W BLASKU MIŁOSIERDZIA

20/966 – 12 maja 2024 r. B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

 

0

 

Niedziela, 12 maja 2024 r.

 

UROCZYSTOŚĆ

WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO (B)

 

 2

 

CZYTANIA:
Pierwsze czytanie: Dz 1,1-11
Psalm: Ps 47
Drugie czytanie: Ef 4,1-13
Ewangelia: Mk 16,15-20
 
EWANGELIA
Mk 16, 15-20
Został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga
Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Jezus, ukazawszy się Jedenastu, powiedział do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Te zaś znaki towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie».
     Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.
 
 
1
 
 
V NIEDZIELA WIELKANOCNA
W Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego czytania skoncentrowane są właśnie wokół tej prawdy. To oczywiste. Nie chodzi jednak tylko o przekazanie faktu, ale ukazanie jego znaczenia: Jezus nie wstępuje do nieba, by odpocząć, ale by zasiąść po prawicy Ojca, by zakrólować. Bo Wniebowstąpienie to w sumie taka druga... no, właściwie nawet pierwsza uroczystość Chrystusa Króla. Wydarzenie to oczywiście nie jest tez bez znaczenia dla codziennego życia chrześcijan. Warto więc i z tej perspektywy spojrzeć na czytania. I zauważyć miedzy innymi, że ogłaszanie Chrystusa królem Polski z tej perspektywy byłoby dla Niego wręcz uwłaczające. Bo przecież nim jest. Zanim Polska powstała, już nim był...
Ten, który nazywa nas swoimi przyjaciółmi - jeśli wypełniamy Jego przykazania - jest Panem nieba i ziemi. Czy można mieć lepsze znajomości?
Nie jest złą ta przygoda, która dobrze się kończy. A my mamy przygotowane w niebie wieczne mieszkanie.
Nie anioł, a człowiek - prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, Jezus Chrystus - zostaje Panem nieba i ziemi.
Ten, który jest Panem nieba i ziemi zna - z doświadczenia - nasze życie. A poszedł przygotować nam miejsce... Bóg jest człowiekowi bliski; Bóg chce, by człowiek zawsze był Mu bliski.
Człowiek... No cóż... Nie stara się jak Bóg. Łatwo pokazuje co źle robią inni, lekceważy to, co sam powinien robić, a nie robi...
A nadzieja? Ano ta, że Chrystus powróci. Wszystkie nasze dobre oczekiwania zostaną spełnione.
 
 
4
 
 
W dzisiejszym numerze:
- Nie mamy czego się bać
- Otwarta droga do nieba
- Rodzinne podobieństwo
- Obowiązek patrzenia w górę
- Wywyższenie człowieka
- Bądźmy świadkami Chrystusa
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

6

 

Nie mamy czego się bać

Napisał lapidarnie Ewangelista Marek: Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga.

A to coś niesamowitego, prawda? Ich Mistrz, ich Nauczyciel, ale przecież też i ich przyjaciel został z woli Ojca władcą w niebie. Czy mając kogoś takiego za sobą można się czegokolwiek bać?

Poszli więc, zgodnie z Jego nakazem i wszędzie głosili Ewangelię. Zresztą „Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły”. Nie byli sami…

My też dziś nie jesteśmy sami. Czy głosimy Ewangelię słowem, czy raczej, jak to zostało ujęte w scenie z Dziejów Apostolskich, jesteśmy świadkami, czyli głosimy ją bardziej swoim życiem, Chrystus jest z nami. Czego się bać? Czemu zmiękczać ją i ugładzać, skoro jest jaka jest i nie z wyników będziemy rozliczani – wszak wiara najgłębszym swoim pokładzie jest Bożą łaską - ale z tego, czyśmy chcieli ją głosić?

Nie mamy czego się bać...

 

 

9

 

Otwarta droga do nieba

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego przeżywamy w niedzielę. Żal tego święta! Zawsze było czterdzieści dni po zmartwychwstaniu, a potem dziewięć dni wyczekiwano na Zesłanie Ducha Świętego. Dla człowieka wierzącego takie dokładne wpisanie uroczystości do historii zbawienia ma duże znaczenie.

Zmiana jest tym dziwniejsza, że 15 sierpnia zachowano uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a przeniesiono na niedzielę uroczystość Wniebowstąpienia Chrystusa.

Mimo takich mało czytelnych decyzji skoncentrujemy dziś swoją uwagę na tajemnicy wniebowstąpienia, a jest to wielka tajemnica naszej wiary. Równie wielka jak tajemnica zmartwychwstania i zesłania Ducha Świętego, ściśle zresztą połączona z tymi dwiema tajemnicami.

Uroczystość Wniebowstąpienia Chrystusa ukierunkowuje nasze myślenie i nasze działanie na dom Ojca, do którego z godziny na godzinę zmierzamy.

Jesteśmy w drodze do nieba. O tym nie wolno nam zapomnieć. Jeśli tak się stanie, zaczniemy błądzić. A Ziemia to jest kula i można po niej chodzić w kółko i bez celu. Chrystus wytyczył drogę z ziemi do nieba i dom Ojca, w którym jest mieszkań wiele, uczynił celem naszego życia.

Za co Kościół dziękuje Bogu w dzisiejszej prefacji o wniebowstąpieniu Chrystusa? Dziękuje za Jego zwycięstwo nad grzechem i śmiercią. Chrystus przegrał bitwę, gdy dobrowolnie oddał się w ręce ludzi złych. Zginął poza murami Jerozolimy i tam przygotowano Mu pogrzeb. Ale w tej dobrowolnej klęsce ujawnił potęgę miłości, która zawsze jest silniejsza niż grzech; silniejsza niż grzechy całego świata. Przegrał bitwę, ale wygrał wojnę. Przez zmartwychwstanie udowodnił, że życie jest mocniejsze od śmierci. I wszystkich, którzy w Niego wierzą, uczynił zdolnymi do podobnego zwycięstwa.

Jezus wchodzi do nieba jako król chwały, jako podwójny zwycięzca: zwyciężył grzech i śmierć. Wniebowstąpienie otwiera niebo dla człowieka, dla każdego z nas. Dotąd było ono jedynie dla aniołów. Teraz jest dla nas, bo syn Boga jest synem człowieczym. Odtąd aniołowie są do dyspozycji człowieka. Wielka to tajemnica!

Wniebowstąpienie stało się dniem wyniesienia człowieka do najwyższej, boskiej godności. To jest nasza perspektywa życia w nowym Bożym świecie, w gronie aniołów, którzy będą z podziwem spoglądać na nas.

Kolejny tytuł dziękczynienia to fakt, że Jezus jest pośrednikiem między Ojcem a ludźmi, między nami a Ojcem. O cokolwiek chcemy prosić Ojca, możemy to uczynić przez Jezusa, który jest nam bliski przez Jego udział w naszym ziemskim życiu.

Przed Bogiem dzielimy rzeczy na wielkie i na małe. Przed Chrystusem tak rzeczy nie dzielimy, bo dla Niego rzeczy małe, nasze, codzienne, zwykłe są wielkie.

W Ewangelii nie ma podziału na rzeczy wielkie i małe. Małe są wielkimi, jeżeli są one dziełem miłości. Przypomniała o tym św. Teresa od Dzieciątka Jezus.

Kościół dziękuje również Bogu za to, że Chrystus jest sędzią świata: „Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych”. Jest sędzią sprawiedliwym.

Na ziemi są miliony ofiar, ludzi skrzywdzonych. Jest ich o wiele więcej niż tych, którzy krzywdzą. I tu, na ziemi, rzadko kiedy ci, którzy krzywdzą, zostają ukarani. A jeżeli nawet tak się dzieje, to nigdy nie są ukarani sprawiedliwie. Bo jeżeli ktoś zabija dwadzieścia tysięcy ludzi i za to jego się zabije, to co to za sprawiedliwość!? Przypomnę chociażby tylko Katyń.

Ale Jezus jest sędzią sprawiedliwym. A w tym określeniu na pierwszy plan wysuwa się to, że nagrodzi skrzywdzonych. Kto żyje uczciwie i nie krzywdzi, potrafi przebaczyć swoim winowajcom. I on czeka na wyrok Jezusa, wiedząc, że dla niego ten wyrok będzie pomyślny. Każdy skrzywdzony zostanie z tytułu sprawiedliwości przez samego Boga nagrodzony.

Czekamy z nadzieją na sąd. Z nadzieją i radością nie dlatego, że winni zostaną ukarani, bo to żaden powód do radości. Ktoś przecież będzie cierpiał. Ale czekamy na wyrok, w którym Bóg nagrodzi nas za każdy dobry czyn, za każdą dobrą decyzję. A przecież tych dobrych decyzji w naszym życiu są tysiące. Jest ich wiele razy więcej aniżeli tych niedobrych.

Kościół dziękuje również za to, że zmartwychwstały Chrystus jest władcą stworzenia. My znamy wielu władców, którzy bardzo często kompromitują siebie i władzę. Znamy tych małych kacyków żyjących kosztem podwładnych. Im się wydaje, że są panami życia i śmierci i że władza daje im prawo do zabawy naszym kosztem. Dzisiejsza uroczystość przypomina, że i oni są podwładnymi Władcy Stworzenia, że i oni odpowiedzą za każdą swoją decyzję, i że Chrystus ani na sekundę nie zwolni ich od odpowiedzialności.

On nigdy nie żyje naszym kosztem. To my żyjemy z Jego łaskawości. Tak jest ustawiona wszelka prawdziwa władza, która od Boga pochodzi.

Dzieci żyją kosztem rodziców, a nie rodzice kosztem dzieci. Kiedy dziecko skończy osiemnaście lat, powinno przejść na własny rozrachunek po to, aby za cztery lata wziąć odpowiedzialność za utrzymanie innych. Taki jest mechanizm władzy, Bożej władzy. Nie może mający władzę żyć kosztem podwładnego.

Jezus to ten władca, któremu można całkowicie zaufać.

Kościół dziękuje również za nadzieję nowego, lepszego życia w świecie Dobrej Nowiny, bo całe niebo jest Dobrą Nowiną. Nie ma tam już krzywdy, niesprawiedliwości, narzekania, cierpienia. Jest dziękczynienie, wzajemna miłość i szczęśliwe życie.

Oto bogactwo treści tego wydarzenia, które miało miejsce na oczach blisko pięciuset świadków.

Przy zmartwychwstaniu świadków nie było. Był tylko pusty grób. A przy wniebowstąpieniu było pięćset osób. Z nich sto dwadzieścia powróciło razem do jednego pomieszczenia i tam czekali na zesłanie Ducha Świętego.

Nie da się tego wydarzenia usunąć z Ewangelii. Jest to jedno z największych wydarzeń w historii zbawienia.

Podziękujmy Bogu za tę odrobinę wiary, która nas tu przyprowadziła i która pozwala nam popatrzyć w górę, a nie chodzić tylko w kółko po ziemi. Bowiem ten, który chodzi w kółko, nigdzie nie zajdzie. Zmęczony padnie po drodze.

A my mamy drogę wytyczoną. Dojdziemy do drzwi, które się otworzą. Wyjdzie przez nie Chrystus i powie: „No, udało ci się. Chodź do prawdziwej radości”. Amen.

ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

10

 

Rodzinne podobieństwo

Lubię patrzeć na ludzi, których łączy pokrewieństwo – rodziców i dzieci, rodzeństwo, dziadków i wnuki. Lubię odnajdywać podobieństwo między nimi – czasami bardzo wyraźne, a czasem trudno uchwytne – to „coś” w rysach twarzy, uśmiechu, gestach czy sposobie mówienia.

Święty Paweł mówi dziś, że Chrystus „wstąpił ponad wszystkie niebiosa, aby wszystko napełnić” (Ef 4,10). Pierwsi uczniowie znali Jezusa blisko i starali się od Niego uczyć, ale kiedy po wniebowstąpieniu, uwielbiony, pośle im swego Ducha i napełni ich sobą przez Niego, wówczas poznają Go w nowy, bardziej wewnętrzny sposób. I w nowy, bardziej wewnętrzny sposób zaczną się od Niego uczyć i do Niego upodabniać. Po to przecież przyszedł – żeby stali się do Niego podobni. Sam w rozmowie z kobietami po zmartwychwstaniu (Mt 28,10) nazwał ich swymi braćmi i to rodzinne podobieństwo ma rosnąć, aż osiągnie swoją pełnię.

Dotyczy to nie tylko Jego pierwszych uczniów czy uczennic, ale także nas wszystkich. On wstąpił ponad niebiosa, aby wszystko napełnić. Jako chrześcijanie otrzymujemy Jego Ducha, łaskę „według miary daru Chrystusowego” (Ef 4,7). Możemy nabierać wyczucia tego, co jest Chrystusowe, a co takie nie jest (por. 1 Kor 2,12–16; Flp 1,9; Rz 12,2). My też, każdy żyjąc swym własnym powołaniem (por. Ef 4,11), mamy stawać się do Niego podobni tak jak Jego pierwsi uczniowie. Może nie zawsze to podobieństwo jest w nas wyraźne, o wiele bardziej widoczne jest ono w świętych – to „coś” w ich gestach, sposobie myślenia, zachowaniu, podejmowanych wyborach, co czyni ich podobnymi do Jezusa. Dążymy jednak do tego samego celu – mamy stać się jak On – z Jego pomocą dojść „do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” (Ef 4,13).

Michał Golubiewski OP – „wdrodze.pl”

 

 

7

 

Obowiązek patrzenia w górę

W 378 roku w miejscu, w którym prawdopodobnie Jezus wstąpił do nieba, wybudowano kościół pod wezwaniem Inbomon, czyli Wejścia. Miał kształt rotundy z otwartym dachem, wskazującym na wydarzenie, które rozegrało się w tym miejscu. W 614 roku świątynia została zburzona. W XII wieku na jej ruinach krzyżowcy zbudowali małą ośmioboczną kaplicę. W jej wnętrzu do dziś znajduje się kamień, na którym – jak głosi starożytna opowieść – odciśnięty jest ślad stopy opuszczającego ziemię Jezusa. Chociaż dzisiaj pełni rolę muzułmańskiego meczetu, raz w roku – właśnie w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego – muzułmanie pozwalają katolikom na odprawienie w niej Mszy św. Można więc powiedzieć, że dzisiejsza uroczystość prowadzi nas do świątyni, miejsca, w którym każdy z nas może przeżywać spotkanie z Chrystusem, który powrócił do Ojca.

Jan Paweł II w czasie rozważania przed modlitwą Regina coeli 27 maja 2001 roku mówił:

Wniebowstąpienie Jezusa jest wydarzeniem, które pozostawiło niezatarty ślad w pamięci pierwszych uczniów, i dlatego znajdujemy jego opis w Ewangeliach i w Dziejach Apostolskich. Czterdzieści dni po zmartwychwstaniu Jezus zaprowadził swoich uczniów na Górę Oliwną, «ku Betanii» i «kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba» (Łk 24,50-51). Oni oczywiście dalej stali w miejscu i patrzyli w górę, ale wtedy dwaj aniołowie napomnieli ich słowami: «dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus [...] przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba» (Dz 1,11).

Dzisiaj więc powinniśmy wpatrywać się w górę, oczekując przyjścia Jezusa. On przychodzi w słowie i w sakramentach. Jezus przychodzi do nas w znakach, które każdy powinien odczytać. Apostołowie w czasie wniebowstąpienia odczytali w sposób jednoznaczny naukę Mistrza. Owo wydarzenie jest dla każdego z nas bardzo wymowną lekcją.

Przed wielu laty został nakręcony szwedzki film Cena życia. Jego fabuła doskonale wpisuje się w owo dzisiejsze odczytywanie znaków.

Oto młoda kobieta, matka trojga małych dzieci, zaczyna mieć kłopoty ze wzrokiem. Lekarze stwierdzają guzy. Jedna, druga operacja. Pacjentka czuje, że musi umrzeć. Naznaczona śmiercią – choć niewierząca – prosi księdza. Duchowny czyta jej fragment z Pierwszego Listu do Koryntian: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; potem zaś zobaczymy twarzą w twarz” (13,12). Ciężko chora przytakuje: „Tak, to prawda. Długo widziałam świat tylko w zwierciadle moich nadziei i moich pragnień. Żyłam jakby oddzielona od samej siebie. Teraz odczuwam coś z tego twarzą w twarz”.

Często w cierpieniu, w chwilach trudnych człowiek wznosi wzrok ku górze i tak jak apostołowie w miejscu wniebowstąpienia próbuje odczytać przesłanie płynące od samego Chrystusa. Dzisiejsza uroczystość uczy nas stale patrzeć ku górze, bez względu na okoliczności.

Istnieje jednak jeszcze jedno ważne przesłanie płynące z wydarzenia, które dziś wspominamy. Może nam ono zostać przybliżone poprzez pewne porównanie z życiem słynnego kompozytora.

Otóż w dwudziestym siódmym roku życia Ludwik van Beethoven dokonał strasznego odkrycia: jego słuch zaczął słabnąć, i to w zastraszającym tempie. W teatrze nie rozumie aktorów, z odległości nie słyszy najwyższych dźwięków instrumentów. Przez pierwsze lata strzeże swej koszmarnej tajemnicy nawet przed przyjaciółmi. Chodzi do wszystkich możliwych lekarzy – wszystko na próżno. Dopiero po trzech latach choroby zwierzy się najbliższym przyjaciołom:

W moich uszach szumi i dudni bez przerwy. Nędznie przeżywam moje dni. Od dwóch lat unikam towarzystwa. Nie mogę przecież powiedzieć: jestem głuchy!

Wczesną jesienią 1802 roku kompozytor uległ zupełnemu załamaniu psychicznemu. Pisał wstrząsający list-testament skierowany do jego przyjaciół:

O wy wszyscy, którzy uważacie mnie za mizantropa lub wroga ludzi, jak wielką krzywdę mi wyrządzacie! Nie znacie tajemnej przyczyny tego, co jest tylko czczym pozorem. Z konieczności musiałem stać się filozofem w dwudziestym ósmym roku życia. Byłem bliski zwątpienia. Mało brakowało, a byłbym się targnął na swoje życie. Tylko On, Chrystus, powstrzymał mnie od tego kroku… Postanowiłem wytrwać i mam nadzieję, że się nie cofnę.

Przytoczony przykład może być świetną metaforą życia każdego z nas. Wielokrotnie współczesny człowiek „głuchnie” i nie chce wpatrywać się w niebo, by stamtąd czerpać siły. Owo wpatrywanie się w niebo jest niczym innym jak gorliwą modlitwą o wierność i niezagłuszanie słów płynących od Boga. Współczesny świat wabi człowieka „dźwiękami”, które wprowadzają pozorną harmonię, a w rzeczywistości sieją dysharmonię i chaos. Tymi „dźwiękami” może być konsumpcyjny styl życia, kult ciała czy źle pojęta wolność. Dlatego nie wolno nam odejść z miejsca wniebowstąpienia. Nie można odejść ze świątyni, w której w szczególny sposób wpatrujemy się w niebo poprzez liturgię.

A na koniec oddajmy głos Benedyktowi XVI, który przed laty pisał:

Chyba żadne z wielkich świąt roku kościelnego nie jest tak obce współczesnej mentalności jak święto Wniebowstąpienia Pańskiego. Co stanowi treść naszej wiary we wniebowstąpienie dziś, gdy pojęcie nieba w znaczeniu nieba zlokalizowanego ponad obłokami jest oczywistym nonsensem? Co zatem oznacza wniebowstąpienie? Oznacza wiarę w to, że w Chrystusie człowiek wszedł w kontakt, w niepojęty i nowy sposób, z wewnętrzną istotą Boga. Oznacza, że człowiek odnajduje na zawsze swą przestrzeń w Bogu. Niebo nie jest jakimś miejscem poza gwiazdami, jest czymś śmielszym i większym: jest obecnością człowieka w Bogu, obecnością mającą swą podstawę we wzajemnym przeniknięciu się człowieczeństwa i Bóstwa w ukrzyżowanym i uwielbionym Jezusie Chrystusie. Chrystus-człowiek, który jest w Bogu, który jest wiekuiście jednym z Bogiem, jest zarazem nieustającym otwarciem się Boga ku człowiekowi.

Próbujmy to zrozumieć, wpatrując się dziś w niebo.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

11

 

Wywyższenie człowieka

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego to dzień szczególnie ważny, ukazujący jednoznacznie kierunek naszej życiowej drogi. Bowiem istnienie człowieka, które na ziemi ma charakter przemijający, pozbawione byłoby przecież sensu, jeśli nie dążyłoby ku zjednoczeniu z Bogiem na wieczność.

Ten dzień uzmysławia nam, że zjednoczenie z Bogiem stało się możliwe, mimo że człowiek przez grzech pierworodny zamknął sobie drogę do nieba. To zamknięcie symbolizują cherubini, którzy stali z połyskującym ostrzem miecza u wejścia do bram raju (por. Rdz 3,24). Człowiek w żaden sposób nie mógł pokonać tej bariery sam. Dlatego Bóg postanowił zejść na ziemię w swoim Synu i przez Niego, i w Nim każdego z nas pociągnąć ku niebu.

Wywyższenie człowieka dokonało się najpierw w przedziwny sposób na krzyżu. Tam Jezus, zawieszony między niebem i ziemią, „wyrąbywał” nam – żeby tak powiedzieć po górniczemu – chodnik do tego miejsca, w którym oczekuje na nas Bóg. Wszak wcześniej powiedział: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32). Wniebowstąpienie jest dopełnieniem tego, co dokonało się na krzyżu. Jest dniem wielkiej radości, bo Syn Boży – ale równocześnie Syn Człowieczy – wstępuje tam, gdzie człowiek nie miał dostępu. I w Nim natura ludzka zostaje odnowiona, wywyższona, a my jesteśmy zaproszeni, aby iść Jego śladem.

Od chwili upadku pierwszego człowieka dzieje ludzkości stały się adwentem – czasem oczekiwania. I ten adwent wypełnia się właśnie w dniu dzisiejszym, bo to, co było oczekiwane, upragnione, a niemożliwe – dokonało się. Równocześnie ten dzień zapoczątkowuje nowy adwent, co wyraźnie zapowiadają aniołowie: „Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11). Ten dzień jest tak ważny zarówno ze względu na samo dzieło, jakiego dokonał Chrystus, jak też na perspektywę, którą przed nami otworzył. Ukazuje nam bowiem sens naszego istnienia i staje się pytaniem o kierunek, jaki wybraliśmy. Można przecież próbować piąć się w górę tym chodnikiem, który „wyrąbał” Jezus, a można go porzucić, błąkać się i zagubić.

Przed wniebowstąpieniem Jezusa uczniowie prowadzą z Nim dialog. Pytają Go: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?”. A On odpowiada: „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, [...] ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,7-8). W tej odpowiedzi zawarte jest przesłanie skierowane nie tylko do uczniów, ale i do nas: nie chodzi o losy Izraela czy jakiegokolwiek innego narodu, ale o otwarcie się każdego z nas na przyjęcie Ducha Świętego, Jego mocy, która sprawi, że wszędzie będziemy dawać świadectwo o Chrystusie i głosić Ewangelię całemu światu. Moc Boża przemienia każde ludzkie serce, które zechce się na nią otworzyć. A więc trzeba ją przyjąć, za nią się opowiedzieć i świadczyć o niej słowem i całym życiem w każdym zakątku ziemi. Nie ma bowiem miejsca, w którym Dobra Nowina nie byłaby oczekiwana!

Pytajmy zatem siebie: Czy odczuwamy w sercu pragnienie przyjęcia i głoszenia Dobrej Nowiny? Czy pozwalamy, aby ona w nas rozkwitała, napełniała radością i kształtowała nasze życie, stając się nieustannym znakiem zapytania dla tych, którzy żyją obok? Tylko wówczas stajemy się rzeczywiście odpowiedzialni za cały świat i każdy zakątek ziemi.

Od wielu lat modlimy się za misjonarzy. Realizujemy wówczas przesłanie dzisiejszego dnia. Bowiem jest tak, że ktoś pod tchnieniem Ducha Świętego odczytuje radykalnie i do końca słowa Jezusa jako zaadresowane do siebie i idzie na krańce świata, a drugi – chociaż pozostaje na swoim miejscu – nosi każdy zakątek ziemi w sercu. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus, choć nigdzie nie wyjeżdżała, została patronką misji, albowiem nosiła je w sercu i gorąco modliła się, aby każdy mógł poznać Chrystusa. Możemy iść jej śladem. Możemy tajemnicę Bożej dobroci wyrażonej w Jezusie Chrystusie przechowywać głęboko w sercu i prosić, aby Dobra Nowina rzeczywiście dotarła aż po krańce ziemi.

Z tego przesłania wynika także drugi istotny wniosek. Jak widzimy, apostołowie, bacząc na mękę, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Chrystusa, zainteresowani są wciąż losami królestwa Izraela. Ono zajmuje ich serca, umysły i wyobraźnię. Podobnie każdy z nas nosi w sercu swoje królestwo, bo jest zaangażowany w coś, co absorbuje go do tego stopnia, że zdaje się wypełniać całe jego życie i ogranicza mu perspektywę. Dlatego Pan Jezus mówi dzisiaj bardzo wyraźnie: „Uważaj! Nie ograniczaj się do tego, co jest twoim królestwem. Nie zamykaj się w doczesności! Świadcz o Mnie, poddaj się działaniu Ducha Świętego, który obsypał cię darami w sakramencie bierzmowania, a który wieje, kędy chce, i w taki sposób pragnie także w tobie działać, abyś mógł dawać świadectwo o Mnie. Nie pozwól, aby twoje życie zwiędło czy się zmarnowało. Uczyń wszystko, by zostało wyniesione aż do tronu Ojca Niebieskiego”.

I to nam Pan Jezus kładzie przed oczy serca, dlatego mówi wyraźnie, że nasze życie ma mieć na sobie konkretne znamiona. Obiecuje, że ci, którzy Mu uwierzą i przyjmą Ducha Świętego, będą o Nim świadczyć i wyrzucać złe duchy. Myśmy przyrzekli na chrzcie świętym i co roku to odnawiamy, że się wyrzekamy złego ducha, grzechu i tego wszystkiego, co prowadzi do zła, aby nas grzech nie opanował. To ma być znamię naszego życia. Człowiek radośnie przeżywający uroczystość Wniebowstąpienia Chrystusa to ktoś zjednoczony z Nim na zawsze przez łaskę uświęcającą, którą otrzymał na chrzcie świętym. To jest zasadnicze zwycięstwo nad złym duchem, który domaga się naszego życia i chce je zdobyć, który – jak jest napisane: „jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć” (1 P 5,8). A my mamy mu się zdecydowanie opierać i uczyć tego innych.

Pan Jezus zapewnia, że Jego uczniowie będą mówili nowymi językami. Zasadniczym językiem, który Jezus przyniósł na ten świat, który objawił i do którego wezwał w Wieczerniku, jest język miłości. Powiedział przecież: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem [...]. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,34-35).

Czy my się prawdziwie miłujemy w naszych rodzinach i wspólnotach? Czy umiemy przemawiać do siebie czytelnym językiem miłości? Czy potrafimy słuchać drugiego człowieka? Czy chcemy wchodzić w głębię jego serca? Czy patrzymy na niego troskliwie oraz z życzliwością, i to mimo wszelkich przeszkód i trudności? Bo przecież napisane jest, abyśmy umieli znosić siebie nawzajem w miłości (por. Ef 4,2). Miłość nie jest łatwa. Ale Jezus wskazuje nam drogę.

Tak ważne jest w naszym życiu, abyśmy będąc w jedności z Chrystusem, przepełnieni Jego Duchem, umieli przechodzić przez ten świat w sposób nieskażony, nie poddając się zarazie, która znieprawia serca i dlatego jest stokroć gorsza od wszelkich kataklizmów czy chorób, jakie człowieka atakują. Uczynić siebie nieskalanym od wpływów tego świata to też znamię ucznia Jezusa. Do tego wszystkiego jesteśmy wezwani, abyśmy jako członkowie Chrystusowego Ciała mogli wstąpić wraz z Nim do nieba. Skoro jest tam już nasza Głowa, to trzeba, aby znalazły się tam również pozostałe członki, wśród których przecież jesteśmy.

O tym także trzeba dziś sobie przypomnieć – jestem członkiem Chrystusowego Ciała. To nakłada na mnie obowiązek uszanowania swej godności i świętości. Weźmy to sobie mocno do serca, aby życie każdego z nas było naprawdę klarownym, pełnym miłości i radości świadectwem Dobrej Nowiny.

ks. Kazimierz Skwierawski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

12

 

Bądźmy świadkami Chrystusa

Kiedy Chrystus wstąpił do nieba i zasiadł po prawicy Ojca, przystąpili do Niego zatroskani aniołowie z zapytaniem o przyszłe losy królestwa Bożego na ziemi.

– Zostawiłem przecież tam swoich uczniów – odpowiedział Syn Boży.

Ale aniołowie, widząc, jak słabi, jak mali i jak zawodni są Jego uczniowie, nie chcieli uwierzyć w tak kiepskie rozwiązanie i nalegali dalej:

– Panie, naprawdę nie masz żadnego innego planu?

– Nie, innego planu nie ma i nie będzie – odparł Jezus.

O tym, że tak jak uczniowie Chrystusa mamy kontynuować budowę królestwa Bożego i być świadkami Jezusa, przypominają nam dzisiejsze czytania liturgiczne. W pierwszym czytaniu słyszeliśmy słowa Chrystusa: „gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”. Podobne słowa skierował do nas Pan Jezus w Ewangelii: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”.

Niewtajemniczonym mogłoby się wydawać, że świętujemy dziś koniec Chrystusowej obecności na ziemi. Otóż tak nie jest. Świętujemy nie koniec obecności Jezusa na ziemi, tylko jej zmianę. W chwili bowiem swego wstąpienia do nieba Chrystus przestał być obecny na ziemi w swoim ludzkim, fizycznym ciele, natomiast rozpoczął obecność poprzez swoje „mistyczne ciało” – Kościół, czyli poprzez każdego z nas.

O tym, że Chrystus żyje i dalej działa w Kościele poprzez swoich wyznawców, mówią w wielu miejscach karty Pisma Świętego. To my, chrześcijanie, jesteśmy obecnie ciałem, w którym Jezus żyje. Święty Paweł pisze: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Gal 2,20). My, chrześcijanie, jesteśmy umysłem, poprzez który Jezus obecnie myśli. „To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie”, pisze św. Paweł (Flp 2,5). To my jesteśmy dziś głosem, którym Jezus mówi. On powiedział przecież: „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi” (Łk 10,16). Wreszcie to my jesteśmy sercem, poprzez które Jezus kocha. On przecież powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).

Chrystus żył na ziemi tylko trzydzieści trzy lata. Ograniczony był czasem i miejscem. Dlatego pragnie, aby każdy z nas na własną miarę był Jego „przedłużeniem”, by się stał drugim Chrystusem, z zachowaniem swej osobowości. Przez każdego z nas chce On dalej się wcielać, umierać, zmartwychwstawać i zbawiać. Chce się dalej modlić i nauczać, cierpieć i pracować.

Aby być świadkami Chrystusa nie musimy wyjeżdżać na misje czy głosić kazania. Przykład życia wymowniejszy jest niż kazanie, a dobroć i miłość, radość i przebaczenie bardziej pociągają. Czasami tuż obok nas, w naszych rodzinach, sąsiedztwie, miejscu pracy jest wielu ludzi, którzy tak mało wiedzą o Chrystusie i tak mało Go znają. Może są to nasze własne dzieci, współmałżonek, sąsiad, kolega czy koleżanka. Podejmując się jednak przybliżenia tych osób do Chrystusa, pamiętajmy o tym, że nie wystarczy głosić Jego naukę tylko słowami. Trzeba także tą nauką żyć i potwierdzać ją swoim życiem. Czyli czynić tak, jak czyniłby Jezus, gdyby żył w tej chwili na ziemi.

Znacznie trudniejszym sposobem świadczenia o Chrystusie jest znoszenie cierpień i przeciwności dla Niego i Jego Ewangelii. Dzieje się tak wtedy, gdy zapieramy się samych siebie i niezależnie od różnych cierpień, prześladowań i przeciwności wierzymy w słowa Chrystusa: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie” (Mt 7,11).

Jeden z niewierzących lekarzy opiekował się chorą na raka pacjentką, której zostało tylko kilka miesięcy życia. Zazwyczaj lekarz stara się pocieszać pacjenta. W tym wypadku było jednak inaczej. Chora kobieta nie tylko nie potrzebowała żadnego pocieszania, lecz sama podtrzymywała lekarza na duchu. W jej zachowaniu dawał się odczuć nadzwyczajny, nadludzki spokój. Zaczęło go to intrygować. Dlatego pewnego razu otwarcie zapytał: „Czy mogłaby mi pani powiedzieć, co jest źródłem mężnego znoszenia cierpień i tak wielkiego wewnętrznego pokoju?”. Wtedy pacjentka wskazała na wiszący na ścianie krzyż i odpowiedziała: „Chrystus, który umarł za mnie, pomaga mi pogodzić się z losem i znosić moje cierpienia”. Pełna wiary odpowiedź kobiety sprawiła, że ten niewierzący lekarz zaczął głęboko się nad tym zastanawiać. Po kilku miesiącach odnalazł swoją drogę do Boga.

„Pamiętajmy, że jesteśmy może jedyną Biblią, którą niektórzy ludzie w ogóle czytają”. Niewielu z nas czyta Pismo Święte i nie każdy też chce i umie czytać. Ale wszyscy interesują się osobami żyjącymi obok i obserwują nas. Jaką Biblią jesteśmy? Prawdziwą czy fałszywą? Czy całym życiem świadczymy o Chrystusie?

ks. Marian Bendyk – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

13

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

05-12 German św., patriarcha Konstantynopola

05-12 Imelda Lambertini bł., dziewica

05-12 Juta z Bielczyn bł.

05-12 Leopold Mandić z Hercegnovi św., prezbiter

05-12 Nereusz i Achilles św., męczennicy

05-12 Pankracy św., męczennik

05-13 Maria Dominika Mazzarello św., dziewica

05-13 Maryja – Najświętsza Maryja Panna Fatimska

05-13 Serwacy św., biskup

05-14 Maciej św., Apostoł

05-15 Izydor Oracz św.

05-15 Małgorzata z Kortony św.

05-15 Zofia św., wdowa, męczennica

05-16 Andrzej Bobola św., prezbiter i męczennik patron Polski [dostęp 2017-05-15]

05-16 Szymon Stock św., zakonnik

05-17 Antonia Mesina bł., męczennica

05-17 Paschalis Baylon św., zakonnik

05-18 Eryk IX Jedvardsson św., król

05-18 Feliks z Cantalice św., zakonnik

05-18 Jan I św., papież i męczennik

05-18 Stanisław Papczyński bł., prezbiter

05-19 Iwo Helory św., prezbiter

05-19 Kryspin z Viterbo św., zakonnik

05-19 Piotr Celestyn św., papież i pustelnik

05-19 Urban I św., papież

Niedziela, 12 maja 2024 r.

VII NIEDZIELA WIELKANOCNA B

 

CZYTANIA:

EWANGELIA

V NIEDZIELA WIELKANOCNA

Nie

W dzisiejszym numerze:

-

 

- Święci i błogosławieni w tygodniu

Święci i błogosławieni w tygodniu