W BLASKU MIŁOSIERDZIA

14/960 – 31 marca – 1 kwietnia 2024 r. B.     

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA

Niedziela 31 marca 2024 r.

 

1

 

 

UROCZYSTOŚĆ


ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

 

Dziś Kościół celebruje największe święto roku liturgicznego. Radość z tego święta jest rozciągnięta na osiem dni - Oktawę Wielkanocy, kończącą się w następną niedzielę.

Do liturgii Mszy świętych i Liturgii Godzin powracają radosne śpiewy "Alleluja", "Chwała na wysokości Bogu" oraz "Ciebie, Boga, wysławiamy". Kończy się też czas wstrzymywania się od hucznych zabaw. Kolejnych 50 dni to czas wielkanocnej radości.

Dziś już trzeci dzień Nowenny do Miłosierdzia Bożego.

 

20 01

 

CZYTANIA:

Pierwsze czytanie: Dz 10,34a.37-43

Psalm: Ps 118

Drugie czytanie: Kol 3, 1-4

Ewangelia: J 20,1-9

EWANGELIA

Apostołowie przy grobie Zmartwychwstałego

J 20, 1-9

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

     Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono».

     Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.

     Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.

 

2

 

Zmartwychwstanie Pańskie

     Wielkanoc to nie tylko jedno z wielu chrześcijańskich świąt. To święto najważniejsze. Sedno chrześcijaństwa. Bo zmartwychwstanie Jezusa jest centralną prawdą naszej wiary. Bez niego wszystkie inne byłyby zawieszone w próżni. Na ile uświadamiamy to sobie w praktyce codzienności kościelności życia?

Najpierw był pusty grób. Potem spotkania ze Zmartwychwstałym. Wreszcie coś najbardziej niezwykłego: uczniowie nie mogli nie zauważyć, ze ze zwykłych ludzi stali się cudotwórcami. Potrafili nie tylko z wielką mocą przekonywać, ale i uzdrawiać, a nawet wskrzeszać. Nie, nigdy nie mogli zwątpić, że Zmartwychwstały był tylko senną marą.

     To wszystko w ich życiu zmieniło. I nawet po wielu latach wiedzieli, że są przyjaciółmi Pana Wszechświata.

     Dzisiejszy świat wydaje się nam, chrześcijanom, taki niegościnny dla tych, którzy wierzą. Jesteśmy spychani na margines. Ale przecież my tez jesteśmy przyjaciółmi - nie sługami, a przyjaciółmi - Pana Wszechświata.

 

3

 

W dzisiejszym numerze:

- Nieobecny Jest

- Ujrzał i uwierzył

- Dwa zwycięstwa

- Cztery rzeczy, które zmienia stanie pod krzyżem

- Zwykły ksiądz

- Mam talent

- Droga przez mrok i nadzieja jasnego poranka

- Dlaczego na Wielkanoc dzielimy się jajkami?

- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

4

 

Nieobecny Jest

Indywidualnie, ale też jako wspólnota Kościoła często jesteśmy w drodze do Emaus. Spodziewaliśmy się, że Bóg da nam wszystko, co potrzeba i o co prosimy, tymczasem wcale tak nie jest. Dobrze, że usłyszymy słowa: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia”. Trzeba się zgodzić, że Bóg nigdy nie będzie na naszą miarę, na miarę naszych oczekiwań i pragnień.

„Bóg jest tak wielki że jest i Go nie ma / tak wszechmogący że potrafi nie być / wciąż nieobecność Jego też się zdarza // Nieobecny jest / bo więcej boli” (ks. Jan Twardowski). To poetycki zapis doświadczenia uczniów z Emaus i naszego: „jest i Go nie ma”. Jezus dał się rozpoznać przy łamaniu chleba i zniknął, ale dał siłę i łaskę, by uczniowie wrócili do Jerozolimy i zaświadczyli, że On żyje. W tym kryje się także tajemnica zmartwychwstania i tego, co z nami. Codzienny gest i całkowicie niecodzienna sytuacja. Jak w każdej Eucharystii: codzienność i radykalne przekroczenie wszystkiego, co możemy sobie wyobrazić. W niej jest Jezus, chociaż Go nie widzimy, ale w niej daje siłę i łaskę.

Eucharystia-miłość bierze się z wiary w zmartwychwstanie, z której rodzi się nadzieja. To nie jest udawanie, że nic się nie dzieje, bo przecież mamy wiele biedy w sobie, wokół siebie. Biedy przede wszystkim z braku kochania, z braku wiary i nadziei. Brak nadziei jest wyrażony także przez uciekanie, nierozmawianie, powiedzenie sobie, że już nic się nie wydarzy. Nadzieja nie jest uczuciem, jest przede wszystkim uporem życia: ponownym wyciągnięciem ręki, przebaczeniem, pielęgnowaniem chorego, otarciem nosa niepełnosprawnemu dziecku, pielęgnowaniem dobra nawet w trudnościach i w ciemności, tym wszystkim, co jest znakiem wierności Bogu, sobie, drugiemu człowiekowi w sytuacjach, które nie są takie, jakbyśmy się spodziewali. To są gesty zmartwychwstania, ich możliwości są nieskończone. I Zmartwychwstały w nich z nami jest!

Krzysztof Popławski OP – „wdrodze.pl”

 

 

5

 

Ujrzał i uwierzył

Przeżywamy dziś największą uroczystość w Kościele katolickim: Zmartwychwstanie Jezusa! Biegniemy razem z uczniami do grobu po to, aby przekonać się na własne oczy, że Pan zmartwychwstał. Biegniemy, by potwierdzić swoją wiarę: Mesjasz naprawdę żyje! Bez tej pewności wiara stałaby się bezpodstawna! Pusty grób uwiarygodnia wszystko, co wcześniej Jezus głosił i czynił.

Patrząc na wspominane dzisiaj wydarzenia, trzeba przyznać, że apostołowie otrzymali ogromną łaskę ujrzenia „leżących płócien i chusty” (J 20), które pozwoliły św. Janowi zanotować, że ów drugi uczeń „ujrzał i uwierzył” (J 20). Czy jednak współczesny człowiek skazany jest tylko na świadectwo uczniów Jezusa? Czy nam została odebrana łaska owego ujrzenia cudu zmartwychwstania? Odpowiedź może być tylko jedna: Bóg nie odbiera nam możliwości zobaczenia Jezusa Zmartwychwstałego. Nie odbiera nam wzroku, lecz każdy z nas musi włożyć pewien wysiłek w dostrzeżenie żyjącego Boga-człowieka.

Apostołowie otrzymali szansę zobaczenia pustego grobu między innymi dlatego, że uwierzyli słowom niewiast; uwierzyli świadectwu tych, które wcześniej ujrzały i uwierzyły. Jakże ważne dla nas są współczesne świadectwa, którym trzeba wierzyć. Popatrzmy chociażby na św. Pio z Pietrelciny, który poprzez stygmaty zaświadczał o Chrystusie. A iluż współcześnie żyjących, jemu podobnych, uwierzyło po zobaczeniu znaków Chrystusowej męki. Sam św. Pio z Pietrelciny przeżywał codziennie spotkanie z Chrystusem Eucharystycznym i codziennie na nowo „biegł” swoimi modlitwami do grobu, aby po raz kolejny powiedzieć, że wierzy.

W obecnych czasach próbuje się podważać fakt zmartwychwstania. Różne teorie naukowe, badania z socjologii czy psychiatrii „polemizują” z prawdą o zmartwychwstaniu. A przecież przy pustym grobie niepotrzebne są dywagacje naukowe; liczy się żywa wiara i zaufanie świadkom cudu zmartwychwstania. Jakże wiele w historii Kościoła było i jest mistyków i wizjonerów, których posądzało się o choroby psychiczne, a oni w sposób autentyczny świadczyli o Chrystusie Zmartwychwstałym, spotkanym twarzą w twarz. Siostra Faustyna w swoim Dzienniczku zapisała takie słowa:

Ujrzałam Pana Jezusa przybitego do krzyża. Kiedy Jezus chwilę na nim wisiał, ujrzałam cały zastęp dusz ukrzyżowanych tak jak Jezus. I ujrzałam trzeci zastęp dusz i drugi zastęp dusz. Drugi zastęp nie był przybity do krzyża, ale dusze trzymały silnie w ręku krzyż; trzeci zaś zastęp dusz nie był ani ukrzyżowany, ani nie trzymał w ręku krzyża silnie, ale wlokły te dusze krzyż za sobą i były niezadowolone. Wtem rzekł mi Jezus: "Widzisz te dusze, które są podobne w cierpieniach i wzgardzie do Mnie, te też będą podobne i w chwale do Mnie; a te, które mają mniej podobieństwa do Mnie w cierpieniu i wzgardzie – te też będą miały mniej podobieństwa i w chwale do Mnie".

Wobec takiego świadectwa nie można pozostać obojętnym! Trzeba uwierzyć, że Chrystus przebywa w chwale i ukazuje taką drogę także nam!

Wróćmy jednak do wydarzeń poranka wielkanocnego. Apostołowie zaniepokojeni świadectwem kobiet zdobyli się na wysiłek pójścia do grobu. Taka postawa jest bardzo wymowna, bowiem uwierzenie wymaga od człowieka ofiary, wysiłku, tego przysłowiowego kroku w stronę Jezusa. Ujrzeli pusty grób dlatego, że zdecydowali się na aktywność! Gdyby zostali w domu, zaprzepaściliby łaskę, którą chciał ich obdarzyć Pan. To dla nas ważna lekcja: żeby uwierzyć, trzeba się uaktywnić; trzeba szukać okazji, aby ujrzeć Jezusa. Można przecież Boga zobaczyć w drugim człowieku, który jest świątynią Ducha Świętego. Można żyjącego Jezusa zobaczyć w zrządzeniach opatrzności Bożej, w różnych splotach wydarzeń mających miejsce w naszym życiu. Wreszcie można zobaczyć Jezusa w modlitwie (pod warunkiem, że ją podejmujemy). Apostołowie swoją postawą dają świadectwo i zachęcają, by nie być biernym.

Jest jeszcze jedno ważne przesłanie zawarte w postawie apostołów. Uczeń, kiedy zobaczył pusty grób, uwierzył, to znaczy zrozumiał naukę Jezusa, ponieważ, jak pisze św. Jan, „dotąd nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych” (J 20). Wiara zakłada zrozumienie sensu przesłania Dobrej Nowiny. Życie ziemskie nie kończy egzystencji człowieka. Każdy powołany jest do życia wiecznego. Ma więc obowiązek nie tylko zrozumieć tę prawdę, ale też według niej żyć. Stąd apel o troskę o jakość ziemskiego pielgrzymowania. Apostołowie po poranku wielkanocnym na nowo uwierzyli i w konsekwencji oddali życie za Chrystusa Zmartwychwstałego. Prawda wielkanocna umożliwiła im heroiczną wierność Jezusowi.

Dzisiejsza uroczystość powinna przemienić także nas! Każdy świętujący zmartwychwstanie Chrystusa powinien zweryfikować swoje postępowanie. Pusty grób staje się wezwaniem: warto dla Mistrza z Nazaretu poświęcić wszystko, albowiem to On jest źródłem, sensem i kresem życia każdego z nas!

W sekwencji wielkanocnej śpiewamy: „Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja. A miejscem spotkania będzie Galilea. Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy. O Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy”. Idźmy więc z radością i oznajmijmy wszystkim, że Chrystus naprawdę żyje! Alleluja!

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

6

 

Dwa zwycięstwa

Cały Kościół uroczyście dziękuje Bogu za dwa zwycięstwa odniesione przez Jezusa Chrystusa. Jedno nad grzechem, drugie nad śmiercią. W swoim wielkim miłosierdziu pochylił się On nad nami w tym, w czym byliśmy i jesteśmy zupełnie bezradni. Zarówno grzech, jak i śmierć niszczą naszą godność, a nikt z nas nie jest w stanie wyzwolić się ani z grzechu, ani pokonać rozkładu ciała, jaki niesie ze sobą śmierć.

Niewielu z nas podchodzi jednak do Jezusa, by mieć udział w tym Jego zwycięstwie. Nie zależy nam na wyzwoleniu z grzechu i wejściu na drogę całkowitej wolności od niego, drogę takiego ukochania dobra i prawdy, które wynosi człowieka ponad grzechy i uodparnia na ich popełnianie.

Najczęściej staramy się usprawiedliwiać. Powołujemy się na swoją słabość, na układy, na słabość innych, na to, że wielu popełnia podobne grzechy. Większość chrześcijan nawet nie marzy o takim ustawieniu życia, by w nim nie było miejsca na grzech. Przyzwyczailiśmy się do codziennego widoku grzechów. Pomaga nam w tym telewizja, radio, prasa, internet... Pomaga widok pijanego człowieka, klątwy słyszane na ulicy, kłamstwa reklamy i kolegi, kłótnie, awantury. Grzech został wkomponowany w codzienność chrześcijanina. On już nie razi, on nie wymaga potępienia, on jest jak choroby w organizmie człowieka. Wielu zgodziło się na to, by sąsiadować z grzechem, a nawet by w świecie grzechu zamieszkać, nie marząc o przeprowadzce do nowego świata, który istnieje w zasięgu ręki Jezusa Chrystusa.

Tymczasem Wielka Niedziela przypomina, że grzech już został pokonany i wystarczy w oparciu o łaskę chcieć, by nie miał on miejsca w naszym życiu. Jest możliwość życia w świecie bez grzechu, bo nawet jeśli on zostanie popełniony, jeden akt żalu i powrotu do Boga wystarcza, by znów żyć w świecie bez grzechu.

Podobnie niewielu ludzi złożyło swą śmierć w rękach Jezusa, zwycięzcy śmierci. Ona jest już pokonana. Współczesny człowiek stosuje kilka wybiegów wobec śmierci.

Najczęściej usiłuje uciec od niej jak najdalej. W szpitalach trwa batalia, by uciec od śmierci. Taki jest obowiązek lekarzy i służby zdrowia. Oni mają człowiekowi pomóc w tej ucieczce. Ale wcześniej czy później i tak trzeba się spotkać ze swoją śmiercią twarzą w twarz. Człowiek nawet wówczas, gdy stosuje ucieczkę, winien się z tym liczyć i winien do tego spotkania być przygotowanym. Jeśli znam zmartwychwstałego Jezusa, to spotkanie z Nim stanowi szansę, że On – zwycięzca śmierci – pomoże i mnie w odniesieniu nad nią zwycięstwa.

Ludzie słabi szukają śmierci. Nawet nie zamierzają z nią walczyć. To w tym kontekście pojawiła się eutanazja. Takie rozwiązanie, zwłaszcza w sytuacjach nieuleczalnej choroby, jest kuszące. Ale jest to kapitulacja, a nie zwycięstwo nad śmiercią. Jezus chce pomóc człowiekowi, by ten był szafarzem swej śmierci, by wiedział, dla kogo umiera. By w śmierci dostrzegł szansę na ocalenie swej godności i możliwość przejścia do nowego świata.

Oto radosny dzień!

Można nie tylko oczyścić się z grzechu, ale w oparciu o łaskę Jezusa można żyć bez grzechu.

Chwalmy Boga, Alleluja!

Oto radosny dzień!

Spotkanie ze śmiercią można wygrać. Kiedy nadejdzie jej godzina, nie należy przed nią uciekać, bo ona jest szybsza... i tak nas dogoni. Należy wypełnić serce życiem Jezusa i spojrzeć w oczy śmierci bez trwogi.

Chwalmy Boga. Alleluja!

Oto radosny dzień!

Jezus uleczył wielkie rany naszego serca, rany grzechu i rany śmierci. Ocalił naszą godność, bo miłosierdzie Jego nieskończone.

Chwalmy Boga. Alleluja!

ks. Edward Staniek- „Ekspres Homiletyczny”

 

 

9

 

Cztery rzeczy, które zmienia stanie pod krzyżem

Relacja wydarzeń związanych z męką i śmiercią Jezusa jest wstrząsająca we wszystkich wymiarach. Przez całe wieki chrześcijanie umieszczali w swoim otoczeniu krzyże, by pamięć o Ukrzyżowanym budziła z bezmyślności i samozadowolenia, skupiając uwagę na prawdzie nie z tego świata, a przecież ludzkiej do bólu. Nie chodziło o gloryfikację cierpienia. Nie chodziło też o selektywne rozumienie Ewangelii, które nie widzi zmartwychwstania. Chodziło o chodzenie drogą zwycięstwa, które nie ma sobie równych.

Papież po raz pierwszy sam napisał rozważania Drogi Krzyżowej w Koloseum. Będą inne niż zazwyczaj

Papież po raz pierwszy sam napisał rozważania Drogi Krzyżowej w Koloseum. Będą inne niż zazwyczaj

Kościół

W Wielkim Poście podczas liturgii czytane są wypowiedzi Jezusa poprzedzające końcowe wydarzenia. Apostołom, którzy przyzwyczaili się do wędrownego stylu życia i zaadaptowali do idei Królestwa, Jezus przepowiada zwątpienie. Któż nie otarł się o nie? Ilu zanurzyło się w nim po ostatnią kreskę na skali nadziei? Zapowiedź utraty wiary jest nieznośna, więc apostołowie zarzekają się i składają deklaracje. Już podważają słowa Mistrza, już nie słyszą, co mówi. Znów stracili pamięć. Zwątpią, ponieważ Jezus zostanie zakwestionowany przez autorytet władzy i ówczesnej nauki, osądzony i uznany za kłamcę, uzurpatora, bluźniercę. Piotr otrzymuje najsroższą zapowiedź: nie tylko zwątpi, ale wyprze się swego Mistrza, któremu właśnie obiecał oddanie swego życia.

Jezus zostaje zdradzony, wydany przez jednego ze swoich uczniów. Straż przysłana przez Sanhedryn urządza demonstrację siły. Chęć usunięcia Jezusa dojrzała na długo przed. Oskarżenia na procesie okazały się fałszywe i sprzeczne, zmontowana pułapka prawna nie zadziałała. Dlatego Kajfasz pyta wprost, by Jezus sam się pogrążył, a On nie uchyla się od odpowiedzi. Nie broni się też przed Piłatem. Później, już ubiczowany z wyroku tego, który nie znalazł w Nim żadnej winy, stanie przed tłumem. A ten wykrzyczy ostateczne odrzucenie – wyrok ukrzyżowania, śmierci przeznaczonej dla bandytów i zdrajców, z racji na swe okrucieństwo i hańbę. Droga krzyżowa jest makabryczna i poniżająca, a umierającemu na krzyżu towarzyszyć będą kpiny usatysfakcjonowanych faryzeuszów, a nawet innego skazańca. To kulminacja odrzucenia, które zamyka lament opuszczenia przez Boga.

Męka i śmierć Jezusa należą do istoty wiary chrześcijańskiej. Nie cierpienie w ogóle, ale cierpienie Jezusa. Tę lekcję trzeba przeżyć głęboko, aby ją właściwie pojąć. Mówimy o mądrości krzyża, która nie ogranicza się do ludzkiego współczucia. Słowa zawsze pozostaną nieudolne. Estetyka jest nie na miejscu, gdy mamy patrzeć na Tego, „przed kim się twarze zakrywa”, wzgardzonego i odepchniętego (Iz 53).

Wydaje się, że łaska, która wprowadza w tajemnicę Męki Pańskiej, zmienia w człowieku przynajmniej cztery rzeczy, jakby wyznaczone przez ramiona krzyża.

Pierwsza dotyczy egoizmu. Mądrość krzyża może znaczyć najpierw to, że zaczynamy przejmować się Jego losem. Jest to punkt zwrotny na drodze duchowej, kiedy chrześcijanin zaczyna rozumieć, co znaczy zostawić siebie, zapomnieć o sobie i zwrócić się do Boga, ucząc się, jak słuchać.

Druga dotyczy żalu i pretensji. Pytanie „Gdzie był Bóg?”, które tak wielu skłania do niewiary i daje poczucie sprawiedliwości większej niż Boża – gdy mówią o swoim cierpieniu, stracie ukochanej osoby czy dramatach ludobójstwa – nie wydaje się już tak zasadne. Choć nie otrzymujemy dokładnej odpowiedzi, to cierpienie Syna Bożego jest wystarczającym dowodem na to, że Bóg nie może być obojętny na los człowieka.

Trzecia dotyczy siły duchowej. Przeżycie Męki Jezusa sprawia, że zaczynamy rozumieć, czym jest Eucharystia. Bez tego doświadczenia punktem centralnym może być homilia albo muzyka, sprawy niewątpliwie ważne, ale nie najistotniejsze. Dopiero teraz możemy uczestniczyć w tym wyjątkowym Wydarzeniu bez rozgardiaszu w głowie.

Czwarta dotyczy zwycięstwa. Jezus, który nigdy nie zwątpił, jest Drogą zaufania. Świadomość, że nic tego nie zniszczy, nawet śmierć, daje niezwykłą moc. Życie zostaje umieszczone w innej perspektywie. Jak ktoś powiedział: Kiedy jesteś w ciemnym miejscu swego życia możesz myśleć, że zostałeś pogrzebany. Tymczasem, zostałeś zasadzony.

ks. Andrzej Sarnacki SJ – „deon.pl”

Dr hab., prof. Uniwersytetu Ignatianum w Krakowie.

Zajmuje się problematyką kultury i religii, a także duchowością i zarządzaniem.

 

 

12

 

Zwykły ksiądz

O księżach w Wielki Czwartek z przymrużeniem oka.

Dzwoni telefon. Odbiera wikary.

Czy to ksiądz prałat? – pyta głos z drugiej strony.

Nie

A może ksiądz profesor?

Też nie.

O, pewnie ksiądz doktor?

Jakoś nie może pani trafić…

To kto mówi?

Zwykły ksiądz.

Zwykły. Czyli bez kolorowych obszywek na sutannie. Duszpasterzujący w zaciszu wiejskiej parafii. Nieobecny medialnie. Kim jest? Co robi? Jakie są jego relacje z parafianami?

Kolejna scena. Proboszcz zamówił w piekarni angielkę. Czyli taką większą bułkę. Jako że sezon turystyczny w pełni w kolejce miejscowi i wczasowicze. Pani przed nim pyta: jest angielka? – Nie ma. Przeczuwając niebezpieczeństwo ksiądz cofa się kilka kroków, czeka. Bułka pojawia się na ladzie, ale na nieszczęście pani (wczasowiczka) coś sobie przypomniała i wraca.

Jak to?! Dla jednych nie ma, dla innych jest?!

Bo widzi pani – odpowiada sprzedawczyni – proboszcza to my mamy jednego.

Ten proboszcz, bywa, zagada się z parafianami między regałami miejscowego marketu. O zdrowiu, dzieciach, radościach i smutkach. Buduje innych i sam siebie. Jak chociażby taka rozmowa.

Kobieta przeżywa śmierć męża. Piękna miłość, piękne małżeństwo. A że był człowiekiem młodym, rana wielka. Wie ksiądz, mówi w pewnym momencie, mnie żałobę uczy przeżywać mój synek (raptem sześć lat). Gdy jest mi ciężko i zaczynam płakać, przychodzi, tuli i szepcze do ucha: mamo, nie płacz, tata już nie cierpi, jest mu dobrze w niebie.

Duszpasterstwo zwykłego księdza między sklepowymi regałami. Dwie strony zbudowane. Bo nie jest tak, że to proboszcz buduje parafian. Częściej oni proboszcza.

Bywa, przyjadą do małej parafii goście i są zgorszeni, przysłuchując się rozmowom. Terenia, Krzysiu, Jędrek, Ewunia… Jak to?! – zgorszeni pytają. Gdzie szacunek, godność rozmówcy? Co za spoufalanie się? Opowiadam wówczas taką historię. Przychodzi do kancelarii kobieta. Pani Halino… Jaka pani? – słyszy proboszcz. No, nie wypada… Jak nie wypada… Co to za ojciec mówiący swoim dzieciom „pani”.

 

11

 

Zwykli księża wizjonerami może nie są. Retorami też. Bywa, coś dukają pod nosem. Ale wiedzą, że najważniejsze są relacje, zaufanie. Na nich można budować resztę.

Z ojcostwem bywa czasem tak... Wychodzi lekko zawiany na drogę i zatrzymuje samochód, nie za bardzo mając świadomość kto siedzi za kierownicą. Przy następnym spotkaniu słyszy: Franek, jak jeszcze raz będziesz chciał mnie zatrzymać, to nie będę objeżdżał cię rowem, ale wyjdę i tak ci przygrzmocę, że nie będziesz wiedział, gdzie wschód, gdzie zachód i gdzie droga do domu. – E, nie zrobi proboszcz tego… - Właśnie, że zrobię, bo ja tu jestem ojcem parafii. Cisza… Po chwili Franek, patrząc proboszczowi w oczy, cichym głosem dodaje: a może by się i nawet przydało…

Stary, nieżyjący już proboszcz, radził kiedyś młodemu. Gdy przyjdą coś robić przy kościele wódki im nie nieś. Spoufalą się, ale stracisz szacunek. Kup im dwie paczki dobrych fajek, poczęstuj, usiądź i zakurz z nimi. Pogadaj o zwykłych sprawach, słuchaj. Raz, drugi, trzeci, a potem pójdą za tobą w ogień.

Trochę mało uduchowiona ta rada, ale budowanie wspólnoty, więzi, to nie tylko Eucharystia, kazania, konfesjonał. Także bycie z ludźmi. Dlatego zwykłego proboszcza spotkać można także na weselu, stypie, zebraniu strażackim, spotkaniu koła gospodyń wiejskich czy sesji rady gminnej. Przy czym w ostatnim wcale nie chodzi o wpływanie na cokolwiek, szukanie pieniędzy i popieranie jakiejś frakcji. Chodzi po prostu o bycie razem.

Stary proboszcz odszedł do domu Ojca. Na plebanii została gospodyni. Przypatrywała się nowemu nie zawsze rozumiejąc jego decyzje i styl pracy. Pewnego dnia, stawiając obiad na stole, wyrzuciła z siebie swoje niepokoje. „Kanonik był porządnym księdzem. Furtka na plebanię zawsze na klucz była zamknięta”.

Może właśnie o to chodzi w tak zwanym Kościele otwartym. By nigdy nie zamykać na klucz furtki. Gdy zastaniecie otwartą i pies przed nią nie będzie szczekał, możecie mieć pewność, że w tej parafii duszpasterzuje zwykły ksiądz.

ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

 

 

13

 

Mam talent

Najwyższy czas to przyznać: nie wszystko umiemy. I nie wszystko możemy.

Jest taka ogólna zasada dotycząca rozwoju, motywowania siebie i innych: jeśli ktoś nie ma ku czemuś zdolności, to ilekolwiek czasu i zaangażowani poświęciłby tej konkretnej umiejętności, będzie w tym co najwyżej przeciętny. Naprawdę ciężka praca umożliwi w najlepszym wypadku przejście ze stanu „kiepski” do „normalny”. Jednak jeśli te same siły zaangażuje się w rozwój którejś mocnej strony, jakiegoś zasobu, zdolności: o, wtedy człowiek będzie śmigał, szusował, latał. Kluczowe jest wiec rozpoznanie owych mocnych stron, dostrzeżenie tego, co w ludziach dobre.

Przyszło mi to na myśl teraz, w Wielkim Poście, w Wielkim Tygodniu, kiedy zewsząd słychać słuszne nawoływania, abyśmy jakoś pogłębili, poszerzyli własne życie duchowe. Człowiek czuje się niemal rozrywany przez moc wspaniałych inicjatyw. I chcielibyśmy niekiedy, przyznajmy, być jakimś rodzajem skrzyżowania Matki Teresy z Biedaczyną z Asyżu i Jakubem Alberione, z dużą domieszką kontemplacyjnych nut Małej Tereski. Od modlitwy, czytania Biblii, wprowadzania bliskich w święte znaki przez umartwienie i posługę ubogim – tysiąc i jeden sposobów na zbliżanie się do Boga. Co tu więc robić?! Pochodzić częściej do kościoła, czy przeciwnie: wziąć na siebie więcej domowych obowiązków, by umożliwić to innym? Wstać wcześniej, a może lepiej później się położyć? Przygotowywać z dzieckiem, by pokazać sens angażowania się dla drugich, a może odwrotnie, bez niego, by nie karmić go zmęczeniem i przerostem organizowania nad radością? Iść na drogę krzyżową ulicami miasta czy odprawić ją w ciszy, kiedy wszyscy zasną? Czytać i oglądać więcej – czy przeciwnie: mniej niż zwykle?

U kogoś sprzątanie przed Niedzielą Palmową sprawdziło się doskonale. U innych – praktyczne dobro świadczone drugim jest możliwe tylko w Wielki Piątek. Nie chodzi o to, by doszukiwać się wszędzie grzechu, ale odmawianie różańca w porze robienia porządków też się jakoś w porządku nie wydaje, czyż nie? Najwyższy czas to przyznać: nie wszystko umiemy. I nie wszystko możemy, choć wzajemnie przerzucamy się tym, co kto powinien. I mamy wyrzuty sumienia. Tak, stopniowo mamy coraz większe wyrzuty sumienia, jakbyśmy tego swojego Pana Boga znowu srodze zawiedli.

Słyszymy tylko: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?”, „Tak, ty”. Słyszymy, i to wyraźnie, pianie koguta… Czy to nie wybiórcze? Być może towarzyszenie Jezusowi w tych świętych dniach jest prostsze, kiedy ograniczymy je do wysłuchania wyrzutów (lista zaniedbań, zaniechań, bicie się w piersi i – odhaczone, do tego się sprowadza czasem nasza religijność). Skoro wierzymy jednak, że Bóg chce spędzić ten czas z nami, to kim my właściwie jesteśmy? Co my wiemy o sobie? Czy umiemy dostrzec dobro w sobie i innych, nasze zasoby, nasze możliwości?

Aż się chce napisać w tym miejscu: „powinniśmy”. „Powinniśmy zrobić” – i znów nowy wspaniały plan do zrealizowania jak najszybciej… Ale może po prostu pobyć przy Panu Jezusie, na swój własny sposób, tak jak mi pozwalają moje możliwości, dobre chęci, talent. Bo mam ten talent, nieprawdaż

Katarzyna Solecka- „wiara.pl”

 

 

14

 

Droga przez mrok i nadzieja jasnego poranka

   W Kościele potrzeba nam nie tyle determinacji po fakcie, gdy już stanie się coś złego, co determinacji na każdym kroku, codziennie. Uporu do tego, by pracować nad sobą, odwagi do tego, by wytknąć błąd, zaangażowania w eliminację zła. Potrzeba nam wzięcia odpowiedzialności za cały Kościół, a nie traktowania go jak sklepu z sałatkami, do którego wchodzi się i wybiera tylko te, które mają znakomity smak, a zostawia inne.

Dobiega końca Wielki Post. Nie był to czas łatwy. Nikt co prawda nie obiecywał, że tak będzie. Wielki Post wiąże się przecież z wyrzeczeniami, pokutą. Jest czasem refleksji. I oto w tym czasie wspólnota Kościoła dostała kilka poważnych ciosów. Najpierw Sosnowiec i tajemnicza śmierć w mieszkaniu księdza, któremu prokurator postawił zarzuty, a władze kościelne zawiesiły w czynnościach kapłańskich. Potem Warszawa i informacja o zakończeniu dochodzenia kanonicznego w sprawie duchownego, który miał założyć sektę i dopuszczać się także nadużyć duchowych. Jego też zawieszono i zakazano podejmowania pracy duszpasterskiej do czasu, aż sprawa się wyjaśni. Wreszcie aresztowanie kolejnego księdza w związku z podejrzeniami nielegalnego pozyskania środków z Funduszu Sprawiedliwości na budowę ośrodka dla pokrzywdzonych. Trzy różne sprawy o innym ciężarze gatunkowym. Wspólnym mianownikiem jest osoba duchownego. Wspólnym mianownikiem jest zgorszenie we wspólnocie.

Możemy powiedzieć, że przecież fakt, iż księża ci dopuścili się jakiś nadużyć i stali się zgorszeniem, nie jest naszą winą. To prawda. Zaangażowanie się w taką czy inną sprawę było aktem woli zainteresowanego. Możemy też stwierdzić, że to przecież tylko ludzie, a ludzie są grzeszni, a Kościół przez ponad dwa tysiące lat nie takie upadki już widział. Możemy. Możemy też powtarzać sobie, że nie chodzimy do kościoła dla księdza. Tylko czy nie będzie to odwracanie oczu od zła, czy nie będzie to jego bagatelizowanie?

„Kościelne postępowanie w bulwersującej sprawie sprzed miesięcy dobiega końca” – powiedział, odnosząc się do wydarzeń z lata ub. roku w jednej z sosnowieckich parafii, abp Adrian Galbas SAC, administrator apostolski diecezji sosnowieckiej w czasie Mszy Wieczerzy Pańskiej, którą odprawił w sosnowieckiej bazylice katedralnej. „Po podjęciu ostatecznych decyzji, zostanie o nich poinformowana opinia publiczna. Także w sprawie, która w ostatnich dniach spowodowała, że diecezja sosnowiecka znalazła się na czołówkach gazet, jestem zdeterminowany, by wszystko wyjaśnić i adekwatnie zareagować. Proszę przyjąć moje zapewnienie, że nic w tej, jak i w żadnej innej gorszącej sprawie, nie jest i nie będzie zbagatelizowane” – powiedział, przepraszając wszystkich za zgorszenie, które kiedykolwiek spowodowali księża.

Determinacji, rozliczenia i wyciągnięcia konsekwencji – to jest to, czego dziś oczekujemy. Dobrze to odczytuje metropolita katowicki. Ale nie potrzeba nam determinacji po fakcie, trzeba nam determinacji na każdym kroku, codziennie. Uporu do tego, by pracować nad sobą, odwagi do tego, by wytknąć błąd, zaangażowania w eliminację zła. Potrzeba nam wzięcia odpowiedzialności za cały Kościół, a nie traktowania go jak sklepu z sałatkami, do którego wchodzi się i wybiera tylko te, które mają znakomity smak, a zostawia inne. Oczyszczenie Kościoła wymaga pracy każdej i każdego z nas. Nie możemy się przy tym ciągle oglądać na to, co powiedzą inni. Konsekwencją takiej postawy będzie bowiem to, że ciągle będą w nas, katolików, bili, ciągle po twarzy dostawali będą ci duszpasterze, którzy codziennie wykonują swoją pracę.

Po ciemnej nocy zawsze nastaje poranek. Taką wymowę ma też Wielkanoc. Po śmierci i zejściu do otchłani Chrystus zmartwychwstaje. Pojawia się nowe światło. Światło nadziei na nowe życie. Ale nie byłoby tego gdyby nie determinacja Jezusa. I Jego determinacji życzę wszystkim i sobie również. Wyjdźmy z mroku.

Tomasz Krzyżak – „deon.pl”

 

 

15

 

Dlaczego na Wielkanoc dzielimy się jajkami?

W tradycji chrześcijańskiej dzielenie się poświęconym jajkiem oraz składanie sobie przy tym życzeń radości, zdrowia i szczęścia w życiu rodzinnym, rozpoczyna uroczyste śniadanie wielkanocne.

Jajka w tradycji

Zdobienie ugotowanych jaj stanowi nieodłączną część przygotowań do świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Greckie podanie z X w. mówi, że zwyczaj malowania jajek sięga czasów Marii Magdaleny, która – dowiedziawszy się od anioła o zmartwychwstaniu Jezusa – pobiegła do domu i tam zobaczyła, że wszystkie jaja zabarwiły się na czerwono. W zachodniej tradycji kościelnej zwyczaj malowania jaj i zdobienia ich różnymi technikami sięga przełomu XII i XIII wieku.

Istnieją też starsze dowody, że zdobienie jajek i obdarowywanie nimi bliskich znane było „od zamierzchłych czasów”. Już przed pięcioma tysiącami lat Chińczycy dawali kolorowo pomalowane jaja w prezencie u progu wiosny. Jajko było dla nich symbolem płodności, podobnie jak dla Egipcjan i Germanów.

Symboliczną rolę odgrywa jajko również w judaizmie. Obok specjalnych precli jajka przypominają o cyklicznym i ciągle trwającym charakterze życia. Dlatego też podawane są na żydowskich stypach jako symbol przerwanego życia, a więc znak żałoby, zarazem jednak symbolizują one nadzieję, której nie wolno nigdy tracić. Owalny kształt wyraża nadzieję na odrodzenie życia.

Obdarowywanie się czerwonymi kraszankami w Wielkanoc było znane już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa w Armenii. Chrześcijańskie jajko wielkanocne symbolizuje nowe życie, które zawsze przebija skorupkę, tak samo jak Jezus zwyciężył śmierć i wydostał się z grobu. Jajka koloru czerwonego, znane do dziś w Kościele prawosławnym, swoją barwą przypominają o żywym, zmartwychwstałym Chrystusie i przelanej przez Niego krwi. Również w Austrii do I wojny światowej wielkanocne jajka malowano tylko na czerwono.

Najdroższe dziś – jaja Fabergé

Za czasów cara Aleksandra III (1881-94) w kołach arystokratycznych Rosji pojawiła się moda dawania w prezencie jaj wykonanych z kamieni szlachetnych lub porcelany, bogato zdobionych rubinami, diamentami i innymi kamieniami szlachetnymi. W produkcji tych kosztowności zasłynął jubiler na dworze carów Rosji, pochodzący z rodziny francuskich hugenotów Peter Carl Fabergé (1846-1920). Już jako uznany jubiler w 1885 r. postanowił podarować w prezencie małżonce cara Aleksandra III, Marii Fiodorownie, szczególne jajo wielkanocne, „jajko z kurką”. Wykonał je ze złota pokrytego na zewnątrz białą emalią. Wewnątrz umieszczone było szczerozłote żółtko, a w nim ukryta była złota kurka z rubinowymi oczkami. Ptaszek zawierał w sobie jeszcze jedną niespodziankę: miniaturową kopię korony cesarzowej Marii, bogato ozdobioną brylantami, a w koronie zawieszone – wycięte z rubinu – malutkie jajeczko.

Rodzina carska była tak oczarowana prezentem, że rokrocznie oczekiwała na kolejne prace swego jubilera. Najsłynniejsze Jajka Carskie, oprócz tego, że były pięknie zdobione, zawierały także miniaturowe biżuteryjne „niespodzianki”. Do najsłynniejszych i najwspanialszych z nich należały: dokładna kopia pałacu carskiego, portrety członków rodziny królewskiej w biżuteryjnej oprawie i Piotra Wielkiego na koniu, a nawet złota kareta koronacyjna.

Do tych mistrzowskich dzieł należy też m.in. „Jajo koronacyjne” wykonane z okazji wstąpienia na tron 9 maja 1896 r. cara Mikołaja II. We wnętrzu mierzącego 12,7 cm złotego jajka znajduje się miniatura karocy, którą cesarz z małżonką jechali na koronację. Na wykonanie tego arcydzieła – ze złota, platyny, diamentów, górskich kryształów i rubinów – jubiler potrzebował 15 miesięcy. Inne, 27-centymetrowe „Jajo z kogutem” z 1900 r., jedno z sześciu tzw. „jaj cesarskich”, ma umieszczony w środku szwajcarski zegarek. Po naciśnięciu guzika z wnętrza wyskakuje piejący i trzepoczący skrzydłami kogut.

Te niezwykle bogate „jaja od Fabergé” stały się tak słynne, że wystawiono je w 1900 r. na Wystawie Światowej w Paryżu. Fabergé został za nie nagrodzony Złotym Medalem i Krzyżem Legii Honorowej. W trakcie wystawy sprzedał wszystkie swoje eksponaty. W sklepach jubilera w Moskwie, Odessie, Kijowie i Londynie wyroby te kupowali cesarze i królowie, arystokraci europejscy i przedsiębiorcy z USA. W okresie największego rozkwitu Fabergé zatrudniał 500 specjalistów. Wszystkie prace były wykonywane perfekcyjnie, a jeśli któraś praca nie podobała się mistrzowi, osobiście rozbijał ją młotkiem.

Do dzisiejszych czasów w różnych krajach świata zachowały się tylko 42 jaja tej firmy. Osiągają one zawrotne ceny. „Zimowe jajko”, które w 1913 r. car Mikołaj II podarował swej matce Marii Fiedorownie, sprzedano w 2002 r. na aukcji w Nowym Jorku za 7,94 miliona euro – była to najwyższa suma, na jaką wyceniono tego rodzaju dzieło. Wykonano je z przezroczystego kryształu górskiego i ozdobiono platyną oraz trzema tysiącami diamentów. W jego wnętrzu mistrz umieścił koszyczek z kwiatami. Jajko to miało upamiętniać niezwykle surową zimę przełomu lat 1912/13.

Ostatnim spośród ogółem 56 „jaj Fabergé” było „Jajko Orderu Świętego Jerzego”, wykonane na przełomie lat 1915-16. Car Mikołaj podarował je swojej matce na Wielkanoc 1916 roku. Było jedynym, które członkowi rodziny Romanowów udało się po przewrocie bolszewickim wywieźć za granicę kraju. Po ucieczce z Rosji cesarzowa przewiozła jajko do Anglii, gdzie od lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia przechowywała je – jak najdroższą relikwię – jej córka, księżna Ksenia i dopiero po jej śmierci zostało wystawione w 1961 r. na aukcji w Londynie.

Dziesięć jajek z należącej do multimiliardera Malcolma Forbesa miało się znaleźć na aukcji u Sotheby’ego w Nowym Jorku, wcześniej jednak (prawdopodobnie za 75 mln euro) kupił je w 2004 r. rosyjski przemysłowiec Wiktor Vekselberg, prawdopodobnie na zlecenie Władimira Putina. Jaja można oglądać na Kremlu w Muzeum Arsenału.

Rewolucja 1917 r. i upadek caratu, pociągnęły za sobą upadek „Domu Fabergé”. Peter Carl wraz z rodziną uciekł z Rosji, korzystając z pomocy zaprzyjaźnionych dyplomatów. Umarł we wrześniu 1920 r. w Lozannie.

„Fabergé” dzisiaj

Synowie twórcy firmy nie kontynuowali jego dzieła i w 1951 r. za 25 tys. dolarów sprzedali markę i technologię rosyjskiemu emigrantowi Samowi Rubinowi, producentowi perfum z USA. W 1989 r. spółkę Fabergé Inc. (wraz z marką Elisabeth Arden) za 1,5 mld dolarów zakupił brytyjski koncern Unilever.

Ostatnio „jaja Fabergé” przeżywają renesans. Te kunsztowne wyroby są znowu bardzo modne. Kosztowne jaja z cennych kruszców i kamieni szlachetnych można spotkać w największych sklepach jubilerskich Europy, a ich znacznie tańsze kopie – w sklepach z upominkami. Kolejny właściciel znaku firmowego Fabergé-Unilever i ich amerykański oddział Chesebrough Ponds, próbowali przez wiele lat wskrzesić tradycję Fabergé. W 1992 r. wybrali niemieckiego jubilera Victora Mayera z Pforzheim na nowego Mistrza Złotniczego. Pochodzące z XIX wieku notatki z projektami biżuterii autorstwa Victora Mayera, założyciela firmy, ukazują zainteresowania bardzo podobne do tych, jakie miał Peter Carl Fabergé. Podobnie jak on tworzył biżuterię w stylu archeologicznego odrodzenia. On też wykonał m.in. jedyne jajko z bursztynu ofiarowane miastu Gdańsk. W 2009 r. prawa zakupiło południowoafrykańskie przedsiębiorstwo Pallinghurst Resource.

Firma „Fabergé” nadal istnieje, m.in. w Sankt-Petersburgu, a właścicielem jej znaku firmowego jest Fabergé-Unilever. Pierwsze „współczesne” jajo Fabergé, tzw. jajko pokoju, poświęcono Michaiłowi Gorbaczowowi, który otrzymał je w prezencie w 1991 r. Szczególnie sławne było „jajko milenijne” z 2000 r. Jednym z ostatnich dotychczas wykonanych projektów jest „jajko faz Księżyca”.

Katolicka Agencja Informacyjna – „Aleteia”

Święci i błogosławieni w tygodniu

•         

31 marca - św. Beniamin, diakon i męczennik

•         

31 marca - św. Balbina, dziewica i męczennica

•         

1 kwietnia - św. Noniusz Alwarez Pereira, zakonnik

•         

1 kwietnia - św. Hugo, biskup

•         

1 kwietnia - św. Maria Egipcjanka, pustelnica

•         

2 kwietnia - św. Franciszek z Paoli, pustelnik

•         

3 kwietnia - św. Ryszard de Wyche, biskup

•         

4 kwietnia - św. Izydor z Sewilli, biskup i doktor Kościoła

•         

5 kwietnia - św. Wincenty Ferreriusz, prezbiter

•         

5 kwietnia - św. Maria Krescencja Höss, dziewica

•         

5 kwietnia - św. Katarzyna Thomas, dziewica

•         

5 kwietnia - bł. Julianna z Mont Cornillon, pustelnica

•         

6 kwietnia - św. Wilhelm z Paryża, opat

•         

6 kwietnia - św. Prudencjusz, biskup

•         

6 kwietnia - bł. Pierina Morosini, dziewica i męczennica

•         

7 kwietnia - św. Jan Chrzciciel de la Salle, prezbiter