WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

25/875       -       12 czerwca 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 

2c

 

 

Niedziela, 12 czerwca 2022 r. C.

 

 

UROCZYSTOŚĆ

 

NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY

 

 

EWANGELIA

J 16, 12-15

Wszystko, co ma Ojciec, jest moje; Duch z mojego weźmie i wam objawi

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi».

 

3

 

Prawda o Trójjedynym Bogu jest trudna do pojęcia. Ale ważniejsze od jej zrozumienia jest odkrycie, że Bóg ciągle działa.

Bóg działa? Tak, na przykład w Kościele. Wierzysz w to? A może raczej wierzysz, że Bóg nie dotrzymuje słowa i swój Kościół opuścił?

W czytaniach tej niedzieli trudno dopatrywać się jakiegoś jednego wątku historiozbawczego. Ich wspólnym mianownikiem jest co innego: prawda o Bogu w Trójcy Jedynym. Nie ma tu formuły „jedna natura, trzy osoby (hipostazy)”, ale jest ukazanie Boga Ojca, Syna i Ducha. Tekstów nie dobrano w duchu polemiki z antytrynitarzami. Nie ma więc żadnego z tych, w których Jezus jest nazwany Bogiem.

Dzisiaj dowiadujemy się o cennej pomocy Ducha Świętego, ale na tle całokształtu Jego relacji z Ojcem i Synem, nie tej teoretycznej z traktatów teologii, ale powiązanej z naszą sprawą najdonioślejszą, ze zbawieniem. Dynamice zbawczego planu Bożego, którego etapem wstępnym jest objawienie Mądrości twórczej w Starym Testamencie (I czytanie), mamy dać dynamiczną własną odpowiedź – odwzajemniać się miłością. Nie darmo w II czytaniu wyliczone są wszystkie trzy cnoty teologalne z podkreśleniem szczególnej niezawodności naszej nadziei. A człowiek współczesny albo tkwi w zarozumiałej obojętności wobec spraw Bożych, będąc pogrążonym w doczesnych osiągnięciach, albo przeciwnie często jest skierowany w stronę rozpaczy, jak bywa u niektórych egzystencjalistów.

 

5

 

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Chwila kontemplacji
- Taniec radości
- Już dorosły, a wciąż niedojrzały...
- "Do czego są księża". Pytanie o kryzys tożsamości
- Czego szukają młodzi na Lednicy?
- Nie dzwońcie do mnie zza granicy
- Rozum tylko się zdrzemnął?
- Przez 60 lat budował… katedrę. Własnymi siłami. Dlaczego?
- Kupuje i chroni opuszczone kościoły, by nie zamieniano ich w sklepy i mieszkania
- Rosja: ksiądz aresztowany za krytykę wojny na Ukrainie
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

 

12a

 

Chwila kontemplacji

Uzbrojeni w potężne teleskopy badamy odległe światy, chcąc poznać ich tajemnice oraz oswoić grozę i piękno. Próbujemy odczytać naturę i znaleźć jej ostateczny, czytelny wzór, który wyzwala z lęku przed nieznanym. Spoglądamy nie tylko daleko w niebo, ale patrzymy również w głąb, sięgając po najmniejsze składowe mikroświata. Niemal zawsze się okazuje, że coś, czego dotykamy i co, wydawałoby się, znamy, skrywa w sobie jeszcze więcej – nową tajemnicę. W jakimś sensie ciągle pozostajemy głupi, bo nie rozumiemy i nie potrafimy zapanować nad tyloma zjawiskami. Mądra natomiast okazuje się natura z wpisanym w jej wnętrze kodem. Ile trzeba pokory, by zacząć go rozumieć, by uznać świętą Obecność tego, który wypowiedział Słowo stworzenia i który daje się poznać przez swoje dzieła.

Jest coś fascynującego w tej możliwości i drodze poznania Boga. Z jednej strony ślady Jego obecności, dedukcja prowadząca do niemożliwego, z drugiej jednak ciągła mgła i niepewność, dopóki On sam nie przemówi. Dopóki nie da do siebie dostępu, a to jest łaska.

Bóg, w którego wierzymy, jest Trójcą, to znaczy wspólnotą Miłości. Daje się poznać ludzkiej wierze i jej tęsknocie zawartej w nadziei. Daje do siebie dostęp wtedy, gdy kochamy. Nie mamy innych narzędzi poznania Jego boskiego życia jak te trzy: wiarę, nadzieję i miłość. To one prowadzą do spotkania Osoby Boga, a nie idei.

Kiedy próbujemy mówić o jednym Bogu w trzech Osobach, to w zasadzie wyznajemy wiarę w to, że w Nim samym, w Jego wnętrzu, króluje Miłość. Nieustający ruch dawania i przyjmowania siebie nawzajem bez końca. A skoro Bóg taki jest w swojej naturze, to znaczy, że człowiek, zgodnie z obietnicą: „gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy i oznajmi rzeczy przyszłe”, może już dzisiaj żyć według tego boskiego wzoru. Kochać świat i ludzi boską miłością daru do końca to wejść w radość Boga. Najpełniej miłość Boga objawia się w Synu, w Jego ofierze za przyjaciół i nieprzyjaciół. Niedziela Trójcy to przede wszystkim chwila kontemplacji piękna Boga. A skoro piękna Boga, to również człowieka, który stworzony na Jego podobieństwo i uzdolniony do piękna, staje się najbardziej podobny do Boga wtedy, gdy kocha, gdy daje siebie drugiemu w miłości.                    

                                                                                 

Tomasz Zamorski OP – „wdrodze”

 

 

 

13

 

Taniec radości

Pamiętam z dzieciństwa animowany film zatytułowany Pomysłowy Dobromir. Opowiadał o chłopcu, który zafascynowany był odkrywaniem świata, a napotykając rozmaite trudności, wpadał na proste, ale genialne rozwiązania. Ten tytuł wraca do mnie, gdy myślę o świętym Augustynie. Był takim pomysłowym Augustynem, poszukującym Obecności Bożej w świecie. Jako młodzieniec długo błądził po rozstajnych drogach, ale wędrowanie po manowcach doprowadziło go do przekonania, że Bóg to Ktoś, kto we mnie jest bardziej mną niż ja sam. Przekonany, że pierwotny ślad Trójcy Świętej odzwierciedla się w życiu ducha ludzkiego, pytał: Ale gdzie, jak? Jak mogę w sobie dostrzegać obecność Trójcy Świętej? I odpowiadał: zobacz, że duch człowieka jest równocześnie pamięcią, słowem i miłością.

Pamięć, słowo i miłość to dla pomysłowego Augustyna przestrzenie ducha, noszące ślad Trójjedynej Obecności. Pamięć jako radość ze Źródła życia i równocześnie poczucie bezpieczeństwa, że jest Ojciec, który mnie stworzył i czuwa nad moim krokiem. Słowo jako doświadczenie inteligencji, uczenia się, ale i zdolność do porozumienia, która pochodzi od Syna. I wreszcie miłość, czyli pragnienie pełni związane z niewystarczalnością tego, co skończone, ale i zdolność do przekraczania zranień, krzywd i grzechu, biorąca się w człowieku ze Świętego Ducha.

Kiedyś zobaczyłem te tajemnice, prowadząc rekolekcje dla małżeństw z dziećmi. Podczas mszy, która kończyła nasze spotkanie, troje z nich: Marysia, Maciek i Terenia swoim zachowaniem odsłaniali to, co próbował nazwać Augustyn. Marysia wnosiła w procesji na wejście rysunek przedstawiający świętą Urszulę Ledóchowską, który sama narysowała, wzorując się na zdjęciu wiszącym przy wejściu do kaplicy. Pochodząca od Syna Bożego zdolność twórcza objawiła się też w tym, że dorysowała świętej jabłoń z pięknymi owocami, której na oryginale nie było. A jak Maciej opowiadał tajemnice Trójcy? Służył do mszy, ale gdy tylko zaczęły się czytania, smacznie zasnął. I pokazując, że wszyscy jesteśmy pod opieką Ojca, bezpiecznie odpoczywał do końca mszy, bo kościół jest najlepszym miejscem do odzyskiwania sił. Natomiast najmłodsza Terenia na koniec z radością wzięła relikwie świętej Anieli Merici. Wcześniej bardzo płakała, że nie mogła ich wnosić, bo robił to Maciek, teraz rozpromieniona zaczęła z nimi… tańczyć przed ołtarzem. Dziecięca radość i prostota pochodzące od Ducha, ocierającego łzy płaczącym i przywracającego radość życia, wezbrała w moim sercu takim uczuciem, że i mnie chciało się tańczyć na Chwałę Trójcy Przenajświętszej i zawsze żyć miłością.                                 

Wojciech Prus OP – „wdrodze”

 

 

 

14

 

Już dorosły, a wciąż niedojrzały...

Kocham cię. Cieszę się, że jesteś. Jesteś dla mnie darem od Boga i bardzo cieszyłam się, gdy się urodziłeś. Uwielbiam, gdy się uśmiechasz. Twoje przytulenie dodaje mi sił i jest jak balsam na serce...

Takie i inne słowa staram się wypowiadać swoim dzieciom jak najczęściej. Jakiś czas temu wydawało mi się to sztuczne i bardzo trudne, dziś widzę jaką moc mają słowa miłości – wypowiadane nie tylko w stosunku do dzieci.

Nosimy w sobie różne deficyty. Jednym nie przeszkadzają one w codziennym funkcjonowaniu, bo dostali od własnych rodziców mocny pakiet miłości na „start” w dorosłe życie. Innym wręcz przeciwnie. Wchodząc w dorosłość pokaleczonym i nieutulonym – nie potrafią kochać i przyjmować miłości tak, jak tego pragną.

Nie ma rodzin idealnych, w każdym są i będą jakieś przestrzenie pragnące zapełnienia akceptacją, obecnością, miłością. Czasem nie znajdzie się nikt, kto by je wypełnił. Nikt poza Bogiem.

Niedawno obchodziliśmy Dzień Matki, w tym tygodniu również Dzień Dziecka. Kurz opadł, słodkie zdjęcia w social media rozmyły się już wśród innych uśmiechniętych kadrów. A życie pozostało życiem. Być może z pustką i tęsknotą.

Znam wiele osób, które choć są już dorosłe, nadal nie są dojrzałe. Jestem daleka od tego, by winę za taki stan rzeczy widzieć wyłącznie w trudnościach wyniesionych z okresu dzieciństwa. Dziś mamy wiele możliwości, by nie zatrzymywać się na etapie emocjonalnego rozwoju dziecka. Terapie, grupy wsparcia, wspólnoty, kierownictwo duchowe, mądrzy przyjaciele. Całe morze możliwości.

A gdzieś wśród nich może pojawić się lęk, by z nich skorzystać, bo czasem łatwiej całe życie przejść jako ofiara trudnego dzieciństwa, niż zająć się sobą tak, by wyjść z tego położenia. To drugie wymaga bowiem ogromnego wysiłku. Wymaga tego, by dotknąć ran, może już zabliźnionych. Wymusza w jakiś sposób zaufanie, którego nikt wcześniej nie nauczył. Pozbawia wygodnej wymówki, że wolno mi ranić innych, bo rodzice mnie skrzywdzili i proszę teraz, by się nade mną trochę poużalać.   

Magdalena Urbańska – „deon.pl”

 

 

15

 

 

"Do czego są księża". Pytanie o kryzys tożsamości

Sekularyzacja, galopująca wśród młodzieży, jest tylko jedną z przyczyn spadającej liczby powołań kapłańskich i zakonnych. Inną, nie mniej istotną jest - jak sądzę - pogłębiający się kryzys tożsamości kapłanów, osób konsekrowanych i świeckich.

To był naprawdę dobry dzień. Odbyłem kilka spotkań, nagrałem opowieści o swojej nowej książce (już niebawem będzie o niej więcej - także na portalu Deon), a wieczorem poszedłem jeszcze na pogaduchy ze znajomym księdzem (precyzyjniej zakonnikiem). I właśnie on, gdy piliśmy razem lemoniadę, zadał mi pytanie, które wciąż we mnie siedzi: „Tomek, jak sądzisz do czego są księża? Jaka jest nasza szczególna tożsamość?”. A potem dodał, że bez odpowiedzi na pytanie o to, jakie jest szczególne powołanie kapłanów (ale w sensie ścisłym także księży zakonnych w całej różnorodności ich charyzmatów) nie będzie możliwe przekonanie młodych do tego, że kapłaństwo ma sens, że jest sensownym pomysłem na życie, że warto podjąć ryzyko radykalizmu.

Skąd takie pytanie? Dlaczego jest ono rzeczywiście istotne? Odpowiedź jest, jak się zdaje, oczywista. Model społeczny kapłaństwa, związany z pewnym wyniesieniem, ale i odseparowaniem, przeznaczeniem do rzeczy świętych, przestał być aktualny. Nie widać powodu, by księża mieli zajmować się zarządzaniem, administracją, biurokracją, finansami, by byli - jak to ujmował Benedykt XVI - fachowcami od budownictwa. Tym wszystkim mogą i powinni zajmować się w Kościele ludzie świeccy. To nasza sfera odpowiedzialności, która nie sprowadza się tylko do przekazywania środków na Kościół, ale także do zarządzania nimi.

Ale to nie wszystko. Świeccy, posługując się terminologią socjologiczną, wyemancypowali się, i nie zawsze potrzebują - co także było istotnym elementem tożsamości kapłańskiej - przewodników, pasterzy, kierowników. Fachowcami od modlitwy czy medytacji - czasem nie gorszymi, a nawet lepszymi - są coraz częściej świeccy. Nie inaczej jest z towarzyszeniem duchowym, które z powodzeniem prowadzone może być przez świeckich. Teologia od dawna nie jest już sferą zainteresowania i studiów wyłącznie duchownych, a święcenia kapłańskie niczego istotnego nie dokładają ani do poziomu wiedzy, ani do zdolności komunikacyjnych. Nieczęsto stawia się już także tezę (nawet, jeśli wciąż jest ona obecna w Katechizmie czy rozmaitych dokumentach), że istnieje jakieś lepsze, bardziej Boże, istotniejsze powołanie. Klerykalizm jest odrzucany i to nie tylko w nauczaniu papieskim, ale i w codziennym życiu. Jeśli zaś nie ma chrześcijan „różnych prędkości” i każdy z nas jest powołany do świętości, to trudno nie pytać, po co decydować się na życie kapłańskie? Jeśli to, co przez wieki było specyficznym zadaniem księży, nie tylko może, ale i jest wykonywane przez świeckich, to po co decydować się na to powołanie?

Pierwszą narzucającą się odpowiedzią na to pytanie jest nierozerwalne powiązanie między kapłaństwem a Eucharystią. Jeśli jest powód, by podjąć radykalne wezwanie do kapłaństwa, to jest nim właśnie świadomość znaczenia Mszy świętej, konieczności Eucharystii dla życia chrześcijańskiego. Ksiądz albo jest człowiekiem Eucharystii, zanurzonym w Jej tajemnicę, zakorzenionym w liturgiczne jest sprawowanie, albo w istocie przestaje być niezbędny. Wszystko (niemal, bo jest jeszcze spowiedź) inne mogą zrobić świeccy. Liturgia i jej sprawowanie, eucharystyczna pobożność to jest zatem przestrzeń kapłańskiej tożsamości. Tam, gdzie zaczyna tego brakować, tam zaczyna brakować powodów, by iść ku kapłaństwu.

Przez lata był naukowcem badającym czarne dziury. Odkrył jednak swoje prawdziwe powołanie i dziś jest księdzem

Przez lata był naukowcem badającym czarne dziury. Odkrył jednak swoje prawdziwe powołanie i dziś jest księdzem

Ale, żeby ta eucharystyczna pobożność była żywa, była autentyczna, niezbędne jest osobiste doświadczenie modlitwy w ciszy, medytacji, Adoracji. Bez tego doświadczenia trudno wejść w tajemnicę Mszy, sprawować Ją w pełnej świadomości Jej znaczenia. Gdy jednak to doświadczenie, zawsze osobiste, stanie się żywe, gdy zacznie stawać się codziennością, wówczas ksiądz może i powinien stawać się świadkiem przemieniającej mocy modlitwy, wtedy może stawać się jej nauczycielem, mistrzem duchowym. To jednak wyrastać będzie nie z samego sakramentu, nie z urzędu, ale z tego, co on sam przeżył, przemedytował, czego doświadczył. Tacy świadkowie, nauczyciele, mędrcy będą ostatecznie fundamentem, na którym odbudować będzie można nową tożsamość kapłańską. Nową, ale przecież zakorzenioną w chrześcijańskiej tradycji.

 

 

 

16

 

Czego szukają młodzi na Lednicy?

  - Młodzi ludzie przyjeżdżają na Pola Lednickie szukać czegoś więcej. Bardzo wiele osób się spowiada, i to są głębokie spowiedzi, po latach. Tęsknią za byciem razem, za spotkaniem – tak o lednickim wydarzeniu, które w tym roku wróciło po pandemicznej przerwie, mówią duszpasterze.

Spotkanie młodych w Lednicy odbyło się w tym roku po raz dwudziesty szósty. Ograniczenia związane z covidem nie pozwoliły ani w 2020, ani w 2021 roku zorganizować go na żywo. Jak zmieniła się Lednica po takiej przerwie?

- Przerwa spowodowała, że dużo trudniej jest zebrać młodzież, namówić ich do wyjazdu – mówi ks. Piotr Jarosiewicz, duszpasterz młodzieży diecezji drohiczyńskiej. – Ale nie jest tak, że oni w ogóle nie chcą jechać. Moja grupa liczyła dwadzieścia osób, z czego dziewiętnaście było na Lednicy pierwszy raz i wszyscy byli bardzo zadowoleni.

- Młodzież jest tak naprawdę o wiele bardziej spragniona takich spotkań, niż wcześniej, bo po czasach pandemii są po prostu wytęsknieni. Było mniej uczestników, ale ci, którzy byli, bardzo się cieszyli swoją obecnością. Widać było, jak to bycie razem, wszystkie te modlitwy i animacje były im bardzo potrzebne. Oczywiście mieli telefony w rękach, ale ważniejsze było dla nich to, żeby się spotkać – dodaje ks. Przemysław Kapała, który na Lednicę zabrał grupę z diecezji kaliskiej.

Wyjazd na Lednicę w „zwykłej” formie to duży wysiłek w porównaniu z udziałem online. Od czasów pierwszego spotkania świat mocno się zmienił. O wiele więcej treści dotyczących wiary, modlitwy, szukania Boga można znaleźć w internecie, w mediach społecznościowych, na kanałach katolickich youtuberów czy tiktokerów. Lednicki program zawsze zakłada wysiłek związany z wyjazdem, marznięcie i moknięcie pod gołym niebem, długi marsz z parkingu pod lednicką rybę i nocne przejście pod nią na zakończenie spotkania.

A jednak młodzi są. Co prawda jest ich mniej, w tym roku 20 tysięcy – tak mało uczestników w ciągu całej historii Lednicy było tylko raz, na pierwszym spotkaniu, gdy nikt jeszcze nie myślał o tym, że impreza może stać się cykliczna. Ostatnie lata przed pandemią były zupełnie inne: w 2018 roku przyjechało ponad 85 tysięcy młodych, w 2019 – około 60 tysięcy. Wydaje się, że dwadzieścia tysięcy to naprawdę mało, a z drugiej strony na spotkanie przyjechali ludzie, którzy naprawdę chcieli tutaj być.

- To było bardzo widoczne, że chcą być razem. W czasach zamknięcia w „pudełku”, jakim jest telefon, oni chcieli być razem, obok siebie, zapomnieć na chwilę o całym świecie, który ich otacza – zauważa ks. Kapała. – Także dla nas, kapłanów, to było bardzo ważne. Wielką radością było się spotkać. My też za tym tęskniliśmy, śmialiśmy się, że podczas spotkania wszyscy odmłodnieliśmy o przynajmniej dziesięć lat – mówi duszpasterz, który prowadzi swoje konto na TikToku i podczas Lednicy razem z innymi księżmi-tiktokerami nagrywał pełne radości filmiki pokazujące wydarzenie.

Marta Łysek – „deon”

 

 

 

17

 

Nie dzwońcie do mnie zza granicy

Poruszający wiersz Siergieja Szelkowyja, ukraińskiego poety i tłumacza,
w przekładzie Antoniego Matuszkiewicza.
* * *
Nie dzwońcie do mnie zza granicy.
Ja przed wojną nie będę uciekał –
Z Ukrainy, którą zły sen niszczy,
ściąga realną drogą na dno piekieł.
Jeszcze krwawszy ogarnie nas czas,
Jeszcze nieraz będą nas zabijali.
Lecz niebo samo zatroszczy się o nas
I jak świece gwiazdy nam zapali.
I na przekór nawale drapieżnego zwierza,
Na przekór grozie z odwiecznego bydła
Będzie, będzie Ukraina moja,
Przeznaczenia jej światło rozbłyska!
Nie zapraszaj mnie do ziemi piękniejszej –
Tu boleje serce me przebite.
Eloi – znowu wykrzyczę –
Eloi,
Tu są pokłady wszystkich mogił moich,
Poczęstunki wszystkie nad nimi i kwiaty.
------------------------------------------------------------------------------------
Wojenny wiersz Siergieja Szelkowyja, ukraińskiego poety i tłumacza.
w przekładzie Antoniego Matuszkiewicza
Nic zmyślonego, tylko sama prawda…
* * *
Dwudziesty dzień mija, jak rodzinne miasta
Mój Charków, Mariupol przez katowskie mordy
Skrwawione leżą jakby zdjęte z krzyża,
Tysiące istnień rublem zarąbane hordy.
I wpadł do domu córki iskander kremlowski
I biełgorodski grad uderzył w moje ściany.
Tak, cudem ocalałem, odtąd dni odliczam,
Nieuchronnie mierzące do pełnej odpłaty.
I widzę już tę chwilę,
Żarłoczny antyświat
Mroków imperium jak duch się rozpłynie.
Wtedy przez zakrwawiony ślad
Niebieski wzejdzie kwiat,
I Słońca żółty Bóg obejmie Ukrainę!
15.3.22

 

 

 

18

 

Rozum tylko się zdrzemnął?

Podobno kiedy Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu zabiera rozum.

Tak mawiali nasi dziadowie.... Wróciłem z krótkiej wycieczki. Odwiedziłem między innymi sycylijskie Palermo. Miasto jak miasto. Za to wnętrza kilku tamtejszych kościołów... Przyznaję, ciągle jestem pod wrażeniem. Zachwyciły mnie zwłaszcza te z mozaikami. Z mozaik zaś te, na których przedstawiano różne sceny biblijne. Ot, Bóg stwarzający Adama: ten promień światła biegnący od Boga w kierunku Adama, mający chyba przekazać myśl, że Stwórca właśnie tchnie w swoje stworzenie tchnienie życia. Człowiek patrzył i rozumiał o co chodzi. Świetną intuicję mieli tworzący je artyści. Żeby nie było: te mozaiki ułożyli przed wiekami muzułmańscy Arabowie.

Znalazłem też jednak w tym mieście i inne dzieło sztuki. Nowy pomnik na najważniejszym skrzyżowaniu jego starówki... Aż się człowiek dziwnie czuje, gdy przychodzi go opisać.... Umocowane na betonowej podstawie i pomalowane szarą farbą ramię koparki z łyżką. Beton tworzący podstawę – chyba celowo – lekko rozgrzebany. Całość ogrodzona wysokim „budowlanym” płotem....

Ha. Na pewno myśl w tym jakaś jest. Choć do miejsca pasuje jak pięść do oka. Pytanie tylko czy to coś naprawdę trzeba uważać za dzieło sztuki? Znacznie ciekawszych na każdym placu budowy zobaczyć można dużo więcej. Podarowawszy sobie dalsze złośliwości: czy naprawdę kryterium tego co jest, a co nie jest dziełem sztuki powinno być to, że za takowe uznał je jakiś artysta? No bo jeśli to ja bym postawił na plaży trzy babki z piasku i zawołał, że to dzieło sztuki, to chyba nikt by tego na serio nie wziął?

Nie zamierzam dyskutować o sztuce. W tej jednak właśnie dziedzinie ujawnia się najwyraźniej to, co jest smutną chorobą naszego czasu: dla kształtowania widzenia świata nie są dziś ważne jakieś obiektywne kryteria, trzeźwa ocena faktów, rzeczowa dyskusja; nie jest ważna prawda czy nawet sprawiedliwość. Ważne jest to, co ktoś uważany za autorytet głośno krzyknie. Nawet jeśli krzyczy w narkotycznym widzie. A wielu ludzi... No, wiadomo...

Coraz bardziej czuję się tym zmęczony. Wiem, posługiwanie się stereotypami ułatwia życie. Całkiem bez nich się nie da. Ale po to Pan Bóg dał człowiekowi rozum, by go używał. Co zrobić, gdy uważający się za tak rozumnego człowiek XXI wieku artykułuje poglądy pełne sprzeczności i niedorzeczności? Nie wiem. Wiem tyle, że nie mam zamiaru w tym uczestniczyć.

 

 

 

19

 

Przez 60 lat budował… katedrę. Własnymi siłami. Dlaczego?

Zobacz film! - Justo Gallego Martinez

"Katedra", Słowacja 2022, reż. Denis Dobrovoda

Nie był budowlańcem. Nie używał maszyn budowlanych. Przez 60 lat własnymi siłami wznosił… katedrę. Świątynią zainteresowało się nawet UNESCO. Ale pojawiły się problemy z jej ukończeniem…

Dla jednych idealista wiedziony wiarą, dla innych szaleniec próbujący dokonać niemożliwego. 60 lat temu Justo Gallego Martínez rozpoczął wznoszenie gigantycznej katedry. Własnymi środkami i niemal wyłącznie za pomocą własnych rąk. Co dzieje się ze świątynią po śmierci budowniczego?

Film Katedra

Rodzice Martineza byli rolnikami, on nie skończył żadnej szkoły, nawet podstawowej. Skąd więc tak genialne wyczucie stylu i warunków budowy katedry?

Justo urodził się w święto maryjne. W dzieciństwie nie wyróżniał się specjalnie. Kiedy miał około 30 lat, zamarzyło mu się wzniesienie katedry. Być może byłoby to niewykonalne, gdyby nie ojcowski spadek. Justo odziedziczył po rodzicach duży obszar ziemi i założył… wioskę. Chcąc ściągnąć ludzi w miejsce, gdzie nie byłoby szans na zbudowanie osady, rozdawał ziemię ze spadku każdemu, kto pomoże w zbudowaniu katedry.

Zgromadził niemałe grono przedstawicieli różnych zawodów. Niektórzy go jednak oszukali, zaledwie raz czy dwa pojawiając się na budowie. On się nie zrażał. Do budowy świątyni wykorzystywał dostępne materiały z odzysku. Na przykład piłki tenisowe, których ktoś kiedyś mu podarował 500 sztuk.

Ornament z piłek

Justo porozcinał piłki, a do środka wlewał beton. Później układał jedna na drugiej, ozdabiając konstrukcję z zewnątrz. Kiedy beton zastygał, odcinał gumę, uzyskując ornament z pięciuset jednakowej wielkości kulek. „Bóg stworzył wiele wspaniałych, okrągłych rzeczy. Ludzkie oko jest okrągłe” – mówił.

W ten sam sposób wykorzystywał inne produkty i narzędzia. Co ciekawe, w ogóle nie używał maszyn budowlanych, choć wciągał wiadra z betonem i piachem na wysokość kilkudziesięciu metrów. Ciężkie taczki wnosili też młodzi ludzie, którym płacił pieniędzmi ze spadku.

Justo wzniósł budowlę o wymiarach 50×20 metrów, wysoką na 35 metrów. Problemem okazała się kopuła. Tylko cztery osoby odważyły się wejść tak wysoko. Musiał więc większość prac wykonać sam. Choć pracował bez zabezpieczenia, nigdy nie uległ wypadkowi.

Co dalej z katedrą?

Justo nie był profesjonalnym budowlańcem, mógł więc pomylić się w obliczeniach. Ale jak przyznają znawcy tematu, katedra wygląda na solidną. Pojawiły się jednak wątpliwości i ryzyko katastrofy budowlanej.

Kolejne zgody, certyfikaty, pozwolenia stawiały pod znakiem zapytania dokończenie budowy. Los był niepewny, zwłaszcza w przypadku śmierci inicjatora budowy.

Justo miał już 90 lat i coraz bardziej zdawał sobie sprawę z kresu swoich możliwości.

Postanowił więc zadbać o dokumentację.

Początkowo, zgodnie z wolą budowniczego, katedrę miał przejąć Kościół katolicki. Miałyby tam powstać również seminarium i biblioteka.

Zainteresowanie UNESCO

Badania i decyzje przedłużały się. Katedrą zainteresowało się UNESCO. Dostrzegło w niej obiekt ważny z perspektywy ludzkości. Zainteresowały się nim również media. Justo wystąpił w reklamie i popularność jego budowli wzrosła. Nie spodziewał się tego.

Do życia potrzebował niewiele. Chciał realizować swoją misję, bo tak postrzegał budowanie katedry. Tymczasem pojawiła się perspektywa, że po jego śmierci świątynia zostałaby uznana za ruinę i zburzona. Reklama znanej marki napojów odniosła jednak skutek. Budowniczemu poświęcono wystawę w Nowym Jorku. Pisały o nim gazety. Temat legalizacji budowli wkroczył na nowe tory.

Okazało się jednak, że UNESCO nie może uznać za zabytkowy obiektu wzniesionego bez wymaganych zgód i zezwoleń. Justo zdał sobie sprawę z tego, że sam dłużej nie da rady.

Plan filmu "Opiekun" o świętym Józefie w Kaliszu

Czytaj także:

„Opiekun” to fabuła ze św. Józefem w tle. Przeczytaj, co ważnego powiedzieli nam aktorzy i zobacz zdjęcia z planu

Ekumeniczny dialog

Justo widział katedrę jako miejsce dla katolików wyznania zachodniego. Nie myślał o prawosławnych, protestantach, wyznawcach islamu. Świadom trudności w dokończeniu i przekazaniu budowli Kościołowi katolickiemu, zdecydował się na współpracę z organizacją, która prowadzi dialog ekumeniczny z wyznawcami innych religii.

I choć nie jest to do końca zgodne z przekonaniami budowniczego, dziś na budynku powiewają flagi różnych państw, a do obiektu przychodzą przedstawiciele różnych religii. Obecnie trwają prace zmierzające do legalizacji katedry.

*Film dokumentalny Katedra reż. Denisa Dobrovody można oglądać w ramach Krakowskiego Festiwalu Filmowegoonline do 12 czerwca.

Jolanta Tokarczyk - 10.06.22 – „deon”

 

 

 

20

 

Kupuje i chroni opuszczone kościoły,

by nie zamieniano ich w sklepy i mieszkania

Chrześcijański przedsiębiorca z Niderlandów 74-letni Wim Annen w ciągu pięciu lat kupił już czwarty nieczynny kościół w Geldrii - największej prowincji tego kraju. Według tamtejszych mediów Annen twierdzi, że chce w ten sposób zapobiec przekształcaniu budynków kościelnych na mieszkania, sklepy lub inne cele i ma nadzieję, że w przyszłości ludzie znów zaczną chodzić w większym niż dotychczas stopniu do świątyń.

Ks. Węgrzyniak: dopóki księża zajmują się blachą na kościół, to znaczy, że ich nie brakuje

Ks. Węgrzyniak: dopóki księża zajmują się blachą na kościół, to znaczy, że ich nie brakuje

Wiara i społeczeństwo

W rozmowie z dziennikiem "Nederland Dagblad" przedsiębiorca powiedział, że chce zachować kupowane kościoły jako miejsce refleksji i "uczynić je bardziej otwartymi", gdyż "są one piękniejsze niż sala bilardowa czy centrum dywanów". Wyraził przy tym przekonanie, że choć frekwencja w kościołach gwałtownie spada, to jednak "wiara ludzi nie zanikła". Zwrócił też uwagę, że wiara i uczęszczanie do kościoła cyklicznie się zmieniały.

"Wierzę, że potrzeba obecności kościoła znów wzrośnie"

Na skutek pandemii i wojny wielu ludzi przekonało się, że "nie możemy tego zrobić sami" - przekonywał rozmówca gazety i dodał: "Wierzę, że potrzeba obecności kościoła znów wzrośnie".

Po kupnie kościoła katolickiego w Meddo, w którym nabożeństw nie sprawowano od ponad roku, Annen zamierza nabyć jeszcze w tym roku trzy inne kościoły w rejonie Achterhoeku. Według mediów, dobroczyńca chrześcijański jest już właścicielem kościoła baptystów w Doetinchemie i dwóch innych świątyń w Hoogeveenie i Zuidwolde.

 

 

 

21

 

Rosja: ksiądz aresztowany za krytykę wojny na Ukrainie

7 czerwca w Sankt-Petersburgu został aresztowany prawosławny ksiądz o. Ioan Kuromariow pod zarzutem rozpowszechniania „fałszywych wiadomości” na temat toczącej się obecnie wojny na Ukrainie.

Poinformował o tym niezależny portal Baza, dodając, że „policja urządziła nalot na mieszkanie kapłana i skonfiskowała znajdujące się tam przedmioty religijne”.

Inne niezależne źródło rosyjskie – Mediazona, powołując się na sądowe materiały informacyjne w tym mieście, potwierdziło tę wiadomość, którą z kolei przekazała 9 bm. w USA popularna strona The Daily Beast. Na podstawie nowych przepisów o „szerzeniu niewiarygodnych informacji o działaniu rosyjskich sił zbrojnych” kapłanowi grozi kara do 10 lat więzienia.

Sprzeciw wobec wojny

Przyczyną aresztowania jest wideo, które duchowny zamieścił w mediach społecznościowych jeszcze w marcu br. Była to jego odpowiedź na twierdzenie prokremlowskiego propagandzisty Władimira Sołowjowa, że gdyby nawet w czasie tej wojny doszło do użycia broni jądrowej, to Rosjanie „poszliby do nieba”.

Na filmiku kapłan, który jest doktorem teologii, podważył takie rozumowanie, mówiąc: „Muszę rozczarować tych wszystkich, którzy wierzą w ten fake news, gdyż rozpętanie wojny nie prowadzi do nieba. To nie Ukraina zaatakowała Rosję i (w związku z tym) wy (rosyjscy żołnierze) traficie nie do nieba, ale w przeciwnie – do piekła”.

Już w zeszłym roku Kuromariow wywołał gniew Kremla żądaniem postawienia zarzutów karnych ministrowi obrony Rosji Siergiejowi Szojgu za umieszczenie w katedrze Sił Zbrojnych Rosji pod Moskwą mozaiki przedstawiającej W. Putina, samego Szojgu i żołnierzy z portetem Stalina (później wizerunek ten usunięto z cerkwi). Po tej wypowiedzi mnich został na pewien czas zawieszony w czynnościach kapłańskich.

Według The Daily Beast na podstawie wprowadzonego w marcu br. prawa o „rozpowszechnianiu niesprawdzonych informacji” (tzn. innych niż oficjalne, podane przez rząd) władze rosyjskie ścigają też innych znanych dysydentów: pisarzy Aleksandara Niewzorowa i Dimitrija Głuchowskiego a także Maksima Pokrowskiego – wokalistę zespołu rockowego „Nogu Swieło”. Z tego samego powodu zablokowano konta bankowe co najmniej trzem dziennikarzom, o czym poinformowała z kolei Agora – rosyjska pozarządowa organizacja obrony praw człowieka.

KAI / tk – „deon”

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

12 czerwca - błogosławionych 108 męczenników z czasów II wojny światowej
12 czerwca - św. Onufry Wielki, pustelnik
12 czerwca - św. Leon III, papież
12 czerwca - św. Kasper Bertoni, prezbiter
12 czerwca - św. Benedykt Menni, prezbiter
12 czerwca - bł. Maria Kandyda od Eucharystii, zakonnica
12 czerwca - bł. Stefan Bandelli, prezbiter
13 czerwca - św. Antoni Padewski, prezbiter i doktor Kościoła
14 czerwca - bł. Michał Kozal, biskup i męczennik
14 czerwca - św. Metody Wyznawca, patriarcha
14 czerwca - bł. Gerard z Clairvaux, mnich
14 czerwca - Elizeusz, prorok
15 czerwca - bł. Jolenta, księżna, zakonnica
15 czerwca - św. Wit, męczennik
15 czerwca - św. Bernard z Menthon, zakonnik
15 czerwca - św. Maria Michalina od Najświętszego Sakramentu, dziewica
16 czerwca - św. Benon, biskup
16 czerwca - św. Lutgarda, dziewica
16 czerwca - bł. Florida Cevoli, dziewica
16 czerwca - św. Jan Franciszek Régis, prezbiter
17 czerwca - św. Brat Albert Chmielowski, zakonnik
17 czerwca - św. Alina z Forest, męczennica
17 czerwca - św. Grzegorz Barbarigo, biskup
18 czerwca - św. Elżbieta z Schönau, dziewica i zakonnica
18 czerwca - bł. Hosanna z Mantui, dziewica
19 czerwca - św. Romuald z Camaldoli, opat
19 czerwca - święci męczennicy Gerwazy i Protazy
19 czerwca - bł. Tomasz Woodhouse, męczennik
19 czerwca - św. Juliana Falconieri, dziewica

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna: (oprócz sobót, I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.