WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

32/882      -       31 lipca 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

11

 

 

Niedziela, 31 lipca 2022 r. C.

 

XVIII niedziela zwykła C

 

 

12

 

EWANGELIA

Marność dóbr doczesnych

Łk 12, 13-21

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem».

Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?»

Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia».

I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?”

Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga».

 

7

 

XVIII niedziela zwykła roku C

Dzisiejszy świat pędzi niczym samochód po autostradzie. Nie ma czasu, żeby się zatrzymać i zastanowić dokąd to właściwie, jaki jest cel tego pędu. Czytania tej niedzieli przypominają nam, że kresem każdego, nieraz trudnego życia, jest śmierć. Człowiek który o tym pamięta inaczej patrzy na doczesność.

W czasie, gdy wielu ludzi korzysta z urlopów czy wakacji dla nabrania dalszych sił fizycznych do pracy, Kościół przypomina im to, co istotne. Odrywa więc ich myśl od jednostronnego pochłonięcia przez rozrywki, które nie mogą być celem same w sobie, lecz sposobią do wydajniejszej pracy. Ale jej wartość Kościół również każe im realnie oceniać. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo zbytniego pochłonięcia także przez pracę. Praca wypełnia ludziom znaczną część czasu danego im przez Boga po to, by go mądrze wyzyskali. Tymczasem jakże często czynią to niemądrze, dlatego że błędnie go wartościują. Doczesność, a w niej praca, jest dwuwartościowa. Marnością okaże się w końcu dla tych wszystkich, którzy poza nią niczego więcej nie widzieli, jak stwierdzają dziś na różny sposób: Mędrzec Pański (I czytanie) i Jezus w przypowieści ewangelijnej. Dopiero ostatnia w niej sentencja otwiera zasadę mądrej oceny: chcesz być bogaty przed Bogiem, kieruj mądrze swoim życiem ku celowi poza doczesnością. Jest to Chrystus zasiadający po prawicy Bożej (II czytanie).

Że pieniądze niekoniecznie dają szczęście teoretycznie wiedzą wszyscy. W praktyce różnie to bywa. Często jednak ulegamy ich łudzącemu czarowi. A najgorsze w tym, że nam się wydaje. Wydaje, że tacy jesteśmy mądrzy, tak sobie wszystko dobrze poukładaliśmy. Wydaje, że jesteśmy tacy dalekowzroczni. A tak naprawdę bywamy ślepi.

Bogactwo zabezpiecza na przyszłość? No, może trochę. Ale przed większością niebezpieczeństw nas nie uchroni. Jedz, pij używaj, bo masz pełne spichlerze i o nic nie musisz się martwić? Krótkowzroczność. Historia pokazuje, że wiele takich zabezpieczeń w parę chwil legło w gruzach, gdy przyszło zagrożenie, przed którym bogactwo uchronić nie mogło...

 

6

 

W dzisiejszym numerze:
- Dystans do bogactwa
- Mądrze korzystać z dóbr
- Praca – włączenie się w stwórcze dzieło Boga
- Przestroga przed chciwością
- Towarzyszyć, nie kierować
- czyli Ignacy Loyola w praktyce życia
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

13

 

Dystans do bogactwa

Angielski dziennikarz przeprowadził kiedyś interesujący test. Kupił bochenek chleba i na najbardziej ruchliwych ulicach różnych miast proponował przechodniom w zamian za ten chleb godzinę pracy. Wyniki były szokujące. W Hamburgu został wyśmiany. W Nowym Jorku zwinęła go policja. W Nigerii wiele osób zgodziło się pracować za taką zapłatę trzy godziny. W New Delhi zgłosiły się zaraz setki osób, które za ten jeden bochenek gotowe były pracować cały dzień. Wnioski nasuwają się natychmiast: jakże dużo zależy od ilości posiadanych dóbr oraz przywiązania do nich.

W naszym kraju społeczeństwo coraz bardziej się polaryzuje. Z jednej strony jest wiele rodzin, które żyją na dobrym lub przeciętnym poziomie, ale z drugiej strony pojawia się coraz więcej ludzi biednych, żyjących na granicy minimum socjalnego. Okazuje się, że ci ostatni mają większy dystans do bogactwa, a w wielu wypadkach łatwiej im się podzielić z innymi tym, co posiadają. Jaka więc powinna być prawidłowa postawa wobec dóbr doczesnych? Co uczynić, aby bardziej być niż mieć?

Słuchaliśmy dzisiaj słów Koheleta: „Marność nad marnościami, wszystko marność”. Autor natchniony dobitnie pokazuje, jakie powinno być podejście człowieka wierzącego do bogactwa. Wszelkie dobra mają charakter tymczasowy, przemijający. Nie one liczą się przed Bogiem. Trudno jednak wyobrazić sobie życie bez dóbr, pieniędzy, domu itp. Dlatego też Chrystus w sposób jasny formułuje zasady posiadania.

W pierwszej kolejności mówi: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”. W tym miejscu można zapytać, na czym polega chciwość. Wśród wielu definicji można przytoczyć następującą: „Jest to brak umiejętności dzielenia się z innymi swoimi dobrami z jednoczesnym ogromnym przywiązaniem się do nich”. Już Molier w swoim dziele Skąpiec pokazał, że jest to postawa tragikomiczna. Człowiek, który ciągle myśli o swoich dobrach, nie potrafi dostrzec potrzeb bliźniego. Koncentruje się wtedy na sobie, a przez to jest szalenie nieszczęśliwy! Nie można sobie wyobrazić skąpca, który podchodzi z miłością i szczodrobliwością do osoby proszącej o pomoc. Jednocześnie chciwość musi oddalać od Boga, bowiem jedną z oznak życia Bożego w nas jest praktykowanie miłości obdarzającej. Agape nie da się pogodzić ze sknerstwem i ciągłym obliczaniem. Można więc powiedzieć, że chciwość likwiduje w nas łaskę uświęcającą, a przez to możliwość bycia bliżej Boga będącego źródłem miłości.

Warto przytoczyć tutaj pewną bajkę, która rewelacyjnie ilustruje tę prawdę... Pewien bogaty człowiek nagle zmarł i obudził się, ku wielkiemu zadowoleniu, w raju. Przed jego oczami pojawił się suto zastawiony stół. Bogacz zainteresował się warunkami uczestnictwa w tej niebiańskiej uczcie. „To wszystko kosztuje niewiele: jednego dolara” – odpowiedział jeden z usługujących aniołów. Ucieszył się bogacz, słysząc to, bo przecież na ziemi posiadał nieprzebrane dobra. Kiedy jednak chciał wręczyć należność, powiedziano mu z politowaniem: „Niewiele się nauczyłeś na ziemi. U nas ważne są tylko pieniądze, które podarowałeś”. Wtedy człowiek ten posmutniał, gdyż w jednej chwili stał się biedakiem. Uświadomił sobie, że nigdy nic nikomu nie ofiarował.

W ten sposób dochodzimy do drugiej zasady posiadania, którą uświadomił swoim uczniom Chrystus. W przypowieści o bogaczu Mistrz z Nazaretu wzywa wierzących do zmiany postępowania. Tylko ten, kto nie gromadzi, może likwidować w sobie postawę chciwości. Nie chodzi tutaj o oszczędzanie, ale raczej o nienasycenie. Jezus wzywa, abyśmy byli bogaci przed Bogiem. Co to oznacza w praktyce? Chodzi o gromadzenie „kapitału duchowego”. Można go przedstawić w formie kilku przykazań.

1. Szukać okazji do dzielenia się swoim majątkiem, czasem, a przede wszystkim sobą.

2. Praktykować miłość w duchu agape, co oznacza służbę każdemu napotkanemu człowiekowi.

3. Dawać świadectwo troski o dobra innych, zabiegając dla nich o godziwe warunki bytowania.

4. Nie zazdrościć innym ich dóbr, pamiętając, że przed Bogiem liczą się nie bogactwa zebrane, ale rozdane.

5. Pamiętać o tym, że chciwość jest grzechem głównym, który pozbawia człowieka łaski, a jednocześnie wiąże się z ogromnym zniewoleniem.

Kiedy w czasach gospodarki rynkowej i coraz większego niepokoju o nasze jutro ogarnia nas silna pokusa gromadzenia, przypominajmy sobie słowa dzisiejszej liturgii. Święty Paweł wzywa przecież: „Szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadając po prawicy Boga”. Jesteśmy zobowiązani do walki z pokusą chciwości, inaczej bowiem spotka nas to, o czym pisał Jan Kochanowski: „Nigdy w swojej mierze chciwość władze nie ostoi; zawżdy, jako powódź, pomyka swoich granic nieznacznie, aż po tym wszytki pola zaleje”.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

Mądrze korzystać z dóbr

Pragnę zwrócić uwagę na trzy wymiary ewangelicznego podejścia do dóbr tego świata, o których mówi dzisiejsze słowo Boże. Na pierwszy wymiar zwraca uwagę Kohelet, który odkrywa prawdę, że dość często bywa w życiu tak, że ktoś wielkim wysiłkiem, solidną i uczciwą pracą gromadzi pewne dobra, a później jest świadom, że owoce jego trudu dostają się w nieodpowiedzialne ręce i zostają zmarnowane. Zaznacza, że jest to marność, jakby chciał nas przygotować, że nie da się tego uniknąć. Takie jest życie, część jego tajemnicy. Możemy to obserwować w wymiarze rodzinnym. Czasami wielki wkład materialny małżonka przepija współmałżonek. Czasami rodzice są świadkami dramatu, patrząc, jak dzieci niszczą wiele lat trudu ich życia. Bywa, że ktoś prowadzi wspaniałe dzieło, a jego następca marnotrawi wszystko. Takie jest życie. Ale z tego nie wynika, że nie należy uczciwie pracować. Otóż księgi mądrości przypominają, że każda uczciwa praca wydaje owoce w człowieku, w jego sercu. Rzeźbi w nim pewne rysy, które będą trwać wiecznie. U Boga solidność pracy nigdy nie zginie. Stąd nie należy rozrywać szat, jeśli się zdarzy, że owocami naszej pracy podzielą się marnotrawni ludzie, bo nasz wkład jest dostrzeżony przez Boga i będzie trwał wiecznie. Będzie nagrodzony w niebie, a na ziemi jest nagradzany przez pokój sumienia.

Drugi wymiar. Pan Jezus przestrzega, by nie wkładać palców między drzwi konfliktów rodzinnych i majątkowych. Nie wolno. Do Chrystusa podchodzi człowiek i prosi: „Powiedz mojemu bratu, żeby podzielił się ze mną spadkiem”. I odpowiedź Jezusa, która nie ma podobnej w Ewangelii: „Człowieku, a któż mnie ustanowił sędzią?”. Niech ludzie sami dochodzą sprawiedliwości, nie wolno się mieszać, bo sami zostaniemy zranieni i wejdziemy w długoletnie konflikty. Oto ostrzeżenie Chrystusa.

I wreszcie trzeci wymiar tej doczesnej rzeczywistości. Bogacz mówi: „Zbuduję spichlerze, zgromadzę wielkie dobra”, a zapomina o spichlerzu swojego serca i jego bogactwie. Jeśli ktoś widzi jeden wymiar życia, a często są to tylko pieniądze, to nie widzi wielkich spraw i należy do najbardziej nieszczęśliwych ludzi. Bo w pewnym momencie dobra, które gromadzi, musi zostawić. W każdej sytuacji, nawet najtrudniejszej, przenosimy przez życie dobro zgromadzone w sercu. A jest to dobro otwarte dla drugich. Bo jeżeli człowiek potrafi pomagać innym, to dysponując nawet miliardami dolarów, będzie ich używał odpowiednio, zgodnie z bogactwem swego serca.

Ewangelia nie polega na tym, by nic na tej ziemi nie mieć. Ewangelia polega na tym, by troszczyć się o bogactwo serca, które potrafi zawsze wykorzystać posiadane dobra doczesne. To jest trzeci wymiar ewangelicznego podejścia do dóbr tego świata. Żyjemy w świecie bardzo zmaterializowanym, dlatego przypominanie tej prawdy jest istotne.

Uczestnicząc w Eucharystii, prośmy Pana Boga, abyśmy zawsze, tak jak On radzi, umieli podchodzić zarówno do sytuacji, w których wiele posiadamy, jak i do tych, w których mamy niewiele. Abyśmy pamiętali, że zawsze jest potrzebny pokój, wolność, zaufanie Bogu i większa troska o bogactwo serca niż bogactwo kieszeni.

ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

Praca – włączenie się w stwórcze dzieło Boga, doskonalenie siebie i wyraz miłości do bliźnich

W słynnym musicalu „Skrzypek na dachu” (jego premiera odbyła się 22 września 1964 r. na Broadwayu w Nowym Yorku), którego fabuła jest luźno oparta na powieści „Dzieje Tewji Mleczarza” autorstwa żydowskiego pisarza pochodzącego z Ukrainy Szolema Alejchema, pojawia się hitowa piosenka pod tytułem „Gdybym był bogaczem”. Wykonuje ją główny bohater musicalu Tewje. Tewje, śpiewając, zastanawia się nad tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby Bóg obdarzył go „małym mająteczkiem”. Marzy m.in., że zbudowałby najwyższy dom na świecie, miałby bez liku drobiu na podwórku, miałby czas na wszystko, a jego żonka Gołda byłaby bogatą panią. Ponieważ melodia piosenki Tewji łatwo wpada w ucho, również jej słuchacze, wzorem Tewji i słuchając jego marzeń, sami zaczynają snuć sobie wizje, jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby byli bogaczami...

Ale uwaga!!! W piosence Tewji – choć przyznam, że lubię ją sobie czasem sam też zanucić, bo nieprzypadkowo jest to utwór hitowy, gdyż jej melodia i słowa mogą człowiekowi poprawić nastrój – padają słowa, które z punktu widzenia ewangelicznego sposobu życia są w ogóle nie do przyjęcia. Otóż, w refrenie Tewje parokrotnie wykrzykuje, że gdyby był bogaty, to pracy by się brzydził!

Popatrzmy teraz na dzisiejszy fragment Ewangelii. Słyszymy w nim przypowieść o bogaczu, któremu nad wyraz obficie obrodziło pole. Z samej fabuły przypowieści nie wiemy z całą pewnością, na ile był to skutek wysiłków samego bogacza, na ile przyczynili się do tego – być może – zatrudniani przez niego robotnicy, a na ile był to swego rodzaju dar od losu. Nie musimy tego jednak rozstrzygać, gdyż Jezus uwagę słuchaczy kieruje na to, w jaki sposób bogacz zachował się w obliczu uzyskanej obfitości dóbr.

W komentarzach najczęściej zwraca się tu uwagę na to, że winą czy też brakiem roztropności bogacza było to, iż położył całą swą nadzieję w dobrach, które zebrał. W jego mniemaniu to one bowiem miały na długie lata zapewnić mu dostanie i spokojne życie. Bogacz zapomniał przy tym, że jego życie jest w rękach Boga i to On zadecyduje, kiedy odejdzie z tego świata. Ale też zauważmy, że kiedy tylko bogacz w obliczu nagromadzonego bogactwa powiedział do siebie, iż odtąd może już tylko odpoczywać, jeść, pić i używać, Bóg – jakby w ripoście – natychmiast powiedział do niego, że jeszcze tej nocy wyzionie ducha. O czym mówi nam ta bezpośrednia bliskość obydwu momentów?

Aby to uchwycić przywołajmy encyklikę „Laborem exercens” (1981), poświęconą ludzkiej pracy, św. Jana Pawła II. Papież w dokumencie tym pisze, że podstawowymi zadaniami człowieka są kolejno:

1. włączenie się poprzez pracę w stwórcze dzieło samego Boga;

2. poprzez pracę doskonalenie samego siebie;

3. poprzez pracę troska o dobro bliźnich i ich właściwy rozwój. Jan Paweł II trzeźwo też zauważa, że owszem często praca jawi się człowiekowi jako przekleństwo, gdyż wiąże się z trudem czy wysiłkiem sięgającym granic jego możliwości. Ale też pracę (rozumianą niezwykle szeroko, tzn. pracą jest np. pielenie ogródka, wytwarzanie jakichś narzędzi, wypełnianie dokumentów, sprzątanie mieszkania, opieka na dziećmi, a także modlitwa), trzeba – co św. Jan Paweł II wyraźnie podkreśla – traktować jako błogosławieństwo, gdyż dzięki niej człowiek kształtuje się jako ludzka osoba.

Wracając teraz do dzisiejszej Ewangelii widzimy, że być może bogacz nie zamierzał się w

przyszłości brzydzić pracy, jak to sobie wymarzał wspomniany na początku Tewje. Tego nie wiemy i być może skrzywdzilibyśmy bogacza, gdybyśmy mu podobną postawę przypisywali. Niemniej jednak w świetle słów bogacza można powiedzieć, że odkąd zebrał obfite plony, pracować na pewno już w przyszłości nie zamierzał. I właśnie, gdy tylko powziął tę myśl, Bóg od razu zakomunikował bogaczowi, że jego ziemskie życie dobiega właśnie kresu. Mówiąc inaczej, dalsze chodzenie bogacza po tym świecie, gdy bogacz nie

zamierza w przyszłości w ogóle już pracować, nie ma najmniejszego sensu. I właśnie dlatego Bóg powziął decyzję o jego odwołaniu do wieczności

„deon”

Przestroga przed chciwością

„W domu mądrego bogactwa pozostają na służbie, u głupca zaś zajmują miejsce na tronie”. Seneka

1. Grzechy główne to siedem schorzeń duchowego układu odpornościowego. Jeśli ktoś na któreś z nich zapada, to naraża się na wiele innych dolegliwości. Tę myśl można znaleźć na łamach dominikańskiego miesięcznika „W Drodze” z marca 2010 roku poświęconego właśnie rozważaniom o grzechach głównych i sposobom ich pokonywania. Jednym z grzechów głównych jest chciwość.

2. Przypowieść, którą dziś odczytujemy i rozważamy w liturgii, jest przestrogą Pana Jezusa przed chciwością. Ewangelista Łukasz opowiada o tym, że pewnego razu dwóch braci zwróciło się do Chrystusa, aby rozsądził pomiędzy nimi spór o spadek. „Nauczycielu – zwraca się ktoś z tłumu do Jezusa – powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”. Chrystus jednak nie zgodził się na rolę sędziego. Nie znamy dokładnie powodu tej odmowy. Być może obydwaj słuchali nauczania Pana Jezusa, a mimo tego chciwość wzięła górę w ich sercach, zarówno tego, który przejął majątek, jak i pokrzywdzonego brata. Ta próba wciągnięcia Jezusa w spór uświadamia nam, że chciwość może tak zaślepić, iż próbuje się manipulować Bogiem. Można wtedy nawet zanosić do Boga modły, by postawić na swoim, by osiągnąć zamierzony cel.

3. W odpowiedzi na prośbę o rozsądzenie sporu Jezus daje wymowną przestrogę: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”. Aby lepiej przemówić do umysłów słuchaczy, opowiada im przypowieść o bogaczu, który zauroczony posiadaną majętnością zapomniał o Bogu, o przemijalności. Wydawało mu się, że to on jest teraz panem wszechświata. Chciwość, jak uczy Kościół, jest nieuporządkowaną chęcią posiadania bogactw. Jeśli nie jest leczona, staje się źródłem innych grzechów: pazerności, przemocy w zdobywaniu dóbr, zaniedbania obowiązków życia małżeńskiego i rodzinnego, podziałów w rodzinie, niechęci czy wręcz nienawiści do ludzi, którzy mogą się upominać o należną zapłatę czy część majątku. Nie brak przecież sytuacji, że zawłaszczenie majątku innych i rodzące się z tego powodu kłótnie doprowadziły do tragedii, łącznie z różnymi formami szantażu i zabójstwami.

4. Doskonałą ilustracją ewangelicznej przypowieści o niemądrym bogaczu jest obraz Rembrandta van Rijna zatytułowany Bankier. W ciszy ciemnej komnaty siedzi starzec i w wielkim skupieniu – żeby nie powiedzieć z nabożeństwem – przygląda się monecie, którą obraca w dłoniach. Jego strój świadczy o zasobności jego sakiewki. Lekko rozchylone usta starca zdradzają zachwyt, w jaki popadł, obcując z bogactwem. Nie wiemy, czy jego oczy błyszczą w blasku świecy, czy w blasku bijącym od złotej monety. Z tych oczu wyziera zachłanność i żądza posiadania. Na stole leżą inne monety oraz mnóstwo papierów – być może rachunków i dokumentów z transakcji. Za plecami bankiera można dostrzec poukładane w szafie worki z pieniędzmi. Po lewej stronie obrazu artysta umieścił zegar, który przypomina o upływającym życiu i zbliżającym się momencie zdania przed Bogiem rachunku ze swego życia i z tego, co człowiek uczynił ze swoim bogactwem.

5. Kościół wzywa nas, byśmy byli świadkami miłości. Jedną z istotnych form tej miłości jest nasze zmaganie się z chciwością, pogonią za kupowaniem ciągle nowych, czasami zupełnie niepotrzebnych rzeczy, np. ubrań. Jesteśmy wciąż prowokowani, by uganiać się za takim zajęciem, które pomoże nam pomnożyć posiadany majątek i stan naszego konta. Owocem takiego stanu jest przemęczenie, frustracja i podejrzliwość wobec potencjalnych konkurentów.

Czas wakacyjny może sprzyjać temu, by się zatrzymać i zwolnić bieg naszych zajęć, przemyśleć nasze zaangażowanie zawodowe. Warto to zrobić po to, by znaleźć czas dla Boga, dla rodziny i przyjaciół. Po to, by usłyszeć napomnienie Jezusa jako skierowane bezpośrednio do nas: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”.

ks. Bogdan Giemza SDS – „Ekspres Homiletyczny”

Towarzyszyć, nie kierować

- czyli Ignacy Loyola w praktyce życia

W dzisiejszą niedzielę wspominamy w liturgii Kościoła wyjątkowego świętego - Ignacego Loyolę. Nie będę przybliżać jego życiorysu – inni pewnie zrobią to lepiej w najbliższych dniach. Zapraszam jednak do pewnej wędrówki szlakiem ignacjańskim, choć też w jakimś stopniu moim własnym.

Pamiętam, jak ogromne zaskoczenie przeżyłam, gdy trafiłam kilkanaście lat temu do jezuickiego duszpasterstwa akademickiego. Z jednej strony dotknęły mnie bardzo otwarte relacje między ludźmi, z drugiej duchowość, której wcześniej nie znałam i która bardzo mnie zafascynowała.

To, co przyciąga ludzi do wspólnot w Kościele, to relacje z ludźmi o podobnych wartościach. Również konkretna formacja, która wychodzi na czołówkę i prowadzenie, ale czynnik ludzki nadal ma ogromne znaczenie. To, co od 16 lat trzyma mnie blisko jezuitów, to ich otwartość na drugiego człowieka. Z czasem zobaczyłam jak ci zakonnicy, których poznałam, żyją głęboko duchowością Ignacego – są po to, by towarzyszyć. I robią to w każdych możliwych okolicznościach i na różne sposoby.

Towarzyszyć, nie kierować… To taka przestrzeń, która te kilkanaście lat temu była dla mnie pewnym odkryciem, ogromną nowością. Wychowana w parafii, gdzie wszyscy bali się proboszcza, żyjąca 20 lat na kanwie religijności ciosanej lękiem, wymuszaniem siłą zmian na sobie, bo tak trzeba. Żyjąca w Kościele do szpiku kości przesiąkniętego klerykalizmem, straszeniem Bogiem i piekłem. Nie było duchowości, były zasady. I kary za ich nieprzestrzeganie.

Kiedy trafiłam w miejsce, gdzie ktoś zaczął mówić, że Bóg mnie kocha, że chce ze mną relacji, że moje uczucia są przekaźnikiem Jego łaski – zdębiałam. Nie rozumiałam i na początku nie potrafiłam tego przyjąć. Byłam jak Ignacy, który oberwał kulą, leży i nie wie, co ze sobą zrobić, bo to co święte jakoś pociesza i przyciąga, ale to co ludzkie nadal tkwi głęboko i wychodzi w najmniej spodziewanej chwili.

Pierwsze styki zaczęły łączyć się we mnie mocniej po pierwszych rekolekcjach ignacjańskich w milczeniu. Później były kolejne i kolejne. Jedna wspólnota dla studentów, z której przeszliśmy z mężem do wspólnoty małżeństw, która opiera się na duchowości ignacjańskiej.

Co zawdzięczam dziś Ignacemu?

To, że swoim towarzyszom mówił, że wiele jest dróg do Boga. Dzięki temu nikt nie wtłacza mnie dziś w swoje ciasne ramki, ale pozwala iść we własnym tempie, swoją ścieżką, choć pilnując, by ta moja ścieżynka nie wyszła poza granice Kościoła katolickiego i jego dobra.

Zawdzięczam mu wiele dni w ciszy, gdy mogłam słuchać Boga i własnego serca, pijąc kawę na tarasie Ignacjańskiego Centrum Formacji Duchowej w Gdyni. Ta cisza jest czymś, za czym tęsknię i czego szukam w swojej zabieganej codzienności. Jest tym, co realnie i namacalnie zmienia moje spojrzenie na świat.

Zawdzięczam mu reguły rozeznawania, które poznaję na nowo za każdym razem, gdy pojawiają się nowe życiowe okoliczności. Są jak drogowskaz na ciemnej, krętej drodze. W mojej emocjonalności - a czuję bardzo dużo, mocno, często - są jak kompas. Pomagają ułożyć to, co wcześniej spychałam byleby mi to nie przeszkadzało w życiu, byleby nie wyjść poza jakąś ciasną ramkę. Już nie potrzebuję ramek, bo wiem gdzie jestem, kim jestem, w którą stronę mogę iść, by być tam, gdzie zaprasza mnie Bóg.

Kilkanaście lat temu wyruszyłam w drogę, która okazała się dla mnie niesamowitą przygodą. To dzięki niemu – Ignacemu z Loyoli i dzięki tej kuli, która roztrzaskała mu nogi. Choć przede wszystkim – dzięki Bogu, który szuka i znajduje. Mnie znalazł na tej właśnie ścieżce i co jakiś czas odchyla kolejne gałązki, pokazując jak żyć magis - więcej, bardziej i mocniej. Na Jego większą chwałę!

Autor: Magdalena Urbańska

Święci i błogosławieni w tygodniu

1 sierpnia - św. Alfons Maria Liguori, biskup i doktor Kościoła
1 sierpnia - św. Etelwold, biskup
1 sierpnia - bł. Aleksy Sobaszek, prezbiter i męczennik
1 sierpnia - Eleazar, uczony w Piśmie
2 sierpnia - św. Euzebiusz z Vercelli, biskup
2 sierpnia - św. Piotr Julian Eymard, prezbiter
2 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna, Królowa Aniołów - odpust Porcjunkuli
2 sierpnia - bł. Joanna z Azy, matka św. Dominika
2 sierpnia - bł. August Czartoryski, prezbiter
2 sierpnia - św. Piotr Faber (Favre), prezbiter
2 sierpnia - bł. Justyn Maria Russolillo od Trójcy Przenajświętszej, prezbiter
2 sierpnia - św. Stefan I, papież
3 sierpnia - św. Lidia
3 sierpnia - bł. Augustyn Kazotić, biskup
4 sierpnia - św. Jan Maria Vianney, prezbiter
4 sierpnia - św. Rajner, biskup
4 sierpnia - bł. Henryk Krzysztofik, prezbiter i męczennik
5 sierpnia - św. Oswald, król i męczennik
5 sierpnia - Najświętsza Maryja Panna Śnieżna
5 sierpnia - bł. Fryderyk Janssoone, prezbiter
6 sierpnia - Przemienienie Pańskie
6 sierpnia - bł. Oktawian, biskup
6 sierpnia - św. Hormizdas, papież
6 sierpnia - bł. Bronisław Kostkowski, męczennik
7 sierpnia - św. Sykstus II, papież i męczennik
7 sierpnia - św. Kajetan, prezbiter
7 sierpnia - bł. Edmund Bojanowski
7 sierpnia - błogosławieni Agatanioł i Kasjan, prezbiterzy i męczennicy
7 sierpnia - św. Albert z Trapani, prezbiter
7 sierpnia - bł. Tadeusz Dulny, męczennik

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna: (oprócz sobót, I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.