WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

36/782                   -         6 września 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

6 września 2020 r. A

 

XXXIII niedziela zwykła

 

numer wydania - 782

 

2

 

Nie wtrącam się, to nie moje sprawy. Postawa dość często spotykana. I zasadniczo chyba słuszna. Włażenie z butami w życie bliźnich nie jest dla nich miłe. Czasem jednak trzeba. Bo istnieje obowiązek upomnienia grzesznika. I o tym są czytania tej niedzieli.

Chyba jednego w nich jednak brakuje. Bliższego wyznaczenia granicy, na której kończy się obowiązek upominania, a zaczyna niepotrzebne wtrącanie się w czyjeś sprawy. Choć pewnej ważnej wskazówki nie zabrakło.

 

4

 

W dzisiejszym numerze:
- XXIII niedziela zwykła....
- Sztuka przyjmowania upomnień
- Wrzesień miesiącem Pisma Świętego
- Po czym poznać leniwego człowieka? Oto cztery jego cechy według Biblii
- Zapomniane objawienia Matki Bożej i przesłanie,
mające rozbłysnąć na końcu czasów
- „Moją siłą jest Jezus”
- Była miss idzie do zakonu. „Nie ma się czego bać”
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

 

8

 

XXIII niedziela zwykła....

Wezwanie do mądrego upominania.

Ale i wskazanie, że ponad spór jest zgoda.

Ważniejsza od sporu jest zgoda. Jasne, trzeba upominać, gdy ktoś grzeszy. Ale... nie każdego albo i nie zawsze. W podręczniku teologii moralnej tak to ujęto: Ukazana przez Chrystusa powinność ma charakter obowiązku pozytywnego, wiąże zatem przy realizowaniu się pewnych warunków. Nakaz upomnienia obowiązuje przy łącznym realizowaniu się dwóch warunków, a mianowicie jeśli istnieje: 1) rzeczywista potrzeba bliźniego apelująca o pomoc; 2) moralna możliwość takiego upomnienia. Upominania braterskiego nie mogą oczywiście czynić ci, którzy w tym samym przedmiocie ciężko upadają.

Trzeba w tym miejscu odwołać się do słów Chrystusa, w których On upomina, aby nie zajmować się drzazgą w oku bliźniego bez usunięcia belki z własnego oka. Zajęcie się bliźnim w tym stylu nie byłoby aktem miłości, lecz raczej obłudy, a ponadto nie byłoby skuteczne. Usuwanie zła od bliźniego należy zacząć od usunięcia zła w sobie.

Należy stwierdzić, że upomnienie winno być podejmowane roztropnie i czynione w sposób nacechowany taktem, a nawet pokorą. Inaczej bowiem może być nie tylko nieskuteczne, lecz nawet szkodliwe. Trzeba nieraz milczeć i czekać cierpliwie. Z milczeniem i cierpliwością winno się jednak zerwać, kiedy mogłoby to być wzięte za aprobatę dla złych czynów. Św. Paweł ostrzega: "Nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując nawracajcie".

Tak, zawsze jednak ważniejsza jest miłość. Ponad spór, często przecież o sprawy drugorzędne, jak spory o przyjmowania komunii, liczy się nasza wspólna modlitwa; to, że świadomi, iż wszyscy jesteśmy grzesznikami, a Bóg wszystkich nas łaskawie przygarnia, potrafimy nie czynić ze sporu sprawy życia i śmierci. I że jest od sporu coś ważniejszego.                        

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

 

7

 

Sztuka przyjmowania upomnień

                      Rozpocznijmy dzisiejsze rozważania dosyć niekonwencjonalnie, przytaczając współczesną historię, która na pierwszy rzut oka nie tylko śmieszy, ale i irytuje.

W jednym z domów zamieszkanych przez przeciętną rodzinę toczy się osobliwy dialog pomiędzy dzieckiem a ojcem.

– Tatusiu! – mówi pięcioletni Piotruś do swojego trzydziestoczteroletniego ojca.

Ojciec wsadził właśnie swój nos w gazetę, więc odburknął od niechcenia, nie odrywając się od lektury:

– Co znowu?

– Czy ja, kiedy będę duży, muszę też czytać gazety?

– Naturalnie – odpowiedział ojciec.

– A dlaczego, tatusiu?

Maluch nie dawał za wygraną. Ale ojciec nie dosłyszał już tego pytania, bo trafił na interesujący artykuł sportowy. Jednak Piotruś był uparty i dalej pytał.

– Dlaczego? Chcę wiedzieć!

– Co chcesz wiedzieć? – odparł zniecierpliwiony ojciec.

– Dlaczego, kiedy będę duży, muszę też czytać gazety?

– Jak się jest dorosłym, to zrozumiałe, że czyta się gazety. Trzeba być na bieżąco! – odparł tata.

– A co to znaczy na bieżąco? – zapytał znowu maluch.

Mocno podenerwowany ojciec już miał dać klapsa namolnemu synowi, ale powstrzymał się i odparł:

– Porozmawiamy o tym kiedy indziej, a teraz pozwól mi wreszcie doczytać do końca! Jeśli dalej będziesz mnie zasypywał głupimi pytaniami, to znajdę się w domu wariatów.

Maluch spróbował jeszcze raz zaczepić ojca pytaniem.

– A czy tam też będziesz musiał czytać gazety?

– W domu wariatów nie ma żadnych gazet.

Pointa dziecka była wielce wymowna:

– O, jak fajnie – ucieszył się synek – kiedy cię odwiedzę, będę mógł z tobą porozmawiać i nie będzie ci to przeszkadzało.

Wydaje się, że przesłanie tej historii jest aż nazbyt jasne. Współczesny człowiek nie potrafi słuchać drugiego, nie potrafi mu poświęcać czasu, nie potrafi być „dla”, a jest raczej „w” – w swoim świecie egoistycznych potrzeb. Taki człowiek nie potrafi przyjmować uwag, które są kierowane pod jego adresem. Piotruś nie rozumiał, dlaczego gazeta jest tak ważną rzeczą, ważniejszą od rozmowy. Natomiast ojciec zdaje się symbolizować człowieka głuchego i ślepego na potrzeby bliźnich.

O takich między innymi ludziach mówi dzisiejsza Ewangelia. Jezus, podając kilka sposobów upominania, sugeruje, że każdy z nas spotyka ludzi, którzy nie potrafią przyjmować uwag, napomnień czy nagan. Słowa z tej Ewangelii najczęściej traktuje się jako swoisty instruktaż upominania. Można jednak w kontekście tych pouczeń zapytać: Co uczynić, aby być człowiekiem wrażliwym na uwagi? Jakie trzeba posiadać cechy charakteru, aby dać się upomnieć?

Po pierwsze, każdy z nas powinien przyjmować upomnienie, które wypływa z wewnętrznej potrzeby drugiego i nie jest krytykanctwem, lecz krytycznym podejściem do naszego postępowania. Kryteria takiego postępowania podał w sposób przejrzysty Jan Paweł II, który w jednej ze swoich katechez mówił:

Krytyka jest pożyteczna we wspólnocie, która zawsze potrzebuje przemiany i powinna starać się usuwać niedoskonałości. W wielu przypadkach pomaga jej postąpić naprzód. Jeśli jednak krytyka pochodzi od Ducha Świętego, musi ją ożywiać pragnienie postępu w prawdzie i miłości. Nie może być przepełniona goryczą. Nie może prowadzić do obrazy drugiego człowieka przez czyny lub sądy uwłaczające czci osób lub grup. Musi ją przenikać szacunek oraz braterska i synowska miłość, która każe unikać niewłaściwego rozgłosu i kierować się wskazaniami Chrystusa dotyczącymi upomnienia braterskiego.

Po drugie, aby przyjąć upomnienie drugiego człowieka, trzeba posiadać, choć w niewielkim stopniu, pokorę! Max Scheller powiedział kiedyś: „Pokora otwiera spojrzenie duchowe na wszystkie wartości świata. Ona, która zakłada, że nie ma zasługi, a wszystko jest darem i cudem, powoduje, że człowiek wszystko zdobywa. Pokorny staje się natychmiast bogaczem”. Człowiek pokorny poprzez przyjęcie upomnienia staje się bogatszy. Dzięki weryfikacji swojego postępowania przez bliźniego staje się bardziej człowiekiem. Stąd też swoiste „przeglądanie się” w lustrze uwag innych może poprawić na przyszłość wizerunek każdego z nas.

Po trzecie, aby umieć przyjąć uwagi od innych, trzeba szukać pomocy u Boga. W dzisiejszej Ewangelii można się doszukać przynajmniej dwóch sposobów krytycznego podejścia do siebie. Pierwszy z nich to sakrament pokuty, w którym człowiek weryfikuje swoje sumienie. Częsta i owocna spowiedź otwiera każdego na krytyczne spojrzenie bliźniego. Dzięki pokucie można nabrać dystansu do siebie, zacząć dostrzegać wszystko to, co rani bliźnich. Taki człowiek z pewnością potrafi przyjąć uwagi innych, bo wie, że rozważenie ich przybliża go do Chrystusa Miłosiernego. Jednak mówiąc o nadprzyrodzonych sposobach właściwego podejścia do siebie, nie można zapominać o modlitwie wspólnotowej, bowiem „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18). Modlitwa we wspólnocie otwiera każdego na dar drugiego człowieka, który ma prawo dostrzegać zarówno belkę, jak i drzazgę w naszych oczach.

Istnieje takie ciekawe niemieckie powiedzenie: „Bóg czasami zamyka jakieś drzwi, aby otworzyć na oścież bramę”. Nieraz upomnienie bywa bolesne, a nawet upokarzające, jednak w końcowym rozrachunku otwiera nową perspektywę – bogatsze człowieczeństwo. Pozwólmy się więc upominać. I nie obrażajmy się!

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny

 

 

 

8

 

Wrzesień miesiącem Pisma Świętego

Przywykliśmy już do tego, że pewne miesiące w roku poświęcamy różnym sprawom. Dla przykładu: październik to miesiąc różańca, grudzień to miesiąc rorat, marzec to miesiąc poświęcony św. Józefowi, piękny maj to miesiąc litanii śpiewanych w kościołach oraz w przydrożnych kapliczkach i przy krzyżach.

Także wrzesień ma swój adres. Jest nim Pismo Święte. W miesiącu tym – z uwagi na świętowanie dnia św. Mateusza Ewangelisty (21 IX) oraz wybitnego biblisty św. Hieronima (30 IX) – duszpasterze więcej czasu poświęcają Pismu Świętemu. Praktykuje się godziny i niedziele biblijne, urządza się tygodnie i wystawy biblijne, aktywizuje się tzw. apostolat biblijny w wielu różnych formach i zachęca się do częstego czytania Biblii.

Poświęćmy i my to rozważanie temu tematowi, zachęceni faktem, że stoimy na progu miesiąca Biblii, że słyszymy w dzisiejszej liturgii tak piękny refren po pierwszym czytaniu: „SŁYSZĄC GŁOS PANA, SERC NIE ZATWARDZAJCIE”. To głos kochającego nas Boga. Trzeba się na ten głos otworzyć szeroko i nie zatwardzać swego serca. Więcej – trzeba zrozumieć piękno tego głosu. Spójrzmy zatem na Biblię pod tym kątem, pod kątem Jej piękna.

1. Biblia – to najpiękniejsza księga świata

Jest wiele określeń Pisma Świętego, znamy je na przykład z katechezy. Dzieciom (a nawet starszym ludziom) mówi się, by łatwiej pojęły, że jest to list Pana Boga do ludzi. To bardzo zgrabne określenie. Stosuje je często znany polski biblista biskup Antoni Długosz. Skoro list – to konsekwentnie biskup nazwał ziemskich autorów Biblii (bo właściwym autorem jest sam Bóg) listonoszami.

Szukamy jednak jeszcze ciekawszego określenia Biblii. Autorem takiego określenia był wybitny angielski pisarz Gilbert Keith Chesterton (1874–1936). Napisał on, że Pismo Święte to najpiękniejsza księga świata. To wspaniałe określenie i tak bardzo prawdziwe. Mamy bowiem w pamięci różne piękne książki literatury polskiej i światowej. Zachwycamy się znakomitymi utworami Greków i Rzymian, dziełami Dalekiego Wschodu, krajów europejskich, ale drugiej takiej księgi jak Biblia, tak pięknej, nie ma na świecie.

2. Ukochanie Pisma Świętego

Skoro Pismo Święte to najpiękniejsza księga świata, to należy ją ukochać. Ukochanie zaś to trzy nasze zadania:

a) posiadanie tej księgi i przechowywanie jej z szacunkiem, na specjalnym stoliku z obrusem, nie razem z innymi książkami, choćby to były dzieła Sienkiewicza czy Reymonta,

b) czytanie częste, indywidualne lub rodzinne po odpowiednim wyciszeniu i modlitwie do Ducha Świętego o głębsze zrozumienie tego, co Bóg mówi (o sposobach czytania Pisma Świętego należy pouczyć wiernych w czasie godzin biblijnych lub kręgów biblijnych, ewentualnie w stosownej porze całą wspólnotę),

c) życie Pismem Świętym, gdyż nie wystarczy tylko jego czytanie. Należy z każdego przeczytanego fragmentu wyciągnąć jakieś wskazanie. Pismo Święte ma być lustrem, w którym trzeba się przeglądać. Bez lustra byłoby dosyć trudno żyć, każdy z nas chce przecież widzieć, jak wygląda, lustro mu w tym pomaga. Podobnie pomaga nam Pismo Święte w życiu duchowym.

Realizacja tych trzech zadań to dopiero początek naszego ukochania Biblii. Po pewnym czasie zakochamy się w Bożej księdze, może tak jak wspaniali ludzie z przeszłości. Wspomnę tu niektóre osoby.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa żył św. Hieronim (ok. 345–419), wybitny tłumacz Biblii z języków oryginalnych na język łaciński. Przebywając wiele lat w Ziemi Świętej, nie tylko sam rozkochał się w Bożej księdze, ale innych do tego zachęcał. Oto fragment jego listu do ucznia Nepocjana: „Niech wschodzące słońce zastanie cię przy czytaniu Biblii, a wieczorem niech zmęczona głowa opadnie na święte stronice”.

W wiekach późniejszych aż do naszych czasów było wiele podobnych przykładów. Oto na początku XX wieku dziadek wybitnego pisarza katolickiego Romana Brandstaettera (M.D. Brandstaetter 1844–1928) tak mówił do swego wnuka, małego jeszcze chłopca: „Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz ją kochał więcej niż rodziców, więcej niż mnie. Nigdy się z nią nie rozstaniesz. A gdy się zestarzejesz, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jedynej księgi”.

Wzrusza nas ukochanie Pisma Świętego przez świętego kapłana, jakim był ks. Jan Zieja (1897–1991). Już jako chłopiec, wysłany z małej wioski Osse „do szkół” do Warszawy, nabył za trzy kopiejki w stolicy Ewangelię wg św. Jana. Potem dalsze tomiki z pieniędzy, jakie mu biedna matka dawała na utrzymanie. Tak zaczęła się miłość do Bożej księgi. Sycił się nią do późnych lat swego życia, głosił kazania w oparciu o słowo Boże, zostawił po sobie kilka książek o treści biblijnej. Choć nie był profesorem biblistą, to jednak przewyższał swym umiłowaniem Pisma Świętego wielu biblistów oraz kapłanów i biskupów. Całe jego życie – 94 lata – to życie Biblią – pokorne, ciche, bez godności kanonika i prałata.

Drodzy słuchacze! Przeżyjmy ten miesiąc poświęcony Pismu Świętemu na większym Jego ukochaniu. Jeśli ktoś nie ma go w domu, to czas najwyższy, by zakupił jego egzemplarz. Wybór w księgarniach jest duży, od tanich do droższych, od tych z drobnym drukiem do dużych czcionek, od zwykłych egzemplarzy do bogato ilustrowanych. Czytajmy z pasją i żyjmy Bożą księgą.

ks. Wacław Chmielarski – „Ekspres Homiletyczny

 

 

 

9

 

Po czym poznać leniwego człowieka?

Oto cztery jego cechy według Biblii

Zrób sobie „biblijny test na lenistwo”. Znamiennym jest, że katechizm wymienia lenistwo jako grzech sprzeciwiający się miłości, a Thomas Merton traktuje je jako jedno z dwóch największych zagrożeń dla życia duchowego.

Każdy z nas otrzymał talenty i możliwości ich realizacji. Jakże wielu jednak przez lenistwo marnotrawi dany czas oraz siły, dzięki którym może się rozwijać i ubogacać – nie tylko siebie, również świat, w którym żyje.

Biblia pełna jest opisów różnych osobistości. Począwszy od całych życiorysów, a skończywszy na tych wymienionych tylko z imienia i ewentualnie pochodzenia. Jedne odgrywają kluczową rolę w historii zbawienia, inne mają charakter epizodyczny. Wśród tych opisów są również takie, których nie można przypisać do nikogo konkretnego. Dlaczego? Bo mogą one pasować do każdego z nas.

Bogate w takie opisy są księgi mądrościowe Starego Testamentu, a wśród nich Księga Przysłów. To właśnie w niej znajdziemy cztery wersety podpowiadające nam cztery cechy, jakimi charakteryzuje się człowiek z upodobaniem oddający się lenistwu (Prz 26, 13-16).

1. Nierozumne wykręty

„Leniwy mówi: «Lwica na drodze, lew na miejscach otwartych»”.

Nie ma się co dziwić. Leniwy zawsze znajdzie wymówkę, by nie podejmować się pracy. Nie ma też znaczenia czy wymówka jest sensowna, czy też absurdalna jak powyższe zdanie. Znamiennym jest jednak, że Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia lenistwo jako grzech sprzeciwiający się miłości tuż obok obojętności, niewdzięczności, oziębłości, znużenia i nienawiści (KKK 2094).

2. Nadmiar snu i wylegiwania się

„Kręcą się drzwi na zawiasach, a leniwy na swoim łóżku”.

Można się śmiać lub nie, lecz położenie człowieka, który unika pracy jest tragiczne. Już św. Paweł w Liście do Tesaloniczan bardzo mocno pouczył, że „Kto nie chce pracować, niech też nie je!” (2 Tes 3,10). Wynika to przede wszystkim z troski o oddającego się lenistwu człowieka, lecz także tych, którzy związani są z nim więzami wszelakich zależności społecznych.

Na innym miejscu mówi Pismo Święte: „jeszcze trochę snu i trochę drzemki, trochę założenia rąk, aby spocząć, a przyjdzie na ciebie nędza jak ktoś bezczelny i niedostatek jak rozbójnik” (Prz 24, 33n.).

3. Niedbalstwo objawiające się nawet w jedzeniu

„Leniwy wyciągnął rękę do misy: za trudno mu ją do ust doprowadzić”.

Każdy brak staranności oznacza niedbalstwo lub lekceważenie. Po co robić coś dokładnie i dobrze, skoro można „po łebkach”? Tymczasem o dojrzałości człowieka świadczy m.in. to jak i czy w ogóle wykonuje powierzone sobie zadania.

4. Zarozumiałość

„Leniwy ma się za mądrzejszego niż siedmiu mówiących rozumnie”.

Lubimy być specjalistami od wszystkiego. Wielepkowatość (wiem lepiej) to wspólna cecha bardzo wielu osób. Szczególnie widać to w towarzystwie oraz w internecie. Polityka, sport, prawo, nauki przyrodnicze, religia. Trudno jest powiedzieć „nie wiem”, bo to oznaka słabości, trzeba być przecież wygadanym, mieć opinię na absolutnie każdy temat… Nieważne, gdzie leży prawda; nieważne, że się na tym nie znam; nieważne, że obok stoi specjalista. Ważne, że „ja wiem lepiej”.

Lenistwo jest jednym z dwóch ogromnych zagrożeń, także dla życia duchowego, przed czym ostrzega m.in. Thomas Merton, wskazując jednocześnie jak sobie z nim radzić – o czym przeczytać możecie w tekście „Dwa największe zagrożenia dla życia duchowego. Jak je odeprzeć?”.

 

 

 

10

 

Zapomniane objawienia Matki Bożej

i przesłanie, mające rozbłysnąć na końcu czasów

Pierwsze objawienie Maryi Benedykta miała w maju 1664 roku i trwały one aż do śmierci ubogiej tercjarki. To dzięki temu przesłaniu Matkę Bożą nazywamy dziś „ucieczką grzeszników”. W 2008 roku Kościół potwierdził nadprzyrodzony charakter tych objawień.

Alpejska wioska w dolinie Fous. To właśnie tu, w niedalekiej odległości od Saint-Etienne d’Avançon Benedykcie Rencurel ukazała się Matka Boża. Był maj 1664 roku, a mała Francuzka liczyła sobie wówczas jedynie siedemnaście wiosen.

Jakie musiało być jej zdziwienie, gdy ukazała się jej Maryja. Benedykta nie umiała czytać ani pisać, ale została dana jej wiara – uczęszczała do kościoła, więc miała otwarte serce – mimo trudnego charakteru: niecierpliwości, upartości i zbytniego materializmu.

Francuska pasterka

Benoîte Rencurel urodziła się w Saint-Etienne d’Avançon (francuskie Alpy). Kiedy przyszła na świat, a miało to miejsce 16 września 1647 r., czasy były bardzo niespokojne: pod panowaniem Ludwika XIV toczyły się walki polityczno – społeczno – religijne. Przez Europę przechodziła rewolucja, miejsce starcia między protestantami i katolikami. Rozwijał się jansenizm. Wraz z siostrami – Madeleine i Marie – musiały już od dzieciństwa pomagać matce w zdobyciu środków na utrzymanie.

Benedykta należała do Trzeciego Zakony Dominikańskiego. Tercjarką dominikańską została w 1666 roku i od tego momentu nosiła białą chustę. Miała wizję św. Katarzyny, która pokazywała jej koronę cierniową przeznaczoną dla niej samej, co spowodowało, że zaczęła się modlić za umierających, grzeszników i kapłanów. Miała dar czytania w ludzkich duszach.

Dane jej było przez 54 lata rozmawiać z Maryją – od maja 1664 aż do śmierci 28 grudnia 1718 roku. Miała wizję aniołów i świętych, a także Michała archanioła i anioła stróża, którego dane jej było oglądać twarzą twarz dość często i z którym razem odmawiała różaniec lub adorowała Najświętszy Sakrament.

A gdy była chora, w maju 1681 roku, ukazało jej się aż czterech aniołów, z których jeden obiecał, że następnego dnia będzie już zdrowa, ponieważ powierzona jej misja musi mieć ciągłość.

Miała również wizję Raju, a także pięciokrotnie ukazał się jej ukrzyżowany Jezus na krzyżu. Od lipca 1673 roku przez dziewięć lat dane jej było doświadczać tak zwanego „mistycznego ukrzyżowania”, kiedy do od czwartku wieczora do soboty rana była przykuta do łóżka i przeżywała piątkowe zjednoczenie z Męką Chrystusa.

Proces beatyfikacyjny francuskiej pasterki rozpoczął się w 1871. Dekret promulgowano 7 lipca 1896. W maju 1913 r. przygotowano potwierdzenie cnót heroicznych. Jednak dwie wojny światowe przeszkodziły w procesie, który wznowiono w lipcu 1981 roku. Benedykt XVI nadał Benedykcie tytuł „służebnicy Bożej” 3 kwietnia 2009 r.

Objawienia Matki Bożej w Laus

Pierwsze objawienie się Pięknej Pani Benedykcie miało miejsce, jak już wspomniano, w maju 1664 roku. Na jednej ze skał doliny des Fours ujrzała cudowne światło otaczające Piękną Panią z Dzieciątkiem na ręku, do której podeszła zapytać dlaczego jest tak wysoko i czy nie chce wraz z nią zjeść śniadanie.

Wówczas nie otrzymała żadnej odpowiedzi od Pięknej Pani, która jedynie obdarzyła ją uśmiechem i zniknęła w grocie. Pewnego dnia dane jej było spać na rąbku maryjnego płaszcza. W miejscu ukazania się Maryi, zwanym „Doliną Pieców” (Vallon des fours), pasterka była przez cztery miesiące od pierwszego objawienia przygotowywana do swojej misji. W tym czasie nauczyła się od Maryi litanii loretańskiej. Utemperowany został jej charakter i umocniła się jej wiara, a także udało się jej wyzbyć przywiązania do rzeczy materialnych.

W dniu 29 sierpnia Maryja objawiła Francuzce, że jest Matką Jezusa, Maryją i że na pewien czas ich spotkania nie będą możliwe. Po miesiącu jednak w miejscowości Pindreau ukazała się jej ponownie i poleciła jej pójść do Laus i znaleźć kapliczkę, z której będą wydawać się piękne zapachy róż i lilii.

Znalezienie wspomnianego miejsca nie było proste. Jednak, po dotarciu do „kapliczki dobrego spotkania” (Bon-rencontre), z której rzeczywiście wydobywały się wspomniane zapachy, Benedykta spotkała Maryję, która wówczas przekazała jej zadanie: zbudowanie właśnie na tym miejscu kościoła oraz domu dla księży.

Pasterka poświęciła się tej misji. Obecnie wznosi się tutaj sanktuarium, w którym trwa nieustanna modlitwa za grzeszników, którzy mogą w tym miejscu doświadczyć, że Bóg pragnie obdarzyć ich miłosierdziem – pod warunkiem, że podejmą sami decyzję o nawróceniu.

Piękna Pani

Wspomniane pierwsze objawienie się Maryi Benedykcie z maja 1664 roku miało miejsce, gdy Benedykta jako siedemnastoletnia pasterka wypasała owce gospodarzy, u których pracowała. Na jednej ze skał doliny des Fours ujrzała cudowne światło otaczające Piękną Panią z Dzieciątkiem na ręku, do której podeszła zapytać, dlaczego jest tak wysoko i czy nie chce wraz z nią zjeść śniadania.

Wówczas nie otrzymała żadnej odpowiedzi od Pięknej Pani, która jedynie obdarzyła ją uśmiechem i zniknęła w grocie.

Widzenia w tym miejscu powtarzały się kilkakrotnie. Benedykta nauczyła się podczas kilku z nich – przez powtarzanie za Maryją – litanii loretańskiej, a pewnego dnia mogła spać przez chwilę na rąbku maryjnego płaszcza.

W czasie innego spotkania pasterka otrzymała wskazówkę, by ostrzec swoją pracodawczynię przez zagrożeniami duchowymi i koniecznością pokuty. Benedykta nie powtórzyła jednak tego przesłania, ale sama żałując za swe grzechy poprawiła wszystkie złe strony swojego postępowania ziemskiego.

Ucieczka grzeszników

Piękna Pani podczas objawienia 29 sierpnia 1664 roku przedstawiła się Benedykcie jako Matka Boga – Maryja i zapowiedziała, że przez pewien czas nie będzie jej się ukazywać. Po miesiącu jednak w miejscowości Pindreau ukazała się Benedykcie i poleciła jej pójść do Laus i znaleźć kapliczkę, z której będą wydawać się piękne zapachy róż i lilii.

Udało się to Benedykcie następnego dnia, choć nie było wcale proste. W tym miejscu, zgodnie z wolą Pięknej Pani, miał powstać kościół i dom dla księży. Obecnie w miejscu tym znajduje się sanktuarium, w którym przekazywanie jest z wielka mocą przesłanie Matki Bożej z Laus – nieustanna modlitwa za grzeszników, znajdujących się z powodu ich położenia.

Grzesznicy – choć obrażają swoim postępowaniem Boga, mogą w tym miejscu doświadczyć, że Bóg pragnie oświadczyć im miłosierdzie, ale pod warunkiem, że podejmą sami decyzję o nawróceniu.

W zimie 1665 roku Benedykta otrzymała od Maryi polecenie używania oleju umieszczonego w kapliczce do namaszczania tych, którzy zaczęli przychodzić do Laus z nadzieją uzdrowienia z wielu chorób. Maryja przykazał wówczas pasterce, by z odwagą i cierpliwością podchodziła do grzeszników i nie zrażała się ich oporem przed poprawą. Maryja w sposób szczególny poleciła pod opiekę Benedykty kobiety mające dopuszczać się „dzieciobójstwa” i mężczyzn o zachowaniach niestosownych. W niedługim czasie od tego wydarzenia Maryja z Laus uznana została za „ucieczkę grzeszników”.

Rozmowy z Aniołem Stróżem

Benedykta w czasie rozmów z przybywającymi w to miejsce starała się o wyrobienie w nich pokory, silnej woli, troski o prostotę i czystość duszy oraz o częste przyjmowanie Komunii św. Pouczała, by rachunek sumienia opierać o Dekalog i osiem błogosławieństw, a także by żal za grzechy czynić przed przyjęciem każdej Komunii św.

Wyjątkowa więź w wewnętrznym rozwoju Benedykty i pracy nad swoim charakterem łączyła ją z aniołem stróżem, którego dane jej było oglądać twarzą twarz dość często, z którym razem odmawiała różaniec i wspólnie adorowali Najświętszy Sakrament.

Anioł Stróż był towarzyszem w codziennych czynnościach Benedykty i pomocnikiem Maryi w wychowaniu pasterki. Zabierał on na przykład Benedykcie przedmioty, do których była zbytnio przywiązana, a także pocieszał ją, gdy była nękana przez demony lub gdy była wyczerpana z powodu podejmowanej pokuty za grzeszników.

Benedykta widziała także innych aniołów. Dane jej było rozmawiać z archaniołem Michałem, a gdy była chora w maju 1681 roku, ukazało jej się aż czterech aniołów, z których jeden obiecał, że następnego dnia będzie już zdrowa, ponieważ powierzona jej misja nie może czekać

Uznanie objawień

W 1665 roku po uzdrowieniu Katarzyny Vial wikariusz generalny Embrun, ks. Antoine Lambert, zezwolił na oddawanie czci Maryi z Laus. Później koleje kultu w sanktuarium były różne, ponieważ wielu kapłanów sprawującej nadzór nad tym miejscem nie starało się o rozwój przesłania o potrzebie pokuty.

Kościół uznał oficjalnie objawienia maryjne z przełomu XVII i XVIII w. w Laus dopiero 4 maja 2008, kiedy to w tamtejszym sanktuarium biskup diecezji Gap i Embrun Jean-Michel di Falco Léandri, w obecności ponad 20 kardynałów i biskupów, odczytał dekret ogłaszający nadprzyrodzony charakter ukazywania się Matki Bożej mieszkance tych stron Benoîte Rencurel.

Po uznaniu przez Kościół objawień w Lourdes stało się to pierwsze tego typu orzeczenie kościelne we Francji, potwierdzające przesłanie z Laus, które ma odegrać znaczącą rolę przy końcu czasów dla zatryumfowania Niepokalanego Serca Maryi.

Dorota Mazur - ‘Alteia”

 

 

 

11

 

„Moją siłą jest Jezus”

– w takiej koszulce Alaba świętował zwycięstwo w Lidze Mistrzów

Gwiazdor futbolu David Alaba świętował zwycięstwo Bayernu Monachium w tegorocznej Lidze Mistrzów w koszulce z hasłem nawiązującym do wiary. Tym gestem austriacki piłkarz nigeryjskiego pochodzenia, występujący na pozycji obrońcy w niemieckim klubie, po raz kolejny podkreślił wielkie znaczenie wiary w jego życiu.

Gdy po zwycięstwie 1:0 w rozegranym w Lizbonie 23 sierpnia finałowym meczu Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain, jego koledzy z drużyny nałożyli koszulki z napisem „Champions of Europe 2020”, Alaba włożył koszulkę ze swoim życiowym motto: „Moją siłą jest Jezus”.

Pozował w niej reporterom, klęcząc obok najważniejszego pucharu piłkarskiego w Europie. Na plecach piłkarz umieścił hasło nawiązujące do protestów antyrasistowskich: „Black Lives Still Matter” (Czarne życie wciąż ma znaczenie).

Urodzony w 1992 roku w Wiedniu David Alaba jest członkiem Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Ma opinię człowieka głęboko wierzącego i często przyznaje się publicznie do swojej wiary chrześcijańskiej.

„Najważniejszą w moim życiu jest wiara w Boga i Jego bezgraniczną miłość, w to, że Bóg jest zawsze przy mnie, że daje mi siłę i intuicję” – stwierdził obrońca Bayernu Monachium na łamach wydanej przed kilku laty książki „Biblia futbolu” Davida Kadela.

 

 

 

3

 

Była miss idzie do zakonu.

„Nie ma się czego bać”

Była królowa piękności, 20-letnia Esmeralda Solis Gonzales, wywołała niemałe zainteresowanie portali społecznościowych.

Pochodząca z miejscowości Valle de Guadalupe dziewczyna, wygrała lokalny konkurs w swoim mieście rodzinnym i zakwalifikowała się do finału Miss Meksyku w 2016 roku. Uznała jednak, że dotychczasowe życie modelki i dietetyczki pragnie zamienić na życie w klasztorze.

W rozmowie z lokalnymi mediami powiedziała:

   Byłam bardzo szczęśliwa z tego, co miałam. Nie da się jednak porównać tego ze szczęściem, jakim teraz wypełnił moje serce Bóg.

Esmeralda Solis Gonzales twierdzi, że teraz pragnie poznać swoje życie z innej perspektywy. Wstąpiła więc do nowicjatu meksykańskiej gałęzi sióstr klarysek (Misioneras Clarisas del Santisimo Sacramento).

   Nie ma się czego bać, jeśli Bóg Cię powo

„Alteia”

  

Święci i błogosławieni w tygodniu

6 września - św. Magnus z Füssen
6 września - bł. Michał Czartoryski, prezbiter i męczennik
7 września - św. Melchior Grodziecki, prezbiter i męczennik
7 września - bł. Ignacy Kłopotowski, prezbiter
7 września - bł. Eugenia Picco, zakonnica
8 września - Narodzenie Najświętszej Maryi Panny
8 września - Najświętsza Maryja Panna Gietrzwałdzka
8 września - bł. Serafina de Montefeltro
8 września - bł. Alan de la Roche, prezbiter
8 września - bł. Fryderyk Ozanam
8 września - św. Sergiusz I, papież
8 września - bł. Wilhelm z Saint-Thierry, opat
8 września - bł. Władysław Błądziński, prezbiter i męczennik
8 września - bł. Adam Bargielski, prezbiter i męczennik
9 września - św. Piotr Klawer, prezbiter
9 września - bł. Aniela Salawa, dziewica
9 września - św. Piotr z Pébrac, prezbiter
9 września - bł. Jakub Laval, prezbiter
9 września - bł. Maria Eutymia Üffing, dziewica i zakonnica
9 września - bł. Piotr Bonhomme, prezbiter
9 września - kościół katedralny w Gorzowie
10 września - św. Pulcheria, cesarzowa
10 września - bł. Ogleriusz, opat
10 września - bł. Franciszek Gárate, zakonnik
10 września - św. Mikołaj z Tolentino, prezbiter
11 września - święci męczennicy Prot i Hiacynt
11 września - św. Jan Gabriel Perboyre, prezbiter i męczennik
11 września - bł. Franciszek Jan Bonifacio, prezbiter i męczennik
12 września - Najświętsze Imię Maryi
12 września - Najświętsza Maryja Panna Piekarska
12 września - Najświętsza Maryja Panna Rzeszowska
12 września - św. Gwidon z Anderlecht
12 września - św. Piotr z Tarentaise, biskup
12 września - bł. Maria od Jezusa, dziewica
12 września - bł. Maria Luiza Prosperi, zakonnica
13 września - św. Jan Chryzostom, biskup i doktor Kościoła

13 września - bł. Franciszek Drzewiecki, prezbiter i męczennik

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.