WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

14/760                   -         5 kwietnia 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 

2

 

Niedziela Palmowa

5 kwietnia 2020 r.A.

 

5

 

„Bóg każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie”. Warto z takim nastawieniem, do którego zachęca Izajasz, podejść do lektury tekstów Niedzieli Palmowej. Słuchać, widzieć obrazy, które pojawiają się w wyobraźni.

W ten sposób podążać za Jezusem, by móc przeżyć Jego Ewangelię taką, jaką dzisiaj objawia. Po prostu być z Panem w Jego drodze.

 

10

 

W dzisiejszym numerze:
- KEP zachęca do domowej modlitwy w Niedzielę Palmową.
- Przesłanie Ojca świętego na Wielki Tydzień 2020.
- Niedziela Palmowa w domu. Jak świętować w czterech ścianach?
- Niedziela Palmowa i Wielkanoc w dobie pandemii.
- „Jerozolima” mojego serca.
- Ogołocił samego siebie.
- Skuteczna modlitwa przeciw korona wirusowi.
- Kard. Schönborn: koronawirus to nie kara Boża, ale impuls do refleksji.
- Prof. Bogdan de Barbaro: wirus zdejmuje nam koronę z głowy.
- Ks. Wojciech Grygiel: koronawirus wyrwał nas ze strefy komfortu
- Abp Ryś: każda forma pobożności może być ucieczką od prawdziwej wiary.
- Na czym polega i jak uzyskać specjalny odpust zupełny udzielony przez Franciszka na czas epidemii?
- Parafia w czasach zarazy.
- Święci i błogosławieni w tygodniu.
 
 
 
3
 

Rzecznik KEP zachęca do domowej modlitwy w Niedzielę Palmową

Epidemia uniemożliwia większości z nas uczestnictwo w obchodach Niedzieli Palmowej w kościołach, dlatego zachęcam, żebyśmy w tym dniu w naszych domach włączyli się w modlitwę Kościoła na całym świecie, która rozpoczyna Wielki Tydzień – powiedział rzecznik KEP ks. Paweł Rytel-Andrianik.

W informacji przekazanej PAP ks. Rytel-Andrianik przypomniał, że Niedzielą Palmową otwieramy w Kościele katolickim Wielki Tydzień, którego centrum stanowi Triduum Paschalne. Zachęca, żeby w tym czasie domy stały się szczególnymi miejscami modlitwy.

"Zdecydowana większość wiernych z powodu ograniczeń sanitarnych, nie będzie mogła wziąć udziału w mszach św. i nabożeństwach w kościołach i kaplicach, ale może włączyć się w modlitwę Kościoła poprzez liturgię domową oraz uczestniczyć za pośrednictwem różnego rodzaju mediów" – zwrócił uwagę rzecznik KEP.

Ks. Rytel-Andrianik zachęcił, aby w Niedzielę Palmową uczestniczyć w transmisjach mszy św. i nabożeństw gorzkich żali, które online transmituje wiele parafii. "O godz. 12.00 zapraszam do włączenia się w modlitwę 'Anioł Pański' z papieżem Franciszkiem poprzez transmisje, m.in. w TVP1, Polsat, TV Trwam, Radiu Maryja i modlitwy w intencji ustania pandemii koronawirusa, za chorych, zmarłych i ich rodziny" – powiedział.

Rzecznik zwrócił uwagę, że chociaż liturgia Niedzieli Palmowej koncentruje się wokół Męki Pańskiej, to jest ona również zapowiedzią zmartwychwstania, zwycięstwa nad śmiercią i nowego życia, które symbolizują palmy. "To dla nas czas nadziei i pocieszenia w tej trudnej sytuacji. Zawierzmy wszystko Bogu poprzez modlitwę, on nas nigdy nie opuszcza" – dodał.

Zwrócił uwagę, że każdy może przygotować w domu palmy z materiałów i dzielonych gałązek. "Możemy opublikować zdjęcia palm w mediach społecznościowych z hasztagiem #Palma" – powiedział ks. Rytel-Andrianik.

Zachęcił, by do fotografii dołączyć cytaty z Pisma Świętego. "Dzięki temu ma powstać wirtualna 'procesja z palmami', która w normalnej sytuacji w Niedzielę Palmową odbywa się w kościołach z udziałem wiernych" – powiedział.

"Uczestnicząc w akcji #Palma, będziemy dzielili się z innymi przeżywaniem Niedzieli Palmowej i mimo kwarantanny i izolacji możemy budować duchową wspólnotę"– wskazał rzecznik.

Od 1986 r., decyzją papieża Jana Pawła II, Niedziela Palmowa to także Światowy Dzień Młodzieży. W tym roku, ze względu na epidemię, uroczystości diecezjalne zostały przełożone na inny czas lub przybrały formę wirtualnego spotkania.

"Zachęcam młodych ludzi do udziału w modlitwie dzięki transmisjom online. Warto także sięgnąć po nauczanie św. Jana Pawła II, który jest pomysłodawcą ŚDM. W internecie można znaleźć wideo z homiliami papieża. Dostępne są także jego teksty" – powiedział PAP ks. Rytel-Andrianik.

 

12

 

Przesłanie Ojca świętego na Wielki Tydzień 2020.

Obchodzimy Wielki Tydzień w sposób naprawdę niezwykły, który ukazuje i streszcza orędzie Ewangelii, czyli bezgranicznej miłości Boga. A w milczeniu naszych miast rozbrzmiewać będzie Ewangelia paschalna. Apostoł Paweł mówi: „Za wszystkich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał" (2 Kor 5, 15). W zmartwychwstałym Jezusie życie zwyciężyło śmierć.

Dziś wieczorem na początku wieczornych wiadomości włoskiej telewizji publicznej RAI 1 wyemitowano wideoprzesłanie Ojca Świętego w związku z dramatyczną sytuacją, w jakiej znalazły się Włochy i cały świat na początku Wielkiego Tygodnia.

Drodzy przyjaciele, dobry wieczór!

Dziś wieczorem mogę wejść do waszych domów w sposób inny niż zwykle. Jeśli mi pozwolicie, chciałbym z wami porozmawiać przez kilka chwil, w tym okresie trudności i cierpień. Wyobrażam sobie was prowadzących niecodzienne życie w waszych rodzinach, by uniknąć zarażenia. Myślę o żywotności dzieci i młodzieży, która nie może wychodzić, uczęszczać do szkoły, żyć swoim życiem. Zależy mi na wszystkich rodzinach, szczególnie tych, które mają jakieś ukochane osoby chore lub które niestety przeżyły żałobę z powodu koronawirusa lub z innych przyczyn. W tych dniach często myślę o osobach samotnych, którym trudniej jest stawić czoła tym chwilom. A przede wszystkim myślę o starszych, którzy są mi bardzo drodzy.

Nie mogę zapomnieć o tych, którzy są chorzy na koronawirusa, osobach leczonych w szpitalach. Zdaję sobie sprawę z wielkoduszności osób, które się narażają, aby leczyć tę pandemię lub zapewnić społeczeństwu podstawowe usługi. Iluż bohaterów, przez wszystkie dni, przez wszystkie godziny! Pamiętam również, że wielu z nich znajduje się w trudnej sytuacji finansowej i martwią się o pracę i o przyszłość. Myślę także o osadzonych w więzieniach, którym do cierpienia dołącza się lęk przed epidemią, o nich samych i swoich bliskich; myślę o pozbawionych dachu nad głową, którzy nie mają domu, który by ich chronił.

To trudny czas dla wszystkich. Dla wielu, niezwykle trudny. Papież o tym wie i tymi słowami chce powiedzieć wszystkim o swojej bliskości i miłości. Postarajmy się, jeśli możemy, jak najlepiej wykorzystać ten czas: bądźmy hojni; pomagajmy potrzebującym w naszej okolicy; poszukajmy być może przez telefon lub sieć społecznościową osób najbardziej samotnych; módlmy się do Pana za tych, którzy są poddawani próbie we Włoszech i na świecie. Nawet jeśli jesteśmy odizolowani, myśl i duch mogą iść daleko z twórczością miłości. Tego dzisiaj potrzebujemy: kreatywności miłości.

Obchodzimy Wielki Tydzień w sposób naprawdę niezwykły, który ukazuje i streszcza orędzie Ewangelii, czyli bezgranicznej miłości Boga. A w milczeniu naszych miast rozbrzmiewać będzie Ewangelia paschalna. Apostoł Paweł mówi: „Za wszystkich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał" (2 Kor 5, 15). W zmartwychwstałym Jezusie życie zwyciężyło śmierć. Ta wiara paschalna żywi naszą nadzieję. Dzisiaj wieczorem chciałbym się nią z wami podzielić. Jest to nadzieja na lepszy czas, w którym możemy być lepsi, w końcu uwolnieni od zła i od tej pandemii. Jest to nadzieja: a nadzieja nie zawodzi; to nie jest iluzja, jest to nadzieja.

Jedni obok drugich, w miłości i cierpliwości, możemy w tych dniach przygotować lepszy czas. Dziękuję, że pozwoliliście mi wejść do waszych domów. Uczyńcie gest czułości wobec tych, którzy cierpią, wobec dzieci, wobec osób starszych. Powiedzcie im, że papież jest blisko i modli się, aby Pan wkrótce wybawił nas wszystkich od zła. I wy módlcie się za mnie. Dobrej kolacji. Do zobaczenia wkrótce.

wiara.pl

 

11

 

Niedziela Palmowa w domu.

Jak świętować w czterech ścianach?

Rozpoczyna się najbardziej osobliwy i do tej pory niespotykany Wielki Tydzień. Mamy dla was wskazówki, jak mimo tego, że żyjemy w kwarantannie, przeżyć najważniejsze chrześcijańskie święta. Jak świętować Niedzielę Palmową nie wychodząc z domu?

Jeszcze przed miesiącem byliśmy niemal pewni, że ten Wielki Tydzień nie będzie różnił się od innych. Zacznie się Niedzielą Palmową, skończy na Zmartwychwstaniu. Kto mógł wtedy przypuszczać, że to, co do tej pory było tak charakterystyczne dla świętowania tego czasu, czyli wyjątkowa liturgia, czytania, pieśni, wystrój kościoła, pozostanie tylko w naszych wspomnieniach? Jesteśmy zmuszeni zostać w domach. Zarówno Wy, po drugiej stronie komputerów, telefonów i tabletów, jak i my, którzy towarzyszymy wam redagując DEON.pl.

Dlatego na czas tego świętowania w domach, do którego zmusiła nas wirusowa sytuacja, przygotowaliśmy dla was codzienne materiały w których podpowiadamy, jak na ostatniej prostej przygotować się do Wielkiej Nocy bez wychodzenia z domu. Razem przetrwamy ten trudny czas.

Świętowanie Niedzieli Palmowej w domu.

Wiesław Dawidowski OSA proponuje, żeby każdy dzień tego tygodnia koncentrował się wokół stołu, który na czas Wielkiego Tygodnia będzie naszym domowym ołtarzem, miejscem przeznaczonym tylko na pokarm: fizyczny i duchowy. Połóżmy tam Pismo Święte, które będzie puntem odniesienia.

"W Niedzielę Palmową koniecznie postawmy na stole kolorową palmę. Nie będzie poświęcona przez księdza – to fakt, ale ojciec lub matka rodziny mogą w modlitwie prosić Boga, aby przyjął ofiary duchowe, jakie teraz składane są na ołtarzu świata" - pisze zakonnik.

Najważniejsze, żeby w tym czasie być razem, z najbliższymi, z tymi, z którymi mieszkamy. Wyjazd do dalekich krewnych, z uwagi na przepisy epidemiologiczne, nie jest dobrym pomysłem, pamiętajmy o tym. Jeśli mieszkasz sama/sam to pamiętaj, że On jest przy Tobie zawsze.

Nakryj stół według własnego uznania. Połóż palmę. Przeczytajcie razem dzisiejszą Ewangelię. Możecie zrobić to tak, jak w czasie liturgii w kościele, czyli na role.

Ewangelia Niedzieli Palmowej (Mt 26, 14 – 27, 66)

Komentarz do dzisiejszego czytania

Jeśli potrzebujecie komentarza do dzisiejszej Ewangelii, proponujemy zarówno tekst, jak i wideo. Oba materiały znajdziecie poniżej:

Bezmyślność, głupota, brak fundamentu, stadny instynkt, którym wszyscy w jakimś stopniu ulegamy. A szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie można wykreować jakieś wielkie "nic", a później wdeptać w ziemię. Można zniszczyć autorytet, tylko dlatego, że ten autorytet komuś się nie podoba, kogoś drażni, a ten ktoś dysponuje środkami masowego przekazu.

To są dzisiejsze czasy - z jednej strony mamy szacunek dla jakiegoś człowieka, a za chwilę się okaże, że on nie jest godny szacunku, albo przypisze mu się różnego rodzaju rzeczy, których nie było i już spada głowa. Dokładnie tak samo jak w Ewangelii.

Jak tego uniknąć? Myślę, że unikniemy wtedy, kiedy będziemy pielęgnowali swoje powołanie, będziemy się nieustannie wpatrywali i pytali Chrystusa, czego On od nas żąda.

To jest ciekawe, że tak zwany "dobry łotr", który był ukrzyżowany po prawej stronie Jezusa, to jedyny człowiek w historii chrześcijaństwa, który był osobiście kanonizowany przez Jezusa, nikt inny tego zaszczytu nie dostąpił.

"Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju". Jak to się stało, że ten człowiek - który cierpiał podobne męki fizyczne jak Jezus, widział Boga ukrzyżowanego, który był nikim, był wyrzucony poza obręb świadomości - dostrzegł w Nim Boga?

Nietrudno to dostrzec w czasie Jego triumfu, kiedy uzdrawiał, leczył, przemawiał, ale w momencie kiedy Jezus był bezsilny, to naprawdę była wielka sztuka. Mało tego, ten człowiek także cierpiał, on miał świadomość, że sam sobie zgotował taki los, ale jednocześnie potrafił dostrzec w takiej sytuacji Boga obok, podczas gdy drugi łotr obok był ślepy.

Jak to się stało? - to jest pytanie, które mnie od dawna nurtuje. Można by powiedzieć: - Święty łotrze, naucz mnie w ten sposób patrzeć na moje życie, żebym w momencie, kiedy widzę, że coś naprawdę zniszczyłem, kiedy jestem wyrzucony na margines życia, umiał dostrzec w moich trudnych sytuacjach Chrystusa ukrzyżowanego i umęczonego. Uczmy się od niego dostrzegać obecność Chrystusa w naszych wszystkich trudnych sytuacjach.

Tekst pochodzi ze strony poświęconej pamięci Andrzeja Hołowatego OP.

 

13

 

Niedziela Palmowa i Wielkanoc w dobie pandemii.

W swoim rozważaniu podczas przejmującego nabożeństwa na Placu św. Piotra w dn. 27 marca br. papież Franciszek wypowiedział znamienne słowa: „Początkiem wiary jest świadomość, że potrzebujemy zbawienia. Nie jesteśmy samowystarczalni, sami toniemy; potrzebujemy Pana jak starożytni żeglarze gwiazd. Zaprośmy Jezusa do łodzi naszego życia. Przekażmy Mu nasze lęki, aby On je pokonał. Podobnie jak uczniowie doświadczymy, że z Nim na pokładzie nie dojdzie do katastrofy”.

W celebracjach liturgicznych nadchodzących dni Kościół daje nam wyjątkową okazję do odpowiedzi na apel papieża Franciszka i do przejścia z Chrystusem od śmierci do życia, od ciemności do światła i od lęku do nadziei. Jednak w związku z wprowadzonymi dla naszego dobra ograniczeniami, tegoroczny Wielki Tydzień będzie pod wieloma względami wyjątkowy. Abyśmy więc mogli jak najgłębiej przeżyć razem te nadchodzące dni, w nawiązaniu do dekretów Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z dn. 19 oraz 25 marca br., wprowadzam następujące zarządzenia:

1. Wzywam wiernych świeckich do pozostania w domach i do uczestnictwa w celebracjach Wielkiego Tygodnia za pośrednictwem mediów, a także do podjęcia w tych dniach szczególnie intensywnej modlitwy rodzinnej. Pomoże w tym specjalny rytuał rodzinny, który zostanie przygotowany przez diecezję i udostępniony w mediach elektronicznych.

2. W obecnej sytuacji w parafiach nie ma możliwości przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania w zwyczajnej formie. Proszę więc wszystkich duszpasterzy o przypomnienie wiernym roli żalu doskonałego połączonego ze szczerą wolą wyspowiadania się, gdy to już będzie możliwe. Tych, którzy pragną skorzystać z posługi sakramentalnej, proszę o telefoniczny kontakt z duszpasterzami. Jest ona nadal możliwa indywidualnie w kościołach i przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności (por. Dekret Biskupa Tarnowskiego w związku ze stanem epidemii w Polsce, 24.03.2020).

3. Proszę wszystkich wiernych, aby w Wielką Środę wieczorem w swoich domach przeżyli rodzinne nabożeństwo pojednania, w oparciu o przygotowany rytuał. W kontekście utrudnionego dostępu do sakramentu pokuty i pojednania, ta wspólna modlitwa pokutna, może być ważnym wydarzeniem na drodze wielkopostnego nawrócenia i przygotowaniem do świętowania męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

4. Przypominam, że okres w którym należy przyjąć Chrystusa w Komunii św. – czego wymaga od nas trzecie przykazanie kościelne – obejmuje czas od Środy Popielcowej do Niedzieli Trójcy Świętej (czyli do 7 czerwca br.).

NIEDZIELA PALMOWA

5. W Niedzielę Palmową należy pominąć procesję z palmami oraz ich poświęcenie i – za wyjątkiem kościoła katedralnego – zastosować trzecią formę przewidzianą przez Mszał Rzymski, odczytując w ramach wstępu antyfonę na wejście w całości, a następnie odmawiając akt pokuty. W liturgii słowa należy wybrać dłuższą wersję opisu Męki Pańskiej.

6. Zachęcam wiernych do własnoręcznego przygotowania palm w domach w gronie rodzinnym, co może być okazją do wspólnej modlitwy i katechezy.

MSZA KRZYŻMA

7. Ponieważ Msza Krzyżma św. nie służy wyłącznie poświęceniu olejów, ale podkreśla jedność ludu Bożego ze swoim biskupem, dlatego w tym roku zostaje ona przeniesiona na inny termin, a jej data zostanie ustalona po ustaniu epidemii. Należy nadal korzystać z Krzyżma świętego i oleju chorych pobłogosławionych przed rokiem.

TRIDUUM PASCHALNE – ZARZĄDZENIA OGÓLNE

8. Poszczególne celebracje Triduum Paschalnego mogą być sprawowane jedynie w katedrze, kościołach parafialnych oraz w klasztorach i wspólnotach zakonnych. Tracą zatem swoją ważność wszelkie dotychczasowe przywileje dotyczące możliwości wielokrotnego odprawiania liturgii Triduum Paschalnego w danym kościele lub w kaplicach dojazdowych. Gorąco zachęcam do celebrowania jej w tych samych godzinach, co w katedrze. Będzie to wyjątkowy znak naszej jedności w tym niespokojnym czasie.

9. Wszystkie obrzędy należy odprawić bez udziału ludu, a jedynie z osobami życia konsekrowanego oraz ograniczoną do minimum asystą (wyłącznie spośród osób pełnoletnich), dbając o „szlachetną prostotę” celebracji. Tam gdzie jest większa liczba kapłanów lub osób życia konsekrowanego, nie należy dopuszczać dodatkowych usługujących, a jedynie podzielić między siebie przewidziane czynności liturgiczne.

10. W celebracjach transmitowanych należy wygłosić homilię, zaś w ramach obrzędu Komunii św. ułatwić wiernym przyjęcie komunii duchowej (czyli odmówić wybraną modlitwę komunii duchowej). W pozostałych celebracjach, z racji tego iż dokonają się bez udziału ludu, można opuścić homilię, a w jej miejsce zachować dłuższą chwilę milczenia.

11. Zachęcam duchownych, aby w tych dniach wspólnotowo celebrowali Liturgię Godzin, zaś wiernych świeckich do włączenia się w nią za pośrednictwem radia RDN Małopolska i RDN Nowy Sącz.

12. Przypominam, że Kościół w tych dniach udziela Komunii św. wyłącznie podczas celebracji liturgicznych oraz osobom umierającym. Dlatego zapraszam wszystkich pozostających w domach do komunii duchowej. W ten sposób jeszcze mocniej uświadomimy sobie, że Chrystus obecny w Najświętszym Sakramencie jest dla nas wyjątkowym i niezasłużonym darem.

13. Należy zrezygnować z urządzania „ciemnicy” i „grobu pańskiego” oraz wystawiania krzyża do adoracji. Można ewentualnie przygotować jedynie symboliczną dekorację. W związku z tym powstrzymujemy się od organizowania czuwań w kościele.

WIELKI CZWARTEK

14. W tym roku zwyczaj uruchamiania dzwonów podczas Chwała należy przenieść na rozpoczęcie liturgii Mszy Wieczerzy Pańskiej i dzwonić nimi przez dłuższą chwilę.

15. Na zakończenie Mszy św. Wieczerzy Pańskiej pomija się procesję z Najświętszym Sakramentem, który po Komunii św. od razu umieszcza się w tabernakulum. Po końcowym błogosławieństwie należy obnażyć ołtarz.

16. Wiernych świeckich zachęcam, by zamiast zwyczajowego nawiedzenia „ciemnicy”, odprawili w gronie rodzinnym tzw. „godzinę świętą”, łącząc się ze Zbawicielem w godzinie Jego konania w Ogrojcu.

WIELKI PIĄTEK

17. Na rozpoczęcie Liturgii na cześć Męki Pańskiej niech nie zabraknie gestu prostracji wszystkich kapłanów, a nawet usługujących. Będzie to szczególna okazja do przebłagania Boga za nasze grzechy i modlitwy o zahamowanie epidemii.

18. Do modlitwy powszechnej należy dołączyć dodatkowe wezwanie za dotkniętych epidemią, zaś podczas adoracji krzyża odśpiewać suplikacje.

19. Proszę wszystkich wiernych, aby w Wielki Piątek wyeksponowali w swoich domach wizerunek Chrystusa ukrzyżowanego. Ponieważ tego dnia można zyskać odpust zupełny za adorację krzyża, zachęcam do odprawienia w domu drogi krzyżowej i modlitwy osobistej, która pozwoli przyjąć owoce Męki Pańskiej.

WIELKA SOBOTA

20. Należy pominąć tradycyjny obrzęd błogosławienia pokarmów i wody święconej w kościołach, kaplicach i innych miejscach. Nie rezygnujmy jednak z przygotowania tradycyjnych pokarmów na stół wielkanocny i dokonajmy obrzędu ich błogosławieństwa przed śniadaniem wielkanocnym.

21. W Wielką Sobotę trwajmy w naszych domach w wyciszeniu i skupieniu jednocząc się przez modlitwę z Chrystusem pogrzebanym i udającym się do otchłani, aby wyzwolić swoje dzieci z niewoli grzechu i śmierci.

WIGILIA PASCHALNA

22. Podobnie jak w Wielki Czwartek, tak również na rozpoczęcie Wigilii Paschalnej, należy uruchomić na dłużą chwilę dzwony kościelne (zamiast w czasie Chwała).

23. Wszystkie obrzędy Wigilii Paschalnej winny być sprawowane w prezbiterium kościoła. W czasie liturgii światła nie przygotowuje się ogniska, a jedynie poświęca zapalony znicz. Po przygotowaniu paschału przechodzi się do Orędzia Paschalnego, pomijając przy tym procesję. W liturgii słowa należy odczytać wszystkie czytania. W liturgii chrzcielnej nie błogosławi się ani źródła chrzcielnego, ani wody świeconej, a tylko odmawia odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych.

24. Ponieważ w tym roku nie ma możliwości zorganizowania procesji rezurekcyjnej, dlatego na zakończenie Wigilii Paschalnej należy uruchomić dzwony przynajmniej na 15 minut i odprawić przygotowany specjalny obrzęd ogłoszenia zmartwychwstania Chrystusa. Będzie to dla nas znakiem, że pomimo trudnej sytuacji jesteśmy wezwani do wielkanocnej radości.

25. Wiernych świeckich, którzy będą uczestniczyli w celebracji Wigilii Paschalnej za pośrednictwem mediów, zachęcam, by na czas odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych zapalili świece, wspominając, że właśnie przez ten sakrament Chrystus przeprowadził nas ze śmierci do nowego życia.

CHRZEST ŚWIĘTY

26. Chrzest dzieci można przenieść na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego. Jeżeli jednak rodzice nie chcą zwlekać, powinien być on celebrowany poza Mszą św. z liturgią słowa (por. Rozdział II Obrzędów chrztu dzieci), nawet w dni powszednie. W zaistniałej sytuacji nie jest możliwe celebrowanie chrztu wielu dzieci równocześnie. Za każdym razem należy pobłogosławić świeżą wodę i starannie oczyścić chrzcielnicę.

 

14

 

„Jerozolima” mojego serca.

Zbliża się najświętszy czas w Kościele. Rozpoczyna się Wielki Tydzień, który ma nas wszystkich bezpośrednio przygotować na święta Wielkiej Nocy, Zmartwychwstania Pańskiego. Dzisiejsza liturgia streszcza cały Wielki Tydzień. Rozpoczyna się on jednak od tryumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Trzymane w rękach gałązki palm mają nam przypomnieć to ważne wydarzenie z życia Chrystusa. Wraz z mieszkańcami Jerozolimy witamy Go wkraczającego do miasta jako króla. Owo wkraczanie może mieć także znaczenie symboliczne, bowiem „Jerozolimą” jest moje życie, moje serce. Rozważmy więc nasze powitanie wkraczającego Mesjasza. Co z tego powinno wyniknąć, jakie powinno być nasze zachowanie?

Najpierw należy sobie uświadomić, że Jezus przychodzi jako Mesjasz – Król Pokoju. Nie można przyjmować Boga do swego serca bez wewnętrznego pokoju, płynącego z czystości serca. Niestety, w obecnych czasach istnieje wiele niepokoju, który nie pozwala na przyjęcie Jezusa. Znakiem czasu staje się lęk przed Chrystusem. Dlatego jeśli ma się powtórzyć scena wjazdu Mesjasza do „Jerozolimy” mojego serca, muszę zlikwidować strach. Chrystus nie „zamiesza” w naszym życiu, nie postawi zbyt wygórowanych wymagań. Wyjście Mu naprzeciw możliwe jest tylko wtedy, gdy Jemu zaufamy; gdy odkryjemy, że Jego „wjazd” w naszym życiu jest błogosławionym wydarzeniem. Nie uciekajmy więc przed wymaganiami, które stawia Chrystus. Nie uciekajmy przed Jego trudną nauką o krzyżu, która wymaga od człowieka samozaparcia i ofiarności. Tylko wtedy możemy go prawdziwie przywitać jako Króla Pokoju!

Patrząc na wjazd Jezusa do Jerozolimy, trzeba także odkryć prawdę, że mieszkańcy tego miasta spontanicznie zrywali gałązki i witali Mesjasza. Spontaniczność taka likwiduje wszelkie kalkulacje. Spontaniczność nie pozwala na myślenie w kategoriach „czy się to opłaca”. Dlatego też w przyjmowaniu Jezusa do swojego życia musi być wiele spontaniczności. Nie można na przykład obliczać, czy przebaczenie jest opłacalne. Przyjęcie Jezusa powinno być odruchem serca, a nie wyrachowanym działaniem. Spontaniczne przyjęcie Chrystusa likwiduje wszelką dyskusję nad słusznością prawd głoszonych przez Mistrza z Nazaretu.

W dzisiejszym wspomnieniu wjazdu Jezusa do Jerozolimy należy odnaleźć jeszcze jedno ważne przesłanie. Jest nim przestroga przed zdradą. Jak pokazały wydarzenia Wielkiego Tygodnia, w przeciągu kilku dni można od miłości przejść do nienawiści. Od wierności do zdrady może być tylko jeden krok. Powinniśmy więc dziś zapytać, w których dziedzinach życia to napięcie pomiędzy wiernością Bogu a Jego odrzuceniem jest najbardziej możliwe. U progu Wielkiego Tygodnia każdy z nas powinien odkryć to „najsłabsze ogniwo” łączące z Bogiem. Chodzi bowiem o to, aby zawsze swoim życiem mówić „witaj”, a nie „ukrzyżuj Go”! Prośmy o to gorąco słowami modlitwy:

O święta mocy Jezusowa, któraś leczyła chorych,

A słabym sił dodawała, ogarnij i nas.

Nie mogliśmy być wierni w trwaniu przy Bogu i w Jego miłości.

Uczyń nas wiernymi w nieustannym dźwiganiu się z upadków.

Bądź z nami do końca i umacniaj nas!

ks. Janusz Mastalski

„Ekspres Homiletyczny”

 

15

 

Ogołocił samego siebie.

 W liturgii Niedzieli Palmowej pradoksalnie nakładają się na siebie dwa gromkie okrzyki: „Hosanna Synowi Dawida” i „Na krzyż z nim!”. Te dwa tak różne zdania wykrzykują ci sami ludzie. Były one też skierowane pod adresem tej samej osoby – Jezusa Chrystusa. Jak niewiele trzeba, aby w ciągu kilku dni zmieniły się poglądy tłumu, ludzkie przekonania i postawy. Nie mówmy, że to zrobili „oni”, że nas tam nie było. A jeśli nawet nas tam nie było, to jesteśmy tam dzisiaj, przechodząc spod jednego sztandaru pod drugi, zależnie od koniunktury.

„..I już nie wiem, czym jest moja barwna/ w wypalonym dzbanie smukła palma/ czy radością jest dla mego oka/ czy też bólem, czy też śmiercią Pana Boga” – ta rozterka Antoniego Gołubiewa jest rozterką każdego z nas. Palma jest uniwersalnym symbolem zwycięstwa i chwały. Pozostaje jednak pytanie, czy w moich zwycięstwach zwycięża także Bóg i Boże sprawy? Według Norwida zwycięstwo jest „wiecznie coś warte”. To, co przynosi tylko chwilowy triumf, jest zaledwie „sukcesem”. Ci, którzy podczas triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy podnosili sztandary palm i śpiewali Mu „Hosanna”, nie mieli wątpliwości, że Jezus, Syn Dawida, odnosi sukces. Czy jednak wierzyli, że odniósł zwycięstwo? Nie ulega wątpliwości, że w zwycięstwo Chrystusa tak naprawdę wierzyli tylko ci, którzy wytrwali z Nim do końca, gdy sztandarem stał się krzyż. I tylko ci, którzy wierzą, że właśnie w tym Znaku, to znaczy przez cierpienie i samouniżenie, Chrystus zwyciężył śmierć, piekło i szatana, zdolni są ogarnąć całą głębię liturgii Palmowej Niedzieli.

Tajemnica naszego Boga objawia się między innymi w tym, że jest tak wielki, że może sobie pozwolić na „słabości”. Nie w sensie etycznym, lecz egzystencjalnym. Św. Paweł pisze, że „Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie... stawszy się podobnym do ludzi”. Idąc tym tropem, warto zauważyć, że Jezus Chrystus nie tylko „ogołocił” siebie z przywilejów przysługujących Bogu, lecz także z praw, które przysługują zwykłemu człowiekowi (jak choćby prawo do sprawiedliwego procesu). Pięknie wyraził to na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa Grzegorz z Narek:


Stałeś przed trybunałem twoich stworzeń w naturze, która jest moją

nie przemówiłeś, Ty, który obdarzasz słowem,nie podniosłeś głosu, Ty

który stworzyłeś język,nie krzyczałeś, Ty, który wstrząsasz ziemią...

Ty sam obarczyłeś się drzewem cierpienia, jakobyś był winny,na swych

ramionach niosłeś broń życia, jakby kwiat lilii, co rośnie w

dolinie...


Ten wielki średniowieczny pisarz, mistyk i poeta ormiański pomaga nam także dzisiaj odczytać z Ewangelii to, co tak łatwo uchodzi naszej uwagi. Całe wydarzenie Jezusa Chrystusa, a zwłaszcza Jego męka i śmierć, nie były jakimś pechowym zrządzeniem losu ani owocem ludzkiej pomyłki co do osoby lub charakteru winy. To było ujawnienie ceny, jaką jest gotów zapłacić Bóg, by ratować człowieka.

ks. Antoni Dunajski

„wiara.pl”

 

16

 

Skuteczna modlitwa przeciw korona wirusowi.

W czasie epidemii można trafić na różne modlitwy, które mają wręcz nakazywać Bogu określone działanie. Jak to jest z tą "skutecznością"?

"Modlitwa nie jest magicznym zaklęciem. Taka modlitwa byłaby kpiną z Pana Boga" podkreśla Łukasz Wiśniewski OP. "Przykro to stwierdzić, ale wydaje mi się, że to wyraz słabości naszej wiary" - ocenia dominikanin.

Jak to jest ze skutecznością modlitwy? "Odpowiem na to w ten sposób: oczywiście, że jest taka modlitwa oraz oczywiście, że taka modlitwa nie istnieje" - twierdzi. O co chodzi? Posłuchaj:

„wiara.pl”

 

17

 

Kard. Schönborn: koronawirus to nie kara Boża, ale impuls do refleksji.

Kardynał Christoph Schönborn jest przekonany, że obecna pandemia koronawirusa nie jest karą Bożą. „Tak nie mogę sobie wyobrazić Boga” - napisał arcybiskup Wiednia w cotygodniowym komentarzu na łamach wydawanej w stolicy Austrii bezpłatnej gazety „Heute” z 3 kwietnia. Ale – dodał – „wierzę głęboko, że poprzez kryzysy Bóg puka do nas i zaprasza do refleksji”.

Kard. Schönborn ujawnił, że w tych dniach jest często pytany, czy pandemia jest karą Bożą, a ten wirus rodzajem zapłaty za złe czyny. „Czy przeżywamy obecnie coś takiego, jak plagi egipskie, o których mówi Biblia? Czy to sąd Boży?”, przytoczył pełne niepokoju pytania.

Przyznał, że nad takimi pytaniami sam się zastanawia. „Próbuję trzeźwo na to spojrzeć. Epidemie zawsze występowały, były częścią natury. Bóg dał człowiekowi rozum i wolę, by dobrze radził sobie z wyzwaniami natury. Dzięki badaniom i rozwoju medycyny epidemie mogły zostać zwyciężone” - napisał kard. Schönborn i dodał: „Miejmy nadzieję, że to się uda także z koronawirusem”.

Dla arcybiskupa Wiednia czymś oczywistym jest kolejne pytanie, a mianowicie, „czy Bóg chce nam przez to coś powiedzieć?”. Na własnym przykładzie, po tym, gdy w ubiegłym roku w krótkim czasie przeszedł operację raka prostaty, a potem zator płucny, kard. Schönborn tłumaczył, że kryzys należy przyjąć jako impuls do refleksji.

Swój komentarz zakończył optymistyczną perspektywą: „Już wkrótce Wielkanoc, wielkie «tak» Boga dla życia. Dlatego wierzę gorąco, że będzie dobrze!”.

 

18

 

Trudny Wielki Tydzień.

Przed nami Wielki Tydzień. Często myślę, że bardziej trudny niż wielki. Po raz kolejny będziemy przeżywali Triduum Paschalne. Jedną nieprzerwaną liturgię od czwartkowej Wieczerzy Pańskiej po Wigilię Paschalną z niezwykle bogatą treścią i symboliką. Choć właściwie Triduum kończy się nieszporami Niedzieli Zmartwychwstania.

Dlaczego trudny? Bo często zatrzymujemy się na poziomie uczestnictwa w liturgii bez odniesienia jej do życia Jezusa, Kościoła i swojego własnego. Zadowalamy się obrzędem i estetycznym wzruszeniem.

Niedziela Palmowa ma nam pomóc w połączeniu treści liturgii z naszym życiem. Zaczynamy od procesji i czytania Ewangelii o triumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy, ale słuchając Męki Pańskiej według św. Mateusza, już wiemy, jak to się skończy. Co zrobić, by odejść od rutyny? Jak sprawić, żeby te słowa były żywe i obecne w naszej codzienności?

Święty Augustyn mówi, że męka Chrystusa ma moc kształtowania całego naszego życia.

Tak więc nie ma innej drogi niż zanurzenie się w Słowie Bożym, w bogactwie symboli liturgii tego okresu. Nie możemy uciekać od Słowa Bożego oraz od doświadczeń i pytań naszego życia. Chodzi o odnalezienie swojego Słowa, czasem gestu z liturgii, symbolu i swojego doświadczenia na ten czas. To nie przyjdzie łatwo, nawet jeśli w miarę szybko odnajdziemy takie słowa i takie doświadczenie. Bo kolejnym krokiem jest zobaczenie tego przez pryzmat śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Za poważnie? Za wzniośle dla nas? Ale skoro Jezus, „stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,7–8), to stał się podobnym do nas i przyjął nasze życie ze wszystkim, co w nim jest. Dlatego mogę o moim życiu myśleć w świetle życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. I właśnie ten trudny Wielki Tydzień, który Niedziela Palmowa zapowiada, ma mi w tym pomóc.

Krzysztof Popławski OP - ur. 1964, dominikanin, przez trzy lata misjonarz na Tajwanie i w Chinach, w latach 2006?2014 prowincjał polskich dominikanów, obecnie jest socjuszem generała zakonu ds. Europy Wschodniej i Środkowej, autor m.in. "Roku taty" i "Oczka. Miniatur (anty)klerykalnych". Mieszka w Rzymie.

 

19

 

Prof. Bogdan de Barbaro:

wirus zdejmuje nam koronę z głowy.

Czego się tak naprawdę boimy w tym czasie najbardziej? Jakie poniesiemy koszty emocjonalne? I czy pozostała nam jakakolwiek sprawczość? Na te i inne pytania odpowiada znany psychiatra i psychoterapeuta w rozmowie z Michałem Okońskim na łamach "Tygodnika Powszechnego".

W wywiadzie prof. Bogdan de Barbaro zwraca uwagę na najważniejszy lęk, który nie opuszcza nas podczas pandemii: lęk przed śmiercią. Mówi o nim: "jest głęboki, niezależnie od tego, na ile realistyczny". Podkreśla, że czujemy się bezradni wobec czegoś, czemu nadajemy "apokaliptyczną moc".  Pokazuje, że koronawirus unaoczynił naszą pychę i przekonanie, że ze wszystkim damy sobie rade. Przestrzega przed tym, że ona powróci, kiedy pojawi się lekarstwo lub szczepionka. Mówi: "Może zrobimy dzięki koronawirusowi krok ku dojrzałości? Oby".

Wspomina o tym, że ta sytuacja wcale nie jest nowa oraz że bywa wyolbrzymiana. Dodaje, że ważne jest to, co zrobimy z lękiem: czy on nas krzywdzi czy pomaga bardziej zrozumieć siebie i zachęca do autorefleksji?

Pamiętajmy, że lęk ma swój sens. Jest ważnym sygnałem ostrzegawczym. Dzięki lękowi żyjemy, tak jak żyjemy dzięki bólowi, który informuje, że nasz organizm jest w niebezpieczeństwie.

Zapytany o kodeks dobrych praktyk w przypadku koronawirusa, odpowiada, że nie ma ogólnej odpowiedzi, wszystko zależy od sytuacji indywidualnej. Mówi jasno: "korona nas sprawdza". Swoim pacjentom nic nie radzi, ale stara się podsuwać najważniejsze pytania: jak przeżywają tą sytuację? Jak rozmawiają z bliskimi? Jak dbają o wzajemny szacunek? Dopiero potem: jak się teraz zachować?

Mówiąc o relacjach, zaznacza, że jeśli to potrwa kilka lub kilkanaście tygodni, to być może dzięki temu zaczniemy ponownie doceniać dotyk. "Relacja to nie jest utwór z dwóch nut. Trzeba wewnątrz niej dbać o bezpieczeństwo, swoje i partnera".  Wyznaje, że gdyby miał wpływ na media, to zachęcałby je, żeby bardziej dbały o tych, którzy cierpią oraz żeby opowiadały o możliwościach pomocy. Dodaje: "wierzę, że dobroć jest zaraźliwa".  Przypomina, że w obecnej sytuacji wielu psychologów oferuje darmową pomoc.

Jako wersję minimalistyczną efektu pandemii podaje: "przewartościuje nasze myślenie o innych, odrzuconych, niezauważonych, obcych". Zauważa, że kiedy sytuacja się uspokoi, to będziemy mogli sami siebie zapytać, jak wówczas się zachowywaliśmy. "O to, jaka będzie odpowiedź, możemy zadbać już dzisiaj". Na koniec mówi:

Kiedy myślę o tych, którzy umierają w szpitalu, w bólu i bez możliwości, że ktoś bliski trzyma ich za rękę, nie potrafię być szczęśliwy. 

 

19

 

Ks. Wojciech Grygiel:

koronawirus wyrwał nas ze strefy komfortu.

Nikt chyba nie zaprzeczy, że sytuacja epidemii, w której się tak nagle znaleźliśmy, wybiła i nas z wielu stref komfortu. Parafrazując słowa Papieża Franciszka, wyrzuciła nas z pewnej przestrzeni i nakazała wejść w proces.

Praktykując dłużej codzienną lekturę Pisma Świętego natrafiamy w końcu na taki jego fragment, który szczególnie zapada nam w pamięć. Można wręcz powiedzieć, że na tyle on nas dalej ,,prześladuje’’, że przez jego pryzmat interpretujemy świat i nas samych, próbujemy w ten sposób odczytać sens swojej osobistej historii. W moim przypadku tak rzecz się ma z przypowieścią o ziarnie pszenicznym, które musi obumrzeć, aby wydać owoc (J 12, 24). Użyta w tej przypowieści metafora sięga niezwykle szeroko: jako ludzki gatunek powstaliśmy przecież na drodze ewolucji, co zostało okupione trwającym przeszło trzynaście miliardów lat wysiłkiem przyrody, poświęcającej na tej drodze całe mnóstwo nieistniejących już gatunków. Tak nasza historia sprzęgła się z historią Wszechświata jako jednego wielkiego dzieła stwórczego zamysłu Boga. Patrząc jednak wprost na ewangeliczny kontekst łatwo dostrzec, że w przypowieści o pszenicznym ziarnie Jezus pragnie przede wszystkim uzmysłowić nam nadprzyrodzoną rzeczywistość rodzenia się ku pełni zjednoczenia z Bogiem poprzez oswobodzenie się z tego, co ziemskie i przemijające ku temu co Boskie i wieczne. Choć bezpośrednimi adresatami przypowieści byli chcący ujrzeć Jezusa Grecy, to jednak w tle ewidentnie stoją faryzeusze: ci, którzy zastygli w swoim czysto ludzkim wyobrażeniu Mesjasza jako tego, który utwierdzi piastowane przez nich urzędy, nadać pilnie strzeżonej przez nich literze prawa wymiar absolutu. Mówiąc krótko, oczekują, że ktoś zaimpregnuje ich strefy komfortu.

Nikt chyba nie zaprzeczy, że sytuacja epidemii, w której się tak nagle znaleźliśmy, wybiła i nas z wielu stref komfortu. Parafrazując słowa Papieża Franciszka, wyrzuciła nas z pewnej przestrzeni i nakazała wejść w proces. I uczyniła to niezwykle szybko, tak szybko, jak zmienia się współczesny świat. Bóg dokonał na nas w ten sposób swoistego eksperymentu, powiedział stop. Rodzi się więc w nas usilna potrzeba nadania temu wszystkiemu sensu: sensu, który choć w samym Bogu istnieje, to jednak naszemu ograniczonemu rozumowi musi się jednak dopiero powoli odsłonić. Próbując więc zaangażować do tego celu przypowieść o obumierającym ziarnie, chciałbym szczególnie wydobyć dwa jej kluczowe momenty: ogołocenia oraz nowości. Wszyscy czujemy się dziś ogołoceni z tego, co traktowaliśmy dotychczas jako oczywiste i na wyciągnięcie ręki. Tak przede wszystkim jest z naszym życiem religijnym: świątynie jako fizyczne miejsca religijnych zgromadzeń oraz realnej obecności Boga dotkliwie ograniczyły swoją dostępność. To niewątpliwie bolesne doświadczenie. Ale gdzie dalej szukać sensu tego ogołocenia? Trudności z jego odnalezieniem rodzą się dlatego, że nie szukamy wystarczająco głęboko. Sens obecnej chwili – jak też i każdej innej – tkwi bowiem w samym autorze przypowieści o ziarnie, czyli w Jezusie. Musimy więc pomimo wszystko podjąć wysiłek, aby dalej iść za Nim.

Natłok wielu ostatnich spraw i trosk mógł nam przesłonić bardzo ważną uroczystość, jaka przypadła w zeszłym tygodniu, czyli Zwiastowanie Najświętszej Maryi Panny. Choć w centrum tego wydarzenia stoi Maryja, to jednak chodzi tam o coś o wiele większego – o Wcielenie, czyli przyjęcie przez Syna Bożego czyli drugą osobę Przenajświętszej Trójcy ludzkiej postaci. Uroczystość Zwiastowania to przede wszystkim uroczystość Wcielenia. Wystarczy jednak spojrzeć na znany wyjątek z Listu św. Pawła do Filipian (Flp 2,7), żeby przekonać się, że istota Wcielenia to właśnie ogołocenie, nazwane z greckiego kenozą. Termin ten na stałe zadomowił się w teologicznym dyskursie, oznaczając wcielenie jako dobrowolne, zbawcze uniżenie się Chrystusa, będące wyrazem Jego boskiej woli. Przyjął On w pełni ludzką kondycję, z całą jej słabością i kruchością, oczywiście za wyjątkiem grzechu. Wyrażamy to też prostymi słowami w popularnej kolędzie: ,,opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi’’. Kulminacją Chrystusowego ogałacania się była oczywiście Golgota.

Skoro Chrystus tak usilnie nawołuje nas do pójścia za nim, to musimy Go także naśladować w Jego ogołoceniu. Temu służy czas Wielkiego Postu, kiedy podejmujemy wyrzeczenia dokładnie po to, aby uświadomić sobie kruchość naszej ludzkiej egzystencji i postawić pytanie, czy rzeczy tego świata mają kontrolę nade mną, czy ja mam kontrolę nad nimi. Innymi słowy, czy nie pobudowaliśmy sobie stref komfortu, w których upatrujemy złudnego bezpieczeństwa i stabilizacji, których prawdziwie możemy jedynie oczekiwać po tamtej stronie życia. Jeżeli jednak dokładnie przyjrzeliśmy się zmianie wyglądu naszych świątyń w ostatnią niedzielę, to z pewnością zauważyliśmy, że zasłonięte zostały krzyże, czyli wizerunki Chrystusa. Czy nie jest wręcz tak, że to nasze ogołocenie ma sięgać aż tak daleko, że mamy także pościć od Chrystusa? To niewątpliwie bardzo szczególny przypadek postu, o którym mówi On sam w Ewangelii św. Łukasza: ,,Lecz przyjdzie czas kiedy zabiorą im Pana Młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli’’ (Łk 5, 35). Warto także zauważyć, że w dawnej liturgii Wielkiego Piątku nie udzielano Komunii świętej, aby wyakcentować moment, w którym intensyfikacja postu osiąga swoje maksimum. Sądzę więc, że obecną sytuację, w której nie dane nam jest mieć przystępu do Stołu Pańskiego tak często, jak tego pragniemy, należy postrzegać jako swoiste rozszerzenie Wielkiego Piątku na cały ten czas, w którym zmuszeni jesteśmy pozostawać w domach. Spróbujmy więc potraktować go nie jako duchowy dyskomfort i porażkę – choć tego z pewnością głęboko doświadczamy – ale jako szczególnie głębokie przeżywanie Wielkiego Postu, kiedy zabrano nam Pana na dużo dłużej, niż się kiedykolwiek spodziewamy. Taki sens, jak już mówiliśmy płynie wprost z tajemnicy Wcielenia i trudno chyba o głębszy.

Gdyby jednak pozostać w tym punkcie rozważań, sfalsyfikowałaby się przypowieść o obumierającym pszenicznym ziarnie. Musi bowiem nastąpić ciąg dalszy, który przyniesie rozświetlony wschodzącym słońcem poranek Zmartwychwstania. Tylko bowiem w tej nowości rację znajduje nasza chrześcijańska nadzieja. Choć kieruje się ona ostatecznie ku rzeczywistości naszego zmartwychwstania, to jednak ze względu na naszą ludzką słabość domaga się doświadczenia jej już w drodze. Inaczej zbrakłoby nam sił, aby wytrwać do końca. Taka wątpliwość rodzi się z pewnością też i dzisiaj: czy przy przedłużającej się izolacji od naszych świątyń i nieuchronnej już chyba perspektywy przeżywania Świąt Wielkiej Nocy przed monitorami komputerów utrzymamy naszą duchową kondycję i nie wyzbędziemy się naszej nadziei? Jak tą nadzieję pomimo wszystko dostrzec?

Kościół jako świątynia jest jednym z symboli Mistycznego Ciała Chrystusa, które to z kolei jest wspólnotą wiary mającą charakter nadprzyrodzony. Mistyczne Ciało nie jest ,,na sztywno przyspawane’’ do żadnego z symboli. Obecna sytuacja to szczególne wyzwanie dla Kościoła. Aby to dostrzec wystarczy spojrzeć na ewangeliczną opowieść o rozmnożeniu chleba. Chrystus od swojego narodzenia jest tym, dla którego nie ma miejsca w gospodzie. Nie ma też dla niego miejsca w synagodze, naucza i karmi lud siedzący na polu. Czy nie stało się to w pewnym sensie ponownie i teraz? Ludu Bożego nie ma prawie w ogóle w fizycznym budynku świątyni, ale jest gdzie indziej – jest na pewno w przestrzeni internetu i tam trzeba go nakarmić. Choć Kościołowi jako Mistycznemu Ciału Chrystusa zbrakło chwilowo miejsca w świątyniach, to jednak trwa on nadal, ponieważ – jak powiedzieliśmy powyżej – przekracza on w swojej istocie każdą swoją ziemską realizację. Kościół jako budynek utracił na ten czas swoją funkcjonalność, ale jako Mistyczne Ciało Kościół żyje nadal i należy ufać, że w tych jakże nowych i trudnych warunkach wyda wspaniałe owoce. Boskiej dynamiki nie da się poskromić narzucając czysto fizyczne więzy. Odczuwającym niepokój, że zamknięcie świątyń oznacza klęskę Mistycznego Ciała, niech posłuży następująca wypowiedź Alberta Einsteina, którą z powodzeniem można przenieść na obszar teologii: ,,Większość pomyłek w filozofii i logice pojawia się dlatego, że umysł ludzki jest skłonny do brania symbolu za rzeczywistość''.

 

20

 

Abp Ryś: każda forma pobożności
 
może być ucieczką od prawdziwej wiary.

"Nie chciałbym jednak, żebyśmy byli zawodowo podejrzliwi wobec ludzi, którzy się modlą i którzy na modlitwie potrafią się wzruszyć. Nie ma w tym nic złego i nagannego. Przeciwnie. Byleby te emocje prowadziły ich dalej" - mówi arcybiskup Grzegorz Ryś.

Michał Lewandowski: Co dla księdza arcybiskupa jest najtrudniejsze w przeżywaniu Wielkiego Postu?

Abp Grzegorz Ryś: Natłok zajęć, bo Post wymagałby spokoju, a duchowni, z pewnością nie tylko biskupi, mają więcej zajęć. To rodzi duże napięcia, bo poza duchowym przeżywaniem tego czasu, trzeba na przykład przygotowywać rekolekcje. Jasne, że można "odgrzewać kotlety", ale jak chce się powiedzieć do ludzi żywe słowo, to trzeba nad tym przysiąść.

Czy przez te sześć tygodni jest coś, co - w płaszczyźnie duchowej - jest dla księdza arcybiskupa wyzwaniem?

Lubię post, bo to jest bardzo dynamiczny okres, poprzez który wychodzimy z takiego czasu "nijakiego" do czasu, który ma swoją dyscyplinę, sensowny cel, jakim jest Triduum Paschalne. Post to jest świetny czas w Kościele.

Nie pytam bez przyczyny. Spotkałem się z tezą, że Wielki Post jest długi, więc trudno przez czterdzieści dni zachować jednakową uwagę i czujność na to, co przynosi. Co innego Adwent, który jest krótki.

Zacznę od tego, że przez cały Wielki Post nie trzeba utrzymywać jednakowej uwagi i skupienia. Pamiętajmy, że Post ma swoją wewnętrzną strukturę, która porządkuje to, co się dzieje w czasie jego trwania. Dzięki papieżowi Franciszkowi czwarta niedziela Postu jest zupełnie inna, z przepiękną inicjatywą "24 godzin dla Pana". W ten sposób tuż po półmetku Wielkiego Postu mamy moment kolejnej mobilizacji. Poza tym w Post zawsze są wpisane rekolekcje, które zmuszają do odnowienia i przemyślenia wielu spraw na nowo. To również wytrąca z rutyny. Tydzień przed Wielkanocą jest Niedziela Palmowa - kolejne wydarzenie, które wstrząsa i porusza. Jest tego dużo.

Post się nie nudzi?

Myślę, że nie. Dużo robi tutaj polska tradycja, która wniosła do Kościoła na przykład nabożeństwo Gorzkich Żali, które ma dużą dynamikę. Poza tym pamiętajmy, że post i tak został skrócony.

To znaczy?

W średniowieczu, w Polsce miał długość do siedemdziesięciu dni. Z drugiej strony nie można zapomnieć o tym, że jeśli w Poście mają się dokonywać poważne duchowe rzeczy, to one wymagają czasu. Tego nie zrobi się w minutę, nie chodzi o to, żeby to był doraźny event, tylko żeby to wydarzenie miało szansę okrzepnąć w człowieku.

Jakie jest pierwsze wspomnienie księdza arcybiskupa związane z Wielkim Postem?

Nic takiego nie pamiętam. Nie pamiętam, żeby był jakiś przełom związany z Wielkim Postem w moim życiu, moment, który szczególnie zapadł mi w pamięci. Zawsze z rodzicami i bratem chodziliśmy na Gorzkie Żale, na Drogę Krzyżową, od zawsze to było. A pan ma takie wspomnienie?

Tak, mam. Byłem bodajże na Gorzkich Żalach. Pamiętam smutek, może nawet zakłopotanie tym, że te pieśni są takie trudne i mroczne.

Co pana najbardziej uderzało?

Słowa o śmierci i cierpieniu. No właśnie, czy smutek i żal to dobre uczucia na czas Wielkiego Postu?

Po pierwsze, wiara angażuje całego człowieka. Także jego emocje. Spotkanie z Bogiem rzeczywiście dotyka emocji. W Poście znaki liturgiczne, które widzimy mają nami wstrząsnąć, więc dobrze jest, jak tak się dzieje. Chodzi jednak o to, żeby od tych emocji pójść głębiej, przekroczyć je. Można płakać tak jak kobiety na Drodze Krzyżowej i można płakać tak, jak Piotr. Płacz Piotra był dla niego motywem do nawrócenia. Dla kobiet był emocją, silnym przeżyciem, które Jezus skierował na zupełnie inne tory.

Czy zgodzi się ksiądz arcybiskup z tezą, że w Wielkim Poście można tak daleko pójść w emocje nad cierpiącym Jezusem, że zasłaniają one faktyczny cel, jakim jest Zmartwychwstanie?

Cóż, pewnie i takie przypadki się zdarzają. Jednak jestem zawsze bardzo daleki od tak łatwego oceniania ludzi. Pobożność jest czymś tak indywidualnym, tak osobistym, że nie zaryzykowałbym tezy, że emocje są zawsze ucieczką od czegoś głębszego. Mogą być, ale nie muszą. Każda forma pobożności może być ucieczką od prawdziwej wiary. Pokazuje to przykład Starego Testamentu, gdzie czytamy, że zdarzało się, że ludzie uciekali w formy zewnętrznej, nawet bardzo wymagającej pobożności po to, żeby zasłonić swoje nieposłuszeństwo Bogu. To jest możliwe w każdym miejscu, każdym czasie, przy każdym akcie pobożnym. Nie chciałbym jednak, żebyśmy byli zawodowo podejrzliwi wobec ludzi, którzy się modlą i którzy na modlitwie potrafią się wzruszyć. Nie ma w tym nic złego i nagannego. Przeciwnie. Byleby te emocje prowadziły ich dalej.

Czy każdy katolik przed Wielkim Postem powinien mieć postanowienia wielkopostne?

Wielki Post jest czasem mobilizacji i pracy nad sobą. Dobrze by było brać postanowienie, które nie jest ogólne, czyli na zasadzie "będę lepszy" albo "chcę przeżyć nawrócenie". Takie postanowienia nic nie znaczą. To się na nic nie przełoży.

Jakie powinny być postanowienia?

Konkretne. Wtedy mają szansę być zrealizowane. Postanowienie powinno iść po linii tego, co w moim życiu jest rzeczywistym problemem. Dobrze jest, jeśli ktoś ma stałego spowiednika, kierownika duchowego. Wtedy warto takie postanowienie z nim przegadać. Nie zapomnijmy przy tym, że akty pokutne są ważne. Ludzie odmawiają sobie wyszukanej konsumpcji, picia alkoholu. Jeśli dochodzi do tego ważna intencja, na przykład nadużywanie alkoholu w rodzinie, to mamy do czynienia z bardzo poważnym aktem miłości wobec innych. Z drugiej strony podkreślam często, że nie potrzeba wyszukiwania jakichś szczególnych umartwień. Może warto zacząć od tego, co w naszym życiu Jezus nazywa "krzyżem"? Zobaczyć to, co jest faktycznie dla nas trudne, co nas uciska, wziąć to i nieść. Nie szukać zastępczych umartwień, które mogą być wtedy formą ucieczki od tego, co jest krzyżem wpisanym w moje życie i powołanie, w mój zawód. W Wielkim Tygodniu jest moment, w którym jesteśmy zaproszeni do ucałowania krzyża. Dobrze byłoby wiedzieć, co w naszym życiu jest tym krzyżem.

Niektórzy mówią, że Wielki Post służy "napinaniu duchowych mięśni". Zgodzi się ksiądz arcybiskup z taką retoryką?

To nie moja wrażliwość. Uważam, że w ogóle takie myślenie o wierze jest błędne. Jeśli przeżywamy ją w ciągłym napięciu i opierając się tylko na własnych siłach, to błądzimy. Wiara tym nie jest. Z drugiej strony proszę pamiętać, że cnotę nabywa się na drodze konkretnej praktyki. Cnota nie przychodzi człowiekowi tylko z samej wiedzy o tym, że coś jest dobre. Nie, tak to nie działa. Jeśli chcę postępować dobrze i zgodnie z wiedzą, którą nabyłem, potrzeba praktyki. Samo to nie przyjdzie. Proszę tego jednak nie traktować w kategoriach "napinania duchowych mięśni", ale w perspektywie pewnej wierności i trudu, które musimy ponieść, żeby coś osiągnąć.

Która praktyka pobożnościowa z okresu Wielkiego Postu jest księdzu arcybiskupowi najbliższa?

Najważniejsza dla mnie jest modlitwa. Jak zabraknie modlitwy, to inne rzeczy się posypią. Post jest czasem modlitwy, dlatego warto w jego czasie zawalczyć o taki moment w ciągu dnia, który jest oddany tylko Bogu. Żeby On mógł zadziałać, pokazać mi, co jest dobre. Mam takie przeświadczenie, że jak braknie mi modlitwy, to wszystko się posypie. Modlitwa jest doświadczeniem kluczowym, które daje mi motywację i siłę, żeby podejmować różne aktywności związane z wiarą.

W najnowszej książce księdza arcybiskupa jest moment, w którym pisze ksiądz arcybiskup o kundlu przeganianym w czasie mszy polowej. To fragment, w którym sporo poświęca ksiądz arcybiskup ochronie stworzenia. Co mogę zrobić w Wielkim Poście, żeby zatroszczyć się o stworzenie?

Trzeba robić takie rzeczy, które są dostępne. Podpowiada je papież Franciszek w swojej ekologicznej encyklice. Można przykręcić kaloryfer, założyć sweter. Można zgasić światło. Nie wyrzucać zapisanej kartki, tylko wykorzystać drugą stronę. Jeden z moich profesorów miał taki zwyczaj, że rozcinał koperty i te służyły mu jako kartki do notatek. Najprostsze rzeczy mają moc.

Czyli praca u podstaw.

Tak, ale jest jeszcze coś wcześniejszego: zachwyt nad stworzeniem. Podpowiadałbym, żeby jednak się ruszyć z miasta, wsiąść na rower i pojechać do lasu, wybrać się w góry, zobaczyć roślinność w wysokich partiach Tatr, która mimo ciężkich warunków znalazła dla siebie miejsce. Takie momenty zachwytu warto przeżyć, bo jak się nie ma wrażliwości na piękno przyrody, to łatwo wszelkie mówienie o niej sprowadzić do taniego moralizowania. Poza tym Franciszek pokazuje, że to co wokół nas nie jest naturą, ale stworzeniem. Jest Bóg, który jest Twórcą, jest Artystą, ale jednocześnie kimś, kto zawierzył nam przyrodę.

W książce opisuje ksiądz arcybiskup historię mszy świętej w Tatrach, gdzie był ze studentami. W pewnym momencie zrozumiał ksiądz arcybiskup, że oni są piękniejsi, niż "kupa kamieni" dookoła. Nie byłoby tego bez spotkania z drugim człowiekiem. Żyjemy w czasach, kiedy częściej niż w oczy drugiego patrzymy w ekran smartfona. Jak to zmienić? Jak spotkać się z innym?

Wszyscy już o tym mówią, dlatego uważam, że trzeba zrobić jedno: zacząć. Co z tego, że mamy tysiące obserwacji, teoretycznych wywodów na ten temat, skoro nadal nie widać poprawy? Ktoś musi zacząć. Ostatnio jednemu młodemu człowiekowi zadałem za pokutę, żeby wyszedł na zewnątrz i zagrał z kolegami w piłkę. Patrzył na mnie przerażonym wzrokiem i powiedział: "ale kogo ja znajdę do tej piłki"? Tak, on jeden miał kłopot, ale to jest kłopot zbiorowy. Stała się rzecz przedziwna, bo dzisiejszy człowiek ma niespotykane możliwości nawiązywania kontaktu dzięki wszystkim instrumentom, które wyprodukował, a nie jest zdolny do rozmowy.

Miało nam to ułatwić życie, a jest zupełnie przeciwnie.

U Sołżenicyna jest taka scena z salą chorych na raka. Jeden z bohaterów mówi, że owszem, Ewangelia to jest bardzo dobra sprawa, tylko ktoś musiałby zacząć ją realizować. I cały problem jest w tym, kto zacznie. A potem ktoś zaczyna coś robić w związku z problemem, który mamy w relacjach i na przykład wprowadza przepis, że w czasie lekcji dzieciom zabiera się telefony. I jest larum na całą Polskę, że to ograniczenie wolności.

Jak unikać magicznego traktowania sakramentów? O tym zagrożeniu także wspomina ksiądz arcybiskup w "Stworzonych na nowo".

Sakramenty zawsze przynoszą łaskę, tym różnią się od innych znaków w liturgii. Ale ta łaska może być przyjęta z wiarą lub nie. Problemem nie jest sam sakrament, ale nasze podejście do niego, czy wierzymy, że on ma moc, czy przyjmujemy go dla samego przyjmowania. To jest paradoks, o którym wspominał Benedykt XVI: żyjemy w świecie, gdzie mamy wszystko do dyspozycji, jeśli chodzi o chrześcijańskie narzędzia. Jednak mając to wszystko do dyspozycji, nie stawiamy sobie podstawowych pytań: czy to wszystko prowadzi nas do spotkania z Bogiem objawionym w Jezusie Chrystusie? Tu jest cały problem. To jest taki poziom, którego dzisiaj nie wolno zakładać. Nam się cały czas wydaje, że możemy to założyć, bo żyjemy w świecie - na szczęście - naznaczonym chrześcijaństwem na wiele sposób. Mówię "na szczęście". To dobrze, że żyjemy w takim środowisku, bo ono nie jest jeszcze całkowicie pozbawione jakichkolwiek chrześcijańskich odniesień. Natomiast wszystko, co nadaje sens temu środowisku, figurom tego środowiska, jest osobiste spotkanie każdego z Jezusem. Jak tego nie ma, to podcinamy wszystko u korzenia.

Powiedział ksiądz arcybiskup, że to środowisko nie jest "jeszcze" pozbawione chrześcijańskich odniesień. A będzie? W którą stronę to zmierza?

Nie jestem socjologiem, ale nie brakuje haseł, że byłoby dobrze, gdyby chrześcijaństwo poszło swoją drogą, a świat swoją. Z drugiej strony na krakowskim rynku pewnie pojawią się niebawem kramy wielkanocne, te bożonarodzeniowe były już w listopadzie. Podobnie w sklepach. Nie lubię na to narzekać, ale prawda jest taka, że prowadzi to do zbanalizowania chrześcijaństwa, choć ciągle widać, że ono ma na współczesną kulturę jakiś wpływ i tworzy taką wydmuszkę. Jedni będą narzekać na to, że ta wydmuszka już jest, drudzy na to, że jeszcze jest, bo nie chcieliby w ogóle widzieć jakichkolwiek religijnych odniesień. Lekarstwem jest to, co powiedział kiedyś Jan Paweł II, że dojrzała wiara musi wypowiedzieć się przez kulturę.

Czym dla księdza arcybiskupa różni się przeżywanie Postu teraz, kiedy jest ksiądz arcybiskup metropolitą łódzkim od czasów, kiedy był księdzem w Krakowie?

Czuję odpowiedzialność. Pan Bóg kazał mi iść na czele Kościoła, który liczy milion trzysta tysięcy ludzi. To nie jest takie proste. To nie jest tylko kwestia spraw administracyjnych, bo chodzi też o to, jaki kierunek wyznacza pasterz, w jaki sposób sam się dzieli swoim przeżywaniem wiary. Post zmierza do wyjątkowych momentów Triduum Paschalnego, gdzie biskup jest liturgiem par excellence. Dużym szczęściem, które przeżywam w Łodzi jest też katechumenat dorosłych. W tym roku do chrztu przygotowuje się dziewięć osób. Wokół nich gromadzi się cały Kościół. Oni przygotowują się do przyjęcia sakramentu, my do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych. To nadaje rytm mojej posługi. To bardzo dobrze robi, także biskupowi. 

 

21

 

Na czym polega i jak uzyskać specjalny odpust zupełny udzielony przez Franciszka na czas epidemii?

Niektórzy pytają, czym jest odpust zupełny? Jakie to ma znaczenie dla naszego życia chrześcijańskiego? Spróbuję w wielkim skrócie to wyjaśnić.

Papież Franciszek mocą władzy kluczy i komunii świętych (obcowania świętych) udziela odpustu zupełnego wszystkim wiernym zarażonym koronawirusem, objętym kwarantanną, niewychodzącym z domu, umierającym z powodu tej choroby, osobom spieszącym im z pomocą i służbie zdrowia, a także wszystkim wiernym modlącym się za chorych i o ustanie epidemii.

Nowością jest tutaj to, że nie ma konieczności wypełnienia zwykłych warunków (spowiedź święta i komunia sakramentalna). Wystarczy pragnienie ich odbycia, gdy będzie to możliwe. Jeśli nie będzie nigdy możliwe, bo ktoś umrze, może pójść od razu do nieba.

Aby go uzyskać dla siebie lub dla zmarłego (nie można za żywą osobę), należy ponadto za pośrednictwem mediów łączyć się z nabożeństwami lub samemu odmówić Różaniec, Drogę Krzyżową czy inne modlitwy. Konieczne jest też wyrzeczenie się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu. Ten warunek nie oznacza bezgrzeszności i "cudownego" wyzbycia się przywiązań, ale pragnienie niegrzeszenia w jakikolwiek sposób. Nie chodzi tutaj o słabość, czy nawet nałóg, z którego mimo prób człowiek nie może się wyzwolić, ale o świadome, z premedytacją popełnianie drobnych grzechów. Mam na myśli takie ciche ustępstwa moralne, aby jakoś radzić sobie w życiu. Małe kłamstewko, nieuczciwości jako sposób na życie.

Niektórzy pytają, czym jest odpust zupełny? Jakie to ma znaczenie dla naszego życia chrześcijańskiego? Spróbuję w wielkim skrócie to wyjaśnić:

Odpust zupełny ma związek z naszym grzechem, jego skutkami, a także z miłosierdziem Boga i naszym powiązaniem ze sobą w Kościele (komunia świętych). Wiemy, że w pierwotnym Kościele, jeśli chrześcijanin zgrzeszył ciężko, pokuta poprzedzała rozgrzeszenie. Był on wyłączony ze wspólnoty i musiał odbyć niejako na nowo drogę, którą przechodzą przygotowujący sie do chrztu. Trwało to nieraz latami. I była to pokuta publiczna. Gdy Kościół stał się masowy, okazało sie to niemożliwe. Pokuta zaczęła przybierać formę ukrytą, indywidualną. Zrodziła się spowiedź "uszna". Spowiednicy naznaczali pokuty, które trzeba było wypełnić. No i dodatkowo sumowały się. Dopiero po ich wypełnieniu można było uzyskać rozgrzeszenie. Górę wzięła sprawiedliwość oparta na prawie rzymskim. Bóg jawił się głównie jako wymagający sędzia. Jednak w praktyce te wymagania były nie do wypełnienia. Pokuty trwały długo i były uciążliwe.

I właśnie w tym momencie pojawiła sie praktyka odpustów. Działo się to gdzieś na przełomie XII i XIII wieku. (Pomijam tutaj wypaczenia z nią związane, przeciw którym oponował Marcin Luter i inni reformatorzy).

Odpust wiąże się, po pierwsze, z odkryciem faktu, że grzech ciężki ma podwójny skutek. Zrywa nie tylko więź grzesznika z Bogiem, zamyka mu dostęp do łaski, ale też niszczy jego samego, relacje z innymi, rodzi nieporządek wewnętrzny, nieuporządkowane przywiązanie do stworzeń, które, jak piszą mistycy, wymaga oczyszczenia na ziemi lub po śmierci.

Z powodu tego odkrycia przesunięto rozgrzeszenie na czas przed wypełnieniem pokuty, tak jak jest do dzisiaj. Rozgrzeszenie przywraca dostęp do łaski i do życia wiecznego, a także możliwość przynoszenia dobrych owoców. Natomiast pozostaje jeszcze to, co nazywamy karą doczesną. Chodzi właśnie o ten drugi skutek grzechu: w relacji do siebie, do świata, do bliźnich. Opisuje to Księga Rodzaju po upadku pierwszych rodziców. Nie jest to jednak kara w znaczeniu sądowym ani rodzaj zemsty Boga, lecz raczej konsekwencja grzechu. Kara w znaczeniu sądowym nic nie przywraca. Jeśli człowiek kogoś zabił i odsiedział dożywocie, nie przywróci się w ten sposób życia zabitemu i nie zaleczy ran jego bliskich.

Natomiast odpust zupełny powoduje naprawienie szkód, które grzech wyrządził braciom i siostrom, nawet jeśli o tych szkodach, nie wiemy. Czyściec nie polega na tym, że się kogoś przysmaża, ale właśnie tam następuje oczyszczenie z kar doczesnych, dalsze uzdrowienie tego, co zostało naruszone w relacjach międzyludzkich. Na ziemi jesteśmy oczyszczani z tych przywiązań przez różnego rodzaju cierpienia i próby, które nas spotykają, przez dzieła miłosierdzia, modlitwę i inne praktyki pokutne.

Odpust zupełny polega na tym, że niejako Bóg bierze naprawienie tych szkód na siebie. Jest aktem łaski i darem miłosierdzia. Duch Święty sprawia, że odpust może być udzielany także osobom zmarłym, przebywającym w czyśćcu, którzy już sami nie mogą naprawić skutków tego, co popsuli w relacjach, przywiązań do grzechu itd. My darowując go, uczymy się również myślenia o innych, o tym, że jesteśmy wspólnotą, że sami otrzymujemy wiele poprzez wspólnotę. Nikt w Kościele nie jest w indywidualnej relacji do Boga, zawsze jesteśmy równocześnie we wspólnocie z braćmi i siostrami. I dzięki tej wspólnocie Bóg pragnie nas obdarzać swoimi darami.

Kościół udziela tego daru płynącego z Męki Chrystusa oraz w ramach "komunii świętych". Oznacza to, że między wszystkimi wierzącymi: świętymi w niebie, przebywającymi w czyśćcu i świętymi, czyli ochrzczonymi na ziemi następuje "bogata wymiana wszelkich dóbr", których źródłem oczywiście jest Bóg. To nie my sprawiamy sami z siebie, że Bóg odpuszcza kary doczesne, ale chce, abyśmy w tym odpuszczaniu uczestniczyli albo niejako pośredniczyli.

Św. Paweł pisał: "Jedni drugich brzemiona noście". My otrzymujemy odpust, bo inni za nas modlili się i cierpieli. Spełniając warunki odpustu Kościół udziela nam darowania kar doczesnych czerpiąc dobro i miłość wiernych świętych ze skarbca Kościoła. Ale i my możemy ofiarować naszą miłość zmarłym, zyskując dla nich odpust. Dlatego tak ważna jest łączność z Eucharystią i modlitwa w intencjach Ojca Świętego (Nie w intencji Ojca Świętego, lecz w tych, które on wyznacza do modlitwy za innych)

To kolejna łaska, którą w domu, czyli także w Kościele, możemy "zdalnie" ofiarować innym. Nie musimy wychodzić z domu, a możemy wypraszać łaskę dla siebie i wszystkich chorych i im pomagającym. Bardzo ważne jest to, abyśmy uświadomili sobie, że odpustu się nie zapracowuje, nie kupuje, lecz czerpie. Wszystkie nasze modlitwy i praktyki pokutne są aktem ufności. To czerpaki łaski:)

Udostępniajcie ten post, komu się da, aby ludzie wiedzieli, o co chodzi z tym odpustem. Bo to wspaniała rzecz taki odpust. Dar Ducha Świętego w Kościele.

 

22

 

Parafia w czasach zarazy.

…To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloam” – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. (J.9,6-7)

 W dzisiejszą niedzielę. Tak jak w każdy dzień minionego tygodnia, uczestniczyłem dzięki internetowi we Mszy Św. odprawianej w kaplicy domu arcybiskupa łódzkiego. Bywało wcześniej, że modliłem się w niej osobiście.

Homilia Abpa Grzegorza Rysia otworzyła mi oczy na rzeczywistość trwającej epidemii. Ujrzałem ją jako wezwanie do działania, a nie zamknięcia się w sobie i zastanawiania się „za czyje grzechy?” (por. J.9,1). Bóg daje kolejną szansę. Bóg posyła.

Parafie, w obliczu epidemii, się niejako „przyczaiły”. To zrozumiałe, większość z nas  siedzi w domach, żeby poprzez rozproszenie kontaktów społecznych spowolnić rozprzestrzenianie się koronawirusa. Parafia funkcjonuje w ‘trybie awaryjnym’.

Po pewnym czasie jednak, część osób, które przechorują i uodpornią się na COVID-19, będzie mogła podjąć społeczną aktywność. Wtedy okaże się, czy to trudne, wspólne doświadczenie uruchomiło w nas zalegające niewątpliwie pokłady miłosierdzia i chęci niesienia pomocy bliźnim.

Parafia to naturalne miejsce do rozwoju lokalnej aktywności prowadzonej dla wspólnego dobra. Wydaje się, że jest to środowisko, któremu na przykład, nie powinno nastręczać trudności rozpoznanie potrzeb osób zamieszkujących parafialny obszar. Po stworzeniu takiej bazy potrzeb, można będzie przystąpić do udzielenia konkretnej pomocy. Potrzebna jest i potrzebna będzie pomoc wieloraka: towarzyszenie, obecność, wspólna modlitwa ale również wykonywanie prostych czynności, takich jak zakupy, realizacja recepty w aptece czy dowiezienie do lekarza. Może w wielu przypadkach zaopatrzenie trzeba będzie zostawić na progu domu, bo kontakty muszą być ograniczone. Wielu osobom trzeba też będzie dostarczać gotowe posiłki, bo sami nie będą w stanie ich przygotować.
To wszystko można i trzeba rozpoznać wcześniej i właściwie rozdzielić zadania. Aktywność taka wymagać więc będzie dobrego współdziałania społeczności lokalnej. To dla parafii jako wspólnoty nie tylko zadanie, ale też szansa na odbudowanie roli, jaka przez ostatnie lata w  wielu miejscach zanikła.

Znam wielu księży, którzy z ochotą będą patronowali naszkicowanej wyżej aktywności parafian. Nasz proboszcz z pewnością.

Czy obecne doświadczenie, o którego dalszym przebiegu mało dziś jeszcze wiemy, wyzwoli w nas potencjał, uśpiony przez zamożność, dobrobyt i poczucie bezpieczeństwa? Czy też pozostaniemy zamknięci w obrębie swoich domów, rodzin i spraw?
Mam wrażenie, że idziemy dziś po omacku wyboistą i niebezpieczną drogą, w kierunku sadzawki Siloe, ale czai się w wielu z nas odwaga, którą wzbudziło spotkanie Syna Człowieczego. Odwaga i nadzieja, że wkrótce przejrzymy i ujrzymy sens obecnych wydarzeń.
I jak uczy nas doświadczenie dwóch tysięcy lat chrześcijaństwa, Bóg z pewnością prowadzi nas w kierunku umocnienia w miłości do Niego samego oraz do sióstr i braci.
Wielki Post – dobry czas na obmycie oczu.

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

5 kwietnia - św. Wincenty Ferreriusz, prezbiter
5 kwietnia - św. Maria Krescencja Höss, dziewica
5 kwietnia - św. Katarzyna Thomas, dziewica
5 kwietnia - bł. Julianna z Mont Cornillon, pustelnica
6 kwietnia - św. Wilhelm z Paryża, opat
6 kwietnia - św. Prudencjusz, biskup
6 kwietnia - bł. Pierina Morosini, dziewica i męczennica
7 kwietnia - św. Jan Chrzciciel de la Salle, prezbiter
8 kwietnia - św. Dionizy, biskup i męczennik
8 kwietnia - św. Walter z S. Martino di Pontoise, opat
9 kwietnia - św. Gaucheriusz, prezbiter
9 kwietnia - św. Maria, żona Kleofasa
10 kwietnia - św. Fulbert, biskup
11 kwietnia - św. Gemma Galgani, dziewica
12 kwietnia - św. Zenon z Werony, biskup
12 kwietnia - św. Juliusz I, papież

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.