WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

29/775                   -         19 lipca 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

1

 

XVI NIEDZIELA ZWYKŁA

19 lipca 2020 r.A.

 

3

 

Przypowieść o chwaście wśród zboża w obrazowy sposób ukazuje nam Bożą cierpliwość i miłosierdzie. Bóg nie karze natychmiast za zło, ale czeka na nawrócenie człowieka. Dobro jest ciche i wzrasta cicho jak Boże Królestwo. Wszyscy jesteśmy grzeszni i słabi, zasługujemy bardziej na karę niż miłosierdzie, ale Bóg lituje się nad nami i uczy nas pokornego spojrzenia na świat.

Bóg jest zbyt potężny, by nie być też bardzo cierpliwym. To chyba główna myśl czytań tej niedzieli. Człowiek często chciałby już, teraz. Kiedy dzieje się coś nie po jego myśli będzie się starał, by to zmienić. Choćby - i tym najbardziej człowiek różni się od Boga - samemu jakieś zło wygenerować. Bóg jest znacznie bardziej cierpliwy. Pewnie dlatego, że wie, jaki będzie wynik tego starcia dobra za złem. Kiedyś przecież zło sprawiedliwie osądzi.

A my? My w sumie też wiemy, jaki jest koniec tej konfrontacji, prawda? Gdy ceną za pokonanie jakiegoś zła jest inne zło, możemy wstrzymać się z reakcją.

 

2

 

W dzisiejszym numerze:
- Zło dobrem zwyciężaj.
- Trudy dla Ewangelii.
- Wszystko płynie.
- Niemodna czystość.
- Jak sobie wypleciesz, tak się wyśpisz.
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

 

5

 

Zło dobrem zwyciężaj.

Przypowieść o pszenicy i chwaście, i o tym, by nie wyrywać chwastu i by rósł razem z pszenicą aż do żniw, jest jedną z najbardziej niezwykłych, tajemniczych i kontrowersyjnych przypowieści.

Jakiś czas temu prowadziłem rekolekcje wielkopostne dla grupy dorosłych. Pośród różnych tekstów, które komentowałem, był i ten. O ziarnie i chwaście. O żeńcach skorych do wyrywania i o tym, by nie wyrywać. Widziałem, że słuchaczy zaciekawiły moje wywody, bo na końcu dziękowali i za tę przypowieść. To, co miało zaintrygować, zaintrygowało. Posiane, zakiełkowało. Tym większe było zaskoczenie, kiedy za dziękowanie i życzenia zabrał się gospodarz miejsca (ksiądz). „I życzę wam – mówił – byście w tym wielkim poście byli w stanie z waszego życia wyrwać jak najwięcej chwastu”.

Halo! To wyrywać czy nie wyrywać? „Nie wyrywajcie – mówi Pan Jezus – byście, wyrywając chwast, nie podeptali i pszenicy”. Ciekawe. Tak w gruncie rzeczy by się stało. Wiem o tym. Bo wyrywałem chwast. Dosłownie! Z pszenicy. Dużo podeptanej pszenicy po sobie zostawiłem. Oj! W imię wyrywania chwastu dużo podeptałem pszenicy. „Dziecko wylane z kąpielą”.

Ale chwast zarośnie mi pszenicę, Panie Jezu! Nie depcz pszenicy.

Ale chwast jest obrzydliwy i groźny, Panie Jezu! Nie depcz pszenicy.

Ale z chwastem czuję się zbrukany i nieczysty! Nie depcz pszenicy.

Ale boję się chwastu! Nie depcz pszenicy.

Tutaj o pszenicę chodzi. I o strategię. Jaką masz strategię na życie, na siebie, na świat? Co bardziej cię zajmuje? Wyrywanie, czyszczenie, sprzątanie czy sadzenie, tworzenie, budowanie?

Wszystko to takie ogólne – ktoś powie. Ale tu naprawdę chodzi, i to radykalnie, o strategię. Czy jesteś pochłonięty sprzątaniem brudnego, czy budowaniem możliwego?

Jest jeszcze o żeńcach i o końcu czasów. Nie my mamy władzę nad złem. A mamy? To żeńcy oczyszczą omłot. Nikt z nas. Na szczęście!

I dopiero tam i wtedy dokona się oczyszczenie. Tu i teraz nie mamy całkowitej władzy nad złem. A mamy?

Nie zajmuj się złem – na to szkoda czasu. Zajmuj się dobrem.

Zło dobrem zwyciężaj.                  

„wdrodze.pl”

Tomasz Golonka OP - ur. 1965, dominikanin, przeor, proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Katowicach.

 

 

6

 

Trudy dla Ewangelii

Jeśli wydaje ci się, że wyprawa na niedzielną Mszę św. czy naukę rekolekcyjną to ogromny trud, a salwa szyderstw pod twym adresem dlatego, że jesteś „katolem”, to niewyobrażalna przeciwność, z jaką musisz borykać się w pracy, to posłuchaj następującej historii.

Doktor Li Wen Liang miał 34 lata. Jako pierwszy usiłował zwrócić uwagę na pojawienie się nowego koronawirusa. Został zmuszony do milczenia oraz zastraszony. Zmarł 6 lutego. Pozostawił 5-letniego synka i żonę w ósmym miesiącu ciąży, też zarażoną.

Początkowo jego śmierć podlegała cenzurze. Gdy została ujawniona, świat poznał lekarza, który starał się do końca ocalić innych. „Nie chcę być bohaterem – napisał. – Mam rodziców, dziecko, żonę w ciąży, która niebawem będzie rodzić. I wielu pacjentów na oddziale. Gdy walka ustanie, spojrzę w niebo ze łzami spadającymi obficie jak deszcz”. W swoich notatkach zapisał: „Moi chorzy, tyle niewinnych osób, umierając, patrzą mi w oczy z nadzieją życia. Kto by przypuszczał, że i ja będę umierał?”.

Z czasem świat dowiedział się, że doktor Li Wen Liang jest katolikiem. Pod zielonym kitlem jego serce skrywało „święte powołanie”. Uległ urokowi „naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który zniweczył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię”. Gasnąc, notował: „Moja dusza jest w raju, podczas gdy ciało spoczywa na białej pościeli. Żegnajcie, moi kochani. Żegnaj, Wuhanie, moje miasto rodzinne… Mam nadzieję, że po tych potwornościach wspomnisz, że ktoś usiłował pokazać ci prawdę. Ufam, że po tych okropnościach dowiesz się, co znaczy być sprawiedliwym. Nigdy więcej ludzie nie powinni cierpieć na skutek beznadziejnego i dojmującego strachu i smutku”.

Zakończył cytatem ze świętego Pawła:

   W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia (2 Tm 4,7-8).

Z pewnością wielu chorych, których uda się przywrócić zdrowiu, będzie nosić w sobie ślad pamięci o tym chrześcijańskim doktorze, który na ich oczach i między ich łóżkami „wziął udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą”.

Pewnie też nigdy nie zapomną o dzielnym kapelanie Marynarki Wojennej USA pasażerowie statku Westerdam, który wypłynął z Hongkongu, by wreszcie zacumować u wybrzeży Kambodży. Wśród 1455 pasażerów odkryto 50 przypadków zarażonych koronawirusem. Kapłan dzień i noc wspierał pasażerów i członków załogi, spowiadał, podtrzymywał na duchu, odprawiał po kilka Mszy w różnych miejscach wycieczkowca. Ostatnią sprawował dla załogi, która nie mogła pozwolić sobie na panikowanie.

Dwa tygodnie na morzu, w lęku i niepewności. Nikt nie pozwala na przybicie do brzegu. Nieczyści. W takiej sytuacji dobrze jest mieć kapłana na pokładzie. Człowieka ze „świętym powołaniem” w sercu.

ks. Robert Skrzypczak – „wiara.pl”

 

 

7

 

Wszystko płynie

Czas unieważnia spory. Nas też „unieważni”. Połowa lipca. Tak mniej więcej. Epidemii w Polsce dzień 136, z 353 przypadkami nowych zachorowań. I pięć dni po wyborach prezydenckich. Nastroje jeszcze się nie uspokoiły. Jedni liżą rany po porażce ich kandydata, inni triumfują. Lament tych pierwszych nawet trochę rozumiem. Odreagowują. Nie jest łatwo godzić się z porażką. Postawa tych drugich częściej mnie złości. Pokonanego nie trzeba kopać. Zwłaszcza że to zwycięstwo... Delikatnie mówiąc – mało przekonujące. Głosy rozłożyły się prawie pół na pół. Chcemy tak do końca świata boksować się, kopać i gryźć? Dlatego, choć zamierzałem pisać o pewnej paskudności, dziś sobie odpuszczę. Oliwa to dobra do pomidorów. Zwłaszcza z odrobiną octu balsamicznego. Do ognia nie należy jej dolewać.

Byłem parę dni temu w górach. Wyskoczyłem na jeden dzień na Babią. Wiadomo, trasy tak widokowe, że przy dobrej pogodzie dech zapiera. Przy okazji zapuściłem się też na Małą Babią, gdzie turystów znacznie mniej, a widoki ciut inne i nie mniej ciekawe. Bliska już Mędralowa, na którą Słowacy chodzą jako na najdalej wysunięty na północ punkt swojego kraju, dalej wielki masyw Pilska, imponująca w swojej samotności Romanka, oddzielona od bardziej znanych Rysianki i Lipowskiej przepiękną Przełęczą Pawlusią, w dali Skrzyczne i Klimczok, gdzieś na horyzoncie Lysa Hora, o Tatrach, Niżnych Tatrach, Choczskich Wierach, Małej i Wielkiej Fatrze już nawet nie mówiąc. No i z jednej strony ta Orawa, o której skalistych grzędach otoczonych chmurami i mgłach w kosodrzewinach śpiewało się niegdyś piosenkę, a z drugiej tak bliska, a tak daleka gdy jedzie się samochodem Kotlina Żywiecka. Za którą, gdzieś w szarościach mgiełki, mój dom... Tylko na wschód nie widać ani Turbacza, ani Lubonia, Szczebla, Lubogoszcza, Śnieżnicy, Ćwilina, ani Mogielicy ani leżącej już dalej Radziejowej, a tym bardziej Pienin, bo Babia zasłania :)....   Ech! A potem, zawracając na Żywieckich Rozstajach poszedłem na Markowe Szczawiny.

Lasem, małymi polanami: urokliwy szlak. Chyba z dobrych dwadzieścia lat tamtędy nie szedłem. A nie w śniegu, to jeszcze dawniej. Przysiadłem na Fickowych Rozstajach, przy pięknie spróchniałych pniach. Wspomniałem przyjaciół, z którymi byłem tam przed laty. Z jednym wychylam od czasu do czasu parę kufli piwa, drugi gdzieś w Niemczech, czasem bywa w Polsce. Trzeci... Tego odwiedzam na cmentarzu. Z nas wszystkich był najstarszy i chyba najbardziej chciał być święty. Wiedziony tymi ideałami, jako jedyny z nas, już w wolnej Polsce, zaangażował się w politykę. Ta, jak to bywa, mocno mu dokopała...   Nikt z nas nie mógł przewidzieć wtedy, jak potoczą się nasze losy. Byliśmy otwarci na przyszłość, pełni wielkich ideałów. Trwał jednak stan wojenny. Na szczycie Babiej prócz nas i WOPistów chroniących się przed wiatrem pod małym jeszcze wtedy murkiem z kamieni nikogo nie było. Czy mogliśmy przypuszczać, że za siedem lat Bóg „zwróci nam w ojczyźnie wolność” i wszystko, łącznie z ilością turystów na Babiej, tak po prostu się zmieni?

Na tym samym szlaku, już blisko schroniska, jest żlebik. Dwadzieścia lat temu nagle „uruchomił się”. Zrobiło się niebezpiecznie. Szlak – słusznie – zamknięto. Bo, jak ocenił znajomy geolog, z którym poszliśmy to osuwisko na własne oczy zobaczyć, nic tam nie było ustabilizowane i w każdej chwili mogło ruszyć dalej. Dziś można już przejść i niczego nie zauważyć. Wszystko pozarastało nową roślinnością. Tylko stare tablice ostrzegające przed niebezpieczeństwem przypominają o dawnej katastrofie. Jak to w życiu bywa, czas unieważnił tak ekscytujący dawniej temat...

Na wspominki dziadka zebrało? Ano piszę o tym, bo dziś też ekscytujemy się, dyskutujemy, nawet wytaczamy przeciwko sobie działa miotające coraz ostrzejsze słowa. Za 20. lat czas te nasze spory unieważni. Za 40 nikogo, prócz fascynatów historii myśli politycznej, nie będą już interesowały. A za 100 lat o takim drobnym epizodzie jak wybory prezydenckie w kowidowym 2020 roku pewnie już nawet na lekcjach historii nie będą wspominać. Realistycznie trzeba dodać: nasze mogiły też dawno ktoś już przekopie. Trzeba przecież miejsca na pochówek kolejnych zmarłych. Tylko góry będą pewnie stały, jak dziś stoją. Tylko Bóg w niebie pozostanie na wieki. I mam nadzieję, że my wszyscy razem z Nim. „I ci co bronili i ci co się wdarli” w pokoju szczerym i wiecznym. Zupełnie bez sensu to skakanie dziś sobie do gardeł.                                                                                                

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

8

 

Niemodna czystość

   To, co ludzi może łączyć wykracza daleko poza pożądanie

Jeśli się ją odrzuca, czy może dziwić, że wszelkie seksualne fanaberie zyskują status niemal praw człowieka?

Z cyklu "Jak żyć, by podobać się Bogu" na kanwie KKK 2337-2350

Piękny ten Boży zamysł istnienia płci :) Stworzyć człowieka „niekompletnego”: tak, by potrzebował drugiego, który uzupełni tę jego niekompletność sobą, swoimi umiejętnościami. I dopiero tej wspólnocie dwojga ubogaconych sobą osób daje możliwość wzięcia udziału w stwarzaniu przez przekazywanie życia i wychowywaniu młodych chłopców i dziewcząt.... Tematowi temu poświęcony był poprzedni odcinek cyklu. Dziś o sprawie, którą w dzisiejszym świecie traktuje się jak dawno przebrzmiały archaizm, ale bez której nie da się sensownie ustawić problemów związanych z ludzką z seksualnością. O cnocie czystości.

Znać umiar

Czystość jest bliską krewną cnoty umiarkowania (KKK 2341). Już samo to każe nam w patrzeniu na ludzką seksualność unikać skrajności. Z jednej strony uznania jej za wyraz zepsucia człowieka, potępiania, ignorowania, prób wypierania jej ze świadomości i temu podobnych. Seksualność jest czymś, czego chciał dla człowieka sam Bóg, bo istotą seksualną go stworzył. I człowiek nigdy nie przestaje być istotą seksualną; zawsze, w każdej sytuacji, jest mężczyzna albo kobietą, z wszystkimi z tego wynikającymi konsekwencjami.

Płeć ma znaczenie

Ciekawe, że Bóg nie zmieścił podobieństwa człowieka do siebie w jednej tylko płci.

Z drugiej strony trzeba unikać czegoś, co można by nazwać rozpasaniem: takim spojrzeniem na seksualność, w którym korzystanie z niej staje się jednym z głównych celów ludzkiego życia. Jak człowiek powinien jeść, ale nie powinien się objadać, tak korzystanie z seksualności też powinno być poddane rozumowi i woli. Bo ma służyć dobru człowieka, nie autodestrukcji.

Obie te skrajności obce są biblijnemu i chrześcijańskiemu spojrzeniu na seksualność i są poglądami, w którym teolog widzi raczej tendencje manichejskie. Bo to manichejczycy, uważając materię za dzieło szatana, za takową uznawali także prokreację i wszystko co z nią związane. Paradoksalnie nie mieli jednak nic przeciw rozpuście. Przecież zło trzeba niszczyć. Tak przyjemniej niż umartwieniami.

Czym zatem jest czystość? Zabrzmi uczenie: to osiągnięcie integracji płciowości w osobie, wewnętrzna jedność człowieka w jego wymiarze cielesnym i duchowym (KKK 2337). Skomplikowane? Chyba nie. Ale wyjaśnijmy: „Płciowość, w której wyraża się przynależność człowieka do świata cielesnego i biologicznego – czytamy w KKK 2337 – staje się osobowa i prawdziwie ludzka, gdy zostaje włączona w relację osoby do osoby, we wzajemny dar mężczyzny i kobiety, który jest całkowity i nieograniczony w czasie”. Też mądrze, prawda? A tak najprościej, to można by powiedzieć, że to panowanie człowieka nad własnym popędem tak, że staje się on panem samego siebie, a przez to potrafi też być darem dla drugiej osoby. Bo te dwa wymiary – integralność osoby i integralność daru z siebie – to istotne elementy tego, co nazywamy czystością.

Być panem siebie

Nietrudno zauważyć, że najgorszą niewolą, w jaką człowiek może popaść, jest niewola samego siebie. Wystarczy spojrzeć na osoby uzależnione. Od alkoholu, narkotyków, hazardu, w pewnej mierze także „tylko” od papierosów. Podobnie, gdy człowiek nie potrafi pohamować swojego egoizmu. Taka niewola, choć wydaje się budowaniem siebie, swojej pozycji, jest tak naprawdę destrukcją. Nie inaczej jest w sytuacji, gdy to nie człowiek panuje nad swoją seksualnością, ale ona nad nim. Jest wtedy tak naprawdę niewolnikiem. A doraźne przyjemności zabierają mu dobra, jakie mógłby osiągnąć będąc panem samego siebie.

Czystość pozwala być wolnym. Sprawia, że człowiek nie musi grać: jest zawsze sobą, nie musi kręcić, nie ma czego wstydliwie ukrywać. „Godność człowieka wymaga – czytamy w KKK 2339 – aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego. Taką zaś wolność zdobywa człowiek, gdy uwalniając się od wszelkiej niewoli namiętności, dąży do swojego celu drogą wolnego wyboru dobra oraz zapewnia sobie skutecznie i pilnie odpowiednie pomoce".

Szczególnie ważnym momentem w życiu człowieka, także w tej sprawie, jest czas dorastania (KKK 2342). Co tu dużo mówić: to wtedy kształtują się podstawowe zręby postaw, jakie przyjmuje człowiek w dorosłym życiu. Różnorakie doświadczenia, otoczenie, mody, ale przede wszystkim dokonane wtedy wybory rzutują na całe życie. I mogą sprawić, że człowiek nie wykształciwszy w sobie cnoty czystości w mniejszym czy większym stopniu stanie się niewolnikiem swoich namiętności. To nie jest jednak tak, że nie da się już wtedy wrócić na drogę czystości. I odwrotnie: ten, który żył w czystości, też może z biegiem czasu popaść w nieczystość. W tej sprawie, podobnie jak wielu innych, nic nie jest raz na zawsze. Człowiek ciągle, przez całe życie, musi podejmować wysiłek bycia w pełni O-SOBĄ; podporządkowywania swojej płciowości rozumowi i woli i nie pozwoleniu na to, by decydowała o jego postępowaniu pożądliwość (KKK 2342).

Jak to robić? Autorzy Katechizmu piszą o „poznanie siebie, praktykowaniu ascezy odpowiedniej do spotykanych sytuacji, posłuszeństwie przykazaniom Bożym, ćwiczeniu się w cnotach moralnych i wierności w modlitwie”. Jak zauważają, ważne są też w tej kwestii wybory, jakich człowiek na co dzień dokonuje (KKK 2343). Tak, własne wybory. Nic bardziej od nich nie demoralizuje. To mechanizm opisany już w Biblii, w scenie grzechu pierwszych rodziców. Chowają się przed Bogiem, by ukryć swoją nagość. Tak samo robi człowiek, który popełnił grzech. Zwłaszcza, gdy popełnia go często. Odchodzi od Boga, chowa się przed Nim. Bo zwyczajnie się wstydzi. Ale jak stopniowo demoralizują złe wybory, tak codzienne dobre wybory prowadzą na drogę cnoty. Dlatego tak ważnym jest, by wybierać czystość, a odsuwać się od wszystkiego, co nieczyste; nie pozwolić, by nieczystość wzięła człowieka w niewolę.

Dziś bywa to trudne także dlatego, że wymaga pójścia na przekór silnie zerotyzowanej kulturze. Powiedzmy jasno: kultura nie wspiera dziś człowieka w wyborze drogi czystości. Wręcz przeciwnie: na różne sposoby, nieraz bardzo subtelnie, lansuje rozwiązłość. Ale to kim jestem nie zależy tylko od tego, co mnie otacza. Zależy przede wszystkim od tego, jaką postawę sam wybieram. Jak w takim razie sobie w dobrych wyborach pomoc? Tylko - jak wspomniano wcześniej - zaciskać zęby i się modlić?

Człowiek dla człowieka

Pierwszą i najważniejsza z wszystkich cnót jest oczywiście miłość. Ku niej wszystko powinno zmierzać. Dopiero posiadając samego siebie – przez czystość – człowiek może być też darem dla drugiego człowieka. Ten wymiar daru dla drugiego widoczny jest przede wszystkim w małżeństwie. Całkiem wyraźnie także, choć w innym wymiarze, w rodzicielstwie. Jak się jednak zastanowić, to cnota czystości – przypomnijmy, rozumiana jako zintegrowanie płciowości w osobie – pomaga też pielęgnować miłość w tym jej wymiarze, jaki nazywamy przyjaźnią. Jestem osobą, jestem wolny, dlatego niczego od ciebie nie oczekując, mogę chcieć bezinteresownie twojego dobra - mówi przyjaciel. Przyjaźń „wskazuje (...) uczniowi, jak iść za Chrystusem i jak Go naśladować, ponieważ wybrał nas na swoich przyjaciół oddał się nam całkowicie i uczynił nas uczestnikami swojej Boskiej natury” – czytamy w Katechizmie (2347). Piękne, prawda? Trudno przy tym oprzeć się zaskakującej w sumie konstatacji, że jest też przyjaźń szczególną zapowiedzią nieba – wspólnoty zbawionych nie tylko z Bogiem, ale też i między sobą.

Taka przyjaźń, będąca bezinteresownym darem dla drugiego, pomaga budować cnotę czystości. Dlaczego? Bo pomaga zobaczyć w człowieku człowieka, nie obiekt pożądania. Pomagając zobaczyć człowieka z jego osobowością, doświadczeniami, widzeniem rzeczywistości, marzeniami, tęsknotami, radościami i smutkami, odsuwa wypływające z cielesnych żądz pragnienie użycia. Bo przeczuwa, że prawdziwa miłość, to odpowiedzialność. Nie użyję cię, bo jesteś osobą, nie rzeczą. A używając cię jak rzecz niechybnie bym cię poranił.

Wezwanie dla wszystkich

Czystość nie jest tożsama z powstrzymaniem się od współżycia seksualnego. To – przypomnijmy – zintegrowanie seksualności w osobie, podporządkowanie jej rozumowi i woli człowieka. Jest więc wyzwaniem dla wszystkich, także osób żyjących w małżeństwie.„Wszyscy ludzie powinni odznaczać się cnotą czystości stosownie do różnych stanów swego życia – czytamy w KKK 2349 – jedni, przyrzekając Bogu dziewictwo lub święty celibat, w ten sposób mogąc łatwiej poświęcić się niepodzielnym sercem Bogu; inni natomiast prowadząc życie w taki sposób, jaki prawo moralne określa dla wszystkich, zależnie od tego, czy są związani małżeństwem, czy nie". Małżonkowie, choć przecież współżyją seksualnie, są wezwani do życia w czystości w małżeństwie. Czyli sami będąc osobami, jak osobę, nie przedmiot użycia, powinni traktować współmałżonka. Dla wszystkich innych czystość oznacza życie we wstrzemięźliwości. Zarówno dla tych, którzy wybrali życie samotne, jak i dla tych, którzy owdowieli lub zostali przez współmałżonka opuszczeni. Podobnie narzeczeni, którzy na tym etapie życia powołani są do zachowania wstrzemięźliwości. „Poddani w ten sposób próbie, odkryją wzajemny szacunek, będą uczyć się wierności i nadziei na otrzymanie siebie nawzajem od Boga” – czytamy w KKK 2350. „Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni zachować na czas małżeństwa. Powinni pomagać sobie wzajemnie we wzrastaniu w czystości (KKK 2350).

Czystość. Wezwanie by być wolnym i móc tym owocniej być darem dla drugiego człowieka. To coś innego, niż sprowadzanie życia do gry służącej zaspokojeniu żądz. Nic dziwnego, że w rozerotyzowanych społecznościach budzi uśmiech politowania. A przecież właśnie z powodu lekceważenia cnoty czystości, seksualność staje w przeświadczeniu ludzi się tak „niezbywalnym” ludzkim prawem, że to, co jest ewidentnym nadużyciem, stopniowo staje się normą.

Tyle na dziś. Na następnej stronie te fragmenty Katechizmu Kościoła Katolickiego, z których korzystałem pisząc niniejszy tekst. Tym razem szczególnie gorąco polecam, bo z racji obszerności tematu niektóre wątki pominąłem.

II. Powołanie do czystości

2337 Czystość oznacza osiągniętą integrację płciowości w osobie, a w konsekwencji wewnętrzną jedność człowieka w jego bycie cielesnym i duchowym. Płciowość, w której wyraża się przynależność człowieka do świata cielesnego i biologicznego, staje się osobowa i prawdziwie ludzka, gdy zostaje włączona w relację osoby do osoby, we wzajemny dar mężczyzny i kobiety, który jest całkowity i nieograniczony w czasie.

Cnota czystości obejmuje zatem integralność osoby i integralność daru.

Integralność osoby

2338 Osoba żyjąca w czystości zachowuje integralność obecnych w niej sił życia i miłości. Integralność ta zapewnia jedność osoby i sprzeciwia się wszelkiemu raniącemu ją postępowaniu. Nie toleruje ani podwójnego życia, ani podwójnej mowy.

2339 Czystość domaga się osiągnięcia panowania nad sobą, które jest pedagogią ludzkiej wolności. Alternatywa jest oczywista: albo człowiek panuje nad swoimi namiętnościami i osiąga pokój, albo pozwala zniewolić się przez nie i staje się nieszczęśliwy. "Godność człowieka wymaga, aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego. Taką zaś wolność zdobywa człowiek, gdy uwalniając się od wszelkiej niewoli namiętności, dąży do swojego celu drogą wolnego wyboru dobra oraz zapewnia sobie skutecznie i pilnie odpowiednie pomoce".

2340 Kto chce pozostać wierny przyrzeczeniom chrztu i przeciwstawić się pokusom, podejmie w tym celu środki takie, jak: poznanie siebie, praktykowanie ascezy odpowiedniej do spotykanych sytuacji, posłuszeństwo przykazaniom Bożym, ćwiczenie się w cnotach moralnych i wierność modlitwie. "Czystość integruje nas na nowo i prowadzi do jedności, którą utraciliśmy, rozpraszając się w wielości".

2341 Cnota czystości pozostaje w zależności od kardynalnej cnoty umiarkowania, która zmierza do przeniknięcia rozumem uczuć i popędów ludzkiej zmysłowości.

2342 Panowanie nad sobą jest zadaniem długotrwałym. Nigdy nie należy uważać, że zdobyło się je raz na zawsze. Zakłada ono wysiłek podejmowany we wszystkich okresach życia. Wymagany wysiłek powinien być bardziej intensywny w pewnych okresach - gdy kształtuje się osobowość, w dzieciństwie i w młodości.

2343 W dziedzinie czystości znane są prawa wzrostu, który dokonuje się etapami naznaczonymi niedoskonałością i dość często grzechem. "Człowiek cnotliwy i czysty formuje się dzień po dniu, podejmując liczne i dobrowolne decyzje; dlatego poznaje, miłuje i czyni dobro moralne odpowiednio do etapów swojego rozwoju".

2344 Czystość jest zadaniem wyjątkowo osobistym; zakłada również wysiłek kulturowy, gdyż istnieje "wzajemna zależność między postępem osoby ludzkiej i rozwojem społeczeństwa". Czystość zakłada poszanowanie praw osoby, szczególnie prawa do otrzymywania informacji i wychowania, które szanują moralne i duchowe wymiary życia ludzkiego.

2345 Czystość jest cnotą moralną. Jest ona również darem Bożym, łaską, owocem działania Ducha 89 . Duch Święty uzdalnia odnowionego wodą chrztu do naśladowania czystości Chrystusa.

Integralność daru z siebie

2346 Miłość jest formą wszystkich cnót. Pod jej wpływem czystość jawi się jako szkoła daru z własnej osoby. Panowanie nad sobą jest podporządkowane darowi z siebie. Czystość prowadzi tego, kto ją praktykuje, do stawania się wobec bliźniego świadkiem wierności i czułości Boga.

2347 Cnota czystości rozwija się w przyjaźni. Wskazuje ona uczniowi, jak iść za Chrystusem i jak Go naśladować, ponieważ wybrał nas na swoich przyjaciół oddał się nam całkowicie i uczynił nas uczestnikami swojej Boskiej natury. Czystość jest obietnicą nieśmiertelności.

Czystość przejawia się szczególnie w przyjaźni wobec bliźniego. Przyjaźń rozwijana między osobami tej samej płci bądź różnych płci stanowi wielkie dobro dla wszystkich. Prowadzi do wspólnoty duchowej.

Różne formy czystości

2348 Każdy ochrzczony jest powołany do czystości. Chrześcijanin "przyoblekł się w Chrystusa" (Ga 3, 27), wzór wszelkiej czystości. Wszyscy wierzący w Chrystusa są powołani do życia w czystości zgodnie z różnymi stanami życia. W chwili chrztu chrześcijanin zobowiązał się do czystego przeżywania swojej uczuciowości.

2349 "Wszyscy ludzie powinni odznaczać się cnotą czystości stosownie do różnych stanów swego życia; jedni, przyrzekając Bogu dziewictwo lub święty celibat, w ten sposób mogąc łatwiej poświęcić się niepodzielnym sercem Bogu; inni natomiast prowadząc życie w taki sposób, jaki prawo moralne określa dla wszystkich, zależnie od tego, czy są związani małżeństwem, czy nie". Osoby związane małżeństwem są wezwane do życia w czystości małżeńskiej; pozostali praktykują czystość we wstrzemięźliwości:

Istnieją trzy formy cnoty czystości: jedna dotyczy stanu małżeńskiego, druga - wdowieństwa, trzecia - dziewictwa. Nie pochwalamy jednej z nich z wyłączeniem pozostałych... Dyscyplina Kościoła pod tym względem jest bogata.

2350 Narzeczeni są powołani do życia w czystości przez zachowanie wstrzemięźliwości. Poddani w ten sposób próbie, odkryją wzajemny szacunek, będą uczyć się wierności i nadziei na otrzymanie siebie nawzajem od Boga. Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni zachować na czas małżeństwa. Powinni pomagać sobie wzajemnie we wzrastaniu w czystości.

Jak sobie wypleciesz, tak się wyśpisz

Pośród wielu wakacyjnych rozrywek i atrakcji, jakie oferuje współczesny świat, te nastolatki wybrały dwa tygodnie w lesie. W obozie zbudowanym własnymi rękami. Bez prądu, internetu i bieżącej wody.

Kiedy docierają do lasu, stoi w swojej pierwotnej postaci. Muszą same wszystko przygotować, zbudować, zawiązać, urządzić, przynieść, zapleść i ustawić. Wszystko w sposób praktyczny i zaplanowany. Tak, by dobrze funkcjonować przez najbliższe dwa tygodnie. Pionierka trwa przez 3 dni co najmniej kilka godzin dziennie. Jak mówi klasyk: "Nie ma zmiłuj".

- Na pewno na wstępie przechodzimy mocny test - pionierka. Dlatego dobrze, gdy się szybko wyrabiamy. Musimy współpracować. Dużą wartością jest wspólne działanie zastępem lub ogólnie całą drużynę. Ja osobiście cieszę się, że robimy wszystko samodzielnie, bo uczymy się czegoś nowego, pokonujemy własne ograniczenia. Najbardziej podobają mi się wieczorne ogniska. To zdecydowanie najprzyjemniejszy moment dnia. Śpiewamy piosenki, wystawiamy różne scenki teatralne - opisuje 13-letnia Amelia Borkowska.

Jej rówieśniczka z taką samą nieukrywaną fascynacją opowiada o życiu w lesie.

- To prawda, że było czasami ciężko np. przy budowaniu obozu albo z powodu napiętego grafiku zadań. Z drugiej strony to także plus, że nigdy się nie nudzimy. Dzięki temu mamy problemu ze snem. Zmęczenie i całodzienne wrażenia sprawiają, że oczy się same zamykają. Widzimy, że zadania, które stawiają przed nami są dostosowane do naszych możliwości - przyznaje Gabrysia Chodak.

W tym roku tematem przewodnik na obozie Amelki i Gabrysi byli Galowie. Dziewczęta uczestniczyły w różnych grach, nawiązujących do tematu.

- Wyzwaniem okazała się Wielka Gra, która trwała cały dzień, od godziny 9 do 19. Z mapą odszukiwałyśmy różne punkty w okolicy i realizowałyśmy różne zadania. To podsumowanie tego, czego uczyłyśmy się w ciągu roku na zbiórkach i sprawdzenie naszych umiejętności - opowiada Amelia.

Jakich umiejętności? Np. wiązania węzłów, objaśniania symboliki krzyża harcerskiego, śladów zwierząt i szyfrów. Oprócz tego survival w czystej postaci z przeskakiwanie potoków i poruszaniem się po dzikim terenie.

- Komary? Mnie prawie w ogóle nie pogryzły - mówi z dumą Amelia

- A u mnie odwrotnie - dopowiada Gabrysia

- Co do jedzenia, to ja w domu też sobie przygotowuje, więc nie miałam z tym problemu. Jedyna różnica jest taka, że tutaj na ogniu, a w domu na kuchence elektrycznej albo gazowej - oświadcza Amelia.

- Ja lubiłam pilnować ognia przy gotowaniu, trzeba regularnie dokładać. A z prysznicami to… no... nie ma ich w lesie. Myłyśmy się w miskach. Czasem z tym ciężko, gdy jest kiepska pogoda. Można złapać trochę deszczówki na plecy (śmiech) - przyznaje Gabrysia.

13-latki zgodnie oświadczają, że bez wahania, jak będzie okazja, chętnie wybiorą się drugi raz na taką przygodę.

W innym obozie równie pozytywne i energiczne nastroje. Pogoda dopisuje, czas na kolację. Drewno skwierczy pod polową kuchnią. Woda garnku zaczyna się gotować.

- Najbardziej hardkorowe jest wstanie rano. Pobudkę mamy o 7.30. Nieźle jak na wakacje, prawda? - pyta zaczepnie Helenka Krzywiecka.

- Momentami doskwiera nam zimno w nocy. Na pryczach trzeba spać w kurtkach w śpiworze i nie zawsze jest wygodnie, ale temperatura spadła raz nawet do 6 stopni - informuje z fascynacją Julia Jurczyk. Przyznaje z kolei, że za dnia bywają chwilę, że człowiek roztapia się z gorąca w pełnym umundurowaniu np. podczas warsztatów.

- Komary? Ojej, nie dają nam spokoju. Na początku obozu nie było z tym problemu, ale lekka zmiana pogody i nagle są z nami na każdym kroku. Mam całe pogryzione nogi - mówi Julia, drapiąc się na wspomnienie o insektach.

- A mnie serce ciągnie do mojego wygodnego łóżka w domu - dodaje Helena, jakby chciała zakończyć już temat wrednych komarów.

Tym wszystkim niby narzekaniom towarzyszy jednak uśmiech, radość i wielka energia. Bo to, o czym mówią dziewczęta, tworzy tylko jedną stronę medalu, którą zdecydowanie przykrywa ta druga.

- Bardzo lubię na obozie konkurs kulinarny, bo uwielbiam gotować. Gotowanie w polowych warunkach nie sprawia mi problemu, wręcz przeciwnie, to świetna zabawa - informuje z nieukrywaną dumą Julia.

- A mnie urzekają nasze wspólne wieczorne ogniska i wystawianie scenek np. pantomimy. Ćwiczymy grę sceniczną dostając jakiś konkretny temat do zrealizowania. Jest wtedy dużo śmiechu - stwierdza Helenka.

Spędzanie czasu 24 godziny na dobę w lesie buduje piękne wspomnienia i jest niezapomnianą przygodą. Co istotne, w niej główną rolę nie gra smartfon, telewizor, kołdra, czy laptop, lecz plandeka, menażka, scyzoryk i sznurek.

Gdzie przeżyjesz taką przygodę? U Skautów Europy, w Stowarzyszeniu Harcerstwa Katolickiego "Zawisza" - warto sprawdzić tę propozycję dla dzieci.

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

19 lipca - św. Makryna Młodsza
19 lipca - bł. Ludwika z Sabaudii, zakonnica
19 lipca - św. Symmach, papież
19 lipca - bł. Achilles Puchała, prezbiter i męczennik
19 lipca - bł. Herman Stępień, prezbiter i męczennik
20 lipca - bł. Czesław, prezbiter
20 lipca - św. Małgorzata z Antiochii Pizydyjskiej, dziewica i męczennica
20 lipca - św. Torlak Thorhallsson, biskup
20 lipca - Eliasz, prorok
20 lipca - bł. Alojzy Novarese, prezbiter
20 lipca - św. Józef Barsaba Justus
21 lipca - św. Wawrzyniec z Brindisi, prezbiter i doktor Kościoła
21 lipca - św. Apolinary, biskup i męczennik
21 lipca - Daniel, prorok
22 lipca - św. Maria Magdalena
22 lipca - św. Maria z Betanii
22 lipca - błogosławieni męczennicy Nicefor od Jezusa i Marii Díez Tejerina, prezbiter, i Towarzysze
23 lipca - św. Brygida Szwedzka, zakonnica, patronka Europy
23 lipca - bł. Wasyl Hopko, biskup
23 lipca - św. Jan Kasjan
23 lipca - bł. Krystyn Gondek, prezbiter i męczennik
23 lipca - bł. Jan Huguet Cardona, prezbiter i męczennik
24 lipca - św. Kinga, dziewica
24 lipca - św. Krystyna z Bolseny, dziewica i męczennica
24 lipca - błogosławione dziewice i męczennice Maria Pilar, Teresa i Maria Angeles
24 lipca - bł. Maria Mercedes Prat, dziewica i męczennica
24 lipca - bł. Joanna z Orvieto, dziewica
25 lipca - św. Jakub Starszy, Apostoł
25 lipca - św. Krzysztof, męczennik
25 lipca - św. Olimpia
25 lipca - św. Maria del Carmen Sallés y Barangueras, dziewica
26 lipca - święci Joachim i Anna, rodzice Najświętszej Maryi Panny

26 lipca - bł. Maria Pierina De Micheli, dziewica

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,
poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.
Kancelaria (tel. 126452342) czynna:
(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)
Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,
Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej
- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,
Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa parafii:
oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej
adres parafii:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl
adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.