WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

21/767                   -         24 maja 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

2

 

UROCZYSTOŚĆ

WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO (rok A)

 

 

24 maja 2020 r.A.

 

3

 

Pan Jezus jest obecny wśród swoich, choć już nie w sposób namacalny. Czasami zupełnie znika nam z oczu. Niełatwo nam wówczas odczuć Jego obecność, a jeszcze trudniej uwierzyć w Jego panowanie nad światem.

Potrzebujemy owych "światłych oczu serca", byśmy nie ustępowali wobec przeciwności oraz byśmy odkrywając ponad pozorami zła Boże panowanie, stawali się świadkami stałej obecności Zmartwychwstałego pośród nas. Wniebowstąpienie jest dla nas wezwaniem do modlitwy o Ducha Świętego: tylko On może przezwyciężyć nasze poczucie osamotnienia i smutku.

 

4

 

Tematem przewodnim czytań tej niedzieli jest Wniebowstąpienie Jezusa. Oczywiście nie chodzi o potwierdzenia tego faktu, ale o uzmysłowienia jego znaczenia. Oto Jezus zostaje ustanowiony Mesjaszem. Panem nieba i ziemi. A czytania ukazują tez konsekwencje, jakie powinno rodzić w postawie chrześcijan. W Polsce Wniebowstąpienie obchodzi się w niedzielę. W wielu jednak krajach - w czwartek przed nią.

 

Jezus wstępuje do nieba... Jakie to ma znaczenie?

Tak naprawdę to niesamowite święto. W poranek zmartwychwstania dowiedzieliśmy się, że Jezus pokonał śmierć. Wielka rzecz. Ale w dzień Wniebowstąpienia Jezus zostaje Panem nieba i ziemi. Ten, który żył wśród nas, zna ludzki los, stał się Panem wszystkiego. Władca wszystkiego jest jednocześnie naszym przyjacielem. Czy można mieć lepsze znajomości? Nic przecież teraz nie jest dla nas niemożliwe, bo mamy takiego Orędownika!

Już nikogo i niczego nie muszę się bać. Prócz tego, że coś mi odbije i zrezygnuję z tego wszystkiego na rzecz doraźnych, chwilowych zysków, jakie mogą dawać grzechy.

 

6

 

W dzisiejszym numerze:
- Ciąg dalszy nastąpił
- Dzień Matki
- Śmierć umiera!
- Konsekwencje wniebowstąpienia
- Dwie drogi
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

 

5

 

Ciąg dalszy nastąpił

Wojciech Czwichocki OP

Historia była naprawdę niezwykła. Pełna nieoczekiwanych epizodów i nagłych zwrotów akcji. Zaczęła się na peryferiach, gdzieś nad brzegami jeziora, inni mówili, że to było nad Jordanem, jeszcze inni, że na zboczach góry. Nieważne, każdy z nas miał swój wyjątkowy początek. Jakieś słowo, ręka położona na ramieniu, własny dom, który zaczął wyglądać zupełnie inaczej, a może jeden z tych cudownych znaków, gdy chorzy odchodzili zdrowi, a pewni siebie popadali w zakłopotanie. Nieważne, w końcu to tylko początek. Potem historia się działa, a każdy z nas powoli stawał się tą historią. Nie tylko słuchaliśmy, co mówi Nauczyciel, nie tylko patrzyliśmy, co robi, albo zwyczajnie, cieszyliśmy się, że jest z nami. Nie wiadomo kiedy, krok po kroku, dorośleliśmy przy Nim. Zaczynaliśmy mówić własnym głosem. Często nasza samodzielność przypominała zabawne popiskiwanie młodzika, który nie może się zdecydować, czy wciąż jest dzieckiem, czy już dojrzałym mężczyzną. Taka uroda wieku dojrzewania. Ścigaliśmy się w brawurowych deklaracjach. Pewni siły, jaką w sobie odkrywaliśmy, próbowaliśmy, jak Nauczyciel, uzdrawiać i wypędzać złe duchy, i nawet czasem nam się to udawało.

Jednak nasza samodzielność nie zdążyła wydorośleć. Czterdzieści trzy dni temu wszystko nagle się urwało. Umył nam nogi, zjedliśmy paschę, a potem po prostu Go zabili. Trzy dni… Nie wiem, gdzie byliśmy przez te trzy dni. Coś niewyobrażalnego przewalało się w każdym z nas, ale nikomu się nie udało tego opisać. I wtedy powrócił, albo może pojawił się na nowo. Najpierw jakieś plotki o poranku, kamieniu i białych posłańcach, a potem sam przyszedł do nas, mimo drzwi zamkniętych, na drodze do Emaus i na brzegu jeziora. Dzisiaj schodzimy z góry. Historia się jeszcze nie skończyła, chociaż patrzyliśmy w niebo, jak powoli znikał nam z oczu. Wiem, że będzie się działa dalej. To my nią coraz bardziej będziemy. A obiecana moc z wysoka pomoże wydorośleć naszej samodzielności.

Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu.

                 

 

 

7

 

Wtorek – 26 maja

Dzień Matki

Matka to dar od Boga, który kocha i kochać nas będzie.

Matka to bezcenny skarb, który strzec trzeba w nocy i we dnie.

Matka to na ranę plaster, kiedy jest nam smutno i źle.

Matka to też czasem ster, który pilnuje byś nie zatopił się.

Matka to wiara w nas, kiedy zwątpienia mam dni.

Matka nam nadzieję da, kiedy straszne mamy sny.

Matkę tylko jedną masz, wiec broń jej i kochaj co sił,

Bo kiedy przyjdą gorsze dni, tylko Ona naprawdę pomoże Ci.

Droga Mamo, najpiękniejsze składam Ci życzenia

z głębi serca płynące, czekające spełnienia.

Niechaj kłopoty znikną, sukcesów przybędzie,

niechaj zdrowie dopisze, a szczęście się przędzie.

Wszystko, co piękne i wymarzone,

niech w Twoim życiu będzie spełnione

Tak trudno mi wyrazić to, co w sercu czuję,

więc powiem jedno słowo –

Kochana Mamo: DZIĘKUJĘ!

 

 

 

8

 

Śmierć umiera!

Dzisiejsza uroczystość jest szczególnym świętem i powodem radości dla wszystkich ludzi. Obojętnie, czy ktoś śmiało i z dumą wyznaje, że jest uczniem Chrystusa, czy też jest żydem, muzułmaninem, hinduistą lub buddystą. Ta uroczystość jest świętem dla wszystkich, którzy mówią, że wierzą.

Ta uroczystość jest świętem i dla tych, którzy oczy swoje zwrócili całkowicie ku ziemi i nie myślą o tym, co jest w niebie. Dlaczego tak jest? Jest tak dlatego, że Bóg jest autentycznym władcą tego wszystkiego, co żyje. To przecież On jest stwórcą świata i choćby człowiek bardzo daleko od Niego odszedł, to nie zostaje odrzucony.

Wszystko należy do Boga, cokolwiek by sobie myślał człowiek, jakąkolwiek władzę i możliwości przypisywałby samemu sobie, to przecież i tak Bóg jest władcą. Jakakolwiek słabość ludzka czy szatańska dotykałaby człowieka i odciskałaby się na nim boleśnie, to przecież i tak jedynie Bóg jest królem nieba i ziemi.

Święty Paweł przypomina nam o tym z wielką mocą: „Jezus został osadzony po prawicy Ojca ponad wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym”. Święto wielkie dla całego świata. Święto wielkie dla każdego człowieka, bo Bóg jest absolutnym i suwerennym królem. I nic się spod Jego władzy nie wymknie.

Moi Drodzy, o ileż bardziej to święto jest wielkie dla każdego, kto się przyznaje do Chrystusa. Ono go prowadzi, uskrzydla, bo pokazuje mu perspektywę, którą on jest w stanie o wiele pełniej ocenić. To chrześcijanin może ocenić, czym jest nadzieja jego powołania. Co to w ogóle znaczy, że uwierzył Jezusowi, że za Nim poszedł. Jedynie chrześcijanin jest w stanie ocenić, jaką wielką moc ma Bóg, bo ją okazał, wydobywając z grobu swojego Syna i sadowiąc Go po swojej prawicy.

To ja jestem władny ocenić ową potęgę Boga, która w Jego planie ma dotyczyć każdego człowieka. Ja jestem w stanie to zrozumieć i tym się zachwycić, bo wiem, że to, co się stało z Chrystusem, to nie jest przypadek.

Często mówimy, że śmierć jest pisana każdemu człowiekowi. Jest to wierutna bzdura! Życie jest pisane! Życie jest mi pisane od momentu, kiedy przyjąłem chrzest i złączyłem się z Tym, który jest Życiem. To nie życie odchodzi, to nie życie umiera, kiedy ja nabieram lat i zbliżam się do starości. To śmierć umiera! To śmierć odchodzi, a mnie jest pisane wyłącznie życie. Taka jest właściwa perspektywa, która przede mną staje, którą dzisiaj uświadamiam sobie w sposób specyficzny.

Ale byłoby całkowicie nie w duchu Chrystusowym, gdybym z tą wspaniałą perspektywą pozostał sam. Gdybym tej perspektywy nie roztaczał wokół siebie w całym swoim życiu: każdym swoim postępkiem i każdym słowem. Gdybym nie roztaczał tej perspektywy na moich bliskich, a także na tych, którzy są daleko.

Przecież Jezus nam to wyraźnie polecił. Powiedział: „Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie i nauczajcie wszystkie narody. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. To jakby mówił do każdego z nas: „Dałem ci tę wspaniałą perspektywę, dałem ci udział w moim życiu, śmierć rzucam pod twoje stopy, jeżeli tylko jesteś ze Mną, jeśli Mnie słuchasz, jeśli Mnie do swojego życia dopuszczasz. Ale nie dałem ci tego tylko dla ciebie. Dałem ci po to, aby objęło także każdego człowieka, bo tylko wtedy możesz mieć radość ze Mną”. To również jest perspektywa, jaką wyznacza nam to święto.

Jeżeli patrzymy na świat i widzimy, że nie wszystkie narody klaszczą w dłonie, to musimy zobaczyć, że jest w tym wiele naszej winy. To my bowiem nie doceniamy perspektywy, którą nam Bóg ofiarował, my nią nie żyjemy i nie rozsiewamy wokół siebie tej zbawczej woli życia, którą nas obdarzył Bóg.

Pan Jezus wśród radości wstępuje do nieba. Z Nim nasza odkupiona ludzka natura. Dziękujmy Bogu i umiejmy się tym prawdziwe przejąć i zachwycić. Wyciągnijmy z tego konsekwencje, abyśmy nie tylko my, ale i wszyscy inni ludzie mogli się radować tym, co się stało. Aby się cieszyli i tęsknie wyczekiwali momentu, w którym nie życie zostanie pokonane przez śmierć – gdy będziemy odchodzić z tego świata – ale śmierć ostatecznie zostanie pokonana przez życie.

ks. Kazimierz Skwierawski

„Ekspres Homiletyczny”

 

 9

 

Konsekwencje wniebowstąpienia


To była piękna uroczystość. Ona w pełnej przepychu sukni ślubnej, z robiącym na wszystkich wrażenie welonem. On pełen dostojeństwa, ubrany we frak, z dodającą uroku muszką. Wyglądali w kościele na parę zakochanych i gotowych na wszystko młodych ludzi, dla których wspólne życie może się stać jedynie wspaniałą przygodą. W czasie składania przyrzeczeń ślubnych większość gości przeżywała wzruszenie i zachwyt. Narzeczeni też nie kryli emocji. Obietnice dane w obecności kapłana wydawały się czymś oczywistym, bezdyskusyjnym. Jakże bolesne stało się rozczarowanie, które miało miejsce dwa lata później. Okazało się, że to małżeństwo było wielką pomyłką, a składane w dniu ślubu deklaracje – w konsekwencji fałszywe. Pan młody lubił zaglądać do kieliszka, a awantury były na porządku dziennym. Ona z kolei posiadała „charyzmat” zwracania uwagi na wszystkie drobiazgi i niedociągnięcia w domu i u męża. Okazało się, że obietnice dane przed ślubem były tylko „zasłoną dymną” prawdziwego oblicza. Oboje mówili na rozprawie rozwodowej, że zostali oszukani.

Tego typu historie powtarzają się coraz częściej i pokazują, że każdy człowiek ceni sobie wiarygodność i dotrzymywanie obietnicy. W innym razie czuje się oszukany i chce zerwać z tym, który mijał się z prawdą. Jan Paweł II wielokrotnie nauczał, że „nie można żyć w niekonsekwencji: wymagać od innych i od społeczeństwa, a samemu prowadzić życie tak, jakby wszystko w nim było dozwolone”. Rozczarowanie wpisane jest, niestety, w ludzką egzystencję między innymi dlatego, że wielu ludzi staje się niekonsekwentnymi w swoich wyborach, postępowaniu czy poglądach. Apostołowie też mogli się czuć rozczarowani Jezusem, który w Wielki Piątek zawisł na krzyżu, znaku hańby. Wniebowstąpienie Mistrza z Nazaretu zmieniło zdanie uczniów i wszystkich zafascynowanych Jego życiem i nauką. Skąd ta zmiana nastroju?

Nie da się ukryć, że apostołowie uczestniczyli w kolejnym cudzie, bowiem na ich oczach Pan odszedł do Ojca. Musiało to być dla nich ogromne przeżycie, ale jednocześnie potwierdzenie Jego obietnic. Nauczyciel dotrzymał dawanych przez trzy lata obietnic. W czasie wniebowstąpienia uczniowie zrozumieli w pełni przesłanie Syna Bożego o zbawieniu, o Pocieszycielu, a wreszcie o powrocie do Ojca. W dniu odejścia Pana wszystko ułożyło się w logiczną całość. Większość z nich nie miała już żadnych wątpliwości, że Jezus jest Synem Bożym, dlatego też „oddali Mu pokłon” (Mt 28). Ci, którzy wątpili, mieli okazję jeszcze raz usłyszeć głos Pana i Jego testament. Zatem oprócz pewności co do wiarygodności Jezusa otrzymali jeszcze jedną cenną informację: zakres kontynuacji działalności Mistrza. Jezus czytelnie zakomunikował im swoje oczekiwania wobec ich działalności: mają konsekwentnie nauczać i nawracać tych, którzy Go nie znają. Uczniowie w dniu wniebowstąpienia odnaleźli zatem na nowo sens swojego życia. A jakie znaczenie dziś ma wniebowstąpienie?

Wydaje się, że analogiczne. W pierwszej kolejności powrót Mistrza do Ojca jest dla każdego z nas okazją do wzmocnienia wiary. Dla tych, którzy wierzą głęboko, scena wniebowstąpienia jest potwierdzeniem autentyczności prawd przekazywanych przez Kościół, który jest wykonawcą Jezusowego testamentu. Dla niedowiarków to okazja do zobaczenia na nowo konsekwencji Boga w wychodzeniu naprzeciw człowiekowi. Wniebowstąpienie jest kolejnym etapem spełniania Bożych obietnic! Tu nie może być (jak w wielu małżeństwach) okazji do rozczarowań! Jezus jest wiernym Oblubieńcem dotrzymującym słowa.

Tak jak apostołowie odkrywamy w dniu dzisiejszym swoje chrześcijańskie powołanie. Jest nim ewangelizacja nie tyle narodów, co najbliższego otoczenia. Przed laty Jan Paweł II mówił do Polaków: „chrześcijaństwo uczy nas rozumienia doczesności z perspektywy królestwa Bożego, z perspektywy życia wiecznego”. Każdy z nas powinien pokazywać swoimi wyborami prawdziwą, niezafałszowaną perspektywę życia w duchu Jezusowego zapewnienia: „oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28). On jest tu i teraz, niezależnie od systemów politycznych czy społecznych. Jest także w chwilach rozczarowań i smutku. Jest także wśród tych małżeństw, które przeżywają trudności, takie jak wspomniana na początku rodzina. To Jezus wstępujący do nieba wzywa: „uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28). Tak jak apostołowie przez czterdzieści dni byli wystawieni na próbę swej wiary, tak i my poprzez swoją wierność powinniśmy zawierzyć Bogu i walczyć z rozczarowaniami dnia codziennego, bo tylko wydaje się nam, że gdy ich doświadczamy, nie ma Go przy nas.

ks. Janusz Mastalski

„Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

11

 

Dwie drogi

Koncentrujemy się na ideałach, czy skupiamy na przyjściu Pana?

Jezus powiedział: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (Mt 24,42). A dzisiaj w kontekście przypowieści o dziesięciu panach słyszymy: Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny (Mt 24,13). To wezwanie do czuwania intensyfikuje się w wypowiedziach Pana Jezusa na temat Jego odejścia ze świata i ponownego przyjścia. To, że czuwanie w Nowym Testamencie pojawia się zawsze w kontekście oczekiwania na przyjście Pana, jest bardzo istotne.

Akcent jest położony na samym przygotowaniu. Jeżeli spojrzymy na przypowieść o wiernym słudze (zob. Łk 12,41–48), to on czuwa i jednocześnie jest bardzo rzetelny w tym, co ma wypełniać, żeby być gotowym na przyjście Pana. Wszystko robi z myślą o Nim. Myślę, że pod tym kątem trzeba też przeczytać inne przypowieści, na przykład o talentach (Mt 25,14–30), w której także pojawia się myśl, że najważniejsze jest to, żeby być zawsze gotowym do przedstawienia tego, co się autentycznie zrobiło.

Powiedziałbym, że wręcz jaskrawie pokazuje tę prawdę przypowieść o dziesięciu pannach. Kiedy się tak nad nią zastanawiamy, to jaka jest różnica pomiędzy pięcioma mądrymi i pięcioma głupimi panami? Wszystkie mają lampki oliwne, wszystkie czekają na spotkanie z oblubieńcem. Nie ma mowy o tym, że te głupie w jakiś sposób są „moralnie niepoprawne”. Jedyna różnica między jednymi i drugimi polega na tym, że jedne wzięły ze sobą oliwę, a drugie nie. Mądre pomyślały z wyprzedzeniem, co by było, gdyby Pan się opóźnił. W ich myśleniu jest przewidywanie, roztropność w przygotowaniu się na wszelkie możliwości, które przeradza się w konkretne działanie. Natomiast głupie poszły bezmyślnie. Budzą się dopiero w momencie, kiedy się okazuje, że rzeczywiście Pan się opóźnił i brakuje im oliwy. Tutaj widać, jak różni się ich stosunek do tego, na którego oczekują, od stosunku mądrych panien. One koncentrowały się na oblubieńcu i w związku z tym wszystko przygotowały pod jego przyjście. Głupie sprawiają wrażenie, jakby „z marszu” poszły na to spotkanie. Tak sobie żyły na świecie, być może całkiem porządnie, tylko bezmyślne. To było takie żyje „się” i teraz akurat coś ma „się” wydarzyć, to „się” idzie…

Jak popatrzymy na wszystkie przypowieści Pana Jezusa i Jego nauczanie, to odkrywamy, że nasze życie nie może być takim „jakoś się żyje” – wystarczy, że jesteśmy porządni, nie grzeszymy i unikamy niewłaściwych zachowań. Mało tego, wypełniamy nawet nasze obowiązki… To nie wystarczy! Potrzeba wewnętrznego zaangażowania, które jest wychyleniem się w oczekiwaniu na przyjście Pana. Myślę, że dobrze ilustruje to wspomniana przypowieść o talentach. Dwaj pierwsi słudzy, bardzo dynamiczni, pomnożyli zasoby, które otrzymali. Natomiast trzeci miał postawę zachowawczą. Właściwie jego zasadniczą troską było usprawiedliwienie siebie. I ta jego sentencja na końcu: „Panie, wiedziałem, że jesteś człowiekiem twardym: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś…” etc. (Mt 25,24), wskazuje, że właściwie jest skoncentrowany wyłącznie na zabezpieczeniu siebie. Tutaj wyraźnie widać, co Pan Jezus ma na myśli, kiedy mówi: „Kto chce zachować swoje życie, straci je” (Mk 16,25). Kto przyjmie postawę zachowawczą, w czyim życiu brak dynamizmu, który świadczy o dążeniu człowieka do czegoś więcej.

Jeżeli koncentrujemy się na ideałach, to często sprowadza się to do postawy usprawiedliwiania siebie lub szukania potwierdzenia swojej doskonałości. Jak ten faryzeusz w świątyni, który modli się do Boga i dziękuje Mu, że dał mu być takim wspaniałym (zob. Łk 18,10–14). I właściwie Bóg jest mu potrzebny tylko po to, żeby potwierdził jego doskonałość.

Natomiast kiedy człowiek jest skupiony na przyjściu Pana i tego przede wszystkim oczekuje, to jego zatroskanie zupełnie inaczej wygląda. Troszczy się o to, jak Go przyjąć, co przygotować, co zrobić na Jego przyjście. To z kolei bardzo mocno wiąże się z modlitwą. Pan Jezus w Ewangeliach bardzo mocno wiąże czuwanie z modlitwą.

W Katechizmie, w części czwartej, poświęconej modlitwie, czytamy, że „Bóg pragnie, abyśmy Go pragnęli” (KKK 2560). Pragnie naszej tęsknoty. I ona staje się siłą napędową do oczekiwania, czuwania. Tak Jezus o tym mówi w Ewangelii św. Łukasza:

„Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe w skutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych. Żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na tych wszystkich, którzy mieszkają na tej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić i stanąć przed Synem Człowieczym. Módlcie się nieustannie” (Łk 21,34–36).

Powiązanie czuwania z modlitwą jest niezmiernie ważne. To samo dotyczyło samego Jezusa. Pamiętamy scenę w Ogrójcu. On tam przyszedł, wybrał sobie jeszcze trzech uczniów, z którymi poszedł trochę dalej. Mówi do niech: „Smutna jest Moja dusza aż do śmierci, zostańcie tu i czuwajcie ze Mną”. I On sam odszedł kawałek dalej i modlił się. Ta modlitwa była, jak pamiętamy, dramatyczna. Prosił Ojca, żeby oddalił ten kielich, jeżeli jest to możliwe, ale jednak żeby się realizowała wola Ojca, a nie Jego. Potem przyszedł do uczniów i widząc, że oni śpią, powiedział: „Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (zob. Mt 26,36–41). Sam nasz duch, same chęci, dążenie do doskonałości nie wystarczą. Potrzebne jest zaczepienie, którym jest tęsknota za spotkaniem z Panem. Potrzeba osobistej więzi z Chrystusem. Dopiero ona daje nam prawdziwą siłę do czuwania.

Myślę, że genialną jej ilustracją jest scena chodzenia po wodzie św. Piotra. Pamiętamy, że Pan Jezus szedł po jeziorze, a było to właściwie w nocy, kiedy uczniowie płynęli łodzią i mieli z tym trochę kłopotów. Zobaczyli, że przechodzi jakaś postać, przestraszyli się. Pan Jezus powiedział im: „Nie bójcie się, to Ja jestem”. Wtedy Piotr się wyrwał: „Panie, jak to Ty jesteś, to każ mi do siebie przyjść”. „To chodź”. Wyszedł z łodzi i szedł. Byłoby wszystko w porządku, gdyby nie wiatr i większa fala. Wtedy przestraszył się, zaczął się rozglądać i wtedy zaczął tonąć (zob. Mt 14,25–33). Dopóki patrzył na Chrystusa, szedł do Niego, nie było problemu. Kiedy stracił tę bezpośrednią więź z Nim, zaczął tonąć.

W czuwaniu chodzi właśnie o to, abyśmy nie utracili z Bogiem „gorącej linii”, powiązania z Panem.

Fragment książki „Przed lustrem. Z tynieckiej ambony i nie tylko…”

Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych.

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

   
24 maja - Najświętsza Maryja Panna Wspomożycielka Wiernych
24 maja - święci Donacjan i Rogacjan, męczennicy
24 maja - rocznica przeniesienia relikwii św. Dominika
25 maja - św. Beda Czcigodny, prezbiter i doktor Kościoła
25 maja - św. Grzegorz VII, papież
25 maja - św. Maria Magdalena de Pazzi, dziewica
25 maja - św. Magdalena Zofia Barat, dziewica
26 maja - św. Filip Nereusz, prezbiter
27 maja - św. Augustyn z Canterbury, biskup
27 maja - św. Fryderyk, biskup
28 maja - św. German z Paryża, biskup
28 maja - św. Maria Anna od Pana Jezusa z Paredes, dziewica
28 maja - bł. Lanfranck, biskup
29 maja - św. Urszula Ledóchowska, zakonnica
29 maja - bł. Józef Kowalski, prezbiter i męczennik
29 maja - bł. Eliasza od św. Klemensa, dziewica
29 maja - św. Paweł VI, papież
30 maja - św. Zdzisława Czeska
30 maja - św. Jan Sarkander, prezbiter i męczennik
30 maja - św. Joanna d'Arc, dziewica
30 maja - św. Ferdynand III, król
30 maja - bł. Marta Wiecka, dziewica
30 maja - bazylika metropolitalna w Szczecinie
30 maja - bazylika metropolitalna w Białymstoku
31 maja - Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny
31 maja - św. Kamila Baptysta Varano, dziewica i zakonnica
 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.