WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

5/855                   -       23 stycznia 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

6

 

III NIEDZIELA ZWYKŁA
                                                            
Cykl czytań: C Szaty: Zielone
I czytanie: Ne 8, 2-4a. 5-6. 8-10 Gloria: odmawia się
II czytanie: 1 Kor 12, 12-30
lub: 1 Kor 12, 12-14. 27 Credo: odmawia się
Ewangelia: Łk 1, 1-4; 4, 14-21

                                                            

4

 

III niedziela zwykła r. C

23 stycznia 2022 r.

 

7

 

Niedziela Słowa Bożego

Dziś po raz trzeci obchodzimy w Kościele Niedzielę Słowa Bożego, ustanowioną przez papieża Franciszka we wrześniu 2019 r. listem apostolskim Aperuit illis. Papież napisał w nim m.in.: "Ustanawiam III Niedzielę Zwykłą w ciągu roku jako poświęconą celebracji, refleksji oraz krzewieniu Słowa Bożego. Staje się ona odpowiednim momentem tego okresu roku, w którym jesteśmy wezwani do wzmocnienia więzi z wyznawcami judaizmu oraz do modlitwy o jedność chrześcijan.

 

1

 

III niedziela zwykła C

Zawsze najpierw sprawdź, jakie masz do dyspozycji siły i środki. Człowiek staje czasem przed misjami, które wydają się po ludzku nie do wykonania. Często liczy wtedy na Bożą pomoc. Boże, pomóż, bo ja chcę. No właśnie. Bo JA chcę. Czemu miałby pomagać? Czy to co JA chcę jest rzeczywiście takie ważne? A przecież w kwestiach najważniejszych nie bywa odwrotnie. Bóg chce, Bóg realizuje swoje plany, a my jesteśmy tylko Jego pomocnikami...

A Jezus czyta proroctwo, do kogo został posłany: do ubogich, więźniów, niewidomych, uciśnionych... Czyli do tych wszystkich, którzy na tym świecie mają się źle. Bo dla Boga ważny jest każdy człowiek, nie tylko możni. Jezus wskazuje, że razem z Nim nadchodzi zapowiadany przez Izajasza czas wyzwolenia. I to jest najważniejsza myśl zawarta w dzisiejszej Ewangelii.

W jednym i drugim czytaniu jest zachęta do radości. Zarówno religia Starego Testamentu jak i wieść, którą przynosi Jezus nie powinny być powodem niczyjego smutku. Wyzwolenie, które zapowiada Jezus, a w którym wierzący przecież uczestniczą, jest raczej powodem do radości. Co powinno być jasne dla każdego, kto choć raz w życiu zaznał jakichś przeciwności. To ważne przypomnienie w kontekście naszej nie zawsze radosnej religijności.

Ewangelia jest Dobrą Nowiną. Zwłaszcza dla ubogich, niewiele znaczących w tym świecie. Wielkim żyje się dobrze, więc dopóki los nie zrzuci ich do roli maluczkich często uważają, że Boga nie potrzebują. Ważny przyczynek do dyskusji nad nową ewangelizacją. Jezus ogłaszając ową Dobrą Nowinę zapowiada wyzwolenie – z więzienia grzechu i śmierci. Zwiastuje też kres ucisku, bo człowiek pewny dobrego końca przestaje być zgnębionym niewolnikiem. Tylko czy do nas to dociera? Na ile sami traktujemy Ewangelię jako Dobra Nowinę, a na ile jak przykry, wymuszony strachem przed piekłem obowiązek? I na ile potrafimy przedstawiać Ewangelię jako Dobrą Nowinę?

 

7

 

W dzisiejszym numerze:

- Znać i kochać prawo
- Metoda Łukasza
- Jestem Ciałem Chrystusa
- Naszym zadaniem – radosne wypełnianie Pisma
- Piękni w różnorodności
- Czytanie Pisma Świętego warunkiem postępu duchowego
- Duch namaszcza i posyła
- Obok takiej decyzji nie można przejść obojętnie
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

9

 

Znać i kochać prawo

Czytanie z Księgi Nehemiasza dotyczy wydarzeń z 445 r. przed Chrystusem. Żydzi wrócili z wygnania i rozpoczynają organizowanie życia. Odbudowują mury Jerozolimy, sporządzają spis ludności. Centralnym jednak aktem jest publiczne odczytanie Prawa.

Lud słuchał od rana do południa. Słuchał z szacunkiem, stojąc. Jest to postawa gotowości na przyjęcie i wykonanie słowa Bożego. Słuchał z radością, o czym świadczą łzy szczęścia. Po długich latach znów mogli być razem i budować życie w oparciu o Boże Prawo. Żydzi wiedzieli, że trzeba je znać, bo tylko wtedy można je kochać. Jeśli się kogoś nie zna, to nie można go kochać. Jeżeli zaś ktoś kocha Prawo, to łatwiej dochowa wierności i wytrwale będzie go bronił.

Sami Izraelici prosili Ezdrasza, by ich pouczył i wyjaśnił im Prawo Boże. Kto nie zrozumie tej postawy Żydów wobec Bożego Prawa, ten nie zrozumie nic ani ze Starego, ani Nowego Testamentu. Nie pojmie również postawy Kościoła, który jest kontynuatorem dziejów Narodu Wybranego. Kościół obecnie jest głównym obrońcą Bożego Prawa na ziemi. Wspominam o tym dlatego, że jedną z głównych słabości chrześcijaństwa naszych czasów jest brak znajomości Prawa Bożego. Uczestniczyłem w cyklu dyskusji nad Dekalogiem. Obecni raz po raz odkrywali ze zdumieniem ogrom bogactwa, który kryje się za prostymi nakazami: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił; Czcij ojca i matkę swoją; Nie zabijaj... Przyznawali z zażenowaniem, że dopiero dziś, dopiero teraz, dostrzegają miłość Bożą ukrytą w Jego przykazaniach. Teraz już widzą, że zachowanie ich jest nakazem mądrości. Raz po raz odzywały się głosy: Teraz wiem, o jaką wartość idzie, teraz potrafię jej bronić, nie będę milczał. Dotąd nie miałem odwagi, by zabrać głos na te tematy. Teraz będę mówił. Podobnie jest z zachowaniem prawa Ewangelii. Jej wymagania są szokujące: miłość nieprzyjaciół, umiłowanie ubóstwa, umiłowanie ewangelicznej wolności i prawdy, przykazanie nowe, miłość pełna poświęcenia, której miarą jest Chrystus. Kto dziś zna prawo Chrystusa? Kto je miłuje? Kto zachowuje? Niewielu jest takich ludzi. Ale czy w tej sytuacji należy się dziwić, że najprostszy i najbardziej prymitywny atak na naukę Ewangelii zamyka współczesnym chrześcijanom usta? Jeśli się nie zna ewangelicznego prawa, to nie można go kochać, a jeśli się nie kocha, to ani nie potrafimy według niego żyć, ani go bronić.

Ta nasza znajomość Prawa dotyczy również prawodawstwa państwowego, zwłaszcza naszej Konstytucji. Jest to piękna karta narodu. Każdy prawdziwy Polak winien ją znać i bronić. Ona stoi na straży dobra narodu. Każdy, kto łamie jej przepisy, staje się wrogiem narodu. To prawo trzeba znać. Wspominam o trzech podstawowych prawach: prawie natury, ujętym w Dekalogu; prawie Chrystusa, zawartym w Ewangelii i prawie narodu określonym przez Konstytucję ponieważ o wielkości człowieka świadczy znajomość tych praw, ich umiłowanie i gotowość obrony. Czynią to w Kościele święci, a w Ojczyźnie prawdziwi patrioci. Chrześcijanin nie może dobrze spełniać zadań wyznaczonych mu na ziemi, jeśli nie zna i nie kocha obowiązującego prawa.

opr. ab/mg

 

 

10

 

Metoda Łukasza

W moim klasztorze w czasie uroczystej imieninowej kolacji przeor składa życzenia solenizantowi, nawiązując zazwyczaj do znaczenia jego imienia. W tę niedzielę początek Ewangelii według św. Łukasza nazywa po imieniu adresata dzieła. Jednak imię człowieka, który zdaniem niektórych starożytnych autorów był szanowanym obywatelem Antiochii pozwala, bym i ja mógł poczuć się adresatem tej Ewangelii. Imię Teofil po grecku oznacza bowiem „przyjaciel Boga”, a ja dzięki sakramentowi chrztu uważam się za Jego przyjaciela. W pierwszych wersach Łukasz, używając słów: ánōthen, katheksẽs i akribõs, prezentuje metodę pisarską, która ma sprawić, że czytelnik Ewangelii nabierze pewności w przyjaźni z Bogiem.

Ánōthen, czyli „od pierwszych chwil”, realizuje się w tekście Ewangelii poprzez to, że tylko Łukasz opisał zwiastowanie – wydarzenie, które przypomina mi, że moja przyjaźń z Bogiem zaczęła się dużo wcześniej, nim przyjąłem chrzest. Bóg wszedł w relację ze mną, gdy stał się podobny do mnie „we wszystkim oprócz grzechu”, czyli gdy Gabriel usłyszał od Maryi: „Niech mi się stanie”.

Zapowiedź Ewangelisty, że będzie pisał katheksẽs, czyli „po kolei”, odczytuję jako zachętę do tego, bym pamiętał, że choć zabójcze zło może się pojawić w moim życiu, to w przyjaźni z Bogiem „po kolei” oznacza: od miłości, która jest życiodajna, do miłości, która przywraca zniszczone przez zło życie – tak jak Ewangelia biegnie od wcielenia do zbawczej śmierci i zmartwychwstania Pana.

Łukasz stwierdza, że pracuje akribõs, czyli „dokładnie” i „uważnie”. Nie myli się. Inni Ewangeliści pominęli przecież przypowieści Jezusa o miłosiernym samarytaninie czy marnotrawnym synu. Sposób pracy Łukasza uczy mnie uwagi i dokładności w szukaniu promieni nadziei, którą daje prawda o Bożym miłosierdziu opisana w Ewangelii.

Idąc w ślady mojego przeora, wszystkim Teofilom życzę wzmocnienia przyjaźni z Bogiem za sprawą metody Łukasza przez sens wcielenia, drogę życiodajnej miłości i uważność na miłosierdzie.

Radosław Więcławek OP – „drodze.pl”

 

 

11

 

Jestem Ciałem Chrystusa

Słuchając dzisiejszej Ewangelii, przenosimy się w wyobraźni do początków działalności Jezusa Chrystusa. Z ust samego Mistrza dowiadujemy się, po co przyszedł na świat, w jakim celu nauczał i kto Go posłał.

Na początku drogi wyznaczamy sobie cele, określamy misję, z którą jest ona związana. Kiedy ludzie zakochują się w sobie i chcą razem iść przez życie, zaczynają snuć plany: kiedy przyjdzie na świat pierwsze, drugie czy trzecie dziecko, kiedy rozpoczną nową pracę czy zmienią mieszkanie. Gdy rozpoczynamy coś nowego, jest jakaś wizja, jakiś plan.

Gdy wracamy do początków pontyfikatu św. Jana Pawła II, możemy uświadomić sobie bardzo ważną, fundamentalną prawdę: papież za jeden z głównych celów swojej posługi uznał troskę o uczynienie ze wszystkich wierzących autentycznych świadków Jezusa Chrystusa. 22 października 1978 roku, a więc na samym początku papieskiej drogi, mówił: „Nie lękajcie się! Nie bójcie się przygarnąć Chrystusa i przyjąć Jego władzy; pomóżcie papieżowi i wszystkim tym, którzy pragną służyć Chrystusowi, służyć człowiekowi i całej ludzkości”.

Kiedy słucha się różnego rodzaju programów radiowych i telewizyjnych, gdy obserwuje się wiele nieprawości w naszych rodzinach, sąsiedztwie, środowiskach młodzieżowych, zakładach pracy, trzeba powiedzieć, że na ten papieski apel nie odpowiadamy pozytywnie. Można raczej zauważyć tendencje do przyjmowania postawy, która przejawia się w słowach apelu: „Uwaga! Nadchodzi Chrystus, zamykajcie drzwi! Będą z tego same problemy. Trzeba będzie postępować według przykazań Bożych, a to tak niewygodne. Łatwiej przecież kraść, nie modlić się czy kłamać!”. Dzisiaj potrzeba powrotu do źródeł.

Znany psycholog Erich Fromm pisał przed laty: „To, za czym dzisiaj tęsknią ludzie, to osobowości posiadające mądrość i przekonania oraz odwagę postępowania zgodnie ze swoimi przekonaniami”. Dla nas, ludzi wierzących, słowa, które wypowiedział św. Paweł w drugim czytaniu: „Wy jesteście Ciałem Chrystusa”, oznaczają właśnie postępowanie odpowiadające wezwaniu Boga i współczesnego, zagubionego człowieka. Potrzeba nam bowiem świadków Dobrej Nowiny w naszych domach, szkołach, zakładach pracy. Należy więc w dniu dzisiejszym zapytać, co wynika z faktu, że jestem „Ciałem Chrystusa”, co to znaczy, że jestem katolikiem. Jakie są tego konsekwencje w moim życiu?

Pierwszą konsekwencją tego wezwania jest świadectwo. Nie ma bowiem prawdziwej wiary bez potwierdzenia jej czynem, konkretnymi wyborami. Przed wielu laty jeden z zakonników pracujących w Związku Radzieckim postanowił przywieźć do Polski grupę młodych ludzi, aby pokazać im autentyczną wiarę polskiej młodzieży. Chciał udowodnić podopiecznym, że wiara nie stoi w sprzeczności z radością czy nowoczesnością. Młodzi Rosjanie mieli zobaczyć młodość mającą prawa, a jednocześnie pełną rozmodlenia i prawdziwej miłości. Przyjechali więc do jednego z polskich miast i już na dworcu kolejowym ujrzeli dwóch całkowicie pijanych nastolatków leżących na ławce. Widok normalny, ponieważ w całej Europie wielu młodych ludzi się upija. Jednak obserwatorów zaniepokoił inny fakt. Obaj pijani mieli zawieszone na szyi duże krzyżyki: symbol ich wiary i moralności. Czy to był symbol? Może raczej amulet albo tradycyjna oznaka, ozdoba. Młodzi Rosjanie szybko wrócili do swojego kraju, a religijność kojarzy im się z hipokryzją, niekonsekwencją i z jakąś tradycją.

Potrzeba świadectwa miłości, przebaczenia, konsekwencji w postępowaniu także wtedy, kiedy nikt nie widzi naszych czynów. Łatwo bowiem przychodzą słowa lub czyny spektakularne, na pokaz. Trudniej być konsekwentnym w imię niezmiennych zasad, jakie wyznajemy.

Kiedy słyszymy, że jesteśmy Ciałem Chrystusa, oznacza to również utożsamienie się z Kościołem. Chodzi więc o pewien rodzaj afiliacji. Jesteśmy odpowiedzialni za cały Lud Boży. Niestety, w obecnych czasach panuje moda na antyklerykalizm, liberalizm w poglądach. Iluż można spotkać studentów, którzy twierdzą, że teraz bycie człowiekiem wierzącym jest pewnego rodzaju wstecznictwem. Dla wielu wiara sprowadza się do niedzielnej Eucharystii. A przecież religijność to nie tylko „zaliczenie” świątecznego nabożeństwa czy przeznaczenie jakiejś kwoty na składkę. Utożsamianie się z Kościołem, a więc trwanie we wspólnocie pogłębiającej religijność, oznacza solidarność, świadomość powołania. Mamy konkretne zadanie w Kościele: aby każdy, kto popatrzy na nasze życie, nie zgorszył się, ale dostrzegł Chrystusa.

Istnieje jeszcze jedna (choć nie ostatnia) cecha, która powinna wyróżniać katolików wśród ludzi. Jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu: „Radość w Panu jest ostoją waszą”. Prawdziwy chrześcijanin – głęboko wierzący i ufający Bogu – to człowiek przepełniony radością. W jego życiu nie ma miejsca na rozpacz, smutek i beznadzieję, ponieważ ma on pewność, że Bóg go nie zostawi. Ta radość katolików powinna być związana w szczególny sposób z rzeczywistością, którą nazywamy domowym Kościołem. Jest to radość przebywania z najbliższymi. Niestety, nie zawsze o tym pamiętamy. Istnieje wiele rodzin, w których – po ludzku sądząc – nie brakuje niczego: posiadają fantastycznie urządzone mieszkanie, ekskluzywne meble, sprzęt najwyższej jakości. Brak w nich jednego: radości z przebywania ze sobą, radości zamieszkiwania pod jednym dachem. Nic człowieka nie będzie cieszyć, jeśli nie zadba on o atmosferę domowego Kościoła. Kiedy zatem mówimy o sobie, że jesteśmy Ciałem Chrystusa, czyli chrześcijanami, katolikami, musimy zadbać o ten najmniejszy Kościół, czyli nasz własny dom. Jeżeli będziemy dla siebie bardziej życzliwi, lepsi, jeśli zadbamy o drugą osobę, będziemy starali się ją zrozumieć, to będzie mniej łez i smutku. I nawet wtedy, gdy przygniotą nas wielkie krzyże, łatwiej je zniesiemy, bowiem wraz z Bogiem, który nas wspiera, będą z nami najbliżsi – solidarni z nami!

Weźmy zatem w dniu dzisiejszym do serca te słowa: „Wy jesteście Ciałem Chrystusa”. One nas zobowiązują, i to nie tylko do niedzielnej Eucharystii.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

12

 

Naszym zadaniem

– radosne wypełnianie Pisma

1. Jeszcze i ta niedziela podobnie jak poprzednia tętni radością Epifanii. Radość ta wszakże ukazuje się dziś jako kolejny etap Obja­wienia, mianowicie jako nasze wdzięczne zadanie. Motywem naszego radosnego działania ma być osobista reakcja wolnej woli na dary Boże ciągle darmo otrzymywane, o których nam mówi Obja­wie­nie biblijne, przeżywane we wspólnej akcji liturgicznej. Dar Epifanii dziś się ukazuje jako dar zadany: wymaga od nas, by nasze działanie apostolskie było radosne. Nasza reakcja więc nie przestaje być osobista. Skoro ma wychodzić z głębi serca, winna ujawniać się w całym naszym życiu, zwłaszcza w środowiskach, w jakich żyjemy. Z niedzielnej Eucharystii, przeżywanej przez wspólnotę, bierze początek radość w Panu jako nasza ostoja. Po większej części ludzkie radości mają znikomą moc, gdyż opierają się jedynie na subiektywnym i przemijającym przeżyciu. Inną radość nam zapewnia Duch Święty: nie w nas, lecz niezmienną, bo w Panu.

2. Pierwsze czytanie przenosi nas do Jerozolimy, gdzie około połowy wieku V przed Chr. rozgrywa się akcja dwóch czołowych postaci ówczesnego Izraela. Są to uczony w Piśmie Ezdrasz i Nehemiasz, namiestnik króla perskiego. Chodzi w niej o podźwignięcie na duchu rozczarowanych Izraelitów, którzy przed kilkudziesięciu laty po dekrecie Cyrusa (rok 538) rozpoczęli powracać z niewoli babilońskiej do Ziemi Świętej. Powodem ich rozczarowania by­ła sytuacja w kraju jeszcze nie w pełni zgodna z obietnicami Trito-Izajasza, zapowiadającego nowy Exodus Izraela. Tymczasem powoli posuwała się odbudowa zarówno materialna zburzonego miasta wraz ze świątynią, jak również moralna ludu, który zapomniał Prawa Bożego. Przypomniano mu je przez publiczne odczytanie Tory. Reakcją słuchaczy był żal i smutek. Reformatorzy na to zaprotestowali w myśl zasady zawsze ważnej: Radość w Panu jest ostoją waszą. Wyrazem radości miało być dzielenie się darami.

Drugie czytanie ukazuje nam życie pierwotnego Kościoła, założonej przez św. Pawła wspólnoty korynckiej, obfitującej w przejawy charyzmatyczne. Były one źródłem jej niekiedy przesadnej dumy i radości zwłaszcza podczas zebrań liturgicznych. Regulując sprawę właściwego korzystania z charyzmatów Apostoł podaje wpierw jej najgłębszą zasadę teoretyczną. Zaczyna więc od ukazania tajemniczej struktury Kościoła, kreśląc swoją na wskroś oryginalną naukę o Ciele eklezjalnym, zazwyczaj określanym jako Mistyczne Ciało Chrystusa. O ile wielkie jego znaczenie historiozbawcze ukaże św. Paweł dopiero w Liście do Efezjan (1,23; 2,16–18; 3,6; 4,4–16; 5,23), po wzmiankach w Liście do Kolosan (1,18; 2,9.19), o tyle tutaj ogranicza się do praktycznych wniosków. Poszczególne członki ciała są od siebie zależne, muszą się więc ze sobą liczyć nawzajem tworząc jeden organizm. Podobnie i wierni w Kościele są wzajemnie współzależni, gdyż tak hierarchia, jak poszczególne charyzmaty mają na celu dobro wspólne.

Po prologu, który nam ukazuje, jak sumiennie pojmował swoje zadanie ewangelista św. Łukasz, docierając do świadków wydarzeń zbawczych z życia Jezusa Chrystusa, przenosimy się do początku Jego działalności publicznej. W rodzinnym Nazarecie Jezus podczas nabożeństwa synagogalnego w szabat uroczyście wobec zdumionych rodaków deklaruje, kim jest naprawdę. Nie wymieniając słowa „Mesjasz”, które wówczas na tle powszechnych oczekiwań wyzwolenia przede wszystkim politycznego, groziło nieporozumieniem, Jezus komentuje wybrane słowa Trito-Izajasza. Przeczytany przez Niego urywek – choć nie należy formalnie do czterech Pieśni o Słudze Jahwe – zgodnie jest oceniany przez egzegetów jako ich literacki ciąg dalszy odnoszący się do tej samej tajemniczej postaci. Oznajmienie Jezusa: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli, wprawdzie odrzucone wtedy przez rodaków, jest dla nas podstawową prawdą wiary i aktualnym źródłem naszej radości.

3. Myśl główna wszystkich trzech czytań – to oczekiwana przez Boga nasza odpowiedź na wciąż powracające z uporem aktualne pytanie, jak wychodzić z grożącego nam duchowego przygnębienia, by żyć radością w Panu. A ma być ona tak obfita, by jej starczyło do obdzielania nią także drugich. Przy tym moment społeczny jest szczególnie mocno zaakcentowany we wszystkich trzech czytaniach: obdarowaniem biedniejszych rodaków we wspólnocie żydowskiej V wieku przed Chr. kończy się pierwsze, w drugim – Apostoł nakazuje liczenie się praktyczne ze współczłonkami Mistycznego Ciała w Koryncie w imię dobra wspólnego, a w Ewangelii Jezus podkreśla posłannictwo swoje jako prawdziwego Mesjasza – nieść wyzwolenie uciśnionym na duchu. W każdej z opisanych sytuacji chodzi o to, by się odrywać od swoich ocen, jakie nam narzucają wypadki odbierane subiektywnie, a ufnie polegać na objawionym słowie Pańskim, nawet tak niepojętym jak prawda o Ciele eklezjalnym Chrystusa.

4. Homilia może ustawić następujący tryptyk na podstawie trzech czytań. W środku dominuje praprzyczyna naszej trwałej radości: Jezus Chrystus jako obiecany w Pismach Mesjasz. Niesie On prawdziwą radość wszystkim zgnębionym na duchu przez uwolnienie od grzechu, tej najgłębszej przyczyny ludzkiego przygnębienia: „Jedna jest tylko prawdziwa bieda, że człowiek nie jest święty” (L. Bloy). Lewe skrzydło: choć sytuacja zewnętrzna skłania nas cza­sem do przygnębienia, podobnie jak było z Izraelem po powrocie do zburzonej stolicy, to jednak radość w Panu, prowadzącym na­dal swój zbawczy plan, jest niezmiennie naszą ostoją. Prawe skrzydło: tworzymy razem jedno Ciało Chrystusa, co nam zapewnia wiele nie znanych na razie, ale realnych, pomocy dzięki wstawiennictwu i zasługom innych. Stąd wniosek: uczestniczyć aktywnie w tego rodzaju wymianie dóbr. Nawet jeśli nasze ubóstwo ogranicza materialną pomoc dla innych, to duchowe ich wspieranie nie zna takich ograniczeń.

Augustyn Jankowski OSB - Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

 

 

13

 

Piękni w różnorodności

Kiedy usłyszałam w niedzielę informację, że w Kościele Powszechnym rozpoczyna się Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, poczułam lekkie ukłucie żalu. Z jednej strony rozumiem i całym sercem wspieram tę inicjatywę. Z drugiej pomyślałam, że takie modlitwy o jedność przydałyby się wśród samych katolików i to nie tylko przez tydzień…

Coraz więcej ludzi wokół mnie odchodzi od nauczania Kościoła. Jedni z pozoru zostają w nim, głoszą jednak teorie niezgodne z jego nauczaniem. Z drugiej strony są ci, którzy angażować się już nie chcą. Mają dość pedofilii zamiatanej pod dywan, księży oderwanych od rzeczywistości i wiernych skaczących sobie do gardeł krzycząc, że moja prawda jest prawdziwsza niż twoja. Bardzo niewielu jest takich, którzy skupili się na Bogu i na szukaniu prawdy w dokumentach Kościoła.

Smutny obraz podziału. To tak jakby wejść w skłóconą rodzinę. W końcu wyczujesz, że coś tu nie gra i może będziesz chciał uciec, by cię trucizna niezrozumienia nie dopadła. Być może będziesz szukał sposobu, by pomóc i samemu jakoś się w tym odnaleźć i określić. Prawdopodobne jest jednak też to, że staniesz twardo po jednej ze stron, tłukąc drugą po głowie. Pozostaje jednak pytanie, czego dziś chciałby od nas Jezus…

Kiedy myślę o podziałach wśród katolików, staje mi przed oczami pewne zdarzenie. Byłam na niedzielnej mszy, nadszedł czas komunii świętej. Padło jasne i bardzo konkretne ogłoszenie, że jeden kapłan rozdaje ją tylko do ust, drugi tylko na dłoń. Nie sposób było nie zrozumieć tego przekazu, jednak jedna z kobiet ostentacyjnie otwierała usta, stojąc w niewłaściwej kolejce. Ksiądz prosił ją delikatnie by przeszła obok, a ona zaczęła krzyczeć, że ten nie ma prawa. Co chciała tym udowodnić? Z jakim nastawieniem podeszła przyjąć Jezusa?

Ta scena boli mnie do dziś. Była odzwierciedleniem tego, co wielu z nas nosi w sercach, bo choć może i nie zrobimy tak jak ona, ale w jaki sposób patrzymy i myślimy o tych, którzy zdecydowali się na inną formę przyjmowania komunii niż moja?

Nie znamy nauczania Kościoła w wielu kwestiach - i mówię to również o sobie. Nie rozumiemy wielu zjawisk, ale wstyd przed ośmieszeniem zatrzymuje nas przed tym, by pytać mądrzejszych od siebie. Słuchamy "autorytetów" z YouTube i później krzyczymy, że ów autorytet to taki boży kapłan, a został uciszony przez przełożonych. Boimy się zaufać Kościołowi i jego nauczaniu. Dlaczego?

Czy to wynika tylko z nieznajomości oficjalnego nauczania, czy może mamy problem by szukać odpowiednich źródeł? Czy czasem nie boimy się, że nasze podejście będzie inne, a więc w jakiś sposób wytykane w najbliższym środowisku? Czy nie boimy się przyznać do błędu w kwestiach istotnych, ale też w jakiś sposób bardzo intymnych? Wszak nasza wiara, jeśli jest żywa, ma w sobie ogromną przestrzeń intymności.

Magdalena Urbańska – „Deon”

 

 

14

 

Czytanie Pisma Świętego

warunkiem postępu duchowego

Dzisiejsza liturgia słowa ukazuje nam, jak wielką rolę w formacji i reformie ludu Bożego odgrywa czytanie Pisma Świętego. Gdy po niewoli babilońskiej do Palestyny wrócił Ezdrasz – uczony mąż, kapłan i pisarz – wraz z kilkutysięczną rzeszą repatriantów żydowskich, przekonał się, jak opłakany jest stan nie tylko ekonomiczno-gospodarczy, ale i moralny kraju. Izraelici coraz powszechniej zaniedbywali szabat, bogatsi uciskali biedniejszych, a byli i ta­cy, którzy czcili bóstwa pogańskie, zamiast oddawać cześć swojemu Panu, Bogu prawdziwemu. Widząc ten stan rzeczy, Ezdrasz rozpoczął nawracanie rodaków od systematycznego odczytywania ksiąg Pisma Świętego. Wspomagał go w tym zbożnym dziele Nehemiasz, który w kilka lat po Ezdraszu przybył z wygnania do Jerozolimy. Publicznie przypomniano ludowi słowa Boże, wymagania moralne i nakazy zawarte w Piśmie Świętym. Izraelici w czasie słuchania czytanego Pisma Świętego, widząc jak daleko odeszli od prawa Pańskiego, płakali przejęci szczerym żalem, że wzgardzili słowem Bożym, które miało być dla nich światłością. Podnieśli ręce do góry na znak najwyższej czci i szacunku dla Bożego słowa.

Dzieje nam współczesne jakże bardzo podobne są do tamtych czasów. I dziś wielu chrześcijan zapomniało o Bożych prawach, żyją na co dzień bez Boga, są chrześcijanami tylko z nazwy. Ezdrasz z Nehemiaszem rozpoczęli reformę ludu Bożego od przypomnienia treści Biblii. Sobór Watykański II także zapoczątkował w ludzie Bożym wielki zwrot ku Biblii. Czy w naszych domach jest Pismo Święte i czy je czytamy? A może zupełnie o nim zapomnieliśmy lub zniechęcamy się do jego lektury, gdyż nie bardzo wiemy, jak to robić.

Zastanówmy się dziś, jak powinniśmy korzystać z Pisma Świętego, jak go czytać, aby „żyć Chrystusem”. Wpatrując się w Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, który przez objaśnienie tekstów natchnionych pragnie uformować nowy lud Boży, rozumiejący sens i znaczenie Bożego powołania i prawidłowo odczytujący zbawcze plany, postanówmy i my nieustannie formować siebie samych w świetle i zgodnie z wymaganiami natchnionych słów zawartych w Starym i Nowym Testamencie.

1. Lektura wytrwała

Roman Brandstaetter, pisarz katolicki pochodzenia żydowskiego, z wielką wdzięcznością wspomina swojego pobożnego dziadka, który w dzieciństwie brał go na kolana i uczył czytania Pisma Świętego. Dziadek mówił mu wtedy, że jest to księga Boża i że w niej znajdzie całą prawdę, znajdzie w niej naukę na wszelkie ży­ciowe sytuacje, odpowiedź na wszystkie pytania i wątpliwości. Te rady pisarz zapamiętał sobie na całe życie i rzeczywiście w Piś­mie Świętym znalazł łaskę nawrócenia na chrześcijaństwo, a potem natchnienie do tylu wspaniałych książek o umiłowanym Mesjaszu, o Zbawcy, którego tak bardzo ukochał.

Biblia ma być ciągle odczytywana. Pismo Święte nie może być przeczytane ani nawet czytane, musi być ciągle na nowo odczytywane. Za każdym kolejnym czytaniem tekstu biblijnego dostrzegamy jakiś inny, czasami głębszy wymiar, wczytujemy się w ten tekst. Można losowo otwierać Pismo Święte i czytać fragment strony, na której nam się otworzy. Następnie próbujemy sobie odpowiedzieć, co Bóg przez ten fakt lub myśl chce do nas w tym momencie powiedzieć.

2. Lektura pobożna

Przed czytaniem trzeba się gorąco pomodlić, prosząc o światło Ducha Świętego. Następnie, czytając tekst, trzeba wnikać w myśl autora natchnionego, należy sobie zadawać pytanie, co autor chciał napisać, jaką wyrazić myśl czy pouczenie. Ma to więc być czytanie połączone z medytacją. Nie spieszyć się, nie czytać jak jakąś powieść czy gazetę. Reguła benedyktyńska mówi, że mnisi powinni przeznaczać na lekturę Pisma Świętego od 3 do 5 godzin dziennie. Stąd taka duchowość tego zakonu, która od wieków zadziwia świat. A nam mijają dni, tygodnie, a może i miesiące czy lata, i nie bierzemy Pisma Świętego do ręki. Mamy czas na czytanie byle czego, tylko brakuje nam czasu na czytanie Pisma Świętego.

3. Lektura święta

Zniechęcamy się do czytania Pisma Świętego, bo często go nie rozumiemy. Stajemy przed świętą księgą, która nosi na sobie znamiona czasów tak odległych od nas i mentalności autorów tak różnej od naszej. Musimy więc pamiętać, że pokorna modlitwa powinna towarzyszyć naszemu osobistemu spotkaniu ze słowem Bożym. Potrzebna nam jest mądrość od Boga. Nawet gdybyśmy ukończyli studium biblijne i mieli dużą wiedzę w tym zakresie, to i tak nie obejdzie się bez oświecenia z góry. Przecież i uczniowie, którzy towarzyszyli Chrystusowi w drodze do Emaus, nie wszystko rozumieli. Dopiero Pan specjalnie „oświecił ich umysł, aby rozumieli Pisma” (Łk 24,45).

W dniu, w którym liturgia stawia nam przed oczy Chrystusa czytającego Biblię i wielkiego reformatora religijnego z V wieku przed Chrystusem – Ezdrasza, w dniu, w którym uświadomiliśmy sobie formującą i reformującą rolę Pisma Świętego w życiu Kościoła i każdego chrześcijanina, postanówmy sobie częściej niż dotychczas spotykać się z Bogiem, pochyleni nad świętymi kartami Biblii.

Pamiętajmy też, że od chwili naszego chrztu jesteśmy członkami ludu Bożego, jesteśmy jednym Ciałem Chrystusa. Przypomina nam dziś o tym św. Paweł, jak kiedyś przypomniał skłóconym Koryntianom. Jak jest z tą jednością w naszych rodzinach, sąsiedztwie lub parafii? Czy pojednaliśmy się, czy wyzbyliśmy się zawiści i złości?

„Niech ustaną wszystkie gniewy i spory, a pośrodku nas niech będzie Chrystus!”

ks. Szymon Nosal – ‘EkspresHomiletyczny”

 

 

15

 

Duch namaszcza i posyła

Nie jest tajemnicą, że Kościół poszukując obrazu siebie samego, próbuje ujmować swoje życie instytucjonalne w cyfry statystyki i opisy socjologiczne. Dyscypliny te pozwalają, choćby w przybliżeniu, ogarnąć aktualny stan badanej rzeczywistości. Mogą też nasuwać sugestie dotyczące jej kształtowania na przyszłość. Takimi mocami Kościół nie gardzi. Jednocześnie jednak jest świadom tego, że swojej najgłębszej istoty nie jest w stanie poddać żadnym pomiarom. Głębia wiary, intensywność miłości, niezachwiana nadzieja, przeżywanie wspólnoty z Bogiem, gorliwe udzielanie się bliźnim, motywacja postaw to duchowa strona religijności, nie dająca się wyrazić w cyfrach czy wykresach. Jej jedynie czytelną wykładnią jest świadectwo życia. Troska duszpasterska jest więc nie tyle troską o cyfry określające ilościowo spełnianie praktyk życia religijnego przez wiernych, ile raczej jest troską o postawy życiowe, do których oczywiście praktyki religijne wychowują i zobowiązują. Niemniej nie można zaprzeczyć, że niezadowalające „duszpasterstwo w cyfrach” ma związek z niezadowalającym obliczem życia wierzących.

Obserwacja życia świadczy o braku należytej świadomości, że zjednoczenie z Chrystusem przez chrzest czyni nas dziećmi Bożymi. Zapominamy, że sakrament pojednania wiąże się z obrzydzeniem sobie grzechów dotąd popełnianych i zobowiązuje do poprawy życia. Bierzmowania nie kojarzymy ze świadomą i nieustanną współpracą z Duchem Świętym. Praktycznie, wbrew temu co mówi liturgiczna formuła, nie jest ono dla nas zobowiązaniem do mężnego wyznawania wiary i postępowania według jej zasad.

Wśród licznych możliwości pogłębiania świadomego chrześcijaństwa, szczególnie trzeba wyeksponować konieczność otwarcia się na Ducha Świętego. W Jego mocy jest rozbudzanie naszej pobożności. On pogłębia w nas chrześcijańską samoświadomość i wzywany sprawia naszą świętość.

Słowa Chrystusa wypowiedziane w nazaretańskiej synagodze po przeczytaniu proroctwa Izajasza można określić, jako aklamację Jego mesjańskiej samoświadomości. Prorockie sformułowanie: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie” Jezus komentuje po publicznym odczytaniu: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”. Niespodziewane odniesienie ich przez Jezusa do siebie musiało wywołać niemałe zaskoczenie, a nawet zgorszenie.

Zauważyć należy, że całe to wydarzenie było poprzedzone powrotem Jezusa do Galilei „w mocy Ducha”. Fragment z Księgi proroka Izajasza rozpoczynał się znamiennie: „Duch Pański spoczywa na Mnie”. Chrystus zatem objawił swoją mesjańską samoświadomość wskazując na najściślejszą jedność z Duchem Świętym.

Kościół zawsze musi prosić Pana o dar Ducha Świętego. Wierząc zaś w Jego obecność i działanie, musi podejmować wypełnianie dzieł, do których Duch Święty go uzdalnia. Tylko dzięki Duchowi Świętemu Kościół dokonuje autentycznej refleksji nad sobą i usiłuje coraz lepiej pełnić swoją misję w świecie.

Podobnie każdy chrześcijanin, będący przecież cząstką Kościoła, otrzymując Ducha Świętego przez chrzest i bierzmowanie, dzięki Jego działaniu może coraz głębiej uświadamiać sobie istotę chrześcijańskiego powołania. Duch Święty przypomina mu, że środowiska, w których żyje i działa czekają na świadectwa jego słów i czynów wyrastających z Ewangelii. W słowach: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ namaścił i posłał Mnie” tkwi najistotniejsza treść przesłania dzisiejszej niedzieli.

Ks. Jan Waliczek – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

16

 

Obok takiej decyzji nie można przejść obojętnie

Ile razy mieliście Państwo tak, że mimo najszczerszych chęci nie byliście w stanie zrozumieć postępowania bliskiej wam osoby, czy mającej wpływ na wasze życie decyzji jakiegoś urzędu lub też odgórnie podejmowanych rozstrzygnięć przez władze państwowe? Z pewnością wiele razy,machnęliście na sprawę ręką. Mimo to są jednak takie sprawy, które gryzą i nie dają spokoju,

bo trudno jest obok nich przechodzić obojętnie. Trudno mi przejść obojętnie obok decyzji rządu, który wstrzymał ostatnio finansowanie dla prowadzonego przez Fundację „Dajemy Dzieciom Siłę” telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży (116 111). Nie jestem w stanie zrozumieć braku pieniędzy dla podjętej 12 lat temu inicjatywy, z której dotychczas skorzystało ponad 1,3 miliona szukających pomocy dzieci. To się zwyczajnie w głowie nie mieści. Rząd odsyła do Telefonu Zaufania (800-121212),ale ewentualna likwidacja sprawdzonej linii byłaby po prostu skandaliczna – zwłaszcza, że w czasie pandemii notuje się coraz większą liczbę przypadków przemocy domowej, większa liczba dzieci potrzebuje wsparcia psychologów, itd. „Dzieci dzwonią do nas na chwilę przed podjęciem próby samobójczej, gdy nie widzą sensu życia lub nie mogą znieść samotności” – zauważa Fundacja.

Na szczęście wrażliwością wykazali się Polacy, którzy gremialnie odpowiedzieli na apel Fundacji i w stosunkowo krótkim czasie zebrali blisko dwa miliony złotych, by telefon działał dalej. Bo takich inicjatyw nigdy dość! Zwłaszcza, że system pomocy instytucjonalnej ofiarom przemocy bardzo mocno w naszym kraju kuleje. Zadania, które powinno wykonywać państwo, wykonują organizacje pozarządowe. Można kogoś nie lubić, można się z kimś nie zgadzać, można go postrzegać za liberała, lewicowca lub prawicowca, ale czy wolno pozwalać na to, by odbijało się na najmłodszych, na tych na których podobno opiera się polityka naszego państwa?

Obiecałem sobie kiedyś, że w tych felietonach polityki ruszał nie będę, ale dziś wyjścia nie ma… I przyznam szczerze, że po cichu liczę na to, że gdzieś u decydentów pojawi się jakaś refleksja, ktoś przyzna się do błędu i mimo, że obywatele zebrali już pieniądze na dalszą działalność telefonu, to dołoży się do niego także państwo. A ma skąd – choćby z Funduszu Sprawiedliwości, z którego finansuje się bardzo dziwne wydatki.

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

23 stycznia - błogosławieni Wincenty Lewoniuk i Towarzysze, męczennicy z Pratulina
23 stycznia - bł. Henryk Suzo, prezbiter
23 stycznia - bł. Mikołaj Gross, męczennik
23 stycznia - św. Ildefons, biskup
24 stycznia - św. Franciszek Salezy, biskup i doktor Kościoła
24 stycznia - bł. Paula Gambara Costa, tercjarka
25 stycznia - Nawrócenie św. Pawła, Apostoła
26 stycznia - święci biskupi Tymoteusz i Tytus
26 stycznia - święci Robert, Alberyk i Stefan, opaci
26 stycznia - św. Paula, wdowa
27 stycznia - bł. Jerzy Matulewicz, biskup
27 stycznia - św. Henryk de Ossó y Cervelló, prezbiter
28 stycznia - św. Tomasz z Akwinu, prezbiter i doktor Kościoła
29 stycznia - św. Aniela Merici, dziewica
29 stycznia - bł. Bolesława Lament, dziewica
29 stycznia - św. Józef Freinademetz, prezbiter
29 stycznia - bł. Archaniela Girlani, dziewica
29 stycznia - św. Walery, biskup
29 stycznia - św. Sulpicjusz Sewer, biskup
30 stycznia - św. Hiacynta, dziewica
30 stycznia - św. Teofil, męczennik
30 stycznia - bł. Bronisław Markiewicz, prezbiter

30 stycznia - katedra w Świdnicy

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.