WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

1/851                   -       2 stycznia 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

1

 

Uroczystość

Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

1 stycznia 2022 r. C.

Nowy Rok

 

3

 

Łk 2, 16-21

Nadano Mu imię Jezus

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa oraz leżące w żłobie Niemowlę. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli, co im zostało objawione o tym dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, zdumieli się tym, co im pasterze opowiedzieli.

Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to zostało przedtem powiedziane.

Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał Anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.

 

4

 

1 stycznia, w ostatnim dniu oktawy, przypada uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi. Niedziela między 2 a 5 stycznia to II Niedziela po Narodzeniu Pańskim. 6 stycznia obchodzi się uroczystość Objawienia Pańskiego. Niedziela po tym święcie to święto Chrztu Pańskiego, które kończy okres Narodzenia Pańskiego.

Bóg prowadzi nas do wieczności przez codzienność. Nie znaczy to jednak, że... mamy zapominać o wieczności. Nie! Wszak jesteśmy Bożymi dziećmi. Więcej, Jego dziedzicami! Codzienność opromieniona blaskiem wieczności wygląda już chyba jednak zupełnie inaczej. To światło wieczności pozwala mieć do codziennych spraw zdrowy dystans... Jako dziecko Boże nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej. Tak, jeśli wierzę w Jezusa, jestem z woli Boga synem i dziedzicem. Z woli Boga niebo jest moje...

Bardzo podoba mi się świat, który Bóg dał nam na nasze tymczasowe mieszkanie. Szarości postrzępionych górskich grani, zieleń targanych wiatrem traw na halach. Biel wapiennych skałek, brązy i czerwienie jesiennych lasów. I wszystkie odcienie niebieskości albo i zieleni bezkresnych przestrzeni mórz. Nie wiem jak będzie w niebie. Ale mam nadzieję, że co najmniej tak samo pięknie. A że nie będzie to moje, ale wspólne? Jeśli tylko mogę sycić oczy pięknem, nie ma znaczenia czyje.

Nie ubywa go od tego, że nasycą się nim też inni. Tak jest z miłością, tak jest z dobrocią: dzielone mnożą się. Tak będzie i z moim niebieskim dziedzictwem... Zwyczajny świat, prozaiczne radości, normalne kłopoty. A jesteśmy Bożymi dziećmi. Więc i Jego dziedzicami... i choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy, nasza codzienność przeniknięta jest obecnością Boga i Jego błogosławieństwem.

Dziękuję Ci Boże, że mnie, tak pokracznego i byle jakiego traktujesz jak syna...

 

5

 

Wiary, która odmieni nasze serca,

Nadziei, że jutro będzie lepsze,

Miłości, która przetrwa najgorsze momenty w życiu.

I zdrowia, którego wszyscy potrzebujemy.

Na Nowy Rok

składają Wydawcy gazetki.

 

13

 

Kolęda

W miejsce tradycyjnej kolędy, odprawiamy w tym roku specjalne Msze św. o Boże błogosławieństwo dla parafian w Nowym Roku.

Poniedziałek – 3.01.2022., godz. 8:00

- os. Na Stoku bl. 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 22, 23, 23A, 24, 24A, 25.

Poniedziałek – 3.01.2022., godz. 18:00

- os. Na Stoku 26, 27, 27A, 28, 28A, 29, 29A, 30, 30A, 31, 35, 36, 37.

Wtorek - 4.01.2022., godz. 8:00

- os. Na Stoku 38, 39, 40, 41, 42, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 51.

Wtorek - 4.01.2022., 18:00

- os. Na Wzgórzach 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 12, 13.

Środa - 5.01.2022., godz. 8:00

- os. Na Wzgórzach 14, 14A, 15, 15A, 16, 17, 17A, 17C, 17D, 18, 19, 23, 24, 25.

Środa - 5.01.2022., godz.18:00

- os. Na Wzgórzach 26, 27, 28, 29, 30, 33, 34, 35.

Sobota - 8.01.2022., godz.18:00,

- os. Na Wzgórzach 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43.

 

14

 

W dzisiejszym numerze:

- Boża adopcja
- Z Maryją w Nowy Rok
- Ci, co zmarnowali okazję: Właściciele betlejemskiej gospody
- 2 stycznia - II niedziela po Bożym Narodzeniu
- Umiejętność ustawienia hierarchii wartości
- Szukam człowieka
- Nauczyć się przyjmować Chrystusa
- Święci i Błogosławieni w tygodniu

 

 

7

 

Boża adopcja

Jesteśmy koroną Bożego stworzenia nie na zasadzie doskonałości, bo ubrani w ciało podlegamy wielu ograniczeniom, ale na zasadzie posiadania rozumu, wolnej woli i nieśmiertelnej duszy.

Rozum sprawia, że możemy brać odpowiedzialność za wszystkie inne stworzenia widzialne. Potrafimy bowiem je sobie podporządkować, choć idzie nam to opornie. Wystarczy pomyśleć, że medycyna w wielu wypadkach wciąż bezskutecznie walczy z wirusami i bakteriami. Mimo że są to maleńkie, bezrozumne stworzenia, dostrzegalne tylko pod mikroskopem, wciąż skutecznie utru­dniają nam życie.

Na progu nowego roku warto sobie uświadomić, że wielkość człowieka łączy się w taki czy inny sposób z jego małością i słabością. Wiele milionów ludzi w rozpoczynającym się roku zostanie pokonanych przez śmierć posługującą się często bakteriami czy wirusami...

Człowiek jest postawiony nad całym widzialnym stworzeniem, ale doświadcza swej słabości. Jest panem, któremu Bóg poddał stworzenie, ale panem, który mimo tysięcy lat ani nie potrafił go sobie podporządkować, ani zapanować nad swymi wrogami...

Nasza wielkość nie polega jednak na tym wywyższeniu, które dla wielu jest źródłem pychy i zarozumiałości. Polega ona na tym, że wielu ludzi Bóg adoptował, uczynił swoimi dzieci i zaprosił do swego domu w wieczności. Mówi nam o tym objawienie dostępne dla tych, którzy uwierzyli.

To godność dziecka Bożego wynosi nas ponad wszystko. Jeśli nawet chorujemy czy umieramy, jeśli nie jesteśmy w stanie panować nad stworzeniem tak, jak byśmy chcieli, to z racji łaski otrzymanej od Boga możemy dumnie podnieść głowę, wiedząc, że panowaniem nad stworzeniem zajmuje się Ojciec Niebieski. On to robi bezbłędnie. My tego nie musimy robić. Natomiast mamy kochać Boga, który objawił nam swą ojcowską twarz, i ufać Mu bezwzględnie.

To, że On prowadzi nas przez niebezpieczne ścieżki, którymi są wszystkie drogi ziemskiego życia, sprawia, że przestają one być groźne. Źródłem radości jest to, że nie jesteśmy sami, że jest z nami Bóg, który traktuje nas jak swe dzieci. Swojej godności szukajmy nie w panowaniu, bo to jest droga wiodąca do wielu nieszczęść, ale w kochaniu Boga, ludzi i stworzonego świata. Jeśli Bóg nas kocha, to wszystko inne jest już mało ważne. Radość życia jest krótka, radość życia dziecka Bożego jest wieczna.

W pierwszy dzień nowego roku życzę sobie i wam, byśmy najbliższe dwanaście miesięcy przeżyli z głęboką świadomością naszej godności dziecka Bożego.

ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

2

 

Z Maryją w Nowy Rok

Kościół obchodzi dziś uroczystość Maryi, jako Matki Bożej, przez którą spełniły się obietnice dane całej ludzkości, związane z tajemnicą Odkupienia. Tego dnia z wszystkich przymiotów Maryi czcimy szczególnie Jej macierzyństwo. W ten sposób z pomocą Świętej Bożej Rodzicielki rozpoczynamy również kolejny rok naszego życia. „Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z Niewiasty”. Maryja otrzymała posłannictwo wydania na świat Jezusa, Zbawiciela wszystkich ludzi. Dzięki Niej Syn Boży stał się człowiekiem, naszym bratem. My zaś staliśmy się dziećmi Bożymi.

Jak zaznacza św. Łukasz, Maryja po narodzeniu Jezusa „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”. Pełnym miłości sercem Maryja rozważała więc tajemnicę Jezusa. „Tym sposobem – jak zauważa ks. prof. Franciszek Mickiewicz, polski biblista – jawi się Ona nie tylko jako Matka Jezusa Zbawiciela, ale też jako Jego dobra uczennica oraz doskonały mędrzec, który usiłuje zgłębić i zrozumieć wielkie tajemnice Boże, ukryte w wydarzeniach dziejących się wokół niego. […] To właśnie Ona jako Matka mogła najlepiej zaświadczyć, że Jej Syn poczęty za sprawą Ducha Świętego jest w swej istocie Synem Bożym. Dzięki temu […] wszyscy chrześcijanie mogą się od Niej uczyć, jak należy przyjmować słowo Boże: otwartym sercem, z wiarą i posłuszeństwem”.

W 431 roku w Efezie Sobór przyznał Maryi chwalebny tytuł „Bożej Rodzicielki”, ponieważ „Święta Dziewica zrodziła według ciała Słowo Boże, które stało się ciałem”. Maryja urodziła Boga, ale sama nie była Bogiem. Stała się natomiast „świątynią Boga”. II sobór watykański przypomniał: „Maryja, dzięki łasce Bożej wywyższona po Synu ponad wszystkich aniołów i ludzi, jako Najświętsza Matka Boża, która uczestniczyła w tajemnicach Chrystusa, słusznie doznaje od Kościoła czci szczególnej. Już od najdawniejszych czasów Błogosławiona Dziewica czczona jest pod zaszczytnym imieniem Bożej Rodzicielki” (KK 66).

To przez Maryję Bóg wszedł w czas, by go uświęcić. I to przez Nią obdarza nas swoim błogosławieństwem, czyli pochylając się nad nami w swojej Opatrzności, pragnie naszego dobra. Rozpromienione oblicze Boga, który pochyla się nad swoimi dziećmi, oznacza szczególną opiekę, obronę przed zagrożeniami, i obdarowanie potrzebnymi dobrami, tak duchowymi, jak i cielesnymi. W szczególny sposób otwieramy się na dobro, jakim jest pokój. Na całym świecie początek roku kalendarzowego jest okazją do modlitwy o pokój. U Izraelitów słowo „pokój” stawało się również rodzajem pozdrowienia, jak znane nam „szczęść Boże”.

Dziękujmy dziś Maryi także za to, że swą macierzyńską opieką otacza cały Lud Boży, a jako Matka Kościoła, oręduje za nami u Boga. „Zawierzajmy Jej siebie, aby kierowała naszymi krokami w tym nowym czasie, który Pan nam daje, i aby pomagała nam być prawdziwymi przyjaciółmi Jej Syna, a tym samym również odważnymi budowniczymi Jego królestwa w świecie, królestwa światła i prawdy. […] Obyśmy w nowym roku, który rozpoczynamy pod znakiem Maryi Dziewicy, wyraźniej odczuwali Jej matczyną obecność i dzięki Jej opiece, podtrzymywani na duchu, mogli na nowo kontemplować oblicze Jej Syna Jezusa i bardziej zdecydowanie iść drogami dobra” (Benedykt XVI, Audiencja generalna, 2.01.2008).

ks. Leszek Smoliński – „wiara.pl”

 

 

9

 

Ci, co zmarnowali okazję:

Właściciele betlejemskiej gospody

Licząc na „lepszych gości” można rozminąć się z Najlepszym.

„Nie było im miejsca w gospodzie” zapisał dosłownie ewangelista Łukasz w opowieści o narodzinach Jezusa tłumacząc, dlaczego Jego Matka położyła Go w żłobie. Co tłumacze najczęściej oddają przez „dla nich”: nie było „dla nich” miejsca. Elektryzująca informacja. No bo jeśli po prostu w gospodzie nie byłoby miejsca – trudno. Żaden dom nie jest z gumy. Nie zmieści się w nim nie wiadomo ilu ludzi. Skoro wpuściło się tych, którzy przyszli wcześniej, ci, którzy przyjdą później muszą poszukać sobie innego noclegu. Ale stwierdzenie, że to „dla nich” nie było miejsca przywołuje smutne podejrzenie, że miejsce, owszem było, ale nie dla Józefa i Maryi.

Dlaczego tak ich potraktowano? Trudno powiedzieć. Najpewniej „za całokształt”. To znaczy nie było jednego, decydującego o nie przyjęciu ich argumentu, a więcej różnych. Bo wyglądali na biednych, bo przybyli z na wpół pogańskiej Galilei, na dodatek z Nazaretu, bo twarz Józefa nie budziła zaufania, bo Maryja była w ciąży i być może już zaczęła rodzić... Więc nie. Przecież znajdzie się jeszcze jakiś zacniejszy gość, który zechce – być może – nawet więcej zapłacić....

I tym sposobem właścicieli gospody ominął zaszczyt nad zaszczytami: możliwość ugoszczenia Bożego Syna. A do tego parę drobiazgów: rozgłos, jaki zyskaliby dzięki opowiadających o spotkaniu z Aniołami pasterzom, potem być może możliwość pokazywania innym zacnym gościom – np. Mędrcom ze Wschodu – że tu, o właśnie tu się urodził, tu Maryja Go położyła, przy tym stole siedzieli Jego rodzice.... No prawda, ominął ich być może też jeden kłopot: kiedy przyszli siepacze od Heroda mogli powiedzieć, że tu żadnego Dziecka – Króla nigdy nie było. Mogli, ale zapewne i tak by ich nie słuchano.

Gdybym był w ich położeniu, postąpiłbym inaczej? Brał sobie na głowę kłopot, gdy w perspektywie czysty zysk? Łatwo być mądrym patrząc z perspektywy dwóch tysięcy lat. Gdy chodzi o tu i teraz...

Przecież takie sytuacje ciągle się zdarzają. Ciągle na świat przychodzi Jezus. W drugim człowieku. I ciągle, choć potrzebuje pomocy, wsparcia, życzliwego gestu, nie ma dla Niego miejsca w gospodach naszych serc. I gdyby jeszcze było tak, że te serca pełne są już różnych ludzi i brakuje sił, czasu i środków, by pochylić się nad potrzebą kolejnego. Ale nie: jest miejsce dla niespodziewanego gościa. Tyle że dla gościa o odpowiednim statusie, dzięki któremu możemy coś zyskać. Choćby tylko kroplę spływającego na nas prestiżu. A Bóg ciągle musi rodzić się w stajence.

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

II niedziela po Bożym Narodzeniu

2 stycznia 2022 r. C.

 

 

8

 

2 stycznia - II niedziela po Bożym Narodzeniu

Jeszcze raz spoglądamy na Boga zakochanego w swoim stworzeniu. Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i wam, bracia i siostry... Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Dołujące? Gdybyśmy myśleli o Bogu jak o kimś, kto tylko stawia wymagania - zapewne tak. Ale Bóg kocha. Stawiając wymagania jednocześnie bardzo człowieka kocha. I nie są to puste słowa. Jemu naprawdę na każdym z nas zależy. Przecież powołał nas do istnienia. Jak można nie kochać swoich dzieci, których istnienie się zaplanowało, których się chciało? A Bóg chciał naszego istnienia, choć zanim się poczęliśmy, znał wszystkie nasze grzechy... Widać mimo wszystko Mu się podobamy.

Oczywiście Bóg nie kocha grzechu. Kocha nas. I próbuje nas, wolnych ludzi, przekonać do tego, byśmy grzech też uznali za nadgniłe, robaczywe jabłko. Próuje nas przemienić tak, byśmy w niebie mogli być naprawdę szczęśliwi. Światło nigdy nie przegrywa z ciemnością. Zauważyliście? W Bogu, dzięki Bogu, wszelkie zło zostanie kiedyś przezwyciężone. Warto patrzyć na wszystko w prawdzie: widzieć, owszem, zło, ale dostrzegać też dobro. Bo jest

go w świecie niemało.

 

 

9

 

Umiejętność ustawienia hierarchii wartości

Pablo Neruda (1904–1971), chilijski poeta i laureat Nagrody Nobla, napisał przed laty tekst, który w obecnych czasach jest bardzo trafnym wskazaniem:

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje, kto nie czyta, kto nie słucha muzyki, kto nie znajduje wdzięku w samym sobie. Powoli umiera ten, kto nie kocha, kto nie pozwala sobie pomóc, kto spędza dni na użalaniu się na własne nieszczęście czy nieustający deszcz. Powoli umiera ten, kto porzuca projekt, zanim go jeszcze zacznie, kto nie zadaje pytań na tematy, na których się nie zna, kto nie odpowiada, kiedy go pytają o coś, co wie. Unikajmy śmierci małymi dozami, pamiętając cały czas, że aby być żywym, potrzeba wysiłku znacznie większego niż zwykła czynność, jaką jest oddychanie. Tylko nadzwyczajna cierpliwość doprowadzi nas do pełni szczęścia.

W kontekście dzisiejszej uroczystości oznacza to ni mniej, ni więcej jak ustawienie swojej hierarchii wartości. Aniołowie śpiewali przy narodzeniu Jezusa: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Łk 2). W tym jednym zdaniu jest zawarte wskazanie, jak ową hierarchię ustawić, jak w konsekwencji naśladować Maryję, Bożą Rodzicielkę.

Najpierw słychać u stóp Dzieciny słowa: „Chwała na wysokości Bogu...”. Jest to wezwanie do umieszczenia Boga w centrum własnego życia. Jeśli Stwórca jest w życiu człowieka na swoim, czyli najważniejszym miejscu, życie staje się pełniejsze, twórcze, przeniknięte Bożym Duchem. Maryja przez całe życie, ale w szczególny sposób w czasie zwiastowania, dokonywała swoistej intronizacji Boga we własnym sercu. Zgoda Matki Bożej na trudną wolę Boga ukazała całą Jej „filozofię życiową”: Bóg najważniejszy, a oto ja, służebnica Pańska.

Co zatem konkretnie oznacza ustawienie hierarchii wartości, w której fundamentem jest Bóg? Gdy patrzymy na postawę Maryi, zauważamy przede wszystkim bezwzględne posłuszeństwo, a jak mawiał Hegel: „posłuszeństwo jest początkiem wszelkiej mądrości”. Chodzi więc o dokonywanie wyborów zgodnie z Bożym wskazaniem, bowiem mądrość życiowa niejako przymusza człowieka do kierowania się w życiu ewangelicznymi nakazami. Maryja, jak wiemy, była im posłuszna aż do krzyża.

Bóg na pierwszym miejscu to także pełne zaufanie Temu, który nas powołał. Boża Rodzicielka, mimo iż trudno Jej było pogodzić się ze zwiastowaniem, bezgranicznie zaufała Bożej miłości. W końcowym rozliczeniu okazało się, że się nie zawiodła. Na progu nowego roku takie właśnie zaufanie jest ogromnie potrzebne, bowiem nikt nie wie, co nas czeka. Warto więc zachowywać wszystkie sprawy i rozważać w swym sercu (por. Łk 2), jednocześnie powierzając wszystko miłosiernemu Bogu.

Aniołowie, wielbiąc Boga przy żłóbku, mówili także: „a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Łk 2). Oprócz ustawienia Boga w centrum życia ludzkiego ważny jest także drugi człowiek. W tym ewangelicznym budowaniu właściwej hierarchii wartości nie może zabraknąć miejsca dla służby, która niesie pokój. Jest on tą rzeczywistością, którą można wprowadzać jedynie wtedy, gdy człowiek jest nastawiony na dobro spotykanych osób. Maryja przez całe życie ukazywała innym, że Bóg w centrum życia ludzkiego „przymusza” do bycia „dla”. Jej wszystkie wybory życiowe były nakierowane na pomoc człowiekowi. Pielęgnowała w sobie wrażliwość na potrzeby innych.

Początek nowego roku jest czasem planowania i ustalania priorytetów. Dla Maryi bardzo ważna była rodzina. Każdy z nas powinien się pochylić nad swoim domem i zaplanować konkretne działania i postawy, które będą służyły wszystkim domownikom. A co to oznacza w praktyce?

W pierwszej kolejności trzeba się zastanowić nad osobistą umiejętnością wnoszenia do domu pokoju, ciepła i nadziei. Matka Boża starała się przez całe życie kreować taką właśnie atmosferę. Jako Matka Boga-człowieka otwierała się na potrzeby nie tylko własnej rodziny, ale wszystkich potrzebujących. Siłę i inspirację do takiej postawy czerpała z bezgranicznego oddania się Bogu. Zachowując wszystkie sprawy w sercu i rozważając je, pragnęła tylko jednego – chwały Bożej, która staje się udziałem wszystkich ludzi dobrej woli. Każdy, komu bliska jest Maryja, powinien na nowo odczytać dzisiejszą Ewangelię w kontekście świadectwa i służby.

W 1983 roku Jan Paweł II mówił:

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.

U progu nowego roku wraz z Maryją pragniemy ułożyć program własnego rozwoju na najbliższe miesiące. Ma to być czas umacniania ewangelicznej hierarchii wartości, w której Bóg i człowiek to dwa podstawowe fundamenty. Potrzeba nam na tej drodze wiele nadziei i siły.

Dlatego też właśnie dziś ofiarujmy siebie, powtarzając słowa św. Ignacego Loyoli:

Przyjmij, Panie, całą moją wolność, zabierz pamięć, rozum oraz całą wolę, wszystko, co mam i posiadam. Tyś mi dał wszystko. To zwracam Tobie i oddaję całkowicie rządom Twej woli. Daj mi jedynie miłość ku Tobie i łaskę swoją, a będę bogaty, niczego więcej nie pragnę.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homietyczny”

 

 

10

 

Szukam człowieka

Przed kazaniem kapłan podchodzi do niektórych uczestników liturgii z zapaloną świecą i bez słów patrzy na ich twarze. Później stawia świecę na ołtarzu jako znak.

Rozumiecie ten gest ze świecą? Diogenes z Synopy, grecki filozof, chodził tak kiedyś po mieście w biały dzień. Świecił ludziom w oczy. „Co robisz?” – pytali. Odpowiadał z zadumą: „Szukam człowieka!”. Miał rację. Wielu ludzi wkoło. A kto naprawdę jest człowiekiem? Znamy nasze osiedlowe pustynie. Za ścianą ktoś umiera. Znajdują go po tygodniu. Tłumy na ulicach, w marketach, ale każdy jakiś samotny, smutny. Twarze bez wyrazu. Ciała bez ducha. Ludzie i… nieludzie. Jakby zamknięci od środka.

Pamiętam spotkanie z chłopakiem po wojsku. Zachwycił się filozofią Wschodu na umór. Przekonywał mnie, że drzewa czują, że kwiaty mają duszę na spółkę z robakami. Oniemiałem. Bo ja tu szukam człowieka w ludziach, a ten mi z biedronkami wyjeżdża! Mówię mu: „Wiesz, ludzie czasem są bez serca”. A ten do drzewa coś czuje...

Zastanówmy się spokojnie. Być człowiekiem to znaczy:

– Mieć świadomość łączności własnej duszy z ciałem.

– Myśleć i odczuwać.

– Żyć realnie i posługiwać się abstrakcją.

– Opanowywać instynkt.

– Wiedzieć, że jest się konkretnym „ja”.

– Kierować siebie do siły wyższej, czyli do Boga.

Z pozoru normalne i takie proste „być człowiekiem”. Na razie jednak niewystarczające. Dlaczego? Starożytny myśliciel Tertulian ujął to w zdaniu: Non nascuntur, sed fiunt christiani, czyli: „Nie rodzimy się, lecz stajemy się chrześcijanami”. Albo ujmę to prowokacyjnie: „Nie rodzisz się, ale stajesz się człowiekiem”. Możesz teraz protestować. Powiesz słusznie: „Tertulian bronił życia ludzkiego od poczęcia w łonie matki”. Zgadzam się. Pomyśl jednak o ulicach pełnych tzw. ludzi, o „zaludnionych” wieżowcach, miejscach pracy, gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, może nawet o „człowieku” obok ciebie w kościele. Oni wszyscy stają się ludźmi. Dorastają do człowieczeństwa. Niełatwo być autentycznym człowiekiem!

Chciałbym cię zapewnić o pomocy. Bóg szuka w tobie człowieka. Bardziej niż Diogenes. Bóg rozgląda się za pierwiastkami człowieczeństwa. Cieszy się każdym odkryciem. Oczyszcza fałsz. Doprowadza do pełni. Przecież dlatego stał się człowiekiem. Wybrał ludzką postać dla swej nieskończoności. Czujesz, co to znaczy? Jeśli więc chcesz być człowiekiem – patrz na Jezusa. Jeśli ci ciężko – patrz na Jezusa! Jeśli denerwuje cię nieludzkie postępowanie innych – patrz na Jezusa! On jest Człowiekiem przez duże C. Jest Bogiem i wie już, jak to jest stawać się człowiekiem. Jego Człowieczeństwo jest wzorem. Bądź taki jak Jezus. Bądź taka jak Jezus. To wystarczy. Dość już masz idoli z okładek. To modele, zdjęcia, pozy życia. Bądź jak Jezus – prawdziwym człowiekiem. To wystarczy.

W drugim czytaniu słyszeliśmy niesamowite słowa. Bóg szuka człowieka. To dlatego obdarza nas błogosławieństwem duchowym. Wybrał nas przed stworzeniem świata. Chciał nas na ziemi z miłości. Dał nam wspólnotę ludzi wierzących – Kościół (a nie samotne wyspy osiedli i ulic). On wylał z siebie mnóstwo łaski, posłał Ducha Mądrości, otworzył nam oczy serca, oświetlił nas i otoczył nadzieją powołania.

ks. Sebastian Nieznaj – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

11

 

Nauczyć się przyjmować Chrystusa

Kilka dni minęło od świąt Bożego Narodzenia. Większość z nas po łamaniu się opłatkiem i spożyciu wigilijnych potraw wybrała się na pasterkę. Pierwszy dzień świąt jak zwykle był jednym wielkim częstowaniem i jedzeniem przygotowanych potraw. Drugi, tradycyjnie, przebiegał w wielu domach podobnie: odwiedzanie rodziny, znajomych i przyjaciół. Polacy uwielbiają święta Bożego Narodzenia, bowiem – jak wielu podkreśla – te dni mają swój klimat. Czy jednak tylko na klimacie ma polegać przeżywanie wcielenia Bożego? Dzisiejsza Ewangelia dobitnie pokazuje, że ponad dwa tysiące lat temu wielu minęło się z Synem Bożym. Dla Jego rodziców było zamkniętych wiele domów, a po trzydziestu trzech latach historia się powtórzyła. Ewangelista Jan pisze o tej powtórce następująco: „Świat Go nie poznał. Przyszło [Słowo] do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1).

Czy w naszych czasach ta historia może się powtórzyć? Czy współczesny człowiek może Jezusa nie przyjąć nawet wtedy, gdy świętuje? Niestety, odpowiedź jest twierdząca. Dlatego też w drugą niedzielę po Bożym Narodzeniu trzeba uczynić rachunek sumienia dotyczący świętowania, które było naszym udziałem przed kilkoma dniami.

Najpierw trzeba zapytać siebie o religijny wymiar przeżywanego Bożego Narodzenia. Wielu z nas w czasie świąt przyjęło Komunię Świętą, ale niestety duża część uznających się za wierzących nie widziała takiej potrzeby. Czyż nie powtarza się więc historia z Betlejem czy Jerozolimy? Święta bez pojednania, bez otwarcia swego serca na łaskę Bożą...

Parę lat temu do pewnego księdza podeszła przed świętami kobieta, której życie tak się poukładało, że od kilku lat żyła na kontrakcie cywilnym. Dla niej największym problemem była niemożność przystępowania do sakramentów. Mówiła: „Święta bez Komunii Świętej to żadne święta. Tak bardzo bym chciała pojednać się z Bogiem. Może kiedyś będzie to możliwe”. Usłyszała wtedy piękną poradę: „Wprawdzie to nie to samo, ale proszę próbować połączyć się duchowo z Jezusem i rozważyć Ewangelię o narodzeniu Dzieciątka”.

Jakże wielu wierzących niemających przeszkód odnowiło spotkania z Chrystusem. Jakie mogły być powody? Jednym wygoda nie pozwoliła stanąć u kratek konfesjonału. Inni usprawiedliwiali się brakiem czasu. Znaleźli się i tacy, którzy swoją absencję tłumaczą antyklerykalizmem. Wszyscy, którzy mogli, a nie przystąpili do Komunii Świętej w czasie świąt Bożego Narodzenia, nie zrozumieli religijnego wymiaru tego czasu. Poprzestali jedynie na klimacie, wystarczył im familijny wymiar tych świąt.

Czy jednak w tym drugim wymiarze, rodzinnym, nie można się minąć z Jezusem? Oto jeden z drastycznych przykładów, który pokazuje zupełnie inne oblicze świętowania. W jednym z domów miała się odbyć uroczysta wigilia. Syn, który studiuje i pracuje w środkowej Polsce, cieszył się na powrót do rodzinnych stron, do Małopolski. Kiedy 24 grudnia wszedł do domu, czar miłych rodzinnych świąt prysnął. Okazało się, że ojciec przyszedł w tym dniu pijany i do tego w nastroju awanturniczym. Nie trzeba dodawać, jaki nastrój panował przez całe święta.

To jednak ekstremalny przykład, który na szczęście rzadko się powtarza. Można jednak podać przykłady wielu sytuacji rodzinnych, które są podobne do ewangelicznego „nieprzyjęcia Jezusa”. Święta Bożego Narodzenia niosą nade wszystko pokój i nadzieję. Jeśli w kontaktach pomiędzy domownikami nic się od 24 grudnia nie zmieniło, to znaczy, że serca są nadal zamknięte. Nie chodzi przecież o to, aby udawać w czasie wigilijnych życzeń. Nie chodzi o to, aby na czas świąt (i tylko świąt) zawiesić broń i zawrzeć pakt o nieagresji. Święta mają głębszy wymiar. Powinny dawać wszystkim perspektywę lepszego jutra. Ta ciepła, serdeczna atmosfera wigilijna powinna zostać przeniesiona w codzienność. Życzliwość, dobre słowo czy czułość nie mogą być towarem reglamentowanym, od święta. Każdy z nas powinien wracać do 24 grudnia, aby sobie przypominać i udowadniać, że potrafi być człowiekiem bezkonfliktowym, ciepłym, przyjaznym. I dopiero wtedy można powiedzieć, że święta Bożego Narodzenia były prawdziwie przeżyte w wymiarze rodzinnym. Gdy do tego doda się jeszcze przebaczenie, jakim trzeba obdarzyć każdego, który skrzywdził, to czas świętowania staje się przestrzenią uzdrawiania życia, relacji z drugim, zażyłości z Bogiem.

Święty Jan zapisał w Ewangelii: „wszystkim tym jednak, którzy Je [Słowo] przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1). Jeśli otwarliśmy serce dla Pana, jeśli przeżyliśmy święta Bożego Narodzenia zarówno w wymiarze religijnym, jak i rodzinnym, to możemy być pewni, że jesteśmy obdarzeni szczególną łaską wybrania. Świętowanie stanie się codziennością, a przyjmowanie Chrystusa – wewnętrzną potrzebą. A w chwilach trudnych pamiętajmy o pięknej modlitwie, którą ułożył Karl Barth:

Panie, Boże nieba i ziemi,

W ten Nowy Rok chcemy słuchać tego,

Co Ty nie nużysz się nam mówić.

Chcemy Cię chwalić, na ile nas stać,

I prosimy Cię, żebyś dał nam to,

Co tylko Ty sam możesz nam dać.

Potrzebujemy, Panie, Twego przebaczenia

Tego wszystkiego, cośmy źle zrobili.

W ciągu całego minionego roku.

Potrzebujemy nowego światła,

Bośmy wśród grubej ciemności i mgły...

Potrzebujemy nowej odwagi i sił nowych,

Byśmy dotarli do celu,

Który Ty nam wyznaczyłeś.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

12

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

           

           

           

           

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.