WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

31/881       -       24 lipca 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

1

 

 

Niedziela, 24 lipca 2022 r. C.

 

XVII niedziela zwykła C

 

 

3

 

EWANGELIA - Łk 11,1–13

Chrystus uczy modlitwy

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów”.

A On rzekł do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo. Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień, i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczymy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie”.

Dalej mówił do nich: „Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: »Przyjacielu, użycz mi trzech chlebów, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać«. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: »Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie«. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.

I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”.

4

 

17. niedziela zwykła roku C

O Bogu, o człowieku i o nadziei.

Targować się z Bogiem? Ano można. Bóg nie ma nic przeciwko, bo jest dobry. A przy tym wie - z czego i my zdajemy sobie sprawę - że jeśli ktoś Boga prosi, to znaczy że się z Nim liczy. Czego by się trzeba bać nie targowania się z Bogiem, ale obojętności. Zarówno tej wynikającej z przekonania, że Bóg nic nie może (bo go nie ma), jak i tej, że Bóg i tak nie pomoże, bo jest na nasz los obojętny...

Ważniejsze od odpowiedzi na pytanie jak się modlić jest odkrycie kim jest Bóg, ku któremu się zwracam.

Dzisiejszych chrześcijan dość często gnębią pytania: prosić albo nie prosić? Oczywiście Boga o potrzebne łaski. Jaki to ma sens? Bóg wie czego potrzebuj; dlaczego choć wie i choć Go proszę, robi jak chce? Czytania tej niedzieli nie odpowiadają wprost na te pytania. Ale pokazują, że prosić zawsze warto.

Bóg niekoniecznie daje nam to, o co go konkretnie prosimy. Trzeba pamiętać, że On jest dobry i chce naszego dobra. A to znaczy, że przez dopuszczenie na nas tego, czego nie chcemy, może chcieć doprowadzić nas do jeszcze większego dobra. Nie rozumie tego człowiek, który patrzy z boku. Zaczyna przeczuwać ten, kto przed Bogiem staje i próbując przekonywać Go do swoich racji, jednocześnie otwiera na Niego swoje serce. Bo Bóg mówi do człowieka. Przez słowa Pisma, przez głos sumienia, nieraz tez przez "zbiegi okoliczności". Stając przed Bogiem na modlitwie uczymy się drogi, którą proponuje nam Bóg choć trudniejsza, może być lepsza od tej, którą sami sobie obmyśliliśmy...

 

5

 

W dzisiejszym numerze:
- Cechy prawdziwej modlitwy
- Powołani do modlitwy
- Nauka modlitwy?
- Obserwacje
- Telefon na stole
- Święty od olejku i cudowności? Jaka jest prawdziwa duchowość św. Szarbela
- 10 rzeczy, które warto wiedzieć o Marii Magdalenie
- Niezwykła relikwia Marii Magdaleny. Strzegą jej mnisi z Góry Athos
- Bardzo potrzebni
- Siła modlitwy
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

7

 

Cechy prawdziwej modlitwy

 

 

Czy współczesny człowiek może żyć bez modlitwy? Odpowiedź wydaje się prosta. Wielu ludzi, zarówno młodych, jak i starszych, obywa się dziś bez dialogu z Bogiem, uważając go za stratę czasu. Można by powiedzieć, że nie ma mody na zatrzymanie się, refleksję. Żyjemy w dobie społeczeństwa informacyjnego, gdzie dosłownie czas to pieniądz. Czy jednak ta diagnoza nie jest zbyt uproszczona? Wbrew pozorom żyje wielu ludzi, którzy dostrzegają walory modlitwy. Od lat śledzimy poczynania polskich wojsk za granicą. Okazuje się, iż wspólna modlitwa, Eucharystia oraz kontakt z kapelanem poprawiają samopoczucie, morale, a także dodają otuchy żołnierzom. Pamiętamy przypadek porwania Polaka (cywila) przez terrorystów w Iraku. Po jego uwolnieniu jeden z dziennikarzy zapytał odbitego zakładnika, co pomagało mu przetrwać trudne chwile. Odpowiedział krótko: „modlitwa”. Na co dzień się nie modlił, ale – jak wyznał – słowa Ojcze nasz pomagały mu w najcięższych chwilach. Tylko tę jedną modlitwę pamiętał z dzieciństwa i intuicyjnie czuł, że ona mu pomoże.

Skąd się bierze tak wielka siła modlitwy? Dlaczego w chwilach trudnych zaczynamy się modlić? Dlaczego wreszcie uczniowie Chrystusa prosili swojego Mistrza, by nauczył ich modlitwy? Każdy, kto choć raz, będąc w ciężkiej sytuacji, szukał ratunku w modlitwie, może łatwo odpowiedzieć na te pytania! Modlitwa przynosi z jednej strony ulgę, świadomość, że Bóg jest z nami, a z drugiej strony napełnia nadzieją w istnienie dobrego rozwiązania. Jest także umocnieniem wiary i świadectwem dla innych. Nasuwa się jednak jeszcze jedno pytanie: Jak powinniśmy się modlić, by doznać tych łask?

Odpowiedzi udziela dzisiejszy fragment Ewangelii, a konkretnie pouczenie, które Chrystus daje swoim uczniom. Wymienia kilka cech poprawnej modlitwy. Naukę modlitwy rozpoczyna od prostych słów: „Ojcze nasz”. To bardzo serdeczne, a jednocześnie bardzo osobiste zwrócenie się do Boga. Mistrz z Nazaretu pokazuje uczniom, jak prowadzić z Nim dialog. Trzeba używać niewyszukanych słów, pełnych emocjonalnego zaangażowania. Modlitwa nie ma być popisem zdolności oratorskich: im prostsza, tym bardziej osobista. Nie trzeba więc szukać wymyślnych zwrotów. W określeniu „Ojcze” zawarta jest cała postawa modlitewna. Z jednej strony jest ona pełna uległości, szacunku i pokory, a z drugiej – zażyłości i familiarności. Dialog z Bogiem powinien zawierać słowa, które kieruje się do osoby najbliższej. Apostołowie zrozumieli, że w związku z tym każdy może się dobrze modlić. Nie trzeba być wykształconym, aby odczuwać obecność Boga podczas rozmowy z Nim. Specjalistą od prostych modlitw był św. Tomasz Morus, który modlił się nawet o dobry humor. Wielu świętych i błogosławionych biegłych w teologii układało teksty modlitw, które swoją prostotą i przejrzystością zachwycały, jednocześnie będąc małymi traktatami ascetycznymi. Cóż więc przeszkadza, abyśmy i my z pokorą, ale i radością układali osobiste, pełne oddania modlitwy, wyrażające nasze wnętrze, problemy, jakimi żyjemy, nasze lęki i obawy.

Na tym pouczeniu Mistrz nie poprzestaje. W słowach: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” zawarte są kolejne cechy modlitwy. Chrystus wzywa wszystkich do konsekwencji w dialogu z Bogiem. Nie chodzi o jednorazowe westchnienia i akty strzeliste, ale o systematyczne spotkania z Nim. Bóg nie może być uzależniony od naszych humorów, nastrojów czy zachcianek. Bądźcie konsekwentni, a stanie się według waszego pragnienia – to jest ważne przesłanie orędzia Jezusa.

Z konsekwencją związana jest także cierpliwość, będąca następną cechą modlitwy. Nie od razu można otrzymać to, o co się prosi. Dlatego trzeba się uzbroić w cierpliwość, która jest także elementem wierności. Jezus tę cechę pokazuje jeszcze bardziej wyraziście w przykładzie o natrętnym przyjacielu, który cierpliwie naprzykrza się, aby uzyskać pożądaną rzecz. Zatem prawdziwy chrześcijanin nie zniechęca się swoistym „milczeniem” Boga. Nieraz przez lata modląca się osoba nie otrzymuje upragnionego daru. Jej wiara i wierność zostają niejako wypróbowane. Cierpliwość sprawia, że modlitwa staje się pełna uległości i zgody na wolę Bożą. Pomyślmy o tym, gdy przeżywamy kryzys niewysłuchiwanej modlitwy i kiedy podszept Szatana radzi zerwać z praktyką codziennej rozmowy ze Stwórcą.

W dzisiejszym pouczeniu Jezusa znajdujemy jeszcze jedną cechę prawdziwego dialogu z Bogiem. Mistrz z Nazaretu mówi: „Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”. Chrystus zapewnia, iż modlących się Bóg nie zostawia samych. Pomaga im przez zsyłanego Ducha Świętego. To ważna prawda, bowiem zapewnia nas wszystkich, że w chwilach trudnych na modlitwie Bóg niejako „osobiście” pomaga. Czwartą cechą modlitwy jest więc zaufanie łasce Bożej. Nie możemy wątpić w to, że każda modlitwa, nawet ta najbardziej niedoskonała, jest przyjmowana przez Pana. Chrystus zapewnia, że przy pomocy Ducha Świętego trudności w modlitwie mogą, a nawet muszą zostać pokonane.

Dzisiejsze pouczenie Chrystusa stanowi zachętę do systematycznej, pełnej prostoty i cierpliwości oraz zaufania modlitwy. Nie dajmy sobie odebrać tej łaski spotkania z Panem pod pretekstem braku czasu, ochoty czy umiejętności.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

8

 

Powołani do modlitwy

 

Chrześcijanin jest powołany do modlitwy. To powołanie wynika wprost z łaski wiary, która polega na nawiązaniu zażyłego spotkania z Bogiem na płaszczyźnie dziecko–ojciec. Niewielu ochrzczonych traktuje swoją modlitwę jako powołanie. Tak do niej podchodzą zakony kontemplacyjne. One bowiem trwają na modlitwie za Kościół i świat. To powołanie jest również częścią składową wezwania do kapłaństwa. Ale każdy ochrzczony, skoro uczestniczy w kapłaństwie Jezusa, jest powołany do modlitwy, do kontaktu ze Stwórcą w każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie.

Abraham, mąż modlitwy

Jakże wiele można się nauczyć u patriarchy Abrahama, który stojąc przed Bogiem, stara się uratować zagrożone z powodu ciężkich grzechów miasto. To jest piękna modlitwa wstawiennicza. Abraham wprawdzie ma w tym mieście swego bratanka Lota i chciałby przede wszystkim jego uratować, ale jego serce jest „większe”. Nie wspomina o Locie. Szuka w mieście sprawiedliwych, ufając, że ze względu na nich uda się ocalić także niesprawiedliwych.

Na drodze życia nieustannie spotykamy ludzi niesprawiedliwych. Widzimy uzależnionych od alkoholu, od narkotyków, od pieniędzy, od jedzenia, od uciech cielesnych. Widzimy rzesze ciężko chorych na lenistwo, na nieumiarkowanie w jedzeniu, na zazdrość, na pychę... Bliskie obcowanie z tymi nieszczęśliwymi grzesznikami często rodzi w sercu gniew na nich. Przecież to są choroby powstałe z ich własnego wyboru. Tak jest z wszystkimi chorobami ducha. One zawsze są zawinione, one są na własne żądanie.

A Abraham, który doskonale znał homoseksualizm mieszkańców Sodomy, nie powiedział Bogu: „No, wreszcie zrobisz porządek z tym siedliskiem grzechu, wreszcie oczyścisz świat z takich ludzi, wreszcie dosięga ich kara z Twojej ręki. A nam się wydawało, że nie widzisz, skoro nie reagujesz”. Nie. Abraham stoi po stronie grzeszników nie dlatego, aby bronić grzechu, ale by dać im szansę nawrócenia.

Taka też winna być nasza reakcja. Spotkanie ludzi niszczonych przez grzech albo usidlonych w jego sieciach winno wzywać nas do wytrwałej modlitwy. Znamy już, lepiej niż znał Abraham, miłosierdzie Boga, przypomniane głośno przez św. Faustynę Kowalską. Tym usilniej możemy prosić Boga o łaskę nawrócenia dla żyjących w grzechu. Miłosierdzie nie zgadza się na grzech. Miłosierdzie Boga pomaga w odkryciu jego grozy i w ratowaniu grzesznika z jego zasadzek.

Ta modlitwa wstawiennicza jest naszym powołaniem. Środowisko, w którym żyjemy, ma prawo liczyć na nasze duchowe wsparcie. Ono może być dzięki niemu uratowane.

Jezus uczy nas modlitwy wstawienniczej. Podaje jej wzór. Chce, byśmy rozmawiali z Ojcem na wszystkie tematy objęte tym programem modlitwy, który nam zostawił. Całe Ojcze nasz jest modlitwą wstawienniczą. Policzmy, ile razy występuje w tym tekście, który znamy na pamięć, zaimek „my” w różnych formach: „daj nam naszego chleba”, „odpuść nam nasze winy”, „nie wystawiaj nas na pokusę”, „zbaw nas od złego”. Nie ma tu miejsca na myślenie wyłącznie o sobie. Cała Modlitwa Pańska to sztuka myślenia o nas, o wszystkich ochrzczonych.

Wystarczy spojrzeć na człowieka zniewolonego przez zło, by odruchowo zanieść prośbę do Ojca: „odpuść nam nasze winy i zbaw nas ode złego”. W imię Jezusowego braterstwa traktujemy winy grzesznika jako nasze winy i dramat brata złowionego na wędkę przez zniewolenie jako nasze zło.

Wszyscy jesteśmy powołani do ustawienia życia według Modlitwy Pańskiej. To jest nasz program, który należy dokładnie zrealizować, bowiem w rozumieniu Jezusa modlitwa to życie z Bogiem i przed Bogiem, z minuty na minutę. Ale dodajmy: to życie nie tylko osobiste, ale życie pełne odpowiedzialności za wszystkich ludzi, zwłaszcza najbliższych, pozostających w zasięgu wzroku.

Rodzina szkołą modlitwy

W jakiej mierze nasze rodzinne domy są wypełnione spotkaniem z Bogiem? W jakiej mierze dzieci uczą się modlitwy, obserwując tatę i mamę, którzy na kolanach rozmawiają z Bogiem? W jakiej mierze dorastające rodzeństwo, a nawet w pełni dorosłe, jest wzorem modlitwy dla młodszych braci i sióstr?

Ojciec klęczący na modlitwie zostaje w pamięci na całe życie. Matka nucąca godzinki lub śpiewająca pieśń Kiedy ranne wstają zorze, gdy krząta się przy śniadaniu, zostaje wzorem na całe życie. Ta modlitwa w rodzinie posiada doniosłe znaczenie. Nie zawsze musi to być modlitwa wszystkich o ustalonej porze. Jest to pewien ideał, który realizują niektóre rodziny. Nawet gdy dorosłe dzieci przybywają na wakacje lub urlop, klękają z ojcem i matką do modlitwy, tak jak to czyniły wiele lat wcześniej. Tak dom rodzinny staje się szkołą modlitwy. Tak dziecko uczy się kontaktu z Bogiem. Tak pamięta o wszystkich domownikach, bo wie, co znaczą słowa Ojcze nasz.

Obserwujemy proces zeświecczenia naszego życia. Ma on swoje źródło w rodzinnym domu. Trzeba to dostrzec. Trzeba wspólnie w rodzinie na ten temat porozmawiać. Trzeba rozpocząć od określenia miejsca i czasu modlitwy w ciągu dnia, modlitwy każdego członka rodziny. Najważniejszy jest tu przykład starszych. On rzeźbi serca. On jest nie do zapomnienia. Nie wystarczy wzywać dzieci do modlitwy i pilnować, aby odmówiły pacierz. One muszą wiedzieć, że ich ojciec i matka bez modlitwy nie potrafią żyć. Amen.

ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

9

 

Nauka modlitwy?

Trzy obrazy, z którymi dzisiaj się spotykamy podczas Liturgii Słowa, wzajemnie się przenikają, zazębiają, są tak bardzo związane ze sobą. Obraz pierwszy: Abraham proszący o miłosierdzie dla skazanych na zagładę ludzi, szukający sprawiedliwych. Obraz drugi: jak ojciec uczy swoje dzieci, tak Jezus uczy modlitwy do Ojca – Boga. Obraz trzeci: przykład właściwej postawy każdego z nas wobec Tego, który nam przebacza, który nas kocha.

Aby coś otrzymać, trzeba poprosić. Aby kupić, trzeba zapłacić. Ale w jaki sposób coś otrzymać od Boga? Jedyną możliwość stwarza modlitwa. Bóg niczego nie sprzedaje, ale w swej nieskończonej miłości dla ludzi daje, gdy prosimy, modląc się. Wiedział o tym Abraham – widzimy go dziś proszącego w imieniu mieszkańców Sodomy, których za grzechy i winy czeka zagłada. Bóg mimo wszystko pragnie ich ocalić, a sam Abraham, zdając sobie sprawę z miłosierdzia Bożego, próbuje „utargować” jak największą liczbę uratowanych z miasta bezprawia. „O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie?”

Sam Bóg, w osobie Jezusa Chrystusa nauczył nas modlić się do Ojca. Mówi o tym dzisiejsza Ewangelia. Właśnie w niej Jezus Chrystus uczy nas, jak mamy rozmawiać z Bogiem, jak do Niego się modlić. Uczy nas najważniejszej modlitwy – Modlitwy Pańskiej. „Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje Królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie».” Tych słów uczymy się od dziecka, powtarzając je aż do śmierci. Rozmowa, jaką jest modlitwa, ma nam uświadomić, że mamy zawsze możliwość uciec się z naszymi problemami, ale i z naszymi radościami do Ojca, którym jest Bóg.

Na koniec w tej samej Ewangelii Jezus pokazuje w przypowieści, że jeśli o coś prosimy, czegoś szukamy, to zawsze możemy się zwrócić o pomoc do Ojca, który nam, swoim dzieciom, okaże miłosierdzie, doda otuchy i wskaże drogę w razie zbłądzenia. My zaś sami zdawać sobie musimy sprawę z tego, że mając możliwość rozmowy z Bogiem, nie możemy zaprzepaścić tej okazji.

Panie, naucz nas modlić się, wesprzyj nas swą łaską, byśmy potrafili zawsze znaleźć czas na modlitwę, na rozmowę z Tobą.  

  

   Piotr Blachowski – „wiara.pl”

 

 

11

 

Obserwacje

 

Od pewnych rzeczy nie ma odpoczynku, to prawda.

Ale... Msza. Taka wioskowa, w małej kaplicy z ławkami na zewnątrz. Dwaj starsi wiekiem ministranci – raczej dziadkowie niż ojcowie. Jak się potem okazało: szafarze – miejscowość wypoczynkowa, dojeżdżający ksiądz, to i potrzeba tego. Przed mszą różaniec prowadzony przez jakąś kobietę. Modlitwa do Ducha Świętego. Mocne, proste: „Dziękuję za wspólną modlitwę”. Ludzie: różni, taka zbieranina. Niektórzy ubrani odświętnie, odstrzeleni (jak to się kiedyś mówiło) tak znajomo, swojsko-niedzielnie. Wiadomo: miejscowi. Inni: z trasy albo przed trasą, przykurzeni nieco, pełni zagnieceń, jak to w drodze. Nieco rozkojarzeni czasem – jak to na wakacjach. W nawie głównej młodzi (młodziutcy właściwie) – harcerze z ZHR. Druhna poprawiająca im berety na ramionach. Na oko dwudziestokilkuletni organista. Śpiew: zaskakująco dźwięczny, równy, jakbyśmy ćwiczyli go wcześniej (zresztą, może i ćwiczyliśmy, każdy u siebie). Ksiądz mówi o potrzebie, niezbędności modlitwy. I zaprasza na odpustową zabawę (potańcówkę?) po dożynkowej mszy.

Las wokół, spokój, cisza – chciałoby się napisać. Ale nie do końca cisza: rytmiczne szu, szu zmywarki. Porzucone zabawki na podłodze: na tarasie wprawdzie, ale zawsze na podłodze, czytaj: pod nogami, nie tam, gdzie trzeba. Jęki typu: „Przecież jesteśmy na wakacjach”, gdy muszą coś zrobić, przynieść, posprzątać. Odpowiadam: „Ja też”, ale wakacyjnie, bez codziennego zniecierpliwienia. Od pewnych rzeczy nie ma odpoczynku, to prawda. Ale czujemy to gdzieś głęboko, mocno: to zwykłe życie, cisza lasu i codzienna krzątanina, przydarzają się jednocześnie. Są tak kruche, nieoczywiste, dla wielu nie do zdobycia.

Ktoś dba o to wszystko. Przystrzygł trawę, przykrył meble na tarasie, schował w szafce tabletki do zmywarki. Ktoś podlewał te kwiaty, wytyczył ścieżki, zbudował piaskownicę. Ta obecność-nieobecność ludzi jest zadziwiająca. Jesteśmy wpisani w tkankę cudzych gestów, zatroskań. Zależni i niezależni zarazem (w sensie: od czynów innych zależy, żebyś my przez kilka dni byli swobodni, niezależni). Łatwo to przeoczyć, tę prawdę z dziecięcych wierszyków: „Murarz domy muruje, Krawiec szyje ubrania” – że jesteśmy dla siebie stworzeni. Że nasz świat jest spleciony z wielu nici. Że nawet o tym nie wiedząc, znajdujemy w innych oparcie.

Słowa czterolatka, na wpółprzytomne, tuż przed zaśnięciem: „Będę za tobą tęsknić, jak będziesz w niebie”.

Boże, będę za Tobą tęsknić…?

Katarzyna Solecka – „wiara.pl”

 

 

12

 

Telefon na stole

 

Dzisiejszy świat jest światem głuchych. Czasami szybkość współczesnego świata uniemożliwia nam dobre słuchanie tego, co mówi druga osoba. Żar leje się z nieba. Serwisy pogodowe ostrzegają przed upałem. Kto może szuka miejsca choćby z pozoru chłodniejszego. Z pozoru, gdyż prawdziwy chłód dziś znajdziemy najwyżej w lodówce. Albo we wspomnieniach. Dwa takowe dziś przywołuję.

Szliśmy zimą z Turbacza do Zasadnego. Noc zastała nas na Gorcu. Mroźna, gwiaździsta. Na szczycie, po długiej ciszy, gdy trwaliśmy w zachwycie, ktoś zaczął śpiew. Radość. Bo i było z czego się cieszyć. Ta wyprawa zawsze jest jakimś sprawdzianem nie tylko kondycji fizycznej. Także psychicznej. Zmaganie z warunkami i z sobą samym. W dodatku w bajkowej niemalże scenerii. Chciało by się powiedzieć trwaj chwilo. I pewnie tak by było... Nastrój popsuł… Dźwięk telefonu. Mamo, mamo! Jest wspaniale, cudownie! I tak pięć minut szczebiotu i zapewnień, że wilków nie ma, niedźwiedzie śpią, nikt nóg nie połamał, drogi nie zgubiliśmy, GOPR nie musiał interweniować. (Choć umowa z ratownikami była. Miałem zadzwonić z domu, że dotarliśmy bezpiecznie.) Schodziliśmy ze szczytu zdegustowani. Albo wyjazd na narty. Rodzic dzwoni co pięć minut z pytaniem, czy wszystko jest w porządku. Dzieciak zdenerwował się w pewnym momencie i wrzasnął: nie róbcie mi wstydu, odezwę się wieczorem.

Odwołując się do najnowszych badań zauważa że sama obecność telefonu na stole (nawet wyłączonego) jakościowo zmienia temat rozmowy. Jeśli uważamy, że w każdej chwili ktoś może nam przerwać, zwykle prowadzimy rozmowę na tematy błahe lub kwestie, które nie budzą kontrowersji lub nie mają szczególnego znaczenia. Te rozmowy z telefonami w tle blokują wszelkie więzi. Nawet cichy telefon może nas rozdzielić. Dlatego trzeba wrócić do odkrywania uroku i siły dialogu, komunikacji między ludźmi potrafiącymi przede wszystkim słuchać, robić miejsce dla drugiego, gotowymi na przyjęcie”.

Dzisiejszy świat jest w większości światem głuchych. Czasami szybkość współczesnego świata, szał, uniemożliwia nam dobre słuchanie tego, co mówi druga osoba. A kiedy jest w połowie zdania, już jej przerywamy i chcemy odpowiedzieć, gdy jeszcze nie skończyła mówić. Nie możemy stracić zdolności słuchania. Św. Franciszek z Asyżu wsłuchał się w głos Boga, wsłuchał się w głos ubogich, wsłuchał się w głos chorych, wsłuchał się w głos natury. A wszystko to zmienia to w styl życia. Mam nadzieję, że ziarno św. Franciszka będzie wzrastało w wielu sercach”.

Mariusz Wilk, pisał o jednym ze swoich powrotów do Warszawy. Siedział w kawiarni przy Placu Zamkowym, obok trzy osoby. „Niby razem, ale każda oddzielnie, ze swoim telefonem”. Podobnymi spostrzeżeniami dzielił się niedawno znajomy po wizycie we flamandzkim muzeum. Na ścianie dzieło Rembrandta. Na ławce obok grupa młodzieży, kontemplującej ekran smartfonu.

Co oczywiście nie znaczy, że preferuję górskie wyprawy bez telefonu. Przeciwnie. Dobrze naładowany, najlepiej z polecaną przez wszystkich ratowników aplikacją Ratunek, w najbardziej nieoczekiwanym momencie ułatwi i przyspieszy pomoc. Ale niech siedzi sobie w bocznej kieszonce plecaka. Najlepiej z wyłączonym dźwiękiem. A my słuchajmy. Głosu Boga, natury, serca.

Pamiętam taką Mszę świętą na Jaworzynie Kamienickiej, pod Bulandową Kapliczką. Zamiast homilii, wskazując Dolinę Kamienicy, przytoczyłem fragment Psalmu 69: „patrzcie i cieszcie się ubodzy; niech ożyje serce szukających Pana”, i usiadłem. Na zakończenie zaproponowałem, by ten czas medytacji, zachwytu, słuchania Boga i przyrody, przedłużyć. Gdy już zbieraliśmy się, by pójść dalej, ktoś zauważył: za krótko… Urlopy. Zastanawiamy się gdzie i za ile. Być może nadszedł czas, by postawić pytanie jak…

Ks. Włodzimierz Lewandowski – „wiara.pl”

 

 

13

 

Święty od olejku i cudowności?

Jaka jest prawdziwa duchowość św. Szarbela

 

- Wracam do eremu św. Szarbela, by czerpać stąd duchowo i następnie wejść dalej w posługę, ewangelizację i głoszenie o Chrystusie - mówi prof. Aleksander Bańka i wskazuje ręką na erem św. Szarbela w Annaja w Libanie, gdzie przebywał i zmarł święty.

Św. Szarbel przebywał tu od 1869 rok, kiedy posłał go tu przełożony klasztoru św. Marona, gdzie przyszły święty przez sześć lat - do 1875 roku - żył tu jako pomocnik eremitów. Zachowywał ich styl życia, choć nie był jeszcze wówczas pełnoprawnym pustelnikiem. Zmarł w wigilię Bożego Narodzeniu 1898 roku.

- Powiedział, że w tym eremie będzie zawsze obecny i dostępny dla każdego, kto do niego przyjdzie, by z nim przebywać i prosić o jego wstawiennictwo - mówi prof. Aleksander Bańka.

Szarbel umiera tuż u progu XX wieku w 1898 roku w swojej pustelni i od tego czasu miejsce to staje się szczególne na pielgrzymkowym szlaku dla wszystkich tych, którzy potrzebują uzdrowienia, uwolnienia i przemiany życia, czy chcą wejść pełniej w relację z Bogiem, nawrócić się.

- To miejsce i znajdujący się poniżej klasztor św. Marona, gdzie znajduje się ciało św. Szarbela, odwiedza co roku ok. 4 mln ludzi. A jednak mimo wszystko jest to przestrzeń szczególnej ciszy i milczenia - zaznacza Bańka.

W klasztorze św. Annaja znajduje się 30 tys. udokumentowanych cudów za wstawiennictwem tego świętego. I choć św. Szarbel działa również dziś, jego duchowość, to coś więcej niż znaki i cuda.

- W potocznym myśleniu kojarzony bywa jako święty od olejku, cudowności, nieuporządkowanej egzaltowanej magicznej duchowości, płytkiej i poszukująca taniej sensacji. Zachęcam do uwalniana się od mitycznego myślenia o św. Szarbelu - dopowiada prof. Bańka i dodaje, że wokół życia tego świętego narosło wiele mitów.

 

 

14

 

10 rzeczy, które warto wiedzieć

o Marii Magdalenie

 

O Marii Magdalenie wspominają wszyscy czterej ewangeliści. U świętego Łukasza pojawia się już na początku działalności Jezusa, natomiast u pozostałych dopiero w momencie ukrzyżowania.

Poznajcie 10 podstawowych faktów o świętej Marii Magdalenie:

1. Maria Magdalena ma od tego roku swoje święto.

W czerwcu 2016 roku wspomnienie świętej Marii Magdaleny zostało przez papieża Franciszka podniesione do rangi święta. Wprowadzona zmiana ma podkreślać znaczenie pierwszej Apostołki Zmartwychwstania, ponieważ to ona jako pierwsza przekazała Radosną Nowinę apostołom. Ten fakt ma zachęcać do refleksji nad godnością kobiety i jej rolą w Kościele i głoszeniu Ewangelii.

2. Jest Apostołką Apostołów

W Kościele Wschodnim była otaczana wielką czcią jako Apostołka Apostołów, ponieważ to ona oznajmiła uczniom o zmartwychwstaniu Jezusa, jednak ci nie uwierzyli. Została tak nazwana przez św. Hipolita, teologa, żyjącego na początku III wieku. Dziś powszechnie jest tak określana również w Kościele Katolickim.

3. Tak powstał mit żony Jezusa

Mit ten powstał na podstawie znalezionego manuskryptu w zbiorach British Library. To niewielki fragment papirusu z tekstem zapisanym w języku koptyjskim, datowany na IV-IX wiek, który zawiera kilka urwanych zdań, w jednym z nich Jezus nazywa ją swoją żoną, a potem mówi o tym, że Maria może stać się jego uczniem.

4. Maria Magdalena - to imię coś znaczy

Pochodziła prawdopodobnie z miejscowości Magdala (hebr. migdal - twierdza, zamek, wieża), Maria Magdalena oznacza Marię z Magdali. W tamtych czasach zazwyczaj przy imieniu podawało się imię ojca, męża lub syna. Historycy wskazują więc, że oba imiona żeńskie mówią nam, że Maria Magdalena była kobietą żyjącą samotnie.

5. Pismo Święte mówi o niej (co najmniej) trzykrotnie

Oto cytaty, które wprost odwołują się do postaci świętej:

"A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów" (Łk 8, 1-2).

"Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć" (Mk 16, 9-11).

"A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena" (J 19, 25).

Oprócz tego, bardzo często identyfikowano z Marią Magdaleną postacie z dwóch poniższych cytatów:

"Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła" (J 12, 3).

"W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie" (Łk 10, 38-39).

6. Malarze uwielbiali zajmować się tematami z nią związanymi

Przedstawiana jest według tradycji, która utożsamiła ją z innymi Mariami - w długiej szacie z nakrytą głową, w bogatym stroju lub jak pokutnica, której ciało osłaniają długie włosy.

7. Czy była prostytutką? Nie do końca

Czasami utożsamiano Marię Magdalenę z jawnogrzesznicą. To przekonanie panuje do dzisiaj. Jednym z powodów jest dopatrywanie się w siedmiu nieczystych duchach problemów z rozwiązłością i niepohamowanym popędem seksualnym.

Bardzo często mylono ją również z inną kobietą w Piśmie Świętym przyłapaną na cudzołóstwie. Wielu biblistów wskazuje jednak, że to utożsamienie nie ma oparcia w Piśmie Świętym.

8. Maria Magdalena finansowała działalność Jezusa

"Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia." (Łk 8, 1-3)

Ewangelia wyraźnie wspomina o tym, że Maria Magdalena była jedną z kobiet, która finansowała działalność Jezusa, aczkolwiek nie podaje informacji o tym, skąd miała na to pieniądze.

9. Magdala istnieje do dziś

Magdala to miejscowość w Izraelu położona niedaleko Tyberiady na zachodnim brzegu jeziora Genezaret. W starożytności miasto było ważnym ośrodkiem rybackim. Podobno istniał tam również kościół, który wybudowano na miejscu domu Marii Magdaleny.

Dzisiaj w okolicy jest jedynie mała wioska żydowska, a sam teren kościoła w Magdali należy do zakonu Franciszkanów. Przejeżdżając na rowerze lub autem wokół jeziora Galilejskiego, warto się zatrzymać tam na kilka chwil.

10. Maria Magdalena patronuje wielu sprawom

Maria Magdalena patronuje zakonom kobiecym w Prowansji, Sycylii i Neapolu. Jest również patronką magdalenek, kobiet szczerze pokutujących, uczniów, studentów, dzieci mających trudności z chodzeniem, ogrodników i więźniów.

 

 

15

 

Niezwykła relikwia Marii Magdaleny.

Strzegą jej mnisi z Góry Athos

 

Ręka Marii Magdaleny zachowała się w nienaruszonym stanie. Mnisi z Góry Athos twierdzą, że wydziela piękny zapach, nie traci koloru żyjącego wciąż ciała i – co zaskakuje najbardziej – wciąż ma temperaturę 36,6 stopni Celsjusza…

Brzmi niewiarygodnie, ale dziś opowiemy o relikwiach świętej, które mają dwa tysiące lat. W życiorysie Marii Magdaleny nie brakowało wydarzeń nadzwyczajnych, czyż więc jej orędownictwo po śmierci miałoby nie być prowadzone z rozmachem godnym tej, która jako pierwsza rozpoznała Zmartwychwstałego?

Jej relikwie są wyjątkowe. I wcale nie tylko dlatego, że święta naprawdę pomaga tym, którzy wierzą w jej obcowanie i orędownictwo. Ich wyjątkowość leży w tym, że pochodzą z czasów, gdy Kościół nie był jeszcze podzielony.

Maria Magdalena

Osoba Marii Magdaleny od wieków budzi emocje. Spór tyczył się jej życiorysu. Do sporu przyczynił się św. Grzegorz I Wielki, który utożsamił Marię Magdalenę z jawnogrzesznicą, i z Marią, siostrą Łazarza, o której pisze ewangelista Jan, że podobnie jak jawnogrzesznica obmyła nogi Jezusa wonnymi olejkami.

Współcześni bibliści uważają zgodnie, że imię Marii na kartach Nowego Testamentu noszą trzy różne kobiety. Ta, która po śmierci Jezusa nie mogła spać, pobiegła w nocy do ogrodu i zobaczyła Go, już po zmartwychwstaniu, była Marią z Magdali.

I to z niej Jezus wyrzucił siedem złych duchów, a potem pozwolił, by dołączyła do grona Jego słuchaczy i wraz z innymi kobietami troszczyła się o idących z Nim uczniów.

Relikwie Apostołki Apostołów

Nie znamy losów Marii Magdaleny po zmartwychwstaniu Jezusa. Niektóre zapisy mówią, że nie porzuciła misji głoszenia Dobrej Nowiny i dotarła aż do Rzymu, gdzie ofiarowała cesarzowi czerwone jajko jako symbol życia. Inne, że zmarła w Efezie i tam została pochowana, a w miejscu grobu wzniesiono bazylikę.

W 886 r. cesarz bizantyjski Leon VI Filozof w obawie przed Turkami kazał przenieść jej ciało do Konstantynopola. Kilka wieków później relikwie świętej miały zostać przekazane królowi Francji. Zdecydowano, że orszak je wiozący odwiedzi Rzym i podobno właśnie wtedy lewa stopa świętej została podarowana miastu.

Umieszczono ją w małej kapliczce przy wejściu na most Świętego Anioła w taki sposób, aby pielgrzymi zmierzający do bazyliki św. Piotra nawiedzali ją zanim dotrą do grobu apostoła.

Inna wyjątkowa relikwia świętej znajduje się w bardzo niedostępnym miejscu. Nie da się w dowolnej chwili wybrać tam z pielgrzymką, albo nawiedzić, by pomodlić się przed relikwiarzem. Lewa ręka św. Marii Magdaleny – zamknięta w kosztownym relikwiarzu, osadzonym w skrzyni – przechowywana jest na Górze Athos, w klasztorze Simonopetra (czyli Skały Szymona) na 2033 m n.p.m.

Podobno jeśli ktoś spróbuje zniszczyć Górę Athos i mnisi przestaną tam się modlić, nastąpi koniec świata. Święta Góra Athos to niezwykłe miejsce. Mimo że leży na terenie Grecji, stanowi rodzaj odrębnej od państwa republiki mnichów. Niektórzy nazywają ją nawet „prawosławnym Watykanem”, wskazując na szczególną rolę, jaką odgrywa w kościele wschodnim.

Co ciekawe, na Górę mają wstęp tylko mężczyźni. Już roku 1060 sięga tradycja zakazu wstępu dla kobiet. Statki i łodzie, na pokładzie których znajdują się kobiety, choćby statki turystyczne, nie mogą zbliżyć się do linii brzegowej na odległość mniejszą niż pół kilometra.

Monaster Simonopetra, w którym przechowane są relikwie św. Marii Magdaleny położony jest w południowo-zachodniej części półwyspu i został zbudowany w XIII w. na skale wznoszącej się 330 m n.p.m. Od półtora tysiąca lat mieszkają tam mnisi, którzy modlą się i opiekują ikonami oraz relikwiami. Dziś w klasztorze mieszka ich pięćdziesięciu.

Ciepła dłoń Marii z Magdali

Ręka kobiety – która stała pod krzyżem Jezusa, a na co dzień pewnie niejeden raz podawała Mu chleb czy wodę – zachowała się w nienaruszonym stanie. Mnisi twierdzą, że wydziela piękny zapach, nie traci koloru żyjącego wciąż ciała i – co zaskakuje najbardziej – wciąż ma temperaturę 36,6 stopni Celsjusza! Określana jest jako nietlenna, czyli niepodlegająca rozkładowi.

W czasie pobytu w Polsce w 2014 r. mnisi z Athos opowiadali, że do ich monasteru przyjechali światowej sławy naukowcy, aby zbadać, czy rzeczywiście ręka Marii Magdaleny utrzymuje temperaturę ciała zdrowego człowieka. Sprawdzali, czy to nie podstęp i czy szkatuła nie jest podgrzewana. Jeden z mnichów wyniósł szkatułę poza klasztor, gdzie leżał śnieg i nagle wszyscy zebrani byli świadkami tego, jak śnieg zaczął się topić.

W klasztornych kronikach nie brakuje też zapisów o nadzwyczajnych interwencjach św. Marii Magdaleny. Podobno najczęściej święta przychodziła z pomocą w czasie nagłych pożarów, których ogień był trudny do ugaszenia i obejmował ogromne tereny.

„W 1945 r. wybuchł wielki pożar w lasach Świętego Klasztoru Iveron. Wiatr był tak silny, że w ciągu kilku godzin ogień dotarł do grzbietu graniczącego z innymi klasztorami. Wszyscy wierzyli, że lasy zostaną zniszczone.

Mnisi z Simonopetra pobiegli do lasu, w którym palił się ogień. Dwóch pobożnych mnichów o imionach Neophytos i Panteleimon zabrało ze sobą świętą relikwię św. Marii Magdaleny. Żaden z mnichów nie odważył się zbliżyć do ognia, aby nie zostali otoczeni i nie mogli uciec.

Jednak gdy dwaj bracia zbliżyli się do ognia ze świętą relikwią, ogień został powstrzymany. Księża rozpoczęli nabożeństwo święconej wody, a następnie zaśpiewali nabożeństwo błagalne do św. Marii Magdaleny. Zanim nabożeństwa zostały odprawione, ogień całkowicie wygasł, ku wielkiemu zdumieniu ojców, którzy byli tam wszyscy zebrani jako świadkowie” – możemy przeczytać w archiwach. Podobny cud miał miejsce w 1947 r.

Świadectwa ocalenia

Wśród mieszkańców okolic Góry Athos pozostaje też żywa wiara w to, że relikwia lewej ręki świętej ochroniła ludność przed plagami szarańczy i stonki. Można przeczytać zeznania, że w rejonie Galatista w Salonikach w 1911 r. pojawiły się robaki, które niszczyły rośliny.

Mieszkańcy prosili o świętą relikwię św. Marii Magdaleny i odprawienie nabożeństwa, zaraz potem robaki zniknęły. Rok później w okolicy Salonik pojawiła plaga szarańczy. Mieszkańcy znów prosili o relikwię św. Marii Magdaleny – szarańcza odeszła.

Relikwia rzadko opuszcza monastyr na Athosie. Do Polski przyjechała na zaproszenie hierarchów Kościoła prawosławnego oraz Bractwa św. Cyryla i Metodego. W 2014 r. peregrynowała po Polsce. Spotkania modlitewne odbyły się w Warszawie, Bielsku Podlaskim, Hajnówce, Białymstoku, w Łodzi i we Wrocławiu.

 

 

16

 

Bardzo potrzebni

 

Po szaleństwach uciech wcześniej czy później przychodzi otrzeźwienie. A wtedy...

Czasy się zmieniają... No tak, oczywistość. Przynajmniej dla każdego, kto ma choć połowę tych lat co ja. Ostatnio wiele zmieniła (i ciągle jeszcze zmienia) pandemia, teraz jeszcze wojna na Ukrainie... Nie mam pojęcia jaki świat wyłoni się z tego zamieszania. I nie wiem nawet, czy wyłoni się cokolwiek bardziej stałego. Ze dwie dekady temu wielu wieszczyło koniec historii, tymczasem to ciągła zmienność okazuje się najbardziej stałą cechą tego świata...

Pamiętam zachwyt, jaki w mojej młodości towarzyszył mówieniu o Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. To było coś, to było wielkie osiągnięcie ludzkości. I chrześcijaństwa przy okazji, bo właśnie uniwersalne wartości chrześcijaństwa, chrześcijańska antropologia, w dużej mierze legły u podstaw tego międzynarodowego dokumentu. I ze smutkiem patrzę, jak dochodzi do demontażu jej znaczenia. Jak jej postanowienia są wypaczane, zastępowane nowymi, sprzecznymi z tym, co postanowiono, gdy okropieństwa II wojny światowej były jeszcze czymś bardzo świeżym....

A pojęcie „tolerancja”? Zaniepokoiłem się mocno, gdy gdzieś na przełomie wieków w pracy domowej któregoś z uczniów wyczytałem przepisane z jakieś internetowej definicji stwierdzenie, że owszem, jest OK, ale nie dotyczy poglądów faszystowskich, rasistowskich i jakichś tam jeszcze, nie pamiętam. Nie żebym był zwolennikiem faszyzmu czy rasizmu, ale dość oczywistym stało się dla mnie, jak pod płaszczykiem tolerancji lansować nietolerancję: wystarczy dodać owo „nie dotyczy”. Przylepić etykietkę albo odpowiednio ostemplować, i już można nienawidzić, zwalczać, spotwarzać do woli, do woli też wyładowując na tych wyjątkach swoja agresję. Potem wiele razy widziałem, jak tę metodę stosowano w praktyce. Wobec obrońców życia na przykład: stempelek „jesteś nietolerancyjny” i już można robić, co najpodlejsza część ludzkiej duszy zapragnie.

Nie mam wątpliwości, że na faktyczny brak szacunku dla inności cierpi dzisiejsza Rosja (dzisiejsza, ale przecież nie od dziś). Idea ruskiego mira – co tłumaczyć można zarówno jako „rosyjski świat” jak i „rosyjski pokój” (!) – to nacjonalizm i ksenofobia w najczystszym wydaniu; ta gotowość, by niszczyć i zabijać tych, którzy nie podzielają tej idei jest przerażająca. Ale gdy spoglądam na Zachód... Czy to, co robią dziś Polsce politycy Unii Europejskiej jest w swojej istocie inne od tego, co robi Ukrainie jej młodsza, ale bardziej wyrośnięta siostra? No tak, nie spadają nam na głowy bomby, nie niszczy się naszych elewatorów ze zbożem. Ale już o „zagłodzeniu” przebąkuje się dość wyraźnie, prawda? Nie daje się obiecanych pieniędzy (na uchodźców), ba, nie daje nawet należnych (KPO). Bo nasze prawo nie jest takie, jak by sobie życzyły tego elity zachodu. Bo demokratycznie wybraliśmy nie taką władze, której by chcieli najważniejsi unijni gracze. Przecież dochodzi nawet do tego, że w trosce o demokratyczne standardy żąda się od naszej władzy ustawodawczej i wykonawczej, by wpływały na decyzję sądów! Czyli w imię demokracji podważmy zasady demokracji. A do tego kanclerz Niemiec coraz bardziej otwarcie mówi o gotowości podjęcia przez Niemcy przywództwa w zamienionej w federację Unii. Cele te same co w ruskim mirze, tylko środki inne...

No cóż, jestem chrześcijaninem i choć uważam się za patriotę, to wiem też, że moja prawdziwa ojczyzna jest w niebie. Wszystko w rękach Boga, będzie jak będzie. Myślę jednak, że dla nas, chrześcijan, to kolejna wielka szansa. Najpierw odnalezienia i przyprowadzenia do Jezusa tych, którym rozum i sumienie nie pozwala uznać brednie głoszone przez dzisiejszy świat za swoje. A potem...

Potem szaleństwa dzisiejszych czasów niechybnie doprowadzą ludzkość do... no, powiedzmy, że wielkiego kaca. A wraz z otrzeźwieniem przyjdzie też pytanie czym zapełnić powstała pustkę. Wtedy chrześcijańska antropologia znów się przyda.

Tak, my chrześcijanie ciągle możemy być sola tej ziemi i światłem dla świata. Byle byśmy sami nie zgaśli i nie utracili swojego smaku.

 

 

6

 

Siła modlitwy

 

Dwukrotnie moja rodzina wchodziła w dialog z szatanem, zwracając się do wróżki. I dwukrotnie przegrała w ten sposób

Pojawiłam się na świecie jako zdrowe dziecko, ale mając siedem miesięcy, poważnie zachorowałam. Lekarze nie mogli ustalić przyczyny mojej choroby. Miałam problemy z kośćmi długimi, traciłam na wadze i wciąż wymiotowałam.

Rozpoczęły się dla mnie długie miesiące choroby i jeżdżenia po szpitalach. Rozwijałam się źle. Moi rówieśnicy już chodzili, a ja leżałam w wózku.

Lekarze tylko rozkładali ręce, mówiąc, że medycyna jest tutaj bezsilna. Mój ojciec znalazł wtedy jakąś wróżkę. Ona, nie wiadomo skąd, sporo wiedziała o naszej rodzinie, także o tym, że jest w niej chore dziecko.

Powiedziała, że urok został rzucony na dorosłego członka rodziny, a dotknął bezbronne dziecko. Kobieta owa zaczęła przeprowadzać nade mną różne rytuały, po czym powiedziała, że dziecku powinno to ulżyć.

Ja jednak wciąż pozostawałam na oddziale intensywnej terapii. Mojej mamie nie pozwolono zbliżać się do mnie. Mogła tylko patrzeć na mnie przez szybę i podejść ukradkiem w nocy, kiedy było mało osób w szpitalu.

Pewnej nocy, gdy mama wychodziła ode mnie, straciła wszelką nadzieję na moje wyzdrowienie. Usiadła na schodach i ze wszystkich sił zaczęła płakać i błagać Maryję o cud uzdrowienia dla mnie.

Następnego dnia rano powiedziano jej, żeby przyszła mnie zabrać ze szpitala. Oznaczało to, że albo umarłam, albo mój stan się poprawił.

Mama pomyślała, że umarłam. Kiedy jednak zobaczyła, że czuję się lepiej, radości nie było końca! Od razu zrozumiała, że za uzdrowienie swojej córki powinna dziękować Maryi.

Po tym wydarzeniu mama zaczęła się gorliwie modlić i wierzyć w Boga, czego wcześniej nie czyniła. W moim domu bowiem o Bogu mówiło się tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc.

W celu mojego dalszego leczenia trzeba było jechać do Leningradu (obecnie Petersburg). Wróżka mówiła, że trzeba przeprowadzić jeszcze kilka rytuałów nade mną, ponieważ urok nie został w pełni zdjęty i może przejść na drugie dziecko. Mama nie traciła jednak nadziei i modliła się o moje pełne wyzdrowienie.

Pojechaliśmy do Leningradu i po jakimś czasie zaczęłam samodzielnie chodzić. Po powrocie do domu rodzice więcej nie zwrócili się do wróżki. Powoli zaczynaliśmy o wszystkim zapominać. Mijały lata, wyzdrowiałam i dorosłam.

Mój brat także dorósł i wyjechał do Petersburga. Gdy skończył 30 lat, nagle umarł. Wtedy przypomnieliśmy sobie, że kiedyś wróżka nam to przepowiedziała. Rodzice jednak uznali to za zbieg okoliczności. Stwierdzili, że bratu sądzone było żyć tak krótko.

W wieku 15 lat po raz pierwszy poszłam do kościoła. Bardzo mi się tam spodobało. Zaczęłam uczęszczać na katechezy, a po dwóch latach przystąpiłam do sakramentu pojednania i Eucharystii.

W kościele poznałam swojego przyszłego męża, za którego wyszłam za mąż po upływie kilku lat. Urodził nam się zdrowy syn. Jednak gdy chłopiec skończył siedem miesięcy, zaczęły się moje problemy ze zdrowiem.

Nasz proboszcz posługuje darem modlitwy o uzdrowienie. Często modlił się nade mną. Członkowie grup parafialnych także modlili się o moje uzdrowienie. Mój tata stracił jednak wszelką nadzieję, ponieważ było ze mną coraz gorzej.

Pomyślał, że powtarza się wszystko to, co przeszłam w dzieciństwie… I że śmierci drugiego dziecka on nie przeżyje. Ojciec udał się po pomoc do kobiety, która wróżyła z kart. Przyniósł jej moją fotografię, a ona powiedziała, że może mnie wyleczyć.

Kazała przynieść sobie określoną sumę pieniędzy. Domagała się, żebym ja też przyszła, ponieważ mają być nade mną przeprowadzone jakieś rytuały. Kiedy tata mi wszystko opowiedział, nie chciałam pójść do wróżki. Mówiłam:

   „Po co mam iść do niej, skoro jestem już wierząca?”.

Ale niestety było ze mną coraz gorzej i w końcu postanowiłam ulec namowie ojca.

Gdy weszłam do domu tej kobiety, zauważyłam, że na ścianie wiszą ikony. Wróżka powiedziała wtedy:

   „Widzisz, ja też jestem wierząca! Pomaga mi Bóg”.

Potem przeprowadziła nade mną swoje rytuały i powiedziała, że dziewiątego dnia mój stan się poprawi. Do końca jej nie uwierzyłam. Po tej wizycie coś nie dawało mi spokoju. Modliłam się i zrozumiałam, że jeszcze raz zdradziłam Boga, i to świadomie.

Tego samego dnia wpadła mi w ręce broszurka o życiu ojca Pio. Była tam nowenna o uzdrowienie z choroby przez jego wstawiennictwo. Zaczęłam ją odmawiać. Dziewiątego dnia poczułam się lepiej.

   „Znów zbieg okoliczności” – pomyślałam.

Po kilku dniach o wszystkim opowiedziałam naszemu proboszczowi, a on na to:

   „Tosiu, ty naprawdę myślisz, że wróżka ci pomogła? Jeśliby ci było od Boga sądzone umrzeć, to żadna wróżka by ci nie pomogła! A ikony, które u niej widziałaś w domu, nie wiadomo komu były poświęcone, ale na pewno nie Bogu!”.

Potem proboszcz długo się nade mną modlił. Wyrzekłam się wówczas tych wszystkich rytuałów i Bóg nam pomógł. To była druga próba, którą przeszła moja rodzina.

Pięć lat później urodziłam drugiego syna. Narodziny dziecka przebiegły pomyślnie, byliśmy oboje zdrowi. Niestety, 10. dnia po porodzie zaczęłam mocno krwawić. Straciłam wtedy dwa litry krwi i moje życie zawisło na włosku.

Lekarze mówili, że mam silnego Anioła Stróża, ale w głębi duszy tracili nadzieję na to, że przeżyję. Tym razem wszystkie siły w rodzinie zwróciliśmy ku modlitwie i wierze w Boga. On wysłuchał naszych próśb i uzdrowił mnie.

Kilka razy znalazłam się na granicy życia i śmierci. Dwukrotnie moja rodzina wchodziła w dialog z szatanem, zwracając się do wróżki. I dwukrotnie przegrała w ten sposób.

Chcę zapytać wszystkich, którzy myślą o szukaniu pomocy u czarodziejów i wróżek: czy to się opłaca? Szatan nigdy nie daje czegoś ot tak. Zawsze wymaga zapłaty, która jest bardzo wysoka!

Pamiętajcie, że w dialogu z nim zawsze będziecie przegranymi. Lepiej mieć niebiańskich patronów, takich jak Matka Boża, św. o. Pio, Anioł Stróż i wielu innych. Ci wspomożyciele nigdy Was nie zdradzą, a pomogą Wam zarówno teraz, jak i w godzinie Waszej śmierci.

Moja rodzina kilka razy zdradzała Boga, ale Bóg nigdy nas nie zdradził. On czekał na nas i przebaczył nam, przyjmując naszą skruchę. Przyjął nas w swoje objęcia jak syna marnotrawnego.

Przeżyliśmy próbę wiary i teraz jesteśmy pewni, że Bóg jest zawsze z nami. Nasza modlitwa, jeśli tylko wychodzi z głębi naszego serca, zawsze zostanie przez Niego wysłuchana.

Antonina z Mołdawii

(przetłumaczył i opracował Bartłomiej Grysa)

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

24 lipca - św. Kinga, dziewica
24 lipca - św. Krystyna z Bolseny, dziewica i męczennica
24 lipca - błogosławione dziewice i męczennice Maria Pilar, Teresa i Maria Angeles
24 lipca - bł. Maria Mercedes Prat, dziewica i męczennica
24 lipca - bł. Joanna z Orvieto, dziewica
25 lipca - św. Jakub Starszy, Apostoł
25 lipca - św. Krzysztof, męczennik
25 lipca - św. Olimpia
25 lipca - św. Maria del Carmen Sallés y Barangueras, dziewica
26 lipca - święci Joachim i Anna, rodzice Najświętszej Maryi Panny
26 lipca - bł. Maria Pierina De Micheli, dziewica
27 lipca - św. Innocenty I, papież
27 lipca - bł. Maria Magdalena Martinengo, dziewica
27 lipca - św. Tytus Brandsma, prezbiter i męczennik
27 lipca - św. Celestyn I, papież
27 lipca - bł. Maria Klemensa od Jezusa Ukrzyżowanego (Helena Staszewska), zakonnica i męczennica
27 lipca - bł. Maria od Męki Pańskiej (Tarallo), dziewica
28 lipca - św. Wiktor I, papież
28 lipca - św. Szarbel (Sarbeliusz) Makhluf, prezbiter
28 lipca - bł. Jan Soreth, prezbiter
28 lipca - bł. Maria Teresa Kowalska, dziewica i męczennica
28 lipca - św. Alfonsa Muttathupadathu od Niepokalanego Poczęcia, zakonnica
29 lipca - święci Marta, Maria i Łazarz z Betanii
29 lipca - św. Olaf II, król
29 lipca - bł. Urban II, papież
30 lipca - św. Piotr Chryzolog, biskup i doktor Kościoła
30 lipca - błogosławieni męczennicy z zakonu bonifratrów: Brauliusz Maria Corres, Fryderyk Rubio, prezbiterzy, i Towarzysze
31 lipca - św. Ignacy z Loyoli, prezbiter
31 lipca - bł. Zdzisława Schelingowa, zakonnica
31 lipca - św. Justyn de Jacobis, biskup

31 lipca - bł. Michał Oziębłowski, prezbiter i męczennik

 

 

 

 


NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna: (oprócz sobót, I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15
Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,
Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej
- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,
Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.
NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:
strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl
oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej
adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,
strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl