WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

38/784                   -         20 września 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

1

 

 

Przychodzimy do Chrystusa, aby mieć życie. Dla nas bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk. Chrystus przyszedł, abyśmy przez wiarę w Niego mogli narodzić się z Boga i nie umrzeć na wieki. Każdy, kto wierzy w Chrystusa, ma życie wieczne i nie stanie przed sądem, bo przeszedł ze śmierci do życia.                        

Chrystus wzywa nas do nawrócenia i wiary w Ewangelię, abyśmy nie zginęli, ale stali się nowym stworzeniem i mogli wejść do Królestwa Bożego. Mamy szukać Pana, wzywać Go, porzucić drogę bezbożności i nawrócić się do Pana, otrzymać Jego przebaczenie i żyć dla Boga. Drogi Boże to nie drogi świata i myśli Boże to nie myśli świata. Pan powiedział: Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

 

 

XXV niedziela zwykła... Dać każdemu tyle samo to źle?

Bóg jest łaskawy. Chętnie przebacza. I każdemu, nawet temu, który nawrócił się w ostatniej chwili, chce dać wszystko; chce dać niebo. To wymowa przypowieści o robotnikach w winnicy. Czy to niesprawiedliwe? Skoro mam wszystko, nie ma czego zazdrościć innym. Jeśli myślę, że powinienem otrzymać więcej... Cóż, zapominam, jakim szczęściem jest już od poranka własnego życia wiedzieć o nagrodzie życia wiecznego. Powołani później całe lata żyją w cieniu lęku przed śmiercią i ostatecznym końcem istnienia.... Zresztą nie jest moją zasługą to, że zostałem najęty o poranku, prawda?

 

 

2

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Łatwo zostać niewierzącym
- Pierwszy!
- Bp Jarecki o zbiórce podpisów pod "Stop LGBT": jeśli hierarchia się na to godzi, to się myli
- Dzisiaj potrzeba przebaczenia narodowego
- "Pragnę, aby przyszłość była piękna". Wzruszający list kard. Zuppiego
- Święty Stanisław Kostka wciąż potrafi zaskakiwać
- Zobaczyli dno, by patrzeć na niebo
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

 

3

 

Łatwo zostać niewierzącym

 

Jean Paul Sartre, francuski filozof i pisarz, w autobiografii pt. Słowa wspomina między innymi o swej drodze do niewiary. Pisze w następujący sposób: „Do niewiary nie przywiodły mnie sprzeczności dogmatów, lecz życie. Bo przecież wierzyłem – co dnia klękając w koszuli na łóżku odmawiałem, złożywszy ręce, swój pacierz, alem o Bogu myślał coraz rzadziej. Kilka lat utrzymywałem jeszcze z Wszechmogącym stosunki oficjalne, prywatnie jednak zaprzestałem składania Mu wizyt... A On coraz rzadziej na mnie spoglądał... w końcu odwrócił oczy”.

Trudno zgodzić się z takim poglądem. Bóg przecież nigdy nie odwraca się od człowieka. To raczej sam człowiek oddala się od Stwórcy, tracąc Go z pola widzenia. Różne są drogi niewiary, a jedna z nich może się zaczynać tak jak w dzisiejszej Ewangelii! Pracujący przez cały dzień w winnicy robotnicy otrzymali takie samo wynagrodzenie jak ci najęci w połowie dniówki i pod jej koniec. Jak zapisał ewangelista, ci pierwsi „szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”. Taka postawa może być wręcz symboliczna, przedstawia bowiem współczesnego człowieka, który nie rozumie Bożej logiki i buntuje się, co w konsekwencji może prowadzić do niewiary.

Przyglądając się postępowaniu współczesnego człowieka, można wymienić kilka konkretnych sytuacji, w których Bóg staje się dla niego niezrozumiały, niesprawiedliwy, a może nawet okrutny.

1. Cierpienie, które przychodzi znienacka może powodować wątpliwości w wierze, a w konsekwencji oddalenie się od Boga, poczynając od zaprzestania praktyk religijnych.

2. Niewygodna nauka dotycząca kwestii społecznych może podawać w wątpliwość „życiowość” Bożych przykazań, co osłabia zażyłość z Prawodawcą.

3. Twarde zasady obowiązujące w sprawach intymnych sprawiają, że Bóg i Kościół stają się rzeczywistością niewygodną, której wpływ próbuje się niwelować, co z kolei prowadzi do osłabienia wiary.

4. Niedociągnięcia i niekonsekwencja przedstawicieli hierarchii kościelnej prowadzą do patrzenia na wiarę, religijność, przykazania Boże przez pryzmat nagłaśnianych, niezbyt częstych obyczajowych problemów duchowieństwa.

5. Lenistwo i chęć wygodnego życia mogą generować postawę redukowania praktyk religijnych do minimum, co w konsekwencji powoduje zanik potrzeb kontaktu ze Stwórcą.

6. Mass media kreujące model człowieka nowoczesnego i wyzwolonego „z religijnych zabobonów” oddalają od Boga, który jawi się jako „przeżytek”.

Niestety, każdy może trafić na drogę do niewiary i dlatego powinien czuwać, aby nie pobłądzić! Bunt przeciw Bogu jest doskonałym narzędziem szatańskim w walce z religijnością. Na pierwszy rzut oka odejście od wiary wydaje się czymś atrakcyjnym. Człowiek wadzący się z Panem (tak jak robotnicy z winnicy) jest przekonany o swojej racji. Dopiero po jakimś czasie dochodzi do wniosku, że się mylił. Powstaje więc pytanie: Jak temu zaradzić?

Anthony de Mello, jezuita, mistrz życia wewnętrznego, który sam miał problemy ze swoją religijnością, napisał wiele poczytnych książek. Niektóre z nich budziły kontrowersje i polemiki, a niektóre zachwycały. Wśród wielu rad w nich zawartych były i te dotyczące mądrego podejścia do swojej religijności. Między innymi cztery kroki ku mądrości prowadzącej do głębszej wiary. Oto one:

• Najpierw trzeba sobie uświadomić, że w każdym z nas istnieją negatywne uczucia, które mogą prowadzić do osłabienia osobistego kontaktu z Bogiem (np. smutek, bunt, poczucie krzywdy, rozczarowanie, chęć odwetu czy zemsty).

• Kolejnym krokiem jest zrozumienie, że te uczucia są w nas, a więc trzeba się zgodzić, że będą istnieć. W każdym z nas będzie istnieć ciągłe napięcie pomiędzy wiarą a niewiarą. Każdy z nas będzie miał wiele pokus, aby podawać w wątpliwość różne kwestie związane z wiarą (np. decyzje biskupów, kapłanów).

• Trzecim krokiem jest kształtowanie świadomości, że to od nas samych zależy stopień przylgnięcia do Boga. Wszystkie negatywne myśli są podsycane z zewnątrz (przychodzą i odchodzą). Wierność Panu pomimo wszystko jest przejawem mądrości!

• Czwarty krok wyraża się w krótkim przesłaniu: wszystko się zmieni, jeśli ja sam się zmienię. Nad własną religijnością trzeba pracować przez systematyczną modlitwę, życie sakramentalne, pogłębianie wiedzy religijnej.

W dzisiejszej Ewangelii robotnicy usłyszeli wezwanie: „Idźcie i wy do winnicy” (Mt 20). Idźmy więc z tą świadomością, że wiele rzeczy w niej będzie niezrozumiałych. Zamiast próbować je zrozumieć, trzeba raczej prosić: „przymnóż mi wiary, Panie”.                                                  

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

4

 

Pierwszy!

 

Przypowieść o gospodarzu i robotnikach zatrudnionych w winnicy. O czym ta przypowieść nie jest?

Nie jest o stosunkach w pracy i o sprawiedliwym wynagrodzeniu, adekwatnym do liczby przepracowanych godzin i jakości wykonanego zadania. No ale nie oczekujmy, że Ewangelia będzie podręcznikiem z zakresu zarządzania. Nie jest pochwałą bierności: „Zajmijcie się mną, bo ja nie umiem zająć się sobą”, „Powiedzcie mi, co mam robić w życiu, bo ja nie wiem”. Takie postawy życiowe, choć się je spotyka, nie są sensownym sposobem istnienia.

O czym jest? O królestwie niebieskim. Że królestwo niebieskie „podobne jest” do gospodarza. Jezus często używa frazy „podobne jest”. Bo przypowieść nie jest dosłownością, przyporządkowaniem wzajemnie jednoznacznym. Przypowieść budzi wyobraźnię, daje pole do interpretacji. Każde skojarzenie ma wartość i sens. Im ich więcej, tym lepiej. No więc królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza. Gospodarz jest jeden. Wszyscy inni są robotnikami. Nie ja jestem gospodarzem. To ważne. Nigdy dość przypominania sobie o tym. To, że mogę żyć, pracować, pomnażać dobra i mieć z tego satysfakcję, to dar.

Ta przypowieść jest też o dobroci. Że dobroć nie jest policzalna. Dobroć jest wielkoduszna, życzliwa, troskliwa. Dobroć odczuwa przyjemność z bycia dobrocią. Ma satysfakcję z wydobywania ludzi z niebytu, przywracania ich do życia, zwłaszcza tych ostatnich.

Jest o gotowości „wzięcia się do pracy”. Jest takie przysłowie, niemodne już pewnie: „bez pracy nie ma kołaczy”. Teraz, jak się czasem wydaje, coraz więcej ludzi chciałoby bez wysiłku „przyjść na gotowe”. No ale cóż, kiedy ludzi tego się uczy. A czynią to możni tego świata.

Jest też o ludzkiej zawiści. To najbardziej niszcząca ludzkie więzi nieludzka cecha, choć przez ludzi często pielęgnowana i podsycana. Niestety, jest możliwe, by „złym okiem patrzeć na dobroć”.

A że pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi? To „kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.                                                      

Tomasz Golonka OP - „drodze.pl”

 

 

 

5

 

Bp Jarecki o zbiórce podpisów pod

"Stop LGBT":

jeśli hierarchia się na to godzi, to się myli

 

"Ideologia spłaszcza rzeczywistość, patrzy się na świat w kolorach czarno-białych, natomiast rzeczywistość jest szara, wielokolorowa i trzeba to przyjąć. Musimy się słuchać. Każdy mówi, a trudno jest słuchać" - podkreśla duchowny przestrzegając przed zaangażowanie Kościoła w Polsce w wojnę kulturową.

W środowym spotkaniu z biskupem Piotrem Jareckim i redaktorem Tomaszem Krzyżakiem, które promowało książkę "Obudzić proroków", poruszone zostały również bieżące kwestie społeczne i polityczne. Jednym z wiodących tematów było zaangażowanie Kościoła w trwającą wojnę kulturową.

Uczestnicy rozmowy pytani o łatwość z jaką przychodzi Kościołowi wsparcie zbierania podpisów pod projektem ustawodawczym "Stop LGBT" odpowiadają, że to "wyjście przed szereg". Bp Jarecki skrytykował pomysł angażowania Kościoła w zbiórkę podpisów pod ustawą będącą inicjatywą fundacji Życie i Rodzina. "Jeśli hierarchia się na to godzi to się myli" - uważa biskup.

Bp Piotr Jarecki i Tomasz Krzyżak: po 30 latach czas w Kościele w Polsce na nowy synod

"Prośba pani Kai Godek, z którą zwróciła się do Episkopatu, była niestosowna ponieważ ta pani najzwyczajniej w świecie nie zna doktryny. Trzeba tej pani powiedzieć jakie są role hierarchii i jakie są role ludzi świeckich. W inicjatywie ustawodawczej świeccy nie powinni traktować przedmiotowo hierarchii Kościoła" - mówił bp Jarecki.

"Jeśli chodzi o LGBT pojawiła się wielka dyskusja temat dokumentu Episkopatu. Boleję nad jednym. W lutym 2019 roku wyszedł wspaniały dokument kongregacji wychowania katolickiego poświęcony postawie dialogu w formacji szkolnej na temat gender. Nie potrzeba było opracowywania nawet jakichś nowych dokumentów. Trzeba było upowszechnić ten dokument, który jest wyważony i nikt nie posądzi nas o to, że niewłaściwie traktujemy te osoby. Trzeba zainteresować się, przeanalizować i zrozumieć to złożone środowisko, i dopiero następnie dać swoją odpowiedź z pozycji wiary chrześcijańskiej" - ocenia biskup odnosząc się do niedawno opublikowanego stanowiska Episkopatu w sprawie osób LBGT.

Zdaniem biskupa Jareckiego "my, Polacy, chcemy być mądrzejsi, a mamy gotowy dokument, który tylko trzeba upowszechnić".

Rozmówcy pytani o to czemu Kościołowi w Polsce tak łatwo przychodzi uczestniczenie w wojnie kulturowej zamiast przyjmować postawę dialogiczną, odpowiadają, że ogromny wpływ ma zaangażowanie polityczne stron w tym Kościoła. Tomasz Krzyżak twierdzi, że "doszliśmy do takiego momentu, w którym wspólne porozumienie jest niemożliwe".

"Niestety, ogromny wpływ ma na to polityka, która dzieje się na naszych oczach. Jedni krzyczą, że trzeba walczyć z jakąś straszliwą ideologią, drudzy, że nie trzeba, a wszyscy okładają się nawzajem cepami zamiast usiąść i poważnie na ten temat porozmawiać. Do tego wszystkiego włącza się także Kościół wiedziony tym, że partia XYZ staje w obronie rodziny. I dochodzimy do tego, że ludzie nawet w rodzinach nie chcą poruszać takich tematów żeby się nie kłócić" - uważa publicysta.

Zdaniem biskupa Jareckiego Kościół uczestnicząc w takim konflikcie ryzykuje ideologizacją teologii. W tym kontekście przywołuje tekst Jacka Prusaka SJ, w którym jezuita przestrzegał przed nieuwzględnianiem wyników badań naukowych w stanowisku Kościoła w sprawie osób LGBT.

"Bardzo przeżyłem artykuł ojca Jacka Prusaka SJ w «Tygodniku Powszechnym», który powstał w kontekście dokumentu biskupów. Ojciec Prusak mówi, że teologia, która nie uwzględnia wyników nauki, sama łatwo staje się ideologią. Niestety teologia może się przekształcić w ideologię, o czym przypomina Ojciec Święty Franciszek" - mówi bp Piotr Jarecki. "Ideologia spłaszcza rzeczywistość, patrzy się na świat w kolorach czarno-białych, natomiast rzeczywistość jest szara, wielokolorowa i trzeba to przyjąć. Musimy się słuchać. Każdy mówi, a trudno jest słuchać" - podkreśla duchowny.

Warszawski biskup pomocniczy powtórzył tezę zawartą w książce, że największym wyzwaniem naszych czasów jest kryzys prorocki – związany jest z poszukiwaniem, mówieniem i czynieniem prawdy. Jego zdaniem kryzys ten dotyka nie tylko Kościoła, ale całej współczesnej cywilizacji, choć od Kościoła można by było w tym względzie więcej oczekiwać. Zwrócił uwagę, że problem przemilczania prawdy w Kościele w Polsce dotyczy w największym stopniu kwestii społecznych, tego jak mamy rozumieć politykę, na czym polega władza, jakie powinny być relacje między mniejszością a większością, jaka jest chrześcijańska wizja ekonomii czy pracy.

Franciszek do rodziców osób homoseksualnych: "Kocham wasze dzieci, gdyż są dziećmi Bożymi"

Kocham wasze dzieci takimi, jakimi są, gdyż są dziećmi Bożymi – powiedział Franciszek do członków włoskiego stowarzyszenia "Tenda di Gionata", skupiającego rodziców dzieci ze środowiska LGBT. Około 40 jego członków przyjął 16 września w Watykanie. Zapewnił, że Kościół ich nie wyklucza.

Papież serdecznie powitał swych gości, rozmawiał z nimi, a na zakończenie audiencji wiceprzewodnicząca organizacji Mara Grassi wraz ze swym mężem Agostino Usaim wręczyła mu hiszpański przekład książki "Szczęśliwi rodzice", zawierającej świadectwa, często bardzo ciężkie, które musiały przejść katolickie osoby homoseksualne.

Grassi zapewniła papieża, że członkowie organizacji chcą "tworzyć pomost z Kościołem", aby także "Kościół mógł zmienić spojrzenie na nasze dzieci, nie wykluczając ich, ale przyjmując je w całej pełni".

Papież uważnie wysłuchał słów kobiety i zapewnił ją, że "Kościół nie wyklucza ich ponieważ gorąco je kocha". "Bóg kocha wasze dzieci ponieważ są one dziećmi Bożymi" - podkreślił Ojciec Święty.

Przedstawiciele grupy wręczyli również Ojcu Świętemu tęczową koszulkę ze słowami z 1. Listu św. Jana: "W miłości nie ma lęku" (1 J 4,18). Przyjął ją z uśmiechem, na co Grassi - matka czwórki dzieci, z których najstarszy syn jest homoseksualistą – oświadczyła, że uczestnicy tego wydarzenia doświadczają "głębokiej zgody wewnętrznej, której nie zapomnimy".

"Nasze stowarzyszenie chce, aby Kościół rozmawiał z rodzinami dzieci LGBT" – powiedziała po audiencji w rozmowie z dziennikiem "Avvenire" wiceprzewodnicząca, która działa też w dwóch podobnych grupach rodziców w Reggio Emilia i w Parmie. Nawiązując do tytułu książki, podarowanej Ojcu Świętemu, wyjaśniła, że "uważamy się za szczęśliwych, gdyż zostaliśmy zmuszeni do zmiany spojrzenia na nasze dzieci". Obecnie jest to nowe spojrzenie, "które pozwoliło nam widzieć w nich piękno i miłość Boga" – oświadczyła M. Grassi.

"Przyznaję, że na tej bolesnej drodze, którą jako ludzie wierzący ze środowiska LGBT i każdy z nas przeżył, nie wyobrażałem sobie, że dojdziemy do takiego etapu, czyli że zgromadzimy się na audiencji z Ojcem Świętym" – powiedział po wydarzeniu jeden z członków stowarzyszenia.

W książce, którą otrzymał Franciszek, zamieszczono zestaw listów z konkretnymi prośbami i krytycznymi uwagami na temat traktowania osób o skłonnościach homoseksualnych i ich rodzin przez Kościół, który - jak podkreślano - zapomniał lub piętnował społeczności LGBT. Osoby z tego środowiska czuły się, jak same podkreślały, "bardzo często jako niepożądane przez wspólnoty kościelne", ale też odrzucane przez własne rodziny. W odpowiedzi papież zapewnił, że "Kościół was nie wyklucza i kocha wasze dzieci takimi, jakimi są, ponieważ są dziećmi Bożymi".

Homoseksualizm również w Kościele "winien znaleźć pełne obywatelstwo" – powiedziała po spotkaniu jedna z matek, która wyznała, że wiele wycierpiała wraz ze swym synem z powodu odrzucenia ich przez wspólnotę wierzących. Trudność zaakceptowania osobistego, w rodzinie a w końcu w Kościele to doświadczenia zebrane w książce o "szczęśliwych rodzicach". Niektóre z tych osób potrafiły się pogodzić z bliskimi, ale wiele innych oddzieliły się od rodzin i odeszły od wiary. "Mój syn został agnostykiem, aby się uratować" – wyznał inny rodzic. Zaznaczył, że "jego [syna] koroną cierniową było poznanie i zgłębienie wszystkich oficjalnych dokumentów kościelnych, aby napisać rozprawę doktorską z antropologii kulturowej".

Tenda di Gionata jest stowarzyszeniem powstałym w 2018 roku jako owoc troski o rodziny osób homoseksualnych, podjętej przez przedwcześnie zmarłego kapłana z regionu Marche w środkowych Włoszech ks. Davida Esposito. Są w nim zrzeszeni katolicy LGBT, ich rodziny oraz duszpasterze.

 

 

 

6

 

Dzisiaj potrzeba przebaczenia narodowego

 

Jesteście gotowi, inspirując się Słowem, zrezygnować z postawienia na swoim, z udowadniania swoich racji, z ciągłego mówienia jedni drugim: „Jesteście głupi! Jesteście gorsi! Jesteście źli!”? Co jest dla Ciebie większe, co jest ważniejsze: godność twojego brata, więzi, które cię z nim łączą, czy interes jednej lub drugiej partii?

W wolny wrześniowy wieczór warto obejrzeć włoski film z 2018 roku pt. „I odpuść nam nasze winy” („Rimetti a noi i nostri debiti”, reż. Antonio Morabito). Grany przez Claudio Santamarię Guido – technik komputerowy i magazynier, uświadomiwszy sobie, że nie jest w stanie zaspokoić roszczeń swoich wierzycieli, decyduje się pracować za darmo jako windykator. Uczy się dręczyć dłużników, szantażuje, okrutnie upokarza. Jego partnerem i nauczycielem fachu jest bezwzględny Franco. To właśnie on pewnego dnia klęka u kratek konfesjonału, by wyznać swoje grzechy. Mówi jednak o przewinach niemal nic nieznaczących, nie wspominając ani słowem o swoim okrucieństwie wobec dłużników. Jest bowiem bezwzględnym komornikiem, którego cynizm i okrucieństwo poruszają najbardziej nawet wytrzymałego widza.

Ten film może być świetną ilustracją do ostatniej liturgii Słowa, w której Bóg przypominał nam wartość przebaczenia, darowania win i nieżywienia urazy. Piotr zapytał Jezusa o granice przebaczenia innym ich wykroczeń. Chrystus stwierdził, że nie ma granic przebaczenia. Bóg najpierw darował nam niebotyczne winy, co jest równoznaczne z obdarowaniem człowieka zbawieniem. A skoro człowiek otrzymał zbawienie, czymś naturalnym powinna być radość życia i chęć obdarowania tą radością innych.

Dla wielu spośród nas przebaczenie jest poważnym wyzwaniem. Dlaczego? Ponieważ rodzi w nas doświadczenie straty. Musimy z czegoś zrezygnować, chociażby ze swoich racji, w zamian często nic nie zyskując (choć może się zdarzyć, że zyskamy życzliwość tego, któremu przebaczymy). Przebaczając, tracimy jednak przede wszystkim coś innego, co warto stracić: gniew, oburzenie, niechęć, negatywne napięcie i nienawiść wobec bliźniego.

   Nie ma więc mowy o przebaczeniu, są za to codzienne rozliczenia, szczucie, perfidne kłamstwa i wołająca o pomstę do nieba żenująca propaganda.

Dla innych spośród nas trudność stanowi samo przyjęcie przebaczenia. Wydaje się nam wówczas, że zaciągamy przez to jakieś zobowiązanie, że powinniśmy być dozgonnie wdzięczni. Oczywiście jest to zobowiązanie, by wobec innych postępować tak samo miłosiernie, jak samemu się tego miłosierdzia doświadczyło.

I jeszcze jedna kwestia, bardzo aktualna. Potrzeba dzisiaj takiego przebaczenia, które nazwałbym przebaczeniem narodowym. Wydaje się jednak, że są na to nikłe szanse. Wszystkie okazje z przeszłości, jak śmierć Jana Pawła II, czy katastrofa smoleńska zostały bezpowrotnie utracone. Nie ma więc mowy o przebaczeniu, są za to codzienne rozliczenia, szczucie, perfidne kłamstwa i wołająca o pomstę do nieba żenująca propaganda. Skoro nie ma szans na pojednanie odgórne, powinniśmy starać się o wzajemne przebaczenie w naszych rodzinach (ileż to naszych rodzin doświadcza podziałów z powodu polityki?!), wśród przyjaciół, znajomych, sąsiadów.

Jesteście gotowi, inspirując się Słowem, zrezygnować z postawienia na swoim, z udowadniania swoich racji, z ciągłego mówienia jedni drugim: „Jesteście głupi! Jesteście gorsi! Jesteście źli!”? Co jest dla Ciebie większe, co jest ważniejsze: godność twojego brata, więzi, które cię z nim łączą, czy interes jednej lub drugiej partii?

„Jeśli Ty przebaczysz sobie, przebaczy ci również Bóg” – mówi spowiednik do bezdusznego komornika Franco ze wspomnianego filmu. Problem w tym, że Franco nie widzi potrzeby, by sobie cokolwiek przebaczać. Według niego wszystko jest ok. Dzisiaj Bóg ostrzega nas przed taką zatwardziałością serca. Jeśli masz z kimś „na pieńku”, jeśli twoje serce wypełnia niechęć, a może nawet nienawiść, a ty twierdzisz, że wszystko jest w porządku i nie potrzebujesz przebaczenia, nie przebaczy ci również Bóg.

Słyszymy w czytaniu: „Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy” (Syr 28,2). „Pamiętaj o rzeczach ostatecznych i przestań nienawidzić – o rozkładzie ciała, o śmierci, i trzymaj się przykazań!” (Syr 28,6). I módl się, by Bóg zdjął z twych oczu zasłonę; by pozwolił ci zobaczyć, jak wielkie piękno jest w człowieku, którego uważasz za swojego wroga. Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy… I nie odpuszczaj, jeśli my nie odpuszczamy… Amen.

ks. Bartosz Rajewski – „deon.pl”

 

 

 

7

 

"Pragnę, aby przyszłość była piękna". Wzruszający list kard. Zuppiego

 

"Proszę Boga, aby Ci błogosławił. Tak, jesteś błogosławioną, ponieważ zawsze pragniesz dobra dla każdego i potrafisz w każdym odkryć to dobro". Ten list na początek roku szkolnego nie ma sobie równych. Nie tylko dla uczniów i nauczycieli!

LIST PASTERSKI ARCYBISKUPA BOLONII, KARD. MATTEO ZUPPIEGO, NA ROZPOCZĘCIE NOWEGO ROKU SZKOLNEGO

Droga Szkoło,

Pomyślałem, aby do Pani napisać list, ponieważ jest mi Pani bardzo droga i bardzo o Panią się martwiłem. W ostatnich miesiącach bardzo też za Panią tęskniłem. Ma nas Pani wszystkich w swoim sercu, małych i dużych. Pani jest zawsze młodą kobietą, a równocześnie jest pełna mądrości starców. Nigdy się Pani nie męczy! Jest Pani piękna, zawsze pełna niespodzianek i nowych rzeczy. U Pani wszyscy czują się jak w domu, nawet ci, którym trudniej jest niż innym, którzy przybywają z daleka i czasami są pogardliwie i źle traktowani. Pani przygarnia wszystkich i każdemu daje nadzieję. Potrafi Pani w każdym odkryć ukryte zdolności. Mam do Pani dużo szacunku. Ponieważ w szkole czuję się jak w domu, to jeśli tylko mogę, pozwolę sobie przejść na „ty”!

Chciałbym Ci powiedzieć - Droga Przyjaciółko -, że bardzo mi na Tobie zależy! Czuję, że wszyscy musimy Cię traktować dobrze, nie jako obcy. Jasne, jesteś zaradną, ale wiem też, że jeśli ktoś cię skrzywdzi, to bardzo cierpisz, ponieważ żyjesz dla każdego, kogo przygarniasz. Masz ogromny szacunek dla każdego. Jesteś pełna życia i pomagasz wszystkim dobrze żyć, szanować się wzajemnie, poznawać się, budować wspólny dom, w którym mieszkamy. Jakże jesteś ważną! Dlatego też na początku nowego roku chcę Ci powiedzieć: dziękuję. Dziękuję także wszystkim tym, którzy Cię kochają i swoim zaangażowaniem, pracą i poświęceniem czynią Cię jeszcze bardziej piękną.

Przeżywaliśmy bardzo ciężkie chwile i nadal je przeżywamy! Któż z nas mógł to sobie wyobrazić! Ileż to przyzwyczajeń musieliśmy zmienić! Ale też dużo w tym czasie się nauczyliśmy! Nadal musimy być ostrożni; być cierpliwymi i roztropnymi (to cnoty, na które często nie zwracaliśmy dużej uwagi, ale które są tak ważne!). Musimy też przestrzegać zasad, aby nikogo nie narażać na niebezpieczeństwo.

iektórzy przez pierwsze dni pandemii nawet byli szczęśliwymi: można było zostać w domu. Jakby niespodziewane wakacje, które trwają trochę dłużej. W końcu jednak pojawił się smutek, gdyż nie można było zobaczyć się osobiście. Ileż wysiłku włożyli nauczyciele i wychowawcy, sprawiając, aby wszyscy chłopcy i dziewczyny mogły poczuć się jak w szkole, nawet jeśli pozostawali w domu. Krótko mówiąc: daleko, ale blisko.

W czasie pandemii widziałem, jak łatwo można zachorować. Chciałbym przypomnieć tych, którzy cierpieli i nie chcę, aby już nikt więcej tak odszedł z domu i z rodziny, jak to się stało z niektórymi dziadkami, którzy nigdy już nie wrócili i nie mogli nawet pożegnać się z najbliższymi. Ileż smutku rodzi się w nas, gdy tylko o tym sobie przypominamy!

Im bardziej niepewną jest teraźniejszość, tym bardziej z nadzieją musimy patrzeć w przyszłość, nie tracąc już czasu na to, co wyrządza nam krzywdę! Jak narkotyki, który sprawiają, że ludzie stają się niewolnikami i nie panują już nad sobą. Jak czynienie zła i brak szacunku wobec innych. Jak żartowanie z innych i nieumiejętność powiedzenie „przepraszam”. Jak podniesione ręce! Ty uczysz nas używania głowy, poznawania problemów, rozumienia ich, refleksji i szacunku wobec wszystkich.

Ty nas przygotowujesz na przyszłość, a przyszłość zaczyna się już dziś! Wirus sprawia, że wszystko wokół nas wydaje się być brzydkie i niebezpieczne. Ty natomiast uczysz nas poznawać świat i ulepszać go. Każdy z nas może coś uczynić. Pragnę, aby przyszłość była piękna. Żeglarze, w czasie podróży patrzą na Gwiazdę Polarną i tym samym znajdują port, do którego zdążają. Jestem przekonany, że każdy znajdzie w Twoich klasach gwiazdę, która pomoże mu w żegludze. Świat potrzebuje ludzi, którzy przygotowują się, aby pomagać innym poprzez wykonywaną przez siebie pracę i którzy będą wykonywać ją dobrze, cokolwiek to będzie. Wszystko zawody są ważne i piękne, kiedy służą do lepszego życia razem.

Myślę, że dzisiaj jesteśmy mocniejsi, ponieważ doświadczenia ostatnich miesięcy pozwoliły nam zrozumieć, że życie jest kruche, ale też, że jest bardzo piękne. Chciałabym, żeby w tornistrze każdego ucznia znalazło się dużo zapału i nadziei i wiem, że Ty sprawisz, aby wartości te wzrastały.

Proszę Boga, aby Ci błogosławił. Tak, jesteś błogosławioną, ponieważ zawsze pragniesz dobra dla każdego i potrafisz w każdym odkryć to dobro. Bóg Ci błogosławi, ponieważ chce, aby człowiek był naprawdę człowiekiem i dlatego też posłał Jezusa, aby nauczył nas tego co najważniejsze i co czyni nas naprawdę wielkimi: kochać. Szkoło, jesteś błogosławioną. Dziękuję Ci! Mam nadzieję, że wkrótce Cię odwiedzę, ponieważ mamy tak wiele sobie do powiedzenia. Zobaczymy się w poniedziałek!

Z przyjaźnią

+ Matteo – „deon.pl”

 

 

 

8

 

Święty Stanisław Kostka

wciąż potrafi zaskakiwać

 

"Moje pragnienie było tak silne, że nawet nie myślałem o zawracaniu. A to nasze pragnienia definiują, kim jesteśmy!" - miał powiedzieć święty w drodze do Rzymu.

Mamy od wieków pokusę, by pokazywać świętych jako "nadludzkich". Chcemy odróżniać superbohatera od zwykłego człowieka i świętego od grzesznika. Myślę, że lepiej porzucić to rozróżnienie. Bo zanim ktoś staje się superbohaterem lub świętym, musi nauczyć się bycia człowiekiem - tego, jak przegrywać, jak być słabym i jak ponosić porażki.

W popularnych filmowych adaptacjach komiksów w ostatnich latach, szczególny nacisk położono na fakt, że superbohaterowie są ludźmi z krwi i kości, zmagającymi się z takimi samymi słabościami, jak my. W "Spiderman: Homecoming" Peter Parker musi nauczyć się odpowiedzialności. W ostatniej części trylogii "Logan: Wolverine", ratunek przynosi, mała dziewczynka.

Nie tylko filmy i komiksy są pełne tego typu historii, ale także i Biblia.

Jakim superbohaterem jest Kostka? Często kładziemy nacisk na aktywizm Kostki - na jego odwagę, gdy poszedł, i na wytrwałość, gdy mimo trudności trzymał się postanowionej decyzji. W rzeczywistości on otworzył się tylko na wolę Bożą i pozwolił się poprowadzić. Kostka chce wykonywać wolę Boga - i nieustannie ją rozpoznaje. Nie robi też tego sam, ale wiernie słucha rad kierowników duchowych i przełożonych, i idzie za nimi. Po opuszczeniu Wiednia, Staszek z pewnością nie myślał, że będzie musiał iść do Rzymu pieszo. To jedno z wielkich uproszczeń w jego historii. Stanisław, opuszczając Wiedeń, nie pojechał od razu do Rzymu, ale w przeciwnym kierunku, do Augsburga. Tam miał spotkać się z prowincjałem, późniejszym świętym, Piotrem Kanizym. Kiedy jednak dotarł do Augsburga okazało się, że prowincjał znajduje się teraz w Dylindze - dokąd Kostka dalej ruszył. Dopiero tam, po okresie próbnym, Kanizy wysłał Kostkę do Rzymu.

Po odbyciu dalszej drogi, wyczerpany Stasiu przybył do Rzymu. Tam przyjął go do nowicjatu zakonnego późniejszy święty generał jezuitów, gdyby Kostka otrzymał negatywną odpowiedź wróciłby pokornie do domu.

Młodzi ludzie są teraz tacy sami, jak w czasach Kostki. Stanisław może uczyć młodych ludzi dzisiaj dwóch rzeczy: cierpliwości i wytrwałości. Młodzież często oczekuje specjalnego traktowania. Kostka tymczasem nie boi się pracy w kuchni i szorowania korytarzy. Staszek, tak jak superbohaterowie zmagający się ze swoimi słabościami, stopniowo odkrywa drogę do pokonywania ich. Jest cierpliwy i wytrwały. Akceptuje po kolei to, co się w jego życiu dzieje: trudną relację z bratem, powołanie, które wymaga poświęcenia i chorobę. Nie traci przy tym entuzjazmu, ale idzie w nieznane z odwagą i nadzieją. Idzie nie wiedząc, co na niego czeka, oprócz pięknej przygody.

"Kostka znaczy więcej". Jeśli masz pasję, kochasz coś - chcesz się tym dzielić. Ja mając takiego współbrata-jezuitę w Niebie, stworzyłem o nim komiks K.O.S.T.K.A. Chciałem opowiedzieć jego historię w jakiś atrakcyjny, współczesny sposób. Po wielu latach od stworzenia go myślę, że tym, co najbardziej zainspirowało mnie w historii Staszka, było jego nie-planowanie. Często myślimy, że musimy napisać scenariusz naszego życia, a następnie go odtworzyć. Ale w taki dzień jak dzisiaj, Staszek Kostka wyruszył w podróż - nie wiedząc, co go czeka. Wiedział tylko to, że Pan pobłogosławi jego drodze. Otrzymywał "wszystko" i szedł dalej. Wciąż najbardziej zaskakuje mnie zdanie wypowiedziane przez Stanisława w drodze do Rzymu: "Poszedłem do Augsburga, nie wiedząc, że mnie szukają. Zdałem sobie sprawę, że podążałem za czymś bardzo ulotnym. Ale moje pragnienie było tak silne, że nawet nie myślałem o zawracaniu. A to nasze pragnienia definiują, kim jesteśmy!" Nasze pragnienia określają to, kim jesteśmy. Jeśli mamy jakiekolwiek pragnienia, oznacza to, że pochodzą od Boga i to oznacza, że powinniśmy za nimi podążać.

Módlcie się do świętego Stanisława! Święci w Niebie czekają, aż poprosimy ich o pomoc. Bóg nas nie zbawi bez naszego udziału. Bóg chce, abyśmy byli zbawieni i daje nam pragnienie świętości i przykłady świętych. Na drodze do świętości nie idziemy sami, lecz razem ze świętymi. Z ich pomocą da się odnieść sukces!

Przemek Wysogląd SJ – „deon.pl”

 

 

 

10

 

Zobaczyli dno, by patrzeć na niebo

 

Każdego roku statystyki dotyczące spożywania alkoholu wzrastają, a po napoje wysokoprocentowe sięgają coraz młodsze osoby.

– Zaczyna się od wybornych trunków, z najwyższej półki. Niewielka ilość, ale systematycznie. Winko dla zdrowotności, na lepsze krążenie. Koniak na ból w klatce piersiowej, a drink na rozluźnienie. Potem nawet nie wiesz, kiedy leżysz rozluźniona, nie czując żadnego bólu, na ławce w parku, a zdrowotność, a właściwie czy żyjesz, sprawdzają przypadkowi przechodnie – mówi Karolina, alkoholiczka.

Alkoholizm to wróg, który przychodzi niemal niezauważalnie, a każdy kolejny kieliszek wina do kolacji, piwo do meczu czy „okraszanie” uroczystości rodzinnych odrobiną wódki z dnia na dzień może przerodzić się w uzależnienie, które prowadzi do tragedii. W 1984 r. Konferencja Episkopatu Polski ustanowiła sierpień miesiącem trzeźwości i modlitw o trzeźwość narodu, za osoby uzależnione i ich rodziny. Do podejmowania modlitwy, ale także całkowitej abstynencji od spożywania napojów alkoholowych zachęcają kapłani, zgromadzenia zakonne, jak też sami uzależnieni. Zwłaszcza ci, którzy zmierzyli się z wrogiem i dzięki cichej obecności wielu ludzi wyszli na prostą. Choć często w ich przypadku mówi się, że wyszli z piekła lub odbili się od dna. – To dno widziałam bardzo często. Najpierw dno kieliszka, potem szklanki, butelki i własnego „ja”. Byłam zerem na własne życzenie – mówi jedna z niepijących alkoholiczek.

Przyjdź, jak będę trzeźwy

Niemal każdego dnia na ulicy widać osoby, które zataczają się w bramach, na przystankach autobusowych, okupują ławki w parku. Niewiele osób decyduje się podejść i zapytać, czy nie potrzebują pomocy. Gdy jednak ktoś się już zatrzyma, najczęściej odchodzi z pogardliwą, zażenowaną miną. Nie wnikając, czemu „jegomość” leży brudny i pijany. Dramat tych osób przerasta nie tylko je same, ale także tych, którzy próbują pomóc. Na jednej z ławek w parku regularnie leży pan Jurek. Niechętnie, ale podejmuje rozmowę. – Przyjdź, jak będę trzeźwy. Chociaż nie, zostań, bo ja trzeźwy nigdy nie będę – konstatuje. Pan Jurek ma 46 lat. Z wykształcenia jest mechanikiem, studiował 4 lata na Politechnice Warszawskiej, nie skończył jednak studiów, bo zakochał się w Joannie. Pojawiło się dziecko, które w wyniku powikłań zmarło dwa dni po porodzie. Druga i trzecia ciąża skończyły się poronieniem. Żona wkrótce po tym odebrała sobie życie, a on rzucił się w wir pracy w warsztacie samochodowym.

– Każdy naprawiony samochód był okazją do „piwka sukcesu”. A w ciągu dnia potrafiłem zrobić nawet 15 samochodów. Nie było innej motywacji do życia niż praca – opowiada. Po alkoholu doszło do wypadku w warsztacie. Pan Jurek nie mógł dłużej pracować, więc zaczął więcej pić. Warsztat upadł, a on z dnia na dzień znalazł się na ulicy. Znaleźli go też koledzy od kieliszka. – Nie chcę pomocy, bo mnie jest tak dobrze. Nic mnie lepszego nie spotka, a jak popiję, pośpię, to dni szybciej lecą i kiedyś się skończą – kwituje. Do pana Jurka przynajmniej raz w tygodniu zagląda straż miejska lub policja. Gdy jest w stanie kompletnego upojenia alkoholowego, zabierają go na izbę wytrzeźwień. – Przynajmniej na łeb wtedy nie pada – mówi.

Terapia, modlitwa i obecność

Takich historii jest więcej. Nie każdy je usłyszy, nie każdy zapyta, ale są tacy, którzy dzielą się historią swojego życia, by ostrzec innych. Do takich osób należą anonimowi alkoholicy, którzy na otwartych mityngach dzielą się swoimi przeżyciami, wspierają w walce z chorobą i dają świadectwo, że z tym można wygrać. – Miałam wszystko. Dom, wspaniałą pracę, wykształcenie i dramatyczną teściową, od której w dniu ślubu usłyszałam, że z większą radością przyjdzie na rozwód niż na ślub – zaczyna opowieść Karolina, alkoholiczka niepijąca już 10 lat.

– Z początku się nie przejmowałam. Kochaliśmy się z mężem, byliśmy szczęśliwi nawet z „ogonem” w postaci teściowej. Problem zaczął się, gdy wiedzieliśmy, że nie będziemy mieć dzieci. Z mojej winy. Wtedy usłyszałam, że jestem bezużyteczna i najgorsza. Mąż tego nigdy nie powiedział, ale widziałam, jak patrzy na bawiące się dzieci w parku, z jaką tęsknotą. Dla rozluźnienia ciała, myśli zaczęłam coraz częściej pić wino. Czerwone, półsłodkie, bo wystarczył kieliszek, bym miała dość. Potem dwa kieliszki, bo organizm się przyzwyczaił, a kończyłam na trzech butelkach. Uzależniłam się. Teściowa mogłaby być przeszczęśliwa – miała rację, że jestem nikim i jeszcze alkoholiczką. Straciłam pracę, nie wychodziłam z domu. Jednak któregoś dnia przyszła do mnie, gdy męża nie było w domu, a to zdarzało się coraz częściej, bo nie mógł na mnie patrzeć. Zabrała mi butelkę i zostawiła różaniec. Siedziała koło mnie i modliła się o moje uzdrowienie z choroby. Wariatka… zdała sobie sprawę, że jest współwinna mojej chorobie i z wyrzutów sumienia zaczęła się modlić. Dziś wiem, że to ona mnie uratowała. Modliła się codziennie, przez 3 lata. Dołączyli do niej mój mąż, siostra, rodzina, przyjaciele. A ja na 3 tygodnie zamknęłam się na odwyku. Dziś żyję, dzięki nim. Nie piję już 10 lat, a od 5 jestem mamą Paulinki. Teściowa nigdy więcej nie powiedziała na mnie złego słowa, ale wiem, że nieustannie modli się na różańcu – mówi Karolina. Najczęściej alkoholicy potrzebują mocnego bodźca, by wziąć się w garść i zawalczyć o życie. Często dochodzi do dramatycznych sytuacji, które potrząsają człowiekiem.

– Byłem chirurgiem. Teraz jestem salowym. Straciłem prawo do wykonywania zawodu po tym, jak na kacu usuwałem wyrostek małemu chłopcu. Ręka zadrżała, uszkodziłem naczynia krwionośne, zrobił się wylew krwi do wnętrza brzucha. Spanikowałem, że wyda się, iż jestem na kacu. Chłopca uratował kolega, który wiedział, że byłem dzień wcześniej na imprezie, a od alkoholu nie stroniłem. Nie widziałem, że się uzależniam. Praca chirurga była stresująca, więc codziennie wieczorem czy po południu piłem jedno, dwa piwa dla rozluźnienia. Do meczu, do kolacji, do filmu z żoną. Po utracie praw do wykonywania zawodu poszedłem na otwarte spotkanie AA. Do innego miasta, bo myślałem, że u siebie spotkam pacjentów i co wtedy pomyślą. I tak ich spotkałem. Koledzy i koleżanki z AA pomogli mi podnieść się z nałogu, a moja cudowna żona odbyła cztery pielgrzymki w mojej intencji. Gdy wychodziła z domu, zawsze informowała najbliższych przyjaciół, by nie dali mi się stoczyć, pilnowali mnie. Wiem, że to ona wyprosiła u Matki Bożej moje zerwanie z nałogiem. Jej łzy widziałem nieraz, choć myślała, że nie dostrzegam tego. Matka Boża i moja Kasia – one mnie uratowały. Zatrudniłem się jako salowy, bo to element terapii. Każdego dnia patrzę na lekarzy, a byłem jednym z nich. Ten widok trzyma mnie przy tym, bym nigdy więcej nie sięgnął po alkohol, bym już nigdy się nie stoczył – mówi Sebastian.

Walka trwa do końca życia

Do modlitwy i powstrzymania się od spożywania alkoholu przez miesiąc w intencji trzeźwości narodu zachęcają także Janka i Marta. Matka i córka. – Mama jest alkoholiczką, a ja dorosłym dzieckiem alkoholika. Razem chodzimy na terapię – mówi Marta. Janka nie pije już 20 lat. – Z dzieciństwa nie mam dobrych wspomnień. Nie pamiętam mamy trzeźwej, uśmiechniętej. Pamiętam, jak przynosiłam miskę do jej łóżka, wodę i zasłaniałam rolety, żeby sąsiedzi nie widzieli. Dziś widzę ją szczęśliwą, radosną, pewną siebie i elegancką. O to walczyłyśmy 20 lat – dodaje.

– Córka miała 9 lat, gdy klękała przy moim łóżku, sprawdzając, czy żyję i modliła się. Prosiła Boga, by zabrał mnie do siebie, bo ona wtedy trafi do domu dziecka i może będzie jej lepiej, na zmianę wołając Matkę Bożą, by uleczyła mamusię. Jej modlitwa była dla mnie jak cios obuchem w głowę. Będąc na granicy życia i śmierci, zawołałam: „Matko Boża, zdecyduj teraz, w którą stronę mam iść!”. Następnego dnia trafiłam zachlana do szpitala i od razu na odtrucie. W tym czasie córka przyszła tylko raz. Pocałowała mnie w czoło i powiedziała, że zawsze będzie mnie kochać, niezależnie od tego, co dalej będzie się ze mną działo. Dla mnie to była odpowiedź z nieba, co dalej robić. Droga do trzeźwości była długa, ale towarzyszyły mi w niej córka i Matka Boża. Dzięki nim żyję i chcę powiedzieć wszystkim, że modlitwa ma ogromną moc. Jeśli nie widać tego od razu, niech wszyscy wiedzą, że ta cicha obecność jest dla nas, alkoholików, wybawieniem – podsumowuje Janka.

Agata Dębska –„wiara.pl”

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

20 września - święci męczennicy Andrzej Kim Tae-gŏn, prezbiter, Paweł Chŏng Ha-sang i Towarzysze
20 września - św. Józef Maria de Yermo y Parres, prezbiter
20 września - bł. Maria Teresa od św. Józefa, zakonnica
20 września - bł. Franciszek Martín Fernández de Posadas, zakonnik
20 września - kościół katedralny w Legnicy
21 września - św. Mateusz, Apostoł i Ewangelista
21 września - Jonasz, prorok
22 września - święci Maurycy i Towarzysze, męczennicy
22 września - bł. Bernardyna Maria Jabłońska, zakonnica
22 września - św. Emmeran, męczennik
22 września - św. Ignacy z Santhià, prezbiter
22 września - bł. Jan Maria od Krzyża Mendez, prezbiter i męczennik
22 września - błogosławieni Tomasz Sitjar, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy
22 września - błogosławieni Dionizy Pamplona, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy
22 września - św. Feliks IV, papież
22 września - kościół katedralny w Siedlcach
23 września - św. o. Pio z Pietrelciny, prezbiter
23 września - św. Linus, papież i męczennik
23 września - bł. Emilia Tavernier Gamelin, zakonnica
23 września - bł. Józef Stanek, prezbiter i męczennik
24 września - św. Gerard, biskup i męczennik
24 września - bł. Kolumba Gabriel, zakonnica
24 września - znalezienie ciała św. Klary z Asyżu
24 września - św. Tekla, dziewica i męczennica
24 września - bł. Herman Kaleka
24 września - bł. Antoni Marcin Slomšek, biskup
24 września - św. Pacyfik z San Severino, prezbiter
24 września - św. Liberiusz, papież
24 września - kościół katedralny w Bielsku-Białej
24 września - kościół katedralny w Kaliszu
25 września - bł. Władysław z Gielniowa, prezbiter
25 września - św. Kleofas, uczeń Pański
25 września - bazylika metropolitalna we Fromborku
26 września - święci męczennicy Kosma i Damian
26 września - święci męczennicy Wawrzyniec Ruiz i Towarzysze
26 września - św. Elzear i bł. Delfina, małżonkowie
26 września - św. Ketyl, prezbiter
26 września - św. Nil Młodszy, opat
26 września - bł. Kaspar Stanggassinger, prezbiter
       
26 września - bł. Aureliusz z Vinalesa, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy
26 września - Najświętsza Maryja Panna Leśniańska
26 września - św. Teresa Couderc, zakonnica
26 września - bł. Alojzy Tezza, prezbiter
26 września - bazylika katedralna w Kielcach

27 września - św. Wincenty a Paulo, prezbiter

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.