WZGÓRZA W BLASKU

 

MIŁOSIERDZIA

 

12/758                   -         22 marca 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

3

 

IV Niedziela

Wielkiego Postu

Lætare

22 marca 2020 r.A.

 

6

 

 

IV Niedziela Wielkiego Postu nazywana jest niedzielą Lætare. To łacińskie słowo oznacza "Cieszcie się" i rozpoczyna antyfonę na wejście, przeznaczoną na dzisiejszą liturgię. Wolno dziś używać szat liturgicznych koloru różanego, ozdabiać ołtarz kwiatami i wykorzystywać instrumenty muzyczne w śpiewie.

 

 

Bóg patrzy inaczej niż człowiek. Nie zatrzymuje się na tym, co widoczne dla oczu, ale widzi ludzkie wnętrze, ludzkie serce.

Bóg widzi w ciemności, bo sam jest Światłem. W końcu Bóg przywraca wzrok temu, który nie widział od urodzenia, stwarza go na nowo dla Światła.

Okazuje się jednak, że można mając oczy, niczego nie dostrzegać. I ten rodzaj ślepoty piętnuje dzisiaj Ewangelia.

 

 

Czasem można patrzyć i nie widzieć. Musi się dopiero coś w człowieku poprzestawiać, by dostrzegł.

Dość często bywa tak w sprawach wiary. Właśnie o tym cudzie odzyskania wzroku – niekoniecznie przez niewidomych – są czytania tej niedzieli.

Warto pamiętać, że są one dobrane tak, by stanowić kolejny etap przygotowania do chrztu (lub odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych).

To właśnie chrzest można potraktować jako przywrócenie wzroku; jako oświecenie.

 

8

 

W dzisiejszym numerze:
- Komunia duchowo? Czyli jak?
- Modlitwy na czas epidemii.
- Modlitwy za służbę zdrowia.
- Oświecony przerywa milczenie.
- Zamiast deszczu pieniędzy.
- Trzeba chcieć przejrzeć.
- Miłość w czasach zarazy.
- Łaska Boga, rozwaga ludzi.
- Do modlących się świat należy.
- Krzew winny.
- Grzech czyni nas niewidomymi.
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

 

10

 

Komunia duchowo? Czyli jak?

Będąc w stanie łaski uświęcającej, można wzbudzić pragnienie jej przyjęcia i wyrazić to we własnych słowach, bądź posłużyć się słowami Pisma Świętego - mówi ks. M. Szypa.

Sytuacja jest nadzwyczajna. W komunikacie skierowanym do wiernych i duchowieństwa abp Józef Kupny przypomniał o możliwości przyjęcia Komunii Świętej w sposób duchowy. Wielu może mieć w związku z tym wątpliwości. Rozwiewamy je i wyjaśniamy, co i jak oraz tłumaczymy, czy Komunia duchowa ma taką samą "rangę", jak fizyczne przyjęcie Ciała i Krwi Pańskiej.

O tym, czym jest Komunia Święta duchowa, opowiedział "Gościowi" ks. Mariusz Szypa, który jest notariuszem Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej i liturgistą.

- Nadzwyczajne sytuacje stwarzają i warunkują niestandardowe praktyki w życiu społeczności świeckiej, i nie są obce także wierzącym, którzy tę społeczność współtworzą. Tak też było i jest z Komunią. Kościół w tym względzie zawsze potrafił wychodzić naprzeciw trudnościom i znajdować rozwiązanie pozwalające zachować zdrowy rozsądek i nie tracić łask z Bożego skarbca miłosierdzia - zauważa.

Przypomina, że obecnie, ze względu na ograniczenia związane z epidemią, jako katolicy, mając na względzie przykazanie miłości bliźniego, jesteśmy zachęcani przez duszpasterzy do pozostania w naszych domach, świętowania Dnia Pańskiego we wspólnocie najbliższych oraz przyjęcia Komunii duchowej. - Nie jest ona jakimś nowym wymysłem, wyjściem z trudnej sytuacji, ale jednym ze sposobów zjednoczenia z Bogiem znanym i praktykowanym w Kościele od wieków. Komunię duchową potwierdzają Sobór Trydencki i święci Kościoła - dodaje.

Przyznaje jednak, że w praktyce taka forma nie jest powszechna, co powoduje, że u wielu rodzi się pytanie, w jaki sposób powinno się przyjąć Komunię duchową? Najprościej rzecz ujmując, jak to zrobić technicznie?

- Zanim praktyczne wskazania, warto najpierw bliżej przyjrzeć się tej praktyce duchowej. Słowo "komunia" oznacza zjednoczenie, połączenie, więź. Nie ma zatem najmniejszej wątpliwości, że Eucharystia jest tajemnicą komunii doskonałej. W niej znajduje swój kres wszelkie ludzkie pragnienie, ponieważ otrzymujemy Boga i Bóg wchodzi w doskonałe zjednoczenie z nami. Dlatego Komunia pod postacią Ciała Pańskiego jest otaczana ciągle wielką troską i uszanowaniem. Komunia jest zjednoczeniem z Chrystusem, które może wyrażać się w różnych jego stopniach. Jednym z tych sposobów więzi jest komunia duchowa, która oznacza zespolenie z Chrystusem obecnym w sakramencie Eucharystii, jednak nie sakramentalnie, lecz wyłącznie przez pragnienie - wyjaśnia.

Zauważa, że św. Franciszek Salezy zalecał, aby, gdy nie ma możliwości przystępowania do Komunii rzeczywiście w czasie Mszy św. ze względu na przeszkody takie jak: choroba, podróż czy brak szafarza, przyjmować ją przynajmniej sercem i duchem, by w taki sposób połączyć się ze Zbawicielem przez pragnienie. - Nie nazywamy dziś zatem komunią duchową pragnienia większej łaski i zespolenia po przyjętej już Komunii św., jak było to kiedyś, lecz ta komunia wyraża świadome pragnienie, ożywione miłością, przyjęcia Hostii Świętej, gdy jest to fizycznie niemożliwe. Jednak komunia duchowa nie jest sposobem zjednoczenia z Bogiem, gdy nie jesteśmy w stanie łaski, ale gdy istnieje jedynie przeszkoda jej rzeczywistego przyjęcia. Praktyka ta wymaga również stanu łaski uświęcającej, tak jakby miało się przyjąć ja rzeczywiście - zwraca uwagę.

- Św. Tomasz à Kempis pisał, że każdy pobożny człowiek może codziennie i o każdej godzinie przyjmować zbawienną komunię duchową. Jest to więc pierwsza podpowiedź, kiedy możemy korzystać z tej formy komunii. Nie tylko teraz, gdy jest niemożność fizyczna, ale zawsze i wszędzie, gdy nie ma możliwości przyjęcia świętej Hostii, każdy katolik troszcząc się o własne zbawienie może uczestniczyć w zjednoczeniu z Chrystusem. Natomiast św. Aniela Merici, której nie pozwalano chodzić codziennie na Mszę św., potwierdzała, że przyjmowała często Komunię duchową i odczuwała tyle łaski, jakby była obecna rzeczywiście w kościele. Te świadectwa są potwierdzeniem, że Komunia duchowa ma te same skutki w porządku łaski, jak spożycie Ciała Pańskiego - przekonuje.

Jak więc wygląda praktyka? - Gdy nie ma możliwości przyjęcia Komunii Świętej przez spożycie Ciała bądź Krwi Pańskiej, będąc w stanie łaski uświęcającej, można wzbudzić pragnienie jej przyjęcia i wyrazić to we własnych słowach, bądź posłużyć się słowami Pisma Świętego np. z Psalmu 42 lub jego popularnymi przekładami w postaci pieśni i śpiewów (Ciebie duszą całą pragnę; Jak łania pragnie wody ze strumienia) - wyjaśnia i dodaje: - Najwłaściwszym sposobem byłoby uczestnictwo w transmisji Mszy św., która nie będzie tylko zwykłym oglądaniem, przy okazji wykonywania innych czynności, ale uczestnictwem wyrażonym w całkowitym oddaniu tego czasu wraz ze swymi bliskimi w duchowej łączności z innymi wiernymi, na zjednoczenie z Bogiem. Niech towarzyszy temu odpowiedni strój oraz miejsce w mieszkaniu sprzyjające wspólnej modlitwie domowników.

 

9

 

Ks. Mariusz Szypa przypomina, że o Komunii duchowej pisał św. Jan Paweł II zapewniając, że wierni czy wspólnoty, które są pozbawieni przez jakiś czas możliwości celebrowania świętej Eucharystii, nie są pozbawieni jednak łaski Odkupiciela, bo jeśli ożywiani wewnętrznie pragnieniem sakramentu i zjednoczeni w modlitwie z całym Kościołem wzywają Pana i wznoszą do Niego swoje serca, żyją w komunii z Kościołem i z samym Panem, chociaż wydawaliby się zewnętrznie dalecy od Niego, to wewnętrznie i rzeczywiście są w komunii z Nim i dzięki pragnieniu otrzymują owoce sakra.

 

 

 

2

 

Modlitwy na czas epidemii.

Dla tych, którym trudno znaleźć własne słowa...

Epidemia to dla wszystkich trudna sytuacja. Trzeba się modlić. Za chorych, umierających, za przestraszonych. Można własnymi słowami, może na różańcu, można koronką do Miłosierdzia Bożego. Proponujemy krótki wybór innych modlitw.

Modlitwa za chorych

Tobie, Jezu, który poprzez swoją mękę obdarzyłeś nas nadzieją życia wiecznego, zawierzamy wszystkich chorych, starszych, niepełnosprawnych, słabych i opuszczonych. Wspieraj swoją łaską i obdarzaj potrzebnymi mocami tych, którzy w domach, hospicjach i szpitalach, jednoczą się z Tobą przez cierpienia fizyczne lub duchowe. Spraw, aby nie zabrakło im odwagi do dźwigania krzyża, tak by przeżywali swe cierpienia w duchu miłości i ofiary za zbawienie świata.

Błogosław, Panie, także wszystkim, którzy leczą chorych i opiekują się nimi. Wypełnij ich serca cierpliwością i łagodnością, aby w cierpiących odkrywali Twoje, pełne blasku i świętości, Oblicze. Amen.

Modlitwa świętego Jana Pawła za wszystkich chorych, umierających, odrzuconych

Wszechmogący i wieczny Boże, Ojcze ubogich, Pocieszycielu chorych, Nadziejo umierających, Twoja miłość kieruje każdą chwila naszego życia. Wznosimy w modlitwie do Ciebie nasze serca i umysły. Sławimy Cię za dar ludzkiego życia, a szczególnie za obietnicę życia wiecznego. Wiemy, że zawsze jesteś blisko pogrążonych w smutku i ubogich oraz wszystkich tych, którzy są bezbronni i którzy cierpią.

O Boże łagodności i współczucia, przyjmij modlitwy, które zanosimy w imieniu naszych chorych braci i sióstr. Wzmocnij ich wiarę i zaufanie do Ciebie. Pociesz ich swoją pełną miłości obecnością i – jeśli taka jest Twoja wola – przywróć im zdrowie, daj nowe siły ich ciałom i duszom.

O miłościwy Ojcze, pobłogosław tych, którzy umierają, pobłogosław tych wszystkich, którzy wkrótce staną z Tobą twarzą w twarz. Wierzymy, że uczyniłeś ze śmierci drzwi do życia wiecznego. Podtrzymuj w imię Twoje naszych braci i siostry, którzy są u kresu swego życia, i zaprowadź ich bezpiecznie do domu życia wiecznego z Tobą.

O Boże, Źródło wszelkiej mocy, broń i chroń tych, którzy opiekują się chorymi i troszczą o umierających. Obdarz ich duchem odwagi i życzliwości. Wspieraj ich w wysiłkach na rzecz niesienia pocieszenia i ulgi. Uczyń z nich jeszcze bardziej promieniujący znak Twojej przemieniającej miłości.

Panie życia i Opoko naszej nadziei, obdarz swym obfitym błogosławieństwem tych wszystkich, którzy żyją, pracują i umierają. Napełnij ich swoim pokojem i swoją łaską. Ukaż im, że jesteś kochającym Ojcem, Bogiem miłosierdzia i współczucia. Amen.

Modlitwa papieża Franciszka do Matki Bożej

Maryjo,
Ty zawsze oświecasz nasze drogi
będąc znakiem zbawienia i nadziei.
Ufamy Tobie, Uzdrowienie Chorych,
która pod stojąc pod krzyżem towarzyszyłaś męce Jezusa
trwając mocno w wierze.
Zbawienie Ludu Rzymskiego,
Ty wiesz, czego potrzebujemy
i jesteśmy pewni, że tak uczynisz
żeby, jak w Kanie Galilejskiej
po czasie próby
wróciły radość i święto.
Pomóż nam, Matko Bożej Miłości
przyjąć wolę Ojca
i uczynić to, co powie nam Jezus,
który wziął na siebie nasze bóle
i obarczył się naszym cierpieniem
prowadząc nas przez Krzyż
do radości Zmartwychwstania. Amen.
Pod Twoją obronę uciekamy się, Święta Matko Boga.
Nie pogardzaj nas, będących w czasie próby,
i uwolnij nas od wszelkiego niebezpieczeństwa, o chwalebna i błogosławiona Dziewico.

(tłum. xwl)

Do św. Józefa w wielkim utrapieniu

Święty Józefie, niezliczeni są ci, którzy przede mną modlili się do Ciebie i otrzymali pociechę i pokój, łaski i dobrodziejstwa.

Moje serce, tak smutne i pełne troski, nie może znaleźć ukojenia w tym doświadczeniu, które mnie dotknęło.

O, chwalebny święty Józefie, Ty znasz wszystkie moje potrzeby, zanim wypowiem je na modlitwie. Ty sam wiesz, jak ważna jest dla mnie sprawa, z którą przychodzę do Ciebie. Upadam przed Tobą i wzdycham pod ciężarem mego utrapienia.

Nie ma ludzkiego serca, któremu mógłbym powierzyć moją troskę. A nawet gdybym zdołał znaleźć współczującą osobę, która chciałaby być przy mnie, to przecież nie mogłaby mi pomóc. Tylko Ty, święty Józefie, możesz mi pomóc w mym smutku, dlatego błagam Cię o to z całego serca. Ty możesz uczynić możliwym to, co wydaje się nie możliwym. Przyjdź mi z pomocą w tym utrapieniu.

O święty Józefie, pocieszycielu strapionych, zlituj się nade mną i nad tymi biednymi duszami cierpiącymi w czyśćcu, które pokładają ufność w naszych modlitwach. Amen.

 

 

 

11

 

Modlitwy za służbę zdrowia.

   ... i innych stojących na pierwszej linii frontu walki z epidemią.

Można własnymi słowami, można na różańcu, można koronką do Miłosierdzia Bożego. Ale można też słowami mniej znanych modlitw. Za lekarzy, pielęgniarki, wszystkie służby zaangażowane w zwalczanie epidemii. Także tych, którzy muszą się narażać - sprzedawców.

Modlitwa za Służbę Zdrowia

Panie Jezu Chryste, który przeszedłeś przez ziemię, wszystkim czyniąc dobrze, spraw, aby każdy lekarz swoją troskliwością i serdecznością budził w chorych nadzieję powrotu do zdrowia. Spraw, aby pamiętał, że jego praca jest służbą Tobie. Obdarz go zdrowiem, cierpliwością i dobrocią, aby przez jego pomoc wszyscy poznawali dobroć Twoją. Panie, który pochwaliłeś miłosiernego Samarytanina za to, że nie ominął cierpiącego człowieka, spraw, aby wszystkie siostry, pielęgniarki, tak samo troskliwie opiekowały się chorymi. Niech w każdym chorym potrafią dojrzeć cierpiącego Chrystusa. Obdarz je swoim miłosierdziem, aby z sercem spełniały posługę, gdyż wtedy cierpienie mniej boli i budzi się nadzieja wyzdrowienia. Obdarzaj je dobrocią, łagodnością w słowach, cierpliwością i uśmiechem. I spraw, aby okazując miłosierdzie chorym dostąpiły kiedyś Twego miłosierdzia. Amen.

Modlitwa do św. Łukasza Patrona Służby Zdrowia

Święty Łukaszu,
zanim stałeś się uczniem Chrystusa
i autorem Jego Ewangelii, byłeś lekarzem.
Miej w opiece całą służbę zdrowia i wypraszaj u dobrego Boga
błogosławieństwo, pomoc i opiekę dla lekarzy, pielęgniarek oraz wszystkich tych,
których powołałeś do służby leczenia chorych i zapobiegania chorobom i bólowi
oraz towarzyszenia ludziom w trudnym doświadczeniu choroby i cierpienia.
Niech dobry Bóg obdarza wszystkich pracowników służby zdrowia tymi łaskami,
których najbardziej potrzebują, aby podejmowali dobre decyzje,
byli współczujący i delikatni, rozważni, życzliwi i wyrozumiali,
aby opiekowali się chorymi z poświęceniem i miłością,
dostrzegając w każdym z nich cierpiącego Chrystusa.
Spraw, aby swoją troskliwością i serdecznością
budzili w chorych nadzieję powrotu do zdrowia.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen!
Święty Łukaszu, Patronie Służby Zdrowia - Módl się za nami!
Za wszystkich, którzy służą innym (modlitwa św. Jana Pawła II)
Spraw, aby nasza praca była użyteczna dla rodziny ludzkiej...
Wybaw nas, Ojcze,
od zła, które nasze uczynki
rodzą na tak wiele sposobów,
gdy są nieprzemyślane.
Spraw, aby nasza praca
była użyteczna dla rodziny ludzkiej,
zgodnie z Twoją wolą!
Niech odpowiada na potrzeby tej,
ciągle się powiększającej,
rodziny społeczeństw i narodów.
Spraw, aby nasza praca
przyczyniła się do budowania życia
godnego człowieka
w sprawiedliwości i pokoju!

 

 

 

12

 

Oświecony przerywa milczenie.

Strasznie się rozgadał, od kiedy zaczął widzieć. To znaczy bardzo. Nie żeby wcześniej zupełnie nic nie mówił. Głównie jednak krzyczał: „Ludzie, ulitujcie się, zmiłujcie się, ludzie”. I tak całymi dniami. Wrzucali mu tam czasem jakieś grosze, a on patrzył wtedy w niebo tymi swoimi zamglonymi, niewidzącymi oczami. Naprężał się cały i takim rozmiękłym, łkającym głosem mówił: „Niech Bóg cię błogosławi”. I to tyle było jego mówienia.

Za to teraz chodzi i opowiada wszystkim! O błocie na oczach, o znanej na pamięć drodze do sadzawki, o wodzie spływającej po twarzy i o tym, jak świat wykluł mu się z ciemności i dopasował do dźwięków. A jak on zaczął dyskutować. Jaki pewny siebie się zrobił. A najbardziej to już broni swojego wybawcy, tego nauczyciela z Galilei. W sumie nie ma się czemu dziwić. Bo to szabat był i stąd cała afera. Faryzeusze go zaraz obskoczyli i dociskali pytaniami. Wcale się nie dał osaczyć. Odwinął im się sprytnie, tak że się wściekli, a on tylko się z nich śmiał. Nawet jego rodziców szarpali, że on niby udawał niewidomego i że wystawiali go na żebranie, że to oszustwo było. Nic z tego. Ojciec z matką się przestraszyli. Powiedzieli, że jest dorosły i niech sam za siebie mówi, bo ma prawo.

No i on rzeczywiście zrobił się dorosły i wie, że ma prawo. Jakby z tym widzeniem dostał samego siebie, takiego zupełnie innego, chociaż to przecież wciąż on jest, ale naprawdę jakby się urodził na nowo. I widać, jak mu dobrze z tą nową samodzielnością. Jak do niego pasuje. Ta ironia i poczucie humoru, i że nie musi nikogo pytać, bo może mieć własne zdanie. Jakby to wszystko od zawsze na niego czekało. Aż zobaczy i przestanie żebrać. I to żebranie spłynęło z niego razem z błotem, kiedy obmywał się w sadzawce.

Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu.

„w drodze.pl”

 

 

 

13

 

Trzeba chcieć przejrzeć.

Trwa Wielki Post, czas pokuty i zamyślenia. Trzeba to podkreślić: czas, a nie tylko tradycyjne spotkania na nabożeństwach pasyjnych. Wszyscy powinni uwierzyć, że jest to czas łaski. Bóg spotyka się z nami nie tylko tu, w kościele, ale także w domu, pracy, na ulicy, w autobusie. I tak naprawdę chodzi o to, aby się z Bożym słowem nie minąć, nie zagłuszyć Bożego głosu.

Aby dobrze wykorzystać Wielki Post, trzeba uwierzyć, że można coś zmienić w swoim życiu. Ponadto trzeba wierzyć, że się na tę przemianę ma szansę. W innym wypadku byłaby to tylko płytka świadomość kolejnego okresu roku liturgicznego, sycenie się jego nastrojem. A to przecież ma być czas przemiany, czas pokuty.

O takiej właśnie przemianie mówi dzisiejsza Ewangelia. Gdy uzdrowiony niewidomy po raz drugi przyszedł do Chrystusa, został zapytany o to, czy wierzy w Syna Człowieczego. I wtedy mężczyzna się zawahał, bo powiedzieć: „Wierzę w człowieka” to odpowiedzialna sprawa; oznacza bowiem obdarzenie go pełnym zaufaniem. I zapytał uleczony ślepiec: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” (J 9). Wtedy Chrystus odsłonił prawdę o sobie. Ów uzdrowiony złożył pokłon i powiedział: „Wierzę, Panie” (J 9).

Oto, co ma się dokonać w tym naszym dojrzewaniu wiary. Przejrzenie oznacza uwierzenie w Kogoś. Współczesnemu człowiekowi grozi bowiem zatrzymanie się na etapie wiary wyłącznie w prawdy, dogmaty. Tymczasem my mamy wierzyć Komuś, wierzyć w to, co On powiedział, a to przecież jest różnica. Zawierzenie Bogu, który przekazał nam prawdę zbawienia, likwiduje każdą dyskusję. Można się jedynie zastanawiać, jak bardziej, lepiej zgłębić prawdy przekazane przez Pana. Wiara wyklucza wszelkie dyskusje nad słusznością czy jej brakiem w odniesieniu do prawd i nakazów Bożych.

W obecnych czasach potrzeba nam tego uwierzenia na nowo Bogu, owego przejrzenia, ponieważ coraz częściej zaczynamy się gubić. Wielu współczesnych chrześcijan uczyniło sobie ze skarbca naszej wiary bardzo szczególną religię. Coraz częściej mówi się o katolikach z dodatkiem słowa „ale”:

• Ja wierzę w Chrystusa, ale wiara w Szatana w XXI wieku jest śmieszna.
• Ja wierzę w Chrystusa, ale nie ma sensu wierzyć w życie wieczne (ewentualnie w reinkarnację można uwierzyć).
• Ja wierzę w Chrystusa, ale szóste przykazanie skreślam, bo kto to widział mieć tak nienowoczesne poglądy.
• Ja wierzę w Chrystusa, ale jestem za rozwodami, bo życie jest niełatwe i nie ma sensu się męczyć.
• Ja wierzę w Chrystusa, ale kontestuję Kościół, który tylko się bogaci.

Czytając dzisiejszą Ewangelię, nie można zapomnieć, że współcześnie Chrystus przechodzi także obok każdego z nas, tak jak to się działo w przypadku niewidomego znad sadzawki. Pragnie nas uzdrowić. Nie można jednak przed Mistrzem uciekać. Ślepiec czuł w sercu, że Jezus jest tym, który odmieni całe jego życie. Trzeba zaufać Panu i poddać się Jego woli! Jak to uczynić? Niech odpowiedzią będzie pewien przykład zaczerpnięty z klasyki polskiej literatury.

Otóż istnieje takie polskie opowiadanie o jaskółce, której pisklę wypadło z gniazda i leżało martwe. Matka wzięła je, wyniosła pod niebiosa i puściła, wychodząc z założenia, że jeśli żyje, to poleci. Juliusz Słowacki z tego prostego opowiadania uczynił poemat, w którym pod słowo „pisklę” podłożył słowo „Ojczyzna”. Pisał więc: „Porwę Cię wprzódy na pieśniacze skrzydła i puszczę. I jeśli żywa, to poleci”. Można dokonać parafrazy tego tekstu i wyraz „Ojczyzna” zastąpić słowem „wiara”: „Porwę Cię w górę na wiary skrzydła i puszczę. I jeśli żywa, to poleci”.

Aby zaufać do końca Panu, trzeba wielokrotnie podejmować trudne i niewygodne decyzje, które tylko dzięki Niemu mają szansę realizacji. Lęk przed trudem i cierpieniem to tak naprawdę droga donikąd!

Jakże ważne w powyższym kontekście są dzisiejsze słowa z Listu św. Pawła do Efezjan: „Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje Ci Chrystus” (Ef 5).

Chciejmy spotkać Jezusa po to, aby przejrzeć, czyli w nowym świetle zobaczyć siebie, swoje życie, problemy, porażki i sukcesy. Wtedy będzie łatwiej dziękować Bogu za wszystko, tak jak to czyniła św. Faustyna Kowalska:

Jezu, dziękuję Ci za codzienne drobne krzyżyki,
za przeciwności w moich zamiarach, za trud życia wspólnego,
za złe tłumaczenie intencji, za poniżanie przez innych,
za cierpkie się obchodzenie z nami, za posądzenia niewinne,
za słabe zdrowie i wyczerpanie sił, za zaparcie się własnej woli,
za wyniszczenie swego ja, za nieuznanie w niczym,
za pokrzyżowanie wszystkich planów.

ks. Janusz Mastalski –„Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

14

 

Zamiast deszczu pieniędzy.

Pewien król wstępował do katedry po schodach i rzucił żebrakowi wielką bryłkę złota. Zauważył jednak, że żebrak z pogardą wyrzucił złoto do kałuży, jakby to był zwykły kamień. Z ciekawości i oburzenia zapytał go: „Dlaczego wyrzuciłeś mój dar?”. „Ponieważ spodziewałem się czegoś wartościowego, a nie bezwartościowego kamienia. Pragnę pieniędzy!” – odrzekł żebrak! Król zrozumiał, że żebrak nie poznał się na skarbie, jaki otrzymał, i w milczeniu wszedł do świątyni.

Bóg ma nam do zaofiarowania więcej niż deszcz pieniędzy, ale my nierzadko to ignorujemy, pytając: „Czy Bóg da mi pieniądze?”. Cóż może być cenniejszego na świecie od pieniędzy? Cenniejsza jest miłość.

Miłość Boga wybiera tych, którzy już sami siebie nie kochają, gdyż oni potrafią ją docenić. Dawid był ostatni i najmniej kochany w rodzinie. Ślepiec nie otrzymał wsparcia nawet od rodziców, gdy musiał obronić Jezusa, który dał mu więcej niż jałmużnę. Wszyscy byliśmy niegdyś ciemnością, ale tylko Jezus daje nam blask jaśniejszy, niż może z siebie wydobyć złoto – dostrzeżenie Bożej miłości. Wielu z nas nosiło na oczach błoto tego świata – grzech, ale dzięki Jezusowi odkryliśmy coś więcej niż złocisty blask przejrzenia – miłość Boga.

Czwarta niedziela postu daje nam okazję do rozważania MIŁOŚCI BOGA, która wyróżnia wzgardzonych, namaszcza przeklinanych, szczyci się tymi, których wstydzili się nawet najbliżsi. Jezus otworzył ślepcowi oczy na coś cenniejszego niż pieniądze – na miłość Boga. Nam zaś miłość Boga jest potrzebna najwyżej do tego, by otrzymać pieniądze, a jeśli ich nam nie daje, przestajemy w Niego wierzyć. Co to znaczy otworzyć oczy dla ciebie? Czy je już otworzyłeś? Przed otwarciem oczu człowiek widzi jedynie ciemność i ten, który nie zobaczył Jezusa, widzi, że jego życie jest mrokiem przygnębienia i lęku, koszmarem, który począł się z zaciśniętych powiek.

Nie wierzę w optymizm tych, którzy cieszą się bez Boga, jak również w optymizm tych, którzy nie zaznali ślepoty, którą Bóg uzdrowił. Nieszczęściem większym niż ślepota jest zaślepienie. Ślepota pozwala dostrzec Boga, zaślepienie natomiast zmusza człowieka do ubóstwienia wszystkiego oprócz Boga. Dlaczego Jezus uwolnił niewidomego błotem? Dlaczego nie wybrał innego lekarstwa? Od dawna domyślano się, że błoto jest metaforą dostrzeżenia w sobie grzechu. Czym jest owo błoto, wyjaśnia św. Piotr: „Spełniło się na nich to, o czym słusznie mówi przysłowie: Pies powrócił do tego, co sam zwymiotował, a świnia umyta – do kałuży błota” (2P 2,22). To przeraża! Jakże Bóg może obdarowywać łaską dostrzegania Go w jakimś wędrowcu z Nazaretu, i nie być dostrzeganym przez grupę światłych ludzi, którzy przez całe życie wypatrywali Mesjasza? Ponieważ więcej widać przez błoto grzechu niż przez oświecenie wiedzą.

Augustyn Pelanowski OSPPE – „wiara.pl”

 

 

 

15

 

Miłość w czasach zarazy.

Tym razem będzie bardzo osobiście. Eucharystia jest dla mnie jednym z fundamentów mojego życia duchowego. Od wielu lat nie opuściłem ani jednej – także w ciągu tygodnia. Nie mam zamiaru obnosić się z tym. Chcę po prostu powiedzieć, że ogromnym przywilejem i łaską jest dla mnie dar tego sakramentu i możliwość karmienia się Ciałem Pańskim. A jednak w najbliższą niedzielę celowo i świadomie nie pójdę do kościoła na Mszę świętą.

Nie wiem jaka decyzja zapadnie w najbliższych godzinach, dniach czy może tygodniach w mojej archidiecezji. Czy zostanie utrzymana możliwość ograniczonego uczestnictwa we Mszy świętej (do pięćdziesięciu osób), czy też wprowadzi się całkowity zakaz sprawowania Eucharystii z udziałem wiernych? A może pojawią się jakieś rozwiązania pośrednie? W małej wiosce, w której mieszkam, koronawirus pozostaje wciąż jeszcze zagrożeniem zewnętrznym, choć, oczywiście, niczego nie można przesądzać ani bagatelizować. Sytuacja jest przecież dynamiczna. Do dziś uczestnictwo we Mszy świętej w ciągu tygodnia, z formalnego punktu widzenia, nie rodziło tu poważnych dylematów. Poranna Eucharystia nie gromadziła powyżej pięćdziesięciu osób, stosowano się do wszystkich oficjalnych zaleceń, zachowywano ostrożny dystans. Z pewnością było bezpieczniej niż w okolicznych supermarketach. Wciąż żywię nadzieję, że w dni powszednie tak pozostanie, chyba że radykalnie wzrośnie liczba zachorowań. Mam jednak świadomość, że w czasie niedzielnej Eucharystii może być inaczej niż dotychczas. Jest całkiem prawdopodobne, że do wnętrza kościoła będzie chciało wejść więcej niż pięćdziesiąt osób. Będziemy losować? Przepychać się, kto pierwszy? A może decyzję zostawimy duszpasterzom – niech znajdą złoty środek? Jednak ani techniczne argumenty, ani nawet zdrowotne nie są dla mnie w obecnej chwili najważniejsze. Owszem, najprawdopodobniej jestem w pełni zdrowy. Podejrzewam również, że w wypadku infekcji koronawirusem wyszedłbym z choroby cało (choć oczywiście nie mam pewności, a jakakolwiek brawura byłaby z mojej strony głupotą). Pomijam w tej chwili oczywistą kwestię odpowiedzialności za drugiego – starszego, słabszego, chorego, którego mógłbym zarazić. Dla mnie najistotniejszy obecnie argument, to argument z posłuszeństwa.

Z jednej strony stawiam w tej chwili na szali moją miłość do Eucharystii i pragnienie zjednoczenia z Jezusem w komunii świętej, z drugiej natomiast – usilne, racjonalne prośby duszpasterzy o pozostanie w niedzielę w domu i skorzystanie z udzielonej dyspensy. Niezależnie od tego, jak potoczy się sytuacja w najbliższych godzinach (czy pojawią się jakieś dodatkowe regulacje), nie zwalnia mnie to z osobistej decyzji – z wyboru zgodnego z głosem sumienia. A ten – mimo że nie do końca mi się to podoba – wybrzmiewa we mnie jasno i podpowiada, że wybierając między wiernością własnym pragnieniom, a posłuszeństwem prośbie biskupów, powinienem wybrać posłuszeństwo. Dlaczego? Między innymi dlatego, że w tym wypadku moje posłuszeństwo łączy się z wyrzeczeniem, ofiarą, rezygnacją z siebie, a ofiara to drugie imię miłości. Pytam się więc, co bardziej spodoba się Jezusowi: Czy to, że w imię miłości do Niego zrealizuję moje własne potrzeby, czy to, że w imię tej samej miłości wyrzeknę się siebie i odpowiem na potrzeby braci? Choć jest mi trudno to przyznać, wiem, że to pytanie retoryczne.

Posłuszeństwo jest wielkim skarbem w Kościele, tym większym, im bardziej jest wolne. Będę posłuszny nie tylko zaleceniom, ale także prośbie biskupów nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę. Jestem przekonany, że takie posłuszeństwo ma większą wartość niż setki własnych, duchowych pragnień i realizacja wynikających z nich imperatywów. W czasach zarazy, która nawiedza świat zdolność do posłusznego zaparcia się siebie w imię miłości powinna być naturalną odpowiedzią najbardziej autentycznego i świadomego chrześcijaństwa. Zamiast więc zapamiętale tropić wokół siebie upiorne znaki Bożego sądu, gniewu i apokalipsy, zastanówmy się nad apokalipsą, która dzieje się w nas. Być może to właśnie jest moment, w którym czas zarazy ma postawić mnie wobec pytania, co tak naprawdę rządzi moją wolnością i czy jestem w stanie oderwać się od najdroższych nawet przyzwyczajeń w imię posłuszeństwa, ofiary, odpowiedzialności. To właśnie znaczy dla mnie miłość w czasach zarazy.

Nauczycielem takiej miłości jest dla mnie św. Szarbel – ten, którego w Polsce tak wielu czci, a tak niewielu słucha. Szarbel miał bardzo prostą drogę na szczyty świętości – doskonale realizował posłuszeństwo w imię miłości do Boga. Ten pokorny pustelnik nie zastanawiał się, czy jego przełożony jest mądry, czy głupi, święty, czy grzeszny, pobożny czy duchowo oziębły. Nie dywagował nad racjami za i przeciw, nie szukał subtelnych szczelin moralnych usprawiedliwiających prawo do krytyki i narzekania. On po prostu doskonale wykonywał zgodne z obowiązującym go prawem zakonnym polecenia tych, którzy mu je wydawali. Był w tym absolutnie obojętny na własne potrzeby i przez to – doskonale wolny. Byś może nie jesteśmy w stanie w pełni naśladować świętych eremitów i żyć tak radykalnie wiarą, jak oni. Niech to jedno będzie dla nas wskazówką: Bóg daleko bardziej ceni to, z czego w imię miłości rezygnujemy, niż to, o co dla miłości uparcie walczymy. O reszcie niech zadecyduje nasze sumienie.

Aleksander Bańka - „gość.pl”

 

 

 

16

 

Łaska Boga, rozwaga ludzi.

Nie ma innej możliwości zatrzymania szerzenia się wirusa, niż ograniczenie kontaktów do sytuacji koniecznych i unikania ludzkich skupisk. To tym ważniejsze, że ludzie nieodpowiedzialni istnieją i istnieć będą.

Stan epidemiczny w Polsce. Zamknięto galerie handlowe, restauracje, bary, placówki kultury. Mnóstwo zakładów pracy – o ile może – pracuje zdalnie. Duże centra handlowe świecą pustkami – ludzie (mimo zapewnień rządu, że żywności nie zabraknie) wykupili produkty o długiej przydatności do spożycia. Ograniczono liczebność zgromadzeń do pięćdziesięciu, co spowodowało restrykcje liczebne dotyczące uczestnictwa we mszach świętych. Po co to wszystko? Czy należy się poddać tym nakazom? Jak wielkie niebezpieczeństwo nam grozi?

Mamy do czynienia z nowym wirusem, na który nie ma (jeszcze) szczepionki. Nie ma także leków, których skuteczność byłaby potwierdzona (choć niektóre są obiecujące). Innymi słowy: leczyć można wyłącznie objawowo. Organizm musi zwalczyć infekcję sam.

Zwykle zwalcza. Ponad 80 proc. przypadków to łagodna infekcja lub niewielkie zapalenie płuc. Ciężkich zachorowań jest około 14 proc., krytycznych około 5 proc. Niewielka liczba zakażeń (około 1 proc.) może przebiegać bezobjawowo. Śmiertelność zależy od wieku i chorób współistniejących, dla osób po 80. roku życia to 15 proc. dla 70-latków – 9 proc. Im człowiek młodszy, odsetek jest niższy.

W jaki sposób można się zarazić? Przede wszystkim drogą kropelkową, czyli przez kontakt z wydzieliną osób kaszlących i kichających. W zamkniętych pomieszczeniach wirus może występować także w powietrzu. Stąd zalecane środki ochronne to przede wszystkim mycie i dezynfekcja rąk i unikanie kontaktu z wydzielinami. Także po prostu śliną.

Jeden zakażony zaraża statystycznie 2,2 osoby. Niby niewiele. Dla odry, która jest rekordzistką, ten wskaźnik wynosi między 12 a 18. Niemniej: te dwie zakażone osoby – jeśli nie zostaną odizolowane – zarażą cztery. Te cztery – kolejnych osiem. Te osiem - kolejnych szesnaście... Epidemia będzie się rozwijać lawinowo. Jedyną drogą jest izolacja.

Proszę wybaczyć, ale jest kompletnie niepoważne, jeśli ktoś, kto wie, że miał kontakt z osobą podejrzaną o zakażenie, lub z wysokim prawdopodobieństwem mógł go mieć (jak przyjeżdżający z zagranicy) unika izolacji lub ją łamie. Jest skrajną głupotą, żeby nie powiedzieć mocniej, ukrywanie tej informacji przed personelem medycznym. Jeśli wyjdzie to na jaw szybko, na kwarantannę pójdzie co najwyżej jedna zmiana. Jeśli później – może cały szpital. Mamy za dużo lekarzy i pielęgniarek, mamy za dużo miejsc w szpitalach? Już nie wspominam o współpacjentach...

Nie mam siły komentować głosów osób, które twierdzą, że przyjmując Komunię świętą do ust nie można się zarazić, ani zarazić innych. Nie ma takiej możliwości, by szafarz nigdy nie dotknął warg przyjmującego Eucharystię, by na jego palcach nie mogły się znaleźć drobinki śliny mojego poprzednika. Śliny – materiału zakaźnego. Ktoś, kto to lekceważy, lekceważy zdrowie i życie swoich sióstr i braci.

Nie ma innej możliwości zatrzymania szerzenia się wirusa, niż ograniczenie kontaktów do sytuacji koniecznych i unikania ludzkich skupisk. To tym ważniejsze, że – niestety – ludzie nieodpowiedzialni istnieją i istnieć będą. Czasem ze swojego braku odpowiedzialności będą także tłumaczyć się wiarą. Zaufanie do Boga, ufność w Jego łaskę, nie oznacza jednak zawieszenia rozumu i podjęcia działań, które z ludzkiego punktu widzenia są możliwe i konieczne. Dlatego cieszą mnie decyzje biskupów, choć brak możliwości uczestnictwa we mszy świętej jest bolesny.

Z miłości do bliźniego nie możemy działać inaczej.

Joanna M. Kociszewska – „wiara.pl”

                                    

 

 

 

17

 

Do modlących się świat należy.

Lepiej jest być w rękach Boga niż najlepszego nawet człowieka.

Zaszedłem w poniedziałkowy wieczór do swojego parafialnego kościoła. Nie żebym wybrał się specjalnie: apteka, w której miałem kupić lekarstwa „mojej” chorej (nie miał kto jej wykupić recepty) była już zamknięta, więc poszedłem do znajdującej się na przykościelnym placu (stoi tam jeszcze budynek urzędu miejskiego, ale gdzie tej budowli do neobizantyjsko-romańskiego kościoła św. Pawła ;). Lwy strzegące wejścia jak zwykle mnie zignorowały. Tym strzegącym przejścia już w środku profilaktycznie się nie narażałem, tylko klęknąłem nieco wcześniej, przed wystawionym w bocznej kaplicy (Matki Bożej Częstochowskiej) Najświętszym Sakramentem. Piętnaście minut do Mszy. W kaplicy parę modlących się osób, „na kościele” jeszcze mniej.

Dojmująca ta pustka. Zmierzający do konfesjonału wikary stwierdził, że podobnie było na wieczornej Mszy w niedzielę. Mogło być 50 osób, ale... Dlatego dziś, korzystając z faktu, że miałem dopiero popołudniowo-wieczorny redaktorski dyżur, zaszedłem na poranną Mszę. Ostatecznie ustanie epidemii zależy nie tylko od działań rządu i obywateli, ale też mocno od Pana Boga.

Widok kilkunastu osób w mieszczącym spokojnie na siedząco 1000 osób kościele nie był budujący. „No, jeśli tak, epidemia może szybko się nie skończyć” – pomyślałem. Jesteśmy w rękach Boga – przypomniał ostatnio Ksiądz Prymas – zawsze, każdego dnia i każdej godziny. Od Niego tak naprawdę wszystko zależy, bo On jest tu Szefem. Warto więc, nie lekceważąc ludzkich wysiłków czynionych dla powstrzymania epidemii, prosić też o pomoc Pana nad Panami. Ci, którzy gorliwie się modlą o ustanie epidemii, księża wytrwale sprawujący Najświętszą Ofiarę, spowiadający, błogosławiący swoje miasta Najświętszym Sakramentem, robią coś niezwykle ważnego. Dla dziesięciu sprawiedliwych Bóg ocaliłby Sodomę. Los tysięcy czy nawet milionów sprawiedliwych na pewno nie jest Mu obojętny. Czemu na to nieszczęście dziś pozwala – niech każdy szuka odpowiedzi sam.

Dobrze być w rękach Boga. Nawet, gdy Jego wola wydaje się twarda. Niektórzy może pamiętają, co wybrał Dawid, gdy prorok Gad dał mu wybór – siedem lat głodu, trzy miesiące wojny albo trwająca trzy dni zaraza. „Jestem w wielkiej rozterce. Wpadnijmy raczej w ręce Pana, bo wielkie jest Jego miłosierdzie, ale w ręce człowieka niech nie wpadnę!” (2 Sm 24,14). Tak, zdecydowanie lepiej być w rękach miłosiernego Boga, niż w rękach złych ludzi.

Ludzi? Ta epidemia rodzi wiele pytań. Między innymi o to, czy to infekcja odzwierzęca czy może jednak – jak niektórzy podejrzewają – efekt błędu szalonych albo i cynicznych umysłów pracujących gdzieś w tajnych laboratoriach. Nie wiem. Pewnie kiedyś się dowiemy. Albo dowiedzą się nasze wnuki. Ale są i inne: czy epidemia odejdzie na zawsze czy będzie się powtarzać? Czy może w ogóle wraca właśnie czas wielkich, światowych epidemii, bo „odzywają się” bakterie czy wirusy, których nie potrafimy zwalczać? Co będzie po niej: wróci stare czy będzie jakieś inne, nowe? Przecież gospodarka na pewno na tym ucierpi i wiele może się zmienić. Układ sił w świecie pewnie trochę też. No i czy w ogóle coś jeszcze dla mnie tu na ziemi będzie? Zawsze przecież można być choćby i ostatnią ofiarą gasnącej już epidemii. Nie mówiąc o tym, że każdego dnia można odejść z tego świata wskutek wielu innych dolegliwości.

Wracając dziś z tej porannej Mszy wystawiłem twarz na słońce. Potem nawet zdjąłem czapkę. Przyda się trochę witaminy, a łysiejąca czaszka przyjmuje tych słonecznych promieni całkiem sporo :) I to grzejące już zdecydowanie na sposób wiosenny słońce przypomniało mi kolejny raz, że Bóg nigdy nie przestaje być dla nas dobry. Może Wielkanoc przeżywać będziemy w solidarności z Kościołem prześladowanym – nie mogąc zawołać z innymi, że „żyw już jest śmierci Zwyciężyciel” – ale Jego łaskawość wobec nas trwa. Od stworzenia świata, przez stworzenie nas, na całą wieczność.

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

 

18

 

Krzew winny.

Trwajcie we Mnie… Można być piękną, bujną latoroślą bez owoców. Czyli pobożnym pasożytem.

Na stole był chleb, wino, gorzkie zioła. Nie było baranka. Symbolikę pokarmu uczniowie rozumieli dobrze. Wyjście z Egiptu, Izajasz z jego winnicą Pana Zastępów, którą jest dom Izraela. Brak baranka mieli zrozumieć później. Podobnie wielką tajemnicę Jego obecności w Chlebie i Winie. Krzew winny Barankiem dającym swoje Ciało i Krew. Pokarm i Napój.

Krzew winny. Obraz nieco nam obcy. Niewiele w Polsce winnic. Stąd i symbolika mało czytelna. Wczesną wiosną, zanim wypuści pierwsze pędy przypomina raczej uschły krzak. Z czasem pojawią się pierwsze gałązki. Ale u progu lata nie na wszystkich znajdą się zalążki owoców. Dlatego troskliwy ogrodnik będzie doglądał i obcinał rodzące jedynie liście. Jeśli tego nie uczyni krzew, owszem, będzie wyglądał imponująco, ale te bujne pędy zabiorą soki i owoc będzie lichy. W dodatku pozbawiony światła nie dojrzeje, straci swój smak.

Trwajcie we Mnie… Można być piękną, bujną latoroślą bez owoców. Czyli pobożnym pasożytem. Napinającym mięśnie, przybierającym pozę zwycięzcy, mającym pod ręka duchowe rady, nawet oczytanym w Piśmie świętym. Latorośl, która nie przynosi owoców odcina się i wrzuca do ognia… Owoc przynosi ta przycięta. Czyli oczyszczona z egoizmu, pychy, zaangażowana. Ta nie czeka na wrzucenie do ognia. Sama jest ogniem bezinteresownej miłości, która… z Boga jest.

Trwajcie we Mnie… To znaczy jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego, nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Latorośl oczyszcza modlitwa, post i jałmużna. Owoce daje jej spożywanie Ciała i Krwi.

Zbyt długo toczyliśmy debaty o godności i jej braku. Kiedy można, kiedy nie. Na tyle skutecznie, że przyjmowanie Ciała i Krwi w okresie wielkanocnym trzeba było obwarować przykazaniem kościelnym. Za mało, za rzadko mówiliśmy o Jego życiu w nas, o pragnieniu, o miłosnym zjednoczeniu kochanków.

Marzenie proboszcza

Był taki czas w chrześcijańskiej starożytności, że po niedzielnej eucharystii wierni zabierali Ciało Pańskie do domów, by każdy dzień zaczynać od Komunii świętej. To miał być pierwszy pokarm. Później, by tę tradycję zachować, wprowadzono post eucharystyczny, a ideę pierwszego Pokarmu zastąpiono ideą godnego przygotowania. Z czasem pragnienie bycia godnym było tak wielkie, że z racji niegodności coraz częściej z Komunii świętej rezygnowano. Została tylko pierwsza część prośby setnika…Nie jestem godzien.

Mam nadzieję, że ten czas, gdy eucharystia była pierwszym, codziennym pokarmem, wróci. Musi przyjść moment, gdy odkryjemy ponownie, że miłość nie bierze się z napinania mięśni, naszych marzeń i pragnień. Ona jest z Boga. A my… Beze Mnie nic uczynić nie możecie.

To nic, że zanim pojawią się owoce, On zacznie oczyszczać, odcinać nieurodzajne pędy. Warto przejść także przez to doświadczenie. Bo na jego końcu może zdarzyć się cud. Zamiast winogron na krzewie zobaczymy owoc z drzewa figowego.

ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

 

 

 

19

 

Grzech czyni nas niewidomymi.

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, co to znaczy być niewidomym? Żyć w wiecznej nocy, nigdy nie widzieć słońca, piękna poranka i zmierzchu; nigdy nie oglądać kochanego oblicza kogoś bliskiego ani niewinnych oczu dziecka; nigdy nie widzieć tęczy na niebie, barwnych kwiatów i innych cudów przyrody – to wielkie nieszczęście i wielka strata.

Niewidomy z dzisiejszej Ewangelii to obraz tych wszystkich, którzy są ślepi na Boga i na Boże sprawy. Często zło zaślepia nam wszystkim oczy. Możemy jednak wyzdrowieć i przejrzeć. W jaki sposób?

Boski Lekarz zawsze jest w pobliżu. W chrzcie otrzymaliśmy łaskę wiary, Bożą wiedzę, Boży wzrok, nowe oczy duszy. Wielu jednak nie ustrzegło tego daru. Ci, którym się zdaje, że dobrze widzą, że są sprawiedliwi i mądrzy, że sami sobie poradzą, pozostają w ciemnościach, w słabości, ograniczoności i grzechu, a grzech jest największą ciemnością. Oni są nieuleczalnie chorzy, gdyż lubią ciemność i nie chcą przejrzeć. Wmawiają w siebie, że są zdrowi i nie potrzebują lekarza. Nawet największy cud nie otworzy im oczu. Sądzą, że łatwiej jest zamknąć oczy niż zmienić sposób myślenia, serce i życie.

Może też być tak, że utracili wiarę w jakąkolwiek możliwość zmiany. A przecież Chrystus wszystko może uczynić, i to natychmiast, tak jak natychmiast uzdrowił niewidomego, o którym słyszeliśmy przed chwilą.

„Przyszedłem na ten świat (...), aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi” (J 9,39). Jezus przyszedł na świat, aby niewidomi przejrzeli, a ci, którzy sądzą, że widzą, stali się niewidomymi. Wszystkim, którzy szukają światła, podaje rękę, aby ich wyzwolić z ciemności.

Pycha, zarozumiałość i obłuda wielokrotnie nie pozwalają dojrzeć w Jezusie Boga, w Jego słowach – Bożej mądrości, a w Jego czynach – Bożej mocy. Pycha i zarozumiałość przechodzą zwykle w zaślepienie, w nienawiść, a nienawiść gotowa jest do największej zbrodni.

Ewangelia mówi: „Światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki” (J 3,19). Ludzie żyją w ciemnościach, gdyż ciemne są ich czyny. Kto zwraca się do Chrystusa twarzą, tego On oświeci; kto zaś odwraca się tyłem, tego oślepi i pozostanie biedak w wiecznej ciemności. Taki jest los zatwardziałych grzeszników. Kto garnie się do grzechu, musi odepchnąć Chrystusa. Światło nie może być razem z ciemnością: „Chrystus nie może być razem z pychą, skąpstwem, próżnością, wzajemną nienawiścią, rozpustą i z cudzołożnym życiem” (św. Bernard). Kto chce żyć w grzechu, kryje się w ciemności, ucieka od Chrystusa, „aby nie potępiono jego uczynków” (J 3,20), które są ciemne i złe.

Grzech zaślepia ludzi. Wielu woli stracić oczy niż porzucić grzeszne życie. Dostojewski napisał: „Świat kocha swoje błoto i nie chce się niepokoić”. Kto kocha błoto swoich grzechów, ten nie może kochać Chrystusa. Ucieka od Niego, gdyż On go niepokoi, bo przypomina mu, że powinien być dzieckiem Bożym, a nie synem ciemności.

Każdy grzesznik jest niewidomy, bo nie widzi, gdzie jest jego dobro i szczęście, a cuchnące błoto pachnie mu bardziej niż kwiat. Kocha to błoto i rzadko pragnie przejrzeć. Starajmy się nie należeć do grona niewidomych.

Ale mamy dbać nie tylko o samych siebie. Każdy z nas jest odpowiedzialny za drugiego człowieka. Czy przyczyniamy się do tego, by nawet największy grzesznik odważył się zwrócić do Chrystusa z prośbą o uzdrowienie, o wyrwanie z nałogów, grzechów, obojętności religijnej, niszczenia miłości w rodzinie?!

Prośmy Pana, abyśmy przejrzeli, jeżeli jesteśmy niewidomi. Bóg już w akcie stworzenia obdarzył człowieka wolnością tak wielką, że zdolną do przeciwstawienia się Jego woli. Tę wolność ogromnie szanował Syn Boży. Znał On potrzeby każdego napotkanego człowieka, jednak wielokrotnie mówił: „Co chcesz, abym ci uczynił?”.

Z odwagą i zaufaniem prośmy Chrystusa o naszą przemianę, szczególnie podczas tego Wielkiego Postu.

Zakończę słowami św. Pawła, które usłyszeliśmy w dzisiejszym drugim czytaniu: „Postępujcie jak dzieci światłości!” (Ef 5,8). Amen.

ks. Dariusz Stawiecki – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

20

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

22 marca - św. Zachariasz, papież
23 marca - św. Turybiusz z Mongrovejo, biskup
23 marca - św. Józef Oriol, prezbiter
23 marca - bł. Metody Dominik Trćka, prezbiter i męczennik
23 marca - św. Rafka, dziewica
24 marca - św. Katarzyna Szwedzka, zakonnica
24 marca - św. Oskar Romero, biskup i męczennik
25 marca - Zwiastowanie Pańskie
25 marca - św. Prokop, prezbiter
25 marca - bł. Jozafata Michalina Hordaszewska, dziewica
26 marca - św. Dobry Łotr (Dyzma)
26 marca - bł. Tomasz z Costacciaro
26 marca - św. Ludger, biskup
26 marca - św. Braulion, biskup
27 marca - św. Ernest, opat i męczennik
27 marca - św. Rupert, biskup
28 marca - bł. Joanna Maria de Maille, wdowa
28 marca - św. Guntram, król
29 marca - św. Wilhelm Temperiusz, biskup
29 marca - św. Stefan IX, papież

29 marca - św. Bertold, prezbiter

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.