WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

17/763                   -         26 kwietnia 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

1

 

III Niedziela Wielkanocna

26 kwietnia 2020 r.A.

 

2

 

A myśmy się spodziewali...To ważne, by się spodziewać różnych rzeczy od Pana Boga, od ludzi, od tak zwanego życia. Ale nadmierne przywiązanie do tego, na co oczekujemy, może zamknąć nam oczy na rzeczywistość. I może zaowocować tym, że Pana Boga uznamy za jedynego, który nie wie, co się tak naprawdę dzieje. Wydaje nam się, że to my wiemy najlepiej.

Panie Jezu, daj nam moc wiary i odwagę, byśmy przebili się wreszcie przez ciemności naszych oczekiwań i ujrzeli blask Twojego oblicza, blask Twojego zmartwychwstania.

 

3

 

W dzisiejszym numerze:
- Trwa nadal stan epidemii.
- Komentarz na dziś.
- Spacer z nieznajomym.
- Dawca nadziei.
- Wyznanie wiary bez wiary.
- Rozumem i modlitwą w strach.      
- Warto pisać po Piśmie.
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

7 

 

Trwa nadal stan epidemii.

Trwa nadal stan epidemii. Pozostajemy w domach, aby siebie i innych nie zakażać. Nikt bowiem nie może być pewny, czy sam nie jest bezobjawowym nosicielem wirusa.

Ks. abp Marek Jędraszewski udzielił w tej sytuacji – aż do odwołania - dyspensy od niedzielnego uczestnictwa we Mszy św. w kościele. Należy więc zaplanować uczestnictwo we Mszy św. za pośrednictwem TV, radia lub Internetu. A także podkreślić świąteczny charakter niedzieli przez modlitwę rodzinną, czytanie Pisma świętego.

W dniu 20 kwietnia 2020 nastąpiła zmiana w przepisach sanitarnych dotycząca udziału wiernych w nabożeństwach odprawianych w kościołach. Ilość wiernych, którzy mogą przebywać jednocześnie wewnątrz kościoła jest uzależniona od jego powierzchni.

W naszym kościele parafialnym może uczestniczyć we Mszy św. - zachowując wymagane odstępy - maksymalnie 56 osób. Prosimy, aby w kościele gromadzili się wyłącznie ludzie zdrowi, bez żadnych objawów infekcji. Kościół jest otwierany na 15 minut przed nabożeństwem. Uczestniczący we Mszy św. zajmują wyłącznie pojedyncze miejsca, oznaczone plakietką. Rodzice z dziećmi siadają razem na tej samej ławce, dorośli od brzegów. Wewnątrz kościoła, wszyscy oprócz celebransa, korzystamy z maseczek. Komunia św. jest udzielana wyłącznie „na rękę”. (Przypominamy: Lewa dłoń, otwarta, na wierzchu. Prawa dłoń podpiera ją od spodu. Kapłan składa Hostię na lewej dłoni, a przyjmujący Komunię prawą ręką ujmuje Hostię i w obecności kapłana wkłada do swoich ust. Dopiero potem wraca na miejsce.)

Dziękujemy parafianom, którzy wspierają nasz kościół przekazując ofiarę na konto parafii.

Pamiętajmy o starszych i nie wychodzących z domu, zwłaszcza w swoim sąsiedztwie. Pomóżmy im, proponując zakup podstawowych produktów żywnościowych i leków.                              

ks Proboszcz – Jan Abrahamowicz

 

 

11

 

Komentarz na dziś.

Jak wielką mocą w życiu Piotra i innych apostołów była Pięćdziesiątnica, skoro z wystraszonych i pozamykanych ludzi stali się tymi, którzy głoszą przed tłumem. Piotr przemawia donośnie, Piotr, którego pewnie jedyną szkołą był trzyletni kurs chodzenia za Mistrzem, słuchania Go i patrzenia na to, co robi. W tej przemowie Piotr nie teoretyzuje. On dzieli się swoim doświadczeniem, mówi o czynach, cudach i znakach, przy których był i które widział. Powołuje się też na doświadczenie ludzi, którzy go słuchają, mówiąc, że o tym sami wiedzą, bo niektórzy z nich też przecież słuchali Jezusa i widzieli Jego czyny.

Krótko opisując mękę Pana Jezusa, przechodzi do cytatu z Pisma, aby ugruntować w słuchaczach przekonanie, że to wszystko było zaplanowane przez Boga i właśnie na ich oczach się dokonało.

Zadajmy sobie pytanie: czy tak głosimy Jezusa? Czy opowiadamy o Jego wielkich dziełach w naszym życiu? Czy dzielimy się doświadczeniem naszej wiary, czy tylko narzekamy, że ludzie dziś nie wierzą? W Dziejach Apostolskich nikt nie pytał, czy nie wierzą, ale raczej odpowiadał na pytanie, dlaczego ja sam wierzę? „Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami” - tak Piotr zakończył nauczanie.

W pierwszym czytaniu Piotr zacytował Psalm w odniesieniu do męki Jezusa. Przeczytajmy go więc w ten sposób. Jezus, będąc w czasie męki i śmierci, ufał, że jest chroniony przez Boga, że Bóg zabezpiecza Jego los. Czemu ufał i był tego tak pewien? Bo stawiał sobie Boga przed oczy dniem i nocą, wiedział, że On stoi przy Nim i nic nie zachwieje Jego obecnością. Dlatego Jego serce trwało w pokoju i radości, a ciało było bezpieczne, chociaż biczowane i ukrzyżowane.

Czy potrafię tak ufać? Czy potrafię tak trwać w modlitewnym zanurzeniu w Bogu, że cokolwiek mnie spotyka, wiem, że to Jego ścieżka i że Bóg nie pozwoli, bym pozostał w grobie tej sytuacji?

            W drugim czytaniu znów spotykamy się dziś ze słowami Piotra, który po raz drugi odwołuje się do doświadczenia czytelników listu: „wiecie, że ..., wy przez Niego uwierzyliście Bogu...”. To było źródłem wiary pierwszego Kościoła - spotkanie z żywym Jezusem. Dopiero na tym doświadczeniu można było uczyć ludzi teorii o Jezusie. O tym, co Piotr tu głosi, oni już wiedzieli z własnego doświadczenia - zostali wykupieni, trwają w wierze i nadziei. Czy dziś nie głosimy za dużo teorii ludziom, którzy nie mają doświadczenia Boga? Czy dzielimy się swoim świadectwem wiary? Piotr mówi wyraźnie, przez Niego uwierzyliście w Boga!

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus pokazuje nam to samo, o czy czytaliśmy dzisiaj w dwóch czytaniach. Idzie z uczniami, którzy jeszcze nie mają doświadczenia spotkania Go po zmartwychwstaniu. Są więc smutni i zawiedzeni. Po wylaniu swoich żalów słyszą z ust Pana Jezusa o nierozumni! A potem następuje teoretyczny wykład o tym, co w Pismach napisano o Mesjaszu. Ale to ich nie przemienia. Przemienia ich dopiero doświadczenie. Gdy Jezus siada z nimi, gdy łamie chleb, czyli mówiąc dzisiejszym językiem, daje im Komunię Świętą - wtedy staje się obecny w nich. Znika im z oczu, bo wchodzi w nich, spotykają Go w sobie.

To doświadczenie przemieniło ich ze smutnych i zawiedzionych uciekinierów w zwiastunów i głosicieli Pana. Używają ważnego sformułowania - pałanie serca. Cokolwiek by to w praktyce oznaczało, to coś wewnętrznego w nas, pochodzącego bezpośrednio od Boga, coś, co przekonuje od środka, że On jest żywy i prawdziwy.

 

 

5

 

Spacer z nieznajomym

To był naprawdę zadziwiający początek tygodnia. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że właśnie się zaczyna coś zupełnie nowego. Wracaliśmy po świętach z kompletnym zamętem w głowach. Tyle się wydarzyło, i tak szybko. Nauczyciel ledwo się pojawił w Jerozolimie i już Go nie było. I nic się nie stało z tego, na co czekaliśmy. Chociaż do tego, że się zachowuje i mówi inaczej niż porządny rabbi, zdążył nas już przyzwyczaić. Historie, które opowiadał, zawsze miały zaskakującą puentę. Okazywało się, że kto inny jest tym sprawiedliwym, że co innego jest ważne niż to, co się nam wydawało na początku opowieści. Czasem można było pomyśleć, że zupełnie zmienia Prawo. Ale dać się zabić? To jednak przekraczało nasze nawykłe do niespodzianek oczekiwania.

Wtedy przyłączył się do nas nieznajomy. Chciał, żeby mu wszystko opowiedzieć, bo nic nie wiedział ani o Nauczycielu, ani o pojmaniu, ani o ukrzyżowaniu. Słuchał, naprawdę uważnie nas słuchał. Już to słuchanie powinno dać nam do myślenia. Nic nie robił, a wydobywał z nas nie tylko słowa, ale wszystkie nasze oczekiwania, rozpacz, gdy chowaliśmy Nauczyciela do grobu, niepokój i strach, które poczuliśmy, gdy kobiety opowiedziały, że nie ma Jego ciała. Sam zaczął mówić dopiero wtedy, gdy powiedzieliśmy, że pogrzebaliśmy już wszelką nadzieję. Każde jego słowo było jak odsłanianie kolejnych okien w zaciemnionym pokoju. Jedno za drugim, aż zrobiło się zupełnie jasno. W tej jasności cała historia z Jerozolimy zaczęła się układać w jakąś sensowną całość. Już miał kończyć, ale zrobił się wieczór i namówiliśmy go, żeby został i przenocował z nami.

Podczas kolacji wszystko się wydało. To był On, Nauczyciel. Nikt inny nie powtórzyłby tego sposobu łamania chleba. Jak wtedy, wieczorem, zanim Go aresztowali w gaju oliwnym. I może tak już teraz będzie, że nie powie wszystkiego do końca. Że zamiast tego usiądzie, żebyśmy z Nim usiedli, i połamie chleb przy odsłoniętych oknach. A my odkryjemy w sobie odwagę i sami z siebie, bez żadnego rozkazu, dokończymy tę historię.

                                 Wojciech Czwichocki OP

„w drodze.pl”

 

 

4

 

Dawca nadziei.

1. W 2006 roku ukazał się we Włoszech film w reżyserii Claudio Malaponti pt. „7 km od Jerozolimy”. Główny bohater, Aleksander, specjalista od reklamy, jest mężczyzną po czterdziestce. Kiedy traci pracę i porzuca go żona, wygrywa wycieczkę do Ziemi Świętej. Na pustynnej drodze z Jerozolimy do Emaus spotyka człowieka, który podaje się za Jezusa Chrystusa. Aleksander prowadzi z Nim rozmowę. I chociaż wierzy tylko w to, co dotyka i ogarnia rozumiem, spotkanie z Jezusem z Nazaretu przemienia jego życie.

Pytania i wątpliwości – a któż z nas ich nie ma w życiu… A jakże wiele znaków zapytania znajduje się na naszej drodze kontaktu z Bogiem. Nieraz dziwimy się: jak to ja mogę mieć jakieś pytania, wątpliwości – przecież wiara wydaje mi się czymś oczywistym. Czy zawsze? A przecież Jezus może zniknąć mi nagle sprzed oczu – i co wtedy? Gdzie i u kogo będę szukał wtedy odpowiedzi na moje pytania i wątpliwości? I czy nie pozostanę, jak zasmuceni uczniowie, ze stwierdzeniem: „a myśmy się spodziewali”?

2. Warto zauważyć, że „Ewangelia nie jest jedynie komunikowaniem rzeczy, o których można się dowiedzieć, ale to komunikowanie, które wywołuje wydarzenia oraz zmienia życie” (Spe salvi, 2). Ukazuje cały sens historii zbawienia, dziejów spotkań Boga z człowiekiem. Tej historii, w której Jezus nie był jedynie przypadkowym zdarzeniem, ale samym jej centrum. Widzimy w spotkaniu Zmartwychwstałego z uczniami w drodze do Emaus coś przedziwnego: oto Jezus, u kresu ich wędrówki, daje się rozpoznać po łamaniu chleba. A więc Bóg nie zostawia człowieka samego z niezrozumieniem i rozczarowaniem, ale budzi w jego sercu nadzieję. I pokazuje, że nic się nie skończyło. Przeciwnie, wszystko zacznie się od nowa, w nieznany dotychczas nikomu sposób. Tej radosnej nowiny nie da się przeżywać w samotności i kiedyś, w lepszych czasach. Mimo zmęczenia i późnej pory, uczniowie ruszyli natychmiast w podróż powrotną do Jerozolimy, by umacniać nadzieję swoich braci w wierze. Ale i naszą nadzieję, wielokrotnie wystawianą na różne próby.

3. Każdy z nas ma swoje Emaus. A więc momenty swojego życia, gdzie bardziej niż do tej pory, wyraźniej dostrzega Boga i Jego działanie. Kiedy zaczyna na nowo rozumieć, przyjmować i zawierzać Bogu to, co po ludzku wydaje się niezrozumiałe i nie do rozwiązania. Jak uczniowie w drodze do Emaus poszukujemy „utraconej nadziei”. A czytając dzisiejszą Ewangelię widzimy, że możemy ją odnaleźć w spotkaniu z Jezusem, który łamie dla nas chleb niebieski, stanowiący źródło naszego życia duchowego i zadatek przyszłej chwały.

Jakże ważne wydaje się w tym miejscu przypomnienie słów św. Jana Pawła II, wypowiedzianych na ówczesnym placu Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979 roku: „Kościół przyniósł Polsce Chrystusa – to znaczy klucz do rozumienia tej wielkiej i podstawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie (…) I dlatego Chrystusa nie można wyłączać z dziejów człowieka w jakimkolwiek miejscu ziemi”.

Panie, wierzę, że tam, gdzie Ty jesteś obecny, tam jest przyszłość. A „Moja i Twoja nadzieja / Pozwoli uczynić dziś cuda” (zespół Hey). Dlatego głoszę śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznaję Twoje zmartwychwstanie i oczekuję Twojego przyjścia w chwale.

„wiara.pl”

 

 

8

 

Wyznanie wiary bez wiary.

Można recytować Credo, rozmijając się z Bogiem. Smutek, pretensje, gorycz, rozczarowanie, zapatrzenie w siebie skutecznie przesłaniają prawdę, zniekształcają poznanie, zamykają oczy na obecność Boga. Tak było z uczniami idącymi do Emaus. Tak wiele spodziewali się po Chrystusie, postawili na Niego, zainwestowali. I co? I nic. Wszystko się skończyło. Kiedy tajemniczy Wędrowiec pyta, o co im chodzi, smutni panowie wypowiadają teologicznie poprawną opowieść o Jezusie: „Był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu, arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela… Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: Były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje”. To prawie dosłownie te same słowa, które wypowiada Piotr, głosząc Dobrą Nowinę. Uczniowie z Emaus wygłaszają wyznanie wiary, tyle że bez wiary. Nie widzą w tym wszystkim działania Boga, ich serca pozostają zimne.

Zastanawiam się, czy nie jest to często i nasz przypadek. Można znać prawdy wiary, a nawet studiować teologię, ale sam rozum nie wystarcza. Wiara potrzebuje serca. „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”. Kiedy serce pozostaje zimne, nienawrócone, skoncentrowane na sobie, wtedy można być świadkiem największego cudu i powiedzieć sobie: „to przypadek”, „nic wielkiego”. Kogo właściwie opłakiwali uczniowie z Emaus? Jezusa? Czy raczej własne zawiedzione nadzieje?

Jezus przybliża się, zrównuje krok, pozwala się wypowiedzieć smutkowi, słucha wyznania zawiedzionej wiary. I dopiero wtedy, kiedy uczniowie wyrzucą z siebie żal, zaczyna im tłumaczyć. Panowie, przecież w tej historii chodzi o Mnie. To Mnie ukrzyżowano. Ale tak miało się stać. Cierpienie i śmierć nie omijają nikogo, nawet Boga. Za bardzo jesteście przywiązani do własnej wizji potężnego Boga. Tymczasem miłość działa przez bezbronność. Jest gotowa na wszystko, nawet na śmierć. I właśnie dlatego jest większa od śmierci.

Ta historia powtarza się w naszym życiu. Cierpienie zamyka nam nieraz oczy na Boga, podcina wiarę, dobija nadzieję. Wołamy wtedy z pretensją do Boga: „Jesteś chyba jedyny, który nie wie, co się stało. Gdzie byłeś?”. Jezus nie ma o to do nas pretensji. Wie, jak działa ból. On wyrównuje krok, idzie z nami drogą naszych zawiedzionych nadziei. I wciąż przekonuje: w każdym ludzkim krzyżu, w twoim krzyżu, chodzi o Mnie. To Mnie zabito. Jestem w samym środku każdego ludzkiego bólu i dlatego możesz Mi zaufać.

Czy nasze serca się obudzą? Czy zapłoną? Czy Go rozpoznamy?

ks. Tomasz Jaklewicz

„wiara.pl”

 

 

9

 

Rozumem i modlitwą w strach.

Jak sobie radzić ze strachem spowodowanym zagrożeniem koronawirusem radzi ks. Wojciech Szychowski.

Agata Puścikowska: Czas jest ekstremalnie trudny, wywołuje w wielu ludziach paniczny lęk.

Ks. Wojciech Szychowski: To prawda. Aby sobie z tym radzić, najpierw trzeba uporządkować pojęcia i zastanowić się, jakie emocje i stany naprawdę odczuwamy. Trzeba odróżnić lęk od strachu.

Czym jest lęk?

Lęk – najkrócej rzecz ujmując – to stan ciągły, poczucie, które tkwi w nas i które odczuwamy jako dyskomfort i niepokój. Nie do końca zdajemy sobie sprawę z jego źródła – mamy tylko pewne poczucie zagrożenia. Zwykle lęk jest wywołany przez wiele czynników, jest wypadkową wielu dziejących się spraw. Obecnie dużo osób lęka się niewiadomego. Nie do końca sobie uświadamiają, dlaczego się boją i czego. To może powodować wiele problemów emocjonalnych, panikę, również zbiorową. Dlatego warto, by jak najszybciej powstała antylękowa kampania społeczna, by docierać z narzędziami do lękających się. A tych przecież jest bardzo wielu. Pozostawienie tych ludzi samym sobie może mieć w przyszłości poważne, negatywne konsekwencje.

A czym jest strach?

Można zidentyfikować jego źródło. Człowiek odczuwający strach, gdy zastanowi się głębiej, będzie wiedział, czego dokładnie się boi. Może się bać w obecnej sytuacji na przykład choroby własnej albo też choroby bliskich, tego, że kogoś zarazi. Może się bać śmierci, może obawiać się o to, czy w razie potrzeby będzie dla niego miejsce w szpitalu, etc. Dlatego, jeśli czujemy strach, trzeba dobrze zanalizować jego przyczynę. Zapytać siebie i pomyśleć, czego dokładnie boję się w tej sytuacji. Gdy już wiem, że np. boję się zakażenia koronawirusem, należy zastanowić się, czy są obiektywne przesłanki ku temu. Czy są obiektywne racje, że mógłbym kogoś zarazić. Czy byłem w miejscach, w których mógłbym się zarazić. Jeżeli się okaże, że potencjalnie mógłbym – robię wszystko, by nie dopuścić do ewentualnego zakażenia innych: jestem w kwarantannie, nie kontaktuję się z innymi osobami. Robię wszystko, co w mojej mocy, by wyeliminować ryzyko. To oczywiście przykład. Włączenie rozumu, racjonalizacja zachowań, spokojne działania, koncentrowanie się na logicznych zachowaniach, zadaniach możliwych do realizacji – to jedyny mądry sposób, by strach nie przejął nad nami władzy.

A co robić, jeśli jednak władzę przejmuje strach?

Wtedy sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo lęk związany jest z układem nerwowym, z naszą biologią. I trochę pojawia się „poza nami”. Sposobem na ukojenie lęku, a tak naprawdę na uspokojenie naszego systemu nerwowego jest jego wyciszenie. Na jednych działają techniki relaksacyjne, innym pomagają muzyka, modlitwa, spacer (byle daleko od innych ludzi!). Ważne jest też, by wyciszyć nasz układ nerwowy przez zablokowanie szumu informacyjnego związanego z pandemią. Ilość informacji jest zawrotna i nawet zupełnie zdrowego człowieka może powalić psychicznie. Osoby delikatniejsze, wrażliwsze muszą na przeróżne wiadomości wyczulić się szczególnie: blokujemy spamowe, niesprawdzone informacje, nie czytamy zbyt wiele, skupiamy się na informacjach z pewnych źródeł, ucinamy rozmowy, które wywołują w nas lęk.

Ale ludzie chcą wiedzieć jak najwięcej…

Wiedzieć jednak nie znaczy stać się „wirusologiem amatorem”. Bo to przecież nonsens. Jeśli ktoś siedzi w internecie i non stop czyta sprzeczne informacje, szuka skutecznych sposobów na walkę z wirusem, przekazuje dalej „tajne wiadomości” od ciotki Klotki, która dowiedziała się od syna szwagra swojego zięcia, że coś tam się wydarzy, trzeba się zastanowić, dlaczego tak robi? Dlaczego siedzisz i czytasz… głupoty?

Więc dlaczego?

Najczęściej taka potrzeba jest związana z potrzebą kontroli, zbytniej kontroli. Kontrola natomiast związana jest z lękiem. Ludzie czytają i próbują w ten sposób skontrolować siebie, sąsiada, ministra zdrowia i nawet koronawirusa, by wyeliminować lęk, pokonać go. Nie trzeba dodawać, że to jednak trochę naiwne działanie. Chwilowe wrażenie, że kontrolujesz sytuację, nie spowoduje, że lepiej się poczujesz na dłużej. Raczej spowoduje, że będziesz potrzebować coraz więcej bodźców, by na chwilę (!) poczuć komfort.

Wielu osobom pomaga modlitwa.

Wierzący ludzie uciekają się do modlitwy, do rozmowy z Bogiem. Jemu powierzają swoje życie. W tym również strach, który przecież w sytuacji zagrożenia jest nieunikniony. Dlatego uważam, że zamykanie kościołów nie byłoby dobrym posunięciem. To jakby zamykać szpitale w obawie przed… chorymi. Kościoły muszą pozostać otwarte, bo w nich jest Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Jednocześnie ważne jest, aby osoby, które zdecydują się przyjść do kościoła (bo przecież nie wszyscy nagle ruszą tłumnie do świątyń, to będzie raczej mniejszość), robiły to z zachowaniem wszystkich zasad ostrożności. W mojej parafii wpuszczamy do kościoła po maksymalnie 50 osób, zgodnie z zaleceniami. Ludzie siedzą w dużych odległościach od siebie. Komunia św. jest podawana wyłącznie na rękę, a przed rozdawaniem kapłan swoje dłonie dezynfekuje. Część wiernych może też przychodzić poza Mszami św. – po prostu na modlitwę, a uczestniczyć w Eucharystii za pośrednictwem internetu czy telewizji. Ale nie wolno im blokować dostępu do kościoła, zarówno ze względów duchowych, jak i emocjonalnych. Warto, by w kościołach był wystawiany Najświętszy Sakrament – żeby ludzie chociaż na chwilę mogli przebywać z Panem Jezusem.

W sieci pełno tekstów typu: „Jeśli się boisz – znaczy, że nie wierzysz”. Jak traktować takie manifesty?

To nieprawdziwy religijny szantaż. Mamy prawo odczuwać strach, bo to naturalne w sytuacji zagrożenia. Mamy prawo zadawać sobie też pytania najważniejsze: „Gdzie w tym wszystkim jest Pan Bóg? Dlaczego dzieją się tak trudne rzeczy? Po co to wszystko?”. Niektóre z nich pozostaną bez odpowiedzi. Inne będą nas wewnętrznie zmieniać. Nie możemy jedynie popadać w rozpacz i zwątpienie. Bóg jest nad tym wszystkim! I ważne, by kapłani o tym przypominali. Nie wolno nam utracić ducha.

Czy można powiedzieć, że lęk to również walka duchowa?

Niewątpliwie tak – dla człowieka wierzącego. Mamy dwa wyjścia: możemy iść za lękiem i nakręcać się, żyć w strachu, napięciu, w trudnych emocjach. To droga donikąd. Możemy też sobie odpuścić kontrolę. Może zaufajmy Bogu i ludziom, którzy w tym momencie są za nas odpowiedzialni, bo przecież łaska stanu nie dotyczy wyłącznie papieża czy księdza. Wierzę głęboko, że Pan Bóg stawia na naszej drodze, w odpowiednim czasie i miejscu, odpowiednich ludzi. Jeśli dany człowiek w danym momencie pełni konkretne funkcje, trzeba ufać, że podoła zadaniu. Jednocześnie módlmy się za rządzących, lekarzy, personel medyczny, naukowców. Ważne też, by i sobie nie odpuszczać. Jesteśmy również odpowiedzialni za to, co się dzieje wokół nas. Ufajmy, módlmy się, przy jednoczesnym, żelaznym i konsekwentnym wypełnianiu odgórnych zaleceń. Jeśli mamy pozostawać w domu, to zostańmy w domu, a nie idźmy na imieniny babci. Róbmy to, na co mamy realny wpływ, a nie nakręcajmy się sytuacjami i bodźcami, które wyprowadzają z duchowej i psychicznej równowagi. Potrzeba nam sił duchowych, emocjonalnych i fizycznych. Dbajmy więc o siebie i innych mądrze.•

Agata Puścikowska

”wiara.pl”

 

 

10

 

Warto pisać po Piśmie.

Przed nami Tydzień Biblijny. O tym, jak go przeżyć w czasie epidemii, mówi ks. dr hab. Sławomir Stasiak.

W najbliższą niedzielę 26 kwietnia rozpocznie się 12. Tydzień Biblijny, organizowany przez Dzieło Biblijne im. św. Jana Pawła II pod auspicjami Przewodniczącego Episkopatu Polski.

Tegoroczne jego hasło to słowa: „Kto we Mnie wierzy, będzie spożywał Chleb życia wiecznego (por. J 6,35-36)”. Niedziela rozpoczynająca Tydzień zwana jest Niedzielą Biblijną. Tego dnia odbędzie się Narodowe Czytanie Pisma Świętego.

Tegoroczne świętowanie obecności wśród nas słowa Bożego zostało zaburzone przed ograniczenia związane z epidemią koronawirusa. Jak wiec będzie przebiegał ten Tydzień i co zostało ze świętowania, pytamy ks. dr. hab. Sławomira Stasiaka, moderatora diecezjalnego Dzieła Biblijnego im. Jana Pawła II w Legnicy, zastępcę redaktora Przeglądu Biblijnego i prorektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Jędrzej Rams: Tydzień Biblijny odbędzie się po raz 12., ale po raz pierwszy w takiej formie. Mam oczywiście na myśli stan powszechnego ograniczenia w poruszaniu się, a także udziału w wydarzeniach religijnych.

Ks. Sławomir Stasiak: To prawda, wszystko czego doświadczamy w związku z pandemią sprawia, że wiele inicjatyw nabiera szczególnego wymiaru. Idea przygotowania materiałów była taka, że wydarzenia Tygodnia miały się odbywać głównie w parafiach. Niestety przeżywamy teraz trudny czas, dlatego napisałem list do księży proboszczów z prośbą o wyrozumiałość i zrozumienie, bo nie da się przeprowadzić Tygodnia w takim wymiarze, jaki przeżywaliśmy przez ostatnie lata.

Ale czy da się przeprowadzić chociażby poszczególne wydarzenia u nas, w domu, w rodzinie?

Myślę, że jak najbardziej. Bez problemu można znaleźć do tego nasze materiały w internecie. Są tam propozycje modlitw, nabożeństw, rozważań. Warto ten Tydzień przeżyć ze słowem Bożym.

W materiałach znalazła się propozycja intronizacji księgi Pisma Świętego w parafiach. Czy da się zrobić coś podobnego w naszych domach?

Pamiętajmy, że Pismo Święte nie jest jednym z wielu sakramentaliów, jak np. poświęcony obraz czy medalik. Pismo to drugi filar każdej liturgii. Proszę sobie przypomnieć, że Eucharystia to liturgia słowa i liturgia eucharystyczna. Słowo Boże jest fundamentem Kościoła. Liturgię eucharystyczną może sprawować tylko kapłan. Liturgię słowa – każdy ochrzczony.

Myślę, że z okazji Tygodnia można położyć otwarte Pismo Święte w widocznym miejscu w domu, po czym może warto zastosować starą rabinacką zasadę, że rabin przechodząc obok otwartej księgi Pisma nie przechodził obok niej, nie przeczytawszy chociaż zdania… Może warto sięgnąć do takiej starej tradycji?

Czy można źle, niepoprawnie, błędnie przeprowadzić taką liturgię w domu? Czy są jakieś "złote rady", aby rozpocząć przygodę z Pismem Świętym?

Jest tylko jedna – sięgnąć po Pismo Święte. Zasada jest taka sama jak z modlitwą. Uczymy się modlić, modląc się.

Jeżeli naprawdę nie mieliśmy nigdy kontaktu ze słowem Bożym, polecam sięgnąć po te czytania, które na dany dzień wskazuje nam Kościół. One są tak dobierane, że jedne wyjaśniają nam drugie.

Łatwiej znaleźć czytania na dany dzień, korzystając z aplikacji na tablecie. Czytać Pismo Święte w wersji papierowej, czy można też na nośniku elektronicznym?

Wszystko zależy od tego, w jakich okolicznościach sięgamy po to słowo Boże. Przepisy obowiązujące do sprawiania liturgii nakazują korzystać z ksiąg drukowanych. Jednak jeżeli jest to prywatna lektura, to myślę, że nie jest to żaden błąd czy też wykroczenie. Na pewno inaczej się czyta coś, co jest wydrukowane. Drukowane Pismo ma też jeden bezcenny plus – można sobie zrobić na marginesie notatki, refleksje. Po latach można do nich wracać i powiem z własnego doświadczenia, są to często bardzo odkrywcze powroty.

Wielu mówi – nie rozumiem, nie czuję, nie mam cierpliwości…

My jesteśmy bardzo niecierpliwi. Księga Mądrości przyrównuje kontakt ze słowem do tego, co czynią mrówka i pszczoła. Mrówka z ogromną cierpliwością gromadzi zapasy, pszczoła z ogromną cierpliwością przetwarza zebrany materiał. Myślę, że tak warto patrzeć na nasz kontakt ze słowem.

W Polsce nie ma chyba praktyki częstego sięgania po Pismo. Czy kilkunastoletnia działalność Dzieła Biblijnego im. św. Jana Pawła II zmieniła ten trend?

Tak, powstają grupy biblijne. Jednak nie sama ilość kół jest ważna. Sam, prowadząc jedną z takich grup, zauważyłem, że po pierwszym etapie pewnego rodzaju chwalenia się swoją wiedzą o fragmentach Pisma, członkowie stopniowo przechodzili do dzielenia się tym, co usłyszeli w Piśmie, co ich dotknęło, poruszyło, zmieniło w ich życiu.

Na pewno też nie jest tak dobrze z czytaniem Pisma, żeby nie mogłoby być lepiej. Myślę, że dojrzałość i pragnienie słowa jest coraz większe wśród ludzi.

wiara.pl

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

26 kwietnia - św. Klet, papież
26 kwietnia - Najświętsza Maryja Panna, Matka Dobrej Rady
26 kwietnia - św. Piotr Betancur, zakonnik
26 kwietnia - błogosławieni Bonifacy i Emeryk, biskupi
26 kwietnia - św. Marcelin, papież i męczennik
27 kwietnia - św. Zyta, dziewica
27 kwietnia - bł. Aszard, biskup
27 kwietnia - św. Józef Moscati
28 kwietnia - św. Piotr Chanel, prezbiter i męczennik
28 kwietnia - św. Ludwik Maria Grignon de Montfort, prezbiter
28 kwietnia - św. Joanna Beretta Molla
28 kwietnia - bł. Luchezjusz i Buonadonna z Poggibonsi
28 kwietnia - bł. Hanna Chrzanowska
29 kwietnia - św. Katarzyna ze Sieny, dziewica i doktor Kościoła, patronka Europy
30 kwietnia - św. Pius V, papież
30 kwietnia - św. Józef Benedykt Cottolengo, prezbiter
30 kwietnia - św. Maria od Wcielenia Guyard-Martin, zakonnica
30 kwietnia - św. Gualfard
30 kwietnia - św. Aldobrand, biskup
30 kwietnia - św. Józef Marello, biskup
 
1 maja - św. Józef, Rzemieślnik
1 maja - św. August Schoeffler, męczennik
1 maja - Jeremiasz, prorok
2 maja - św. Atanazy Wielki, biskup i doktor Kościoła
2 maja - św. Zygmunt, król i męczennik
3 maja - Najświętsza Maryja Panna Królowa Polski, główna Patronka Polski
3 maja - św. Piotr Cudotwórca, biskup

3 maja - św. Teodozy Peczerski, opat

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.