WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

46/792                   -         15 listopada 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 

6

 

 

XXXIII niedziela zwykła

15 listopada 2020 r. A

 

 

1

 

 

Dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Wtedy na bezbożnych spadnie nagła zagłada. Kto wierzy, nie zginie, ponieważ nie jest w ciemności i ten dzień nie zaskoczy go jak złodziej. W Chrystusie jesteśmy sprawiedliwością Bożą, synami dnia i światłości - nie mamy nic wspólnego z nocą i ciemnością... Bez ustanku się modlimy, czuwamy, trwamy w trzeźwości i wstrzemięźliwości. Nie lekceważymy Słowa Pańskiego.

 

 

5

 

 

XXXIII niedziela zwykła roku A...

Mniej ważne ile dostałeś. Ważne czy pomnożyłeś.

Nie leń się. To główne wezwanie czytań tej niedzieli. Nie chodzi o to, by pomnażać swoje umiejętności, ale o to, by pomnażać dane nam przez Boga dobro. By z pięciu oddać dziesięć, z trzech sześć, a z jednego - dwa. Jeśli to dobro pomnażamy, to kiedy by Pan nie przeszedł, nie musimy się obawiać; nie będziemy musieli gorączkowo, w ostatniej chwili szukać możliwości naprawienia wyrządzonego zła, spowiedzi... Tylko tyle i aż tyle.

A okazji do mnożenia dobra - sporo. I jeśli uczciwie na sprawy spojrzeć, to widać, że każdy z nas mnóstwo dobra na co dzień czyni. Trzeba tylko nie rozleniwić się, a mobilizować się jeszcze bardziej.

 

 

10

 

 
W dzisiejszym numerze:
- IV Światowy Dzień Ubogich
- Najważniejsza rozgrywka
- Bp Galbas: jak kochać Kościół, w którym jest grzech?
- Przepraszam za milczenie pasterzy
- Po co się modlić za zmarłych?
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

11

 

IV Światowy Dzień Ubogich

„Wyciągnięta ręka” jest zaproszeniem do podjęcia odpowiedzialności, aby ofiarować swój wkład. Widać to w gestach codziennego życia, które mogą złagodzić los tych, którzy żyją w dyskomforcie i w braku poczucia godności dzieci Bożych.

Papież Franciszek nie boi się utożsamiać te osoby z prawdziwymi świętymi, „tymi z sąsiedztwa”, którzy z prostotą, bez hałasu i rozgłosu dają autentyczne świadectwo miłości chrześcijańskiej. Ogromna obecność tak wielu twarzy ubogich wymaga, aby chrześcijanie zawsze byli na pierwszej linii i odczuwali potrzebę zrozumienia, że brakuje im czegoś istotnego w chwili, gdy pojawia się przed nimi ubogi. „Nie możemy czuć się „w porządku”, kiedy członek naszej rodziny ludzkiej jest zepchnięty na tyły i staje się cieniem.”, pisze papież Franciszek w swoim Orędziu.

To tak, jakby zaprosił nas, abyśmy uczynili swoim „niespokojne serce” św. Augustyna. Pozostać niespokojni, dopóki nie odkryje się Boga wyrytego na obliczu ubogiego.

 

 

 

2

 

Najważniejsza rozgrywka

Przypowieść o talentach (w starożytności talent był miarą masy albo pieniędzy; Izraelici w czasach Starego Testamentu przyjęli, że jeden talent to od 34 do 36 kg czegoś... np. złota) mogłaby być bardzo pozytywną opowieścią. „Pewien człowiek, mając udać się w podróż, przywołał sługi i przekazał im swój majątek”. Ci przyjęli go chętnie, zajęli się pomnażaniem bogactwa, a gdy właściciel wrócił, wynagrodził ich po dwakroć.

Gdyby nie ta łyżka dziegciu! Ten jeden sługa, który postanowił zakopać talent. Czy nie mogło być tak, że i on ten jeden talent, jak zresztą zasugerował sam właściciel, oddaje bankierom, a ci pomnażają majątek? Mogłoby tak być. Ale nie było.

Tłumaczenie owego sługi jest dziwne. Pokrętne. Jakieś takie zawistne. „Przestraszyłem się” – mówi. Czyni wymówki właścicielowi, zarzuca mu pazerność, a siebie stawia po stronie uczciwości. „Oto masz swoją własność” – mówi butnie.

Ciekawe, że dziś słowo „talent” nie oznacza już miary masy albo pieniędzy. Oznacza zdolności, możliwości, zasoby. Oczywiste jest, że talenty należy pomnażać – słudzy z przypowieści, którzy je dostali, pojęli to w mig, mimo że ów „pewien człowiek” nie powiedział im: „Pomnażajcie”. Jasne jest wreszcie, że talentów się nie zakopuje – historia tego, który swój talent zakopał, przekonuje o tym dobitnie i z wystarczającą dozą grozy. Optymistyczne jest to, że każdy dostał według zdolności – nikogo ów „pewien człowiek” nie przeszacował, nikomu nie dał za dużo, nikogo nie przygniótł obdarowaniem, zobowiązaniem, oczekiwaniami.

Dlaczego więc ludzkie historie i losy tak rozmaicie się układają – czasem kończą się powodzeniem, a czasem beznadziejną klęską? Czyżby jedni byli skazani na sukces, a drudzy na porażkę? Jasne, że nie! Czyżby jedni mieli tylko gen budowania, a drudzy tylko gen niszczenia? Również nie!

To jak to jest? Niełatwo odpowiedzieć. Każdy ma jakoś, każdy musi rozsupłać swoje. Jedno jest pewne: nie ma między nami ludzi nieobdarowanych, nie ma między nami ludzi nic niewartych. Czynić z siebie ofiarę losu to wielka pokusa. A uleganie jej to niebezpieczna rozgrywka. Nie dać się w nią wciągnąć – to wielkie zwycięstwo.

Tomasz Golonka OP - ur. 1965, dominikanin, przeor, proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Katowicach.  -           „drodze.pl”

 

 

 

12

 

Bp Galbas:

jak kochać Kościół, w którym jest grzech?

"Kim on jest? Świadomie używam sformułowania «kim» a nie «czym». Jak go kochać, gdy widzisz grzech?" - pyta bp Adrian Galbas. Posłuchaj o trzech obrazach Kościoła, które zmieniają myślenie.

Dzisiaj grożą nam dwie skrajności. Pierwszą można nazwać mieszaniną pychy i głupoty, gdy ktoś mówi, że to wszystko jest ściema i przesada. Znam już kilka osób, które są po drugiej stronie wieczności z powodu epidemii. Dlatego jedno niebezpieczeństwo to jest powiedzenie sobie, że to jest wszystko ściema. Nie wiem czy już dostaliście wiadomość z Panem Jezusem, który puka do zamkniętego kościoła, a z wewnątrz Kościoła rozlega się informacja "nie wpuszczamy bez maski", na co Pan Jezus odpowiada "potrzeba ci łaski, a nie maski". Nie wiadomo czy się śmiać czy zawstydzić tak jakby łaska Boża była uzależniona od tego czy masz czy nie masz maskę.

Drugie niebezpieczeństwo polega na tym, że zamilkniemy. Najgorsze byłoby gdybyśmy zamilkli w uwielbieniu Pana Jezusa. Niedawno papież Franciszek powiedział zdanie, które nie wiem czy zostało dostatecznie przyjęte i nie wiem czy zostało właściwie zrozumiane, gdy mówił, że "Bóg nie potrzebuje tego by był broniony". Nie potrzebuje tego, ponieważ On jest zwycięzcą. Nie potrzebuje tego by był broniony, bo potrzebuje być wielbiony i chwalony. Nie możemy przestać wielbić Boga, bo kiedy przestajemy wielbić Boga, słabnie nasza wiara.

Chcę podzielić się z wami prawdą o Kościele, bo bardzo leży mi na sercu. Prośmy Ducha Świętego do prowadzenia nas prawdą o Kościele i do pokazywanie prawdy o tym kim jest Kościół, bo jeśli zatrzymujemy się na półprawdzie, to rodzi liczne komplikacje dalej. Czy jako członek Kościoła, osoba ochrzczona, wiem, kim jest Kościół? Świadomie używam sformułowania "kim" a nie "czym", bo Kościół to jest żywy organizm, żywa wspólnota. To jest ciało Chrystusa.

Kim on jest? Czy kocham Kościół, który przestrzega, ale i taki, w którym jest grzech?

Autor: bp Adrian Galbas SAC

pallotyn, doktor teologii duchowości, prowincjał księży pallotynów w Poznaniu w latach 2011–2019, biskup pomocniczy ełcki od 2020.

„wiara.pl”

 

 

 

13

 

Przepraszam za milczenie pasterzy

Kolejne sprawy wychodzą na jaw, Stolica Apostolska wydaje decyzje, nakłada kary albo wszczyna dochodzenia wobec historycznych niekiedy postaci polskiego Kościoła, a nasi hierarchowie milczą. Wobec ich milczenia jedyną strategią jest wołanie świeckich. Jasne i mocne.

Ani kary dla kardynała Henryka Gulbinowicza, ani oskarżenia (nie, nie z filmu, ale z watykańskiego raportu ws. Theodore’a McCarricka) wobec kard. Stanisława Dziwisza, ani odwołanie biskupa Edwarda Janiaka, ani dochodzenia w sprawie biskupów Jana Szkodonia, czy arcybiskupa Sławoja Leszka - nic nie jest w stanie wydobyć ich z tego stanu. Nie, nie żeby w ogóle nic nie mówili. 11 listopada (pięć dni po odebraniu kardynałowi Gulbinowiczowi, przez Watykan, prawa do pochówku i pogrzebu w archikatedrze, a także prawa do noszenia insygniów biskupich, dwa dni po wstrząsającym filmie „Don Stanislao” i dzień po raporcie w sprawie McCarricka, w którym są naprawdę ważne polskie wątki, niemal każdy z nich wygłosił kazanie. Mówili o strajku kobiet, który chce oddać niepodległość, o potrzebie dialogu, o Józefie Piłsudskim (który, co warto przypomnieć, wprowadził w Polsce aborcję do prawa) jako wzorze patriotyzmu i o wielu innych rzeczach, tylko o tym, co w tej chwili naprawdę dotyka katolików, świeckich i duchownych, siostry zakonne i młodych, milczeli. Tak jakby nic się nie stało. Jakby od wielu miesięcy nie dręczył Kościoła w Polsce dramatyczny kryzys związany ze skandalami seksualnymi i ich tuszowaniem, z rolą w tym kluczowych hierarchów, z pytaniami o ich wiarygodność, szczerość, prawdomówność. Tak jakby nasi biskupi przebywali w jakimś innym świecie, na Marsie, a może na Wenus, ale na pewno nie wśród swoich wiernych i nawet nie wśród kapłanów, którzy na co dzień muszą odpowiadać na pytania a to kardynała Dziwisza, a to o kard. Gulbinowicza, a coraz częściej także o św. Jana Pawła II.

To milczenie, tak czysto po ludzku, można nawet jakoś zrozumieć. Odpowiedzi na pytania, które zadają teraz nie tylko media, ale tysiące zwyczajnych katolików, a także wielu księży, wymagałoby rozliczenia się z własnymi karierami duchownymi. „Układ” kard. Gulbinowicza obejmował przecież nie tylko biskupa Edwarda Janiaka (już odwołanego przez Stolicę Apostolską), arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia (wobec którego toczy się dochodzenie watykańskie), ale także biskupa Jana Tyrawę, a przede wszystkim byłego nuncjusza apostolskiego i Prymasa Polski abp. Józefa Kowalczyka. To za czasów jego nuncjatury informacja o „niedopuszczalnym postępowaniu” biskupa Janiaka wobec kleryków jeszcze we Wrocławiu została zablokowana, to jego decyzje sprawiły, że informacje o działaniach arcybiskupa Juliusza Paetza w Poznaniu też nie docierały do Jana Pawła II. To wreszcie przez jego ręce przechodziły wszystkie nominacje biskupie w Polsce. Nie sposób zrozumieć tego, co działo się w Polsce także bez osoby kard. Stanisława Dziwisza, którego działania także uniemożliwiały informowanie Papieża Polaka o tym, co dzieje się w Polsce, a jego osobiste wpływy - co widać w raporcie ws. McCarricka - mogły mieć znaczenie przy licznych nominacjach biskupich, także w Polsce. Jeśli dodać do tego pytania o Łomżę (gdzie biskup Paetz też był ordynariuszem) czy o zaniedbania w Krakowie (za czasów kard. Dziwisza) i wreszcie fakt, że jedna czwarta polskich biskupów ordynariuszy już teraz jest oskarżana o zaniedbania i tuszowanie spraw związanych z przestępstwami seksualnymi duchownych - to obraz problemów, z jakimi zmaga się polski Kościół, staje się (w miarę) pełny. I z tej perspektywy można zrozumieć milczenie.

Zrozumieć nie oznacza jednak usprawiedliwić. Kościół w Polsce, szczególnie w tej chwili, gdy gołym okiem widać, że tracimy (a w zasadzie już straciliśmy) młodzież, że w średnim pokoleniu jego autorytet - także wśród wierzących - dramatycznie spada - jak kania dżdżu - potrzebuje proroków, świadków nadziei, a może po prostu odważnych pasterzy, którzy wbrew własnemu środowisku, wbrew grupom - także medialnych - klakierów zamiast opowiadać o neomarksizmie i genderyzmie, będą potrafili wziąć się za bary z wyzwaniami wewnątrz Kościoła, będą chcieli i umieli przeprosić za to, co się wydarzyło, za zaniedbania, za kłamstwa, za ściemnianie, za ból ofiar i ich rodzin, za rozwalone życia, za zniszczone powołania. Prawdziwy pasterz, taki, który czuje zapach swoich owiec, w takiej sytuacji powiedziałby otwarcie: przepraszam, przepraszam za nasze zaniedbania, za nasze błędy, za naszą hipokryzję, za to, że zaniedbaliśmy nasze obowiązki, za to, że zawiedliśmy wasze zaufanie. A po tych słowach przyszedłby czas na jasną deklarację: zrobimy wszystko, byście poznali prawdę o przestępcach, o tych, którzy ich kryli, o tym, czy możliwe były w Kościele kariery przez łóżko, i czy rzeczywiście można było kupować sobie urzędy i wsparcie, niezależnie od podejrzeń o czyny straszne. Nie wiadomo jeszcze jak to zrobić, nie jest jasne, jak powołać komisję, i czy może to zrobić tylko Kościół w Polsce, czy jednak sprawa powinna zostać skierowana do Watykanu, ale mówić o tym trzeba. Milczenie, i to w sytuacji, gdy o sprawie jest głośno, nic już nie zmieni, a jedynie sprawia wrażenie, że w Kościele nie ma odważnych, wierzących pasterzy, którzy chcą zmiany. Wierzę, że tacy są, ale jak na razie ich nie widać. A milczenie wszystkich woła o pomstę do nieba.

I nie jest usprawiedliwieniem, że to sytuacja trudna. Amerykańscy biskupi po raporcie ws. McCarricka także stanęli wobec sytuacji dramatycznej. Okazało się bowiem, że oszustwa byłego już kardynała mogły trwać przez tyle lat także dlatego, że okłamywali Ojca Świętego także inni biskupi, bo wielu z nich uznawało, że spanie w jednej sypialni z młodymi chłopakami, albo z klerykami w jednym łóżku, to w zasadzie nic zdrożnego, bo badano bardziej sytuację moralną czy osobistą oskarżających (często ofiar), niż samego biskupa. Każda wątpliwość względem skarżących była interpretowana na korzyść biskupa, każda wątpliwość względem niego była rozstrzygana na jego korzyść. Klerykalizm w pełnej krasie. Raport ten ujawnił także niewygodną prawdę o poparciu jakie kupował sobie McCarrick w mediach, w Kościele, także w Watykanie. Wielu z obecnych hierarchów amerykańskich wywodzi się z podobnego środowiska, co McCarrick, a jednak oni - i to nie czekają ani chwili - odnieśli się do tego, co opublikował Watykan. - Serce boli mnie z powodu wszystkich, którzy będą zszokowani, zasmuceni, zgorszeni i rozgniewani informacjami zwartymi w raporcie - mówił nominowany właśnie na kardynała metropolita Waszyngtonu Wilton Gregory. - Jednak, jeśli prawdziwie odkupieńcze uzdrowienie ma się dokonać - wobec tych, którzy zostali zranieni i wobec samego Kościoła - należało to ujawnić - podkreślał hierarcha. Jeszcze mocniejsze oświadczenie złożył kard. Timothy Dolan, który podziękował ofiarom wykorzystywania seksualnego, które zgłosiły takie sprawy. To dzięki nim, podkreślał kardynał, można pokazać, że niezależnie od tego, czy sprawca nadużyć jest kardynałem, biskupem czy kimkolwiek innym, to i tak zostanie ukarany. Przewodniczący amerykańskiego Episkopatu abp Jose Gomez także przeprosił ofiary. „Wiedzcie, proszę, że ja i moi bracia biskupi jesteśmy zobowiązani do robienia wszystkiego, co w naszej mocy, aby pomóc wam iść naprzód i zapewnić, że nikt, nigdy nie będzie już znosił tego, co wy musieliście cierpieć ”.

To pokazuje, że można. Jeśli tylko się chce. Milczenie nie jest jedyną możliwą strategią. Jeśli polscy biskupi chcą (a mam nadzieję, że chcą) bronić autorytetu św. Jana Pawła II, to zamiast milczeć i wydawać kolejne oświadczenia z wyrazami wdzięczności dla kardynała Stanisława Dziwisza, powinni nie tylko skłonić tego ostatniego do rzetelnych wyjaśnień, ale przede wszystkim zacząć rozmawiać z ludźmi, z mediami, opowiadać o samym Janie Pawle II, o tym, jak walczył on z nadużyciami, ale także o tym, że czasem się mylił, czasem nie miał pełnej wiedzy, a czasem pewnych kwestii nie rozumiał. To nie jest sprzeczne ze świętością, to jej nie zaprzecza. Jeśli nie zaczną tego robić, to odpowiedzialność za upadek autorytetu św. Jana Pawła II spadnie także na nich. Teraz milczenie nie tylko rani katolików, nie tylko pozostawia kapłanów i siostry zakonne samotnymi wobec zarzutów, ale także przyczynia się do erozji tego, z którego Kościół w Polsce może i powinien być dumny. Udawanie, że nie ma problemu, i że jak go przemilczymy, to wszystko wróci na swoje tory, dowodzi krótkowzroczności i kompletnej nieznajomości specyfiki współczesnych mediów.

Najmocniejsze przepraszam, najbardziej gorące i szczere należy się jednak - co pięknie pokazują amerykańscy biskupi - ofiarom, które zdecydowały się mówić, a także tym, które wciąż żyją w lęku przed ujawnieniem, ich rodzinom i bliskim. I jeśli nie chcą im tego powiedzieć - jeśli trzeba to nie raz, nie dwa, nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy - polscy biskupi to powinni im to powiedzieć ludzie świeccy. Jestem biednym grzesznikiem, mam świadomość, że w niczym nie lepszym od innych, ale spotkałem ofiary, rozmawiałem z nimi, i chcę im powiedzieć , że za swoje zaniedbania, swoje błędy, ale także za błędy mojego Kościoła chcę ich przeprosić. Szczerze i gorąco. I zapewnić, że jest w Kościele wielu ludzi, którzy są po ich stronie, którzy w ich oczach, w ich twarzach widzą oblicze Jezusa Chrystusa. Chciałem też - i wierzę, że nie tylko ja - podziękować tym, którzy ujawniali sprawę w Tylawie, ofiarom które wystąpiły w filmach braci Sekielskich, Jakubowi i Bartłomiejowi Pankowiakom, Januszowi Szymikowi, rodzicom chłopca molestowanego przez ks. Stefana D., Robertowi Fidurze i dziesiątkom innych osób. Wasza odwaga sprawia, że przestępcy i ludzie, którzy ich chronili, nie mogą spać spokojnie. I za to Wam dziękuję. Nie jestem w stanie przerwać milczenia biskupów, nie potrafię skłonić ich do zabrania głosu, ale wierzę, że wielu, naprawdę wielu katolików, świeckich i duchownych, sióstr i kapłanów, też tak myśli. I że oni też, w obliczu milczenia biskupów, razem ze mną powiedzą nie tylko, że przepraszają, ale też, że dziękują za to, że mieliście odwagę zacząć mówić prawdę.

Tomasz P. Terlikowski – „deon.pl”

 

 

 

14

 

Po co się modlić za zmarłych?

Po co się modlić za zmarłych, skoro ci z czyśćca pójdą i tak do nieba, a tym w piekle i tak nic nie pomoże?

Pytanie sprytne, bo za pozornie prostym pytaniem, kryje się cały problem sensowności modlitwy za zmarłych. Kryje się niewiara w to, że możemy pomóc zmarłym, a nawet przeświadczenie, że oni mają swoje życie a my swoje. A może niektórzy myślą, że modlitwy za zmarłych to wymysł księży, którzy chcą zarobić na wypominkach czy mszach za dusze naszych krewnych? Teza sprytna, ale czy prawdziwa, czy tylko zaczepna? Przyjrzyjmy się problemowi głębiej.

Wątpliwość co do sensowności modlitwy za zmarłych jest wnioskiem z dwóch słusznych stwierdzeń. Jedno mówi, że modlitwa nie pomaga duszom w piekle, drugie zaś, że ci, co są w czyśćcu i tak pójdą do nieba. Zajmijmy się najpierw stwierdzeniami, a później zobaczymy, czy wyciągnięty wniosek jest słuszny.

Co do sensowności modlitwy za zmarłych znajdujących się w piekle, nie można mieć pretensji. Faktycznie, modlitwa im nie pomaga, więc po co za nich się modlić? No, ale któż za nich się modli? My modlimy się za zmarłych, a nie za tych, co znajdują się w piekle. Powie jednak ktoś - jeśli za zmarłych, to i za tych z piekła.

Dobrze, ale kto wie, którzy zmarli są w piekle? My mamy nadzieję, że zmarli są w czyśćcu i dlatego się za nich modlimy. Nie możemy dzielić zmarłych na tych, co są w piekle i tych, co w czyśćcu. To jest sprawa Boga. My jeślibyśmy odmówili modlitwy za zmarłego, sądząc, że on jest w piekle, to byśmy zrobili mu krzywdę, bo o tym, gdzie on jest, my nie wiemy.

A więc nie rozdzielając zmarłych, modlimy się za tych, co są w czyśćcu.

I tu pojawia się drugie stwierdzenie - oni i tak pójdą do nieba. I znów jest ono prawdziwe. To jest pewne, że ci, co są w czyśćcu pójdą do nieba.

Stwierdzenia są prawdziwe, tylko wniosek jest błędny. Wniosek podobny jest do takich wniosków jak: i tak każdy umrze, więc po co się leczyć? Ci, co mają umrzeć i tak umrą a ci, co mają wyzdrowieć i tak wyzdrowieją; albo: jak ktoś bez lekarstwa będzie się leczył miesiąc a z lekarstwem tydzień, to po co zażywać lekarstwa, jak i tak wyzdrowieje, a że się pomęczy dłużej to co? albo: jak wraca twoje dziecko ze szkoły do domu a ty jedziesz samochodem, to po co je podwozić, jak i tak dojdzie do domu?

Nie trzeba skończyć studiów, by zauważyć brak rozsądku w tych stwierdzeniach. Tak samo ma się sprawa z sensownością modlitwy za zmarłych. Jeśli zmarli idą do domu Ojca niebieskiego, to dlaczego ich nie "podwieźć"?. Jeśli chcą wyzdrowieć z choroby grzechu, to dlaczego nie podać im lekarstwa modlitwy? Samo ludzkie serce nakazuje nam pomagać potrzebującym, a nie mówić "Męcz się, męcz. Zobaczymy, jak długo wytrzymasz".

Modlitwa za zmarłych jest bowiem dla nich pomocą w celu skrócenia ich mąk czyśćcowych. A jeśli można skrócić ich cierpienie, to jest to również obowiązek wynikający z miłości bliźniego.

Na tym można by zakończyć naświetlanie problemu, gdyż teza jest fałszywa już z logicznego punktu widzenia. Niektórym może to jeszcze nie wystarczyć i stawiają problem w postaci dwóch pytań:

- czy Bóg czasem nie chce, ażeby zmarli wycierpieli sami swoja karę?

- czy rzeczywiście możemy pomóc zmarłym?

I na te pytanie odpowie już nam sam Pan Bóg mówiący słowami Pisma św. i Kościoła, w którym nieustannie przemawia Duch Święty.

Otóż w Drugiej Księdze Machabejskiej czytamy, że Juda Machabeusz, przywódca walczących o wolność Żydów, zabrał składkę i posłał ją do Jerozolimy, aby kapłani złożyli ofiarę za grzech tych, co zmarli. Autor Księgi komentuje to tak:

"Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, ze ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym. lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda - była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu". (2 Mch 12, 43b - 45)

Tekst mówi sam za siebie. W innym miejscu, w Księdze Mądrości Syracha czytamy:

"Miej dar łaskawy dla każdego, kto żyje,

nawet umarłym nie odmawiaj oznak przywiązania" (Syr 7, 33),

a w Księdze Tobiasza:

"Kładź chleby twoje na grobie sprawiedliwych, ale grzesznikom nie dawaj" (Tb 4, 17)

Teksty te wskazują, że Żydzi znali i zalecali praktykę modlitwy za zmarłych.

Na kartach Nowego Testamentu św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 15, 29) pisze o chrzcie za zmarłych, który jest jakąś formą pomocy dla nich. Natomiast w Drugim Liście do Tymoteusza (Tm 1, 16 - 18) prosi Boga o miłosierdzie dla zmarłego Onezyfora.

Ale nie tylko Pismo św. mówi o modlitwie za tych, którzy zeszli już z tego świata. Setki chrześcijańskich nagrobków z II - III w. zawiera prośby o zbawienie dla zmarłych a wśród nich znamienny tekst: "Niech każdy z braci, który to rozumie, pomodli się za Abercjusza".

Gdyby wiara chrześcijańska nie wyrobiła w duszach swych wyznawców mocnego przekonania, że mogą istotnie duszom przez swoje wstawienie się w jakiś sposób pomóc, to nie wpadliby nigdy na myśl, takie modlitwy słać do Boga, a cóż dopiero ryć je na grobowych kamieniach!

O modlitwie za zmarłych mówią także Ojcowie Kościoła: Cyprian, Klemens Aleksandryjski, św. Augustyn, a również piszący w średniowieczu św. Tomasz. Tertulian już pod koniec II w. grozi wdowie za to, że się nie modli za duszę zmarłego męża.

Także wiele Soborów powszechnych wypowiadało się na ten temat. Sobór Lyoński II mówi, że Kościół zawsze czcił zmarłych i ofiarował im pomoc poprzez modlitwę. Tę samą naukę głosi papież Innocenty IV w Liście do Kardynała - Legata na Cyprze z 1254 r., a także Sobór Florencki z 1439 r i Sobór Trydencki, który zdecydowanie stwierdza: "Kto twierdzi, że ofiara Mszy św. nie powinna być ofiarowana za zmarłych niech będzie wyklęty!"

Tych świadectw można by mnożyć jeszcze długo, zwłaszcza z ksiąg liturgicznych, szczególnie zaś tekstów z mszy za zmarłych. Tę prawdę głosi również niedawno wydany Katechizm Kościoła Katolickiego.

Dlatego trzeba z całą pewnością zaprzeczyć tezie, jakoby modlitwa za zmarłych nie miała sensu. Pismo św. i Kościół, w którym działa Duch św. nie może kłamać. Gdyby Bóg nie chciał, aby żyjący modlili się za zmarłych, albo uważał, że to nic zmarłym nie pomoże, albo gdyby chodziło tylko o pieniądze dla księży, to by o tym na pewno powiedział i tego zakazał, a wcale tego nie czyni, co więcej: mówi ustami Pisma św. i tradycji Kościoła, że modlitwa ta ma sens a sens takiej modlitwy opiera się na prawdzie o obcowaniu świętych, prawdzie o trzech Kościołach: pielgrzymującym, oczyszczającym się i triumfującym.

Te trzy Kościoły pomagają sobie nawzajem, gdyż jest między nimi stała więź, o której mówi Skład Apostolski: "Wierzę w świętych obcowanie". Kto na ziemi zrobi cokolwiek dobrego, dobro to udziela się wszystkim. Gdy ktoś pomodli się za zmarłych, pomaga duszom w czyśćcu cierpiącym, tak jak święci w niebie pomagają nam pielgrzymującym do Pana.

I to jest prawda katolicka, piękna i pocieszająca, i budząca nieopisaną radość z powodu miłosierdzia Pana, który pragnie naszego zbawienia. I prawda ta nie tylko nas raduje, ale i przyćmiewa wszelką wątpliwość zawartą w zastrzeżeniu co do sensowności modlitwy za zmarłych.

Tekst pierwotnie ukazał się na stronie wegrzyniak.com         - „deon.pl”

 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

15 listopada - św. Albert Wielki, biskup i doktor Kościoła
15 listopada - św. Leopold III
15 listopada - św. Dydak z Alcali, zakonnik
15 listopada - bł. Magdalena Morano, dziewica
16 listopada - św. Małgorzata Szkocka
16 listopada - św. Gertruda, dziewica
16 listopada - rzymskie bazyliki świętych Apostołów Piotra i Pawła
16 listopada - NMP Ostrobramska, Matka Miłosierdzia
16 listopada - św. Agnieszka z Asyżu, dziewica
16 listopada - święci męczennicy i prezbiterzy Roch Gonzalez, Alfons Rodriguez i Jan del Castillo
16 listopada - kościół metropolitalny we Wrocławiu
16 listopada - kościół katedralny w Opolu
17 listopada - św. Elżbieta Węgierska
17 listopada - św. Grzegorz Cudotwórca, biskup
17 listopada - św. Grzegorz z Tours, biskup
18 listopada - bł. Karolina Kózkówna, dziewica i męczennica
18 listopada - św. Odo z Cluny, opat
18 listopada - kościół katedralny w Zamościu
19 listopada - bł. Salomea, dziewica
19 listopada - św. Mechtylda z Hackeborn, dziewica
20 listopada - św. Rafał Kalinowski, prezbiter
20 listopada - św. Feliks Valois, prezbiter
20 listopada - błogosławione dziewice i męczennice Aniela od św. Józefa i Towarzyszki
21 listopada - ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny
21 listopada - św. Gelazy I, papież
22 listopada - św. Cecylia, dziewica i męczennica

22 listopada - błogosławieni męczennicy ormiańscy Salwator Lilli, prezbiter, i Towarzysze

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.