WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

27/877       -       26 czerwca 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

Niedziela, 26 czerwca 2022 r. C.

XIII niedziela zwykła C

EWANGELIA

Trzeba porzucić wszystko, aby iść za Jezusem

            Łk 9, 51-62

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy dopełniały się dni wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jeruzalem, i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować Mu pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem.

Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?»

Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. I udali się do innego miasteczka.

A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz».

Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć».

Do innego rzekł: «Pójdź za Mną». Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca». Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże».

Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu». Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego».

XIII niedziela zwykła C

Co to znaczy pójść za Jezusem? Liturgia Słowa tej niedzieli nie daje na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Jest w niej za to mowa o tym, jak powinna wyglądać odpowiedź: natychmiastowe, bezwarunkowe „tak”. Czytania te zmuszają przy tym do zastanowienia się nad powodami ociągania się chrześcijan w powiedzeniu Jezusowi owego „tak”. Dlaczego, mimo nawet kilkudziesięciu lat gorliwego wyznawania wiary, wierzący nie chcą porzucić niechrześcijańskich obyczajów czy stylu relacji z bliźnimi.

Mam rodzinę, bliskich, ważne sprawy na głowie... Porzucić wszystko dla Jezusa? Najczęściej wystarczyłoby, gdyby dla Jezusa, Jego Ewangelii, porzucić nieewangeliczny, choć uświęcony przyzwyczajeniem, sposób patrzenia na świat....

Wolność? Najczęściej myślimy o nie jako uniezależnieniu się "od". Tymczasem łatwo wpaść wtedy w niewolę swojego "ja". Prawdziwa wolność to wolny wybór dobra, wybór miłości. Bo przecież będąc dobrym człowiekiem chcę dobra, prawda? Wybór dobra, miłości, pozwala mi zrealizować to, czego pragnę. Jaką smutną niewolą jest, gdy człowiek daje się uwieść swoim egoizmom i odciągnąć od tego, czego pragnie najbardziej. Jest wtedy jak niespełniony talent, który pogrzebał swoje możliwości, bo zamiast szlifować talent ulegał różnym zachciankom...

W dzisiejszym numerze:

- Jak wędrowiec

- Ku wolności

- Niebo lubi konkrety

- Wakacje od Boga?

- Światło

- Moje najlepsze wakacje spędziłam z Bogiem

- Święci i błogosławieni w tygodniu

Jak wędrowiec

– Ależ oni dużo i daleko chodzili – stwierdził ktoś, kto niedawno na własne oczy zobaczył drogi Jezusa i Apostołów. Ale w dzisiejszej Ewangelii Nauczyciel mówi, że „Lisy mają nory i ptaki podniebne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć”.

Wiele wspólnego z Jezusem wędrującym mają dzienniki różnych podróży. Lubię je czytać. Ci, których podejrzewałem o bycie herosami, okazują się zwyczajnymi ludźmi. W domu rodzinnym na półce stała seria „Naokoło Świata”, teraz chętnie sięgam po Marka Kamińskiego. Ciekawy jest zapis początku jednej z wypraw na biegun, kiedy notuje, że od miesiąca jest chory. Katar, kaszel, grypa – lekarstwa nie pomagają i gdy tylko z Wojtkiem, nieodłącznym towarzyszem drogi, wychodzą na mroźne powietrze, szybko stwierdzają: „Wchodzimy do ciepłego, bo zachorujemy”. Kamiński podsumowuje z humorem, że to przedziwne słowa jak na dwóch polarników, którzy już niebawem będą dokonywać rzeczy na granicy ludzkich możliwości. Nie inaczej rozpoczyna się dziennik pewnej rowerowej wyprawy dookoła świata: gdy tylko za zakrętem znikają żegnający, globtroter skręca do najbliższej kafejki, żeby zamówić colę i kawę – tak jest wyczerpany ciężarem przygotowań przed rozpoczęciem drogi.

Ludzie wyruszający ku kresowi nie tylko są zwyczajni. W drodze ciągle się im coś psuje – mimo pieczołowitych przygotowań trzeba łatać, sklejać, dokręcać i regulować. Może do tego nawiązuje dziś Jezus w przydrożnych rozmowach? Ktoś stwierdza, że pójdzie za Nim, dokądkolwiek by się udał, inny mówi, że musi pogrzebać bliskich, a jeszcze inny chce się pożegnać ze swoimi. Nauczyciel, odpowiadając, dotyka oczekiwań serc, które chciałyby wszystko perfekcyjnie przygotować i doskonale przeżyć.

A Syn Człowieczy zamieszkał ludzkie niepoukładanie i dlatego „nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć”. Jego słowa brzmią jak synteza naszych doświadczeń. Myślę o tym, słysząc w pociągu do Warszawy mamy rozmawiające o wychowywaniu dzieci: „Po dobroci nie skutkuje, a jak krzyczymy, to się denerwuje, więc nie wiadomo, jak postępować”. W tym „nie wiadomo jak” odnajduję podobieństwo do Jezusa, który zna niepewność moich dni. Wie, co to są niedokończone sprawy, nieraz doświadczał niepowodzenia swoich starań. Jestem pewien, że nie odwraca się od ludzkiej bezradności, niestraszny jest Mu nawet mój bałagan. Tym bardziej chciałbym więc żyć jak On – Wędrowiec, dla którego spoczynkiem i rozwiązaniem problemów jest tylko Duch Święty.

Wojciech Prus OP – „wdrodze”

Ku wolności

Wolność jest jednym z najcenniejszych darów, jakie otrzymaliśmy od Boga. Ona nas upodabnia do Niego. Wszystko jednak sprowadza się do właściwego jej wykorzystania. Jeśli zostaje źle wykorzystana, tracimy ją, a jej odzyskanie często staje się, po ludzku sądząc, niemożliwe.

Człowiek wolny posiada skrzydła i może się dzięki nim wzbić na dużą wysokość, zyskuje w ten sposób coraz większą przestrzeń wolności. Jeśli jednak źle wykorzysta skrzydła wolności, to je uszkodzi i wtedy zostanie mu ziemia pod stopami. Nie będzie w stanie wzbić się w niebo, a przez to pozostanie w zasięgu wielu wrogów, którzy urządzają na niego polowanie.

Wielu zostaje zniewolonych, by z tej niewoli mogli żyć inni. To są nałogi: alkohol, tytoń, narkotyki, media, telefony – rzeczy, z których żyją producenci i sprzedawcy. To są uzależnienia od ludzi bogatych, mocnych, mających władzę. Na wszystkich uzależnieniach inni zarabiają. Zależy im więc na tym, by uzależnionych było wielu – im więcej, tym większe zyski. Refleksja nad wolnością winna uwzględniać te mechanizmy współczesnego świata. Trzeba wiedzieć, komu zależy na moim zniewoleniu i jaki ma cel, gdy zniewala.

Święty Paweł pisze: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1). On bowiem przyniósł moc potrzebną do zerwania wszystkich zniewalających linek, jakimi posługują się ci, którzy ograniczają wolność.

Syn Boga przybył na ziemię, by przywrócić wolność wszystkim zniewolonym. Może to uczynić przy pomocy łaski, która daje człowiekowi moc, by zerwał ze zniewoleniem, i może to uczynić, zabierając zniewolonego do domu Ojca.

To drugie rozwiązanie dokonuje się przez śmierć. Bóg jednak szanuje wolność człowieka do tego stopnia, że nawet w godzinie śmierci pyta, czy zależy mu na wolności, czy chce zostać na linkach zła, które się nim posługiwało. Takie pytanie w sercu usłyszał dobry łotr, gdy wisiał na krzyżu obok Jezusa. On skorzystał z szansy odzyskania wolności. Drugi łotr nie usłyszał tego pytania i uparł się, by pozostać w więzach niewoli. Jego przyszłość jest nam nieznana.

Żyjemy w świecie wielu zniewoleń. Jedne są jawne, inne znane tylko zniewolonemu. Słowa Pawła o wolności, którą przyniósł Chrystus, są pełne nadziei. Komu na niej zależy, skorzysta z szansy życia w świecie wolności już tu, na ziemi. Można bowiem być zewnętrznie zniewolonym przez układy i sytuacje, przez otoczenie i prawo, ale zachować wolność ducha i mieć skrzydła wolności mocne, by szybować ponad to, co decyduje o zniewoleniu zewnętrznym. Mówi o tym Jezus, który przybity do krzyża, czyli zewnętrznie zniewolony, duchowo był wolny i potrafił tego swego wolnego ducha oddać w ręce Ojca. To wielka tajemnica Ewangelii.

Kto dziś chce wiedzieć, o czym mówi Ewangelia, winien się zatrzymać nad tajemnicą wolności. Ona dziś jest nagłaśniana i niestety nadużywana. Ten, kto się spotyka z Chrystusem, poznaje jej smak i wartość. Błogosławieni, którzy umieją wykorzystać wolność tak, jak tego oczekuje Bóg.   

ks. Edward Staniek – „Ekspres Homiletyczny”

Niebo lubi konkrety

Faceci! Słyszymy to westchnienie zwłaszcza w tedy, gdy pojawia się coś irytująco przewidywalnego (jak w starym żarcie typu: „Jak powiedziałem, że naprawię, to naprawię i nie trzeba mi co pół roku przypominać”). Czasem jednak zdarza się nam westchnąć z fascynacją, może nawet z podziwem…

Taki Wenanty Katarzyniec na przykład. Młodo zmarły franciszkanin ma twarz chłopca, który nic nie wie o życiu. A uznawany jest przecież za duchowego mocarza wówczas, gdy trzeba u nieba wyprosić wyprostowanie czyichś spraw finansowych. Wiele osób zwierza się z porażki swego sceptycyzmu, kiedy zachęceni obrazkiem z modlitwą czy opowieścią znajomych proszą go o wstawiennictwo (nawet ZUS niestraszny czy podatki!). Jego powiedzenie: „Nie bądźmy skąpi dla Boga” okazuje się w dziwny sposób dawać nadzieję: skoro on położył na szali własne życie, to i my możemy dawać swoje, niczego się w ten sposób nie pozbawiając, zyskując wszystko.

Albo Karol de Foucauld. Z pozoru doskonały przykład odcięcia się od świata, swoisty romantyzm tej postaci, egzotyka pustyni… Nasza wyobraźnia zaczyna tu pracować na pełnych obrotach. Jednak podobne mrzonki o duchowym rozwoju są tak wysublimowane, że jego istota zupełnie się rozmywa. U de Foucauld przeciwnie, mamy nie pobożne westchnienia, a konkret życia. Postanawiał: „Prać bieliznę ubogich (…) i regularnie sprzątać ich izby, jeśli to możliwe osobiście. Jak najwięcej robić samemu, nie spychać na innych najcięższych prac domowych”. Nie brzmi to, przyznajmy, zbyt duchowo – a na tyle konkretnie, że da się naśladować i w naszej szarej codzienności.

„Jeśli poczujesz, że budzi się w tobie niecierpliwość, natychmiast uciekaj się do modlitwy” – to ojciec Pio. – „By powstrzymać nieco niepokój twej duszy […], chciałbym ci zaproponować moją skromną radę, która, mam nadzieję, nie wyda ci się śmieszna. Przede wszystkim dbaj o to, by zawsze stać w obecności Boga. Dlatego pamiętaj, że Bóg Najwyższy jest […] realnie obecny w twojej duszy”. Czy od obdarowanego stygmatami zakonnika, pojawiającego się nagle w dwóch miejscach naraz, nie spodziewalibyśmy się czegoś więcej niż tej prostej wskazówki? A jednak powtarza nam właśnie to: nie przejmując się zupełnie, co możemy pomyśleć o jego duchowej dojrzałości, rozmachu świętości czy darze prorokowania. (Czy ta rada wydaje nam się śmieszna? Oby nie!)

Obawiam się, że w niektórych przypadkach zawodzi metafora. Nie da się wcisnąć świętych w przyciasny schemat – choć wydają się czasem tak jednoznaczni, tak uparci w swoim odnoszeniu wszystkiego do Boga.

Nie bądź skąpy. Zrób to osobiście. Stań przed Nim.  

Katarzyna Solecka – „wiara.pl”

Wakacje od Boga?

Wakacyjny czas można spędzać na wiele różnych sposobów. Niektórzy wolą aktywny wypoczynek, inni pasywny. Spośród ogromnej ilości form spędzania wolnego czasu możemy wybrać te, które zrealizujemy w kraju lub za jego granicami.

Szkolne dzieci mają przerwę od nauki, a dorośli z chęcią korzystają z wakacyjnej pogody i wybierają się na urlop. Powszechnie wiadomo, że wakacje są czasem specjalnie przeznaczonym na odpoczynek. Odpoczywamy od szkolnych murów, nauki, książek, notatek, ośmiogodzinnej codziennej pracy… i wielu innych… Często zmieniamy otoczenie, by móc w pełni odpocząć i nie zajmować się domowymi sprawami. Wyjeżdżamy z naszego miejsca zamieszkania po to, aby odciąć się od “szarej rzeczywistości”. Czy Bóg ma miejsce w tym czasie? Czy odcinając się od codziennych spraw nie odcinamy się także od Boga?

Przyjrzyj się swojemu wypoczynkowi, możliwe, że Twoja relacja ze Stworzycielem odchodzi na dalszy plan, a tymczasem Jezus chce być obecny w każdym momencie Twojego życia. Chce mieć z Tobą żywą relację, która nie urywa się nagle na dwa miesiące czy okres urlopu. Chrystus jest przecież Przyjacielem, a nie zrywamy więzi z przyjaciółmi tylko dlatego, że postanowiliśmy odpocząć. Wręcz przeciwnie! Podczas wakacji zapraszamy przyjaciół na wspólne wypady nad wodę, w góry, wspólne grillowanie czy ogniska. Chcemy umacniać z nimi więź, poprzez wspólne spotkania. Tak samo jest z relacją z Jezusem. W wakacyjny czas możemy pogłębić swoją osobistą więź z Bogiem i poświęcić

trochę wolnego czasu na zgłębienie Jego tajemnicy. Jest wiele sposobów na utrzymywanie relacji ze Stworzycielem. W lato jest sporo wydarzeń, które mogą być Bożą alternatywą spędzania czasu. W parafialnych kościołach organizowane są wieczory uwielbienia, Msze o uzdrowienie, odbywają się także spotkania wspólnot. Często organizowane są wyjazdy oazowe, pielgrzymki do miejsc świętych (piesze, autokarowe, rowerowe, rolkowe - możesz wybrać odpowiednią dla Ciebie). W wakacje możemy także wybrać się na chrześcijańskie koncerty, czy na takie wydarzenia jak “przystanek Jezus”, “Jezus na stadionie” czy wiele innych organizowanych w naszym kraju, jak i za jego granicami.

W swoim lub pobliskim mieście poszukaj jakie wydarzenia religijne odbędą się w to lato. Jesteśmy pewni, że znajdziesz coś także dla siebie!

Carpe Deum

Światło

tylko ty jesteś Jezu,

drogowskazem wśród moich zawiłych dróg,

często zagubiony,

przypominam sobie Twoje nauki o pokorze,

ciężko je w życiu realizować,

stąpam w codziennym życiu

jak po kruchym lodzie,

w każdej chwili spodziewam się upadku,

nie jest to moim wyborem,

ale tak mnie prowadzi rzeczywistość,

wszelka chwilowa stabilizacja już

w następnych krokach rozpada się

na liczne nie pasujące do siebie kawałki

tak więc życie biegnie na ciągłym układaniu tej mozaiki

Ty Jezu jesteś zawsze tym światełkiem

które widzę na horyzoncie

dziękuję że jesteś.

Jezu ufam Tobie.

Andrew – „poetyckie-zacisze”

Moje najlepsze wakacje spędziłam z Bogiem.

To JEST właśnie Lednica!

Nie wiedziałam, gdzie jadę, nie wiedziałam, kogo spotkam, nie wiedziałam nawet, że tam odbywają się największe w Polsce spotkania młodzieży. Któż mógłby się spodziewać, że te 5 dni zmieni się w kolejne 7 lat, a to miejsce stanie się moim drugim domem.

Na wakacje na Polach Lednickich namówiła mnie koleżanka i jej rodzice. Przyjechałam, bo miałam akurat przerwę w rozjazdach wakacyjnych. Przywitał mnie Ojciec Jan słowami: "Mała, nie bądź taka dzika! Na tak krótko chcesz zostać?". A ja nie wiedziałam, że stoję w miejscu, gdzie odbywają się ogromne spotkania młodych, i rozmawiam z jednym z najbardziej znanych duszpasterzy w Polsce. Nie wiedziałam też, dlaczego jego zdaniem 5 dni na Lednicy to stanowczo za mało. Nie czułam wtedy żadnego magicznego klimatu, żadnej szczególnej atmosfery. A Ojciec mówił tylko, że powinnam zostać z nimi na dłużej, bo ma przygotowaną pełną lodówkę. Mówił, że nakarmi mnie nie tylko kurczakami, ale i dobrym słowem.

Tak też się stało. Na wakacjach lednickich odkładaliśmy na bok komputery i telefony, Facebook przestawał istnieć. Nie mieliśmy nawet czasu zadzwonić do rodziców, by powiedzieć, że u nas wszystko dobrze. Po porannej jutrzni i śniadaniu zostawała już tylko chwila na rozmowy i zaczynała się pierwsza konferencja lub warsztaty. Czasem prowadził je Ojciec Jan, czasem zaproszeni bracia zakonni, ojcowie lub siostry. Słuchaliśmy wykładów i konferencji, czytaliśmy przemówienia Jana Pawła II. Rozmawialiśmy o tym, co znaczy więź czy odpowiedzialność. Braliśmy udział w warsztatach. Mieliśmy kiedyś naukę dobrej dykcji z operową śpiewaczką, warsztat recytacji "Pana Tadeusza", naukę śpiewu, języki obce, tańce ludowe, wypiekanie chałki żydowskiej czy podpłomyków. Godzina lub dwie w ciągu dnia zawsze były przeznaczone na prace na rzecz ośrodka na Polach Lednickich - tę pracę, podczas której przeżywaliśmy najpiękniejsze integracje i najciekawsze rozmowy. Tak umilaliśmy sobie czas, wyrywając chwasty albo obierając ziemniaki.

Dzień rozpoczynał i kończył się modlitwą. Msze Święte odbywały się o zachodzie słońca, przy dźwięku skrzypiec i bębnów, czasem nad jeziorem, a czasem w kaplicy z widokiem na Bramę - Rybę. Ojciec Jan streszczał dzień w pięknym kazaniu, dziękował nam długo za wszystkie wykonane prace i dzielił się radością z tego, że jesteśmy razem. Każdą nową osobę przedstawiał i pytał, skąd pochodzi, a potem często nadawał nam różne przydomki, które szybko się przyjmowały. Robił tak zresztą przez całe życie. Tak powstała Agnieszka-Pajonk, Bartosz-Pędzel, Agata-Helena, Robert-Kadzidło, Magda-Patyk i wiele, wiele innych.

Najpiękniejsze wieczory

Wieczorami przychodziliśmy do pokoju Ojca Jana. Zdejmowaliśmy buty, na parkiet z pokoju św. Jana Pawła II wchodziło się boso. Siadaliśmy na wielkich poduchach. Ojciec Jan przygaszał światło, włączał lampkę i odpalał na kasecie "Pana Tadeusza". Co jakiś czas recytował razem z lektorem albo zatrzymywał nagranie, zachwycając się najpiękniejszymi nagraniami. Komentował ulubione fragmenty i zarażał nas miłością do tego dzieła tak bardzo, że jeszcze po jego śmierci słuchamy ze wzruszeniem "Pana Tadeusza". O 22 szliśmy do kaplicy, by odmówić wspólnie "Prowadź mnie światło" i zaśpiewać Maria Regina Mundi, a Ojciec Jan palcem wskazującym pokazywał, jak wysoki powinien być dźwięk. Tak teoretycznie kończyliśmy dzień, ale dla wielu z nas wieczór był jeszcze długi.

Zajęć było wiele i chociaż to one stanowiły trzon naszych aktywności, dla nas liczyły się bardzo wszystkie momenty "pomiędzy". Wieczorne ogniska i wspólne śpiewanie "Sweet home Lednica" (brzmiało lepiej niż Alabama!). Granie na gitarze hitów Ramazzottiego albo śpiewanie szant. Potem sami wymyślaliśmy zwrotki albo tworzyliśmy nowe piosenki. Śpiewaliśmy późnymi wieczorami, licząc na to, że Ojciec Jan nie słyszy i nie wygoni nas do pokojów, prosząc o zachowanie ciszy nocnej. Z kubkami herbaty graliśmy w mafię albo psychiatrę, chodziliśmy na spacery pod Rybą, rozmawiając o życiu, a nieraz zdarzyło nam się nie spać całą noc, czekając na wschód słońca.

Wtedy właśnie zaczęłam rozumieć, że to nie jest zjazd tylko dla mądrych i nienagannie pobożnych katolików, do których ze wszystkimi moimi wadami z całą pewnością nie pasuję. Wtedy zrozumiałam, że mam wokół siebie młodych ludzi, takich jak ja, którzy chcą swoją dziecięcą wiarę zamienić na wiarę dorosłą, szukać Boga jeszcze bardziej, znaleźć odpowiedzi na wątpliwości i pytania, pojawiające się tak często w naszych głowach. Wtedy rozumiałam, że wiara to nie tylko modlitwa rano i wieczorem oraz niedzielna Msza Święta. Rozumiałam, że jestem w miejscu, które mnie przemienia, w którym zaczynam powoli rozumieć, co znaczy miłość do bliźniego, a ludzie, jakby zaczarowani, są dla siebie życzliwsi i częściej się uśmiechają. Byłam w miejscu, w którym każdy gość stawał się domownikiem i mógł zasiąść do wspólnego stołu. Chociaż jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak długa i piękna będzie moja lednicka przygoda, bardzo mi się to wszystko spodobało.

Ojcze, wychowaj moje dziecko!

Co jakiś czas w drzwiach gabinetu stawali rodzice ze swoimi dziećmi i wypychali je do przodu, patrząc błagalnie na siedzącego za biurkiem Ojca Jana. Prosili, by przyjął ich pociechy chociaż na kilka dni i nauczył ich posłuszeństwa. Można było spotkać nad Lednicą tych, o których rodzice mówili, że się nie uczą, nie słuchają starszych i w głowie im tylko Internet i zabawa. Ci sami ludzie wstawali codziennie na jutrznię o 8 rano, sprzątali łazienki i nosili drewno podczas pracy na rzecz ośrodka, a wieczorem słuchali z nami "Pana Tadeusza". Ojciec Jan wychowywał nas wszystkich tak samo, nie dzielił nas na grzecznych i niegrzecznych, ale wprowadzał zasady jasne i czytelne, których po prostu się przestrzegało. Mówił do nas często o rzeczach trudnych, ale prostym językiem. To sprawiało, że podążały za nim tłumy - również tłumy tych nieposłusznych dzieci.

I my stawaliśmy się piękniejsi

Wyjeżdżałam ze łzami w oczach, patrząc tęsknie przez szybę auta na Pola Lednickie. I chociaż było mi bardzo przykro, że coś się kończy, dzisiaj wiem, że tak nie jest i wiele osób z lednickich wakacji spotykam do dziś. Dzwonimy do siebie albo przejeżdżamy pół Polski, żeby się spotkać i powspominać najpiękniejsze chwile naszego życia.

Z wakacji lednickich wyjeżdżałam też często niewyspana albo z głosem zachrypniętym od śpiewania przy ognisku. Opalenizna kończąca się w miejscu spodenek lub koszulki daleko odbiegała od letniego ideału z kolorowych gazet. Przywoziłam mnóstwo brudnych ubrań, wśród których przeważały sportowe i wygodne stroje. Wcale nie wyglądaliśmy pięknie. Piękniejsi stawaliśmy się w środku.

Święci i błogosławieni w tygodniu

26 czerwca - święci męczennicy Jan i Paweł
26 czerwca - św. Josemaría Escrivá de Balaguer, prezbiter
26 czerwca - św. Zygmunt Gorazdowski, prezbiter
26 czerwca - bł. Andrzej Jacek Longhin, biskup
26 czerwca - bł. Jakub z Ghaziru, prezbiter
27 czerwca - św. Cyryl Aleksandryjski, biskup i doktor Kościoła
27 czerwca - Najświętsza Maryja Panna Nieustającej Pomocy
27 czerwca - św. Emma z Gurk, wdowa
28 czerwca - św. Ireneusz, biskup i męczennik
28 czerwca - św. Paweł I, papież
29 czerwca - święci Apostołowie Piotr i Paweł
30 czerwca - święci Pierwsi Męczennicy Świętego Kościoła Rzymskiego
30 czerwca - św. Władysław, król
30 czerwca - bł. Rajmund Lull, męczennik
30 czerwca - bł. January Maria Sarnelli, prezbiter
 
1 lipca - Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa
1 lipca - św. Otton z Bambergu, biskup
1 lipca - św. Teobald z Provins, pustelnik
1 lipca - bł. Jan Nepomucen Chrzan, prezbiter i męczennik
2 lipca - św. Bernardyn Realino, prezbiter
2 lipca - Najświętsza Maryja Panna Tuchowska
2 lipca - Najświętsza Maryja Panna Kodeńska, Matka jedności
2 lipca - Najświętsza Maryja Panna Licheńska
3 lipca - św. Tomasz Apostoł
3 lipca - św. Leon II, papież
3 lipca - św. Rajmund Gayrard, prezbiter

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna: (oprócz sobót, I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.