WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

34/780                   -         23 sierpnia 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

2

 

 

XXI NIEDZIELA ZWYKŁA

23 sierpnia 2020 r.A.

 

 

   O czym jest Biblia? Pewnie niektórzy odpowiedzieliby, że zawiera ważne wskazania moralne. Ci bardziej teologicznie obyci powiedzieliby, że raczej jest historią zbawienia.

Chyba jednak najbardziej fascynującą staje się, gdy człowiek odkrywa, że jest księgą o Bogu, o człowieku i o ich wzajemnych relacjach.

Czytania tej niedzieli to jeden z wielu drobnych szczegółów tego przebogatego obrazu. Tym razem jednak porusza temat zazwyczaj wszystkich elektryzujący: znaczenia, władzy, godności.

 

 

XXI niedziela zwykła... Bóg wywyższa, Bóg poniża.

 

Czym się chlubić, jeśli wywyższenie jest darem?

Bóg wywyższa, Bóg poniża. Czym się chlubić, jeśli wywyższenie jest darem? Dziś mam władzę, cieszę się powodzeniem, otacza mnie splendor. Jutro mogę odejść w niepamięć.

We wszystkim, co dzieje się w świecie, jest jakiś Boży zamysł. Nawet zło, choć rodzi się ze sprzeciwu wobec Boga, może mieć swój sens. Jeśli Bóg dopuszcza, nie znaczy, że nie wolno mu się sprzeciwiać. Ale widać ma w tym swój plan. Choćby taki, by nas zmobilizować do sprzeciwienia się złu.

I możemy być pewni, że w ostatecznym rachunku dobro zwycięży. Ważne, czy będziemy po jego stronie czy okaże się, że zgorszeni złem, na stronę zła przeszliśmy.

 

3

 

W dzisiejszym numerze:
- Rozwiązanie na końcu rozdziału
- Ciosy losu – gdzie byłeś, Boże?
- Problem do rozwiązania
- Wesele w "koronie"
- Wspomnienie NMP Królowej
- Święci i błogosławieni w tygodniu.
 
 
 
 
4

 

Rozwiązanie na końcu rozdziału

 

Nie nauczyłem się w końcu tych węzłów. Prawdę mówiąc, nawet nie próbowałem, zostały tylko rysunkami w pożółkłej i postrzępionej książce o żeglarstwie. Zawsze były dla mnie czymś na pograniczu umiejętności sztukmistrza. Tak przełożyć dwa sznurki, tak przeciągnąć, tu przytrzymać, tam szarpnąć i mamy jedną linę z dwóch. Oto tajemnicza, nadprzyrodzona prawie umiejętność łączenia. Szybko, na pamięć, bez zerkania do ściągawki, albo leniwie, od niechcenia, nie przerywając opowiadania niestworzonych historii przetykanych co chwila wybuchami śmiechu.

To pewnie dlatego obietnica wiecznej trwałości węzłów, złożona przez Jezusa Piotrowi, robiła na mnie takie wrażenie. A może dlatego, że sam setki razy powtarzałem: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”, i wiązałem stułą zdenerwowane dłonie narzeczonych. Może i moje śluby wieczyste w Zakonie Kaznodziejskim utrwalały we mnie pozytywne skojarzenia, że węzły są trwałe, że takie właśnie mają być i że ja chcę, żeby takie były, jak te w książce o żeglarstwie, których do dziś nie umiem.

Musiałem jednak swoje przeżyć, żeby się zorientować, że nie wszystkie węzły są dobre. Zorientować się, że w ogóle są. Niewidoczne, skutecznie trzymają mnie związanego w niewygodnym przykurczu. Cały czas te same błędy, wciąż beznadziejnie powtarzane nawyki, do znudzenia odbierające siły. I te najgorsze, gdy bardzo chcę, a coś mnie trzyma, coś wiąże i wiem, że znowu nic nie powiem, nic nie zrobię, jak zawsze związany strachem, wstydem, wbitymi w głowę zakazami. Niewygodne, uwierające w bok, przecierające skórę węzły.

Wtedy ożyła druga część obietnicy danej Piotrowi. Ta o rozwiązywaniu. Że właśnie te węzły nie muszą być wieczne, że można je rozwiązać. Zapętlone, czasem zaciśnięte tak długo i tak mocno, że przypominają kamień. Jeżeli jest jakaś siła w Kościele, to jest to siła łagodnej cierpliwości, która rozplątuje wrośnięte w żywe ciało węzły. Oto rozwiązanie, oto wolność. 

 

Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu.

- „drodze.pl”

 

 

6

 

Ciosy losu – gdzie byłeś, Boże?

Do kogo człowiek powinien się zwrócić, gdy nieszczęście przechodzi wszelkie pojęcie? Sam tego nie wiem. Chyba tylko do Boga.

Pozwólcie mi opowiedzieć o pewnym skandalu. Prawdziwym skandalu. Natknąłem się na niego w pewnym nekrologu. „Gdzie byłeś, dobry Boże? – było tam napisane. – Gdzie byłeś, gdy moja żona została podstępnie zaatakowana przez chorobę i przez dziewięć miesięcy była niewłaściwie leczona? Gdzie byłeś, gdy została wyrwana życiu, po tym, jak przez długie lata ofiarnie pielęgnowała swoją chorą matkę? Ta, która zawsze Tobie ufała i wychowała swoje dzieci w wierze w Ciebie; która nigdy się nie skarżyła i zawsze miała dobre słowo dla wszystkich. Gdzie byłeś, gdy zmarła dwa dni po swojej matce? I dlaczego karzesz mnie tak okrutnie jej śmiercią? Dlaczego nie podarowałeś nam więcej czasu? Gdzie byłeś, dobry Boże?” – tak brzmiało ostatnie zdanie w tym nekrologu.

Serce kochającego męża musiało z bólu rozpaść się na kawałki. Bóg nie wysłuchał żadnych modlitw. Nie dał nic, o co Go błagano. Nie uczynił nic, gdy ten człowiek zapukał do Niego. Bóg nie miał dla niego nic innego poza bólem. A zmarłej odmówił jak zawsze niewystarczającej zapłaty, zasłużonego szczęścia. Teraz odbył się sąd. I tym razem to nie Bóg zasiada w sądzie przeciw człowiekowi, lecz pełen zwątpienia człowiek przeciw Bogu. Powiada: jakiż z Ciebie niegodziwy, bezwzględny i obojętny Bóg! Pyta: po co w ogóle jesteś? Jak możesz odpłacać za miłość, poświęcenie i wiarę takim nieszczęściem? Czy jest jakieś uprawiedliwienie dla takiego skandalu?

Płaczemy. Ale płacząc, zadajemy sobie być może pytanie: czy ten los byłby łatwiejszy do zniesienia, gdyby nie było Boga? Czy rzeczywiście pomogłoby nam zrezygnowanie z wiary w Boga? Czy rzeczywiście ulżyłoby nam, gdybyśmy wszystko przypisywali ślepemu losowi? Heinrich Heine, poeta, ostatnie lata swego życia spędził w łóżku, cierpiąc katusze z powodu choroby. Nigdy nie wierzył w Boga. Ale teraz, kiedy obok nie było człowieka, z którym mógłby porozmawiać o swojej nędzy, potrzebował kogoś, komu rzuciłby do stóp swoje zwątpienie i wściekłość. Teraz rozmawiał z Bogiem każdej nocy. Do kogo człowiek powinien się zwrócić, gdy nieszczęście przechodzi wszelkie pojęcie? Sam tego nie wiem. Chyba tylko do Boga.

Fragment książki „Z jasnego nieba. Pomysły i inspiracje do życia ziemskiego”

Notker Wolf OSB –„deon.pl”

 

 

5

 

Problem do rozwiązania

Jeśli warunki się nie zmienią, testy będą wykonywane rzadko. Być może nic się nie wydarzy. Być może się uda. Ale jeśli nie, będziemy mieli epidemię w rozkwicie.

Połowa sierpnia. Niedługo minie pół roku naszego życia z wirusem. W dużej mierze przystosowaliśmy się do sytuacji, nie da się żyć w zamknięciu bez końca. Za chwilę dzieci i młodzież po półrocznej przerwie wrócą do szkół, za chwilę też zacznie się jesień – czas mniejszych i większych infekcji. Z pewnością nie będzie on wyglądał “jak zawsze”.

Pierwsza różnica jest prosta: w tym roku nie może być mowy o chodzeniu z przeziębieniem do pracy. Nie ze względu na siebie, ale na otoczenie. Z pewnością większość infekcji nie będzie spowodowane najnowszym koronawirusem, niemniej będzie bezpieczniej dla wszystkich, jeśli kilka dni zostaniemy w domu.

Mam gorączkę i kaszel. Co dalej? Po pierwsze, najlepiej z przychodnią kontaktować się telefonicznie (w wielu w tej chwili nie ma innej możliwości, co nie jest dobre, ale to temat na inny komentarz). Zapewne w wielu przypadkach wskazany będzie po prostu antybiotyk. Nierzadko jednak powstanie pytanie o test w kierunku COVID. I tu obecnie trafiamy w wąskie gardło systemu.

Obecnie test (wymaz z nosa i gardła) wykonuje się w stosunkowo niewielu ogólnodostępnych punktach. Czas oczekiwania na badanie to doba, czasem kilka dni. W szpitalach, które same wykonują badania swoim pacjentom na wynik czeka się kilka godzin. Ta doba czy dwie wynika z faktu, że próbka musi być przewieziona do centralnego laboratorium, w którym czeka na swoją kolej. Jeśli będzie więcej badań, czas oczekiwania się wydłuży.

Krótko mówiąc: mamy zbyt mało laboratoriów. Trzeba dodać: także punktów pobierania wymazów. Badania będą wykonywane albo zbyt rzadko, albo na wynik będziemy czekać zbyt długo.

Większość osób przechodzi zakażenie łagodnie. Nie ma specyficznego leczenia. Chorzy otrzymują środki jak przy przeziębieniu, po kilku dniach zwykle jest poprawa. Po co wykonywać test, skoro nie zmieni on leczenia? Przede wszystkim po to, by wiedzieć, kiedy człowiek może wrócić do pracy. Po kilku dniach czy po kilku tygodniach? Jeśli wróci zbyt wcześnie, a miał COVID, będzie zarażał. To także informacja ważna dla jego bliskich: czy sami są narażeni? Czy stanowią zagrożenie dla innych?

Wynik testu powinien być dostępny możliwie najszybciej. Nie tylko dlatego, że trwanie w zawieszeniu generuje spory stres. Praktyka wskazuje, że w czasie oczekiwania na wynik, jeśli stan zdrowia się pogarsza, trudno uzyskać sensowną pomoc medyczną. O ile nie ma ewidentnego zagrożenia życia nawet pogotowie woli zostawić człowieka w domu, niż zabrać do szpitala. Nie bardzo też wiadomo, do którego szpitala: zwykłego czy jednoimiennego? A przecież ludzi przeziębionych nie omijają inne choroby.

Jeśli warunki się nie zmienią, testy będą wykonywane rzadko. Być może nic się nie wydarzy. Być może się uda. Ale jeśli nie, będziemy mieli epidemię w rozkwicie. A zamknięcie kraju w podobny sposób, jak miało to miejsce wiosną, nie jest już możliwe.

Zmienił się minister zdrowia. Ma problem do rozwiązania.

Joanna M. Kociszewska –„wiara.pl”

 

 

1

 

Wesele w "koronie"

Gdzieś w środku mi się przelało i właśnie dziś przyszedł ten dzień kiedy jest mi przykro. Przykro mi w moim własnym imieniu, bo sama za kilka tygodni wychodzę za mąż, i przykro mi w imieniu wszystkich panien młodych, które biorą ślub w 2020 roku.

Ślub i wesele przez wiele osób określane są jako „ten najpiękniejszy dzień w życiu”. Oczekiwania przyszłych panien młodych względem „tego wyjątkowego dnia” są wysokie. Każda chce wyglądać najpiękniej, mieć najbielszy uśmiech i najbardziej okazałą suknię ślubną. I choć, jak to w życiu bywa, i od tej reguły są odstępstwa, to jednak niepodważalnym jest fakt, iż my, Polacy, zakorzenione w swojej kulturze mamy huczne, biesiadne wesela. Nie ma w tym nic złego, bo przecież każdy z nas ma prawo do takiego przeżywania tego dnia, o jakim marzy. A przynajmniej nic złego w tym nie było, do czasu.

Aktualnie, w 2020 roku, wesela nazywane są koronaweselami, na parach młodych, które decydują się na organizację przyjęć wiesza się psy, weselników obśmiewa. Tak jest na froncie tych, którzy „są ponad przychodzeniem na przaśne imprezy, na których to chodzi tylko o to, by upić się do nieprzytomności”. Pod każdym możliwym artykułem czy wpisem w mediach społecznościowych dotyczącym wesel można znaleźć liczne komentarze, w których przedstawiciele tej grupy nie szczędzą w słowach.

Poniżej zaledwie kilka przykładów (pisownia oryginalna):

„Te wesela to przekleństwo czy nie można przełożyć na później? czy młodzi się boją że nie wytrwaja? chyba tak .skoro tak to związek jest nie dojrzały i tyle. wesela po trupach to żenada i obciach.” „Czy ludzie naprawdę muszą urządzać takie wielkie imprezy rodzinno-towarzyskie? Czy nie można wziąć ślubu, ochrzcić dziecko bez alkoholowej fety do urzygu? Można, ale trzeba mieć rozum a tego u nas strasznie brakuje.” „Rozumiem, że koszty leczenia pokrywają nowożeńcy, przecież to oni narazili wszystkich na zakażenie.” „Super wesele zapamiętają weselnicy, a para młoda ma miesiąc miodowy taki na jaki zasłużyła”

I tu nasuwa się moje pytanie, czy naprawdę osoby piszące takie komentarze myślą, że „para młoda ma to, na co zasłużyła?”. Czy jesteśmy tak wyprutymi z emocji, tak bardzo nie mamy już w sobie empatii, żeby pisać takie komentarze? Czy ani przez chwile nie myślimy o osobach, dla których to miał być ten najpiękniejszy dzień w życiu? O tych, którzy czekali na swój ślub kilka lat, którzy chcieli, być tego dnia zwyczajnie szczęśliwi? O tych, którzy nie mogą się doczekać, aż przed Bogiem i najbliższymi powiedzą sobie „tak”. O tych, dla których obecność rodziny i przyjaciół ma znaczenie, bo właśnie im chcą pokazać, że kochają drugiego człowieka tak mocno, że decydują się nie opuścić go aż do śmierci. Okazuje się, że nie.

Nie od dzisiaj wiadomo, że pisanie obraźliwych komentarzy w Internecie jest domeną osób mających niską samoocenę, które w ten sposób próbują poprawić sobie samopoczucie. Wiele takich komentarzy w życiu widziałam, raz mnie śmieszyły, raz powodowały zażenowanie. Nigdy nie było mi jednak z ich powodu przykro, bo nigdy nie traktowałam ich poważnie. Tym razem miarka się przebrała. Gdzieś w środku mi się przelało i właśnie dziś przyszedł ten dzień kiedy jest mi przykro. Przykro mi w moim własnym imieniu, bo sama za kilka tygodni wychodzę za mąż, i przykro mi w imieniu wszystkich panien młodych, które biorą ślub w 2020 roku. Świetnie wiem, jak wiele stresu kosztuje organizacja przyjęcia właśnie w tym czasie, na ile pytań trzeba sobie i innym odpowiedzieć, ile razy dziennie ktoś podsyła link do artykułu z clickbaitowym tytułem „Ognisko na weselu. 150 osób zarażonych”, bo „może nie wiedziałaś?”. Zapewniam was, że widziałam. Ale jako przyszła panna młoda widziałam też o wiele więcej.

Kilka dni temu widziałam w telewizji koncert plenerowy z Mrągowa, a na nim tysiące ludzi w maseczkach zakrywających okolice brody. Kilka tygodni temu widziałam zdjęcia z polskich plaż, a na nich tysiące osób w kostiumach kąpielowych, bez maseczek. Ponad miesiąc temu widziałam tłumy na wiecach wyborczych, bez maseczek, i ze zdziwieniem czytałam słowa premiera Morawieckiego, który powiedział: „Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście. Już teraz nie trzeba się jego bać. Trzeba pójść na wybory. Wszyscy, zwłaszcza seniorzy, nie obawiajmy się, idźmy na wybory”. Wypadałoby zapytać pana premiera, czy teraz odważy się powiedzieć: „Wszyscy, zwłaszcza seniorzy, nie obawiajmy się, idźmy na wesela”? Sądzę, że na to odwagi już mu nie starczy.

Pandemia wcale się nie skończyła, koronawirus jest i wciąż jest niebezpieczny. Trzeba być ostrożnym na każdym kroku, trzeba uważać na siebie i dbać o innych, szczególnie tych najsłabszych, których COVID-19 może zabić. A zarazić się nim możemy wszędzie: w pracy, supermarkecie, kościele, na wakacjach, w tramwaju czy autobusie. W tych wszystkich miejscach musimy przestrzegać zaleceń sanitarnych, także na weselach. Myślę, że każdy, kto chce zorganizować je w bezpieczny sposób, może to zrobić. Na stronie rządowej można przecież znaleźć wytyczne opracowane przy współpracy z Głównym Inspektorem Sanitarnym, dzięki którym możemy zapewnić bezpieczeństwo zarówno gościom, jak i obsłudze. To tylko kilka z nich:

- ogranicz liczbę gości zgodnie z aktualnymi przepisami - maksymalna liczba uczestników imprezy to 150 osób (z wyłączeniem obsługi), poinformuj gości i obsługę, że w imprezie nie mogą brać udziału osoby chore na COVID-19, zakażone SARS-CoV-2, przebywające w kwarantannie, izolacji, postaraj się, aby przy stoliku siedziały razem osoby z tej samej rodziny lub z jednego gospodarstwa domowego, zapewnij płyn dezynfekcyjny w sali i przy toaletach.

W całej tej kłótni o to, czy wesela powinny się odbywać, czy może lepiej gdyby zostały zakazane, pamiętajmy jednak o tym, że strach przed koronawirusem nie może nas paraliżować. Nie tylko przed pójściem na wesele. Nie możemy zamknąć się w swoich domach i bać tego, że wirus nas zabije, bo wtedy, nim zauważymy, nasze życie może przelecieć nam przez palce, możemy obudzić się, siedząc przed komputerem i pisząc obraźliwe komentarze w kierunku tych, którzy w czasie pandemii chcieli choć przez jeden dzień poczuć się normalnie i z bliskimi cieszyć się swoim szczęściem.

Paulina Piotrowska – „deon.pl”

 

 

7

 

Wspomnienie NMP Królowej

Wczoraj - 22 sierpnia w Kościele obchodzimy wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej. Wspomnienie to zostało wprowadzone przez papieża Piusa XII encykliką „Ad caeli Reginam” w 1954 roku.

Na kartach Apokalipsy św. Jana Maryja jest przedstawiana jako Królowa. Wynika to z bardzo bliskiej więzi, jaka łączyła Jezusa z Maryją - tak bliskiej, że Jezus udzielił Jej uczestnictwa w swoim królowaniu.

Kościół już od IV wieku często nazywał Maryję Królową - zwłaszcza w licznych pieśniach, modlitwach i litaniach. - W Bożym królowaniu będą uczestniczyć wszyscy, którzy w swym życiu postępują tak jak Maryja, w pokorze i miłości - podkreśla salezjanin, brat Krzysztof Nawrocki.

Tytuł „Królowa” podkreśla stan Maryi w czasach ostatecznych jako Tej, która zasiada obok swego Syna, Króla chwały. W ten sposób wypełniły się słowa Magnificat: „Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”.

Maryja ma uczestnictwo w chwale zmartwychwstałego Chrystusa, gdyż miała udział w Jego dziele zbawczym. Jest Jego Matką, nosiła Go w swoim łonie, urodziła Go, zadbała o Jego wychowanie, towarzyszyła Mu nieustannie podczas Jego nauczania - aż do krzyża, a potem Wieczernika w dniu Pięćdziesiątnicy.

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

23 sierpnia - św. Róża z Limy, dziewica
23 sierpnia - bł. Bernard z Offidy, zakonnik
23 sierpnia - bł. Władysław Findysz, prezbiter i męczennik
23 sierpnia - św. Filip Benicjusz, prezbiter
24 sierpnia - św. Bartłomiej, Apostoł
24 sierpnia - św. Emilia de Vialar, dziewica i zakonnica
24 sierpnia - bł. Maria od Wcielenia (Vincenta Rosal), dziewica
24 sierpnia - bł. Mirosław Bulesić, prezbiter i męczennik
24 sierpnia - bł. Poznańska Piątka, męczennicy
25 sierpnia - św. Ludwik IX, król
25 sierpnia - św. Józef Kalasanty, prezbiter
25 sierpnia - św. Maria (Baourdy) od Jezusa Ukrzyżowanego (Mała Arabka), dziewica
25 sierpnia - bł. Maria del Transito od Jezusa Sakramentalnego, dziewica
25 sierpnia - bł. Maria Troncatti, zakonnica
26 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna Częstochowska
26 sierpnia - św. Joanna Elżbieta Bichier des Ages, dziewica
26 sierpnia - św. Teresa od Jezusa Jornet e Ibars, dziewica
26 sierpnia - bł. Maria od Aniołów Ginard Marti, zakonnica i męczennica
27 sierpnia - św. Monika
27 sierpnia - bł. Dominik od Matki Bożej Barberi, prezbiter
27 sierpnia - bł. Maria Pilar Izquierdo Albero, zakonnica
28 sierpnia - św. Augustyn, biskup i doktor Kościoła
28 sierpnia - św. Maria od Krzyża (Joanna Jugan), zakonnica
28 sierpnia - bł. Alfons Maria Mazurek, prezbiter i męczennik
28 sierpnia - Ezechiasz, król
29 sierpnia - męczeństwo św. Jana Chrzciciela
29 sierpnia - bł. Beatrycze z Nazaretu, dziewica
29 sierpnia - bł. Teresa Bracco, dziewica i męczennica
29 sierpnia - św. Eufrazja od Najświętszego Serca Jezusa, zakonnica
29 sierpnia - bł. Dominik Jędrzejewski, prezbiter i męczennik
30 sierpnia - św. Małgorzata Ward, męczennica
30 sierpnia - święci Gwaryn i Amadeusz, biskupi
30 sierpnia - św. Junipero Serra, prezbiter
30 sierpnia - przebicie serca św. Teresy od Jezusa, dziewicy i doktora Kościoła
30 sierpnia - bł. Ghebre Michał, prezbiter i męczennik
30 sierpnia - bł. Alfred Ildefons Schuster, biskup

30 sierpnia - Rebeka, żona Izaaka

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.