WZGÓRZA

 

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

15/761                   -         12-13 kwietnia 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 0

 

Niedziela

Zmartwychwstania Pańskiego

12 kwietnia 2020 r.A.

 

 4

 

Chrystus Zmartwychwstał!
Niech ta prawda towarzyszy nam każdego dnia,

abyśmy uwierzyli, że Ten, którego ukrzyżowano,

żyje, działa i pragnie nas prowadzić do Ojca.
On jest Drogą, Prawdą i Życiem!

 

 1

 

Najpierw cisza sobotniego poranka, kiedy to Jezus zstępuje do otchłani, dalej wigilijne nocne czuwanie, aż po radość płynącą z paschalnego światła... Jezus zmartwychwstał!

Ostatnie słowo należy do życia, do miłości, do Jezusa. Przez chrzest należymy do Niego, a więc nosimy w sobie Jego życie, całą Jego historię, Jego drogę.

Niech ta noc paschalna sprawi, że staniemy się świadkami zmartwychwstałego Pana! Nieśmy Jego światło wszędzie tam, gdzie panuje ciemność, nadzieję tam, gdzie czai się rozpacz, i miłość tam, gdzie wciąż jeszcze do głosu dochodzi nienawiść.

Jezus żyje! Ostatnie słowo należy do Niego.

 

 2

 

Wielkanoc to nie tylko jedno z wielu chrześcijańskich świąt. To święto najważniejsze. Sedno chrześcijaństwa. Bo zmartwychwstanie Jezusa jest centralną prawdą naszej wiary. Bez niego wszystkie inne byłyby zawieszone w próżni. Na ile uświadamiamy to sobie w praktyce codzienności kościelności życia?

 

 1g

 

W dzisiejszym numerze:
- W niedzielny poranek.
- Przed uroczystym posiłkiem w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.
- Abp Gądecki: Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały budzi nadzieję.
- Dajmy przyjść Jezusowi mimo zamkniętych drzwi.
- Szukanie światła.
- Oszuści i murarze.            
- Radość i nadzieja.
- Cierpimy na epidemię religijnej głupoty.
- Ujrzał i uwierzył.
- Boisz się pandemii? Pomogą ci te 4 proste rady św. Ignacego Loyoli.
- Krok wstecz czy do przodu?
- Zstąpił do piekieł.
- Apostołki Apostołów.
- Dlaczego świętujemy Poniedziałek Wielkanocny?
- Święci i błogosławieni w tygodniu.


5

 

W niedzielny poranek.

Ziemia co w swym wnętrzu tuliła Jezusa
i przez trzy dni była strażniczką spokoju
z niechęcią oddaje dziś życiu Chrystusa
pamięta o Jego męce i o krwawym boju

W niedzielny poranek Pan Chwały powstaje
cieszcie się i radujcie dziś wszystkie narody
On to Zbawicielem człowieka się staje
nie patrzy wdzięczności nie czeka nagrody

Ziemia i niebiosa góry i doliny
niechaj cześć Synowi Bożemu oddają
szczęśliwe narody ,szczęśliwe rodziny
w Zmartwychwstałym Panu ufność pokładają

 

Błogosławionych, spokojnych i zdrowych

Świąt Wielkanocnych życzą twórcy gazetki.

 

 17

 

Przed uroczystym posiłkiem
 
w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.
 

Gdy z powodu epidemii odwołana została tradycyjna polska święconka, Konferencja Episkopatu, w oparciu o Księgę Błogosławieństw, przygotowała obrzęd błogosławienia pokarmu przez głowę rodziny. Można to uczynić przed uroczystym świątecznym posiłkiem, gdy przy stole zgromadzi się cała rodzina.

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO STOŁU PRZED UROCZYSTYM POSIŁKIEM
W NIEDZIELĘ ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Ojciec rodziny (lub przewodniczący) zapala świecę umieszczoną na stole i mówi:

Chrystus zmartwychwstał. Alleluja.

Wszyscy odpowiadają:

Prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja.

 Następnie jeden z uczestników odczytuje tekst z Pisma Świętego.

(1 Tes 5, 16-18) 

Bracia i siostry, posłuchajcie słów świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan:

Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie.
W każdym położeniu dziękujcie,
taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was.

  Po odczytaniu tekstu przewodniczący mówi:

 Módlmy się.

Z radością wysławiamy Ciebie, Panie Jezu Chryste, który po swoim zmartwychwstaniu ukazałeś się uczniom przy łamaniu chleba. Bądź z nami, kiedy z wdzięcznością spożywać będziemy te dary, i jak dzisiaj w braciach przyjmujemy Ciebie w gościnę, przyjmij nas jako biesiadników w Twoim królestwie. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.

 Wszyscy: Amen.

 PO POSIŁKU ojciec rodziny (lub przewodniczący) mówi:

Uczniowie poznali Pana. Alleluja

Wszyscy: Przy łamaniu chleba. Alleluja.

 Módlmy się:

Boże, źródło życia, napełnij nasze serca paschalną radością i podobnie jak dałeś nam pokarm pochodzący z ziemi, spraw, aby zawsze trwało w nas nowe życie, które wysłużył nam Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie i w swoim miłosierdziu nam go udzielił. Który żyje i króluje na wieki wieków.

 Wszyscy: Amen.

 

 2g

 

Niech Zmartwychwstały Chrystus

będzie w Waszym domu źródłem radości, nadziei i pokoju,

a Jego łaska wypełni każde serce.

Radosnego Alleluja!

 

życzą ks. Jan Abrahamowicz

wraz z Księżmi Współpracownikami

 

 18

 

Abp Gądecki: Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały budzi nadzieję.

 

W czasach pandemii warto pamiętać, że doświadczając cierpienia – poznajemy życie w jego głębi, w jego pięknie, z wielką nadzieją, jaką budzi Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały – napisał w życzeniach na Święta Wielkanocne abp Stanisław Gądecki.

Życzenia, które zostaną odczytane we wszystkich kościołach archidiecezji poznańskiej, dotrą do wiernych przede wszystkim za sprawą transmisji liturgii w Internecie.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w obliczu panującej epidemii przypomina myśl św. Augustyna, że chrześcijanom nie jest oszczędzone cierpienie, ponieważ życie wiarą oznacza odwagę głębszego podejścia do życia i wydarzeń dziejowych.

„Zmartwychwstanie Pańskie jest najważniejszą prawdą chrześcijańskiej wiary. Ono daje nam niewzruszoną nadzieję, że ostatnie słowo nie należy do śmierci, ale do Chrystusa, Dawcy życia wiecznego. Wiara w tę prawdę jest najistotniejszą sprawą naszego życia, bo ona nadaje nam jasny kierunek” – pisze abp Gądecki.

„Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam wszystkim autentycznej radości Wielkiej Nocy, która pomoże nam wszystkim przezwyciężać trudności obecnego czasu i urzeczywistniać szlachetne, ludzkie marzenia” – czytamy w życzeniach metropolity poznańskiego.

„Szczególnie myślę w tych dniach o zmarłych i rodzinach, które straciły swoich bliskich, jak również o wszystkich chorych, o osobach odbywających kwarantannę oraz o pracownikach służby medycznej, którzy z poświęceniem otaczają troską tych, którzy znaleźli się w szczególnej potrzebie. Ufam, że obecne doświadczenie – przeżywane w duchu wiary oraz wzajemnej miłości i solidarności – przyczyni się do umocnienia i uświęcenia każdego z nas” – napisał abp Gądecki.

„kai.pl”

 

 19

 

Dajmy przyjść Jezusowi mimo zamkniętych drzwi.

Epidemia ukazała całą masę postaw ludzkich, w których katolicy kompletnie irracjonalnie stawiali się w pozycji Bożej wiedzy. Czytam o rozsyłanych smsach, że komunia na klęcząco i do ust jest po Bożemu, a na rękę to gorzej niż grzech aborcji. Znacie te zdania? Ja ich przeczytałem w ostatnich tygodniach całą masę. To są zdania apostołów, którzy mają pewną wizję Boga, ale ona kompletnie rozmija się z tym, czego Bóg od nich pragnie.

„Takiego Wielkiego Postu to nigdy nie przeżyłem”. Nie wiem, ile razy już słyszałem to zdanie, ile razy sam je powiedziałem. Chyba tak często, że już brzmi jak banał, no ale jak to inaczej opisać? Od kilku tygodni tkwię zamknięty w domu, bo się boję o zdrowie bliskich. Po raz pierwszy od lat nie pojadę na Święta do rodziców, których strach jest jeszcze większy. Tęsknię za ich obecnością i za bliskością, bo o niczym tak nie marzę, jak o tym, żeby ich przytulić. W kościele nie byłem już prawie miesiąc i też mi go brakuje. Tak samo jak przyjaciół, z którymi widzę się już tylko zdalnie. A i tak w swym doświadczeniu radykalnego odosobnienia jestem szczęściarzem. Wystarczy, że pomyślę o ludziach doświadczających przemocy domowej albo o niepełnosprawnych i ich opiekunach, albo choćby o rodzicach, od których wszyscy wymagają anielskiej cierpliwości w stosunku do dzieci, którym bliżej do małych diabłów niż pociech, no to sam mam luksus.

Niektórzy powtarzają, że ten czas zarazy, którego mniej lub bardziej uciążliwie wszyscy doświadczamy, to są wielkie rekolekcje, ale teraz łatwiej o kryzys wiary niż zbieranie do kupy. Można powtarzać, że Jezus jest w każdym cierpieniu, gdy cierpienie to jakaś abstrakcja dla człowieka. Znacznie trudniej przychodzą te słowa, gdy widzisz je naocznie: w umęczonych pielęgniarkach i lekarzach, czy w strachu przed chorobą, której nie widać. Czy przez ten Wielki Post stałem się lepszym człowiekiem? Czy to, że to post „największy”, to czy się poprawiłem? Czy wiem coś więcej o Bogu? Szukając różnych duchowych porad na czas odosobnienia, często trafiałem na zdania, że to jest okres, żeby pozadawać sobie takie pytania. Jest Wielka Sobota, ja na samym finiszu i co? Jak mi wyszło podsumowanie? Jestem mądrzejszy albo się poprawiłem?

Co zrobiłby dziś Karol Boromeusz?

Komentarze

Krąży taki mem z papieżem Franciszkiem, który bierze udział w „Milionerach” i dostaje pytanie o to, co robił Bóg w trakcie epidemii koronawirusa? Standardowo, ma cztery możliwe odpowiedzi: (1) Nie wie, że ma miejsce; (2) Wie, ale nie chce jej powstrzymać; (3) Wie, ale nie może jej powstrzymać; (4) Sam ją zesłał. Trochę żart, ale tak naprawdę potężny filozoficzny dylemat, który spada z poziomu odrealnionej refleksji na grunt walki, w jakiej każdy z nas uczestniczy. Niektórzy chorując, inni tracąc pracę, mieszkanie, a większość doświadczając codziennych, być może niewielkich trudności, które jednak urastają do rangi potężnych problemów. To zupełnie naturalne, że katolik będzie sobie zadawał pytanie o to, co z Bogiem w takiej sytuacji? Po co nam to doświadczenie? Odpowiedź „cierpienie uszlachetnia” padnie z ust takiego, który nigdy nie cierpiał albo nie posiada wrażliwości. Jak ktoś mówi, że jest jak jest, bo koronawirus to Boża kara za grzechy, to po prostu oszukuje, a jeśli do tego twierdzi, że wierzy, to mała jest jego czy jej wiara. Najtęższe umysły przez wieki nie udzieliły na ten dylemat konkluzywnej odpowiedzi, to znaczy takiej, która zamykałaby debatę, i gdyby papieżowi Franciszkowi faktycznie je zadano, to telefon do przyjaciela musiałby chyba przekierować na numer Ducha Świętego.

Gdy w Wielką Sobotę myślami jestem przy Jezusie złożonym do grobu i staram się zdobyć na jakiekolwiek podsumowanie tych wewnętrznych rekolekcji, to sprowadza się ono do tego, że wiem o samym Bogu tyle co nic. Każda moja myśl o Bogu to jest jakieś wyjaśnienie już po fakcie, bo Bóg się tym myślom wymyka, a nawet gdy mówi do mnie wprost, to ja często albo nie rozumiem, albo udaję, że nie rozumiem. Spróbujmy na przykładzie, bo nie jestem sam w swojej obserwacji. Jezus trzykrotnie zapowiadał swoją mękę i zmartwychwstanie uczniom, i to nie były jakieś metafory. Mówił o tym wprost: jak nie pamiętacie, to przeczytajcie, bo daje opisy z detalami. Reakcja jest dwojaka. Albo czytamy, że posmutnieli, albo że się oburzali na te słowa jak Piotr. Tyle z tego oburzania zostało, że jak przyszło co do czego, to sam Piotr się wyparł. Jeśli apostołowie, którzy byli tak blisko Jezusa i którym Jezus wprost mówił, co Go czeka, najwyżej się zasmucili, to w sumie tę reakcję trzeba ocenić jako wyraz bezradności. A jak się oburzali? To znaczy, że nie traktowali słów Jezusa na poważnie i sam też Jezusa na poważnie nie traktuję, ilekroć z przekonaniem powtarzam, że wiem, co On by zrobił na przykład w czasie epidemii. Ta moja niewiedza nie jest brakiem dobrej woli albo niesłuchania Boga, bo jeśli coś wiem, to wiem, że Jezus umknie moim obrazom, które są dla Niego ograniczeniem. Dokładnie tak jak umykał obrazom w głowach apostołów.

Wracam do książki ks. Ziei „Przyjdź, Panie! Ewangelia i życie”, która jest takim przewodnikiem po Ewangelii, jakich mało, bo stawia czytelnika w sytuacji podobnej do ucznia Jezusa – z takim kapitałem wiedzy, a przede wszystkim zaufania, jaki mogli mieć apostołowie. A ten kapitał niestety jest niewielki. Gdy ksiądz Zieja komentuje fragmenty o uczniach na jeziorze, do których Jezus zbliża się, idąc po wodzie, to pisze o ich wierze. Oni są w tej scenie absolutnie przerażeni i w sumie nic dziwnego, podejrzewam, że też bym był, gdybym widział któregoś z moich kolegów robiących podobne rzeczy. Nie przeraża ich tylko ten dziwny widok, a coś znacznie poważniejszego: ich wizja tego, kim jest Jezus, właśnie się załamała. „Dlaczego zaczęli wątpić? Dlaczego zaczęli tonąć? Czy nie dlatego, że zaczęli być »pewni siebie«?” – pyta ksiądz Zieja i odpowiada „Jakże wielkiej wiary trzeba, żeby widząc to wszystko, co się nieraz widzi, nie zwątpić!”.

Zło też jest w Kościele

Kościół

Przecież to dokładnie o nas. Jakiej wielkiej wiary trzeba, żeby nie zwątpić teraz, gdy tak trudno Boga zrozumieć. Gdy mocniej czuje się Jego brak, a nie opiekuńczą obecność. Często myśli się o wierze jako o niezachwianiu, a nie o to chodzi. Nie chodzi o pewność, tylko o przekonanie, że to, czego pragnie Bóg, może być dalekie od tego, czego pragnę ja. Dopiero wtedy mogę za Jezusem pójść, gdy uwierzę, że On może ode mnie oczekiwać czegoś, czego się nie spodziewam. Silna wiara nie polega na tym, że zawsze wiem, co zrobić. Silna wiara jest wtedy, gdy wiem tylko tyle, że chcę iść tak, jakby poszedł Jezus. A jakby On poszedł? To zostawiam Jemu.

Epidemia ukazała całą masę postaw ludzkich, w których katolicy kompletnie irracjonalnie stawiali się w pozycji Bożej wiedzy. Czytam o rozsyłanych smsach, że komunia na klęcząco i do ust jest po Bożemu, a na rękę to gorzej niż grzech aborcji. Gdy biskupi mówią, żeby nie iść do kościoła, to zawsze znajdzie się taki, co będzie pod nim uparcie stał, bo przecież wie lepiej niż biskup, a nawet lekarz. Nie wspomnę o księżach mądrzejszych od porad sanitarnych, przekonanych o tym, że przecież komunia nie może przenosić zarazków, a ograniczenia dotyczące zgromadzeń kościoła nie obowiązują. Nie ma w tym mądrości za grosz, a zwykła głupota i pycha. „Jak ktoś mi zabierze Pana Jezusa, to popamięta” albo tak jak w historii opisanej przez Wacława Oszajcę SJ z parafianką, która na wieść o zamknięciu sanktuarium św. Andrzej Boboli powiedziała proboszczowi: „Winszuję księdzu tej bezbożnej i gorszącej decyzji. Już wam się odprawiać nie chce! Pan Jezus Król wam, jezuitom, nigdy tego nie wybaczy. My, katolicy, także!”.

Znacie te zdania? Ja ich przeczytałem w ostatnich tygodniach całą masę. To są zdania apostołów, którzy mają pewną wizję Boga, ale ona kompletnie rozmija się z tym, czego Bóg od nich pragnie. Słuchamy tak samo jak apostołowie – z wielką pewnością siebie i znajomością woli Pana, lecz bez zaufania do Jego czynów. „A my mieliśmy nadzieję, że to On wyzwoli Izraela” – mówią rozgoryczeni uczniowie. Jezus zrobił znacznie więcej, ale oni tego nie widzą, bo zadziałał nie zgodnie z wolą ich czy naszą, ale z wolą samego Boga. „Teraz prowadzisz Kościół swój inaczej, niż byśmy to mogli przewidzieć my, mali i ciaśni. I losami każdego kieruje Opatrzność Boża inaczej, niż on sam je sobie układa” – pisze ksiądz Zieja, a ja z tyłu głowy słyszę każdy z komentarzy na temat papieża-zdrajcy i wilków w owczej skórze.

„Twoi uczniowie żyli w niepełnym rozumieniu tego, co się stało i w niepewności jutra” – opisuje ksiądz Zieja. „Ty, mimo drzwi zamkniętych, wszedłeś do izby, stanąłeś pośrodku i rzekłeś: »Pokój wam!«”. Jeśli czegoś uczy nas Jezus to tego, że przyjdzie. Przyjdzie z całą mocą i nikt Go nie powstrzyma. Nie powstrzymała Go nawet śmierć, to zamknięte drzwi jakiegoś kościoła go zatrzymają? Przecież jeśli czegoś pragnie, to je przełamać, żeby przejść do mojego i twojego serca. Żebyśmy wreszcie Mu uwierzyli, choć może nie umiemy Go zrozumieć. Jeśli czegoś dziś pragnę, to tego, by Jezus te drzwi wyłamał i wszedł z orędziem o Zmartwychwstaniu do mojego i twojego domu, przekraczając granice kwarantanny i odosobnienia. Świadomy ogromnej niepewności, pełny lęku o świat i co go czeka, o zdrowie bliskich, ich i swoją pracę, martwiąc się o los bezdomnych, uchodźców i wszystkich cierpiących, widząc wszystkie nierówności, które pewnie tylko się pogłębią, pytam siebie dziś: co będzie jutro? I mogę tylko słowami księdza Ziei w tę Wielką Sobotę prosić Cię, Jezu, z takim zaufaniem, na jakie mnie stać:

„Stań wpośród nas i powiedz: »Pokój wam!«

Nie możemy Ci wskazywać gdzie, kiedy i jak mógłbyś to zrobić.

Tylko okazujemy Ci zalęknione serca nasze.

Nie rozpaczamy, bo wierzymy w Boga.

Ale nie zwlekaj.

Stań pośród nas widzialnie jako Pokój”.

„deon.pl”

 

20

 

Szukanie światła.

Niedziela Zmartwychwstania może prowokować wyrzut sumienia, poczucie własnej marności i kruchości wiary. Skoro Chrystus zmartwychwstał, to czyż chrześcijanin nie powinien radośnie oddychać pełną piersią, śmiało patrzeć w przyszłość, za nic mając trudności i kłopoty, które spotykają go na tym łez padole? Stają przed oczami apostołowie i święci męczennicy, którym wiara w zmartwychwstanie pozwalała bez lęku przyjmować tortury i śmierć. „Gdybym miał wiarę jak ziarnko gorczycy…” – wzdycha biedny katolik ze świadomością strachu przed następnym dniem, konfrontacją z toksycznym człowiekiem, bezradnością wobec kolejnego problemu.

Zauważ, że Maria Magdalena idzie do grobu, gdy jeszcze jest ciemno. Apostołowie biegną tam przerażeni. Szukają Ukrzyżowanego, nie Zmartwychwstałego. Szukają w dole, w grobie. Potem św. Paweł będzie wołał: „Szukajcie tego, co w górze”, ale przecież szukanie Życia zaczyna się w śmierci, Światła w ciemności, Nadziei w rozpaczy… Ważne zatem, by – doświadczając marności własnej wiary – nie stanąć w miejscu, biadoląc nad swoją kondycją. Ewangelia wciąż mówi o ruchu, o byciu w drodze, o procesie: Magdalena idzie, Piotr i Jan biegną, Paweł wzywa, by dążyć.

Zauważ również, że postacie z Ewangelii opisującej wielkanocny poranek nie zostają same. Po odkryciu pustego grobu Maria Magdalena przybywa do apostołów i dzieli się z nimi swoim przerażeniem. Piotr i Jan – każdy w swoim tempie – biegną do grobu, by razem skonfrontować się z niepojętym faktem. Nic zatem dziwnego, że Chrystus „rozkazał ogłosić ludowi i dać świadectwo”. Dobra Nowina umrze, jeśli będzie tylko przedmiotem samotnej refleksji, głębokiego namysłu, wewnętrznych dylematów. Ewangelia istnieje we wspólnocie: musi być przekazywana, opowiadana, dzielona…

Nie zatrzymuj się zatem, nie zostawaj sam ze sobą, szukaj znaków. Niedziela Zmartwychwstania nie mówi o tytanach wiary i ducha. To opowieść o zrozpaczonych ludziach, którzy szeroko otwierają oczy i uszy, wpatrują się w pusty grób i leżące w nim płótna, szukają w ciemności Światła. W ten sposób przygotowują się na moment, gdy Zmartwychwstały zechce dotknąć ich swoją obecnością.

Paweł Kozacki OP - ur. 1965, prowincjał polskich dominikanów, duszpasterz, przez wiele lat redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Mieszka w Warszawie

„wdrodze.pl”

 

6

 

Oszuści i murarze.

Moi Drodzy, kieruje nas dzisiaj do świątyni radość, o której mówimy, że jest radością zmartwychwstania. Ale z czego tak naprawdę się cieszymy? I co to znaczy, owo Chrystusowe zmartwychwstanie? Myślę, że po odpowiedź najlepiej byłoby się udać do przedstawicieli odpowiedniej profesji, a więc do oszustów i murarzy. Oni mogą nam udzielić dobrej i całościowej odpowiedzi na pytanie o kształt owej radości ze zmartwychwstania.

Oszuści, którzy Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, nazwali oszustem i u Niego oszustwa się nieustannie dopatrywali, to właśnie oni: arcykapłani i faryzeusze – jak pisze św. Mateusz – zebrali się już po śmierci Chrystusa u Piłata i oznajmili: „Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział za życia: «Po trzech dniach powstanę». Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, aby nie przyszli przypadkiem jego uczniowie, i nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: „Powstał z martwych”. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze. Rzekł im Piłat: «Macie straż; idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie». Oni poszli i zabezpieczyli grób, opieczętowując kamień i stawiając straż”. Jezus, przez oszustów nazwany oszustem, wszystkich oszustów tego świata wyprowadził w pole.

Moi Drodzy, trzeba rozumieć, z czego się cieszymy. Jakże się nie cieszyć, jeżeli powstaje na ziemi ktoś, kto jest samą prawdą i komu nie mogą zaszkodzić oszustwa wszystkich ludzi na całej ziemi, kimkolwiek by byli. Oni zdają sobie sprawę z tego, jak wielkie niebezpieczeństwo przedstawia dla nich Jezus, bo rozumieją, że gdyby do tych wszystkich – w ich rozumieniu – oszustw Jezusa doszło jeszcze to ostatnie, to ono będzie gorsze niż wszystkie dotychczasowe. I tak rzeczywiście jest.

Dla ludzi tego świata, którzy odrzucają Jezusa, ten dzień jest tragiczny. To jest dzień, w którym ich styl życia, ich sposób bytowania jest wystawiony na jawne widowisko. Mówią oni dzisiaj: „Ten, którego mieliśmy za oszusta, okazał się samą prawdą. Patrzyliśmy na te Jego – w naszym mniemaniu – oszustwa i one zaowocowały tym ostatnim, o którym słusznie przewidywaliśmy, że będzie gorsze niż wszystkie poprzednie, że będzie naszą klęską. I jest naszą klęską! Nieodwracalną, dopóki nie wpadniemy na pomysł, aby zmienić swój sposób życia”.

Czy nie warto zmienić swojego sposobu życia, który okazuje się oszustwem, beznadzieją, fałszem, iluzją? Warto! Ale to nie jest łatwe, bo trudno się przyznać, że tak naprawdę to ja jestem oszustem.

Wszystkim zaś, którzy w Chrystusa uwierzyli, została dana największa łaska, jaka jest możliwa dla tych, którzy zamieszkują ziemię. Jeżeli będą się trzymać Jezusa, to nikt nigdy nie będzie w stanie ich oszukać.

Moi Drodzy, możemy bardzo realnie doświadczyć, co to znaczy radość zmartwychwstania. My sobie tego na co dzień zupełnie nie uświadamiamy. To jest coś zupełnie rewelacyjnego, nadzwyczajnego. Kiedy idę z Chrystusem, jestem bezpieczny. Wszyscy oszuści, z Szatanem włącznie, którzy wystąpią przeciwko mnie, nie mają najmniejszych szans. Jakże się nie cieszyć w dzisiejszym dniu! Jakże nie pytać siebie: Człowieku, czy ty się umiesz cieszyć, że należysz do Kogoś, kto jest tak fantastyczny, bo niepokonalny w swojej prawdzie? Czy nie próbujesz czasem być oszustem w życiu? Czy czasem nie wpadasz w tonację tego świata, która próbuje Jezusa nazwać oszustem? Wielka jest radość zmartwychwstania. Wielka jest nasza wdzięczność dla Chrystusa za to, że objawił się nam właśnie taki. W ten sposób objawił nam Ojca – kształt naszej drogi i cel naszych dążeń. Trzeba być bardzo wdzięcznym i modlić się za wszystkich, którzy podlegają oszustwu tego świata.

Kiedyś usłyszałem takie zdania: „Nie otrzymałem łaski wiary”, „Wiara to stan łaski, który nie został mi dany”. To też jest wielkie oszustwo. Pierwsze zdanie wyszło z ust generała Wojciecha Jaruzelskiego.

Moi Drodzy, Pan Bóg dał swojego Syna każdemu człowiekowi. „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1,9). Jakże można byłoby dopuścić myśl, że komukolwiek poskąpił łaski wiary. Syn Boży umarł za nas wszystkich. Każdemu z nas została dana łaska wiary. Istotne jest zaś to, co my z tą łaską robimy.

Przed laty, kiedy kleryków powoływano do wojska, wspomniany generał dawał wytyczne, co należy z nimi robić. Napisał w odpowiednim okólniku tak:

Skoncentrowany wysiłek dowódców wojskowych winien zmierzać do trwałego pogłębiania u alumnów krytycyzmu wobec dogmatów kościelnych, osłabienia ich postaw i przekonań światopoglądowych, wpajania im przekonania o aspołecznym charakterze zawodu księdza, rozbudzając jednocześnie wiarę w ideały socjalizmu oraz dumę z osiągnięć Polski Ludowej, spowodowanie u większości wcielanych do wojska alumnów rezygnacji z kontynuowania nauki w seminariach duchownych.

To są słowa człowieka, który twierdzi, że nie otrzymał łaski wiary.

Jest to oszustwo wynikające z tego, że nie bierze się pod uwagę swojego życia: tego, co się pomyślało, powiedziało, zrobiło i co z tego wszystkiego wyniknęło.

Druga wypowiedź to słowa znanego krytyka literackiego. Pisze on tak:

Istnieje sztuka, bez niej życie byłoby nie do wytrzymania, a kondycja ludzka zbyt przerażającą. Odrzucam religię jako pocieszenie. Można tylko nieprzerwanie krzyczeć: Boże mój! Boże mój! Czemuś mnie opuścił. Nie pozostaje nam nic więcej, jak trwanie w naszej tragicznej kondycji, Tylko to! I nic więcej! Wiara to stan łaski, który nie został mi dany.

Znowu trzeba popatrzeć na całokształt życia. Łaskę wiary daje Pan Bóg każdemu, ale ważne jest to, co człowiek z nią robi. Pod koniec II wieku Teofil z Antiochii, obrońca wiary chrześcijańskiej, na pytanie skierowane do niego: „Pokaż mi swojego Boga?” odpowiedział bardzo słusznie: „Ale ty mi pokaż swojego człowieka?”. Pokaż mi swojego człowieka. Czy on jest w stanie zobaczyć Boga, który jest? Jaki jest ten twój człowiek? Czy ma oczy, które mogą widzieć? „Zakopcone lusterko nie jest w stanie niczego pokazać. Nie jest w stanie niczego zobaczyć”.

Tyle oszuści, przejdźmy do murarzy – tych, którzy uczestniczą w bezpłodnym dziele toczenia kamienia, by zamknąć nim grób Chrystusa, by nikt w Niego nie uwierzył. Wszyscy budujemy. Jesteśmy budowniczymi i architektami naszego życia. Choć są wśród nas tacy, którzy z racji zajmowanego stanowiska, urzędu, autorytetu są budowniczymi nie tylko dla siebie, ale tworzą opinię publiczną, wywierają wpływ na innych. My wśród tych osób żyjemy. Tak samo było za czasów Jezusa.

Skąd się bierze łaska wiary? Dana jest każdemu. Święty Paweł odpowiada:

Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? Jakże mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę. Ale nie wszyscy dali posłuch Ewangelii. Izajasz bowiem mówi: Panie, któż uwierzył temu, co od nas usłyszał? Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy. Tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa. Pytam więc, czy może nie słyszeli? Ależ tak: Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż na krańce świata ich słowa. (...) Izajasz zaś odważa się powiedzieć: Dałem się znaleźć tym, którzy Mnie szukali, objawiłem się tym, którzy o Mnie nie pytali, (...) cały dzień wyciągałem ręce do ludu nieposłusznego i opornego (Rz 10,14-18.20-21).

Bóg nieustannie posyła sługi, posłał i swojego Syna, a On posłał apostołów. Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, a tym, co się słyszy, jest słowo Chrystusa. Oni je usłyszeli i przyjęli. To największa łaska i dobroć w ich życiu. Uświadamiają nam jasno skarb, który jest naszym udziałem.

Dziękujmy Bogu za to, że dał nam swojego Syna, że On umarł i zmartwychwstał. Rozumiejmy, choć trochę lepiej, radość naszej wiary, która jest oczywista dla tego, kto przyjął Chrystusa.

ks. Kazimierz Skwierawski

„Ekspres homiletyczny”

 

7

 

Radość i nadzieja.

Jesteś pierwszym, który wyrwał się z objęć śmierci.

Twój pusty grób stał się bramą

szeroko otwartą na życie po życiu.

Od tamtego dnia do wszystkiego,

co więdnie i przemija w życiu człowieka,

dodajesz szczęście, uwielbienie, wieczność

(ks. W. A. Niewęgłowski).

Wielkanoc to Święto świąt chrześcijańskich, a zarazem największe wydarzenie w całej historii zbawienia. W ten jakże radosny dzień śpiewamy w Sekwencji: „Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja”. Najpierw kobiety, później uczniowie, a na końcu i Piotr odkrywają radosną prawdę: „Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami”.

Tajemnica Zmartwychwstania budzi przede wszystkim wielkie zdumienie, które jest początkiem wiary. To pierwsze i podstawowe doświadczenie stało się udziałem uczniów Jezusa „[owego] pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem”. Odczucie zdumienia, zdziwienia, zachwytu nad tajemnicą paschalną towarzyszy później wszystkim wyznawcom zmartwychwstałego Pana.Pierwsze zdziwienie: kamień grobowy odwalony. Drugie zdziwienie jeszcze większe: grób pusty. A dopowiedzenie już nie słowem ludzkim, bo słowo ludzkie by tego nie potrafiło wypowiedzieć. Mówi istota nadludzka: nie ma Go tu, zmartwychwstał. Te niewiasty biegną do apostołów i apostołowie nie wierzą. Nie wierzą! I wtedy ja – mówił św. Jan Paweł II – należący do następców apostołów, zrozumiałem moich wielkich poprzedników (...). Zmartwychwstanie i zdumienie”(Warszawa, 8.06.1991). Pod wpływem świadectwa Papieża możemy przekonać się, że to właśnie zdumienie stoi u początków wiary w tajemnicę Zmartwychwstania. Kto bowiem nie potrafi się zdziwić, zdumieć i zachwycić porankiem „pierwszego dnia”, ten nigdy nie uwierzy w Zmartwychwstałego!

Wielkie zdumienie prowadzi do duchowego przebudzenia. Święta pozwalają nam wejść w inny świat, świat myśli i refleksji, na co zazwyczaj nie mamy czasu. To prawda, że dla wielu z nas dni świąteczne to czas wolny od obowiązków zawodowych, dlatego tak cieszy odpoczynek, błogie lenistwo, bycie razem z bliskimi. Nie ma w tym nic złego, ten czas jest nam i po to dany. Niedobrze jeśli na tym poprzestajemy...

Tak wielu świadków oddało życie za wiarę, i tak wielu czeka jeszcze na świadectwo nas, współczesnych chrześcijan. Na świadectwo o Jezusie, a nie o kolorowym zajączku czy wiosennych baziach, którymi próbuje zastąpić się baranka paschalnego. Zmartwychwstanie dla mnie i dla ciebie, którzy kroczymy drogą chrześcijańskiego powołania, to głoszenie potęgi Boga, który za sprawą stwórczej mocy słowa i miłości pokonuje władzę śmierci.

Potęga Boga jest nadzieją i radością. Potrzeba więc, byśmy powierzyli Zmartwychwstałemu nasze lęki, problemy, niepewności. I byśmy w poranek wielkanocny wybrali się do grobu jak Piotr i Jan by schylić się i zobaczyć, „ujrzeć i uwierzyć”. Chrystus, który jest fundamentem naszej wiary i gwarantem szczęścia wiecznego, zmartwychwstał! Dlatego radujmy się w Nim i weselmy, Alleluja!

ks. Leszek Smoliński

„wiara.pl”

                                 

 

21

 

Cierpimy na epidemię religijnej głupoty.

Być może na nią cierpimy, jest bardzo zaraźliwa. Polega ona na braku współpracy między rozumem a wiarą. Swój rozum traktujemy jako przeciwnika swojej wiary.

Wirus nienawiści

Pierwszy wirus, na którego chorujemy, to jest wirus nienawiści. Atakuje on całego człowieka i ma wiele objawów: myślę o kimś źle, życzę mu zła, tego, żeby wydarzyła mu się krzywda. Może nawet jestem w stanie sobie wizualizować to, że dzieje mu się krzywda dzieje. Kiedy go słucham i kiedy go widzę, to tylko czekam na jego potknięcie po to, żeby sobie samemu powiedzieć, że jednak coś złego zrobił albo żeby mu wytknąć, że popełnił jakiś błąd.

Nienawiść bardzo dobrze się sprzedaje w mediach i w polityce. Jak można ją leczyć?

Do wyboru są dwie wersje leku: normalna i forte. Ta pierwsza to przebaczenie drugiej osobie wyrządzonej mi krzywdy. Przebaczenie oznacza zrzucenie z siebie krzywdy, jaką mi wyrządzono. Jaka to jest krzywda? Niewola mojej nienawiści, która sprawia, że nie umiem drugiego kochać i wydaje mi się, żemuszę mu ciągle życzyć zła.

Wersja forte to szukanie w drugim dobra, pomimo wyrządzonej mi krzywdy. W każdym możemy znaleźć coś dobrego.

Epidemia religijnej głupoty

Być może na nią cierpimy, jest bardzo zaraźliwa. Polega ona na braku współpracy między rozumem a wiarą. Swój rozum traktujemy jako przeciwnika swojej wiary. Święcona woda? Przecież to niemożliwe, żeby tam były jakieś wirusy. Naukowcy mówią, że w ślinie człowieka może być wirus, więc bardzo łatwo można się zarazić się wtedy, kiedy przystępujemy do komunii świętej, przyjmując ją do ust. Biskupi mówią: uważajcie na to, przyjmujcie ją do ręki albo przyjmujcie komunię świętą duchowo. A co my mówimy? Biskupi się nie znają, to jest przecież niegodne. To jest Najświętsze Ciało Chrystusa, niemożliwe, żeby przenosiło jakiekolwiek zarazki. Jezus mówi: bądźcie niewinni jak gołębie, ale przebiegli jak węże.

Co może wspomóc nasz układ odpornościowy w walce z epidemią? Podstawowy lek to myślenie. Inna wersja religijnej głupoty to przekonanie o tym, że choroba jest karą za grzechy, miłosierdzie Boga się skończyło i nadszedł czas kary. To okropna epidemia i głupota.

   Bóg chce każdego uratować, a nie zniszczyć. Bóg walczy ze złem przebaczeniem, a nie wściekłością.

Lekarstwo w wersji forte to myślenie i wiara. Wiara w Boga, o którym nam mówi Jezus Chrystus, a nie wiara w Boga, o którym nam mogą mówić pobożne wizje kogokolwiek albo jakiekolwiek objawienia prywatne. To Bóg, którego miłosierdzie nie ma granic, który jest w stanie przebaczyć każdemu. Bóg chce każdego uratować, a nie zniszczyć. Bóg walczy ze złem przebaczeniem, a nie wściekłością.

Pandemia grzechu

Pandemia grzechu rozszerza się przez zgorszenie. Skoro inni mogą, to ja też. Skoro księża grzeszą, to i ja mogę trochę. Chyba nic złego się nie dzieje? Skoro moi rodzice mieszkali ze sobą przed ślubem, to przecież i ja mogę? Przecież to jest dobre. Zgorszenie oznacza doprowadzanie drugiego człowieka do grzechu, do kopiowania mojego grzechu. Człowiek wówczas jest w stanie to, co złe, nazywać dobrym.

   Łatwiej jest nam chodzić do kościoła, ale się nie modlić. Być obecnym w kościele, ale nie być na spotkaniu z Bogiem.

Na szczęście jest mocny i potężny lek na tę pandemię. Jest nim modlitwa, czyli spotkanie z Bogiem. Kiedy spotkasz się z Bogiem, to w pewnym momencie On opowie ci o twoim grzechu. Przekona cię do niego, żeby móc ci go potem wybaczyć - właśnie do tego służy modlitwa. Nie lubimy być przekonywani, że jesteśmy grzeszni, dlatego może jest tak, że wiele ludzi chodzi do kościoła, ale się nie modli, bo wie, że jeżeli by się zaczęli modlić, to Bóg by im te grzechy prędzej czy później pokazał. Łatwiej jest nam chodzić do kościoła, ale się nie modlić. Być obecnym w kościele, ale nie być na spotkaniu z Bogiem.

Chrześcijanin to jest ktoś, kto jest mądry. Ktoś, kto myśli, ryzykuje spotkanie z Bogiem, szuka dobra w innym człowieku, w sobie i w świecie, żyje nadzieją, ma świadomość, że chociażby nas dotknęła najgorsza katastrofa lub najgorsza wojna, to prawdziwa śmierć nas nie dotknie, bo naszą nadzieję pokładamy w Tym, kto jest władcą życia i śmierci.

Paweł Kowalski SJ:

„deon.pl”

 

22

 

Ujrzał i uwierzył.

Przeżywamy dziś największą uroczystość w Kościele katolickim: Zmartwychwstanie Jezusa! Biegniemy razem z uczniami do grobu po to, aby przekonać się na własne oczy, że Pan zmartwychwstał. Biegniemy, by potwierdzić swoją wiarę: Mesjasz naprawdę żyje! Bez tej pewności wiara stałaby się bezpodstawna! Pusty grób uwiarygodnia wszystko, co wcześniej Jezus głosił i czynił.

Patrząc na wspominane dzisiaj wydarzenia, trzeba przyznać, że apostołowie otrzymali ogromną łaskę ujrzenia „leżących płócien i chusty” (J 20), które pozwoliły św. Janowi zanotować, że ów drugi uczeń „ujrzał i uwierzył” (J 20). Czy jednak współczesny człowiek skazany jest tylko na świadectwo uczniów Jezusa? Czy nam została odebrana łaska owego ujrzenia cudu zmartwychwstania? Odpowiedź może być tylko jedna: Bóg nie odbiera nam możliwości zobaczenia Jezusa Zmartwychwstałego. Nie odbiera nam wzroku, lecz każdy z nas musi włożyć pewien wysiłek w dostrzeżenie żyjącego Boga-człowieka.

Apostołowie otrzymali szansę zobaczenia pustego grobu między innymi dlatego, że uwierzyli słowom niewiast; uwierzyli świadectwu tych, które wcześniej ujrzały i uwierzyły. Jakże ważne dla nas są współczesne świadectwa, którym trzeba wierzyć. Popatrzmy chociażby na św. Pio z Pietrelciny, który poprzez stygmaty zaświadczał o Chrystusie. A iluż współcześnie żyjących, jemu podobnych, uwierzyło po zobaczeniu znaków Chrystusowej męki. Sam św. Pio z Pietrelciny przeżywał codziennie spotkanie z Chrystusem Eucharystycznym i codziennie na nowo „biegł” swoimi modlitwami do grobu, aby po raz kolejny powiedzieć, że wierzy.

W obecnych czasach próbuje się podważać fakt zmartwychwstania. Różne teorie naukowe, badania z socjologii czy psychiatrii „polemizują” z prawdą o zmartwychwstaniu. A przecież przy pustym grobie niepotrzebne są dywagacje naukowe; liczy się żywa wiara i zaufanie świadkom cudu zmartwychwstania. Jakże wiele w historii Kościoła było i jest mistyków i wizjonerów, których posądzało się o choroby psychiczne, a oni w sposób autentyczny świadczyli o Chrystusie Zmartwychwstałym, spotkanym „twarzą w twarz”. Siostra Faustyna w swoim Dzienniczku zapisała takie słowa:

Ujrzałam Pana Jezusa przybitego do krzyża. Kiedy Jezus chwilę na nim wisiał, ujrzałam cały zastęp dusz ukrzyżowanych tak jak Jezus. I ujrzałam trzeci zastęp dusz i drugi zastęp dusz. Drugi zastęp nie był przybity do krzyża, ale dusze trzymały silnie w ręku krzyż; trzeci zaś zastęp dusz nie był ani ukrzyżowany, ani nie trzymał w ręku krzyża silnie, ale wlokły te dusze krzyż za sobą i były niezadowolone. Wtem rzekł mi Jezus: "Widzisz te dusze, które są podobne w cierpieniach i wzgardzie do Mnie, te też będą podobne i w chwale do Mnie; a te, które mają mniej podobieństwa do Mnie w cierpieniu i wzgardzie – te też będą miały mniej podobieństwa i w chwale do Mnie".

Wobec takiego świadectwa nie można pozostać obojętnym! Trzeba uwierzyć, że Chrystus przebywa w chwale i ukazuje taką drogę także nam!

Wróćmy jednak do wydarzeń poranka wielkanocnego. Apostołowie zaniepokojeni świadectwem kobiet zdobyli się na wysiłek pójścia do grobu. Taka postawa jest bardzo wymowna, bowiem uwierzenie wymaga od człowieka ofiary, wysiłku, tego przysłowiowego kroku w stronę Jezusa. Ujrzeli pusty grób dlatego, że zdecydowali się na aktywność! Gdyby zostali w domu, zaprzepaściliby łaskę, którą chciał ich obdarzyć Pan. To dla nas ważna lekcja: żeby uwierzyć, trzeba się uaktywnić; trzeba szukać okazji, aby ujrzeć Jezusa. Można przecież Boga zobaczyć w drugim człowieku, który jest świątynią Ducha Świętego. Można żyjącego Jezusa zobaczyć w zrządzeniach opatrzności Bożej, w różnych splotach wydarzeń mających miejsce w naszym życiu. Wreszcie można zobaczyć Jezusa w modlitwie (pod warunkiem, że ją podejmujemy). Apostołowie swoją postawą dają świadectwo i zachęcają, by nie być biernym.

Jest jeszcze jedno ważne przesłanie zawarte w postawie apostołów. Uczeń, kiedy zobaczył pusty grób, uwierzył, to znaczy zrozumiał naukę Jezusa, ponieważ, jak pisze św. Jan, „dotąd nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych” (J 20). Wiara zakłada zrozumienie sensu przesłania Dobrej Nowiny. Życie ziemskie nie kończy egzystencji człowieka. Każdy powołany jest do życia wiecznego. Ma więc obowiązek nie tylko zrozumieć tę prawdę, ale też według niej żyć. Stąd apel o troskę o jakość ziemskiego pielgrzymowania. Apostołowie po poranku wielkanocnym na nowo uwierzyli i w konsekwencji oddali życie za Chrystusa Zmartwychwstałego. Prawda wielkanocna umożliwiła im heroiczną wierność Jezusowi.

Dzisiejsza uroczystość powinna przemienić także nas! Każdy świętujący zmartwychwstanie Chrystusa powinien zweryfikować swoje postępowanie. Pusty grób staje się wezwaniem: warto dla Mistrza z Nazaretu poświęcić wszystko, albowiem to On jest źródłem, sensem i kresem życia każdego z nas!

W sekwencji wielkanocnej śpiewamy: „Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja. A miejscem spotkania będzie Galilea. Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy. O Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy”. Idźmy więc z radością i oznajmijmy wszystkim, że Chrystus naprawdę żyje! Alleluja!

ks. Janusz Mastalski

„Ekspres Homiletyczny”

 

23

 

Boisz się pandemii?

Pomogą ci te 4 proste rady św. Ignacego Loyoli.

"Chciałbym dać Wam cztery wskazówki, abyście mogli przejść przez te trudne czasy. Te rady są wzięte z mojego własnego doświadczenia." Przeczytaj wyjątkowy list od św. Ignacego Loyoli na czasy walki z koronawirusem.

List od św. Ignacego Loyoli

Niebo, 14 marca 2020, czas ziemski

Drodzy ludzie na Ziemi,

Widzę, że trudno Wam znaleźć właściwe podejście do koronawirusa. Nic dziwnego. W ciągu ostatnich kilku dekad nauka poczyniła takie postępy, że uwierzyliście, iż w mgnieniu oka można znaleźć rozwiązanie każdego problemu. Teraz na całym świecie staje się jasne, że to była iluzja. Dla wielu z Was jest to bardzo kłopotliwe.

Ja sam zmagałem się z przewlekłą chorobą przez ponad trzydzieści lat. Jako generał szybko rozwijającego się zakonu Jezuitów codziennie przez piętnaście lat borykałem się ze wszystkimi możliwymi i niemożliwymi do rozwiązania problemami. Chciałbym dać Wam cztery wskazówki, abyście mogli przejść przez te trudne czasy. Te rady są wzięte z mojego własnego doświadczenia:

1. W czasie epidemii koronawirusa bądźcie posłuszni lekarzom, naukowcom i wszelkim kompetentnym osobom jak samemu Bogu. Nawet jeśli nie zgadzacie się z ich decyzjami lub nie rozumiecie ich, bądźcie pokorni i przyjmijcie, że warto polegać na ich wiedzy i doświadczeniu. To da Wam czyste sumienie i będzie ważnym wkładem w rozwiązanie kryzysu.

2. Unikajcie strachu. Strach nigdy nie pochodzi od Boga i nie prowadzi do Niego. Strach często podpowiada wszystkie możliwe powody, dla których powinniście się bać. Wiele z nich jest prawdziwych. A jednak nie musicie się obawiać. Pan teraz się Wami opiekuje. Wiem to z dobrze poinformowanego źródła niebieskiego. Doświadczenie pokazuje, że Bóg potrafi pisać prosto po liniach krzywych. Uwierzcie w to głęboko.

3. W czasach kryzysu nie szukajcie innych korzyści niż tych, które płyną z modlitwy. Powierzcie się Jego miłości. To najlepsze antidotum na lęk.

4. W końcu, nie zapominajcie w tej całej sytuacji żyć i cieszyć się życiem. Cokolwiek się stanie, każda sekunda, którą otrzymujecie, jest wyjątkowym i cennym darem. Koronawirus nie może nic z tym zrobić.

Zjednoczony z Wami w wiecznej modlitwie

+ Ignacy

„deon.pl”

 

24

 

Krok wstecz czy do przodu?

Czy wszyscy wierzą w zmartwychwstanie? Ewangelia mówi, że nie wszyscy, nawet jeśli wierzą w Boga! Dlaczego tak jest?

Krok wstecz

Wiele nieporozumień między ludźmi bierze się z niezrozumienia faktów i słów. I tak też jest w sprawie zmartwychwstania. Niejednokrotnie zmartwychwstanie myli się ludziom ze wskrzeszeniem. Dokładnie takim samym, jakiego doświadczyli ukochana córeczka żydowskiego dostojnika religijnego Jaira, młody mężczyzna z Nain czy uczeń i przyjaciel Chrystusa – Łazarz z Betanii. We wskrzeszeniu, dzięki boskiej interwencji Jezusa, człowiek ponownie przekroczył granicę oddzielającą śmierć od życia, wieczność od doczesności, powrócił do miejsca, z którego wyszedł, umierając, do tego, co było i co znał, czym się zajmował, do obcowania z tymi, których niedawno opuścił. Powrócił do tego, kim sam był, zanim umarł!

Zmartwychwstanie błędnie utożsamione ze wskrzeszeniem staje się dla współczesnego człowieka podobnym do medycznej reanimacji podejmowanej przez lekarzy dla przywrócenia czynności życiowych organizmu. Jest oczywiście niecodziennym powrotem, uczynieniem niezwykłego kroku wstecz! Takie pojmowanie zmartwychwstania nie pociąga i nie fascynuje ludzi! Nikogo bowiem nie fascynują i nie pociągają przygnębiające matactwa w polityce, nieprzejrzystość w gospodarce, degeneracja w kulturze, nieporadność w Kościele, rozluźniające się więzy rodzinne i środowiskowe. Nikogo też nie frapuje spotkanie z samym sobą. Tym bardziej nie zachwyca, im bardziej człowiek uważa swoje życie za zmarnowane i przegrane, ograbione z radości i szczęścia, a nasycone cierpieniem i smutkiem. Ludzie mówią: nie ma do czego zmartwychwstawać. Po co tutaj wracać? Nie ma sensu wierzyć w zmartwychwstanie! Pojmowanie zmartwychwstania jako wskrzeszenia, swoistej reanimacji, jest jedną z przyczyn niewiary wielu w ten objawiony i udokumentowany osobiście przez Syna Bożego fakt!

Krok do przodu

Chrystus w Ewangelii rozprawia się z utożsamianiem zmartwychwstania ze wskrzeszeniem. Wyraźnie mówi, że zmartwychwstający nie czyni wyłącznie kroku wstecz, lecz przede wszystkim do przodu! W którym kierunku? Zmierza w kierunku nieznanego sobie do tej pory wymiaru. Podąża w kierunku nieba. Wkracza w boską rzeczywistość. Zanurza się w chwale Boga i doznaje przemienienia.

Nam ludziom trudno jest zrozumieć i w pełni wyrazić tę radosną prawdę. Nie tylko dlatego, że brakuje stosownych słów. Nie tylko dlatego, że nikt z nas jeszcze osobiście nie przeżył zmartwychwstania. I nie z tego powodu, że nikt spośród ludzi, poza Chrystusem, po swoim zmartwychwstaniu nie powrócił na ziemię. Jest jeszcze inny powód. Chrystus w Ewangelii mówi o zmartwychwstaniu delikatnie i dyskretnie. Jest to bowiem jedna z największych boskich prawd ujawnionych ludzkości. Jest to zatem wartość, którą należy chronić nawet przed słownym znieważeniem i trywializacją, do których zdolny jest świat, dla którego nie istnieją świętości. Jezus mówi niewiele, ale wystarczająco, by słuchający Go uwierzył, że zmartwychwstanie jest prawdą, a nie marzeniem, jest faktem, a nie mitem, jest rzeczywistością, a nie złudzeniem. Co zatem mówi?

Przemieniająca siła zmartwychwstania

Chrystus w Ewangelii uczy, że ludzie uznani przez Boga „za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych” (Łk 20,35) doznają przemienienia. Chrystus wymienia trzy jego obszary.

Przede wszystkim przemiany doznaje ludzkie ciało. Przestaje być zniszczalne, a staje się niezniszczalne. Od chwili zmartwychwstania ciało nie podlega już śmierci. Ona całkowicie przestała być dla niego groźna. Ciało jest tak samo nieśmiertelne, jak nieśmiertelna była od chwili stworzenia dusza.

Przemiany i udoskonalenia doznaje także struktura duchowa człowieka: rozum, wola, sumienie. Staje się ona równie doskonała i genialna jak anielska. Anielskie przymioty i możliwości, oddanie i dyspozycyjność wobec Stwórcy stają się własnością człowieka.

W zmartwychwstaniu człowiek w pełni staje się dzieckiem Bożym. Wypełnia go bez reszty miłość, która jest darem od Boga, bo On jest miłością. Człowieka wypełnia Bóg i dobro. Nie ma w nim miejsca na Szatana i zło! Człowiek staje się czystą miłością. I to jest trzeci element przemiany doświadczanej przez człowieka w zmartwychwstaniu.

Prawdy te objawił ludzkości Jezus pouczający niewierzących w zmartwychwstanie i kpiących z niego. Powiedział: „Ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania” (Łk 20,35-36).

Co zatem nam pozostaje? Prosić Pana Boga, abyśmy właściwie rozumieli prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa. Pozostaje nam życzyć sobie nawzajem, abyśmy w swoim czasie również zmartwychwstali, czyli uczynili krok do przodu, a nie wstecz. Krok ku niebu i boskiej przemianie.

ks. Rafał Buchinger

„Ekspres Homiletyczny”

 

25

 

Zstąpił do piekieł.

Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych

Co się działo z Jezusem w czasie pomiędzy śmiercią na krzyżu a Zmartwychwstaniem? W "Składzie Apostolskim" odpowiadamy na to pytanie słowami "Zstąpił do piekieł". Są tak trudne, że budzą mnóstwo błędów i nieporozumień.

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi:

JEZUS CHRYSTUS ZSTĄPIŁ DO PIEKIEŁ, TRZECIEGO DNIA ZMARTWYCHWSTAŁ

Jezus Chrystus "zstąpił do niższych części ziemi. Ten, który zstąpił, jest i Tym, który wstąpił" (Ef 4,9-10). Symbol Apostolski wyznaje w tym samym artykule wiary zstąpienie Chrystusa do piekieł i Jego zmartwychwstanie trzeciego dnia, ponieważ On sprawił, że w misterium Jego Paschy z głębi śmierci wytrysnęło życie:

Jezus Chrystus, Twój Syn zmartwychwstały, który oświeca ludzkość swoim światłem i z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen (Mszał Rzymski, Wigilia Paschalna, Exsultet).

CHRYSTUS ZSTĄPIŁ DO PIEKIEŁ

Liczne wypowiedzi Nowego Testamentu, według których Jezus został wskrzeszony "z martwych" (Dz 3,15; Rz 8,11; 1 Kor 15,20), zakładają, że przed zmartwychwstaniem przebywał On w krainie zmarłych (Por. Hbr 13, 20). Takie jest pierwsze znaczenie, jakie przepowiadanie apostolskie nadało zstąpieniu Jezusa do piekieł; Jezus doświadczył śmierci jak wszyscy ludzie i Jego dusza dołączyła do nich w krainie umarłych. Jezus zstąpił tam jednak jako Zbawiciel, ogłaszając dobrą nowinę uwięzionym duchom (Por. 1 P 3, 18-19).

Krainę zmarłych, do której zstąpił Chrystus po śmierci, Pismo święte nazywa piekłem, Szeolem lub Hadesem (Por. Flp 2,10; Dz 2,24; Ap 1,18; Ef 4,9), ponieważ ci, którzy tam się znajdują, są pozbawieni oglądania Boga (Por. Ps 6,6; 88,11-13). Taki jest los wszystkich zmarłych, zarówno złych, jak i sprawiedliwych, oczekujących na Odkupiciela (Por. Ps 89,49;1 Sm 28,19; Ez 32,17-32), co nie oznacza, że ich los miałby być identyczny, jak pokazuje Jezus w przypowieści o ubogim Łazarzu, który został przyjęty "na łono Abrahama" (Por. Łk 16,22-26). "Jezus Chrystus, zstępując do piekieł, wyzwolił dusze sprawiedliwych, które oczekiwały swego Wyzwoliciela na łonie Abrahama" (Katechizm Rzymski, I, 6, 3). Jezus nie zstąpił do piekieł, by wyzwolić potępionych (Synod Rzymski (745): DS 587), ani żeby zniszczyć piekło potępionych (Por. Benedykt XII, Cum dudum: DS 1011; Klemens list Super quibusdam: DS 1077), ale by wyzwolić sprawiedliwych, którzy Go poprzedzili (Por. Synod Toledański IV (625): DS 485; por. także Mt 27,52-53).

"Nawet umarłym głoszono Ewangelię..." (1 P 4,6). Zstąpienie do piekieł jest całkowitym wypełnieniem ewangelicznego głoszenia zbawienia. Jest ostateczną fazą mesjańskiego posłania Jezusa, fazą skondensowaną w czasie, ale ogromnie szeroką w swym rzeczywistym znaczeniu rozciągnięcia odkupieńczego dzieła na wszystkich ludzi wszystkich czasów i wszystkich miejsc, aby wszyscy ci, którzy są zbawieni, stali się uczestnikami Odkupienia.

Chrystus zstąpił więc do otchłani śmierci (Por. Mt 12,40; Rz 10,7; Ef 4,9), aby umarli usłyszeli "głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą", żyli (J 5,25). Jezus, "Dawca życia" (Dz 3,15), przez śmierć pokonał tego, "który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła", i wyzwolił "tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli" (Hbr 2,14-15). Od tej chwili Chrystus Zmartwychwstały ma "klucze śmierci i Otchłani" (Ap 1,18), a na imię Jezusa zgina się "każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych" (Flp 2,10):

Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął, ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków... Idzie, by odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; by wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i Synem Ewy... "Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem... Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych" (Starożytna homilia na Wielką i Świętą Sobotę: PG 43, 440 A. 452 C; por. Liturgia Godzin, II, Godzina czytań z Wielkiej Soboty).

W skrócie

W artykule "Jezus zstąpił do piekieł" Symbol wiary głosi, że Jezus rzeczywiście umarł i przez swoją śmierć dla nas zwyciężył śmierć i diabła, "który dzierżył władzę nad śmiercią" (Hbr 2,14).

Zmarły Chrystus, w swojej duszy zjednoczonej z Jego Boską Osobą, zstąpił do krainy zmarłych. Otworzył On bramy nieba sprawiedliwym, którzy Go poprzedzili.

 

 

 

3g

 

Poniedziałek Wielkanocny

Począwszy od dnia Pięćdziesiątnicy, Kościół ogłasza jedną prawdę: Jezus zmartwychwstał i żyje. Zmartwychwstały Jezus uwalnia człowieka od lęku i od skupienia na sobie samym, dając każdemu misję do spełnienia. Kobiety z Ewangelii miały za zadanie ewangelizować Apostołów, gdy ci wątpili, Apostołowie zaś dostali polecenie pójścia do Galilei, miejsca zamieszkanego przez Żydów i pogan, aby tam otrzymać od Zmartwychwstałego misję głoszenia Ewangelii wszystkim narodom. My jesteśmy zaproszeni do tego, by przez liturgię spotkać zmartwychwstałego Pana, z Nim związać całą naszą egzystencję i w Nim odkryć najgłębszą prawdę o nas samych i o naszej misji.

 

 

26

 

Apostołki Apostołów.

Gdy strach paraliżuje uczniów przed opuszczeniem Wieczernika, kobiety odważnie przychodzą do grobu i są pierwszymi świadkami tego, że jest pusty. Zmartwychwstały ogłasza im orędzie paschalne: „Nie bójcie się”, i posyła je, by ogłosiły: „Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”. W czasach starożytnych zeznania kobiet były lekceważone. Rzymski filozof Celsus w drugiej połowie II wieku kpił: „Kto to widział? Jakaś szalona kobieta, jak mówicie, i może jeszcze ktoś z tej samej bandy oszustów”, a sto lat wcześniej żydowski historyk Józef Flawiusz radził: „Od kobiet nie wolno przyjmować żadnych zeznań ze względu na lekkomyślność ich płci”. Dlaczego zatem ewangeliści stawiają na świadectwo kobiet, narażając się na zarzut niewiarygodności?

Rola kobiet świadków w pierwszych gminach chrześcijańskich była oczywista. Takie jest przesłanie Ewangelii, w której kobiety nie tylko idą za Jezusem, ale też wykazują szczególną uważność na Jego nauczanie. Pierwszą posłaną do pogan była Samarytanka. Nieprzypadkowa wydaje się nieobecność kobiet podczas gestu umywania nóg w Wieczerniku. Może nie potrzebowały tego znaku, gdyż w przeciwieństwie do apostołów, wykorzystując naturalny „geniusz kobiecy” (Jan Paweł II), jak jawnogrzesznica (Łk 7,36–50) i Maria z Betanii (J 12,1–11), pojęły służebny charakter misji Jezusa.

Pierwotny Kościół głosił światu, że w Chrystusie „nie ma już mężczyzny ani kobiety”. Co się stało w wiekach późniejszych, że w Kościele pojawiły się stare, nieewangeliczne uprzedzenia, którym początkowo ulegli także apostołowie: „Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary” (Łk 24,1)? Czy nie nadszedł czas, aby zrozumieć, że „nowa świadomość kobiet pomaga również mężczyznom poddać rewizji swoje schematy myślowe, sposób rozumienia samych siebie i swojego miejsca w historii, organizacji życia społecznego, politycznego, religijnego i kościelnego (…) przyszłość nowej ewangelizacji, podobnie zresztą jak wszystkich innych form działalności misyjnej, jest nie do pomyślenia bez udziału kobiet” (Vita consecrata, 57)?

Maciej Biskup OP - ur. 1972, dominikanin, przeor klasztoru w Szczecinie, duszpasterz i rekolekcjonista. Autor książki "Zaskoczony wiarą. Między Jerychem a Jerozolimą". Mieszka w Łodzi.

 

 

14

 

Dlaczego świętujemy Poniedziałek Wielkanocny?

Z Poniedziałkiem Wielkanocnym - drugim dniem Świąt Zmartwychwstania Pańskiego wiąże się tradycja Śmigusa-Dyngusa. Śmigus i Dyngus to dwa odrębne obyczaje, które praktykowane były jednego dnia. Dlatego z czasem ich nazwy się połączyły.

Dyngusem nazywano datek dawany przez gospodynie mężczyznom chodzącym w Poniedziałek Wielkanocny po domach, składającym życzenia świąteczne i wygłaszającym oracje i wiersze o męce Pańskiej, czy też komiczne parodie. W zamian za to otrzymywali jajka, wędliny i pieczywo.

Śmigus z kolei to obyczaj polewania się wodą w Poniedziałek Wielkanocny. Stąd też nazwa "lany poniedziałek". Zwyczaj prawdopodobnie ma korzenie pogańskie i wiąże się z radością po odejściu zimy oraz z obrzędami mającymi zapewnić urodzaj i płodność.

Chrześcijaństwo dodało do tego oczyszczającą symbolikę wody, a także tradycję, zgodnie z którą oblewanie wodą jest pamiątką rozpędzania tłumów, które gromadziły się w poniedziałek, rozmawiając o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

W Poniedziałek Wielkanocny gospodarze o świcie wychodzili w pola i kropili je wodą święconą, żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową, co miało zapewnić urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. Pola objeżdżano w procesji konnej.

Wodą oblewano jednak przede wszystkim młode dziewczęta. Nieoblana panna była zdenerwowana i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów.

Poniedziałek Wielkanocny to drugi dzień Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Największe święta chrześcijańskie, takie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie obchodzi się przez dwa dni, aby móc głębiej rozważać te tajemnice wiary.

„deon.pl”

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

12 kwietnia - św. Zenon z Werony, biskup
12 kwietnia - św. Juliusz I, papież
13 kwietnia - św. Marcin I, papież i męczennik
13 kwietnia - św. Hermenegild, królewicz i męczennik
14 kwietnia - św. Walerian, męczennik
14 kwietnia - św. Ludwina, dziewica
15 kwietnia - święte Anastazja i Bazylissa, męczennice
15 kwietnia - bł. Cezary Bus, prezbiter
16 kwietnia - św. Maria Bernadetta Soubirous, dziewica i zakonnica
16 kwietnia - św. Benedykt Józef Labre, wyznawca
17 kwietnia - bł. Baptysta Spagnoli, prezbiter
17 kwietnia - św. Katarzyna Tekakwitha
18 kwietnia - bł. Maria od Wcielenia, zakonnica
18 kwietnia - św. Ryszard Pampuri, zakonnik
18 kwietnia - św. Galdin, biskup
19 kwietnia - św. Leon IX, papież
19 kwietnia - św. Ekspedyt, męczennik

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.