WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

209/766                   -         17 maja 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

9

 

 

VI Niedziela Wielkanocna

17 maja 2020 r.A.

 

 

Jezus obiecuje swoim uczniom: "Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was w moim Duchu". Jednak zanim to nastąpi, czas samotności jest potrzebny. Czas, kiedy trzeba bronić wiary; kiedy trzeba uzasadnić nadzieję, którą nosimy w sercach; kiedy odrzucają głoszone przeze nas słowo; kiedy przychodzi cierpienie.

Być może ta samotność jest jedynym kluczem, który może otworzyć drzwi naszych serc dla Ducha Świętego. Być może też dzięki niej naprawdę zobaczę, że Go potrzebujemy, i zaczniemy Go przyzywać.

 

10

 

Refleksja do Ewangelii - Andre Seve

Zachowywanie nauki czy zachowywanie przykazań nie jest jakimś mniej lub bardziej obowiązkowym dalszym ciągiem naszego porywu miłości do Jezusa. Nie jest to nawet logika: Jeśli będę kochać Jezusa, powinienem zachowywać Jego przykazania. "Jeśli" łączy nasze pragnienie kochania Jezusa z naszym postępowaniem w życiu o wiele mocniej: kocham tylko wtedy, gdy jestem posłuszny Jego nauce, ponieważ moja miłość rzeczywista, konkretna, jest właśnie tym, co robię.

Nasze porażki mają swoje źródło w tym, że nie chcemy zobaczyć, że miłość nie jest słowem, marzeniem, biciem serca, lecz postępowaniem.

Rozważając Ewangelię świętego Jana, widzimy, że to postępowanie jest bardzo jasne: mamy kochać naszych braci. Miłością, jaką kocha nas Jezus. Miłością czerpiącą z Jego relacji z Ojcem i w niej przeżywaną. Nasza miłość do braci jest przedłużeniem miłości trynitarnej.

Oto czym jest ta mocna więź, łącząca nasze rzeczywiste pragnienie kochania Boga z tym, co konkretnie robimy od rana do wieczora przy pomocy naszego rozumu i naszych rąk oraz gdy spotykamy się z braćmi. Jeśli w tym wszystkim brak jest miłości, nie mówmy o miłości do Boga. "Kiedy kochasz braci - mówi Jezus - kochasz Mnie".

 

16

 

W dzisiejszym numerze:
- Słowo ks. Proboszcza
- Kochaj i rób, co chcesz
- Nie jesteśmy sami
- Orędzie na Dzień Migranta 2020
- Święty Andrzej Bobola
- #ThankYouJohnPaul2 – internetowa inicjatywa na 100. urodziny Jana Pawła II. Dołącz i ty!
- Jaki będzie Kościół po pandemii?
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

11

 

Słowo ks. Proboszcza

Wstawiennictwo Maryi, ufna i wytrwała modlitwa Kościoła, post podejmowany w intencji ustania epidemii, a także roztropne i mądre decyzje władz sanitarnych sprawiły, że od dzisiaj cieszymy się kolejnym rozluźnieniem restrykcji. W kościele może przebywać więcej wiernych (1 osoba/10 m2).

Przypominam więc o spowiedzi i Komunii św. wielkanocnej, do których wierzący i praktykujący katolik ma obowiązek przystąpić. Okres ten kończy się w archidiecezji krakowskiej w niedzielę dnia 7 czerwca 2020. Księża służą w konfesjonale codziennie, podczas każdej Mszy św. oraz na nabożeństwie majowym. Wybierz się na poranną Eucharystię w powszedni dzień tygodnia o godz. 7:00, albo wieczorem o godz. 18:00 i skorzystaj z daru sakramentów świętych.

Bliskość Boga i Jego łaska są nam szczególnie potrzebne w dniach walki z wirusem. Pragniemy na nowo odnaleźć Skarb – Eucharystię, w której Bóg „nam się daje cały, z nami zamieszkał tu”. On jest przy nas, w naszych lękach i troskach codziennych, w nadziei, której nikt nam odebrać nie może, w przyszłości, w którą razem wkraczamy. Jest w nas tęsknota za wspólnotą parafialną i życiem sakramentalnym. Młodzi nasi, kandydaci do sakramentu bierzmowania, niech zatem wytężą siły i nabiorą u Chrystusa nowej mocy. Już za 3 tygodnie zostaną umocnieni przez Ducha Świętego, aby wnieść w swoje środowisko osobiste świadectwo wiary, nadziei i miłości. Módlmy się za nich, prosząc, aby młodość była dla nich czasem budowania trwałej przyjaźni z Chrystusem i z wartościowymi ludźmi. Chrystus, w sakramencie pokuty, niech nam dopomoże.     

                                               Ks. Jan Abrahamowicz

 

7

 

Myśl tygodnia

Jeśli niedoskonały nie opuści sam siebie,

wcale nie będzie lepszy gdzie indziej, niż jest tutaj.

św. Ignacy Loyola

 

 

12

 

Kochaj i rób, co chcesz

„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”.

O jakich przykazaniach tu mowa? O dziesięciu przykazaniach Bożych? Są to przykazania Pana Jezusa, więc z pewnością o nich jest mowa. O przykazaniu miłości? O tak, ono jest największe. W nim zawierają się „całe Prawo i Prorocy”. O „przykazaniach”: „Byłem głodny i daliście Mi jeść. Byłem spragniony i daliście Mi pić”, i następnych? Z pewnością. Błogosławieństwa? One raczej mówią o stylu bycia człowiekiem, niż są przykazaniami par excellence. Coś pominąłem?

Ponadto słowa: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”, można rozważać co najmniej na dwa sposoby.

Pierwszy jest dość popularny. To taka logika warunkowania, z której wynika na końcu coś w rodzaju: „No tak, nie przestrzegacie przykazań, to znaczy, że nie kochacie Pana Jezusa”. NIE! To, że czasami nie zachowujemy Jego przykazań, NIE znaczy, że nie kochamy Pana Jezusa. No… może nie zawsze znaczy. Najczęściej NIE znaczy! Bo my, nawet jeśli kochamy Pana Jezusa, a przecież Go kochamy, to czasami nie przestrzegamy Jego przykazań. Tak. Jesteśmy grzesznikami.

Jest też drugi sposób rozumienia tego powiedzenia Pana Jezusa. Mianowicie w kluczu przyczynowości. Im bardziej kocham Pana Jezusa, tym bardziej zachowuję, jestem w stanie zachowywać Jego przykazania. Tutaj chodzi o miłość! O to, by się na niej skupiać. Ona jest najważniejsza, potem wszystko inne.

W pierwszym podejściu skupiam się na wypełnianiu, a jeszcze bardziej na niewypełnianiu przykazań, które świadczy o mojej niemiłości do Pana Jezusa. W drugim podejściu koncentruję się na kochaniu Pana Jezusa. Bo im bardziej Go kocham, tym bardziej mogę być do Niego podobny.

Dlatego Pan Jezus obiecuje Ducha! Parakleta – Pocieszyciela i Obrońcę, Ducha Miłości i Prawdy. Bym mógł kochać.

Miłość zawsze idzie w parze z Prawdą. Im bardziej poznaję Pana Jezusa, tym bardziej Go kocham. Im bardziej Go kocham, tym bardziej Go poznaję.

Tomasz Golonka OP - ur. 1965, dominikanin, przeor, proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Katowicach. – „wdrodze.pl”

 

 

 

17

 

Nie jesteśmy sami

Był deszczowy kwietniowy dzień. Do odrapanego budynku wszedł młody człowiek. Wyglądał na sympatycznego i pełnego dobrych chęci. Okazało się, że jest wolontariuszem, który pragnie pracować w placówce oświatowo-wychowawczej. „Trafił tu – wspomina dyrektor placówki – do domu dziecka. Spotkał się z dziećmi, które nigdy nie miały możliwości powiedzieć: «Mamo, tato, kocham was». Obserwowałem jego poczynania, podziwiając go za wielką otwartość. Jednak pewnego razu ogromnie mnie zaskoczył. Przyszedł do mojego gabinetu i zaczął płakać. Opowiedział mi wydarzenie, które miało miejsce poprzedniego dnia. Otóż kiedy żegnał się z dziećmi po zajęciach (pomagał im odrabiać lekcje), podszedł do niego dziesięcioletni chłopiec i powiedział: «Czy nie mógłbyś być moim tatą? Będę Cię słuchał i będę Cię kochał jak nikt inny». Wzruszony wolontariusz odpowiedział, że nie jest to możliwe ani z prawnych racji, ani osobistych (nie miał warunków lokalowych). Wtedy usłyszał szloch i prośbę: «To chociaż mnie przytul i pogłaskaj, bo ja jestem sam i nikt mnie nie kocha»”.

W takich sytuacjach każdemu może się zakręcić łza w oku, bowiem samotność (szczególnie dzieci) jest okrutna i jednocześnie wzruszająca. Sieroctwo, zarówno fizyczne, jak i duchowe, niesie ze sobą wiele konsekwencji, począwszy od smutku, poprzez apatię, a na bezsensie skończywszy. Bycie sierotą staje się dramatem całego życia, który odbija się na relacjach międzyludzkich. Między innymi też dlatego Jezus w dzisiejszej Ewangelii powiedział do swoich uczniów: „Nie zostawię was sierotami” (J 14). Przeanalizujmy to zapewnienie Mistrza z Nazaretu, ponieważ powinno ono być podstawowym motywem wierności Jego nauce.

Sierota w sensie fizycznym to człowiek, który ma świadomość bycia opuszczonym. Życie pozbawione rodziny czy miejsca, które można byłoby nazwać domem, musi powodować zniechęcenie. Taki człowiek coraz bardziej ucieka od innych, ma poczucie krzywdy, ogarnia go marazm. Jakże często czujemy się sierotami, kiedy ktoś bliski umiera, odchodzi czy zdradza. Sieroctwo bywa bardzo okrutne, szczególnie wtedy, gdy ktoś bliski „osieroca” nas swoim postępowaniem. Jednak dla człowieka wierzącego samotność nie oznacza sieroctwa. Jezus zapewnił każdego z nas o swojej obecności. Zapewnia o działaniu Ducha Świętego, który rozprasza każdy smutek. Święty Bernard z Clairvaux mawiał: „Chcesz się nigdy nie smucić? Żyj dobrze. Porachuj się z sobą i porzuć błędy, które są przyczyną twego smutku”. A to możliwe jest tylko wtedy, gdy otworzymy się na działanie Ducha Prawdy, który nie zostawia nas samych. Dlatego też ciągle trzeba sobie uświadamiać, że nawet w chwilach pustki i samotności jest z nami Bóg, jest w każdym z nas.

Istnieje jednak jeszcze inny rodzaj sieroctwa. Jest nim sieroctwo emocjonalne. Wśród współczesnych ludzi coraz więcej można spotkać sierot emocjonalnych, nieradzących sobie zarówno z problemami wielkimi, jak i błahymi. Jakże nie przytoczyć w tym miejscu krótkiego listu napisanego przez kobietę w średnim wieku do redakcji pewnego czasopisma:

Z niczym sobie nie radzę. Ciągle mam uczucie, że nie zdążę. Ponadto wszystko mnie denerwuje, nawet błahe sprawy urastają do rozmiarów wielkich problemów. Martwi mnie to, że nie potrafię podejmować decyzji i ciągle się zastanawiam, czy dobrze zrobiłam. Ogólnie jestem strasznie zła na siebie. Czuje się w tym tak okropnie samotna.

Można powiedzieć, że autorka listu jest typową sierotą emocjonalną. Czuje się wręcz nieudacznikiem życiowym. Nie potrafi dojrzale reagować na przeciwności losu.

Do takich ludzi Jezus mówi z miłością: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was” (J 14). Dodaje także: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje”. Szczególnie dla ludzi nieporadnych życiowo Jezusowe zapewnienie i wskazanie stanowi powód do optymizmu. Każda decyzja, każde postępowanie „przesiane” przez sito Bożych przykazań staje się trafnym rozwiązaniem. Bóg leczy nas z życiowej bezradności i nieporadności. Trzeba się jednak Mu oddać i tak jak wspomniany chłopiec z domu dziecka powiedzieć: „Zostań moim ojcem. Będę Cię słuchał i będę Cię kochał jak nikt inny”. Po takich słowach popartych czynami nikt nie może czuć się sierotą.

Módlmy się więc o to, abyśmy czuli się zobowiązani do wierności wynikającej z dziecięctwa Bożego. A kiedy będzie trudno jej dochować, zanośmy do Pana prośby, jak to czyniła św. Urszula Ledóchowska:

Jezu, Ty mnie co dzień spotykasz w Komunii Świętej,

w obowiązkach, w radościach, w cierpieniach.

Spotykasz na to, by mnie prowadzić do chwały.

Jezu dobry, taka Twoja wola: moje uświęcenie,

moje zbawienie, moje wieczne szczęście.

O Panie, daj mi ciągle spotykać Ciebie na drodze mego życia,

spotykać zawsze z wiarą, z miłością, z uwielbieniem,

byś mnie doprowadził do chwały Twojej na wieki. Amen.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres homiletyczny”

 

 

 

18

Krzysztof Błażyca / Foto Gość Bidibidi w Ugandzie, obóz dla uchodźców z Sudanu Południowego

 

Orędzie na Dzień Migranta 2020

 

Przesiedleńcy wewnętrzni są tematem ogłoszonego dziś w Watykanie Papieskiego Orędzia na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy.

Chodzi tu o ludzi, którzy ze względu na konflikty, kataklizmy czy biedę musieli porzucić swe domy, lecz nadal pozostają w swej ojczyźnie. Tylko w ubiegły roku los ten spotkał 33 mln osób. Franciszek zauważa, że są to osoby, które żyją w wielkim ubóstwie. Tymczasem w wielu krajach brakuje struktur, które mogłyby im zapewnić odpowiednią pomoc.

Franciszek wielokrotnie odwołuje się do trwającej jeszcze pandemii. Zaostrzyła ona bowiem wszystkie inne kryzysy, w tym również położenie przesiedleńców wewnętrznych, a także sprawiła, że inicjatywy pomocowe zostały odsunięte na dalszy plan. Z drugiej strony wszystkim nam pozwoliła zaznać niepewności, która jest codziennym doświadczeniem uchodźców. Mogła być też pomocna w odzyskaniu umiejętności słuchania. „Na naszych ulicach - pisze Papież - tygodniami panowało milczenie. Było to milczenie dramatyczne i niepokojące, ale dało nam możliwość usłyszenia głosu najbardziej bezbronnych”. Zdaniem Franciszka jest to szczególnie ważne w naszych czasach, kiedy „mnożą się przesłania, ale zatraca się postawa słuchania”.

W podejściu do przesiedleńców wewnętrznych Papież zaleca przyjęcie tej samej postawy, którą już wcześniej wskazywał w odniesieniu do wszystkich migrantów i uchodźców. Wyrażają ją cztery czasowniki: przyjmować, chronić, promować i integrować. Ponadto również w tym wypadku Franciszek przypomina fundamentalną dla chrześcijan prawdę, że Jezus uobecnia się w potrzebujących. A zatem przesiedleńcy dają nam możliwość spotkania z Panem.

Franciszek daje też całą serie wskazówek, którymi powinniśmy się kierować w relacjach z przesiedleńcami. Trzeba ich poznać, aby ich zrozumieć. Trzeba się do nich zbliżyć, aby im służyć. Trzeba słuchać, aby się pojednać. Trzeba się dzielić, aby się rozwijać. Aby promować przesiedleńców, trzeba ich angażować, pozwolić im odgrywać pierwszoplanową rolę, by poczuli się współodpowiedzialni. Trzeba współpracować, by budować.

Tegoroczne Orędzie na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy, przypadający 27 września, Franciszek kończy modlitwą zainspirowaną postacią św. Józefa, bo i on uciekając przed Herodem do Egiptu, musiał dbać o Świętą Rodzinę. „Spraw, aby ten, który doświadczył cierpienia osób uciekających z powodu nienawiści możnych, pocieszył i chronił wszystkich tych braci i siostry, którzy z powodu wojny, ubóstwa i potrzeb opuszczają swoje domy i swoją ziemię, aby wyruszyć jako uchodźcy w miejsca bezpieczniejsze”.

„wiara.pl”

 

 

19

 

Święty Andrzej Bobola

Gdy w końcu odnaleziono trumnę, zdumienie zaparło wszystkim dech w piersiach. Spoczywało w niej ciało męczennika... idealnie zachowane. To niemożliwe! Przecież zginął 45 lat temu.

   Obrońca wiary

Krwawe słońce zachodziło nad Pińskiem. Wieczorem 16 kwietnia 1702 roku zmęczony Marcin Godebski, rektor miejscowego kolegium, kładł się spać. Był wyczerpany. Od dawna trawił go smutek. Polskę rozdarła wojna domowa. Wojska saskie, moskiewskie i konfederackie pustoszyły kraj. Pińsk widział już wiele przelanej krwi. Godebski zaczął się żarliwie modlić. Wkrótce zasnął. Nagle ujrzał nieznanego jezuitę, z którego twarzy biła nieprawdopodobna jasność. Postać przedstawiła się: – Jestem Andrzej Bobola, kapłan zamordowany przez kozaków. Obiecuję, że otoczę wasze kolegium opieką. Pod jednym warunkiem. – Jakim? – zdumiał się rektor. – Odszukasz moje ciało pochowane w zbiorowej mogile pod kościołem.

Ruszyły poszukiwania. Nikt nie słyszał o zakonniku. Po dwóch dniach do rektora przybiegł mieszczanin, który znalazł w domu kartę z nazwiskami osób pochowanych w krypcie. Na jednej z nich przeczytano: „Ks. Andrzej Bobola, 16 maja 1657 roku okrutnie zamordowany przez niegodziwych kozaków, rozmaicie dręczony, w końcu odarty ze skóry”. Gdy w końcu odnaleziono trumnę, zdumienie zaparło wszystkim dech w piersiach. Spoczywało w niej ciało męczennika... idealnie zachowane. To niemożliwe! Przecież zginął 45 lat temu – dziwili się świadkowie. Najdziwniejsze były liczne ślady tortur: krew nie okrzepła, ale była świeża.

Wkrótce o męczenniku zaczęła szeptać cała wschodnia Rzeczpospolita. Jego zachowane od zniszczenia ciało chciały zobaczyć prawdziwe tłumy, tysiące zaczęły modlić się za jego wstawiennictwem. Ciało nosiło znamiona nieprawdopodobnych cierpień. Jak do nich doszło? Napadli go kozacy, oskarżając jezuitę, że odwodzi ludzi od prawosławia. Mógł uciec, a jednak zdecydował się pozostać. Wkrótce słowa modlitwy zagłuszył wściekły świst nahajek.

Osoby o słabych nerwach mogą pominąć opis męczeństwa jezuity i przejść do kolejnego akapitu. Wśród szyderstw żołnierze założyli mu koronę z cierni. Przy pomocy dębowych gałęzi ścisnęli mu głowę tak mocno, że oczy kapłana wyszły na wierzch. Uderzenia w twarz pozbawiły go zębów, wyrywano mu paznokcie, zrywano wielkie płaty skóry. Wyłupiono oko, spalono żywym ogniem boki, brutalnie wyrwano język. Zmaltretowany starzec do końca szeptał: „Jezus, Maryja” i wzywał katów do nawrócenia. Widząc jego konwulsje, kozacy ryknęli: – Zobaczcie, jak on tańczy!

Gdy święty przypomniał o sobie po 45 latach, wkrótce pojawiły się świadectwa cudownych uzdrowień, a nawet wskrzeszeń! Maciej Grudziński z Pińska miał wybłagać wskrzeszenie swej czteroletniej córeczki.

Rok temu przeprowadzałem wywiad z pewnym biskupem. Na zakończenie rozmowy, już w drzwiach, hierarcha rzucił: – Proszę przyjąć na pamiątkę książkę, nasze najnowsze wydawnictwo. „Andrzej Bobola” – przeczytałem na okładce. Po powrocie w domu zerknąłem na kalendarz i zdumiałem się: uroczystość św. Andrzeja Boboli. A więc święty znów o sobie przypomniał.

 

 

20

 

#ThankYouJohnPaul2 – internetowa inicjatywa

na 100. urodziny Jana Pawła II. Dołącz i ty!

W ten sposób opowiemy o św. Janie Pawle II także młodemu pokoleniu, które nie miało okazji poznać bliżej papieża, a jest tak bardzo obecne właśnie w mediach społecznościowych.

W mediach społecznościowych rozpoczęła się inicjatywa #ThankYouJohnPaul2. Polega ona na publikacji wpisów, zdjęć czy krótkich filmików z podziękowaniami dla św. Jana Pawła II. W związku z pandemią koronawirusa wiele inicjatyw plenerowych zostało odwołanych, dlatego zachęcamy do wzięcia udziału w tej wirtualnej akcji.

„Tak opowiemy młodemu pokoleniu o św. Janie Pawle II”

Jak podkreślił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki: „W ten sposób możemy wyrazić naszą wdzięczność papieżowi Janowi Pawłowi II za to, co wniósł i wnosi do naszego życia osobistego, rodzinnego, społecznego. Za wszystkie spotkania z nim, w których mieliśmy okazję uczestniczyć, za jego słowa, które najbardziej pamiętamy, za inspiracje, które w nas wzbudzał i wzbudza. Możemy również publikować wspomnienia z nim związane. W ten sposób opowiemy o św. Janie Pawle II także młodemu pokoleniu, które nie miało okazji poznać bliżej papieża, a jest tak bardzo obecne właśnie w mediach społecznościowych”

Obchody setnej rocznicy urodzin św. Jana Pawła II odbędą się w kościołach i kaplicach w Polsce w niedzielę 17 lub 18 maja. Zaplanowane są m.in. diecezjalne i parafialne msze św. dziękczynne za jego życie i pontyfikat.

„alteia”

 

 

21

 

Jaki będzie Kościół po pandemii?

Jeśli rok temu ktoś by mi pokazał zdjęcie faceta w plastikowej przyłbicy i powiedział, że w 2020 to będzie standardowy obrazek na ulicach, to bym pękł ze śmiechu. Tymczasem mijają kolejne tygodnie epidemii, a kawałek plastiku obok bawełnianej maseczki stał się produktem pierwszej potrzeby.

Tymczasowy stan przejściowy, chwilowe zawieszenie sytuacji, niepostrzeżenie stało się codziennością. Zwrot „nowa normalność” jest odmieniany przez wszystkie przypadki. Pandemia dotyka wszystkich, choć nie każdego tak samo. Niektórzy narzekają na zamknięcie w domach, inni nie przejmują się obostrzeniami sanitarnymi. Jedni umierają, drudzy nie wierzą, że jest jakiś wirus. Biura świecą pustkami, bo wiele osób przeszło na pracę zdalną i być może już na niej zostaną. Inni pracę stracili i borykają się z zaspokojeniem podstawowych potrzeb, bo bezrobocie to nie statystyka, ale pustka w garnku i brzuchu. Jedni chwalą izolację za zwiększenie komfortu psychicznego możliwością nadrobienia zaległych lektur. Dla drugich zamknięcie w domu to piekło przemocy i wykorzystywania seksualnego. W sektorze odzieżowym dobry i wygodny dres stał się ważniejszym odzieniem niż niejeden garnitur. Nawet jeśli ktoś nie doświadcza pandemii bezpośrednio, to przecież doznaje jakiejś różnicy – czy to w oddaleniu od bliskich, czy zmianie formy kontaktu z nimi.

Na początku epidemii sam wyobrażałem sobie „ten dzień”, kiedy wreszcie to się skończy. Planowałem, gdzie się wybiorę, z kim spotkam, żeby świętować. Dzisiaj wyraźnie widzę, że ten dzień nie nadejdzie. Nie będzie „dnia kresu pandemii”, tylko przyzwyczajenie do życia w świecie z wirusem, którego na razie nie umiemy pokonać. Żyjemy inaczej, inaczej funkcjonujemy i myślimy. Epidemia nas zmienia – czy tego chcemy, czy nie, niezależnie od zdrowia czy choroby.

Te zmiany dotknęły także nasze życie duchowe. Chociaż w kościołach może być coraz więcej wiernych, to jeszcze nie wszyscy decydują się na powrót do świątyń. Nie dlatego, że pandemia ich rozleniwiła. Niektórzy po prostu się boją, inni ograniczyli wszelkie przemieszczanie, żeby nie narażać siebie na złapanie wirusa. Ale to nie znaczy, że wraz z koronawirusem przyszło załamanie duchowości. Wręcz przeciwnie! Nie pamiętam, kiedy ostatnio obserwowałem tak wiele dyskusji dotyczących Eucharystii i przeistoczenia, roli i miejsca mszy w życiu człowieka. Do głosu dochodziły też elementy myślenia magicznego czy straszenia chorobą będącą rzekomym przejawem Bożego gniewu, a z drugiej strony pomstowania na wierzących, którzy gromadzą się w kościołach. Jedni wyklinali biskupów za zamykanie kościołów, drudzy za obecność jakiejkolwiek liczby wiernych. Fakt pojawienia się takich dyskusji jest zrozumiały, bo w wyjątkowym czasie zaczyna się zadawać pytania, jakich do tej pory może się nie zadawało. Pojawia się potrzeba odpowiedzi na pytania o to, co dalej z naszą wiarą i Kościołem.

Niedawno rozmawiałem ze znajomym księdzem wikarym. W kontekście zbliżającego się okresu komunijnego mówił, że może będzie jakieś dobro z tej epidemii, choćby takie, że ludzie bardziej świadomie podejdą do wiary. Dla katolika w Polsce wiara jest często elementem rodzinnej tradycji i przez to może podchodzić od niej bezwiednie. Widać to choćby w umasowieniu sakramentów, które łączy się niekiedy z ich komercjalizacją, co widać zwłaszcza na przykładzie ślubów czy komunii, do których przykłada się niekiedy mniej wagi niż do wesela albo rodzinnej uroczystości „po kościele”. Obecna sytuacja przesuwa punkt ciężkości bliżej miejsca, w którym powinien się znajdować. Bo przecież wesele czy piękna sukienka komunijna są tylko dodatkiem do tego, co najważniejsze. Tak samo z Eucharystią – myśli się o niej bardziej świadomie wtedy, gdy się za nią tęskni.

Przygotowując ten numer magazynu „Czytaj Dalej”, zadaliśmy sobie pytanie o to, jak zmieniły nas ostatnie tygodnie. Czy już zdążyły wpłynąć na nasze życie wiarą? Co właściwie się stało? A może nie stało się nic. Nie chcieliśmy snuć scenariuszy rodem z science fiction, zastanawiać się nad przyszłością Kościoła, ale raczej podsumować od strony duchowej czas, który minął, i zobaczyć, czy coś dobrego miało w nim miejsce.

Rozpoczynamy od konferencji jezuity Romana Groszewskiego SJ pod tytułem „Życie duchowe w czasie epidemii”. Szokujące doświadczenie epidemii było sytuacją graniczną i pokazało coś, z czego być może nie zdawaliśmy sobie sprawy. Zabrało taką ekspresję wiary, jaka do tej pory stanowiła dla nas normalność. Jak zareagowaliśmy w tej sytuacji i czego mogła nas ona nauczyć na temat rozeznania duchowego? Czy tradycyjna pobożność może przybrać niezdrowe objawy? Kiedy reguły zaburzają relację z Bogiem? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w konferencji o. Romana.

Jak skutecznie działać duszpastersko w czasie epidemii i co dobrego z niej pozostało? Reakcja duszpasterstwa młodzieży KARP z Tyńca od początku zrobiła na nas duże wrażenie. Opowiada o niej w rozmowie z Julią Bondyrą brat Jakub Biel OSB, który mądrze korzystając z dostępnych dla wszystkich środków, pokazał, że Facebook może być fantastycznym kanałem do prowadzenia ewangelizacji.

Przywołujemy też trzy teksty-świadectwa tego czasu autorstwa świeckich. Magda Fijołek dzieli się doświadczeniem tęsknoty towarzyszącej zdalnemu uczestnictwu w modlitwie i oczekiwaniu powrotu do kościoła „pełniej i odważniej niż dotychczas”.

Maja Moller porównuje czas epidemii do niepowtarzalnych rekolekcji, które mogły przemienić naszą codzienność, a przez to Kościół, przywołując Kościół domowy. Robertowi Kruszce ostatnie tygodnie kojarzą się z historią uczniów zmierzających do Emaus. Im także, tak jak nam, towarzyszy niepewność, strach czy smutek, ale właśnie wtedy napotykają na swej drodze Jezusa.

Nad przyszłością Kościoła zastanawiają się także ks. Wojciech Grygiel i Dariusz Piórkowski SJ. Obaj przyznają, że epidemia wybiła nas ze stref komfortu, w których żyjemy, i wywołała konieczność wprowadzenia zmian. Jak nie pogrążyć się w zasadach i przepisach, ale otworzyć na działanie Ducha w Kościele? Przeczytacie tutaj.

Obok tych tekstów przypominamy ogromnie ważny „Papieski plan na zmartwychwstanie po pandemii koronawirusa”, w którym Franciszek dzieli się nadzieją i oczekiwaniem zmian, jakie może wywołać wspólne doświadczenie epidemii. Ten czas mógł nauczyć nas wspólnotowej odpowiedzialności i solidarności, które będą na wagę złota po epidemii w perspektywie nadciągającego kryzysu. Papież apeluje o budowę cywilizacji miłości już teraz, abyśmy mogli przetrwać to, co dopiero nas czeka.

Duchowość

Nam samym towarzyszy niepewność, lecz jeśli do czegoś jesteśmy przekonani, to do nadziei zmartwychwstania, którą obficie daje Jezus Chrystus. Kryzysy są po to, by je przezwyciężać, ale też aby dowiedzieć się czegoś o sobie. Ostatnie tygodnie były tego wyjątkowym świadectwem. Oby ich lekcja została z nami na zawsze.

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

17 maja - św. Paschalis Baylon, zakonnik
17 maja - bł. Antonia Mesina, męczennica
17 maja - katedra w Elblągu
18 maja - św. Jan I, papież i męczennik
18 maja - św. Eryk IX Jedvardsson, król
18 maja - św. Stanisław Papczyński, prezbiter
18 maja - św. Feliks z Cantalice, zakonnik
19 maja - św. Urban I, papież
19 maja - św. Iwo Helory, prezbiter
19 maja - św. Piotr Celestyn, papież i pustelnik
19 maja - św. Kryspin z Viterbo, zakonnik
20 maja - św. Bernardyn ze Sieny, prezbiter
21 maja - św. Jan Nepomucen, prezbiter i męczennik
21 maja - święci Krzysztof Magallanes, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy
21 maja - św. Eugeniusz de Mazenod, biskup
21 maja - bł. Jacek Cormier, zakonnik
21 maja - św. Iwo z Chartres, biskup
22 maja - św. Rita z Cascia, zakonnica
22 maja - św. Joachima de Vedruna, zakonnica
23 maja - św. Leoncjusz z Rostowa, biskup
23 maja - św. Jan Chrzciciel de Rossi, prezbiter
23 maja - św. Joanna-Antyda Thouret, dziewica
23 maja - rocznica poświęcenia bazyliki św. Franciszka w Asyżu
24 maja - Najświętsza Maryja Panna Wspomożycielka Wiernych
24 maja - święci Donacjan i Rogacjan, męczennicy

24 maja - rocznica przeniesienia relikwii św. Dominika

 

 

 

 


NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

strona internetowa gazetki: wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.