WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

40/838                   -       3 października 2021 r. B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

                                                             

 

8

 

Niedziela

3 października 2021 r.

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA B

 

3

 

 

Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela

Mk 10, 2-16

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Faryzeusze przystąpili do Jezusa, a chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę.

Odpowiadając, zapytał ich: «Co wam przykazał Mojżesz?»

Oni rzekli: «Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić».

Wówczas Jezus rzekł do nich: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela».

W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: «Kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia względem niej cudzołóstwo. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo».

Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego.

A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego».

I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.

 

 

6

 

 

W dzisiejszym numerze:
- 3.10.2021 - VI niedziela Nowenny
- Dzisiejsza niedziela
- O czym dzisiejsze czytania i Ewangalia
- Walczyć o jedność małżeństwa
- Prze-czucie
- Kocham Ciebie Boże
- Nie ręką ludzką
- Czego uczy święty proboszcz?
- Niebiańska bazylika - Monte Sant’Angelo
- Święci i błogosławieni w tygodniu
 
 
 
9
 

 

3.10.2021 - VI niedziela Nowenny

Bóg, który nie opuszcza nikogo.

Modlitwa za wdowy i wdowców.

           

Stała opieka Boża towarzyszy każdemu człowiekowi, szczególnie zaś tym, którzy doświadczają życiowych trudności. Wiedzą o tym wdowy i wdowcy - grono blisko tysiąca osób w naszej wspólnocie parafialnej. Utracili oni najbliższego na ziemi człowieka i teraz stają wobec wszystkich spraw i problemów samotnie. Są przy tym bardzo dzielni i samodzielni. Bliska jest im troska o należyte wychowanie religijne dzieci i wnuków. Upominają, gdy trzeba, zawsze zachęcają do dobrego. Są sumieniem dla osób o uśpionym sumieniu. To prawdziwy Skarb w rodzinie!

            Prośmy Boga, aby modlitwa jaką zanoszą do Niego wdowy i wdowcy naszej parafii była skuteczna i uprosiła potrzebne łaski osobom zagubionym i błądzącym. Bóg, który nagradza każde dobro, niech im szczodrze błogosławi!

ks. Jan Abrahamowicz

 

 

16

 

Modlitwa za wdowy i wdowców (do św. Rity)

Św. Rito, przychodzę do ciebie prosić za wdowy i wdowców pełne bólu po śmierci tego, którego dał im Pan jako współmałżonka. Ty, która wiele cierpiałaś widząc swojego zabitego męża i umiałaś pogodzić się z wolą Bożą, oddając Bogu swoje zranione serce małżonki, przyjdź im z pomocą i wyproś dla nich u Pana pocieszenie, aby nie przeżywały w smutku reszty swojego życia.

Niech Pan obdarzy ich łaską, aby mogły cię naśladować, modląc się o zbawienie dla swoich zmarłych, i aby przeżyły swoje wdowieństwo w miłości Boga i bliźniego, w mądrym prowadzeniu domu i rodziny, we wzajemnej miłości i szacunku krewnych. W ten sposób podtrzymane przez Bożą pomoc i ufne w twoje wstawiennictwo, o św. Rito, mam nadzieję, że osiągną życie wieczne.

Amen.

Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu...

 

 

2

 

Dzisiejsza niedziela

27 niedziela zwykła, rok B

Na pewno są takie Boże przykazania, które chętnie zachowujemy. Są i takie, których przestrzeganie przychodzi z większym trudem, ale się z nimi zgadzamy. Ale bywają i takie, których wolelibyśmy nie słyszeć. A czytania tej niedzieli to wezwanie, by zaufać Bogu i uznać, że jednak ma rację. Zresztą On nie teoretyzuje. Zna ludzkie życie, bo przecież kiedyś stał się jednym z nas...

Stać się przed Bogiem jak dziecko? To uznać, że zawsze ma rację. W kwestii nierozerwalności małżeństwa też.

Rozwód jest jak morderstwo. Jak rozcięcie ciała. Co Bóg złączył, tego człowiek nie ma rozdzielać. Można się zastanawiać, czy skoro miłość wygasła, rozwód, jako zakończenie nieistniejącego związku, nie powinien zostać dopuszczony. Prawdą jest jednak, ze to sprzeczne z Bożym zamysłem. Nie tego chciał Bóg. Pytanie: skoro mamy kiedyś osiągnąć Nowy Eden, raj, niebo, to czy nie akceptując Bożych rozwiązań będziemy tam szczęśliwi? Jeśli twierdzimy, że Bóg nie ma racji, to czy możemy być szczęśliwi w niebie, w którym w całej rozciągłości będzie się działa wola Boga?

 

 

7

 

O czym dzisiejsze czytania i Ewangalia

27 Niedziela zwykła, rok B (Rdz 2,18–24; Hbr 2,911; Mk 10.2–16).

1. Małżeństwo i rodzina były zawsze i nadal są przedmiotem szczególnej troski matczynej Kościoła. Nasz wiek przyniósł nam w tej dziedzinie nowe dokumenty Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Narzucone przez współczesność doktrynalne opracowanie w Kościele nowych aspektów życia małżeńskiego i rodzinnego opiera się – poza wykorzystaniem danych psychologii i socjologii – głównie na pogłębionej lekturze Pisma Świętego. Wystarczy tu wspomnieć katechezy środowe św. Jana Pawła II Mężczyzną i niewiastą ich stworzył. Rodzina jako „mały Kościół” (ecclesiola) to zdobycz wprawdzie dzisiejsza, ale w pełni biblijna i zgodna z Tradycją. Dzisiejsze zestawienie czytań akcentuje to, że zasada nierozerwalności małżeństwa nie pochodzi dopiero od Kościoła, On bowiem broniąc jej niezłomnie nie głosi swojej teorii, tylko interpretuje objawioną wolę Stwórcy uroczyście potwierdzoną przez Syna Bożego.

2. Dzisiejszy urywek z Księgi Rodzaju jest drugim z kolei w tej księdze opisem stworzenia pierwszej pary ludzkiej, bardzo różnym w stylu od pierwszego (1,26–31). Obrazowość dokumentu J (jahwistycznego), z którego pochodzi dzisiejszy opis, na pierwszy rzut oka jakby naiwna, zawiera w rzeczywistości nieoczekiwaną głębię doktrynalną. Trzeba tylko ją wydobyć spod dziwnej szaty literackiej. Autor dobitnie chce wykazać, że pierwszy mężczyzna stworzony w otoczeniu pozostałych bardzo rozmaitych istot ze świata zwierzęcego jest zupełnie samotny, czego Bóg nie chce. Człowiek góruje nad nimi (por. 1,26), skoro potrafi imieniem określić istotę każdej z nich. Stworzenia pierwszej kobiety dokonuje Bóg z ciała pierwszego mężczyzny, z części będącej blisko serca. Adam potrafi ocenić tę więź należycie. Zachodzi tutaj po hebrajsku gra słów (isz – iszsza), której brak w naszym: mężczyzna – kobieta. Biblia Wujka w ślad za vir – virago Wulgaty ma „mężynę” od „męża”. Końcową refleksję po­wtórzy Jezus w Ewangelii.

Urywek z Listu do Hebrajczyków rozpoczyna dziś sekwencję branych z niego drugich czytań do kolejnych niedziel roku B. Urywek z listu poświęconego przede wszystkim wyższości przymierza Nowego nad Dawnym i kapłaństwu Jezusa Chrystusa tylko z pozoru nie wiąże się z dzisiejszym tematem niedzieli. Dzisiejszy fragment ukazuje, jakie jest źródło uświęcenia całości życia chrześcijańskiego, a w nim również małżeństwa czy rodziny. Zasadą uświęcenia jest dobrowolnie podjęta przez Jezusa Chrystusa śmierć za wszystkich. Na drodze ofiary z własnego życia doskonali On tych, których nie wstydzi się nazwać swymi braćmi, przekształcając naturę ludzką, którą z nimi dzieli. Podmiotem samej czynności uświęcania jest w Biblii zasadniczo sam Bóg jako jedynie Święty. Tu jednak uświęca Chrystus jako Syn Boży równy Ojcu. W tekście odnajdujemy zapewne także aluzję do Adama jako praojca nas wszystkich, włącznie z Jezusem według ciała.

Na całą perykopę dzisiejszej Ewangelii składa się kontrowersja Jezusa z faryzeuszami z dodatkowym wyjaśnieniem nowej zasady wobec samych uczniów zaskoczonych takim rostrzygnięciem (por. Mt 19,10) oraz scena dopuszczenia do siebie i błogosławienia dzieci. W pierwszej części pytanie skierowane do Jezusa, stanowiło znów pułapkę zastawioną na Niego tym razem przez faryzeuszy. Polegała ona na tym, że zajęcie sta­nowiska w sprawie rozwodów jednakowo narażało Jezusa na oskarżenie bądź przed ludem („uczy inaczej niż Mojżesz”), bądź przed okupacyjnymi władzami rzymskimi, które przecież w swoim prawie sankcjonowały rozwody. Jezus bije przeciwników ich własną bronią – przedmojżeszowym, jeszcze rajskim, Bożym zarządzeniem o nierozerwalności małżeństwa. Uroczyście Syn Boży wprowadza zarazem ów stan pierwotny zamierzony przez Stwórcę jako odtąd obowiązujący. Scena z dziećmi ukazuje, jak dalece drogie były Jezusowi dzieci – owoc pożycia małżeńskiego.

3. Myślą główną łączącą wszystkie trzy czytania jest prawda, że małżeństwo jest na wskroś świętą instytucją Bożego pochodzenia, już ze swej natury nierozerwalną. Tę ostatnią prawdę streszcza na sposób sobie właściwy, jeszcze na poziomie Starego Testamentu, przedostatnie zdanie drugiego czytania. Słowa te nie pochodzą już od pierwszego mężczyzny, lecz są własną refleksją autora Księgi Rodzaju. Właśnie tę końcową refleksję barwnego opisu powstania kobiety, potwierdza pytany o rozwody Jezus w dzisiejszej Ewangelii, a nadto dodaje od siebie zakaz rozłączania tego, co Bóg złączył. Do tego anulowania czasowej „dyspensy”, wyraźnie dopiero Mojżeszowej, jak stwier­dza Jezus podając jej racje, trzeba dziś dołączyć wniosek na temat pełnej świętości małżeństwa chrześcijańskiego na zasadzie dokonanej przez Jezusa Chrystusa ofiary odkupującej całego człowieka wraz z całym wszechświatem.

4. Homilia po wstępie wykorzystującym punkt 1 może harmonijnie połączyć dane punktu 3 i perykopy ewangelijnej. Przeciwstawi się więc ona rozpowszechnionym poglądom, że małżeństwo jest sprawą zupełnie prywatną, opartą na sile popędu, a zależną od doboru płciowego obojga małżonków, dlatego o względnej trwałości w czasie. Natomiast wykaże, że to Bóg sam pomyślał je inaczej. Homilia podkreśli więc sakralny charakter tej instytucji. Jest ona z natury swojej nierozerwalna. Czasowa „dyspensa” z możliwością rozwodów w Torze Mojżeszowej, tolerowana była tylko – według słów Jezusa – przez wzgląd na zatwardziałość serc. Ale Syn Boży swoim autorytetem stanowczo ją odwołał. Sam zaś z kolei obdarzył małżeństwo chrześcijańskie nową świętością, której źródłem i rękojmią pomyślnego pokonania trudności w pożyciu jest Jego ofiara krzyżowa wraz ze zmartwychwstaniem. Odtąd małżeństwo wiernych odbija w sobie relację Chrystusa do Kościoła (por. Ef 5,23–27).

Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”

 

 

10

 

Walczyć o jedność małżeństwa

W naszych czasach, tak przesiąkniętych zniewoleniem konsumpcyjnym, coraz częściej są deptane podstawowe wartości. Ogromny kryzys przeżywa rodzina i małżeństwo. Kilka lat temu w jednym z mieszkań na południu Polski rozegrała się scena ilustrująca ów dramat.

Mąż po kilku latach małżeństwa porzuca żonę. Pakuje walizki. Zabiera z szufladki stolika banknot o dużym nominale, mówiąc do żony, że jak rozmieni, to przyśle połowę na utrzymanie dziecka. Przy pożegnaniu bierze na kolana synka, który jednak dość zimno przyjmuje ten gest. Dziecko schodzi z kolan ojca i podaje matce jakiś papierek. Ojciec machinalnie sięgnął do kieszeni i wyciągnął połowę banknotu i zdenerwowany zapytał:

– Coś ty zrobił?

– Nic. Tata powiedział, że połowę da mamusi. A tata już chciał wychodzić, więc żeby nie zapomniał, dałem połowę tatusiowi, a połowę mamusi – odpowiedział malec.

Ta dość symboliczna scena pokazuje, że małżeństwo można porównać do banknotu, który traci swoją wartość, gdy zostaje rozerwany na dwie części. Niestety coraz więcej osób próbuje przedzierać ów banknot, wychodząc z założenia, że to jest najlepszy i najszybszy sposób rozwiązania problemów. A przecież w Ewangelii czytamy: „Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela?” (Mk 10). Trzeba więc ciągle walczyć o trwałość tej instytucji, która leży u podstaw szczęśliwej, realizującej swoje powołanie rodziny. Powstaje jednak pytanie, jak to uczynić. Niech za konkretne rady posłużą autentyczne historie.

Do pewnego proboszcza przyszedł mężczyzna w sile wieku i poprosił o Mszę św. z okazji srebrnego jubileuszu małżeństwa. W oznaczonym dniu przywiózł na wózku swoją żonę i zaniósł ją przed ołtarz na rękach jak dziecko. Dziwny to był widok. Kobieta spostrzegła, że jej obecność zrobiła na księdzu ogromne wrażenie, zwróciła do niego rozpromienioną ze szczęścia twarz i powiedziała:

– Ksiądz zapewne się dziwi temu, co w tej chwili widzi. Już 24 lata jestem sparaliżowana. W rok po naszym ślubie stało się nieszczęście, zostałam kaleką i ciężarem dla męża. Nic nie miał ze mnie w ciągu tych 24 lat. A jednak z dumą muszę powiedzieć, że mój mąż przez te wszystkie lata był mi wierny jak w pierwszym dniu naszego małżeństwa.

Można zatem powiedzieć, że pierwszym istotnym elementem trwałości związku jest ofiarność. Gdzie jej nie ma, musi dojść do kryzysu. Nie można sobie wyobrazić szczęśliwego małżeństwa, w którym nie ma miejsca na kompromis, rezygnację z własnych potrzeb czy walkę z egoizmem. Aby jednak wszystkie te elementy się pojawiły, potrzeba ofiary. Jest ona gwarantem trwałości małżeństwa, ale nie tylko ona.

W czasie świętowania złotych godów zapytano jubilatów, gdzie leży źródło ich przykładnej zgody i harmonii. Stary małżonek odpowiedział bardzo chytrze:

– W dniu naszego ślubu umówiliśmy się z żoną, że większe decyzje będę podejmował ja, mniejsze – ona. I tego trzymaliśmy się całe życie. Bogu dziękuję, że do dnia dzisiejszego nie trzeba było podejmować ani jednej większej decyzji.

Ta pełna humoru anegdota pokazuje, że wspomaganie się i mądry rozdział kompetencji mogą zapewnić bezkonfliktowe egzystowanie. O tym mówił także Chrystus, nauczając, że małżonkowie „będą jednym ciałem” (Mk 10). Ciało, aby dobrze funkcjonować, musi być zharmonizowane: poszczególne części ciała odpowiadają za konkretne zadania. I podobnie powinno być w małżeństwie.

Znany amerykański sędzia z Chicago Józef Sabbath przez 24 lata swojego urzędowania orzekł 40 tys. rozwodów. Na podstawie tak bogatego doświadczenia podał małżonkom siedem rad celem uchronienia się przed niebezpieczeństwem rozwodu. Oto one:

1. Unikajcie zbyt gwałtownych wzajemnych pretensji.

2. Bądźcie szczerymi wobec siebie. Gdy któreś ma zmartwienie lub kłopot, niech go nie ukrywa wobec współmałżonka aż do ostatniej chwili, gdy grozi katastrofa.

3. Dzielcie między siebie wszelką odpowiedzialność za wspólne sprawy.

4. Rozpoczynajcie każdy dzień bez kłótni i zwady.

5. Bądźcie cierpliwi i wyrozumiali dla siebie nawzajem.

6. Wspólnie pracujcie i razem korzystajcie z rozrywek.

7. Podtrzymujcie ognisko domowe, ciesząc się, że je posiadacie.

Przytoczone wskazania możliwe są jednak do realizacji wtedy, gdy głównym czynnikiem określającym wzajemne relacje jest miłość. Jest ona przecież ciągłym dokonywaniem wyborów. To nie tylko afekt, to nade wszystko postawa. Dlatego też o miłość trzeba dbać, trzeba ją rozwijać.

Święty Jan Paweł II mówił kiedyś do przedstawicieli Włoskiego Forum Stowarzyszeń Rodzinnych:

Umniejszanie wartości społecznej małżeństwa oraz brak poszanowania nienaruszalnej godności ludzkiego życia w żadnym przypadku nie mogą sprzyjać postępowi społecznemu. To, co bywa przedstawiane jako postęp cywilizacji lub osiągnięcie naukowe, w rzeczywistości jest często klęską z punktu widzenia ludzkiej godności i społeczeństwa.

Trzeba się więc modlić coraz więcej w intencjach trwałości małżeństwa, bowiem rodzina staje się mocna dzięki szczęśliwemu małżeństwu.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

11

 

Prze-czucie

– Nic nie rozumiem – powiedział jeden z tych, którzy chodzili za Nim. – Najpierw rygoryzm w sprawie rozwodów; wszystko uporządkowane. A gdy biegające dzieci robią hałas i rozgardiasz, to nie widzi problemu!

– I mówi, że do takich jak one należy Królestwo! – dorzucił drugi.

– A wydawało się, że już Go rozumieliśmy – skwitował trzeci.

Gdy w życiu codziennym zawiedzie nas intuicja, możemy sobie to wytłumaczyć brakiem doświadczenia czy pochopnym osądem. Natomiast gdy chodzi o życie wiarą, bywa, że trudniej przychodzi nam pogodzenie się z tym, że „poznanie duchowe” zawiodło. Być może jest tak dlatego, że skoro życie duchowe jest „we mnie”, wydaje się bardziej „moje” – a przez to mam większe prawo do tego, co się w obrębie owego świata wewnętrznego dzieje. Stąd już tylko krok, by z własnego osądu zrobić dekret: tak ma być i koniec.

Jeśli w podążaniu za Jezusem kierujemy się najczęściej przeczuciem – z naciskiem na „czucie” – możemy dojść do momentu, w którym będzie nam z Nim nie po drodze. Szczególnie wtedy, gdy Chrystus wskaże dłuższą drogę, bardziej wymagającą i do tego czasem krętą. Intuicja podpowiada, by szukać skrótu, bocznej furtki – tylko po to, by się przekonać, że to, co miało pomóc, zaprowadziło nas na rozdroża. Wtedy może się pojawić wołanie: Jak dobry Bóg mógł na to pozwolić?! Wydawało mi się, że dobrze idę!

Choć trzeba słuchać wewnętrznego głosu, to musimy również pamiętać, że jest Ktoś, kto potrafi być bliżej mnie niż moje życie duchowe, kto zna mnie od samego początku. I – mówiąc najogólniej – zdania o mnie nie zmienił. Mieszkanie w niebie dalej mam przygotowane, nawet jeśli nie czuję się godny, by tam wejść.

Gdy to przeczucie przesłania nam drogę, gdy zatwardziałość serca spycha na manowce, Jezus, stając naprzeciw, mówi: Na początku stworzenia… Ten, który istniał przed początkiem rzeczy, przypomina, że droga powrotu zaczyna się od spojrzenia na początek naszej drogi – na Niego, który jest Miłością i zawsze pozwala do siebie przyjść. By po raz kolejny się przekonać, że z Nim jest zawsze lepiej niż po swojemu.

Grzegorz Kuraś OP – „wdrodze.pl”

 

 

12

 

Kocham Ciebie Boże

Jak wielkim szczęściem znaleźć Ciebie Panie

Ile radości miłość Twa rozdaje,

Jakie w mym sercu uniesienia mnożę

Gdy wierzę w Ciebie, Ojcze mój i Boże.

Jak jasno widzę przyszłość swa przed sobą

I jak odważnie stąpam życia drogą.

I jak z radością witam każdy ranek,

By dzień znów zacząć, z Tobą moim Panem.

I szczęście widzę, już wszędzie przed sobą

Bo w mej modlitwie wiecznie jestem z Tobą.

Wiesława Waliszewska

 

 

13

 

Nie ręką ludzką


Acheiropoietos – nie ludzką ręką uczyniony – to określenie przylgnęło do wizerunku twarzy Chrystusa, który znajduje się w Manoppello. Wydaje się, że w małym kościółku położonym w górach Abruzji jest przechowywana tajemnica podobna do świadectwa zapisanego na Całunie Turyńskim. Na chuście wykonanej z bisioru widnieje twarz młodego mężczyzny o rysach semickich. Najbardziej zaskakujące są warunki powstania tego wizerunku. Bisior, nazywany tkanym złotem, stanowi najdroższy materiał, ponieważ wykonywany jest z masy perłowej. Ponadto z naukowego punktu widzenia nie nadaje się na płótno malarskie, co więcej – nie ma fizycznej możliwości, aby za pomocą sztucznych czy też naturalnych pigmentów można było na nim cokolwiek namalować. Jeśli dodatkowo odwołamy się do tradycji chrześcijańskiej, która w licznych starożytnych przekazach potwierdza fakt istnienia niezwykłego obrazu Zbawiciela, to możemy przypuszczać, że wspomniane odbicie twarzy Chrystusa powstało w chwili Jego zmartwychwstania.

Acheiropoietos – nie ludzką ręką uczyniony znak. Dzisiejsza liturgia słowa opisuje trzy wydarzenia, które kreśli Bóg na płótnie, jakim pozostaje człowiek. To on dzięki łasce Stwórcy staje się ikoną i znakiem przyszłej nieśmiertelności.

Historia stworzenia kobiety to biblijny obraz zaangażowania się Boga na rzecz ludzi, aby otworzyć im perspektywę rozwoju. Adam, odczuwając samotność, prosi Stwórcę o dar osoby, która będzie rozumieć świat podobnie jak on i pozwoli mu z sobą nawiązać więź. Odpowiedzią Boga stała się kobieta. Z jednej strony stanowi ona odpowiedź na prośbę człowieka, z drugiej wyraża niczym nieograniczoną ani skrępowaną mądrość Stwórcy. W postaci Ewy zostaje umieszczone wezwanie skierowane do rodzaju ludzkiego, że nie może on własnych pragnień realizować na swoją miarę i wyobrażenie, bo jego udziałem będzie samotność i degradująca pustka. Dopiero zaproszenie Boga do swojego życia uczyni z tego, co stworzone, płótno dla Jego malarskiego dzieła.

Dopełnieniem tej perspektywy są słowa Listu do Hebrajczyków. Autor odsłania strukturę przemiany człowieka. Jego poszukiwania kogoś, kto pomoże mu przekroczyć i zrozumieć otaczającą go rzeczywistość, znajdują swoje spełnienie w Chrystusie. To On stanowi ostateczną interpretację otaczającego nas świata. Nie sposób zrozumieć całej rzeczywistości bez odwołania się do Boga. Jeśli brak realizacji tego najgłębszego pragnienia zamkniętego w sercu stworzenia, wszystko staje się bezimienną mogiłą. Dopiero Syn Boży ukazuje w sobie harmoniczną jedność tego, co stworzone, i tego, co boskie. Jego wieczne trwanie jest dla nas wezwaniem i świadectwem do otwarcia się na tę jedność odradzającą nasze serca. Owocem zawierzenia Bogu jest uświęcenie, czyli zakorzenienie w Chrystusie, które pozwala nam z radością i nadzieją wpatrywać się w twarz Ojca Niebieskiego.

Tajemnica raju oraz dar Chrystusa stają się podstawą odczytania trzeciego dzieła acheiropoietos. Jest nim nierozerwalne małżeństwo. Nie można o nim mówić, jeśli nie zinterpretuje się go jako dwóch twarzy mężczyzny i kobiety zapatrzonych w siebie. „W siebie” nie oznacza egoistycznego pragnienia podporządkowania sobie innych i świata. Wręcz przeciwnie – małżonkowie winni być dla siebie pomocą w dostrzeganiu Chrystusa. W konsekwencji i mąż, i żona wzmacniają wzajemną więź, jeśli patrzą na świat „przez drugiego” i „dla drugiego”. Moc łaski Zbawiciela pozwala dostrzec jeszcze jeden wymiar małżeństwa. Jest nim dar obecności Boga. Związek mężczyzny i kobiety jest płótnem, na którym odciska się twarz Zmartwychwstałego. Dlatego ściąga na siebie przekleństwo Boga każdy, kto próbuje zniszczyć jedność małżonków.

Wizerunek Chrystusa odciśnięty na bisiorze domaga się szczególnego sposobu percepcji. Ponieważ ten drogocenny materiał mieni się barwami, dlatego by dostrzec obraz Zmartwychwstałego, konieczne jest oglądanie go w zaciemnionym pomieszczeniu. Podobne prawo odnosi się do małżeństwa. Odkrywanie prawdy o nim musi odbywać się przez osobiste poszukiwanie małżonków. Jedną z dróg, którą warto podążać, jest rozmowa. Wystarczy, gdy mąż i żona znajdą codziennie dwadzieścia minut, aby je poświęcić wyłącznie sobie. Ten czas musi „składać się” z dwóch elementów. Pierwszym jest podziękowanie małżonkowi za dobro, które spełnił i które w oczach współmałżonka jest najcenniejsze. Druga część rozmowy to podzielenie się tym, co trudne czy też bolesne w zachowaniu drugiej osoby. Ważne, aby zanim współmałżonek zacznie odpierać zarzuty, swoją wypowiedź rozpoczął od następujących słów: „Jeśli cię uraziłem, to przepraszam, ale proszę, wysłuchaj moich racji”. Wspomniany czas, spędzony na dialogu, powinien zostać dopełniony modlitwą, czyli wpatrywaniem się w oblicze Chrystusa, który ma moc przemienić ludzkie serca, wydoskonalić miłość i dokonać cudu wzajemnej jedności.

Acheiropoietos to streszczenie sposobu obecności Boga w Kościele. Dziś może trudno, ze względu na otaczający świat, odkrywać te znaki Jego miłości, ale czy to może nas usprawiedliwiać? Czyż nie warto dołożyć wszelkich starań, aby ocalić bisior naszych serc, pozwalając, aby wciąż jaśniała na nim ikona Chrystusa?

ks. Grzegorz Babiarz – „ILG”

 

 

14

 

Czego uczy święty proboszcz?

W Roku Kapłańskim w Mzykach zostało ustanowione sanktuarium św. Jana Marii Vianneya.

Polskie Ars to niewielkie sanktuarium leżące 30 km od Częstochowy. Przy relikwiach św. Jana Marii Vianneya można się modlić o nowe powołania i za tych, którzy już poświęcili swoje życie Bogu.

W Polsce jest zaledwie kilka parafii pod wezwaniem św. Jana Marii Vianneya (jeśli wierzyć Wikipedii – dokładnie osiem, w tym w dwóch proboszcz z Ars jest współpatronem). Jeszcze mniej było ich w 1988 r., kiedy powstawała parafia w Gniazdowie niedaleko Częstochowy. Ówczesny biskup częstochowski Stanisław Nowak postanowił, że kaplica w leżących na terenie parafii Mzykach zostanie zawierzona francuskiemu kapłanowi. – Jeszcze będą tu przyjeżdżać pielgrzymki – zapewniał.

Kaplicę budowano kilka lat. Została poświęcona w 1994 r. W 2000 r. biskup konsekrował kościół w Mzykach i przekazał do niego relikwie św. Jana Marii Vianneya. Wspomniał wtedy o utworzeniu sanktuarium, ale powstało ono kilka lat później. W 2009 r., ogłoszonym przez Benedykta XVI Rokiem Kapłańskim, abp Nowak zorganizował diecezjalną pielgrzymkę księży do Mzyk. To wtedy ogłosił uroczyście, że kościół będący filią parafii w Gniazdowie będzie sanktuarium poświęconym proboszczowi z Ars i miejscem modlitwy za kapłanów i osoby życia konsekrowanego.

Dziś pielgrzymi przyjeżdżający do polskiego Ars mogą zobaczyć pokój św. Jana Marii. Jest urządzony tak jak ten na jego prawdziwej plebanii we Francji. Twórcy zadbali, żeby wyposażenie rzeczywiście pochodziło z XIX w. Na miejscu można spróbować dania stanowiącego codzienny posiłek świętego proboszcza: gotowanych ziemniaków. W pięknym niedużym kościółku można się modlić i adorować Najświętszy Sakrament.

Pokora świętego

Do sanktuarium w Mzykach przyjeżdżają kapłani, ale też modlący się za nich świeccy. W 2018 r. wrocławska parafia pw. NMP Wspomożycielki Wiernych zorganizowała pielgrzymkę małżonków, chcących odwdzięczyć się modlitwą kapłanom, którzy kiedyś błogosławili ich małżeństwo. Pięć lat wcześniej do Mzyk przyjechali członkowie Roty Rzymskiej z jej ówczesnym dziekanem ks. Pio Vito Pinto. Niektórzy pielgrzymi na własną rękę odwiedzają sanktuarium, znajdujące się 30 km od Częstochowy. Nie jest ich aż tylu co na Jasnej Górze, ale czasem gości jest więcej niż mieszkańców wsi. Pod tym względem polskie Ars przypomina to francuskie – miejscowość św. Jana Marii Vianneya także była mała. Sława świętego proboszcza zaczęła jednak przyciągać tłumy. Według jednej z opowieści kolejka oczekujących na spowiedź u proboszcza z Ars przesunęła kiedyś konfesjonał.

Nie oznacza to, że biografia francuskiego kapłana to opowieść o człowieku, który przezwyciężył trudności i odniósł w życiu sukces. Św. Jan Maria miał wrogów, którzy rozpuszczali o nim złośliwe plotki. Był też fizycznie atakowany przez szatana. W dodatku przez całe życie opłakiwał Franciszka, swojego brata, który zamiast niego poszedł do wojska i zginął. Przyszły proboszcz został wciągnięty do armii w 1809 r., ale nie dotarł na wojnę w Hiszpanii. Możliwe, że z powodu choroby zgubił się podczas marszu. Niektórzy twierdzą, że świadomie zdezerterował, być może z powodu konfliktu sumienia. Dowództwo przyjęło tę drugą wersję. Jan Maria Vianney przez niemal rok musiał się ukrywać, a tymczasem zamiast niego zaciągnął się Franciszek. W 1813 r. zginął w Niemczech, a rodzina obarczyła Jana Marię odpowiedzialnością za jego śmierć.

Zatem życie proboszcza z Ars było zmaganiem. I pewnie nie wygrałby go, gdyby nie pokora, która go cechowała – uważał się za niemądrego, był przekonany, że nie potrafi kierować parafią, nie chciał przyjmować odznaczeń, w tym Legii Honorowej. Nie mógł zresztą czuć się zwycięzcą, gdyż miał świadomość, że po jego odejściu parafia wróci do dawnego fatalnego stanu. Być może więc najważniejszą nauką, jaką mogą wyciągnąć księża i świeccy odwiedzający Jana Marię w polskim Ars, jest ta, że w posłudze duszpasterskiej nie należy spodziewać się sukcesu.

Jakub Jałowiczor – „Gość”

 

 

15

 

Niebiańska bazylika - Monte Sant’Angelo

Bazylika św. Michała Archanioła to jedyna świątynia na ziemi niepoświęcona ręką ludzką. „Ten, który ją wybudował, sam ją poświęcił i konsekrował” – oznajmił św. Michał Archanioł podczas trzeciego objawienia.

Te słowa można przeczytać przy wejściu do cudownej groty. – Czujemy tu obecność św. Michała – mówi ks. Piotr Hadro, jeden z ośmiu michalitów posługujących w sanktuarium. – Opętanych, osaczonych, którzy tu przyjeżdżają po pomoc, trzeba znosić na siłę po 86 schodach, tak się boją św. Michała Archanioła. Okazuje się, że w sanktuarium nie ma egzorcysty, ale tak intensywnie działa sam Archanioł. Siostra Aurelia, pracująca tu od 5 lat, opowiada jednak o egzorcyście, który regularnie przyjeżdża z opętanymi: – Wzbraniają się przed wejściem do bazyliki, szarpią się, ryczą, wiją jak węże. Tu następuje zetknięcie diabła z mocą Bożą i on zostaje zmuszony do pokazania się. – Jakby człowiek go zobaczył, to by się przestraszył i przestał grzeszyć. Więc woli pozostawać w ukryciu, działać niezauważalnie. Jest jak antipasto – przystawka. Zaostrza apetyt, zachęca, żebyśmy próbowali dalej, a potem znienacka podcina nam nogi – tłumaczy ks. Piotr. Przez kilka dni pobytu w Monte Sant’Angelo, 10-tysięcznym miasteczku wyrosłym wokół istniejącego od piętnastu wieków sanktuarium, jedząc antipasto, pasty i pizzę, nieustannie rozmawiamy o działaniu Bogu i szatana. Zdajemy sobie sprawę z tego, że diabeł osacza nie tylko zachowujących się przerażająco opętanych, ale każdego z nas. Wszelki zły uczynek karmi jego moc. Bliska obecność niezwykłego sanktuarium w naturalny sposób skłania do zastanowienia się nad najważniejszymi sprawami życia. Spacerując ulicami Monte Sant’Angelo, które nawet bielą domów zaznaczają oczyszczającą siłę tego miejsca, zastanawiamy się, dlaczego dziś ludzie nie chcą pamiętać o szatanie. Zapominają, że to realna siła sprowadzająca w sferę mroku i zła. – Jedno jest pewne, że jak się przez niego namęczą, szukają doktora i wtedy przychodzą tu – pointuje ks. Piotr. Ksiądz rektor Władysław Suchy opowiada o setkach nawróceń tych, którzy zaglądają tu nie z powodów religijnych, ale z czystej ciekawości. Od 19 lat jest ich świadkiem nie tylko w konfesjonale. – Ci, co tu byli, mówią o silnej duchowości tego miejsca – podkreśla. – Nieraz ludzie podchodzą do kapłana i proszą o pomoc, a kiedy opowiadają, to aż nam się włosy jeżą na głowie. Przyznają, że są niewierzący, ale potrzebują pomocy, bo nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Mówią: „Nigdy nie planowałem tej pielgrzymki, zostałem tutaj przyciągnięty”. Bazylika św. Michała i pobliskie sanktuarium św. o. Pio w San Giovanni Rotondo to dwa wielkie, gotowe przyjąć potrzebujących, konfesjonały. Kapłani spowiadają tu przez całe dni.

Tu stanęło dziecko

Odłamek wapiennej skały z cudownej groty położonej w połowie wysokiej (850 m) góry Gargano to znak tego miejsca. Zabierają go stąd pielgrzymi jako relikwię trzeciego stopnia. Święty Michał jest aniołem i nie zostały tu ani jego kości, ani szaty, ale skała, na którą zstąpił. Przesłanie, żeby pielgrzymi zabierali ze sobą kamyki, przekazał podczas ostatniego z czterech objawień. W drugiej połowie XVII w. mieszkańców południowych Włoch dziesiątkowała zaraza. Ówczesny duszpasterz tego miejsca, abp Puccinelli, zalecił modlitwy w grocie przez trzy dni. 22 września 1656 r. nad ranem w jego pałacu na Monte Sant’Angelo objawił mu się św. Michał i powiedział, że modły zostały wysłuchane. Kto z wiarą pobierze skałę i wyryje na niej krzyż, zostanie ocalony. Tak też się stało. – Skała to symbol Chrystusa, na którym trzeba budować – tłumaczy ks. Suchy. – Każdy przynosi tu swój krzyż, dlatego przychodzący dotykają skały. Jesteśmy cieleśni, a więc mamy potrzebę realnego dotknięcia. Dziś do groty schodzi się ze szczytu góry po schodach. Na początku wejście prowadziło z dołu, od doliny Carbonara. Carbon znaczy węgiel, a kiedyś było tu dużo lasów i produkowano z nich węgiel drzewny. Dolinę widzę z okna celi zakonnej, użyczonej mi gościnnie przez michalitów na kilka dni pobytu tutaj. Może trudno to sobie wyobrazić, ale właściwie mieszkamy na dachu bazyliki. W dole na poprzetykanych skałami zielonych pastwiskach bieleją punkciki – pasące się krowy. Jak mówią po cichu mieszkańcy Monte, nazywani w okolicy „montenerami”, spotykane tu i ówdzie bydło, świnie, dziki należą do mafii Gargano. Powietrze drży od dźwięku zawieszonych na krowich szyjach dzwonków, ale mniej więcej co godzina zagłuszają je mocne uderzenia dzwonów z górującej nad miastem dzwonnicy sanktuarium. Jakby zwracając uwagę na to, kto tu jest najważniejszy.

Pierwsze objawienie św. Michała miało miejsce około 490 r. Według podań, zgubił się jeden byk ze stada włościanina i po paru dniach poszukiwań pasterz znalazł go klęczącego przed grotą. Zagniewany wypuścił strzałę, ale ona wróciła do niego. Powiedziano o tym bp. św. Wawrzyńcowi, który zarządził trzy dni modłów. W trzecim dniu miało miejsce pierwsze objawienie św. Michała. „Ja jestem św. Michał Archanioł, stojący przed obliczem Boga. Grota jest mnie poświęcona. Będę jej strażnikiem. Tam, gdzie się otwiera skała, będą przebaczone grzechy ludzkie, a wszystkie modlitwy wysłuchane” – powiedział. Drugie objawienie zdarzyło się w 492 r., podczas walki między panującym na tych ziemiach księciem longobardzkim a Grekami. Oblężone Siponto ocalało, a na miejscu objawień wybudowano świątynię. Podczas trzeciego objawienia, w 493 r., Archanioł oznajmił idącemu konsekrować grotę bp. św. Wawrzyńcowi, że nie musi jej święcić, bo zstąpił na nią sam. We wnętrzu znaleziono skałę ociosaną na kształt ołtarza z odciśniętą stopą dziecka. – Rzymianie odciskali swoje stopy na progach domów na znak brania ich w posiadanie – wyjaśnia ks. Suchy. – Znak stopy tutaj to podkreślenie, że jest to dom ziemski św. Michała Archanioła. A czemu to stopa dziecka? – uśmiecha się. – Dziecko to symbol otwartości na działanie Boże. Dziś historyczna skała znajduje się w głównym ołtarzu pod urną z figurą św. Michała.

Przy wadze życia

Niby zastygłe morskie fale układają się sklepienia, tworzące sufit bazyliki niebiańskiej. – Nazywają ją tak dla podkreślenia, że tu św. Michał jest kustoszem – mówi ks. Suchy. Pod podłogą groty znajduje się kolejna, przez którą najpierw prowadziły schody. Potem zmieniła się w cmentarz, gdzie grzebano miejscowych i pątników. – W ikonografii św. Michała przedstawiano, jak asystuje Bogu na sądzie ostatecznym – wyjaśnia ks. Suchy. – Waży nasze złe i dobre uczynki. Kiedyś wiara w to, że życie jest przygotowywaniem na spotkanie z Bogiem, była bardzo żywa. Pielgrzymi chcieli być tu pogrzebani, żeby św. Michał wstawiał się za nimi. Przy wejściu do świątyni umieszczono słowa z Księgi Rodzaju, które Jakub wypowiada po walce z aniołem. W tłumaczeniu z łaciny brzmią one mniej więcej tak, że to szczególne, a nawet przerażające miejsce, w którym odczuwa się moc Boga. To dom Boży i brama niebios. W ołtarzu głównym posąg św. Michała Archanioła Andrei Contucciego, ze szkoły Michała Anioła. Świeci jak biała lampa z marmurów kararyjskich. – Powstał na zamówienie panujących tu wtedy Longobardów – opowiada ks. Suchy. – To naród waleczny, więc wybrał przedstawienie świętego według opisu z Apokalipsy, walczącego ze smokiem i strącającego go w czeluście piekielne. Szatan to potwór o twarzy małpy, udzie kozła, pazurach lwa, ogonie węża. – Święty Michał, przedstawiony jako legionista rzymski, trzyma diabła na łańcuchu jak psa, wymuszając posłuszeństwo – opisuje rzeźbę ks. Julian Gądek, od 3 lat w sanktuarium na górze Gargano. – Zda się mówić: „To ja mam władzę nad tobą”. W muzeum dewocjonaliów znajdują się setki wotów pozostawionych z wdzięczności za uzdrowienia fizyczne i duchowe. Na wotywnych obrazkach widać namalowane opowieści o cudach: w 1956 r. ktoś wjechał motocyklem pod pociąg, ale uniknął śmierci, wzywając św. Michała. W 1966 r. robotnik pracujący na budowie spadł z balkonu, a nic mu się nie stało. – To obrazkowa katechizacja pielgrzymów, przypomnienie, że św. Michał to nie bajka, jeśli mu się ktoś realnie powierza – mówi ks. Suchy. Wśród pielgrzymujących było wielu świętych. Przybył tu też św. Franciszek, ale nie wszedł do środka, mówiąc, że jest niegodny dotknąć tej ziemi. Do lat 70. ub. wieku ze ściany w grocie ściekała woda, którą jako cudowną zabierali do domów przybywający. Opowiada o tym 76-letnia pani Marija z Barii, która przyjechała z kuzynką Nuncją. – Jak byłam mała, przychodziliśmy pieszo, od podnóża góry klękając i modląc się, a tu nabieraliśmy do butelek wodę. Pierwsze zapiski o objawieniach pochodzą z „Liber de apparitione sancti Michaeli in Monte Gargano” z VIII w. Ale w dolnej grocie, gdzie dziś mieści się muzeum archeologiczne, przetrwały ślady potwierdzające, że wcześniej było tu miejsce kultu. Na ścianach widać setki napisów w alfabecie runicznym, zostawiane przez pielgrzymów z VII i VIII w. Polscy księża michalici zostali zaproszeni do opieki nad bazyliką niebiańską w 1995 r. Sanktuarium było zapuszczone, brakowało miejsca do dogodnej spowiedzi dla tysięcy pątników, a na remont nie było grosza w skarbonie. Dziś nowi gospodarze urządzili tu przestronną kaplicę pojednania, gdzie można się wyspowiadać, zamontowali windę ułatwiającą transport chorym, wybudowali dom pielgrzyma. – Już na początku całkowicie zdałem się na Opatrzność i pomoc św. Michała i intensywnie zacząłem działać – opowiada ks. Suchy. – W ciągu dwóch lat pozyskaliśmy środki, które własnymi siłami zbieralibyśmy 50 lat. Święty Michał wyprowadził nas na prostą.

Barbara Gruszka-Zych – „wiara.pl”

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

3 października - św. Franciszek Borgiasz, prezbiter
3 października - św. Chrodegang, biskup
3 października - bł. Kolumban Józef Marmion, prezbiter
4 października - św. Franciszek z Asyżu
5 października - św. Faustyna Kowalska, dziewica
5 października - bł. Rajmund z Kapui, prezbiter
5 października - bł. Albert Marvelli
5 października - bł. Franciszek Ksawery Seelos, prezbiter
5 października - bł. Bartolo Longo
5 października - bazylika katedralna we Włocławku
5 października - bazylika katedralna w Toruniu
6 października - św. Brunon Kartuz, opat
6 października - bł. Jakub (Dydak) Alojzy de San Vitores, prezbiter i męczennik
6 października - św. Maria Franciszka od Pięciu Ran Pana Jezusa, dziewica
6 października - bł. Innocenty z Berzo, prezbiter
7 października - Najświętsza Maryja Panna Różańcowa
7 października - św. Justyna z Padwy, dziewica i męczennica
8 października - św. Pelagia, męczennica
9 października - bł. Wincenty Kadłubek, biskup
9 października - święci męczennicy Dionizy, biskup, i Towarzysze
9 października - św. Jan Leonardi, prezbiter
9 października - św. Ludwik Bertrand, prezbiter
9 października - święci Cyryl Bertram i Towarzysze, męczennicy
9 października - Abraham, patriarcha
10 października - bł. Maria Angela Truszkowska, dziewica
10 października - święci męczennicy Daniel i Towarzysze
10 października - św. Jan z Bridlington, prezbiter
10 października - św. Tomasz z Villanova, biskup

10 października - św. Paulin z Yorku, biskup

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.