WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

29/879      -       10 lipca 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

5

 

 

Niedziela, 10 lipca 2022 r. C.

 

 

XV niedziela zwykła C

 

 

 

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie

Łk 10, 25-37

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»

Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?»

On rzekł: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego».

Jezus rzekł do niego: «Dobrze odpowiedziałeś. To czyń, a będziesz żył».

Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?»

Jezus, nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.

Pewien zaś Samarytanin, wędrując, przyszedł również na to miejsce. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”.

Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?»

On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie».

Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!»

 

6

 

XV niedziela zwykła roku C

Jak podobać się Bogu? Jak żyć, by osiągnąć życie? To o tym są czytania tej niedzieli. Istnieje pokusa, by pytania o podobanie się Bogu czy niebo zbyć wzruszeniem ramion. Jedni zrobią tak, bo interesuje ich tylko doczesność inni, jak Hiob, z przekonania, że jak by święcie nie żyli, Bogu zawsze będzie mało. A jednak Chrystusowa obietnica jest jasna: kochaj - Boga, bliźniego - a będziesz żył. Gdy uświadomić sobie jeszcze Kto to mówi....

Miłość bliźniego to hasło – wytrych. Niejeden chrześcijanin ma je na ustach, ale w życiu kieruje się zupełnie innymi zasadami. Ba, żeby tylko był słabym człowiekiem i działał tak w praktyce. Niestety, znajdzie nawet teoretyczną podbudowę dla uzasadnienia swoich wymówek Dzisiejsze czytania koncentrują się wokół prawdy, że jest to prawo najważniejsze, wypisane w ludzkich sercach. I że nie ma uzasadnienia dla odmowy jego stosowania.

Poprzednia niedziela przypomniała nam stały obowiązek wprowadzania pokoju. Dzisiejsza zaś skupia nas na temacie będącym dalszym ciągiem poprzedniego – na miłosierdziu O inne jednak miłosierdzie chodzi Kościołowi, gdy dziś apeluje do wiernych. Oprócz współczucia dla fizycznych czy duchowych braków innych ludzi mamy się zdobywać na coś znacznie głębszego. Chrześcijańskie miłosierdzie bierze początek z jasno wyrażonej już w Starym Testamencie woli Boga, którego nakaz udoskonalony został przez apel, nowe uzasadnienie i wzór Jezusa Chrystusa. Dziś zatem będąc współodpowiedzialni za obecność Chrystusa na tym świecie mamy inną motywację.

 

8

 

W dzisiejszym numerze:
- Współczesna miłość bliźniego
- Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?
- Miłość bliźniego
- Nie trzeba być prorokiem
- Złamanych podnosi
- Zostawcie w spokoju dzieci przychodzące do kościoła
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

11

 

Współczesna miłość bliźniego

Pamiętamy, jak bardzo zbulwersowała opinię publiczną wiadomość o tym, że jeden z najwybitniejszych psychoterapeutów wykorzystywał swoich małych pacjentów. Guru polskiej psychoterapii okazał się niegodnym swojej profesji i autorytetu. Można powiedzieć, że takie wydarzenia mają charakter znaku czasu, bowiem tam, gdzie człowiek powinien czuć się najbezpieczniej, musi odczuwać lęk.

Inny przypadek: zabójstwo młodej dziewczyny jadącej do Warszawy na wstępne egzaminy – młodzi ludzie zabijają ją, aby uczcić własne urodziny. Jakie są granice ludzkiej podłości i nienawiści? To też znak czasu! Także w naszych domach można odnaleźć wiele nieprawości, które pokazują kondycję polskiej rodziny.

Stąd też w kontekście tych wydarzeń przypowieść o miłosiernym Samarytaninie jest szczególnie ważna. W tej perykopie znajduje się odpowiedź na fundamentalne dla współczesnego człowieka pytania: „Kim jest bliźni i co znaczy kochać go?”. To pytania nie tylko o miłość męża, żony, dzieci czy rodziców, ale także sąsiada i każdego napotkanego człowieka. Samarytanin pokazuje nam wszystkim konkretne wymiary tej miłości, jej cechy. Cała przypowieść bulwersowała współczesnych Chrystusowi Izraelitów, bowiem Samarytanie nie byli zbyt szanowani przez Żydów. Postawienie jednego z nich za wzór miało wręcz charakter obrazoburczy. Nasuwa się więc prosty wniosek: Mistrzowi z Nazaretu bardzo zależało na ukazaniu prawdziwej miłości bliźniego. Na czym zatem ona polega, co zakłada?

Kiedy Samarytanin przechodził obok człowieka potrzebującego, „wzruszył się głęboko”. Nie ma prawdziwej miłości – małżeńskiej, rodzicielskiej czy synowskiej – bez wrażliwości, czyli wyczulenia na potrzeby i oczekiwania innych. Jeśli jesteśmy zniewoleni znieczulicą, nie potrafimy kochać. Niech za przykład posłuży sytuacja w pewnej rodzinie, w której żona czeka już dwadzieścia pięć lat, żeby mąż przyszedł trzeźwy z pracy. Jeszcze się nie doczekała! Czeka, aby normalnie porozmawiać ze swoim wybranym, ukochanym partnerem życiowym. On jednak wraca w nocy i często wszczyna awantury. Brakuje mu wrażliwości na potrzeby domowników. W tym domu nie będzie miłości, dopóki nie pojawi się wrażliwość. Gdyby dzieci miały świadomość, że każda kłótnia z rodzicami skraca im życie, postępowałyby inaczej!

Nie wystarczy jednak tylko wzruszenie. Można pokiwać głową, współczuć, ale z tych uczuć nic nie wynika. Trzeba uczynić na drodze miłości kolejny krok, krok, który zrobił Samarytanin. „Opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem”. Człowiek ten uaktywnił się i uczynił coś konkretnego. Aktywność polega nie na wielomówności, wielosłowiu, ale na konkretnych czynach. Nie wystarczy mówić komuś: „Kocham cię!”. Potrzeba potwierdzenia tego wyznania. W jednym z odcinków serialu Na dobre i na złe wnuczka oddała na święta swoją babcię do szpitala pod pretekstem badań. Okazało się jednak, że prawdziwym motywem tej decyzji było to, że chciała wyjechać ze swoim chłopakiem na narty! Babcia do końca nie wierzyła, że to prawda! Cóż z tego, że wnuczka często zapewniała ją o swojej miłości, skoro zabrakło potwierdzenia tego w czynach, zabrakło przysłowiowej kropki nad „i”. Nie uczyniła ważnego gestu, nie dokonała umiejętnego wyboru – nie zrezygnowała ze swoich zachcianek w imię miłości bliźniego.

Tu dochodzimy do trzeciego kroku na drodze miłości. Samarytanin wyjął dwa denary i dał je gospodarzowi... Pokazał, że człowiek powinien być ofiarny. Jeśli czegoś brakuje w naszych rodzinach, to właśnie ofiarności, która likwiduje myślenie w kategoriach „czy się coś opłaca”. „Czy opłaci mi się, jeśli komuś przebaczę, pomogę?”

Kiedyś polska telewizja, informując o trzęsieniu ziemi w jednym z krajów arabskich, pokazała (chyba niepotrzebnie) wydobyte spod gruzów ciało matki, która trzymała w objęciach swojego pięcioletniego synka. Wiedząc, że nie ma szans na ratunek, osłoniła go ciałem, by choć trochę zmniejszyć ból. To jest właśnie ofiarność. Bycie z kimś do końca, nawet za cenę życia. Jeśli chcemy prawdziwie kochać, musimy być ofiarni.

Można jednak powiedzieć: „Nie jest łatwo kochać! W moim domu panuje ciężka atmosfera, a te wszystkie kroki na drodze miłości (wrażliwość, aktywność i ofiarność) są niemożliwe do zastosowania w naszej rodzinie”. Tym wszystkim wątpiącym trzeba przypomnieć słowa Boga skierowane do Mojżesza, które słyszeliśmy w pierwszym czytaniu: „polecenie to, które Ja dziś daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem”. Spróbujmy więc w kontekście tego wezwania odczytać na nowo treść przykazania miłości bliźniego.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

12

 

Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?

W Hiszpanii podczas czerwonego terroru w latach trzydziestych XX wieku poniósł śmierć męczeńską proboszcz z Navalmoral de la Mata. Po jego zatrzymaniu republikańscy wrogowie Kościoła zapewnili go, że zostanie poddany takiej samej kaźni jak Pan Jezus. Dali mu też wybór: jeśli zacznie bluźnić przeciwko Bogu, to ocali życie. On bez wahania odrzucił bezbożną propozycję. Dlatego został obnażony, ubiczowany, ukoronowany cierniem, przywiązany do krzyża i napojony octem. Gdy przyniesiono gwoździe, aby go ukrzyżować, oprawcy zmienili zdanie i ostatecznie zastrzelili wiernego kapłana Chrystusowego.

W dzisiejszej Ewangelii pada pytanie wykraczające poza doczesność: „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”.

Ono samo świadczy o przyjęciu perspektywy otwierającej człowieka na Boga. Bez niej łatwo przychodzi kierowanie się poglądem, iż życie doczesne jest najwyższą wartością. Choć – jak wiadomo – cenimy je wyjątkowo i jesteśmy gotowi za nie poświęcić bogactwo i karierę, to ważniejszą od niego jest miłość.

Pan Jezus wobec zbliżającej się własnej śmierci wyjaśniał swoim uczniom: „Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo”. Człowiek tym się różni od ziarna, że nie tylko obumiera, ale czyni to świadomie. Może bowiem wybrać swoje życie i swoją śmierć. Dobry wybór to ten, który oparty jest na przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Proboszcz z Navalmoral de la Mata z miłości oddał życie za Tego, którego kochał. Przez to w sposób doskonały naśladował Mistrza, który wkraczając do Jerozolimy w Niedzielę Palmową, wiedział, że czeka Go w niej śmierć. Zaiste, miłość jest silniejsza niż naturalne pragnienie życia, zarówno miłość Boga do człowieka, jak i człowieka do Boga. Ten, kto wyżej ceni swoje doczesne życie, nie zrozumie ani Wielkiego Piątku, ani męczeństwa hiszpańskiego kapłana. Pamiętajmy, że na Kalwarii były trzy krzyże. Z jednego dochodziły szyderstwa pod adresem Boga, z drugiego prośba o przebaczenie, a z trzeciego płynęły słowa: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Człowiek posiada moc wyboru własnego życia i własnej śmierci.

Na swojej drodze każdy spotyka bliźniego potrzebującego pomocnej dłoni. Człowiek to ciało i dusza. Musimy to mieć na uwadze, gdy usiłujemy naśladować przykład dobrego Samarytanina. Nie wolno ograniczyć miłosierdzia do uczynków co do ciała. Kto tak czyni, staje się gorliwym materialistą. Czy pamiętamy, że uczynkiem miłosiernym jest także upominanie grzeszących? Jest ono obowiązkiem chrześcijanina mającego na uwadze duszę bliźniego. Rzecz jasna, upominanie związane jest z ryzykiem. Ale czy możliwa jest autentyczna miłość bez ryzyka? Nie bał się go podjąć miłosierny Samarytanin. Zatrzymał się wszak w terenie niebezpiecznym, na odcinku drogi, na którym zbójcy zmasakrowali już wielu podróżnych. Mógł udawać, że nie widzi poszkodowanego. Mógł potraktować go równie obojętnie jak kapłan i lewita. Postąpił inaczej. Zdał egzamin z dojrzałości, która umie przezwyciężyć lęk.

Św. Jan Chrzciciel nie bał się wzywać do nawrócenia. Patrząc z ludzkiej perspektywy na owoc jego wysiłków, musimy zauważyć, iż śmiałe upominanie władcy przypłacił życiem. Przegrał. Kiedy jednak spoglądamy na niego jako ludzie szukający odpowiedzi na pytanie: „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”, to dostrzegamy w nim wrażliwość na duchową nędzę bliźniego silniejszą niż wszelki lęk. Nie wolno zatem ograniczyć miłosierdzia do zaspokojenia potrzeb doczesnych i materialnych. Ono nade wszystko troszczy się o zbawienie wieczne poranionego duchowo człowieka. W przeciwnym wypadku zamienia się w zwykłą filantropię.

ks. Piotr Andryszczak – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

13

 

Miłość bliźniego

Karol miał bardzo dobrą pracę. Zarabiał dużo pieniędzy, żył w luksusie i swobodzie. Na wszystko było go stać. Zapytacie pewnie, a cóż on robił. Jaką miał pracę? Był maklerem giełdowym. Dziennie mógł zarobić nawet 300-900 złotych! Tak! Zarabiał dziennie tyle pieniędzy, ile wynosi miesięczna emerytura w Polsce! Jego koledzy z biura zarabiali podobnie. Pobudowali sobie domy z basenami, kupili luksusowe samochody... stać ich było na wszystko. Nie trwało to jednak długo. Przyszedł bowiem krach na giełdzie. Ceny dolarów spadały z godziny na godzinę. Euro szło w górę… Zamiast zarabiać, Karol zaczął tracić. Sto tysięcy, dwieście, pół miliona… aż w końcu stał się bankrutem. Nie miał nic. Ani domu z basenem, ani mercedesa! Pomyślał: „Przecież z kolegami znamy się od szkoły średniej, może pomogą przeczekać kryzys, pożyczą pieniądze na życie, na giełdę”. Oni jednak mówili: „Nie pożyczę, bo sam mam mało… straciłem 2,5 miliona... Sorry!”. Tak każdy zbywał Karola. Mężczyzna kompletnie się załamał. Pewnego dnia, gdy szedł w kierunku rzeki z zamiarem utopienia się, zobaczył go pewien bezdomny człowiek. Karol musiał wyglądać niezwykle szokująco, skoro podszedł do niego ów bezdomny i zagadnął: „Człowieku, co cię gryzie? Nie masz gdzie mieszkać? Chodź ze mną – pomogę ci”. Karol bezwiednie poszedł za nieznajomym… spędził z nim kilka dni, powoli zaczął zyskiwać siły duchowe. Pomyślał: „Ludzie mieli jeszcze gorzej i się nie poddali. Ja też się nie poddam! Zacznę od nowa! Boże, bądź ze mną!”. I powolutku, krok po kroku, miesiąc za miesiącem, wychodził z beznadziejności. Zbierał puszki, makulaturę, złom… tak jak inni bezdomni. Zarobił parę groszy i wynajął skromne mieszkanko. Zdobył pracę – sprzątał sklep. Pomagał po godzinach w załadunku mebli… aż kiedyś otworzył firmę zajmującą się skupem surowców wtórnych, aby pomagać swoim przyjaciołom – bezdomnym.

Zwróćmy uwagę na to, że nie pomogli mu koledzy z branży, a pomógł mu ktoś zupełnie obcy! Ileż to razy w naszym życiu stało się tak samo. Ci ludzie, na których liczyliśmy, zawiedli. A inni, po których nie spodziewaliśmy się właściwie niczego, stali się naszymi przyjaciółmi – ponieważ pomogli nam w największej biedzie.

Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym w sposób niezwykle barwny i obrazowy. Samarytanin pomaga poszkodowanemu przez zbójców człowiekowi. Inni, o których mówi Biblia, nie pomagają. On opatruje rannego, zapewnia mu schronienie i pożywienie. Daje bliźniemu to, czego potrzebuje do życia.

Bywa, że to nie my potrzebujemy pomocy od innych, ale od nas ktoś jej potrzebuje i o nią prosi. Jakże często sami zamykamy wówczas serca na potrzeby biednych. Mijamy ich obojętnie. A to człowiek woła swoją biedą, prosząc o nasze wsparcie.

I powiem, że każdy może i powinien pomóc! Może nie chodzi tu o rzeczy materialne – choć czasem trzeba także i w ten sposób pomagać – ale ważniejsza jest pomoc duchowa. Człowiek – każdy z nas – jest biedny i nędzny, bo wszyscy jesteśmy grzeszni. Dlatego wszyscy potrzebujemy pomocy od miłosiernego Ojca. On nas ubogaca łaskami i dobrami. My mamy wzajemnie sobie pomagać naszymi modlitwami. Modląc się za innych, pomagamy im, wypraszając potrzebne łaski.

Dobrze się składa, że teraz uczestniczymy w najdoskonalszej modlitwie Kościoła – w Mszy Świętej. Pomyślmy o tym człowieku, który powinien być przez nas otoczony modlitwą. Może jest to chory ojciec lub matka. Może to syn albo córka. Może wnuk albo wnuczka… nie mówiąc już o sąsiadach czy teściowych. W czasie tej liturgii ich wszystkich ofiarujmy miłosiernemu Bogu. Prosząc dla nich o poprawę, o uzdrowienie, o nawrócenie.

Niech każdy z nas stanie się solidarny z tym bliźnim, który jest słaby, grzeszny, zagubiony. Pomagajmy innym, bo kiedyś to my będziemy potrzebowali pomocy. Jeśli my innym pomożemy, to i inni nam pomogą.

ks. Bogdan Zbroja – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

14

 

Nie trzeba być prorokiem

Jak jest wiemy. A jak będzie? To też już widać. Chyba że dojdzie nowy czynnik.

Co myśli społeczeństwo? Jakie trendy w nim dominują? Badania opinii publicznej, o ile przeprowadzone są rzetelnie, dostarczają sporo ciekawych informacji na ten temat. Z opisu stanu faktycznego wyłania się czasem też podpowiedź, na co zwrócić uwagę, by ten czy ów problem rozwiązać. Nie inaczej jest z opublikowanymi przed tygodniem badaniami CBOS na temat religijności Polaków.

Jest mniej więcej pół na pół. Prawie połowa Polaków (47 proc.) odnajduje się w Kościele, dla prawie takiej samej grupy (46 proc.) jest instytucją odległą (pozostałych 7 proc. to ci którzy odmówili odpowiedzi). Gorzej z praktykami religijnymi. 37 procent praktykujących regularnie to dużo czy mało? W porównaniu z 46 w 2020 i 49 procentami w 2018 roku to spadek dość pokaźny. Zatrważa, że aż 25 procent osób w wieku 25-34 lat deklaruje, że nigdy nie chodzi do Kościoła. Jeszcze bardziej, że aż 34 procent mieszkańców ponadpółmilionowych miast i tyle samo osób o dochodach per capita ponad 4 tys. nigdy nie uczestniczy w nabożeństwach z własnej potrzeby. Wyraźnie wskazuje to na których kierunkach należałoby wzmóc działalność ewangelizacyjną, a gdzie trzeba raczej solidnej katechezy (niekoniecznie szkolnej). I coś jeszcze, ale o tym za chwilę...

Najbardziej znamienną wydaje mi się inna liczba: przed pandemią 69 proc. badanych twierdziło, że wiarę wynieśli z domu i podtrzymują przekazaną tradycję. W maju 2022 roku twierdziło tak już jedynie 58 proc. badanych. Nagle wzrosła liczba „wierzących z wyboru”? Nie sądzę. Najpewniej jest tak, że jeśli dla kogoś wiara była jedynie kultywowaniem tradycji, w czasie pandemii, gdy kościoły były zamykane, zauważył, że całkiem dobrze mu i bez tego. I myślę, że to jest główny problem Kościoła w Polsce. Jeśli porzucenie wiary jest jedynie porzuceniem pewnej tradycji, zrobić to niezwykle łatwo. Z byle jakiego powodu i nawet pod byle jakim pretekstem. Nie trzeba niewłaściwego – zdaniem takiego chrześcijanina – podejścia Kościoła do aborcji czy LGBT. Wystarczy, że proboszcz krzywo spojrzał albo organista rzępolił.

Mści się tutaj duszpasterstwo zaniedbujące doprowadzanie człowiek do osobistego wyboru Chrystusa, a nastawione na masy. Mści się też miałkość wiary w rodzinach; skoro dla rodziców i nawet dziadków wiara jest tylko kultywowaniem tradycji, nie ma powodu, by nowoczesne dzieci w niej tkwiły. No ale cóż... Postulat, jaki płynie z tego faktu jest jasny: trzeba w procesie formacji mocno zwracać uwagę na osobisty wybór wiary. Rację mają ci, którzy nie chcą dopuszczać do bierzmowania „jak leci”, z nadzieja, że łaska Boża z czasem jakoś ten brak osobistego wyboru i religijną obojętność naprawi. Takie podejście, jak wskazują przytoczone liczby, karmi złudzenia, ale ostatecznie przynosi opłakane skutki...

No i jeszcze jedno. Te 34 procent mieszkańców wielkich miast i 34 procent finansowo zabezpieczonych, którym Bóg nie jest do niczego potrzebny... Zachęcałem w ostatnim komentarzu, by na to, co się dzieje nie tylko w naszym życiu, ale i w życiu społeczeństw próbować patrzyć oczyma Boga. Nie wiem co Bóg zrobi, ale wyraźnie widać, co, po ludzku, zrobić powinien, prawda? Dlatego nie dziwi mnie żaden sygnał, że właśnie tak a nie inaczej się dzieje....

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

 

15

 

Złamanych podnosi

Dobrego człowieka zranić jest niełatwo,

ktoś łamiąc zasady porządek i ład

dopuszcza się czynu co gasi w nim światło.

Czy wiara się zgubi i skończy się świat?

Porzucić swe dzieci, czy okraść sąsiada

to rodzi ból duszy, jak człowiek tak mógł ?

Niemoc i zwątpienie w serc głębie się wkrada.

Jakże to nieludzkie pośród ludzkich dróg.

To co miało wartość liczyć się przestało,

rozpacz i niewiara, smutek oraz ból.

Winny idzie dalej, dobrego złamało,

brat bratu nóż w plecy, jedna z wielu ról.

Lecz Jest, kto podniesie i ranę zagoi,

lecz ból pozostanie jak cierń w będzie tkwił

i żyć trzeba dalej, pomimo że boli

Bóg rękę ci poda, byś potrafił żyć.

By światło nie zgasło, by sił ci starczyło,

byś powstał po ciosie i mógł dalej iść

On zawsze przy tobie, Twój Bóg twoją siłą,

złamanych podnosi na każdej z ich dróg.

„Wiewióra” – „poetyckie-zacisze”

 

 

 

16

 

Zostawcie w spokoju dzieci przychodzące do kościoła

Za nami prawie dwa tygodnie wakacji. Czas urlopów, odpoczynku - wiadomo, prawda? Dzieci na zakończenie roku szkolnego usłyszały w wielu polskich kościołach słowa: „pamiętajcie, że od Boga i niedzielnej mszy wakacji nie ma!”, po czym wybrzmiało kolejne ogłoszenie, że msze dla dzieci wrócą w niedzielny grafik we wrześniu.

Nie jestem zwolenniczką upraszczania liturgii. Raczej dążę ku temu, by moje dzieci dorastały do niej, a nie by liturgia była infantylizowana i spłycana ze względu na ich obecność. Jednak brak mszy dedykowanej dla najmłodszych parafian rodzi duży dyskomfort - u rodziców.

„Z takim dzieckiem to na plac zabaw, a nie do kościoła” - usłyszał od siedzącego obok człowieka pewien tata, którego syn nie potrafił godzinę stać na baczność (mimo, że malec był bardzo cicho). Choć ów tata stał z tyłu, bo wiedział, że jego szkrab lubi tuptać i że choćby bardzo chciał - nie da rady stać bez ruchu, to problem zrobił się patowy…

Owszem - można odpowiedzieć zwracającemu uwagę: „idź sobie pan do przodu, jak dzieci z tyłu przeszkadzają”. Jednak wiem z autopsji, że to nic nie da. Niestety.

Jeden z moich synów, nazywany przez lekarzy ogólnie „dzieckiem nienormatywnym” jest nadwrażliwy na bodźce. Siada więc w kościele w pierwszej ławce, bo tam tych bodźców jest wbrew pozorom dużo mniej. Nie ma z tym problemu na mszy dla dzieci, bo one z założenia są przeznaczone dla najmniejszych i jest jakaś tolerancja np. na to, że dziecko się buja, albo tuli, albo siedzi gdy inni stoją. Wakacje są jednak dla nas czasem udręki.

Nie jestem w stanie zliczyć ile razy starsze, bardzo mało życzliwe panie, zwracały się do nas ze słowami: taki duży, a zachować się nie umie; taki duży, a do mamusi się tuli; z takim dzieckiem to trzeba w domu siedzieć; a co ty taki wystraszony, dzikus jakiś, itd…

Najbardziej przykre jest to, że mój syn słyszał już podobne słowa tak wiele razy, że przestał na nie jakkolwiek reagować. I choć jego niepełnosprawności nie widać na pierwszy rzut oka, to tam gdzie tłok, zapachy (kadzidło, perfumy, duszność), dużo światła i hałas - tam będzie się tulił, będzie się wiercił, a ja jako jego mama będę mu na to pozwalać. Nawet jeśli komuś obok się to nie podoba.

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

10 lipca - św. Antoni Peczerski, opat
10 lipca - św. Jan Gwalbert, opat
11 lipca - św. Benedykt z Nursji, opat, patron Europy
11 lipca - św. Olga Mądra, księżna
11 lipca - św. Pius I, papież i męczennik
12 lipca - św. Brunon Bonifacy z Kwerfurtu, biskup i męczennik
12 lipca - święci Jazon i Sozypater, biskupi i męczennicy
13 lipca - święci Andrzej Świerad i Benedykt, pustelnicy
13 lipca - św. Teresa od Jezusa de Los Andes, dziewica
13 lipca - św. Klelia Barbieri, dziewica
13 lipca - św. Sylas (Sylwan), biskup
13 lipca - św. Ewagriusz z Pontu
13 lipca - bł. Marian od Jezusa Euse Hoyos, prezbiter
13 lipca - bł. Marianna Biernacka, męczennica
13 lipca - Joel, prorok
13 lipca - Ezdrasz, pisarz
14 lipca - św. Kamil de Lellis, prezbiter i zakonnik
14 lipca - św. Henryk II, cesarz
14 lipca - bł. Jakub de Voragine, biskup
14 lipca - św. Franciszek Solano, prezbiter
14 lipca - święci męczennicy Jan Jones i Jan Wall, prezbiterzy
14 lipca - bł. Angelina Marsciano, zakonnica
15 lipca - św. Bonawentura, biskup i doktor Kościoła
15 lipca - św. Pompiliusz Maria Pirotti, prezbiter
15 lipca - św. Włodzimierz I Wielki, książę
15 lipca - bł. Antoni Beszta-Borowski, prezbiter i męczennik
16 lipca - NMP z góry Karmel - szkaplerz karmelitański
16 lipca - św. Maria Magdalena Postel, dziewica
16 lipca - święte dziewice i męczennice z Orange
16 lipca - św. Bartłomiej od Męczenników, biskup
17 lipca - św. Aleksy, wyznawca
17 lipca - błogosławione dziewice i męczennice Teresa od św. Augustyna i Towarzyszki
17 lipca - bł. Paweł Piotr Gojdič, biskup

17 lipca - św. Leon IV, papież

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna: (oprócz sobót, I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.