WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

24/874      -       5 czerwca 2022 r. C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 

2

 

Niedziela, 5 czerwca 2022 r. C.

 

 

Niedziela

 

Zesłania Ducha Świętego

 

UROCZYSTOŚĆ

 

 

3

 

 

EWANGELIA

J 14, 15-16. 23b-26

Duch Święty was wszystkiego nauczy

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze.

Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.

To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem».

 

 

5

 

 

UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO (rok C)

Dzisiejsza uroczystość przypada dokładnie 50 dni po Wielkiej Nocy. Kończy ona Okres Wielkanocny - od jutra ponownie rozpoczyna się Okres Zwykły

 

6

 

 

Niedziela Zesłania Ducha Świętego

„Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”.

Niedziela Zesłania Ducha Świętego. Ostatni akt wydarzenia Paschy Jezusa. Powstał, wstąpił do nieba, by zasiadłszy po prawicy Ojca zostać królem wszechświata. Teraz posyła obiecanego Ducha. Czytania tej niedzieli koncentrują się właśnie na Duchu Świętym. Jego tożsamość zostaje w nich ukazana przez pryzmat Jego działania. Oczywiście, nie brak w nich i innych wątków.

Czytany w niedzielę Zesłania Ducha Świętego fragment Dziejów Apostolskich pochodzi z początku Łukaszowego dzieła. Po wstąpieniu Jezusa do nieba Apostołowie mają czekać. Uzupełniają grono dwunastu o Macieja. I zaraz potem zstępuje na nich Duch Święty. Historia ta stanowi z jednej strony spełnienie obietnicy Jezusa, z drugiej początek nowej epoki: rozszerzania się Kościoła na cały świat.

Wydarzenie ma miejsce w dzień Pięćdziesiątnicy. Czyli pięćdziesiąt dni po święcie Paschy, a zarazem pięćdziesiąt dni po zmartwychwstaniu Jezusa. Żydzi obchodzą tego dnia święto Szawuot, zwane też Świętem Tygodni, Świętem Żniw czy Zielonymi Świątkami. Pierwotnie – co dla Polaka brzmi nieprawdopodobnie – było do święto dziękczynienia za zbiory. Tak, tak, w tamtym klimacie zbiera się pierwsze plony wcześnie, nie mówiąc o tym, że jest jeszcze dość czasu na kolejne. Z czasem – jeszcze w czasach starotestamentalnych – święto zyskało nowy charakter: święta upamiętniającego nadanie Izraelowi prawa na Synaju.

Czy to dla opisywanej sceny ma jakieś znaczenie? Komentatorzy nie są tu zgodni. Część z nich jest zdania, że Zesłanie Ducha Świętego miało miejsce w to właśnie święto, bo przybywało na nie do Jerozolimy sporo pielgrzymów. Jak to czytamy w tekście Dziejów, także z bardzo odległych stron, „ze wszystkich narodów pod słońcem”. Rzeczywiście, była to dobra okazja do rozpoczęcia działalności misyjnej nowo powstałego Kościoła (wydarzenie zesłania Ducha Świętego uważane jest za zakończenie procesu jego powstawania). Wcale nie jest jednak wykluczone, zwłaszcza że autorem Dziejów jest nie tylko Łukasz, ale i Duch Święty, że jednak mamy tu też i owo odniesienie do nadania prawa na Synaju.

 

4

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Pokonać przekleństwo wieży Babel
- W szkole Ducha Świętego
- Dlaczego nie ma ikony Ducha Świętego
- Za odmówienie hymnu "Veni Creator" możesz w tę niedzielę zyskać odpust zupełny
- Kto to jest Paraklet? Sam Jezus używał tego określenia
- Z tego powodu się nie żeń!
- A borsuk wciąż czeka
- Ukradzione dzieciństwo
- Poruszający wiersz ukraińskiego żołnierza do córki
- Bułgarski chłopiec znalazł na plaży ikonę
- Przyjął chrzest, gdy miał 93 lata! Dzięki wieloletniej modlitwie żony…
- Cztery babcie panny młodej sypały kwiatki na jej ślubie!
- Znaleźli prawdziwy skarb! Dobrze, że mieli przy sobie Biblię…
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

7

 

 

Pokonać przekleństwo wieży Babel

Wielki Post trwa 40 dni, okres wielkanocny – od Zmartwychwstania do Zesłania Ducha Świętego – aż 50 dni! Zawsze się cieszę na te dodatkowe dziesięć dni. Jest w tym jakaś mądrość Kościoła, który chce zaprosić chrześcijan do celebrowania radości. Bo umartwianie się przychodzi nam zdecydowanie łatwiej niż radowanie się. Dlatego, podążając tym tropem, warto dostrzec, że dla Żydów to też dzień radości. Dzień dziękczynienia za plony, za nowe owoce – jak podczas naszych dożynek. Stąd w Jerozolimie w świątyni wielkie tłumy z całego świata. Bo warto przyjść i podziękować Jahwe. Nieprzypadkowo Pan Bóg wybiera ten dzień na święto nowych owoców. One mają przecież początek pięćdziesiąt dni wcześniej: w Wielki Czwartek, Piątek i w poranek zmartwychwstania. Teraz już Kościół jest gotowy do świętowania. A czym są w takim razie te nowe owoce? Co teraz świętujemy? Skąd te języki, które dla wszystkich stały się zrozumiałe? Skąd ten szum wiatru? I skąd ten ogień? I ta odwaga wyjścia do obcych? I tylu nawróconych i ochrzczonych?

Tym owocem jest powrót do utraconej jedności, powrót do takiego sposobu komunikacji, który pozwala zrozumieć bliźniego i nie widzieć w nim wroga. To również powrót do jedności i bliskości z Bogiem. Historia, której jesteśmy świadkami, czytając dzisiejszy fragment Dziejów Apostolskich, już przecież kiedyś miała miejsce. Tylko że wtedy nie było happy endu. To w Księdze Rodzaju czytamy o wieży Babel. To opowieść o tym, jak ludzie stracili jedność między sobą, jak z powodu pychy postanowili zbudować wieżę, która sięgnie nieba. To wtedy powiedzieli Panu Bogu „nie”, bo On chciał ich rozesłać po całym świecie, a oni chcieli się trzymać razem i nigdzie nie mieli zamiaru się wybierać. Bo mieli pomysł na szczęście, ale po swojemu, tak jak im się podobało.

Dzień Pięćdziesiątnicy, dzień Zesłania Ducha Świętego, to dzień pokonania przekleństwa wieży Babel. Od tego momentu Kościół zbiera się nie przeciwko Bogu, ale jest wspólnotą zebraną przez Boga i wokół Niego. Oraz posłaną, by być odważnym świadkiem. I dlatego otrzymuje Ducha Świętego, który nieustannie mu towarzyszy, wspomaga, kieruje i prowadzi.

Marcin Barański OP – „wdrodze”

 

 

 

8

 

W szkole Ducha Świętego

W dniu Zielonych Świąt gromadzimy się, jak Apostołowie w Wieczerniku, „wszyscy razem na tym samym miejscu”. I oczyma wiary wpatrujemy się w scenę z Dziejów Apostolskich, kiedy to uczniom, trwającym na modlitwie wraz z Maryją, „ukazały się języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”. A kiedy powstało to całe zamieszanie, „ów szum”, Żydzi „zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku”.

Oto stało się coś, „czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”. A wszystko to dzięki mocy Jezusa! Od tego dnia życie uczniów radykalnie się zmienia: nie ma w nim miejsca na strach, nieufność, niepewność, ale pojawia się szczerość, odwaga, jasność. Duch Paraklet, „będzie świadczył” o Jezusie, to znaczy będzie wzmacniał naszą słabnącą wiarę, abyśmy i my mogli świadczyć o Nim wobec świata. Będzie także doprowadzał nas „do całej prawdy”, będzie kontynuował Objawienie przyniesione przez Jezusa: tak co do przeszłości, żebyśmy zrozumieli, co Jezus powiedział i uczynił, jak i co do przyszłości.

Jesteśmy pełni zmieszania, tak jak apostołowie w Wieczerniku, może wstydzimy się naszej wiary, może nie umiemy porozumieć się z tym, który nie mówi w naszym języku. Dlatego każdy z nas ma potrzebę swojego własnego zesłania Ducha Świętego, spotkania z odnawiającą i przemieniającą mocą. On jest siłą ożywczą Kościoła. Otrzymujemy go każdy na miarę swojego otwarcia na jego działanie. Duch Święty jest niezbędny w życiu chrześcijańskim: bez Niego człowiek jest właściwie duchowo martwy. Cokolwiek dokonuje się w naszym życiu wiary, dokonuje się właśnie mocą Ducha Świętego. Każda autentyczna modlitwa, akt sakramentalny, szczere wyznanie wiary, skrucha z powodu grzechu, wybuch nadprzyrodzonej radości, uważne słuchanie Słowa Bożego, natchnienie do dobrego uczynku – wszystko to jest dziełem Ducha Świętego.

Wielu spośród wierzących zapomina niestety o obecności Ducha Świętego, klepiąc duchową biedę. Odmawiają jakieś paciorki, w niedziele spóźniają się do kościoła i boją się wejść do środka, przeżywają ciągłe lęki i wyrzuty sumienia z powodu swoich grzechów, przyciśnięci trwogą błagają Boga o ratunek, z okazji pogrzebu czy ślubu „idą do Komunii”, coś tam piąte przez dziesiąte pamiętają z katechizmu, o Biblii ledwie co słyszeli. To nie jest życie wiary, lecz duchowa, religijna wegetacja! A przecież Duch Święty jest cały czas do ich dyspozycji.

Podobnie jak Apostołom, Duch Święty został dany także i mnie. Po to, bym stawał się odważnym świadkiem Chrystusa i Jego Ewangelii w świecie. Dziś pełni ufności chcemy prosić usilnie w modlitwie o nowe wylanie Ducha na nas, na nasze rodziny, na cały świat, abyśmy zaczęli żyć według Ducha i byli naprawdę wolni.

 

 

 

9

 

Dlaczego nie ma ikony Ducha Świętego

Jezus rzekł uczniów: Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 22-23).

Współczesny językoznawca w „Małym słowniku języka polskiego” pod terminem „duch” odnotował: oznacza „energię psychiczną, właściwości psychiczne człowieka; umysł, świadomość, myślenie; duszę”. Wedle tak przyjętego rozumowania „duch” bywa wytworem refleksji, myślenia naukowego, filozoficznego. Jednak w religiach „duch” jest rzeczywistością transcendentną. Chrześcijaństwo odnosząc to pojęcie do Boga, nadaje mu szczególny charakter. Chrystus, kiedy odsłania w swoich wypowiedziach życie wewnętrzne Stwórcy, objawia, że Bóg Jedyny jest Trójcą Osób. Jedną z nich jest Duch Święty. Nazywa Go Duchem Prawdy, Parakletem. „Parakletos” w tłumaczeniu z greckiego oznacza „Pośrednika”, „Orędownika”, który wstawia się za ludźmi u Boga. Jest On sprawcą ich życia wiarą. Przed światem zaś daje świadectwo o Chrystusie.

Ducha Świętego wyznaje Kościół jako „Pana i Ożywiciela”. Aby zrozumieć tajemnicę Kościoła, trzeba mieć w świadomości, że czas jego istnienia i działalności rozpoczął się wraz z przyjściem, czyli zesłaniem Ducha Świętego na Apostołów, zgromadzonych w jerozolimskim wieczerniku. Paraklet zanim nauczanie o Nim stało się artykułem wiary, był „doświadczeniem” przeżywanym w Kościele pierwotnym. To doświadczanie Ducha nigdy nie ustało.

Samoobjawienie się Boga, jakie dokonało się w Jezusie, trwa nadal poprzez misję niewidzialnego „Pocieszyciela”. Duch Święty przychodzi po Chrystusie i za Jego sprawą, uobecnia Jego Osobę na ziemi, Jego dzieło, Jego Ewangelię. On swoją potęgą i mocą kształtuje Kościół sprawiając, że Zmartwychwstały jest pośród wierzących. I mimo, że przez niektórych chrześcijan jest On Wielkim Zapomnianym, w rozumieniu chrześcijaństwa jest Osobą, która znajduje się w centrum wiary. Według ostatniego Soboru Duch Święty „mocą Ewangelii utrzymuje Kościół w ciągłej młodości, ustawicznie go odnawia, uposaża w rozmaite dary i przy ich pomocy nim kieruje”. Pośród zmieniających się warunków i okoliczności zabezpiecza On przekaz orędzia Jezusa, jego promieniowanie pośród ludzi oraz zapewnia mu ciągłość i tożsamość.

Wiara jest czymś więcej niż przyjęciem światopoglądowych założeń. Jest zawierzeniem Bogu Żywemu. Dlatego żadna religia, nie tylko chrześcijaństwo, nie może być postrzegana jako pewien system umysłowy. Jest przede wszystkim doświadczeniem Boga, który udziela się człowiekowi. W chrześcijaństwie – przyjęciu tej niewyrażalnej rzeczywistości dopomaga właśnie Duch. Cud Zesłania Ducha był dany raz. Jednak trwa bezustannie owo wylewanie się Go na tych, którzy przyjmują Jezusa jako Pana i Zbawcę. On pomaga we właściwym zrozumieniu treści Chrystusowego orędzia a także w pojmowaniu tajemnicy Kościoła. Dopiero wtedy stają się czytelne słowa św. Pawła: Mając życie od Ducha, pozwólcie się też Duchowi prowadzić (Ga 5, 25), Duchowi w Kościele. Jego działania należy upatrywać i w dziejach pojedynczego człowieka, „zanurzonego w czasie, a przeznaczonego do wieczności”.

W Kościele Wschodnim „wśród jego bogatej ikonografii – są ikony Chrystusa, ikony Boga Ojca, ikony Dziewicy z Dzieciątkiem, ikony świętych, lecz nie ma ikon Ducha Świętego. Dlaczego? Gdyż każda osoba, której dotknie Duch Święty, sama staje się ikoną Ducha Świętego. Duch nie ma oblicza. On jest tym, który sprawia, że my stajemy w obliczu Boga, a Bóg spogląda na nas, jako na swoje dzieci” – pisał George T. Montagne.

Duch Boży przedziwnie kieruje biegiem czasu i dziejów świata. Jego mocy należy dopatrywać się w pozytywnych przemianach kolejnych epok włącznie z naszą. W upadku totalitaryzmów także. Paraklet przemienia świat od wewnątrz, od wnętrza ludzkich sumień i serc. On, który „odnawia oblicze ziemi, tej ziemi”, jest dawcą nadziei. Nadziei, która kpi sobie ze statystyk, z rachunków prawdopodobieństwa i futurologii. Nadaje inny kierunek ludzkim przewidywaniom. Chwila obecna skłania do tego, aby do oczekiwań kreślonych wedle miary wyobraźni współczesnych, ich jedynie słusznych racji, łatwego optymizmu, dołączyć nadzieję zanurzoną u najwyższego źródła, którym jest Duch Święty. Nadzieja bowiem jest przede wszystkim „dzieckiem Boga”.

Wiesław Np. Niewęgłowski – „opoka”

 

 

 

10

 

Za odmówienie hymnu „Veni Creator”

możesz w tę niedzielę zyskać odpust zupełny

Niedziela Zesłania Ducha Świętego to uroczystość, która w Kościele katolickim wypada w dniu Pięćdziesiątnicy, czyli pięćdziesiąt dni po Wielkanocy. Jej świętowanie wiąże się z możliwością uzyskania odpustu zupełnego. Można go ofiarować za siebie lub za kogoś zmarłego.

Jak uzyskać odpust zupełny w niedzielę Zesłania Ducha Świętego? Przede wszystkim muszą być spełnione zwykłe warunki: bycie w stanie łaski uświęcającej i przyjęcie komunii św., brak przywiązania do grzechu i modlitwa w intencjach, w których modli się papież.

Dodatkowym warunkiem, związanym z niedzielą Zesłania, jest publiczne odmówienie (lub odśpiewanie) hymnu „Veni Creator”. To pieśń znana bardziej pod tytułem „O Stworzycielu Duchu przyjdź”. Zazwyczaj w niedzielę Zesłania jest włączana w liturgię mszy, więc wierni mogą publicznie ją odmówić (zaśpiewać) w trakcie niedzielnej mszy.

By uzyskać odpust zupełny, należy w dniu Zesłania być w stanie łaski uświęcającej (lub skorzystać z sakramentu spowiedzi) i przystąpić do komunii św., a także wyrzec się przywiązania i do grzechu i pomodlić się w papieskich intencjach (może to być np. modlitwa „Ojcze nasz...” lub „Pod Twoją obronę...”. ). Jeśli nie potrafimy zrezygnować z przywiązania do grzechu, odpust nie „przepada” – uzyskujemy wtedy odpust cząstkowy.

Jaki jest skutek odpustu? Odpust można ofiarować za siebie lub za osobę zmarłą. Gdy ofiarujemy go za osobę zmarłą, np. za zmarłego tatę czy babcię, i spełnimy warunki do uzyskania odpustu zupełnego, zmarły tata lub babcia, którzy po śmierci nie trafili prosto do nieba, ale oczyszczają się jeszcze przed wejściem do niego w czyśćcu, obrazowo mówiąc zostają natychmiast przeniesieni do nieba. Jeśli ofiarujemy go za siebie, uwalniamy się od konsekwencji grzechów, które popełniliśmy, a które mogą sprawiać, że nasze życie jest pełne trudności i cierpienia.

Tekst hymnu Veni Creator

O Stworzycielu, Duchu, przyjdź,

Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg,

Niebieską łaskę zesłać racz

Sercom, co dziełem są Twych rąk.

Pocieszycielem jesteś zwan,

I Najwyższego Boga dar,

Tyś namaszczeniem naszych dusz,

Zdrój żywy, miłość, ognia żar,

Ty darzysz łaską siedemkroć,

Bo moc z prawicy Ojca masz,

Przez Boga obiecany nam,

Mową wzbogacasz język nasz.

Światłem rozjaśnij naszą myśl,

W serca nam miłość świętą wlej,

I wątłą słabość naszych ciał

Pokrzep stałością mocy Twej.

Nieprzyjaciela odpędź w dal

I Twym pokojem obdarz wraz.

Niech w drodze za przewodem Twym

Miniemy zło, co kusi nas.

Daj nam przez Ciebie Ojca znać,

Daj, by i Syn poznany był,

I Ciebie, jedno tchnienie Dwóch,

Niech wyznajemy z wszystkich sił.

Niech Bogu Ojcu chwała brzmi,

Synowi, który zmartwychwstał,

I Temu, co pociesza nas,

Niech hołd wieczystych płynie chwał.

Amen.

 

 

 

11

 

Kto to jest Paraklet?

Sam Jezus używał tego określenia

Jeśli Duch Święty ma być naszym obrońcą, kluczowe tutaj jest pytanie: przed kim ma nas bronić? Odpowiedź może być zaskakująca. Paraklet. Przyjrzyjmy się temu tytułowi Ducha Świętego. Jest to imię szczególne, ponieważ używane przez samego Pana Jezusa w Ewangelii św. Jana – Parakletos.

W starszych wydaniach lekcjonarzy mszalnych, jak i w starszych wydaniach Biblii Tysiąclecia słowo to było tłumaczone jako Pocieszyciel. W V wydaniu „Tysiąclatki”, jak również w najnowszych lekcjonarzach mamy zostawione słowo Paraklet. Cóż takiego oznacza to słowo? Możemy je rozumieć właśnie jako „Pocieszyciel” – ktoś, kto niesie pocieszenie, ale możemy również tłumaczyć je jako „Adwokat” – Obrońca. Tak zresztą przełożył to św. Hieronim w Wulgacie: Advocatus. Dosłownie: Ten, który jest przywoływany, ażeby bronić tego, kto Go przywołuje.

Zatem mamy podwójną funkcję Ducha Świętego – jako tego, który pociesza i tego, który broni. Myślę, że nie warto zapominać ani o jednym, ani o drugim szczególnym charyzmacie czy sposobie działania Ducha Świętego. Myślę, że na jakimś etapie tak zafascynowaliśmy się, że jest Obrońcą, że zapomnieliśmy, że jest także Pocieszycielem.

Na pewno warto zwrócić uwagę na pewną jedność – przez to, że w języku polskim występuje jedno słowo na dwa określenia (zresztą trudno nam czasem myśleć, że adwokat może być pocieszycielem). W tym szczególnym wypadku tak właśnie jest, więc dobrze, żeby to nasze myślenie było troszeczkę dwutorowe.

Kiedy Syn odejdzie do Ojca

Szczególne jest rzeczywiście to, że jest to określenie, które Duchowi Świętemu nadaje sam Pan Jezus, więc jest dla nas szczególnie cenne i pojawia się ono również w czasie Ostatniej Wieczerzy – w ostatnich rozdziałach Ewangelii Janowej.

Pan Jezus mówi: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie”(J 14,16-17). Możemy oczywiście zadać sobie pytanie: Dlaczego innego? Dlatego, że tym pierwszym jest sam Chrystus Pan. Czytamy o tym zresztą również w Pierwszym Liście św. Jana. Tam do Pana Jezusa wprost zostaje odniesione to określenie – Parakletos. W przekładzie polskim czytamy więc, że: „mamy obrońcę u Boga Ojca, Pana naszego Jezusa Chrystusa”. Tu właśnie pada greckie Parakletos. Więc kiedy Syn odejdzie do Ojca w tajemnicy Wniebowstąpienia, wówczas zostanie nam posłany inny Paraklet, czyli Duch Święty.                                                                    O. Szymon Hiżycki OSB

 

 

 

12

 

Z tego powodu się nie żeń!

- Znalazłem kiedyś cytat w książce „Makbet” autorstwa Jo Nesbo. Tak mówi jeden z bohaterów do Makbeta: „Niektóre kobiety mają słabość do mężczyzn, którzy, jak sądzą te kobiety, mogą je zbawić. Inne do takich, których mogą zbawić one same” – mówi kaznodzieja o. Adam Szustak OP.

- Bardzo wiele związków, jest budowanych na bardzo złych podstawach. Jedną z takich złych podstaw jest właśnie ta, o których mówi ten cytat. Czyli jesteśmy z drugim człowiekiem dlatego, że chcemy być przez niego zbawieni, uratowani. Ewentualnie sami chcemy kogoś zbawić albo uratować. Co to oznacza?

Szukanie kogoś, kto mnie zbawi.

- Czasem widzę takie pary, gdzie jedna osoba niewypełniona miłością, złakniona miłości, w ogromnym poczuciu małej własnej wartości znajduje nagle drugą osobę, która wydaje jej się być kimś, kto ją uratuje. Są takie kobiety, które poszukują kogoś, kto będzie ich zbawicielem. Czyli kogoś, kto im nada sens, wyciągnie je z jakiejś trudnej sytuacji, kto im nada wartość i będzie pomocą w rożnych słabościach – zauważa dominikanin.

- Jest też wersja w drugą stronę. Jest osoba, która spotyka drugą osobę, widzi jej małość, grzeszność, słabość czy zło. Myśli sobie: „ja tą osobę uratuję, wyciągnę ją swoją miłością do czegoś dobrego”. Wielokrotnie widziałem takie zapewnienia. Kiedy mówię do kobiety: „Jesteś z tym facetem i on ewidentnie cię krzywdzi, to nie jest ktoś dla ciebie”, w odpowiedzi słyszę: „Ale ja go uratuję”. Czasem oczywiście to działa w drugą stronę.

Cel prawdziwego związku

- Oczywiście, że jednym z celów relacji, również małżeńskiej, jest to, żeby drugiemu człowiekowi pomóc. Ale to nie jest podstawa do tego, aby z kimś być. Jeżeli w związku w pewnym momencie jest naprawdę źle i twoim głównym motywem jest chęć ratowania i bycia dla kogoś zbawicielem, to taki związek nie ma żadnego sensu – tłumaczy o. Szustak.

- Motorem głównym związku jest to, żeby być z kimś w przyjaźni. Przyjaźń zakłada pewnego rodzaju równorzędność. Kiedy ludzie się pokochają i wejdą w przyjaźń, to po pewnym czasie wyjdzie, że jedna lub druga strona potrzebuje w czymś pomocy i te osoby będą sobie nawzajem pomagały.

Nie pomagaj na siłę

- Nie da się zbudować związku na działalności charytatywnej, humanitarnej. Mam takie wrażenie, że część związków tak się właśnie buduje. Kieruję to zdanie szczególnie do kobiet. Jeżeli ktoś nie chce dać sobie pomóc, nie zrobisz tego na siłę. Czasem trzeba kogoś zostawić, żeby poczuł skutki tego, co zrobił. Trzeba być jednak gotowym do tego, że jeżeli ktoś potrzebuje pomocy, to ją od ciebie otrzyma. Ale nie można pomagać na siłę i robić z tego głównego motoru związku – wyjaśnia kaznodzieja.

Adam Szustak OP – „deon”

 

 

 

13

 

A borsuk wciąż czeka

Temat wraca co roku. I co roku sprawa jest trudniejsza. Otóż już blisko ogłaszania w diecezjach dekretów skierowania księży na placówki parafialne. Młodsi zostaną proboszczami, inni przeniesieni do kolejnej parafii, może któryś zostanie wysłany na specjalistyczne studia, kilku przejdzie na emeryturę. A ci, którzy nie doczekali? Cóż, co roku iluś odchodzi ze świata żyjących. To wielkie zmartwienie dla biskupów, bo od lat więcej jest odchodzących, niż nowo wyświęconych. Ujemny bilans prawie wszędzie…

A w ogóle po co księży przenosić? Choćby z powodu tych, co zmarli albo choroba ich unieruchomiła – skądś trzeba księdza zabrać. Nowo wyświęceni staż muszą odbyć, praktyki nabrać. To generuje przenosiny, czasem cały ich łańcuszek. W obecnej sytuacji deficytu personalnego oznacza to uszczuplenie obsady jakiejś parafii. Albo powierzenie pieczy proboszczowi z sąsiedztwa. A to nie w smak ni parafianom, ni księdzu, któremu nagle parafia się podwoiła. To, że nie w smak, powinno zostać przezwyciężone poczuciem odpowiedzialności za Kościół. Ale z takiego nieoczekiwanego połączenia parafii wynika wiele trudności organizacyjnych, także finansowych. Choćby dlatego, że pustą plebanię też utrzymać należy, a w niedzielę dwóch mszy nie będzie…

Bywa inaczej. Sam tego doświadczyłem. Byłem proboszczem na wsi, czułem się tam dobrze, myślę, że i parafianom dobrze było ze mną. Ale nagle dokonały się zmiany w Polsce – także możliwość emigracji, tym bardziej, że wioska była śląska i każdy miał rodzinę w Niemczech. Nagle parafia zaczęła się w widoczny sposób wyludniać. Zmalały klasy w szkole, stopniała gromadka dzieci pierwszokomunijnych, skurczył się zespół służby liturgicznej. Nawet ci, co jeszcze nie wyjechali, przestawali się angażować. Poczułem się jak na tonącym okręcie, którego nie uratuję. Do emerytury trochę zostało, jeszcze chciałbym pracować. Z tym pojechałem do biskupa. Uznał moje racje, prośbę przyjął. Na koniec wakacji przeprowadziłem się. A emerytura oznacza u nas wiek 75 lat.

Tu taki przerywnik z borsukiem. Nie pamiętam, gdzie to usłyszałem i czy to nie podkolorowane, ale z tym zastrzeżeniem mogę opowiedzieć. Otóż pewnemu proboszczowi jakoś ciasno wydawało się w parafii. Czas by było zmienić miejsce – to nie zawsze są fanaberie księdza, lecz jedna z wielu przypadłości każdego prawie człowieka. Zatem pojechał do biskupa. „Księże, ludek tam pobożny, o proboszcza i kościół dbają, piękne lasy – a wiem, że ksiądz uwielbia buszować po puszczy. Podobnego miejsca nie znajdę” – mówił biskup. Ksiądz był uparty, stanęło na zgodzie biskupa, „ale jeśli ksiądz się namyśli, a czasu mamy dość, to proszę zadzwonić”. Wraca księżulo do siebie. Na skraju lasu, pod tablicą z nazwą jego miejscowości, coś siedzi. Zwolnił. A siedział… borsuk. Pewnie ten, co go czasem w lesie spotykał i prawie oswoił. Wysiadł… „Czekasz na mnie? No to nie mogę cię zostawić, zadzwonię do biskupa…”

No i ja pojechałem do biskupa. Jak wspomniałem, przyjął moje argumenty – z tym głównym, że przed emeryturą chciałbym jeszcze popracować. I w tej następnej parafii byłem 27 lat. Do emerytury. Ale dawny scenariusz i tu z czasem zaczął się spełniać – wyludnienie. Pustawy kościół, pusta (nie całkiem) zakrystia, nie ma dla kogo letniej wycieczki turystyczno-ewangelizacyjnej urządzić.

Czy nie można dwóch, trzech parafii połączyć, aby łatwiej połatać duszpasterskie etaty w miastach? Nie wiem, emeryt jestem. Ale sprawa też jest. Trzeba ją widzieć i… I co? Kościół będzie, już jest zmuszany do tego, by wyznawcy Jezusa, umocnieni Duchem Świętym tworzyli wspólnotę wiary i działania. Na co dzień księdza nie będą mieli, na co dzień właśnie wiara wspólnoty ma się stać znakiem, po którym inni będą ich identyfikować. I oby też z uznaniem na nich patrzyć.

I tu dochodzimy do tematu na czasie – synod w Kościele. Starożytne, greckie słowo oznaczające wspólną drogę. Odnajdywanie i trwanie na tej drodze dokonywało się na synodach, czyli spotkaniach i obradach odpowiedzialnych za wspólnotę Kościoła. Dziś przy tym podstawowym znaczeniu synody zakreślają o wiele szerszy krąg odpowiedzialności. O tym wszystkim powinniśmy już wiedzieć, bo synod właściwie trwa. Widać inny problem – przygotowanie wiernych do współodpowiedzialności nie tylko materialnej, ale do aktywności ewangelizacyjnej nie tylko proboszcza i katechety, ale wszystkich parafian – wedle ich możliwości i formacji.

Przez wiele lat prowadziłem w różnych parafiach w Polsce rekolekcje. Materiał obserwacyjny spory. Obecnie jako emeryt podejmuję dorywcze zastępstwa. Tu też obserwacji wiele. Są i zawsze były parafie o wysokim stopniu zaangażowania wiernych w sprawy materialne świątyni, cmentarza, katechezy przykościelnej, różnych grup i wspólnot, liturgii i służby liturgicznej nie tylko dzieci ale i dorosłych. No i jest proboszcz czujący się w tym środowisku jak ryba w wodzie. Są jednak parafie, gdzie aktywny jest sam proboszcz, reszta to tylko odbiorcy jego działań, a współpracowników ewangelizacyjnych nie ma. I tu ani biskup, ani borsuk nie pomoże. Podobnie jest w parafiach o odwróconej perspektywie, gdzie aktywnych i chętnych znalazłoby się wielu, ale proboszcz gasi wszystko z różnych wyimaginowanych powodów. W takich parafiach synod będzie co najwyżej formalnością. Ale nawet tam znalazłby się jakiś punkt zaczepienia Bożej łaski i jakiś borsuk, który pomoże w przemianie sposobu myślenia tak księży, jak i świeckich. Co tam borsuk, to wyzwanie nowej epoki dla Kościoła.

Ks. Tomasz Horak – „wiara.pl”

 

 

 

14

 

Ukradzione dzieciństwo

Rosja kradnie dzieciństwo ukraińskim dzieciom, odbiera im rodziców, naznacza przyszłość.

W Dzień Dziecka na ulicach Lwowa stanęły autokary, w których na miejscach pasażerów siedziały pluszowe misie i lalki. W sumie 283. W ten symboliczny sposób chciano przypomnieć opinii światowej, że na Ukrainie codziennie giną dzieci a tysiące narażonych jest na wojenną traumę, która już na zawsze naznaczy ich życie. Bardzo ostrożne dane UNICEF-u mówią, że 2 z 3 ukraińskich dzieci prowadzi obecnie życie przesiedleńcze, próbując uciec z terenów, na których toczą się najbardziej intensywne walki. Wiele zamiast siedzieć w szkolnej ławce całe dnie spędza w schronach. W 100. dniu wojny już co piąta placówka edukacyjna została zniszczona.

Brak poczucia bezpieczeństwa, ucieczka, rozłąka, niemożność chodzenia do szkoły, to jedna strony wojny widzianej oczami maluchów. Do tego dochodzi jeszcze osierocenie tysięcy dzieci. Rosja kradnie im dzieciństwo, odbiera rodziców, naznacza przyszłość. W ten mroczny dramat, jak promyk nadziei, wkraczają wolontariusze starając się uratować, ile się da z beztroskiego dzieciństwa. Np. w Charkowie, mimo trwającego ostrzału, Caritas zorganizowała 1 czerwca zabawy dla najmłodszych i obdarowała ich pełnymi łakoci paczkami. Czas się zatrzymał. Dramat wojny ustąpił miejsca radości. Podobnie było w wielu innych ukraińskich miastach. Na ulicach i placach znów było słychać beztroski śmiech dzieci. Była to jednak beztroska już naznaczona tym, co się wydarzyło. 8-letnia Oksana namalowała podczas zabawy obrazek przedstawiający jej rodzinę. Tylko jedna jego część była kolorowa i przedstawiała ją i siostrę z mamą, pod uśmiechniętym słońcem. Druga część była narysowana czarną kredką. Dziewczynka powiedziała, że jest to życie, którego już nie ma – na rysunku był jej zniszczony dom, babcia z dziadkiem, którzy zginęli i ukochany pies, który gdzieś w czasie ucieczki się zabłąkał. Na obrazku był jeszcze jej tato, który stał z tyłu za rodziną, otaczając ją otwartymi ramionami. Oksana powiedziała, że on walczy, by ona mogła wrócić do domu. Tato jest na froncie w Donbasie. Jedyny kontakt z rodziną, to codzienny sms informujący, że żyje.

Dramat dzieci to jedna z odsłon wojny, często niedostrzegana. Jednak ich dramat naznacza naszą przyszłość. Wystarczy pomyśleć choćby o Syrii, gdzie przez 11 lat wojny dorosło pokolenie, które nigdy nie siedziało w szkolnej ławce, nigdy się nie uczyło. Te straty są nie do nadrobienia. Stąd Caritas już teraz organizuje na Ukrainie nie tylko pomoc humanitarną, ale wdraża programy edukacji dzieci przesiedlonych lub przemieszczających się. To też jest krok ku zwycięstwu Ukrainy. Te działania warto wspierać.

W tym kontekście przypomniała mi się rozmowa z ukraińską elżbietanką. Siostra Oksana pomaga uchodźcom we Lwowie. Karmi ich, zaopatruje w środki na dalszą drogę i modli się o pokój. O tę modlitwę prosi też nas mówiąc: „naszym zwycięstwem nad Ruskimi będzie śmiech dzieci na ukraińskiej ziemi”.

Beata Zajączkowska – „wiara.pl”

 

 

 

15

 

Generał, który został księdzem w wieku… 61 lat! Sensacja czy łaska?

O. Pillot uwielbiał się śmiać. Śmiał się dużo, głośno i ze wszystkiego – włączając w to samego siebie, kiedy zaczął pogarszać mu się słuch, nawet mimo tego, że kochał muzykę. Dla wszystkich stanowił żywe świadectwo całkowicie szczęśliwego człowieka.

Święcenia kapłańskie Henriego Pillota były niezwykłe, a jego życie stało się inspiracją dla wszystkich, którym służył.

Towarzyszyły temu kalendarzowe zbieżności, które trudno uznać za przypadek.

W niedzielę 15 maja w Rzymie, oficer który został księdzem, św. Cesar de Bus, został kanonizowany; dwa dni później, w Lyonie, miał miejsce pogrzeb innego oficera, który również wszedł na drogę kapłaństwa.

Henri Pillot zrobił niesamowitą karierę: od francuskiej akademii wojskowej Saint-Cyr do seminarium uniwersyteckiego w Lyonie, przechodząc przez algierskie góry, wrzosowiska Coëtquidan (na terenie wojskowej szkoły w Bretanii) i Alpy. Jego święcenia z ręki biskupa Decoutray w 1992 r. wywołały sensację. Otrzymał je wieku 61 lat. Był pierwszym generałem wojskowym, który wkroczył w szeregi duchowieństwa diecezjalnego Lyonu.

Ksiądz, który służył poprzez przykład

Podczas gdy jego wiek, osobowość i nawyki jako starszego oficera ledwie pozwalały mu być księdzem takim, jak każdy inny, jego charyzma szybko doprowadziła go do służby młodym ludziom jako kapelan mnichów kartuzów i młodych harcerzy.

Harcerze nie wiedzieli wiele o jego wojskowej karierze, bo mało mówił o sobie: jego stopień wystarczył, aby rozniecić ich wyobraźnię, a tysiące drobiazgów, ozdobnych granatów i oprawionych medali, które zdobiły jego mieszkanie sprawiały, że ich pełne podziwu oczy otwierały się coraz szerzej.

Przysadzisty, o miłym wyglądzie, z męskim uściskiem dłoni i krótkim szczeciniastym wąsem, człowiek ten kultywował estetykę swojego poprzedniego zawodu. Mimo iż używał czasem barwnego języka, nigdy nie przedstawiał siebie jako autorytet moralny i nie angażował się w dyskurs wysoce teologiczny.

Jako człowiek czynu, był księdzem dla młodych i służył poprzez przykład. Zawsze poświęcał dużo uwagi powierzonym mu duszom. Ponad wszystko, nigdy nie tracił komunikacyjnej radości, psotnego spojrzenia, nad którym wiek nie miał żadnej władzy, i śmiechu, który przemieniał jego twarz, i którego wybuchy wypełniały cały pokój.

Śmiał się głośno i ze wszystkiego

O. Pillot uwielbiał się śmiać. Śmiał się dużo, głośno i ze wszystkiego – włączając w to samego siebie, kiedy zaczął pogarszać mu się słuch, nawet mimo tego, że kochał muzykę. Dla wszystkich stanowił żywe świadectwo całkowicie szczęśliwego człowieka: szczęśliwego z powodu twojej obecności, bieżącej chwili i służenia dobremu Bogu tak, jak służył swojemu krajowi w wojsku.

Wypełnił swoje podwójne powołanie, jak wielu harcerzy, obecnie mężów i żon, świadczy o nim dzisiaj. Mieli ogromną sympatię dla swojego „Padre” i mówią o roli, jaką odegrał w kształtowaniu się ich osobowości u progu wchodzenia w dorosłość.

Pod koniec swojego życia, które ofiarował w służbie swojemu krajowi i Kościołowi jako Generał Brygady i kapłan Jezusa Chrystusa, odszedł „jak harcerz wracający do domu z wakacji”.

 

 

 

16

 

Poruszający wiersz ukraińskiego żołnierza do córki.

„Czy tam, gdzie jesteś, kwitną wiśnie?”

Tata poprosił córkę, by – gdy ktoś wręczy jej bukiet kwiatów – nie mówiła, jak uciekała przed rakietami. By w jej słowach nie było smutku.

Jego rzeczywistość, tak jak wielu ukraińskich mężów i ojców, to teraz wojna. Wojna, która sprawiła, że ich żony, córki, synowie czy starsi rodzice musieli znaleźć schronienie daleko od domu. Tam, gdzie nie słychać rosyjskich bombardowań i gdzie można zasypiać spokojnie. Rozłączone rodziny, choć daleko od siebie fizycznie, starają się utrzymywać, na ile to możliwe, kontakt.

List żołnierza do córki

Tak jak rodzina 36-letniego Pawło Wyszebaby, który walczy teraz w Donbasie. Przed wojną był dziennikarzem. Tęskniąc za córką, napisał dla niej wzruszający wiersz, który opublikował w mediach społecznościowych.

Dziewczynka zapytała tatę w jednym z listów, o czym powinna mu napisać. „Tylko nie pisz o wojnie” – odpowiedział w dedykowanym jej wierszu. Ale pisz „o tym, czy tam, gdzie przebywasz, jest w pobliżu ogród”, „czy słyszysz koniki polne i cykady”, „jak w tych odległych krajach ludzie nazywają swoje koty”, „czy tam, gdzie jesteś, kwitną wiśnie i morele”.

Tata poprosił też córkę, by – gdy ktoś wręczy jej bukiet kwiatów – nie mówiła, jak uciekała przed rakietami. By w jej słowach nie było smutku. „Powiedz, jak dobrze tu żyliśmy i zaproś każdego, kogo spotkasz na obczyźnie, na Ukrainę” – dodał.

Wdzięczność za spokój naszych dzieci

W wierszu dodał, że „po wojnie pokażemy każdemu, jak bardzo jesteśmy wdzięczni za spokój naszych dzieci”.

Wrażliwość i głębię Wyszebaby szybko zauważyli też jego koledzy żołnierze. Odkąd poprosił w stołówce o postny posiłek, w swojej brygadzie nazywany jest kapelanem.

Na koniec skierował także kilka słów do „europejskich braci, którzy przyjmują do siebie nasze rodziny”. „Z głębi mojego serca wam za to dziękuję. Dla nas to bardzo dużo znaczy” – powiedział.

 

 

 

17

 

Bułgarski chłopiec znalazł na plaży ikonę.

Przypłynęła od strony Ukrainy i przedstawia Zmartwychwstanie!

6-letni Aleks Damaskinow w dzień wschodniej Wielkanocy bawił się z bratem na plaży nad Morzem Czarnym w Bułgarii. Nagle ujrzał dziwny przedmiot, który wyrzuciło morze. Odkrycie było zaskakujące i wielu potraktowało go jako znak z nieba…

Ikona wyłowiona z morza

Aleks wraz bratem i rodzicami spędzali ferie świąteczne w znanym w Bułgarii kurorcie Silistar nad Morzem Czarnym, niedaleko miasta Burgas. W Niedzielę Wielkanocną wraz z bratem chodzili wzdłuż linii brzegowej zbierając muszle i kolorowe kamyki.

Światło przez otwór (Pnp. 5,4-6) deska, lewkas, akryl, ołówek, 30×40

Czytaj także:

„Pieśń nad Pieśniami”. Poznaj piękne ikony malarzy z Polski i Ukrainy! [galeria]

W pewnej chwili morze wyrzuciło duży, kwadratowy przedmiot, przypominający czarną skrzynkę. Chłopiec zauważył, że pudełko jest przykryte grubą warstwą błota i mokrego piasku oraz mułu. Pomyślał więc, że znalazł porzucony przez kogoś zestaw gier planszowych, który można kupić w marketach.

Po obmyciu wodą morską Aleks z zaskoczeniem ujrzał, że znalazł ikonę. Co jednak jeszcze bardziej zaskakujące, była to ikona Zmartwychwstania Pańskiego, umieszczona w srebrnej koszulce, za szkłem i nieco sfatygowaną już ramą, noszącą ślady otarć i ułamań.

Chłopcy pokazali ikonę rodzicom, którzy postanowili przekazać ikonę parafii prawosławnej św. Jana Chrzciciela w pobliskiej wsi Rezowo.

Przypadek, a może znak?

Albert Einstein zwykł mawiać, że „przypadek to Bóg przechadzający się incognito”. Fakt, że ikonę Zmartwychwstania mały chłopiec znalazł właśnie w samą Wielkanoc można oczywiście traktować jako ciekawy zbieg okoliczności i przypadek.

Ma on jednak swoją głęboką symbolikę. Tym bardziej, że zabłoconą ikonę wyrzuciły fale morskie płynące z kierunku najbardziej cierpiących w wyniku agresji rosyjskiej południowych regionów Ukrainy leżących nad Morzem Czarnym.

„Nie wiemy, w jaki sposób ta ikona się tutaj znalazła, może znajdowała się na jakimś statku, mogła też przypłynąć aż od wybrzeży Ukrainy, ale gdy zanieśliśmy ją do cerkwi we wsi, ludzie w parafii wiedzieli bez problemu, jak to wydarzenie odczytać. Sam myślę, że to pewien rodzaj cudu” – powiedział telewizji bułgarskiej ojciec chłopca, Aleksandyr Damaskinow.

Wizerunek Pani Jasnogórskiej jest tak bardzo „swój”, że czujemy się przy nim jak w domu. Poznaj symbolikę ikony

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”

Proboszcz miejscowej parafii, o. Jordan, bardzo ucieszył się z podarowania znalezionej na brzegu morza ikony, zwłaszcza, że planował zakup nowej ikony Zmartwychwstania do cerkwi (w tradycji wschodniej ikona Zmartwychwstania znajduje się na środku świątyni aż do święta Wniebowstąpienia Pańskiego).

„Dzieci są czyste, gdyż nie jest im dane wejście w szczegółową rzeczywistość grzechu i zła, których ostatnio na świecie bardzo mocno doświadczamy. Dziecko zobaczyło w tej ikonie coś czystego, zobaczyło jej blask.

Ale co warto zauważyć, nie zachowało tego blasku tylko dla siebie, lecz podzieliło się swoją radością z nami. Cuda zdarzają się codziennie, także wokół nas, trzeba tylko mieć szeroko otwarte oczy” – ocenił proboszcz.

Ikona Zmartwychwstania Pańskiego

Po poświęceniu ikony umieszczono nad nią płonącą łampadę (świeczkę oliwną, umieszczaną w świątyniach wschodnich). Okoliczni wierni i mieszkańcy zaczęli częściej nawiedzać cerkiew, aby pomodlić się przed nieoczekiwanym znaleziskiem.

Ikona Zmartwychwstania, którą 6-letni Aleks znalazł na plaży w Niedzielę Wielkanocną jest typowym, greckim przedstawieniem Zmartwychwstania (gr. Ἀνάστασις/Anastasis) i pokazuje zstąpienie Chrystusa do Otchłani.

Zbawiciel ukazany jest w niej w dynamicznym, wznoszącym się ku jasnej górze z ciemnych odmętów i trzymającym za rękę Adama i Ewę. Na dalszym planie ikony znajdują się patriarchowie i prorocy Starego Testamentu oraz św. Jan Chrzciciel.

Na podst: bntnews.bg, novini247.com

 

 

 

18

 

Przyjął chrzest, gdy miał 93 lata!

Dzięki wieloletniej modlitwie żony…

Żona modliła się za niego aż... 67 lat! I nie utraciła wiary w przemianę swojego męża. Bernice Oliver przyjął chrzest w wieku 93 lat.

Na spotkanie z Bogiem nigdy nie jest za późno. Nawet jeśli przez 93 lata nie miało się z Nim zbyt wiele wspólnego… Tak było w przypadku Bernice Olivera z Glasgow w stanie Kentucky, za którego żona modliła się aż… 67 lat!

Wierna modlitwa przez 67 lat

Wytrwała i wierna modlitwa Evelyn przyniosła wspaniałe owoce. Bernice przyjął chrzest w kościele baptystów i rozpoczął, u kresu swojej drogi, nowe życie. Pastor kościoła, Erdie Carter, przyznał, że był pod wrażeniem postawy Evelyn, która jest aktywnym członkiem wspólnoty.

Kiedy rozpoczęła się pandemia koronawirusa, kobieta nie mogła przychodzić na nabożeństwa. Uczestniczyła w nich, jak wielu ludzi w tym czasie, on-line. I właśnie wtedy zaczął dołączać do niej Bernice.

Na początku bez zaangażowania, bez emocji. Nie reagował też na spotkania z pastorem, który odwiedzał ich w czasie pandemii, by dzielić się Słowem. Jednak w pewnym momencie wszystko się zmieniło.

Chrzest w wieku 93 lat

Bernice zaczął z chęcią oglądać cotygodniowe nabożeństwa. Jego serce zaczęło się zmieniać. A kiedy przyszli do nich członkowie wspólnoty, by przynieść jedzenie w ramach programu wsparcia społecznego, wyznał, że chce dołączyć do Kościoła i przyjąć chrzest.

I tak się stało. A, jak wyznał pastor Carter, obserwowanie przemiany tego starszego mężczyzny głęboko wpłynęło na niego i całą jego wspólnotę.

„Pastorzy często podkreślają, że nigdy nie jest za późno… Ale zobaczyć, jak ten 93-letni mężczyzna doświadcza duchowej przemiany, a następnie chce publicznie wyznać swoją wiarę w Chrystusa, to była prawdziwa radość. To odnowiło siłę modlitw członków mojego kościoła za ich bliskich, którzy są z dala od kościoła” – powiedział Carter amerykańskiemu portalowi Godreports.

Źródło: godreports.com

 

 

 

19

 

Cztery babcie panny młodej sypały kwiatki na jej ślubie! Ich zdjęcia wzruszają!

„Rodzina jest dla nas najważniejsza” – powiedziała w dniu swojego ślubu Lyndsey Raby. Panna młoda dołożyła wszelkich starań, aby ta szczególna uroczystość była ceremonią rodzinną. Wiedziała, że musi wyróżnić wyjątkowe kobiety w swoim życiu. Poprosiła więc cztery babcie, aby wraz z nią szły do ołtarza i sypały kwiatki.

Ślub to piękne i niezapomniane wydarzenie, które planuje się z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Kiedy dokonuje się ustaleń, zazwyczaj małym dziewczynkom powierza się niesienie obrączek. To samo dotyczy sypania kwiatów. Dla wielu kobiet wierność tradycjom ślubnym jest bardzo ważna. Chcą zadbać o każdy, nawet najmniejszy szczegół.

Lyndsey Raby postanowiła przeciwstawić się społecznym oczekiwaniom i tę funkcję powierzyła swoim czterem babciom. „Od razu wiedziałam, że chcę zaangażować w uroczystość moje babcie” – tłumaczyła w rozmowie dla HuffPost. „Czułam się taka szczęśliwa, że mam je wszystkie, więc chciałam, aby też były w to włączone” – dodała.

Druhny seniorki

W grupie czterech babć znalazła się 90-letnia prababcia Kathleen Brown, dwie babcie panny młodej: 76-letnia Wanda Grand, 72-letnia Betty Brown oraz babcia pana młodego: 70-letnia Joyce Raby.

Starsze panie, ubrane w dopasowane sukienki z niebieskiej koronki, szły wraz z Lyndsey do ołtarza. Rzucały płatki kwiatów ze specjalnych torebek z napisem: „Nadchodzi panna młoda”.      

„Mam to szczęście – mówiła Raby w rozmowie z Today Style – Wiele kobiet nie ma na ślubie ani jednego dziadka lub babci, a ja otrzymałam szczególne błogosławieństwo, że mam aż cztery babcie” – wyjaśniła.

Fotografka Natalie Caho, która była na ceremonii ślubnej w Benton w stanie Tennessee i uchwyciła ten wyjątkowy moment, podkreślała, że te cztery kobiety w żaden sposób nie przypominały dziewczynek od sypania kwiatów. Było jednak w nich coś pięknego i urzekającego. „W swoim czasie widziałam wiele uroczych dziewczynek z kwiatami, ale te cztery kobiety przebiły je wszystkie” – napisała Caho na Instagramie, dzieląc się swoimi wspomnieniami ze ślubu.

Wiek to tylko liczba

Seniorki nie tylko nadały tej ceremonii wyjątkowego charakteru, ale były także duszami towarzystwa całej imprezy.

„W chwili gdy Lyndsey powiedziała mi, że jej babcie będą pełnić funkcję dziewczynek z kwiatami, nie spodziewałam się, że te dziewczyny będą tak charakterne!” – stwierdziła Natalie Caho w rozmowie dla”Insider”. „Ich energia była taka sama jak małych dziewczynek, które zazwyczaj pełnią taką rolę, świetnie się bawiły i cieszyły, że mogły być częścią najważniejszego dnia w życiu Lyndsey i być wraz z nią w centrum uwagi. To dowodzi, że wiek jest tylko liczbą” – podkreśliła artystka.

W dniu ślubu najlepszym prezentem dla panny młodej była obecność kochających ją kobiet. Teraz, gdy ta historia ślubna stała się tak popularna, Lyndsey ma nadzieję, że zainspiruje inne pary, które niebawem staną przed ołtarzem, do zaangażowania swoich dziadków w ten wyjątkowy dla siebie dzień.

Raby zachęca także, aby w trakcie tak ważnych uroczystości, w sposób szczególny traktować osoby starsze. „To dla nich wiele znaczy, a dzięki temu cała uroczystość będzie znaczyła dla ciebie o wiele więcej” – przyznaje.

Anna Gębalska-Berekets – „aleteia.pl”

 

 

 

21

 

Znaleźli prawdziwy skarb!

Dobrze, że mieli przy sobie Biblię…

Ta para zabrała z sobą wykrywacz metali i udała się na spacer do lasu. Odkrycie, którego dokonali ci młodzi ludzie, zmieni ich życie na zawsze!

Na zamieszczonym w sieci filmiku widać, jak para dokonuje niecodziennego odkrycia. Podczas spaceru ich wykrywacz metali zaczął generować sygnał, który informuje, że w pobliżu może być ukryty jakiś skarb!

– Zobacz! „Mateusz”? – mężczyzna pochyla się nad odnalezionym drewnianym pudełeczkiem i odczytuje napis.

– „13.44”? Nie wierzę! – woła zaskoczona kobieta.

Po chwili oboje dostrzegają na skrzynce kolejny napis.

– Patrz, patrz! „P…” – mężczyzna odczytuje pierwszą literę.

– „Przysłów”? – woła kobieta.

– Gdzie jest moja Biblia? – mówi mężczyzna, który szybko domyślił się, że zapisane na skrzyneczce słowa to referencje biblijne.

– Dosłownie się trzęsę – słychać żeński głos.

Po chwili mężczyzna wraca ze swoim wysłużonym egzemplarzem Biblii i odczytuje fragment Pisma Świętego:

   Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją (Mt 13,44-46).

Słychać, że oboje są pod wrażeniem tego niecodziennego znaleziska i odczytanych przed chwilą słów. Delikatnie próbują otworzyć skrzyneczkę, choć drżące ręce i towarzyszące temu wydarzeniu emocje nie pomagają.

   – Mam nadzieję, że to nie jest fałszywy skarb – mówi mężczyzna, który ostrożnie dotyka zawiniątko. – Chyba najpierw powinniśmy przeczytać ten drugi fragment – dodaje i czyta:

   Kto znalazł żonę – dobro znalazł i zyskał łaskę u Pana (Prz 18,22).

W tej samej chwili mężczyzna sięga do pudełeczka i wyciąga z niego… pierścionek zaręczynowy!

– Wyjdziesz za mnie? – mężczyzna zadaje to najważniejsze pytanie.

– O mój Boże, tak! – natychmiast odpowiada zaskoczona kobieta.

– Lisa! Ty jesteś tym skarbem, który znalazłem w roli i chcę oddać wszystko, aby tylko mieć ciebie – dodaje wzruszony świeżo upieczony narzeczony.

Przyznajcie, że musiał się mocno napracować, żeby przygotować takie zaręczyny.

Zakochanej parze życzymy wielu łask i błogosławieństw na wspólnej drodze, która przed nimi!

 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

•       

5 czerwca - św. Bonifacy, biskup i męczennik

•       

5 czerwca - bł. Małgorzata Łucja Szewczyk, dziewica

•       

6 czerwca - św. Norbert, biskup

•       

6 czerwca - bł. Maria Karłowska, zakonnica

•       

6 czerwca - św. Marcelin Józef Champagnat, prezbiter

•       

6 czerwca - św. Filip, diakon

•       

7 czerwca - św. Robert z Newminster, opat

•       

7 czerwca - św. Antoni Maria Gianelli, biskup

•       

7 czerwca - bł. Anna od św. Bartłomieja, dziewica

•       

7 czerwca - bł. Maria Teresa de Soubiran, dziewica

•       

8 czerwca - św. Jadwiga Królowa

•       

8 czerwca - św. Medard, biskup

•       

8 czerwca - św. Wilhelm z Yorku, biskup

•       

8 czerwca - błogosławione Diana i Cecylia, dziewice

•       

8 czerwca - św. Jakub Berthieu, prezbiter i męczennik

•       

8 czerwca - bł. Maria od Bożego Serca (Droste zu Vischering), dziewica

•       

9 czerwca - św. Efrem Syryjczyk, diakon i doktor Kościoła

•       

9 czerwca - św. Koluma (Starszy) z Hy (Iona), opat

•       

9 czerwca - bł. Anna Maria Taigi, tercjarka

•       

9 czerwca - św. Józef de Anchieta, prezbiter

•       

9 czerwca - bł. Mikołaj z Gesturi, zakonnik

•       

9 czerwca - kościół metropolitalny w Lublinie

•       

9 czerwca - bazylika metropolitalna w Warszawie

•       

10 czerwca - bł. Bogumił-Piotr, biskup

•       

10 czerwca - bł. Jan Dominici, biskup

•       

10 czerwca - bł. Eustachy Kugler, zakonnik

•       

11 czerwca - św. Barnaba, Apostoł

•       

11 czerwca - św. Paryzjusz, pustelnik

•       

11 czerwca - św. Paula Angela Maria Frassinetti, zakonnica

•       

11 czerwca - kościół katedralny w Radomiu

•       

12 czerwca - błogosławionych 108 męczenników z czasów II wojny światowej

•       

12 czerwca - św. Onufry Wielki, pustelnik

•       

12 czerwca - św. Leon III, papież

•       

12 czerwca - św. Kasper Bertoni, prezbiter

•       

12 czerwca - św. Benedykt Menni, prezbiter

•       

12 czerwca - bł. Maria Kandyda od Eucharystii, zakonnica

•       

12 czerwca - bł. Stefan Bandelli, prezbiter

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna: (oprócz sobót, I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.