WZGÓRZA

 

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”
1/747   -  5 stycznia 2020 r. A.

 

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 

11

 

 

II Niedziela po Bożym Narodzeniu

 

 

 

Jutro

 

Uroczystość Objawienia Pańskiego

Trzech Króli

 

 5

 

 

Zapisuję na drzwiach mojej wiary wyznanie
dym kadzidła zasnuł mieszkanie.
Trzech Króli było czy mi się śniło.
Archanioł z mieczem przeszedł pomimo
chylę głowę przed Tobą Panie.

 

W tym szczególnym dniu składamy życzenia,
aby pomimo różnych trudności Gwiazda Betlejemska,
wskazująca drogę Trzem Królom,
również i Tobie wskazała drogę do miłości, zgody i pokoju.
 
 
g6
 

 

 

Bóg widzi w nas piękno, przeznaczone dla każdego już przed założeniem świata, na które my często pozostajemy ślepi. On ogarnia nas blaskiem swojej prawdy (por. kolekta), abyśmy w tym świetle dostrzegli nadzieję naszego powołania. Wszyscy jesteśmy wezwani do świętości, do bycia nieskalanymi przed obliczem Boga.

W odpowiedzi na nasz lęk przed własną ciemnością i niemocą Jezus Słowo Ojca przypomina, że żadna ciemność Go nie ogarnie, a my z Jego pełni otrzymujemy łaskę, po łasce, moc dziecięctwa Bożego.

 

13

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Nowy Rok.
- Światło słowa i chleb życia.
- Król, Bóg, Człowiek.
- Zrozumienie znaków.
- Niewygodni świadkowie.
- Trzej królowie.
- Pasja szukania Jezusa.
- Święci i błogosławieni w tygodniu.
 

 

2

 

Nowy Rok.
 
Nowego roku czas każe winszować,
Więc się zdobywam na powinszowanie;
Daj Panie Boże, w tym się tak zachować,
Iżby się nasze spełniło żądanie.
 
I spełni pewnie, kiedy w każdym kroku
O sobie będziem myśleć, nie o roku.
Bo cóż rok? Bożym czas zmierzony darem,
Miejsce i pora naszego działania:
 
Nie dni, lecz czynów dzielmy go wymiarem,
A czynów plennych prawego starania;
Wówczas, jak wieniec kłosami uwity,
Da plon szacowny, da plon znakomity.
 
Przeszły tysiączne, przejdą i następne.
Szala je wieczna, jak zmierzy, tak ziści:
Z nas plenne, z nas czcze, prawe, lub występne,
Skutek użycia, czucia i korzyści:
 
Odmiana, trwałość, nieczynność, ochota,
Da poznać w czem jest występek, lub cnota.
Lecz sprawcą, który rzeczy mierzy trwale,
Spuszcza wzrok względny na tych, co sprawieni:
 
Nie jest człowieka, co jest doskonale,
Sobą nikczemni, sprawcą orzeźwieni,
Czekajmy losu, Najwyższa istoto!
Karzesz z odrazą, nagradzasz z ochotą.
Ignacy Krasicki

 

14

 

Światło słowa i chleb życia

Na początku Bóg rzekł: „Niechaj się stanie światłość” (Rdz 1,3), a „światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1,5). Bóg stał się światłością dla nas w osobie Jezusa, w którym „było życie, a życie było światłością ludzi” (J 1,5).

Światłość to ulubiony symbol św. Jana. W tym krótkim fragmencie mówi o niej sześć razy i wraca do tego symbolu wielokrotnie w swojej Ewangelii. Obok światłości pojawia się też ciemność. Walka światłości z ciemnością jest wpisana w obecność Boga w świecie, jest wpisana w nasze życie i serce. Jezus mówi: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światłość życia” (J 8,12). Tymczasem „ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło” (J 3,19). Często jednak nie jest to kwestia umiłowania ciemności, ale nieumiejętność bezgranicznego zaufania Bogu i bezradność wobec własnych słabości. I chociaż wielokrotnie doświadczamy, że „stoimy w ciemności otoczeni światłem” (Ryszard Kapuściński), to Jezus nam powtarza: „Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności” (J 12,46).

Inny symbol pojawiający się u Jana to chleb. Szósty rozdział jego Ewangelii można nazwać eucharystycznym. Najpierw Jezus karmi rzeszę ludzi, a potem mówi uczniom o sobie, że jest „chlebem życia” (J 6,48) i „chlebem żywym” (J 6,51). Chlebem tym jest Jego ciało, które odda za życie świata (por. J 6,51).

Dzięki temu, że „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14), oba symbole, światłość i chleb, stały się konkretnym doświadczeniem bliskości Boga w naszym życiu.

Święty Jan wskazuje nam, że nie pozostajemy w ciemności, kiedy szukamy światła w Słowie Bożym i siły w Chlebie Eucharystycznym. Mamy tylko Słowo i tylko Chleb, które z perspektywy świata nie wyglądają często atrakcyjnie, ale to Słowo i ten Chleb mają moc zwyciężyć ciemność i dać życie, „nieśmiertelnie żywe życie” (Stachura).

Krzysztof Popławski OP - ur. 1964, dominikanin, przez trzy lata misjonarz na Tajwanie i w Chinach, w latach 2006?2014 prowincjał polskich dominikanów, obecnie jest socjuszem generała zakonu ds. Europy Wschodniej i Środkowej, autor m.in. "Roku taty" i "Oczka. Miniatur (anty)klerykalnych". Mieszka w Rzymie.

- „W drodze”

 

 

6

 

Król, Bóg, Człowiek.

Siostrze Imeldzie OP w sześćdziesiątą rocznicę profesji wieczystej

Arystoteles mówił, że początkiem filozofii jest zdziwienie, a filozofia to umiłowanie mądrości. Można zatem przyjąć, że mędrcy ze Wschodu – jako mędrcy właśnie – mieli w sobie coś z filozofów. A jednak zdziwienia w ewangelicznym opisie brak. Jeżeli szukali króla żydowskiego, a znaleźli dziecię w żłobie, to jakaś nuta zaskoczenia powinna się pojawić. Czy to na pewno to dziecko, to miejsce, czy to na pewno jest przyszły władca?

Dlaczego mędrcy nie byli zdziwieni tym, co zobaczyli? Ponieważ już wcześniej wiedzieli, co zastaną na miejscu, a świadectwem tej wiedzy były dary, które przynieśli. Mirrę dla człowieka, który zostanie zabity i namaszczony na pogrzeb, kadzidło dla Boga, który powstanie z martwych, i złoto dla króla, który będzie sądził ludzi. Skąd wiedzieli, co należy przynieść? Nauczyła ich tego droga, którą przebyli, nauczyło ich tego życie.

Niedawno obchodziliśmy Boże Na- rodzenie i dawaliśmy sobie prezenty. Zauważyłem, że prezenty, pomijając te na zamówienie, często odzwierciedlają jakieś cechy tego, kto je daje. Są wyrazem naszych upodobań, myślenia o tym, co mogłoby się obdarowanemu przydać. O, ciepłe kalesony albo skarpety dla syna, myśli mama. Ciepły sweter dla babci, myśli wnuczka. I tak to idzie. Z mędrcami też tak mogło być. Ich dary ilustrują ich sposób myślenia o Jezusie. To król, to Bóg, to człowiek. Dlatego taki dar będzie dobry. Również my myślimy o Bogu i o Panu Jezusie w sposób różnorodny i ten obraz jest częściowo przez nas kształtowany. Dla kogoś najważniejszy w religii będzie wymiar etyczny, sprawy związane z moralnością; Jezus król osądzi nasze postępowanie. Dla innej osoby ważne będą sprawy modlitwy, liturgii, uwielbienia Boga; Jezus to prawdziwy Bóg. Dla jeszcze kogoś innego znaczenie będą miały człowieczeństwo, ludzka solidarność, niesienie pomocy; Jezus jest prawdziwym człowiekiem – współczującym i zaangażowanym.

Tych obrazów może być wiele – tyle, ilu ludzi. Każdego bowiem coś innego ujmie w osobie Jezusa. Bo każdy z innym darem, trochę inaczej, inną drogą zmierza do Boga. Niekiedy się porównujemy i myślimy, że czyjaś droga jest lepsza. Lepiej się nie porównywać, trzeba iść swoją drogą. I nie stracić wiary, że moja droga do Boga i Boga droga do mnie po prostu istnieje.

Grzegorz Chrzanowski OP - ur. 1965, dominikanin. Wykładowca filozofii w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów oraz na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Mieszka w Krakowie.

- „W drodze”

 

 

7

 

Zrozumienie znaków.

Ateistyczny filozof Andre Gide pisał w 1925 roku: „Czy zdarzyło się wam zauważyć, że Bóg w naszym świecie zawsze milczy? Głos zabiera tylko diabeł. Powodowany przez niego hałas zagłusza głos Boga. Ale diabeł i dobry Bóg działają razem. Bóg igra z nami jak kot z myszą – a my mamy jeszcze być mu za to wdzięczni? Okrucieństwo – oto główny atrybut Boga”. Niektórzy współcześni ludzie dopuszczają takie myśli. Okropności, jakie oglądamy na ekranach telewizorów i w gazetach, dla niektórych stanowią powód wątpienia w istnienie Boga dobrego i wszechmogącego. Wydarzenia z własnego życia, pełnego nieraz porażek, można także interpretować w inny sposób. Oto szatan, o którego istnieniu zapomnieliśmy, wygrywa z dobrocią i miłosierdziem Bożym.

Można i tak odczytywać znaki, które widoczne są w naszym życiu. Jednak główni bohaterowie dzisiejszej Ewangelii pokazują inny sposób interpretowania znaków. W uroczystość Objawienia Pańskiego trzej królowie uczą dostrzegania „palca Bożego” w sytuacjach, które w pierwszej chwili wydają się mieć inne znaczenie!

Nie da się ukryć, że wysłannicy Heroda mieli być, mówiąc współczesnym językiem, szpiegami i donosicielami. Tak naprawdę mieli odnaleźć dziecię, które w przyszłości mogło zagrozić porządkowi ustalonemu przez możnych tamtejszego świata. Okazało się, iż droga od szpiegostwa do świadectwa nie była wcale taka długa! Wysłannicy Heroda zobaczyli najpierw gwiazdę, która ich prowadziła. Nie tylko wybrali drogę za gwiazdą, ale – jak zapisał ewangelista – „gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali” (Mt 2). Niewątpliwie trzej królowie odczytali znak, który został im dany!

Jakże aktualne i czytelne jest to dzisiejsze przesłanie trzech mędrców: odczytuj swoje znaki! Owych znaków jest bardzo wiele i można nawet powiedzieć, iż każdy z nas posiada taką swoją „gwiazdę betlejemską”, która prowadzi do Chrystusa. Istnieje kilka przestrzeni, w których się ona pojawia. Pierwszą z nich jest sumienie. Aby jednak odnaleźć ten właściwy znak, trzeba czuwać. Jan Paweł II w swoim znanym przemówieniu do polskiej młodzieży na Jasnej Górze (1983) mówił: „Co to znaczy czuwam? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia, że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie”. Tylko człowiek dobrze uformowanego sumienia jest w stanie odczytać poprawnie wolę Bożą. Tak jak odczytali ją trzej królowie, których sumienie zostało poruszone, gdy odnaleźli Dziecię w Betlejem.

Współczesny człowiek musi zadbać o to swoje osobiste, intymne, wewnętrzne sanktuarium, bowiem właśnie w nim może odnaleźć odpowiedź na pytania dotyczące ludzkiej egzystencji, na pytania o możliwość odnalezienia Boga w życiu! Karl Barth tak apelował do chrześcijan: „Wróć do swego sumienia, jego pytaj! Zejdźcie więc, bracia, do waszego wnętrza i we wszystkim, co czynicie, patrzcie na Świadka – Boga”. Jeśli chcemy nie minąć się ze znakami, które daje Pan, trzeba zadbać o jakość własnego sumienia. Narzędziami tej troski mogą być: regularny rachunek sumienia, sakrament pokuty oraz lektura religijnej literatury.

Inną płaszczyzną, w której można odnaleźć swoją „gwiazdę betlejemską”, jest drugi człowiek. Niestety, pycha i zadufanie zamazują znaki Boże ukryte w bliźnim. Jakże często ktoś najbliższy staje się przekazicielem woli Bożej. W kontakcie z drugim człowiekiem każdy z nas odkrywa część prawdy o sobie. Może niejako zobiektywizować swoje postępowanie czy poglądy. Platon pisał kiedyś: „Jak będziesz mądry, chłopcze, to wszyscy ci będą przyjaciółmi i ludźmi bliskimi, bo będziesz pożyteczny i dobry. A jeżeli nie, to ci ani nikt inny, ani ojciec nie będzie przyjacielem, ani matka, ani ludzie bliscy”. Chodzi więc o mądrość bycia wśród innych. Wtedy można odczytać w drugim człowieku znaki Bożej obecności. Matka, która swojemu dziecku (nawet dorosłemu) zwraca uwagę, staje się wielokrotnie przekazicielem słowa Bożego. Aby jednak tę uwagę przyjąć, trzeba pokory i chęci wejścia na drogę prawdy! Święty Augustyn mawiał: „Człowiek nie może nauczyć drugiego człowieka. Może mu tylko pomóc wyszukać prawdę we własnym sercu, jeżeli ją posiada”.

Istnieje jeszcze jedna ważna przestrzeń, w której da się zauważyć ową „gwiazdę betlejemską”. Jest nią modlitwa będąca spotkaniem człowieka z Bogiem. W tym intymnym dialogu ze Stwórcą każdy człowiek „leczy” swoje oczy, aby móc dostrzec obecność Boga we własnym życiu. Na modlitwie każdy z nas powinien odczytywać znaki woli Bożej. Święty Augustyn pisał o tej rzeczywistości bardzo jednoznacznie: „Panie, nie znajdowałem Cię na zewnątrz, ponieważ szukałem Cię niesłusznie na zewnątrz, podczas gdy Ty byłeś wewnątrz. Bóg trwa więc ukryty w duszy i tam winien Go szukać człowiek oddający się prawdziwej kontemplacji”. Można zatem powiedzieć, iż noc betlejemska, owo odnalezienie Jezusa przez mędrców dokonuje się w każdej modlitwie! Trzeba, tak jak królowie, ucieszyć się i złożyć dary w postaci ofiary swojego życia, swoich ewangelicznych wyborów, szukania woli Bożej we własnym sumieniu i w drugim człowieku. Idźmy zatem do „Betlejem własnego serca”, aby odnaleźć Stwórcę, i tak jak trzej królowie złożyć Mu pokłon!

ks. Janusz Mastalski
„Ekspres homiletyczny”

 

 

 9

 

Niewygodni świadkowie.

Zależało im na spotkaniu z Chrystusem. Podjęli trudną i długą podróż. Dotarli do Betlejem i złożyli pokłon dziecku spoczywającemu w ramionach matki. Uznali w nim Mesjasza.

Po drodze odwiedzili Heroda, władcę Izraela. Mędrcy stali się dla niego niewygodni, bo nagłośnili poszukiwanie Mesjasza. Oni, znając Heroda, nie wrócili do niego, aby wskazać miejsce przebywania Świętej Rodziny. Ostrzeżeni przez Boga, pod osłoną nocy umknęli z terytorium groźnego władcy inną drogą.

Znali prawdę o Chrystusie i znali prawdę o Herodzie. Wiedzieli, że ten drugi bardziej kocha władzę, bogactwo, politykę, dlatego niewygodna dla niego była sama wiadomość o narodzinach Mesjasza. Niewygodni byli również świadkowie.

Ludzie, którzy żyją w świecie prawdy, są niewygodni dla mających władzę... Czasem nie musi to być wielka władza, może być bardzo mała - rodziców, kierownika, dyrektora... Świadek prawdy jest niszczony, tak ludzie źli zagłuszają swe sumienie. Prawda bowiem, znana świadkom, boleśnie dotyka sumienie.

Bądźmy świadkami prawdy, abyśmy nigdy nie musieli niszczyć niewygodnych świadków prawdy, która nas dotyczy.

ks. Edward Staniek
„Ekspres homiletyczny”

 

 g1

 

Trzej królowie.

Dzisiejsza uroczystość jest popularnie zwana świętem Trzech Króli. Jednak po wysłuchaniu relacji św. Mateusza możemy zdecydowanie powiedzieć, że nie ma w niej mowy o żadnych królach, a jedynie o mędrcach, i to bez podania, ilu ich było. Nie wiemy, czy wymieniona liczba pochodzi od trzech darów, które zostały przyniesione Zbawicielowi, czy ma inne źródło. Możemy się jedynie domyślać, że jednym z powodów nazwania ich królami był szacunek, z jakim zostali przyjęci przez Heroda.

Moglibyśmy się też zastanawiać, dlaczego w Ewangelii są nazwani mędrcami. Może dlatego, że byli bardzo uważnymi obserwatorami świata i – patrząc przez pryzmat swoich zainteresowań na wspaniałe dzieło stworzenia – dostrzegli jego Stwórcę. Musieli być wnikliwymi badaczami nieba, skoro – patrząc w gwiazdy – odczytali, że jedna z nich sygnalizuje im jakąś bardzo ważną wiadomość: oto na świecie narodził się Ktoś, kto zmieni całkowicie jego oblicze. Zrozumieli, że nie mogą pozostać obojętni wobec tego znaku, lecz trzeba im powstać i wybrać się w daleką i nieznaną drogę, aby Go odnaleźć.

Może dlatego zostali nazwani mędrcami, bo w Księdze Mądrości jest napisane: „Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy” (13,1). A im z pewnością nie możemy tego zarzucić, bo zachwyceni światem, dostrzegli w nim rękę Stwórcy, przez którego wszystko się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało – jak to pięknie ujął św. Jan Ewangelista (por. J 1,3). Oni nie tylko odkryli tę prawdę, ale równocześnie zrozumieli, że jest to coś więcej niż okazja do poszerzenia wiedzy – chodzi bowiem o rzeczywistość, która diametralnie zmienia życie człowieka! Dlatego w sposób zdecydowany podejmują trudną wędrówkę, wytrwale pokonując przeszkody, bo jako ludzie mądrzy wiedzą, że jasność widzenia nie zawsze jest ostra – trzeba im więc iść i pytać, i szukać. Są o tym przeświadczeni i to ich dodatkowo mobilizuje do wyruszenia w nieznane. Ich rozumowanie i wynikające z niego postępowanie winny być także dla nas pouczającymi wskazówkami. Jeśli bowiem rzeczywiście na świecie narodził się Ten, który jako jedyny ma moc zmienić jego oblicze, to znaczy, że odtąd nasze życie nie może już być takie samo. My także musimy się odmienić, bo tylko wtedy będziemy mogli się spotkać z Tym, który nas do siebie z wielką mocą przyciąga.

Mędrcom objawił się Bóg, chociaż nie należeli do narodu wybranego. Ale to właśnie na nich spełniły się słowa Izajasza: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” (9,1). My nie musimy szukać prawdy, spoglądając – tak jak oni – w gwiazdy. Dana nam została łaska wiary i to ona winna nas prowadzić do niebieskiego Jeruzalem, skąd owo Dziecię przyszło na ziemię. Właśnie tam mamy nieustannie podążać. W żaden sposób nie możemy przy tym ulegać iluzji, że zdobyliśmy już całą wiedzę o Bogu. Wprawdzie jesteśmy w sercu wiary, przy świetle, którym jest Chrystus, ale przysłowie uczy, że najciemniej jest pod latarnią. Jakże sprawdziło się ono na przedstawicielach narodu żydowskiego, którzy powinni być najlepiej przygotowani na moment przyjścia Zbawiciela. Przecież zwołani przez Heroda arcykapłani i starsi ludu znali doskonale proroctwo o Mesjaszu, który ma się narodzić w Betlejem, ale nowina, którą przynieśli wędrujący poganie, wcale ich nie uradowała.

W tym momencie historyczne wydarzenie, które uobecnia dzisiejsza liturgia, przyjmuje dla nas aktualne i bardzo osobiste znaczenie. Od wielu bowiem lat jesteśmy otoczeni pełnią światłości, którą przyniósł Chrystus. Mamy nieustanny dostęp nie tylko do Jego darów, których nawet mędrcy nie wyczytali z gwiazd – ale do Niego samego, bo pozostał z nami na zawsze w swoim słowie i świętych sakramentach. To tutaj jest nasze Betlejem i pełna blasku Jerozolima. Świątynia jest przecież miejscem, w którym Bóg zamieszkał i czeka wciąż na tych, którzy przyjęli wiarę i tworzą wraz z Nim jeden święty Kościół.

O co trzeba nam dziś szczególnie pytać i co poddać głębokiej refleksji? Powinniśmy odpowiedzieć sobie w prawdzie, z jaką postawą wobec wieści o przyjściu na świat Zbawiciela się utożsamiamy. Czy podziwiamy mądrość tych, którzy – choć mieli wielką wiedzę – jednak podjęli trud dalekiej wędrówki, by na własne oczy przekonać się o tym, co wyczytali z gwiazd, a następnie z pokorą uklękli przed Bożym Dziecięciem i złożyli Mu swoje dary? Oni po spotkaniu ze Zbawicielem wracali już inną drogą! Czy my też mamy w sobie tę mądrość, by zmienić drogi naszego życia na Boże, skoro z wiarą wyznajemy, że właśnie dla nas się narodził i dla naszego zbawienia przyszedł?

Czy może bliżsi są nam owi uczeni ludu, którzy wiedzieli, gdzie ma się narodzić Mesjasz, znali wszystkie prorockie zapowiedzi, ale w żaden sposób nie poruszyło to ich serc i umysłów i nie wpłynęło na podjęcie jedynej mądrej decyzji, by iść, zobaczyć, oddać pokłon i pokornie adorować Zbawiciela.

Pytajmy więc odważnie: Kim naprawdę jestem w mojej wierze – pokornym mędrcem czy pysznym uczonym ludu? Jaka jest moja postawa wobec tego, że Bóg się objawił i dał się poznać także poganom? Czy doceniam Jego dalekowzroczność, dzięki której i ja znalazłem się w Kościele?

Prośmy Pana, by sprawił, aby zdobyta przez nas wiedza przeobrażała zawsze ku dobru każde działanie. I by było w nas owo dążenie mędrców, dążenie nadające naszemu życiu prawdziwie Boże tempo, które powinno wciąż wzrastać, jeśli chcemy dotrzeć do celu i spotkać się ze Zbawicielem już na zawsze.

ks. Kazimierz Skwierawski
„Ekspres homiletyczny”
 
 
 

g5

 

Pasja szukania Jezusa.

Poszukiwanie mędrców

Dziś obchodzimy uroczystość Objawienia Pańskiego, zwaną w tradycji świętem Trzech Króli. Należy ono do najstarszych świąt chrześcijańskich. Wiąże się nierozerwalnie z uroczystością Bożego Narodzenia, chociaż niesie ze sobą odmienność i różnorodność treści.

Ewangelia mówi nam, że mędrcy przybyli ze Wschodu do Jerozolimy i zapytali króla Heroda: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Po naradzeniu się z religijnymi przywódcami Izraela, Herod skierował mędrców do Betlejem. Znaleźli tam Józefa i Maryję z Dzieciątkiem. Upadli na twarz, oddali pokłon i złożyli dary: złoto, kadzidło i mirrę. Tradycja przekazuje, że było ich trzech, bo złożyli właśnie trzy dary.

Mędrcy musieli odbyć podwójną drogę. Jedna związana była z długą i uciążliwą podróżą, by dotrzeć do Jerozolimy. Druga – jeszcze trudniejsza – związana była z pokonaniem odległości w wymiarze religijnym. Żydzi mieli jasne objawienie Boże, zawarte w słowach Pisma, magowie tylko niejasne objawienie kosmiczne – gwiazdę. Żeby odczytać sens tego objawienia, musieli odbyć długą podróż i pytać Żydów o drogę. Nie szczędzili jednak wysiłku, by odnaleźć Dziecię.

Przerażenie Heroda i Jerozolimy

Zupełnie inaczej w porównaniu z poszukiwaniem mędrców wygląda postawa Heroda i mieszkańców Jerozolimy. Ewangelista pisze: „Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima”. Herod był marionetkowym królem, zależnym od woli cesarza rzymskiego. Krwawo rozprawiał się również z najbliższymi członkami rodziny. Żył ciągle w obawie utraty władzy królewskiej. Dlatego pytanie mędrców o nowo narodzonego króla żydowskiego napełniło go przerażeniem. Reakcja i dyspozycja Heroda, by zabić niemowlęta w Betlejem, wydają się naturalną konsekwencją wspomnianych lęków.

Dlaczego jednak wraz z nim przeraziła się cała Jerozolima? Narodziny wyczekiwanego Mesjasza powinny lud napełnić radością, a nie strachem. Herod bał się – jak zauważa ks. J. Kudasiewicz – żeby nie utracić tronu, lud natomiast bał się gniewu króla. Historia poucza, że za kaprysy dyktatora często płaci niewinny lud. Zastanawiające jest, jak łatwo apodyktycznemu władcy zniewolić lud siłą, strachem, karami. Tak więc pierwszą postawą ludzi wobec Mesjasza było jawne, administracyjne prześladowanie.

Konieczność pamięci. Anamneza

Święty Augustyn w Wyznaniach podkreśla, jak nieodzowna w życiu człowieka jest pamięć. Pisze: „Ilekroć coś ginie nam z oczu, ale nie z pamięci – to może się stać z każdym widzialnym przedmiotem – przechowuje się wewnątrz nas jego obraz i szukamy tej rzeczy, dopóki jej znowu nie ujrzymy. Znajdując ją, rozpoznajemy ją według obrazu trwającego wewnątrz nas”.

W nawiązaniu do tych słów zwróćmy uwagę na teksty dzisiejszej liturgii. W prefacji Mszy Świętej z uroczystości Objawienia Pańskiego modlimy się słowami: „Dzisiaj w Jezusie Chrystusie, który jest światłością świata, objawiłeś wszystkim narodom tajemnicę naszego zbawienia. Gdy Syn Twój ukazał się na ziemi jako śmiertelny człowiek, obdarzyłeś nas na nowo udziałem w Jego nieśmiertelności”.

Słowo „dzisiaj” odsyła nie tylko do zwykłej ludzkiej pamięci, ale do pamięci zwanej w tradycji Kościoła anamnezą, czyli uobecnieniem. Liturgia bowiem nie jest tylko zwykłym przypomnieniem wydarzeń zbawczych, ale ich uobecnieniem. Owo „dzisiaj” akcentuje także kolekta mszalna: „Boże, Ty w dniu dzisiejszym za przewodem gwiazdy objawiłeś Jednorodzonego Syna swojego poganom, spraw łaskawie, abyśmy poznawszy Cię już przez wiarę, zostali doprowadzeni do oglądania twarzą w twarz blasku Twego majestatu”.

Nasze poszukiwania

Objawienie Pańskie wskazuje na głęboki sens historii. Oto Bóg w Jezusie Chrystusie objawia się całemu światu. Przekracza granice miejsca i narodu, przekracza wszelkie ograniczenia. Mędrcy z dzisiejszej Ewangelii są znakiem tego, że Bóg potrafi przemówić do każdego człowieka w jego własnym języku. Bóg potrafi do każdego człowieka znaleźć drogę. Do magów przemówił poprzez układy gwiazd, w których szukali wiedzy o przyszłości.

Wspominając dziś pokłon mędrców, rozpoznajemy w nich siebie samych i nasze własne powołanie do zbawienia, nasze poszukiwania Boga. Rozważając podwójną drogę, jaką przebyli mędrcy – w sensie pokonania odległości między swoją ojczyzną i Palestyną oraz odległości religijnej – pytajmy siebie: Jakie są nasze poszukiwania Jezusa i Jego łaski? Ile zadajemy sobie trudu, aby pokonać nasze trudności? Jak wygląda nasza modlitwa o dar łaski? W duchu zawierzenia prośmy słowami modlitwy pokomunijnej: „Boże, nasz Ojcze, niech twoje światło towarzyszy nam zawsze i wszędzie”.

ks. Bogdan Giemza SDS
„Ekspres homiletyczny”

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

5 stycznia - bł. Maria Marcelina Darowska, zakonnica

5 stycznia - bł. Dydak Józef z Kadyksu, prezbiter

5 stycznia - św. Edward Wyznawca, król

5 stycznia - św. Szymon Słupnik

5 stycznia - św. Jan Nepomucen Neumann, biskup

6 stycznia - Objawienie Pańskie - Trzej Królowie

7 stycznia - św. Rajmund z Penyafort, prezbiter

7 stycznia - św. Lucjan, prezbiter i męczennik

8 stycznia - św. Piotr Tomasz, biskup

8 stycznia - św. Wawrzyniec Iustiniani, biskup

8 stycznia - św. Seweryn z Noricum

8 stycznia - św. Daniel Comboni, biskup

8 stycznia - bł. Eurozja Barban

9 stycznia - św. Adrian z Canterbury, opat

9 stycznia - św. Julian z Antiochii, męczennik

9 stycznia - św. Andrzej Corsini, biskup

9 stycznia - bł. Alicja le Clerc, dziewica

10 stycznia - św. Grzegorz z Nyssy, biskup i doktor Kościoła

10 stycznia - św. Wilhelm z Bourges, biskup

10 stycznia - katedra w Drohiczynie

11 stycznia - św. Honorata, dziewica

11 stycznia - św. Teodozy, opat

12 stycznia - św. Elred z Rievaulx, opat

12 stycznia - św. Bernard z Corleone, zakonnik

12 stycznia - św. Marcin z León, prezbiter

12 stycznia - św. Arkadiusz, męczennik

12 stycznia - św. Tacjana, męczennica

12 stycznia - św. Antoni Maria Pucci, prezbiter

12 stycznia - św. Małgorzata Bourgeoys, dziewica

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,
poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.
Kancelaria (tel. 126452342) czynna:
(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)
Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,
Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej
- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,
Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa parafii:
oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej
adres parafii:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,
strona internetowa gazetki: wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.