie ma. Z drugiej strony wiele mówi się teraz o tym, jak przestępcy wykorzystują zdjęcia dzieci publikowane w internecie i sama mam chęć krzyczeć: rodzicu, obudź się wreszcie, nie wszystko jest do publicznej wiadomości!

Nie mogę wymagać od dziecka, żeby odłożyło telefon, gdy sama gapię się w niego non stop

Agata Rusek: Obawiam się, że my, Madziu, nawet w promilu nie zdajemy sobie sprawy z bagna, którego pełno w internecie. I absolutnie rozumiem Twoje odczucie bezsilności, nawet bardzo chrześcijańskie mi się ono wydaje. To jest dla mnie "człapanie" za Panem Jezusem w trakcie drogi krzyżowej. Widzisz aż nazbyt dobrze otaczające Go bestialstwo, niezawinione cierpienie, niesprawiedliwość i masz poczucie, że nie masz wpływu na decyzje możnych, na zachowanie większości, na to, co się dzieje. Ale człapiesz krok za krokiem, próbując zrozumieć niezrozumiałe. I może właśnie to jest ten gen wiary w nas: jako ludzie wierzący wiemy, że zła tego świata ani sami nie pokonamy, ani nie zrozumiemy, ani nie zbawimy ludzkości. I nie musimy: Ktoś już to za nas zrobił. My możemy w to bagno nie wpaść i nie dać się utopić. Możemy robić to, na co mamy wpływ. Możesz rozmawiać ze swoimi dziećmi, uwrażliwiać je, reagować na ich głupie, krzywdzące zachowania, ostrzegać. Możesz być dobrym wzorem tego, jak sobie tę relację ze współczesnym światem układać w sercu i w głowie.

Magda Urbańska: A wiesz, co mi się teraz mocno tłucze w głowie? Biada mi, oj biada! jeśli moje dziecko będzie szukało poczucia własnej wartości wyłącznie w lajkach. Wiem, że w jakiś sposób jest to “normalne” i nieuniknione… Przychodzi przecież taki czas w życiu każdego człowieka, że zdanie rówieśników jest ważniejsze niż to, co mówią rodzice. Ale noszę w sobie takie przekonanie, że nie muszę patrzeć na to z beznadzieją. Mam szansę i odpowiedzialność! Mogę dać mojemu dziecku fundament, bezpieczną przystań. Niech wie, że jest chciane, kochane i mądre - i niech wie to ode mnie! Niech ma też poczucie, że jakby samo coś głupiego odwaliło w internecie, to może do mnie przyjść i zapytać, jak to odkręcić, bo na przykład kogoś skrzywdziło hejtem. Tak, mam takie ogromne pragnienie (śmiech), ale mam też świadomość, że to jest niesamowicie trudne zadanie na całe życie… I przede wszystkim przestrzeń do rozwoju dla mnie, moje pole ogromnej odpowiedzialności. Nie mogę wymagać od dziecka, żeby odłożyło telefon przy stole, gdy sama się w niego wgapiam non stop. Nie mam prawa wymagać szacunku, gdy sama kogoś hejtuję w komentarzach. Przykład płynie z góry, a w internecie nic nie ginie…

Magdalena Urbańska, Agata Rusek – „deon.pl”

19

Święci i błogosławieni w tygodniu

21 czerwca - św. Alojzy Gonzaga, zakonnik

21 czerwca - Najświętsza Maryja Panna Opolska

21 czerwca - Najświętsza Maryja Panna z Góry Iglicznej, Przyczyna naszej radości

21 czerwca - św. Rajmund z Barbastro, biskup

22 czerwca - święci Jan Fisher, biskup, i Tomasz More, męczennicy

22 czerwca - św. Paulin z Noli, biskup

22 czerwca - bł. Innocenty V, papież

23 czerwca - św. Józef Cafasso, prezbiter

24 czerwca - Narodzenie św. Jana Chrzciciela

25 czerwca - bł. Dorota z Mątowów, wdowa

25 czerwca - bł. Maria Lhuilier, dziewica i męczennica

25 czerwca - św. Wilhelm z Vercelli, opat

25 czerwca - Najświętsza Maryja Panna Świętogórska z Gostynia

26 czerwca - święci męczennicy Jan i Paweł

26 czerwca - św. Josemaría Escrivá de Balaguer, prezbiter

26 czerwca - św. Zygmunt Gorazdowski, prezbiter

26 czerwca - bł. Andrzej Jacek Longhin, biskup

26 czerwca - bł. Jakub z Ghaziru, prezbiter

27 czerwca - św. Cyryl Aleksandryjski, biskup i doktor Kościoła

27 czerwca - Najświętsza Maryja Panna Nieustającej Pomocy

27 czerwca - św. Emma z Gurk, wdowa

28 czerwca - św. Ireneusz, biskup i męczennik, doktor Kościoła

28 czerwca - św. Paweł I, papież

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA W KOŚCIOŁACH W OKOLICY

Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach

niedziele i święta: 6.30, 8.00, 9.30, 11.00, 12.30 (oprócz VII i VIII), 16.00, 19.00,

dni powszednie – 7.00, 7.30, 18.00.

Parafia Matki Bożej Pocieszenia, ul. Bulwarowa 15a

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 18:00, 20:00

dni powszednie: 7:00, 15:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Częstochowskiej, os. Szklane Domy 7,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 17:00 (oprócz VII i VIII),

19:00 (oprócz VII i VIII), 20:30

dni powszednie: 6:30, 8:00, 18:00

Parafia Matki Bożej Królowej Polski, Arka Pana, ul. Obrońców Krzyża 1

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 16:00, 17:30, 19:00,

dni powszednie: 6:00, 6:30, 7:00, 7:30, 8:00, 11:00, 18:00

Bazylika Krzyża św. - klasztor

                               (pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wacława)

niedziele i święta: 06.30, 08.00, 09.30, 11.00, 12.30, 14.00 (oprócz VII i VIII)

dni powszednie: 06.30, 07.30, 08.30, 16.00 (w piątki), 18.00.

Parafia św. Bartłomieja Apostoła, Mogiła, ul. Klasztorna 11,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:30, 14:00 (oprócz VII, VIII), 16:30, 18:00

dni powszednie: 6:00, 7:00 (oprócz VII i VIII), 7:30, 8:30, 18:00

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Teatralne,

niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00 (oprócz VII i VIII), 18:00, 19:30

dni powszednie: 6:30 (oprócz VII i VIII), 7:00, 18:00

Parafia św. Stanisława Biskupa Męczennika, Kantorowice 122,

niedziele i święta: 9:00, 11:00, 18:00, dni powszednie: 8:00, 17:00, (18.00- lato)

Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa, os. Lubocza,

niedziele i święta: 8:00, 10:30, 17:00, dni powszednie: 7:00, 17:00

Parafia Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, Prusy,

niedziele i święta: 7:30, 9:30, 11:30,

dni powszednie: 18:00 (pon., śr., pt.), 6:30 (wt., czw., sob.)

Parafia św. Maksymiliana Marii Kolbego, Mistrzejowice,

niedziele i święta: 6:30, 8:00, 9:30, 10:30, 11:00, 13:00, 17:00, 19:00

dni powszednie: 6:30, 7:00, 7:30, 18:00

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.